Dodaj do ulubionych

samotność we dwoje

05.03.05, 13:03
Mam 45 lat. Na imię Grażyna. Muszę zrobić coś, aby nie zwariować. Ale nic mi się nie chce. Pierwszy
raz w życiu wchodzę na forum. Pierwszy raz w życiu robie wiele żeczy. Uczę się akceptowania
samotności, pustki, siebie. Agresji, arogancji, bezwzględności najbliższego mi człowieka. Pierwszy raz
dotykam okazywanej mi pogardy. Nie pomagają obrazki, które maluję, wiersze, które piszę. Nie pomaga
nic. Zmuszam się by żyć bo nadzieja kawalek słońca jutro lub kiedyś tam jest mimo wszystko silniejsza.
I całe szczęście choć nie rozumiem tej sprzeczności. Rozpacz i nadzieja? Tyle we mnie zła ile brakuje
dobra... Tyle we mnie lęku by wstać, wyjść i zacząć życie na nowo. Nie umiem być sama bo nigdy nie
byłam.
Obserwuj wątek
    • natla Re: samotność we dwoje 05.03.05, 13:11
      Matko kochana, Grażynko, to okropne co piszesz. Samotność we dwoje podszyta
      pogardą, bezwzględnością i arogancją, to nie do zniesienia.
      Przemyśl , czy nie wyolbrzymiasz problemu. Jeżeli nie, to zbierz siły, energię,
      wytrzymałość i uciakaj. Jesteś na tyle młoda, że jeszcze sobie życie ułożysz.
      Choćbys miała byc bez partnera. To o wiele lepsze, niz takie życie ubo "kwiatka
      do ubrania".
      A próbowałas te wszystkie żale z nim omówić? Może on sobie nie zdaje sprawy,
      jak Ty przezywasz jego postepowanie.
      Pisze to wszystko tylko na podstawie tego co napisałaś.
      • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 13:18
        On nie chce rozmawiać. Wychodzi na całe dni. Twierdzi że Go upokarzałam. Rzeczywiście byłam
        okropna, głupia, zzdrosna, zaborcza. Kiedy to zrozumiałam jakieś 6 lat temu próbuję do dziś naprawiać,
        zmieniać się. Ale niestety to wciąż za mało. Przyznaję się do mojej naiwności, do niedojrzałości. Wiem, że
        jest za późno. Boję się odejść bo nie znam tego co mnie czeka. Szukanie nowej pracy, domu, znajomych...
        To mnie paraliżuje...
        • natla Re: samotność we dwoje 05.03.05, 13:28
          I widziesz, nawet "chłop" Ci radzi rozstanie.
          Mam tylko jedno pytanie: Czy Ty aby, mimo wszystko, jeszcze go nie kochasz?
          Bo mam kilka takich przykładów, że kobieta woli życ z nim , bo własnie .....
          Nie masz sie czego bać. Mało, ja bym sie cieszyła na zmiany. Nowe zycie....
          Jestem przekonana , że lepsze.
          Czy jest możliwość porozmawiania z nim o rozstaniu? Może on też tego chce.
          A jak podział mieszkania, majatku, jak dzieci?
          • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 13:40
            Jestem grafikiem komputerowym. Ale pracuję na czarno w jego firmie reklamowej jednoosobowej.
            Właściwie robię w tej pracy wszystko. Projektuję, opracowuję, rozmawiam z klientami, robię wstępną
            księgowość, pilnuję przelewów...itp. Nie wiem czy Go kocham czy tylko boję się samotności. Mamy 24
            letniego Syna, który też mi radzi żeby uciec. Sprzedajemy od roku 100metrowe mieszkanie. mamy duży
            dom w wykończeniu na wsi. Nie wyobrażam sobie prania brudów w sądzie. Ostatnio zablokował mi
            wszystkie pieniądze na koncie firmowym i wspólnym bo śmiałam wyjechać do znajomych na 6 dni.
            Powiedzialam mu tylko że wyjeżdżam ale ponieważ się nie pytał dokąd to nie mówiłam. Gdy wróciłam
            awantura była koszmarna..Wiem, że ruch leży po mojej stronie . On powiedział na moją propozycję
            rozstania, że nie będzie robił rewolucji w swoim życiu.
            • natla Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:15
              Musisz uzyc dypomacji. Przede wszystkim dalej polubownie i spokojnie rozmawiać
              o rozstaniu. Wytłumaczyć, że to nie rewolucja. Podzielić majatek, miec swoje 4
              kąty (nawet kosztem nowego domu). Masz dziecko, które rozumie sytuację, a to
              bardzo ważne. Rozstać sie bez prania brudów przecież można, o ile obie strony
              sa zgodne.
              Jeszcze jest separacja. To też dobry sposób. Mieszkacie najlepiej osobno,
              pracujecie razem, a jak cos się zmieni w waszych układach, wracacie do siebie.
              On może z czasem będzie Cie po prostu potrzebował.
              Do tego wszystkiego obie strony musza się wykazac dużą kulturą, a nie wiem, czy
              jego na to stać.
              W kazdym razie musisz coś zrobic i nie bac się. Szukaj oparcia u syna, może
              przwdziwej przyjeciółki, no i u nas. smile
              Wiem, że dobrymi radami jest piekło wybrukowane, ale skoro szukasz rady, to ja
              próbuję.
              Nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko podjąć decyzję i sie zaprzeć.
    • koneser8 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 13:18
      Grazynko mam to samo Tez jestem pierwszy raz na tym forum ale sie zalamuje pisze
      i mam kontakt z ludzmi bardzo czesto z bardzo zyczliwymi i nie jestem sam Teraz
      jest tyle zla i trzeba sie przyzwyczaic do ludzi nie ma rady Nie daj sie
      zwarjowac a tym haslem juz nieraz wygralem w zyciuSamotnosc we dwoje to gorsze
      niz samotnosc POZDRAWIAM
      • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 13:43
        Dziękuję...
        Nie umiem podejmować sama decyzji. jak dziecko, które potrzebuje wsparcia.
        • pia.ed Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:18
          Od szesciu lat malzenstwo nie funkcjonuje, a budujecie nowy dom na wsi???
          • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:36
            Dom budujemy od 1999. Małżeństwo funkcjonuje na zasadzie: mam rodzinę ale żyję sobie jak kawaler.
            Seks był do wigilii 2004. Na razie ciągła nadzieja każe mi nie wykonywać żadnych drastycznych ruchów
            bo a nuż wszystko się ułoży. To jest tak, że od 6 lat jest równia pochyła. Tłumaczę to tym, że On przeżywa
            swój wiek (48), że ma problemy zdrowotne... itp. Przecież dwoje ludzi wiąże się ze sobą na dobre i na złe!
            Trudno mi zostawić nasze ukochane mieszkanie i pętać się po znajomych lub obcych mieszkaniach. Nasz
            Syn nie mieszka z nami od 2 lat (głównie z powodu ojca). Do przytulenia mam tylko kota. W tym roku
            mija 25-lecie naszego małżeństwa.
            BYŁAM JEGO WIELKĄ MIŁOŚCIĄ ALE TO CHYBA JEDNAK MOJA WINA
            I TO JA SPIEPRZYŁAM WSZYSTKO.
            WIELE BYM DAŁA BY TO URATOWAĆ, ALE SAMA NIE PORADZĘ SOBIE Z TYM BETONEM.
            • natla Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:26
              No cóż, nie tak łatwo przekreślić 25 lat. Wiele małżeństw przechodzi w tym
              okresie kryzys. Im więcej Cię czytam, tym bardziej skłaniam sie do separacji za
              obopólną zgodą, albo do przeczekania. A najbardziej do długiej, nastrojowej
              rozmowy przy świecach smile), którą spróbuj zorganizować w przypływie jego dobrego
              humoru. I nie daj się ponieść nerwom. Oboje jesteście w wieku hormonalnym, więc
              i on powinien sobie z tego zdać sprawę.
              Oczywiście to wszystko, o ile wiesz, ze on jest jeszcze tego wart. I bądź
              z nami na lini. smile)))
              • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:39
                Mimo koszmarnie niskiej samooceny, permanentnego poczucia winy, mentalności męczennicy (to
                wyniesione z domu rodzinnego) wiem, ( od wielu osób) że jestem bardzo atrakcyjną kobietą, nie
                wyglądam na swój wiek, nie jestem kretynką, mam wiele talentów artystycznych (przy niestety średnim
                wykształceniu, On 2 klasy szkoły średniej), Przed 6 laty skorzystałam z pomocy psychoterapeuty, co
                postawiło mnie na nogi. Niestety wcześniejsza moja głupota i nierozumienie co to znaczy być mądrą
                kobietą spowodowały trzy razy szpital (tzw. próby samobójcze), Ale okazało się to niewystarczające.
                Rzeczywiście im bardziej ja trzymam się na nogach tym bardziej On jest arogancki.
                Na razie zdecydowałam o własnym koncie, szukam pracy i chyba złożę pozew o separację.
                Jeśli wyprowadzę się czy to będzie też powód, xe z mojego powodu rozwaliło się moje małżeństwo?
    • maladanka Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:05
      Piszesz,że masz dorosłego syna,który jest po Twojej stronie ...to już nie
      jesteś sama.Przydałby sie dobry,zyczliwy prawnik - omówić co i jak w sprawach
      finansowych.Czy jesteś w stanie całkowicie sama stanąc na nogi gdybyś musiała.W
      sądzie o ile nie ma małych dzieci,ustalania alimentów itp.nie jest tak żle -
      gdyby jeszcze miał być rozwód bez orzekania winy.
      A czemu się zgadzasz pracować na czarno? - co potem z emeryturą? To jest chyba
      najwazniejsze teraz - albo Cię zatrudnia oficjalnie albo szukaj pracy - masz
      wspaniały zawód. I skoro 6 lat nie pomogło - to na co czekać?
      • fanka8 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:20
        Grażynko, może spróbuj od poszukania pracy. Graficy komputerowi są potrzebni,
        zwłaszcza ci z praktyką (wiem o tym, bo też pracuję w branży reklamowej).
        Gdybyś coś znalazła, to byłby pierwszy krok do wolności. Dałoby Ci to poczucie
        bezpieczenstwa i uniezależnienia od Twojego partnera. Trzymam za Ciebie, nie
        daj się gnębić!!
        • maladanka Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:27
          jeszcze wracam do tej pracy na czarno...nie wiem jak to długo
          trwa,ale /odpukać/choroba i nie masz prawa do niczego!Prawo do renty mija po
          upływie 18 mcy od ostatniego zatrudnienia! I koniecznie zorientuj się co do
          możliwości rozdziału majątku - to wcale nie ma nic wspólnego z
          rozwodem.Bedziesz miała czarne na białym co jest Twoje!
          Miłość,uczucia - wszystko ważne, ale musisz wiedzieć na czym stoisz!

          • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:46
            Jestem wagą. Wszystko ważę, ale wciąż uczucia biorą górę nad rozsądkiem. A może to rozsądek każe mi
            nie przecinać tego do końca. Na razie założylam konto, przelałam pieniądze z projektu. Ale gdy się o tym
            dowiedział przestał wydzielać mi nawet to co do tej pory łaskawie dawał. A zablokował nasze wspólne
            pieniądze. Teraz rozesłałam CV po kilku agencjach reklamowych. Szkoda tylko, że to ja muszę robić coś.
            Zamiast pracować w jego małej firemce gdzie jest luz bo u siebie, wolny czas pracy...itp. To ja muszę
            zmienić swoje życie na niewygodne. To bardzo trudne. Mogę oczywiście zostać. ZAWSZE SĄ DWA
            WYJŚCIA
            • maladanka Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:53
              No to już coś robisz, ale nie lamentuj dlaczego ja? Bo tak trzeba! Idż się sama
              zgłoś do ZUS! Przecież to XXI wiek. Chłop Ci wydziela pieniądze?!
              • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:03
                Nie mogę iść do Zusu bo jestem na utrzymanie męża, firmy też nie mogę założyć bo małżonkowie nia mogą
                mieć firm o podobnych profilach. Ja doskonale wiem co powinnam zrobić:
                1. wyprowadzić się- unikam w ten sposób agresji i pogardy
                2. wynając mieszkanie - uczenie się samotności
                3. założyć sprawę o separację i rozdzielność majątkową - podejmuję samodzielną decyzję
                4. założyć wtedy mogę własną firmę - staję na nogi sama
                Na koncie mam 5000zł. muszę kupić komputer...itp, załatwić papiery firmowe..., wynająć mieszkanie...,
                wynająć biuro, prawnik...
                • maladanka Re: samotność we dwoje 05.03.05, 16:14
                  o ZUS- myslałam w tym sensie,ze się zgłaszasz jako osoba współpracująca z
                  męzem - moja koleżanka tak pracuje -
                  • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 16:23
                    Nie wiedziałam, że taka możliwość istnieje!!! Dzięki, popytam się jak to załatwić
          • mira21 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:47
            Samotność czy we dwoje? Nie mam chyba prawa zabierac głosu, bo nie znam bólu
            samotności. Z doświadczenia mogę napisać, że nie znam bo mu się zwyczajnie nie
            poddałam. To taka czarna zmora, z którą trzeba walczyć, niestety. Nie ma lekko
            i jak to ostatnio modne, nikt nie obiecywał, że będzie lekko, a więcej,
            usłyszałam niedawno, że nie ma lekkiej, czy też miękkiej gry. Czasem chce się
            ciepełka, ale nie można robić z siebie ofiary i pozwalać na wykorzystywanie tak
            do końca.
          • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:54
            Ostatni raz byłam zatrudniona w 1991.

            Prawnika mam. To bliska koleżanka.
            Tylko podjąć decyzję!

            Gdybym odeszła On poradziłby sobie na pewno. Kosztowałoby Go to więcej pieniędzy, ale trudno. Wiem,
            że ma jak pączek w maśle dlatego nic nie robi. ja z kolei nie radzę sobie psychicznie z jego arogancją.

            Do wszystkiego doszliśmy razem. Oboje mieliśmy po jednej koszuli w dniu ślubu.
            Tylko ta moja niedojrzałość i głupota była straszna. Jest zbrodnia - musi być i kara.
            • maladanka Re: samotność we dwoje 05.03.05, 14:59
              No to ją podejmij! Chcesz wylądowac w przytułku dla bezdomnych? On sobie
              znajdzie obrotną kobitkę ale kobitka jego, dziecko i rozwód i pa!
              A Ty będziesz dalej rozważać? Otrząśnij się! Przepraszam,ze tak brutalnie.
              Najpierw rozdział majątku - tu nie trzeba rozwodu! Zmobilizuj się!
              • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:18
                Jesteście kochani!
                Ta rozmowa trochę mnie podniosła.
                Ja potrzebuję takiego mocnego kopa.
                • natla Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:34
                  Na mocnego kopa ode mnie w tej sytuacji możesz zawsze liczyć. smile))
                  Weź sobie starą metodą karteczkę, podziel na 2 rubryki (najlepiej tabelke
                  w komputerze, bo bedziesz równoczesnie mogła zaglądać na wątek i ładnie sobie
                  napisać), w jednej spisuj plusy waszego małżeństwa, w drugiej minusy. To też
                  rozładowuje, a równocześnie może zaskoczyć wynikiem.

                  I jeszcze jedno, staraj się byc na tym wątku nie tylko dzisiaj. smile
    • korrka Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:01
      Jestem pewna, że nie dasz się zwariować smile
      • mira21 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:25
        Niezły amant i brutal musi być ten Twój chłop Droga Ga.. Chyba łapię, dlaczego
        jest to trudna dla Ciebie sprawa. W mojej wizji sytuacji On stoi w szerokim
        rozkroku, a Ty zalewasz się łzami klęcząc u Jego stóp. Twoje piekne długie
        włosy ocierają się o wysokie, męskie obuwie. I co dalej? Dlaczego masz jakieś
        głupie wyrzuty sumienia? Z tej pozycji nawet nie widzisz odpowiedzi w Jego
        wzroku.
        • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:47
          Tak, zupełnie jak nauczycielka próbuję wszystko wyjaśniać, tłumaczyć.
          Bo w każdym człowieku staram się znaleźć odrobinę dobroci nawet zalanej tak potworną skorupą
          nienawiści. Nauczono mnie rozmawiać. Nigdy nie używam argumentu "...bo tak"

          A był taki cudowny ciepły, kochany, bezinteresowny.
          Zmienił się w bestię. Pije, jest coraz grubszy, nie dba o zdrowie i za wszystko obwinia mnie.

          JAK PORADZIĆ SOBIE Z TZW "PROJEKCJĄ" CZYLI ZARZUCANIEM MI TEGO CO SAMEMU
          ROBI?

          Kiedy wrzeszczy na mnie i nie dopuszzca do głosu mam czarne dziury w głowie.
          Przed głupotą staję kompletnie bezradna, nie mam argumentów.
    • yoanna Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:17
      Witaj Grażynko, to o czym napisałaś jest bardzo smutne...
      Z Twej opowieści wynika,że Twój związek jest praktycznie martwy...,wypalony.
      Piszesz, że masz świadomość popełnionych wcześniej błędów...czy to co się dzieje
      w Twoim związku złego ma swe żródło wyłącznie w Tobie?
      Jeśli skończyło się uczucie, trzeba poszukiwać przyjaźni...jeśli nie ma
      przyjaźni to choć tolerancji i odrobiny zrozumienia...
      Jeśli została tylko agresja, arogancja i złośliwości, a Wy funkcjonujecie jako
      zimny finansowo-zawodowy układ... to pora pomyśleć o alternatywie.
      Trwając w takim związku zrujnujecie w sobie nawet dobre wspomnienia ...
      Zastanów się czy może jednak jest jeszcze coś do uratowania ..jeśli Twój mąż
      "nie chce robić w swym życiu rewolucji"...
      Może gdyby wprost powiedział, że nie zgadza się na rozstanie... przyznałby,że w
      nadal zależy mu na Tobie?
      Niestety możlwe,że takie zachowanie to zwykła złośliwość zranionego partnera...
      Jeśli tak, to koniecznie powinnaś pomyśleć o samodzielności i niezależności
      materialnej, o zabezpieczeniu swojej przyszłości.
      Jeśli jesteś samotna w 100 metrowym mieszkaniu... co się stanie kiedy
      zamieszkacie wspólnie w ogromnym domu...?
      Trudno radzić i doradzać kiedy cała wiedza o Twoim dramacie sprowadza się do
      kilku linijek postu... ale pewne jest, że nie możesz się zatrzymać, nie powinnaś
      też dłużej pozostawać z problemem sama.
      Masz już wsparcie syna, musisz poszukać życzliwości innych, jesli trzeba również
      profesjonalnej pomocy...prawnej choćby.
      Trudne to klimaty... życzę wiele powodzenia i siły smile
      • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:28
        On zachowuje się tak jakby prowokował mnie do podjęcia decyzji za którą mnie po tem ukarze.
        W grudniu powiedziałam Mu, że nie chcę z nim dalej być, że po sprzedaniu mieszkania kupimy dwa
        oddzielne, że nie chcę z nim żyć w domu, w którym będzie mnie zostawiał samą ( mieliśmy pomysł żeby za
        sprzedane mieszkanie w Warszawie kupić dom pod W-wą).
        Dom, który budujemy na wsi jest 180km stąd i traktujemy go jako miejsce do ktorego jeździmy "ładować
        akumulatory?. Zresztą to jedyny temat na który możemy rozmawiać w miarę spokojnie.
        Myślę o wyprowadzeniu się by do końca Go nie znienawidzieć...
        Myślę, Xe On nie umie pomóc sam sobie i jego duma nie pozwala Mu na rozmowę.
        • mira21 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:43
          ga10 napisała:

          > On zachowuje się tak jakby prowokował mnie do podjęcia decyzji za którą mnie
          po
          > tem ukarze.
          > W grudniu powiedziałam Mu, że nie chcę z nim dalej być, że po sprzedaniu
          mieszk
          > ania kupimy dwa
          > oddzielne, że nie chcę z nim żyć w domu, w którym będzie mnie zostawiał samą
          (
          > mieliśmy pomysł żeby za
          > sprzedane mieszkanie w Warszawie kupić dom pod W-wą).
          > Dom, który budujemy na wsi jest 180km stąd i traktujemy go jako miejsce do
          ktor
          > ego jeździmy "ładować
          > akumulatory?. Zresztą to jedyny temat na który możemy rozmawiać w miarę
          spokojn
          > ie.
          > Myślę o wyprowadzeniu się by do końca Go nie znienawidzieć...
          > Myślę, Xe On nie umie pomóc sam sobie i jego duma nie pozwala Mu na rozmowę.
          Ale mnie rozpaliła ta Twoja historia! Fajnie, że jestes z Warszawy, bo mam do
          Ciebie blisko. Słuchaj, jak nie chcesz być ukarana, to decyzji nie podejmuj,
          dot. rozstania.A swoje sprawy trzeźwo zabezpiecz, te materialno-bytowe i patrz
          z sentymentem na Swój obiekt westchnień, może uda się rozpalić uczucie
          podrzucając nową energię, tylko bez wyrzutów sumienia, bo przecież to jaka
          byłaś wypływało z żaru namiętności. Pokochaj na wstępie samą siebie.
          • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 15:57
            Wzruszacie mnie do łez. Dawno nie czułam takich drżeń. Przyzwyczailam się panować nad emocjami, aby
            nie działać impulsywnie bo to nie dobrze podejmować decyzje a potem myśleć. Oblepilam się skorupą, by
            nikt mnie nie zranił. Chciałabym nauczyć się sobie wybaczać. Sobie bo przy innych robię to odruchowo.
            Trudno tylko sobie wybaczyć, że jestem: cyt.: "ścierwo gówno, złodziejka i że najważniejsze dla mnie są
            pieniądze".
            • mira21 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 16:04
              ga10 napisała:

              > Wzruszacie mnie do łez. Dawno nie czułam takich drżeń. Przyzwyczailam się
              panow
              > ać nad emocjami, aby
              > nie działać impulsywnie bo to nie dobrze podejmować decyzje a potem myśleć.
              Obl
              > epilam się skorupą, by
              > nikt mnie nie zranił. Chciałabym nauczyć się sobie wybaczać. Sobie bo przy
              inny
              > ch robię to odruchowo.
              > Trudno tylko sobie wybaczyć, że jestem: cyt.: "ścierwo gówno, złodziejka i że
              n
              > ajważniejsze dla mnie są
              > pieniądze".
              Grażynko! Czy to Twoje Najdroższe Kochanie używa takich brzydkich słów? No, to
              nie wiem komu współczuć; Tobie na pewno, ale jemu też skoro ma takie niewielkie
              możliwości i skoro czuje się tak bezsilny, z siega po taką właśnie bron. Ale
              spójrz, jaki w tym momencie robi się mallutki. Jak krasnoludek. I jaki śmieszny
              z takim słownictwem i z takimi głupimi pretensjami.
              • pia.ed Re: samotność we dwoje 05.03.05, 16:17
                ..."Boję się odejść bo nie znam tego co mnie czeka. Szukanie nowej pracy, domu,
                znajomych...To mnie paraliżuje..."

                Czy troche nie przesadzasz? Mieszkasz w Warszawie, tam masz przyjaciol i
                znajomych, pewnie tez i syna. O prace w Warszawie jest duzo latwiej niz w
                innych miastach Polski, mieszkanie tez mozna znalezc.

                Na co czekasz? A moze po prostu chcesz sie wyzalic, a w gruncie rzeczy chcesz
                kontynuowac swoje dotychczasowe zycie, bo tak Ci mimo wszystko wygodnie,
                przeciez macie domek lezacy 180 km od Warszawy w ktorym chetnie ladujecie
                akumulatory...
                • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 16:35
                  Przecież cały problem polega na tym, że ciągle mam nadzieję...
                  I na tym, że się miotam, jak osioł między owsem a sianem...
                  Gdybyśmy My Kobiety myślały jak mężczyźni...
                  Ale nie myślimy... I może i dobrze!
                  My rozmyślamy...
                  Wyżalić się muszę bo wybuchnę...
                  Decyzje też pewnie podejmę jakąś... bo choć ślepa coraz więcej widzę zła w naszym związku.
                  • mira21 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 16:40
                    ga10 napisała:

                    > Przecież cały problem polega na tym, że ciągle mam nadzieję...
                    > I na tym, że się miotam, jak osioł między owsem a sianem...
                    > Gdybyśmy My Kobiety myślały jak mężczyźni...
                    > Ale nie myślimy... I może i dobrze!
                    > My rozmyślamy...
                    > Wyżalić się muszę bo wybuchnę...
                    > Decyzje też pewnie podejmę jakąś... bo choć ślepa coraz więcej widzę zła w
                    nasz
                    > ym związku.
                    No, to cokolwiek nie postanowisz, bądź z nami! Jutro niedziela, wybierz się
                    gdzieś dla relaksu.
                    • ga10 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 16:51
                      Jest 17. Muszę już iść do domu.
                      Za wszystko Wam dziękuję.
                      Może coś się dziś zdarzy miłego.
                      Kolejny dzień przetrwany.
                      Jutro będę w pracowni to zajrzę tutaj.
                      Życzę Wam ciepłego wieczoru,
                      GA
                      • gabrysca Re: samotność we dwoje 05.03.05, 16:53
                        powodzenia zycze, a jutro opowiem Ci pewna historie.
                        • aasss1 Re: samotność we dwoje 05.03.05, 17:10
                          No tak. Przeczytałam wszystkie listy. pierwszy raz widzę że można o sobie
                          opowiedzieć komuś życzliwemu, a zupełnie obcemu. Smutno mi Grażynko ... Pewnie
                          cię nie pocieszy, że moja historia jest tak bardzo podobna. Tylko jestem od
                          ciebie trochę starsza...
                          Moje małżeństwo trwałoprzez 24 lata, a potem, nagle... Zaczął bardzo pracować,
                          wyjeżdżać, znikać . W 2003 nie było go w domu 25 niedziel w roku, w 2004 BYŁ w
                          domu 10 niedzieli. Nie wiem gdzie jest, co robi z kim spędza ten czas. Na
                          wszystko ma tylko jedną odpowiedz- ktoś musi pracować!(ale mów-krzyczy to
                          zawsze w sposób bardzo wulgarny!) Z tej pracy nic nie wynika, nie daje żadnych
                          pieniędzy, nie zajmuje się domem. Na szczęście ja pracuję (kiedyś,dawno przez
                          10 lat utrzymywałam cały dom) i na razie mi starcza. Dzieci już dorosłe, jezdza
                          po świecie, mówią, że nie mają domu ... A dom jest, duży, w miarę wygodny,
                          PUSTY. Tylko ja i pies. Od 2 lat się leczę, przedtem miałam depresję gigant.
                          Teraz jest jakby lepiej - ale ta świadomość, że już zawsze będę sama, że nic
                          mnie już nie czeka.
                          Trzymaj się Grażynko. Powinnyśmy założyć taki Klub dla samotnych we dwoje.
                          Chyba jest nas nie mało.
                          Jutro sprawdzę, co u ciebie.
                          • natla Re: samotność we dwoje 05.03.05, 17:24
                            Witaj AASSSSSSSSS. smile) Prosze mi tu zadnego klubu samotnych we dwoje nie
                            zakładać, choć jest Was na pewno dużo. Po co? Po to żebyście się nawzajem
                            dołowały???? O nie!!!
                            Przeszłas i przechodzisz też dużo. I co, nie myślisz o uwolnieniu się? Bedziesz
                            sama w pojedynkę, nie narazona na humory i arogancję bliskiego bądź co bądź
                            człowieka, a czy będziesz sie czuła samotna, to tylko od Ciebie zależy. Nie
                            wierzę, aby człowiek nie mógł znaleźć bratniej duszy i odpowiednich dla siebie
                            zajęć.
                            Zostań z nami i zobaczysz, że zmienisz myślenie. smile)))
                            • korrka Re: samotność we dwoje 05.03.05, 18:02
                              natla napisała:
                              > Prosze mi tu zadnego klubu samotnych we dwoje nie
                              > zakładać, choć jest Was na pewno dużo. Po co? Po to żebyście się nawzajem
                              > dołowały???? O nie!!!

                              Zgadzam się z tym co pisze Natla. Wzajemne dołowanie bardziej pogłębia smile
                              • natla Re: samotność we dwoje 05.03.05, 18:09
                                Korra, musiemy je pilnować i dodawać optymizmu. No nie? Życie bez wrzoda u boku
                                jest takie fajne i choć tez są chwile trudniejsze, to jednak nieporównywalne do
                                węzłów między partnerami.
                                A poza tym po rozwodzie jeszcze zawsze można wrócić do siebie i żyć "na kocią
                                łapę"smile)))))


                                • izetca Re: samotność we dwoje 05.03.05, 19:45
                                  Przeczytalam o tych Paniach samotnych we dwoje i zastanawiam sie skad ta zmiana
                                  u partnerow, wczesniej mili, dobrze wychowani, a teraz wulgarni, uciekaja jak
                                  najdalej od domu? moze nie potrafia odejsc od was, nie moga zostawic was w
                                  wielkich depresjach,po probach samobojczych, stad ta agresja, nie potrafia sie
                                  od was uwolnic. Wina zawsze lezy po srodku, ale prawda wyglada tak, ze
                                  mezczyznom latwiej w tym wieku przychodzi rozwod( nie twierdze ze wszsystkim)
                                  niz nam , nam wydawalo by sie majacych "patent" na swoich mezow (lub zone)nie
                                  miesci sie w glowie ze wszystko ma swoje granice, ktorej nie mozna przekroczyc,
                                  bo nie ma pozniej oowrotu. W waszym wypadku nie ma co roztrzasac spraw, ktore
                                  wloka sie od lat tylko zaczac zyc WLASNYM zyciem, poustawiac sprawy domowe,
                                  majatkowe i wyjsc miedzy ludzi, bo o czym chcecie rozmawiac, rozpamietywac w
                                  tym klubie "samotnych we dwoje"? jak dac jeszcze w de mezowi?a tak na prawde to
                                  dajecie sobie, bo czas ucieka.
                                  • natla Re: samotność we dwoje 05.03.05, 19:48
                                    Izetko,tu nie ma zadnego klubu samotnych i nie będzie!!! smile)))))
                                    A w tym co piszesz, jest dużo racji.
            • yoanna Re: samotność we dwoje 05.03.05, 20:46
              ga10 napisała:

              > Wzruszacie mnie do łez. Dawno nie czułam takich drżeń. Przyzwyczailam się
              panować nad emocjami, aby nie działać impulsywnie bo to nie dobrze podejmować
              decyzje a potem myśleć. Oblepilam się skorupą, by nikt mnie nie zranił.
              Chciałabym nauczyć się sobie wybaczać.

              Grażynko, potraktuj swoje wejście na to forum jako rodzaj terapii, która być
              może pozwoli Ci usystematyzować problem, a przy okazji da możliwość uwolnienia
              się od tłumionych emocji.
              Jeżeli rzeczywiście skrzywdziłaś męża, jeśli odczuwasz ciężar swych win...
              podsumowaniu rachunków proponowanych przez Natlę...powinno Cię przekonać czy
              czas pokuty już się skończył. Pewnie już czas polubić i zaakceptować siebie wink
              Twój mąż chyba też potrzebuje pomocy...profesjonalnej raczej...
              Jeśli zaś stać Cię jeszcze na spokojne z nim rozmowy... próbuj rozmawiać, to
              mogą być doświadczenia, które pomogą Ci podjąć ostateczną decyzję.
              Nawet jeśli miała by to być decyzja o odejściu..., to jest trudne.


              • korrka Re: samotność we dwoje 05.03.05, 20:59
                Czytając takie i temu podobne posty zastanawiam się i irytuję - Czemu
                rzeczywistość kobiet skupia się cały czas wokół życia mężczyzny ? ! Dlaczego
                stosunkowo tak rzadko realizują się poprzez swoje hobby ? Myślałam, że
                przynajmniej w dzisiejszych czasach kobiety wykazują większą dbałość i troskę w
                sprawach niezależności finansowej od męża.
                Mężczyźni najczęściej mają swoje pasje i zainteresowania i jak gdyby na tej
                płaszczyźnie się realizują. Niejednokrotnie stanowią one dla niego
                najważniejszy element życia. Kiedy związek się rozpada – niejednokrotnie
                kobieta czuje pustkę wokół siebie, świat wali jej się na głowę, zaś dla
                mężczyzn nie stanowi to takiej tragedii, gdyż nigdy w swoim życiu nie stawiają
                sobie za jedyny cel szczęścia bycia ze swoją kobietą. W większości przypadków
                nie są zależni finansowo od swoich żon smile
                Właścicielka tego postu nie wydaje mi się być osobą zbyt bardzo "zależną".
                Graficy komputerowi w dzisiejszych czasach to chyba dobre zajęcie smile
                • izetca Re: samotność we dwoje 05.03.05, 22:01
                  Rzeczywiscie ze w obecnych czasach kobiety dbaja o swoja niezaleznosc
                  szczegolnie finansowa, ale my? czy kazda z nas miala swoje konto, swoje hobby?
                  najczesciej to mezowie zapewniali nam i dzieciom byt.My chcac stworzyc normalny
                  dom, mniej pracowalysmy, albo za mniejsze pieniadze, by bylo poprostu "jak u
                  mamy", ktora z nas byla na tyle przebiegla zeby upominac sie o swoje konto ,czy
                  osobne pieniadze.Tak jak powiedzialam teraz kobiety podchodza inaczej, na dom
                  decyduja sie jak maja dobrze po 35, wczesniej spisuja intercyze co komu i w
                  jakich okolicznosciach sie nalezy i wtedy rodza dzieci, zabiezpieczone na
                  wypadek rozwodu lub nie daj Bog smierci malozonka.A ty Korrka skoro dziwisz sie
                  nam 50-tka, a nawet denerwuje Cie nasze podejscie do mezczyzn, powiedz jakie Ty
                  prowadzisz zycie, z mezczyzna, czy bez? i jak rozplanowaliscie swoje zycie, ma
                  on cos do powiedzenia w domu, czy nie, a moze jestes juz sama, a dzieki swojemu
                  rozsadkowi wiedziesz spokojne,zabezpieczone, ale samotne zycie?
                  • ewa556 Re: samotność we dwoje 06.03.05, 10:38
                    Witam!
                    Dawno mnie tutaj nie było....powróciłam i chciałam porozmawiać z Grażynką o jej
                    problemie, samotności we dwoje.
                    Grażynko nie niszcz wszystkiego co przez te lata życia dorobiłaś sie. NIe
                    wszystko da się zmierzywać, zważyć ustalić, podzielć. Ja uważam że powinnaś za
                    wszelką cene starć sie naprawć układy pomędzy wami.
                    Po burzy zawsze zaświeci słońce. Mąż może czeka na Twój pierwszy krok. Uczyń to.
                    Najprościej jest niszczyć, wiem z obserwacji koleżanki która ten trudny okres w
                    życiu przechodziła. Często potem mówiła, wiesz żałuje, nie mam już sił by nadal
                    chodzić po sądach, walczyć, dzielić....to naprawde powinno być ostatecznością.
                    Najprościej mówić,poradzisz sobie, to nie prawda, życie samotne jest równie
                    okropne, znaleść partnera to również wielkie ryzyko.
                    A dlaczego masz wszystko zostawić i odejść lub tez zaczynać od nowa.
                    Wytrwaj w trudnym okresie swojego życia, napewno jeszcze wszystko może sie
                    zmienić, czego z całego serca życze.
                    Ewa
                    • ga10 Re: samotność we dwoje 06.03.05, 11:50
                      WITAM WAS KRÓLEWNY,
                      Dziękuję Wam za ciepło, zrozumienie, rady i chęć rozmawiania dalej. Dajecie mi otuchę i wsparcie. Moj
                      Mąż uważa pomoc psychologiczną za wydawanie pieniędzy bez sensu. Trzeba prać brudy we własnej
                      pralce! Niechęć wynika z tego, że trzeba się otworzyć i często popatrzeć na siebie z drugiej strony. Trzeba
                      zdać sobie sprawę z tego, że coś robi się żle. Ta konfrontacja wymaga ODWAGI!!! Wiem, bo wiele razy
                      wychodziłam od psychoterapeuty wściekła, ze łzami w oczach, obrażona (oczywiście na niego). Potem
                      przychodzi myślenie, że to wszystko prawda i na spokojnie brniesz w swoje JA i układasz je powolutku.
                      Mam wiele zainteresowań: piszę wiersze, kiedyś grałam na gitarze, śpiewałam, trochę gram(łam) na pianinie,
                      maluję grafiki, największą pasją jest układanie puzzli (1000-9000szt malarstwo) On się rtym wszystkim
                      oczywiście chwali ale nieomieszkuje dodawać złośliwych żartów, że trzeba być chorym, żeby układać
                      takie wielkie puzzle. Te moje zainteresowania niestety nie dają mi satysfakcji. Nic mi się nie chce...
                      Obsesyjnie czekam na jego zachwyt, na to żeby zauważył. Nie cieszy mnie to dla samej siebie. Nie cieszy
                      mnie nawet zachwyt moich znajomych. Moje własne życie to ON!!!
                      Wiem, wiem... to koszmar. Próbowałam jogi, basenu, wychodzę czasami do teatru, na koncert jazzowy lub
                      muzyki poważnej ale to wszystko na siłę mając nadzieję, że wreszcie przyjdzie taki dzień, kiedy
                      ZROZUMIEM, ŻE NAJWAŻNIEJSZA OSOBA O KTÓRĄ MUSZĘ WALCZYĆ TO JA SAMA.
                      Ale na tej wiedzy kończy sięmoja świadomość.
                      Zmiana u partnera nastąpiła wtedy gdy 6 lat temu śmiałam wyjechać sama z koleżanką nad morze. Gdy
                      wróciłam po tygodniu spotkałam na dworcu zimny głaz. Grzeczny, ale lodowaty. Wtedy zaczęło się jego
                      wychodzenie początkowo raz w tygodniu na koncert do Jazzowego Akwarium (zabronił mi chodzić z
                      Nim) potem eskalacja Jego arogancji powoli przekraczała coraz większe granice. I tak jest do dziś. Często
                      wiem, że pokutę odbyłam już dawno, ale ta druga Ja podpowiada mi , że nie wszystkie grzechy są do
                      odpokutowania, nie każda choroba kończy się wyzdrowieniem.
                      Jeśli chodzi o pracę grafika, jest ich tylu, że bardzo trudno znaleźć pracę w której nie będzie się
                      traktowanym jak wyrobnik. Ale zobaczymy. Na razie czekam, co przyniesie następny dzień. Dzięki za te
                      terapeutyczne rozmowy i za to , że nie każecie mi lepić z wosku figurgi i wbijać w Niego igły.
                      Człowiek to przecież zwierzę stadne i trudno mu brnąć w stepie samemu, choć wokoło dużo innych
                      zwierząt, pragniemy tego jednego najbliższego.
                      • mira21 Re: samotność we dwoje 06.03.05, 12:17
                        ga10 napisała:

                        > WITAM WAS KRÓLEWNY,
                        > Dziękuję Wam za ciepło, zrozumienie, rady i chęć rozmawiania dalej. Dajecie
                        mi
                        > otuchę i wsparcie. Moj
                        > Mąż uważa pomoc psychologiczną za wydawanie pieniędzy bez sensu. Trzeba prać
                        br
                        > udy we własnej
                        > pralce! Niechęć wynika z tego, że trzeba się otworzyć i często popatrzeć na
                        sie
                        > bie z drugiej strony. Trzeba
                        > zdać sobie sprawę z tego, że coś robi się żle. Ta konfrontacja wymaga
                        ODWAGI!!!
                        > Wiem, bo wiele razy
                        > wychodziłam od psychoterapeuty wściekła, ze łzami w oczach, obrażona
                        (oczywiści
                        > e na niego). Potem
                        > przychodzi myślenie, że to wszystko prawda i na spokojnie brniesz w swoje JA
                        i
                        > układasz je powolutku.
                        > Mam wiele zainteresowań: piszę wiersze, kiedyś grałam na gitarze, śpiewałam,
                        tr
                        > ochę gram(łam) na pianinie,
                        > maluję grafiki, największą pasją jest układanie puzzli (1000-9000szt
                        malarstwo)
                        > On się rtym wszystkim
                        > oczywiście chwali ale nieomieszkuje dodawać złośliwych żartów, że trzeba być
                        ch
                        > orym, żeby układać
                        > takie wielkie puzzle. Te moje zainteresowania niestety nie dają mi
                        satysfakcji.
                        > Nic mi się nie chce...
                        > Obsesyjnie czekam na jego zachwyt, na to żeby zauważył. Nie cieszy mnie to
                        dla
                        > samej siebie. Nie cieszy
                        > mnie nawet zachwyt moich znajomych. Moje własne życie to ON!!!
                        > Wiem, wiem... to koszmar. Próbowałam jogi, basenu, wychodzę czasami do
                        teatru,
                        > na koncert jazzowy lub
                        > muzyki poważnej ale to wszystko na siłę mając nadzieję, że wreszcie przyjdzie
                        t
                        > aki dzień, kiedy
                        > ZROZUMIEM, ŻE NAJWAŻNIEJSZA OSOBA O KTÓRĄ MUSZĘ WALCZYĆ TO JA SAMA.
                        > Ale na tej wiedzy kończy sięmoja świadomość.
                        > Zmiana u partnera nastąpiła wtedy gdy 6 lat temu śmiałam wyjechać sama z
                        koleża
                        > nką nad morze. Gdy
                        > wróciłam po tygodniu spotkałam na dworcu zimny głaz. Grzeczny, ale lodowaty.
                        Wt
                        > edy zaczęło się jego
                        > wychodzenie początkowo raz w tygodniu na koncert do Jazzowego Akwarium
                        (zabroni
                        > ł mi chodzić z
                        > Nim) potem eskalacja Jego arogancji powoli przekraczała coraz większe
                        granice.
                        > I tak jest do dziś. Często
                        > wiem, że pokutę odbyłam już dawno, ale ta druga Ja podpowiada mi , że nie
                        wszys
                        > tkie grzechy są do
                        > odpokutowania, nie każda choroba kończy się wyzdrowieniem.
                        > Jeśli chodzi o pracę grafika, jest ich tylu, że bardzo trudno znaleźć pracę w
                        k
                        > tórej nie będzie się
                        > traktowanym jak wyrobnik. Ale zobaczymy. Na razie czekam, co przyniesie
                        następn
                        > y dzień. Dzięki za te
                        > terapeutyczne rozmowy i za to , że nie każecie mi lepić z wosku figurgi i
                        wbija
                        > ć w Niego igły.
                        > Człowiek to przecież zwierzę stadne i trudno mu brnąć w stepie samemu, choć
                        wok
                        > oło dużo innych
                        > zwierząt, pragniemy tego jednego najbliższego.
                        To bardzo piękne opowiadanie i już mamy dwa wątki: Twój i Twojego Oblubieńca.
                        Coraz ciekawiej. Nie mogę kontynuować,sorry, młody mężczyzna przegania mnie od
                        komputera. Pozdrawiam.
                        • pia.ed Do Mira 21 - nie cytuj! 06.03.05, 12:47
                          Bardzo ciezko sie czyta. naciskaj tylko na ODPOWIEDZ, a tekst i tak masz pod
                          pisanym listem, wiec mozesz zajrzec w razie potrzeby...
                          • mira21 Re: Do Mira 21 - nie cytuj! 06.03.05, 18:01
                            okey, dzięki.
                      • korrka Re: samotność we dwoje 06.03.05, 20:14
                        ga10 napisała:
                        > Te moje zainteresowania niestety nie dają mi satysfakcji.
                        > Nic mi się nie chce...Obsesyjnie czekam na jego zachwyt, na to żeby
                        > zauważył. Nie cieszy mnie to dla samej siebie. Nie cieszy
                        > mnie nawet zachwyt moich znajomych. Moje własne życie to ON!!!
                        > Wiem, wiem... to koszmar.
                        *******************************

                        ga10 - uważasz to za koszmar ??? Poruszyłaś mnie tym. To nie ma nic wspólnego
                        z koszmarem !!! a raczej pewnej niedorosłości.
                        Życzę ci, aby twoje kłopoty się szybko skończyły.
                        Czytając jednak twoje posty odnoszę wrażenie, że dużo w nich jest konfabulacji
                        jakby były pisane przez dużo młodszą osobę. Jeśli jestem w błędzie -
                        przepraszam, że ciebie uraziłam. Mam nadzieję, że jakoś sobie wreszcie swoje
                        życie zdołasz wyprowadzić na prostą.

                        Nie mam już czasu na znalezienie pytania skierowanego do mnie, dlatego tutaj
                        zamieszczę odpowiedź:
                        - jestem czynna zawodowo
                        - mam ubezpieczenie ZUS
                        i jak większość kobiet też się czuję częściowo wykorzystywana przez swojego
                        mężczyznę wink


                • ga10 Re: samotność we dwoje 06.03.05, 12:01
                  To droga Korrko wynika z wychowania, stereotypów itp. Zachowujemy się w stosunku do naszych
                  mężów jak ich matki. Rywalizujemy z teściowymi o obszar uzależnienia. To wielki błąd ale dopiero nasze
                  córki może wnuczki będą trochę mądrzejsze. Nasze matki przepłakują, przeczekują, akceptują by tylko nie
                  zostać same i bezradne i tego nas nauczyły. Życie daje nam w dupsko i mając 40-45-50 lat musimy
                  zdawać egzaminy dojrzałości z życia ucząc się tylko na własnych błędach.
                  • natla Re: samotność we dwoje 06.03.05, 13:10
                    Grażynko, a więc go kochasz, chcesz jego akceptacji, myślisz, wiesz o sobie
                    wszystko. Nic innego tylko rozmowa. Czekanie wydaje mi się już bez sensu, bo
                    czekałaś 6 lat. Ale dobra, spokojna rozmowa , DO KOŃCA, powinna Ci ustalić
                    sytuację. Przgotuj się do niej. Nie bój się. A w kazdym razie spróbuj.
                    • ga10 Re: samotność we dwoje 06.03.05, 13:27
                      Rozmowa to dialog między dwojgiem partnerów. Mnie został tylko monolog.
                      Mówienie do ściany. Odpowiedzi znam, bo wiele razy próbowałam.
                      -Nie będę robił rewolucji w swoim życiu,
                      -Mam dosyć,
                      -Miarka się przelała,
                      -Nie będę więcej chodził na smyczy,
                      -Jesteś dorosła, rób co chcesz
                      -Daj mi święty spokój
                      -Będę robił co będę chciał
                      -Jesteś chora psychicznie
                      -Jesteś nieobliczalna, nienormalna
                      - Lecz się
                      -Zmarnowałaś mi życie
                      -................

                      Moje dobre duchy!
                      Stoję nad przepaścią. Jeśli skoczę to albo uniosą mnie skrzydła, albo runę w dół bo mam je skutecznie
                      podcięte.
                      • natla Re: samotność we dwoje 06.03.05, 13:36
                        No jeżeli jego nie stać (ale czy na pewno) na rozmowę, to już nie widze sensu.
                        Na pewno ją dobrze przeprowadzasz? Pytałaś co on dalej zamierza? Nie chce
                        rewolucji? A chce tak żyć? Z "nienormalną kobietą? Niech sobie poszuka służącej.
                        Nie bój się samotności bez niego. Nie będzie gorsza o tej z nim, a na pewno
                        spokojniejsza.
                        Biedna jesteś. To nie litość. To fakt. Rozpostrzyj szeroko skrzydła i skacz
                        w obranym przez siebie kierunku Ale ich (skrzydeł) potem nie zwijaj. smile)
                        Informuj nas na bieżąco. Przemyśl nasze gadanie. Każda dziewczyna ma rację, ale
                        Ty znasz najlepiej swojego chłopa i to Ty musisz podjąć decyzję. Nie odwlekaj
                        jej za bardzo.
                        • morsa Re: samotność we dwoje 06.03.05, 14:20
                          Spojrz na sygnaturke!
                          • natla Re: samotność we dwoje 06.03.05, 14:52
                            To nie tylko dla Grażyy. Dla nas wszystkich. smile)
    • mada50 Re: samotność we dwoje 06.03.05, 16:14
      właściwie powtórzę to samo,życie jest zbyt krótkie żeby je tak zmarnować,
      Grażynko,jesteście od siebie uzależnieni,jedno boi się odejść,a drugie nie
      zgadza się na rozstanie i tak się wzajemnie dręczycie,
      ja na Twoim miejscu spróbowałabym separacji,sprawdź czy lepiej Ci z nim czy bez
      niego i nie bój się zacząć żyć od nowa,
      jak podejmiesz decyzję o odejściu,to zrobisz wszystko,żeby znaleźć pracę, to
      jak tonący co brzytwy się chwyta i uda Ci się napewno,
      nie jestem pewna czy Twoja twarda postawa nie spowoduje wzrostu Twoich akcji
      u mężusia,hę?
      • natla Re: samotność we dwoje 06.03.05, 18:17
        <nie jestem pewna czy Twoja twarda postawa nie spowoduje wzrostu Twoich akcji
        u mężusia,hę?>

        100 % racji i strzał w 10. smile)
        • kla-ra Re: samotność we dwoje 06.03.05, 19:35
          Witaj Grazynko,
          Przeczytalam wszystkie wypowiedzi.
          Wiem,ze mezczyzne zdobedziesz konsekwencja w dzialaniu,akceptacja swojej osoby,
          Jesli zachowanie jego jest w czynach i slowach niewlasciwe w stosunku do Ciebie,
          to w czasie jego monologu wychodz spokojnie z pokoju,mieszkania.Nie podejmuj
          dyskusjii.Dlaczego mezczyzni nie sluchaja tego co mowi do nich kobieta?
          A dlaczego kobieta na jedno zdanie mezczyzny , mowi monologiem.
          W Twoim zwiazku czas na zmiane rol.
          Mam wrazenie,ze twoj maz gustuje w silnych psychicznie kobietach,a wic jak
          chcesz z nim zostac to sie taka stan,chociaz na tydzien,dwa... i zobacz jak
          zareaguje.
          Zycze powodzenia.
          • pia.ed Re: samotność we dwoje 06.03.05, 20:36
            Ktos napisal, ze maz ma w Tobie bezplatna kucharke.
            Nie tylko, ma tez bezplatna sile robocza w firmie.
            No i chyba kobiete kiedy potrzebuje...
            Bardzo wygodna sytuacja.

            Ja na Twoim miejscu cichutko zaczelabym dowiadywac sie o prace. Znajdziesz ja,
            to mozesz zaczac szukac mieszkania (jesli uwazasz ze nie mozesz mieszkac w
            Waszym wspolnym mieszkaniu).
            Gdyby on sie zezloscil ze znalazlas prace i nie chcial Ci pozwolic
            mieszkac/utrudnialby Ci zycie, to chyba moglabys narazie
            zamieszkac wspolnie z synem?
            Podobno jednak w warszawie wcale nie tak ciezko znalezc mieszkanie, to tylko
            kwestia ceny.
            • maladanka Re: samotność we dwoje 06.03.05, 22:50
              Dlatego nawet najlepsza terapia osób uzależnionych i współuzależnionych nie
              gwarantuje natychmiastowej i gruntownej poprawy w życiu domowym. Do tego
              potrzebne jest nauczenie się umiejętności rozmawiania z szacunkiem dla
              słuchającego i słuchania z szacunkiem dla mówiącego. Trzeba nauczyć się toczyć
              spory i rozwiązywać konflikty bez dominacji i wykazywania za wszelką cenę
              przewagi, ale też bez rezygnacji ze swego stanowiska. W zdrowiejącej rodzinie
              wiele rzeczy trzeba na trzeźwo od nowa uzgodnić, omówić, zweryfikować i
              przewartościować. Najważniejszą jednak zdobyczą musi się stać umiejętność
              współpracy. Żeby rodzina przestała być poligonem bitewnym, gdzie ktoś zawsze
              musi zostać pokonany, i aby raczej stała się wspólnym zadaniem, za którego
              realizację odpowiedzialni są jednakowo on i ona. Dopiero w takiej rodzinie
              dobrze się będzie żyło wszystkim - z naciskiem na słowo "wszystkim"
              - to jest fragment tekstu z Ewy Woydyłło zamieszczonego w sobotnich Wysokich
              Obcasach

              • maladanka Re: samotność we dwoje 06.03.05, 22:51
                ominęłam słowo "z książki"
                • tesunia Re: samotność we dwoje 07.03.05, 00:42
                  o rany !!!!!!!!!
                  nie wesolo....ale mozna sie "przyzwyczaic"
                  nie bedzie to proste z poczatku,ale wszystko przy rozsadnej dyskusji mozna
                  dojsc do jakiegos porozumienia,jezeli dwie strony chca,
                  zycze samozaparcia....przemyslenia dokladnie i powodzenia,
                  • pia.ed Re: samotność we dwoje.............. do tesiuni 07.03.05, 13:27
                    Poczytaj sobie od poczatku!
                    Dowiesz sie wtedy ze spokojna, rzeczowa dyskusja nie jest mozliwa,
                    nie ma nawet dialogu tylko monolog.
                    Tak wiec nic sie "nie ulozy" bez jakis radykalnych zmian, a te zaleza tylko od
                    autorki listu...
                    • tesunia Re: samotność we dwoje.............. do tesiuni 07.03.05, 15:22
                      pia.ed napisała:

                      > Poczytaj sobie od poczatku!
                      > Dowiesz sie wtedy ze spokojna, rzeczowa dyskusja nie jest mozliwa,
                      > nie ma nawet dialogu tylko monolog.
                      > Tak wiec nic sie "nie ulozy" bez jakis radykalnych zmian, a te zaleza tylko od
                      > autorki listu...

                      dziwne mi sie wydaje,
                      a moze On ma kochanke?? i stad takie zachowanie ?? kto wie prawde ??
                      • pia.ed Re: samotność we dwoje.............. do tesiuni 07.03.05, 17:19
                        Skoro od szesciu lat ignoruje swoja zone, to na pewno ma kochanke, inaczej nie
                        bylby mezczyzna...
                        • kla-ra Re: samotność we dwoje.............. do tesiuni 07.03.05, 18:07
                          No nie wiem,autorka pisze "seks byl do wigilii 2004..."
                          Moze nie zdrada,ale facet tez musi odpoczac.
                          • pia.ed Re: samotność we dwoje.............. do tesiuni 07.03.05, 18:18
                            No to przeoczylam...
                            Ale fakt ze znika na cale niedziele cos jednak mowi... juz wiele zapomnialam,
                            musze poczytac od nowa!
                            Z poczatkowych listow wynikalo raczej, ze nie maja ze soba nic wspolnego.
                            No ale rzeczywiscie, po co chlop ma sie gdzies wloczyc w poszukiwaniu seksu,
                            jak ma chetna kobiete na miejscu!
    • mada50 Re: samotność we dwoje 07.03.05, 10:31
      Grażynko,znalazłam w dzisiejszej GW "Koniec z fuchami w TVP":

      www.contrast.pl/2,4,dzial.html
      • pia.ed Re: samotność we dwoje 07.03.05, 18:52
        Przeczytalam dokladnie od poczatku, stwierdzilam ze to "znikanie na cale
        niedziele" to bylo w innym liscie...
        Natomiast zwrocilam uwage na cos bardzo waznego:
        Grazyna ma kolezanke PRAWNICZKE. To zalatwia polowe problemow, poniewaz ma
        bezplatna porade i pomoc w podziale majatku!
        Nawet gdyby chciala zostac w zwiazku, to podzial majatku jest szalenie wazny,
        bo uniknie wtedy zablokowania konta firmy czy wspolnego konta, jak to sie stalo
        niedawno!
        • tesunia Re: samotność we dwoje 08.03.05, 00:19
          pia,
          a mi sie widzi,ze cos tu jest nie tak,
          pomysl sama,majac taka dobra koleznake i zyc tak dlugo w niewiedzy
          w swym malzenistwie??
          co kolezanka nie mogla wczesniej doradzic fachowej rady??
          a moze wlasnie ta jest kochanka....(przepraszam Grazynko
          ja sobie tak "glosno mysle")
          a moze nie opowiadalas kolezance wczesniej o swych problemach,
          i dlatego masz taki "pasztet"teraz.
          • ga10 Re: samotność we dwoje 08.03.05, 11:00
            WITAM WAS KRÓLEWNY,
            Przesyłam ciepłe pozdrowienia...

            Koleżanka prawniczka właśnie w czwartek napisze ze mną pozew. Ona caly czas mówi mi że powinnam
            Go traktować jak wroga bo tu nie ma co płakać i użalać się nad sobą tylko zadbać o byt!

            Jestem od kilku miesięcy twarda i to Go wkurza najbardziej. Nie mam chumorów, o nic nie pytam, chodzę
            do naszej pracowni, pracuję, przygotowuję się do poważnej rozmowy...
            On znika już na cale dni choć wraca do domu o 22-23. Mam wrażenie, ŻE CHCE MNIE NA SIŁĘ
            ZNIENAWIDZIĆ. Ma od dwóch lat swoje towarzystwo a nie poznaje mnie z nim bo boi się konfrontacji,
            że mogłabym być świadkiem jego kłamstw (to Człowiek, który aby błyszczeć kłamie i opowiada bajki-TYP
            GWAZDA TOWARZYSTWA)

            W kwietniu 2004 pijany zostawił w telefonie komórkowym otwartego sms-a:
            "Kasia życzy szybkiego powrotu do zdrowia"
            Sprawdzilam numer i zadzwoniłam do tej kobiety.
            Powiedziałam jej że "On ma rodzinę i ta rodzina będzie o niego walczyć"
            Zaczełyśmy rozmawiać a ona zaczęła wypytywać mnie o wiele rzeczy, Rozmowa była bardzo spokojna.
            Okazało się że naopowiadał jej bajki... w konsekwencji zdaje się że ona się wycofała z tego układu.
            Sama mi powiedziała, że między nimi jeszcze nic nie było bo ona powiedziała mu że dopóki nie załatwi ze
            mną sprawy formalnie to nia ma mowy o bliższym związku między nimi..., że na razie tylko bardzo się
            przyjażnią.
            Ale była bardzo zszokowana tym co ode mnie usłyszała i bardzo ciekawa.
            Od tamtej pory IV 2004 wyprowadził się z sypialni, ale nadal kochaliśmy się dwa, trzy razy w miesiącu
            (wybaczcie tak intymne zwierzenia) Ignorować zupełnie zaczął mnie w grudniu po moim monologu że nie
            chcę z nim dalej być, że potrzebuję dorosłego mężczyzny a nie chłopczyka, który w wieku 48 lat
            przeżywa bunt 15-latka... (pisałam o tej rozmowie wcześniej)
            Potem w lutym wyjechałam na 6 dni sama do koleżanki co wzmogło wściekłość itd... itd...

            Dziś, DZIĘKI WAM wiem, że cokolwiek nie zrobiłam, jaka zła nie byłam nikt nie ma prawa POZA MNĄ
            wymierzać mi kary. Nikt nie ma prawa mścić się na mnie, pogardzać mną...
            Mam prawo powiedzeć NIE! 6 lat walki o związek to wystarczy. Oczy otwierają mi się codziennie coraz
            szerzej!!!

            To co piszę wydaje się konfabulacją, rzeczywiście często sama nie wierzę w to co się dzieje a właściwie
            jak się dzieje. Wynika to też ze sposobu w jaki piszę, ale taki mam już styl. Może powinnam zacząć pisać
            książkę i w niej wylewać swoje żale zamiast zawracać Wam głowę...

            Dziękuję Madzie50 za kontakt ale ja jestem grafikiem tzw płaskim. Projektuję takie rzeczy jak książki,
            albumy, plakaty, czasopisma (nowa "Skrzydlata Polska" to ja), robię ilustracje do książek. Nie znam
            programów do animacji komputerowej. Ale dzięki, że mi pomagacie a przede wszystkim, że jesteście tu na
            forum ze mną i dodajecie mi otuchy.

            Nikt mnie już bardziej nie zrani więc walcie śmiało co tylko uważacie za słuszne.
            Szkoda, że brakuje tu jakiegoś męskiego punktu widzenia.
            Bądźcie ze mną! GA
    • mada50 Re: samotność we dwoje 08.03.05, 14:29
      no to już zrobiłaś krok do przodu,tak trzymaj!
      z okazji dzisiejszego święta życzę Ci dużo wytrwałości,cierpliwości i
      odporności w trakcie walki o swoją wolność i obronę godności.
      • natla Re: samotność we dwoje 08.03.05, 17:19
        Podpisuję się pod Madą. smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka