inna_nowa_ja
02.10.11, 20:33
Witam,
Za zamnkniętymi drzwiami od dzisiaj nikogo nie ma, zamknięte drzwi były bardzo długo, chyba za długo. Dziś wreszcie postanowiłam ze będą otwarte a za nimi nie będzie już Jego. Moja histora jest długa, 10 lat małżeństwa, dówjka fantastycznych dzieci, ja i On, On zamknięty, wyalienowany, nie interesujący się dziećmi. A może to ja jestem ta zła?
Zaczęło się po urodzeniu drugiego dziecka, 4 lata temu, wszystko znosiłam, szantaże, przykrości że jestem do niczego, samotne pójścia po choinkę i ubieranie jej z dziećmi, wieczne fochy i niezdowolenie. Siedział za zamkniętymi drzwiami, przynosiłam obiady, stawiałam na stole, zabierałam pusty talerz i zmywałam. Prałam Jego bielizne i nie, coś we mnie pękło, przestałam prosić na obiad, zanosić Mu, przestałam prać Jego gacie, niech leżą. Jak można nie interesować się co u dziecka w szkole, jak można pół życia spędzić za zamkniętymi drzwiami? Jak można na pytanie kiedy dziecko ma komunie odpowiedzieć: nie obchodzi mnie to. Tak, kazał mu się wyprowadzić, dziś, teraz, natychmiast, był z nami ale za zamkniętymi drzwiami, nie miał pieniedzy jadł z lodówki żywność kupioną przez mnie, miał wypraną pościel i bielizne, ale ile tak można?
I boję się, tak cholernie się boję jak sobie dam radę sama? Jak to będzie? Mama mówi żebym nie rozpaczała, ale to boli, kochałam, byłam w stanie poświęcić wszystko ale coś we mnie pękło. A teraz się boję, bardzo. Powiedzcie że to mija, że nawet jak jest beznadziejnie i wszystko jest nie tak, że to kiedys mija. Że mimo wszystko dam radę, że będzie ciężko finansowo ale przecież kiedyś te wszystkie kłopoty się skończą. Najgorsze jest to, że wiem, że dla naszego małżeństwa ratunku nie było... On nie chciał, On chciał żyć za zamkniętymi drzwiami. Wiem, że nie byłam ideałem,nawialiłam jako kobieta - kochanka, i nie będę się zapierać. Ale jak można kochać się z kimś kto nawala jako ojciec? jako partner? Zresztą gdyby nie seks mysle ze znalazłby się inny powód do tego aby udowodnić mi jaka jestem beznadziejna. Przepraszam ze tak długo ale nie chce nikogo bliskiego mi z rodziny obarczac swoimi problemami, wszyscy uważają że nie mam czego przeżywać, a mi jest po prostu przykro i żal. Eh, jutro muszę wstać a zupelnie nie mam na to ochoty (: