Dodaj do ulubionych

Opowieści Filomeny i Gragi

04.01.09, 12:33
Proponuję osobny wątek na całosć, bo giniecie w tłumie i to każda w
innym.smile
Obserwuj wątek
    • natla Filomena.....Alegoria o przyjaźni, o samotności... 04.01.09, 12:43
      Alegoria o przyjaźni, o samotności. Refleksje na koniec roku.

      www.wiadomosci24.pl/artykul/sylwestrowa_rozmowa_ze_zlota_ryba_85082.html

      Na mojej ścieżce codziennych spacerów jest spory biotop - staw,
      kumkają żaby wśród szuwarów i nenufarów. W stawie pływa mnóstwo ryb
      zwanych złotymi, chociaż są czerwone. Są doskonale widoczne,
      niektóre tylko pływają pojedynczo, przeważnie grupowo, są różnej
      wielkości i różnych odcieni, jedne wyblakłe inne mniej lub więcej
      intensywnie czerwone. Wśród tej różnorodności jest jedna, jedyna
      ryba żółta, nie jest ani największa, ani najmniejsza. Ta żółta ryba
      nie jest chyba albinosem, pewna nie jestem, nie znam się na
      ichtiologii.

      W niskim o tej porze roku słońcu jej łuski błyszczą jak złote
      blaszki, pływa jakoś majestatycznie i dostojnie, jest wśród innych
      ale jakby osobno, nie wykonuje żadnych nagłych ruchów, nie boi
      niczego i nikogo, gdy ja stoję na brzegu inne odpływają, a żółta
      podpływa śmiało, i patrzymy sobie w oczy. Żółta ryba rusza paszczą i
      skrzelami, ta dziwna rozmowa trwa jakąś nieokreśloną chwilę. Nie, to
      nie jest monolog, chociaż tak mogłoby się wydawać obserwatorowi.
      Wbrew pozorom, rozumiemy się doskonale, wiem, że ryba czeka na mnie.
      Podpływa zawsze do brzegu gdy tylko się pojawię, tak jest codziennie.

      Wczoraj o zmierzchu byłam nad stawem


      Ryba żółta nie czekała, nie było jej, nawet po dłuższej chwili nie
      podpłynęła. Zrobiło mi się smutno. Stałam chwilkę i wpatrywałam się
      w wodę. Zmierzch zapadał. Księżyc był już dobrze widoczny.
      Spojrzałam na gwiazdę polarną. Szukałam gdzieś na nieboskłonie
      zodiakowych ryb. Niestety bezskutecznie. Widocznie dziś konstelacja
      nie jest korzystna, bo mojej żółtej ryby ciągle nie było widać. W
      drodze powrotnej nad rzekę zatrzymałam się przy moim ulubionym
      drzewie, tym, który wygląda jak wodnik. Mrugnęło swym dziwnym
      kształtem "naturalnym okiem" i to mocno mnie podbudowało, dodało
      nadziei.

      Jesteś tak blisko drzew, czerpiemy silę z tego samo źródła

      Drzewa rosnąc zapamiętują, przyjrzyj im się, mają swój sposób na
      życie. Potrafią poradzić sobie z przeszkodami. Dziwnie odchylają się
      od pionu, wykręcają w różne strony, potrafią opleść konarami
      przeszkodę, nabierają kształtów, które coś nam przypominają, z czymś
      się kojarzą. One czują wilgoć w powietrzu, wodę w glebie, którą się
      odżywiają, drzewa też oddychają, czują zapach, jak my. Drzewa patrzą
      setki lat.
      Co roku drzewu przybywa jedna warstwa, 'słój', a w nim tyle słońca
      ile ciepła cały pamiętnik. Przyjrzyj się bliżej każdemu drzewu.
      Drzewa milczą, ale mają duszę, mówią do nas swoją formą, wyglądającą
      często jak rzeźba. Przytul się do drzewa, przyłóż ucho i posłuchaj.
      Zaprzyjaźnij się z drzewem, jest wierne. Gdzie dużo wody, (rzeka,
      staw) albo tam gdzie teren spadzisty, drzewa są szczególne. Czy
      wiesz, że drzewa to skarbiec promieni słońca? A bez słońca, wody i
      powietrza nie byłoby życia.

      Ryba dziś wypłynęła, w ostatnim dniu roku wypłynęła nagle i
      niespodziewanie prosto pod moje nogi na brzegu. Nie, nie brzuchem do
      góry, ani bokiem. Podpłynęła i spojrzałyśmy sobie w oczy.
      Wiedziałam, że się spotkamy. Właśnie dziś, w tydzień po dniu gdy
      dzień dotyka księżyca, a księżyc dnia, gdy nocy tak dużo, a dnia
      mało. Dziś pływa żywsza, energiczniejsza.
      • natla Filomena....Alegoria o przyjaźni, o samotności..cd 04.01.09, 12:44
        Jej łuski dziś nie wydają się złote

        Długą chwilę spędziłyśmy naprzeciw siebie. Już żadnej czerwonej ryby
        nie było. Nikt na nas nie patrzył i nikt nas nie słuchał.
        Obserwatora nie było. Czy to znaczy, że nas obu też nie było wcale?
        Dookoła stawu pachniało wilgotnym powietrzem i iglastymi drzewami,
        gdzie nie gdzie leżały płaty śniegu niczym białe łaty. Wrażenia
        wzrokowe z zapachami mieszanki wilgotnej ziemi, gnijących liści,
        iglastych drzew, pobudziły zmysł wyobraźni. Ryba ich nie czuje. A
        może?

        Dwa światy

        A Ty złota rybo, żyjesz z dnia na dzień, gdy podpływasz do mnie
        żyjesz teraz, dziś, tu w tym miejscu przy brzegu. I nieważne, że
        przed chwilą żyłaś w głębinie ciemnej, i nie ważne, że za chwilę
        będziesz po drugiej stronie stawu.
        Gdy jesteś ze mną, jesteś tu, i teraz, jesteśmy razem. Choć dzieli
        nas tak wiele. Dwa różne światy. Mój nigdy nie będzie Twoim, a Twój
        nigdy nie będzie moim. A jednak mamy tyle wspólnego i tyle nas
        łączy.

        Bo łączy nas samotność. Taka dziwna, inna. Podarowałyśmy sobie tę
        dziwną przyjaźń nie licząc na wzajemność. Mieć przyjaciela i być
        przyjacielem. To znaczy otrzymać przyjaźń w podarunku i podarować
        przyjaźń. Przyjaźnie są różne jak różne są skały, każda jest innym
        bezcennym klejnotem duszy, każda ją wzbogaca niepomiernie.
        Nie potrafię dać Ci dowodu na tę moją przyjaźń, szczerą i oddaną.
        Taki dowód tworzy się spontanicznie sam. Wartość daru przyjaźni i
        jego trwałość określi się także sama, bo nikt tego nie potrafi, ani
        Ty ani ja.
        Jestem, jestem przyjacielem całą sobą i będę tak długo jak długo
        będziesz akceptowała mą przyjaźń, jak długo ten mój podarunek nie
        przeszkadza Tobie, nie jest Ci uciążliwym. A gdyby nawet był dla
        Ciebie ciężarem, to nie przestanie przecież istnieć, zawiesi się
        gdzieś w przestrzeni trzeciego wymiaru, a Ty będziesz mogła po niego
        zawsze sięgnąć gdy tylko zechcesz. Nawet jeśli nie będziesz czerpać
        z tej przyjaźni, nie będziesz jej czuć, ani słyszeć, nie będziesz
        jej dostrzegać, ona będzie przy Tobie.

        Zatem, ten podarunek nie może przestać być - istnieć, czy chcesz,
        czy nie. I nic na to nie poradzisz. Nic. Nie masz możliwości go
        (podarunku) się pozbyć, zniszczyć, nie możesz jej skrzywdzić, zabić.
        Ona jest we mnie. Zamknięta, zasklepiona, na dobre i na złe. Nie
        obawiam się ani beczki soli, ani ognia, ani wody, nie obawiam się
        drwiny i złośliwości, krytyki ani ironii. Boję się tylko byś nie
        zwątpiła w nią, we mnie.

        Przyjaźń to mój skarb, Tobie podarowany. To podarunek szczególny, bo
        mnie go zabrać nie możesz, ani oddać nie możesz, jest odporny na
        przestrzeń, czas i erozję emocji, a zatem trwalszy niż skała i stal.

        Przyjaźń nie musi być uwarunkowana wzajemnością

        Dziś rano o bladym świcie moja Ryba potwierdziła mi to.
        Zapytacie jak?
        A to już tajemnica ostatniego dnia roku 2008.
        • natla Graga...RPA był to kraj okrutny i piękny 04.01.09, 12:54
          RPA był to kraj okrutny i piękny

          www.wiadomosci24.pl/artykul/rpa_byl_to_kraj_okrutny_i_piekny_71299.html


          Dawno, dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i
          wielkimi morzami wędrowałam sobie po krainie cudnej urody,
          zamieszkałej przez ludy różnokolorowe nie tylko pod względem
          odcienia skory, ale również wierzeń, obyczajów, stopnia cywilizacji
          i języka.
          Wtedy – a było to na przełomie lat 1988 i 1989 – kraina była
          republiką zamieszkałą przez ok. 30 mln obywateli segregowanych na:
          białych, kolorowych, Azjatów i czarnych. 60 proc. populacji białych
          stanowili Afrykanerzy zwani Burami i mówiący językiem afrikaans.
          Wywodzili się od Holendrów, Niemców oraz Hugenotów, którzy
          przybywali do południowych krańców Afryki już od roku 1652 i przez
          300 lat dzierżyli pełną władzę polityczną, decydowali o wynikach
          wyborów wierząc, że sam Bóg udzielił im pełnego posłannictwa
          strzeżenia czystości ras. Wielu nie rozstawało się ze strzelbą
          twierdząc, że wokół roi się od czarnych małp, przed którymi trzeba
          bronić swoich terenów. A kiedy wybuchała afera z powodu
          zamordowania "kafra" (jak pogardliwie nazywali Murzyna), tłumaczyli,
          że tylko małpa ma czarną skórę, dlatego strzelali bez ostrzeżenia.
          Byli prawdziwą opoką rasistowskiego systemu.

          Pozostałe 40 proc. białych stanowili obywatele anglojęzyczni,
          głównie Brytyjczycy, których imigracja rozpoczęła się 160 lat
          później wraz z przybyciem do Kapsztadu statku pod banderą Jej
          Królewskiej Mości. Pomiędzy Burami i Brytyjczykami wystąpiły ostre
          walki o dominację, co spowodowało, że większość Burów powędrowała w
          głąb kraju i dalej na wschód. Wielu zginęło w trakcie starć zarówno
          z Brytyjczykami jak i z broniącymi swych terenów szczepami Matabele
          i potem Zulu pod przewodnictwem Shaka. W roku 1899 wybuchła wielka
          Wojna Burska, w czasie której powstały pierwsze obozy koncentracyjne
          założone przez Brytyjczyków - zginęło w nich 18 tys. Burów i 13 tys.
          Murzynów. Wojna zakończyła się dopiero w 1902 roku klęską Burów,
          którzy 8 lat później uzyskali niepodległość. W rękach Brytyjczyków
          pozostał Kapsztad do dziś zachowujący wybitnie europejski charakter.

          Moi gospodarze ostrzegali mnie przy każdym wyjeździe z domu:
          - Zadawniona niechęć Brytyjczyków i Afrykanerów jest tak silna, że
          jeżeli będziesz w towarzystwie pierwszych, nie wymawiaj
          słowa "Kapsztad", a jeśli w obecności drugich, to nie
          wymawiaj "Capetown". Poza Kapsztadem należy dostosować się do
          wizerunku historii Burów, natomiast w Cape Town trzeba przyjąć
          sposób myślenia Brytyjczyków. Pamiętaj, że jedni i drudzy są jak
          ogień i woda, a ty nie masz wypisane na czole, że przybyłaś z
          zewnątrz i nie znasz tutejszych realiów.

          Kolorowi zwani Koloredami, powstali ze zmieszania oryginalnych
          Hotentotów, Buszmenów i holenderskich niewolników z Europejczykami.
          Uważali się za "dodatek" do białych, ponieważ posiadali domieszkę
          białej krwi. Wielu z nich mówiło językiem afrikaans. Nie należało im
          zazdrościć losu, gdyż de facto byli pariasami Czarnego Lądu i
          zarówno biali jak i czarni gardzili nimi jako powstałymi w
          wyniku "zmysłowego krzyżowania się" różnych ras.

          Azjaci, głównie Hindusi, mieli o sobie silnie nacjonalistyczne
          zdanie i tworzyli grupy jeszcze bardziej zamknięte niż Burowie, przy
          czym tak samo jak kolorowi uważali, że zajmują miejsce pośrednie
          pomiędzy białymi i czarnymi. Wielu należało do bardzo bogatej
          społeczności.

          Czarni, czyli Afrykanie zwani ogólnie Bantu, tworzyli odrębne grupy
          posługujące się głównie czterema różnymi językami: bantu, xhosa,
          zulu, matabele i jednym podrzędnym – resuto. Prawdopodobnie
          pierwotnymi grupami byli Buszmeni ze szczepu Khoikoi i Khoisan (na
          tych terenach zastali ich nie tylko Holendrzy, ale i najstarsze
          znaleziska wokół Kapsztadu wskazują, że byli tam już 113 tys. lat
          temu) i na równi z Pigmejami zostali objęci troskliwą opieką jako
          ludy wymierające. W styczniu 1989 w telewizyjnym dzienniku
          usłyszałam komunikat, że właśnie umarł ostatni członek buszmeńskiej
          rodziny od wielu lat żyjący na farmie jakiegoś-tam-myster-Bura i
          prawdopodobnie na terenie RPA nie było już przedstawicieli tego
          unikalnego ludu, występującego jeszcze tylko w Namibii…

          Dodać należy, że wtedy wielu Afrykanów żyło w bantustanach
          realizujących politykę apartheidu. W ucieczce od egzystencji na
          pograniczu śmierci, emigrowali w kierunku miast oraz osiedli
          białych - około 30 proc. z nich pracowało w kopalniach, drugie tyle
          na farmach, gdzie jeszcze w trakcie mojego pobytu można było spotkać
          Murzyna, który zamiast imienia miał numer i nazywał się np.
          Osiemnasty De Veer, przy czym nazwisko oznaczało właściciela farmy,
          na której żył ów Osiemnasty...
          Prawie jak w Alcatraz

          [plik1 prawa] W swoich notatkach z tamtych czasów znajduję:
          …właśnie zapalały się miejskie światła, ponad którymi ostatnie
          promienie zachodzącego słońca muskały ciemniejące niebo. W dali,
          poza portowymi basenami, na czarnych wodach Oceanu Atlantyckiego
          błyszczała jasnymi punkcikami niewielka, krągła wysepka, której nie
          znajdowałam na żadnej mapie, ani w żadnym folderze czy przewodniku.
          – To jest Robben Island, odpowiednik amerykańskiego Alcatraz –
          objaśnił Tosiek. – Nazwę nadali Holendrzy z powodu kolonii fok
          zasiedlających wybrzeże wyspy. "Robben" w języku holenderskim
          znaczy "foka". W 1658 roku wybudowano tam więzienie istniejące do
          dzisiaj. Z niego nie ma ucieczki, mimo że od brzegu wyspę dzieli
          zaledwie 11 km, co dla dobrego i zdeterminowanego pływaka nie znaczy
          wiele. Wody są jednak lodowate i uważnie patrolowane przez rekiny
          ludojady. No i jeszcze przez helikoptery – dodał, wskazując stalową
          ważkę wznoszącą się z nadbrzeża portowego basenu Victoria. Maszyna,
          po osiągnięciu niewysokiego pułapu, wykonała okrążenie i skierowała
          się ponad pas wód oddzielających wyspę od lądu.

          Turystyczne foldery informują: "(...) jedną z oczywistych zmian
          dzisiejszego portowego serwisu jest wprowadzenie helikopterów,
          dzięki którym wiele tankowców obsługiwanych jest przez port bez
          potrzeby zatrzymywania się. Na pokłady zakotwiczonych statków
          zrzucana jest poczta, zapasy żywności i lekarstwa (…wink".

          O pobliskiej wysepce ani o patrolowaniu jej obrzeży foldery nie
          wspominają. A tankowców jak dotąd nie odnotowałam.
          Embargo

          Kilka dni później, gdy z płyty widokowej na Górze Stołowej
          oglądaliśmy panoramę miasta, naszą uwagę przykuł śnieżnobiały
          transatlantyk pasażerski przygotowujący się do opuszczenia portu.
          Widok dla wszystkich był zaskakujący tym bardziej, że nałożone na
          RPA embargo uczyniło port martwym z nieruchomo zastygłymi ramionami
          nieczynnych żurawi i pustymi torami żelaznej kolei na nadbrzeżu.
          Tylko tłuste foki wylegiwały się na wielkich cumowniczych oponach
          podwiązanych do brzegu. A tu nagle taki statek!

          Transatlantyk kierował się na pełne morze, wbijał dziób w gęstą
          mgłę, a my spoglądaliśmy na powoli znikającą białą rufę. Rozmowy
          były skąpe, dotyczyły właściwie tylko jednego tematu, a mianowicie
          światowych restrykcji gospodarczych nałożonych na Południową Afrykę.
          Zwolennicy bojkotu twierdzili, że to jedyny sposób zmuszenia Rządu
          do likwidacji apartheidu, natomiast przeciwnicy wskazywali na
          sytuację w krajach ościennych, które już wyzwoliły się spod
          panowania białych.
          • natla Graga...RPA był to kraj okrutny i piękny...cd 04.01.09, 12:55
            – Tylko dzięki apartheidowi kraj zawdzięcza ‘the best standard of
            life’, czyli najwyższą stopę życiową na afrykańskim kontynencie –
            dowodzili. – Być może stosowane metody nie są najlepsze, ale bez
            nich wszystko runęłoby w gruzach jak w wyzwolonych krajach
            ościennych, w których czarni już doszczętnie zrujnowali całą
            gospodarkę i znowu jak za czasów człowieka pierwotnego żywią się
            korzonkami roślin oraz pędrakami wygrzebanymi wprost z ziemi. Ich
            chłopi oganiają się od lwów i much tse-tse, a dzieci palcem wypisują
            litery alfabetu na piasku. Te kraje nie tylko biednieją, ale i
            głupieją uważając, że skoro są panami czarnego kontynentu, to nie
            muszą uczyć się wcale. Na rzecz Afryki mają pracować biali. Nasze
            kafry wykazują identyczną filozofię, dlatego apartheid nie może
            zginąć!

            Nie dyskutowałam, gdyż od razu raczono mnie pogardliwym
            parsknięciem: "Ach, ten wasz europejski liberalizm!". Spoglądałam
            tylko na Wyspę Robben, gdzie od ćwierć wieku więziono Nelsona
            Mandelę, przywódcę i nadzieję na lepsze jutro całej czarnej
            społeczności.
            Apartheid do lamusa

            Z powodu szczelnej cenzury przeciętni obywatele nieświadomi byli
            prawdziwych wydarzeń. W roku 1986 Botha oskarżył czarnych o
            podpalanie ludzi i ogłosił stan wyjątkowy. Zakazał też nie tylko
            filmowania pracy policjantów, ale również mówienia o niej.
            Wprowadził ostrą cenzurę, by nikt na świecie i w kraju nie
            otrzymywał żadnych wiadomości na temat tego, co działo się w
            dzielnicach czarnych.
            Na wieść o niepokojach, lekceważąco machano ręką:
            – Nelson Mandela? – pogardliwie wydymano wargi. – Owszem, jest taki,
            ale to zwykły rozrabiacz, z którego zrobiono bohatera. Ot, narzędzie
            manipulacyjne zarówno Rosjan jak i Amerykanów wtrącających się w nie
            swoje sprawy.

            Tak mówili biali, a świat bojkotował coraz ostrzejszymi sankcjami
            ekonomicznymi, które powoli odnosiły pozytywny skutek - najlepszy
            dowód, że pod koniec roku 1988 zniesiono zakaz wstępu czarnych do
            miejsc przeznaczonych dotąd wyłącznie dla białych. Ja tego jeszcze
            nie odczuwałam, gdyż niełatwo jest człowiekowi zniewolonemu poczuć
            się nagle wolnym. Nadal plaże dotąd zarezerwowane dla białych,
            odwiedzali wyłącznie biali, a do białych dzielnic wchodzili
            wyłącznie czarni będący w służbie komunalnej lub jako pomoc domowa
            (jednak już się nie mówiło "służąca").

            O samym Nelsonie także niewiele wiedziano, w każdym razie zdania
            były podzielone i zazwyczaj sprzeczne. Twierdzono np., że w
            najbogatszej dzielnicy Kapsztadu zamieszkałej przez śmietankę
            miejscowej finansjery, stoi dom Mandelów posiadający standard, na
            który nie stać wielu białych i na którego widok "oko by mi
            zbielało". Inni twierdzili, że podobno przewieziono go na ląd do
            więzienia im. B.J. Vorster’a.
            – Mandela jest przecież skazany na dożywocie!
            – Ale Rząd powoli ustępuje i podobno Mandela ma areszt domowy, czyli
            faktycznie przydzielono mu gdzieś w mieście dom, którego nie wolno
            mu opuszczać.
            – Brednie! Biali obywatele nie zgodziliby się na to!
            Tymczasem de Klerk rozmawiał z czarnymi…
            Rok później, dnia 11 lutego 1990 stałam przed telewizorem w swoim
            domu na północnej półkuli i obserwowałam transmisję z wyjścia
            Nelsona Mandeli na wolność, a łzy wzruszenia spływały mi po
            policzkach…
            • natla Graga...Lato zawitało na Przylądek Dobrej Nadziei 04.01.09, 13:12
              Lato zawitało na Przylądek Dobrej Nadziei

              www.wiadomosci24.pl/artykul/lato_zawitalo_na_przyladek_dobrej_nadziei_85270.html

              Zbudowany jest z paleozoicznych skał dosięgających 200-300 m n.p.m.,
              które wraz ze wszystkimi górami przylądkowymi należą do najstarszych
              afrykańskich masywów powstałych 380 mln lat temu, czyli na długo
              przed oddzieleniem się Czarnego Lądu od prakontynentu Gondwany. W
              rezerwacie żyją gazele będące symbolem prowincji Cape, strusie oraz
              pawiany. Na wybrzeżu świetnie się mają lwy morskie, foki i pingwiny,
              a w odległych wodach - wale i morświny. Na terenie rezerwatu
              znajdują się cztery okresowe rzeki: Buffels, Shusters, Krom,
              Booiskaa oraz jezioro o nazwie Sirkesvlei. Odwiedzających obowiązuje
              nie zabieranie niczego prócz fotografii i nie pozostawianie niczego
              prócz śladów stóp. „Take nothing but photographs. Leave nothing but
              footprints".

              „Latający Holender”

              Po uiszczeniu symbolicznej kwoty, pokonujemy płaskowyż pokryty
              buszem, docieramy do obszernego parkingu, na którym trzeba
              pozostawić pojazd i dalej można iść pieszo lub wsiąść do wagonika
              kolejki naziemnej o nazwie 'Latający Holender', bowiem, na
              podobieństwo legendarnego statku-widma kapitana Van der Deckena
              krążącego po wodach okalających Przylądek Dobrej Nadziei, kursuje
              pomiędzy parkingiem a szczytem przylądka.

              Statek-widmo jest jednym z najbardziej tajemniczych okrętów w
              historii żeglugi. Wyróżniają go purpurowe żagle oraz załoga złożona
              wyłącznie z kościotrupów. Legenda głosi, że rejs żaglowca przebiegał
              gładko, aż do momentu rozpętania się straszliwego sztormu nieopodal
              Przylądka Dobrej Nadziei. Kapitan miotał obelgami, przeklinał Boga,
              nawet strzelał z pistoletu w kierunku nieba, dlatego został
              przeklęty i od tego czasu on, jego załoga i statek nie zaznają
              spokoju, a spotkanie „Latającego Holendra” zawsze zapowiada rychłe
              nieszczęście dla okrętu, który się zbliży, lub dla marynarza, który
              pierwszy go ujrzy…

              Po wyłączeniu silników i zatrzaśnięciu drzwi swoich pojazdów,
              piechurzy idą krawędzią zatoki ujętej między dwa cyple niczym dwa
              palce – jednym jest Przylądek Dobrej Nadziei (ang.Cape of Good
              Hope), a drugim Przylądkowy Cypel (ang.Cape Point) nazywany też
              Cyplem Diasa na cześć słynnego Portugalczyka Bartolomeu'a Diasa
              (1450-1500), który po raz pierwszy zakotwiczył tutaj w 1488 r.

              Zejście jest dogodne, osłonięte od wiatru, dlatego ówcześni żeglarze
              korzystali z zatoki, a dzisiejsi turyści urządzają sobie pikniki na
              jej brzegach. W miarę wspinania, wiatr robi się diabelnie porywisty
              i trzeba dołożyć sił, by posuwać się do przodu. Betonowy pas kończy
              się mnóstwem wysokich stopni prowadzących na sam szczyt z masywnym
              murkiem chroniącym przed zdmuchnięciem w przepaść lub wprost w
              spienione wody oceanu.
              Przylądek Dobrej Nadziei jest ścisłym rezerwatem powstałym z
              połączenia kilku farm byłych prominentów ziemskich, obejmuje obszar
              7150 ha pomiędzy zatoką Schuster’s Bay na wybrzeżu atlantyckim i
              zatoką Smitswinkel Bay na wybrzeżu indyjskim.
              Czubek cypla

              Nikt nie wybiera się na sam koniec cypla, choć jest do niego blisko.
              Wiatr mierzwi włosy, z ust wyrywa słowa, zdziera ubranie i nic
              dziwnego, że Dias nazwał cypel Przylądkiem Burz i Sztormów, a nazwę
              Przylądka Dobrej Nadziei nadał jego król w obawie, że nazwa
              odstraszy następnych śmiałków, którym przyjdzie tamtędy popłynąć
              (Beata Pawlikowska „Dziennik niecodzienny”wink.

              Przy okazji warto nadmienić, że wszyscy nawigatorzy starają się
              trzymać z dala od tego skrawka lądu. Nasza kpt. Krystyna Chojnacka-
              Liskiewicz w swej samotnej podróży dookoła świata na „Mazurku"
              przemierzała te wody w styczniu 1978 roku i
              odnotowała: „...Przylądek Burz, przechrzczony perfidnie na Przylądek
              Dobrej Nadziei dla mnie był raczej sztormowy." Cypel omijała trzy
              dni.
              Aby się porozumieć trzeba głośno krzyczeć, dlatego słychać tu różne
              języki świata i widać ukradkowe spojrzenia z zapytaniem: skąd
              przybyliście? Nasz przewodnik niezmordowanie objaśnia: – W czasie
              sezonu lęgowego na cyplu gnieżdżą się wielkie kolonie kormoranów.
              Czy widzicie je tam daleko, jak siedzą na skałce i suszą swoje mokre
              skrzydła?! Tutaj bywają także albatrosy, gęsi olbrzymie, pingwiny i
              inne ptaki pelagiczne. A tam, nieopodal koniuszka sterczy Rycząca
              Skała, o której poeci mówią, że od zarania nieustająco dusi się w
              pianie obu oceanów. W 1911 r. uderzył w nią statek z 774 ludźmi na
              pokładzie. Zatonął, choć skałę od nas dzielą tylko trzy kilometry.
              Czy widzicie ją?! - O, taak! – odpowiadamy chórem.
              • natla Graga...Lato zawitało na Przylądek Dobrej ...cd 04.01.09, 13:13
                Cape Point, czy Cape Alguhas?

                Z punktu widzenia geograficznego, Przylądek Dobrej Nadziei jest
                nader spektakularny, albowiem prawdziwa linia działu wodnego
                pomiędzy Oceanem Atlantyckim, a Oceanem Indyjskim jest przy
                Przylądku Igielnym (ang.Cape Agulhas) i - de factò, to on jest
                najbardziej na południe wysuniętym miejscem kontynentu. Jednak przy
                Cyplu Diasa widać w dali smugę białej piany powstałej w wyniku
                zderzenia się dwóch morskich prądów: prądu ciepłego, który płynie
                wschodnim wybrzeżem z północy na południe właśnie z okolic Przylądka
                Igielnego z prądem zimnym, antarktycznym ciągnącym w przeciwnym
                kierunku.

                Tę smugę można obserwować nawet w nocy przy świetle najpotężniejszej
                w RPA latarni morskiej wybudowanej w 1857 na szczycie Cypla Diasa
                238 m.n.p.m. Na konieczność jej wybudowania wskazują porzucone wraki
                trawlerów, które kiedyś roztrzaskały się o brzegi Półwyspu
                Przylądkowego. Może nie są czymś wyjątkowym, jednak dla turystów
                stanowią atrakcję, gdyż wolno je zwiedzać. Jednakże z powodu
                wysokiego usytuowania, jak również z powodu gęstych chmur i mgły,
                zdarzało się, że jej światło było niewidoczne na morzu pod pewnym
                kątem.
                Gdy w 1911 r. portugalski liniowiec ‘Lusitania’ osiadł na mieliźnie,
                latarnię morską przeniesiono do jej obecnego miejsca tj. na wysokość
                87 m.n.p.m. Prace trwały sześć lat w warunkach niebywale trudnych -
                skalisty teren, zmienna, bardzo kapryśna pogoda z silnymi podmuchami
                wiatru powodowały, że ludzie mieli trudności w utrzymaniu się na
                nogach, a zdawać trzeba sobie sprawę, że robotnicy nosili w torbach
                piasek i kamienie, chodzili krętymi ścieżkami.

                Ostatecznie na nowym miejscu latarnia zaczęła funkcjonować po I
                wojnie światowej od 11 marca 1919 r.
                W drodze powrotnej schodzimy jeszcze na plażę pokrytą wyrzuconymi
                przez fale algami Laminaria digitata. Brunatne ciała wodorostów,
                gładkie i elastyczne jakby z plastiku, marszczą się i kurczą na
                słońcu, przybierając hebanowo czarną barwę. W lodowatej wodzie widać
                mnóstwo kolorowych ukwiałów o zróżnicowanych rozmiarach, lecz nikt
                już nie ma ochoty ich oglądać, wszyscy marzą o powrocie do domu.

                Wracamy serpentynami zachodniego wybrzeża, mijamy stada pawianów,
                porzucony wrak przy wybrzeżu Llandudno. Podczas wieczornej toalety
                we włosach dostrzegam łupież, który okazuje się być naskórkiem
                spalonym przez słońce. Jeszcze przeglądam zdjęcia i wybieram do
                galerii.

                www.wiadomosci24.pl/artykul/nieskazitelnie_piekny_przyladek_85266.html
            • natla Graga...RPA był to kraj okrutny......przedruk 08.01.09, 08:29
              tiny.pl/63fx
    • natla O uwagę poproszę...... 04.01.09, 16:57
      Komentarze nasze są przede wszystkim potrzebne na stronach artykułów.
      Komentarz wpisuje się po zalogowaniu (na górze 1.str. artykułu, po
      prawej stronie są okienka do zalogowania.....jakby kto nie wiedział,
      jak ja big_grin. Można też swoje zdjecie tam zostawić tj. kliknąć w słowo
      zdjęcie, potem przegladaj, wyszukać w kompie właściwe i 2 razy w nie
      kliknąć. Na dole jest zapisz.
      Nasze komentarze pozwalają na utrzymanie się artykułów "na
      wierchowce" smile
      • izis52 Re: O uwagę poproszę...... 04.01.09, 17:45
        Na jednym zdjęciu - czy to doberman ?
      • wiga2008 Re: O uwagę poproszę...... 04.01.09, 17:48
        Dobry pomysł zebrania tekstów *zusamenn do kupy* w jeden wątek.

        Dziewczyny, jesteście świetne. Jestem pod wrażeniem.
        "Szapo ba" http://i40.tinypic.com/2ib002o.jpg

        (Poczynię też starania zalogowania się na stronie, ale pozytywnego skutku nie gwarantuję)
        • natla Filomena na rakietach 06.01.09, 11:38
          Ja używam miotły, ona rakiet wink

          tiny.pl/6bkn
          • polnaro Re: Filomena na rakietach 06.01.09, 11:44
            Z tym zdjęciem muszę czekać na wsparcie, cóż każdy ma swoje ograniczenia.
    • filomena1 O Ślepej Krowie czyli Ciuciubabce na serio ! 13.01.09, 09:31
      O tym jak smacznie zintegrować się w świecie niewidomych
      tiny.pl/vmqh
      pozdrawiam wierne czytelniczki
      • del.wa.57 Re: O Ślepej Krowie czyli Ciuciubabce na serio ! 14.01.09, 13:25
        No,nie wiem czy miałabym ochotę coś zjeść w ciemnościach?smile
        Muszę widzieć co mam na talerzu.
        Piękna inicjatywa ''Niewidome Światło''fotek nie mogłam obejrzeć,wyskakuje
        komunikat,że przekroczono limit czasu oczekiwania,zajrzę póżniej.
        Gratuluje,świetny temat Fil,i ciekawie napisany.
        • wiktoria53 "Smaki ciemności" 14.01.09, 19:18
          Przypominam sobie programy w TV prowadzone przez G.Torbicką i I.
          Białka (chyba niewidomy dziennikarz). Zaproszeni goście 9 znane
          osoby) wraz z gospodarzami w zupełnej ciemności konsumowali posiłek
          rozmawiając. Zadaniem gości było odgadnać z kim jedzą po ciemnku.
          • wiktoria53 Re: "Smaki ciemności" 14.01.09, 19:19
            (zaproszeni goście) ..................miało być w nawiasie,a nie 9 smile
            • filomena1 Re: 15.01.09, 09:20
              Oj Wiktorio. jaka szkoda, że tego nie dopisałaś pod artem.

              hmmm przydałby się taki komentarz. Naprawdę.


              I jeszcze coś,
              www.tiny.pl/vgmw

              albo

              www.wiadomosci24.pl/artykul/86253.html
    • filomena1 O Żarówkach i o Korkach do wina 20.01.09, 21:22
      Kariera szklanegokorka do wina

      www.wiadomosci24.pl/artykul/86565.html
      śmierć żarówki

      www.wiadomosci24.pl/artykul/koniec_ery_zarowki_edisona_86785.html
    • filomena1 Jak Racławicie znalazły się w Lucernie 29.01.09, 08:16
      podrzucam coś nowego do poczytania.
      www.wiadomosci24.pl/artykul/raclawice_w_lucernie_87502.html
    • filomena1 Apetyt na ...Matterhorn zimą 09.02.09, 10:16

      www.wiadomosci24.pl/artykul/matterhorn_zima_88419.html

      A przy okazji informuję, że ponownie ruszył plebiscyt na
      Dziennikarza Obywatelskiego i Bloggera 2008, głosowanie trwa do 24
      lutego.( bez rejestracji w serwisie)
      • filomena1 Dziękuję i wyjaśniam 09.02.09, 21:34
        Chce gorąco podziękować odwiedzjącym moje artykuły.
        Dziękuję za wpisane komentarze. Wiem, że kilka jest od Was.
        Przyznaję , że każdy komentarz jest cenny.
        W ostatniej galerii zdjęć Matterhornu moim celem było ukazać jak
        szybko w górach zmienia się sytuacja, temperatura, śnieg pod
        nartami.
        Nie chciałam zdjęć pocztówkowych, ani ujęć typowych jak w
        przewodnikach turystycznych.
        Zdjęcia miały przesłanie, przestrzegać przed pewnością siebie, przed
        zaskakującymi warunkami pogodowymi, przed górami, które choć martwe
        , to są "żywym" niebiezpieczeństwem. Zdjęcia miały pokazać, że
        wesoły pogodny ranek, może się zmienić bardzo szybko w ponure pełne
        grozy popłudnie.
    • filomena1 Walentynkowo 11.02.09, 20:53
      Zapisana miłość.
      www.wiadomosci24.pl/artykul/zapisana_milosc_gdy_nie_bylo_walentynek_88673.html
      • natla Re: Walentynkowo 11.02.09, 21:46
        Ależ masz koleżankę sad Idę nadrabiać.
    • filomena1 Narciarski karnawał 19.02.09, 12:31
      www.wiadomosci24.pl/artykul/karnawal_i_narty_89329.html
      • sagittarius954 Re: Narciarski karnawał 19.02.09, 12:46
        Fajne , zapewne piękne widoki oglądałaś Fil, a kelnerowi pozwoliłbym przynieść
        kilka grzańcówsmilesmilesmile
        Co tam , wino kobiety i widoki , to jest to smile
        • filomena1 Re: Narciarski karnawał 19.02.09, 12:56
          No tak, ale dlaczego na końcu zawsze chce mi sie spać?
          No i co powiesz na typowo szwajcarskie męskie zajęcia ?
          • sagittarius954 Re: Narciarski karnawał 19.02.09, 13:30
            To typowe dla całej europy , na nizinach w ogródkach panowie grilują w górach
            ser z winem mieszająsmile A propos- jak smakuje ser z winem ??Nie jestem
            zwolennikiem serów, bo podobno im większy dym z niego leci tym smaczniejsze, a
            tutaj z winem? Ale jeśli ludzie wymyślili i do tego jeszcze wysoko nad poziomem
            morza to może to i smaczne ?! Zapewne pożywne dwie szklanice zastępują pewnie
            obiad?
            • filomena1 Re: Narciarski karnawał 24.02.09, 20:14
              SAgi, tego sera się nie pije,,,,, Macza się kawałki chleba w serze.
              Popija SIę białym winem. Jest PYCHA.
              • sagittarius954 Re: No przecież napisałaś :) 24.02.09, 20:24
                cyt"albowiem wymaga cierpliwego mieszania z winem utartego sera w specjalnym
                glinianym naczyniu. Bardzo mi to odpowiada, mogę usiąść do kolacji już po..."
                Normalnie wkradła Ci się nieścisłość smile
                • filomena1 Re: No przecież napisałaś :) 25.02.09, 09:16
                  SAgi, nie, żadna nieścisłość. Ser topi się mieszając go z winem.
                  Jednak nie całą butelką, a powiedzmy pół szklanki na 600 gr sera.
                  Wino pomaga by ser był rzadszy trochę, by można było maczać widelec
                  z chlebem na końcu, lecz nie zy płynny, jak do picia. Dodaje się
                  nawet kieliszek wódki czereśniowki na koniec. Przepis podałam w
                  komentarzach pod artykułem.
                  Kiedyś dodaliśmy tej wódki za dużo , bo wino wyparowało i zrobiło
                  sie fondue za gęste, no i trochę poszło nam do głowy. Pod stołem
                  jednak nie wylądowaliśmy.
                  • sagittarius954 Re: Fil, Ty zdobądź przepis 25.02.09, 11:08
                    Przecież to postne danie , jak w sam raz na sobotnie wieczorysmile
            • filomena1 Niezwykła historia i niezwyczajnym zegarku 24.02.09, 20:16

              www.wiadomosci24.pl/artykul/spetane_mysli_nieprawdziwe_89877.html

              Ciekawa jestem co powiecie?
    • filomena1 Na dzien Kobiet" Wyprwa na szczyty" 08.03.09, 18:01
      www.wiadomosci24.pl/artykul/wyprawa_na_szczyty_90884.html--
      Pozdrawiam
      Filomena
      • del.wa.57 Re: Na dzien Kobiet" Wyprwa na szczyty" 08.03.09, 18:21
        Nie wyprawię się na szczyt,linka wyświetlić nie można Fil.
        Musisz poprawić.
      • sagittarius954 Re: Na dzien Kobiet" Wyprwa na szczyty" 09.03.09, 05:18
        Jakoś tutaj nie udaje mi się otworzyć tej karty , ale chciałbym pokusić sie o
        takie stwierdzenie , może myśl . Gdybym był mężczyzną filomeny ( proszę to
        zauważyć ) to normalnie byłbym o nią zazdrosny. I na żadne wycieczki w góry bym
        nie chodził , bo zobaczy wszystko , szczyt góry , przewężenie grani, biel
        śniegu, błekit nieba , szepnie a jakże coś tam do uszka , ale iskry z oczu sypie
        wszędzie jedynie na faceta swojego mało . No więc zabierałbym ja nad morze .
        Może tam od czasu do czasu znudzona monotonią lśniącego szmaragdu zaszczyciłaby
        wzrokiem mężczyznę . Z drugiej zaś strony - to cały urok kobiet . Potrafią
        facetów doprowadzić do zazdrości , szewskiej pasji i podziwu dla siebie . Kurcze
        ....big_grin
        • filomena1 Na dzien Kobiet" Wyprwa na szczyty" 09.03.09, 07:18
          www.wiadomosci24.pl/artykul/wyprawa_na_szczyty_90884.html


          DZiwnym trafem dwa myślniki na końcu linku uniemożliwiają jego
          otwarcie.
          Miło mi będzie jesli dopieszecie tam swój komentarz.
          Liczy się do godz 12 tej. w południe.
    • filomena1 O tym jak być piękną 12.03.09, 16:59
      www.wiadomosci24.pl/artykul/91306.html
      • sagittarius954 Re: O tym jak być piękną 12.03.09, 19:22
        Nigdy nie chciałem być wiecznie młodym, ani pięknym .Bardziej, prostym, mężnym ,
        odważnym . Każdy ma swojego bohatera z lat młodzieńczych , choć być kobietą w
        latach młodości kiedyś pragnąłem. Fascynowała mnie Sally Rawlison albo Rawilson
        już nie pamiętam, jednak w wyimaginowanej scenie pocałunku z Tomkiem
        zrezygnowałem szybko z tej odmiany i znów byłem chłopakiem . Teraz jak
        przeczytałem ten tekst zastanawiam się, znów czy warto byłoby być kobietą .
        Wieczory w mleku , kawiorze , ogórkach , z ręcznikiem na głowie , bez tej
        szczeciny na każdym plasterku ciała ...... jest tu jakaś kobieta po kąpieli ??
        big_grin
        • graga211 Re: O tym jak być piękną 12.03.09, 19:35
          Coś Ty, Sagi! Mężczyzna bez futerka, to nie mężczyzna - nagi jakiś
          takiś niczym dzidziuś.smile
    • filomena1 Filomeny wiosna na nartach 15.03.09, 18:06
      Posyłam trochę wiosny na nartach .
      www.wiadomosci24.pl/artykul/narciarska_wiosna_w_brandalp_91522.html
      3 komentarzu jest link do mapki z aktualnymi zdjęciami z kamer .
      • del.wa.57 Re: Filomeny wiosna na nartach 15.03.09, 18:26
        Cudowna wiosna Filomeno!!
        Piszesz ciekawie i bardzo ciepło,bardzo chciałam dopisać komentarz,tylko
        dlaczego nie chce mnie zalogować?
        Cholera,trzy razy wpisywałam login i hasło i du....e trują,że błąd.
        • del.wa.57 Re: Filomeny wiosna na nartach 15.03.09, 23:09
          Przebrnęłam,dotarłam,napisałamsmile
          • filomena1 Miłe czytelniczki 25.04.09, 21:05
            Dziekuje za wpisy i kibicowanie, za czytanie.
            Podaje nowy adres gdzie piszę.
            www.do.org.pl/author/basiark/
            Dziękuję za wytrwałość.
            Chyba nie popełnie gafy jeśli powiem, że Graga też tam publikuje.
            W podróżach znajdziecie jej Egipt. Może wrzuci linka.
    • filomena1 Dzięki Gradze 07.05.09, 21:58
      Oto artykuł. który w dużej mierze zawdzięczam GRadze. Bez jej
      pomocy nie powstałby. gdyż ugrzęzłam . W tym serwisie możecie
      komentować bezpośrednio, bez rejstrowania się.

      www.do.org.pl/papierosnica-i-koniec-wojny/
      • sagittarius954 Re: Dzięki Gradze 08.05.09, 12:13
        Fil ? A dlaczego zmieniłaś serwis ?Czy Ty aby za popularnością nie biegasz ? smile
        A tak na poważnie , miło że są takie osoby jak Ty próbujące zatrzymać tamten
        świat w krótkich opowiadaniach . Życzę Ci dalej wielu wspaniałych przeżyć w
        pisaniu smile
        • filomena1 odp.Sagiemu 08.05.09, 18:25
          Sagi. Ten serwis powstał z grupy BUntowników tzw. Banitów.
          Nie opuściłyśmy całkiem W24. Obecnie tam panująca sytuacja wyginiła
          wielu autorów. Nowy serwis ma inny charakter, a zarówno Graga jak i
          ja mamy malutką cegiełkę w jego budowaniu. Zajmuje nam to mnóstwo
          czasu, ale daje pewną satysfakcję. Roboty jest huk.
          Miło , że napisałeś komentarz. Dziękuje za odwiedziny.
    • filomena1 Podróż z Rainholdem Messnerem. 26.05.09, 08:36
      Wprawdzie jestem współautorką, ale polecam gorąco.
      gdyż ciekawostka to o Rainholdzie Messnerze.
      Jak postanowił zrobić coś pożytecznego ze swojej wspnaczki,
      chodzenia na Bieguny i inne wyprawy. Zapraszm na podróż z nim.

      www.wiadomosci24.pl/artykul/pietnasty_osmiotysiecznik_rainholda_messnera_cz_1_98001.html

      oraz cz. 2

      www.wiadomosci24.pl/artykul/mmm_8211_rainholda_messnera_najtrudniejsze_wyzwanie_cz_2_98068.html
      • wilczyca1953 Re: Podróż z Rainholdem Messnerem. 26.05.09, 08:44
        Znowu to samo.
    • filomena1 Kapuścioch Filomeny 31.05.09, 10:13
      A tutaj. moj ulubiony Kapuścioch. Danie z mojej głowy. Taka tarta z
      kapustą i serem.

      www.wiadomosci24.pl/artykul/kapuscioch_98725.html
      • goskaa.l Re: Kapuścioch Filomeny 01.06.09, 14:40
        Wygląda smakowicie. Tylko trochę mnie przeraża ta ilość sera.
        • filomena1 O egzaminach różnych 01.07.09, 11:45
          O egzaminach
          www.wiadomosci24.pl/blog/koszmar_egzaminow_opiszcie_te_swoje_101852.html
          • sagittarius954 Re: O egzaminach różnych 23.07.09, 16:34
            Filomena gra na najczulszych wspomnieniach . Egzaminy . Temat sam w sobie fascynujący . Co chwila jakiś egzamin zdajemy. Nerwy trzeba trzymać na postronkach . Choć w młodości – co i rusz jakiś się zdawało . Jak choćby ten na prawo jazdy . Pamiętny 79 rok . 20 lipca jest godzina 16. Przed szkołą podstawową na ulicy Garbińskiego mały tumult . Po egzaminie pisemnym pora na egzamin praktyczny z jazdy samochodem . Nie ma chętnego , który jako pierwszy wsiadłby do samochodu . Pan egzaminator zaprosił z listy dwie osoby . Uf , dobrze że nie mnie . Nie to, że nie umiem . Umiem , ostatecznie jeździło się dodatkowo samochodem i teściowej na drogach gdzie raczej samoichodu nie spotykało się . Szwagier był niezadowolony z moich poczynań , bo to on prowadził mój kurs doskonalenia jazdy . Ba nawet nieraz na drodze radzymińskiej kazał mi włączać się w ruch . Takie tam włączanie się , trasa pusta od czasu do czasu jakiś star przejechał z łopoczącą plandeką . A już zawracania na trzy miałem po dziurki w nosie . Jak młody chłopak chciałem nacisnąc pedał gazu i pojechac choć przez minutę tą stówką . I nie dawało się . Nawet z panem od praktycznej nauki jazdy na Trasie Łazienkowskiej mogłem jedynie 80 km /godz pojechać i to niedługo bo pan załatwiał sobie różne sprawy i od ronda z pomnikiem Żwirki i Wigury do Ewentualnie skrzy żowania z Marszałkowską za dużo nie jest km . Pierwsze dwie osoby wracają po upływie 45 minut . Dojechały do KC przy Nowym Świecie . Pół na pół . Jedna zdała druga nie . Ta co nie zdała to dziwczyna , oblała na włączaniu się do ruchu . a tutaj jak raz zaczynają się tworzyć korki w tamtym rejonie . Łądnie , nie ma co . Następna dwójka jeździ zaledwie pół godziny , trasa Kasprzaka Towarowa do placu Zawiszy tu obertas i prosta do Wolskiej , powrót do szkoły . Obie osoby zdają . Wreszcie nasza kolej . Ja i ten drugi kolega Krzysiek ze szkolnej ławy jedziemy jako trzecia para . On siada pierwszy . Ja usadawiam się za nim na tylnim siedzeniu obok egzaminatora . . Kolega poprawia lusterka zapina pas i ruszamy . Egzaminator chce by Krzysiek skręcił w Kasprzaka i dalej w prawo dojechał do Wolskiej , w międzyczasie zmienia swoje rozporządzenie i chce by tyłem wjechał na podjazd do SPECU . Krzysiek robi się czerwony . Dojeżdża do tego wjazdu . Zatrzymuje się za nim . Ja przezornie chowam głowę poniżej oparcia . Egzaminator każe mi się wyprostować , toć kierowca nie będzie wysadzał ludzi z pojazdu, jak będzie cofał . Krzysiek czeka dosyć długo aby wszystkie samochody znikły z drogi zanim wykona manewr . Egzaminator popędza go – no i długo jeszcze ?- Krzysiek decyduje się wreszcie cofnąć, ale na małym podjeździe wzgórku raczej między ulicą a wjazdem samochód mu zgasł . Oblewa . Jeszcze cofa się bardziej – żeby wycofać przód samochodu z ulicy ,ale egzaminator każe mi zając jego miejsce . No , nieźle się zaczyna . Ciekawe na czym mnie obleje .
            Wsiadam , niby majstruję przy lusterkach , ale to proforma, bo stary fiat ma je dobrze ustawione zresztą z kolegą jesteśmy jednego wzrostu . Dostaję dyspozycję jazdy Wolską do Redutowej , tam mam zawrócić . Wiadomo muszę wjechac w Redutową za torami mam trawnik , później podwójną ciągłą czyli muszę zawrócić na podjeździe do Mleczrni Wola . Ruszam , włączam się do ruchu i od razu kierunkowskaz w lewo do skrętu w Wolską . Mam zielone światło przepuszczę samochody z naprzeciwka i mogę skręcić . Pamiętaj dodaj mało gazu przy ruszaniu , kostka już raz na początku kusu tu mnie obróciło , co prawda skontrowałem kierownicą ale takiej jazdy nauki tutaj jeszcze kierowcy nie widzieli . Wjeżdząm na lewy pas rozpędzam się do 60 km/godz , kieunkowskaz w prawo zmieniam pas , mam wolną drogę samochody jadą wolniej , dodaję jeszcze trochę mam już 70 ale musze jeśki chcę ze środkowego pasa przygotować się do skrętu w lewo w Redutową . Już jestem na pasie . Strzałki w lewo prowadzą mnie na ulicę , bez kierunkowskazu skręcam w prawo . Dojeżdżam do świateł czerwone , przejeżdża tramwaj , dalej już ja , jak zamyslałem tak zrobiłem . Zawróciłem na podjeździe , wszystko pasuje , nie ma samochodów , cofam do tyłu kierunek w prawo zaraz w lewo włączam się do ruchu i gnam 70 bo zaraz zmieni się światło . W lewo jestem na Wolskiej .
            - Dobrze pan zmienia biegi – słyszę – uf co tam jade dalej – niech pan jedzie do szkoły – nieźle ma pan opanowany samochód . Skręcam w Garbińskiego na dwójce – Proszę się zatrzymac i skręcić w Wolską tyłem . Fala ciepła mnie oblewa . Nie paterzę się przez ramię tylko w lusterko . Cofam , samochody jada srodkowym i lewym pasem prawy mam wolny , zatrzymuję się . Egzaminator otwiera drzwi przygląda się ile cm koło stoi od krawęznika i czy oba koła równo stoją do jego krawędzi .
            - Łądnie słyszę – proszę podjechac pod szkołę , zdał pan .
            Szczęsliwy podjeżdżam pod szkołę parkuję po lewej stronie ulicy , tam jest miejsce i zatrzymuję samochód , wychodzę i patrzę –ło matko samochód stoi krzywo i źle ukosem i jego tył wystaje za bardzo na ulice , ale to mój szczęsliwy dzień egzamin zdałem , za dwa tygodnie z dokumentem będę mógł się poruszac po ulicach miasta .
            Odpowiadam na pytania , musicie zwrócić uwagę na zmianę biegów , ma być płynnie , bez zbytnich zgrzytów i zmiany szybkości , musicie wyrobić w egzaminatorze wrażenie że wiecie co robicie .
            Zaraz po tym opuszczam miejsce i do baru Wolskiego na pożadnie zapracowane piwko razem z kolegą którego mina nie jest za szczególna . Po pożarskim na zakończenie dnia do piwa .
    • filomena1 Re: Opowieści Filomeny i Gragi 27.07.09, 07:09
      A to o Skrzycznym i o turystyce 40 lat temu . widziane z za bufetu.
      Chyba wiele nie straciło na aktualności.
      www.doorg.info/2009/07/26/wakacje-40-lat-temu/
    • filomena1 ZAGADKA Opowieści Filomeny 22.11.09, 17:14
      www.wiadomosci24.pl/artykul/starocie_zagadkowe_pokazmy_je_swiatu_116784.html

      ZAGADKOWE STAROCIA ciekowostki
      • misia007 Re: ZAGADKA Opowieści Filomeny 22.11.09, 18:35
        Oczywiście rozpoznałam najłatwiejsze czyli łopatkę.Te szczypczyki do kostek
        cukru bardzo dramatyczne,a pojemnik na święconą wodę, nawet nie wiedziałam o
        istnieniu takowego.
      • sagittarius954 Re: ZAGADKA Opowieści Filomeny 22.11.09, 18:41
        A mogłabyś nam tu sam tekst wklejać czy jesteś zobligowana umową ?
        Ale ja się niebieskiego nie boję naprawdę big_grin
      • natla Re: ZAGADKA Opowieści Filomeny 22.11.09, 18:56
        Łopatka do tortu i szczypczyki do cukru (chyba, że znajdują się
        w innym pomieszczonku wink), to jasne, wyszły mi poza tym 2 solniczkibig_grin
        • filomena1 Re: ZAGADKA - tylko nr 3 zganięte. Zostało 5 22.11.09, 19:25
          SZczypce do cukru, ale kawałków urąbanych z głowy cukru.
          Reszty niestety nie zgadłyście.
          żadne solniczki i żadne wody święcone.wink))
          • sagittarius954 Re: ZAGADKA - tylko nr 3 zganięte. Zostało 5 22.11.09, 19:35
            A ten pojemnik niby na sól to na wodę święconą smile
          • sagittarius954 Re: ZAGADKA - tylko nr 3 zganięte. Zostało 5 22.11.09, 19:39
            A ta dziurawa łopatka to do nakładania kadzidła.smile

            • filomena1 Re: ZAGADKA -dziurowa łopatka 22.11.09, 21:02
              jest na coś co powininno ocieknąć z pyłnu lub oliwy.

              Nr 1 ciągle do odgadnięcia.
              • natla Re: ZAGADKA -dziurowa łopatka 22.11.09, 23:05
                To statnie, to może być pieczęć do laku. Albo.....w podobnym rulonie
                mam stary dyplom w domu.
                • natla Re: ZAGADKA -dziurowa łopatka 22.11.09, 23:08
                  Ta łopatka to mały cedzak? Np. do przenoszenia mięsiwa, abo cóś?
          • misia007 Re: ZAGADKA - tylko nr 3 zganięte. Zostało 5 22.11.09, 20:07
            Chciałabym taką głowę cukru zobaczyć.
    • filomena1 Kulas lewy i giczoł prawy w drodze do naprawy 24.11.09, 15:09
      Chcecie poczytać jak u mnie Rosół z pomyjami został specjalnością domowa dzieki
      moim kulasom?
      www.wiadomosci24.pl/artykul/rosol_z_pomyjami_czyli_specjalnosc_domu_zupa_la_carte_117024-2--1-a.html
      PS. Sagi , nie mogę wklejać,bo zdjęcia nie wychodzą, a poza tym to jakbym kradła
      własny tekst.
      • sagittarius954 Re: Kulas lewy i giczoł prawy w drodze do napraw 24.11.09, 16:06
        A to ci ciekawostka - ukraść samą siebiebig_grinbig_grin
        Wpadaj częściej - ostatecznie co gospodyni ,to smaczny rosół i jednego ani
        drugiego nie za wiele big_grin
        • filomena1 Re: Kulas lewy i giczoł prawy w drodze do napraw 26.11.09, 17:19
          Z tym wpadaniem. chwwilowo kiepsko. bo kulasy usztywnione.
          No i nawet aż do BN. bęę tak jak na tef fotografii wyglądać.
    • filomena1 Salvatore Dali, i jego rzeźby w scenerii ALP 01.12.09, 10:11
      Doskonały pomysł. Za darmo można oglądać rzeźby genialnego artysty,
      które będę zachywcać turytów w karinie śniegu.
      www.wiadomosci24.pl/artykul/rzezby_salvatore_dali_w_krainie_sniegu_117610.html
      • graga211 Wow! 06.12.09, 14:31
        Nie wiedziałam, że taki wątek powstał.
        Widzę go po raz pierwszy.
        A do tego Fil dzielnie reklamuje W24.
        Siem napracuje, no, no!
        http://i38.tinypic.com/wiq9w8.gif
        • natla Re: Wow! 06.12.09, 19:59
          No to weź siem do roboty i reklamy big_grin
          • graga211 Re: Wow! 07.12.09, 18:03
            Kto, ja?
            Nie umiem. Nie mam do tego oka. Ślepurda pospolita jeZdem, bo nie
            widzem ani swego ani cudzego. Ot, taka sobie kura - tu poskrobie,
            tam podrapie...
            Sorki.

            • sagittarius954 Re: Wow! 07.12.09, 18:08
              Łał , graga lubi kredki smile
            • filomena1 Re: Wow! 07.12.09, 20:46
              Och. Graga, przecież byłaś w tym wątku tutaj wspominanana wiele razy
              a sama wpisałaś się tutaj.
              Re: O tym jak być piękną
              graga211 12.03.09, 19:35 Odpowiedz
    • filomena1 Ciekawy wywiad o sztuce i kuchni 07.12.09, 20:47
      A tutaj trochę sztuki malarastwa i kulinarii.
      Niestety nie mogę wjleić bo jest dużo ilustracji
      www.wiadomosci24.pl/artykul/118299.html
      • graga211 Faktycznie...byłam... 08.12.09, 10:09
        Ludzie, ratunku, tracę pamięć!!!!!
    • filomena1 Zimo zimo, cóżeś ty za Pani 03.01.10, 20:12
      Zimno, brrrr, jednak żaden mróz nie zniechęci do białego szalństwa
      www.wiadomosci24.pl/artykul/czterotysieczniki_jak_na_dloni_121313.html
    • filomena1 O Scyzoryku bohaterskim 08.04.10, 09:39
      Historia prawdziwa.
      jak scyzoryk ratuje życie.
      www.wiadomosci24.pl/artykul/zycie_na_ostrzu_scyzoryka_132437.html
      • sagittarius954 Re: O Scyzoryku bohaterskim 08.04.10, 19:10
        Jednym zdaniem : scyzoryk noś i przy pogodzie smileBa ,ale to tylko potrafią
        mężczyźni smile
    • filomena1 Gragi nowe galerie i Filomeny 16.05.10, 17:49
      Graga pokazuje seksualne życie kwiatków
      www.wiadomosci24.pl/artykul/gdy_wiosna_zakwita_8230_sztaudyngerem_138298.html

      pokazuje nową bielską obwodnicą. jak hartowała się droga do Bielska
      www.wiadomosci24.pl/artykul/bielsko_biala_bedzie_miala_obwodnice_137412.html

      Opowiadam jak można mieszkać w oborze chlewiku spichlerzu i szałasie
      www.wiadomosci24.pl/artykul/luksus_mieszkania_w_oborze_stodole_szalasie_138357.html
      • sagittarius954 Re: Gragi nowe galerie i Filomeny 17.05.10, 09:40
        No i proszę, na dobre rozpoczęcie poniedziałku warto poczytać smile Dzięki Fil za
        utrzymywanie z nami kontaktu smile
        • filomena1 A tu czar katarynek. 18.05.10, 08:22
          To dodaje wczorajszy Katarynek czar
          www.wiadomosci24.pl/artykul/katarynek_czar_138628.html
          PS. SAGI pierwszej przyjaźni się nie zapomina, dlatego nie można
          zampomnieć tego forum
    • filomena1 O spotkaniu z autorką niesamowitej książki 10.08.10, 21:49
      Zamist recenzji, o spotaniu z autorką.
      niesamowita książka , opowieść w dwóch tomach.
      www.wiadomosci24.pl/artykul/153512.html
      Polecam młodzieży, oraz nad opiekuńczym rodzicom i dziadkom.
      Wstarząsająca historia.
    • filomena1 Re: Opowieści Filomeny i Gragi 27.08.13, 20:27
      ZObaczcie kto zawitał w Alpy i jak uświetnił odpust.
      Miło było. Bardzo
      Czytaj wiecej: www.wiadomosci24.pl/artykul/gorczanska_kapela_goralska_goscila_w_alpach_szwajcarskich_279859.html
      • natla Re: Opowieści Filomeny i Gragi 27.08.13, 23:53
        Nasi górale wszędzie wyglądają ładnie.
        • misia007 Re: Opowieści Filomeny i Gragi 28.08.13, 08:44
          I grają ładnie !
          • natla Re: Opowieści Filomeny i Gragi 28.08.13, 11:54
            Przez całe życie przewijał mi sie góralski folklor, ale nie przepadam, a poza tym kojarzy mi się z pewnym wrogiem, więc odpycha. Ale w kościele szwajcarskim pewnie inaczej bym przeżyła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka