josalander
20.01.10, 06:37
Czekam na termin sprawy rozwodowej.
Facet, z którym się rozwodzę poniżał mnie, ubliżał mi, a ja wytrzymałam to
przez 10 lat. Miodowe miesiące i czarne długie noce. Karanie milczeniem,
obrażanie się, przepraszałam, poniżałam się, bo to było warunkiem, żeby
łaskawie wybaczył i pozwolił znowu o niego dbać, kochać, troszczyć się, dawać
prezenty, gotować obiadki, płacić jego mandaty, spłacać jego długi, ale tak,
żeby nie poczuł się poniżony, bo wtedy obrażał się, wyjeżdżał jak był wolne
dni (oczywiście beze mnie), upijał, przesypiał całe dni i noce, budził zły i
skacowany, znowu ja byłam winna. Generalnie byłam/jestem winna całego jego
nieudanego życia.
Kiedyś uświadomiłam sobie, że ja już nic nie mam co mogłabym mu ofiarować,
wszystko mu już dałam: poczucie godności, dumę, poczucie własnej wartości.
Czułam się nikim, brzydka, stara, głupia, gruba (obleśny tłuścioch). Jak
przechodziłam na dietę on robił frytki, budyń o 23-ej dla mnie, taki był dla
mnie dobry i szlachetny.
Teraz grozi, pobił, oskarżył na policji, że się nad nim znęcam psychicznie.
Zostałam wezwana na policję, byłam przesłuchiwana. Grozi, że odbierze mi nasze
dziecko, udowodni, że jestem złą matką, że nie dbam o dziecko, dom. Ma
adwokata i dwie doradczynie ciocie sędzie sądu rodzinnego. Mówi, że mnie
zniszczy, że tak mi dowali, że nie wstanę.
Od miesiąca jest trzeźwy, odkąd mnie pobił po pijanemu, a ja nie zrobiłam
obdukcji, nie poszłam na policję tylko go postraszyłam, a on poszedł, w końcu
atak najlepszą obroną.
Teraz gra dobrego tatusia, obiecuje dziecku, że jak z nim będzie mieszkał
będzie mógł grać cały czas na komputerze, wszystko co będzie chciał dostanie itp.
A ja czekam na rozprawę, a właściwie najpierw na termin.
Mieszkam z nim w jednym mieszkaniu, naszym wspólnym. Codziennie go widuje,
milczy, ale to już standard i w sumie lepiej niż jak ubliża.
Czy starczy mi sił? Czy dam radę? Jak będzie wyglądała rozprawa? Komu uwierzy
sędzina? Czy ja też oczaruję?