drugi_prawdziwy_michal
12.09.09, 22:33
Witam,
Chce wziasc rozwod. Poczytalem troche forum, troche odpowiedzi udalo mi sie znalezc ale nie wszystkie. I tak w najblizszym czasie udam sie do prawnika, ale zawsze lepiej miec informacje z kilku zrodel. Prosze wiec o odpowiedzi na ponizsze pytania. Prosbe kieruje w szczegolnosci do meskiej czesci forumowiczow:
1) Poprosze o namiary na dobrego adwokata z Wrocka
2) Czy powod: "Nie kocham juz zony, praktycznie codziennie sie klocimy, nie chce marnowac zycia na dalsze uzeranie sie z nia" jest wystarczajacy do udzielenia rozwodu, czy musze miec cos "mocniejszego"?
Zakladam, ze zona nie bedzie wspolpracowac (zeby wina o ew. rozpad obciazyc mnie) i bedzie twierdzic, ze mnie nadal kocha itd (co nie jest prawda).
3) Podzial majatku: mamy wspolnote majatkowa, ale praktycznie zadnego majatku wspolnego. Mieszkanie jest moje (kupione przed slubem), kredyt tez jest na mnie, splacany z mojej pensji (nie mamy wspolnego konta w banku, wiec latwo to udowodnic). Inne nieruchomosci, samochody itd. rowniez kupione przed slubem. Rozumiem, ze tu nie ma problemu: co jest moje, zostanie moje, co jej, ona sobie zatrzyma?
4) Alimenty (mamy roczne dziecko): w tej chwili zarabiam ok. 10 tys. brutto, co stanowi 80% wspolnych dochodow. Alimentow w jakiej wysokosci powienienem sie spodziewac (zakladam sad przyzna opieke nad malym dzieckiem jej)? Dokladnie 80% kosztow utrzymiania dziecka?
Czy ona do tych kosztow, moze sobie wliczyc np. fikcyjna nianke za 3 tys. zl?
5) Zona wraz z dzieckiem predzej czy pozniej wyprowadzi sie ode mnie, czy koszt wynajecia przez nia nowego mieszkania bedzie mial wplyw na wysokosc alimentow. Jesli tak to jaki?
6) Z informacji znalezionych na forum wiem, ze o zmiane wysokosci alimentow obie strony moga sie ubiegac co pol roku. Rozumiem, ze jesli ona zacznie wiecej zarabiac (a w ciagu kilku lat prawopodobnie bedzie zarabiac o wiele wiecej niz ja teraz) moge sie ubiegac o zmiane proporcji w partycypacji w kosztach utrzymania dziecka?
Wiekszosc powyzszych pytan dotyczy czarnego scenariusza ("pojdziemy na noze"), choc byc moze uda sie nam jakos porozumiec w bardziej cywilizowany sposob.
I na koniec: bardzo prosze o konkretne odpowiedzi na powyzsze pytania, bez wycieczek osobistych, oceniania mojej dojrzalosci oraz mnie jako osoby, a takze porad w stylu "jeszcze nie jest za pozno na uratowanie tego malzenstwa".
Jesli ktos koniecznie chce "mi nawrzucac", przez co np. poczuje sie lepiej, to bardzo prosze albo w osobnym watku albo na priv.
Pozdrawiam serdecznie i z gory dzieki za odpowiedzi