Dodaj do ulubionych

no właśnie ..i co dalej

08.07.11, 09:27
Witam...historia jakich setki...Ja nieszczęśliwa , mąż nieszczęśliwy , dzieci płaczą. Zacznę od początku..mój mąż jest DDA za wszelką cenę po ślubie próbowałam zapewnić mu normalność czyli święta , obiady razem , wsparcie w nawet najbardziej banalnych problemach i chyba przedobrzyłam , albo coś poszło nie tak . Dostałam tylko obojętność , egoistyczny seks , brak zainteresowania mną , dziećmi . Do tego doszła zdrada , alkoholizm , przemoc fizyczna i hobby które zabrało mi go całego. Przez 8 lat małżeństwa jakoś dawałam sobie radę , zbudowałam sobie swój świat a o nim powoli zapominałam .... Jego zaczełam traktować jak trzecie dziecko...czyli jako mężczyzna czuł się fatalnie. 8 lat niczego , pustki , awantur , obojętności . Wszystko ciągnełam sama. Obydwoje pracowaliśmy , ja z przerwami na dzieci oczywiście . Moja praca nigdy nie była tak istotna jak jego ..zawsze pan i władca na kierowniczym stanowisku jest ważniejszy.... Po awansie władza tak uderzyła mu do głowy ,że wydawał polecenia mi i dzieciom pokazując palcem...jak służącym.. Generalnie katastrofa emocjonalna jeżeli chodzi o mnie. Po kolejnej strasznej awanturze powiedziałam dość...koniec chcę w życiu czegoś innego. Płakałam przez kilka godzin ,potem wstałam i podjęłam decyzję o rozwodzie. Teraz dzieci starszy syn zaczyna teraz łapać z nim jakiś kontakt..coś się ruszyło , młodszy ma go generalnie gdzieś , może z racji wieku. Mąż od kilku miesięcy namawia mnie na powrót...może dziwnie to brzmi bo nadal mieszkamy razem , ale mnie tam emocjonalnie nie ma,,jest tylko pusta skorupa , która wygląda jak ja..tyle ze mnie zostało. Mąż chce wszystko naprawić , zacząć od nowa ..argument dzieci. Czy to dobry powód ? moje dzieci nie raz płakały razem ze mną . Teraz już nie płaczą , bo ja nie płaczę , nie płaczę bo On nie może już mnie zranić..już po wszystkim... Dać mu szansę ? Czy dam radę jeszcze go znowu pokochać? Czy trwać w tym nieszczęściu i udawać ,że jest ok ? A może to jeszcze się jakoś poskleja...tylko przydałaby się chociaż jeden wspólny cel...
Obserwuj wątek
    • altz Re: no właśnie ..i co dalej 08.07.11, 10:00
      Daj mu szansę bycia dobrym ojcem, ale do tego nie trzeba małżeństwa, chociaż dobra wola z obu stron jest konieczna.
      Jeśli tak widzisz, jak opisujesz, to ponowne zejście się nic nie da.
    • tricolour Daj sobie szansę... 08.07.11, 10:09
      ... nie w tym, to w kolejnym związku.

      Masz umiejętność zagłaskiwania na śmierć. Nie jesteś partnerem tylko mamką, która podstawia pod nos, a potem żali się na egoizm wychowanka. Nie pytaj zatem "czy dać mu szansę" jesli za bardzo nie wiesz na czym ta szansa ma polegać. Na powrocie do przeszłości i toksycznych Waszych zachowaniach?

      "Jego zaczełam traktować jak trzecie dziecko" - zastanów się - serio - jak traktuje się mężczyznę swojego życia i ojca swoich dzieci.

      PS. Faceta nie usprawiedliwiam. Piszę głównio do Ciebie, bo to Ty tu jesteś ze swoimi problemami w znacznej mierze będącymi źródłem cierpień.
      • teuta1 Re: Daj sobie szansę... 08.07.11, 22:21
        Tri, podobnie napisałeś mi 3 lata temu. Obraziłam się trochę, ale miałeś rację. Pozdrawiam Ciebie i autorkę wątku.
    • haalszka Re: no właśnie ..i co dalej 09.07.11, 23:49
      nie rozumiem?
      podjęłaś decyzję o czym? o życiu w jednym mieszkaniu z obcym mężczyzną? bo dalej piszesz że po kilku miesiącach coś ruszyło. Czyli nic nie postanowiłaś, to według mnie.
      Nie ma tutaj nic o rozstaniu, podjęłaś decyzję o życiu obok.
      jak napisał ktos wyżej, daj sobie kobieto szansę.
      • icodalej.3 Re: no właśnie ..i co dalej 10.07.11, 19:52
        tak...żyję pod jednym dachem z obcym mężczyzną bo nie mam innego wyjścia ...on raz mówi ,że się wyprowadzi za chwilę krzyczy ,że zostaje bo to jego mieszkanie( tak naprawdę jest nasze wspólne..) Nie wiem co zrobić bo ,żal mi go ...bo mówi że krzywdzę dzieci...Ale te ciągłe awantury robią dzieciakom chyba większą krzywdę. Zyję obok , bo nie wiem co dalej...nie kocham go..
    • podroznie ... 10.07.11, 06:16
      Porozmawiałbym na Twoim miejscu spokojnie;
      przekazał te emocje którymi się dzielisz z równie obcymi ludźmi tutaj.
      Rozmowa na kształt listu adwokackiego, bardzo konkretna z datami
      kiedy płakałaś Ty, płakali chłopcy pokazująca przykladami z waszego dnia
      waszą zupełną rozdzielność emocjonalną, w kuchni, w szafie.

      Ale przede wszystkim wyjaśniłbym sam ze sobą, dlaczego jestem tu i teraz
      Przymus środowiskowy,religijny.wygoda i tak dalej- nie wiem.

      pozdrawiam
      o Was trzeba walczyć do końca. Tyle
      • icodalej.3 Re: ... 10.07.11, 19:55
        nie da się normalnie rozmawiać bo nie ma mnie kto słuchać ...wszystkie moje słowa są przekręcane. Mój mąż jest człowiekiem ,który ogół mierzy swoją miarą nie da się z nim normalnie , spokojnie rozmawiać...Dlaczego jestem...z litości może...Co to znaczy ,że trzeba o Was walczyć???
        • podroznie ... 10.07.11, 22:14
          Wszytko ma swój konkret-jeśli mąż pisze, że chce coś naprawić
          z Waszej przeszłości to trzeba mu albo uzmysłowić bezsens jego
          metod naprawy albo wprost odrzucić pomysł reparacji, dalszej narracji
          wspólnego życia.

          Jasne wyrazenie braku przyzwolenia jest nadal formą prowadzenia rozmowy.

          pozdrawiam
          nie oczekuj po forum słów zaklęć,
          spokojnej nocy
    • armia55 Re: no właśnie ..i co dalej 10.07.11, 23:00
      icodalej.3 napisała:
      mój mąż jest DDA

      A ty nie jesteś DDA czy być może DDD ?
      Bo ....
      [i]icodalej.3 napisała:
      za wszelką cenę po ślubie próbowała
      > m zapewnić mu normalność czyli święta , obiady razem , wsparcie w nawet najb
      > ardziej banalnych problemach i chyba przedobrzyłam

      nie przedobrzyłaś, to jakaś raczej dysfunkcja.
      Myślałaś o tym ?
      • icodalej.3 Re: no właśnie ..i co dalej 11.07.11, 07:59
        ja jestem z zupełnie ,,normalnej,, rodziny...moi rodzice są i byli szanującymi się partnerami..próbowałam to coś przenieść do mojego domu, ale nie wyszło mi. Nie można kogoś uszczęśliwiać na siłę , kogoś kto chciał czegoś zupełnie innego ...ja obiadów przy stole a on jedząc w pośpiechu przy komputerze rozmawiając na gg....Więc potem jak urodzili się chłopcy z nimi stworzyłam swój dom a mąż po drodze się gdzieś zapodział.....a teraz kiedy ja już ze spokojem powoli i mozolnie układam sobie ,życie bez niego zupełnie On się miota. Tylko,że w moim sercu już nie ma miejsca dla niego....Są ciągłe pretensje i awantury...
        • armia55 Re: no właśnie ..i co dalej 11.07.11, 08:31
          Rozumiem. Powodzenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka