Dodaj do ulubionych

I na mnie padło ;(

03.10.07, 14:33
No dobra...Jak dajecie radę, bo byciu z kimś kilka lat...po trwaniu
przy drugiej osobie, po zasypianiu czując jego ciepło, po robieniu
śniadań dla 2 osób, po cieszeniu się jego szczęściem...?
Mój mężczyzna (jeszcze formalnie mąż) chciał wolności, bo się nie
wyszumiał, bo poznał inną, bo ona nie wymaga, nie krytykuje,
nie.....bo ze mną to zwykłe życie.... I odszedł.

A ja umieram w mej samotności...bo miało być na zawsze....?

Obserwuj wątek
    • ta_ann Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 14:40
      * czytam książki (doskonałe zapomnienie o świecie)
      * piszę głupoty w necie
      * marzę, marzę, marzę
      * płaczę
      * od ponad roku zasypiam z dłońmi zwiniętymi w pięści
      (próbowałam inaczej, nie zasnę), to nie agresja, to
      niemoc i rodzaj ochrony
      * nie umiem przespać się z kimś innym

      - tak sobie radzę
      • lonely27 Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 14:58
        W pracy jako tako daje radę. Gorsze są popołudunia, a od nich
        wieczory i zasypianie...crying
        W ciągu dnia myślę o Nim, o nich crying, a w nocy śni mi się.
        Próbuję zająć myśli, ręce...czytam, uczę się, wyobrażam sobie, że
        będzie dobrze....ale jak tylko wracam w nasze kąty do domu.... czuję
        jaka jestem samotna... Każdy kąt mi go przypomina..Zdjęcia ślubne na
        meblach, na zmianę odwracane... I wtedy już mi zostaje potok łez..
        • ta_ann Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 15:13
          Jeszcze się nie rozwiedliście...Dużo minęło
          czasu odkąd odszedł? Badania mówią, że tacy
          wiarołomni mężczyźni wracają. Ja się nie trzy-
          małam w pracy smile Z tym, że raz rozpłakałam się
          dopiero jak większość ludzi już zniknęła z biura.
          Raz sobie zasnęłam ze stopami na biurku.

          Gdyby wrócił:

          * nigdy więcej nie rób mu śniadań
          * trzymaj go krótko smile
          * zdradź go też

          (by t_a)
          • ta_ann Gdyby nie wrócił, 03.10.07, 15:16
            to nie wiem.

            Może poutrudniaj mu rozwód. Skoro Tobie jest
            niełatwo...Miłosierdzie i takie tam najlepiej
            włożyć w buty.
            • fleshless a potem coś spreparuj na niego 03.10.07, 16:03
              i za to też się zemścij,
              w ogóle na wszystkich się zemścij

              a co?!
              • pomysl.po.wypiciu Re: a potem coś spreparuj na niego 03.10.07, 16:08
                tk , nie ma to jak zemsta i gotowanie sie we wlasnym jadzie do wszystkich uncertain
            • mumuja Re: Gdyby nie wrócił, 03.10.07, 19:36
              Może poutrudniaj mu rozwód. Skoro Tobie jest
              > niełatwo..
              napewno będzie jej łatwiej, jesli poutrudnia zycia ukochanemu
              mężczyźnie. Na pewno znajdzie w sobie wtedy dużo siły, szczęścia i
              pozytywnej energii. A może jeszcze sprawi, że on ją na nowo pokocha
              i uszczęśliwi.

              proponowane przejście od uczucia miłości do nienawiści to
              masakrycznie krótkowzroczna i gmatwana porada.
              • ta_ann wybacz, Mumuju, 03.10.07, 20:16
                nie każdy jak Ty może być Jezusem Chrystusem...
                Ja odpłacam pięknym za nadobne...

                Szanuję dobrych ludzi, krzywdzących - krzywdzę...
                Prędzej czy później wpadają w ręce. I dobrze się
                z tym czuję.
                • altu :) 03.10.07, 20:21
                  oj, tam..
                  Mumia ma racje..
                  każdy dobry uczynek wraca do nas ze zdwojoną mocą..
                  nie raz doswiadczyłam, że to prawda..

                  a złe uczynki - oj, los potrafi być mściwy wink
                  • ta_ann trochę, a może całkiem dużo 03.10.07, 20:28
                    nie pojmuję, czemuż miałoby być premiowane
                    draństwo. za nieodrobione lekcje dostawało się
                    w końcu lufę. szkoła kłamała? tak się domyślałam
                    • altu Re: trochę, a może całkiem dużo 03.10.07, 20:35
                      jasne.
                      i co? jak skarciła cie babcia, to ty też ją karciłaś? rzucałaś się na nią z pięściami? biłaś?

                      trzeba mieć dystans. i pokorę.
                      dystans do samego siebie.
                      a pokore do świata i ludzi w ogóle wink
                      • ta_ann nigdy w życiu... 03.10.07, 20:47
                        do babci mówię w 2. osobie, żadne Ty, to nie moja
                        koleżanka. i gdy całkiem blisko mnie ktoś (dziecina
                        bardzo nieletnia) pluje, wrzeszczy etc. i próbuję
                        protestować słyszę: zostaw, teraz dzieci są inne.
                        taak, wychowywane bezstresowo.
                        • ta_ann sorry, w 3.:) n/t 03.10.07, 20:49
                      • ta_ann jaką pokorę? o czym Ty mówisz? 03.10.07, 20:48
                        o nadstawianiu drugiego policzka? never!
                        o pomocy bandytom? a tak, są adwokaci bardzo
                        ładnie broniący mafii.

                        tu się mocno różnimy, więc: życzę miłego wieczorusmile
                        • fleshless Re: jaką pokorę? o czym Ty mówisz? 03.10.07, 20:52
                          ta_ann napisała:

                          >a tak, są adwokaci bardzo
                          > ładnie broniący mafii.

                          No taka oczytana Dziewczyna, a tylko na demagogię ją stać. Czyżby?
                          Ann popraw się! ;P
                • mumuja Re: wybacz, Mumuju, 03.10.07, 20:28
                  czyli uzależniasz się Ann od tych osób, idziesz automatyczną
                  reakcją, nie patrząc dalej. Doświadczenie uczy, że takie zachowanie
                  niczego dobrego mi nie przynosi, ani nie poprawia samopoczucia. Ty
                  widocznie masz inne. Poza tym nie widzę związku z Jezusem
                  Chrystusem. Po prostu zwykłe doświadczenie życiowe, gra, w której
                  jestem albo przegrana, albo wygrana.
                  • ta_ann ani się nie uzależniam, ani automatycznie 03.10.07, 20:41
                    normalnie żyję i ktoś krzywdzący sam wpada
                    w ręce.

                    nikt nie odpowiedział, co się wtedy robi. może Ty?

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23941&w=69601257&a=69608024







                    Odp: Podpisałam spokojnie arkusz "Nie, nie zawierałam z Państwa
                    firmą żadnej umowy". Śmiesznie, bo czekał na mnie, gdy wracałam
                    do domu. Czemu wcześniej nie czekał?smile Dlaczego się cieszył,
                    gdy tęskniąc za nim spalałam się?
                    100 m wcześniej była jednak czerwona, ładna skrzynka pocztowa.
                    Nic zatem mi nie udaremnił. Liczył na złamanie mnie swoim
                    seksappealem? Figa.

                    Nie interesowałam się, czy wyleciał z kolejnej już pracy.
                    Bez znaczenia. Nie wszystko w życiu uchodzi płazem...

                    Nie żebym była przesądna, ale z obserwacji świata wynika np.,
                    że nie warto budować własnego szczęścia na cudzym nieszczęściu.
                    I niech nikt nie mówi, że uczuć się nie planuje...
                    Jakże często ta rzekomo szczęśliwa para ma potem ogromnie
                    pod górę. I cóż, mówię: wasz wybór.
                    • mumuja Re: ani się nie uzależniam, ani automatycznie 03.10.07, 20:50
                      ta_ann napisała:
                      Nie żebym była przesądna, ale z obserwacji świata wynika np.,
                      > że nie warto budować własnego szczęścia na cudzym nieszczęściu.

                      jak to rozumiesz?
                      • ta_ann Prosto 03.10.07, 20:57
                        Ufam tylko w prawdziwość uczuć dwojga wcześniej
                        całkowicie WOLNYCH LUDZI.
                        • altu Re: Prosto 03.10.07, 21:08
                          wolność jest pojęciem wzglednym.

                          mówisz tak, jakby czlowiek po założeniu obrączki, czy podpisaniu kwitu w urzędzie nagle stracił swoją wolność.

                          i skąd pewność, że uczucia nie-wolnych ludzi nie są prawdziwe??
                          czyżby osoba w związku nie miała prawdziwych uczuć??

                          hm.. teoria mocno naciągana. imo.
                          • ta_ann wrrrr...:-/ 03.10.07, 21:12
                            a mi się nie chce zaczynać od ustalania pojęć.
                            Wolny człowiek to ten choćby, który nikomu i nic
                            nie obiecywał...
                            Owszem, nie zdarzyło mi się jeszcze dobrze życzyć
                            ludziom, którzy kogoś zostawili. Okropne, prawda?
                            • altu Re: wrrrr...:-/ 03.10.07, 21:18
                              to dziwne te twoje pojęcia. w twoim słownikuwink

                              ja, mimo wszystko i wszystkich, mimo złożonych przyrzeczeń, obietnic i oświadczeń - zawsze będę wolna. przynajmniej chciałabym. i nie chcę, żeby ktokolwiek dla mnie wolność (s)tracił.

                              okropne. dla mnie, oczywiscie. ja tak nie potrafię.. fakt.
                              ale cóż.. każdy ma swoje sumienie. swoją dobrą lub złą wolę.
                              ważne jest, żeby czuć się z tym dobrze. żeby czuć się dobrze ze sobą samym. mimo wszystko.
                              • ta_ann Re: wrrrr...:-/ 03.10.07, 21:23
                                W Twoim słowniku zatem brak pojęcia "zdrada". I nie wierzę
                                w to puszczanie wolno: w radość, gdy ktoś poślubiony pieści
                                się z kimś innym etc.

                                Wybrałem Cię, ale jestem wolny. Nie znaczy, że Cię ranię.
                                Mogę robić, co chcę, ale w określonych granicach.

                                Jak rozumiesz pojęcie "moralność"?
                                • altu Re: wrrrr...:-/ 03.10.07, 21:32
                                  zdrada? jest.
                                  tyle że parytety nieco inne.
                                  i nie traktuję tego tak.. emocjonalnie. biorę to na miękko.
                                  już wiem (nie z płaszczyzny związkowo-miłosno-uczuciowej), że takie nadmierne podniecanie się, nakręcanie się własnymi uczuciami (także negatywnymi) do niczego nie prowadzi. - więc: po co??

                                  radość ze zdrady..
                                  hm.. też trzeba znaleźć pozytywy: że teraz inna się będzie się musiała nim opiekować, zająć, mu gotować. a ja wreszcie odetchnę i nadrobię zaległości.

                                  oczywiscie - to skrajny przypadek.

                                  zgubiłaś w swoich (nieco skrajnych i przejaskrawionych) przykładach uczucia, zaufanie, wiarę w siebie i drugiego człowieka, dobro i uczucia po raz drugi. a szkoda. może gdybyś te swoje "teoryjki" podlewała uczuciami nie byłyby takie drastyczne??

                                  i jeszcze jedno: z tym ślubowaniem, przysięganiem etc. - robią to dwie osoby. i mam nadzieję, że wcześniej się dogadują do całego układu i omawiają wszystkie (no, prawie) definicje w swoim związku.

                                  no, ja przynajmniej tak robię.
                                  i może dzięki temu mam mniej problemów w życiu.
                                  o wiele mniej, niżbyś mogła założyć..
                                  • ta_ann I co mam Tobie odpowiedzieć? 03.10.07, 21:46
                                    Że to forum dla jednak niesparowanych i musisz z góry
                                    założyć, że większość jest bez pary i ja też? I nie mam
                                    żadnego poczucia winy, choć jest smutek...smile I że mam uczucia,
                                    ale pobłażania w nich jednak stosunkowo niedużo? I że lubię
                                    sytuacje jasne i przecinam, gdy ktoś twierdzi, że "Kaśka,
                                    kocham Cię, a z tamtą panią to byłem 3 lata dla seksu"?

                                    I że nie biorę "miękko", bo relatywizm to jest dobry, ale
                                    może w nauce? (nie znam się).

                                    Miłość jest miłością, zdrada jest zdradą (zdradziłam i oberwałam,
                                    więc wiem, o czym mówięsmile

                                    Nie bierz tego osobiście, ale w istocie, gdy się przymyka
                                    oczy, traktuje "miękko", nie rozmyśla - ma się mniej problemów.
                                    Ale czy istotnie jest radość z życia? Bo stawiam, że jest ona,
                                    owa radość, jednak po jakichś przemyśleniach, bo dostaniu
                                    parę razy w siedzenie i - serio, przestraszyłam się, że można
                                    tak myślećsmile - jednak w poważnym traktowaniu drugiego człowieka.
                                    Siebie i drugiego. Mam świadomość błądzenia, wątpliwości,
                                    ale "kocham" jednak mówię świadomie. I bardzo rzadko.
                                    Przechodzenie z rąk do rąk, względnie zmiany partnerów jak rękawiczki, szczególnie w dorosłym życiu uważam za płyciutkie. Sadzawka.


                                    P.S. Nie mylisz parytetu z innym słowem?
                                    • altu nie musiałaś odpowiadać.. 03.10.07, 21:56
                                      mogłaś. możesz. to też argument.wink

                                      a ja biorę na miękko. bo jest mi tak łatwiej. mogę. chcę. i git.
                                      i faktycznie- mam mniej problemów. bo mam dosyć tych co mam. więc po co generować nowe?

                                      jednak, mimo wszystko, każda z nas, gdy przyjdzie do konfrontacji, ustali inne definicje tych dwóch wyrazów.

                                      radości z życia, mimo tych moich (dziwnych) poglądów - mam aż nadto. mogę sie podzielić. własciwie próbuję wink ale nie wszyscy chcą to brać. wolą swoje..

                                      ja też jestem świadoma. aż za bardzo. wink

                                      sadzawka? hm.. cóż.. nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz wink
                                      i lepiej żałować, że się spróbowało, niż żałować że się nie spróbowało.

                                      ps nie smile
                    • altu Re: ani się nie uzależniam, ani automatycznie 03.10.07, 20:58
                      ta_ann napisała:
                      > Nie żebym była przesądna, ale z obserwacji świata wynika np.,
                      > że nie warto budować własnego szczęścia na cudzym nieszczęściu.


                      ale ta sama ta_ann wcześniej napisała, zeby odpłacić pięknym za nadobne. czyli - żeby utrudniać sprawę rozwodową.
                      i to nie jest budowanie swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu??

                      chorągiewka?
                      czy różnica w interpretacji??
                      ech..
                      • mumuja Re: ani się nie uzależniam, ani automatycznie 03.10.07, 21:02
                        też mnie ten fragment zastanowił jako całkowicie sprzeczny z
                        wcześniejszymi poglądami. No chyba, że filozofia Kalego.
                        • altu Re: ani się nie uzależniam, ani automatycznie 03.10.07, 21:06
                          oj, po prostu.. niektórzy nie potrafią się przyznac do błędu.
                          idą w zaparte. i nawet, kiedy okazuje się, że jest całkiem inaczej, że nastąpiła pomyłka "pisarska" to uparcie trwają przy swoim.
                          trudno z takimi ludźmi dyskutować.

                          pomijam juz fakt, że ostatecznym argumentem w dyskusji bywa : "miłego wieczoru życzę"

                          ech..
                          przegrywać też trzeba umieć?
                          • ta_ann sekundę, w którym miejscu jest pomyłka? 03.10.07, 21:19
                            nie widzę jej. myślę, że czegoś nie zrozumiałyście.

                            OK, ale wyjaśnienie to tylko powtórka: mądrość ludowa
                            mówi, że nie da się zbudować własnego szczęścia (jedno
                            z pary opuszcza i idzie sobie do drugiegosmile) na cudzym
                            nieszczęściu (ktoś opuszczony, tu: lonely27). Nie
                            znałyście tego? Hm, dziwne...
                            Moja teoryjka jest ciągle spójna.

                            (altu, dlaczego traktujesz to tak osobiście, ha?)



                            altuu, miałam szczerze: idę robić coś ciekawszego niż
                            rozmowa z Tobą? tak robić nie wolno, tak się nie pisze!


                            • altu Re: sekundę, w którym miejscu jest pomyłka? 03.10.07, 21:24
                              > altuu, miałam szczerze: idę robić coś ciekawszego niż
                              > rozmowa z Tobą? tak robić nie wolno, tak się nie pisze!

                              mogłaś szczerze.
                              że ci się nie chce ze mną gadać, bo mamy inne poglądy i się nie dogadamy. kropka.
                              po co ściemniać?
                              komu to potrzebne?

                              jakbyś miała iść gdzieś tam, to nie odpisywałabyś.. i tyle.

                              a dlaczego tak nie wolno?
                              komu nie wolno??
                            • altu Re: sekundę, w którym miejscu jest pomyłka? 03.10.07, 21:26
                              > (altu, dlaczego traktujesz to tak osobiście, ha?)

                              staram się zachować obiektywizm. [ciężko, bo nie znam obu stron i ich relacji.]
                              i zdrowy rozsądek.
                              jak widzę - u ciebie skrajność przechodzi w skrajność. wg mnie - to nie jest zdrowe. trzeba mieć dystans. i umiar.

                              osobiście?? hm..
                            • mumuja Re: sekundę, w którym miejscu jest pomyłka? 03.10.07, 22:05
                              no przecież Altu już to wytłumaczyla: nie da się zbudować własnego
                              szczęścia (szczęście, spokój i radość lonely27) na cudzym
                              nieszczęściu (utruwanie życia osobie, która ją skrzywdziła)

                              to się wydaje takie oczywiste
                              • ta_ann O jakim utruwaniu życiu mówisz? 03.10.07, 22:27
                                Brak szybkich ułatwień. Tyle. Bez podawania
                                czegokolwiek na talerzu.
                                I od tego momentu przestałabym być lojalna.
                                Wyjątek: jeśli są dzieci, nie obciążam ich trudnymi
                                sprawami hm dorosłych i na pewno nie mówię źle przy
                                nich o tatusiusmile

                                krzyczę "Ty dziwkarzuuu" pod wiaduktem, gdy jedzie
                                pociągsmile znaczy się - nie na torach. nigdysmile
                                • mumuja Re: O jakim utruwaniu życiu mówisz? 04.10.07, 09:47
                                  o takiem:

                                  ta_ann 03.10.07, 15:16 Odpowiedz


                                  Może poutrudniaj mu rozwód

                                  i to nie ma nic wspólnego z brakiem lojalności. Faktycznie lojalność
                                  w takim wypadku oznaczałaby tylko paskudny masochizm.
                                  • ta_ann I ja tej wersji nie zmieniam:) 04.10.07, 13:17
                                    Nie robię świństw, nie podpalam mu chaupysmile
                                    ale chociaż mówię na początku "nie", jeśli
                                    idzie o rozwód.

                                    Jest cudowny dowcip, bardzo mi...bliski.

                                    Icek nie może spać,przewraca się z boku na bok.
                                    W końcu zaniepokojona Salcia się budzi i pyta:
                                    - Co Ci, Icuś?
                                    - Mam oddać dużą sumę temu z naprzeciwka.
                                    Salcia dziarsko otwiera okno:
                                    - Chaim, Chaim!!
                                    Otwierają się okna na przeciwko.
                                    Salcia krzyczy:
                                    - Mój mąż pożyczył od Was pieniądze, miał zwrócił jutro,
                                    ale nie zwróci - i zamyka okno.
                                    Salcia do męża: - Teraz on nie będzie spał.

                                    Kocham żydowskie dowcipy.
                        • ta_ann Mumi... 03.10.07, 21:35
                          Brak odpowiedzi na moje pytanie. Ratujesz ekhem
                          czyjeś siedzenie - skończyłoby się na jakiejś naganie,
                          ale Ty miałabyś poczucie, że 1) kłamiesz, 2) pobłażasz
                          oszustowi czy ukrócasz facetowi działanie, mając świadomość
                          że może sobie chwilowo zostać bez pracy?

                          Czasem myślę, że działam ekstremalnie...i nie chcę chyba
                          inaczej, bo czasem sprawy są idealnie czarno-białe. Żadnego
                          cieniowania...

                          Nie lubię konformistów.
                          • mumuja Re: Mumi... 03.10.07, 21:43
                            na razie podniecam się technikami tanecznymi w tv i smaruję
                            balsamem. Wrócę do rozmowy później. I na pewno Ci odpowiem.
                          • mumuja Re: Mumi... 03.10.07, 22:01
                            ok.

                            To proste: nie będę ratować dupy komuś, kto jest permanentnym
                            tchórzem, oszustem i tego typu sprawy, nawet jeśli tkwia we mnie
                            jakieś pozytywne wspomnienia.
                            Co nie znaczy, że będę się napawać jego porażką, klęską, itp.
                            Powtarzam: nie będzie mi zależało na tym, żeby utruć mu życie. Nie
                            mogłabym nazwać tego nawet gorzką satysfakcją. Po prostu: odwracam
                            się na pięcie i nie chcę mieć do czynienia z człowiekiem, który mnie
                            skrzywdził. Przeżyłam też to.

                            mogę bronić i kłamać dla kogos, kogo kocham. jeśli zostałam przez
                            kogoś zraniona, to chyba jasne, że jeszcze przez długi czas
                            pozostaną we mnie i te uczucia. Tylko uczucia to złożona sprawa.
                            Zranienia mają różne imiona.


                            To proste: nie będę ratować dupy komuś, kto jest permanentnym
                            tchórzem, oszustem i tego typu sprawy.
                      • ta_ann :) 03.10.07, 21:05
                        Altu, ja nie wierzę, że jeszcze mąż lonely27
                        jest szczęśliwysmile

                        Hipotetyczna rozmowa:

                        ona: jesteś szczęśliwy? (nie wiem, czy nie brzmi dziwacznie,
                        ale niech tam)
                        on: OJ TAK, BARDZO. ONA NICZEGO NIE WYMAGA, NIE STRESUJE
                        MNIE, PRZYNOSI KAPCIE.

                        • altu Re: :) 03.10.07, 21:11
                          a może jest całkiem odwrotnie?
                          [w sumie - znana jest nam relacja lonely, więc obiektywna nie będę]

                          może teraz dopiero mąż lonely jest szczęśliwy?
                          nie wiadomo, jak było wcześniej między nimi. jak się układało.
                          najwidoczniej czegoś na którejś płaszczyźnie brakowało, skoro tylko jedna strona byłaby w stanie walczyć o wspólną przyszłość, a druga strona układa sobie życie, i jest jej całkiem dobrze..
                          • ta_ann Re: 03.10.07, 21:14
                            Cenię ludzi odchodzących w pustkę. A raczej: do siebie.
                            Nie wyszło mi z kimś - wracam "do siebie". Wiem wiem,
                            rzadkie. Tym bardziej cenne. W owej pustce człowiek jest
                            (znów) wolny.
                            • altu Re: 03.10.07, 21:21
                              > Cenię ludzi odchodzących w pustkę. A raczej: do siebie.

                              cóż.. nie każdy potrafi. niektórzy potrzebują ciepła, radości, wypełnionego domu, gorącego obiadu, i bałaganu pod stołem.
                              każdy ma to co lubi.
                              i na co zasłużył.

                              nieco empatii ;0

                              > Wiem wiem, rzadkie. Tym bardziej cenne.

                              jak dla kogo. jedni chcą być samotnikami. inni czują się stworzeni by być z drugim człowiekiem. nawet jeżeli ten drugi człowiek będzie zmieniany co jakiś czas..

                              > W owej pustce człowiek jest (znów) wolny.

                              ale czy szczęśliwy??
                              zawsze i wszędzie?
                              bezwarunkowo??
                              • ta_ann Re: 03.10.07, 21:29
                                altu napisała:

                                > > Cenię ludzi odchodzących w pustkę. A raczej: do siebie.
                                >
                                > cóż.. nie każdy potrafi. niektórzy potrzebują ciepła, radości, wypełnionego dom
                                > u, gorącego obiadu, i bałaganu pod stołem.
                                > każdy ma to co lubi.
                                > i na co zasłużył.
                                >
                                > nieco empatii ;0

                                Jakie ładne, sympatyczne, duże dzieci...BOBASY. Ze smoczkami
                                wiszącymi na tłustych szyjkach.

                                To partnerstwo czy matkowanie?

                                >
                                > > Wiem wiem, rzadkie. Tym bardziej cenne.
                                >
                                > jak dla kogo. jedni chcą być samotnikami. inni czują się stworzeni by być z dru
                                > gim człowiekiem. nawet jeżeli ten drugi człowiek będzie zmieniany co jakiś czas

                                "On był stały, tylko one sie zmieniały"smile

                                jeśli ktoś ma świadomość, że będzie zmieniał niech nikomu
                                nie zamydla oczu i ustali na początku, że to nie uczucie,
                                miłość, a UKŁAD. W najczystszej postaci.

                                Może lepsza jest lala 1.75 z otwartymi ustami?

                                >
                                > > W owej pustce człowiek jest (znów) wolny.

                                > ale czy szczęśliwy??
                                > zawsze i wszędzie?
                                > bezwarunkowo??


                                Jest uczciwy wobec siebie. Cenne jak cholera. Nic nie mówiłam
                                o szczęściu. Może jeśli ktoś nie może spędzić żadnego wieczoru
                                całkiem sam, niech wybierze się do psychologa? Dorosłemu, w pełni
                                rozwiniętemu człowiekowi do szczęście potrzebna jest również
                                samotność. Do rozwoju także. Piszesz o jakiejś niedojrzałości...

                                • altu Re: 03.10.07, 21:35
                                  > Jakie ładne, sympatyczne, duże dzieci...BOBASY. Ze smoczkami
                                  > wiszącymi na tłustych szyjkach.
                                  >
                                  > To partnerstwo czy matkowanie?

                                  chyba jestem zmęczona.
                                  nie rozumiem.

                                  a reszta..
                                  ot, każda z nas jest inna. każda z nas ma inne postrzeganie świata.
                                  i się z tego bardzo cieszę.
                                  bo gdyby świat był złozonych ze wszystkich osób takich jak ja, albo jak ty, to zapewne byłoby nudne.

                                  nie upieram się, że ja mam to "właściwe" postrzeganie świata.
                                  dla mnie jest ono dojrzałe, normalne, i zdrowe.
                                  i za cholerę nie chcę się zmieniać smile
                                  • ta_ann jasne, w porządku 03.10.07, 21:49
                                    Obiektywnie: jest niedojrzałe. Ale nie zmieniaj się.
                                    • altu Re: jasne, w porządku 03.10.07, 21:57
                                      to nie było obiektywne wink

                                      nie zamierzam.
                                      • ta_ann było :-P 03.10.07, 22:12
                                        weź do ręki jakikolwiek art. z psychologii
                                        rozwoju dorosłego człowieka.

                                        pewnie, że będzie nieciekawie, jeśli będziemy
                                        naginali się do czyichś poglądówsmile
                                        • altu Re: było :-P 03.10.07, 22:31
                                          jak zacznę używać, a nie daj boze, korzystać i stosować się do artykułów i podręcznikow psychologii, to będę pierwszą do leczenia psychiatrycznego. i po co mi to?
                                          ważne żeby żyć zgodnie ze sobą (wychowanie, kultura, otoczenie, rodzina itp.). a nie zgodnie z podręcznikiem. bo to wg mnie bez sensu..
                                          [i jeszcze samej siebie w lusterku bym nie poznaławink]
                                          • ta_ann spróbuję ostrożnie... 03.10.07, 23:03
                                            społeczeństwo polskie ma ciągle bardzo niską kulturę
                                            psychologiczną, nie odróżnia zaburzeń umysłowych od
                                            psychicznych, nie rozróżnia dojrzałości od nie - wink
                                            nie wie, czym jest depresja i czym różni się od smutku...
                                            nie potrzeba studiować psychologii, jest choćby pismo
                                            Charaktery...

                                            tu nie chodzi o ten biedny podręcznik akademicki, ale
                                            o popularne artykuły. mam nadzieję jednak, że nie piszesz
                                            poważnie.


                                            leczenie psychiatryczne - umarłabyś, gdyby się Tobie,
                                            albo komuś z Twoich bliskich przydarzyło?smile
                          • lonely27 Re: :) 03.10.07, 21:25
                            Też się zastanawiałam, wychodząc z własnej skóry. Ale on nie
                            powiedział, nie dał znaków, że mu źle. Ale jest taką osoba, co
                            wszytsko mu się szybko nudzi, ma słomiany zapał, ciągle potrzebuje
                            adrenaliny.A ze mna było po kilku latach tak - ciepłe
                            mieszkanko,spokojna praca, urzadzanie pokoju dziecięcego... On od
                            tego uciekł. I się zarzeka, że nie wróci..
                            • mumuja Re: :) 03.10.07, 21:46
                              niech spierdziela na drzewo, skoro mu tam dobrze, skoro nie ma
                              pomysłu na adrenalinę z jedną osobą, skoro jest na tyle niedojrzały,
                              żeby nie zrozumieć podstawowych mechanizmów. Chyba że chodziło o coś
                              innego, co Ty wykluczasz, czego on Ci nie powiedzial.
                              Jeśli on nie chce wracac, naprawde zostaje Ci odbudowanie na nowo
                              siebie...
                • fleshless Re: wybacz, Mumuju, 03.10.07, 20:41
                  ta_ann napisała:
                  > Szanuję dobrych ludzi, krzywdzących - krzywdzę...
                  > Prędzej czy później wpadają w ręce. I dobrze się
                  > z tym czuję.

                  Oj, Ludziku, Ludziku, tak Ci się tylko wydaje, że jesteś taka cwana

                  za dużo siedzisz przed kompem chyba ;P
                  • ta_ann Dobrze mówicie, Panie Adwokacie 03.10.07, 20:41
                    buzi.
                    • fleshless Re: Dobrze mówicie, Panie Adwokacie 03.10.07, 20:47
                      buzi?
                      tak obcego faceta?
                      no wisz?
              • metaxxa1 zamknij za nim drzwi i nie otwieraj 03.10.07, 22:13
                nie jest ciebie wart,skoro nie docenił i nie szanował,
                spotkasz lepszego
          • pomysl.po.wypiciu Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 15:17
            ta_ann napisała:
            >crying...)
            > Gdyby wrócił:
            >crying...)
            > * zdradź go też
            >
            > (by t_a)

            jejku ale genialne rady
            brakuje jeszcze typu podaj mu srodki przeczyszczajace
            • ta_ann zapomniałam 03.10.07, 15:19
              * laxigen
              • pomysl.po.wypiciu Re: zapomniałam 03.10.07, 15:20
                stosujesz codziennie?
                • ta_ann dzięki za rozweselenie :) 03.10.07, 15:28
                  nie wiem, jak smakują a poprawną nazwę
                  sprawdziłam w google

                  zdrada bardzo boli, taki l. to przy niej
                  pikuś
            • ola_dom co lepiej? 03.10.07, 15:22
              moja koleżanka swojemu byłemu gotowała obiadki, bo tamta "w ogóle
              nie umie gotować i on biedny tylko puszki je...". Dla niego to
              robiła? Dla siebie! Że taka szlachetna. Przerost ego nad wszystkim...

              co lepiej?
              Ani to, ani to...
              Utrudnianie rozwodu powoduje szarpaninę wewnętrzną - u mnie by
              spowodowało.

              Najlepiej szybko stanąć na nogi i prędko zapomnieć o delikwencie.
              Jak?
              Oooooo, to już zupełnie inna para kaloszy...

              • ta_ann Re: co lepiej? 03.10.07, 15:43
                I to jest plus samotności:
                na cokole jestem JA, ładnie wyglądam dla SIEBIE,
                gotuję dla SIEBIE, płaczę w poduszkę...smile I później
                ktoś sobie pisze o beznadziejnie egoistycznych
                singlach. Nie mamy wyjścia, psze panismile

                Nie rozumiem tego matkowania, wolę być sama
                niż w związku, który miałby aż tak poniżać...

                Pomyśl (nick), zamiast krytykować (łatwe), doradź
                (trudniejsze). Poczytamy.
                • ola_dom Re: co lepiej? 03.10.07, 15:58
                  ta_ann napisała:

                  > Nie rozumiem tego matkowania, wolę być sama
                  > niż w związku, który miałby aż tak poniżać...

                  pokręcone, chore ego.
                  Ona była TAKA wspaniała, że była PONAD to, taka szlachetna, że MIMO
                  TO, i "to przecież byłoby takie niskie odgrywać się teraz na nim.
                  Przecież spędziła z nim tyle lat i on też w tej całej sytuacji
                  cierpi...".
                  Buddyzm przekręcony na dziesiątą stronę.
          • lonely27 Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 15:19
            Sprawa formalna już w toku crying Trochę już minęło...A on twierdzi, że
            teraz jest szczęśliwy..Gdyby wrócił...Duma mu nie pozwoli...i
            zwyczajnie brak miłośći...do mnie....
            A czy ja wybaczę i zapomnę? Wiem tylko, że dalej go kocham...
            Śniadania - od roku już nie robiłam wink Trzymałam go krótko, jak
            podejrzewałam o romans, nic dobrego to nie przyniosło, a raczej
            odwrotny skutek, szybszego uciekania ode mnie.. Zdrada.....nie, nie
            dla mnie...
            • ta_ann Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 15:25
              a ja nie wiem, czy jeszcze kocham...
              może już tylko potrzebuję...

              w końcu, gdy ktoś odchodzi to ujawniają się
              jego "ciemne strony", cień. nie jest przecież
              wspaniały, jeśli (...)

              tak w ogóle: jest forum rozwodowe, ale to co mi
              się tam bardzo nie podoba - oni gloryfikują
              rozwód. rodzaj wtajemniczenia. te wątki: cześć,
              jestem już naprawdę z wami. rozwiodłam się.
              jeśli będzie Ci jakoś pomocne, zajrzyj na ww.
              forum.

              Wybaczyć i zapomnieć można. Jeśli rzeczywiście druga
              strona obudzi się z łapką w nocniku i stwierdzi,
              że Ty i tylko Ty smile

              • lonely27 Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 20:19
                Ja też nie wiem...może kocham tylko jego wyobrażenie...I cholernie
                tesknię za nim...
                • ta_ann ... 03.10.07, 20:30
                  mnie go brakuje. po prostu. ale to nie działa
                  w drugą stronę. trudno.
                  • lonely27 Re: ... 03.10.07, 20:41
                    No własnie. Tą drugą jest teraz ona - nowa, niepoznana, świeża, do
                    odkrycia.... Cóż, stare w kąt
                    • ta_ann Re: ... 03.10.07, 20:42
                      Nowe też pójdzie w kąt. Albo do lamusa pójdzie on.
                      Szybciej niż myślisz.
    • mumuja Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 19:34
      przykre, że takie rozczarowania nadchodzą nagle, z powodu czyjejś
      głupoty, można pocieszyć się tym, że takim zachowaniem on nie wygra
      sobie lepszego życia, może chwilę oddechu, ale jesli jest tak, jak
      mówisz, ze chce mieć święty spokój od odpowiedzialności, to
      szczęśliwy nie będzie.
      Ty pewnie swoje przecierpisz, tym lżej, im bardziej skupisz się na
      sobie, na ulepszaniu swojego życia, z moich obserwacji wynika, że
      łatwiej osobom, dla których partner nie był jedyną ważną rzeczą w
      życiu.
      • lonely27 Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 20:24
        To się stało tak nagle...I to nie było tak, że nie chciałam nic
        wiedziec, wiedzieć wcześniej, że coś nie tak..crying Porostu..Jemu się
        przestało podoac małżeństwo..bycie razem..Myślę, co robiłam nie
        tak...Takim to chyba nie dogodzisz..
        Z tym skupieniem na sobie..idzie mi marnie...w sumie od dłuższego
        czasu, gdy czułam, że coś jest nie tak skupiłam się na nim i tylko
        na nim...
        Ale teraz chcę odetchnąć, zając myśli czymś nowym...żeby odbić się
        od dna...
        • mumuja Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 20:33
          współczuję Ci bardzo. I choć nie sądzę, żeby poskutkowało, to jednak
          uważam, ze dobrze zrobisz, gdy będziesz się starała odsunąć od
          siebie myśli rozstrząsające, najlepszym lekarstwem zajęcie się czymś
          zupełnie innym, coś, co Ci zajmie myśli, niech to bedzie choćby i
          praca.
          pomóc też może złość i na każdą myśl o żalu za małżeństwem, myśl o
          tym, co Cię wkurzało.
          Ale generalnie kierunek: odcięcie się
          • lonely27 Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 20:51
            Jakie to trudne...odsunięcie się emocjonalne....bo fizyczne już
            dawno nastąpiło. Ile to jeszcze potrwa? Jak długo się będę leczyć z
            miłości do niego?
            A myslę na zmiane o tym co było dobre, i o tym co nie było... Ale
            żal i ból zagłusza wszytsko. Że się skończyło, że więcej nie będzie..
            • altu Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 21:01
              fakt. nie jest to łatwe.
              jedyne co może pocieszyć: że jeżeli zostalibyście razem, a on dalej by robił swoje - co najmniej jedno z was nie byłoby z tego zadowolone.
              może takie drastyczne przecięcie, rozstanie i rozwód to nie jest to, co ludzie robią najchetniej. ale cóż.. takie życie. trzeba to przeżyć, przeczekać.
              jedyne co moze pocieszyć jeszcze bardziej: że będzie lepiej. będzie dobrze, jeżeli ty sama będziesz chciała.
              ja trzymam kciukismile
              • lonely27 Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 21:19
                Przeżyć, przeczekać...Nikt tego za mnie nie zrobi..Ciiii, by nie
                zapeszać..
                Kiedyś musi być dobrze....(chyba w to jeszcze nie wierzę)
                • altu Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 21:38
                  przeżyjesz..
                  i jeszcze znajdziesz swoje dni szczęśliwe.
                  smile
    • sibeliuss Re: I na mnie padło ;( 03.10.07, 21:56
      Rozwieść się, odchorował, odpłakać i stanąć na nogi.
      Szkoda tracić energię na głupie zemsty i inne tego typu durnoty.
      • lonely27 Re: I na mnie padło ;( 04.10.07, 09:41
        Uf, dzisiaj nowy dzień. A gdzie mój uśmiech....?
      • ola_dom Re: I na mnie padło ;( 04.10.07, 13:24
        sibeliuss napisał:

        > Rozwieść się, odchorował, odpłakać i stanąć na nogi.
        > Szkoda tracić energię na głupie zemsty i inne tego typu durnoty.

        tak jest.
        Mszcząc się skupiamy się na tym, kto nas skrzywdził. A na to szkoda
        naszej energii. O takim skurwielu najlepiej czym prędzej zapomnieć.
        Knucie zdrady nie pomaga zapominać.
        Należy skupić się na tym, żeby NAM było dobrze. Czyli na nas.

        Lonely - mówią, że im silniejszy kopniak, tym większy krok naprzód.
        U mnie tak było.
        Moja znajoma najpierw po rozstaniu o mało nie oszalała, a potem
        zajęła się sobą i sprawami, na które nigdy nie było czasu i
        akceptacji ze strony męża. I zaczęła ŻYĆ. Chociaż najpierw musiała
        ciężko odchorować.
        Na pewno będzie lepiej. Często takie cierpienie dopiero otwiera nam
        oczy i pokazuje milion możliwości, których wcześniej nie
        dostrzegaliśmy, bo przywykliśmy do codzienności (nic złego w
        codzienności, o ile nie zamyka nam oczu na niecodzienność - a tak
        często bywa).
        Powodzenia.

    • abneptis Re: I na mnie padło ;( 04.10.07, 10:01
      hm... moj odszedł 2 miesiace temu, zostawil mnie i wtedy 5 miesieczne dziecko,
      zakochał sie, powiedział ze uwielbia kawalerski styl zycia, motylki w brzuchu a
      z nami jest nieszczesliwy- mialam ciezka ciaze, urodzilam wczesniaka, dziecko
      bylo chore a ja okres pologu mialam wysokie nadcisnienie...
      i tak sobie mysle
      obiecywał:
      milosc-zakochal sie w innej
      wiernosc- dyma inna
      uczciwosc małzenska- nie dotrzymal i tego slowa duzo by pisac
      w zdrowiu-to dotrzymal
      i w chorobie- opuscil mnie, nigdy nie lubil jak chorowalam chociaz bylby to katarsmile

      snil mi sie on i ona przez bite 1,5miesiaca, do tego czesto sie nade mna znecal
      psychicznie-opowiesci o next i jaki jest happy
      ale to mija , czas leczy rany
      TYLKO CZAS cie uratuje
      dzisiaj jest juz lepiej ale nie super, żałoba podobno trwa do 2 lat zaakceptuj
      to i sie przyzwyczaj do swoich malych dołów i oczywiscie z nimi walcz.
      sciskam i trzymaj sie!

      P.S. Mężów można mieć wielu i dzisiaj juz to wiem, a zwykle chuje(nie wiem czy u
      Was mozna przeklinac jak nie to sorry) nie sa warte naszych łez, kurwa chciał
      wolnosci to po kiego grzyba brał slub? NIEDOJRZAŁY SOCJOPATA
      • lonely27 Re: I na mnie padło ;( 04.10.07, 10:38
        Och abnepitis..czemu faceci tak głupieją, mając rodzinę, dziecko. Co
        nagle przestaje im się podobać? A staram się zrozumiec, że po
        pewnym czasie motylki odlatują i takie tam, ale to już inny etap
        miłośći, dojrzalszy. Zachwują się tak, jakby na niczym innym by im
        nie zależało , jak na wolności, nowościach, beztroskim życiu, z dnia
        na dzień.
        • fleshless Re: I na mnie padło ;( 04.10.07, 13:27
          no ale to co, to tak nagle, z dnia na dzień?

          tak hop siup, aż nie chce się wierzyć, że nic tego nie zapowiada...

          i że to takie jednostronne...
          sory ;]
          • ta_ann hm... 04.10.07, 13:33
            Trudno Tobie uwierzyć, że dojrzałych, dorosłych
            mężczyzn jest naprawdę garstka? I że ja zabraniamsmile
            komukolwiek wzbudzać poczucie winy w kobietach?

            Panowie, jesteście niedorośli.

            W literaturze będzie to Piotruś Pan. Kobiecego
            odpowiednika zdaje się nie ma...

            Największe joby (przepraszam) cisną się na usta, gdy
            zostawiane są kobiety rodzące w jakikolwiek upośledzone
            dzieci. Wiesz, jaki bywa argument? Pan jest tak wrażliwy,
            że aż nie może na to patrzeć. 100% opieki sprawować ma
            kobieta.
            • fleshless Re: hm... 04.10.07, 13:46
              ta_ann napisała:

              > Trudno Tobie uwierzyć, że dojrzałych, dorosłych
              > mężczyzn jest naprawdę garstka?

              z czego wnosisz?


              >I że ja zabraniamsmile
              > komukolwiek wzbudzać poczucie winy w kobietach?

              zabraniać to se można, tylko jeszcze ludzie muszą Cię słuchać.


              > Panowie, jesteście niedorośli.
              > W literaturze będzie to Piotruś Pan. Kobiecego
              > odpowiednika zdaje się nie ma...

              faktycznie, dowód miażdżący,
              myślę, że powinnaś być cytowana w stosownej literaturze, bo oto przeforsowałaś
              dowód, na to co chciałaś dowieść.
              Co to dokładnie było, ja rozszyfrować nie potrafię, ale to mniej więcej chodzi o
              to, że jak w literaturze był Piotruś Pan, to mężczyźnie są niedojrzali.


              > Największe joby (przepraszam) cisną się na usta, gdy
              > zostawiane są kobiety rodzące w jakikolwiek upośledzone
              > dzieci.

              jak najbardziej, tylko jakim sposobem zrobić z tego dowód na nikczemność
              mężczyzn w ogóle?
              Czy z tego że pewien hydraulik, zamiast zamontować ukradł komuś kaloryfer
              wynika, że (dla każdego x) hydraulik = złodziej?


              >Wiesz, jaki bywa argument?
              >Pan jest tak wrażliwy,
              > że aż nie może na to patrzeć. 100% opieki sprawować ma
              > kobieta.

              a to już jest spekulacja,
              albo inaczej: wesoła twórczość ;]
              • ta_ann Re: 04.10.07, 14:13

                > z czego wnosisz?

                z większej odpowiedzialności za dziecko (naturalne),
                za zawiązek w ogóle...



                > zabraniać to se można, tylko jeszcze ludzie muszą
                > Cię słuchać.


                podobno znasz się na żartach...smile


                > faktycznie, dowód miażdżący,
                > myślę, że powinnaś być cytowana w stosownej
                > literaturze, bo oto przeforsowałaś dowód, na to
                > co chciałaś dowieść.

                Ja te dowody znajdę, wystarczy zajrzeć do stosownej lit.,
                tylko czy Ty będziesz chciał je przyjąć do szanownej
                wiadomości.
                Dwa: aż chciałoby się napisać "jak mało znasz jeszcze życie",
                ale pewien pan pouczał mnie onegdaj, że to nie jest argument
                w rozmowiesmile

                (...)
                > wynika, że (dla każdego x) hydraulik = złodziej?

                Mówimy o braku dojrzałości, nie nikczemności i złodziejach...

                > a to już jest spekulacja,
                > albo inaczej: wesoła twórczość ;]

                No właśnie nie. Tylko ja nie wiem, czy będzie mi się
                dziś chciało iść do najbliższej czytelni Biblioteki
                Pedagogicznej...Raczej nie będzie. Zamiast tego pójdę
                zrywać malinysmile
                Czy artykuły z netu uznasz za wiarygodne? Coraz częściej
                są wykorzystywane przy pisaniu prac chociażby.
                • fleshless Re: 04.10.07, 14:32
                  a_ann napisała:

                  > z większej odpowiedzialności za dziecko (naturalne),
                  > za zawiązek w ogóle...

                  ale co z większej odpowiedzialności za dziecko?
                  nie bardzo widzę to wnioskowanie
                  rozumiem, że wychodzisz od postulatu, że ludzie powinni brać odpowiedzialność za
                  dzieci i związki, no dobrze
                  ale jak to się ma to tezy że jest garstka dojrzałych mężczyzn?

                  > Dwa: aż chciałoby się napisać "jak mało znasz jeszcze życie",
                  > ale pewien pan pouczał mnie onegdaj, że to nie jest argument
                  > w rozmowiesmile

                  Tobie się naprawdę wydaje, że z Twoich postów widać taką znajomość życia?
                  Prędzej gorycz i sfrustrowanie, nie obraź się, ale generalnie gderasz na potęgę.

                  Co do literatury - nie wystarczy ją czytać, jeszcze trzeba umieć ją czytać,
                  a poza tym, to nie jest jakaś ostateczna instancja,
                  po trzecie, stawiam dwie pół litry, że nie ma takiej literatury (przynajmniej z
                  kategorii fachowa, profesjonalna praca socjologiczna), która by głosiła, takie
                  pokoślawione obserwacje.


                  > > wynika, że (dla każdego x) hydraulik = złodziej?

                  Ludziu, czy to jest niska kumatość, czy jakiś rodzaj robienia koło pióra?
                  czy mam Ci napisać wprost, łopatologicznie:
                  - to że jakiś koleś kopnął w dupę żonę z małym dzieckiem, to znaczy, że każdy
                  facet jest z definicji obarczony taką winą?

                  co do akapitu ostatniego, to patrz akapit powyżej.

                  idź na te maliny, nie siedź przed kiś się przed tym kompem tyle.
                  • ta_ann Re: 04.10.07, 14:43

                    > Prędzej gorycz i sfrustrowanie, nie obraź się, ale generalnie
                    > gderasz na potęgę.

                    Tak big_grin Też to ostatnio zauważyłam.
                    Brak seksu, obstawiam, że to dlategosmile
                    Postuluję u siebie więcej masturbacji.
                    Seks bez miłości? Nieeeee.

                    (...)

                    > po trzecie, stawiam dwie pół litry, że nie ma takiej
                    > literatury (przynajmniej z kategorii fachowa, profesjonalna
                    > praca socjologiczna), która by głosiła, takie pokoślawione > obserwacje.

                    Socjologia? Może być, ale prędzej to będą prace z
                    psychologii.

                    Dobra, kiedyś odszukam i stawiam już teraz na pewno, że
                    mało znasz życie. Wódką zalej się sam. Moje preferencje
                    to green&red tea. Mate. Owocowe herbaty herbapolu. Bez
                    dodatkówsmile


                    >
                    > > > wynika, że (dla każdego x) hydraulik = złodziej?
                    >
                    Potrzebujesz forów. Proszę: niska kumatośćsmile

                    (...)

                    > idź na te maliny, nie siedź przed kiś się przed tym kompem tyle.

                    Cóż. JAKO I TYsmile
                    • fleshless No cóż ja 04.10.07, 16:17
                      Ci mogę odpowiedzieć, Ludziku,

                      nie mam siły prowadzić dalej tej pseudo dyskusji,
                      a wiem, że ona się nigdy nie skończy;
                      masz tą przewagę nade mną, że z góry znasz odpowiedź, jedyne zadanie, o jakie
                      musisz się martwić, to produkowanie nie trzymających się kupy zdań, którymi
                      usiłujesz stwarzać pozory, że dysponujesz jakimiś argumentami. Czepiasz się
                      słów, imputujesz, nie respektujesz reguł dyskusji - Tobie nie chodzi o
                      argumentację, ale o przepychankę, o to żeby wyszło, że masz rację (w Twoim
                      mniemaniu robisz to skutecznie).


                      No nie będę się licytował, kto bardziej zna życie, bo to też nie ma sensu, to
                      tylko deklaracje, a wszystko i tak wychodzi w praniu - mówiąc inaczej - takie
                      się ma życie, jak się je zna (choć, nie powiem, szczęścia też trochę potrzeba,
                      ale sam fuks też sprawy nie załatwi)

                      Właściwie nie obchodzi mnie, co wyczyniasz. Ale irytuje mnie to w momencie kiedy
                      widzę, jak robisz z siebie ofiarę, wcześniej prowokując ludzi do wejścia z Tobą
                      w zwarcie. Robisz to podrzucając gdzieniegdzie podteksty, niejasne aluzje,
                      wycieczki osobiste, insynuacje - niby nic, niby nic otwarcie, ale jednak.

                      I tak to widzę, i myślę, że nie tylko ja.
                      • ta_ann Obiecałam, że poszukam danych. 04.10.07, 19:42
                        Działałam nie sama. Pozwolę sobie zacytować.
                        Komentarza nie będzie. I na tym kończę rozmowę
                        z Tobą.

                        X. pisze:

                        "Wrzuciłam w google 'disabled children abandonment
                        adoption study', ale znalazłam tylko, ze dzieci nie-
                        pełnosprawne częściej żyją tylko z matkami (ojcowie
                        dość często odchodzą, bo nie potrafią sobie
                        poradzić z ciężarem wychowywania takiego dziecka -
                        podobne historie słyszałam wiele razy).

                        Tak więc może być tak, że Twoja teza jest nieprawdziwa
                        w demokratycznych, rozwiniętych społeczeństwach. Natomiast
                        prawdziwa w takich krajach jak Polska czy Rumunia [uśmiech -
                        dopisek t_a] (zdaje się, że jakiś czas temu był artykuł (w Obcasach?) na temat rumunskich sierocińcow i
                        tego, że przebywa tam mnóstwo niepełnosprawnych dzieci).

                        Dziękuję za uwagę, fleshless.
            • fleshless ps. 04.10.07, 13:48
              >I że ja zabraniamsmile
              > komukolwiek wzbudzać poczucie winy w kobietach?

              przypominam, że zdanie o poczuciu winy to jest już wniosek jaki wyciągnęłaś Ty,
              ja tego w ten sposób nie widzę.
          • lonely27 Re: I na mnie padło ;( 04.10.07, 13:36
            Ja nie odczułam jego zmian w stosunku do mnie wczesniej. Wiadomo, że
            w każdym zwiazku są dni lepsze i gorsze. Ale nie było jakiegos
            rozłamu. To w nim musiało zbierać się wcześniej.. tylko że ja o tym
            nie wiedziałam, a może nie chciałam widzieć. Zawsze wszytsko da się
            czyms innym wytłumaczyć, a on to w taki sposób robił crying
            Może błędnie założyłam, że to już na zawsze? Choc starałam się.
            Wielu rzeczy żałuję, tylko ja już nie mam szansy ich naprawienia
            • ta_ann kurczę..... 04.10.07, 13:41
              to takie typowo kobiece: co mogłam zrobić inaczej,
              lepiej? dlaczego nie byłam bardziej wyrozumiała?
              Znam to także z osobistego podwórka...
              dlaczego krzyczałam? Gdyby chcieć polecieć okropnym
              patosem "miłość wszystko przetrzyma" (miłość mężczyzny
              do kobiety). Skoro nie wytrzymała..?

              Jesteśmy głupio nadodpowiedzialne. Za rozpad związku
              także.

              • lonely27 Re: kurczę..... 04.10.07, 13:48
                Ale tak właśnie się myśli. To osoba oszukana, zdradzona ma pełno
                pytań, często gęsto bez odpowiedzi. A gdyby nie była taka, siaka,
                owaka, to przecież biedy żuczek nie szukałby jej zastępstwa.Ech..
                • fleshless nie chodzi 04.10.07, 13:59
                  o nadodpowiedzialność,
                  nie chodzi o to, żeby obarczać Ciebie za to, że tamten gościu się zmył,
                  w ogóle nie chodzi o to, żeby Ciebie sądzić;

                  po prostu nic nie dzieje się tak z dnia na dzień, taki rozkład siłą rzeczy musi
                  potrwać ileś,
                  pęknąć z dnia na dzień to może tygodniowa znajomość
                  • abneptis Re: nie chodzi 04.10.07, 14:13
                    zdziwiłbys sie...
                    moj odszedł z pania ktora znał dokładnie 2 miesiace, widzieli sie
                    1raz a reszta to gg...
                    owszem moze pewnych sygnałów nie zauwazyłam bo ufałam, bo myslalam
                    ze ma kryzys zwiazany z małym dzieckiem... a okazało sie ze
                    najzwyczajniej w swiecie sie zakochal...
                    szkoda ze nie zdazyl zakochac sie w swoim synku smile
                    • ola_dom Re: nie chodzi 04.10.07, 18:42
                      no żesz do cholery trudno traktować każde chłodniejsze zachowanie
                      partnera jako sygnał, że coś się poważnie źle dzieje!
                      Toż to paranoja. Pewnie, że trzeba uważać i "przyglądać się"
                      związkowi, ale przecież od czegoś jest zaufanie do partnera,
                      zrozumienie i wyrozumiałość.
                      Jak ja jestem w porządku, to zakładam, że druga strona też. Czy to
                      źle?
                      Chodzi o to, żeby nie przegiąć w żadną stronę - żeby czerwona lampka
                      nie zapalała się za każdym razem, kiedy partner ma po prostu gorszy
                      humor. A nuż nas już nie kocha....!!!???

                      Wcale nie trzeba niczego robić źle, żeby ta druga strona kiedyś
                      zmieniła zdanie i obiekt zainteresowań.
                      • ta_ann Fajny i mądry tekst, Olu. 04.10.07, 19:45
                        Kciuk w góręsmile
                • ta_ann szukałby... 04.10.07, 14:04

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka