Dodaj do ulubionych

Walczyć czy nie?

09.05.10, 14:02
Witajcie,
czytałam wasze posty kiedyś już, może miesiąć temu, po kolejnej
kłótni z mężem i myślami -"Dość, rozwodzę się" więc chciałam uzyskać
jakieś informacje o temacie.
Teraz piszę, a nie tylko czytam. Nie wiem od czego zacząć, czuję się
jak na terapii i właśnie mam coś powiedzieć, a wszyscy na mnie
patrzą. Denerwuję się i wcale nie czuję się anonimowa. No, ale piszę.
Bardzo poruszył mnie post anetuchyp z 23.04.2010 r. Aneto jeśli
przeczytasz mój wpis, to wiedz, że jestem z Tobą całym sercem i
bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki. W jakiś sposób nasze sytuacje
są bardzo podobne. W moim małżeństwie też to zawsze mąż jest na 1
miejscu, jego praca, jego zdanie. Mnie wprawdzie nie boli głowa
prawie nigdy i mam prawo jazdy, ale znam to jak naczynia w zlewie są
powodem dla którego Jemu odechciewa się wszystkiego.
Do anki_spiewak- mam nadzieję, że odpiszesz na mój wpis, bo ja
jestem chyba właśnie taka jak Ty. Tylko teraz jakoś się pogubiłam.
No więc piszę- jestem na rozdrożu, mam 32 lata, przecudne dzieci i
męza. I nie wiem co będzie dalej. Pracowałam zawsze, od kiedy
skończyłam studia, z przerwami na urlpy macierzyńskie + jakieś
naciagania by być z maleństwami jak najdłużej. Ale generalnie szybo
wracalam do pracy. Teraz ułożyło się tak, że nie pracuję. Od roku.
Pasowało to też męzowi. Skupi się na swojej karierze, zakończy się
nasza ciągła gonitwa, stres, kłótnie o opikę nad dziećmi. I
faktycznie tamte kłotnie się skończyły, zaczęły się inne. Ze jestem
leń, żę nie umyte garnki, itp. Mąż jest panem i władcą. On wymaga, a
ja mam dościgać do jego wyobrażeń. Nie zgadzamy się w żadnej
kwestii, nawet tych najbardziej błachych. Kochamy się rzadko,
myślałam że seks nas pogodzi, niestety nie pogodzi.
I najgorsze w tym wszystkim jet to, że bliśmy parą jak z obrazka-
zakochani, szcześliwi, zgodni; seks był nieziemski.
Teraz jest-chłodno, pusto, zgryźliwie, obco, mąż kocha się ze mną
jak z pustą lalą (wydupczyć i spać), jestem juz za gruba (mam 170
cm, ważę 64 kg.).
Chciałabym walczyć o związek dla siebie, dla dzieci, dla nas, o nasz
dawny super związek, ale boję się, że to już nie wróci, że tego już
nie ma, wygasło.
A z drugiej strony chcę żyć tak jak pisze anka_spiewak-cieszyć się
słońcem, lodami, dobrym filmem, deszczem, oddychać pełna piersią i
kopnąć mego męza z całej siły w dupę.
I co wy na to?
Obserwuj wątek
    • zmeczona100 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 14:12
      Zaczęłabym od rozmowy z mężem- przekazałabym mu dokładnie to, o czym tu
      piszesz. Zaproponowałabym terapie rodzinną. Gdyby mnie wyśmiał, wydrwił,
      to poszukałabym detektywa, aby się upewnić (a raczej zdobyć dowody na
      nie), że mąż nie przyprawia mi rogów.

      Faithill, u mnie też bardzo dużo się zmieniało wraz z tym, jak "mąż" rósł
      we władzę i pieniądze; niektórym w takich sytuacjach "przynależą"
      kochanki.
      • faithhill80 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 14:30
        Wiesz, już nie raz rozmawialiśmy, ale to zawsze zmierza donikąd
        czyli do kłotni, kolejnej. Mąż widzi siebie jako uciemieżonego
        żywiciela rodziny. Więc czego ja od niego oczekuję? On po pracy musi
        odpocząć.
        Wiesz, ten tekst o kochance mnie troche poraził, choć ja tez biorę
        taką opcję pod uwagę. Poraził mnie bo On dalej bardzo mi się podoba,
        bo Go chyba nadal kocham. Ale jestm na tyle uczciwa, iż uprzedziłam
        Go, że w razie dowodów On zostaje po rozwodzie z niczym. Mam
        nadzieję, że mam rację?wink
        I jeszcze wiesz, tak sie dzis wczytuję w wątek Anety, twoja rada -
        obowiązki domowe dla pani za pieniadze, a ja pracuje tak jak mąż.
        Myślę, że to rada genialna i teraz dla mnie nr 1 w moim życiu jest
        powrót do zycia zawodowego.
        • bramstenga Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 16:56
          Ale jestm na tyle uczciwa, iż uprzedziłam
          > Go, że w razie dowodów On zostaje po rozwodzie z niczym.

          Jeśli masz na myśli dobra materialne, to powinnaś wiedzieć, że wina za "rozpad
          pożycia" ma się nijak do podziału majątku. To są dwie odrębne sprawy.
          ~bramstenga
        • triss_merigold6 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 17:33
          Nie masz racji, podział majątku ma się nijak do orzeczenia o winie.
    • enesta Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 15:04
      Taaak, zawsze i chyba w każdym związku najpierw było super fajnie.
      Już nigdy tak nie będzie, będzie inaczej, a czasami momentami będą
      całkiem fajne chwilesmile
      Każdy następny związek znów na początku będzie szalenie cudowny.
      Potem już nie.
      Może okazać się że ten pierwszy był najlepszy, więc zastanów się
      zanim zaryzykujesz.
      To pragnienie kopnięcia w de męża odbieram trochę jak duszenie
      emocji
      z Twojej strony. Może potrzebny jest wentyl bezpieczeństwa- zacznij
      mówić co Ci nie pasuje, tylko wymyśl jakiś konstruktywny sposób.
      Nie lubisz zmywać, ja też, i chyba nikt nie lubi- potrzebna
      zmywarka.I tak po kolei, żebyś Ty była zadowolona i on również.
      Myślę, że cierpisz (cierpicie) na znudzenie i koniecznie zmień coś w
      swoim życiu, ale niekoniecznie męża i rodzinę.
      • teuta1 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 18:05
        A może rzeczywiście to już tak, że mąż myśli, że ma Cię w garści. Że
        jego pozycja pana i władcy jest niezachwiana. Kobieta z własną kasą
        jest niezależna, czytaj nie do końca przedmiot. Kobieta bez kasy -
        słabsza, podległa. A do tego dochodzi przekonanie, że będąc w domu
        powinnaś... I tu sobie wpisz co powinnaś danego dnia. Protesty są
        odbierane jako walka z panem. Bezzasadna. Nie wiem, jak Ci pomóc.
        Poczuciem humoru, kłótnią czy drwiną się tego nie załatwi. Chyba
        bardziej stanowczym stawianiem granic. A to z kolei eskaluje
        konflikt.
        • faithhill80 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 18:27
          Bramstenga i Triss, byłam przekonana, że jeśli okazuje sie, iż winę
          za rozpad związku ponosi ewidentnie jedna ze stron (np. zdrada) to
          wtedy podział majątku przeprowadza się korzystniej dla strony
          pokrzywdzonej. Nie jest tak? Gdzie mogę cos więcej doczytać?
          Teuta jestem właśnie w sytuacji, którą opisujesz. Ani prośbą, ani
          groźbą.
          Jedno wiem na pewno, wywalczyłysmy sobie "równouprawnienie", i tak
          jest,że facet traktuje kobietę jak równego partnera. A więc nie masz
          kasy jesteś słabsza. Po raz pierwszy jestem w takiej sytuacji, i mam
          nadzieję,że po raz ostani.
          Ja swoje wycofanie z pracy traktuję i traktowałam bardzo tymczasowo,
          dla dobra rodziny. Zostało to całkowicie odwrotnie odczytane, że
          jestem słaba, nic nie warta. Szkoda.
          Dlatego jak pisałam do Zmęczonej-powrót na rynek pracy jest teraz
          dla mnie priorytetem. Odzyskać pracę, kasę i godność. Męski świat.
          • zmeczona100 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 18:47
            aithhill80 napisała:

            > Bramstenga i Triss, byłam przekonana, że jeśli okazuje sie, iż winę
            > za rozpad związku ponosi ewidentnie jedna ze stron (np. zdrada) to
            > wtedy podział majątku przeprowadza się korzystniej dla strony
            > pokrzywdzonej. Nie jest tak? Gdzie mogę cos więcej doczytać?

            Faithill, jesli masz zamiar się rozwieźć, to musisz więcej czytać- chocby
            to forum wink
            Jest tak, jak pisały poprzedniczki. 50:50 Albo nierówne udziały, jeśli
            były nakłady z majątku osobistego (np. przedślubnego czy darowizny).

            Dlatego jak pisałam do Zmęczonej-powrót na rynek pracy jest teraz
            > dla mnie priorytetem. Odzyskać pracę, kasę i godność. Męski świat.

            Jeśli myślisz o rozwodzie albo przynajmniej bierzesz go pod uwagę, to nie
            bądź taka uczciwa wink i lepiej, aby mąż nie wiedział, ile naprawdę
            zarabiasz. No i osobne konta, ale to chyba jasne.
            • bramstenga Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 19:42
              > Jest tak, jak pisały poprzedniczki. 50:50 Albo nierówne udziały, jeśli
              > były nakłady z majątku osobistego (np. przedślubnego czy darowizny).

              Dopowiem dla porządku, że orzeczenie winy daje możliwość ubiegania się o
              alimenty od winnego. Ale nie traktowałabym tego jako podstawy utrzymania, bo po
              pierwsze nie są to oszałamiające sumy, a po drugie, w Polsce można dość łatwo
              unikać płacenia alimentów w ogóle. Czyli po raz kolejny sprawdza się powiedzenie
              "umiesz liczyć - licz na siebie"...
              ~bramstenga
        • zmeczona100 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 19:42
          Teuta1, podpisuję się pod tym czterema kończynami smile

          A kiedy się rozwiodę, to z pewnością opiszę tu najbardziej patologiczne
          układy rodzinne, jakie do tej pory miałam okazję spotykać- to dotyczy
          moich teściów. I "męża" w związku z tym też. Teściowa wierzy, że jej mąż
          zrobił jej najlepsze co może być na świecie, bo przyjął ją z synem z
          pierwszego małżeństwa. Dlatego lista jej powinności codziennych jest tak
          długa, że ja- osoba zdrowa, bez renty- nie byłabym jej w stanie wypełnić.
          No a teściowa na rencie, schorowana. Ale renta mała, więc mąż jest tak
          wspaniałomyślny, bo ją utrzymuje. No a za tę wspaniałomyślność przecież
          trzeba się odwdzięczyć- powinnościami...Ta kobieta jest traktowana jak
          szmata do podłogi, ale wierzy, że wszystko jest cudowne i wspaniałe, bo
          mąż jej nie rzucił- starej, schorowanej.
          A ja to wszystko widziałam jeszcze przed ślubem i rozum mi zupełnie
          odjęło, kiedy decydowałam się na zamążpójście z osoba, która przesiąkła
          taka patologią uncertain
      • zmeczona100 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 18:14

        enesta napisała:

        > Taaak, zawsze i chyba w każdym związku najpierw było super fajnie.
        > Już nigdy tak nie będzie, będzie inaczej, a czasami momentami będą
        > całkiem fajne chwilesmile

        Myślę, że w związku (bez względu na jego wiek) najważniejsza zasada to
        poszanowanie drugiej osoby; jeśli tego nie ma, to związek staje się
        "niefajny". Z opisu dziewczyny można wywnioskować, że mąż jej nie szanuje.
        Teraz by trzeba było znaleźć przyczynę utraty do niej szacunku. Dlatego
        wspomniałam o tej drugiej, bo to jednak najczęstsza przyczyna-
        przynajmniej na tym forum.
        • teuta1 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 19:19
          Dziewczyny mają rację. Jestem tu od dwóch lat, przewaliłam mnóstwo
          psych książek, pooglądałam szczęśliwe małżeństwa. Duża część z tego
          to sztuczki, których nie umiem stosować. Misiu ponoć nie gryzie, gdy
          go się nieustannie chwali, kocha bezgranicznie przy jednoczesnym
          stawianiu granic i takie tam. W praktyce widzę raczej baby noszace
          ciężkie siaty i chwalące misia za jedne zakupy w tygodniu. I wszyscy
          ponoć szczęśliwi. Prostytucją duchową i manipulacją mi to śmierdzi.
          A sugerowana gdzieniegdzie słodycz połączona z siłą itp rozwala mnie
          już zupełnie. Zwróciłaś sie bezpośrednio do mnie, więc radzę -
          koniecznie jakakolwiek praca. Przywraca godność - ta lepiej płatna
          pomaga sie utrzymać, choćby na dużo niższym poziomie, ale daje
          wolność.
          • jarkoni Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 19:39
            To chyba babski wątek się zrobił, jakoś żaden facet nie komentuje.
            Ja też niezbyt. Jest masa babskich rad.
            Interesuje mnie tylko góra niepozmywanych garów u Pani, która nie pracuje i,
            chyba, zajmuje się domem...
            • zmeczona100 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 19:47
              jarkoni napisał:

              >
              > Interesuje mnie tylko góra niepozmywanych garów u Pani, która nie
              pracuje i,
              > chyba, zajmuje się domem...

              Jarkoni, u mojej teściowej- niepracującej, zajmującej się domem, góra
              niepozmywanych garów liczyła np. filiżanki- sztuk dwie... To jest na
              zasadzie, aby się czegoś czepić i pokazać, jak ktoś jest beznadziejny
              organizacyjnie, że nawet 2 filiżanek nie umył. Rozumiesz, jeśli nie
              potrafi się zorganizować, to jako pracownik nie ma szans, bo jest po
              prostu- beznadziejna.
              • teuta1 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 20:12
                Chi, chi, jarkoni... No a jeśli ona chce tę górę umyć w obecności
                męża, o 19-stej? A jeśli nie lubi myć? A pod jego nieobecność
                wykleja z dziećmi wyklejanki albo ogląda brazlijskie seriale? To
                można ją nazwać nierobem, prawda? Ustawić się w roli pana i władcy,
                bo w pracy panu dyrektorowi się trzeba było podlizać? Fu.
                • zmeczona100 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 20:17
                  teuta1 napisała:

                  > Chi, chi, jarkoni... No a jeśli ona chce tę górę umyć w obecności
                  > męża, o 19-stej?

                  No ale nie po to ona siedzi w domu, aby on przychodził z roboty do bajzlu
                  wink

                  > A jeśli nie lubi myć?

                  Eee, no co Ty wink Przecież tu chodzi o to, że musi być przez nią umyte,
                  więc co ma do tego lubienie czy nielubienie? wink


                  A pod jego nieobecność
                  > wykleja z dziećmi wyklejanki albo ogląda brazlijskie seriale?

                  A widzisz! Znaczy się- odpoczywa! No a on tam haruje jak dziki osioł...
                  wink

                  To
                  > można ją nazwać nierobem, prawda?

                  Dokładnie wink

                  Ustawić się w roli pana i władcy,
                  > bo w pracy panu dyrektorowi się trzeba było podlizać? Fu.

                  A nie? W końcu to pan dyrektor przynosi do domu pieniądze, a ona tylko
                  wydaje. I to jeszcze na jakieś waciki!
                  wink
                  • faithhill80 Jarkoni, Teuta, Zmeczona 09.05.10, 23:59
                    Bardzo proszę nie robić sobie żartów z mojej bardzo poważnej
                    sytuacji życiowejwink
                    We wcześniejszym poście wyjaśniłam już Jaarkoniemu tę górę
                    niepozmywanych naczyń.
                    I jeszcze dodam, że nigdy nie oglądałam i nie oglądam brazylijskich
                    seriali, a w czasie "siedzenia" w domu załączam radio-TYLKO.
                    Uwierzcie mi- nie jestem nierobem, daleko mi do idiotki, pracowalam
                    zawsze i całkiem dobrze zarabiałam.
                    Straszne jest to, że za wybór domu i dzieci z niezależnej, młodej,
                    atrakcyjnej żony, stałam się jednym ze sprzetów domowych, który
                    (według mego męza) wciąz nawala.
                    Aaaaaaaa, i mój mąz na pewno nie podlizuje się w pracy kierownikowi,
                    ma pracę samodzielną, więc chyba nie to, że musi się odegrać na mnie
                    za stresy w pracy. Ale nie to, że go bronię, po prostu wyjaśniam.

                    • zmeczona100 Re: Jarkoni, Teuta, Zmeczona 10.05.10, 18:03
                      faithhill, ale Ty nie odebrałaś mojego posta na poważnie, co??
                      • faithhill80 Re: Jarkoni, Teuta, Zmeczona 10.05.10, 22:13
                        No pewnie, że nie na poważnie.
                        Zmeczona myślę, że w realu rozumiałybyśmy się bez słów.
                        Pozdrawiamsmile
            • faithhill80 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 23:43
              No właśnie, żaden pan nie komentuje, a ja tak liczyłam właśnie na
              męskie komentarze. Chciałam, żeby ktos mi to przedstawił z drugiej
              strony. Dobrze, że choć Pan sie odważył.
              No więc już wyjaśniam.
              Po pierwsze- żadna góra, a jeśli już to rzadko.
              Po drugie - w naszym domu taka góra robi się po każdym posiłku czyli
              3 razy dziennie, nie myje nikt tylko ja.
              Po trzecie-gotuję w domu co dzień obiady 2 daniowe.
              Po czwatre-prócz gotowania zajmuje się:praniem, prasowaniem,
              rozwieszaniem prania, odkurzaniem, ścieraniem kurzu, myciem podłóg,
              okien, praniem firan, scieleniem łóżek, myciem wc i łazienki,
              grzadkami, sprzataniem wokól domu, zakupami, odbieraniem dziecka
              straszego, dodatkowymi sparwami typu urzedy, lekarze, szcepienia,
              logopeda, banki, ot codzienne pierdoły czyli NICNIEROBIENIE. A w tak
              zwanym wolnym czasie maluch-mama siku, mamo kupkę, mamo gorąco, mamo
              zimno, mamo karat, mamo otwórz, mamao zamknij.
              Po piąte- kiedyś miałam dzień typu "muszę zrobić wszystko" wiec
              umyłam okna w kuchni, odkurzyłam dom, umyłam podłogi, wc, lustra w
              domu, prasowanie, generalnie błysk (tak jest najczęsciej) wraca mąż
              okolo 21.30, dzieci wykąpane,nakarmione, już spią, ja przy
              komputerze, a on wszedł, rozejrzał się, po czym powitał mnie "czy ty
              musisz zawsze zostawić chleb na stole"? (zjadłam na kolację 1
              kanapkę, 2 z masłem została na stole-nie zmieściłam), więc ja na to
              słodko mu odpowiedziałam.........................Zgadnijcie co?wink
              No i czy dalej zastanawia Pana ta góra naczyń, czy mam cos jeszcze
              wyjaśnić?
              • zmeczona100 Re: Walczyć czy nie? 10.05.10, 18:09
                Ależ ja Cię proszę- babki* znają to z autopsji, a pozostali i tak Ci nie
                uwierzą, że to zajmuje aż tyle czasu i energii i że się można zmęczyć tak,
                że wieczorem czujesz się jak koń pociągowy po zmianie.wink


                * osoby zajmujące się pracami domowym- bez względu na płeć
              • karolaak Re: Walczyć czy nie? 11.05.10, 12:07
                Prawda jest taka, ze jesli ktos chce sie przyczepic to zawsze cos
                sie znajdzie. Nie mozna jednak robic z siebie wiecznej meczenniczki,
                spedzanie czasu z dziecmi to nie musi byc meczarnia, wielkie
                sprzatanie itd nie robisz codziennie, lekarz to tez nie codziennosc.
                Mialem to samo z zona kiedy byla z dziecmi w domu... wiecznie
                zmeczona, bo musiala zrobic obiad (sprzatanie bylo na mojej glowie),
                nastawic pranie, rozwiesic je... ale kiedy powiedzialem, ze jesli
                jej tak ciezko to niech mi zostawi dzieci to natychmiast enrgia
                wracala. Mi nigdy dzieci nie przeszkadzaly, robilem z nimi rozniste
                rzyczy od malowania balkonu kiedy jeszcze mala siedziala tylko w
                krzeselku i bawila sie grzechotka do sprzatania kiedy kazde dziecko
                dostalo szmatke i uczylo sie jak wycierac kurze, czy odkurzac.
                Pewnie, ze praca idzie wolniej, ale ile radosci moze dac. Kwestia
                podejscia. Nalezy tez sprobowac postawic sie w drugiej osobie, ktos
                wrca do domu, po pracy mniej lub bardziej zmeczony a tu pelen zlew
                naczyn, nie ma nawet jak herbaty zrobic.. ale coz.. takie zycie,
                chcesz miec dzieci to masz obowiazki i tyle...
                • zmeczona100 Re: Walczyć czy nie? 11.05.10, 12:23
                  karolaak napisała:

                  Przede wszystkim zmień płeć, bo na razie to Ty jesteś kobietą.]

                  Po drugie- kolejny raz napiszę to, co już tu pisałam kilkakrotnie.Jeśli
                  harujesz jak wół na rodzinie, a baba siedzi tylko w domu, przy dziecku, i
                  nawet dupy jej się nie chce ruszyć, aby pozmywała gary czy ugotowała
                  obiad, to czas najwyższy pomyśleć o sobie! Wygnać ją wreszcie do roboty-
                  niech ona zapier.dala jak dziki osioł, niech wraca zmęczona codziennie i
                  wstaje z rana codziennie! A Ty będziesz mógł wreszcie odpocząć, bo
                  pozostaniesz w domu- tylko pamiętaj, aby babę pognać do roboty, w której
                  będzie zarabiać przynajmniej tyle, co Ty. Czas się szanować, mężowie
                  migających się od pracy bab!!!
            • tomaszko33 Re: Walczyć czy nie? 22.05.10, 22:06
              zasada prosta baba ma rozwaloną rodzinę to co możze poradzić !!!
              rozwal swoją rodzinę A facet - WALCZ ZAWSZE WARTO!!!!
        • enesta Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 20:40
          zmeczona100 napisała:
          Z opisu dziewczyny można wywnioskować, że mąż jej nie szanuje.
          > Teraz by trzeba było znaleźć przyczynę utraty do niej szacunku."
          Te fajne, idealne związki ( o stażu ok. 10 lat) moim zdaniem są
          bardzo rzadkie.
          Nie wiem czy tu można mówić o braku szacunku, raczej o rosnącej
          dominacji męża auorki, powstałej z pewnych przyczyn.
          Pozwolę sobie wkleić wypowiedź mężczyzny z sąsiedniego wątku:
          forum.gazeta.pl/forum/w,24087,110544146,111210989,Re_Obiecalem_III_czyli_jak_ja_to_zrobilem.html
    • nangaparbat3 Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 21:27
      Myślę, ze Twoja decyzja powrotu do pracy to najlepsze, co moze przyjsc do głowy.
      Byc moze taka zmiana sytuacji naprawi Twoje małżeństwo.
      Byc moze nie - ale wtedy bedziesz samodzielną, niezalezną kobietą.
      Trzymam za Ciebie kciuki smile
    • tully.makker Re: Walczyć czy nie? 09.05.10, 22:01
      Do pracy jak najszybciej.

      A potem sie zastanowisz co dalej. Bedziesz miala wybor.
    • rarely A z drugiej strony chcę żyć tak jak pisze anka_spi 22.05.10, 20:47
      A z drugiej strony chcę żyć tak jak pisze anka_spiewak-cieszyć się
      słońcem, lodami, dobrym filmem, deszczem, oddychać pełna piersią i
      kopnąć mego męza z całej siły w dupę.

      Zrób to koniecznie badz szczesliwa zaslugujesz na to jestes czlowiekiem
      i zadne dzieci niech cie nie ograniczaja znajdź sobie kochanka
      • faithhill80 Dziękuję za wszystkie rady! 28.05.10, 22:06
        Moi drodzy, tak jak powyżej, dzięki!
        Szczególnie dla Zmeczonej100, za zrozumienie.
        Rarely-chyba nie skorzystam z rady-na kochanka po prostu nie mam
        najmniejszej ochoty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka