Dodaj do ulubionych

4 czerwca 1989r

04.06.06, 17:21
z czym kojarzy się wam ta data?
Czy pamiętacie Joannę Szczepkowską gdy oznajmiała w TV o zakończeniu komuny
Czy w waszym życiu również nastąpiły zmiany związane ze zmianą ustroju
Obserwuj wątek
    • natla Re: 4 czerwca 1989r 04.06.06, 17:37
      ....żadne, moze emocjonalne, ale o tak różnym zabarwieniu, że trudno to
      określić.
      Wiem, że wtedy mnie tylko rozśmieszyła, bo miałam jak wszyscy nadzieję na
      lepsze nowe, ale to stwierdzenie było tak infantylnie podane i tak nie na
      miejscu, ze tylko bawiło. Nie wiem, może to tylko moje odczucie, ale takie było.
      • e-baba Re: 4 czerwca 1989 r - 17 lat później 11.07.06, 22:04
        Wiem, że 4 czerwca już minął, ale na refleksje podobno nigdy nie jest za późno.
        A do wypowiedzi sprowokował mnie tytuł wątku Kryzar: "IV RP - teraz k.... my".

        Taki ważki temat bez odzewu? I to ze strony osób, ktorym dane jest żyć na
        przełomie ustrojów?
        Taki wątek nie powinien spaśc do archiwum. Wiem, że upał, wiem, że czas
        kanikuły, ale kochani - temat dotyczy nas wszystkich. Być może wywołam burzę,
        choć może jednak mylę się i post ten pozostanie bez echa, ale jak patrzę, co
        się wokół mnie dzieje to chcę odpowiedzieć na pytanie Kryzar.

        Nie zaraziłam sie euforią Szczepkowskiej i patos tej wypowiedzi do mnie nie
        przemówił. Może i jestem głupia baba, ale gdybym mogła wybierać, chciałabym aby
        mi oszczędzono życia "w ciekawych czasach"- przekleństwie z chińskiego
        przysłowia.Chcę mieć rzeczywistość przewidywalną. Bo jakie przemiany nastąpiły
        w tym czasie dla mnie?

        Na zewnątrz - moje życie toczy się na podobnym poziomie. Na styropianie nie
        spałam, sztandarów żadnej opcji nie nosiłam, klakier ze mnie żaden - ot, żyłam
        i żyję jak miliony innych.
        Natomiast wewnętrznie - przemiana ogromna. Ja, urodzona optymistka - zatraciłam
        gdzieś to pogodne widzenie świata i boję się jutra. Może nie swojego, ale jutra
        moich dzieci.I to nie tylko w sferze materialnej, ale i każdej innej.

        Rozglądam się bowiem wokół, czytam gazety, oglądam telewizję i coraz mniej
        rozumiem. Tej nienawiści, szczucia i wzajemnego opluwania, ustawiania nas
        wszystkich i oceniania według, czort wie, jakiej normy.

        I tyle niezawinionej przez ludzi biedy widzę wokół. Te głodowe na minimalnym
        dopuszczalnym prawem poziomie pensje dla pokolenia "1.200", nie pozwalające
        młodym ludziom na założenie rodziny i zdobycie mieszkania i te głodowe
        emerytury, zapewniające jedynie wegetowanie w oczekiwaniu na kres ziemskiej
        wędrówki.
        Oczywiście, są i tacy, dla których te czasy stały sie rajem na ziemi, ale ilu
        ich jest? W imię jakich zasług osiagnęli to, co mają? Jakim prawem uważają się
        za lepszych od innych, może tylko słabszych w przepychaniu się łokciami?

        A wolność? Dla mnie wolność to przede wszystkim możliwośc dokonywania
        codziennych wyborów, ot choćby dotyczących rzeczy najbardziej prozaicznych.
        Gdzie pojedziemy na urlop? Jak uczcimy urodziny kogoś z rodziny? Co kupimy do
        domu nowego? Idziemy na głośną premierę czy świetny koncert?

        Jaką wolność wyboru ma młodzież? Pracę na umowę-zlecenie, bez świadczeń
        społecznych lub pracę na czarno. I niech całuje pracodawcę po nogach, jeżeli
        którąś z tych mozliwości uzyska. I niech milczy...
        Tylko knuć muszą się nauczyć i rozeznać, komu podlizywać się trzeba aby umowę
        przedłużono.
        A po pracy - powrót do mieszkania rodziców lub do wynajętego za pół pensji
        cudzego mieszkania, bo kredytu na mieszkanie człowiekowi bez stałego
        zatrudnienia bank przeciez nie da.

        A emeryci? Cóż, nijak im nie odpłacono za całe przepracowane życie. Leków
        wszystkich nie wykupią, choć zdrowie jakoś tak z wiekiem sypie się. I mimo, że
        medycyna robi wielkie postępy każdego dnia - to najnowsze jej zdobycze nie dla
        nich są. Bo nie ma pieniędzy, żeby w starość inwestować...

        Media co dzień przynoszą kolejne dołujące informacje - znów się tam na górze
        mocno opluwają, pracodawca nie płaci wynagrodzenia, znów oszukali naszych
        rodaków, którzy zdecydowali się szukać chleba za granicami kraju, na osiedlach
        rządzą blokersi, nie ma pieniędzy na ratowanie życia chorego dziecka, a
        hierarchowie kościelni uczą nas, maluczkich,jak mamy wychowywać dzieci, choć
        nigdy nie wstawali po nocach do chorego dziecka i nigdy dziecięcych łez nie
        ocierali.

        Nie nadaję się do tych czasów, bo nie może byc mojej zgody na to, co sie
        dzieje. Nie chcę, by mój kraj był postrzegany jak zaścianek, ot, taki skansen
        we współczesnym świecie, bo przecież ludzi mądrych i wybitnych nam nie
        brakuje. Pozwólmy im dojśc do głosu, a nie tylko wciąż: "teraz, k... my".
        Nie chcę też, aby moje dzieci żyły z wpojonym im w świeckiej przecież i
        nowoczesnej szkole przekonaniem,że kalendarzyk małżeński jest jedyną skuteczną
        i dopuszczalną metodą antykoncepcji. Chcę bowiem, aby moje wnuki były radością
        nie tylko dla mnie, ale aby również i przede wszystkim były oczekiwane i
        chciane przez ich rodziców, tak jak ich przyjście na świat było wielką radością
        dla mnie.

        I nie chcę, by moje dzieci lub dzieci moich przyjaciół musiały wyjeżdżać z
        kraju za chlebem. Niech jadą, jeżeli czują taką potrzebę, jeżeli są ciekawe
        świata i ludzi żyjących gdzie indziej lub inaczej, jeżeli są naprawdę zdolne,
        przebojowe i oczekiwane tam, gdzie pojadą. Ale niech nie muszą wyjeżdżać tylko
        w poszukiwaniu zwykłego chleba. Ten chleb powszedni powinni bowiem znależć w
        kraju i tu na niego pracować.To minimum tego, co ojczyzna im dać powinna. A na
        masło do chleba - niech zapracują swoim codziennym trudem.
        Ale wyjeżdżają, i coraz więcej ich wyjeżdża. Z polskiej wolności biorą tylko
        możliwość swobody w podejmowaniu decyzji o wyjeździe. To sporo, ale to chyba
        nie tak miało być?

        I dlatego ten mój kraj z każdym dniem coraz bardziej staje się dla mnie jedynie
        miejscem, w których przyszło mi żyć. Bo ja nie wyjadę, zostanę tutaj i dalej
        będę sie szarpać każdego dnia - za stara jestem, by zacząć gdzieś nowe życie i
        nie mogę zostawić Matki i Teściowej, które wymagają mojej stałej nie tylko
        troski, ale i stałej opieki.


        PS. 1. Uprzedzam, nie chodzi mi o gloryfikowanie PRL-u (choć dla mnie były to
        po prostu czasy beztroskiego dzieciństwa -mimo biegania z kluczem na szyi,
        młodości - może i biednej w ocenie współczesnych, ale zawsze na bieżąco z
        kinem, teatrem, literaturą oraz czasy wczesnego rodzicielstwa - urlop
        wychowawczy, miejsce dla dzieci w przedszkolu, zwolnienia na opiekę nad chorym
        dzieckiem), ale po prostu chciałabym żyć w państwie, które szanuje swoich
        obywateli. Stanowią oni przeciez najcenniejszy jego kapitał...

        Rozumiem, że kraj nasz jest biedny, że może jak konik polny nie wykazaliśmy
        zapobiegliwości kiedy należało, ale przecież to juz od 17 lat podobno jest
        inaczej. I powoli tak właśnie, po prostu normalniej, powinno sie stawać.
        A tu każde kolejne rządy, niezaleznie od prezentowanej przez nich opcji - swoją
        cegłę do ciężkiego losu zwykłych ludzi w Polsce dołożyły. I cały czas są tylko
        te patetyczne dyskusje, jedynie na tematy najbardziej wzniosłe i głoszone są
        jedynie słuszne, choć zmieniające się wraz z rządami, priorytety, ale nigdy nie
        dotyczą one spraw najważniejszych - codziennego życia Polaków w ich własnym,
        wolnym już przecież kraju.

        PS. 2. Rozpisałam sie byc może za bardzo, ale to w duszy mojej gra i gdzieś
        (dlaczego nie tu?) ujście swoje znaleźć musi. A że wpływu na rzeczywistośc w
        żadnego ten post mieć nie będzie? Przynajmniej ja wyrzuciłam to z siebie. W
        końcu po co istnieje forum?
        • natla Re: 4 czerwca 1989 r - 17 lat później 11.07.06, 23:54
          Babiszcze, ulżyło Ci? smile Nic dodać, nic ujać. Napisałaś to, co wielu, a śmiem
          twierdzić większość czuje i wie. Nic innego nie pozostało nam, jak wywrzeszczeć
          to wszystko. Nasze pokolenie żyje w kolejnych okresach przejściowych, bo ten to
          też okres przejściowy.....podobno.
          Masz racje, jaka to wolność.....moze taka, ze spokojnie możemy wykrzyczeć to co
          nas boli i co z tego,skoro nikt tego nie słucha? Mamy wybór w głosowaniu
          i głosujemy jak niedouczeni gimnazjaliści, dający sobie każdy kit wcisnąć?
          Paszporty? Granice? No pięknie, choć ja zawsze , a właściwie wtedy jeździłam po
          świecie, bez koneksji i znajomości, bez partii i towarzyszy, a to ,że długo
          czekałam na paszport, czy na wizy? Ale za to jaka frajda była gdy je dostawałam.
          Też nie mogę sie pogodzić z rzeczywistoscią, z glupotą, chamstwem, korupcją,
          krzywdzeniem ludzi na taką skale. Tylko co z tego?
          Nie rozumiem, czemu nie mozna wziąć trochę z tamtych, trochę z tych czasów,
          nie "gonić za czarowniczami" bo na to przyjdzie czas. Dać ludziom najpierw
          godne życie, a potem zając sie historią. Co nam daje lustracja......okropne
          rozczarowania, które nie mającego czym dzieci wyzywić człowieka, jeszcze
          bardziej frustrują.
          Mnie jednak najbardziej boli uwolnienie wszystkich najgorszych cech ludzkiego
          charakteru w walce o byt.
          A wielkie słowa władz? Ha, ha, ha.
          • e-baba Re: 4 czerwca 1989 r - 17 lat później 14.07.06, 22:16
            "Polowanie na czarownice" trwa:
            serwisy.gazeta.pl/kraj/1,62266,3483149.html
            To teraz stolarz, hydraulik, frezer, sprzedawca, kelner, a nawet "babacia
            klozetowa - przystępując do pracy muszą posiadać stosowne zaświadczenie z IPN-
            u? A może do CV należy je załączać, obok zaświadczenia proboszcza
            potwierdzającego kwalifikacje moralne kandydata na pracownika?

            Jak widać z tego, najważniejsze to ustalić właściwą kolejność najwazniejszych w
            naszym kraju spraw do załatwienia. A że ponad połowa dzieci znów nigdzie nie
            wyjedzie podczas wakacji - takimi duperelami żadna władza, ani żadna partia
            zajmować się nie będzie. Oni są ponad takie przyziemne sprawy.

    • kryzar Re: 4 czerwca 1989r - wielkie marzenia 12.07.06, 07:42
      i szara rzeczywistość
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3478049.html
      swoi już działają skutecznie. A tyle mówiło się o wrednej cenzurze i co?
      • dankarol Re: 4 czerwca 1989r - wielkie marzenia 12.07.06, 09:30
        paranoja
        • annal74 Re: 4 czerwca 1989r - wielkie marzenia 12.07.06, 11:08
          Historyczny dzień ale ,moim zdaniem , jeszcze nie dorośliśmy do tego aby
          utrzymać zdobycze ; to nasza polska dusza , umiemy się bronić w sytuacji
          zagrożenia ale w spokoju nic nie możemy zgodnie postanowić i dogadać sie .
    • mania1119 Re: 4 czerwca 1989r 12.07.06, 19:14
      swoj stan okreslilabym teraz jako upadek nadziei.Nigdy nie bylam zaangazowana
      politycznie,jestem czesto mocno sceptyczna i angazuje sie w to co tuż-
      miedzyludzkie a nie swiatowe.Choc tamte czasy to moja mlodosc,co narzuca mi juz
      sympatyczniejszo-rozczulajace spojrzenie,to kiedy przygotowywalam z moich
      starych podrecznikow wyklady dla studentow,kiedy kupilam sobie wtornie kilka
      ksiazek z mojej mlodosci-to zobaczylam,jak piekielnej indoktrynacji
      podlegalismy.Wzburzylo mnie to,albo moja wlasna glupota,ze nie dostrzegalam
      tego.
      Czy teraz czuje sie lepiej?Niestety nie.Przerazajaca rzecza dla mnie jest brak
      autorytetow,moja kompletna utrata wiary w to,ze moge na kims (nie mysle o moich
      bliskich)czy na czyichs pogladach-polegac.Teraz niestety juz czasem umiem
      zadawac sobie pytanie:"co za tym stoi",doszukiwac sie,sledzic gry i
      kombinacje.Czuje sie strasznie bylejak,kiedy ktos-wazniejszy czy mniej wazny-
      majac wladze- robi mi wode z mozgu,zupelnie nie respektujac faktu,ze moge byc
      jego partnerem a nie smieciem do poniewierania.
      W mojej pracy byly ostatnio podwyzki.Nie dostaly zadnej tylko 4 osoby-kobiety
      przed emerytura,pracujace w tym miejscu od samego poczatku.Poczulam sie jak
      smiec bez znaczenia-i to nie z powodu braku pieniedzy,tylko dlatego,ze nagle
      jestem nikim.Ze nie ma potrzeby mnie respektowac,wyrazic uznanie.To drobny
      przyklad z codziennosci.
      Jest dla mnie upiorne,ze do gory nogami zostaly wywrocone hierarchie
      wartosci,ze promuje sie hucpe,kult tego,co sie dobrze sprzedaje.
      Nie potrafie tego przyporzadkowac zmianom politycznym tak doslownie.Moze to sa
      koszty cywilizacji.
      Jest mi przykro,ze ma zostac zlikwidowana Wideoteka Doroslego Czlowieka,bo
      zahacza o PRL.To banalny przyklad,jest ich duzo wiecej.Przeciez nawet 4-rej
      Pancerni i Pies skladaja sie na nasza historie.Jak bedziemy za kazdy razem
      mechanicznie odcinac sie od tego co bylo,to zostaniemy narodem bez
      przeszlosci,bez ciaglosci historycznej,ktory,co gorsza,ciagle zaczyna od nowa.
      Zmusza sie mnie,ze powinnam sie ciagle od nowa okreslac,ze mam zaprzeczac
      dotychczasowemu w imie terazniejszosci.To mnie meczy,bo przeciez moje zycie to
      ciaglosc,i wspołistnienie z historia-tez.
      Pod tym co w poprzednich postach, napisane-podpisuje sie obiema rekami.Juz nic
      do tego nie potrafie dodac-jest wszystko.
      Rozpisalam sie o moich emocjach troche chyba za dlugo-ale ja juz nie chce sie
      od niczego odzegnywac!
      Jesli jestem malo precyzyjna-to pisanie jednak spowolnia przekaz i zamąca.Moze
      brak mi wprawy.
      • natla Re: 4 czerwca 1989r 12.07.06, 20:17
        Dodałaś kolejna porcje, która nie została wcześniej wyartykułowana, ale też tak
        to czuję. Idokrynacja? Bo ja wiem, na pewno w czsie, kiedy nie zajmowałam sie
        polityką. Od roku 79, już się nie dałam idokrynować....zaczęłam myśleć, dzięki
        mojej nie żyjacej juz przyjaciółce.
        Dlatego teraz jetem bardzo sceptyczna.
        • mania1119 Re: 4 czerwca 1989r 12.07.06, 21:10
          Ja po prostu w mojej młodosci bylam totalnie bierna politycznie (potem niewiele
          lepiej) i kompletnie nie zdawalam sobie sprawy,czym nasiąkam.Przyjmowalam wiele
          spraw bezkrytycznie-dotarlo to do mnie tak,jak napisalam.Przeciez w tych
          czasach,kiedy studiowalam(poczatek 70tych) subtelnie lansowano w psychologii
          koncepcje,ze autorem tezy iz psychika jest funkcją mozgu i stanowi
          odzwierciedlenie rzeczywistosci jest W.I.Lenin!W ogole sie nad tym autorstwem
          nie zastanawialam,(bo co do koncepcji no to i owszem,wiadomo).Jak Lenin to
          Lenin.(A moze Jeleń?A może...)
          • kryzar Re: 4 czerwca 1989r 14.07.06, 07:55
            a to też jest wynik zmiany ustroju w Polsce, choć nie polityczny.

            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3483722.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka