eutherpe
20.08.10, 08:24
Już po rozwodzie. Ojciec ma zasądzone kontakty z prawie 3 letnią córcią 3 razy
w tygodniu ( dodam,że każdy weekend jest zajęty i nie mogę swobodnie nigdzie
wyjechać z dzieckiem).Oprócz tego, po rozprawie apelacyjnej którą sam wniósł(
walka o samodzielny kontakt córki z jego rodzcami) dostał jeden dzień na
"widzenie" dla dziadków ( od ponad 2 lat nie kontaktowali się z córką, nie
wyrażając nawet takiej chęci, nie podając jej ani jednego pluszaka, który
byłby znakiem na ich pamięc czy zainteresowanie).Przez ten czas do spotkania z
nimi, dziadkowie nie mają żadnego kontaktu z córką, bowiem jak uważa mój były
mąż- Nie będą kontaktowali się z taką idiotką i kretynką jaką jestem, takie
jak ja powinny być na cmentarzu ( może z racji mojej choroby..), jestem
tolerowana wyłącznie ze względu na dziecko...Ojciec dziecka poza marnymi
alimentami nie ma żadnego wkładu w wychowanie dziecka ani nie wykazuje żadnego
zainteresowania jego potrzebami, podobnie jak dziadkowie generacyjni. Przed
spotkaniem z dziadkami Mała prosi mnie aby tam nie iść, chociaż staram się Jej
wytłumaczyć cel jej wizyty,narzeka na bóle brzuszka, zachowuje się jak
dzidziuś, prosi aby to tatuś przyszedł do niej, do jej domku...
Na spotkaniach z dzieckiem zachowuje się dziwnie-opowiada jej straszne bajki,
poleguje na dywanie, wpada w różne nastroje, od euforii do prawie katatonii.
Na podniesione z mojej strony próby rozmowy o przyszłości córci, zbywa mnie
głośnym śmiechem bądź brakiem jakiejkolwiek reakcji.Jedynym celem jest
zabranie dziecka do swoich rodziców.Obraża mnie w obecności córki, poniża,
podważa mój autorytet a Dziecko widzę, jest coraz bardziej rozchwiane
emocjonalnie.
Nie wiem już co robić, wczoraj po raz pierwszy usiadłam po spotkaniu w fotelu
i patrzyłam na ścianę....Jestem bezradna, nie wiem jak chronić moje
dziecko,jak nie zapewniac jej tego, przez co ja przechodziłam...Jak można być
tak okrutnym, tak cynicznym i tak wyrafinowanym w swoich zachowaniach....