Dla mnie najgorsze w byciu snglem jest to, że nie mam partnera, kiedy idę na
wesele. Właściwie nie przeszkadzam mi to, że ludzie się pobierają, ani to że
nikt nie chce ze mną tańczyć. Mogę się bawić sama, a partnerów do tańca też
nigdy mi nie brakuje. Jedynym problemem jest fakt, że samotne dziewczyny
(szczególnie w wieku "zamążpójścia") są na weselach sadzane koło
samotnych "panów". Tragedia. Z reguly po pierwszych daniach i tak idę
tańczyć, a potem przesiadam się do innego stolika - wiem że to niemile, ale z
drugiej strony nie mam ochoty tracić czasu zabawiając rozmową jakiegoś łebka.
Przepraszam wszystkich panów, ale troszku się zdenerwowałam