anielica_3 20.09.11, 21:07 Zdecydowaliśmy z moim next, ze zamieszkamy razem. Przenoszę się z dziećmi do Niego. Życzcie mi szczęścia, proszę, bo choć bardzo jestem szczęśliwa, to jednak trochę się boję... Dobra energia mile widziana Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
plujeczka Re: decyzja podjeta 20.09.11, 21:23 pewnie gdybm była na twoim miejscu tez bym się bała, jakoś cenię sobie niezaleznośc a może człowiek przywykł do zycia samemu=czyli łózko scielę kiedy chcę , obiad zjadam na miescie, spotykam sie z kim chcę i kiedy chcę ...ej to raczej zycie singla na to pozwala ale droga kolezanko forumowa-odwagi, ostroznosci zyczę a przede wszystkim wszystkiego dobrego we wspóllym zyciu ale pamiętaj zachowuj czujnośc i nie przenoś starych przyzwyczajeń ze "starego" małżeństwa do nowego zwiazku.No juz dobrze dosyć gledzienia i przestróg POWODZENIA swiat do odwaznych nalezy az Coebie odwazna kobieta wiec coś dobrzego Ci się od zycia nalezy. Odpowiedz Link
anielica_3 Re: decyzja podjeta 20.09.11, 21:29 wszystkim nam się należy Plujeczko. Dzięki za dobre słowo i rady Tak....chyba jednak szkoda mi utraty tej "singlowatości".Ale mam nadzieję, że z TYM mężczyzną moje życie będzie dobre. Już miesiąc po tym jak Go poznałam chciałam się z nim zestarzeć Odpowiedz Link
ada828 Re: decyzja podjeta 20.09.11, 21:58 3 miesiące, a Ty się przeprowadzasz z dziećmi? Oczywiście ojca dzieci to nie obchodzi? Odpowiedz Link
wawrzanka Re: decyzja podjeta 20.09.11, 22:08 ada828 napisała: > 3 miesiące, a Ty się przeprowadzasz z dziećmi? Oczywiście ojca dzieci to nie ob > chodzi? Następna tejrezjaszowa wróżbitka. Anielica napisała w tytule, że "decyzja podjęta" i nie prosi o morały z Bronowickiej chaty, tylko o dobrą energię. Nie możecie czasem się uśmiechnąć i zmrużyć oko gdy idzie o poważne sprawy? Odpowiedz Link
rarely Re: decyzja podjeta 21.09.11, 09:25 ada828 napisała: > 3 miesiące, a Ty się przeprowadzasz z dziećmi? Oczywiście ojca dzieci to nie ob > chodzi? co tam ojciec dziec lub ojcowie, dzieci, wiezi kontakty itp. wazna jest milosc, nowy pan pokocha wszystkie jak swoje po takich postach jak anielicy_3 zaczynam zmieniac zdanie o matce mojego syna na korzysc rzecz jasna Odpowiedz Link
anielica_3 Re: decyzja podjeta 21.09.11, 09:44 uff.....ale głupoty piszesz człowieku ojciec się wymiksował z zycia swoich dzieci, a mój next daje im zdecydowanei więcej czasu, uwagi, spokoju i zainteresowania niż rodzony tata tata płaci alimenty i spotyka się z najmłodszym dzieckiem kilka razy w roku starsze, niepełnosprawne wogóle go nie obchodzi goń się z takimi ocenami, niewiele dla mnie twoja opinia znaczy, ale następnym razem pomyśl zanim napiszesz jeśli potrafisz, oczywiście Odpowiedz Link
malgolkab Re: decyzja podjeta 21.09.11, 09:47 rarely napisał: > ada828 napisała: > > > 3 miesiące, a Ty się przeprowadzasz z dziećmi? Oczywiście ojca dzieci to > nie ob > > chodzi? > > co tam ojciec dziec lub ojcowie, dzieci, wiezi kontakty itp. wazna jest milosc, > nowy pan pokocha wszystkie jak swoje > > po takich postach jak anielicy_3 zaczynam zmieniac zdanie o matce mojego syna n > a korzysc rzecz jasna gdzie pisało, że znają się 3 miesiące...? rozumiem, że anielica powinna być sama dopóki dzieci nie dorosną, bo exowi może coś nie pasować? jeśli ojciec jest nie tylko ojcem biologicznym, ale i tatą, to nikt go nie zastąpi. A to, że nawet ktoś obcy pokocha jak swoje to coś złego? Dla dzieci super, że będą mieć więcej kochających osób, na które mogą liczyć... i nie wiem co maja wspólnego kontakty z ojcem z faktem, że dziecko mieszka z partnerem matki? Odpowiedz Link
altz Re: decyzja podjeta 21.09.11, 10:08 Zawsze jest ryzyko, że się związek rozpadnie i wtedy to jest duży problem dla dzieci, bo burzy im się stabilność ich świata, a są przecież już po rozwodzie, więc jest im i tak nielekko. Do odważnych świat należy, porządnych ludzi można poznać dobrze i w miesiąc, a ukrywających się można i po latach nie rozszyfrować. Jeszcze są tacy, którzy się bardzo starają, bo tak wypada, bo im zależy i nawet dobrze wypadają, ale robią to wbrew sobie i taki związek zawsze się w końcu rypnie. Ja wolę uczciwych w każdym calu, choćby i mieli jakieś małe wady. Odpowiedz Link
wawrzanka Re: decyzja podjeta 20.09.11, 21:25 anielica_3 napisała: > Dobra energia mile widziana Anielico, przesyłam Ci całe bukiety najlepszej energii Niech moc będzie z Wami! Miłość jest ślepa i niech taka pozostanie (ostrożnie podglądaj swoje doświadczenia przez judasza, ale nie wpuszczaj ich do Waszego Nowego Domu. Uśmiechaj się na miłe wspomnienia i pamiętaj, że to one Cię ukształtowały, bądź za nie wdzięczna wszystkim osobom, które spotkałaś w życiu. Jesteś na progu Szczęścia, łap je i obdzielaj nim najbliższych. Tego samego życzę Twoim dzieciom i Miłości Twojego Dorosłego Życia. Odpowiedz Link
tiresias Re: decyzja podjeta 20.09.11, 21:41 dobra energia to nie znaczy Patos i Wszystko z Wielkiej Litery Na Rany Chrystusa stopy wody pod kilem życzę. Odpowiedz Link
wawrzanka Re: decyzja podjeta 20.09.11, 21:51 tiresias napisał: > dobra energia to nie znaczy Patos i Wszystko z Wielkiej Litery Na Rany Chrystus > a > > stopy wody pod kilem życzę. A Ty co? Smerfy oglądałeś i z Ważniakiem sztamę trzymasz? Wet Blanket. Odpowiedz Link
kobieta306 Re: decyzja podjeta 21.09.11, 10:02 jak długo się znacie jeśli mozna spytac? oczywiście nie musisz odpowiadać jesli to zbyt osobiste pytanie. Odpowiedz Link
mayenna Re: decyzja podjeta 21.09.11, 10:12 Powodzenia. Napisz czasem jak wam się układa, proszę Odpowiedz Link
anielica_3 po miesiącu 25.10.11, 13:01 Zajrzałam do Was aby Wam powiedzieć, że rozrywają mnie ambiwalentne uczucia. Moje dzieci - zdowolone, spokojne, dobrze im. Moje relacje z synem next - zupełnie w porządku. Na oko wszystko gra. Rodzina next szczęsliwa, że układamy sobie życie. A ja......? Nie jestem w tym wszystkim najważniejsza przecież. Ale mi cieżko. Nie tak miało być. Odpowiedz Link
anielica_3 Re: po miesiącu 25.10.11, 13:28 smutno.... jakas walka o dominację, coraz cześciej sa moje sprawy - mniej ważne i jego sprawy - bardzo ważne na nic nie mam czasu, a jak próbuje byc trochę sama (spacer, książka) to zaraz zgrzyt no i najwazniejsze - on potrzebuje dużo częściej napić się piwka lub wina aby się zrelaksować, niż sądziłam Odpowiedz Link
mozambique Re: po miesiącu 25.10.11, 13:36 to nie są błahe sprawy , do walka o dominacje , o terytorium , o ustanowienia hierarchii waznosci , to próba przejęcia kontroli i jak widzisz - zaczeła sie od samego początku , tytylko miesiąc w ty juz zaczynasz sie dusić ale widzisz - dowiedzials sie o tym teraz , przed - chyba planowanym - ślubem a nie po , to lepiej a gorzej ze teraz jest ci trudniej jakos reagować bo w to wszytko włączone sa dzieci Odpowiedz Link
mayenna Re: po miesiącu 25.10.11, 14:31 Anielica, mieszkacie dopiero miesiąc razem. Dzieci są zadowolone i to jest wielki plus. Dla mnie było by to najważniejsze.Piwko to problemem. Może da się z nim o tym porozmawiać? Z rad praktycznych: jeśli chcesz coś zmienić to bardzo delikatnie i taktownie, nie więcej niż jedną sprawę na miesiąc. Powodzenia Odpowiedz Link
yoma Re: po miesiącu 25.10.11, 14:37 Lecieć piwko, nie róbcie z ludzi potworów tylko dlatego, że piją piwo problem, szanowne panie, to ja widzę tu > a jak próbuje byc trochę sama (spacer, książka) to zaraz zgrzyt albowiem każdy potrzebuje swojego kawałka podłogi. A jak kto tego nie rozumie, to to rokuje źle. Odpowiedz Link
mozambique Re: po miesiącu 25.10.11, 14:50 Anielica, mieszkacie dopiero miesiąc razem. Dzieci są zadowolone i to jest wiel> ki plus pierwszy miesica to jak miesiac miodowy - powinni spijac sobei z dziubków i nawzajem uprzyjemniac sobie zycie , przynajmniej na początku a tu pani wprowadza sie do pana i od progu spotyka sie z tresurą ( lub nazwiej to łągodniej - ZASADAMI) - mniej znaczysz, mniej mozesz, nie masz czasu dla siebie mysle ze nie bez znaczenia jest tu fakt ze to pani wprowadzila sie do pana i to z dwójką dzieci, jest na słabszej pozycji Odpowiedz Link
mozambique Re: po miesiącu 25.10.11, 15:28 wyzej padlo pytanie na które nie odpowiedzialas - ile czasu znaliscie sie przed decyzją o przeprowadzce ? Odpowiedz Link
anielica_3 Re: po miesiącu 26.10.11, 09:05 znalismy się 2,5 roku. Pomieszkiwaliśmy razem w weekendy i wakacje. Wyjeżdżaliśmy razem na narty i wczasy. Miałam wrażenie, że znam juz większość wad i je akceptuję. Nie jestem nierozptropna jak ktoś tu sugerował, mam swoje mieszkanie i w kazdej chwili mogę do niego wrócić. Taaaa.... miesięc to niedużo. Trzeba czasu, ale trochę się boję, że jestem nieco rozczarowana. Ale istotnie, ze względu na dzieci, którym jest dobrze w nowym domu, które oprócz zupełnych drobiazgów, nie zgłaszają jakichś problemów w relacji z next, na razie nie podjemuję żadnych kroków. Może aklimatyzacja musi byc dłuższa? Ale z całą pewnością, o ślubie na razie mowy być nie może. Odpowiedz Link
mayenna Re: po miesiącu 25.10.11, 16:13 Pierwszy miesiąc moim zdaniem jest najtrudniejszy. Nowy dom, więcej lokatorów, nowa sytuacja i trzeba wypracować zasady wspólnego życia. To co podkreślasz, moim zdaniem, jest do spokojnego załatwienia. Wystarczy powiedzieć: jestem zmęczona, mam ochotę poczytać książkę i robić swoje, pomimo niezadowolenia partnera. Mnie bardziej niepokoi piwo bo miałam to w domu. Alkohol nie sprzyja spokojnemu rozwiązywaniu problemów. Dla mnie akceptacja moich dzieci jest najważniejsza. Bez sympatii i obopólnej akceptacji nie wyobrażam sobie wspólnego mieszkania. Odpowiedz Link
yoma Re: po miesiącu 25.10.11, 16:27 > fakt ze to pani wprowadzila sie do pana i to > z dwójką dzieci, jest na słabszej pozycji Jest na mocniejszej pozycji. W każdej chwili może wziąć dzieci pod pachę, wstać i wyjść. Chyba że pozbyła się swojego mieszkania, co byłoby nieroztropne. Odpowiedz Link
mozambique Re: po miesiącu 26.10.11, 10:37 taaaa, przeprowadzka z dwójką dzieci , pojawienie sie i znikanie nowego "tatusia" w ich życiu , zachwianie bezpieczenstwa lokalowego , moze do tego zmiana szkoły sam cymes - można by rzec Odpowiedz Link
yoma Re: po miesiącu 26.10.11, 11:32 Nie mówię, że cymes. Mówię, że ma dokąd wstać i wyjść, jakby co. Bo - jakby co - wyprowadzenie wprowadzonego pana jest znacznie trudniejsze Odpowiedz Link
argentusa Re: po miesiącu 26.10.11, 11:21 Dlatego, rozważając wspólne zamieszkanie braliśmy z Obecnym wyłącznie sytuację, że zamieszkamy razem w miejscu nowym dla obu stron. Żeby to było "nasze" razem. Nie moje, nie jego. I nie zgadzam się, że najwazniejsze by dzieciom było dobrze. Conajmniej ważne, lub ważniejsze jest by rodzicowi było dobrze. To nie dzieci decydują gdzie i jak mieszkamy. A że bywa trudniej, czasami tak jest. Gdy spotykają się dwie dorosłe, ugruntowane w zyciu osoby, wspólnota bywa trudna. I tylko miłośc to przetrwa, a nie zauroczenie czy wyobrazenia o niej Powodzenia życzę i wierze, że się ułoży Wam. Ar. Odpowiedz Link
nowel1 Re: po miesiącu 26.10.11, 12:05 Mnie uderzyło zdanie: "Nie ja jestem w tym wszystkim najważniejsza". Jak to nie? A kto, dla kogo to robisz - nowy związek, przeprowadzka, nowy dom? Nie dla SIEBIE? Nie ma nic złego w robieniu takich rzeczy dla siebie, wręcz przeciwnie; natomiast dlaczego Ty zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje natychmiast prawie zaczynasz się poświęcać? Odpowiedz Link
mozambique Re: po miesiącu 26.10.11, 12:34 mnie to zdanie udezryło najbardizje : "na nic nie mam czasu, a jak próbuje byc trochę sama (spacer, książka) to zaraz zgrzyt" dlatego ze sam przeżyłam wypisz wymaluj to samo - pan uznawał kazdą chwilę którą spedzialam tylko z wlasnymi myslamim z ksiązką, gazetą albo na gapieniu sie na zachód słońca na balkonie za mentalną zdradę, lekceważenie go , "niekochanie go" itp a pan byl wprowadznony do mnie i nieeee, wcale nie bylo to łatwiejsze - no bo jak ozanczac wlasne granice zeby w koncu sie nie wymsknłeo " to mój dom a nie twój !!! " Odpowiedz Link
mayenna Re: po miesiącu 26.10.11, 13:46 Argentusa, co byś zrobiła jakby się okazało, już po zamieszkaniu razem, że twój partner i dzieci nie dogadują się ze sobą? Odpowiedz Link
argentusa Re: po miesiącu 26.10.11, 19:50 Wyprowadziłabym się z dziećmi. Po tym jak razem (Obecny, dzieci i ja) parę razy byśmy szczerze pogadali i spróbowali ustalić wspólne reguły zamieszkiwania z poszanowaniem odrębności każdego z nas i uwrażliwieniem na potrzeby WŁASNE i innych. I nic z tego by nie wyszło. Od paczatku dzieciaki wiedzialyby, że na razie mieszkamy "na próbę" bo jako dorośli ciut dojrzalsi wiemy, że nic nie ma "na pewno i na zawsze". Na szczęście i Obecny i ja (a przez to i nasze dzieciaki - po obu stronach) zawsze obgadywaliśmy sprawy istotne a dupereli to my sie nie czepiamy. No i na początku znajomości objaśniliśmy obie nasze niedoskonałości. Zawsze wprost komunikujemy zastrzeżenia. No i jeszcze jedna kwestia: ja nie jestem matka polka poświętliwa, oboje jesteśmy dosyć niezależni i do tego nie strzelamy focha jak jedno mówi: nie kochanie, dziś nie przyjadę do Ciebie bo idę na wódkę/ploty/kino ze znajomymi. (Tylko zajmujemy się sobą.) Odpowiedz Link
argentusa Re: po miesiącu 26.10.11, 19:59 No i dodam, że właśnie ze względu na nasze wątpliwości, dzieci i koniecznośc wprowadzenia zbyt daleko idących zmian w dotychczasowym życiu (mimo, że oboje chcielibyśmy być razem "na pełny etat") - na razie podjęliśmy decyzję, że mieszkamy osobno. Odpowiedz Link