Dodaj do ulubionych

Co zrobić...

24.09.09, 11:08
Witam wszystkich.
Tak naprawdę mógłbym zadowolić się waszymi odpowiedziami na inne posty w
tym dziale, bo przecież tak wiele opisanych historii jest podobna do mojej.
Stwierdziłem jednak, że jak sobie popiszę to będzie mi lżej.
Przypadkiem w marcu tego roku dowiedziałem się, że jest ktoś inny. Nie
zaprzeczyła. Postawiłem sprawę jasno, albo kończy znajomość i zapominamy o
sprawie i staramy się ratować malżeństwo z 9 letnim stażem i 2 dzieci albo
pakuję swoje rzeczy i się wyprowadzam. W odpowiedzi uslyszalem peany na
temat tego kolesia. To nic że gostek ma żonę i rownież dwojkę dzieci... i
wcale nie ma zamiaru ich zostawiać!!! Mimo takiego upokorzenia dalej
starałem sie o wersję z ratowaniem związku glównie ze względu na dzieci,
ale też dlatego że mimo wszystko ją kocham.
Po rozmowach i staraniu się jej wytłumaczyć, że tamten się nią zwyczajnie
bawi uznaliśmy, że próbujemy. Utwierdzała mnie w przekonaniu, że
kontaktuje się z nim tylko sluzbowo. Nie wracałem do tematu chociaż nie
bylo dnia żebym nie słyszał slów które mi wtedy powiedziała. Chciałem
zapomnieć. Kiedy wydawalo mi się że nasze życie wraca do normy, parę dni
temu w komputerze znalazłem ślad strony z kartkami do wysyłania. Wszystkie
o tęsknocie, miłości... Powiedziałem jej że się wyprowadzam. Ciężko jest
żyć w związku wiedząc, że osoba ktorą kochasz, kocha kogoś innego. Ciężko
jest żyć ze świadomością, że może się to powtórzyć. Tym bardziej, że
jeszcze tydzień temu sama powiedziała, że wie jak bardzo mnie skrzywdzila.
Z drugiej strony żal jest mi Bogu ducha winnych dzieci.
Co zrobić? Dać kolejną szansę ze względu na dzieci i przeżyć za jakiś czas
kolejne upodlenie? Poinformować małżonkę lowelasa? - a co niech ma takie
samo szambo w domu jak ja... A może wytrwać w przekonaniu, że mój wybor
jest tym jedynym właściwym, czas zaleczy rany i może jeszcze kiedyś zaufam
kobiecie która będzie mnie kochała, szanowała i akceptowała takiego jakim
jestem?
Obserwuj wątek
    • gorn73 Re: Co zrobić... 25.09.09, 09:06
      Daj cynk jego żonie. niech i on ma wesoło w domu. A szansę swojej
      daj. Jak faktycznie tylko chwilowo zgłupiała, to powinno być
      ok.Jesli bedzie powtórka to bierz swoje rzeczy i idź w cholerę,
      szkoda tweojego zdrowia i nerwów. Bo i tak już czujesz sie jak
      ostani smiec prawda? Z czasem nabierzesz dystansu i pancerzyk
      odpowiedni. a dzieci...no cóż...zwasze bedzie z tym problem. nie
      wiem.
    • knokkelmann1 Re: Co zrobić... 25.09.09, 19:07
      K...mac!!!
      jakie wybaczyc!!! za co ze ty sie zle czujesz? nigdy, przenigdy!!
      niech sie buja. jak jej wybaczysz to cie zolc zezre od srodka
      bedziesz wrakiem. niech sie do niego wyprowadzi, niech z nim mieszka
      jak jest taki super. od jutra. ustap lepszemu, przeciez przegrales,
      kolego. poleci jak z katapulty i jak bumerang wroci. i ty bedziesz
      mogl zdecydowac czy wybaczyc ale nie z pozycji frajera ale
      zwyciezcy. a to bardzo wazne. to ze uznaliscie ze probujemy znaczy
      ze ty juz sprobowales a teraz on probuje ja. k... mac przejrzyj na
      oczy!! wylez z dziupli!

      ale też dlatego że mimo wszystko ją kocham.- brawo, to bardzo
      szlachetnie, na pewno to docenia. i tekiego jaki jestes. roslinka -
      do podlewania, jak z tamtym nie wyjdzie... to misio zostanie. kopnij
      ja w dupe bez wzgledu na dzieci i milosc. bardziej to doceni i wroci
      a wtedy to ty zadecydujesz.]nie krzuwdz jego zony, jest w tej samej
      sytuacji co ty, nie krzywdz jej - ona i tak ma pieklo. niech cierpia
      2 golabki
      tzymaj sie i daj sie chlopie!! najlepszego
      p.

      ps - mialem podobne klimaty.....
      • dodge40 Re: Co zrobić... 26.09.09, 10:09
        Dzięki za dobre słowo :)
        W człowieku krążą różne myśli w takiej sytuacji, ale jestem typem faceta,
        który daje szansę tylko raz.
        Przeczytałem twojego posta już po tym, kiedy w trakcie szczerej rozmowy
        potwierdziłem jej, że odchodzę.
        Liczyła się z tym ale w swojej naiwności jak sama powiedziała miała
        nadzieję że poraz kolejny jej wybaczę...
        Nie wybaczę, bo historia jak widać lubi się powtarzać mimo że już wtedy
        uprzedzałem jakie mogą być konsekwencje.
        Z jednej strony być może powinienem tak zdecydować za pierwszym razem, ale
        z drugiej strony mam poczucie, że ja chciałem to wszystko ratować i zawsze
        będę mógł dzięki temu spojrzeć prosto w oczy dzieciom.
        Z trzeciej strony :) - "co nas nie zabije to nas wzmocni" - Wzmocniło i
        to bardzo.
        Zanim dojdzie do rozwodu musimy załatwić kilka formalnych spraw których
        załatwienie po mogloby być trudniejsze. Życie pokaże co będzie dalej;)
        • knokkelmann1 Re: Co zrobić... 26.09.09, 12:14
          no i tak trzymaj. To normalne ze jestes zakochany i chcesz wszystko
          ratowac. Ale musisz ratowac siebie przede wszystkim. Ona doskonale
          to wyczuje i wroci szybciej niz ci sie wydaje. Jak maly piesek. I to
          ty bedziesz obiektem peanów nie jakis wafel. Ale to ty zadecydujesz
          o waszym byciu razem albo niebyciu. tylko ty. Ty i ty!!! nie oni.
          Nie daj sie, nie mecz z cala sytuacja. To nie twoja wina. Jak
          wygrasz z tym co masz w glowie to wygrasz reszte. pozd i 3 maj sie,

          ps ja tez dawalem szanse..niejedną.
    • vegetariana Re: Co zrobić... 29.09.09, 10:16
      Trudne decyzje życiowe, które i tak musimy sami podjąć.
      Nie potrafiłabym wybaczyć. Bo tak naprawdę nawet gdybym wybaczyła, to jednak
      znając siebie zawsze wracałabym do tego przynajmniej w myślach i pewnie
      wystarczyłoby, że nie wrócił do domu na czas a moja wyobraźnia stwarzałaby
      kolejne wizje zdrady. I jeszcze coś, niestety nie potrafiłabym nigdy zaufać
      ponownie. Napisałam to wszystko w czasie przyszłym ale tak naprawdę przeżyłam to
      i mimo, że ode mnie zależało ponowne scalenie rodziny, to nie zgodziłam się na
      powrót.
      Szczerość i zaufanie są dla mnie podstawa związku.

      Znam jednak osoby, które wybaczyły i są razem. Czy są szczęśliwi, tego nie wiem,
      jednak ważne, że zdecydowali się spróbować.
      To już jest indywidualna decyzja osoby zdradzonej.
    • lookers Re: Co zrobić... 04.01.10, 11:29
      ODEJDŻ,NIE MA SENSU ZOSTAWAĆ.TRZEBABY BYŁ NAPRAWDĘ Z KAMIENIA,ŻEBY
      ZAPOMNIEĆ.ZOSTANIESZ DLA DZIECI I DZIECI I TAK WYCZUJĄ,ŻE JEST COŚ
      NIE TAK MIĘDZY WAMI.LEPIEJ MIEĆ JEDNEGO RODZICA SZCZĘŚLIWEGO NIŻ
      OBOJE KŁÓCĄCYCH SIĘ.ALBO NIECH ONA ODEJDZIE.JEŻELI ONI RAZEM PRACUJĄ
      TO JEST TRUDNE,ŻEBY SKOŃCZYLI ROMANS.TO PRZYKRE ALE PRAWDZIWE.JA SIĘ
      NIE ROZWIODŁAM,ZROBIŁAM TO DLA DZIECI.RAZEM PRACOWALI I CIĄGŁO SIĘ
      TAK DŁUGO/ROMANS ICH/AŻ PRZESTALI RAZEM PRACOWAĆ.A TERAZ PO 20
      LATACH JAK PATRZE NA NIEGO TO ZASTANAWIAM SIE DLACZEGO SIE NIE
      ROZWIODŁAM.TEN BÓL PRZEŻYWAM NA NOWO PATRZĄC NA NIEGO
      CODZIENNIE.OKROPNE.DZIECI JAK DOROSNĄ ZROZUMIEJĄ.POWODZENIA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka