Dodaj do ulubionych

Krótsze i dłuższe opowiadania...

05.06.06, 16:39
Do rozpoczęcia tego wątku zainspirowała mnie axsa, gdy przytoczyła historię z
życia wziętą , opowiadającą o młodej dziewczynie zakochanej w starszym od
siebie mężczyźnie. Moja historia to typowe opowiadanie o spełnionej częściowo
miłości równolatków , ludzi w naszym wieku. Przedstawiam Wam Karolinę.B i
Karola .D mieszkających w odległych od siebie miejscowościach R. i W. , oboje
doświadczyli już miłości choć Karolinie nie udał sie staż małżeński , mąż po
23 latach opuścił dom rodzinny i odszedł do młodszej kobiety. Karolina nie
rozpaczała , przebiegła myslami te wszystkie lata wspólnego pożycia i doszła
do wniosku,że tak naprawde oprócz pierwszych lat w młodości zauroczenia
seksem, do męża nic nie czuła i bardziej zostawała w małżeństwie z obowiązku i
dla dwóch córek obecnie już dorosłych. Pozostawała więc, od trzech lat bez
partnera i wydawało jej się ,że niczego już nie doświadczy , tym bardziej w
miłości.
Karol.D od dwudziestu siedmiu lat żonaty z żoną Celiną , szczęśliwe małżeństwo
jak określali je wszyscy znajomi . Mieli syna i córkę , oboje też już dorośli
a córka obdarowała ich wnuczkiem . Dla Celiny było to uwieńczenie pożycia
małżeńskiego, przelewała swoje uczucia macieżyńskie na wnuczka może troszkę
zapominając o partnerze. Karol D przyjął wnuczka z radością , ale spróbował
jeszcze raz, ostatni raz wziąć życie za bary . Zapisał się na studia
licencjackie w R. To tyle tytułem wstępu dalej niech mówią bohaterowie tego
opowiadania.


LISTY DO KLAUDII.B I ROZMOWY Z ŻONĄ KAROLA .D


List 1.

Pani Klaudio!

Proszę mi wybaczyć, że zwracam się do Pani pisząc list. Jednak,
nasze spotkanie u wspólnych znajomych , długie rozmowy jakie
toczyliśmy przy stole , zaowocowały odprowadzeniem Pani do domu.
W czasie pożegnania wysunęła się Pani rękawiczka z płaszcza. Fakt
ten uświadomiłem sobie dopiero po Pani odejściu i zamknięciu się
drzwi do klatki chrononych domofonem . Nie wiedząc i nie znając
numeru mieszkania pod jakim Pani mieszka , wróciłem do mieszkania
małżeństwa S , chcąc tam zostawić dla Pani zgubę lub dowiedzieć się
o adres . Okazało sie, że nazajutrz małżeństwo S. wraz z dziećmi
wyjeżdża na wczasy . Tym sposobem zostałem jedynym dostarczycielem rękawiczki .
Dbając o Pani delikatne ręce i mając na uwadze kończącą się ale
mroźną zimę , pozwolę sobie będąc w R.
dostarczyć zgubę bezpośrednio do Pani domu , bo nie mogę kłamać
ale bardzo chciałbym z Pania porozmawiać. Podaję Pani numer
komórkowy 606......
Gdyby miała Pani inne plany w stosunku do swojej zguby i do moich
odwiedzin. Bardzo proszę o krótką informacje .

Karol.D


Rozmowa 1.

Celina przyglądała się mężowi , gdy ten ciągle coś porawiał na listowej kartce
i wyrzucał do kosza stojącego obok biurka.
- Co ty tam ciągle piszesz - pytała męża - To jakaś wiadomość urzędowa że
mordujesz się z nią od godziny?
- Nie , nie , skądże , mówiłem ci że znalazłem rękawiczkę pani Karoliny, gdy
wreszcie rozeznałem sytuację, tylko ja mogę jej dostarczyć tę nieszczęsną
rękawiczkę , bo S . wyjechali na wczasy . Będąc za półtora tygodnia w R .
oddam jej zgubę i dlatego piszę do niej kilka słów, ale jakos idzie mi opornie
- A dlaczego piszesz list a później jeszcze będziesz chodził do niej,nie
wystarczy zapakować rękawiczki i wysłać razem z listem, odpadnie ci chodzenie
do mieszkania.
- Ale czy to tak wypada - dopytywał sie Karol.
- Jak najbardziej - odparła do Celina i podreptała do kuchni przygotować kolację .
Karol złożył list , zapakował do białej koperty i wyniósł go do przedpokoju
gdzie schował go do wewnętrznej kieszeni jesionki.
- Kochanie - podniósł głos , aby żona go słyszała - chyba nie mamy pudełek ,
załatwie całą sprawę w pracy tam coś znajdę .
- Czy ty coś w tym domu znajdziesz kiedys ? - usłyszał w odpowiedzi- Na
pawlaczu po lewej stronie jest ułożonych kilka pudełeczek na jedną rękawiczkę
to starczy. Zapakuj i zostaw jutro zanim wyjdę do Jacusia wyślę ci z poczty
przesyłkę.
Karol westchnął ciężko . Cóż było robić . Zaczął przygotowania do wysłania
rękawiczki.

Rozmowa 2.
- Dlaczego zabrałes pakunek , przecież miałam wysłać? - w głosie Celiny
brzmiało nie tylko pytanie.
- Skarbie tyloma rzeczami się zajmujesz że nie śmiałem cię obarczać jeszcze
błachostką , poza tym chciałem się urwać z pracy, żeby naprawić to światło
mijania w samochodzie , pretekst był mi potrzebny - odparł Karol i czule objął
żonę całując ją w szyję .
- Skąd u ciebie ten przypływ czułości ?- uśmiechnięta Celina odwróciła sie i
zarzuciła mężowi ręce na szyję - coś będzie?
- Tak w dzień ? - Karol zaczął wycofywać się .
- Mamy zasłony w oknach , łóżko, poduszki , kołdrę i masz mnie,jeszcze ci coś
potrzebne do szczęścia? - Celina uśmiechała sie zalotnie .
- Nie już nic - usłyszała w odpowiedzi.

ciąg dalszy kiedyś nastąpi.smile
Obserwuj wątek
    • wiktoria53 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 05.06.06, 17:21
      Fajne, fajne, ale kto w końcu zgubił rękawiczkę? Klaudia czy Karolina? smile)))))
      • sagittarius954 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 05.06.06, 17:55
        Popatrz , Wiktorio taka wpadka na początku opowiadania to oczym ja myslałem ,
        jeśli Wam to nie przeszkadza to niech będzie Klaudia a jeśli nie to kasujemy
        szpetność.sad
        • tofika Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 05.06.06, 18:07
          Sagi,proszę nie mów tak,nic nie szkodzi ,Twoja bohaterka może mieć dwa
          imiona..Karolina-Klaudia,
          "wszystkich nas ciekawoścć budzi...co będzie dalej.......pisz,pisz!
          • wiktoria53 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...Sagit 05.06.06, 18:11
            Popieram pomysł Tofiki, tak może mieć dwa imiona i nie będzie
            problemu smile))))))))),ale Karolina brzmi lepiej , przynajmniej dla mnie smile
            • mira54 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...Sagit 05.06.06, 19:07
              Sagi, zainteresowałes mnie swoim opowiadaniem,
              pisz proszę ciąg dalszy.
      • tofika Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 05.06.06, 19:24
        Zbyszku,wybaczysz mi?
        poki TY tworzysz następne opowiadanka ,, my posłuchamy i poczytamy
        TU...www.lezenska.pl/studnia_zyczen.asp
        • del.wa.57 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 05.06.06, 20:22
          Brawo,brawo Zbyszku ruszyłeś z pisaniem,zapowiada sie nawet
          ciekawie,lubię''Ciebie'' czytaćsmile
          • del.wa.57 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 05.06.06, 20:35
            Ale szykuje się romansidło!!!!
            Kiedy dalszy ciąg????
            smile)
    • sagittarius954 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...cz.II 08.06.06, 19:50
      List 2

      Karolino !
      Spotkanie z Tobą, przeszło moje najśmielsze oczekiwanie.
      Trzy godziny pobytu u Ciebie, wydały mi się jedną chwilą,
      wypełnioną rozmową, niezmąconą przerwami.
      Przepraszam, że nie mogłem oderwać od Ciebie oczu. To nie tylko
      Twoja uroda mnie urzekła, ale i Twoje głębokie, niezmierzone
      wnętrze. Jesteś mądrą, rzeczową, ciepłą, miłą i delikatną istotą.
      Po krótce nakreślona historia Twojego życia, mogłaby się stać
      kanwą powieści, smutnej powieści. Nie wiem co sprawiło, że
      otworzyłaś wspomnienia dla mnie ? Słuchałem i wpatrywałem się w
      Twoje wargi. Gdy zaciskałaś je, głos łamał Ci się. Przerywałaś na
      moment swoją opowieść i z oczu kapały perły. Tak pragnąłem je wszystkie
      przechwycić swoimi ustami i ukoić Twój ból. Nie zdobyłem się jednak na ten gest.
      Mogłabyś odebrać go jako pożądanie.
      W moim sercu rozpalało się uczucie. Nie wiem czy to miłość ...
      Chwytałem Twoją rękę w swoją i przykrywałem drugą. Rozsiewałaś
      ciepło, powodując w moim sercu tkliwość i pierwsze promienie
      przyjaźni.
      Klaudio! Masz we mnie przyjaciela. Choć ludzie mówią, że przyjaźń
      nie jest możliwa między kobietą i mężczyzną i prędzej czy później
      kończy się spełnieniem ciał, to spróbujmy inni być...
      Wiem, przekraczam granice zamknięte dla żonatego mężczyzny.
      Zostawiam swoją przeszłość za sobą, pragnąc spróbować uniesienia
      nagle we mnie narastającego.
      Pokazałaś mi zdjęcia swojej rodziny i wtedy zebrałem się na odwagę.
      Pocałowałem Twoje ramię. Z miłym uśmiechem spytałaś się - "Za co ?"
      To na przyszłość Klaudio !
      Cokolwiek przyniesie mi czarująca chwila z Tobą, to znajdę dla
      niej miejsce nie tylko w swoim sercu.
      Pewnie, któregoś dnia sprawi mam ból.
      Ale słodki ból, bez którego życie nie ma sensu.
      Marzę o tym, by nasze wargi spotkały się.
      Już nie mogę doczekać się, ponownego przybycia do R. i Twojego
      cichego i ciepłego mieszkania.
      Proszę, zadzwoń do mnie i porozmawiajmy...
      Czy mogę następne spotkanie rozpocząć od przytulenia się do Twoich
      słodkich ust ?
      Śniący na jawie.
      Karol D.


      Rozmowa 3.

      Celina wracała od córki zmęczona , rozbrykany wnuczek wyczerpał jej siły .
      Marzyła o kąpieli i łóżku . Otwierała drzwi zza których dochodził głośny łoskot
      muzyki młodzieżowej.
      -Karola jeszcze nie ma ? - zdziwiła się , ilekroć syn puszczał swoje głośne
      nagrania Karol natychmiast reagował i rozkazywał synowi odbieranie muzyki przez
      słuchawki.
      Zdjęła buty w przedpokoju i stanęła w otwartych drzwiach pokoju syna . Otworzyła
      usta ze zdziwienia. Zamiast syna zobaczyła swojego męża . Karol nie zauważył,
      ani nie usłyszał wejścia swojej żony . Zamknął oczy i tańczył w rytm muzyki .
      Przed oczyma widział postać Karoliny.
      - Karol! - krzyknęła Celina, nie dość głośno bo nadal nie reagował- Karol!!.
      Podniosła głos , ale bez rezultatu. Podeszła do wieży i wcisnęła przycisk .
      Muzyka nagle ucichła. Rozmarzony Karol drgnął i odwrócił się . Zobaczył żonę,
      nerwowym geswtem podniósł ręce do góry maskując zaskoczenie.
      -O, skarbie już jesteś -zdołał wykrztusić .
      - Co ty wprawiasz ? Głośna muzyka , jakies podrygiwania , nie jestes zmęczony po
      pracy? - zadawała pytania lekko poirytowanym głosem - Czy wykończyłes obiad ?
      - No nie, nie byłem głodny.
      - Jak zwykle pan pomyślał o sobie ale pomysleć o dziecku i żonie to nie byłeś
      łaskaw - ton głosu Celiny nie wróżył nic dobrego.
      - O jakim ty dziecku mówisz - spytał Karol .
      - A jakie masz w domu ? - odpowiedziała pytaniem.
      - Ty żartujesz, dorosły mężczyzna dzieckiem, zreszta wpadł do domu jak po ogień
      i pognał z kolegami , powiedział że będzie wieczorem - Karol irytował się zawsze
      gdy żona traktowała Pawła jak małego chłopca - A obiad , usiadź a ja ci szybko
      przygotuje .
      - Teraz panu dziękuje za okazanie łaski, rano ciebie prosiłam że jak wrócisz z
      pracy dokończysz bo ja muszę szybciej wyjść do Jacusia i prosze jak zwykle nie
      doczekałam się.
      - Z tym niedoczekaniem sie to przesadzasz.
      - Wolałeś potańczyc w rytm muzyki którą zawsze torpedujesz gdy Paweł włącza, co
      sie z tobą dzieje , jesteś rozkojarzony nie potrafisz sie skoncentrowac i nie
      pomagasz mi, jestes samolubem już nie powiem że egoistą .
      - Czy to takie dziwne , kiedy byliśmy oboje na zabawie ,nie tańczyliśmy już z
      pięć lat, kiedy zajmiemy sie soba a nie sprawami naszych dzieci, mam weekendy
      zajęte ale te co nam zostają ty poświęcasz naszemu bachorkowi dając wolne córce
      i zięciowi, czy nam nic sie nie należy od życia.
      - Przecież umawialismy sie że dopóki studjujesz będę zajmowała się wnuczkiem i
      skąd to słowo bachorek, nie lubisz go , jak można nie lubieć swojego wnuka- głos
      Celiny juz i tak podniesiony stawał się lekceważący.
      - Ja mojego wnuka kocham , tylko potrafię realnie patrzeć na sprawy , powiedz
      dlaczego tak jest że nie potrafimy ze soba rozmawiac tylko sprzeczać sie ,
      jeszcze nie kłócimy się to jednak pewnie do tego dojdzie bo nie potrafisz
      obiektywnie spojrzec na nasze sprawy.
      - Za bardzo jestem zmęczona żebysmy dzisiaj dyskutowali , idę wziąść kąpiel i
      spać .
      Celina opuściła pokój syna . Karol ze złości uderzył pięścią w wersalkę .
      • del.wa.57 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...cz.II 08.06.06, 20:17
        Bo to się zwykle tak zaczyna......szkoda mi Celiny,chociaż rozumiem trochę
        Karola,tylko dom,syn,wnuk,praca niema tam /mąż -żona/może się to żle skończyć z
        drugiej strony ciekawa jestem jak potoczą sie dalsze losy Karola i Karoliny.
        Czekam na dalszy ciąg tej powieści''Samo życie''
        smile)
        • tofika Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...cz.II 08.06.06, 20:31
          "Klaudio! Masz we mnie przyjaciela. Choć ludzie mówią, że przyjaźń
          nie jest możliwa między kobietą i mężczyzną i prędzej czy później
          kończy się spełnieniem ciał, to spróbujmy inni być..."
          ---jest zapewnienie,Jest!
          jak potocza sie sprawy i spraweczki?
          Karola chycilo wyraznie,
          jakie niespodzianki nam naklika Sagi?


          • ogon_trolla Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...cz.II 09.06.06, 19:25
            O-ja-cie to ci wylegarnia szmitry tredowatej zakonspirowana.
            • regine Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...cz.II 09.06.06, 23:29
              Szmira...??? No coz, mysle Sagi, ze sie nie przeraziles tej "krytyki" i
              ta "tredowata szmira", w/g ogona trolla, bedzie miala ciag dalszy...
              Bardzo mnie cieszy, ze zaczales pisac, bo juz dawno tego nie robiles smile)
              A ten "ogon" nic nie potrafi, oprocz krytyki ? Slow krytyki nie omieszka
              wtracic wszedzie....Ale chyba tylko to potrafi..Ale pisac moze, czemu nie.
              Bo juz do czytania nikt , nikogo nie zmusza. A jednak "ogon trolla" umie
              rowniez czytac, co mnie bardzo cieszy....smile
    • sagittarius954 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 30.08.06, 20:40
      Rozmowa4.


      - Czy możemy wrócić do ostatniej rozmowy ? - pytanie Karola przecinało ciszę
      jaka panowała między małżonkami już tydzień. Karol był zdziwiony, że milczenie
      przedłuża się. Do tej pory drobne nieporozumienia nie trwały w ich małżeństwie
      tak długo. Dzień może dwa ,ale nieporozumienia nigdy nie były tak rozległe .
      Ostatnie jednak było zimne niemal wyrachowane. Celina i Karol wymieniali między
      sobą zdania nie dotykając sedna sprawy lub omijając je .Uprzejmości przy
      powitaniu czy pożegnaniu , gdy Karol pierwszy wychodził do pracy lub wracał a
      żona była już w domu , ograniczały się do wymuszonych uśmiechów , podniesień
      ręki- " tak widzę cię i to wszystko na co możesz liczyć " - Zdawkowych
      grzecznych zdańjakie zwykli wymieniać między sobą obcy ludzie .
      - Czy musimy się od początku denerwować - Celina odpowiedziała pytaniem
      - Celinko a kiedy mamy porozmawiać , im dłużej milczymy i nie dotykamy sprawy o
      której mówiliśmy i przez którą między nami trwa cisza,tym bardziej się od siebie
      oddalamy .
      - To nie jest nieporozumienie i to ty się ode mnie oddalasz - ton jej głosu
      stawał się twardy ,ale jeszcze nie wrogi.
      - :" Będzie starała sie odpowiadać na moje stwierdzenia przeczeniem " -
      pomyslał- "postaram się zapanować nad sobą".Zaczął mówić spokojnie .
      - Celinko, proszę , musimy porozmawiać i przedstawić sobie to co nas boli , ale
      spokojnie żebysmy znów nie rozeszli sie do pokoi .
      - Proszę - ciągnął dalej - uwierz mi jest mi ciężko gdy kładę się wieczorem koło
      ciebie a ty odwracasz się do mnie tyłem , mówisz dobranoc i zasypiasz .
      - Nie zasypiam - przerwała mu , głos jej lekko drżał - czekam żebyś mnie objął a
      ty chyba specjalnie robisz uniki i pogłębiasz naszą wrogość .
      - Jak możesz tak mówić - Karola przycichł - ciężko mi mówić , ciężko mimo że
      jesteś moją żoną , mimo spędzenia ze sobą tylu wspólnych chwil.
      Ręka Celiny powędrowała do góry . Niespokojni poprawiała fryzurę i powoli
      opuszczała ją, by połączyć z drugą ręką w okolicy serca. Złączone ręce opadły na
      kolana.Oczekiwała najgorszego .
      - "Zaraz powie mi ,że mnie nie kocha " myslała
      WAskie usta zacisnęły się , oczy rozszerzyły jakby zaraz miała trysnąć z nich
      fontanna łez .
      - Zdecydowałem nie okłamywać Ciebie , albo inaczej nic nie ukrywać przed tobą -
      Karol patrzył na Celine , chciał ująć jej ręce , lecz gest Celiny odczytał
      zupełnie inaczej .
      - "Broni się przede mną , nie rozumie "- przeciągał milczenie by wreszcie zacząć .
      - Jest mi głupio ,ciężko i wstyd - wpatrywał się w oczy żony te jednak uciekały
      przed jego oczyma .-sam nie wiem co się ze mną dzieje - zamilkł.
      - Czy dowiem sie wreszcie co mi chcesz powiedzieć ?.
      - tak ,tak ...no ...nie czuję się już takim mężczyzną jak kiedyś Celino kiedy
      byłem młodszy - w myślach szukał słów jakimi chciał przekazać jej wiadomość -
      przecież zauważyłaś , że nie jestem już taki sprawny jak kiedyś .
      - W domu zawsze od początku małżeństwa próbowałeś wszystko odwlekać . Długo
      zastanawiałeś się zanim zabrałeś za wykonanie jakiejś czynności , to prawda ,
      nieraz uważałam że przemawia przez ciebie wygodnictwo i lenistwo.
      Karol spojrzał zdziwiony na żonę i pochylił głowę, cicho rozesmiał się .
      - Z czego ty sie śmiejesz - głos Celiny był poirytowany .
      - Celino ja mówię o nas , o naszej miłości , o seksie o tym jak się kochamy , że
      już tak często nie kocham się z toba jakbym chciał , mimo że zwracasz mi uwagę
      robisz to jakbyś mnie poganiała - wyrzucił jednym tchem z siebie - czy teraz
      rozumiesz ?.
      Na moment w pokoju znów zapanowała cisza .
      - ach... o to ci chodzi - Celina patrzyła na męża i powoli na jej ustach
      pojawiał sie usmiech . Z jej serca spłynął ciężar - już tyle razy ci mówiłam
      żebyś uda ł się do lekarza , lecz twoja uparta głowa ciągle odwleka wizytę u
      niego . Zupełnie nie rozumiem twojego postępowania . Z drugiej strony ...słuchaj
      nie jesteśmy najmłodsi a ja w tej sprawie nawet cię nie naciskam .
      - Właśnie nie naciskasz Celino - Karol spoglądał na żonę i widział jak jej
      postać podnosi sie z wersalki . Oczekiwał że podejdzie do niego i przytuli się .
      Ona jednak straciwszy marsową minę stała usmiechnięta i zadowolona .
      Wiesz przygotuję kolację , przez godzinkę chcę być w kuchni sama , sprawię ci
      niespodziankę - i wyszła z pokoju .
      - Czy mogę być bardziej szczery ?- Wyrzycił to zdanie z siebie gdy w pokoju
      pozostał po celinie słodki i delikatny zapach perfum .Podszedł do okna , patrzył
      na dwa drzewa stojące na podwórku ciemnego już placyku . Targane wiatrem
      odchylały się od siebie . Jedno z nich wypuściło pojedyńczy konar . Wplótł się
      mocno w gałęzie stojącego sąsiada . to ramię było zagrożone , jeszcze mocniej
      szy podmuch wiatru mogł konar złamać .
      - " Czemu moja żona nie potrafi mnie zrozumieć , dlaczego z każdym dnierm oddala
      się ode mnie ."
      -" Jak przekazać jej to co czuję , jak powiedzieć że chciałbym ją pieścić aż
      rozkosz przeszyje nasze ciała "
      Przymknął oczy i zobaczył pod powiekami obraz Karoliny .
      - Czy naprawdę mogę być bardziej szczery , aż do bólu - spytał się sam siebie .



      • del.wa.57 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 30.08.06, 20:59
        O rany,juz prawie zapomniałam o Celinie i Karolu,faktycznie Sagi dobrze,że
        odświeżasz nam pamięćsmile))
        Oj,niedobrze sie dzieje w tym małżeństwie,Oni muszą ze sobą rozmawiać,dużo
        rozmawiać,ale coś sie nie rozumieją,oboje maja rację,jak to zwykle
        bywa,ciekawe,ciekawe co dalej?
        Mam nadzieję,że nie będziesz nas trzymał długo w napięciu Sagi co?
        smile)))
        • sagittarius954 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 30.08.06, 21:09
          Po-starym się , ale ...wena jak kobieta zmysłom dostarcza podniety a oczom
          uciechysmile))
      • goskaa.l Sagi 31.08.06, 06:44
        kontynuuj, proszę. Nie każ nam znów tak długo czekać na dalsze części.
        Usprawiedliwia Cię wakacyjne lenistwo, ale - jutro 1 września, koniec wakacji.
      • tofika Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 15.10.06, 07:36
        -" Czy mogę być bardziej szczery ?- Wyrzycił to zdanie z siebie gdy w pokoju
        > pozostał po celinie słodki i delikatny zapach perfum .Podszedł do okna ,
        patrzy
        > ł
        > na dwa drzewa stojące na podwórku ciemnego już placyku . Targane wiatrem
        > odchylały się od siebie . Jedno z nich wypuściło pojedyńczy konar . Wplótł się
        > mocno w gałęzie stojącego sąsiada . to ramię było zagrożone , jeszcze mocniej
        > szy podmuch wiatru mogł konar złamać .
        > - " Czemu moja żona nie potrafi mnie zrozumieć , dlaczego z każdym dnierm
        oddal
        > a
        > się ode mnie ."
        > -" Jak przekazać jej to co czuję , jak powiedzieć że chciałbym ją pieścić aż
        > rozkosz przeszyje nasze ciała "
        > Przymknął oczy i zobaczył pod powiekami obraz Karoliny .
        > - Czy naprawdę mogę być bardziej szczery , aż do bólu - spytał się sam
        siebie ."
        >
        Sagi...autorze ...
        znajdz czasu troszenke..rozwin zaczeta bardzo ciekawa opowiesc...
        na "Rozmowe 5"czekamy.........
        • sagittarius954 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 15.10.06, 08:55
          Coś sie wymysli mam nadzieję smile)) Może już niedługo . Najpierw dokończę dankarol
          a później karola ukrzyżuję.smile
          • tofika Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 15.10.06, 09:33
            sagi....
            prosze Cie... nie rob tak... Karol ....musi zyc...
            to zakrawa na bardzo dluuuuuuuuuugie pisanko.... wiele zdarzen wydarzy...
            prosze Cie.... wklilam CI powody... zacytowalam... smile
            tym bardziej ze milony zwiazkow maja podobne dylemaciki..zyciowe masz byc --
            lwem s....smile
            • tofika Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 16.11.06, 07:11
              Nie wierze, zeby?
              Sagi ,napewno cos tam o Karolu juz ....
              • tofika Re: Krótsze i dłuższe opowiadania... 09.12.06, 21:06

                --"" Czy mogę być bardziej szczery ?- Wyrzycił to zdanie z siebie gdy w pokoju
                pozostał po celinie słodki i delikatny zapach perfum .Podszedł do okna , patrzył
                na dwa drzewa stojące na podwórku ciemnego już placyku . Targane wiatrem
                odchylały się od siebie . Jedno z nich wypuściło pojedyńczy konar . Wplótł się
                mocno w gałęzie stojącego sąsiada . to ramię było zagrożone , jeszcze mocniej
                szy podmuch wiatru mogł konar złamać .
                - " Czemu moja żona nie potrafi mnie zrozumieć , dlaczego z każdym dnierm oddala
                się ode mnie ."
                -" Jak przekazać jej to co czuję , jak powiedzieć że chciałbym ją pieścić aż
                rozkosz przeszyje nasze ciała "
                Przymknął oczy i zobaczył pod powiekami obraz Karoliny .
                - Czy naprawdę mogę być bardziej szczery , aż do bólu - spytał się sam siebie .

                Sagi?
                vena nic a nic???
                kto jak nie TY ?
                nam opowie co dzieje z Karolem?itd?smile
                iskierke nadziejii mam ze moze akurat cos doklikasz...smile




                Szczęście to nie tylko to, co los daje, ale i to, czego nie zabiera..."
          • sagittarius954 Z notatnika smętnego działkowicza - Klamra 15.07.07, 23:30
            Słońce wynurzało się zza ściany zielono- żółtych gałęzi wierzby . Pierwsze
            promienie oświetlały dokładnie kazdy listek , przedzierajać się do moich oczu.
            Złote promienie kierowały się w stronę maleńkich kropelek rosy i ostatnich
            deszczu , ślizgających się po powierzchni zielonej podłużnej austrady .Spadały
            majestatycznie niżej poruszając leżace niżej listki drzewa . I tak dzień w dzień
            , każdego poranka wierzba pałakała pochylając się nisko ku ziemi, a ja mogłem
            obserwować ten pałacz , spalecionych ze sobą gałęzi . Patrzyłem na niemy ból
            kilku drzew blisko ze sobą zrośniętych i pomyślałem sobie , że nasze życie, tak
            podobne do otaczającej nas natury , jest świadome wyborem . Ściana pochylających
            sie drzew , splotła się na krótki czas istnienia stając w miejscu i określonym
            czasie , do momentu aż przechodzący drwal nie wytnie któregoś drzewa lub ich
            wszystkich , zmieniając los miejsca .
            Człowiek istniejąc w gromadzie , wybiera miejsca cieszące jego oczy , nasłuchuje
            oddechu szybkiego swojego partnera, podczas igraszek miłosnych , ciesząc swoje
            uszy lub zagłębia się w ciszy natury , izolując się od innych ludzi .
            Nawet wiatr omija wtedy te miejsca z daleka , jakby obawiając się przerwania
            medytacji człowieka , a każde zamyslenie się jego jest modlitwą wzniesioną do
            Boga . Nie rota modlitwy ułożona przez niewiadomego zakonnika ,ale własne mysli
            kierowane do Niego płyną wtedy nieprzerwanym potokiem . Stojące obok zboża
            wtapiają się w ciszę , chociaż wydają delikatny szelest kiwających nabrzmiałych
            ziaren kłosów . Tylko tu upadłszy na kolana , pośród złotego chleba , Bóg
            przyjmie i wysłucha każda modlitwę płynącą z wnętrza człowieka i sprawi , że
            rozgorączkowana głowa modlącego dostapi ukojenia jak dostepuje go dusza
            opuszczająca martwe ciało . Świadomość rozpełzająca się po całym ciele i
            ograniczona nim , teraz dostępuje wolności opuszcza granice jestestwa . Lecz nie
            wie jeszcze , że zaraz upomni się o nią sprawiedliwość .

            Dumałem tak sobie , przyglądając się pierwszemu ciepłemu porankowi tego lata , a
            po niebeiskim sklepieniu płynęły białe obłoki . To one swoją bielą , napawały
            optymizmem i cieszyły mój wzrok , jak pewnie i każdego żyjącego stworzenia,
            mogącego wpływać na swój los .
            Rodzina dudków od samego początku dnia , niezdarnie fruwała , trzymając w swych
            dziobkach tłuste kąski dla młodocianej pierzastej latorośli . Po każdym
            przybyciu do budki lęgowej obydwa ptaki , zatrzymywały się na moment ,
            przysiadając na pobliskiej gałęzi lub dachu komórki , przykrytej sporą ilością
            wielorocznej spadliny igieł sosnowych . Zanim oddali swoją zdobycz do młodych
            gardeł i wypuszczali ze swych długich zakrzywionych dziobków, rozposierali swój
            szaro czarny czub na główkach , niczym wojownicy indiańscy po powrocie z wypadów
            wojennych , przed wejściem do wigwamów .
            Ciemny otwór wejścia nie był im nieznany i zarówno ptaki jak i wojownicy ,
            pragneli usłyszeć wyściubiający się miły odgłos .
            Ptaki pragnęły usłyszeć pisk swoich maleństw a wojownicy , ciepły głos swoich
            kochanek .Po przekroczeniu tego progu czekała na nich lepka dusząca miłość,
            której poddawali sie ochoczo.Miłośc w w budce otaczała szare piórka i czuby na
            głowach ptaków a instynkt każe oddac im swóją złowioną zdobycz .
            Ogolone głowy wojowników z postawionymi czubami włosów, koralików i piór
            zmieniały swój wojowniczy wyraz . Twarze mikły , pomalowane kolorami wojennymi
            oczy złagodnieją i ulegną pożadaniu , na moment oprą sie o pierś kobiecą , tuląc
            się do nich . Ręce błądzące po tym jedwabistym cudzie natury , nie szukają już
            przeciwnika ,ale pragną zaznać zmysłowości dając pieszczoty jak i gwałtownie ich
            pragnąc . Wargi dotykać będą tych miejcs kobiecego ciała, o których tyle nocy
            marzyły. Ręce przywykłe do wbijania noż po rękojeśc każdemu męskiemu potomkowi,
            z innego plemienia,zachłystujące się lepkością krwi , tym razem pragną zaznać
            lepkiej miłości wydobywającej się z wnętrza spragnionej też kobiety .

            A obłoki sunęły powoli , niesione siłą wiatru , i tuż nade mną dwie chmury,
            połączyły się tworząc kibić kobiecą . Pod bluzką prężyły się dwa małe wzgórki.
            Spinała ten obraz klamra rozrzedzonej chmury, gwałtownie zamazując malunek
            natury a chmury oddalały się szybko znikając w otchłani nieskończonej dali .
            zadzierałem głowę wysoko , jakbym chciał z tamtąd wydobyć jeszcze jedną chwilkę
            mysli, które poszybowały za tym niesamowitym obrazem .
            Jeszcze minutka i znów zacznę mysleć o przyziemnych sprawach, gdzie mysli nie
            ułożą się już w barwną opowieść działkowicza.
            • del.wa.57 Re: Z notatnika smętnego działkowicza - Klamra 21.09.07, 16:36
              Eh,romantyku Sagi,masz talent do pisania,Tobie tylko romanse pisać
              przystoi Paniesmile)))
            • sagittarius954 Re: Z notatnika smętnego działkowicza - Płot 21.09.07, 17:58
              Ile razy jestem na działce tyle razy ocieram się o płot , granicę wyznaczoną
              przez linię , wykreśloną na planie zagospodarowania . Ten płot dzieli jedeno
              pasmo dawnej łąki na trzy mniejsze poletka . To tutaj jeszcze kilkanaście lat
              temu stały krowy pasąc się przez dzień cały . Stały i mieliły mordami soczystą
              trawę . Nawoływania dochodzących do nich ludzi przyganiających je na pastwisko
              jak i odbierających je, niosły się prze pola , odbijały się od ściany lasu by
              znów trafić do zagród . To pole później zmieniło przeznaczenie, bydełko zapewne
              zostało sprzedane przez gospodarza a na polu wyrosły dwie bramki , zrobione ze
              ściętych choin . Cisza tego miejsca systematycznie była przerywana przez
              radosne okrzyki , zdobytych bramek, nagłych upadków, wygranych meczów i
              przepuszczonych bramek .
              Wreszcie małe boisko zostało podzielone na pół właśnie płotem .

              Stająć po jednej stronie płotu, ile razy tam jestem , tyle razy napotykam swego
              sąsiada ,człowieka radosnego , zadowolonego z życia .
              Tym razem nie omieszkał wezwać mnie do linii graniczącej nasze interesy. Pod
              pachą trzymał ulubiony napój , winiak na jarzębiaku , a w ręku dwa kryształowe
              kieliszki .
              - Witam sąsiada - wołał zobaczywszy mnie - chodź tu chłopie szybko do płotu bo
              musimy się przywitać .
              Postawił w trawie napój i nad postawionym płotem podał mi rękę . Wcale nie
              chciał bym się odzywał ,więc ciągnął swoje powitanie .
              - Jak tam jazda na działeczkę ? - i nie czekając na odpowiedź paplał dalej- Ja
              jak tu przyjeżdżam jestem zauroczony tym miejscem . Jej jak to dobrze ,że ciebie
              sąsiad spotkałem na swojej drodze . Popatrz . Przed nami przestrzeń o jakiej
              wielu mieszczuchom się tylko śni . Widzis ten kościółek , tylko wieżyczkę widać
              zza konarów drzew . A po lewj stronie pole , łan łąki i ta cisza . Jak ja lubię
              tu wracać . Ile razy pomyslę o tym miejscu , tyle razy przerywam pracę zamykam
              oczy i widzę tą przestrzeń . I wiesz sąsiad od czego uciekam ? Od kobiet . Ich
              ćwierkanie przymilanie się , ciągłe uśmiechy po pełnym tygodniu pracy stają się
              nie do zniesienia i tu przybywam .
              Zamilkł na chwilkę . Rozejrzał się i znów przystąpił do monologu .
              - Widzisz sąsiad w naszym wieku kobiety już nie są nam potrzebne , Oczywiście
              pragniemy ich miłośći ,no ale tego sami nie wymyśleliśmy , choć wielu z nas lubi
              męskie towarzystwo . Kobieta w czasie małżeństwa nauczyła nas gotować , prać ,
              rozdielać do pralki kolory od białych rzeczy, sprzątać układać rzeczy w szafie ,
              nawet stąpać gdy wracamy troszkę zawiani z imprezy . Troszkę nas ulepiła na
              swoje podobieństwo ,ale my się nie dajemy . - tu podniósł kieliszek wznosząc go
              do góry , łyk jarzębiaku przeleciał szybko a on znów wrócił do swojej kwesti.
              - I dlatego uciekam tutaj jestem sam , cieszę się ciszą , choć wieczorem ,
              brakuje mi zapachu kobiety , powiedz sąsiad dlaczego one tyle gadają po seksie ?
              No nie spotkałem małomównej kobiety . Ja bym tam troszkę poleżał poprzyglądł się
              na jej spocone ciało a one chcą gadać i gadać. Wracam tutaj i wiem ,że jestem
              jaki jestem . Nie , nie jestem nadzwyczjany , po prostu ot taki zwykły chłop . A
              do tego jeszcze wymyślają coś zaraz po nim , znaczy seksie . Nagle by poszły po
              zakupy , co to za istota , żyję z nimi już tyle i nie potrafię ich rozgryźć . I
              tylko dostosować się muszę . Dlatego jak mogę wyrywam do tego miejsca i do
              ciebie sąsiad. - spojrzał na mnie przeciągle a ja przestraszyłem się czy on może
              nie biseksualista .
              - Uciekam tu też przed pracą, ale bardziej przed kobietą, choć wrócę do nieji
              znów będe się dostosowywał .
              Następny łyk jarzębiaku przeszedł już gładko a ja zobaczyłem w jego oczach
              zmęczenie .
              Pójdę już sąsiad - powiedział i podał mi znów rękę .
              Stałem i patrzyłem się na oddalającą się postać . Jeszcze kilka kroków i znikł
              za rozwartym wyjściem na taras .

              Na niebie błogo płynęły chmury . Z oddali dochodziły głosy wsi, szczekających
              psów i ostatni tego dnia dźwięk dzwonu z pobliskiego kościoła . I tak chcąc nie
              chcąc muszę znów przed zaśnięciem podumać troszkę o kobiecie . Czy ja mam takie
              same doświadczenia ? Odstąpiłem od płotu ,granicy dzielącej dwóch mężczyzn i
              ich zapatrywania na płeć piękną .
              • del.wa.57 Re: Z notatnika smętnego działkowicza - Płot 21.09.07, 19:03
                No,nie Sagi,nie powiedziałeś słowa do sasiada? tylko On
                tak..opowiadał,opowiadał,biedny człowiek jak niema do
                kogo''geby''otworzyć hehehehehe.To nie prawda,ze wszystkie gadają
                po....nie prawda.
                No,własnie jakie są Twoje doswiadczenia?
                smile)
                A tego pola z krówkami to żal ja mam taki widok z okna.
                • tofika Re: Z notatnika smętnego działkowicza - Płot 10.10.07, 18:40
                  lekturke odnalazlam... smile
                  zaraz poczytam .. osochodzitu?
                  ach tytul sugeruje ze wspomnienia dzialkowicza.. b chetnie
                  poczytam...smile
    • sagittarius954 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...część 4. 21.09.07, 11:40
      Z kuchni dobiegało krzątanie Celiny. Powoli docierały do niego zapachy
      uruchomione zdolnośćiami kulinarnymi żony . Uśmiechnął się do siebie i
      przypomniał sobie ten ostatni raz, gdy razem jedli kolację. Od tego momentu
      spożywanie kolacji , obiadów, śniadań, przemieniło się w rutynę . Obowiązek
      jakimi oboje się obarczali, stawał się psychicznym wyzwaniem . I to on pierwszy
      załamał się i nie potrafił rozmawiać z żoną, powiedzieć jej prawdę, żeby siebie
      nie oszukiwali , z tą dziewczyną którą kiedyś wybrał i której obiecał miłość ,
      wierność i to że jej nie opuści aż do śmierci . Karol przeniósł się do małego
      pokoju w którym oprócz biurka i szafy nie było za wielu sprzetów . Stojący kwiat
      i ładne firanki dopełniały obraz pokoju . Lubił tu przebywać, choć telewizor i
      komputer mieli w sypialni . Odkąd dzieci powoli uciekały z domu tutaj znajdował
      swoją ostoję ciszy . Celina powoli oswajała się z dziwnymi reakcjami męża .
      Bardziej brała je za wybryk wieku i nie chciała zrozumieć dlaczego on jej w tym
      miejscu, nie tolerował, choć nigdy żadnym gestem nie okazywał jej swojej
      indywidulaności w tym pokoju .
      Usiadł przy biurku . Wyciągnął kartkę papieru i zaczął pisać:

      Droga Karolino. Skreślił tytuł i zaczął od początku .

      List 3 .

      Kochanie . Mija już drugi tydzień kiedy nie widzę twojej twarzy . Powoli
      zacierają się Twoje rysy . Ale nie mogę przecież zapomnieć tych chwil , jakie z
      tobą spędzam . Nawet te rozmowy telefoniczne tak krótkie i nieraz słodkie ,
      ogromnie słodkie , wzmagają we mnie tylko tęsknotę jaka mnie przenika . Przecież
      wiesz jak bardzo tęsknię za spotkaniem się z Tobą . Za spojrzeniem twoich oczu .
      Za dotykiem twoich rąk a nawet za chwilami milczenia jaka zalega i wydaje się
      ,że nic sobie nie mamy do powiedzenia . Jednak to nieprawda . Niejednokrotnie
      słyszałem puls twojego serca i mnie to całkowicie wystarczało . Mógłbym tak
      trwać przy tobie , lecz wiem ,że ta chwila musi się skończyć . I znów nasze
      głosy ściszone, będą się do siebie odzywać . A ja w kilku momentach usłyszę
      twoje drżenie i będę mógł znów delikatnie ciebie pocałować . Wybacz mi ,że nie
      mogę być na wciąż przy Tobie . Może miłość całkowicie zauroczyła mnie i może nie
      tylko mnie . Tak chciałbym ,aby te słodkie chwile trwały i trwały w
      nieskończoność .
      To dziwne ,ale zostaliśmy obdarzeni miłośćią i nie w tym czasie i nie w tym
      miejscu . Ciągle zadaję sobie pytanie , jakimi drogami chodzi życie ludzkie ,że
      nie mogliśmy siebie napotkać kilkadziesiąt lat temu . Dlaczego tak jest, dopiero
      teraz, w tym wieku jaki mamy , że zachłystujemy się sobą ,jakbyśmy nie wiedzieli
      czym grozi takie postępowanie . Uzależniamy się od siebie . Dlatego pozwól ,że
      nastepny mój przyjazd do miasta , poświęce je Tobie . I rozmowie o nas . Kocham
      Cię bardzo . Karol .

      Do pokoju zajrzała Celina . Patrzyła się na pochylone plecy męża , Trzymała w
      ręku jabłko .
      -Chcesz jabłuszko ? - spytała
      - Daj mi kawałek ,ale całego nie zjem - list przykrył gazetą , odwrócił się do
      żony .
      -Skończyłas już kolację ?- spytał .
      - O nie , ale nie wejdę przecież w garnek, aby szybciej ją przygotować . Niech
      sobie pyrka a ja mam chwilkę teraz czasu .
      - To chodź na wersalkę usiądziemy i jak za dawnych lat będziemy gapić się w
      telewizor. - Objął ramieniem Celinę i prowadził do sypialni .
      - To nie będziemy rozmawiać - spytała .
      - Rozmowę zostawimy na moment kolacji - odpowiedział - teraz zaś pozwalam ci
      nastawić program jaki chcesz i z wdziękiem go obejrzę - uśmiechnął sie do niej .
      Gdy zagłębiali się w wersalkę a żona skierowała pilot na telewizor w
      przedpokoju zabrzmiał dzwonek .
      Co za licho ? kogo to niesie o tej porze - powiedziała Celina i podniosła się z
      wersalki .
      • del.wa.57 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...część 4. 21.09.07, 16:45
        Dzięki,dzięki Sagi za dalszy ciąg,ojej,jak to długo
        trwało,zaczynałam zapominać historie tych dwojga.Kto tam sie dobija
        do nich? hmmmm,nie...poczekam na dalszy ciąg i rozmowe Karola i
        Celiny przy kolacji.
        Tylko nie każ nam długo czekać Sagi.
        smile)
        • sagittarius954 Re: Krótsze i dłuższe opowiadania...część 4. 21.09.07, 16:48
          Ile razy obiecywałem tyle razy coś mi stawało na drodze . Teraz nie obiecuję . W
          miarę moich sił będe podsuwał Wam kolejne odcinki różnych wątków troszkę
          zaniedbanych przeze mnie .smile)
    • sagittarius954 W krainie snu. 06.12.07, 11:46
      Kładłem się spać zmęczony . Wydarzenia całego tygodnia pracy dokuczyły mi na
      tyle, że nie mogłem zasnąć . Myśli ciągle wędrowały do tych miejsc, nękających
      mnie swoimi problemami . Koncentrowanie się na pracy przez dłuższy czas
      wypalało mnie. Tęskniłem w duszy za cichymi dniami , nieskomplikowanymi,
      przemieszanymi nudą i wypatrywaniem końca pracy .
      Leżałem sobie na łóżku , przykryty po szyje kołdrą . Sen nie nadchodził ,
      słyszałem tykanie zegarka , telewizor wyłączony , radio ciche . Wszystko po to
      by wreszcie zasnąć . Przewracałem się długo z boku na bok . Nawet przerwałem
      leżenie, wstałem i zrobiłem sobie kanapkę . Popiłem zimną herbatą . Może teraz
      usnę .
      Nawet nie wiem kiedy zasnąłem .
      Świadomość wróciła mi w chwili dochodzenia do czegoś jasnego . Spoglądałem przed
      siebie . Widziałem otaczającą mnie mgłę, całkiem szarą . Ta była jakaś inna ,
      była sucha i dziwna , podnosiłem rękę i nie widziałem jej . Dotykałem ręką nogi
      i czułem ją . Widziałem i nie widziałem . Byłem ciekawy tego jasnego czegoś co
      było przede mną . Kolor pomarańczowy , czasami przechodzący w jasną czerwień. To
      widmo barw pulsowało i zachęcało bym je odwiedził . Nie bałem się . I bardzo
      pragnąłem podejść do niesamowitego zjawiska . Poruszałem się w tamtym kierunku
      wolno i przyzwyczajałem się do niesamowitej sytuacji. Dlaczego widzę wszystko
      dookoła a nie mogę zobaczyć siebie ?
      Jeśli na pytanie nie mogę sobie odpowiedzieć to co mogę zrobić . Dalej
      przemierzałem zupę szarej otaczającej mnie mgły .
      Nagle wydostałem się z niej a przed sobą zobaczyłem wykopany dół , Podłużny ,
      na jego brzegach rozsypany piach , jeszcze mokry , jakby kopiący dopiero co
      skończył swoja pracę .
      Rozglądałem się dookoła . Za dołem widziałem ciemną ścianę . To był mrok . Taki
      nieprzenikniony , w którym światło nie miało prawa pobytu . Ta ściana stykała
      się po moich obu stronach z szarą mgłą .
      W dole płonęło ognisko . Jego światło odbijało się od nieprzebytej czerni i na
      tej ścianie mieniło się jak tablica ostrzegawcza .
      Wychyliłem się i patrzyłem w głąb dołu i palącego się ogniska . Powiększało się
      , widziałem duże szczapy palące się i wypuszczające tysiące iskier wzlatujących
      wysoko . Cofnąłem się bojąc oparzenia . Jednak nic takiego nie następowało .
      Iskry wzlatywały w górę , ogień płonął a ja choć widziałem płonące i pękające z
      żaru szczapy , to jednak nie słyszałem żadnego odgłosu.
      Poczułem, że jeszcze coś lub ktoś, jest gdzieś w pobliżu . Po raz pierwszy przez
      moje plecy przeleciał dreszcz.
      Ze ściany mroku wyszedł ubrany w czarny garnitur mężczyzna . Podchodził miarowym
      krokiem do mnie i zatrzymał się nad brzegiem dołu . Patrzyłem się w twarz tego
      mężczyzny i choć widziałem rysy jego twarzy to nie mogłem dokładnie zobaczyć kim
      jest . Podniósł rękę do góry i zatrzymał ja na wysokości swoich ramion . Usta
      otwierały się , mówił coś do mnie , wreszcie zaczął krzyczeć widząc moje
      niezdecydowanie i niezrozumienie sytuacji w jakiej się znalazłem. Wskazywał mi
      na granice stykających się dwóch materii, szarej i czarnej.
      Poczułem także jak ten dół zaczyna mnie wciągać i twarz mężczyzny z wyraźną
      złością bezgłośnie krzyczącego na mnie .
      Poruszałem rękoma odpychając szarą mgłę . Zapierałem się nogami a gdy byłem nad
      krawędzią dołu usłyszałem głos męski : - Na co czekasz ?
      Widziałem jak szara mgła ustępuje zmienia się i siły wciągające mnie do dołu
      ustępują . Ruszyłem w kierunku wskazywanym przez mężczyznę . Z lękiem wchodziłem
      w miejsce zetknięcia się czerni z szarością .
      Obudziłem się w środku nocy i do jej końca nie zasnąłem . Nie miałem zamiaru
      spotkać się z tym snem . On był we mnie .
      • natla Re: W krainie snu. 06.12.07, 13:57
        Ty mistrzuniu horroru. Ładne to, choć smutne.
    • sagittarius954 Nauka latania . 06.12.07, 18:27
      Nauka latania .

      Lataliście kiedyś w snach?
      Mnie doprowadzenie do pierwszego lotu zajęło kilkadziesiąt lat.
      Kto nie marzy o lataniu , tym bardziej mali chłopcy, a jak sięgnę pamięcią coś w
      moim umyśle działo się takiego, że śniłem . Potrafiłem mieć sny od zawsze, nawet
      wtedy, gdy byłem noworodkiem . Powiecie – to niemożliwe . A jednak . Czy
      noworodek może śnić ? Zauważcie , napisałem noworodek nie niemowlak .
      Niemowlakowi może się coś przyśnić z racji zapamiętywania i postrzegania nowego
      świata . A ja do dzisiaj pamiętam swój sen . Już go nie czuję . Zostałem
      pozbawiony czucia tego snu i jedynie przypominam sobie jego świat wizualny . Tak
      tak , ja patrzyłem czułem i słyszałem . Jeszcze nie potrafiłem dotykać i
      rozumieć, ale doskonale pamiętam to co mnie otaczało . Najprościej i żeby być
      dobrze zrozumianym tamten sen mógłbym opisać jak widok obrazu . Żywego obrazu .
      Wyobraźcie sobie obraz przepołowiony na pół kreską . Linią mającą kolor ciemny
      zdecydowanie różniący obie części występujące po obu stronach kreski.
      Pierwsza górna część nad kreską, jest koloru jasnego . Żółtego, z jego
      wszystkimi odcieniami mieniącymi się ciepłymi barwami ,tętniącymi ciepłem ,
      szczęściem i spokojem . Ta część zupełnie odmienna od jej sąsiadki leżącej w
      dolnej części obrazu. Szara , prawie bezbarwna , powinna być zimna , lecz ja
      takiego uczucia nie pamiętam , za to słyszalna . Dobiegał z jej wnętrza szmer ,
      jednostajny . Jego natężenie zawsze zmieniało się ilekroć próbowałem zbliżyc się
      do tej części .
      Tu zadawałem sobie sam pytanie , gdzie w takim razie ja byłem . Im więcej nad
      tym snem się zastanawiam, tym bardziej jestem przekonany ,że moja świadomość
      była umocowana po środku , może nawet byłem wtedy tą linią . Zawsze też gdy
      zbliżałem się do , lub raczej moja świadomość zbliżała się do tej dolnej części,
      słyszałem dźwięk dziś bardziej podobny do przebiegu prądu przez linię
      energetyczną . Im głębiej chciałem zaistnieć w tej części tym większy słyszałem
      dźwięk wydobywający się z jego wnętrza . A ile razy zbliżałem się do górnej
      części obrazu, spokój płynący z jego środka i ciepło, uspokajało mnie . Na tyle
      wyraźnie, iż traciłem , dziś tak to nazywam, świadomość .I to mrowienie
      przebiegające przeze mnie . To tylko jest podobne mrowienie rąk, ale tylko
      podobne. Było mi dobrze na tyle dobrze ,że następował odlot , utrata zdolności
      kierowania jakim kolwiek swoim zmysłem .
      Lecz najważniejsze jest to umocowanie mnie w tym śnie . Nigdy bym do niego nie
      wrócił pamięcią, gdybym nie przypomniał sobie tego odczucia w momencie
      pierwszego sennego lotu.
      Zanim jednak do tego doszło upłynęło wiele lat .
      Początki były trudne i uciążliwe . Częste sny nawiedzające mnie ,spowodowały w
      pierwszym okresie życia, iż całkowicie je lekceważyłem . Przypominam sobie jak
      po raz pierwszy nogi ciążyły mi tak jakby były odlane z ołowiu . Żadnego ruchu
      nimi nie mogłem wykonać i dopiero jakaś przedziwna siła pozwoliła mi unieść na
      moment jedna nogę , przestałem w tej pozycji chyba całą noc . Dziś się śmieję z
      tych niezdarnych poczynań . Wiele snów już zapomniałem , trwa we mnie tylko ten
      proces dochodzenia do lotu nad ziemią . I nieopisane uczucie radości i szczęścia
      ogarniające mnie . Widok budynków , drzew i zwierząt wszystko jak przez mgłę
      pamiętam . I nie zdawałem sobie nawet sprawy ,że podlegam jakiemuś procesowi .
      Po kilku latach ciężkich stóp i ołowianych butów nastąpił okres rozbiegu i
      pierwszych dłuższych kroków . Niesamowicie się cieszyłem wykonując długie
      kilkunastometrowe skoki . Były momenty ciężkie , w powietrzu traciłem równowagę
      i lęk przed upadkiem , zrobieniem sobie krzywdy był okropny . Niejednokrotnie
      budziłem się coś głośno krzycząc . W tamtym okresie mieszkałem w pokoju z
      kuzynem . Zawsze rano opowiadał mi o moich marszach w pościeli , rozkopywaniu
      się gwałtownym lub nagłym wypadnięciu z łóżka. Podobno podnosiłem się, kładłem
      do łóżka i momentalnie zasypiałem .
      Nigdy nie pamiętałem swoich wyczynów . Jednak sen i jego barwę tak . Podczas
      nieudanych prób jakaś siła pilnowała mnie bym wylądował miękko i nigdy nic sobie
      nie zrobił . To jak zobaczyć w śnie przeciwnika z pistoletem . Widzisz
      wykierowaną w siebie broń , oczy przeciwnika pełne wściekłości i poderwanie się
      pistoletu siłą odrzutu . Kula przelatywała przeze mnie nie czyniąc mi krzywdy .
      Dużo strachu i nic . Tak i teraz próby złego zachowania w powietrzu naprawiała
      ta siła . Było mi lekko i przyjemnie . Okresy latania , raczej prób latania były
      różne . Sen potrafił wracać do mnie intensywnie , kilkakrotnie w przeciągu
      miesiąca i nagle zanikał gdzieś . Czekałem na niego długo , bardzo długo aż
      zaczynałem za nim tęsknić , jak za jakimś dobrym ciastkiem .
      • regine Re: Jesteś niesamowity :). 06.12.07, 19:11
        Poczytałam sobie i aż to pierwsze opowiadanie "w krainie snów",
        przyprawwiło mnie o dreszcze. Tak możesz opisywać tylko Ty. Czynisz
        to niezwykle plastycznie i realistycznie...Troszkę horroru i humoru.
        Niesamowite i dziękuję smile
        A z tym lataniem, też podobnie miałam, mama opowiadał mi, że też
        tak "latałam" i lądowałam na podłodze, po przebudzeniu nic nie
        pamiętałam. Pamietałam tylko te strasznie ciężkie nogi, ołowiane,
        jak je nazwałeś...Dzięki za "Naukę latania", przypomniały mi się
        dziecięce sny...smile
        • inka-1 Re: Jesteś niesamowity :).powtorze sie Jestes ... 06.12.07, 19:22
          Wielki Sagi..przepieknie opisane...zaraz poczytam jeszcze raz na
          spokojnie....Ja tez w snach latalam,czasem latam do dzis.Dziwne w
          tym moim lataniu jest to ze zawsze widzialam siebie ze spie i mialam
          taka swiadomosc.Jednego nie lubie spadania...przerazajace
          uczucie.Kiedys wyczytalam ze latanie we snie to faktycznie wedrowka
          duszy,poza cialo...i jesli w tym momecie zostanie sie obudzonym to
          dusza moze nie zdazyc wrocic i sie umiera...
    • sagittarius954 Wspomnienie 14.04.08, 01:08
      Już miałem pożegnać się szybciutko i zalec wśród pieleszy , kiedy jednym
      spojrzeniem w okna przygoniłem do siebie wspomnienie .

      Leżałem na łóżku przykryty pierzyną puchową , pod głową miałem wielką poduszkę .
      Podniosłem rękę do głowy i przesunąłem po włosach . Prześliznęła się po nich i
      zatrzymała na grzywce . Równiutko obciętej na pazia . Na ścianie wisiała wielka
      makata z wizerunkiem moczarów . Zza najwiekszych zarosli wystawał łeb jelenia ,
      z patrzącym się gniewnym okiem. Obserwował mnie .Podnosiłem pierzynę
      niejednokrotnie, wysoko , by przesłaniała mój wzrok, łączący się ze wzrokiem
      zwierzęcia . W dzień ten wizerunek nie sprawiał na mnie żadnego wrażenia .
      Potrafiłem bawić się z nim wyobrażając sobie polowania i mnie w roli wielkiego
      łowczego . Lecz nocą ten wzrok zwierzęcia , niemal mnie hipnotyzował . Nawet
      głos ojca stanowczy i ostry , stawał się tylko dalekim odgłosem rzeczywistości .
      Starałem się szybko zasypiać i w ten sposób udawało mi si rozłączyć nasze
      spojrzenia . Kiedyś prosiłem mamę by zdjęła ten wizerunek , lecz jakoś pokrętnie
      zbyła mnie i od tamtej pory nawet braciom nie wspominałem o swoich obawach .
      Tego wieczoru zaś, przesuwałem wzrok w kierunku rozwartego okna . Letnia upalna
      noc wpływała do mieszkania . Błyszczący księżyc oświetłał dachy kamienic .
      Ojciec jeszcze raz obejrzał się przez ramię
      spoglądając czy zasneliśmy . Szybko zamknąłem oczy bojąc się zwrócenia uwagi . Z
      pod przymrużonych oczu zobaczyłem jak głowa ojca odwraca się , wyciąga swoją
      rękę i kładzie na czole, to oznaka że niedługo zaśnie. Wyobraźnia małego chłopca
      intensywnie pracowała , wzrok szukał następnego obiektu zainteresowania i z
      trudem przebijał się przez ciemnośći . Za moment na ciemnym ,ale pokrytym
      małymi jasnymi kropkami gwiazd , zabłysła spadająca gwiazda . Wiedziałem ,że
      jest to znak dla mnie . Już miałem wypowiedzieć życzenie ,żeby wreszcie ten
      potwór z bagien dał mi spokój, kiedy do mych uszu dobiegł odgłos jadącego
      pociągu . Miarowy stukot kół odbijał się echem i wtłaczał się przez otwarte okno
      do pokoju . Ten pociąg to moje szczęście . Choć do babci chodziliśmy na
      piechotę, to nieraz , właśnie ze względu na mnie , najmniejszego i najmłodszego
      w rodzinie zapuszczaliśmy się na dworzec W-wa Wileńska . Podróż choć krótka
      sprawiała mi wiele radości . Mogłem dać konduktorowi nasze bilety . Ojciec
      cieszył się patrząc na mnie jak z godnością i powagą dawałem bilety do
      sprawdzenia . A najbrdziej interesowała mnie torba konduktora z której wyciągał
      błyszczący dziurkacz , odgłos jego i lecące drobiny na ziemię zapamiętałem
      najbardziej . Dbałem też by konduktor nie zginal biletów . Potrzebne przecież
      były do gry . Największą wartość miały prawie nowe twarde i nie uszkodzone.
      Małym łożyskiem uderzało się w kupkę leżącą przed graczami . Zabierało sie tyle
      z niej, ile potrafiło ich się odwrócić na odwrotną stronę. W drodze
      niejednokrotnie mijaliśmy ciuchcię jadąca dalej, bo do Radzymina . Mały
      parowozik i małe wagoniki stawały się obiektem moich marzeń , lecz nigdy nie
      zdołałem zasiąść w jednym z nich . Nowoczesność wkraczała do stolicy i niedługo
      ta linia kolejowa została zlikwidowana .
      Odgłos pociągu dolatujący do moich uszu , naciągnięta pierzyna , kropelki potu
      na czole , i ten smak wyobraźni w ustach . To wszystko wróciło , nie wiem po co
      i dlaczego .
      Wzrok jelenia jeszcze raz na mnie łypnął . Powoli odpływałem w krainę snu .
      Przewracałem się na bok . Dorośli już spali , mogłem swobodnie rozkopać się i
      wyciągnąć nogę , choć jedną na pierzynę, zanim mama w środku nocy wstawała i
      znów przykrywała mnie ciężkim puchem .
      Ciekawe jak długo jeszcze będę chłopcem z marzeniami i tamtymi wspomnieniami .
      Dobranoc .
      • graga211 Re: Wspomnienie 14.04.08, 19:35
        Podobaja mi sie wszystkie ostatnie trzy.
        Dlaczego nie umiescisz ich w ST?
        A z tym lataniem mam podobnie. Moze kiedys wezmę sie w sobie i
        dolacze swoj sen o lataniu, zgodzisz sie?
        A tak w ogole, podobno Ci, ktorzy lataja we snie, sa mlodzi. Gdy
        przestaja miewac takie sny zanczy, ze pozegnali swa mlodosc....
        • sagittarius954 Grago:) 14.04.08, 20:17
          Nie umieszczam swoich opowiadań w ST , nie wypada .
          Ależ proszę bardzo, pisz a już czekam z niecierpliwośćią na twoje opowiadanie smile
      • del.wa.57 Re: Wspomnienie 15.04.08, 17:50
        Wspaniale się to czyta Sagi,sprawiłeś mi wielką radoche,że pisać zaczełeś,pisz
        bo masz talent,nie zmarnuj go!!

        Oj,miałam i ja lęki nocnne w dzieciństwie,przypomniałes mi o nichsmile)))
    • sagittarius954 Wir. 14.04.08, 19:56
      Przeniosę tutaj opowiadania z dobranocki , nie po to byście je czytały ale dla
      uporządkowania i zmieszczenia opowiadań w jednym miejscu

      Maria leżała spokojnie . Wpatrywała się w sufit . Niejednorodna struktura farby
      i niewprawna ręka męża kładąca ją na suficie spowodowały ,że na w rogu sufitu
      zaznaczyła się widoczna owalna plama ze słojem drobnych smug rozłożonych
      symetrycznie . A gdy zamykała i otwierała szybko oczy, smugi zaczynały wirować .
      W jej głowie powstawała fala , która ciągnęła się przez serce do ostatnich
      najmniejszych części jej kończyn .
      Zamykała oczy upojona tym ruchem krwi , powodującym nagły napływ do komórek .
      Wstydziła się tej słabości i nikomu nie zdradzała swej tajemnicy plamy
      powodującej jej słabość .
      Zawirowania mijały po dłuższej chwili , i mogła pomyśleć, przypominając sobie,
      kiedy pierwszy raz spotkało ja takie zawirowanie . Pierwszy kieliszek koniaku
      wypity po balu maturalnym . Odprowadzała razem ze swoim chłopakiem koleżankę
      Magdę. Dali się namówić na wejście do domku jednorodzinnego . Rodziców Magdy nie
      było.
      Pierwszy kieliszek alkoholu rozgrzał ją błyskawicznie a świat zaczął wirować,
      gdy szybko odwracała głowę zmieniając punkt obserwacji .
      Doznała takiego uczucia jeszcze nie raz , jak choćby całując się ze Stefanem ,
      swoim przyszłym mężem , w tą pierwszą noc . Zdejmując swe ubranie drżała z
      podniecenia , do dziś pamiętała każdy szczegół pierwszych chwil złączenia się
      ich nagich ciał.
      Dwa lata później nie takie samo, ale podobne uczucie ogarnęło ją podczas
      wsłuchiwania się w głos lekarza oznajmiający jej ,że jest w ciąży .
      Ileż takich chwil mogłaby jeszcze sobie przypomnieć . One wszystkie stawały się
      drogą na której nie mogła zawrócić , jedynie swoimi myślami mogła przebiec te
      odległe lata i znów znaleźć się w tamtych miejscach i czasie .
      Zza ściany dobiegł ją głos męża .
      Mówił coś do siebie . Na tyle cicho, że dolatywał do niej ton jego niskiego głosu .
      Pomyślała o nim . Widziała go ciągle młodego i tak bardzo pragnęła jeszcze raz
      poczuć jego szorstką skórę na rękach, dotykającą jej i otaczającej ją silnymi
      ramionami .
      Tak pragnęła by jeszcze raz, choć położył się przy niej i przytulił ją . To nic
      ,że ona wie i że on wie . Życie musi minąć . Tak jak przyszło , skądś , tak musi
      tam powrócić, dokądś .
      To nic nie pomoże ,żadne żale ,ani błagania , ona już pogodziła się ze swoim
      losem , teraz jeszcze trzeba, żeby jej mąż zrozumiał i przyjął tą smutną
      rzeczywistość . On dalej nie mógł pogodzić się nie tylko z myślą o stracie żony
      , ale i bał się pewnie nagłego jej odejścia .
      On musi tu przyjść a ona z nim porozmawia swoim ciepłym głosem i wytłumaczy mu .
      Wszystko mu wytłumaczy i poprosi by się nie bał , bo ona pragnie jeszcze raz
      poczuć dotyk jego szorstkich rąk , a gdyby jeszcze chciał pocałować ją swoimi
      gorącymi wargami , mogłaby odejść szczęśliwa w jego ramionach .

      - Stefan ! – zawołała .
    • sagittarius954 Mietła 14.04.08, 19:59
      Mietła .




      Jerzyk . To imię Zenona pamiętała przez całe swoje życie . Los nie szczędził jej
      niespodzianek . I choć mówi się ,że każdy jest kowalem swojego losu, to jednak w
      wypadku Zenony , los był jej kowalem.
      Urodziła się w biednej chłopskiej rodzinie , niemal na polu . Pierwsze polne
      kwiaty majowe poznały krzyk dziecka spieszącego się na ten świat, a szum
      pobliskiego lasu śpiewał jej pierwszą kołysankę .
      Lubiła się patrzyć w słoneczne niebo . Błękit przepasany białymi pasemkami
      chmur, wyglądał jak kolorowe ciastko kremowe a same chmury jak słodka wata ,
      którą lodziarz przywoził w swoim „kręciołku” co kilka tygodni pod kościół .
      Lubiła też trzymać za rękę swoją mamę , z którą siadała w kościelnej ławce ,
      ostatniej co prawda ,ale zawsze mama pozwalała jej podejść do grupy stojących po
      prawej stronie kościoła dziewczynek, blisko ołtarza i barierek odgradzających
      Tabernaculum, księdza i ministrantów, od reszty wiernych.
      Próbowała się uczyć , nawet starała się .
      Chodziła do pobliskiej szkoły z ochotą do momentu, kiedy dzieci nie nazwały jej
      bidulą .
      Składała literki pokazując je sobie małym paluszkiem . Gruby warkocz blond
      włosów opadał jej wtedy na książkę . Odrzucała go na plecy a gdy uderzał ją
      myślała o plecącej jej włosy mamie . Śpiewała jej często piosenkę, czuła się
      wtedy bezpieczna i choć zdarzało jej się być głodną , to jednak była z mamą .
      Głód mijał , z resztą, w szkole wypijała kubek mleka i jadła bułkę .
      Przedłużała minuty zadowolenia, powoli i dokładnie żując ją i łykając słodkie
      mleko .
      Mama miała skaranie z tatą . Tak mówiła często . Tata Jerzy , potrafił
      przychodzić często do domu pijany . Mama stawała zawsze w jej obronie, kiedy
      próbował i ją uderzyć . Jak lwica rzucała się na niego krzycząc - najpierw mnie
      musisz zabić.
      Opuszczała Zenonę rzadko, zwykle raz w miesiącu wychodziła do oddalonego od wsi
      przystanku autobusowego, po tatę, wracającego raz w miesiącu z wypłatą . W
      wiosce była karczma i gdy mama nie wychodziła po tatę , on zamiast do domu
      trafiał najpierw tam.
      Zdarzyło się jednak ,że nie wrócili oboje .
      Następnego dnia odwiedziła ją, martwiącą się o rodziców , dyrektorka szkoły wraz
      z sołtysem . Dowiedziała się ,że jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym.

      Przejeżdżający samochód potrącił ich oboje . Podobno mama ciągnęła za rękę
      zataczającego się tatę . Nie zdołała nawet odebrać mu pieniędzy i ucieszyć się
      całą wypłatą.
      Co prawda los zadecydował za nią co jej się przytrafi zamieszkując w sierocińcu
      , to jednak sprawił ,że mieszkała teraz w wielkim mieście.
      A wielkie miasta zawsze intrygują dzieci .
      Sierociniec otoczony był wysokim murem . Wyglądał jak twierdza warowna.
      Przedwojenna budowla sprawiała wrażenie potężnej bryły lśniącej na słońcu
      czerwoną cegłą. Mieszkała na pierwszym piętrze i lubiła spoglądać przez
      błyszczące szyby na ulice , po której kręcili się przechodnie .
      Mając piętnaście lat wyjechała w czasie wakacji, na obóz wędrowny . Tam
      zapoznała Jerzego . Nazywała go Jerzykiem . Nosił długie włosy , był od niej
      starszy i studiował.
      Był mądry , dobry i potrafił tak cudownie całować.
      Miłość jaką czuła do nieżyjącej matki przygłuszyła gwałtowna miłość do tego
      chłopaka .
      Trzy tygodnie szybko minęły, za szybko, a łzy nie pomogły ukoić jej żalu przy
      rozstaniu i utracie bliskiego kontaktu z pierwszym chłopakiem .
      Przysięgali sobie miłość a listy jakimi się obdarowywali przychodziły do niej
      jeszcze długo .
      Och , jak on potrafił pisać. Czytała je współtowarzyszkom sali a one, aż
      piszczały z zachwytu .
      Nastąpił tez smutny dzień . Po roku korespondencji , dostała list od jego matki
      , informujący ją o wyjeździe Jerzyka z prośbą, żeby nie pisała już na adres
      domowy . Jerzy napisze do niej, z tego kraju do którego wyjechał . Czekała na
      ten list . Jednak nigdy nie nadszedł. Łudziła się jeszcze przez rok opuszczając
      się w nauce . Każdą wizytę listonosza w domu dziecka, odczuwała przeraźliwie
      mocno , tkwiąc godzinami w łazience i wypłakując oczy. Jednak głos wychowawcy
      nigdy nie wywołał jej nazwiska .
      Poczuła żal , wielki żal do świata .
      Może, gdyby pomyślała wtedy o losie , sam los zlitowałby się nad nią .
      Ona jednak zacięła się w sobie .
      Z tym żalem , jedną walizką , ruszyła dalej w życie, szyjąc ubrania w pobliskiej
      fabryce .
      Poznała tam swego męża ,ale w duszy dalej kochała Jerzyka . I postanowiła być
      twardą i porzucić męża , gdy tylko odnajdzie swego ukochanego .
      Jak to w życiu bywa , przyszło dziecko, dziewczynka . Zenona starała się przelać
      na nią całą swoja miłość i nie tylko swoją . Dalej kochała Jerzyka i w
      marzeniach to było jego dziecko.
      W kraju nastąpił czas przemian , przynoszący całemu społeczeństwu odmianę losu .
      Odmienił także los Zenony .
      Mąż stracił pracę a powszednie życie , stateczne i uporządkowane zmieniło się .
      Krzysztof codziennie rano wychodził szukać pracy , po jakimś czasie jego powroty
      do domu następowały coraz później .
      Na domiar złego dotąd trzeźwy chłop stał się pijakiem . Bitnym pijakiem .
      Bił swoją żonę pięścią ,aż znalazła się w szpitalu . Lekarze od razu rozpoznali
      przyczynę choroby . Ona - Zenona postanowiła najpierw wychować dziecko, zanim
      podejmie radykalne kroki , rozwiedzie się i pójdzie w życie sama razem z córeczką.
      Podczas jednej z następnych bijatyk prosiła, nie, błagała męża, żeby nie bił ją
      pięścią ,bo znów znajdzie się w szpitalu a lekarze rozpoznają co było przyczyną
      jej słabości, siniaków, wstrząsu mózgu .
      Mąż o dziwo, posłuchał . Odtąd bił ją otwartą dłonią wyrzucając z siebie okropne
      przekleństwa .
      Te przekleństwa nie poniewierały Zenoną tak jak otwarta dłoń . Siła ciosu była
      duża ,ale Zenona doznawała upodlenia i sponiewierania . Wreszcie postanowiła
      spróbować uciec nie tylko w marzenia ,ale i w alkohol .
      Też zaczęła pić . Nasilała je w te dni ,gdy wiedziała ,że i mąż przyjdzie
      pijany i będzie nią poniewierał, wyrzucając z siebie swoją bezsilność wobec
      otaczającego świata .
      Po jednej takiej bijatyce i pijatyce nie przyszła do pracy . Nowe zasady rynkowe
      , bardzo podobały się nowemu pracodawcy w starej fabryce . Została zwolniona z
      pracy .
      Przez znajomą koleżankę, znalazła jednak miejsce w innej pracy . Powstała firma
      zajmująca się sprzątaniem biur, a obrotny właściciel wynajął dodatkowo od miasta
      wszystkie toalety umiejscowione w pobliżu dużych arterii .
      W jednej z nich umieścił Zenonę, powierzając jej opiekę nad tym przybytkiem .
      Zenona starała się jak mogła , doprowadzając szybko pomieszczenie do czystości .
      Nie siedziała czekając, aż następny klient położy na talerzyku kilka drobnych
      monet . Była w ciągłym ruchu , krzątając się i zaglądając do najmniejszych
      zakamarków toalety . Szybko zdobyła uznanie właściciela . To nieważne, że od
      czasu do czasu miała nie świeży oddech i była podrapana i posiniaczona na twarzy .
      Los jakby odpuścił jej na chwilkę.
      Awansowała na sprzątaczkę w biurze. Szybko zdobyła uznanie większości urzędniczek .
      Dbała o pomieszczenia i leżące na biurkach dokumenty. Sprzątając i czyszcząc
      blaty biurek nie przełożyła ani jednego dokumentu , nie zagubiła go, ani przez
      pomyłkę nie wyrzuciła do śmieci .
      Jednak z jedną z urzędniczek nie mogła się porozumieć . Mariola, młoda
      dziewczyna po studiach szybko poznała , kim jest Zenona. I mimo tego, że była
      kobietą i zdawała sobie sprawę z jakimi problemami ma do czynienia Zenona, stała
      się jej wrogiem. W rozmowach z innymi urzędniczkami mówiła na nią "mietła", a jej
      samej okazywała pogardę . Doszło nawet do tego ,że urzędniczka posądziła ją o
      kradzież .
      Do tej pory uległa Zenona , ustępująca i schodząca z drogi , nagle postawiła
      opór . Miała dość , poniewierania w domu . Miała dość niesprawiedliwej
      urzędniczki, miała dość życia . Wybiegła z pracy , tak jak stała na zimową
      przestrzeń przysypaną białym puchem .
      Ulica tętniła odgłosami pojazdów ,
      • sagittarius954 Re: Mietła cd 14.04.08, 20:03
        Ulica tętniła odgłosami pojazdów , krokami trzeszczącymi w śniegu, spieszących
        się ludzi i świergotem małego ptactwa .
        Po drugiej stronie ulicy zapalone czerwone światło zwróciło uwagę Zenony .
        Przyciągało ją do siebie tak bardzo ,że nie potrafiła oprzeć się czerwonemu
        kolorowi .
        Wbiegła na jezdnię patrząc się na nie .
        - Jeeerzykuuuu!!!
      • del.wa.57 Re: Mietła 15.04.08, 17:51
        Biedna Zenonacrying
        Będzie dalszy ciąg Sagi?
    • sagittarius954 Re:Zemsta. 23.04.08, 23:37
      Zemsta.
      „Każda ma takiego Staszka, na jakiego sobie zasłużyła”.
      Tej dewizy Stefania trzymała się przez całe życie Oczywiście bardzo lubiła ją
      powtarzać w obecności innych kobiet , najczęściej mężatek , którym pożycie
      małżeńskie nie za bardzo się układało . Jej świat składał się z pracy ,
      dostarczającej jej tylu wrażeń , że po powrocie do domu szybko musiała o nich
      zapomnieć , wtulając twarz w poduszkę i zasypiając . Mąż przez pierwsze lata
      małżeństwa, tłumaczył sobie jej nagminne zmęczenie różnie , bardziej lub mniej
      zrozumiale dla samego siebie . Początek małżeństwa zawsze charakteryzuje się
      niezliczoną ilością miłosnych igraszek mogących trwać całe noce . I choć mąż
      stawał na wysokości zadania to ilość ta, zupełnie nie odpowiadała Stefani.
      Początek współżycia jest samolubny . Każdy z partnerów myśli o zaspokajaniu
      siebie, oddalając moment poznania siebie i swoich możliwości w dziedzinie seksu
      i przekazania go drugiemu partnerowi . Stefka obrała sobie jeden cel . Mąż ma
      spowodować ,że ona zostanie matką . Nic tak nie wywyższa kobiety nie tylko w
      oczach męża, ale i wszystkich pozostałych znajomych kobiet jak zajście w ciążę,
      najszybciej zaraz po zawarciu małżeństwa . A udowadniać swoją przewagę Stefa
      miała komu . Jej siostra, już rok wcześniej od niej zawarła związek małżeński i
      rywalizacja między nimi trwała nadal. . Tym bardziej że trudne warunki
      mieszkaniowe będące udziałem wielu polaków stawały się po części także i ich .
      . Ich rodzice byli jednak na tyle zapobiegliwi , potrafili zapewnić jedno ,ale
      na tyle duże mieszkanie i obie siostry zajmowały osobne pokoje . Jednak cel
      tak wyczekiwany - dziecko , nie wiadomo z jakiego powodu nie pojawiało się .
      Stefania jednak nigdy nie uskarżała się . Odnotowywała swoje okresy w
      kalendarzyku i wiedziała że wreszcie ten upragniony dzień nadejdzie . Pierwsze
      pół roku zmęczyło naszą bohaterkę bardzo , postanowiła temperować ochotę do
      miłości swojego męża . Stąd ten jej sen po powrocie z pracy, złe samopoczucie ,
      niechęć do spotkań z innymi młodymi małżeństwami . Tym bardziej ,że nie wiadomo
      skąd jej małżonek, nie ograniczał się tylko do zmiany pozycji podczas stosunku,
      pewnego wieczoru przeraziło ja pragnienie jej męża , który pochylił twarz nad
      jej pochwą i zatopił w niej swoje usta . Co prawda chwilę odczuwała małą
      rozkosz , jednak świadomość z jakimiż to bakteriami będzie walczył jego organizm
      , kazała jej zwrócić mu uwagę, żeby wymył sobie zęby . Nic nie pomogły jego
      jęki i zawodzenia na jej nieczułość. Tą rundę Stefka wygrała, przerywając na
      dobrą chwilę kochanie. Po powrocie męża z łazienki, bardziej dla zatuszowania
      swoich prawdziwych intencji, sama rozpoczęła grę miłosną . Dla młodego mężczyzny
      troszkę sponiewieranego psychicznie , nie stanowiło żadnego kłopotu w dojściu do
      jeszcze mocniejszego wzwodu i miłości jeszcze dłuższej i gorętszej . Ten
      przypadek nauczył Stefanię jednego . Nie oddawania gry miłosnej i pozostawiania
      jej w rękach Staszka. Oczywiście pozwalała mu przejmować inicjatywę a gdy
      obserwowała, że on schodzi z właściwego toru gry miłosnej kończyła ją ,
      wymawiając się bólem głowy , narządów kobiecych , ciężkim dniem , zmęczeniem i
      tym podobnych niezliczonych odmów. Wiedziała ponad wszystko , musi być trzeźwa i
      absolutnie nie ma prawa zapomnieć się , żadnych uniesień , zamknięć oczu ,
      rozkosz nie ma prawa zawładnąć nią . Można się napić alkoholu , jednak to nie
      jest powód by dostać zawrotu głowy ani utracić zdolność panowania nad sobą ,
      wszystko trzeba sobie stopniować , także a może tym bardziej miłość fizyczną .
      Staszkowi zaczynało się to nie podobać , ale w tym samym niemal momencie jego
      żona poinformowała go o nadejściu upragnionego dziecka. Jeszcze tylko dwa
      miesiące młody mężczyzna mógł się cieszyć z możliwości kochania się ze swoją
      żoną . Stefania wymyślała coraz to nowe powody niemożliwości współżycia , którym
      jednym najważniejszym powodem była utrata płodu . Stanisław westchnął tylko
      sobie, zaciskał zęby i trwał bo wiedział i wierzył , że po urodzeniu dziecka
      nadrobi wszystkie stracone dni ciąży . Stefania sama doradzała mężowi, żeby w
      tym gorącym okresie poszedł sobie do łazienki i tam spokojnie uprawiał
      samogwałt. Stanisław przyjął jej słowa z niedowierzaniem . Przypisał je jednak
      temu szczególnemu stanowi jakiemu podlegała Stefania . Te wszystkie humory ,
      raptowne zmiany ich, mogły spowodować także zmianę racjonalnego odbierania
      rzeczywistości . Po prostu wierzył w to, co pewnie gdyby przytrafiło się
      dwadzieścia lat po slubie , byłoby tylko powodem do szybkiego rozstania się,
      lub szukania rozwiązań zupełnie innych . On zdecydował opuszczać żonę na nawet
      cały tydzień . Liczył na rozstanie powodujące tęsknotę za drugim partnerem ,
      wydobycie z jego głębi odrobiny zainteresowania seksem i otoczenie jego , męża
      choć częścią uczucia, które żona okazywała przyszłemu dziecku .
      Drogi czytelniku zapytasz z ciekawością a gdzie tu jest zemsta i kto niby ma się
      mścić ?
      Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć w następnym odcinku kończącym tą może
      i interesującą opowieść a może banalną, jakich wiele się toczy w alkowach
      małżeńskich .
      • emi152 Re:Zemsta. 24.04.08, 13:49
        Czytam Sagi Twoje opowiadania i zanim pokuszę się o recenzję
        odpowiedz mi na pytanie: skąd czerpiesz tematy?smile Oczywiście mogę
        się pokusić o stwierdzenie, że ich część z obserwacji wzięta, część
        fikcja literacka, ale te emocje i dokładne opisy scen,
        to ....autopsja?smile
        • filomena1 Emi152 Re:Zemsta. 24.04.08, 14:57
          Wybacz Droga Emi, ale wydaje mi się , że Twoje pytanie jest bardzo
          nie stosowne. FIGA Ci do tego! To prywatna sprawa autora. Może Sagi
          jest księdzem i zna to wszystko z konfesjonału ? przejskrawiam, bo
          wiem, że żaden ksiądz by nie wykorzystał spowiedzi do belestryki.
          Chcę tylko powiedzieć , że nie zadaałabym takiego pytania, tak
          wprost.

          A jestem bardzo dociekliwa. Jednak to są słodkie tajemnice autora.
          Jeśli sam o tym nie mówi.
          Pozdrawiam serdecznie
          • filomena1 Emi152 Re:Zemsta. 24.04.08, 15:00
            i zapomniałam dodać, że to co mnie właściwie "kopnęło" to , to że
            warunkujesz swoją recenzję od odpowiedzi na pytanie czy opisy są z
            autopsji? .....
        • sagittarius954 Tajemnica spowiedzi:))) w odpowiedzi 24.04.08, 15:46
          Krótko - lubię pisać , wiem , nie jest doskonałe i wiele mu brakuje do , nawet ,
          poprawności . Ale czasem przychodzą do mnie ot takie mysli , które
          uzewnętrzniają nie tylko moją naturę ,ale chyba jakiejś większej części
          mężczyzn. Wszystkie opowiadania powstają pod wpływem chwili , tak i wczorajsze
          po przeczytaniu kilku postów o zemście kobiet . Postanowiłem napisać mimo.... iż
          jestem kowadłem smile tak kowadłem , nie młotem , nie żelazem, ale przyjmującym
          ciosy kowadłem .Admin na forum kobiet. Może was zaszokować bezpośredniość
          sytuacji przedstawionych w tym opowiadaniu ,ale jesteśmy wszyscy w wieku ponad
          dojrzałym i pewne sprawy mimo iż konczą swój bieg w okresie wydawałoby sie
          spokoju małżeńskiego , nagle nabierają niezwykłych barw , a partner nawet nie
          domysli się, skąd się wzięła ta nagła decyzja jego . Ano stamtąd , z początku
          współżycia , nieodbierania partnera według jego zapotrzebowania i nie liczenia
          się z jego głębokim ja . To tyle dalej mówić nie mogę bo choć nie znam osobiście
          jeszcze pełnego zakończenia to jednak początek drugiej częśći juz mi się klaruje
          , a dla tego smaczku i odbioru jego (opowiadania) lepiej zamilknę i dam wam
          mozliwość wypowiadania się i domysłów skąd on to wziął ? Pewnie sam przeżył
          smile))) tym razem pudło ,ale ... ten nie znajduje kto nie szuka .
          • graga211 No to Kochanienki... 24.04.08, 17:39
            ...skoro juz rozwinela sie dyskusja - a czytalam raniutko, jeszcze
            nikt niczego nie wkleil - a wiec skoro rozwinela sie, to moim
            skromnym/nieskromnym zdaniem, dobrze byloby to wpisac do forum 20-
            30-latkow, bowiem w sposob bardzo przekonywajacy poruszyles problem
            niezwykle wazny, o ktorym w naszej kulturze sie nie mowi. Najlepszym
            przykladem bylo ostatnie talk-show Drzyzgi "Rozmowy w toku". Nie
            wiem, czy ogladacie ten program; ja czasami, jesli mam dostep do
            TVN. To byl nie show, a szok. Matka twierdzila, ze ze swoja corka
            rozmawia o WSZYSTKIM, tymczasem wyszlo, ze o sprawach podstawowych
            wrecz milczy, bo jej "nijak o tym mowic".
            A to, o czym Sagi pisze jest wazne, w malzenstwie bodaj
            najwazniejsze. I szkoda, ze to tutaj, a nie na forum ludzi de facto
            zaczynajacych prawdziwe zycie seksualne.
            Twoja 'Zemste' widzialabym jako calkiem osobny watek.
            I jeszcze do reszty czytajacych - Filomena ma racje!
            To, czy autor opisuje wlasne doswiadczenia czy cudze, jest jego
            prywatna sprawa i nikomu nic do tego. Dla nas jest tekst i o jego
            tresci mamy rozmawiac, a nie roztrzasac, czy to autor sie obnaza.
            Tak wlasnie robia brukowce, a ludzie bezmyslnie chlona...
            • emi152 Re: No to Kochanienki... 24.04.08, 23:25
              Miłe Panie Filomeno i Gragosmile) Otóż nie z ciekawości chorej pytam,
              bo to rzeczywiście byłoby niestosowne i o prywatność zahaczające.
              FIGA mi do prywatnego życia Sagi.Może niefortunnie użyłam
              słowa "autopsja" i stąd nieporozumienie. Chodziło mi nie o
              sytuacje stricto sensu, ale czy one są z życia
              wzięte=prawdziwe.Jeżeli tak, to odbiorca może założyć, że owe
              sytuacje mogą się zdarzyć także i jemu. Jeżeli mogą się jemu
              zdarzyć, to łatwiej się z bohaterami identyfikuje, lub łatwiej mu
              rozgrzeszyć się z już istniejącymi...może podobnymi, albo po prostu
              może o nich zamarzyć. Czytelnik ma więcej możliwości interpretacji.
              Tyle wyjaśnień. Twórczość Twoja Sagi bardzo mi się podoba. Nie
              popełnię chyba faux-pas, jeżeli stwierdzę, że według mnie jesteś nie
              tylko dobrym obserwatorem, ale i niezwykle wrażliwym człowiekiem o
              romantycznej duszy i sercu na dłoni.Do tego pięknie i ciekawie
              piszesz. Za wzruszenia i wypieki na twarzy serdecznie
              dziękujęsmile))
      • sagittarius954 Re:Zemsta część 2 i ostatnia. 25.04.08, 04:09
        Zemsta cz.2.

        Stefania doskonale znosiła ciąże, a nawet stosunki z siostrą, nagle ożywiły się
        i poprawiły. Siostra dbała o nią, co i róż podsuwała jej smakołyki , była
        znakomitą kucharką i potrafiła z niczego zrobić coś. Dbała nie tylko siostrę
        ,ale o swego przyszłego siostrzeńca lub siostrzenicę . Badania wykazywały już
        płeć dziecka , jednak Stefania trzymała tę wiadomość w całkowitej tajemnicy i
        nie zdradziła jej nawet matce . Oczywiście matka była na nią zła o ten brak
        zaufania. Jednak Stefania przechytrzyła ją i kiwnęła głową podczas niemal
        codziennych zgadywanek , na znak że będzie to dziewczynka . Ech , matka wolała
        płeć męską , ale co Bóg zesłał , niech będzie .
        Nieobecności męża, najpierw dokuczliwe ,ale z każdym tygodniem stawała się
        normalnością . Przywykła do nich , jak przywyka się do braku towarów w sklepie .
        Mogła w spokoju spać , oglądać telewizję, rozmawiać z mamą , chodzić na zakupy .
        Co najważniejsze , nikt nie burzył jej ustalonego planu , po pracy drzemka ,
        wyjście z mamą na zakupy , powrót i przystąpienie do sprzątania . Dawniej
        zaniedbane rejony , nagle zaczęły błyszczeć . Jej chęć sprzątania wyszła
        samoistnie poza mieszkanie . W biurze w którym pracowała, każda kartka papieru
        znalazła swoje miejsce w szafce lub regale , dotąd zakurzone parapety okienne
        lśniły czystością a każdy listek nielicznych roślin, błyszczał pielęgnowany i
        zraszany wodą. Po powrocie do domu niemal codziennie robiła wypady do prawie
        pustych sklepów , zaobserwowała u siebie następną ważną cechę . Oszczędność
        . Oczywiście kobiety są zawsze schludniejsze niż mężczyźni , dbają o siebie
        ponad normalność , jednak oszczędność stała się jej główną cechą . Każdy mała
        kwota zarobiona przez nią i przez męża, była lokowana na książeczce
        oszczędnościowej . I kwoty małe powoli rosły , aż po latach osiągnęły całkiem
        przyzwoity wynik . W każdym bądź razie, ten okres ukształtował ją , wyrył w
        niej koleiny , których zapewne nikt ani nic, nie mógł zmienić . Staszek z czasem
        odnajdował te jej cechy i szczerze ją starał się kochać . Tym bardziej ,że każdy
        jego trud w zarobienie pieniędzy, znajdował oparcie w ponad przeciętnie
        uzdolnionej w tej dziedzinie żonie . Brakowało mu bliskości kobiety , tego
        cielesnego zaspokojenia , męskie zapotrzebowanie niebezpiecznie się zmniejszyło
        . I aby je utrzymać, postanowił spróbować miłości z inną kobietą. To na co
        czekał , myśląc, że stanie się jego zaspokojeniem nagle przybrało barwę dramatu
        . Okazało się ,że jego stosunek był tak krótki , aż wywołał śmiech na ustach
        tajemniczej kobiety . Kilka sekund . Skąd wziąć siłę do życia , do dalszego
        istnienia , czemu właśnie on i co teraz . Pytania zawisły w próżni, gdyż Staszek
        odrzucał kontakt z seksuologiem , miał za dużo dumy by prosić żonę o więcej
        seksu , i pozostawały mu tylko pieszczoty , nieliczne pocałunki z czasem
        zanikały jak księżyc, który schował się za chmury . Jego dłonie czuły jedwab
        skóry Stefanii i krągłości tak powabne, że omal nie dochodziło do samoistnego
        spełnienia . Tylko jak długo można tak żyć . Praca stawała się tym czynnikiem
        zapomnienia i zaspokojenia . To co pomogło mu częściowo przed urodzeniem syna ,
        postanowił wykorzystać tym razem na obczyźnie . Dużo pieniędzy wpływało na ręce
        i konto Stefani i Staszka. Tym razem to ona odczuwała głód rozłąki , nie ,
        nie z powodu zaspokojenia seksualnego , ale tym powodem okazało się wychowanie
        syna . Trudno jednej osobie dążyć i zastępować w każdej sytuacji oboje rodziców
        . Krótkie okresy przerw i pobytu w kraju Staszka, wypełnione były kłótniami .
        Oboje jednak odczuwali respekt , przed kontem którego suma nadzwyczaj szybko
        rosła . Tak szybko, jak szybko znikały więzi obojga, łączące ich małżeństwo .
        Dla świętego spokoju Staszek obiecywał powrót do domu , zyskiwał tym samym kilka
        dni bez kłótni . Tymczasem w życię Stefani, wkroczył młody inżynier pracujący w
        tej samej firmie . Najpierw wpadały na nią jego ponad przeciętne oczy, czarne i
        krystaliczne , później głos upajał ją niebezpiecznie . W niej samej następowała
        jakaś niesamowita zmiana, czemu opierała się jak tylko mogła . Dotąd
        uporządkowanej i zdawałoby się prostej , wyrastały niesamowite chęci poznania i
        doznania tego kontaktu fizycznego , tylko raz jeden jedyny i nic poza tym,
        żadnych westchnień , upojeń , tylko poznać , zaznać raz jak smakuje rozkosz .I
        doznała jej . Stało się to prosto i prozaicznie , na biurku , poczuła jego
        ciepłe dłonie, spragnione usta, ręce ogarniające ją całą i to ciepło , które ją
        zalało tak gwałtownie , poczuła jego męskość i swoją bojaźń , Tak szybko
        nadchodzącą jak odchodziła rozkosz i wypełniała ją , aż musiała szepnąć
        cichuteńko :Co ja zrobiłam ? Pytała i wiedziała, że nikt jej nie odpowie, póki
        sama nie upora się z tym problemem. Wiedziała też to , nie bała się grzechu jako
        takiego ,ale tej zmiany jaka w niej nastąpiła i która mogła zniweczyć i rozbić
        tą starą Stefanię . W przeciągu miesiąca przestała pracować w swoim wieloletnim
        przedsiębiorstwie . Wszyscy dziwili się jej i zadawali pytania , zostawiała je
        bez odpowiedzi, ot kaprys kobiety w średnim wieku . Stawała każdego ranka w
        oknie domu i wyczekiwała powrotu swojego męża . Wypłakiwała oczy ukradkiem
        ,żeby matka nie widziała jej rozterki . To jednak czego nie zauważyła osoba
        najbliższa , spostrzegła siostra . Gołym okiem widziała jak depresja ogarnia
        Stefanię i trzyma tak mocno . Po raz pierwszy w życiu bała się o nią , jednak
        pomóc jej, do momentu wyjawienia co ja trapi, nie potrafiła i nie mogła .
        Przyszedł wreszcie moment powrotu Staszka . Żona przyjęła go leżąc, przykryta
        kocem . Jej poszarzała twarz dała mu do myślenia . Zaraz wybuchnie . I nie mylił
        się . Zalał go żar kobiecości , namiętności, jakiej nigdy nie widział u żony .
        Jej pocałunki nie były krótkie , język nie był już tym dawnym uciekającym z
        niego , zostawał i pragnął . Oczy które chciały mu coś powiedzieć i ręce teraz
        silne , obejmujące go i przygarniające cała postać do niego . A z ust wydobył
        się szept :
        Czy mnie zdradziłeś ?
        Oczywiści że nie , Czy mnie zdradziłeś , powtórzenie tego samego pytania dawało
        mu do myślenia, zawahał się i to było odpowiedzią . Tak jak do niego przylgnęła,
        nagle zakończyła swoje pieszczoty . Zdradziłeś mnie . W jej głosie był wyrzut .
        A on stał i nie wiedział zupełnie co ma robić , Ta sytuacja go przerosła. Jej
        ręce uniosły się do góry i uderzyły go , jak gałęzie biły po głowie , po twarzy
        , po piersiach raz mocno drugim razem zupełnie bezsilnie . Z jej krtani
        wydobywał się lęk , skowyt , zazdrość , miłość, artykułowane drganiami żałości
        i bólu. Zdołał ją przygarnąć do siebie i tak trzymać , mocno, bo nie wiedział
        czy w następnej chwili jej nie straci . Pachniała kobietą , niezaspokojeniem ,
        a rozchylony szlafrok ukazywał jej piękne piersi . Uchwyciła ten jego pożądliwy
        wzrok . Nie . Nie teraz . Samiec, obrzydliwy samiec pragnący . I przez jej
        głowę przebiegła myśl . Niech zazna to o czym będzie dalej tylko marzył .
        Popchnęła go na wersalkę , rozpinała pasek od spodni i ściągała spodnie Swymi
        ustami dotykała jego męskości, będziesz żałował i pragnął , tęsknił . Po raz
        pierwszy Staszek czuł przypływ namiętności , tej burzy przetaczającej się przez
        niego , ale co dziwne nie myślał, czy mu się uda zaspokoić żonę . To takie
        proste, wystarczy być sobą i czuć , cieszyć się tym . Gładził jej skórę i tak
        pragnął być znów młodym , każdą iskierką swojej jaźni przywoływał pokłady
        zastygłe w nim , magma zmieniająca się ze skały w gorącą lawę i płynąca przez
        jego ciało . Jej obecność i dotyk sprawiało nie tylko przyjemność ,ale pewność
        samego siebie . Zapragnął dotrzeć do jej wnętrza całym sobą a gdy to osiągnął
        poczuł szczęście . Ta odrobina zadowolenia zakiełkowała w nim , rosła, nie
        wiedząc czy tam po drugiej stronie kobiecego bytu jest też ta sama drobina .
        Wybuch rozkoszy zakończył misję Stefani . Wyjdź . Suche i krótkie słowo jak bicz
        smagnęło go i pr
        • sagittarius954 Re:Zemsta część 2 i ostatnia. 25.04.08, 04:22
          go i przeszyło , niezdarnie trzymając swoje rzeczy usiadł w drugim pokoju ,
          zapalił papierosa i wpatrywał się w okno . Tyle lat razem a on nie zna swojej
          żony . Jak ona jest naprawdę . Jak do niej dotrzeć i rozpoznać to czego nie
          udało mu się do tej pory . I czy pozwoli na poznanie siebie , czy ta miłość nie
          była tylko kobiecym kaprysem chwili . Zasypiał z tymi pytaniami a obok za ścianą
          podobne pytania zadawała sobie Stefania i brakowało między nimi tego czynnika
          szczerości by przekazać sobie to co czują . Te małe szczęścia i Golgoty
          nieufności mieszały się ze sobą tworząc obraz . Ich obraz .
          To już raczej koniec .Czy zemsta spełniła swoje zadanie . Wpadnijcie tu za
          dwadzieścia lat , lukrowanych powieści jest na tym świecie pełno, są
          uzupełnieniem i przeciwwagą nieszczęść występujących w tej samej ilości .
          • del.wa.57 Re:Zemsta część 2 i ostatnia. 25.04.08, 17:00
            No coż,spełniło sie przysłowie,że pieniądze szczęścia nie dają,owszem pomagają
            zyć i bez nich ani rusz,ale...nie za wszelką cenę a seks,seks jest
            wspaniałym''dodatkiem''do życia,ale muszą oboje chcieć.
            Wpadnę tu za parę lat jak dożyje i zobaczę jak potoczyły sie losy tych
            dwojgawink))))))))
    • sagittarius954 Skwerek. 25.04.08, 04:52


      Skwerek.

      Krystyna człapała z wysiłkiem . Tak, dożyła już do tego wieku, kiedy każdy krok
      sprawiał trudność . Szurała nogami wracając z cmentarza . Uśmiechnęła się do
      swoich myśli patrząc na liść klonu mijający ją, wzniesiony nagłym podmuchem
      wiatru .
      -Dziś ty jesteś pierwszy, ale jutro ja pozwolę sobie ciebie wyprzedzić obiecuję
      ci to – Pomachała mu na pożegnanie .
      Wreszcie dotarła do skwerku, swojego miejsca i mogła na moment usiąść na
      ławeczce spoglądając przed siebie. W tym miejscu poznała swego męża , otoczenie
      zmieniło swój wygląd, jak ona sama. Pamiętała doskonale, jak razem chwytali małe
      drzewka klonu i wsadzali je do wykopanych wcześniej dołków . Nawet przez myśl
      jej wtedy nie przyszło, że pięćdziesiąt cztery lata później usiądzie sama na
      ławeczce spoglądając nie tylko na skwer, ale i na swoje życie .
      Spoglądała na to życie już nie raz i przypominała sobie kadry pozostałe w jej
      pamięci . Jej córki biegające po trawie w letnie popołudnie , drzewo złamane po
      potężnej wichurze i sąsiedzką solidarność , chęć jak najszybszego posadzenia
      nowego drzewa . Jej męża schodzącego z dyżuru w szpitalu wczesnym rankiem i
      siedzącego jeszcze godzinę na skwerku, zanim wszedł do mieszkania. Ileż mogła
      tych obrazów odświeżyć cofając się do tyłu, przypomnieć sobie je i starannie o
      nich pomyśleć, rozwikłując niektóre zagadki biegnącego czasu .
      Przesunęła ręka po zmarszczonej twarzy , czas, nieubłagany podróżnik wędrował
      dalej i niszczył wszystko co pozostawało nie nadążając za nim .
      - O nie mój drogi , to że mnie opuściłeś jest tylko dowodem twojego egoizmu i
      narcyzmu – Swoje myśli skierowała do męża – ja się tak łatwo nie poddam i dalej
      będę żyła jeszcze długo . Będę cię odwiedzała dopóki starczy mi sił . Nie
      mówiłam ci tego tam ,ale teraz muszę . Jestem zaniepokojona postępowaniem
      naszych córek . Tak, tak ,są dorosłe, bardzo dorosłe. To nie powód jednak, by
      Milena już trzeci raz wychodziła za mąż i to za kogo, za twojego przyjaciela .
      Ona zawsze była indywidualnością , wydaje mi się jednak ,że na starość
      dziwaczeje. Nie bałam się jej tego powiedzieć . Jest już stara , cóż
      sześćdziesiąt lat to nie przelewki, a ona jeszcze marzy o szczęściu ze starszym
      od niej mężczyzną o 17 lat , dobrze dziewiętnaście. I te jej boczenie się na
      mnie , ostentacyjne milczenie . Wie, że denerwuję się o nią każdego dnia . I
      proszę żadnego telefonu , odezwania się do matki i zapytania czy jeszcze żyje.
      - Najgorsza, to ta jej obojętność na moją sytuację . Przecież zmagam się z
      życiem i sam widzisz , nie poddaję się ,ale tak potrzebuje z kimś porozmawiać i
      być a ona jakby tego nie rozumiała . Oznajmiła mi tylko ,że wyjeżdża do Chin .
      Wyobrażasz sobie do Chin . Jeszcze tam jej nie było . Nie zazdroszczę Chińczykom .

      Krystyna podniosła głowę do góry . Spoglądała na obłoki ciągnące się jeden za
      drugim. Niżej zawieszone chmury przesuwały się szybciej , te wyżej usytuowane
      zasłaniały słońce broniąc dostępu jego promieniom . Lekki wiatr poruszał nagimi
      konarami drzew , przemuskiwał się miedzy nimi i frunął dalej do następnego
      miejsca oporu.
      Starsza pani znów cichym głosem zaczęła swój monolog :

      - A Martusia ? Dlaczego wyjechała do Stanów ? W niej miałam pociechę, ona zawsze
      mnie wysłuchała i była na każde moje zawołanie . Już rok jest poza krajem i
      dobrze ,że choć na Boże Narodzenie wpadła jak po ogień ...Cała jest tobą, też
      kocha leczyć i świata nie widzi poza nauką. Widzisz co się dzieje ? Zostawiłeś
      mnie samą a nasze dzieci idą swoim torem i nawet nie pomyślą o mnie. Myślę sobie
      nieraz ,że uciekłeś ode mnie . Całe życie swoje poświęciłeś szpitalowi i
      pacjentom i po co ty mnie wybrałeś za żonę? Nawet w nocy nie byłeś mój. To cud
      ,że mam z tobą dwójkę dzieci.

      Przerwała na moment wyciągając z torebki chusteczkę. Wytarła zaczerwieniony nos,
      oparła rękę trzymająca chusteczkę o brzeg ławeczki .

      - I co ja mam robić ? Pójdę teraz do pustego domu , sama otworzę telewizor ,
      posłucham radia , posiedzę przy oknie oglądając ten skwerek i położę się spać .
      A ty milczysz . Nie chcesz nawet raz się do mnie odezwać . Czas na mnie , pójdę
      już do domu .

      Podniosła się powoli i ruszyła w kierunku bramy otwierającej się przed
      wjeżdżającym samochodem . Na skwerku wiatr zamiatał resztki liści pozostałych po
      ostatniej jesieni . Opodal sznur samochodów stał w korku, czekając na
      odblokowanie drogi . Życie toczyło się miejskim rytmem, tylko przygarbiona
      postać pani Krystyny oddalała się od niego , aż znikła w drzwiach samotnie
      stojącego bloku.
      • del.wa.57 Re: Skwerek. 25.04.08, 17:09
        Cóż proza życia,każda z nas ma swój skwerek,nie koniecznie tak jak Krystyna,ale
        siadamy na ławeczce i zastanawiamy się na swoim i dzieci
        losem,wspominamy,odświeżamy miłe chwile a dzieci,dzieci żyją własnym życiem,taka
        jest kolej życia.
    • sagittarius954 Re: Zielono mi .... 08.05.08, 11:35
      Nie wiadomo kiedy ,na mały stawik położony wśród pól dąbrówkowskich , spadł mrok
      .Przykrył srebrzystą taflę wody, przetkaną zielonymi pędami wikliny ,
      szykujących się do bujnego wzrostu . Delikatne rośliny pokryte kroplami rosy,
      mieniły się w ostatnich promieniach, aż w mroku pokazywały swą diamentową
      piękność zsuwając się powoli po wygiętych źdźbłach i bezszelestnie łączyły się z
      ciemną warstwą wody . Już niedługo zakwitną , pokrywając zagłębienie kolorowym
      kwieciem .
      Wysoko nad stawem unosiły się ciemne chmury , przytłaczając ziemie swoim
      widokiem i nie dopuszczały wzroku, do mieniących się różnokolorowym światłem
      gwiazd .Tylko wiatr szumiał , pędząc te tumany chmur , gdzieś daleko . Od czasu
      do czasu , jakby zapominał o swojej mordędze i zniżał swój lot , wplatając
      niewidzialne ręce ruchu w rzadkie wierzchołki wierzb , jeszcze nie pokrytych
      pełnym listowiem .Małe listki , dziecinne drobiny , z niedowierzaniem kołysały
      się poruszane zimnym wiatrem a witki ramion przecinały ze świstem ściany
      napływającego podmuchu .Leżałem w swojej samotni , raczej wyobrażając sobie tą
      scenę . Zimne, czasami lodowate powietrze , nie pozwalało mi rozkoszować się
      widokiem wiatru czochrającego gałęzie drzew , ale jeszcze miałem w pamięci obraz
      , przy którym zawisłem w bezruchu siedząc na brzegu stawu w ostatnich,
      nielicznych, promieniach słońca . Odgłosy wieczoru przecinał rechot żaby. Głośny
      chrapliwy głos samczyka, wabił do godów żabie samiczki . To ostatnia chwila
      uniesień wiosny i niebawem pełen wody staw , zamieni się pod wpływem gorących
      promieni słońca, w zagłębienie pełne kwitnących roślin .
      Pełen rezonu samczyk napinał swoje wole , rozdymając je tak bardzo , że można
      było zajrzeć , przez napiętą cienką skórkę, do jego wnętrza. Opodal, wśród
      wyrastających z brzegów stawu pni wierzb , ciemna postać węża połyskiwała,
      mieniąc się kolorami ciemnego granatu , szarości wpadającej w czerń i zieleni
      mieniącej się kolorami nikłej tęczy . Ile razy odwracałem głowę w jego kierunku
      i swój wzrok łączyłem z jego ciemnymi małymi okrągłymi oczami , ten podnosił
      swój łeb do góry wysoko , wysuwał mały języczek i sprawdzał mnie . Jego łeb z
      żółtymi plamkami stanowczo dawał do zrozumienia ,że to jego teren i nie będzie
      tolerował żadnych innych olbrzymich przybyszy . Jego wzrok dodawał : ja tu
      jestem panem i wszystkie rechoczące wspaniałości w stawie .
      Nieroztropne samczyki żab , jeden przez drugiego , napinały swoje wole a
      wypuszczane powietrze wprowadzało w drżenie linię wody . To drżenie i głos
      biegły nie tylko do samiczek , ale i do połyskującego zaskrońca .
      Nieopodal na łące , kobierzec mleczy , zamykał swoje żółte kwiecie , chroniąc
      ten mały kolorowy cud , przed zimnem i kroplami perłowej rosy . Soczysta zieleń
      traw , tuliła do siebie łebki kwiatów. Podmuchy wiatru przynosiły na łąkę białe
      drobiny , wtapiając je w kładącą się do snu trawę . Płatki kwiatów z pobliskich
      sadów pędziły z wiatrem i jak drobiny śniegu padały między rozłożone wiosną
      dywany traw . Słodycz z sadów stawała się częścią wspólną łąki . . Jeszcze tylko
      sójka przechadzała się dumnie wśród zielonych pędów traw , połyskując swoim
      granatowym pasmem piór . Poderwała się do lotu i poszybowała do lasu .
      Czupryny świerków , sosen i brzóz , kołysały się w rytm napływającego wiatru
      Świeże igły świerków , jasną barwą mieniły się jak centki na skórze lasu .Wśród
      tych napełnionych żywą zielenią drzew stały jeszcze inne , zupełnie nagie ,ale
      już z szykującym się do rozwinięcia pełnymi pękami . To dęby i akacje czując
      zimne podmuchy wiatru , nie ryzykowały rozwinięcia delikatnych listków . Czekały
      na nadejście mas ciepłego powietrza , które otuliwszy je, pozwolą na szybki
      wzrost . Ściana lasu do pełnego lata wciąż mienić się będzie żywą zielenią wiosny.
      Wtuliłem się w poduszkę i powoli zasypiałem a obraz tej części łąk odpływał ,
      zatapiając się w wirtualnym świecie snu .
      • emi152 Re: Zielono mi .... 09.05.08, 18:32
        Tak przypuszczałam: nie tylko dobry obserwatorsmile)Sztuką jest czuć,
        to co się widzi. Rozmarzyłam sięsmile))
    • sagittarius954 Jestem szczęśliwy a jakże, jestem także nieszczęś 30.06.08, 06:19
      liwy.

      Dzień przywitał nas burzą . Niebo podzieliło się na dwie części , za sprawą
      ciemnych chmur napływających z zachodu. W wschodniej części widnokręgu dopiero
      podnosiło się słońce oznajmiając początek dnia .Pomarańczowe smugi światła
      wypierały mętne szarości , lecz już za kilka chwil ten błogi widok , zdominuje
      nadchodząca burza .
      Granatowe chmury ławą nadciągały, pożerając dopiero co malowane promieniami
      niebieskie niebo. Spośród ciemnych kłębów ciągle tasujących się chmur ,
      wykwitały języki piorunów , lizały zachłannie wystające z pasma drzew i lasów ,
      najwyższe ich wierzchołki . Potężne grzmoty przetaczały się przez okolice
      wprowadzając w drżenie wilgotne powietrze . Silny wiatr napływał falami i w jego
      smugach widac było ciężkie krople deszczu spadające na ziemię .
      W tym momencie zdałem sobie sprawę ze swojej małości a jednocześnie odnalazłem
      nić szczęścia, która kiedyś zaczynała się snuć koło mnie .
      Nie wiem skąd nagle we mnie wykwitł z pamięci początek mojego szczęścia .
      Byłem dzieckiem . Ta nieskomplikowana prawda, napierała moją świadomość na tyle
      skutecznie, bym przypomniał sobie ciepło bijące z babcinej piersi . Ciepło
      bijące z nich w połączeniu z bezpiecznymi ramionami tworzyło twierdzę do której
      docierałem , tuliłem sie i spokojnie zasypiałem . Oddzielały mnie od tego
      wielkiego i niezrozumiałego świata. Bijąće serce babci , spokojne i czułe
      przelewało na mnie pierwsze okruchy szczęścia ,jakby pokazując dobroć płynącą z
      nich i oswajając mnie z mozliwośćią bycia naprawdę szczęśliwym . Świeża miłość
      dziecka i opiekuńcza miłość kobiety sprawiały ,że szczęście mogło dalej istnieć
      odnajdując w obojgu dalszą drogę . Lecz każda droga staje się , nicią tak długą
      ,że nie widać jej początku .
      Wydobywałem z pamięci te najszczęśliwsze chwile dzieciństwa , ale już będąc o
      kilka lat starszym wstydziłem się przytulić do piersi mojej babci .
      Choć nie ... jeden raz , moje wnętrze napełnione czarnymi myslami i pragnienie
      doznania tego najprostszego dziecięcego szczęścia , zaprowadziło mnie do dziadków .
      Babcia siedziała na wersalce i uśmiechała sie czule . Przywitałem sie bez słowa
      i położyłem głowę na jej nogach, objąłem ją wpół .Jej spokojny głos docierał do
      mnie , ręce głaskały moją głowę a ja powodowany odnalezieniem uczucia szczęścia
      przymykałem oczy , jakby od tego zależało wskrzeszenie początku drogi .

      Babcia zadawała mi pytania a ja nie odpowiadałem , uniosłem sie tylko i wtuliłem
      głowę w jej piersi . Za chwilke usłyszałem głos babci :
      - Mój drogi , czy ty aby nie jesteś już za dużym chłopcem, żeby tak czule
      obejmować mnie ?
      Tak byłem chłopcem na tyle duzym , żeby już nie chować się pod skrzydła babcine
      , na tyle dużym, żeby zacząć samemu rozwiązywać swoje problemy. Lecz granica
      dzieciństwa i młodości chłopca zaczynała się dopiero tworzyć . Nie odzielała
      tych dwóch postaw . Moje dziecinne uczucia schowane były w postaci młodego
      chłopca . Będąc jednocześnie nieoszlifowanym zbiorem, doznawałem nagłych zmian
      nastrojów
      . Tak i wtedy wezbrał we mnie gniew na spokojne słowa babci . A uczucia
      pragnienia doznania szczęścia i spokoju przeciął gniew napływający jak te fale
      deszczu na burzy . Wyswobodziłem sie z ramion babci , porzuciłem ciepło piersi i
      wybiegłem z pokoju i domu . Nogi same prowadziły mnie do rosnącego opodal
      zagajnika , gdzie wśród młodych drzew istniała polanka pokryta bajecznie
      zielonym mchem .Zanim do niej dotarłem wylewałem wiele łez , część zatrzymana
      przez rzęsy zamazywała mi drogę jakby hamując moja ucieczkę i zmuszając do
      powrotu . Dotarłszy do polanki rzuciłem sie na ziemię, ukryłem zalane łzami
      policzki, w mchu .Szukałem ukojenia i je znalazłem , zimny mech ostudził mój żal
      i gniew wylewający się ze mnie .
      Wiele dni upłynęło od tamtego momentu . Wiele razy byłem szczęśliwy lub wydawało
      mi się że jestem szczęsliwy . Zbierałem te okruchy i zapamiętywałem je . Jednak
      zapomniałem o początku drogi . Trzeba było jednak tej burzy i porannej
      bezsenności ,żeby odnaleźć w sobie ten moment tworzącego się człowieka i jego
      uczucia .
      Jestem szczęśliwy z tego powodu .
      Jestem nieszczęśliwy , wiedząc już o tym i będąc w wieku podobnym do babci wtedy
      , dziś właśnie teraz , nie mogę przytulić sie do piersi, pierwszej kochanej
      przeze mnie kobiety .
      • natlaa Re: Jestem szczęśliwy a jakże, jestem także nies 30.06.08, 23:43
        Jezeli to nie proza zmyślona przez poetę, to masz cudne
        wspomnienia. smile
        • del.wa.57 Re: Jestem szczęśliwy a jakże, jestem także nies 01.07.08, 12:22
          Tez byłabym szczęśliwa jakbym mogła wtulić się w babci ramiona,niestety moja
          babcia była bardzo daleko ode mnie.
    • sagittarius954 To i owo... a wkoło żar. 07.07.08, 10:58
      O nadchodzącym upale zawiadamia mnie moje radio . Wychodząc z przymkniętymi
      oczyma, z mojej pakamery, owiewa mnie chłod a ja drepczę do miejsca , gdzie
      zamocowane jest radio i wkładam wtyczkę do gniazdka ( jakieś skojarzenia mnie
      się czepiają i doprawdy z całej siły staram się nie myśleć o innych
      czynnośćiach, aniżeli o podstawowej, po której radio zaczyna skrzypieć. Słucham
      codziennie TOK FM i fala na której jest ustawione zaczyna po chwili odpływać .
      Głos spikera skrzypi i oddala się , by wreszcie zaniknąć Na to miejsce , ni z
      tego ni z owego ( tajemnice techniczne radia są dla mnie dalej bardzo magiczne ,
      niczym królik wyciągnięty z kapelusza ) napływa inna stacja , w której głos
      mówiących spikerów nie jest podobny do żadnego z osłyszanych mi języków
      europejskich , a gulgot wydobywający się z ich gardeł wskazuje na jakieś bliżej
      nie zidentyfikowane państwo muzułmańskie . Ponieważ siedzę w namiocie blisko
      lasu, wystawiam głowę poza czaszę , lustrując niebo . Szukam na nim samolotów
      bez żadnych znaków , choćby takich jakie podobno lądowały kilka lat wstecz na
      Mazurach .
      Nic takiego jednak się nie zdarza i muszę dreptać co i rusz do potencjometru
      strojąc radio i nastawiając właściwą falę . Pod niebem hula wiatr i od czasu do
      czasu , około południa , pojawia się samolot z eskadry mińskiej , baraszkujący
      gdzieś w chmurach . Przypominam sobie jak będąc dzieckiem obserwowałem
      "kukuryźniki " wspinające się pod niebo i osiągające jakieś niebywałe szczyty ,
      by po ich zdobyciu nagle runąc w dól w jakichś akrobatycznych figurach , w
      kierunku ziemi. Niestety w dobie wyższej techniki , słyszalny jest grzmot
      silnika samolotu natomiast jego samego zupełnie nie widac . To jak "bąk chorego"
      . Slychać toto ale zupełnie nie można rozpoznać - jak mawiał wujek Władek .
      Tenże wujek zapisany został w mojej pamięci jeszcze jedną cechą , mianowicie
      swoją posturą . Wujek całe życie był węglarzem i na starość gniotły go
      niewidoczne kosze z węglem . Pochylał się tak bardzo , że rękami nieomal dotykał
      ziemi. Wyglądał bardzo " kulawo " , jak raczyliśmy - my dzieci o nim mówić .
      Ktoś z rodziny , nie pamiętam kto , postanowił zatrzymać jego pochylanie się ,
      bo mogło się zdarzyć ,że gdyby dotknął rękami ziemi , mógłby wskoczyć na drzewo
      i umknąć ciągle dogadującej ciotce . Po którychś świętach Bożego Narodzenia
      pojawił się z laską . Przechył wujka uległ zatrzymaniu , lecz pojawiła się też u
      niego inna przypadłośc . Wujek prostował się , unosił wtedy laskę i i dostawał
      takiego przyspieszenia ,że Szurkowski , będący wtedy u szczytu sławy ,
      pozazdrościłby mu . Ten nagły zryw mógł stać się kiedyś powodem zejścia z tego
      świata . Ale co ma wisieć nie utonie .
      Wujek stał na przejściu dla pieszych , czekając na możliwość przejścia na drugą
      stronę ulicy . Wreszcie zniecierpliwiony , uniósł troszkę głowę i widząc
      ostatniego kierowcę w samochodzie W-wa , jadącego dosyć niemrawo postanowił
      przejść przed nadjeżdząjącym samochodem . Uniósł rękę z laską , wyprostował się
      i niczym strzała spuszczona z cięciwy poszybował w kierunku drugiego krawężnika
      . Kierowca maruda nie spodziewał się takiego obrotu sprawy , nawet nie hamował ,
      obtarł się o wyprostowane plecy wujka nie czyniąc mu żadnych szkód , tylko laska
      zaczepiła o szybę samochodową . Dziarski staruszek zasłynął ze swojego manewru i
      w oczach małych chłopców stał sie dzielniejszy od Robina z Sherwood .
      Zapewne wujka zjadła już ziemia , samochód W-wę rdza , a laskę ...jeszcze nic
      nie zjadło . Dogorywa na moim płocie , powieszona tam przeze mnie , opiera się
      zmianom temperatury i pogodowym . Cza zdrapał z niej lakier , lecz drewno i
      zakończenie gumowe trzyma sie raźno .
      I niech tam zostanie , na płocie . Może któregoś dnia nagle zakwitnie , wypuści
      zielone gałązki a te z kolei pokryją się kolorowym kwieciem . I czegóż to mi się
      zachciewa - cudu . Czy możliwe są cuda , gdy świat techniczny pędzi do przodu
      jak szalony a gadżety elektoroniczne same w sobie są cudem zupełnie nie
      zrozumianym, niemal ocierającym się o czary mary królika z kapelusza i głosu
      grzmotu niewidocznego samolotu .
      Jeszcze tylko ten głos chrypki w radio oddalający się oznajmia mi że od dzis
      będzie upał ,ale zanika zaraz , gdzieś ....tam .
      • del.wa.57 Re: To i owo... a wkoło żar. 03.09.08, 16:13
        Dziarski był Wujaszek a laske pielęgnuj Sagi,moze sie przydać na stare latawink))
    • sagittarius954 Niebyt. 02.09.08, 15:00
      Niebyt.
      Nazywam się Piotr Nozdowski. Raczej tak się nazywałem . Dzisiaj już nie istnieję
      . Mówię nieprawdę . Istnieję . W jakimś bycie , ech …trudno to tak wytłumaczyć ,
      to może zacznę tak po prostu , po ludzku .Chciałbym być dobrze zrozumiany , nie
      żyję , ale jeśli mojego ciała już nie ma , to jednak mój głos (?) a może myśl do
      was dociera . Choć tego też nie jestem pewien . Nie odczuwam przyjemności ruchu
      . Moja świadomość w nowym bycie, jakby obudziła się po mocnym i twardym śnie.
      Będąc żywym , przyjemnie było pomachać rękoma i nogami. Ot tak , nieraz bez celu
      iść, biec , siedzieć , wiązać myśl i przekładać je na wyraz swojej twarzy,
      gestykulacje rąk i przybierać różne pozy. Gdybyście zamknęli oczy i kilka dni
      nie wykonywali żadnych ruchów , to odczuwalibyście zmęczenie , może i
      wyczerpanie nawet . A właśnie mój stan jest podobny, tylko podobny, do takiego
      właśnie zamknięcia oczu i ciągłego myślenia , bez odczuwania zmęczenia . Nie da
      się chyba określić tego stanu jednym słowem , ale jednym zdaniem to
      powiedziałbym : nie odczuwam siebie w sensie fizycznym . Jestem myślą zawieszoną
      gdzieś i po coś , wydaje mi się że wokół mnie panuje ciemność , co powinno
      spowodować strach , lecz ja się nie boję . Jeszcze.
      Moja myśl prowadzi mnie do wspomnień , bez obrazów . Pamiętam swój głos ,
      bezbarwny i matowy , pamiętam jak odczuwałem samego siebie , ruchy języka , warg
      mrugnięcia powiekami , nawet przyspieszone bicie serca , gdy patrzyłem się
      śliczne dziewczyny i ten nieznośny ból pleców , który dosięgał mnie co ranka .
      Zawsze jak otwierałem oczy błogą była chwila bez niego . To wszystko pamiętam
      . Potrafię opisywać ludzi , tak jak ich widziałem . Wydobywam z łatwością
      wszystkie wydarzenia jakie przebiegły w moim życiu . Jednak nie widzę ich i nie
      słyszę, czym jestem i kim jestem …
      Zadaję sobie te pytania , bo coraz częściej zaczynam tęsknić za prawdziwym
      życiem . Chciałbym zobaczyć kolory , a jeśli mam pragnienia to i tęsknotę . Tak
      tęsknię za życiem . I im bardziej zaczynam się powtarzać , tym bardziej może
      zacząć kiełkować we mnie strach , że nie odpowiem sobie na wszystkie pytania,
      jakie sobie zadaję . Znając wszystkie możliwości śmierci, jako bezwarunkowego
      końca życia , działań moich w realnym świecie i istnienia po śmierci,
      związanych z wiarą , jestem zdziwiony swoim zawieszeniem .
      Pewnie chcielibyście zadać mi wiele pytań , tylko…czy ja bym potrafił udzielić
      na nie odpowiedzi?
      A samej śmierci nie będę opisywał , po co , to trzeba samemu przeżyć . Strachu
      jest wiele , powiem tylko, że później znajdziecie dla siebie mocno
      satysfakcjonujący moment . Dla mnie teraźniejszość moja jest tak niezrozumiała
      i obawiam się bardzo by nie popełnić jakiegoś głupstwa , typowo ludzkiego . O
      wszystkim będę musiał się sam przekonać , mam w sobie taką pewność . Jeszcze gdy
      żyłem i myślałem, że po śmierci cała wiedza dotycząca tego świata napłynie do
      mnie jak fala , przepełni mnie i pozostanie . Choć nie będę w sposób ludzki
      mógł z niej skorzystać to jednak da mi satysfakcję i pozostanie w wieczności
      stanie się dlatego bardzo przyjemne. A tu masz … żadnej fali , żadnej wiedzy ,
      jak byłem głupi tak jestem a niepewność bytu doskwiera mi jak za ciasny but .
      Moje myśli krążą wokół mojego życia i mam chęć ogromną opowiedzieć wam coś
      niecoś z niego . Kto jednak nie ma tajemnic? Tym bardziej po śmierci . A jednak
      mam też w sobie taką nadzieję ,że mówiąc wam o swoim życiu przełamię ten stan w
      którym się znajduję . Z drugiej strony , nie należałem nigdy do tej części
      męskiego rodu , która mogła poszczycić się podbojami wśród kobiet , życiem z
      adrenaliną , przygodami i tymi wszystkimi atrakcjami życiowymi za którymi tak w
      życiu tęsknimy . Trudno być i nie istnieć , ciężko istnieć czując, że gdzieś
      obok jest ten właściwy świat , przepełniony kolorami i głosami . Ciężko mi
      myśleć o tym ,że nie jestem użyteczną jego częścią . I choć ciągle sobie wmawiam
      ,że nie boję się to kto wie, kiedy ziarno strachu zacznie kiełkować . Zdaje mi
      się ,że strach bez obrazów i głosów może być na tyle potężny ,bym przestał
      myśleć ,a to może spowodować że przestanę w tym bycie istnieć.
      Nigdy w cuda nie wierzyłem , to jednak teraz mam nadzieję że opowiadanie wam o
      sobie, spowoduje taki właśnie cud .Moja sytuacja tutaj ulegnie definitywnej
      zmianie. Wreszcie i mnie dosięgnie to piękne słowo , podobne do błyszczącego
      brylantu . Czy mam w sobie tyle wiary w sens istnienia promieni bijących od tego
      brylantu , że potrafiłbym cieszyć się jego widokiem ? Nawet wtedy , gdy
      promienie na moment oświetliłyby mnie i poszybowały dalej do celu przeznaczenia
      . Wydaje mi się że nigdy nawet nie spostrzegłem ich blasku . Może jednak przejdę
      do rzeczy i opowiem wam o sobie , zdradzę jakąś zwykłą tajemnicę z życia
      przeciętnego i szarego człowieka …
      - Naprawdę chcesz to zrobić?
      - Kto ? …Kto to ?
      -Jestem Twoim opiekunem.
      -Czyli Aniołem Stróżem ?
      -Nie, Twoim opiekunem w przestrzeni oczekiwania . Twój Anioł przebywa teraz w
      Raju, czeka na następną duszyczkę , którą będzie mógł się opiekować. Wierz mi
      Aniołowie też potrafią się zmęczyć.
      - A ja myślałem …
      -Właśnie , po to tu jesteś byś myślał, zastanawiał się a Ty w jednym momencie
      pragniesz coś komuś opowiedzieć . Zapewniam Cię nikt Cię nie słyszy , czy chcesz
      jeszcze coś wiedzieć ?
      -Jak długo tu zostanę ?
      - Nie wiem , może rok a może kilka tysięcy lat, a może tu przestaniesz istnieć .
      -Przestanę istnieć???
      - Czyżbyś odczuwał strach ? Po tu jesteś, byś nabrał respektu dla strachu , nie
      tylko dla niego , zrozumiał siebie .
      - A ty? A ty długo tu jesteś?
      -Od początku zaistnienia myśli . Widzę, że jeszcze moment a nasza wymiana myśli
      przeobrazi się w koncert życzeń i pytań do mnie . Spróbuj się skoncentrować i
      myśleć nad swoim życiem .Ot choćby od tego momentu o którym chciałeś komuś
      opowiedzieć . Pamiętasz tą dziewczynę ?
      -Nie wiem dlaczego, ale wspomnienie o niej tkwi we mnie jak zadra . Nie była to
      jakaś niezwykła historia. Spotkałem ją śpiącą na ławce, przy bloku, w dniu
      pierwszomajowego pochodu …
      -Nie musisz mi o niej opowiadać, znam dokładnie całe Twoje życie , pomogę Ci ,
      Ona była Twoją szansą , ale nie skorzystałeś z niej.
      -Była szansą???Na co???
      - Widzisz , Twoje zdziwienie rozprasza Cię, zastanów się i uwierz , miałeś całą
      masę szans przeróżnych , omijałeś je , przechodziłeś obok , jednych się bojąc,
      drugimi wzgardzałeś a każda mogła wyprowadzić Cię wysoko lub mogłeś stać się
      człowiekiem szczęśliwym . Teraz , gdy jesteś tutaj mówisz – byłem szarym
      człowiekiem .
      -Bo tak było, ta dziewczyna była narkomanką , widziałem , nie chciałem być takim
      jak Ona , wyszedłem z prywatki i więcej się nie spotkaliśmy.
      - Najpierw jej pomogłeś , w czystym odruchu , choć widziałeś w niej seksualną
      kukiełkę a jak zaczynałeś być dla niej ważny odszedłeś , zniknąłeś z jej życia .
      Zapewniam Cię –mogłeś być z nią najszczęśliwszym mężczyzną , teraz zastanów się
      nad tym faktem i postaraj się zastanowić nad innymi wydarzeniami z Twojego życia .
      - Postaram się.
      - Mnie nie musisz nic obiecywać , przypomnij sobie tamten dzień , odnajdziesz w
      nim siebie , tamtego siebie i zastanów się nad swoim postępowaniem .
      - A co oznacza …
      -Przestać istnieć tutaj , to przestać być pamiętanym- tam przez kilkoro Twych
      najbliższych , tu nawet przeze mnie .
      -I mnie to spotka ?
      -Dalej chcesz przejść, obok swojej szansy?
      - Nie , nie , wykorzystam ją , Wykorzystam !!
      - Nie zapewniaj , myśl, zostawiam cię samego .
      -Kiedy znów będziesz przy mnie?
      - Kiedy zaczniesz wykorzystywać szanse . Tu je też masz . Pamiętaj o tym .
      - Opiekunie? Opiekunie??.................
      • del.wa.57 Re: Niebyt. 03.09.08, 16:22
        Hej, Panie Nozdowski za długo przebywałaś poza domem,wracaj do życia,żyj dzisiaj
        i nie myśl o tym co było i jak bedzie gdzieś tam!?
        Ależ ty masz wyobrażnie!!
        wink)))))
    • sagittarius954 List 18.09.08, 13:24
      Blanco.
      Blanco jesteś moją przyjaciółką i dlatego zwracam się do Ciebie o pomoc .Nawet
      Tobie nie mówiłam o mojej sytuacji w rodzinie, ponieważ się wstydziłam. Nasze
      spotkania przyjemne i miłe ubiegały zawsze w atmosferze spokoju i szczęścia .
      Nie chciałam ich psuć , nadszedł jednak moment w którym jestem u kresu sił .
      Jeśli ty mi nie pomożesz, to kto to zrobi? Aż boję się, jeśli od Ciebie nie
      dostanę odpowiedzi. Wiesz dobrze, że mam męża . Andrzej z biegiem lat zmieniał
      się na niekorzyść . Wyzwiska jakimi mnie obrzucał po ślubie , tłumaczyłam sobie
      jego przepracowaniem i trudnościami w pracy. Na tym jednak się nie skończyło .
      Zaczął stosować wobec mnie , szantaż emocjonalny , poniżanie , wypominanie a
      także zazdrość połączoną z nadopiekuńczością . Dopóki nie było dziecka sytuację
      bagatelizowałam .Miłość i oddanie mężowi pomniejszały i zacierały jego uczynki.
      Po licznych awanturach , które mi robił , starał się załagadzać sytuacje w
      dziwny sposób . Kupował np. ciastka kazał mi je wszystkie zjadać , a patrzącemu
      się mojemu dziecku było przykro, gdyż odganiał je od stołu . Po każdej awanturze
      następowała dłuższa chwila przerwy . Bałam się każdego jego powrotu z pracy do
      domu . Kilka lat po ślubie zaczął nadużywać alkoholu . Raptownie zmieniał mu się
      nastrój , zaczęło dochodzić do rękoczynów . Jego zazdrość o mnie przybierała
      cechy niewłaściwe . To bardzo delikatnie powiedziane. Ileż awantur mi zrobił
      sklepach , kinach , parkach. O przypadkowych facetów stojących obok mnie na
      ulicy. Wstydziłam się pokazywać w pracy z widocznymi siniakami . W pewnym
      momencie zabrakło mi pomysłów na wymyślaniu historii dotyczących moich siniaków
      , by prawda nie wyszła na jaw . Jest mi wstyd , ale muszę Ci wyjawić tę
      tajemnicę – byłam niejednokrotnie gwałcona przez mojego męża . Tak przyznaję się
      , nieraz robiłam to dla świętego spokoju . Och , ja naiwna, tyle lat myślałam ,
      że pewnego dnia zobaczy we mnie osobę , która starała się go zrozumieć.
      Martwię się o swoje dzieci. W pijanym amoku mąż niejednokrotnie krzywdził i je .
      Z powodu choroby alkoholowej już kilkakrotnie musiał zmieniać pracę . Odbijało
      się to na naszym życiu rodzinnym . Po prostu brakowało nam pieniędzy . Ja
      również zamiast zajmować się dziećmi uczestniczyłam w imprezach alkoholowych .
      Sąsiedzi niejednokrotnie wzywali policję do awanturującego się męża . Bałam się
      jednak sprzeciwić mu . Bałam się nie tylko o siebie ,ale też dzieci . Milczałam
      i podporządkowywałam się . Wszystko ma swoje granice . Nachodzą mnie straszne
      myśli, mam chęć go zamordować. Zdaję sobie sprawę, że tym uczynkiem największą
      krzywdę wyrządziłabym dzieciom . Brakuje mi już łez . Mam puste oczodoły .
      Przestałam być wrażliwa na cierpienie ludzkie. Jeszcze tylko dzieci trzymają
      mnie przy w miarę logicznym myśleniu. To nie jest moje mieszkanie , tylko jego
      .Myślałam już o odejściu od niego i porzuceniu domu. Tylko… Gdzie miałabym się
      podziać z dziećmi ? Nie mam rodziny , która pomogłaby mnie . Proszę Cię o pomoc
      i radę . Błagam Cię jednak byś nie odsyłała odpowiedzi do domu . Proszę zadzwoń
      może do mnie do pracy . Jesteś chyba moją ostatnią szansą . Błagam Cię jeśli nie
      o pomoc dla mnie, to dla moich dzieci.
      Barbara.
      • malwina52 oblicza przemocy.... 19.09.08, 07:39
        Pijany mąż bije i wyzywa żonę, maltretuje dzieci.
        Taki obraz przemocy w rodzinie ma chyba większość z nas.

        W kazdej rodzinie gdzie występują uzależnienia
        to tam najczesciej bywa przemoc fizyczna.
        A ona spotyka ludzi ze wszystkich środowisk,
        niezależnie od wykształcenia.
        Przemoc ekonomiczna chyba dotyka rodziny tak biedne, jak i bogate.
        Gdzies czytalam, ze bardziej wyszukaną, mało widoczną przemoc
        emocjonalną stosują ludzie wykształceni,
        magister lub doktor bywa sprytniejszy w zacieraniu sladów...
        a psychiczną agresję stosują częściej kobiety.
        Nieraz sie słyszy, ze żona zamieniła jego życie w koszmar,
        Ona drobna i niewysoka. On postawny i dobrze zbudowany.
        Gdy wzywa po pomoc policję, nie wierzą, że to on jest poszkodowany.

        O przemocy coraz wiecej sie mowi,
        pracują służby powołane do jej zwalczania,
        wyższa jest świadomość społeczna.
        I najwazniejsze, ze ludzie nie są obojętni na los innych.

        Sagi czy bedzie cd, bo ciekawa jestem reakcji Blanki?





        - Dlaczego tak straszny obraz naszego regionu wyszedł w badaniach?
        - Myślę, że taki wynik spowodowany jest tym, że częściej niż w
        innych województwach przypadki przemocy są zgłaszane. Lepiej niż w
        poprzednich pracują służby powołane do zwalczania przemocy, wyższa
        jest świadomość społeczna. Ludzie nie są obojętni na los innych.

    • sagittarius954 Za co kochamy kobiety, wyznania spisane w trzech c 14.02.09, 21:04
      Za co kochamy kobiety, wyznania spisane w trzech częściach.


      Mój rozmówca z posępną miną wpatrywał się w szklankę z piwem . Piana piwa zasychała na wyższych warstwach przezroczystego szkła a na dnie resztki napoju z charakterystycznymi bąbelkami złociły się, zachęcając smakosza do powtórnego napełnienia szklanicy .
      Wzrok mówiącego złagodniał , stracił właściwe sobie zacietrzewienie sprawą , kierował się na dno szklanki , jakby szukał tam rozwiązania swojego życia , niczym w kawowych fusach .
      - I dlatego- mówił dalej – je kocham . Zrobił przerwę , zaczerpnął do płuc powietrza zmieszanego głosami z całej Sali , szorstkimi dłońmi gestykulujących osób i nikłym dymem z papierosów , szum unoszący się pod sufitem z włączonej klimatyzacji unosił te głosy ,opary piwa i wtłaczał w przewody klimatyzacyjne , wypychał je siłą na zewnątrz i wracał, raz za razem filtrując zanieczyszczone powietrze .
      -Kocham je – powtórzył . Biały kołnierzyk koszuli i ciemny krawat mówiącego, odznaczał się wśród innych zwykłych koszulek polo , podkoszulek i swetrów . Stawał się nadzwyczajną różą w ogrodzie astrów .
      - Sam nie wiem po co ja to panu opowiedziałem , może żeby wyrzucić z siebie swoją niedojrzałość a może i po to, żebym mógł wrócić do domu i w oczach tej którą wybrałem mógł zobaczyć miłość , oddanie i żebym wreszcie uwierzył jej . I nie szukał , cholera nie szukał miłości , bo jest we mnie jej tyle i wystarczy dla mojej kochanej . Dzięki za towarzystwo, - uśmiechnął się nikłym grymasem , zabrał szklankę z niedopitym piwem i wyszedł .Zdążyłem jeszcze podnieść rękę do góry na pożegnanie , odpowiedzieć mu swoim uśmiechem , którego zapewne już nie widział , miarowe kroki cichły powoli w poszumie rozmów a jego postać niemal w biegu złapała kurtkę i wyszła z pubu mieszając się w tłumie anonimowych ludzi .
      A ja zostałem z jego historią . Spoglądałem przez wielka szybę trawiąc to co usłyszałem i spoglądałem na cudownie dojrzałe i cudownie niedojrzałe przedstawicielki kobiet przemieszczające się w różnych kierunkach po równym chodniku . I ja zapragnąłem wmieszać się w ten tłum ludzi , poczuć ich obecność , ich kłopoty i radości a przede wszystkim być blisko oczu brązowych , zielonych , niebieskich , szarych i jakie tam jeszcze są i jakie spotkam na swojej drodze.
      Nie mogłem zostać dalej w tym pomieszczeniu , gdzie usłyszałem wyznanie życia przedstawiciela męskiego rodu . To niezwykłe uczucie i doznanie być obarczonym taką historią . Trzeba ją utrwalić a jak inaczej to zrobić , jeśli nie na spacerze wracając do domu i rozmyślając .
      Przypomniałem sobie początek dnia .
      Dzień jak co dzień, goliłem swą twarz i patrzyłem się na coraz liczniejsze zmarszczki okalające niegdyś gładką skórę . Siwe włosy siwa broda , siwe wąsy . Wszystko siwe . Zrobiłem do siebie oko . Zza drzwi dobiegło mnie gderliwe :
      - Długo jeszcze ? Nie tylko ty mieszkasz w domu - oto głos mojej żony przerywał mi moje przypatrywanie się sobie . Zacząłem się golić pogwizdując wesoło
      - W domu się nie gwiżdże - usłyszałem .
      - Stojąc pod drzwiami niczego nie przyspieszysz - odparłem całkiem wesoło i to zapewne wprowadziło moją żonę w stan gderania .
      Minie gdy ja stąd wyjdę . Od pewnego czasu nikogo nie wpuszczałem do łazienki dopóki sam z niej nie wyszedłem .
      Przeniosła swoje uwagi spod drzwi do dużego pokoju . Mogłem znów zagłębić się rozmyślania i miłe pogwizdywanie .
      • graga211 Sagi, podoba mi się to. Nawet bardzo. n/t 14.02.09, 21:40
        • del.wa.57 Re: Sagi, podoba mi się to. Nawet bardzo. n/t 14.02.09, 22:47
          I mnie też,czekam na dalszy ciąg,będzie prawda?
          • sagittarius954 Re: Sagi, podoba mi się to. Nawet bardzo. n/t 14.02.09, 23:04
            Oczywiście że tak, część druga ukaże się 18.02 w godzinach mam nadzieje
            porannych smile
            • graga211 Re: Sagi, podoba mi się to. Nawet bardzo. n/t 15.02.09, 01:10
              Ożesz Tyyyy...
              Mniam.
      • sagittarius954 Re: Za co kochamy kobiety, częśc 2 18.02.09, 19:58
        Wychodziłem z domu jednak w dobrym nastroju .Niemal codzienne przekomarzanie się z żoną , co jest delikatnym stwierdzeniem , obrosło już swoja tradycją . Odkąd wybrałem status wolnego człowieka a stało się to po skończeniu przeze mnie 50 lat , moje życie odmieniło się . Zmiana ta , była jak świeży powiew wiosennego wiatru , miała zastąpić codzienną rutynę i przyzwyczajenie wypracowane tymi samymi czynnościami, wykonywanymi od szeregu zwykłych lat . To trochę samolubne i egoistyczne z mojej strony, podjęcie decyzji bez informowania człowieka z którym spędza się życie. Ale czy kobieta , żona , kochanka , mogła zgodzić się i przystać na zmianę w życiu partnera bez słowa sprzeciwu? Zaakceptować je wiedząc, że może to zmienić i jej życie ?
        Wolałem postawić ją przed faktem dokonanym, zmieniając tylko swoje życie . Odmiana nie nastąpiła za sprawa czarodziejskiej różdżki , była swobodnym wyborem uwolnienia się od wszystkich ograniczających mnie , ciążących jak kamień spraw . Liczyłem na większe zrozumienie w rodzinie i nie udało się . Wszyscy w niej, nie pogodzili się z moja decyzją . Mogłem tylko robić swoje i liczyć , że kiedyś przekonają się nie tylko do mnie.
        W jednym momencie rzuciłem pracę. Stała praca odeszła do lamusa . Zrzuciwszy z siebie kajdany rąk, delektowałem się swobodą. Miałem wreszcie kochane ciasteczko na talerzu , łyżeczkę w ręce . Hajda. Teraz wystarczy już smakować rozcierając je na podniebieniu . Pracowałem ile chciałem i za ile chciałem . Nie interesowało mnie dłuższe pozostawanie w jednym miejscu pracy , byłem jak meteor szybujący przez ciemne i zimne przestrzenie rynku pracy . Przyznaję, mogłem na swoje drodze spotkać planetę , która przyciągnęła by mnie do siebie i rozbiłbym się na tysiąc małych nic nie znaczących drobin. Póki co , szybowałem swobodnie , miałem czas ,żeby przyjrzeć się twarzom ludzi , ich oczom , mogłem podziwiać wschody i zachody słońca a nawet zatopić myśli w srebrnych promieniach księżyca . Dzięki uciułanym wcześniej pieniądzom schowanym w jednym z dużych banków , na tajnym koncie , mogłem czuć się bezpiecznie przez jakiś okres. Nie chroniło mnie to jednak przed codziennymi pytaniami żony .
        - Co będziesz robić dzisiaj ? A skąd ja mogłem wiedzieć ?
        -Gdzie idziesz ? Zwykle wychodziłem bez celu przyswajając codzienne życie rozpryśnięte na chodnikach ulic .
        - Co szukasz w Internecie ? Oszaleć można , mam tłumaczyć się z każdej otworzonej strony?
        - A nie spotykasz się z innymi kobietami? A po co ,żeby mnie zalały następnymi pytaniami.
        - Do kogo piszesz list ? Do pracodawcy i milutko się uśmiechałem .
        Jakoś mało zarabiasz będąc wolnym człowiekiem ? To stwierdzenie bardziej niż pytanie kończyło serię z zakrętasem i powodowało przejście do następnych wkłuwań zdań niczym szpilki wbijane za paznokcie .
        - Ty nigdy nie myślisz o rodzinie . Taaaa…
        -Ty mnie nie kochasz . Czyż nie staram się być czułym , wrażliwym , ciepłym facetem , czekającym codziennie z obiadem , reagującym na każdą zmianę nastroju żony.
        - Na pewno spotykasz się z innymi kobietami, pod latarnią zawsze jest najciemniej. Podnosiłem wzrok do góry , zamykałem oczy widząc spod przymkniętych powiek biały sufit , i wyobrażałem sobie postać kobiety , cudownie spokojnej , i uśmiechniętej .
        - Doczekasz się jednego , rozwiodę się z tobą . To stwierdzenie topniało coraz bardziej powtarzane bez przerwy i wyciągane jako ostatni nabój mojej kochanej żony .
        Zdecydowanie poniżej pasa była jednak ten :
        - Coś mało możesz podczas stałego wypoczynku . Schodziło ze mnie powietrze , całkowicie . Z chęcią bym ją przewrócił … i co ? Nic .Bym przewrócił . Jak dawniej , ze szczęśliwym uśmiechem dawania siebie i odbierania jej dla siebie .
        Próbowałem uspokajać to moje kochanie ze spokojem tłumacząc swoje postępowanie i wyjaśniając jej przyczyny poszukiwania wśród zakamarków duszy swojego lepszego ja . Przywykłem już do wypowiadanych zdań , z tą samą mimiką twarzy , szeroko otworzonymi oczyma , całowałem te słodkie usta z których zaraz wydobędzie się znów jęk zawodzenia. Dziś ubrałem się szybko i nawet nie czekałem na wyjście mojej żony do pracy . Mokre powietrze jesiennego dnia przylepiło się do mojego płaszcza . Przyglądałem się domom stojącym na dawnych działkach prywatnych , mała uliczka wiła się wśród betonowych płyt . Dawne sady pełne drzew owocowych , wiosną białych płatków kwiatów na nich i świergotu ptaków, dziś wypełniały się odgłosami samochodów , kroków utrudzonych ludzi szamoczących się życiem . Szary dzień rozpoczynał swój żywot . Oczy nieznanych kobiet mijanych na ulicy były wpatrzone w głąb siebie, znajdowały tam małe diamenciki szczęścia, do których kroczyły potrząsając różnorakimi torebkami .
        Zatrzymałem się przed dużym oknem za którym dopiero zaczynał rozrastać się tłum smakoszy piwa . Duże pomieszczenie aż zachęcało do wejścia i porzucenia zimnego dnia .
        -Czemu nie – pomyślałem – jeśli podpadać to na całej linii i z każdej strony .
        Zająłem miejsce tuż przy szybie . Lubię gapić się niby to bez celu patrząc przed siebie . Wolę to od podpatrywania co kto ma na talerzu i w swojej wysokiej szklance . Zimne piwo przypominało o jesiennym dniu a ja nie czekałem długo na spostrzeżenie interesującej sytuacji . Chodnikiem szły , dwie kobiety wiatr podwiewał poły płaszczy ukazując krótkie spódnice i kształtne nogi . Dochodząc do witryny pubu jedna z nich podniosła rękę i machnęła wesoło w moją stronę . Zdziwiony bardziej z rozpędu i ja podniosłem rękę chcąc odwzajemnić pozdrowienie. Jakież jednak było moje zdziwienie , młoda kobieta jeszcze raz machnęła ręką , nie zdążyłem drugi raz podnieść ręki , zauważyła mój ruch podeszła do witryny przystawiając nos niemal do szyby , jej mina nie wyrażała zadowolenia . Z rozwartych ust wydobyła dwa wyrazy – stary dziad – jej towarzyszka pociągnęła ją za sobą i obie znikły z okna wystawowego .
        - Co u licha – Powiedziałem dosyć głośno , zdziwiony zachowaniem kobiety , mogłem oczywiście się pomylić i źle zinterpretować jej zachowanie ,ale czy upoważniało ją to do wypowiedzenia dwóch wyrazów które mnie ubodły .
        - To moja żona – usłyszałem za sobą , obejrzałem się , zobaczyłem mężczyznę siedzącego przy stoliku za mną, w garniturze , białej koszuli i czarno szarym krawacie w złote paski . Tak na oko miał może trzydzieści , trzydzieści pięć lat , a jeśli to była jego żona wyglądająca na dwadzieścia … eee chyba nie …określać wieku kobiet zupełnie nie potrafię .
        - Klub zostawionych mężów ? – spytał tajemniczy jegomość, dosyć nieporadnie rozpoczynając rozmowę , wskazałem ręką bez słowa na swój stolik , zapraszając go do wspólnego wypicia piwa . Młodzieniec krótko ostrzyżony , podniósł się sprawnie , usiadł naprzeciwko mnie . Podał mi rękę
        -Janusz jestem – powiedział , a ja w jego oczach zobaczyłem niepewność i wiedziałem że przy jednej szklance piwa nie zdołam wysłuchać tego co chce mi powiedzieć. Miałem czas , po prostu miałem dużo swojego czasu.

        • izis52 Re: Za co kochamy kobiety, częśc 2 19.02.09, 07:25
          Gdybym była krytykiem literackim napisałabym: masz "lekkie pióro"
          (no, bo komp - lekki?), świetne wyczucie tematu, plastyczną
          wyobraźnię, nieprzeciętną zdolność budowania i dawkowania napięcia
          sytuacyjnego itp, itd.
          A jako ja, sentymentalna i trochę szalona baba powiem, że bardzo
          czekam na c.d.
          • wiktoria53 Re: Za co kochamy kobiety, częśc 2 19.02.09, 13:50
            Sagi ja też czekam na dalszy ciąg, a to znaczy, że opowiadanko
            podobało mi sięsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka