Mój problem jest może dziwny, ale założyłam niemo, że nie wyśmiejecie
go, że potraktujecie poważnie. Teraz jestem sama, ale może za jakiś
czas... I boję się codzienności. Powiecie, że boję się na zapas,
niepotrzebnie. Nie zawsze lubię być oglądana, rano raczej nie

w filmie "Persepolis" jest to ładnie powiedziane - łatwo jest kochać
kogoś widząc go 3 h w tygodniu. Nie lubię też sprzątać, gdy ktoś na
mnie patrzy (w ogóle sprzątać dość lubię, porządek porządkuje chaos
we mnie). Paradoksalnie, uwielbiam przygladać się facetowi, kochanemu
facetowi (tu korzystam z niedawnej pamięci) w niemal każdej okoliczności...Patrzenie przez pryzmat uczucia?
Bzdurny może problem, jednak problem.