ipocokomumilosc
18.11.11, 00:42
Przepraszam z góry za długi, pewnie i monotonny wątek, za błędy również. Być może to kompletny bełkot, ale nie umiem tego sensownie skleić. Siedziało to we mnie ponad 12 lat i po raz pierwszy postanowiłam wyrzucić złe emocje i moją okropną historię. Muszę się wypowiedzieć, bo coś mnie zżera od środka, nie daje żyć. Jestem gdzieś na dnie. Może będzie lepiej jak uzewnętrznię się tu, ktoś mądrzejszy poradzi, pomoże się podnieść?
Zacznę od początku. Dorastałam w bardzo toksycznej atmosferze. Mój tata, większość jego braci, a wcześniej dziadek bardzo eufemistycznie to ujmując mieli słabość do wszystkich kobiet wokół z wyjątkiem swoich żon. Będąc kilkunastolatką przypadkiem dowiedziałam się, że tata ma przyrodnie rodzeństwo, które oczywiście wypierał ze świadomości. Wcześniej na jaw wyszło, że romansował z siostrzenicą mamy, która przez kilka lat mieszkała u nas. Niby studiowała, w efekcie studiów nie kończąc... Planowali wspólne życie, dopóki 'siostrzyczka' nie poznała swojego męża. Jej wyprowadzka odbyła się w bardzo nerwowej atmosferze. Pomijam sprawę, że przez okres kilka lat uzależniła od siebie dziecko, które bardzo chciało mieć rodzeństwo, a potem porzuciła jak psa...
Kiedy u nas mieszkała to nie podobało mi się, że tatuś dziwnie długo przesiaduje w moim pokoju. Że dużo czasu poświęca kuzynce podczas gdy mama sama siedzi obok w pokoju. Miałam pewne podejrzenia, że coś jest nie tak, nie mając tak naprawdę pojęcia czym jest romans. Kochałam mamę, kochałam 'siostrę', kochałam i tatę... Kiedy się wydało szkoda mi było mamy, jej łzy doprowadzały mnie do rozpaczy. Nienawidziłam wracać do domu, tej napiętej atmosfery. Wolałam spędzać czas u koleżanek, na dworze, byle gdzie najdłużej jak tylko się dało. Mimo to chciałam mieć rodziców razem, kiedy przewinął się temat rozwodu- wpadłam w panikę. Prosiłam, żeby się pogodzili. W końcu mama dla mojego dobra postanowiła jednak dać ojcu szansę. Do tej pory pluję sobie w brodę, że ją do tego zmusiłam. Niedługo później ojciec kupił mi pierwszy komputer i założył internet. Kiedy nauczył się go obsługiwać przyszła pora na gadu-gadu, potem portale randkowe. Początkowo nie zakładał haseł, a ja przypadkiem weszłam w jego archiwum. Nie celowo, sama też miałam gg, a korzystaliśmy z tego samego komputera. Święcie przekonana, że weszłam na swoje konto przeczytałam jego rozmowy z dziewczynami 8-15 lat starszymi ode mnie. Znowu mój świat legł w gruzach. Nie wiedziałam co robić. Mówić mamie, czy nie? Nie mogąc unieść tego ciężaru w końcu powiedziałam mamie, ojcu jednocześnie nic nie wspominając. Mama zaglądała w jego archiwum co jakiś czas i popadała w coraz większą nerwicę i depresję. Na portalach randkowych utrzymywał, że jest w separacji, zresztą do tej pory się tego trzyma. Mama szukając pomocy i wsparcia opowiadała bliskim koleżankom co się dzieje. Nigdy nie przebywałam w tym samym pomieszczeniu, ale miałam jednak dość wyostrzony słuch więc kiedy tylko słyszałam, że mówi o moim ojcu- podsłuchiwałam. Dowiedziałam się, że zdrada z kuzynką nie była pierwszą, było ich wcześniej kilka. Na mnie ta wiedza również odcisnęła piętno. Starałam się być dzielna. W pewnym momencie jednak mnie to wszystko przygniotło. Najpierw opuściłam się w nauce, potem zaczęłam zamykać w sobie, izolować od rówieśników, w końcu postanowiłam ze sobą skończyć. Przed wyjściem do szkoły wykradłam mamie dwa listki leków na nerwicę. Łyknęłam wszystko, ale nie chciałam umierać sama, dlatego nie poszłam na wagary, chciałam być wśród ludzi. Po drugiej, czy trzeciej lekcji zaczęłam się źle czuć. Koleżanka odprowadziła mnie do higienistki. Nie chciałam przyznać się do tego, co zrobiłam, ale powiedziała koleżanka której się przyznałam idąc do szkoły. Chociaż na początku nie wierzyła, potem widząc co się ze mną dzieje wystraszyła się. Nie dali mi zasnąć, chociaż bardzo mi się chciało... Zadzwonili do mamy, ale ponieważ była w pracy ze szkoły odebrała mnie kuzynka. W karetce zaczęłam tracić przytomność, na izbie na cito zrobili mi płukanie żołądka. Potem nawadnianie organizmu i dwa dni błogiego snu. To, że mama płakała- widziałam. Łzy ojca widziała koleżanka leżąca ze mną na sali. Ja spałam. Wypisali mnie ze szpitala strasząc że następnym razem trafię na oddział psychiatryczny. To mnie powstrzymało przed kolejną próbą. Poza tym mama pilnowała leków. Na wypisie dostałam zalecenie terapii rodzinnej w centrum interwencji kryzysowej. Chodziłam, ale z mamą. Tata nie znalazł czasu. To na mamie skupiły się moje pretensje o to jak jest w domu, chociaż ona nie była temu winna. Była skupiona na domu, rodzinie, bardzo zadbana i pomimo wszystko zakochana w ojcu. To była jej pierwsza miłość, pierwszy mężczyzna. Tata po mojej próbie przystopował swoje randki na jakiś czas, ale krótko. Albo lepiej się ukrywał? Mama miała możliwość wylecieć za granicę, zarobić trochę, odłożyć. Wspólnie z ojcem zdecydowali, że to jest okazja. Była, ale dla niego. Mama pytała czy chcę lecieć z nią. Nie chciałam, liczyłam, że będzie ok. Niedługo potem znowu zaczęłam znajdować w historii komputera portale randkowe, a któregoś dnia w jego kieszeni prezerwatywy. Nie to, żebym go szpiegowała. Potrzebowałam na coś kasy, kazał sobie wziąć. Poza tym przynosił do domu różne choróbska, w tym świerzb, grzybicę. Wiem to z ulotek leków jakie wykupywał. Znów zaczął mi się walić świat. Zaczęłam się buntować, zawalać szkołę, wagarować, pić i zadawać się z nieciekawym towarzystwem. W efekcie mam w życiorysie zawalony rok w szkole. Wtedy ojca nienawidziłam. Wypowiedziałam tyle słów, które po latach ranią i mnie. Wprawdzie ojciec jest seksoholikiem, nic się nie zmieniło, ale to mimo to mój ojciec. Nawet kiedy rani mamę, mnie.
Mama wróciła. Ja pomimo zachowania zostałam przyjęta na nowy rok do tej samej szkoły. Wcześniejsze ambicje o medycynie poszły w niepamięć. Nie miałam serca do nauki, zapadałam się w sobie. Skończyłam szkołę, potem drugą. Wyszłam za mąż, urodziłam dziecko. Rodzice wyjechali za granicę. Razem... W ubiegłym roku kupili mi mieszkanie. Ale znowu dzieje się to co wcześniej. Tatuś znów dorwał sobie jakąś dziewczynę niewiele starszą ode mnie i znów jest zakochany. Mama znów wyje w poduszkę, a ja razem z nią. Nie umiem jej pocieszyć. Myślałam, że mając własną rodzinę to już nie będzie tak boleć. Że będę oparciem dla mamy. Ale jakie ze mnie wsparcie, skoro to co robi tatuś znowu łamie mi świat? Znowu nie jem, jedynym argumentem żeby wstać jest dziecko i jego potrzeby (mąż pracuje daleko), a ja ile bym nie spała budzę się w takim stanie jakbym zarwała nockę. W nocy nie mogę zasnąć. Jestem przemęczona, drażliwa i płaczliwa. Nic mi się nie chce. Żyję bo jest syn, bo mama nie przeżyłaby tego gdybym znów sobie coś zrobiła... Jestem jedynaczką. Część obowiązków zawalam. Wszystko co robię, robię z trudem, ale przed mamą gram dzielną. To łatwe bo rozmawiam z nią przez internet, na odległość... Nie może sprawdzić w jakiej formie jestem.
Co do mamy to kobieta atrakcyjna, zadbana. Zauważam, że podoba się mężczyznom, oglądają się za nią. Jest lubiana, ojciec niekoniecznie. Mama zawsze ma wianuszek koleżanek, ojciec z tego co kojarzę miał poza pracą kilku kolegów, ale raczej nie utrzymuje z nimi kontaktów. Może zaczął podrywać ich żony? Kilka jego znajomości się przez to urwało. Nie przepuści żadnej: ostatnio kolejnej siostrzenicy mamy (która spuściła go na drzewo), siostrze mojego męża (na szczęście pomimo, że była zainteresowana w końcu sobie go odpuściła). Mama pracuje, ale jej konstrukcja psychiczna jest mniej więcej porównywalna do mojej. Kocha ojca (pomimo że to sk..., który złamał życie i jej i mnie), ale myślę że ma już dość tych zdrad, poniżania. Coraz częściej przebąkuje o rozwodzie. Nauczona przeszłością teraz nic nie neguję. Chcę ją wspierać, ale cholernie mi ciężko... Chciałabym, żeby w końcu i ona była szczęśliwa. Poświęcała się dla mnie całe życie, a teraz moją największą radością byłoby widzieć na jej twarzy szczęście i taki szczery uśmiech nie przez łzy...