Witajcie
Nie wiem jak zacząć.... wiem, że jestem naiwna i po raz kolejny za swoją naiwność zapłacę...
Ale od początku.
Jak ktoś śledził moje poprzednie wątki, to wie, że mąż mnie strasznie oszukał, zdradzał, knuł intrygi. Oszukał mnie strasznie, namawiając bym przeprowadziła się z dzieckiem do jego matki, bo ma duże mieszkanie,bo mniej będę płacić, żeby matka nie była sama, a my odpoczniemy od siebie miesiąc dwa i zaczniemy układać sobie wszystko na nowo...
Poszłam na taki układ, bo chciałam mu zaufać, dwa dni po mojej przeprowadzce, okazało się że on nadal utrzymuje kontakt z kochanką, a to żebym się wyprowadziła, to był tylko pretekst, żeby mnie definitywnie wyrzucić ze swojego życia... W mig podjęłam decyzję o rozwodzie, złożyłam pozew, mam zabezpieczone alimenty na dziecko, rozwód oczywiście z orzekaniem o jego winie. No i się zaczęło...
Z początku teściowa mnie wspierała, była zła na syna, że oszukiwał także ją, wręcz mnie podpuszczała do pewnych zachowań typu: "nie daj mu dziecka jak zabiera je do kochanki", "na co czekasz, idź do komornika"
Sytuacja zmieniła się diametralnie gdzieś od lutego, kiedy teściowa zaczęła krytykować moje decyzje odnośnie rozwodu, zaczęła mnie szpiegować, z kim i o czym rozmawiam, o której wracam.
8 marca mój mąż się pomylił i przypadkowo wysłał sms z życzeniami- wiadomosć na pewno nie była do mnie: "mamo wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet, mogę dziś przyjechać?"
Nie powiedziałam teśćiowej że dostałam tego smsa, natomiast zapytałam czy syn wysłał jej życzenia, odpowiedziała, że nie. Na drugi dzień jechałam do pracy i pod blokiem minęłam się z jeszcze mężem- on mnie nie widział. Natomiast po pracy zapytałam czy był- również zaprzeczyła. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie mam pretensji że ona się z nim spotyka i utrzymuje kontakt- przecież to jest jego matka- mnie nic do tego, tylko dlaczego to przede mną ukrywa?
Ja odnoszę wrażenie, że oni oboje knują za moimi plecami, mam wrażenie, że jak on przyjeżdża to szpera mi po dokumentach i dzięki temu jest na bieżąco, co i po co składam do sądu, bo jak wynikło z rozmowy z nim, on wie że składałam wniosek o ograniczenie władzy rodzicielskiej, a nikogo o tym fakcie nie informowałam.
Rozmawiałam z teściową- jedynie naskoczyła na mnie dając mi do zrozumienia, że jakby było dobrze w małżeństwie to by jej synuś nie szukał szczęścia u kochanki. Wychodzi na to że ja staję się winna zdrady mojego męża...
W międzyczasie mąż opuścił mieszkanie które razem wynajmowaliśmy, nie pozwolił mi zabrać reszty swoich rzeczy, zostawił puste ściany, zabrał nawet piec (typu koza). Dostałam propozycję od właściciela, aby przejąć mieszkanie na tych samych warunkach (500zł+ opłaty) i propozycja spadła mi jak z nieba. Tylko tu zaczyna się problem, bo mąż oszukując mnie że za dwa miesiące przeprowadzi się z resztą rzeczy do teściowej, pozbawił mnie lodówki, pralki, odkurzacza, mikrofalówki, zostawiłam w tym mieszkaniu nawet talerze i garnki ("po co to będziesz zabierała, przecież u mamy wszystko jest') zostałam tylko z telewizorem, kuchenką gazową i samochodem osobowym, no i mebelkami dziecka.Zadzwoniłam do niego i poprosiłam żeby mi oddał chociaż piec- "zastanowię się" a jak napomknęłam że będę tam przecież z dzieckiem mieszkać to usłyszałam "przestań grać dzieckiem" ech....
Muszę zacząć od zera- umówiłam się z właścicielem że reaktywujemy umowę od 1 kwietnia, ja zarabiam teraz 900zł mam 800zł na dziecko, nie mam pojęcia czy podołam, ale zdecydowałam się dla własnego i dziecka spokoju, będę z nim sama, obok są moi rodzice którzy mi pomogą... ale boję się i tak
Wiem że to wszystko przez moją naiwność, mogłam się tego spodziewać, mam za swoje...

Dziękuję za uwagę- musiałam ulać