filomena1
02.11.07, 17:39
Drogie Panie,
Ponieważ Tofice szkoda czasu na dyskusję ze mną, co i bardzo dobrze, albowiem
szkoda też zdrowia Tofiki, zatem ja sobie pozwolę na monolog, a jeśli któraś z
Pań zechce się włączyć, wówczas będzie mi bardzo miło i monolog przemieni się
w dialog - daj Boże - konstruktywny, z pożytkiem zarówno dla nas jak i dla Tofiki.
Tofika mi ani swat, ani brat, ani w ogóle cokolwiek innego.
Zdumiewa mnie jednak stanowisko ogółu wobec jej napastliwych postów pod
adresem coraz szerszego kręgu Forumowiczow. Nie wiem, czy obchodząc ją dużym
łukiem lub ignorując jej posty, boicie się jej, czy też popieracie taki sposób
zachowania?
Do pewnego momentu sama byłam przekonana, że ignorowanie jest najlepszym
sposobem na uspokojenie, tymczasem okazuje się, że licho nie śpi, a Tofika
nadal fika i ciągle czuwa, i jako "lucjona" czy jakaś inna, w każdej chwili
gotowa jest, niczym tygrysica, zaatakować wyimaginowanego napastnika, rzucając
na oślep oskarżeniami i wrzeszcząc na każdego, kto się jej pod rękę podwinie.
Walczy w obronie własnej z demonami, hakami, urojonymi przykrościami,
powieszonymi psami,..
Jasne, że wszyscy uciekają gdzie pieprz rośnie, ale niektórzy podpowiadają:
"trzymaj się toficzko", czym utwierdzają biedną Tofikę w słuszności jej walki
z nieistniejącymi napastnikami.
Wg mnie to jest nie fair, doprawdy.
Czy Wy naprawdę dobrze życzycie Tofice?
Dlaczego nikt nie ma odwagi powiedzieć głośno, że ona rzuca się jak
przysłowiowa wesz na ogonie, wymyślając przy okazji jakieś niestworzone bzdury
i wszystkich obrażając?
Tofika utrzymuje, że jest osobą chorą, bardzo chorą, o ile dobrze zrozumiałam
- stojącą nad grobem. Jest mi ogromnie przykro i mocno żal, i właśnie w trosce
o jej zdrowie uważam, że utwierdzanie jej w tym jej dziwnym szaleństwie jest
nie fair, że ci, którzy ją wspierają słodkimi słówkami, czynią największą krzywdę.
Uzależnienie od kompa, lekarstw i in., razem czy osobno, nie sprzyjają
zdrowieniu delikatnej subtelności, a ona potrzebuje spokoju zarówno
wewnętrznego jak i zewnętrznego.
I przyznajcie w końcu, że rzeczywiście wszyscy wyrządzamy Tofice krzywdę
obchodząc się z nią jak z...no...obchodząc ją dużym łukiem. Wszyscy, tzn.
także ci, którzy mówią jej "trzymaj się ", "jestem z tobą" i takie tam.
Przecież nie jesteśmy w Indiach, a ona nie jest świętą krową.
Wszyscy swoją postawą traktują Tofikę jakby była infantylną, rozhisteryzowaną
furiatką o wybujałym egocentryzmie z urojoną manią prześladowczą.
Pomóżmy jej zrozumieć, ze kochać życie, to znaczy widzieć w ludziach dobro, a
nie dopatrywać się nieprzychylności oraz zła.
Nie pozwólmy i nie przyzwalajmy, by w poczynaniach bliźniego doszukiwała się
wyłącznie złej woli i podejrzewała go o najgorsze. Im gorsze - tym w jej
mniemaniu większa z niej realistka. A przecież nikomu źle nie życzymy, a
już na pewno nie schorowanej osobie.
Ja osobiście wierzę w dobroć człowieka.
A to, że sobie szczerze pogadamy i zwrócimy uwagę na to, czy na tamto, nie
jest przecież jeszcze zbrodnią tylko właśnie dowodem szczerej życzliwości!
Polecam pod rozwagę "zakład Kołakowskiego ".