Chroniona prawami autorskimi niejakiego Sławka vel socjolog
Przed bożym nardzodzeniem jedziemy do lasu po choinkę. Wchodzimy w las i po
chwili dostrzegamy piękną choinkę - ponieważ nam się podoba, ścinamy ją i
zabieramy ze sobą. Ale z bliżej nieokreślonego powodu zamiast zawrócić do
auta idziemy jeszcze kawałek, że niby "dla spaceru". Wtedy dostrzegamy
piękniejszą, bardziej kształtną. Natychmiast podejmujemy decyzję - porzucamy
tamtą i ścinamy tę nową. Zadowoleni z siebie postanawiamy się przespacerować
jeszcze chwilę w głąb. Tam widzimy kolejną, jeszcze piękniejszą od
poprzedniej i historia się powtarza. [po dowolnej ilości powtórzeń] W pewnym
momencie stwierdzamy, ze w lesie tak pięknych chinek nie ma co taszczyć ze
sobą takiego ciężaru, bo i tak za chwilę znajdziemy jeszcze piękniejszą.
Ale.. Las zaczyna się przerzedzać i każda następna choinka wygląda coraz
mizerniej..
Puenta: Należy w pewnym momencie powstrzymać chciwość i podjąć decyzję, że TA
jest tak piękna, ze wszystkich i moje oczy zachwyci w te święta. I wrócić z
nią do auta, do domu. Bo może być za późno.
Analogia do dobierania sobie partnera wydaje się aż nadto wyraźna.
Nota biograficzna: Autor teorii jest od 11 lat partnerem tej samej kobiety,
od 9 - mężem; jest ojcem 2 ślicznych dzieci i patrzy na żonę [a ona na niego]
jak na początku znajomości...
Mądrości w wyborach nam wszystkim życzę.