Zauważyłem , że strasznie poszukujecie tematu do gadania , miałem milczeć jak
grób , ale oczywiście rzadko zdarza mi się dotrzymywać takich przysiąg.
Proponuje wam temat , mój obraz . Właśnie gapię się na swój o którym chcę wam
troszkę opowiedzieć .
Ten obraz zakupili moi rodzice pewnie zaraz po swoim ślubie, jako jeden z
pierwszych przedmiotów . Bazar Różyckiego , koniec lat czterdziestych początek
pięćdziesiątych . To wiem na pewno , reszty historii zawieszenia obrazu na
ścianie nie znam , choć w pierwszym miejscu zamieszkania spędził swoje
dziesięć lat i został przez rodziców zawieszony po przeprowadzce na swoim
miejscu którego już nie zmienia .
Mój kolega , przyjaciel , często mnie odwiedzający, gdy pierwszy raz go
zobaczył tak od niechcenia napomknął :
- Już nie ma tu tego jelenia ? – Wolno odwracał głowę w moja stronę .
Patrzyłem się na niego i nie wiedziałem o czym mówi . Flaszka jeszcze nie
rozpoczęta stała na stole , obaj trzeźwi a ten bredzi.
- Jaki jeleń o czym mówisz ? – spytałem
- Ten co zwiał z tego obrazu – mina jego wskazywała na rozpoczęcie śmiania się
z mego obrazu – miał już dość tych krzaków i spitolił biedak .
Obraz jak obraz , żadne arcydzieło, zresztą o super gust za młodych lat ,
patrząc się weń , wcale rodziców nie posądzałem . Jednak on trwał , i
przychodzące Swięta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy były zawsze okazja do
wyczyszczenia go i zaznajomienia się z bliska z jego farbą.
Wreszcie zabrakło w domowym krajobrazie rodziców , a obraz dalej był . I
patrząc się na niego przypominałem sobie kolejne lata życia i mogłem znów
odwiedzić wspomnienia .
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych , moja żona stanęła przed nim ze ścierką w
smukłej dłoni i przemówiła do mnie:
- Może zdjęlibyśmy ten obraz – zagadała do mnie .
- Chcesz to zdejmuj – ton mojego głosu wcale nie wróżył nic dobrego.
- Tylko się nie denerwuj , przecież to wcale nie jest arcydzieło .
- Proszę cię , chcesz to zdejmuj , tylko nie drap mnie niepotrzebnie słowami .
- Wiesz ? – nie dawała za wygraną – a może przed zdjęciem zrobilibyśmy mu
przyjemność?
Wszystko rozumiem , tylko czemu robić przyjemność rzeczy martwej , która i tak
pójdzie w odstawkę.
- Przyjemność to proszę mi zrobić a nie temu tam – rzuciłem okiem w jego
kierunku . – Stawiasz kolację , jakaś golonka może być , chrzanik , i cóś do
tego , jest twój – dodałem , choć wiedziałem ,że ten wieczór nie zakończy się
wcale przy stole , taką miałem nadzieję...
- O czym ty możesz pomyśleć grubasie – uśmiechała się filuternie - choć nie
powiem , może bym i poszła na ten układ ,ale myślałam o zupełnie innej sprawie
– dalej patrzyła się na niego .
Do tej pory mało co ją zajmował ten obraz. Ciekawe co mi powie . Milczałem .
- Co tak milczysz – spytała.
- Ja czekam na twoje propozycje – odparłem .
- A może przed zdjęciem oprawilibyśmy go , później zjedli pyszną kolacje i
dopiero byśmy go zdjęli.
- Dobra , ale ty finansujesz oprawę jego i kolację i .....
- I dalej milcz już Szkocie ....- uśmiechnęła się do mnie , nie jest wcale
najgorzej , wygrałem .
Kilka dni później może z tydzień , obraz zniknął ze ściany , a moja żona
poprosiła mnie o pięćset złotych na niecierpiącą zwłokę potrzebę domową .
Z goryczą w sercu dałem jej te pieniądze, odkładane przeze mnie na miły
wieczór w jakimś niezłym towarzystwie .
Dni płynęły spokojnie jak to w domu . Tu mina tam bomba ,ale idzie przeżyć . I
tak upłynął rok.
Któregoś pięknego słonecznego dnia , jedliśmy oboje obiad , jeden z niewielu w
tygodniu jaki udaje nam się zjeść razem . Podnosiłem do góry łyżkę i
zastygłem nieruchomo. Patrzyłem się na miejsce w którym brakowało mi obrazu
.MOJEGO OBRAZU!
- Gdzie jest mój o b r a z – spytałem podniesionym tonem głosu .
- Ach obraz – moja żona usilnie cos w swojej główce kombinowała - oooo no
.... jeszcze się oprawia .
- Co! Co ! O rany, zagubiłaś mój OBRAZ – podniosłem się nieznacznie .
- Och nie denerwuj się tak bardzo , zaraz , po obiedzie przytaskam ci na
plecach ten twój obraz – spokojnie odpowiedziała mi żona - na własnych
plecach – dodała .
Proszę bardzo, miała być kolacja , ramy , a tu mi biją tamtamy goryczy.
- Żadne tam po obiedzie , idę po samochód , tego by brakowało ,żebys i ty mi
na rok zginęła razem z nim, tym razem .
Po godzinie obraz wisiał na ścianie . I nie powiem . Ramy mi się podobały. A
pasek złotego koloru wędrujący wkoło ram dodawał mu uroku . Jak ma być już
kicz to ze złotym kolorem . Oczywiście była kolacja i nie tylko . I solenna
przysięga zony ,że nie zdejmie mi już tego obrazu . Ach te przysięgi łóżkowe

)
Oczywiście domyślacie się kto sfinansował ten obraz.
I to cała historia mojego obrazu , miałem nawet zamieścić zdjęcie tego obrazu
,ale czyz kiczem mogę wejść do tak szacownego gremium ?
Proszę . Oto temat – mój obraz . Piszcie , może i wy macie jakiś na swoich
ścianach i tylko czeka na opowiedzenie swojej historii przez was .