toskania8
05.11.06, 22:43
PYRA W DESZCZU
POZNAŃ – ROGALIN
listopad 2006
Po słonecznym, dającym nadzieję tygodniu, sobotni ranek wstał wietrzny, szary
i ponury. Ale nasz optymizm nie tak łatwo zgasić, ruszamy.
Kiedy wysiadamy na Ostrowiu Tumskim właśnie zaczyna sypać gęsty śnieg z
deszczem, wilgotny ziąb przenika na wskroś.
W murach Katedry Św. Piotra i Pawła cieplej niż na zewnątrz. To tu się
wszystko zaczęło. W 1999 roku archeolodzy odkopali pozostałości grodu
Mieszka. To tu prawdopodobnie przyjął Chrzest wraz ze swym dworem. Dziś w
tym miejscu stoi mały gotycki kościółek NMP.
Około 1000 roku wzniesiono na Ostrowiu pierwszą katedrę. To niezwykłe, zarys
murów pokazuje, że miała niemal takie same rozmiary jak ta, która po wielu
przebudowach stoi do dziś. Jest gotycka z wianuszkiem barokowych kaplic i
barokowymi hełmami na wieżach. Style współgrają harmonijnie, widać ją z
daleka. Wewnątrz strzeliste, jak to w gotyku łuki, wiele bogato zdobionych
kaplic, nagrobki i grobowce znakomitych Polaków. Najważniejsza, Złota
Kaplica, urządzona i ozdobiona staraniem i w dużej mierze za pieniądze
rodziny Raczyńskich kryje grobowiec Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Ściany i
sklepienie kryją złociste mozaiki i malowidła. Jest też w katedrze grobowiec
drugiego króla, Przemysła. Aż szkoda, że w katedrze brak tabliczek z opisami
cennych grobowców czy kaplic, sprzedawane broszurki dają też tylko ogólne
informacje.
Gonione lodowatym wiatrem biegniemy do samochodu.
Lokujemy bagaże w małym, zabytkowym hoteliku Royal przy jednej z
najważniejszych ulic, Św. Marcin i ruszamy na spacer.
W sklepiku przy rynku udaje mi się kupić śliczny, mięciutki liliowy płaszczyk
za symboliczną niemal cenę. To wyprzedaż resztek zapasów Pabii, kiedyś mojej
ulubionej firmy, niestety upadłej.
O kawiarni Kamea, przy ulicy Żydowskiej, opodal Rynku opowiadała magazynowi
Voyage aktorka Katarzyna Burakiewicz, rodowita poznanianka. I rzeczywiście,
wnętrze przytulne, stylowe mebelki, na półkach jabłka, w wielkich pojemnikach
pęki róż. Porcje bezowego tortu Janki i ciepłej szarlotki z lodami Hani są
ogromne (i pyszne). Ja dzielnie zamawiam tylko kawę z niespodzianką.
Niespodzianka okazuje się być deserem jogurtowym. Moja kawa i aromatyczna
herbata Hani też doskonałe. Taka miła chwila odpoczynku.
W Poznaniu namnożyło się ciekawych lokalików, restauracji, kawiarenek,
herbaciarni, barów, pubów. Są co krok a co jedna to ciekawsza,. Naprzeciwko
Kamei herbaciarnia Chimera. Kupujemy tam torebeczki wspaniale aromatycznych,
niebanalnych mieszanek herbat. Pachną tak pięknie, że najlepiej kupiłybyśmy
wszystkie. Ja kupuję Herbatę Św. Mikołaja – będzie już na prezencik,
grejpfrutowo – pieprzową i jabłko perskie z imbirem. Nawet zapakowane
roztaczają niezwykłe aromaty. Hania i Janka też kupują po kilka.
Idziemy do Muzeum Narodowego. To imponująca kolekcja malarstwa, przede
wszystkim polskiego. Są wszyscy ważni – od Baciarellego i innych malarzy
Oświecenia, przez Matejkę, Malczewskiego, Boznańską, Mehoffera, Wyspiańskiego
po Kantora i wielu, wielu innych. Kogo pominęłam a znaczy coś w historii i
współczesności malarstwa i rzeźby, jest tam na pewno.
Jest też spora kolekcja malarstwa obcego, francuskiego, włoskiego,
flamandzkiego. Jak to dobrze, że w naszym biednym, ciągle okradanym przez
wszystkich kraju choć trochę takich cudów się uchowało.
Po półtorej czy dwóch godzinach kręci nam się już trochę w głowie, wychodzimy.
Jeszcze obowiązkowa wizyta w najpopularniejszym Centrum Handlu, Sztuki i
Biznesu, czyli Starym Browarze. Centrum ogromne, wybudowane za 66 mln dolarów
w budynku starego browaru. Ulice dookoła rozkopane, wszędzie zakazy albo
ulice jednokierunkowe, więc w jedną i drugą stronę jeździmy w kółko chyba z
godzinę.
Zrobiło się późno, na pyry z gzikiem już nie zdążymy. Podobno w Poznaniu
nietaktem jest poproszenie w sklepie o ziemniaki czy kartofle. Nabywa się
pyry właśnie. A pyry z gzikiem, czyli pikantnie doprawionym białym serem to
typowa poznańska potrawa.
Buteleczka chilijskiego winka, kosteczki gorgonzoli z winogronami i czosnkowe
salami z chrupiącą bagietką to też uczta nie lada.
Ranek nie zachęca do wstawania, ale my dzielnie po śniadanku już o 9.30
jesteśmy w samochodzie.
Rogalin. Pierwsze skojarzenie to oczywiście dęby rogalińskie. Ale nie tylko.
Rogalin to rodowa siedziba Raczyńskich – pierwszy z nich to założyciel
Rogalina, dworzanin króla Stanisława Augusta Poniatowskiego Kazimierz a
ostatni to Edward Bernard, ostatni Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej na
Uchodźctwie. Nie zostawił męskich potomków, żyją Jego dwie córki.
Raczyńscy to ród wybitny, znakomici gospodarze, bitni żołnierze, czuli
kochankowie, intelektualiści, kolekcjonerzy sztuki. Wspaniała kolekcja,
licząca ok. 500 obrazów wybitnych dzieł, przede wszystkim polskich, ale i
europejskich była od jej założenia udostępniona publiczności a w 1991 roku
Prezydent Raczyński ustanowił Fundację im. Raczyńskich i całą kolekcję
podarował Narodowi.
Pałac, podobno największy klasycystyczny pałac w Polsce, łukowate skrzydła
otaczają reprezentacyjny dziedziniec, do którego prowadzi aleja, wysadzana, a
jakże dębami. Dębów jest w parku kilkaset, najstarsze, najbardziej znane
nazywają się Lech, Czech i Rus a opodal stoi równie dostojny Edward. Nawet w
ten deszczowy i szary dzień, na tle ołowianego nieba park jest urody
wyjątkowej.
Być może to doprawdy piękne miejsce nie zrobiłoby na nas aż takiego wrażenia,
gdyby nie jego Gospodyni. Pani Joanna Nowak, obecna Pani na Rogalinie
opowiadała nam o dziejach rodu Raczyńskich tak, jakby to była Jej najbliższa
rodzina, jakby znała ich wszystkich osobiście. Nawet o tych żyjących w wieku
XVIII czy XIX mówiła swobodnie „ta była pogromczynią męskich serc, ta kochała
swego męża już jako podlotek i dwadzieścia lat na niego czekała, ów serc
niewieścich złamał bez liku, tamten był żołnierz dzielny…” Słuchałyśmy
zafascynowane bite dwie godziny. Opowiadała o ludziach, o pałacu, o kolekcji
obrazów z taką pasją, jakby sama tę kolekcję gromadziła, potrafiła pokazać
każdy szczegół, każdą grę świateł, załamanie linii, kompozycję.
To niezwykłe i wspaniałe, że są jeszcze tacy ludzie, kochający swoją pracę,
dla których jest on doprawdy treścią życia. Świadomość istnienia takich osób
czyni życie lepszym, łatwiej jest znieść wszechobecne chamstwo, brutalność,
prostactwo i pospolitość.
Życzyć należy Pani Joannie, by spełniło się Jej marzenie, do którego podobno
już tylko krok. Ostatnich szczegółów brakuje ponoć do ostatecznej decyzji
przyznania grantu 6,5 miliona euro ze środków unijnych na pierwszy etap
remontu. Kolejne trzy etapy przywrócić mają rezydencji jej dawny blask.
Oby Pani sił starczyło a nam oby dane było to Pani dzieło zobaczyć.
Duszą i sercem jest Pani jedną z Nich, Raczyńskich, taką samą jak Oni
miłością i troską darzy Pani to miejsce.
W powrotnej drodze nad horyzontem wyłania się spośród skłębionych chmur
wielka lampa wschodzącego księżyca w pełni.
To były piękne dwa dni. Łatwiej będzie stawiać czoła poniedziałkowej
rzeczywistości.
voila.pl/isnah/?2
voila.pl/isnah/?3
voila.pl/isnah/?1