faithhill80
09.05.10, 14:02
Witajcie,
czytałam wasze posty kiedyś już, może miesiąć temu, po kolejnej
kłótni z mężem i myślami -"Dość, rozwodzę się" więc chciałam uzyskać
jakieś informacje o temacie.
Teraz piszę, a nie tylko czytam. Nie wiem od czego zacząć, czuję się
jak na terapii i właśnie mam coś powiedzieć, a wszyscy na mnie
patrzą. Denerwuję się i wcale nie czuję się anonimowa. No, ale piszę.
Bardzo poruszył mnie post anetuchyp z 23.04.2010 r. Aneto jeśli
przeczytasz mój wpis, to wiedz, że jestem z Tobą całym sercem i
bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki. W jakiś sposób nasze sytuacje
są bardzo podobne. W moim małżeństwie też to zawsze mąż jest na 1
miejscu, jego praca, jego zdanie. Mnie wprawdzie nie boli głowa
prawie nigdy i mam prawo jazdy, ale znam to jak naczynia w zlewie są
powodem dla którego Jemu odechciewa się wszystkiego.
Do anki_spiewak- mam nadzieję, że odpiszesz na mój wpis, bo ja
jestem chyba właśnie taka jak Ty. Tylko teraz jakoś się pogubiłam.
No więc piszę- jestem na rozdrożu, mam 32 lata, przecudne dzieci i
męza. I nie wiem co będzie dalej. Pracowałam zawsze, od kiedy
skończyłam studia, z przerwami na urlpy macierzyńskie + jakieś
naciagania by być z maleństwami jak najdłużej. Ale generalnie szybo
wracalam do pracy. Teraz ułożyło się tak, że nie pracuję. Od roku.
Pasowało to też męzowi. Skupi się na swojej karierze, zakończy się
nasza ciągła gonitwa, stres, kłótnie o opikę nad dziećmi. I
faktycznie tamte kłotnie się skończyły, zaczęły się inne. Ze jestem
leń, żę nie umyte garnki, itp. Mąż jest panem i władcą. On wymaga, a
ja mam dościgać do jego wyobrażeń. Nie zgadzamy się w żadnej
kwestii, nawet tych najbardziej błachych. Kochamy się rzadko,
myślałam że seks nas pogodzi, niestety nie pogodzi.
I najgorsze w tym wszystkim jet to, że bliśmy parą jak z obrazka-
zakochani, szcześliwi, zgodni; seks był nieziemski.
Teraz jest-chłodno, pusto, zgryźliwie, obco, mąż kocha się ze mną
jak z pustą lalą (wydupczyć i spać), jestem juz za gruba (mam 170
cm, ważę 64 kg.).
Chciałabym walczyć o związek dla siebie, dla dzieci, dla nas, o nasz
dawny super związek, ale boję się, że to już nie wróci, że tego już
nie ma, wygasło.
A z drugiej strony chcę żyć tak jak pisze anka_spiewak-cieszyć się
słońcem, lodami, dobrym filmem, deszczem, oddychać pełna piersią i
kopnąć mego męza z całej siły w dupę.
I co wy na to?