eska946
17.04.12, 06:40
Mój M chce rozwodu. Obraził się, bo nie dałam mu kasy (nie może na mnie polegać), szantażuję go pieniędzmi, choć sam zarabia.
Ja uważam, że mało czasu poświęca rodzinie, to taki typ co albo w pracy, albo na siłowni (od 16 do 19), a potem jeszcze raz lub dwa razy wyjścia. W weekendy to samo i jeszcze motor.
Opisałam to dokładniej na forum "Życie rodzinne"
Stwierdził,że:
- mam się wyprowadzić z dzieckiem (odmówiłam, tu ma szkołę, kolegów), jeżeli nie to on
- uprzykrzy mi życie, że sama się wyprowadzę,
- czy chce, żeby dziecko nie miało rodziców,
- najchętniej by mnie zabił,
- a może sam sobie zrobi krzywdę (chciałabym?),
- na dziecko nie będzie płacił, albo 10 zł i komornik nic mu nie zrobi (prawda to),
- wcale nie czuje więzi z dzieckiem (może nie jego), niby jak ma czuć, jak od urodzenia nie ma czasu, chłopak ma 11 lat a tata z nim nawet w piłkę nigdy nie zagrał. Pewnie to moja wina, ciągle mały ze mną, ale moje kłótnie o czas dla nas nic nie dają.
- jak się wyprowadzę, to kogoś sprowadzi, do gotowania i sprzątania i pomocy w opłatach,
- przeszkadzam mu zacząć nowe życie (mam się wynieść),
- szkoda, że jest dziecko, bo bym szybciej się wyprowadziła,
-on nie zrezygnuje ze swojego sposobu życia, a na to potrzeba kasy (mieszkanie kupione przed bum, więc kredyt mały)
- nie pozwoli, abym go puściła z torbami,
- musi myśleć o sobie,
- mam jak najszybciej się wynieść z dzieckiem.
Nie wiem, czy jak się wyprowadzę, będzie szansa na odzyskanie mieszkania?
Czy mam szanse, aby sąd nakazał mu wyprowadzkę i abym ja go spłaciła (mieszkanie na kredyt). Powiedział, że nie zgodzi się na rozwód, jak mu nie zostawię mieszkania.
Nie złożyłam żadnych papierów.
Proszę niech mi ktoś doradzi co powinnam zrobić.
Chyba powinnam, jak najszybciej