misiak198212
24.11.09, 13:06
Witam was....jestem 27-letnia dziewczyną w trudnym momencie zycia...W styczniu
wzielam ślub-tak tak w styczniu...a teraz mysle o rozwodzie tzn mysle
wlasciwie podjelam juz decyzje ale boję się...
Sytuacja wygladala tak-moj mąż obiecywal że pojdzie do pracy wezmie sie za
studia-niestety okazalam sie kolejna naiwna bo nic w tych kwestiach nie
zrobil. Ja pracowalam, a gdy przychodzilam do domu on nadal spal, ze studiow
go wyrzucili po raz drugi.nabral na mnie rzeczy na raty, wybieral mi kase z
konta itd. W pewnym momencie-w lipcu olśnilo mnie i stwierdzilam ze cos jest
nie tak. Powiedzialam mu wtedy-NIe, zablokowalam konto, nie dawalam mu kasy
itp. Wtedy zaczął sie horror- latal z nozem grożąc ze sie zabije, bral
tabletki nasenne, rzucal sie w histerii na podloge i ryczal, zamknąl mnie w
pokoju na klucz , odebral telefon i wylaczyl korki wiedzac ze nabardziej boje
sie ciemności...i wtedy go wyrzuciualm z domu
teraz nachodzi mnie blagając o sznase, mieszka u rodzicow.Chodzi do pracy, ale
ja nie mma ochoty juz z nim mieszkac i go nie kocham-wiem to, bo robil takie
rzeczy ze starcilam do niego wszytskie dobre uczucia. Otoczenie wywiera na
mnie jednak presje-da mu druga szanse, kazdemu trzeba dac, wazne ze tobie nic
nie zrobil itp...