Dodaj do ulubionych

Mój "posag"...

18.11.11, 00:42
Przepraszam z góry za długi, pewnie i monotonny wątek, za błędy również. Być może to kompletny bełkot, ale nie umiem tego sensownie skleić. Siedziało to we mnie ponad 12 lat i po raz pierwszy postanowiłam wyrzucić złe emocje i moją okropną historię. Muszę się wypowiedzieć, bo coś mnie zżera od środka, nie daje żyć. Jestem gdzieś na dnie. Może będzie lepiej jak uzewnętrznię się tu, ktoś mądrzejszy poradzi, pomoże się podnieść?

Zacznę od początku. Dorastałam w bardzo toksycznej atmosferze. Mój tata, większość jego braci, a wcześniej dziadek bardzo eufemistycznie to ujmując mieli słabość do wszystkich kobiet wokół z wyjątkiem swoich żon. Będąc kilkunastolatką przypadkiem dowiedziałam się, że tata ma przyrodnie rodzeństwo, które oczywiście wypierał ze świadomości. Wcześniej na jaw wyszło, że romansował z siostrzenicą mamy, która przez kilka lat mieszkała u nas. Niby studiowała, w efekcie studiów nie kończąc... Planowali wspólne życie, dopóki 'siostrzyczka' nie poznała swojego męża. Jej wyprowadzka odbyła się w bardzo nerwowej atmosferze. Pomijam sprawę, że przez okres kilka lat uzależniła od siebie dziecko, które bardzo chciało mieć rodzeństwo, a potem porzuciła jak psa...
Kiedy u nas mieszkała to nie podobało mi się, że tatuś dziwnie długo przesiaduje w moim pokoju. Że dużo czasu poświęca kuzynce podczas gdy mama sama siedzi obok w pokoju. Miałam pewne podejrzenia, że coś jest nie tak, nie mając tak naprawdę pojęcia czym jest romans. Kochałam mamę, kochałam 'siostrę', kochałam i tatę... Kiedy się wydało szkoda mi było mamy, jej łzy doprowadzały mnie do rozpaczy. Nienawidziłam wracać do domu, tej napiętej atmosfery. Wolałam spędzać czas u koleżanek, na dworze, byle gdzie najdłużej jak tylko się dało. Mimo to chciałam mieć rodziców razem, kiedy przewinął się temat rozwodu- wpadłam w panikę. Prosiłam, żeby się pogodzili. W końcu mama dla mojego dobra postanowiła jednak dać ojcu szansę. Do tej pory pluję sobie w brodę, że ją do tego zmusiłam. Niedługo później ojciec kupił mi pierwszy komputer i założył internet. Kiedy nauczył się go obsługiwać przyszła pora na gadu-gadu, potem portale randkowe. Początkowo nie zakładał haseł, a ja przypadkiem weszłam w jego archiwum. Nie celowo, sama też miałam gg, a korzystaliśmy z tego samego komputera. Święcie przekonana, że weszłam na swoje konto przeczytałam jego rozmowy z dziewczynami 8-15 lat starszymi ode mnie. Znowu mój świat legł w gruzach. Nie wiedziałam co robić. Mówić mamie, czy nie? Nie mogąc unieść tego ciężaru w końcu powiedziałam mamie, ojcu jednocześnie nic nie wspominając. Mama zaglądała w jego archiwum co jakiś czas i popadała w coraz większą nerwicę i depresję. Na portalach randkowych utrzymywał, że jest w separacji, zresztą do tej pory się tego trzyma. Mama szukając pomocy i wsparcia opowiadała bliskim koleżankom co się dzieje. Nigdy nie przebywałam w tym samym pomieszczeniu, ale miałam jednak dość wyostrzony słuch więc kiedy tylko słyszałam, że mówi o moim ojcu- podsłuchiwałam. Dowiedziałam się, że zdrada z kuzynką nie była pierwszą, było ich wcześniej kilka. Na mnie ta wiedza również odcisnęła piętno. Starałam się być dzielna. W pewnym momencie jednak mnie to wszystko przygniotło. Najpierw opuściłam się w nauce, potem zaczęłam zamykać w sobie, izolować od rówieśników, w końcu postanowiłam ze sobą skończyć. Przed wyjściem do szkoły wykradłam mamie dwa listki leków na nerwicę. Łyknęłam wszystko, ale nie chciałam umierać sama, dlatego nie poszłam na wagary, chciałam być wśród ludzi. Po drugiej, czy trzeciej lekcji zaczęłam się źle czuć. Koleżanka odprowadziła mnie do higienistki. Nie chciałam przyznać się do tego, co zrobiłam, ale powiedziała koleżanka której się przyznałam idąc do szkoły. Chociaż na początku nie wierzyła, potem widząc co się ze mną dzieje wystraszyła się. Nie dali mi zasnąć, chociaż bardzo mi się chciało... Zadzwonili do mamy, ale ponieważ była w pracy ze szkoły odebrała mnie kuzynka. W karetce zaczęłam tracić przytomność, na izbie na cito zrobili mi płukanie żołądka. Potem nawadnianie organizmu i dwa dni błogiego snu. To, że mama płakała- widziałam. Łzy ojca widziała koleżanka leżąca ze mną na sali. Ja spałam. Wypisali mnie ze szpitala strasząc że następnym razem trafię na oddział psychiatryczny. To mnie powstrzymało przed kolejną próbą. Poza tym mama pilnowała leków. Na wypisie dostałam zalecenie terapii rodzinnej w centrum interwencji kryzysowej. Chodziłam, ale z mamą. Tata nie znalazł czasu. To na mamie skupiły się moje pretensje o to jak jest w domu, chociaż ona nie była temu winna. Była skupiona na domu, rodzinie, bardzo zadbana i pomimo wszystko zakochana w ojcu. To była jej pierwsza miłość, pierwszy mężczyzna. Tata po mojej próbie przystopował swoje randki na jakiś czas, ale krótko. Albo lepiej się ukrywał? Mama miała możliwość wylecieć za granicę, zarobić trochę, odłożyć. Wspólnie z ojcem zdecydowali, że to jest okazja. Była, ale dla niego. Mama pytała czy chcę lecieć z nią. Nie chciałam, liczyłam, że będzie ok. Niedługo potem znowu zaczęłam znajdować w historii komputera portale randkowe, a któregoś dnia w jego kieszeni prezerwatywy. Nie to, żebym go szpiegowała. Potrzebowałam na coś kasy, kazał sobie wziąć. Poza tym przynosił do domu różne choróbska, w tym świerzb, grzybicę. Wiem to z ulotek leków jakie wykupywał. Znów zaczął mi się walić świat. Zaczęłam się buntować, zawalać szkołę, wagarować, pić i zadawać się z nieciekawym towarzystwem. W efekcie mam w życiorysie zawalony rok w szkole. Wtedy ojca nienawidziłam. Wypowiedziałam tyle słów, które po latach ranią i mnie. Wprawdzie ojciec jest seksoholikiem, nic się nie zmieniło, ale to mimo to mój ojciec. Nawet kiedy rani mamę, mnie.
Mama wróciła. Ja pomimo zachowania zostałam przyjęta na nowy rok do tej samej szkoły. Wcześniejsze ambicje o medycynie poszły w niepamięć. Nie miałam serca do nauki, zapadałam się w sobie. Skończyłam szkołę, potem drugą. Wyszłam za mąż, urodziłam dziecko. Rodzice wyjechali za granicę. Razem... W ubiegłym roku kupili mi mieszkanie. Ale znowu dzieje się to co wcześniej. Tatuś znów dorwał sobie jakąś dziewczynę niewiele starszą ode mnie i znów jest zakochany. Mama znów wyje w poduszkę, a ja razem z nią. Nie umiem jej pocieszyć. Myślałam, że mając własną rodzinę to już nie będzie tak boleć. Że będę oparciem dla mamy. Ale jakie ze mnie wsparcie, skoro to co robi tatuś znowu łamie mi świat? Znowu nie jem, jedynym argumentem żeby wstać jest dziecko i jego potrzeby (mąż pracuje daleko), a ja ile bym nie spała budzę się w takim stanie jakbym zarwała nockę. W nocy nie mogę zasnąć. Jestem przemęczona, drażliwa i płaczliwa. Nic mi się nie chce. Żyję bo jest syn, bo mama nie przeżyłaby tego gdybym znów sobie coś zrobiła... Jestem jedynaczką. Część obowiązków zawalam. Wszystko co robię, robię z trudem, ale przed mamą gram dzielną. To łatwe bo rozmawiam z nią przez internet, na odległość... Nie może sprawdzić w jakiej formie jestem.
Co do mamy to kobieta atrakcyjna, zadbana. Zauważam, że podoba się mężczyznom, oglądają się za nią. Jest lubiana, ojciec niekoniecznie. Mama zawsze ma wianuszek koleżanek, ojciec z tego co kojarzę miał poza pracą kilku kolegów, ale raczej nie utrzymuje z nimi kontaktów. Może zaczął podrywać ich żony? Kilka jego znajomości się przez to urwało. Nie przepuści żadnej: ostatnio kolejnej siostrzenicy mamy (która spuściła go na drzewo), siostrze mojego męża (na szczęście pomimo, że była zainteresowana w końcu sobie go odpuściła). Mama pracuje, ale jej konstrukcja psychiczna jest mniej więcej porównywalna do mojej. Kocha ojca (pomimo że to sk..., który złamał życie i jej i mnie), ale myślę że ma już dość tych zdrad, poniżania. Coraz częściej przebąkuje o rozwodzie. Nauczona przeszłością teraz nic nie neguję. Chcę ją wspierać, ale cholernie mi ciężko... Chciałabym, żeby w końcu i ona była szczęśliwa. Poświęcała się dla mnie całe życie, a teraz moją największą radością byłoby widzieć na jej twarzy szczęście i taki szczery uśmiech nie przez łzy...
Obserwuj wątek
    • ipocokomumilosc Re: Mój "posag"... 18.11.11, 00:50
      Proszę zatem poradźcie co zrobić. Jak pomóc jej i sobie? Jak wyjść na prostą, żyć i cieszyć się życiem? Czuję, że i ze mną i z nią dzieje się nieciekawie, nie chciałabym, żeby skończyło się źle...
    • zalosny.jestes Co robić, to ja Ci nie poradzę, ale spróbuję 18.11.11, 05:49
      przybliżyć męski punkt widzenia na to co opisujesz. Twój ojciec od dawna nie jest zainteresowany seksualnie Twoją matką. Czy ją kocha w jakikolwiek sposób, tego nie wiem, być może rutyna i codzienność spowodowały, że nie czuje czegoś co siedzi w głębi jego samego i mogłoby się ujawnić, gdyby Twoja mama odeszła. Ona jednak nie odejdzie i on o tym wie. Normalnie facet powinien w takiej sytuacji odejść, jednak został prawdopodobnie przez presję środowiska, wyrzuty sumienia, być może chęć zapewnienia Ci pełnej rodziny. On jest w takim samym więzieniu emocjonalnym jak Twoja matka a pozorna ucieczka w seks i liczne nic nie znaczące związki jest rozpaczliwą próbą choć chwilowego zaspokojenia głodu i to nie seksualnego tylko emocjonalnego. Żaden facet nie jest stworzony przez naturę to życia w monogamii. To, że wielu facetów tak żyje to wynika tylko i wyłącznie z ich przyzwoitości i twardych reguł moralnych, które mają wpojone i których się trzymają. System jednej partnerki/partnera ewaluował przez setki lat, bo pozwalał skuteczniej wychować potomstwo, kobiety (których głównym naturalnym zadaniem jest wychowanie potomstwa - w przeciwieństwie do facetów, którzy genetycznie czują potrzebę "siania" jak największej ilości swoich genów) zyskiwały na świadomości i wprowadzały do systemu prawnego kolejne zasady mające niejako zmusić faceta do pozostania w związku czy to bezpośrednio czy to finansowo Jeżeli taka postawa daje odrobinę radości z życia i pozwala dwóm osobom w miarę normalnie funkcjonować to wówczas mamy do czynienia z rzadkością w dzisiejszym świecie, czyli długoletnim związkiem dwojga osób. Podejrzewam też, że ogromna liczba kobiet/facetów będących w takich związkach nie wie, że została zdradzona i żyje w nieświadomości. Oboje Twoi rodzice i Ty staliście się ofiarami systemu ZAKAZÓW NAKAZÓW I tzw. NORM SPOŁECZNYCH. Twoi rodzice powinni się rozstać...ale bez jadu, bez awantur i w zgodzie. Dla Twojego dobra...
      Co do Twoich problemów w nauce...być może rzeczywiście sytuacja w domu miała na to wpływ, nie mniej jednak ja stanę na stanowisku, że usprawiedliwiasz przed samą sobą swój bunt i problemy z nauką przerzucając ciężar gatunkowy na ojca. Tak jest najprościej, gdyż jesteś kobietą i w swoim przekonaniu myślisz podobnie jak matka nie próbując nawet odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego tak się dzieje? Rozumiem, że poczucie krzywdy jest poczuciem krzywdy, ale tego nic nie zmieni. To jest chory świat i zasady nim rządzące a nie MY sami (kobiety/mężczyźni). Owszem, mamy rozum i możemy opanować swoje żądze, ukryć pragnienia i potrzeby tylko czy to jest życie? Życie w zgodzie z narzuconymi od setek lat normami tylko dlatego, bo tak nam kazano? Sam tak żyję, wiec wiem jak to jest...nie jest łatwo wyrwać się ze schematu.
      Jeszcze jedno...to że mama płacze w poduszkę a ojciec sprawia wrażenie zadowolonego to nie znaczy, że on nie cierpi. Faceci tak działają. Wewnątrz pustynia, zgrzyt i rozerwanie pomiędzy nakazami norm a chęcią do życia w zgodzie ze sobą i naturą. Tragedia i więzienie dla wszystkich.
      • zalosny.jestes Obcięło mi tekst więc dodam jeszcze co nieco... 18.11.11, 06:02
        Otóż ten świat jest pełen niesprawiedliwości i sprzeczności. Czy to nasza wina? Czy to wina kobiet lub mężczyzn, że przyszło nam funkcjonować w czymś, co tak naprawdę nie ma sensu? Może poza przedłużeniem gatunku i dotarciem do wnętrza siebie [ale to nie jest proste i podejrzewam, że zajmuje nam kilka wcieleń wink]. Kiedy kobieta jest piękna i młoda wówczas rozdaje karty. Nie oszukujmy się, pani taka korzysta ze swych wrodzonych wdzięków i przez głowę jej nie przejdzie, że właśnie odtrącony kolejny chłopak przeżywa katusze. Jej to nie interesuje, bo jest inny, kolejny, lepszy, zasobniejsze. I w systemie wartości kobiet to jest w porządku. Na drugim biegunie mamy czas, kiedy to facet staje się "na rynku" bardziej łakomym kąskiem, bo dojrzał, ma wiedzę życiową, zasoby, które zdobył przez lata życia i jest w stanie zapewnić kobiecie dużo lepsze warunki do wychowania potomstwa niż wtedy, gdy miał 20 lat. Wówczas taki facet odkrywa, że jego powodzenie wśród kobiet wzrasta i wtedy niestety wielu z nas zachowuje się jak po narkotykach. Rzucamy się obłędnie w kolejne związku działając niejako w zgodzie z naturą ale wbrew narzuconym zasadom moralnym. Tak facet zostawiający na przykład żonę dla młodej dziewczyny jest potępiany do cna, szczególnie właśnie przez kobiety. Ale czy nie ma tu pewnej analogii do sytuacji, kiedy to jego żona będąc młodą i atrakcyjną kobietą rozdawała karty i wskazywała paluszkiem...pan nie, pan nie, pan nie...pan tak? Czy któraś z kobiet miała wyrzuty sumienia odrzucając względy chudego, zakochanego bez pamięci okularnika, jeżeli na horyzoncie jawił się jakiś Belmondo? Nie sądzę...Jak widać problem jest w spojrzeniu na życie z wielu perspektyw a nie na samym fakcie jakim ono jest naprawdę. Jest do doopy i to fakt, ale to nie MYŚMY to wymyślili. Nam tylko przyszło żyć w warunkach, do których musimy się dostosować.
        • anka_cyganka35 Re: Obcięło mi tekst więc dodam jeszcze co nieco. 18.11.11, 08:40
          wiesz co chyba najwyższa pora żeby twoja mama zajęła się swoim zyciem. i ty również. w waszej rodzinie jest trochę jak u alkoholoków jesteście "współuzaleznione" do jego kolejnych miłostek, kochanek itp. wierzycie, że keidyś przestanie tak jak się wierzy, że pijak przestanie pić. Ty jestes dorosła i zajmij sie swoim zyciem, swoja rodzina i swoimi sprawami. Twoja mama ma szansę na osiagnięcie spokoju jak rozstanie się ze swoim mężem. zobacz ile lat to trwa i nic się nie zmienia juz chyba wystrczająco długo to tolerowała i poświęcała się. niech go kopnie w dupę w koncu i zacznie życ swoim życiem.
        • argentusa Re: Obcięło mi tekst więc dodam jeszcze co nieco. 18.11.11, 08:40
          Dodałabym jeszcze, że nie tylko panowie nie są stworzeni do zycia w monogamii. Znam kobiety, ktróre dzieci mają z jednym mężczyzną a radosci i spełnienia doznają w kontakcie z zupełnie kimś innym. Jeden jest do utrzymywania dzieci a drugi (trzeci, kolejny) do zaspokajania róznych potrzeb, w tym seksualnych.
          Samo życie.
          Ar.
    • altz Re: Mój "posag"... 18.11.11, 09:56
      ipocokomumilosc napisała:

      > coś mnie zżera od środka
      Myślę, że masz obcego! wink Martwiłbym się bardziej o Ciebie, niż o rodziców, obawiam się, że emocjonalnie nie jesteś stabilna, ale miałaś takie szczęście, że dobrze trafiłaś w małżeństwie.

      Zacznij się zajmować własnym życiem, a rodzicom daj się bawić dalej w kotka i myszkę. To nie jest Twoja rola, a to jest tylko ich wybór i ich życie. Mama nie chce nic zmieniać, bo zna tę sytuację. Musi sama chcieć coś zmienić, żeby nie mieć później do nikogo żalu o to.
      Możesz tylko opowiedzieć mamie, jak to widziałaś, może to pomóc w podjęciu jakieś decyzji.
    • triss_merigold6 Re: Mój "posag"... 18.11.11, 10:11
      Nie ma ofiar, są tylko ochotnicy. Twoja matka jest dorosła i wybrała życie z nałogowo zdradzającym mężem. Mogła odejść nie raz i nie dwa, a została, bo najwyraźniej czerpie jakieś korzyści z bycia ofiarą, współczucia i wsparcia otoczenia.
      Bardzo źle, że się poświęcała, nikt od niej tego nie wymagał.
      Zajmij się swoim życiem, przestań służyć jako kubeł na emocje rodziców, przestań współczuć matce.
    • malgolkab Re: Mój "posag"... 18.11.11, 10:20
      Przede wszystkim uświadom saobie, że życie intymne rodziców nie jest Twoją sprawą. Twoja mama, może nieświadomie, zaczęła Cię traktować w tej kwestii jak koleżankę, a nie córkę. Przestań myśleć, że mama poświęciła się dla Ciebie i dlatego została z ojcem. Została, bo chciała zostać (ze względów finansowych, z przyzwyczajenia - powodów może byc mnóstwo) - gdyby była z nim tylko "dla Ciebie " - jak sądzisz lub jak wmówiła Ci mama- dawno by się już nim rozeszła, skoro Ty dorosłaś i masz własną rodzinę. Są osoby (częściej kobiety), które dają po prostu drugiej stronie "przyzwolenie" na zdrady i do takich osób nalezy Twoja mama.
      • ipocokomumilosc Re: Mój "posag"... 18.11.11, 11:28
        Tyle, ze to nie mama mnie tak wspaniale sklaleczyla. Sama obserwowalam, sluchalam i wyciagalam wnioski. Sama niejednokrotnie wpadalam na to co robi ojciec. Ale to u nich rodzinne. Dziadek tez mial rodzine a puszczal sie z sasiadka. Z tego zwiazku ma dwoje dzieci o ktorych ja dowiedzialam sie przypadkiem, nie od ojca. Z jednym z jego przyrodniego rodzenztwa utrzmymuje od kilku lat po cichu kontakt. To bardzo wartosciowy czlowiek, ktory sam sie wypowiedzial ze bylo wiadomo ze kurewst*o odziedzicza po tatusiu. Sprawy intymne rodzicow by mnie nie interesowaly gdyby nie kuzynki, szwagirarka ktore same opowiadaly mi jak zachowywal sie moj ojciec, gdyby ktos inny nie probowal go wykpic w oczach 13-latki, bardzo zwiazanej z obojgiem rodzicow, ktora dopiero co przezyla inne swinstwo tatusia. Mama nigdy nie wmawiala mi ze zostala z ojcem dla mnie. Ale ja to wiem... I nie musiala zostac z nim z powodow finansowych, bo sama swietnie sobie radzi. Gdyby nie jej starania to prawdopodobnie stary siedzialby w Polsce zarabiajac duzo mniej niz teraz. I za granice wyjechalby tylko do jakiejs naiwnej kochanki, ktora tez liczylaby na jego monogamie. A wiem ze nie jest do tego zdolny i nie mowie w tym momencie o jego stosunku do mamy. Swiadcza o tym tez co rusz nowe choroby przynoszone do domu. Nie martwil sie ze moze zarazic tez dziecko.
        • biedronka7112 Re: Mój "posag"... 18.11.11, 16:43
          ipocokomumilosc napisała:

          > Dziadek tez mial rodzine a puszczal sie z sasiadka. (...)

          Dziewczyno - odpuść! To są wieki średnie! Co Cię obchodzi, co robił dziadek?!
          Masz synka, męża - o to się martw, o nich walcz, zamiast grzebać się w przeszłości, bo to Ci absolutnie nic nie da.

          > Z jednym z jego przyrodniego rodzenztwa utrzmymuje od kilku lat po cichu kontakt.

          Ale dlaczego cichy? Nie rozumiem.

          > To bardzo wartosciowy czlowiek, ktory sam sie wypowiedzial ze bylo wiadom
          > o ze kurewst*o odziedzicza po tatusiu.

          Ktoś, kto wypowiada się o "kure... swojego ojca" nie jest wg mnie wartościowym człowiekiem.

          > Sprawy intymne rodzicow by mnie nie interesowaly gdyby nie kuzynki, szwagirarka ktore
          > same opowiadaly mi jak zachowywal sie moj ojciec, gdyby ktos inny nie probowal go wykpic
          > w oczach 13-latki, bardzo zwiazanej z obojgiem rodzicow, ktora dopiero co przezyla inne
          > swinstwo tatusia.

          Z tego, co piszesz, dawno nie masz już 13 lat.
          Spróbuj wziąć swoje własne życie za bary zamiast dalszego wcinania się w życie intymne własnych rodziców.

          > Mama nigdy nie wmawiala mi ze zostala z ojcem dla mnie. Ale ja to wiem...

          Została z ojcem, bo tak chciała. A Ty byłaś wygodną wymówką.

          > I nie musiala zostac z nim z powodow finansowych, bo sama swietnie sobie radzi.
          > Gdyby nie jej starania to prawdopodobnie stary siedzialby w Polsce zarabiajac d
          > uzo mniej niz teraz. I za granice wyjechalby tylko do jakiejs naiwnej kochanki,
          > ktora tez liczylaby na jego monogamie. A wiem ze nie jest do tego zdolny i nie
          > mowie w tym momencie o jego stosunku do mamy. Swiadcza o tym tez co rusz nowe
          > choroby przynoszone do domu. Nie martwil sie ze moze zarazic tez dziecko.

          To już przeszłość.
          Co pozytywnego daje Ci grzebanie się w niej?
    • costasa Re: Mój "posag"... 18.11.11, 11:07
      Kochana. Jesteś patologicznie uzależniona od matki. Musisz się odciąć od tej chorej rodziny, przestać się zadręczać tym, że matka płacze bo ONA NIE MA OCHOTY NIC ZMIENIAĆ.
      biegusiem idź na terapię zanim emocjonalnie zniszczysz życie SWOJEMU DZIECKU.

      Matce, głęboko uzależnionej od toksycznych relacji, tłucz mocno do głowy że MA SIĘ LECZYĆ PSYCHIATRYCZNIE. Bo to JEJ WLASNE ZACHOWANIA SĄ PATOLOGICZNE I DESTRUKCYJNE dla niej i dla jej dzieci. Dawno powinna odejśc od ojca ale zwyczajnie ona tego NIE CHCE i bardzo prawdopodobnie nigdy nie zechce. Jej wystarczy że zawiśnie emocjonalnie na tobie i wymusi płaczem twoją litość i współczucie...

      Nie masz wpływu na to czy matka jest czy nie jest szczęśliwa. Może wydawać ci się to niemożliwe ale ona CHCE trzymac się ojca za WSZELKĄ CENĘ. Nawet cenę TWOJEGO ZDROWIA i cenę trwałości twojego małżeństwa...

      Odetnij się od chorej toksycznej rodziny, matce daj namiary na centrum interwencji kryzysowej, na psychologów, na prawników od spraw rozwodowych - i niech sobie matka wreszczie sama to życie układa, odpowiedzialnie a nie uzależnieniowo. Teraz jest jak alkoholiczka która nie chce przestać pić, jej alkoholem jest mąż.


      >Poświęcała się dla mnie całe życie, a teraz
      > moją największą radością byłoby widzieć na jej twarzy szczęście i taki szczery
      > uśmiech nie przez łzy...


      To jest najgorsza ohyda jaką rodzice mogą dziecku zrobić....
      Matka na spółkę z ojcem ZNISZCZYŁA CI ŻYCIE. Zruinowała emocjonalność na całe twoje życie. Powinna męża-drania pogonić 20 lat wcześniej a nie dawać ci codzienność w tak chorym układzie rodzinnym. I najwyższa pora by do Ciebie to dotarło!!!!!! Przestań litować się nad swoimi głupimi jak but rodzicami!!!! Ulituj się wreszcie NAD SOBĄ!!!!
      • zolza42 Re: Mój "posag"... 18.11.11, 11:27
        AMEN.
      • costasa Re: Mój "posag"... 18.11.11, 11:34
        Jeszcze jedno: Twoje obwinianie się że ty matkę zmusiłaś kiedyś do zostania z ojcem - TO FIKCJA. To oni byli dorośli a TY BYŁAS DZIECKIEM. Oni mieli OBOWIĄZEK CIĘ CHRONIĆ i podejmować decyjze chroniące ciebie.
        Czy swojemu dziecku pozwalasz na wszystko co mu się zachce? Czy jak płacze bo chce zjeść 10tą czekoladę to mu pozwalasz? NIE. Bo ty jesteś dorosła i masz więcej wiedzy i masz obowiązek ją zastosować nawet wbrew dziecku.
      • malgolkab Re: Mój "posag"... 18.11.11, 11:44
        costasa napisała:

        > Kochana. Jesteś patologicznie uzależniona od matki. Musisz się odciąć od tej c
        > horej rodziny, przestać się zadręczać tym, że matka płacze bo ONA NIE MA OCHOTY
        > NIC ZMIENIAĆ.
        > biegusiem idź na terapię zanim emocjonalnie zniszczysz życie SWOJEMU DZIECKU.
        >
        dokładnie tak!
    • puzzle33 Re: Mój "posag"... 18.11.11, 11:55
      Szukaj, nawet ze świecą, dobrego terapeuty. Z forami internetowymi dałabym sobie spokój. Twoja sytuacja jest niestandardowa. Forumowicze, przy najlepszej woli, mogą Ci przynieść więcej straty niż pożytku. Odszukaj się w realu. Wszystkie Twoje supły i supełki da się rozplątać. Potrzebujesz profesjonalnej pomocy, a nie uwag typu: co się komu wydaje.
    • puzzle33 Re: Mój "posag"... 18.11.11, 13:32
      Przyjęłaś gorzki nick. Odpowiem Ci tak: miłość nie jest wszystkim, ale wszystko bez miłości jest niczymsmile Trochę żartuję, ale i tak jestem przekonana, że bez poważnej pracy z terapeutą, nie dasz rady wyjść na prostą, inaczej - pozyskać wewnętrzny spokój.
      • costasa Re: Mój "posag"... 18.11.11, 14:51
        puzzle33 napisała:

        > bez
        > poważnej pracy z terapeutą, nie dasz rady wyjść na prostą, inaczej - pozyskać w
        > ewnętrzny spokój.

        To jest bardzo ważna sprawa. Jeśli dziewczyna przyszła na forum, to może znaczyć że unika pójścia do terapeuty-profesjonalisty , czyli szuka ucieczki od rozwiązania problemu, szuka namiastek niż prawdziwego rozwiązania problemów.
        czyli woli żyć na podobieństwo swojej matki niż zmienić swoje życie dla dobra własnego i swojego dziecka. (woli tkwić z własnego wyboru w toksycznym układzie niż uszanować siebie samą i udać się na terapię , dać sobie prawo do normalności a swojemu dziecku szczęście posiadania matki zdrowo reagującej na rzeczywistość)
        • jarkoni Re: Mój "posag"... 18.11.11, 16:44
          Terapia jak najbardziej.
          Być może opisałaś swoją historię na kilku różnych forach i być może dostałaś zupełnie różne rady. Internet nie jest remedium i złotym środkiem na wszystko.
          Radzący, nawet z dobrej woli i w dobrej wierze, również..
          Co do poprzednich wpisów: zauważcie, że przez stulecia akceptowaną normą i tajemnicą poliszynela(czy jak to jeszcze inaczej nazwać) był fakt, że pan domu ma kogoś na boku. Przymykano na to oko i akceptowano w całej wsi / dworze/ na zamku, o ile dbał o rodzinę, łożył na nią i wywiązywał się ze swoich obowiązków.
          Być może to dopiero Zapolska jasno "dulszczyznę" opisała i światu ukazała. Kiedyś łatwiej było zachować pozory, łatwiej ukryć oszustwa, dwulicowość, podwójne życie..
          Teraz mamy komórki, internet.
          Kiedyś trudniej było "przypadkowo" otworzyć list nie do siebie, teraz łatwo "przypadkowo" sprawdzamy nie swoje smsy, nie swoje GG itp.
          Świat się zmienia w tempie błyskawicznym. I to dobrze. Ale stare nawyki i stare sposoby myślenia pozostają i drążą i spać nie dają.

          Droga Autorko Wątku.
          Dlaczego nie zajmiesz się swoim życiem, swoim dzieckiem, swoją rodziną? Twoja Mama wybrała takie życie jakie wybrała. Jest dorosła. To nie dla Ciebie została z Twoim Tatą. To nie dzięki skokom w bok Twojego Taty nie zdawałaś na medycynę. Nie dlatego miałaś kłopoty w szkole i wpadłaś w tzw złe towarzystwo.
          Znam całą masę ludzi, którzy wychowali się w naprawdę trudnych warunkach, ekstremalnie trudnych, nieporównywalnych z Twoimi(vide:kupił mi komputer i założył internet), a jednak zostali lekarzami. Jeśli to było Twoim marzeniem.
          Ale jeśli, powtórzę: JEŚLI, uważasz jednak, że wszystkie Twoje traumy, te przeszłe i te obecne, to wina Twojego Taty, to chyba jesteś wyjątkowo słaba psychicznie.
          Nie, to nic złego. Sam taki jestem.
          Ale to znak, że naprawdę trzeba skorzystać z profesjonalnej terapii. Z korzyścią dla siebie, rodziny i dziecka..
          Pozdrawiam i nie daj się..
    • biedronka7112 Nie jesteś winna. 18.11.11, 16:37
      To nie Twoja wina, że Twoja matka dowiedziała się o zdradach ojca.
      To nie Twoja wina, że Twoja matka chce żyć nadal z Twoim ojcem.
      To nie Twoja wina, że ich małżeństwo trwa.
      Nie jesteś odpowiedzialna za swoją mamę - to dorosła osoba i sama decyduje o swoim życiu.
      Wciągnęła Cię w krąg uzależnienia od romansującego ojca, żeby nie zostać z tym sama.

      Jesteś współuzależniona - jeśli zamiast "kolejne panienki ojca" podstawisz "kolejne ciągi alkoholowe ojca", to wyjdzie Ci historia, jakich bardzo, bardzo wiele.
      Jesteś kimś w rodzaju DDA, z tym, że nie alkoholizm Twojego ojca wchodzi w grę, ale seksoholizm. Poza tym schemat jest absolutnie dokładnie ten sam.

      Bardzo dobrze radzi Puzzle - szukaj dobrego psychoterapeuty, ratuj przede wszystkim siebie, nie daj się pociągnąć na dno.
      Jeśli mieszkasz w małym mieście - idź do poradni dla rodzin alkoholików, podejrzewam, że terapeuta będzie potrafił Ci pomóc.
    • xciekawax Re: Mój "posag"... 18.11.11, 21:30
      zacznij uprawiac joge. medytacjie, zrob cos dla siebie, cos, co bedzie ci spawiac duzo przyjemnosci.

      Postaraj sie aby Twoje, szczesliwe zycie, bylo zwyciestwem w tej nieszczesliwej sytuacji.

      To TY wybierasz aby sie zadreczac problemami. I to innych ludzi. Skup sie na swoim zyciu, aby ono kwitlo. Ta milosc ktora wlozysz teraz zaowocuje. byc moze przerwiesz ten lancuch nieszczescia i dasz rozkwitnac sobie i nastepnemu pokoleniu.
      • bozka45 Re: Mój "posag"... 18.11.11, 22:07
        Podpisuję sie dwoma rękami pod tym, co napisała biedronka. Jej post to najlepszy trop! Idź za nim. Według mnie jesteś klasycznym przykładem współuzależnienia. Nie wiem skąd jesteś, ale przez neta możesz złapać kontakt z wspólnotą SLAA, która skupia także osoby współuzależnione od seksoholizmu. Niewiele o tym sie mówi u nas, ale problem seksoholizmu jest i zbiera zniwo!
        Mam też przypuszcxzenie, że możesz mieć depresję. Twój opis dolegliwości i zmęczenia, to tez klasyka depresji. Odwiedź dobrego psychiatrę i nie zwlekaj. Depresję sie leczy!
        Psychoterapia i farmakologia prze kilka miesięcy mogą być kołem zamachowymw Twoim życiu.
        Dobrze, abys wyleczyła się z nadodpowiedzialności (za matkę), odcięła od rodziców na jakis czas...
        Życzę Ci Wszystkiego dobrego, ale siły przede wszystkim!!! To, co czujesz w duzym stopniu zalezy od Ciebie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka