czytając różne posty przypomniała mi się moja sąsiadka sprzed kilku lat.
Kobita miała 56 lat, 8 dzieci (od 5 do 40 lat), kilkoro wnuków (pogubiłam się), 2 byłych mężów i konkubenta. Mieszkanie ok.70 m - mieszkali tam w różnych konfiguracjach w zależności od sytuacji.
Co jakiś czas przychodziła pożyczać ode mnie 50-100 zł, zawsze po jakimś czasie oddawała. W każdej rozmowie podkreślała, że wszyscy są bez pracy, bo o pracę ciężko, że ona nie ma na ubrania dla dzieci, książki itd. Jednego dnia "wprosiła" się na kawę i była prawie oburzona, że nie posiadam kina domowego

zaproponowała nawet, że mogę do niej przychodzić oglądać filmy, bo ten mój telewizor też taki sobie

kolejne oburzenie - nie mam kamerki internetowej i skype, to jak ja się z ludźmi kontaktuje? no i komórkę taką sprzed paru sezonów (tu pokazała swoją nową).
I tak sobie myślę, że tacy ludzie w ogóle nie widzą w tym czegoś dziwnego, że wyżalają się, że nie stać ich na buty dla dzieci, ale muszą mieć telewizor, internet, komórkę itd. a co najbardziej mnie zadziwia, w ogóle nie krępują się o tym mówić.