Dodaj do ulubionych

Zamknięte drzwi

02.10.11, 20:33
Witam,

Za zamnkniętymi drzwiami od dzisiaj nikogo nie ma, zamknięte drzwi były bardzo długo, chyba za długo. Dziś wreszcie postanowiłam ze będą otwarte a za nimi nie będzie już Jego. Moja histora jest długa, 10 lat małżeństwa, dówjka fantastycznych dzieci, ja i On, On zamknięty, wyalienowany, nie interesujący się dziećmi. A może to ja jestem ta zła?
Zaczęło się po urodzeniu drugiego dziecka, 4 lata temu, wszystko znosiłam, szantaże, przykrości że jestem do niczego, samotne pójścia po choinkę i ubieranie jej z dziećmi, wieczne fochy i niezdowolenie. Siedział za zamkniętymi drzwiami, przynosiłam obiady, stawiałam na stole, zabierałam pusty talerz i zmywałam. Prałam Jego bielizne i nie, coś we mnie pękło, przestałam prosić na obiad, zanosić Mu, przestałam prać Jego gacie, niech leżą. Jak można nie interesować się co u dziecka w szkole, jak można pół życia spędzić za zamkniętymi drzwiami? Jak można na pytanie kiedy dziecko ma komunie odpowiedzieć: nie obchodzi mnie to. Tak, kazał mu się wyprowadzić, dziś, teraz, natychmiast, był z nami ale za zamkniętymi drzwiami, nie miał pieniedzy jadł z lodówki żywność kupioną przez mnie, miał wypraną pościel i bielizne, ale ile tak można?
I boję się, tak cholernie się boję jak sobie dam radę sama? Jak to będzie? Mama mówi żebym nie rozpaczała, ale to boli, kochałam, byłam w stanie poświęcić wszystko ale coś we mnie pękło. A teraz się boję, bardzo. Powiedzcie że to mija, że nawet jak jest beznadziejnie i wszystko jest nie tak, że to kiedys mija. Że mimo wszystko dam radę, że będzie ciężko finansowo ale przecież kiedyś te wszystkie kłopoty się skończą. Najgorsze jest to, że wiem, że dla naszego małżeństwa ratunku nie było... On nie chciał, On chciał żyć za zamkniętymi drzwiami. Wiem, że nie byłam ideałem,nawialiłam jako kobieta - kochanka, i nie będę się zapierać. Ale jak można kochać się z kimś kto nawala jako ojciec? jako partner? Zresztą gdyby nie seks mysle ze znalazłby się inny powód do tego aby udowodnić mi jaka jestem beznadziejna. Przepraszam ze tak długo ale nie chce nikogo bliskiego mi z rodziny obarczac swoimi problemami, wszyscy uważają że nie mam czego przeżywać, a mi jest po prostu przykro i żal. Eh, jutro muszę wstać a zupelnie nie mam na to ochoty (:
Obserwuj wątek
    • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 20:41
      A tak wogóle to w pierwszych słowach powinnam była sie przywitać i powiedzieć Wam, że od dawna Was podczytuje ale z racji tego, że dopiero teraz moja sytuacja się określiła postanowiłam napisać smile
    • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 21:32
      Jak to nie dasz sobie rady sama? Z czym konkretnie nie dasz sobie rady? W czym obecnie pomaga Ci mąż?

      Z opisu Twojego męża wyłania mi się totalnie niedostępny emocjonalnie osobnik. Lub człowiek chory na depresję. Albo też jedno i drugie.
      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 21:47
        W zasadzie od zawsze byłam sama, tzn. trochę mi pomagała przy pierwszym dziecku ale od urodzin córki nie robi nic. Boję się jak to będzie, to jest coś czego nie umiem sprecyzować, taki strach irracjonalny. Oczywiście boję się też jak to będzie finansowo, bo do tej pory maż przynosił pieniądze, aczkolwiek też bywało różnie w zalezności od Jego dobrego, bądź złego humoru, od tego czy się pokłóciliśmy, czy tez żyliśmy chwilowo w zgodzie.
        Też się zatsanawiam czy mąż nie ma depresji albo ukrytej choroby głowy, całe dnie śpi, ogląda telewizję, pije piwo, ewentualnie weekendy spędza u rodziców. Generalnie od poniedzialku do piątku go nie ma - zawód kierowcy, ale jak jest w weekend nie robi nic, ach nie, pije jeszcze piwo. Na prośby aby pobawił się z dziecmi nie reaguje, w obowiązkach domowych zero pomocy, i wieczne pretensje że ja za mało z siebie daje, że On nie jest na piedestale odkąd są dzieci. Nie mam wielkich wymagan, chciałabym tylko ni być matką i ojcem w jednym a jestem. Ale dużo wimy jest tez mojej i tak jak pisałam, odsunęłam się totalnie od męża jeżeli chodzi o intymność, kucharka ze mnie też niespecjalna (: Może to ja nie nadaję się do życia w rodzinie jak z obrazka (2+2 + pies/kot). Może to głównie moja wina? Dręczą mnie te pytania i wiem, że muszę być uczciwa wobec siebie i męża, wiem o swoich błedach i winie. Gorzej, że on uważa że Jemu niczgo nie można zarzucić. Poza tym jest człowiekiem o bardzo niskim poczuciu własnej wartości, mnie notorycznie posądza o zdrady, dzieciom tłumaczy że od teraz mamusia musi sobie poszukać sponsora lub porozmawiać ze swoim chłopakiem żeby się dołożył do życia. Chcę wiedzieć że dobrze zrobiłam, że nie mogłam czekać kolejnych 10 lat bo by mnie wykonczył psychicznie.
        • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 21:51
          Eee, to chyba jednak nie jest chory tylko to zwykły palant jest.
          Dasz radę. To, że masz obawy jest naturalne. Każdy z nas miał. To uczucie strachu, otępienia też... Ale to mija. Naprawdę.
          Głowa do góry i rób swoje. Przy takim człowieku nigdy się nie dowiesz co to znaczy normalnie, spokojnie żyć.
          • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 21:58
            Oczywiście triss a nie trees .
          • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:03
            Dzięki, poprawiłaś mój podły nastrój tym palantem.
    • czarnyhorb Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 21:46
      A czemu masz sobie nie dac rady? Daszi to lepiej niż sama sadzisz. Głowa do góry.
      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 21:52
        Też sobie myśle ze dam rade, że to nie koniec świata, mam gdzie mieszkać, mam jakąś tam prace ale przede wszystkim mam dzieci. Ale jakoś tak mi jest nie halo, całe 10 lat miga mi przed oczami jak zajawki reklam i wiem, że z tego nic a nic nie będzie. Jakiś czas temu bardzo sie starałam, ale to też nie miało większego znaczenia.
    • triss_merigold6 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 21:50
      Przecież i tak byłaś sama więc w czym problem?
      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 21:55
        No właśnie trees, moja siostra mówi mi to samo. W czym ja do cholery widzę problem? Może w tym, że gdybym z nim sypiała, gdybym mniej pyskowała może byłoby inaczej. Tyle że ja nie potrafiłam. myślę że gdybym regularnie dawała mu dupy to może by mu tak nie waliło na główke? Nawet Jego mama zwróciła mi uwagę ze tak nie można, bo to młody, zdrowy mężczyzna.
        • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:06
          Jego mama zawsze będzie trzymała jego stronę, nie dziw się.
          Zapewniam Cię, że seks by niczego nie załatwił. Znam z autopsji. Wtedy znalazłby inny powód by Cię zdołować.
          • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:10
            Bliższa ciału koszula, wiadomo, myślę że bardziej był zżyty z mamą, kiedyś nad morzem mówił,że gdybyśmy się obie topily równocześnie ratowałby mame. Wtedy to miał być żart.
            • errormix Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 09:06
              inna_nowa_ja napisała:

              > Bliższa ciału koszula, wiadomo, myślę że bardziej był zżyty z mamą, kiedyś nad
              > morzem mówił,że gdybyśmy się obie topily równocześnie ratowałby mame. Wtedy to
              > miał być żart.

              Jeśli dobrze rozumiem, to ty w identycznej sytuacji ratowałabyś jego, a twoja mama mogłaby się utopić?

              Nie myśl w takich kategoriach, bo to tylko robienie sobie wody z mózgu i wyolbrzymianie nieistotnych szczegółów z waszego życia, które w momencie kryzysu urastają do rangi Mount Everestu.
        • ro35 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:06
          do moli,
          nadal twierdzisz (po powyższym wpisie), że mąż to zwykły dupek ?
          ...
          "nie dawałam dupy" - z tym facet może sobie poradzić znajdując inną dupę, ale z pyskatą babą ?
          nie da rady, to jest powód alienacji
          • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:16
            A znasz babę, która pyskata nie jest?
            Baby już tak mają, że pyszczą. Choć do czasu... Problem się zaczyna, gdy baba milczy. Bo to oznacza początek końca. To oznacza, że już się poddała i tylko kwestią czasu jest rozwód.
            Baba pyszczy póki jej zależy. Pomijam tu oczywiście przypadki patologiczne, czyli baby, które mają coś z głową i wszczynają awantury bez powodu.
            • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:22
              Masz racje, jak już nie ma czego ratować nie mówi sie nic, ja milczałam.
              • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:28
                A skoro milczałaś to jemu się wydawało, że wszystko jest OK.
                Ja tak kilka lat milczałam bo już nie miałam sił na walkę z wiatrakami. A potem był strasznie zdziwiony, że chcę się rozstać. Choć kilka lat wcześniej mu mówiłam, że problemem nie jest to, że pyszczę z tego powodu, że mi źle i że problem się zacznie jak będzie mi obojętne co robi, z kim i gdzie.
                Na szczęście to już odległa przeszłość. Dziś wiem, że za dużo czasu i energii poświęciłam na coś co się udać nie mogło. Normalni, dorośli ludzie rozmawiają a nie toczą jakieś głupie gierki w milczenie/pyszczenie. Za stara już na to jestem...
            • ro35 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:25
              to, że baby lubią sobie pogadać i obgadać to normalne,
              pyskowanie - trochę to inaczej zrozumiałem - język może ranić głębiej niż ostrze miecza
              • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:29
                Oczywiście, że tak. I to działa w obie strony.
                • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:40
                  Ja rozmawiałam, jedną wyprowdzke już zaliczyłam, milczałam i już wiedziałam,że nie ma we mnie emocji, kiedyś obejmowałam go za nogi i prosiłam aby został dla mnie i dobra dzieci, teraz wiem, że wtedy nie powinnam byla go błagać o zostanie ale o to, zeby móc wyzwolić się z tej zależnej milości. Bo to ja staralam sie lagodzić, ja nie lubiłam się obrażać i nie odzywać. Teraz wiem, że mój mąż niszczył mnie psychicznie i dziś powiedzialam to co czulam, żedne pieniądze nie kupia mojego spokoju. Dosyć wyzwisk ze jestem wariantką, że jestem pierdolnięta, że mam coś z głową, dosyć czekania kiedy wróci, dosyć strachu, że jak odbierze dziecko ze szkoły to je po drodze do samochodu zgubi i się na syna obrazi. Dosyć upokarzania i tłumaczenia samej sobie, że to dla dobra dzieci musi być pełna rodzina. Boje się jak wyjsć z tego uzależnienia od niego, boję się samotności, pomimo że sama byłam od dawna.
                  • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:50
                    Skąd ja to znam? wink
                    Dasz radę. Samotność jest dużo lepsza od tej samotności we dwoje. Przynajmniej samej siebie nie oszukujesz, że nie jesteś sama. Bo jesteś sama. Od wielu lat.
                    Ja swoją samotność zamieniłam w samodzielność (kwestia słowa - samodzielna zawsze byłam) i jest dobrze smile Polecam smile
                    • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 23:00
                      Dobry pomysł, wiec jako samodzielna idę spakować liscie i kasztany, bo synus rano pewnie zapomni.
                      I wiesz co zal mi mojego męża i wiem, że w razie czego zawsze bym mu pomogła, ja mam dzieci, mam mieszkanie, on został sam, w pokoju przez sciane z mama i rodzinnym samochodem kombi w kredycie. Kupił rodzinny samochód i mi go nie zostawi, bo na coś najade, bo będzie popiół z moich cienkich fajek... Boję się nawet sygnału sms-a, że to On, że znowu napisze mi, że to wszystko moja wina..
                      Muszę się zebrać do kupy, użalaniem się nic nie wskóram, wiem. Chciałabym się wypłakać a tu ani jednej łzy.
                      • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 23:08
                        A te fajki cienkie to mentolowe? Jeśli tak to witaj, siostro big_grin
                        Rzucę kiedyś to cholerstwo, ale jeszcze nie wiem kiedy wink))

                        Będzie dobrze smile Innej opcji nie ma smile
                        Do tego, że wszystko jest Twoją winą po prostu się przyzwyczaj i nie bierz tego do siebie.
                        • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 23:15
                          No cienkie i mentolowe, popiół też cienkismile Próbuję rzucić i w cholere nie moge. Wiesz, pewnie kiedyś mi będzie łatwiej, narazie to dzieci małe i to dla nich zaciskałam zęby, ale jak synek mnie wczoraj przytulił i powiedział: Mamusiu, nie martw się, ja Ci pomogę, ja nie będę taki jak tata, nie będę Cię szarpał coś we mnie pękło i dlatego kazałam mu się wyprowadzić, tylko teraz to ja jestem winna, bo to ja go wyrzuciłam. I zostawiłam bez grosza. A jak on robil mi łaskę że pieniądze przynosił to było dobrze. Wg niego i całej Jego rodziny to ja jestem WINNA. I to jest kurwa przykre, bo ja się umiem przyznać do bledów On nie.
                          • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 23:34
                            Dzieci są najważniejsze i tego się trzymaj.
                            To daje niesamowitą siłę smile
                            • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 23:48
                              Moja siostra też mi to powtarza, skup się na dzieciach. A tak wogóle to dziękuje za odzew i słowa otuchy, wiem, że nie ja jedna, ale jakos tak lżej mi się zrobiło. A teraz idę spać bo jutro przedzkole,szkola i arbajt.
                        • czlowiek-na-torze Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 01:45
                          > A te fajki cienkie to mentolowe? Jeśli tak to witaj, siostro big_grin
                          > Rzucę kiedyś to cholerstwo, ale jeszcze nie wiem kiedy wink))

                          Kiedyś był taki plakat: "papierosy są do dupy" (wygooglaj sobie). Za każdym razem jak chcesz zapalić, to pomyśl, że jesteś postacią z tego plakatu, znaczy się z dupą zamiast twarzy, i z papierosem wetkniętym pomiędzy pośladki tej twarzo-dupy. Może to pomoże w rzuceniu palenia?

                          Albo pomyśl o sobie jako o narkomance (nikotyna jest narkotykiem). Takie rozumowanie też może pomóc.
                          • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 09:15
                            Eee, na mnie takie rzeczy nie działają. Po prostu któregoś dnia stwierdzę, że od dziś nie palę i rzucę. Kiedyś już tak było i nie paliłam ponad rok. Potem niepotrzebnie zapaliłam "jednego" i znów do palenia wróciłam. Niedługo mam urlop i może wtedy mnie najdzie. Palenie najlepiej się rzuca w spokoju.

                            A plakat pamiętam smile
                            • czlowiek-na-torze Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 12:59
                              No, dobrze, żeś się na mnie nie obraziła, za te porównania do postaci z dupą zamiast twarzy. Trochę się tego obawiałem. Ja tylko z zewnątrz jestem takim gruboskórnym chamem bez szkoły, wnętrze mam ciepłe i dobre.
                              • mola1971 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:35
                                No co Ty? Poczucia humoru mi nie brakuje smile Dystansu do siebie również smile))
                                A tego żeś w środku ciepły i dobry to ja się domyślam wink
      • ro35 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 21:58
        w tym, że pani sama - czytaj - bez banknotów nbp (dostarczanych przez męża) ciemność widzi suspicious
        • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:01
          Nie nie widzę ciemnosci bo nauczyłam się żyć za swoje, a na dzieci łachy nie robi że będzie płacił. Generalnie tniutniam jego kase, niech zarabia jak najlepiej. Wiesz, mój mąż jak miała humor dał mi 2000 a jak nie miał to nie dał. I jakoś żyłam. Ale za przyniesienie pensji nie mam ochoty wystawiać mu dupy bo wg niego taki powinien być mój obowiązek.
          • titta4 Re: Zamknięte drzwi 02.10.11, 22:58
            Mądrze Mola prawismile Zgadzam sie całkowicie. Ja teraz, po dwóch latach zdecydowanie jestem mniej samotna niz byłam w małżeństwie. A że nie będzie lekko?nigdy nie jest, można sie przyzwyczaićsmileUszy do góry!Pozbierasz się szybciej niz mysliszsmile
            • plujeczka Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 09:19
              i proszę znowu napisała nastepna idiotka, którra obwinia siebie i jeszcze pis ze,że łapała meza za nogi zeby nie odchodził a nie trzeba było za fujare łapać. Dziewczyno twój maz to typowy alkoholik z zlasowanym mózgiem a ty faktycznie zabij się i oszczędż nam kobietom wstydu ,ze takie jako gatunek głupie jestesmy. Siedzi facet a drzwiami a nich siedzi, wrzuć tam jes\cze jego mamusię co by się facet nie zanudził i zamknij na zamek abby nie wyszli ingdu z tego pokoju. A ty marsz do psychoatry lub psychologa zanim woadnę do twojego miasta i nakopię w dupsko za dyrdymalty które opowiadasz.natychmiast rób z tym porządek, rozwód, podział majatku i nowe zycie.Tylko nie wazm i się pisac jaki to on dobry przez te parę lat bo nie BYŁ =a z Ciebie niezła idiotka rany Boskie czegos takiego jeszcze nie widziałam i bierz się do roboty bo pomyslę ,że nie dośc .że nie umiesz gotować i d...dawać to jeszcze nie umiesz samodzielnie mysleć.
              Boisz się czego? =========jego nedznych groszy bo tez ile zarabia ten twój ukochany kierowca? jest krezusem a ty ? rece masz/, głowę masz? siły masz ? to dobrze to moja miła do roboty i nie mysleć o głupstwach tylko robic porządek z życiem zeby kidyś dzieci nie wzięłuy z Cioebie przykładu i swoim dziciom nie podawaly posiłku na szczotce wsunietej pod drzwi.
              • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:22
                Dzięki za porządnego kopa w dupe, masz racje i dopóki jestem zdrowa jakoś muszę sobie radzić.
            • errormix Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 09:25
              W tej samotności we dwoje i samotności samemu jest, wbrew pozorom, bardzo wiele racji. A właściwie to jedna wielka racja.

              Pamiętam jak bałem się tej samotności, gdy zacząłem zastanawiać się nad rozwodem. Jak się przed nią broniłem.

              Z jednej strony zdawałem sobie sprawę, że choć jestem samotny w małżeństwie, to jednak pocieszałem się, że w razie jakiejś "podbramkowej" sytuacji jest ktoś komu mogę o tym powiedzieć. I nie chodziło o to, by on mnie wysłuchał, zrozumiał, czy przytulił, bo to u nas już od dawna nie działało. Chodziło o to, bym mógł się komuś zwyczajnie wygadać. Pomagała mi sama świadomość obecności tej drugiej osoby.

              Ale w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nasze małżeństwo to nie konfesjonał. To nie miejsce, gdzie ja przychodzę i mówię, co mnie boli, a ksiądz w tym czasie przysypia, albo zastanawia się co mu gosposia zrobi na obiad.

              Byłem samotny na długo przed rozwodem, ale zrozumiałem to dopiero.... po rozwodzie.

              Bo po rozwodzie okazało się, że moje życie wcale nie zmieniło się na gorsze. Nadal czułem się samotny, nadal nie miałem z kim porozmawiać, nadal wstawałem rano i robiłem dziecku kanapki do szkoły, nadal zasypiałem ze świadomością, że gdy się obudzę nie będzie nikogo kto przy wyjściu z domu powie "Kocham cię" i pocałuje w policzek.

              Dlatego w moim przypadku rozwód mi pomógł. Bo odarł mnie ze złudzeń. Uświadomił mi jak bardzo byłem samotny i że nie było szans, by to zmienić.

              Bo rozwód pokazał mi, że choć nadal nie ma tego "cmoknięcia w policzek", to teraz ja już to wiem.

              A wtedy wciąż żyłem nadzieją.
              • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:02
                Error, czytam Twoja odpowiedż i wiesz co, piszesz o mnie. Samotna jestem od baardzo dawna, generalnie żadnego oparcia w mężu nie mam, nawet jak próbowałam się wyżalić to mnie nie słuchał, nie pamiętam, żeby przytulił mnie, pogłaskał po głowie w chwilach kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Dlatego dla mnie już nie ma odwrotu, nie mogę dać się szantażować Jemu, Jego mamie. Nie mogę, mam swoją godność, czy okazanie szacunku to tak dużo? czemu on mnie nienawidzi? Ja nie pałam chęcią zemsty, nie chcę mu dowalić, a on robi wszystko żeby dokopać jak najdotkliwiej. Nie uważam że był porażką mojego zycia (tak jak on), mam dzięki niemu dwójkę wspaniałych dzieci, nie uważam, że zmarnował mi życie, dał mi lekcję z kórej wyciągnełam wnioski i poznałam siłe samej siebie. Ale nie jestem w euforii i zachwycie nad tym jak to moje życie będzie teraz wyglądało, może lepiej, może gorzej zapewne inaczej.
                • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:49
                  Wydaje mi się,, że my czasem robimy błąd oczekując, że druga osoba jest dokładnie taka jak my. Jak ja przytulam i pocieszam w momencie kryzysu to od własnego partnera oczekuję tego samego. Tylko, że ta druga osoba może inaczej rozumieć i okazywać wsparcie.Twój mąż może uważać, że wystarczy jak przyniesie pieniądze i będzie w domu.

                  Nie nazwałabym go też palantem bo kim jest wtedy osoba, która palanta za kolana łapie? On jest po prostu pogubiony i uzależniony, niedojrzały. Moim zdaniem twoje oczekiwania są dla niego niezrozumiałe bo w jego domu pewnie ten model rodziny się sprawdzał, jego mama uważa że jest w porządku a jedyna osobą, która ma pretensje do ideału jesteś ty. On najnormalniej w świecie nie rozumie o co chodzi i co się dzieje.Tylko w tej chwili chyba jest już za późno na naprawę, poza tym oboje musielibyście chcieć ratować związek.
                  Także uważam, że powinnaś poszukać psychologa i pochodzić na terapię. Dla wzmocnienia siebie, dla lepszego zrozumienia swoich reakcji i tego jak one wpływają na innych.

                  Gdyby mężczyzna, którego kocham przeprowadził się na materac w dziecinnym pokoju i nie chciał sę ze mną kochać to zraniło by mnie to najbardziej.Nie wiem czy po czymś takim umiałabym z nim żyć, rozmawiać. Mężczyzna tez człowiek i swoje emocje ma.
                  • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:58
                    Dlatego w tej kwestii moja wina jest ewidentna. Ale co mam zrobić jesli nie mogę,nie potrafię z nim spać/sypiać. Rozmów było nasćie, wie czego od niego oczekiwałam. Kiedyś mnie wspierał, teraz nawet nie słucha. I wydaje mi się że jest mocno niedojrzały jeżli po 10 latach mówi, że jest typem samotnika i generalnie nie nadaje się na ojca, że odwykł od życia, że po 5 dniach spędzonych w kabinie w ciszy nie umie się przestawić że dzieci piszczą, że się kłóca, że ja coś chcę. Zaburzony obraz wyniósł z rodzinnego domu, tam matka wszystkim się zajmowała, ojciec po prostu był.
                    • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 12:16
                      To masz odpowiedz. Albo zaakceptujesz ten stan, albo oboje coś z tym zrobicie, albo jednak nie po drodze wam razem.
                      Piszesz, ze kiedyś cię wspierał. Co się takiego wydarzyło że przestał? Jak myślisz, czy brak pożycia mógł mieć na to wpływ?
                      Jest jeszcze jedna rzecz, której się nauczyłam na drodze rozwodu: mam skłonność do przyjmowanie pozytywnych gestów ze strony partnera jako oczywistych, a reagowanie na to co złe. Innymi słowy: chłopa trzeba tez chwalić za to co dobresmile
                      Teraz wyciągnij wnioski i nie obwiniaj się bo równie dobrze on tez mógł coś zrobić jak wam się nie układało. Najgorsze rozwiazanie to szukanie winnych sytuacji.Teraz myśl o przyszłości, jak to wszystko poukładać.
                      Powodzeniasmile
                • errormix Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:12
                  inna_nowa_ja napisała:

                  > Error, czytam Twoja odpowiedż i wiesz co, piszesz o mnie. Samotna jestem od baa
                  > rdzo dawna, generalnie żadnego oparcia w mężu nie mam

                  W małżeństwach, gdzie w pewnym momencie pojawia się ta "samotność we dwoje" jeszcze przez długi czas człowiek ma nadzieję, że wszystko może się zmienić. Że wystarczy gest, uśmiech, albo odwrotnie - brak obiadu czy seksu i ta druga osoba się "przebudzi". Że dotrze do niej to co chcemy jej przekazać, a właściwie wykrzyczeć.

                  Ale z reguły to tak nie działa. Bo każdy z nas jest inaczej skonstruowany. I gdy jedna strona "krzyczy" o odrobinę uwagi, szacunku, czy miłości, ta druga ziewa i mówi sobie w myślach: "Czego ta baba właściwie ode mnie chce? Przecież nie zdradzam, nie piję, nie tracę kasy".

                  I to jest właśnie to o czym pisze mayenna. To różne podchodzenie do partnerstwa w związku. Różne jego rozumienie.

                  A wtedy ten wewnętrzny "krzyk" już nie pomaga. Bo nie może pomóc. Bo już dawno zdechły motyle w brzuchu, już dawno obydwie strony przestały być dla siebie wyrozumiałe i zniknęła gdzieś ta wzajemna empatia, która po tym, gdy facet zbił przypadkowo talerz w kuchni kazała mówić "Nie martw się kochanie, kupi się nowy". Ona teraz krzyczy: "Kurwa wyjdź człowieku z tej kuchni, bo przez twoją niezdarność z torbami pójdziemy!".

                  A wracając jeszcze do tej samotności...

                  Pamiętam, że ja tę samotność w moim małżeństwie sprowadzałem do... światła. Takiego zwykłego, gdy wchodzi się do domu i zapala się je w kuchni, w przedpokoju, w salonie.

                  Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że od wielu lat to ja zawsze pierwszy to cholerne światło zapalałem. Że wchodziłem do pustego, ciemnego domu, zawsze jako pierwszy. I nigdy nikt tam na mnie nie czekał. Pamiętam jak zimą wychodziłem na spacer tylko po to, by ex wracając do domu poczuła to samo co ja. By zrozumiała jak to jest. I kiedyś ją o te wrażenia zapytałem, a ona odpowiedziała: "Światło, to światło. Nie wiem nad czym się tu rozczulać".

                  I gdy już się rozwiodłem zrozumiałem dlaczego ja tak bardzo to światło przeżywałem, a ona nie.

                  Bo dla mnie to śmieszne światło było synonimem domu, rodziny, tego ciepła, o którym tak często się mówi i za którym się tęskni.

                  A dla niej światło było światłem. Bo wchodziła, a dom żył.
                  • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:16
                    Jeny Error, jak Ty ładnie i mądrze piszeszsmile Miło się czyta.
                    • errormix Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:21
                      Na twoim miejscu ja bym się nie rozczulał nad tym jak Error pisze i jak się go czyta, tylko zadał sobie proste pytanie. Pytanie, na które po tym jak sobie na nie odpowiesz, rozwiąże wiele twoich dylematów.

                      To pytanie, to "Czy kocham męża?". Bo to pytanie zada sąd. I chociaż w sądzie oczekuje się odpowiedzi "tak" lub "nie", to pełną odpowiedź i tak nosi się w sobie.

                      Bo jeśli przed sądem powiesz "nie", a w środku nie do końca będziesz do tego przekonana, to zapewniam cię, że po rozwodzie będziesz miała wystarczająco dużo wolnego czasu, by czytać Errora.
                • puzzle33 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:05
                  inna_nowa_ja napisała:

                  > Ale nie jestem w euf
                  > orii i zachwycie nad tym jak to moje życie będzie teraz wyglądało, może lepiej,
                  > może gorzej zapewne inaczej.
                  Trafiłaś w sedno: to będzie całkiem nowa jakość. Pojawią się nowe troski, nowe radości i sukcesy. Z perspektywy czasu ocenisz wartość tego, na co się zdobyłaś. A lęk przed nowym jest rzeczą naturalną.
          • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:31
            Widzisz to tu jesteście po równo: on ma dawać kasę, a ty jemu dupy. On nie dostaje to czemu ma tobie dawać?
            Sama w pewien sposób doprowadziłaś do tego, że to tak wygląda.
            Pogubiliście się w tym wszystkim oboje.
            Oprócz rozwodu może wam pomóc jeszcze terapia małżeńska.ale oboje musicie chcieć zmiany.
    • zmeczona100 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 09:21
      Hiehiehie....
      Inna,
      To, co opisałaś, tj. zachowania Twojego pożal się, Boże, męża, jak i własne myśli (co z Tobą nie tak? W czym mogę się poprawić?), to jakby zupełnie moje własne życie sprzed paru lat smile Ale ja już się z tego wyleczyła i wyprostowałam tongue_out

      A myślałam, że "mój" był jakiś wyjątkowy, a tu proszę- jeszcze Twój i Moli big_grin
      Za Molką powtórzę tylko- "po" odetchniesz i dopiero wtedy dotrze, w jakim bagnie żyłaś. I jak bez takiego hamulcowego cudnie jest żyć smile
    • inna_nowa_ja No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teściowa 03.10.11, 09:32
      Dziś rano przyszła teściowa i z pretensją jak mogłam wyrzucić JEJ syna z domu? Jaką jestem żona? Co ja wogóle wyprawiam? Po tekście albo się dogadacie albo ja nie opiekuję się dziećmi odpowiedziałam, że ja już nie chce się dogadywać. No to usłyszalam, że skoro nie ma dla JEJ syna miejsca w tym domu Jej nowga nie przestąpi progu tego mieszkania. I wogóle, że co ja sobie wyobrażam? Że to wszystko moja wina, eh z samego poniedziałku o 7 rano zrobiła mi taką jazdę że odechciało mi się już wszystkiego. Synek pojechał wczoraj do mamusi i pożalił się, eh. Ah i kazała schować materac na którym śpię w pokoju dzieci bo powinnam spać z mężem. Nie wiem co zrobię jak nie będzie zajmowała się dziecmi ale Jego powrotu sobie nie wyobrażam.
      • malgolkab Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 09:47
        inna_nowa_ja napisała:

        >. Nie wiem co zrobię jak nie będzie zajmowała się dziecmi ale Jego powrot
        > u sobie nie wyobrażam.
        zrobisz to samo co wszyscy rodzice, którzy nie mają do pomocy niepracującej babcismile a w obecnych czasach takich jest większość. spokojnie - da sięwink chyba, ze wolisz zgadzać się na jej warunki i dawać soba pomiatać...
      • mayenna Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 10:24
        Złóż pozew o rozwód, z ustaleniem zabezpieczenia potrzeb rodziny na czas procesu. Pamiętaj o pieniądzach na nianię.Potem kup gazetę i poczytaj ogłoszenia lub sama daj anons że szukasz opiekunki do dzieci. Może jest ktoś inny, kto może ci na razie pomóc: mama, sąsiadka, koleżanka?Może możesz wziąć urlop?
        Jak się teściowa następnym razem z awanturą zjawi to wezwij policję.
        Skup się na rozwiązywaniu problemów.

        Z tym spaniem z mężem.Moim zdaniem żona i mąz powinni spać w jednym łóżku, zawsze i w każdych okolicznościach.Seks nie jest nagroda za dobre sprawowanie ale elementem tworzenia więzi. Nie ma jednak gwarancji że sam seks pomógłby w waszej sytuacji, ale jego brak na pewno przyczynił się do rozpadu miedzy wami.
        Drugi element to uzależnienie twojego męża od alkoholu.Osoba uzależniiona nie jest w stanie stworzyć udanego związku.
        Obwinianiie się nie pomoże ci. Przeszłości nie da się zmienić. Lepiej pracuj nad tym by przyszłość była lepsza. Podjęłaś decyzję więc działaj.

        • inna_nowa_ja Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 10:36
          W kwestii seksu masz absulotną racje i nie chciałam aby seks był nagrodą bądź karą, ale jeżeli ktoś skutecznie Cię poniża, ma w nosie Twoje uczucia, nie potrafie się przemóc do spania w jednym łóżku. Czy mój maz jest alkoholikem? W weekend pije dużo piwa, jak nie jedzie w trasę też pije piwo, z całą pewnością jest to jego nałóg.
          • mayenna Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 11:05
            Nałóg zaczyna się wtedy gdy on to piwo musi wypić w określonym czasie, gdy nie da się bez tego rytuału żyć i normalnie funkcjonować.
            Mój mąż też mnie poniżał i nie liczył się z uczuciami ale o tym się rozmawia.Mówiłam że oczekuję przeprosin bo to co mówił bardzo mnie zraniło, na tyle, że nie potrafię z nim dzielić intymności. Jeśli przepraszał to sprawa była zamknięta.Nie da się na dłuższą metę być małżeństwem i nie sypiać ze sobą.To odgradza ludzi od siebie emocjonalnie także w dzień.

            Twojemu mężowi też przydałaby się terapia. Z tego co piszesz to on nie umie rozmawiać i rozwiązywać problemów. Tez podejrzewam, ze ma albo depresję, albo inne problemy psychiczne.
            • inna_nowa_ja Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 11:09
              Wiesz, tylko skoro sie przeprasza to starasz się nie powielać zachowań za które przepraszasz, on przepraszał, i było jak na karuzeli, 2 tygodnie super i nagle ostra jazda w dół przez kolejne tygodnie. Ja mam zszargane nerwy, zresztą jak z nim sypiałam też były powody żeby coś wytknąć wg przysłowia jak chcesz uderzyć psa to kij znajdziesz.
              Chorobę psychiczną to według niego mam ja. Ja widzę swoje błędy, widzę w czym nawaliłam.. On nie ma sobie nic do zarzucenia.
            • puzzle33 Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 14:53
              mayenna napisała:

              > Twojemu mężowi też przydałaby się terapia. Z tego co piszesz to on nie umie roz
              > mawiać i rozwiązywać problemów. Tez podejrzewam, ze ma albo depresję, albo inne
              > problemy psychiczne.
              A ja podejrzewam, że pan ma jakieś substytuty rodzinnego pożycia i to znacznie istotniejsze niż wypijane w weekendy piwo.
        • malgolkab Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 10:40
          mayenna napisała:

          > Złóż pozew o rozwód, z ustaleniem zabezpieczenia potrzeb rodziny na czas proces
          > u. Pamiętaj o pieniądzach na nianię>
          nie wiem czy sąd uzna pozycję niania jesli starsze dziecko ma już 4 lata...
          > Z tym spaniem z mężem.Moim zdaniem żona i mąz powinni spać w jednym łóżku, zaws
          > ze i w każdych okolicznościach.Seks nie jest nagroda za dobre sprawowanie ale e
          > lementem tworzenia więzi.
          też tak uważam...
          • mayenna Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 11:09
            Myślę, że skoro nie chodzi do przedszkola, a opieka babci własnie ustała, to sąd zrozumie konieczność takiej pozycji w wydatkach. Może pod presją pieniądza mąż sam zajmie się dziećmi.
            • malgolkab Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 11:25
              mayenna napisała:

              > Myślę, że skoro nie chodzi do przedszkola, a opieka babci własnie ustała, to są
              > d zrozumie konieczność takiej pozycji w wydatkach.
              chodzi, babcia tylko z przedszkola odbiera...
      • altz Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 11:20
        > Nie wiem co zrobię jak nie będzie zajmowała się dziecmi ale Jego powrot
        > u sobie nie wyobrażam.
        Myślę, że nie warto robić sobie dodatkowego wroga w teściowej.
        Jakoś sobie poradzisz, do tej pory jakoś sobie radziłaś bez męża w domu, niewiele się zmieni pod tym względem po rozwodzie, to warto powiedzieć teściowej.
        Przyjmiesz każdą pomoc, jeśli pomocy nie będzie, to nie będziesz miała żalu, a za dotychczasową dziękujesz, ale wolałabyś, żeby dzieci miały dobry kontakt z babcią i nie były wciągane w sprawy dorosłych.
        Powiedz, że się już zdecydowałaś na rozstanie z mężem i decyzję podjęłaś ostateczną.
        Warto dać szansę babci, czy z niej skorzysta? Nie wiadomo, ale spróbować warto.
        • inna_nowa_ja Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 11:29
          Altz, ale ja Jej dzisiaj powiedziałam, że i tak jestem sama, że nawet jak jest w domu drzwi są zamknięte, podziękowałam za dotychczasową pomoc, ale Ona postawiła w moim odczuciu ultimatum, jeśli nie ma miejsca w tym domu dla JEJ syna Ona przychodzić nie będzie. Co mam zrobić? Przyjąć go? Ze względu na babcie? Nie, nie zrobię tego, tam nie ma bezinteresownej pomocy mnie czy przy dzieciach, za wszystko musisz zaplacić, i być dozgonnie wdzięczna.
          Były takie sytuacje że nawet pisać mi się nie chce jak teściowa traktowała mnie i dzieci. Uwierz, tyle lat zaciskania zębów, pozwalałam jeździć po sobie jak po łysej kobyle, nie mogę juz dłużej, albo jest się babcią albo nie.
          • malgolkab Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 11:37
            inna_nowa_ja napisała:



            > Były takie sytuacje że nawet pisać mi się nie chce jak teściowa traktowała mnie
            > i dzieci. Uwierz, tyle lat zaciskania zębów, pozwalałam jeździć po sobie jak p
            > o łysej kobyle, nie mogę juz dłużej, albo jest się babcią albo nie.
            to nie bardzo rozumiem po co tyle lat z tej pomocy korzystałaś... babci obowiązkiem nie jest zajmowac się wnukami, nie widzę też nic strasznego w tym, że płaciłaś jej za dzienne siedzenie z dzieckiem po 6 godz. (za 500 zł i tak byś opiekunki nie znalazła). Dziadkowie mogą się zajmować wnukami, ale wcale nie muszą - nawet jesli są niepracujący. jeśli źle was traktowała i pomagała, a potem wypominała to tym bardziej nie rozumiem stwierdzenia, ze nie wyobrażasz sobie, że nie będzie przychodzić.
            • inna_nowa_ja Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 11:45
              Nie tyle lat tylko niespełna 2, miałam opiekunke która mnie okradła i wówczas teściowa zaproponowała że zajmie się dziecmi, dorabiala sobie i zasugerowała ze taka kwota jej wystarczy. Moja mama pracuje, w chwili obecnej będzie odbierała dzieci ze szkoły i nigdy, przenigdy nie wzięła ode mnie pieniędzy za opiekę nad dziećmi. Teciowa jest na emeryturze, niczego jej nie brakuje, dziećmi swojej córki zajmowała się kilka lat i teraz też jej pomaga. Rozumiem... dzieci Jej ukochanego synka są gorszej kategorii. Ot cała prawda.
              • malgolkab Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 12:06
                inna_nowa_ja napisała:

                > Moja mama pracuje, w chwili obecnej będzie odbierała
                > dzieci ze szkoły i nigdy, przenigdy nie wzięła ode mnie pieniędzy za opiekę na
                > d dziećmi. Teciowa jest na emeryturze, niczego jej nie brakuje, dziećmi swojej
                > córki zajmowała się kilka lat i teraz też jej pomaga. Rozumiem... dzieci Jej uk
                > ochanego synka są gorszej kategorii. Ot cała prawda.
                moi rodzice też oboje pracują, mimo to maja czas dla wnuków i nie raz brali urlop, zeby pomóc. Też za to nie chcieli pieniędzy, a nawet kupują wnukom przynajmniej połowę ubrań, zabawek, fundują wczasy itd. Dla porównania byli teściowie widują wnuki (nie tylko moje dziecko, ale pozostałe wnuki też) raz na miesiąc czy dwa jak się im je przywiezie, nie kupują im żadnych rzeczy, za wyjątkiem okazji typu urodziny, święta, ubrania kupili 2 czy 3 razy, zawsze 2 rozmiaty za małe, mimo, że teść już nie pracuje, a teściowa jeździ na 3 godz. dziennie... co z tego wynika? dziadkowie są różni i akurat zajmowanie się wnukami obowiązkiem nie jest - jeśli chcą to pomagają (jak np. moi rodzice czy Twoi) jak nie chcę to nie i o to akurat nie miałabym na pewno pretensji. Poza tym co innego jest pomóc, co innego codziennie siedzieć z wnukami przez kilka godzin. Jest za to dla mnie niezrozumiałe, że ktoś sam pomoc oferuje, a potem to wypomina. Z takiej pomocy bym zrezygnowała...
                Swoją droga do głowy mi nigdy nie przyszło rozliczać się ile rodzice pomagają mi, ile bratu, z czyim dzieckiem więcej siedzą czy kogo bardziej finansują...
              • altz Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 12:16
                > Teciowa jest na emeryturze, niczego jej nie brakuje, dziećmi swojej
                > córki zajmowała się kilka lat i teraz też jej pomaga. Rozumiem... dzieci Jej uk
                > ochanego synka są gorszej kategorii. Ot cała prawda.
                Nie masz prawa mieć takiego żalu. Nie musi się zajmować wnukami, ma prawo też sobie wybrać wnuki, którymi się będzie zajmować. Jednemu dziecku pomaga i wystarczy, może ma nawet dość, ale nie wypada jej odmówić?
                Dla mnie jest jasność sprawy jest najważniejsza. Decydujemy się, jako dorośli ludzie, że albo nie bierzemy żadnych pieniędzy, albo bierzemy uczciwe pieniądze. Wtedy jest oczywista sprawa, płacisz, więc wymagasz i możesz stawiać warunki (z szacunkiem dla drugiej strony). Nie płacisz, więc się nie oburzasz za to, że ktoś już nie chce przyjść, wtedy dziękujesz i kończysz umowę.
                Za te 500 czy 600 zł, można się dogadać z inną matką, żeby wzięła dziecko do domu do swojego dziecka, za taką jałmużnę trudno się domagać, żeby ktoś przychodził do domu i zajmował się wyłącznie naszym dzieckiem, chociaż już widziałem propozycję płacenia 400 zł miesięcznie za pracę po 9 godzin dziennie.
                • inna_nowa_ja Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 12:22
                  500 zł było propozycją teściowej. Dodatkowo kupowałam środki czystości i chemii (proszek, płyny).
              • mayenna Re: No to dopiero teraz zaczęła się jazda - teści 03.10.11, 12:26
                Masz więc rozwiązany problem opieki nad dziećmi.
                Radzisz sobiesmile
    • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 09:41
      jak ex się wyprowadził, powiedziałam mojemu bratu, że się martwię jak sobie poradzę, a on mi powiedział: tak samo jak do tej porysmile i fakt - nawet jak był w domu, to ja zawoziłam/odbierałam dziecko do/z przedszkola, jak czasem mi cos wypadło w pracy i musiałam zostać dłużej to musiałam poprosić kogos o pomoc (bo to mój obowiązek), jak byłam chora i musiałam iść do lekarza/na badania to tez musiałam załatwić kogoś do opieki nad dzieckiem (bo to moja praca, więc jak mi cos wypada to muszę sobie załatwić zastępstwo), jak syn był chory to tylko ja brałam opiekę (jak akurat było cos ważnego w pracy, to któreś z moich rodziców brało urlop), wakacje musiałam organizować dla syna w obrębie mojej rodziny itd. Więc teraz jest dokładnie tak samo, tylko nie muszę skakać dodatkowo koło wielmożnego panawink
      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:16
        Mam dokładnie tak samo, to ja się opiekuje dziećmi, ja jeżdzę po lekarzach, ja biorę opieke, a jak mąz poszedł odebrac syna ze szkoły to go po drodze z szatni do samochodu zagubił i się śmiertelnie na dziecko obraził, że poszedł drugim wyjściem. Od tamtej pory powiedział że syna ze szkoły nie będzie odbierał. Więc i tak ze wszystkim byłam i jestem sama.
      • kobieta306 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:18
        malgolka - u mnie było tak samo. Po rozwodzie nic się nie zmianiło, a jest wręcz łatwiej.
    • kobieta306 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:17
      Raz gadasz, że wyjadał z lodówki, bo nie miał kasy. Innym razem sie boisz, że bez jego kasy nie dasz rady. To jak w końcu?
      Nie ma nic gorszego jak ujadająca baba, która unika seksu.
      Teściowa - to jest zawsze/najczęściej zło.
      Dzieci - są zawsze najważniejsze.
      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:21
        Kwestia fiansowa jest zagmatwana, bo on przelew dostaje około 15 każdego miesiąca, do tego momentu ja utrzymuje dom; płace rachunki, przedszkole, kupuję jedzenie. 15 jak ma humor to dostaje jego wypłate w wysokości 2000 jak nie ma humoru bywa różnie. Jezeli mieszka i mi mówi że nie będzie się dokładał do opłat i wyzywienia z jakiej racji mam go utrzymywać. Kiedyś byłam matką Teresą, teraz już nie. Skoro nie chcesz się dokładac to nie korzystaj.
        • kobieta306 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:25
          nie do końca mnie przekonałas z tą kasą ale ok nie czepiam się.
          Wnioskuje, że teściowa pomagała przy dzieciach dużo?

          Jedną z gorszych rzeczy, która można w małżeństwie zrobic to szantażowac brakiem seksu.
          • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 10:37
            Odbierała ich ze szkoły i przedszkola, kiedyś siedziała 6 godzin dziennie ale wówczas jej płaciłam 500 zł miesięcznie, bo taką kwotę zaproponowała.
        • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 11:53
          Jakos tak mi wychodzi, że ty nie umiesz konkretnie powiedzieć o co ci chodzi. Jak ten facet ma wiedzieć czego od niego chcesz jak nie ma konkretu?
          On pewnie odbiera, że jesteś niezadowolona i przed tym ucieka do swojego pokoju. Nie zajmuje sie dziećmi bo na dobra sprawę nie musi: albo sama sobie dajesz z tym radę, albo mamusia go wyręczy. Kto odbierał dziecko jak on się tak świetnie od tego wymigał? Masz jednak racje, że odpowiedzialności powinni go nauczyć rodzice, nie ty.

          MOje dywagacje tak naprawdę as już bez sensu bo podjęłaś decyzję o rozwodzie i w tej sytuacji nie ma potrzeby się już obwiniać. Lepiej uznać, że wam nie wyszło i nie szukać winnych bo to tylko niepotrzebnie roznieca złe emocje.
          • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 12:00
            Konkrety podałam, więc podam na przykładzie: Zabierz synka na wycieczkę rowerową zeby spedził z tobą trochę czasu, on ok. Zabiera syna i co ? Jedzie z nim do swojej mamy, tam pije sobie piwko z tatą i bratem a dzieciak lata po podwórku z psem. Teraz jest już starszy, ale jak był mały to On siedział poppijając piwko a Jego mamusia ganiała za synem. I takich przykładów jest mnóstwo.
            • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 12:09
              bez przesady - kwrzywda się dziecku nie działa, że biegało u dziadków po podwórku, a jeszcze babcia ganiała za nimwink jak się rozwiedziecie to nie będziesz miała wpływu na to gdzie zabiera dzieci i jak spędza czas. A szkodliwe dla dzieci raczej nie jest, że spędzają czas z ojcem u jego rodziny...
              • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 12:16
                Dla mnie to nie jest spędzanie czasu ojca i dzieckakiedy tatuś siedzi i pije browara a dzieciak niech robi co chce. Dla mnie to nie jest wycieczka rowerowa.
                A jeśli chodzi o rozliczanie z czasu nie powinnam, ale też niech teściowa nie robi z siebie SUPER babci w oczach wszystkich bo nią nie jest. I albo się deklarujesz z pomocą i jej nie wypominasz albo się nie deklarujesz i nie pomagasz, krótka piłka.
                I wiesz co odetnę się od tego wszystkiego bo najzwyczajniej w świecie zwariuję. Umiesz liczyć licz na siebie i tego muszę się trzymać.
                • altz Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 12:26
                  inna_nowa_ja napisała:

                  > Dla mnie to nie jest spędzanie czasu ojca i dzieckakiedy tatuś siedzi i pije br
                  > owara a dzieciak niech robi co chce. Dla mnie to nie jest wycieczka rowerowa.
                  A wiesz, że nie musisz mieć zawsze rację? smile
                  Czasami jest potrzebny czas, kiedy się nic nie robi. Socjalizacja też jest bardzo ważna i dobry kontakt z rodziną, a babcia, która gania za wnuczkiem to sam miód.
                  Jasne, że co innego i lepszego zaplanowałaś mężowi do wykonania. A to paskuda, nie posłuchał mądrzejszej od niego! wink
                  Warto też zapytać syna, co chciałby zrobić i czy mu się podobało?
                  Takie rzeczy, jak sposób spędzania wolnego czasu się dziedziczy i to tak jak zmuszanie kobiety do wymiany gaźnika w samochodzie i wymaganie od niej zainteresowania i zadowolenia z tego.
                • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 12:35
                  inna_nowa_ja napisała:

                  > Dla mnie to nie jest spędzanie czasu ojca i dzieckakiedy tatuś siedzi i pije br
                  > owara a dzieciak niech robi co chce. Dla mnie to nie jest wycieczka rowerowa.
                  dla mnie też nieuncertain ale widocznie dla niektórych- tak (w tym również mojego exsmile nie pozostaje ci nic innego jak się przyzwyczaić, po rozwodzie każde z was będzie spędzać czas z dziećmi po swojemu
                  > A jeśli chodzi o rozliczanie z czasu nie powinnam, ale też niech teściowa nie r
                  > obi z siebie SUPER babci w oczach wszystkich bo nią nie jest.
                  są tacy ludzie, którzy wszystkim przedstawiają siebie w super barwachwink a co lepsze - sami w to wierzą... ja generalnie mam to gdzieś, polecamsmile
                  > I wiesz co odetnę się od tego wszystkiego bo najzwyczajniej w świecie zwariuję.
                  > Umiesz liczyć licz na siebie i tego muszę się trzymać.
                  i wszystko na temat
            • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:09
              Sama widzisz: ty masz własną wizję jak ma wyglądać jego zajmowanie się dzieckiem, a on ma swoją.
              Powiedz mi czego od niego oczekiwałaś że zajmie się synem? Czy że sam będzie z synem coś robił bo ty uważasz, że to jedyna, najlepsza dla dziecka forma kontaktu z ojcem?Pierwszą wersję on wypełnił należycie i nie ma sie o co czepiać. Możliwe, ze co do drugiej to on nie rozumiał o co ci chodzi bo wg niego wycieczka rowerowa zakończona u dziadków nie jest niczym nagannym. Spełnił twoją prośbę a i tak jesteś niezadowolona bo nie tak chciałaś, nie takie były twoje oczekiwania. To po co on ma sie starać, jak i tak wszystko robi źle? Poza tym dorosła osoba nie musi nikogo słuchać i dostosowywać się do czyichś wytycznych nawet, jeśli chodzi w tym o opiekę nad własnym dzieckiem.
              Chcę ci tylko pokazać mechanizm, który uniemożliwia wam porozumienie. Jeśli popracowalibyście nad tym oboje to może jest jeszcze dla was szansa?
              • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:13
                Nie, szansy nie ma. Mechanizm przez Ciebie opisany jest właściwy. Dziadkowie mieszkają 3 ulice dalej, myślałam o wycieczce rowerowej do lasu. Zresztą to nie jedyna forma zabawy inna jest taka,że rozkłada kanapę, kładzie dzieci przed TV, nakrywa się kołdra i mówi do dzieci żeby poszły spać, bo on sam zasypia, a potem śpi.
                • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:53
                  Moim zdaniem na siłę chcesz coś wprowadzić, co uważasz za słuszne. Ojciec ma spędzać czas z dzieckiem i koniec. Jak ten facet nie robił tego do tej pory, jak nie ma takiej potrzeby to od razu nic sie nie zmieni. Od pierwszego dnia powinien zajmować się dziećmi.
                  Wyjściem byłaby wasza wspólna wycieczka jeśli celem miało być zacieśnienie więzi pomiędzy synem, a ojcem.Trzeba się było z nimi na nią wybrać to nie zakończyłaby się u teściów.
                  On nie ma obowiązku realizować tego co ty wymyślisz. Tak myślę, że ten twój żal, że on nie jest taki jak oczekujesz, był gwoździem do trumny waszego małżeństwa.
                  • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:59
                    Wiesz co, Jemu nawet do kina z nami nie chciało się pójść, na wakacje wyjechać bo przecież nad morzem trzeba będzie coś robić. Wspólna wycieczka byla jedna, podczas której sklął nas jak Mu łańcuch w rowerze spadł. Tak źle i tak niedobrze.
                    • sinsi Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:13
                      Z jakiegoś powodu wybrałaś sobie WŁAŚNIE TAKIEGO FACETA NA MĘŻA.
                      Z jakiegoś powodu przez 10 lat z NIM byłaś i to WŁAŚNIE JEGO WYBRAŁAS NA OJCA SWOICH DZIECI.

                      Pomyśl nad tym. Tylko nie sama. Z terapeutą.
                      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:18
                        Ślepo kochałam, wszystko tolerowałam i wybaczałam. Teraz już nie. Jednym słowem sama zgotowałam sobie ten los (:
                        • sinsi Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:34
                          No świetnie że już wiesz, że masz wpływ na swoje życie i są obecnej sytuacji przyczyny i skutki. I co dalej z życiem zrobisz oprócz frustracji: mąż jest zły więc się mi życie nie udało na zmianę z ja spieprzyłam i się nie udało ?
            • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 16:48
              jak już ktoś napisał - pewne rzeczy wynosi się z domu... mój ex też nie chodził z dzieckiem na spacer, najchętniej puszczał mu bajki, a sam w tym czasie robił coś na kompie i twierdził, że to jest spędzanie czasu z dzieckiem, bo jest w tym samym pokoju. Wyjazd z dzieckiem na wczasy to siedzenie w hotelu, żadnych spacerów, wyjść itd, oprócz wyjścia na basen (który musi być w tym samym hotelu). Jego matka sama mi powiedziała, że nie umie zrozumieć tego, ze ja codziennie chodzę z synem na 2-3 godziny na spacer, bo ona ma 3 dzieci i wychodziła z wózkiem gdziekolwiek jak musiała czyli na zakupy i do lekarza. Ich spotkania rodzinne wyglądają tak jak u Twojego męża - dorośli siedzą, piją, jedzą, dzieci biegają w kółko... jak się poznaliśmy miałam niecałe 20 lat i nie zwracałam na takie rzeczy uwagismile jak poznawałam Obecnego (prawie 10 lat później) to już na takie rzeczy patrzyłam.
              Tylko, ze ja widząc podejście exa do dziecka nie decydowałam się już na kolejne dziecko z nim, Ty to zrobiłaś, a już wiedziałaś ja to będzie.
              Wyobrażasz sobie, że się rozwiedziesz, a twój wtedy już ex mąż będzie ci mówił gdzie masz chodzić z dziećmi i do kogo możesz je zabierać?
    • kobieta306 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 12:32
      Taki obraz mi się maluje. Może się mylę, ale to tylko forum, a i pojęcie sprawy mam ograniczone:
      - znerwicowana kobieta z postawą roszczeniową, która ma męża śmierdzącego lenia,
      - próbuje na siłe zmienic go na pracusia,
      - jak nie daje rady, to szantazuje go brakiem seksu,
      - flustracje rosna i mąż zamyka się w pokiju, żeby miec święty spokój,
      - jest coraz gorzej i gorzej,
      - w weekendy ucieka do matki, zeby nie słuchac zrzędzenia żony.

      generalnie - klasyka gatunku.
      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 12:52
        - znerwicowana tak
        - bardziej prosząca niż roszczeniowa
        - nigdy nie szantażowałam go seksem - po prostu nie bede z nim sypiać nie mam takiej potrzeby i chęci, a jeżeli ktoś dodatkowo myję zęby raz na 2 tygodnie, pali pakę dziennie i chleje piwsko nie będę udawać że pachnie fiołkami.
        - ucieka do matki aby nie siedzieć z dziećmi które go irytują i coś od niego chcą (chociaż już starszy przestał go wołać do budowania z klocków czy też zagrania na PS, woli to robić ze mną).
        ALe oczywiście, winna jestem rozpadowi i tyle w temacie.
        • kobieta306 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:03
          na pewno Ty te wieżę z klocków zbudujesz lepiej niż mąż, bo mąż to niedorajda, prawda? Wszystko zawsze od początku robiłas lepiej niż mąż, a zaczęło sie juz przy kąpieli noworodka, bo mąż źle trzymał główkę? Tylko pytam. Może się mylę. Ja robiłam ten sam błąd i wyreczałam męża we wszystkim, bo ja przecież tez umiałam lepiej. U mnie tez skończyło sie rozwodem.

          Odnośnie seksu - nie masz takiej potrzeby i chęci ale on ma taka potrzebe i chęć. On jest normalny.
          Pytanie - przed slubem też zębów nie mył?
          • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:10
            Tak, ja we wszystkim go wyręczałam, bo uznałam że zrobię to lepiej, szybciej. Tak to mój błąd. Zęby przed ślubem mył, potem też, teraz popłucze jakimś płynem i uznaje że nie musi, szczoteczka jak nowa, jak były uroczystości rodzinne to po moim gadaniu umył. Sam z siebie nie. Nie wiem co mu się stało z tymi zębami(:
            On ma normalne potrzeby seksualne, ja wybieram się do lekarza bo albo to znowu tarczyca albo menopauza. Ponoć już po 30-ce niektóre kobiety mają menopauzę. Mam nadzieję że mnie to nie dotyczy.
        • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:25
          Palisz papierosy i to też nie są fiołki.
          Moim zdaniem wiesz jak inni powinni postępować i masz zal, jesli robią inaczej niz ty oczekujesz. Twój mą ma swoje za uszami ale póki nie spojrzysz realnie na swój udział w tej historii i to nie taki że ' moja wina bo ja się poniżałam żeby dobrze było' to z kolejnym partnerem popełnisz dokładnie te same błędy.Co ja mówię: z dziećmi będziesz miała problemy bo nie akceptujesz, że każdy jest odrębnym człowiekiem i ma swoje własne zdanie, które inni powinni szanować. Ma swoje potrzeby i nie musi naginać sie do wykonywania woli innych.Nie o obwinianie się chodzi ale o zmianę sposobów mówienia o swoich potrzebach i rozmawianie o potrzebach innych.
          Facet wcale nie musi być leniem.Raczej ucieka od problemu. Ciekawe czy on w ogóle rozumie o co ci chodzi i jak on sobie wyobraża wasze wspólne życie?
          • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:39
            Wyobraża sobie je tak jak było u niego w domu rodzinnym. Ojciec nie robi nic, matka ma dzieciom dać jeść, ubrać, posłać do szkoły. Zimny chów. Co do seksu jeżeli dochodzi do kuriozalnej sytuacji w której on zamyka się ze mną łazience chce szybki numerek a pod drzwiami stoi płaczące dziecko to wybacz. Bo on chce tu i teraz?
            Moje dzieci są dla mnie najważniejsze, nie on, nie umie się z tym pogodzić trudno.
            • maheda Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:45
              inna_nowa_ja napisała:

              > Moje dzieci są dla mnie najważniejsze, nie on, nie umie się z tym pogodzić trud
              > no.

              Ups...
              Jeśli jednak mąż jest odstawiony bo dzieci są najważniejsze, to to jest patologia. Brak szans na związek z kimkolwiek.
              • maheda Tu jest fajna rozmowa z psycholog 03.10.11, 13:48
                www.swiat-zdrowia.pl/artykul/dziecko-wazniejsze-od-meza-rozmowa-z-joanna-boj

                Cytat:
                "Dzieci są ważne, ale nie mogą całkowicie zdominować życia rodzinnego, musi być zachowana równowaga, by system dobrze funkcjonował."

                U was tej równowagi nie ma, więc i system się posypał.
            • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:20
              Masz odpowiedź.
              W małżeństwie nie chodzi o to żeby dzieci były najważniejsze. Dzieci maja być najważniejsze dla was. A tu nie było was tylko ty i dzieci, i on sam.

              Wiesz co zrobiłabym w opisanej sytuacji: pocałowała męża, powiedziała 'poczekaj kochanie', włączyła dziecku bajkę i wróciła do łazienki.
              Dziecku nic naprawdę się nie stanie jak chwilę poogląda telewizję a takie momenty tworzą to cos najważniejszego między małżonkami. Skąd ten facet miał wiedzieć że ty go kochasz jak jego potrzeby były gdzieś tam na końcu?

              • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:27
                Bo go nie kocham.
                • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:30
                  inna_nowa_ja napisała:

                  > Bo go nie kocham.

                  no, i to jest w końcu prawdziwa odpowiedź
                • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:47
                  Czemu wyszłas za niego za mąż?
                  Przepraszam, że pytam, ale chciałabym zrozumieć.
                  • marcepanna Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 21:05
                    bo kiedyś go kochała (krótko bo krótko ale go kochała) a teraz nie
    • sinsi Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:46
      Powinnaś pochodzić na terapię. Masz wkodowane pewne zachowania z którymi trudno ci będzie zachowywać poprawne relacje z otoczeniem. Wyręczanie męża we wszystkim, traktowanie jak nieodpowiedzialnego dziecka które trzeba kontrolować, wzięcie za męża popijającego przeciętniaka i równocześnie pretensje że nie jest wspaniałym inteligentnym rodzinnym ideałem... wzięcie na siebie całych domowych obowiązków... tkwienie latami w czymś niesatysfakcjonującym- prośby, groźby, narzekania i.... pokorne wypełnianie wszystkich obowiązków i obsługi.
      z jakiegoś powodu weszłaś w ten tunel
      nie bierze się to "z niczego" - że nie potrafimy szybko i zdrowo reagować na wybitnie nieprawidłowe zachowania innych wobec nas.
      pomyśl jak było w twoim domu rodzinnym, czy nie powieliłaś wkodowanych przez rodziców błędów, może pora nauczyć się innych relacji. By w przyszłości nie stać się taką teściową, ktora przyleci zrobić awanturę synowej że ta nie zachowuje się tak jak teściowa uznaje za jedynie słuszne.

      do tego; dla dobra swoich dzieci - naucz się szanować innych wolnośc wyboru, przestać nadmiernie kontrolować oraz reagować a nie tylko gadać gdy ktoś narusza twoje granice.

      to są rzeczy które z dnia na dzień nie zmienisz. Potrzebna dłuższa terapia byś zrozumiała cały system i go sobie przebudowała, dla szczęścia twojego i osób bliskich, bo nawet po rozwodzie z racji wspolnych dzieci będziesz miała kontakty z rodziną męża - i musisz wypracować inny system komunikacji niż wzajemne awantury i pretensje.
      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 13:56
        ok, przyznaje zapewne terapia jest mi potrzebna, jestem dzieckiem DDA, nie wiem czy to rzutuje czy nie, ale nie chcę tego malżeństwa i wiem, ze nie mam szans na stworzenie normalnego związku.
        Moje dzieci nie będą się kontaktowały z rodziną męża bo Jego rodzina sobie tego nie życzy, i płakac za moimi dziećmi nie będą.
        • kobieta306 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:04
          na miejscu Twojego męża równiez czulabym się oszukana.
          Mówisz "nie chcę tego małżeństwa". Odrzucasz terapie i idziesz po najmniejszej linii oporu. Jesteś tak samo winna jak mąż. Forum Twoich problemów nie rozwiąże. Szkoda dzieci.
        • sinsi Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:09
          Przestań gadać głupoty. Rodzina twojego męża jest rodziną dla twoich dzieci. Czy tego chcesz czy nie. I nie masz prawa im zabraniac kontaktow ani utrudniać.
          Znowu to robisz - bijesz pianę z okazji awantury z teściową histeryzując że przeciez nie będziesz jej się podporządkowywać - zamiast patrzeć na całokształt sytuacji i panowac nad tą sytuacją.
          Zapewne przy okazji rozwodu będzie napięta sytuacja i wzajemne obrażanie się, ale jeśli to mądrze przeprowadzisz , nie będziesz dążyć do odwetu na rodzinie męża za to że ci się nie udał, to twoje dzieci nie stracą tamtej części rodziny.
          Albo to mądrze przeprowadzisz albo zostaniesz pełnoetatową samotną matką z marnymi alimentami- i wtedy będziesz dopiero się kisić w frustracji i nienawiści do byłego i jego rodziny.. -czyli to co lubisz: oddasz innym władanie swoim życiem, swoim dobrym i złym humorem,.. i zawsze będzie na kogo zrzucić pretensje że twoje życie nie jest idealne.
          Nie idż tą drogą.
          Jesteś DDA i masz cały system cech , które doprowadzą ten i doprowadzi następne związki do ruiny. Oraz baaaardzo uprzykrzą życie twoim dzieciom. Chyba, że stawisz temu czoła na profesjonalnej terapii.

          Jesli wolisz ustawić się w roli matki-polki-ofiery-cierpiętnicy pt "ja nie mam szans na normalny związek" - i zawisnąć emocjonalnie w przyszłości na dzieciach , to...... nie zdziw się po latach, że z nimi też nie będziesz miala dobrych relacji.
          • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:16
            Nie zrozumiałaś, ja nie zamierzam zabraniać kontaktów z rodziną męża, babcia dzisiaj wyraźnie zakomunikowała, że ona ich sobie nie życzy, a u babci mieszkają wszyscy, jego brat i siostra. Jeżeli beda mieli ochotę przyjść do dzieci nie widzę problemów, ale dzieci nie sa tam mile widziane. Ja nie tłumczę dzieciom, że tatuś jest zły, że babcia jest taka czy owaka. Nie wybielam męża, zresztą starsze dziecko samo widzi jak jest. To raczej mąż zasłania się dziećmi i traktuje je jak kartę przetargową.
            • sinsi Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:29
              Powtarzam; rozwodząc się z tak "zabagnionego" związku w którym utkwiliście nie obędzie się bez lokalnego piekła które sobie zafundujecie. Jesli nie umieliście bez przemocy porozumiewać się w małżeństwie to nie wierzę w cuda, że będziecie umieć to robić w czasie i po rozwodzie.

              Żebyś wiedziała JAK prawidlowo reagowac na takie wtręty teściowej lub przeciwdzialać próbom manipulacji dziećmi - sama musisz się wyzbyć wielu nawyków praktykowanych w małżeństwie. Jeśli nie wiesz że DDA to jest kolosalne obciążenie na życie i skrzętnie omijasz ten temat- to ja przypuszczam, że na terapię się nie wybierzesz... bo WOLISZ spieprzyć swoje życie niż nad nim pracowac.
              A nie mając "wrodzonych" zdrowych odruchów, nie będziesz umiała postawić odpowiednio wcześnie zdrowych granic. Będziesz się z rodziną męża kłócić aż furczy na zmianę z podporządkowywaniem im. To wystarczy, by dzieci miały dośc kontaktów.
              • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:38
                Na terapię pójść muszę, dla siebie samej, dla dzieci. Wiem, co spieprzyłam. Nie będę się kłócić, tylko tak jak do tej pory zamkne się w sobie.
            • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:34
              Sinsi ma rację. Dokładnie tez tak oceniam tę sytuację.

              Czy chodziłaś na terapię jako DDA?
              • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 14:41
                Tak chodziłam na spotkania dzieci takich rodziców jak mój Ojciec. Wiem co to DDA.
                • sinsi Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 15:13
                  Jeśli już byłaś, to rzecz najtrudniejsza-przełamanie wstydu przed pójściem do psychologa-masz za sobą. Powinnaś chodzić na terapię, rozłożyć problemy na czynniki pierwsze i zrozumieć związki przyczynowo skutkowe. Zacząć panowac nad swoim życiem, zejść z amplitudy: albo podstawianie zupy pod nos albo wyrzucanie z domu, nauczyć się porozumiewać bez przemocy.
                  Niestety DDA mają tendencję do trzymania się kiepskich relacji w związkach. Przepracuj to sobie, już teraz zacznij, bo w trakcie rozstania też będzie ci potrzebna profesjonalna pomoc na uspokojenie nerwów a nie porady np matki-współuzależnionej żony alkoholika...


                  • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 15:24
                    Jedyne co poza terapią i psychologiem mogę zrobić to nie odzywać się czy to do męża, czy też Jego rodziny, nie reagować na groźby, szantaże.
                    • sinsi Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 15:41
                      Reagować adekwatnie. I to jest najistotniejsze zadanie które stoi przed tobą: rozpoznać adekwatność i wyznaczyć granice.

                      Jeśli są groźby karalne, szantaże, nachodzenie z awanturami i rękoczynami- to masz telefon na policję i dzwonisz po interwencję.

                      Jeśli to są ich puste pohukiwania - to olać i żyć swoim życiem do przodu. Nie skupiac się w kółko na tematach: "a bo mąż...." "a bo teścowa..." itd
    • zmeczona100 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 15:37
      Nowa, są różne koncepcje małżeństwa, różne w związku z tym oczekiwania. Ty chciałabyś- co jest dla mnie oczywiste- aby pan mąż był aktywnym członkiem rodziny i brał udział w jej życiu; on zaś chciałby, aby było tak, jak w jego rodzinnym domu- chłop ma zarabiać i na tym zaczyna się i kończy jego rola; o resztę ma zadbać żona.

      Te koncepcje w żaden sposób nie mogą ze sobą współgrać, czyli każdy z Was musi z czegoś zrezygnować, coś w sobie, w swoich oczekiwaniach zmienić. Dostałaś to garść różnych porad, jak to zrobić itp. Ale ja Ci napiszę, że to jest bez sensu i nie widzę szans na poprawę. Owszem, ludzie się zmieniają, ale to w telenowelach- w rzeczywistym świecie niezwykle rzadko i wtedy, gdy widzą w tym sens (własną wygodę, korzyści).

      każdy z Was, ale oddzielnie, mógłby tworzyć satysfakcjonujące związki- ale pod warunkiem wybrania odpowiedniego partnera. Są takie kobiety, które poza panem mężem świata nie widzą, dla których małżeństwo jest sensem w samym sobie i nie ma znaczenia, że nam się to wydaje dziwne; gotowanie, podstawianie pod nos, sprzątanie i piedestał dla pana- wykonują te zadania z zadowoleniem, przeszczęsliwe, bo mają zakodowane, że rolą kobiety jest uszczęśliwianie męża, a one to już w ogóle mają super, bo nie są samotne. I git.

      Ty takiej roli nie chciałaś przyjąć, bo masz inne zapatrywania na partnerstwo w związku. i masz do tego prawo. Przecież gdybyś spotkała mężczyznę, który miałby takie same poglądy, jak Ty, to co Wam jeszcze do szczęścia byłoby potrzeba?

      Twój mąż się nie zmieni, bo nie ma pojęcia, że można inaczej żyć, a poza tym, noż proszę- po co miałby sobie zamieniać siekierkę na kijek, skoro jest mu dobrze tak, jak jest?

      Ty też nie chcesz się zmienić, bo nie byłabyś sobą. A to ważne dla samego siebie, dla swojego poczucia szczęścia, , aby żyć w zgodzie ze sobą. W dodatku go nie kochasz, a nie sadzę, aby istniała jakakolwiek terapia, która uczyłaby ponownie miłości do tej samej osoby. Nie mam tu na myśli motyli w brzuchu, tylko związku, gdzie podstawą jest poszanowanie drugiego człowieka, akceptacja jego całego. Poza tym, nie wiem, jak Ty, ale ja mam takie zboczenie, że aby związek był udany, to kobieta musi mieć za co podziwiać swojego faceta wink A w Waszym związku raczej trudno się tego doszukać.

      Ty wiesz najlepiej, czego chcesz od życia i czy z obecnym partnerem jest możliwość to osiągnąć. Wiem, że decyzja jest obciążająca, bo przecież decydujesz też o życiu dzieci, ale nikt jej za Ciebie nie podejmie. Jeśli są widoki na zgodę i wyjście z kryzysu, to oczywiście trzeba walczyć, ale jeśli już przekroczyło się pewne granice, to czasami trzeba odpuścić i spojrzeć realnie na to, co mogę zrobić dla siebie.

      Trzymam kciuki smile

      PS I nie tłumacz się na forum ze swojego życia- nie ma to sensu wink
      • zmeczona100 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 15:39
        PS I przestańże stosować pierwszą dużą literę, bo to błąd wink
        • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 16:11
          Zmęczona, dziękuje za tego posta, masz racje, pewne granice zostały przekroczone, chcę innego życia dla siebie i swoich dzieci, nie jestem idealna, mój mąż to pewnie fajny facet ale my razem fajni nie jesteśmy. Trochę poczułam się przystawiona do muru, tym gradem pytań na forum. Jest mi po prostu ciężko, ale wiem, że z upływem lat byłoby mi jeszcze ciężej. Nie kocham mojego męża, żywię coś w rodzaju nostalgii, przyzwyczajenia, patrzyłam przez pryzmat dzieci, ale teraz muszę zrobić coś dla siebie, muszę zadbać o siebie i dzieci. Może kiedyś będę żałowała sowjej decyzji ale na dzień dzisiejszy nie wiedzę innego wyjścia.
          • mayenna Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 17:43
            Moim zamiarem nie było stawianie cię w trudnej sytuacji. Chciałam cię zrozumieć bo pierwszy i ostatni twój post pokazują zupełnie inne przyczyny dlaczego wam nie wyszło. Jak każdy z nas zasługujesz na naprawdę dobry związek oparty na miłości, szacunku, wzajemnym zrozumieniu. Tylko kolejny raz nie możesz wybrać mężczyzny, który nie ma tego czego ty od niego oczekujesz.Z pustego i Salomon nie nalejesmile
      • sinsi Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 15:51
        > Ty też nie chcesz się zmienić, bo nie byłabyś sobą. A to ważne dla samego siebi
        > e, dla swojego poczucia szczęścia, , aby żyć w zgodzie ze sobą. W dodatku go ni
        > e kochasz, a nie sadzę, aby istniała jakakolwiek terapia, która uczyłaby ponown
        > ie miłości do tej samej osoby. Nie mam tu na myśli motyli w brzuchu, tylko zwią
        > zku, gdzie podstawą jest poszanowanie drugiego człowieka, akceptacja jego całeg
        > o.

        Wszystko fajnie, tylko, że moja znajoma, też DDA, wyszła z podobnie beznadziejnego małżeństwa by kolejne lata być zakochaną nieszczęśliwą kochanką żonatego faceta.
        Pytanie więc czy autorka wie czego sama potrzebuje by ŻYĆ W ZGODZIE Z SOBĄ?
        Jaką drogą zamierza to osiągnąć.
        Czy nie tworzy związków dysfunkcyjnych podświadomie-specjalnie, by mieć "złe" tło i powody do łez i "poświęcania się" bo w tym się realizuje, ucieczki od odpowiedzialności za żmudne budowanie relacji z partnerem, brak komunikacji i tkwienie pomimo złego traktowania...
        • zmeczona100 Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 19:51
          sinsi napisała:


          > Pytanie więc czy autorka wie czego sama potrzebuje by ŻYĆ W ZGODZIE Z SOBĄ?
          > Jaką drogą zamierza to osiągnąć.


          Na razie Inna wie, czego nie che wink Na resztę przyjdzie czas- ochłonie, okrzepnie, pozbiera się, to wtedy na pewno będzie próbować znaleźć odpowiedź, co dalej smile
          • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 08:58
            wiem czego nie chcę, nie chcę żyć w takim maraźmie, nie chcę czuć się zaszczuta że jeśli się nie pogodzę/nie dogadam to coś tam coś tam, chce spokoju bo tego mi najbardziej brakuje, chce wrócić po pracy do własnego domu i nie slyszeć głupich tekstów, chce jechać na zakupy i nie słuchać że w sklepie potajemnie spotykam się z kochankiem. Chcę żyć normalnie, nawet jeśli mam żyć sama, do czego zresztą już się przyzwyczaiłam.
            • zmeczona100 Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 09:44
              No to witaj w klubie, siostro w niedoli smile Doskonale wiem, o czym piszesz. Znam te wszystkie odczucia. Dusiłam się w tym całym niby- małżeństwie, znosiłam wiele, ale... nie zdawałam sobie ze wszystkiego sprawy. To tak a propos tego, że tak nas traktują, na ile sobie pozwalamy. Człowiek przyzwyczaja się nawet do najgorszego traktowania- o ile wszystko staje się powoli. Adaptuje się do warunków, w jakich żyje, bo inaczej wylądowałby szybko w psychiatryku. Ciągle na recenzowanym, ciągle musztra, traktowanie jak dzieciaka, którego trzeba wychowywać, pilnować, pouczać, ograniczać, żeby stworzyć egzemplarz, odpowiadający wymogom władcy, co się jednak nigdy nie staje, bo zawsze mamy jakiś feler, który musimy w sobie zmienić. To za dużo ktoś przesyłam SMSów, za często dzwoni, albo dzwoni w nieodpowiednim momencie (jak pan TV ogląda), to ktoś spojrzał na mnie podejrzanie, to za długo w pracy siedziałam, to za mało się staram, to za bardzo obciążam pana problemami, zawracam mu gitarę i pan odpocząć nie może. Dom, w którym człowiek się dusi, a wchodząc już się zastanawia, co tym razem przeskrobał, zrobił nie tak, czym zawinił, co w spojrzeniu było nie tak, że panu nie pasowało, dlaczego dopadła mnie choroba- przecież leki kosztują, a w dodatku utrudnia panu życie, bo musi sobie nieco sam radzić itp.

              Ale to już za mną smile I tak naprawdę to dopiero po wyswobodzeniu się z tego toksycznego bajzlu dotarło do mnie, w jakim goownie żyłam. Zależało mi na tworzeniu rodziny, w której jest szacunek, wzajemne zrozumienie, wsparcie, gdzie podstawą jest zaufanie i wspólne działanie dla wspólnego dobra, gdzie są sprawy wspólne, ale i każdy ma też własne życie, że mozna mieć kawałek świata tylko dla siebie, że można wyjść osobno ze swoim towarzystwem i nie będzie to poczytane jako zdrada, że każdy ma prawo czuć się czasami źle i wtedy może liczyć na pomoc drugiej osoby, że można się spierać nie dla zasady, ale po to, aby wybrać najlepsze rozwiązanie. Że wreszcie można się podzielić swoimi radościami, sukcesami i nie będzie to wyśmiane, zignorowane, że można otwarcie opowiedzieć o swoich porażkach i być pewnym, że nikt naszej słabości nie wykorzysta później przeciwko nam... Niestety, to były oczekiwania zupełnie "od czapy" w stosunku do mojego małżeństwa- bo nas było dwoje, a nie ja jedna.

              Od ponad 2 lat nie mam już tego garba na sobie smile
              I nigdy, przenigdy nie dam się wtłoczyć w podobne życie, bo mam je jedno i nie da się go powtórzyć, a więc szkoda przeznaczać czas, energię na to, aby zadowalać kogoś, spełniać jego wyobrażenia, dopasowywać się do wytworów jego wyobraźni.

              Nie spotkam nigdy takiego kogoś, to i tak nie zdecyduję się na byle jakie portki w domu, byleby tylko były. To już przerabiałam i wiem, czym to pachnie i jak rujnuje zdrowie.

              Życzę Ci wytrwałości w dążeniu do celu.
              • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 10:16
                może Twój eks jest rodziną mojego?smile ja jak nie odbiore telefonu i próbuję oddzwonić to On nie odbiera, bo ja mam być o każdej porze dnia i nocy, jak mu nawalił samochód już natychmiast przyjeżdzaj żeby go scholować, czekał 20 minut po czym wysłał sms-a żebym już nie przyjeżdzała. Mając 40 stopni goraczki wzięłam 3 paracetamole i zawiozłam się do szpitala - sama, własnym autem. ZImą to ja wchodziłam na dach i zwalałam śnieg.. takich przykładów jest mnóstwo.
                • mayenna Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 11:24
                  Nie wiem jak napisać to co chcę przekazać.
                  Wymiana mężczyzny niczego nie zmieni. To znaczy będzie ten spokój ale też samotność. W pewnym momencie po rozwodzie zatęsknisz za ciepłem ręki na spacerze, za rozmowami po świt, za wspólnym posiłkiem. Pojawi się ten mężczyzna i znów okaże się że ma wady, że coś jest z nim nie tak. Nie umie dogadać się z twoimi dziećmi, albo jest niesłowny, albo nie umie prowadzić auta i kto cię wtedy do szpitala zawiezie?
                  Poza tym nadal będziesz związana z eksem poprzez dzieci i pretensje o to, ze nie tak zajmuje się dziećmi, ze nie pomaga ci w ich wychowaniu tak jak oczekujesz znów się pojawią.
                  .Problem jest po prostu w tobie.Nie jesteś asertywna. Nie umiesz komunikować swoich potrzeb i organizować otoczenia tak, żeby ci pomagało.
                  Inni ludzie nie są źródłem naszego szczęścia bo to mamy w sobie. Naprawdę uszczęśliwi cie jak mężczyzna posłusznie będzie wykonywał twoje polecenia i był na każde skinienie?
                  Zmęczona ma rację: pozwalasz na takie traktowanie,nie robisz tego na co masz ochotę tylko 'poświęcasz się'.Masz potrzebę spełniania wszelkich próśb męża ale unieszczęśliwia cię fakt, ze on nie ma takiej potrzeby w stosunku do ciebie. Nie umiesz powiedzieć 'nie', nie masz w sobie egoizmu, który spowoduje, że będziesz robiła tylko to na co masz ochotę. Winy szukasz w innych ale przecie to twoje życie i ty w nim podejmujesz decyzje.
                  Poczytaj Sinsi bo moim zdaniem ona ma rację. Żebyś była szczęśliwa to musisz dokonać zmiany w sobie.
                  Przepraszam za tak długi post, ale gdzieś tam pod twoja historią widzę siebie i wiem jak zmiana mojego stosunku do życia, do innych ludzi mi pomogła.Rozwód dal mi jedynie szansę na te zmianę, wstrząsnął mną na tyle, ze postanowiłam, że teraz to ja mam być szczęśliwasmile

                  • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 11:48
                    nie jestem asertywna ani trochę, nie potrafie odmówić a potem się zżymam, że nie odmówiłam, to fakt, niepotrzebnie mnie to wszystko frustruje, uwagi teściowej, naburmuszona mina mojego męża, wieczne niezadowolenie.. wszystko brałam do siebie, tylko po co? Ja zawsze byłam gdzieś na szarym, szarym końcu. I właśnie dlatego otworzyłam te cholerne drzwi, bo teraz ja chcę być dla siebie ważna. Nadszedł ten moment kiedy już nie potrafię, nie chcę, po prostu wydobywa się ze mnie jeden wielki krzyk:stop, dosyć tego! Modliłam się o siłę, żeby jeszcze rok wytrzymać aż dzieci bedą ciut starsze, modliłam się zeby nie słyszeć durnych uwag i komentarzy,że mam grubą dupę, modliłam się żeby nie reagować na to wszystko. Ale nie moge, już nie.
                    • mayenna Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 12:07
                      Rozumiem to co piszesz.
                      Podoba mi się w tobie ta chęć zmiany, postawienie na siebie. To jest świetny start. Nie warto czekać bo za rok nie będzie łatwiej.
                      Pamiętaj, że twój tyłek jest twój i nie musi podobać się teściowej.Ucz się asertywności bo to bardzo pomaga w życiu.
                      Złożyłaś już pozew?
                      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 12:32
                        Nie pozwu nie złożyłam, zupełnie nie mam głowy, myślałam, żeby w pierwszej kolejności złożyć wniosek o rozdzielność majątkową, a potem alimenty i rozwód, chyba że w kwestii alimentów się dogadamy (w co szczerze wątpię). Przeraża mnie ta biurokracja i łażenie. Teraz mam z dzieckiem badania w ośrodku psychologii i tutaj koncentruje swoje siły.
                        ps. a grubą dupą się nie przejmuję bo jej nie mam,uważam że jak na rozmiar 38 jest nawet fajnasmile
                    • sinsi Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 13:54

                      > Modliłam się o siłę, żeby jeszcze rok wy
                      > trzymać aż dzieci bedą ciut starsze, modliłam się zeby nie słyszeć durnych uwag
                      > i komentarzy,że mam grubą dupę, modliłam się żeby nie reagować na to wszystko.


                      Kobieto. Ale czemu Ty się o takie bez-sensu sprawy modlisz?? Zobacz jak działa Twój wewnętrzny masochizm.... modliłaś się całą sobą aby być nadal gnojoną ale umieć udawać że to nieistotne....

                      Nie tędy droga.

                      Ps.
                      Moja znajoma np mając 20+lat modliła się o dobrego męża, nawet do Częstochowy w tej intencji poszła wink. Zrezygnowała z dwóch narzeczonych bo żaden z nich swoimi zachowaniami w narzeczeństwie nie gwarantował jej partnerskiego układu. I dobrego, spokojnego, pracowitego męża, który ją szanuje i już lata się poprawnie dogadują, znalazła nietypowo jak na tamte czasy, bo za granicą. Właśnie się śmiała ostatnio, że wymodliła go sobie.
                      Przemyśl dobrze o co się modlisz. :-]
                      • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 14:16
                        modliłam w przenośni, nie biegałam do Kościoła, tak prosiłam samą siebie o jeszcze chwilę cierpliwości, wytrzymalości, chciałam udawać że mnie to wszystko nie obchodzi/dotyka. Ale ten pancerz puścił i stąd znalazłam się tu, gdzie dziś jestem. Nie jestem masochistką ale pozwoliłam na to co ma skutek teraz, moze gdybym od początku reagowala, może gdybym inaczej do pewnych spraw podchodziła byłoby inaczej.... może... aczkolwiek patrząc na całokształt od narodzin córki to wszystko nie miało racji bytu, już w trakcie drugiej ciąży zaczelo byc źle, po narodzinach drugiego dziecka, 2 dni po przyjściu ze szpitala nie wychodzi się do sklepu po kawe zbożową rano a wraca po kilku piwach późnym wieczorem i tą kawą nie rzuca się o ściane bo śmiałam zapytać gdzie był ten cały dzień. I chyba dlatego to małżeństwo od tak dawna było skazane na porażke, poniewaz mąż nie widzi nic innego poza czubkiem własnego nosa.
                        • inna_nowa_ja Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 14:17
                          A teraz ja chcę widzieć czubek własnego nosa smile
                        • sinsi Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 16:05
                          Nie chodzi mi o samą modlitwę czy religijność ale o Twój kierunek intensywnych pragnień.. tak bardzo pozbawiony szacunku do samej siebie... żeby wytrzymać, żeby znieść, żeby znaleźć siły na .... "niesienie krzyża". Czyli wkodowane w głowie, że żona powinna wszystko znosic i brać na swoje barki - powód dlaczego, zawsze można sobie wymyślić...
                          Jak żony alkoholików które zawsze znajdą usprawiedliwienie na to, że ciągle tkwią przy mężu który chleje i przestać nie zamierza i patrząc z boku, to one wiele robią by stan patologii podtrzymywać.
                          Także tytuł wątku wydaje mi się taką teatralną przenośnią. Opis siebie jako ofiary innych, teatralne gesty, histeria z teściową, szukanie argumentów usprawiedliwiających wyrzucenie męża.... równocześnie przemycenie myśli, że właściwie nie jesteś zdecydowana na formalny rozwód..
                          To takie fragmenty, z których musisz sobie poukładać lepszą całość. Swoją stabilność w decyzjach i jasność w komunikatach. Swoje granice teraz w relacjach z mężem i jego rodziną a także w innych przyszłych znajomościach. I świadomą odpowiedzialność za to co sama robisz. Nie mylić tu "winy" z "odpowiedzialnością". Bo za własne życie odpowiadzasz sama, za to co z nim robisz. Nie możesz winić męża za to, że np brałaś się za odgarnianie śniegu z dachu. Nie musiałaś tego robić. Zdecydowałaś, że zrobisz "poświęcisz się". On odpowiada za to, że nie zgarniał śniegu, ale też nie trzymał Ci noża na gardle wymuszając byś Ty zgarniała. Zgarniałaś, bo uznałaś, że tak będzie /także dla Ciebie/ najlepiej. Rozumiesz?
                          Teraz jesteś nakręcona wściekłością na exa i czujesz się pewna kierunku drogi.
                          Ale za jakiś czas przyjdą zawahania, włączy się współuzależnienie, wątpliwości. Musisz wiedzieć czego chcesz TY sama. Jaką masz wizję życia. Skąd weźmiesz "moc" i jasność oceny sytuacji. Wiesz- gdy mąż zostawia ćię samą po porodzie i wraca pijany z awanturą a Ty żyjesz z nim kolejne lata godząc się na takie zachowania.... to nie jest objaw zdroworozsądkowego myślenia. Ale głębokiego współuzależnienia. A ten schemat będzie Ci się włączał jeszcze nie raz.
                          Musisz mieć swój stabilny kręgosłup, wiarę w siebie, podpórkę z pozytywnych przykładów z otoczenia (a nie z patologii) , poczucie wartości własnej na dobrym poziomie. Wtedy możesz wszystko. Bo świadomie wybierasz drogę i przeciwności pokonasz.

                          Jak na razie cały czas myślisz o sobie "na tle"....
                          "bo mąż nie widzi..."
                          A co Ty widzisz? Czy związek z kimś kto "po narodzinach drugiego dziecka, 2 dni po przyjściu ze szpitala wychodzi do sklepu po kawe zbożową rano a wraca po kilku piwach późnym wieczorem i tą kawą rzuca o ściane bo śmiałam zapytać gdzie był ten cały dzień" .
                          Z drugiej strony mąż mógłby napisać że miał ciągle awanturę o to że zajmuje się dziećmi nie tak jak mu dyktujesz. Był milion sygnałów na to, że związek w tej formie nie ma sensu. Nie chciałaś tego widzieć bo jakieś Twoje ówczesne potrzeby zaspakajał, przypuszczam powodem jest schemat z rodzinyDDA...
                          Jeśli poważnie zdecydowałas się na rozstanie, to po nim - to, jaki był mąż już nie ma wielkiego znaczenia. Ma znaczenie za to kim TY sama jesteś i nad tym warto popracować. Pierwszy rok znajomi będą Cię wspierać jako osobę wychodząca z toksycznego związku. Potem już nie da się budować swojej tożsamości jedynie na opozycji do złego męża i w odpowiedzi na jego złe zachowania. Trzeba mieć własną i samodzielną osobowośc i dokonywać niezależnych wyborów.
                      • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 05.10.11, 10:08
                        sinsi napisała:

                        >
                        > > Modliłam się o siłę, żeby jeszcze rok wy
                        > > trzymać aż dzieci bedą ciut starsze,

                        błąd! młodsze przynajmniej nie będą za jakiś czas pamiętać awantur, kiepskiej atmosfery, oziębłych wobec siebie rodziców itd.
                        • sinsi Re: Zamknięte drzwi 05.10.11, 10:34
                          ale to cytat z autorki a nie ze mnie smile
                          • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 05.10.11, 10:37
                            sinsi napisała:

                            > ale to cytat z autorki a nie ze mnie smile
                            teraz zauwazyłam, że źle zacytowałamsmile przepraszam
                  • zmeczona100 Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 21:18
                    mayenna napisała:

                    > Zmęczona ma rację: pozwalasz na takie traktowanie,nie robisz tego na co masz oc
                    > hotę tylko 'poświęcasz się'.

                    Zaraz, zaraz, to nie tak. Ja opisałam tylko pewien mechanizm poddawania się i zapadania, wycofywania i przesuwania granic. Wydaje mi się- po opisie- że rozumiem życie Innej, bo widzę w niej swoje odbicie. Tu nie chodzi o pozwalanie, bo jestem pewna, że gdyby tak nagle przylał mnie czy jej facet- mąż, to byłby to koniec. A tu nie było nagłej, wielkiej reakcji, tylko powoli, krok za krokiem facet zagarniał nasze terytorium i dlatego, że to nie stało się gwałtownie, ale było rozciągniete w czasie, to doprowadziło nas obie do tego, że tak naprawdę stałyśmy się marionetkami w rękach naszych panów. Chodzi o to, że po prostu wzrastała w nas tolerancja na zachowania męża- typowe dla współuzależnienia, jak choćby w alkoholizmie.

                    Masz potrzebę spełniania wszelkich próśb męża ale u
                    > nieszczęśliwia cię fakt, ze on nie ma takiej potrzeby w stosunku do ciebie.

                    Szczęsliwi ci, którzy są w związkach, gdzie każde ma zupełnie inne oczekiwanie w stosunku do drugiego i "da się" to godzić. Ja uważam, że to jest nierealne. Nie wynika to ze staran, tylko z naszej wewnętrznej konstrukcji i wcale nie chodzi o sprawianie sobie przyjemności wypełnianiem wszelkich zachcianek pana, tylko o poczucie, że jest to normalne i że oczekujemy tego samego- na zasadzie wymiany. Przecież w związkach dochodzi do wymiany i raz jesteś biorcą, a raz dawcą. Szkopuł w tym, aby panowała równowaga- ja z czegoś zrezygnuję, coś zrobię dla Ciebie, bo wiem, że Ty odpłacisz mi się tym samym jak będzie taka potrzeba. Nie mam ochoty na seks, bo jestem padnięta, ale mam ochotę mimo wszystko sprawić facetowi przyjemność, więc się zgadzam- bo przecież odwrotne sytuacje też się zdarzają.

                    Problem w tym, że część z Was, moralistki wink, nie miała do czynienia z facetami jak mój czy Innej, więc nie bierzecie pod uwagę tego, że są faceci, którzy mają zupełnie inne spojrzenie i oczekiwanie- dla nich normalne jest to, że są uszczęsliwiani przez swoje kobiety, że są wychwalani zawsze i wszędzie bez względu na to, czy jest za co, że to oni rządzą, im się nalezy odpoczynek po pracy, bo facet nie jest od innych zadań, że to wreszcie kobieta powinna skakać wokół swego faceta i całować go po stopach, że chce z nią być, bo przecież inaczej nic bez mężczyzny by nie znaczyła.

                    Nie
                    > umiesz powiedzieć 'nie', nie masz w sobie egoizmu, który spowoduje, że będzies
                    > z robiła tylko to na co masz ochotę.

                    To teraz przeróbmy scenariusz, że jednak od początku "się stawiamy" Co NAM to daje? Zakończenie małżeństwa, moje drogie, bo pan nie będzie żył z kims tak nienormalnym i poszuka sobie normalnej baby, która doceni go, że w ogóle chce na nią spojrzeć.
                    Zauważcie pewną prawidłowość w zachowaniu takich trutni- problemy pojawiają się po urodzeniu dziecka. Bo pan nagle odkrywa, że ten fakt zmienił jego życie!!! Ale jakim prawem?! Toż to kobieta ma wychowywać dziecko, ogarniać dom i dbać dalej od męża!

                    Owszem, można wtedy zwracać uwagę, prosić, stać się egoistką- ale to jest bunt, proszę państwa! Kobiecie się we łbie poprzewracało i ma pieluszkowe zapalenie mózgu po porodzie! Po co mu taka baba?? Trzeba ją koniecznie wymienić!

                    Można odejść, ale... to już nie te czasy, gdy zjesz 3 x dziennie pajdę chleba ze smalcem i przenocujesz gdzieś pod namiotem czy kątem u znajomych. Teraz masz też DZIECKO i jesteś za nie odpowiedzialna. No bo jak to pozbyć dziecka ojca?? Jak wychowywać je samej??

                    Decyzja wcale nie jest prosta, a często i tak jest podejmowana za skrzywdzonych ciążą, porodem i dzieckiem mężczyzn.

                    Tylko nie chciałabym być źle zrozumiana- to nie jest tak, że ja godziłam się na kompletne wypięcie się mojego "męża" na sprawy moje i dziecka, bo bałam się zostać sama. Nie wiem, jak Inna, ja mogę tylko za siebie- miałam za wiele wiary w tego człowieka. Po prostu byłam pewna, że on faktycznie nie może być z nami, że faktycznie musi aż tyle przesiadywać w pracy, że faktycznie ma ciężką pracę i dlatego jak już się pojawi późną nocą w domu, to jest padnięty i byłoby egoizmem z mojej strony wymagać, aby zajął się np. jeszcze dzieckiem. Poza tym wierzyłam w to, że najważniejszą wartością w jego życiu jest własnie rodzina i to, ile pracuje, to z myślą o nas, o rodzinie, aby nam się lepiej żyło.

                    Na to wszystko nakłada się jeszcze jeden aspekt, o którym wiedzą ci, którzy mieli do czynienia z szantażystą emocjonalnym, a który bywa całkowicie niezrozumiały dla pozostałych. To jest podkopywanie naszej wiary w siebie, we własne umiejętności. Pretensje ma facet, że ludziska do mnie dzwonią i że jest tego dużo? Hm... Przecież on mnie kocha, a skoro tak, to chce dla mnie dobra, więc pewnie coś ze mną jest nie tak, że tego nie rozumiem. Za dużo wydałam pieniędzy na zakupach? Hm... Wydawało mi się, że kupiłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale pewnie nie wzięłam pod uwagę jakichś innych czynników, bo jestem za głupia i nie dostrzegam wszystkiego tak, jak mój super facet... Jest śmiertelnie obrażony, bo zakomunikowałam, że wieczorem wybieram się z kumpelami do pubu? Hm... Jestem za głupia pewnie i dlatego nie widzę w tym nic niestosownego, na pewno mąż ma rację, że po ślubie już tak się nie wychodzi, tylko spędza wszystkie chwile w swoim własnym towarzystwem... Mąż jest wściekły, bo zaprosiłam znajomych na kolację? Hm... No tak, nie pomyślałam, że mąż ich nie lubi i że jemu oni mogą po prostu przeszkadzać i że w związku z tym nie będę ich więcej zapraszać do domu albo tylko pod nieobecność męża...

                    Dlatego to, co teraz dla mnie jest absurdem, wtedy takie nie było- ja po prostu miałam wątpliwości co do oceny sytuacji przeze mnie. No bo jak to- kochany mąż miałby mnie krzywdzić??

                    Winy szukasz w innych ale przecie to twoje
                    > życie i ty w nim podejmujesz decyzje.

                    Do czego zmierzam- to, że ktoś jest mało rozgarnięty (Inna, Twój pewnie też nie błyszczy inteligencją?) i potrzebę tworzenia rodziny z podjęciem obowiązków uważa za coś nienormalnego, nie może obwiniać strony "nienormalnej".

                    Wytyczanie granic, zdrowy egoizm- to ma sens tylko na zasadzie wzajemności, a nie tam, gdzie mamy do czynienia z wykrzywioną jednostką. Konia z rzędem temu, kto bezbłędnie umie wykryć takiego kogoś nim pojawi się pierwszy kryzys w rodzinie (najczęściej są to narodziny pierwszego dziecka). Gdyby to było takie łatwe i oczywiste, to nie byłoby rozwodów wśród psychologów czy psychoterapeutów.

                    Inna, masz własne życie, potrzeby i na tym się skup, a nie na szukaniu winy w sobie.
                    Po prostu razem nie mieliście szansy utworzyć satysfakcjonującego Was związku.
                    • noname2002 Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 21:53
                      Uff, dobrze, że się Zmęczona wypowiedziałaś, bo tak czytałam ten wątek i mną trochę wstrząsało. Nie podoba mi się obciążanie winą w Innej, bo ja tak właśnie latami tkwiłam w nieudanym małżeństwie, bo właśnie doszukiwałam się winy w sobie(znajomo mi brzmi te "a gdybym lepiej gotowała"). A tymczasem po prostu byłam żoną kogoś kto miał problemy psychiczne i z nikim by nie stworzył udanego związku. Dopiero jak nasze, 4letnie wtedy, dziecko potraktował tak jak mnie to do mnie to dotarło(bo czym mogło zawinić dziecko?). Może mąż założycielki wątku ma problemy psychiczne(u nas właśnie było takie izolowanie się od rodziny) albo z alkoholem i wtedy sobie może dziewczyna komunikować super jasno a i tak nic nie zdziała.
                      A już zupełnie mną wstrząsa pisanie o kobiecie że ma postawę roszczeniową, bo chce, żeby mąż wypełniał swoje obowiązki wobec dzieci i rodziny.
                      • mayenna Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 23:41
                        Sinsi to chyba lepiej ujęła niż ja.
                        To nie jest tak, ze tylko i wyłącznie Inna jest 'winna'. Tu niema co nawet mówić o winie. Inna ma wpływ na swoje relacje z mężem, ma wpływ na jego i swoje zachowanie. Obarczanie tylko jednej strony odpowiedzialnością jest nieuczciwe. Każdy z nas dąży do tego, żeby mu w życiu było dobrze. Facet się jakoś ustawił w tym życiu, kosztem Innej, ale ona do tego dopuściła.
                        O tym już jednak wiele razy pisaliśmy na tym forum = myślę, ze pamiętasz, Noname.smile
                    • mayenna Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 23:06
                      zmeczona100 napisała:

                      > mayenna napisała:
                      >

                      . A tu nie było nagłej, wielkiej reakcji, tylko powoli, krok za krokiem fac
                      > et zagarniał nasze terytorium i dlatego, że to nie stało się gwałtownie, ale by
                      > ło rozciągniete w czasie, to doprowadziło nas obie do tego, że tak naprawdę sta
                      > łyśmy się marionetkami w rękach naszych panów. Chodzi o to, że po prostu wzrast
                      > ała w nas tolerancja na zachowania męża- typowe dla współuzależnienia, jak choć
                      > by w alkoholizmie.

                      Dokładnie tak, ale to tez jest przyzwolenie.

                      > any. Przecież w związkach dochodzi do wymiany i raz jesteś biorcą, a raz dawcą.

                      W związku nie chodzi o to by być dawca albo biorcą i tak na zmianę. Moim zdaniem związek to taka relacja miedzy ludźmi, która nie polega ani na dawaniu, ani na braniu.
                      Nie o to chodzi, zeby była wzajemność. Porównałabym to raczej do relacji z dzieckiem.
                      Takiej nie opartej na oczekiwaniach wzajemności. O tym między innymi piszę. Jeśli dbam o kochaną osobę to robię to z miłości, bezinteresownie, w pewnym sensie dla siebie samej.Sprawy organizacyjne dotyczące życia codziennego wykonuje ta osoba, która akurat ma czas i możliwość. Nie umiem za bardzo wyrazić o co mi chodzi, ale mam taki przykład w swoim otoczeniu i te małżeństwa są dla mnie wzorem.


                      > To teraz przeróbmy scenariusz, że jednak od początku "się stawiamy" Co NAM to d
                      > aje? Zakończenie małżeństwa, moje drogie, bo pan nie będzie żył z kims tak nien
                      > ormalnym i poszuka sobie normalnej baby, która doceni go, że w ogóle chce na ni
                      > ą spojrzeć.
                      To jest przekonanie, które moim zdaniem powoduje, ze dostosowujemy sie do męża. Nie bierzesz pod uwagę, ze mężczyzna też kocha i chce jak najlepiej dla tej swojej baby. Przedstawiasz stosunki miedzy ludźmi jako walkę: jedna osoba musi ustąpić aby druga była zadowolona. Nie w tym rzecz. Tak się rozmawia i ustala by obie strony były zadowolone.


                      > Zauważcie pewną prawidłowość w zachowaniu takich trutni- problemy pojawiają się
                      > po urodzeniu dziecka. Bo pan nagle odkrywa, że ten fakt zmienił jego życie!!!
                      > Ale jakim prawem?! Toż to kobieta ma wychowywać dziecko, ogarniać dom i dbać da
                      > lej od męża!
                      Dziecko tez zmienia stosunek kobiety do męża. Panowie często pisza, że czuja sie odsunięci i przez to niekochani, niepotrzebni.
                      Na dobra sprawę po porodzie powinno się zmienić jedno: przybywa wspólna opieka nad dzieckiem. To jest ten błąd, który popełniamy i facet ma prawo czuć się oszukany bo z dnia na dzień zaczynamy oczekiwać od niego czegoś zupełnie innego niż do tej pory.

                      > Można odejść, ale... to już nie te czasy, gdy zjesz 3 x dziennie pajdę chleba z
                      > e smalcem i przenocujesz gdzieś pod namiotem czy kątem u znajomych. Teraz masz
                      > też DZIECKO i jesteś za nie odpowiedzialna. No bo jak to pozbyć dziecka ojca??
                      > Jak wychowywać je samej??

                      O tym też mówiłam.Dorosła osoba podejmuje decyzje i radzi sobie z nimi sama. Ja sobie daje radę sama i robię tylko to czego konsekwencje mogę sama ponieść. Mężczyznom tez zależy na wychowywaniu własnych dzieci, kochają je i będą wspierać. A rozstanie nie musi oznaczać pozbawienia ojca. Nasza postawa powoduje, że realizujemy ten scenariusz o którym piszesz bo przez nią wiążemy się z nieodpowiednimi mężczyznami - tymi niedojrzałymi, tymi którzy nie biorą odpowiedzialności za swoje życie.
                      >
                      > Decyzja wcale nie jest prosta, a często i tak jest podejmowana za skrzywdzonych
                      > ciążą, porodem i dzieckiem mężczyzn.
                      >
                      > Tylko nie chciałabym być źle zrozumiana- to nie jest tak, że ja godziłam się na
                      > kompletne wypięcie się mojego "męża" na sprawy moje i dziecka, bo bałam się zo
                      > stać sama. Nie wiem, jak Inna, ja mogę tylko za siebie- miałam za wiele wiary w
                      > tego człowieka. Po prostu byłam pewna, że on faktycznie nie może być z nami, ż
                      > e faktycznie musi aż tyle przesiadywać w pracy, że faktycznie ma ciężką pracę i
                      > dlatego jak już się pojawi późną nocą w domu, to jest padnięty i byłoby egoizm
                      > em z mojej strony wymagać, aby zajął się np. jeszcze dzieckiem. Poza tym wierzy
                      > łam w to, że najważniejszą wartością w jego życiu jest własnie rodzina i to, il
                      > e pracuje, to z myślą o nas, o rodzinie, aby nam się lepiej żyło.

                      Jak go zapytasz to może sie okazać, że on faktycznie był padnięty po pracy i robił to dla rodziny. On tak może uważać. Problem jest w tym, że ty robiłaś coś czego nie chciałaś robić a on miał docenić, że ma wolne. To nie tak.Moim zdaniem to jest błąd i przyczyna konfliktu. Nie mam siły teraz o tym pisać. Nadal piszesz o sytuacji gdy ktoś 'stawia na swoim', a tak nie musi być.Tylko tego trzeba się nauczyć.
                      > Na to wszystko nakłada się jeszcze jeden aspekt, o którym wiedzą ci, którzy mie
                      > li do czynienia z szantażystą emocjonalnym, a który bywa całkowicie niezrozumia
                      > ły dla pozostałych. To jest podkopywanie naszej wiary w siebie, we własne umiej
                      > ętności. Pretensje ma facet, że ludziska do mnie dzwonią i że jest tego dużo? H
                      > m... Przecież on mnie kocha, a skoro tak, to chce dla mnie dobra, więc pewnie c
                      > oś ze mną jest nie tak, że tego nie rozumiem. Za dużo wydałam pieniędzy na zaku
                      > pach? Hm... Wydawało mi się, że kupiłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale pew
                      > nie nie wzięłam pod uwagę jakichś innych czynników, bo jestem za głupia i nie d
                      > ostrzegam wszystkiego tak, jak mój super facet... Jest śmiertelnie obrażony, bo
                      > zakomunikowałam, że wieczorem wybieram się z kumpelami do pubu? Hm... Jestem z
                      > a głupia pewnie i dlatego nie widzę w tym nic niestosownego, na pewno mąż ma ra
                      > cję, że po ślubie już tak się nie wychodzi, tylko spędza wszystkie chwile w swo
                      > im własnym towarzystwem... Mąż jest wściekły, bo zaprosiłam znajomych na kolacj
                      > ę? Hm... No tak, nie pomyślałam, że mąż ich nie lubi i że jemu oni mogą po pros
                      > tu przeszkadzać i że w związku z tym nie będę ich więcej zapraszać do domu albo
                      > tylko pod nieobecność męża...
                      O tym piszę: należy zmienić siebie, żeby coś takiego nie miało miejsca. Takich problemów nie będzie miała osoba wychowana bez doświadczeń alkoholowych w rodzinie.
                      To jest dokładnie problem z asertywnością,To też jest wyniesione moim zdaniem z dzieciństwa z alkoholikiem. Mnie tak wytresowano w domu i ja potem dobrowolnie sama realizowałam tę tresurę.Ten gniew, który ma w sobie Inna pozwolił mi na zmiany.
                      Ale winy za to nie ponosi mój były mąż. On z kobietą, która takiej tresury nie odebrała będzie ideałemsmileJak przestanie pićsmile

                      • zmeczona100 Re: Zamknięte drzwi 04.10.11, 23:38
                        Mayenna, ale Ty zakładasz, że wszyscy są osobami dojrzałymi smile I tu tkwi Twój błąd smile
                        Sprząta w domu ten, kto ma czas? Hm... Są tacy, którzy tego nie robią, bo to nie należy do ich obowiązków. Mogą się nudzić, ale tego nie zrobią. Po prostu.


                        Je
                        > śli dbam o kochaną osobę to robię to z miłości, bezinteresownie, w pewnym sensi
                        > e dla siebie same

                        I oczywiście w żaden sposób nie oczekujesz tego samego od ukochanej osoby? wink W ogóle nie musi o Ciebie dbać, wystarczy, że jest? wink

                        Bo ja własnie cały czas o tym samym- to dla obojga musi być oczywiste. Spróbuj tak z niedojrzałym- powodzenia wink

                        > Nie bierzesz pod uwagę, ze mężczyzna też kocha i chce jak najlepiej dla tej sw
                        > ojej baby. Przedstawiasz stosunki miedzy ludźmi jako walkę: jedna osoba musi u
                        > stąpić aby druga była zadowolona. Nie w tym rzecz. Tak się rozmawia i ustala b
                        > y obie strony były zadowolone.

                        Owszem, ale Ty nie bierzesz pod uwagę tego, że "kochać to nie znaczy zawsze to samo" dla obojga. Mężczyzna kocha, bo jest z kobietą, bo pozwala jej na to, aby z nim była...Dla niego walka to coś oczywistego, bo skoro baba się nie poddaje, to musi walczyc o swoją pozycję i pokazać, kto jest górą...

                        > O tym też mówiłam.Dorosła osoba podejmuje decyzje i radzi sobie z nimi sama. Ja
                        > sobie daje radę sama i robię tylko to czego konsekwencje mogę sama ponieść. Mę
                        > żczyznom tez zależy na wychowywaniu własnych dzieci, kochają je i będą wspierać
                        > .

                        Ale zaraz, decyzji o dziecku nie podjęłam sama. To nie tak, że sama miałam za nie odpowiadać. A raptem muszę to zrobić.
                        Tak, mężczyznom zalezy na wychowaniu własnych dzieci- ale nie wszystkim. Wątek dotyczy Innej, ja się podpięłam, bo przerabiałam dokładnie to samo i rozumiem ją doskonale. dla "mojego" udział w wychowaniu dziecka to jakas abstrakcja- tak samo jak upranie samemu swojej koszuli czy jej wyprasowanie, o sprzataniu mieszkania nawet nie wspomnę; to są zadania dla kobiet- w takiej rodzinie, i to od dziadków poczynając, wyrósł, więc to ja jestem nienormalna, a nie on.


                        > Jak go zapytasz to może sie okazać, że on faktycznie był padnięty po pracy i ro
                        > bił to dla rodziny. On tak może uważać. Problem jest w tym, że ty robiłaś coś
                        > czego nie chciałaś robić a on miał docenić, że ma wolne.

                        Ha! Ale poczytaj dokładniej to, co pisałam w poprzednim poście- ja w to święcie wierzyłam! Nie chodziło mi o to, aby mnie docenił (a w zasadzie - dlaczego nie??)- to było dla mnie normalne zachowanie. Dopiero później dotarło, że robił to dla siebie, a ja mu tylko przeszkadzałam w realizowaniu własnej kariery, bo bywało tak, że musiał sobie sam koszule prasować (!!- autentyk; z pisma do sądu).

                        > O tym piszę: należy zmienić siebie, żeby coś takiego nie miało miejsca.

                        Nie. Bo zmiana siebie w żaden sposób nie pomoże, jesli kolejny raz spotkamy na swej drodze takiego niedojrzałego pajaca. Chodzi o to, aby się więcej nie wiązać z takimi palantami.

                        Takich
                        > problemów nie będzie miała osoba wychowana bez doświadczeń alkoholowych w rodzi
                        > nie.

                        A ja je miałam.

                        W moim przypadku nie chodziło o asertywnośc, ale o naiwność- rodzice mnie nie nauczyli, że są tacy, którzy wykorzystują innych i jest to dla nich normalne (kto silniejszy, bardziej przebiegły, ten ma władzę).

                        Ale jak tu nie ufać, nie wierzyć komus, z kim się śpi w jednym łóżku, komu powierzyło się swoje tajemnice i z kim ma się dziecko...
                        • argentusa Re: Zamknięte drzwi 05.10.11, 09:28
                          > > O tym piszę: należy zmienić siebie, żeby coś takiego nie miało miejsca.
                          >
                          > Nie. Bo zmiana siebie w żaden sposób nie pomoże, jesli kolejny raz spotkamy na
                          > swej drodze takiego niedojrzałego pajaca. Chodzi o to, aby się więcej nie wiąza
                          > ć z takimi palantami.
                          I tu nie masz racji. Zmiana mogłaby polegać na tym, że Ty takiego faceta NIE DOSTRZEŻESZ w ogóle. Nie wspominając o tym, że nawet dostrzegając nie wzięłabyś pod uwagę jako potencjalnego partnera. W moim odczuciu to taka zmiana w sobie jest jedyną właściwa i porządaną.
                          Ar.
                          • zmeczona100 Re: Zamknięte drzwi 05.10.11, 10:25
                            argentusa napisała:


                            > I tu nie masz racji. Zmiana mogłaby polegać na tym, że Ty takiego faceta NIE DO
                            > STRZEŻESZ w ogóle. Nie wspominając o tym, że nawet dostrzegając nie wzięłabyś p
                            > od uwagę jako potencjalnego partnera.

                            Chyba bawimy się słowami wink

                            Mayenna próbowała przekonać, że trzeba zmienić to, iż od początku trzeba wymagać od drugiej strony. Czyli pisała o zmianie PO związaniu się z tym kimś (w fazie motyli w brzuchu niczego nie trzeba wymagać, bo to normalny odruch, że wszyscy się starają). A mnie chodzi o coś innego- o to, aby zaświecała się czerwona lampka w odpowiednim momencie; teraz, po wprowadzeniu danych do systemu ta lampka powinna działać- wcześniej nie, bo nie były wprowadzone do niej dane "ostrzegawcze".
                            Nie ma możliwości, aby nauczyć się nie dostrzegać podejrzanych typów, chodzi o to, aby dostrzegać własnie tych podejrzanych i od razu eliminować z grona osób, z którymi utrzymuje się głębsze relacje. czyli działać przed, a nie po fakcie. Teraz może być tylko łatwiej- za mną doświadczenia, ale i zupełnie inna sytuacja życiowa- już nie jestem młodą, naiwną dziewczyną, która nie ma problemów typu mieszkanie, choroba, dziecko i w związku z tym nie ma sytuacji podbramkowych, kiedy własnie partner może się sprawdzić; mam 40 lat, nastolatka, problemy ze zdrowiem, starszych rodziców- to są wyzwania zarówno dla mnie, jak i ewentualnego partnera i dzięki temu może się on sprawdzić wcześniej. Czyli jest więcej okazji do tego, aby ta czerwona lampka mogła się zapalić.
                            problem ze mną był taki, że lampka zapaliła się bardzo późno.
                    • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 05.10.11, 10:29
                      zmeczona100 napisała:

                      > Problem w tym, że część z Was, moralistki wink, nie miała do czynienia z facetami
                      > jak mój czy Innej, więc nie bierzecie pod uwagę tego, że są faceci, którzy maj
                      > ą zupełnie inne spojrzenie i oczekiwanie- dla nich normalne jest to, że są uszc
                      > zęsliwiani przez swoje kobiety, że są wychwalani zawsze i wszędzie bez względu
                      > na to, czy jest za co, że to oni rządzą, im się nalezy odpoczynek po pracy, bo
                      > facet nie jest od innych zadań, że to wreszcie kobieta powinna skakać wokół swe
                      > go faceta i całować go po stopach, że chce z nią być, bo przecież inaczej nic b
                      > ez mężczyzny by nie znaczyła.
                      dokładnie to uslyszałam od mojego ex na koniec i dodatkowo, że jeśli wszystko w sobie zmienię (oprócz tego, ze jestem dobrą matka, bo to jedyny mój pozytyw) to on ewentualnie przemyśli temat. Wtedy juz wiedziałam, ze obojętnie co się nie stanie to nigdy do niego nie wrócę.
                      tylko ja myślę, ze to nie do końca kwestia płci. u mojego ex to ojciec skakał koło matki, a ona go traktuje "z buta", siostra exa też uważa, ze jej mąż ma skakać koło niej - gotować, sprzątać itd, ona wystarczy, że jestwink


                      > Zauważcie pewną prawidłowość w zachowaniu takich trutni- problemy pojawiają się
                      > po urodzeniu dziecka. Bo pan nagle odkrywa, że ten fakt zmienił jego życie!!!
                      dokładnie - tak tez było u mnie. a na dodatek po porodzie śmiałam sie rozchorować i wylądowałam w szpitalu z zagrożeniem życia (małżonek przyszedł do szpitala i powiedział:"pół ciąży leżałaś, a teraz znowu SOBIE leżysz, a wszystko na mojej głowie"
                      >
                      > Teraz masz
                      > też DZIECKO i jesteś za nie odpowiedzialna.
                      i właśnie dlatego nie chciałam, żeby to dziecko patrzyło na skrzywiony obraz rodziny. Syn mając 2 lata powiedział np. "mamo nie mów tyle i idź do kuchni", "baby są głupie" itp. teraz ma prawie 6 i na szczęście tego nie pamięta...

                      >

                      >
                      > Na to wszystko nakłada się jeszcze jeden aspekt, o którym wiedzą ci, którzy mie
                      > li do czynienia z szantażystą emocjonalnym, a który bywa całkowicie niezrozumia
                      > ły dla pozostałych. To jest podkopywanie naszej wiary w siebie, we własne umiej
                      > ętności. Pretensje ma facet, że ludziska do mnie dzwonią i że jest tego dużo? H
                      > m... Przecież on mnie kocha, a skoro tak, to chce dla mnie dobra, więc pewnie c
                      > oś ze mną jest nie tak, że tego nie rozumiem. Za dużo wydałam pieniędzy na zaku
                      > pach? Hm... Wydawało mi się, że kupiłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale pew
                      > nie nie wzięłam pod uwagę jakichś innych czynników, bo jestem za głupia i nie d
                      > ostrzegam wszystkiego tak, jak mój super facet... > Dlatego to, co teraz dla mnie jest absurdem, wtedy takie nie było- ja po prostu
                      > miałam wątpliwości co do oceny sytuacji przeze mnie. No bo jak to- kochany mąż
                      > miałby mnie krzywdzić??
                      własnie tak jest. jak teraz o tym myślę, to dalej nie umiem zrozumieć jak mogłam uwierzyć w to, że faktycznie jestem głupia, nieatrakcyjna itd. a uwierzyłam... mimo, ze zawsze byłam osoba pewną siebie, kontaktową, jestem z domu, gdzie rodzice wzajemnie sie szanują, jestem wykształcona itd. a rozchodząc się uważałam, że jestem beznadziejna, nikt już nie będzie chciał ze mną być, nie znajdę dobrej pracy, na niczym sie nie znam itd. - wszystko okazało się bzdurą oczywiściewink

                      >
                      > Do czego zmierzam- to, że ktoś jest mało rozgarnięty (Inna, Twój pewnie też nie
                      > błyszczy inteligencją?) i potrzebę tworzenia rodziny z podjęciem obowiązków uw
                      > aża za coś nienormalnego, nie może obwiniać strony "nienormalnej".
                      mój ex właśnie ostatnio mi powiedział, ze doszedł do wniosku, ze nie chce mieć więcej dzieci, bo nawet 1 nie umiał zapewnić normalnej rodziny. nie wiem co go naszło na takie wyznanie, ale dobrze, że sam to widzi...


                      • zmeczona100 Re: Zamknięte drzwi 05.10.11, 11:01
                        > mój ex właśnie ostatnio mi powiedział, ze doszedł do wniosku, ze nie chce mieć
                        > więcej dzieci, bo nawet 1 nie umiał zapewnić normalnej rodziny. nie wiem co go
                        > naszło na takie wyznanie, ale dobrze, że sam to widzi...

                        "mój" kiedyś, po kolejnej takiej szczerej rozmowie, przeprosił za swoje zachowanie (brak udziału w życiu domowym, a zwłaszcza w wychowaniu syna). Po paru miesiącach w złości wykrzyczał, że wtedy przeprosił, chociaż nie czuł się winny, bo chciał, aby wreszcie wszystko było jak dawniej (czyli święty spokój dla niego i obsługę jak wcześniej). Teraz, z pism do sądu wynika, że ja wtedy miałam jakieś nienormalne oczekiwania i żądania, bo on przecież ciężko pracował!
                        Dlatego nie oczekuję od niego żadnych przeprosić- nigdy więcej, bo wiem, że byłyby zupełnie nieszczere (on nie pojmuje pewnych podstawowych spraw- jak to mają socjopaci...).
                        • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 05.10.11, 12:13
                          tylko, ze my już jesteśmy ponad rok po rozwodzie, a ponad 2 lata nie jesteśmy razem... po okresie wyzywania na mnie i czepiania się był okres rzeczowych i kulturalnych ustaleń, teraz czasem go nachodzi jakaś chęć zwierzania się. A że ja z tych "dziwnych" co nie uznaje przyjaźni z byłymi (kulturalne stosunki jak najbardziej) to ucinam szybko takie próbysmile
      • malgolkab Re: Zamknięte drzwi 03.10.11, 17:09
        zmeczona100 napisała:


        > Te koncepcje w żaden sposób nie mogą ze sobą współgrać, czyli każdy z Was musi
        > z czegoś zrezygnować, coś w sobie, w swoich oczekiwaniach zmienić. Dostałaś to
        > garść różnych porad, jak to zrobić itp. Ale ja Ci napiszę, że to jest bez sensu
        > i nie widzę szans na poprawę. Owszem, ludzie się zmieniają, ale to w telenowel
        > ach- w rzeczywistym świecie niezwykle rzadko i wtedy, gdy widzą w tym sens (wła
        > sną wygodę, korzyści).
        lepiej bym tego nie ujęłasmile
        > każdy z Was, ale oddzielnie, mógłby tworzyć satysfakcjonujące związki- ale pod
        > warunkiem wybrania odpowiedniego partnera.
        dokładnie tak jest. mój ex ma teraz partnerkę, która jest całkiem zależna od niego- pracuje u niego (ja nigdy nie chciałam), mieszka u niego, nie jeździ samochodem, więc jak się gdzieś chce wybrać- chociażby większe zakupy - prosi go, żeby z nią jechał. Jak są gdzieś razem, to siedzi obok niego, kiwa głową i się uśmiecha...i chyba im z tym dobrze.
        ja za to mam kogoś kto docenia to, ze jestem wykształcona i umiem porozmawiać na każdy temat (a że lubię duzo gadac to sobie dyskutujemywink jak on ma wolne, a ja jestem w pracy to sprząta i gotuje (ex niezależnie od wszystkiego uważał, ze to zadanie dla kobiety), jak syn zachoruje to zostaje z nim ten z nas kto akurat może (ex nigdy nie siedział z chorym dzieckiem, bo to moje zadanie) - mimo, że to nie jego syn, no i wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie... i też nam z tym dobrzesmile
        >
        > Ty takiej roli nie chciałaś przyjąć, bo masz inne zapatrywania na partnerstwo w
        > związku. i masz do tego prawo. Przecież gdybyś spotkała mężczyznę, który miałb
        > y takie same poglądy, jak Ty, to co Wam jeszcze do szczęścia byłoby potrzeba?
        nicsmile
        > Twój mąż się nie zmieni, bo nie ma pojęcia, że można inaczej żyć, a poza tym, n
        > oż proszę- po co miałby sobie zamieniać siekierkę na kijek, skoro jest mu dobrz
        > e tak, jak jest?
        dokładnie taksmile
        > . Poza tym, nie wiem, jak Ty, ale ja mam takie zboczenie, że aby związek był u
        > dany, to kobieta musi mieć za co podziwiać swojego faceta wink
        też tak mam


        >
        • marcepanna bo go nie kocham 04.10.11, 21:12
          on nie jest głupi
          mąz doskonale czuł że tak własnie się stało, przestałaś go kochac stad agresja skierowana pod twoim adresem
          kiedy nie mozna mieć kogo się chce mieć niekiedy pojawia się właśnie takie zachowanie
          jemu tez się odechciewalo zajmowania dziecmi kiedy w domu czuł sie jak zbedny mebel
          i kóko się zamyka uwazam
          • malgolkab Re: bo go nie kocham 05.10.11, 09:59
            marcepanna napisała:



            > jemu tez się odechciewalo zajmowania dziecmi kiedy w domu czuł sie jak zbedny m
            > ebel
            > i kóko się zamyka uwazam
            >
            tylko osoba bezdzietna może pisać takie rzeczy...
            jak mnie ex mąż denerwował to powinnam się i na dziecko obrazić?
            nie masz pojęcia co piszesz i na bank nie masz dzieci (pewnie jesteś z tych bezdzietnych po 30 co to dają rady i snują teorie na tematy, o których nie mają pojęcia...)
            • noname2002 Re: bo go nie kocham 05.10.11, 20:19
              "tylko osoba bezdzietna może pisać takie rzeczy...
              > jak mnie ex mąż denerwował to powinnam się i na dziecko obrazić?
              > nie masz pojęcia co piszesz i na bank nie masz dzieci (pewnie jesteś z tych bez
              > dzietnych po 30 co to dają rady i snują teorie na tematy, o których nie mają po
              > jęcia...)"
              Strzał w dziesiątkęsmile
          • emilia.nowa Re: bo go nie kocham 05.10.11, 10:19
            Inna nawet nie wiesz jak ja dobrze Ciebie rozumiem.
            Mam bardzo podobna sytuację z tym , że dalej razem mieszkamy.
            On nie chce się wyprowadzić bo mówi ze to też jego mieszkanie. I ma rację ale tak dalej być nie może - albo on się wyprowadzi albo ja z dziećmi.
            Co jakiś czas się zastanawiam czy jest sens zeby się wyprowadzał bo w domu i tak prawie go nie ma. Właściwie tylko śpi i spędza niedziele. Ale po takiej niedzieli jak się nasłucham o sobie różnych nieprzyjemnych rzeczy wysyczanych przez zęby zastanawiam się czy tak ma być dalej ? Ile jeszcze ?
            Czy nasze dzieci muszą tego słuchać? Starszy syn już wie ze już się nie kochamy. Sam mi to kiedyś powiedział.

            Najczęściej kłócimy się o to że jego nigdy nie ma w domu. Jak wraca nic go nie interesuje, chce posiedzieć na kanapie i iść spać. Żadne czytanie dzieciom przed snem, spacer w niedzielę wymuszony. Ja nie będę mu utrudniac kontaktów z dziećmi bo ja cały czas walczę o to żeby jak najwięcej czasu z nimi spędzał.
            Tylko niech już się wyprowadzi. Nie chcę zbierać jego skarpetek porozrzucanych po domu, nie chcę go pilnować zeby się kąpał, nie chcę mu gotować a i tak nie wiem czy zje bo akurat tego to on nie lubi.

            Mamy inne oczekiwania. On chce po pracy dostać obiad, pooglądać tv, wypić piwo i iść spać.
            Ja potrzebuję partnera z którym mogę pogadać, wyjść z dziećmi na fajny spacer, na basen, do lasu. Takiego co przytuli jak płaczę. Zna mnie tyle lat - jak coś się nie układa płaczę - jak już sobie popłaczę zbieram się i działam. On tego nie chce zrozumieć. Jak płaczę wyzywa mnie od wariatek. Teraz zaciskam zęby i staram się przy nim nie uronić ani jednej łzy zeby moje dzieci nie słyszały ze mnie do wariatkowa wysyła.
            • zmeczona100 Re: bo go nie kocham 05.10.11, 10:29
              emilia.nowa napisała:


              > Tylko niech już się wyprowadzi. Nie chcę zbierać jego skarpetek porozrzucanych
              > po domu, nie chcę go pilnować zeby się kąpał, nie chcę mu gotować a i tak nie w
              > iem czy zje bo akurat tego to on nie lubi.
              >

              Nie rozumiem, dlaczego na tym etapie Waszego małżeństwa nadal to robisz...
              • sinsi Re: bo go nie kocham 05.10.11, 10:35
                ano właśnie - najważniejsze to zrozumieć że pewnych rzeczy się NIE MUSI robić. robi się je BO SIĘ CHCE JE ROBIĆ.
              • emilia.nowa Re: bo go nie kocham 05.10.11, 10:45
                zmeczona100 napisała:

                > emilia.nowa napisała:
                >
                >
                > > Tylko niech już się wyprowadzi. Nie chcę zbierać jego skarpetek porozrzuc
                > anych
                > > po domu, nie chcę go pilnować zeby się kąpał, nie chcę mu gotować a i tak
                > nie w
                > > iem czy zje bo akurat tego to on nie lubi.
                > >
                >
                > Nie rozumiem, dlaczego na tym etapie Waszego małżeństwa nadal to robisz...
                >

                Dlatego, że on pracuje a ja nie(ale już niedługo, za kilka dni wracam do pracy). On przynosi pieniądze ja zajmuję się domem. Obiad i tak gotuję więc to ze ugotuję więcej nie jest dla mnie jakąś straszną pracą.
                Jeśli nie pozbieram skarpetek to będą tak leżały bo on uważa ze jeśli ja jestem w domu to mogę po nim sprzątać. Oczywiście mówiłam, prosiłam. Ja sprzątam i gotuję ale żeby chociaż wrzucał te brudne rzeczy do pralki do pojemnika, zeby nie zostawiał kubków po kawie gdziekolwiek albo puszek po piwie. Ale te dyskusje trwają kilka lat. Normalny dorosły człowiek by to zrozumiał. On nie.
                Czy ja mam się o każdą drobnostkę wykłócać? A schemat zawsze jest ten sam - on nie rozumie o co mi chodzi, ja się zaczynam wściekać ze tyle lat powtarzania a on tego nie może zrozumieć i wtedy on ma wspaniałą możliwość wyzwać mnie od wariatek.
                • zmeczona100 Re: bo go nie kocham 05.10.11, 10:56
                  A jak juz wrócisz do pracy i też będziesz przynosić do domu pieniądze, to czy sprawy domowe ulegną podziałowi, czy zostanie tak, jak jest teraz?
                  • emilia.nowa Re: bo go nie kocham 05.10.11, 11:09
                    zmeczona100 napisała:

                    > A jak juz wrócisz do pracy i też będziesz przynosić do domu pieniądze, to czy s
                    > prawy domowe ulegną podziałowi, czy zostanie tak, jak jest teraz?

                    Wracam do pracy i dlatego zaczęłam rozmawiać z nim o jego wyprowadzce. Tylko on nie chce.
                    A ja dłużej nie mogę znieść tej sytuacji.
                    Teraz się tak męczymy bo nie mamy wyjścia. Do pracy wrócić nie mogłam bo dziecko małe i nie miał kto nam pomoc.
                    Teraz już dzieci w przedszkolu i babcia od tego roku wolna będzie pomagać jak będą chorzy.
                    • zmeczona100 Re: bo go nie kocham 05.10.11, 11:22
                      OK, czyli wracasz do pracy, on się nie wyprowadzi (a co- źle mu tak, jak jest teraz?), więc co dalej z tym zamierzasz robić?
                      • emilia.nowa Re: bo go nie kocham 05.10.11, 11:47
                        zmeczona100 napisała:

                        > OK, czyli wracasz do pracy, on się nie wyprowadzi (a co- źle mu tak, jak jest t
                        > eraz?), więc co dalej z tym zamierzasz robić?

                        Nie wiem co dalej. Szczerze.

                        Możemy dalej żyć jak współlokatorzy. Płacic razem za przedszkole i mieszkanie. On będzie zamawiał sobie obiady do pracy, zapanuje nad swoim językiem i nie będzie mi robić przykrości, ośmieszać przy dzieciach.
                        Wiesz taki układ nawet by był dla mnie korzystny bo czasem zaprowadzi dzieci do przedszkola.
                        Tylko ile tak można?
                        W końcu znowu zaczniemy się kłócić. Dzieci będą starsze i gorzej przyjmą jego wyprowadzkę.
                        Chcę z nim porozmawiać i mu to powiedzieć. Czasem da się z nim rozmawiać.
                        Jak to przetrawi może zrozumie ze tak będzie lepiej.

                        Ja wierzę ze będziemy szczęśliwsi osobno.
                        Może on też zobaczy ze tak będzie lepiej.
                        Jego dobry kolega, rozwodnik, niedawno wynajął dom. Może znajdzie się tam wolny pokój.
                        • zmeczona100 Re: bo go nie kocham 05.10.11, 11:49
                          czyli na razie nie masz pomysłu ani motywacji do zmiany swojego życia...
                          Pewnie musisz do tego po prostu dojrzeć- jak do każdej zmiany.
                          • emilia.nowa Re: bo go nie kocham 05.10.11, 12:09
                            zmeczona100 napisała:

                            > czyli na razie nie masz pomysłu ani motywacji do zmiany swojego życia...
                            > Pewnie musisz do tego po prostu dojrzeć- jak do każdej zmiany.
                            >

                            Wiem jedno : nie kocham już go. On też mnie nie kocha.
                            Nie będziemy już normalnym małżeństwem, nie będziemy mieć spokojnego domu.
                            Nie możemy tego przeciągać w nieskończoność. Na spokojnie, bez emocji musimy wspólnie podjąć decyzję.
                            Nie mogę go wyrzucić z domu.
                            Nie bije mnie, pieniądze przynosi - dla niego i jego rodziny takie są cechy męża idealnego.

                            Boję się tylko tego ze spodoba mu się życie kawalera z odzysku i dzieci będzie widywał coraz rzadziej. I boję się ze będą mieli do mnie za kilka lat pretensje ze kazałam się tacie wyprowadzić. Kiedyś zrozumieją ze tak jest lepiej dla wszystkich.
                        • malgolkab Re: bo go nie kocham 05.10.11, 12:28
                          emilia.nowa napisała:


                          >
                          > Nie wiem co dalej. Szczerze.
                          >
                          > Możemy dalej żyć jak współlokatorzy. Płacic razem za przedszkole i mieszkanie.
                          odradzam... miałam tak przez ponad pół roku i to jest po prostu męczenie się
                          > zapanuje nad swoim językiem i nie będ
                          > zie mi robić przykrości, ośmieszać przy dzieciach.
                          a jak nie? nawet jak sie bierze współlokatora to na pewno nie takiego...
                          > Wiesz taki układ nawet by był dla mnie korzystny bo czasem zaprowadzi dzieci do
                          > przedszkola.
                          czasem - jak bedzie potrzeba to może zaprowadzić sąsiad np. lub rodzic, który ma dziecko w tym samym przedszkolusmile
                          > Tylko ile tak można?
                          niedługo, chyba, że ktos się lubi wykańczać...
                          > W końcu znowu zaczniemy się kłócić. Dzieci będą starsze i gorzej przyjmą jego w
                          > yprowadzkę.
                          dokładnie tak. mój syn (5,5) juz nie pamięta, że tata z nim mieszkał - wie o tym, ale z opowiadań (a miał 3,5 jak się definitywnie rozstaliśmy)

                          > Jego dobry kolega, rozwodnik, niedawno wynajął dom. Może znajdzie się tam wolny
                          > pokój.
                          to już jakby nie Twój problem...jakby on ci nagle wyskoczył z tekstem, ze twoja koleżanka ma dom to może znajdzie sie tam pokój dla ciebie to by ci pasowało?
                  • inna_nowa_ja Zmęczona, dziękuje 05.10.11, 11:29
                    wczoraj padłam z dziećmi spać i nawet świateł nie zgasiłam, więc odpiuję teraz.. Zmęczona, dziękuje za Twoje wypowiedzi bo sa one realnym odzwierciedleniem tego co czuję i jak wyglądało moje życie. Teraz zastanawiam się jak mogłam przez te wszystkie lata tak dac sobą sterować, i tak jak napisałaś, to nie było gwałtowne - raptowne poniżanie mnie, to była dłuuuga droga pokonywana małymi kroczkami. Tak byłam i pewnie jestem w dalszym ciągu uzalezniona od tej miłości, która była, teraz dołączył się strach, obawa. Ale nie mogę już dłużej tolerować podejścia że tylko On ciężko pracuje, że najważniejsze że wogóle pracuje, że nawet będąc 3 tygodnie na urlopie nie chciało mu się nic. Ja też pracuję zawodowo, też jestem zmęczona, ale mam rodzinę. I chyba największy problem wyniknął po urodzeniu drugiego dziecka, kiedy syn miał 4 lata jak pojawiła się siostra, wtedy musiałam ogarnąć dwoje dzieci. I żeby była jasność mąż chciał drugiego dziecka, przy pierwszym to mu się nawet wiele rzeczy chciało , teraz twierdzi, że jest przepracowany, przemęczony, ze dzieciom nie wystarczy już pomachać grzechotką ( bo to nie wymagało inwencji twórczej), Jego rodzina przerosła. On ucieka nie przed zrzędzącą babą ale od codziennego życia z rodziną. I tłumaczenia, że Jego matka całe życie sama opędzała trójkę dzieci do mnie nie trafiają.
                    Byłam z nim, bo łudziłam się że coś się zmieni, że po kolejnej rozmowie on zrozumie, owszem przez pierwsze dni byo super ale to wracało i odbijało się czkawką. Mój mąż jest nieobliczalny, pisze mi w sms-ie przepraszam za spieprzenie życia, że kochał mnie a wieczorem tego samego dnia mówi że kłamał. Raz można z nim rozmawiać jak z dorosłym, dojrzałym facetem, raz śmieje mi się prosto w twarz i mówi że ze mną się nie da poważnie rozmawiać. Pisałam już nie ujmuje swojej winy, ale to On nie dorósł do odpowiedzialności i życia w rodzinie.
                    • zmeczona100 Re: Zmęczona, dziękuje 05.10.11, 11:47
                      No cóż- więc nasi mężczyźni są braćmi bliźniakami...
                      Obrażanie się na własne dziecko, brak pomysłu na wspólną zabawę, a teraz na wspólne sprawy, tylko ich...

                      Nie pocieszę Cię pewnie: najgorsze przed Tobą. I wcale nie chodzi o to, jak sobie poradzisz sama z dziećmi, bo i tak robisz to teraz sama, a odejdzie Ci hamulcowy- to będzie prawdziwa ulga. Chodzi o to, czy poradzisz sobie z samą sobą, z wybaczeniem sobie, jak mogłaś się wpędzić w takie życie, dać sobą sterować. Ja sobie z tym w żaden sposób nie mogę poradzic, dlatego zdecydowałam się na psychoterapię. Dla mnie rozpad rodziny nie był najgorszym przeżyciem, ale własnie utrata zaufania do samej siebie.

                      Trzymaj się i działaj rozsądnie.
                    • mayenna Re: Zmęczona, dziękuje 05.10.11, 17:46
                      Widzisz te zmiany o których piszę pozwolą ci zrozumieć ,ze on ma swoje życie za które odpowiada sam. Ma prawo być przemęczony i nic nie robić w trakcie urlopu, ale ty masz prawo się na to nie godzić i po prostu zostawić takie życie i takiego faceta skoro normalna rozmowa i komunikacja nie pomaga.

                  • malgolkab Re: bo go nie kocham 05.10.11, 12:22
                    zmeczona100 napisała:

                    > A jak juz wrócisz do pracy i też będziesz przynosić do domu pieniądze, to czy s
                    > prawy domowe ulegną podziałowi, czy zostanie tak, jak jest teraz?
                    jasne, że zostanie tak jak jest - z autopsjismile
                • inna_nowa_ja Re: bo go nie kocham 05.10.11, 11:34
                  Ja przestałam prosić, sprzątać po nim, jak powiedziałam żeby nie trzaskał drzwiami tak że ściany pękają wyszedł z pokoju i trzasnął z największą siła jaką miał.. po co ? Jak powiedziałąm żby sam prał swoje rzeczy to śmiał mi się w twarz, bo zawsze było tak, źe ja te jego ciuchy prała,m i prasowałam, nawet jak się do mnie tygodniami nie odzywał. A najgorsze w tym wszystkim jest to że potrafi się obrazić na dziecko i jak syn prosi o buziaka na dobranoc to mu nie da, bo jest obrażony. Litości! Dlatego tez w zdziwił sie kiedy zobaczył że już się nie boję, że mogę go wyrzucić i nie będę płaszczyć się żeby wrócił. A tego właśnie oczekuje On i Jego matka stosując słowne szantaże. Mam teraz po takim uczuciu ulgi, kiedy zabrał rzeczy chwile kiedy się zastanawiam czy dobrze zrobiłam, chwile kiedy się boje tej swojej decyzji, ale wiem, źe była on słuszna. Trzymaj się cieplutko.
                  • jagienka_2 Re: bo go nie kocham 05.10.11, 11:51
                    Inna, doskonale Cię rozumiem, jak wiele piszących tu kobiet, doświadczyłam podobnego traktowania na własnej skórze. Jednak nie mogę zrozumieć, dlaczego oddajesz swojemu mężowi cześć boską i piszesz zaimki osobowe i dzierżawcze, które się do niego odnoszą wielkimi literami?! Razi to po oczach jak diabli, nie pierwszy raz zresztą się z tym spotykam. Toć to zwykły człek jest...
                    • inna_nowa_ja Re: bo go nie kocham 05.10.11, 12:16
                      bo pomimo tego wszystkiego staram sie zachować do Niego szacunek, i tak jakoś to wychodzi. Mimo, że z Jego strony tego szacunku nie ma, nie ma chęci rozstania nie mówię w przyjaźni ale chociaż z klasą , to ja taka już jestem. I jedyne czego pragnę to nie dać się teraz złamać, boję się że nadejdzie moment kiedy zatęsknię za takimi fajnymi chwilami, które przecież były, że przecież mnie nie bił, nie pił, nie rozpuszczał kasy, tak jak koleżanka puka mi się w głowę że Go pogoniłam. Ale czy tylko do takich rzeczy ma się sprowadzać wspólne życie? To ma być życie czy wegetacja przy boku drugiej osoby.
                      • jagienka_2 Re: bo go nie kocham 05.10.11, 12:37
                        Jakiś ponadstandardowy ten szacunek, bo taką pisownię stosuje się w odniesieniu do istot boskich albo... zmarłych. Ale nie będę się czepiała, Twój szacunek, Twoja sprawa... Oczywiście, masz rację, to o czym piszesz, wszystko psu na budę, bez miłości...
                      • scindapsus Re: bo go nie kocham 05.10.11, 13:13
                        To ja też się zdziwię że za taką wegetację stawiasz duże litery
                        Ale co kto lubi.
                      • emilia.nowa Re: bo go nie kocham 05.10.11, 13:45
                        inna_nowa_ja napisała:

                        > przecież mnie nie bił
                        > , nie pił, nie rozpuszczał kasy, tak jak koleżanka puka mi się w głowę że Go po
                        > goniłam. Ale czy tylko do takich rzeczy ma się sprowadzać wspólne życie? To ma
                        > być życie czy wegetacja przy boku drugiej osoby.

                        Koleżance i wszystkim innym którzy mówią ze robić źle powiedz zeby zajęli się swoim życiem.
                        To jest Twoja sprawa i tylko Ty wiesz jak jest. Jeśli nie jesteś szczęśliwa, jesli go nie kochasz i już wiesz ze nie ma powrotu do tego dobrego co było kiedyś to znaczy ze zrobiłaś dobrze.
                        Ja też tak sobie myślę : nie bije, utrzymuje rodzinę to czego ja się czepiam?
                        Ale też nie daje mi poczucia bezpieczeństwa, nie przytuli, nie pocieszy. Nigdy nie mogę na niego liczyć w trudnych sytuacjach - niestety moja choroba i trudna ciąża pokazały mi ze nie może być dla mnie wsparciem. Mimo że go wprost o to prosiłam.

                        Dobrze zrobiłaś. A ze boisz się jak to będzie to normalne, wszyscy którzy się rozchodzą , szczególnie jak są dzieci, tego się boją. Mam nadzieję ze za jakiś czas zobaczysz ze jest dużo lepiej niż było i strach był nieuzasadniony.
                  • errormix Re: bo go nie kocham 05.10.11, 13:37
                    inna_nowa_ja napisała:

                    > Ja przestałam prosić, sprzątać po nim, jak powiedziałam żeby nie trzaskał drzwi
                    > ami tak że ściany pękają wyszedł z pokoju i trzasnął z największą siła jaką mia
                    > ł.. po co ? Jak powiedziałąm żby sam prał swoje rzeczy to śmiał mi się w twarz,
                    > bo zawsze było tak, źe ja te jego ciuchy prała,m i prasowałam, nawet jak się d
                    > o mnie tygodniami nie odzywał.

                    Ja wszystko rozumiem. Ten płacz, ten lament, ten żal i to wzajemne przytulanie się w postach. Ja to rozumiem, bo jak wiadomo, ja też jestem "matką".

                    Ale żeby ten wątek nie skończył się na wylewnościach, ogólnym "chlipaniu" i głaskaniu się po główkach, chciałem zwrócić uwagę na jedną ważną rzecz, która mi się rzuciła w oczy.

                    A rzuciło mi się to narzekanie, że "prałam, prasowałam, obiad pod nos podstawiałam, że puszki po piwie po nim zbierałam, a nawet skarpetki. A gdy zwróciłam uwagę, to były kłótnie, pretensje i trzaskanie drzwiami".

                    A zastanawiałaś się dlaczego on tymi drzwiami trzaskał? Dlaczego w dupie miał to, że ty po nim skarpetki zbierasz? Że mu obiad robisz?

                    Bo ty go tego nauczyłaś! Tak, tak. Nauczyłaś go. To było dawno. Jeszcze na początku małżeństwa, kiedy widząc jego skarpetki na środku pokoju schyliłaś się, by je odnieść do łazienki. Bez słowa. Bo przecież go kochałaś, a kochanej osobie nieba chce się uchylić, a co dopiero przejść się do pralki i z powrotem.

                    I tak samo było z tymi obiadami, tak samo z puszkami po piwie.

                    Nawet, gdy zaczęło cię to denerwować, nudzić, kiedy chciałaś żeby to on w końcu te skarpetki po sobie wyniósł, ty co robiłaś? Płakałaś. Chciałaś żeby cię przeprosił, żeby przytulił i powiedział, że już więcej nie będzie.

                    I pewnie mówił, obiecywał, tyle tylko, że ty znowu przy najbliższej okazji po te skarpetki się schyliłaś.

                    Widzisz, gdzie popełniłaś błąd? Przypominasz sobie te sytuacje? Czy z dziećmi robisz tak samo? Czy ciągle im powtarzasz, że powinny sprzątać po sobie rozrzucone zabawki, a później wciąż te zabawki po nich sprzątasz? Założę się, że nie. Że zdarza ci się im zwrócić uwagę, czasami krzyknąć, a czasami powiedzieć im wprost: "Jak nie posprzątacie, to będziecie w tym bałaganie mieszkać". Bo dzieciom chcesz wpoić, że istnieją pewne reguły, zasady, których obydwie strony powinny się trzymać. Bo mamie też powinno okazywać się szacunek i tego szacunku do siebie i tego co mówisz ich uczysz.

                    I teraz mała analogia.

                    Kochasz męża. Kochasz dzieci. Dlaczego jednych traktujesz inaczej, a drugich inaczej?

                    Twoje łzy działały przez krótki okres. Najpierw on przytulał, oczywiście, ale po pewnym czasie uznał, że zwyczajnie wyjcem jesteś. Bo ile można wyć? I skarpetki przez tydzień pewne zbierał, i puszki przez 3 dni po sobie wynosił.

                    Więc nie zastanawiaj się dlaczego on ci tymi drzwiami trzaska. Zastanów się raczej jaka była twoja reakcja, gdy trzasnął po raz pierwszy.

                    Teraz masz szansę zmienić swoje życie. Nie popełnij tych samych błędów.
                    • marcepanna Re: bo go nie kocham 05.10.11, 13:49
                      Tak wygląda życie i miłość osób...no nie wyrażę się.

                      Dlazcego niektórzy ludzie nie mają takich probemów?
                      • noname2002 Re: bo go nie kocham 05.10.11, 20:25
                        Bo są starymi pann...eee...singlami do 40tki?smile
                        • malgolkab Re: bo go nie kocham 05.10.11, 22:10
                          noname2002 napisała:

                          > Bo są starymi pann...eee...singlami do 40tki?smile

                          lepiej bym tego nie ujęławink
                    • emilia.nowa Re: bo go nie kocham 05.10.11, 13:58
                      errormix napisał:
                      wał.
                      >
                      > Bo ty go tego nauczyłaś! Tak, tak. Nauczyłaś go. To było dawno. Jeszcze na pocz
                      > ątku małżeństwa, kiedy widząc jego skarpetki na środku pokoju schyliłaś się, by
                      > je odnieść do łazienki. Bez słowa.

                      A ja się nie zgodzę.
                      Ja na początku związku (jakieś 5lat) takiego problemu nie było. Skarpetki wrzucał gdzie trzeba, puszek po domu nie rozstawiał. A jak nawet zostawił to mu przypomniałam zeby nie bałaganił z uśmiechem przeprosił. Zresztą on też czasem coś po mnie posprzątał jak o czymś zapomniałam.
                      Zresztą wtedy związek był partnerski - ja gotowałam, on zmywał itd

                      A w pewnym momencie uznał że on nic nie musi robić. Ja nie pracuję (tzn z dziećmi jestem czyli nic nie robię) to mogę za nim chodzić i sprzątać (i wprost, bez ogródek to mówił).
                      Jak mu przypomniałam niegrzecznie odwarkiwał.
                      Na takiej zasadzie już jej nie kocham niech sobie po mnie sprząta. A jak nie posprząta to czyj problem? - pana w domu i tak nie ma 12godzin to sama będzie w tym bajzlu siedzieć.
                      • inna_nowa_ja Re: bo go nie kocham 05.10.11, 14:09
                        To nie jest kwestia czego ja nauczyłam Jego, a czego On nauczył mnie. Pewne działania i mechanizmy wynosi się z domu a jeśli nie są nabyte mogą być wrodzone. Ja prosiłam, było tysiące prostych komunikatów, ale nie może być tak, że po imprezie urodzinowej ja kąpię dzieci a On leży już w łóżku i czeka.. aż ja wykąpię i sprzątnę w salonie bajzello bum bum. Mój Mąż po prostu woli mieszkać u mamy, która obsługuje całą rodzinę więc jej gance gal czy jedna osoba będzię w tą czy we wtą. I na początku małżeństwa kiedy dzieci nie było Jemu się chciało, ja mam wrażenie, że te dzieci odebrały mu radość życia, że one go przytłoczyły, że oprócz tego że ja czegoś oczekuję to są jeszcze dzieci, które też czegoś oczekują i jest On, który oczekuje, że nie będzie robił nic ale szacunek, cisza, spokój, seks, obiad i cała reszta Mu się należą.
                        • errormix Re: bo go nie kocham 05.10.11, 14:27
                          inna_nowa_ja napisała:

                          > To nie jest kwestia czego ja nauczyłam Jego, a czego On nauczył mnie. Pewne dzi
                          > ałania i mechanizmy wynosi się z domu a jeśli nie są nabyte mogą być wrodzone.

                          I o to właśnie chodzi. Bo małżeństwo to tak naprawdę zakład w ciemno. Zakochujemy się w niebieskich oczach, w kaloryferze na brzuchu, w pięknych słowach, w kwiatach, w BMW... zapominając jednocześnie, że nasz partner czy partnerka to już dawno ukształtowane osoby. Że wcześniej, przez 20, 25 czy więcej lat wpajano im nieco inne wartości, przyzwyczajano do nieco innych zachowań.

                          I na to nie ma rady czy sposobu. Nie odkryje się wszystkich niuansów podczas rocznego, dwuletniego czy nawet jeszcze dłuższego okresu narzeczeństwa, a nawet pierwszych lat małżeństwa. To wychodzi później.

                          Ja to nazywam dojrzałością do małżeństwa.
                          • inna_nowa_ja Re: bo go nie kocham 05.10.11, 14:52
                            i widzisz Error, u nas tej dojrzałości małżeńskiej zabrakło, zabrakło tej miłości mądrej, dojrzałej, partnerskiej (:
                        • mayenna Re: bo go nie kocham 05.10.11, 17:55
                          Prosić tez trzeba umieć. Nie wystarczy czasem prosty komunikat. Lubisz jak ci ktoś mówi: zrób to, zrób tamto?
                      • errormix Re: bo go nie kocham 05.10.11, 14:14
                        emilia.nowa napisała:

                        > A ja się nie zgodzę.
                        > Ja na początku związku (jakieś 5lat) takiego problemu nie było. Skarpetki wrzuc
                        > ał gdzie trzeba, puszek po domu nie rozstawiał.

                        A mnie się wydaje, że ty w swojej historii zgodziłaś się ze mną co do słowa.

                        Bo na początku małżeństwa jeszcze te motyle fruwają, jeszcze chce się tego nieba uchylić. Każde z was wrzucało wszystko gdzie miało wrzucać, smakował każdy obiad, a piwo wspólnie piliście i jeszcze się w kuchni licytowaliście, kto ma je na śmietnik wynieść :0

                        Ale wystarczyło lekkie zachwianie tej małżeńskiej "równowagi", wystarczyło to, że ty zaczęłaś pracować w domu, a on wciąż do tej fabryki musiał chodzić i już sytuacja uległa zmianie.

                        A później to już każdy ma tak jak sobie pościele smile
                        • emilia.nowa Re: bo go nie kocham 05.10.11, 14:49
                          > a piwo wspólnie piliście

                          Nie piję alkoholu bo nie lubię.
                          Niezgodność charakterów i zainteresowań.
    • mayenna Re: Zamknięte drzwi 05.10.11, 18:42
      Napiszę ci to jeszcze raz, bo do mnie ta prosta prawda dotarła po 20 latach małżeństwa: twój maż ma prawo zachowywać sie tak jak do tej pory, ale ty nie musisz z nim być.Jesli do niego nie dociera, że jesteś nieszczęśliwa, nie chce porozumienia, nie potrafi się przemóc i z tobą współpracować to ty możesz go zostawić. Przecież nie musisz być z kims kto cię nie szanuje i żle traktuje. Nie ma go co obwiniać bo on miął twoje przyzwolenie na takie zachowanie.Nie ponosił żadnych konsekwencji swojego zachowania. Awantura i obraza to sa takie sprawy, które pewnie na nim robiły wrażenie 'babskich fochów' i on nie odbierał tego jako ostrzeżenia, że może swoja podstawa rozwalić wasze małżeństwo.
      Wiesz, moim zdaniem on nadal nie będzie wiedział o co ci chodzi. U niego w domu tak było i nikt sie nie skarżył, a ty raptem chcesz czegoś, czego on ci dac nie umie bo od początku
      tego w sobie nie miał.

      Skorzystaj z mojego doświadczenia i nie czekaj już: wnieś pozew i przemyśl swoje małżeństwo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka