Dodaj do ulubionych

pora na mnie potrzebuję Was....

20.04.12, 23:06
muszę napisać bo inaczej coś się ze mną stanie, rozedrze mnie na kawałki...
Podczytuję Was i z wielu słów czerpałam wsparcie w chwilach kiedy tego potrzebowałam. Ale muszę w końcu coś zmienić inaczej wyląduję w psychiatryku albo dzieci straca matkę już sama niewiem,
Moja historia jest banalna. W sensie że wszystko na własne życzenie. Krótka znajomość i szybki ślub - dla odmiany po długim związku i zerwanych zaręczynach.
Od samego początku po ślubie dramatyczne różnice i to we wszystkim. Co w życiu ważne, co warte wysiłku - wszystko na odwrót. Poza tym mój mąż z gatunku wolnych ptaków, którzy nie powinni sie wiązać miec dzieci dostosowywać się do życia w "komórce rodzinnej". Ale oczywiście myślałam że go zmienię że zmieni go dziecko. Ok nie powiem jest w miare dobrym ojcem. Tzn bardziej w sensie spędzania z dziećmi czasu niz zapewnia im materialnego bezpieczeństwa, ale to akurat w sumie by mi wystarczało. Przy czym nawet do tego długo dojrzewał. Ciąża zarówno pierwsza a tym bardziej druga niechciana i w pełnym kryzysie przeżyte w calkowitej samotności. Przeprowadzka w międzyczasie w ciąży bez jego żadnej pomocy. Przeniósł swoje rzeczy zawiesił kapelusz.Ja niewiem na co ja liczylam. Cały czas próbowałam udowodnić że nie ma żadnych różnic, to on wciąż gadał ze jesteśmy z innych bajek, chciał dom w górach zgodziłam sie wzięłam kredyt. A na codzien małe mieszkanko w bloku. No i kolejne lata - on budował, ucieka,ł wszystkie pieniądze tam wkładal. A codzienność, wydatki na dzieci itd - musiałam radzić sobie sama. No i radziłam sobie, dość dobrze zarabiam ale na 2 etatach, w weekendy często wieczorami. Gdy on ogląda mecze uprawia sport itd. Na każda prośbę o pieniądze - nie ma, czeka na przelew. Ale zakupy co i raz jeśli robi to do domu w górach. Na codzien nie widzi takiej potrzeby. Przyzwyczaił sie ze kupię sama. Oczywiscie nie przyznaje sie do tego. Kłóci się zajadle licytuje. Nie docenia w ogóle niczego nie szanuje. Wrzeszczy przklina wyzywa - nawet przy dzieciach. Kilka razy doszło do rękoczynów, ze 2 razy napluł mi w twarz. Na liczne próby rozmowy kiedy płacze i prosze łaskawie zgadza się dalej próbować. Ale nie zmienia się nie próbuje czegoś z siebie dać jako mąż jako mężczyzna. Ja już też niewiele daję. Tyram zmęczona niecierpliwa zrzędze - przyznaję ze tak jest. Ale czasem cos próbuję, organizuje koncert kino zapraszam znajomych. On nic. Wprost mówi że nie lubi ze mną spędzać niedziel bo sie kłócimy. Na ostrzejsze próby egzekwowania od niego większego wkładu w dom we wspólne rzeczy ma jedną odpowiedź - nie musimy mieszkać razem, życie ze mna to nie rewelka, tkwi w gównie, ze z taką psychopatką nie da się mieszkać itp itp.
Dla mnie wielką motywacją do ciągłego załagadzania, przymykania oczu, zapominania o własnym honorze, godności są oczywiście dzieci. Nie chcę żeby miały rozwiedzionych rodziców. Wiem że potrzebują ojca, a po rozwodzie on nas wykreśli ze wojego zycia. Czasem może przyjedzie do dzieci w odwiedziny jako wspaniały tata przeżywający przygody w świecie. Boję się pytań dzieci gdzie jest tata i kiedy przyjdzie.
Ale też ostatnio boję się o siebie. Bo już naprawdę nie daję rady....
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 20.04.12, 23:11
      Pluje na Ciebie
      Wyzywa
      Bije
      Nie zarabia
      Nie kocha Cię
      a Ty to znosisz dla dzieci?
      By miały N O R M A L N Y dom?
      O kryste....
      • maheda Kaś - w punkt. Nic dodać, nic ująć. n/t 21.04.12, 09:14

    • heksa_2 Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 20.04.12, 23:16
      No własnie. Zaliczyłam opad szczęki.
      Dziewczyno, obudź się. Masz jakąś godność jeszcze? To ją ratuj.
      • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 20.04.12, 23:23
        No właśnie...
        Na co dzień wykształcona, raczej atrakcyjna (mąż tego nigdy nie podważał) dobra szanowana praca.... - kto by pomyślał?
        Co jeszcze musi się stać. Cokolwiek by sie nie stało, nawet jak chcę żeby się wyprowadził, to potem jednak tak to obrócę, żeby jednak został - dla dobra dzieci.
        Najdłuższy okres wyprowadzki - 2 tygodnie - po wielkim numerze jaki wykręcił na oczach całej rodziny. Wrócił oczywiście po moich naleganiach.
        Wiem że powinnam być twarda ale jak widzę jak się dzieci się z nim bawią jadą na wycieczkę, wygłupiają - boli mnie serce...
        • maciekqbn Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 20.04.12, 23:31
          eluthiena napisała:

          > Wiem że powinnam być twarda ale jak widzę jak się dzieci się z nim bawią jadą n
          > a wycieczkę, wygłupiają - boli mnie serce...

          Możecie ustalić nieograniczone kontakty ojca z dziećmi, niech je zabiera nawet na całe dnie, bawi się z nimi - będzie to dla nich dobre a uchroni je przed awanturami i poniżaniem Ciebie.

          Jako kobieta jesteś na wygranej pozycji - wykorzystaj to, dla dobra swojego i dzieci. Z tego co piszesz o swoim postępowaniu wnioskuję, że jesteś dobrą i mądrą kobieta, zrobisz wszystko co możesz, by dzieci jak najmniej ucierpiały. IMHO w tej sytuacji po rozwodzie będzie im lepiej niż teraz - nie będą narażone na obserwowanie przemocy Twojego męża wobec Ciebie.
        • heksa_2 Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 20.04.12, 23:36
          Szanuj się. Jak ma Cię szanowac mąż, skoro sama się nie szanujesz? Dzieci będą miały ojca także po waszym rozstaniu.
    • maciekqbn Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 20.04.12, 23:20
      eluthiena napisała:

      > Wrzeszczy przklina wyzywa - nawet przy dzieciach. Kilka razy doszło do rękoczynów, ze 2 razy napluł mi w twarz.

      Pomijając juz inne sprawy (jest nieodpowiedzialnym finansowym nieudacznikiem) to jest to dno a nie facet. Uwolnij się od niego jak najprędzej. Dla dobra Twojego i dzieci.

      > Ale też ostatnio boję się o siebie. Bo już naprawdę nie daję rady....

      Współczuję Ci. Trzymaj się dzielnie i działaj!
      • to.ja.kas Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 20.04.12, 23:59
        Nikt za Ciebie nie zmieni Twojego zycia. Na pewno nie Twój mąz. Jemu dobrze i on nie widzi powodu do zmiany, Bo niby jaki to miałby byc powód?
        Masz prawo samodzielnie zniszczyc sobie życie. Ono jest Twoje. Więc powodzenia, bo robisz to z zawziętością godną lepszej sprawy. Ale każdy ma swoje priorytety. Szkoda tylko, ze dzieci chowają się w domu pelnym obrzydliwej przemocy. I tak, Ty jestes temu współwinna. Jestes dla własnych dzieci przemocowcem, który pozwala, ba, przez błaganie go by wrócił, który chce by dzieci żyły wśród przemocy. Niestety nie każde dzieci mają normalny dom. Normalny - czyli taki w którym panuje zasada szacunku i poszanowania godnosci....szkoda.
    • baabcia Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 20.04.12, 23:56
      czy masz czas dla dzieci?

      • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 00:00
        Nie, tzn zdecydowanie za mało. Na dobre wyszło to stosunkom męża z dziećmi - po prostu musiał zacząć odbierac z przedszkola (choć zdarzyło się ze zapomniał), pójść do lekarza, nakarmić, spędzić z dziećmi sam całą sobotę lub niedzielę
        Ale wolaabym pracować mniej, szkoda mi tego upływającego czasu
        • tautschinsky Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 11:36
          eluthiena napisała:

          > Nie, tzn zdecydowanie za mało. Na dobre wyszło to stosunkom męża z dziećmi - po
          > prostu musiał zacząć odbierac z przedszkola (choć zdarzyło się ze zapomniał),
          > pójść do lekarza, nakarmić, spędzić z dziećmi sam całą sobotę lub niedzielę
          > Ale wolaabym pracować mniej, szkoda mi tego upływającego czasu



          A komu nie szkoda? Myślisz, że jak facet - klasyczny przypadek frajera -
          zasuwa w robocie, licząc z dojazdami - od 5 rano do 21 to mu nie szkoda?
          Wielkie mi halo, bo się role odwróciły. Tu on ma czas na dzieci, nie ty, tu
          on nie zapiernicza jak tępy osioł na ciebie, tylko na pracujesz NA RODZINĘ.
          Jakieś 80 procent facetów mogłoby lać takie łzy na forum, że mają za mało
          czasu, a żoncia na klipsy może zarabia lub nie i gotuje obiad raz na trzy dni.
          • lampka_witoszowska Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 12:34
            i co wynika z faktu, że te 80 % łez nei leje?

            a autorka leje - nie powinnaczy jak?
            wyrównać wszystkich również co do wzrostu, czy tylko co do potrzeb?
            • tautschinsky Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 13:09
              lampka_witoszowska napisała:

              > i co wynika z faktu, że te 80 % łez nei leje?
              >
              > a autorka leje - nie powinnaczy jak?
              > wyrównać wszystkich również co do wzrostu, czy tylko co do potrzeb?

              Mniej więcej to, że autorka "rozpacza" nad swoim losem - ojejejkuuuu...
              straszne, serce samo mi się pokroiło... big_grin - który jest dniem powszednim
              podobno równouprawnionych mężczyzn, ojców dzieci. Cieszy mnie, że może
              choć jedna taka poczuć, jak to jest być wołem roboczym rodzinnym, frajerem
              od przynoszenia mięcha w zębach, kiedy to pozostająca w domu osoba
              (niemal zawsze jest to kobieta) wypruwa sobie flaki, żyły wiesza na strychu,
              poświęcając się dla gnidowatego męża, który w pracy zawodowej "pali fajki, pije piwko za piwkiem i pytluje z koleżkami", kiedy ona tak się pooooświęęcccaaa dla niego. No to mąż też się poświęca dla niej i dla dzieci, tak to poświęcanie wygląda z tej drugiej strony. To jest, co tyle razy mówiłem, pasożytowanie. Osoby żyjące z pracy innych to pasożyty. I tych 80 procent (zaniżając) kobiet żyjących z pensji mężów nimi właśnie są. Znalazła się taka, która smakuje życie większości mężczyzn i się okazuje, że to wcale nie taki raj, bajlando, fajno i hej i ma z tego satysfakcję, czytając podobne jęki big_grin
              • lampka_witoszowska Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 13:59
                to sorry, ale nei dośc, że masz żadne pojęcie o życiu ojców po rozwodzie, to na dodatek cieszysz się z czyjegoś bólu, równoczesnie udowadniając, że ten ból jest bezpodstawny

                po co?
                • tautschinsky Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 14:57
                  lampka_witoszowska napisała:

                  > na dodatek cieszysz się z czyjegoś bólu, równoczesnie udowadniając, że ten ból j
                  > est bezpodstawny

                  Nie, on nie jest bezpodstawny. On jest zasadny. Tyle że leniwym kobietom, pasożytującym na swoim wiecznie zapracowanych mężach się wydaje lub wydawać chce (tak przynajmniej piszą i mówią, zapewne znaczna część z nich łże, żeby utrzymać wygodne dla siebie status quo - "ja poświęcam się dla rodziny opiekując się dziećmi, ty robisz karierę i kasioreczkę znosisz do domu [bym tępy durniu mogła się paść za twoje]". A tu pojawia się taka kobieta, która zamieniła się rolą z mężem i to ona się bawi w robienie kariery, tak jak to niby faceci świetnie się bawią robiąc karierę za karierą big_grin I skamle, że czasu mało na dzieci i że czuje to, co czują mężczyźni na co dzień, że życie przecieka przez palce - to mnie cieszy, że choć jedna zaznaje rozkoszy robienia kariery. Kobieta może się wykazać, stołki prezesów banków i czego tam sobie zamarzy czekają na nią. Czy może jednak nie? Może szara praca za takie sobie pieniądze niewarte tych poświęceń i to w imię czego? Dzieci dla których mogłaby się 'poświęcać' tylko gdyby znalazła tępaka, któremu jak większości wmówiłaby, że taki z niego men i gość, ojciec rodziny, swoimi łapkami zacierając jego krwawicę, kiedy to ona by obijała w domu? big_grin
                  • mola1971 Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 15:11
                    Z Tobą to coraz gorzej jest uncertain
                    Nie zauważyłeś tego, że w tym wątku najważniejsze jest to, że mąż jej nie szanuje? To, że ona utrzymuje rodzinę to sprawa drugorzędna.

                    Skąd Ty te statystyki z 80% procentami kobiet utrzymywanych przez mężczyzn wziąłeś?
                    Ja takich nie znam, na tym forum też rzadko takie się pojawiają. Chyba za dużo forum emama czytasz i Ci się świat realny z wirtualnym pokićkał.
                  • lampka_witoszowska Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 24.04.12, 07:34
                    szczerze mówiąc, nie wiem, o czym rozmawiasz
                    a jakby tak skupić się nie na swoich wyobrazeniach, tylko na realym człowieku, na którego pluje drugi człowiek - to co? świat by Ci runął?
                    • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 25.04.12, 23:26
                      no więc wniosek jest taki, że niezależnie kto utrzymuje dom, druga stron powinna to szanować i starać sie żeby rodzina jakoś funkcjonawała. W moim przypadku chodzi faktycznie o brak szacunku i "tumiwisizm" męża, co uważam za podstawę do rozwodu.....
                      Dzis wrociłam o 19 do domu wczoraj tez, jutro będzie tak samo.... Dzieci u dziadków a mąż ma czas na półfinały ligii mistrzów itp....I gdzie tu sprawiedliwość????
                      • lampka_witoszowska Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 26.04.12, 08:27
                        jesli jedna strona utrzymuje dom, a druga ma dbać o spokój domowego ogniska, to to jest niesprawiedliwe i źle podzielone role - i jeśli ktoś w tej rodzinie źle się czuje, to trzeba zmienić podział ról, bo nei ma osób w rodzinie wazniejszych - bo zarabiają, i mniej waznych, co mają siedzić cicho

                        Ty tego nie widzisz?
                        pora wybrać, co Ci pasuje: czy być cierpiętnicą, która liczy na aureolę po śmierci albo i za życia (ach, ten podziw z zewnątrz: "ona taka mała i taka dzielna"), ceną za to będzie co jakis czas trochę pomiatania Tobą i marzenie dziecka, żeby jak najszybciej wynieśc sięz chorego domu

                        czy zawalczyć o rodzinę z pomoca kogoś z zewnątrz, bo obawiam się, że męża nie namówisz na szacunek ani prośbami, ani doraźnym opluciem go w odwecie

                        czy popracowac z psychologiem samodzielnie nad swoim poczuciem własnej wartości i dopiero potem zdecydować, czy zostajesz w tej rodzinie, czy trzeba to przerwać - my tak naprawdę nie widzimy sytuacji, psycholog to zobaczy, a Ty póki co się dusisz

                        innego rozwiązania nei widzę
                        ale popaplać nad przemocowcami "ach, tak to juz jest" zawsze można, czemu nie
                        tylko dziecka szkoda, pewnie chciałoby mieć normalnych, kochających i uśmiechniętych z radości rodziców i normalny, spokojny dom
                  • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 25.04.12, 23:22
                    no dobrze to jakie w takim razie widzisz rozwiązanie???? żeby zarówno mąż jak i żona byli szczęśliwi niezależnie od tego kto utrzymuje dom?
    • mala2012 Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 00:04
      Czy dzieci są szczęsliwe gdy widza jak ich tata traktuje mame? Czy chcesz aby mialy taki wzorzec zwiazku?

      Co musialoby zmienic sie w Twoim mezu zeby ten zwiazek mogl przetrwac? czy to wg Ciebie jest realne?

      usiadz na spokojnie, wez kartke, wypisz wszystkie zarzuty, zalety. Pomysl czy mozna to zmienic.

      Ale nie godz sie na takie traktowanie... Nikt nie zasluguje na plucie, wyzywanie. To przemoc psychiczna. Przemoc ekonomiczna tez tu jest.

      Dziewczyno ratuj sie... siebie i dzieci
    • mola1971 Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 00:14
      Wiej dziewczyno. Tak będzie najlepiej dla Ciebie i dla dzieci. To jakim on będzie ojcem po rozstaniu, to czas pokaże...
      Nawet jeśli rozwodząc się z Tobą, z dziećmi się rozwiedzie (tak bywa), to i tak będzie lepsze. Bo będzie prawdziwe. Teraz i Ty, i dzieci, żyjecie w iluzji. A tak się nie da uncertain Wykończysz się psychicznie. A jak Ty się wykończysz, to kto wychowa dzieci?
      • kalpa Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 08:56
        Być może panu zależy na domku w górach i sobie go buduje na swoją przyszłość... lokuje tam SWÓJ KAPITAŁ...i jak sobie wszystko zbuduje to sobie spokojnie pójdzie dalej ... już bez wiecznie płaczącej, nieszczęśliwej, wyczerpanej... ŻONY, a w zamian w uroczym górskim domku, z nową, świeżutką panią wreszcie przeżyje swoją upragnioną miłość i docenienie , których to uczuć w małżeństwie nie doznał... a tobie zostawi małe mieszkanko w bloku, sterane i zszargane nerwy i dwoje znerwicowanych dzieci...
        Nie wiem, być może jest inaczej, ale czytając taki post po prostu przyszło mi to do głowy...
        • dydaki Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 20:03
          dokładnie tak będzie smile
        • rybak Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 14:56
          Kalpa - dokładnie tak to widzę. Kobita inwestuje w rodzinę. Facet inwestuje w siebie.Chory układ. A z tym pluciem w twarz, to mnie osłabiło: jak można komukolwiek - a tym bardziej matce swoich własnych dzieci pluć w twarz?! Co to za rodzina?! Jeżeli tak to naprawdę wygląda i nie ma niczego ważnego, o czym nie wiemy, a co zmienia obraz rzeczy, to ja nie wiem, co ona jeszcze robi w tym związku .
    • baabcia Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 09:07
      wypuść wszystkich i wszystko

      skup się na tym na czym Ci zależy

      czas dla dzieci i czas dla siebie

      nie inwestuj w podpory życia, bo dawno wiesz, że źle zaprojektowałaś

      wszystko wiesz - tylko nie wierzysz, że to prawda

      tak ma większość z nas

      nie czekaj na na czerwony semafor - dasz sobie radę i wtedy, zyskasz pewność, że zrobiłaś wszystko dla ratowani swojego projektu - ma to wartość smile ale jeśli już przeczuwasz

      zmień tor i odjedź

      www.youtube.com/watch?v=rBRzbN0z7N4 choć piękne to omszałe - trzeszczy - zostaw cudowne wspomnienia - zainwestuj w swój nowy szalik i leć

    • lady-z-gaga Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 10:01
      No to ja będę wredna.
      Podejrzewam, ze dzieci są motywacją, ale nie tak, jak piszesz.
      Ty - wiecznie zapracowana i mąż, ktory spędza z dziecmi duzo czasu, bawi się, odbiera z przedszkola. Zwyczajnie boisz się zostać z tym sama, bo to wszystko spadnie na Twoją głowę.
      Nie tyle dzieci będą cierpieć z powodu braku ojca, ile Ty z nadmiaru rodzicielskich obowiązków.
      W Waszym domu nastąpiła zamiana rol - przynajmniej tak z Twoich postów wynika. Ty jestes facetem, który jest odpowiedzialny za byt, on jest matką.
      Żeby była jasność - ja Cię nie potępiam, nie potępiam w ogóle kobiet, ktore tkwią w złych małżeństwach z wygody. Co innego ponarzekać, a co innego zmierzyć się z samotnym życiem.
      To nie są łatwe decyzje, i nie zawsze opłacalne.
      • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 22:34
        przyznaję boję się zostać sama z dwójką małych dzieci
        stąd takie małe moje oczekiwania
        wystarczy żeby był zajął się dziećmi kiedy ja nie mogę, został jak usną a ja moge wyskoczyć (rzadko niestety) na aerobik, wyrzucił śmieci (poczuwa się do tego dobrowolnie)
        Tylko żeby przy tym tylko mnie nie obrażał, jeśli nie umie pocieszyć gdy padam z nóg - żeby się usunął w cień, docenił choć trochę że ma gdzie mieszkać na czym spać. Nie zabierał mi energii do życia....
        W chwilach otrzeźwienia przychodzi myśl - no dobrze ale czy ja nie zasługuję na miłość, czułość ciepłe słowo, wspólne śniadanie? - tylko kto mnie zechce? z dwójką dzieci? nieprawdopodobne. Więc alternatywą dla obecnego beznadziejnego życia jest faktycznie życie w pojedynkę z dwójką dzieci - i faktycznie to powstrzymuje mnie tą decyzjąsad(((
        • yoma Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 12:28
          Zawsze jest jeszcze opcja zostawienia ojcu dzieci - nieprawdaż?
        • brak_dystansu Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 29.04.12, 07:50
          Ja też obniżyłam poprzeczkę-może z wygody,a może z naiwności-ciężko pracujący Mąż,więc chciałam by odpoczął,nie męczyłam o wspólny czas, chociaż komunikowałam swoje potrzeby(on nie)-dla jego dobra spędzałam sama czas z dzieckiem,chociaż wolałabym spędzić go we trójkę. I co? Znalazł się ktoś trzeci kto docenił ciężką pracę męża lepiej niż ja. Ja umniejszałam wink
          Nie było kłótni,awantur,braku szacunku-można było wszystko odratować ale mąż wybrał "łatwiejsze" rozwiązanie.
          Jeśli u Was nie ma jeszcze trzeciej osoby to raczej się na to zanosi-z jednej lub z drugiej strony. Znasz swoją rzeczywistość- jeśli jesteś pewna że jest co ratować to zrób wszystko by nie żałować. Jeśli nie ma co ratować-nie obwiniaj się za sytuację na którą pracują dwie osoby.
    • esteraj Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 10:28
      Eluthiena napisała:

      > Moja historia jest banalna. W sensie że wszystko na własne życzenie. Krótka zna
      > jomość i szybki ślub - dla odmiany po długim związku i zerwanych zaręczynach.

      Czy zastanawiałaś się skąd u Ciebie ta nadmierna troska o trwałość małżeństwa - za wszelką cenę? Bałaś się samotności, bo wcześniejszy narzeczony Ciebie zostawił, czy może kochałaś jeszcze tamtego, a obecnemu chciałaś to jakoś wynagrodzić?

      Czegoś się boisz, więc pora zmierzyć się ze swoim strachem.
      Na pewno jesteś ambitną kobietą i kochającą matką. Czy boisz się porażki? Nie poradzisz sobie z brakiem mężczyzny (będziesz czuła się samotna)? Unikasz wzięcia odpowiedzialności za upadek małżeństwa?

      Dzieci są ważne, ale przecież to nie Ty zabierzesz im ojca. Nie będziesz utrudniać im kontaktu z nim, czyli właściwie od Twojego męża będą zależały ich dalsze relacje.
      Nie możesz ponosić odpowiedzialności za wybory drugiego człowieka. On sam niech zdecyduje jakim chce być ojcem. Na razie jest w jakiś sposób przymuszony do zajmowania się dziećmi. Zauważ jednak, że przez to, iż chcesz zapewnić im godny byt, bo mąż się do tego nie kwapi, sama spędzasz z nimi mało czasu.
      Pomyśl, że sądowne uregulowanie spraw, znacznie mogłoby polepszyć Twoją sytuację.
      Mąż zacznie płacić alimenty, Ty nie będziesz musiała dorabiać w drugiej pracy, przez co więcej uwagi będziesz mogła poświęcić dzieciom.

      Nie próbuj zmieniać swojego męża.
      Wydaje mi się, że przez cały okres małżeństwa, głównym Twoim celem było uczynienie z niego takiego człowieka, jakim chciałabyś by był. Po co?
      Bo wtedy byłabyś szczęśliwa? Miałabyś poczucie dobrze wypełnionej misji?
      > Poza tym mój mąż z gatunku wolnych
      > ptaków, którzy nie powinni sie wiązać miec dzieci dostosowywać się do życia w
      > "komórce rodzinnej".
      Czy chciałaś sama udowodnić sobie, że będziesz aż tak ważna, że dla Ciebie Twój mąż porzuci dotychczasowy tryb życia? Miało to być zaspokojenie własnych ambicji, nakarmienie ego?

      Dla człowieka najważniejsze jest poczucie wolności. Żeby ją obronić, posunie się do najgorszych rzeczy.
      Dlatego Twój mąż od Ciebie ucieka (domek w górach), pluł, krzyczał, nie szanował.

      Można by powiedzieć, że przecież chciałaś dla niego dobrze, ustępowałaś, wzięłaś kredyt na jego marzenie, pracowałaś dwa razy więcej, wyręczałaś go w pracach...
      Wszystko ok. , tylko, że te wszystkie działania były takim niewidocznym zamachem na jego suwerenność, na jego bycie sobą.
      To były nieświadome próby manipulacji w określonym celu. Płakałaś, lamentowałaś, zrzędziłaś, wzbudzałaś w nim poczucie winy...

      Nie zatrzymasz go na siłę. Daj mu odejść. Pozwól mu nawet być podłym, samolubnym, nieodpowiedzialnym człowiekiem. To jego życie, to jego wybór.
      Ty również bądź w końcu sobą. Przestań grać i udawać, tylko dlatego, żeby móc wpłynąć na drugiego człowieka.
      • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 22:40
        Esteraj dziękuję za podsumowanie masz we wszystkim rację, to chyba właśnie tak wyglądało..usiłowałam go dopasować do wyidealizowanego zycia rodzinnego... Były mnie nie zostawil...to raczej ja chciałam żeby odszedł, bo byłam młoda i głupia z jeszcze większymi ideałamiwink
        Często mowię mojemu mężowi że nie chcę żeby był z nami na siłę. Jeśli nie chce niech odejdzie, ojcem może być nadal
        On najwyraźniej też nie chce ponosić odpowiedzialności. Woli żebym to ja kazała mu wyprowadzić się - wtedy chętnie skorzysta, będzie miał czyste sumienie .... Błędne kołosad(
    • mayenna Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 10:44
      Nie boisz się pytań dzieci o to czemu tata na Ciebie pluje?

      Czy twój dom jest normalny?
      Moim zdaniem boisz się samotności i odpowiedzialności, tylko ty już jesteś sama i sama ją ponosisz. Rozwód usunie parawan za którym się chowasz.
      Masz jedno zycie. Jak chcesz trwać z kimś kto na Ciebie pluje i każdym swoim słowem i czynem mówi: nie chcę cię,to jest twój wybór.
      I po rozwodzie wcale nie będzie łatwo. Nadal będziesz mieć czasem wątpliwości czy słusznie zrobiłaś bo a nuż, zdarzyłby się cud i on by się jednak zmienił.
      Jedno jednak będziesz miała na pewno: spokój i przewidywalność.

      Powiedz mi jeszcze jedno: czy z taką osobą jak twój mąż chciałabyś mieszkać dobrowolnie? Akceptowałabyś takie zachowania u obcego mężczyzny?
      Przecież miłość polega na byciu dobrym dla kochanej osoby, a twój mąż jest sympatyczniejszy dla pani w sklepie niz dla ciebie.
      • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 22:44
        mój mąż jest sympatyczny dla wszystkich - uchodzi za przystojnego towarzyskiego faceta, ma mnóstwo znajomych po calej polsce, potrafi być świetnym kumplem
        Nikt z jego znajomych nie uwierzyłby jakim jest gburem i mrukiem na codzien. Ze wchodzi do domu i burczy cześć nie patrząc na mnie. Ze potrafi wyjechac na 3 dni i nie odezwac sie ani słowem. Ani do mnie ani do dzieci. Nie czuje potrzeby - tak się tłumaczy...
        Dobrze że zdobyłam się na założenie tego wątku - potrzebuję właśnie, żebyście otwarli mi oczy...
    • gazeta_mi_placi Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 11:07
      Nieładnie. Zmień męża.
    • baabcia Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 15:41
      kobieta, która sypia z kimś kogo nie kocha to?
      a że nie bierze kasy to - to nie dość, że źle się prowadzi smile to głupia

      wiem jakie to wywołuje wzburzenie - ale kiedy przyjrzeć się temu na spokojnie - nie da się ukryć prawdy

      trzeba czasem kilku lat po rozwodzie by poukładać sobie siebie

      warto zabrać się za to zanim zniszczy się swoją godność i zmarnuje czas

      jeśli to za słabe argumenty - myślcie z jakim przekazem wypuszczacie dzieci w świat - one Wam tego nie darują - im będzie dużo trudniej - jedyne wzorce to te bezsensowne
      • maciekqbn Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 20:31
        > kobieta, która sypia z kimś kogo nie kocha to?
        > a że nie bierze kasy to - to nie dość, że źle się prowadzi smile to głupia

        Bezsensowne porównanie, to nie forum kółka różańcowego. Można z kimś sypiać np. dla przyjemności czy zaspokojenia potrzeb fizjologicznych - zachowując przy tym wzajemny szacunek. Ma się to nijak do życia z kimś, kto nas nie szanuje.
        • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 22:47
          To prawda, łóżko to jedyne miejsce, gdzie jeszcze do niedawna było nam razem dobrze. ...Ostatnio jednak nie potrafię już tego oddzielać. Trudno jest mi się z nim kochać bo przed oczami mam go z wyrazem twarzy pełnym nienawiści jak wykrzykuje, że nie da się ze mną żyć itp....
          • maciekqbn Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 23:01
            I to jest właśnie znak dla Ciebie, że jakaś granica została przekroczona. Ni to czy kochasz/nie kochasz. Czujesz się niekomfortowo - to wystarczy by zakończyć przynajmniej ten aspekt małżeństwa. A co z resztą - podejmij decyzje po poważnej rozmowie ze swoim jeszcze mężem.
        • baabcia Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 23:14
          nie bądź 'taki do przodu'

          jak coś robisz dla przyjemności to dla przyjemności

          piszę o braku przyjemności albo byle jakiej przyjemności - marnej koncepcji bycia razem bo nie ma się pomysłu na rozstanie albo pustka na horyzoncie

          spanie razem dla świętego spokoju albo dla wspólnej kasy

          zresztą diabli wiedzą czemu ludzie, którzy często nie tylko nie kochają się ale czasem nienawidzą sypiają razem

          nie wyjeżdżaj ani z kółkiem różańcowym ani potrzebami fizjologicznymi

          a co do szanowania - spróbuj nie szanować prostytutki - pojmiesz, że ma klasę - szybko

          można zawrzeć z kimś umowę o oświadczeniu usług seksualnych - akurat trudno sobie to wyobrazić w małżeństwie

          to raczej sponsoring smile

          ja mam lekko popieprzone we łbie - nie wyobrażam sobie marnowania czasu z kimś kogo nie kocham i on mnie nie kocha - taki luxus - seks nie jest u mnie potrzebą fizjologiczną - to dużo wyższa półka

          ale nikomu nie bronię prostych rozwiązań na proste potrzeby






          • maciekqbn Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 23:23
            Trzeba było od razu tak sprawę postawić smile
            Zastosowane przez Ciebie uproszczenie miało zupełnie inny wydźwięk.
            • baabcia Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 21.04.12, 23:51
              na pewno?

              może ucho do koncertów nie przywykłe tongue_out

              żartuję

              moje zasady nie są takie złe

    • esteraj Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 11:08
      Eluthiena, zastanawiam się jakie kroki teraz podejmiesz.
      Wydaje mi się, że nie jesteś jeszcze gotowa na rozwód. Co więc można zrobić w takiej sytuacji?
      Czy próbowałaś ustalić z mężem jak ma wyglądać Wasze dalsze życie?
      Co on zamierza i jak to widzi? Jakie ma plany?
      Może warto byłoby ustalić z nim jakiś konkretny podział finansów, wkład...
      Nie możesz go przecież wciąż wyręczać. Jeśli rozwiedlibyście się, to tak czy siak, on będzie zobowiązany chociażby do samodzielnego utrzymania i częściowego łożenia na dzieci.
      W jakiś sposób zdjęłaś z niego problem martwienia się o rodzinę, w zamian za większą opiekę nad dziećmi. Czujesz, że ten układ zaczyna Ci doskwierać.
      Należałoby go od nowa przeanalizować.

      Co do plucia i rękoczynów, dlaczego na to pozwoliłaś?
      Usprawiedliwiłaś go ze względu na zbyt duże wzburzenie?
      Ludzie kłócą się i sprzeczają, ale są pewne granice. Najwyraźniej Ty ich nie postawiłaś. Nie wyciągnęłaś z takiego zachowania odpowiednich konsekwencji, a Twój mąż poczuł się bezkarnie. Prawdą jest, że człowiek dostaje to, na co się godzi.
      Czy nie powinnaś być bardziej stanowcza?
      Ważne jest również, by samemu było się ok. Wtedy możesz powiedzieć:
      Nie podnoszę na Ciebie ręki, nie obrażam, dlatego nie życzę sobie takiego zachowania w stosunku do mnie.
      Jest to dość silny argument i w większości przypadków działa.

      Musisz wyzbyć się strachu.
      Twój mąż być może bardzo dobrze wie, że bardzo zależy Ci na rodzinie. Czy nie wyczułaś, że w jakiś sposób to wykorzystuje, czy nie straszy Ciebie tym, że odejdzie, po to tylko by coś na Tobie wymusić?

      Nie musisz od razu się rozwodzić, jednak powinnaś mieć świadomość, że gdy dojdzie do rozstania, to dasz sobie radę. Ta myśl nie będzie już Ciebie ograniczać.
      Jest wiele kobiet, które na nowo ułożyły sobie życie, pomimo, że mają dzieci.
      Na nic Ci się zda mąż, na którym nie możesz polegać, który jest Ci kulą u nogi.
      Gdy nie układa się także w łóżku, to właściwie i tak już jesteś samotna.

      Czy jemu już totalnie na Was nie zależy?
      Może jeszcze nie jest do końca świadomy, jak będzie wyglądało jego życie bez Ciebie i dzieci.
      Trzeba by to przedyskutować. Może się okazać, że wcale tak dobrze mu nie będzie, jak teraz mu się wydaje. Pomyśl nad wszystkimi przywilejami z jakich on korzysta będąc z Tobą.
      • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 25.04.12, 23:33
        "Co do plucia i rękoczynów, dlaczego na to pozwoliłaś?
        Usprawiedliwiłaś go ze względu na zbyt duże wzburzenie?
        "Ludzie kłócą się i sprzeczają, ale są pewne granice. Najwyraźniej Ty ich nie postawiłaś. Nie wyciągnęłaś z takiego zachowania odpowiednich konsekwencji, a Twój mąż poczuł się bezkarnie. Prawdą jest, że człowiek dostaje to, na co się godzi.
        Czy nie powinnaś być bardziej stanowcza?
        Ważne jest również, by samemu było się ok. Wtedy możesz powiedzieć:
        Nie podnoszę na Ciebie ręki, nie obrażam, dlatego nie życzę sobie takiego zachowania w stosunku do mnie.
        Jest to dość silny argument i w większości przypadków działa"

        Masz rację - granic nie postawiłam. Tzn próbowałam - tłumaczyłam, wyrzucałam z domu...ale potem zawsze przebaczałam. Przykro zyć ze świadomością że gdyby nie ja to już ni byłoby naszej rodziny... On nigdy nie musiał o nas walczyć. Co prawda nigdy mojej prośby o kolejną próbę nie odrzuciła, ale sama niewiem czy to dobrze czy źle.
        Co z tego ze dalej jest ze mną jak nic się nie zmienia??? Do rozwodu cały czas dojrzewam i jestem coraz bliżej, ale tak jak pisałam myśl o dzieciach sprawia że ciągle się łamie... wiem że to bez sensusad
    • malgolkab Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 11:16
      eluthiena napisała:

      >
      > Dla mnie wielką motywacją do ciągłego załagadzania, przymykania oczu, zapominan
      > ia o własnym honorze, godności są oczywiście dzieci. Nie chcę żeby miały rozwie
      > dzionych rodziców. >
      Fakt, lepsze wieczne kłótnie między rodzicami i ojciec plujący na matkę...
    • zolza42 Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 11:19
      Wasze małżeństwo to pomyłka i nie mogło się udać.
      Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla Was wszystkich.
      • kiszczynska Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 23.04.12, 19:20
        Przeciez nie musisz brac roowdu. ZMien siebie, zmienisz jego. Po pierwsze kasa: ma placic ci pieniadze na dom, dzieci, utrzmyanie, A odmek w gorach na kogo jest? Na ciebie, jego, jak nie bedzie pieniedzy to wysuc propozycje jego psrzedazy, wstrzasnij nim.
        • sebalda Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 24.04.12, 22:06
          esteraj napisała:
          >>Ludzie kłócą się i sprzeczają, ale są pewne granice. Najwyraźniej Ty ich nie postawiłaś. Nie wyciągnęłaś z takiego zachowania odpowiednich konsekwencji, a Twój mąż poczuł się bezkarnie. Prawdą jest, że człowiek dostaje to, na co się godzi.
          Czy nie powinnaś być bardziej stanowcza?
          Ważne jest również, by samemu było się ok. Wtedy możesz powiedzieć:
          Nie podnoszę na Ciebie ręki, nie obrażam, dlatego nie życzę sobie takiego zachowania w stosunku do mnie.

          Zawsze mnie intrygują takie rady. Nie wyciągnęłaś konsekwencji. Jak? Jak konkretnie można wyciągnąć konsekwencje, pozostając w małżeństwie? Nie życzę sobie takiego zachowania. Powiedzieć można, ale jak to wyegzekwować?
          Zmienić siebie, zmieni się i on. G..no prawda. Jeśli pluje, jeśli nie szanuje i mu nie zależy, można stawać na rzęsach, stać się jeszcze bardziej niezależną, silniejszą, a on jak się wkurzy, to i tak wyzwie od suk.
          Gdy sprawy idą za daleko, pozostawania w takim związku zawsze będzie traumą.
          • maciekqbn Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 24.04.12, 22:23
            > Powiedzieć można, ale jak to wyegzekwować?
            > Zmienić siebie, zmieni się i on. G..no prawda. Jeśli pluje, jeśli nie szanuje i
            > mu nie zależy, można stawać na rzęsach, stać się jeszcze bardziej niezależną,
            > silniejszą, a on jak się wkurzy, to i tak wyzwie od suk.
            > Gdy sprawy idą za daleko, pozostawania w takim związku zawsze będzie traumą.

            Dokładnie tak. Rad typu 'trzeba była postawić granice' albo 'wyciągnij konsekwencje' udzielają osoby, które same nie zetknęły się z problemem przemocy psychicznej i nigdy nie stanęły twarzą w twarz z przemocowcem (niezależnie od płci).

            Gdyby to było takie proste i rozwiązanie problemy byłoby tylko kwestia 'postawienia granicy', to zasadniczo nie byłoby problemu. Osoba poddana zwłaszcza terrorowi psychicznemu jest w jakimś stopniu ubezwłasnowolniona - i choć może całkiem dobrze egzystować we wszystkich innych wymiarach, to w kontakcie jest całkiem bezbronna i bezradna. To takie błędne koło. Jedyne rozwiązanie to wyzwolenie się z takiego związku.
            • esteraj Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 11:13
              maciekqbn napisał:

              Rad typu 'trzeba była postawić granice' albo 'wyciągnij konsekwe
              > ncje' udzielają osoby, które same nie zetknęły się z problemem przemocy psychic
              > znej i nigdy nie stanęły twarzą w twarz z przemocowcem (niezależnie od płci).

              Myślę, że większość ludzi spotkało się z problemem przemocy. Jedni z większym, drudzy z mniejszym. Była przemoc fizyczna, psychiczna, ekonomiczna, emocjonalna... Każdy chyba człowiek doświadczył stosowanego na nim szantażu, czy nacisku, co jest również elementem przemocy.

              > Gdyby to było takie proste i rozwiązanie problemy byłoby tylko kwestia 'postawi
              > enia granicy', to zasadniczo nie byłoby problemu. Osoba poddana zwłaszcza terro
              > rowi psychicznemu jest w jakimś stopniu ubezwłasnowolniona

              Tak to prawda, tyle że to ubezwłasnowolnienie wynika z bezsilności, a bezsilność z braku wiedzy o możliwości rozwiązania danej sytuacji, problemu.
              Nie uświadamiamy sobie tego, że tak naprawdę mamy wybór. Nie zawsze on jest między lepszym a gorszym. Czasami jest to wybór między złem a złem. Pytanie, które zło jest gorsze.
              Tutaj mamy kwestię priorytetów.
              Jeżeli dla mnie ważniejszy będzie szacunek do własnej osoby od wygód bytowych albo odpowiedzialności za trwałość rodziny, to wybiorę szacunek.
              Nie znaczy to, że tamte pozostałe rzeczy są dla mnie mniej ważne. Czasami jest tak, że nie da się mieć wszystkiego i tego wyboru trzeba dokonać.

              Ty Sebaldo też masz wybór. Byle jaki, ale jednak.
              Dla Ciebie ważniejsze było zapewnienie dzieciom stabilnej rodziny od poniżania przez męża.
              Było to na tyle znośne, że ten wybór stał się dla Ciebie słuszny.
              Gdyby jednak Twój mąż ganiał za Tobą z siekierą, priorytetem stałoby się chronienie własnego życia. Tej granicy nie dałabyś już sobie przekroczyć.

              Maciek również dokonał wyboru. Rozwiódł się (tak mi się wydaje, nie znam Twojej historii).
              To nie był łatwy wybór i może nawet niekorzystny.

              > Zmienić siebie, zmieni się i on. G..no prawda. Jeśli pluje, jeśli nie sza
              > nuje i
              > > mu nie zależy, można stawać na rzęsach, stać się jeszcze bardziej niezale
              > żną,
              > > silniejszą, a on jak się wkurzy, to i tak wyzwie od suk.

              Tutaj Sebaldo robisz błąd myślowy, bo za wszelką cenę chcesz dokonać zmian w drugim człowieku. Twoje zachowanie jest od tego uzależnione. Chcesz mieć wszystko, czyli stabilną sytuację i szanującego męża. Czasami tak się nie da..., chyba że da się, ale innymi metodami.

              P.S. Przepraszam jeśli zawile dzisiaj piszę, ale chyba mam problemy z koncentracją.
              • lampka_witoszowska Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 11:43
                dokładnie przeczytaj wypowiedź Sebaldy

                już pomijam, że nie ona jest autorką wątku, jednak po jej przytoczonym tekscie piszesz "robisz błąd myślowy", po czym piszesz to samo, co ona

                ubezwłasnowolnienie nei zawsze jest wynikiem bezsilnoci
                czasem jest wynikiem wieloletniego wplątywania w sieć, która najpierw jest niezauwazalna, potem lekceważona, potem - gdy osoba ubezwłasnowolniona zauważa stan rzeczy - jest już agresja (moebyć obśmianie, moż ebyc posądzenie o czepialstwo, moe być agresja fizyczna, do wyboru)
                • sebalda Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 11:57
                  Od dłuższego czasu jak czytam takie rady: postaw granice, wyciągnij konsekwencje, powiedz, że sobie nie życzysz, proszę radzących, by wyjaśnili, jak to zrobić w praktyce. Bez odzewu. Granice można stawiać wobec normalnej osoby, znającej pojęcie szacunku wobec innych. Facet, ktory opluwa żonę, do takich nie należy.
                  Ja podejrzewam, że autorka też traciła cierpliwość w takich kłótniach (musiałaby byś świętą, by nie tracić), gdy pisze, że dochodziło do rękoczynów, stawiam na to, że być może były obustronne, wtedy ofiara bardzo często ma poczucie winy, że sama nie zdołała się opanować, gdy była wyzywana od najgorszych albo mąż jej wykrzyczał, że jest niedoru..ną suką (mieliśmy już tutaj takie przykłady) i oddała razy. To zapędzenie się w kozi róg, jest się krzywdzonym, ale samemu też się straciło opanowanie, zatem krzywdzący ma argument: bo ty też....!!!! Klincz to się chyba nazywa. Strasznie trudno wyjść z czegoś takiego, a wystarczyłoby zrozumieć, że ofiara czasami też ma prawo się bronić, tylko jeśli ci się wmawia, że to ty jesteś stroną prowokującą, to w końcu zaczynasz w to wierzyć.
                  Dzieci nie będą miały normalnego dzieciństwa w rodzinie, gdzie tatuś pluje na mamusię. One tego nie muszą widzieć na oczy, ale radzę się nie łudzić, że w nocy śpią i nic nie słyszą. Że nie czują napięcia, wrogości rodziców wobec siebie. Słabe to jest.
                  My tutaj jeszcze nie radzimy autorce: kopnij go w doopę, rozwiedź się. Tu ktoś zarzuca jej, że nie postawiła granic w małżeństwie. I o to mi chodziło, z takim typem, jak opisany powyżej, się nie da. Szacunek dla siebie można osiągnąć tylko przez odejście, bo w takim małżeństwie nie da sie powiedzieć kolesiowi: nie życzę sobie.
                  Myślę, że wiele z nas, osób w związku bez szacunku z drugiej strony, chciałoby najpierw próbować stawiac te granice. Pytanie, kiedy i z kim to jest jeszcze możliwe i jak to zrobić, a kiedy mimo dwójki małych dzieci i miliona problemów nie ma nawet co próbować, tylko trzeba się szybko i rozsądnie wymiksować?
                  • esteraj Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 12:46
                    sebalda napisała:

                    > My tutaj jeszcze nie radzimy autorce: kopnij go w doopę, rozwiedź się. Tu ktoś
                    > zarzuca jej, że nie postawiła granic w małżeństwie. I o to mi chodziło, z takim
                    > typem, jak opisany powyżej, się nie da. Szacunek dla siebie można osiągnąć tyl
                    > ko przez odejście, bo w takim małżeństwie nie da sie powiedzieć kolesiowi: nie
                    > życzę sobie.

                    Dla mnie zarzut nie jest oskarżeniem. Zarzut jest aktem zaniechania (braku reakcji) w odpowiednim czasie lub popełnieniem błędu, a oskarżenie to przyznanie jednoznacznej winy.

                    > Myślę, że wiele z nas, osób w związku bez szacunku z drugiej strony, chciałoby
                    > najpierw próbować stawiac te granice. Pytanie, kiedy i z kim to jest jeszcze mo
                    > żliwe i jak to zrobić, a kiedy mimo dwójki małych dzieci i miliona problemów ni
                    > e ma nawet co próbować, tylko trzeba się szybko i rozsądnie wymiksować?

                    Stawiać granice można wtedy, gdy drugiej stronie jeszcze na czymś zależy, gdy mamy jeszcze jakikolwiek wpływ na relacje.
                    Kiedy sprawa zaszła za daleko i jest już tylko obojętność, podejrzewam, że nie da się już nic zrobić.

                    > Od dłuższego czasu jak czytam takie rady: postaw granice, wyciągnij konsekwencj
                    > e, powiedz, że sobie nie życzysz, proszę radzących, by wyjaśnili, jak to zrobić
                    > w praktyce.

                    Według mnie, przejawy agresji czy stosowania przemocy mają różne podłoże.
                    Człowiek może być agresywny, żeby odreagować swoje życiowe niepowodzenia. Wyżywa się na swoich najbliższych myśląc, że nie ma w tym nic złego, że zostanie mu to wybaczone.
                    Jeśli ktoś nie zwróci mu w odpowiednim czasie uwagi, swoje zachowanie przyjmie jako normalne.
                    W innym przypadku będzie chciał wymusić posłuszeństwo. Nie może poradzić sobie ze swoją bezsilnością. Będzie chciał ukryć swoje słabości umniejszając zalety drugiego człowieka przez okazywanie pogardy.
                    Jeszcze inny będzie bronił swojej suwerenności sądząc, że każde działanie drugiego człowieka nie po jego myśli jest atakiem na jego wolność.
                    Itp.

                    Często osoby, które doświadczają przemocy reagują atakiem na atak, albo wycofują się.
                    Być może dobrą metodą byłoby zdiagnozowanie podłoża przemocy i dopasowanie do niej odpowiedniej metody.

                    Nie obwiniam nikogo o to, że znalazł się w takiej a nie innej sytuacji.
                    Gdybyśmy byli wszechwiedzący, to na świecie nie byłoby problemów. To wymarzony idealny świat.
                    W mojej koncepcji sensu życia istniejemy po to, by doświadczać, uczyć się, poznawać, ewoluować...
                    • sebalda Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 13:17
                      esteraj napisała:
                      > Według mnie, przejawy agresji czy stosowania przemocy mają różne podłoże.
                      > Człowiek może być agresywny, żeby odreagować swoje życiowe niepowodzenia. Wyżyw
                      > a się na swoich najbliższych myśląc, że nie ma w tym nic złego, że zostanie mu
                      > to wybaczone.
                      > Jeśli ktoś nie zwróci mu w odpowiednim czasie uwagi, swoje zachowanie przyjmie
                      > jako normalne.
                      > W innym przypadku będzie chciał wymusić posłuszeństwo. Nie może poradzić sobie
                      > ze swoją bezsilnością. Będzie chciał ukryć swoje słabości umniejszając zalety d
                      > rugiego człowieka przez okazywanie pogardy.
                      > Jeszcze inny będzie bronił swojej suwerenności sądząc, że każde działanie drugi
                      > ego człowieka nie po jego myśli jest atakiem na jego wolność.

                      No to sobie wyobraź kolesia, ktory spełnia nie jeden, nie dwa, ale wszystkie trzy założenia podłoża przemocy, ktore opisałaś.
                      A do tego dołóż jeszcze wzorce z domu, gdzie rodzice kłócili się aż do śmierci jednego z nich.
                      I zobaczysz mojego szanownego.
                      • esteraj Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 13:46
                        sebalda napisała:

                        > No to sobie wyobraź kolesia, ktory spełnia nie jeden, nie dwa, ale wszystkie tr
                        > zy założenia podłoża przemocy, ktore opisałaś.
                        > A do tego dołóż jeszcze wzorce z domu, gdzie rodzice kłócili się aż do śmierci
                        > jednego z nich.
                        > I zobaczysz mojego szanownego.

                        Wyobrażam sobie.
                        Co zamierzasz z tym zrobić? Będziesz szukała rozwiązań i metod na ten typ przemocowca, czy podejmiesz inne kroki?
                        • lampka_witoszowska Re: :) 25.04.12, 14:15
                          jak się podejmuje inne kroki niż szukanie rozwiązań i metod na przemocowca?
                          tzn. inne kroki polegają na nieszukaniu rozwiązań i metod na przemocowca czy na czymś innym?

                          tak z ciekawości pytam smile
                          • sebalda Re: :) 25.04.12, 14:30
                            ampka_witoszowska napisała:

                            > jak się podejmuje inne kroki niż szukanie rozwiązań i metod na przemocowca?
                            > tzn. inne kroki polegają na nieszukaniu rozwiązań i metod na przemocowca czy na
                            > czymś innym?
                            >
                            > tak z ciekawości pytam smile

                            Inne kroki w przypadku przemocowca to rozwód, proste.
                            Bardzo dużo czytam na ten temat i chodzi mi zarówno o opracowania teoretyczne, poradniki i strony na ten temat, jak i o zwierzenia i opinie kobiet w takich związkach (Maciek jest wyjątkiem, cała reszta to zastępy kobiet, tak się złożyło) i nie spotkałam się z ani jedną (!) relacją, w której ofiara przemocy znalazłaby sposób na przemocowca i naprawiła jakoś układ, sprawiła, że przemocowiec się zmienił, poprawił, zaczął ją szanować. To chyba jakby lwa przestawić na wegetarianizmwink Przemocowość to nie choroba, którą można leczyć, łagodzić terapią albo lekami, to rys charakteru, wdrukowany wzorzec, tego nie da się zlikwidować. A najważniejsze jest to, że leczyć można kogoś, kto wie, że jest chory, przemocowiec nigdy nie przyzna, że coś jest z nim nie tak. To ona, ta druga strona jest winna, to ona (jako strona, niekoniecznie kobieta) prowokuje, on niewinny.
                            Beznadziejna sprawa.
                            Zamierzam coś z tym zrobić, już nawet wiem cosmile
                            • lampka_witoszowska Re: :) 25.04.12, 14:34
                              rozwód to własnie jedno z rozwiązań
                            • esteraj Re: :) 25.04.12, 15:42
                              sebalda napisała:

                              To chyba jakby lwa przestawić na wegeta
                              > rianizmwink Przemocowość to nie choroba, którą można leczyć, łagodzić terapią alb
                              > o lekami, to rys charakteru, wdrukowany wzorzec, tego nie da się zlikwidować. A
                              > najważniejsze jest to, że leczyć można kogoś, kto wie, że jest chory, przemoco
                              > wiec nigdy nie przyzna, że coś jest z nim nie tak.

                              No właśnie, przemocowość to nie choroba, a chyba stan świadomości i zakodowanych zachowań.
                              W jakiś sposób mamy wpływ na drugą osobę. Ktoś musiałby być zupełnym ignorantem, żeby choć trochę nie odczuć wpływu drugiego człowieka. Nawet do dzieci autystycznych można dotrzeć na ich szczególny sposób.

                              Wciąż szuka się odpowiednich metod i są tacy, którzy je znają. Ciężko do tych metod dotrzeć, bo przypisuje im się miano manipulacji i rzeczywiście w niepowołanych rękach, gdzie nie szanuje się indywidualności i wolnej woli człowieka, tak się dzieje.
                              Taka wiedza też odpowiednio kosztuje.
                              • maciekqbn Re: :) 25.04.12, 15:49
                                Najpierw osoba stosująca przemoc musiałaby wyrazić chęć poddania się tym metodom. Zazwyczaj (z punktu widzenia takiej osoby) jednak to cały świat jest zły, fałszywy, nastawiony przeciwko niej. Wszyscy wokół mają jakiś problem - tylko nie ta osoba. Największym problemem osoby stosującej przemoc jest obiekt tej przemocy.
                                • maciekqbn Samoocena... 25.04.12, 15:55
                                  Np. moja ex w swoim profilu na sympatii opisuje swoje cechy tak:
                                  "czuły, romantyczny, zrównoważony, ugodowy"

                                  W zdecydowanej większości przypadków osoby stosujące przemoc nie widzą w sobie żadnej winy czy problemu. Za to paradoksalnie przypisują swoje własne cechy (te rzeczywiste) swojemu partnerowi/partnerce.
                      • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 13:50
                        Niestety są tacy ludzie. I o ile ochrona siebie samego jest tutaj prosta - uciekać gdzie pieprz rośnie... ale co z dziećmi? Jak chronić dzieci przed przemocą?

                        Prosta sprawa jeśli to mężczyzna jest przemocowcem (większość przypadków) - bo istnieją rozwiązania i mechanizmy chroniące rodzinę w takich przypadkach. Natomiast jeśli mężczyzna jest ofiarą przemocy, to wszelkie rozwiązania systemowe jeszcze bardziej go dobijają. Tak czy owak będzie skazany na przemoc ze strony ex - chyba, że odpuści sobie kontakty z dziećmi. Czyż nie jest to przerażające?

                        Z punktu widzenia kobiety odseparowanie się od przemocowca jest działaniem w interesie dzieci. Moim zdaniem w takich przypadkach nie ma czego ratować (tzn. związku, rodziny). Tu trzeba ratować siebie i dzieci.
                  • blue_ania37 Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 12:48
                    Ja mogę mówić tyl;ko o własnych doświadczeniach....
                    Próbowałam stawiać granice...ale się dało...byłam wyśmiewana, upokarzana, wyzywana i wiele innych.
                    Walczyłam o siebie, ale obojętnie jak bardzo się poświęcałam zawsze było żle.
                    I kiedys do mnie dotarło, że obojętnie jak bardzo się zatracę, jak mocno będę obwiniać siebie, o wszystko, bo przecież nie muszę esemesować z koleżanką - prawda? to nigdy nie będzie dobrze, bo powód do kolejnych wyzwisk zawsze się znajdzie.
                    Chciałam ratować małżeństwo dla dziecka...a teraz muszę ratować dziecko.
                    Wyciągnęło tyle niedobrych doświadczeń, ma tak spaczone pojęcie mamy, tak bardzo jest nerwowe...i wiem, że rozstanie to była najlepsza rzecz jaką mogłam zrobić dla dziecka.
                    I też już wiem, że to nie ja byłam winna, tylko dałam sobie to wmówić i od wielu miesięcy próbuje wybaczyć .....sobie, że tak sie dałam podeptać.
                    Ania
                    • eluthiena Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 23:59
                      blue_ania37 napisała:

                      > Ja mogę mówić tyl;ko o własnych doświadczeniach....
                      > Próbowałam stawiać granice...ale się dało...byłam wyśmiewana, upokarzana, wyzyw
                      > ana i wiele innych.
                      > Walczyłam o siebie, ale obojętnie jak bardzo się poświęcałam zawsze było żle.
                      >
                      > Chciałam ratować małżeństwo dla dziecka...a teraz muszę ratować dziecko.

                      Takie spojrzenie pomaga mi właśnie na włąściwą ocenę i dojrzewanie do decyzji do rozwodzie. Syn dorasta coraz więcej widzi i niestety - jest różnie traktowany przez tatusia. Już nie jest niemowlęciem więc tatuś coraz mniej się hamuje. Pytanie co będzie dalej? Argument ochrony dzieci przed ojcem paradoskalnie przemawia do mnie najsilniej. Nie mogę pozwolić żeby dzieci nie ufały ojcu a ja nie mogę udawać ze wszystko jest ok
                      • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 10:12
                        eluthiena napisała:

                        > Nie mogę pozwolić żeby dzieci nie ufały ojcu a ja nie mogę udawać ze wszystko jest ok

                        Jesteś mądrą kobietą. Dobrze, że dzieci maja taką matkę.
                        Z drugiej strony nie chroń ojca dzieci swoim kosztem - będzie miał to, na co zasłuży. Wystarczy, że Ty będziesz OK. Dzieci mają swój rozum. Mnie czasem syn zaskakuje swoją dojrzałością w ocenie pewnych zachowań rodziców - a ma zaledwie 7 lat.
                  • eluthiena dzięki Sebalda 25.04.12, 23:48
                    "a podejrzewam, że autorka też traciła cierpliwość w takich kłótniach (musiałaby byś świętą, by nie tracić), gdy pisze, że dochodziło do rękoczynów, stawiam na to, że być może były obustronne, wtedy ofiara bardzo często ma poczucie winy, że sama nie zdołała się opanować, gdy była wyzywana od najgorszych albo mąż jej wykrzyczał, że jest niedoru..ną suką (mieliśmy już tutaj takie przykłady) i oddała razy"

                    To prawda sama czasem z bezsilności zaczęłam go okładać, krzyczałam itp....
                    Ale jakos wydaje mi się że kobieta jako istota bardziej emocjonalna ma do tego większe prawo niz mężczyzna. Mężczyzna kobiecie nie powinien oddawac - jest przeciez silniejszy, nie wspominając o winie...(bo to pewnie względne jest) To jest faktycznie błędne koło, ale ja czuję kiedy mąż przegina, kiedy wykorzystuje moją słabość - to nie jest normalne. Może by pomogła jakas terapia, psycholog, ale mąż nigdy nie pójdzie na to próbowałam juz......
                    Wniosek widzę coraz bardziej wyraźny - pogodzic się z byciemn samotną matką i sensownie to wszystko poukładać
              • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 14:13
                esteraj napisała:


                > Myślę, że większość ludzi spotkało się z problemem przemocy. Jedni z większym,
                > drudzy z mniejszym. Była przemoc fizyczna, psychiczna, ekonomiczna, emocjonalna
                > ... Każdy chyba człowiek doświadczył stosowanego na nim szantażu, czy nacisku,
                > co jest również elementem przemocy.
                >

                Naturalnie. Tutaj jednak jest kwestia przemocy permanentnej. I choć tak jak piszesz, każdy doświadczył w jakimś stopniu przemocy, to rady typu 'postaw granice' czy 'powiedz, że tego nie akceptujesz', że 'nie życzysz sobie takich zachowań' - mogą co najwyżej wzbudzić agresora do jeszcze intensywniejszych działań. Sam doświadczyłem tego typu rad ze strony bliskich mi osób - zupełnie nie docierało do nich, że to nic nie da, że tego typu środki dawno zostały wyczerpane i okazały się nieskuteczne.

                > Tak to prawda, tyle że to ubezwłasnowolnienie wynika z bezsilności,

                Zgadza się.

                > a bezsilność z braku wiedzy o możliwości rozwiązania danej sytuacji, problemu.

                Bezsilność wynika z braku realnej możliwości rozwiązania problemu - większość ofiar przemocy (poza bardzo prostymi ludźmi) jednak tę wiedzę posiada. Jednak wiedzieć coś a być w stanie te wiedzę wykorzystać (zacząć działać) to zupełnie odrębne sprawy.

                > Nie uświadamiamy sobie tego, że tak naprawdę mamy wybór.

                j.w. chyba większość ma tę wiedzę

                >Nie zawsze on jest między lepszym a gorszym. Czasami jest to wybór między złem a złem. >Pytanie, które zło jest gorsze.

                I to jest sedno problemu!

                > Tutaj mamy kwestię priorytetów.
                > Jeżeli dla mnie ważniejszy będzie szacunek do własnej osoby od wygód bytowych a
                > lbo odpowiedzialności za trwałość rodziny, to wybiorę szacunek.
                > Nie znaczy to, że tamte pozostałe rzeczy są dla mnie mniej ważne. Czasami jest
                > tak, że nie da się mieć wszystkiego i tego wyboru trzeba dokonać.
                >

                I to w wielu przypadkach jest bardzo trudna sprawa, w jakimś sensie nie mniej traumatyczna niż doświadczenie przemocy samo w sobie.

                > Ty Sebaldo też masz wybór. Byle jaki, ale jednak.

                Ma wybór. IMHO najlepsze przed nią.

                > Dla Ciebie ważniejsze było zapewnienie dzieciom stabilnej rodziny od poniżania
                > przez męża.

                A jaka to stabilna rodzina gdy mąż żoną (albo odwrotnie) poniża?

                > Maciek również dokonał wyboru. Rozwiódł się (tak mi się wydaje, nie znam Twojej
                > historii).
                > To nie był łatwy wybór i może nawet niekorzystny.
                >

                Niby każdy ma tendencję to dramatyzowania swoich przeżyć - ale w moim przypadku żadem wybór nie był dobry. Rozwiodłem się - tak jak piszesz - dokonałem wyboru między złem a złem. Ale w moim przypadku rozwód to jakaś forma fikcji, bo rozwodu z dzieckiem nie wezmę.
                Daje mi jednak pewne poczucie odrębności, otwiera drogę do doraźnej ucieczki bez posądzenia o porzucenie rodziny czy późniejsze obrócenie faktów przeciwko mnie. Syn rośnie - jeśli teraz poświęcę kilka lat mojego życia jemu (rezygnując z pełnej autonomii) to mam nadzieje kiedyś to doceni.

                > Tutaj Sebaldo robisz błąd myślowy, bo za wszelką cenę chcesz dokonać zmian w dr
                > ugim człowieku. Twoje zachowanie jest od tego uzależnione. Chcesz mieć wszystko
                > , czyli stabilną sytuację i szanującego męża. Czasami tak się nie da..., chyba
                > że da się, ale innymi metodami.

                Oczywiście, nie da się, jeśli od początku się nie dało.
                • baabcia Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 16:28
                  o synu
                  "... jeśli teraz poświęcę kilka lat mojego życia jemu (rezygnując z pełnej autonomii) to mam nadzieje kiedyś to doceni. "

                  to zdanie jest jedną wielką katastrofą

                  jedyne co przychodzi mi na myśl - krótko i bez dotykania

                  NIE POŚWIĘCAJ



                  • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 18:38
                    baabcia napisała:

                    > to zdanie jest jedną wielką katastrofą

                    Proszę, uzasadnij swoja wypowiedź.

                    > jedyne co przychodzi mi na myśl - krótko i bez dotykania
                    >
                    > NIE POŚWIĘCAJ

                    Wiesz... może Ty byś była skłonna olać swoje dzieci i zostawić na pastwę niestabilnego emocjonalnie przemocowca...
                    • lampka_witoszowska Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 19:06
                      ale przemocy w swojej wypowiedzi, Maćku, nie widzisz

                      i tak właśnie działa przemocowiec - ja nie mówię, że akurat spektakularnym przykładem jest osoba Maćka, bo Cię zwyczajnie nie znam, ale stosuje się przemoc w dobrej wierze, w dobrym celu i będąc po jedynie słusznej stronie - to inni są ci źli
                      • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 19:17
                        Moja odpowiedź do babci była dostosowana do jej retoryki, nic więcej.
                        • lampka_witoszowska Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 19:23
                          sam wiesz, jak się wyjaśnia własną agresję

                          idę
                          wiosna jest spokojna i dobrze się myśli w ciszy
                          • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 19:31
                            lampka_witoszowska napisała:

                            > sam wiesz, jak się wyjaśnia własną agresję

                            Wiec uważasz, że ofiara agresji nie ma prawa do obrony?
                      • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 19:22
                        Poza tym zauważ Lampko, że wpis babci to nic innego jak prostacki, choć zaowalowany atak na mnie. Ocenia nie mając zielonego pojęcia o sprawie. To tylko o niej świadczy, co dosyć dobitnie wyraziłem w mojej odpowiedzi.
                        • moniapoz Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 20:25
                          > Poza tym zauważ Lampko, że wpis babci to nic innego jak prostacki, choć zaowalo
                          > wany atak na mnie. Ocenia nie mając zielonego pojęcia o sprawie. To tylko o nie
                          > j świadczy, co dosyć dobitnie wyraziłem w mojej odpowiedzi.

                          nie widzę tego ataku....ani prostactwa.... stwierdzenie, że poświęcanie się dla dziecka i życie z przemocowcem dla jego dobra oraz oczekiwanie, że dziecko kiedyś to doceni nie jest najlepszym rozwiązaniem i do niczego dobrego nie prowadzi ...to nie atak, to po prostu opinia z która ja się w pełni zgadzam, o ile mogę smile Maćku smile
                          a Tobie powinno to dać do myślenia....choć wiem, że takich opinii nie lubisz...hehe i starasz się nie słuchać...

                          ------
                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                          • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 21:15
                            moniapoz napisała:

                            > stwierdzenie, że poświęcanie się dla dziecka i życie z przemocowcem dla jego dobra oraz
                            > oczekiwanie, że dziecko kiedyś to doceni nie jest najlepszym rozwiązaniem i do niczego
                            > dobrego nie prowadzi

                            Niczego nie oczekuję, mam tylko taką nadzieję. Staram się robić to, co najlepsze dla syna.
                            A Ty co byś zrobiła na moim miejscu? Olała dzieci, tak jak proponuje to baabcia?
                            • smarhta Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 05:57
                              > A Ty co byś zrobiła na moim miejscu? Olała dzieci, tak jak proponuje to baabcia
                              > ?

                              Ona tego wcale nie zaproponowala...

                              Sadzisz, ze pomiedzy poswieceniem siebie dla kogos, a olaniem, nie ma nic?
                              Ktos tu pisal o wyborach.
                              Wybierac mozna sposrod wiecej, niz jednej tylko mozliwosci.
                              • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 07:54
                                smarhta napisała:

                                > > A Ty co byś zrobiła na moim miejscu? Olała dzieci, tak jak proponuje to b
                                > aabcia
                                > > ?
                                >
                                > Ona tego wcale nie zaproponowala...
                                >

                                Zaproponowała - w sytuacji rozwodu, gdy dziecko zostaje z przemocowcem (kobietą) ojciec ma alternatywę: bierze rozwód z dzieckiem albo pozostaje obecny w życiu dziecka - jednocześnie pozostając pod wpływem przemocowca. Na tym polega poświęcenie.

                                > Sadzisz, ze pomiedzy poswieceniem siebie dla kogos, a olaniem, nie ma nic?
                                > Ktos tu pisal o wyborach.

                                Wybór ma rodzić, przy którym decyzja sądu pozostaje dziecko (w realiach polskich - matka). Ojcu pozostaje tylko powyższa alternatywa.

                                > Wybierac mozna sposrod wiecej, niz jednej tylko mozliwosci.

                                Niestety nie zawsze.
                            • moniapoz Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 06:26
                              > Niczego nie oczekuję, mam tylko taką nadzieję. Staram się robić to, co najlepsz
                              > e dla syna.
                              > A Ty co byś zrobiła na moim miejscu? Olała dzieci, tak jak proponuje to baabcia

                              dokładnie tak jak pisze Smartha - między poświęcaniem a olewaniem jest jeszcze coś, jakaś przestrzeń w której można coś mądrze zadziałać.
                              a co jak bym zrobiła ? na pewno coś innego niż Ty obecnie, ale powiesz, że mi łatwo się takie coś pisze, bo dzieci zostałyby przy mnie.....a z takim argumentem faktycznie nie mogę dyskutować.

                              ------
                              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                              • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 07:56
                                Monika, konkrety, konkrety.
                                Co byś zrobiła na moim miejscu?
                                • moniapoz Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 08:26
                                  to piszę konkretnie:
                                  - ja bym się wyprowadziła od przemocowego ex męża i nie narażała dziecka na życie w atmosferze awantur - Ty mieszkasz z ex
                                  - usamodzielniłabym się i brała dziecko do siebie zgodnie z planem wychowawczym
                                  - aktywnie uczestniczyłabym w życiu dziecka np. odbierając ze szkoły, organizując czas wolny itd
                                  - pokazywałabym dziecku, że jest normalny świat gdzie ludzie się kochają, nie manipulują sobą, nie szpiegują i nie obrażają innych

                                  mieszkanie z ex małżonkiem dla dobra dziecka jest dla mnie kompletną pomyłką, bo rozwód wzięło się z jakiegoś powodu a jeżeli po rozwodzie nic się nie zmienia tylko jeden z małżonków ma poczucie wolności to jak to ma się do dobra dziecka o którym to teraz piszemy ?

                                  nie czytałam całego wątku - więc odnoszę się tylko do tego poświęcenia się dla synka o którym wspomniałeś. ja poświęcania się w ogóle nie rozumiem, ale w takiej formie to jest to lekka nieporozumienie.

                                  ------
                                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                  • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 08:39
                                    Rozwód dał mi przede wszystkim pewna ochronę prawną przed szantażem emocjonalnym ze strony ex. Oczywiście ona nadal go próbuje stosować ale ja teraz mam pewność, że i tak nie ma już szans na realizacje swoich gróźb.

                                    Jeśli wyprowadzę się z domu to dziecko w tym wieku odbierze to jako porzucenie. Realizować opiekę oddzielnie, zgodnie z planem wychowawczym będę mógł gdy kupię drugie mieszkanie. Obecnie mnie na to nie stać.
                                    • moniapoz Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 09:07
                                      Maciek
                                      robisz jak Ci się wydaje najlepiej - ja subiektywnie oceniam, że nie tędy droga ale to jest moja subiektywna ocena i nie będę się upierać, że mam rację.
                                      drażni mnie tylko stwierdzania, że to co robisz (czyli żyjesz pod jednym dachem z ex która jest osobą używającą przemocy psychicznej w stosunku do Ciebie....nie do syna, zauważ) traktujesz jako poświęcenie się dla dobra dziecka - moim zdaniem robisz tym właśnie krzywdę dziecku i może gdzieś głęboko w świadomości zdajesz sobie z tego sprawę, dlatego sobie zracjonalizowałeś to tym myśleniem, że dla dobra dziecka ja się poświęcę.

                                      ------
                                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                    • esteraj Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 09:56
                                      Maćku, kiedy dokonuje się wyborów, nie powinno być miejsca na poświęcenie.
                                      Nie uważam, że postępujesz źle mieszkając nadal z ex.
                                      Różnica w podejściu jest taka, że możesz powiedzieć:
                                      1. Mieszkam wraz z byłą żoną, bo nie chcę, by dziecko czuło się opuszczone - tutaj mamy podtekst poświęcenia, bo mimo wszystko wyczuwalna jest chęć docenienia tego faktu.
                                      2. Mieszkam wraz z byłą żoną, bo nie chcę opuszczać dziecka - w tym podejściu wyczuwalny jest świadomy wybór, z którym jesteś pogodzony, nie oczekujesz nagrody, bo nagrodą jest bycie z dzieckiem.
                                      • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 10:05
                                        U mnie występuje opcja 2. Poza tym tylko tak mam choćby znikome szanse przekazania dziecku mojego systemu wartości, skrajnie odmiennego od systemu wartości mojej ex i chronienia go przed wrogą indoktrynacją (wyzwiska i wiadra pomyj wylewane na moją rodzinę).
                  • moniapoz Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 20:21
                    > o synu
                    > "... jeśli teraz poświęcę kilka lat mojego życia jemu (rezygnując z pełnej auto
                    > nomii) to mam nadzieje kiedyś to doceni. "
                    >
                    > to zdanie jest jedną wielką katastrofą
                    >
                    > jedyne co przychodzi mi na myśl - krótko i bez dotykania
                    >
                    > NIE POŚWIĘCAJ


                    zgodzę się z ....to zdanie to może nie katastrofa ale obrazuje duży duży błąd w myśleniu
                    a potem będą łzy, że syn niewdzięczny a ja dla niego tyle poświęciłem....
                    • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 21:19
                      moniapoz napisała:

                      > > o synu
                      > > "... jeśli teraz poświęcę kilka lat mojego życia jemu (rezygnując z pełne
                      > j auto
                      > > nomii) to mam nadzieje kiedyś to doceni. "
                      > >
                      > > to zdanie jest jedną wielką katastrofą
                      > >
                      > > jedyne co przychodzi mi na myśl - krótko i bez dotykania
                      > >
                      > > NIE POŚWIĘCAJ
                      >
                      >
                      > zgodzę się z ....to zdanie to może nie katastrofa ale obrazuje duży duży błąd w
                      > myśleniu
                      > a potem będą łzy, że syn niewdzięczny a ja dla niego tyle poświęciłem....

                      Moniko, racz zwrócić uwagę, że intencją autorki wcale nie była troska o moje samopoczucie w przyszłości. Dalej podtrzymuję, iż jest to w najłagodniej oceniając manipulacja. Zwłaszcza, że autorka do moich słów dodała swój dopisek 'o synu'.
                      • zabelina Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 23:32
                        Zwłaszcza, że autorka do moich słów dodała swój dopisek 'o synu'
                        > .

                        Prawdopodobnie po prostu jest sporo od Ciebie starsza. I nic poza tym.
                      • moniapoz Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 06:33
                        > Moniko, racz zwrócić uwagę, że intencją autorki wcale nie była troska o moje sa
                        > mopoczucie w przyszłości. Dalej podtrzymuję, iż jest to w najłagodniej oceniają
                        > c manipulacja. Zwłaszcza, że autorka do moich słów dodała swój dopisek 'o synu'

                        ja tu manipulacji nie widzę - sam napisałeś tak:
                        "Syn rośnie - jeśli teraz poświęcę kilka lat mojego życia jemu (rezygnując z pełnej autonomii) to mam nadzieje kiedyś to doceni"

                        czepiasz się, bo Ci opinia Baabci nie odpowiada - tak ja to widzę
                        dlatego dopisujesz jej złe intencje, a chyba jest tak, że Baabcia jest starsza od Ciebie i po prostu wie, że poświęcanie się dla kogoś i oczekiwanie, że on to doceni może prowadzić do wielkich rozczarowań....


                        ------
                        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                        • maciekqbn Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 07:48
                          Może niech się Baabcia sama wypowie, bo ja jednak podtrzymuję, że nie kierowała się szlachetnymi intencjami i troska o moje samopoczucie na stare lata. Wręcz przeciwnie.

                          A manipulacja jest. Jesteś inteligentna i dziwię się, że tego nie widzisz - no chyba, że nie chcesz widzieć. Zwróć tylko uwagę, że obie części zdania są rozdzielone myślnikiem pierwsza część jest o synu (rośnie) druga o mnie i moim postanowieniu.

                          Poza tym - jeśli nie doceni, to ja i tak będę czuł satysfakcję, z sumiennie spełnionego obowiązku rodzicielskiego. Chyba każdy normalny człowiek kocha swoje dzieci, niezależnie od tego czy doceniają rodzica, czy tez nie. Ale jak widać, niektórzy mają inaczej - człowiek ocenia innych wg swoich norm moralnych, czyż nie Baabciu?
                          • moniapoz Re: Do Maćka i Sebaldy 26.04.12, 08:29
                            pewnie niech się wypowie, ja mimo swojej rzekomej inteligencji manipulacji nadal nie widzę

                            i pewnie, że będziesz kochał nawet jeżeli mimo poświęceń dziecko tego nie doceni, ale możesz żałować i mieć żal sam do siebie.....dziecko jest ważne ale Ty też jesteś ważny.

                            ------
                            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
              • eluthiena Re: Do Maćka i Sebaldy 25.04.12, 23:42
                "Jeżeli dla mnie ważniejszy będzie szacunek do własnej osoby od wygód bytowych albo odpowiedzialności za trwałość rodziny, to wybiorę szacunek. "

                No widzisz- dla mnie takie postawienie sprawy to po prostu egoizm....
          • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 25.04.12, 23:40
            Trafiłas niestety w sedno, ja sie wzruszam, jego nie rusza nic........
        • eluthiena Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 25.04.12, 23:38
          tak ale w wiekszości moich próśb o pieniądze -jest odpowiedz: nie mam, czekam na przelew, to co mam zrobic???? czekac az wyłącza mi prąd, cieplo? Juz raz wyłączyli w środku zimy - nie przejął się... Dom w górach jest w ramach wspólnoty, pomysly sprzedazy sa ale cięzko o realizacje. Najgorsze jest to ze na niego zadne wstrząsy nie działają. Próbowałam raz przez dwa tygodnie - kazałam mu sie wyprowadzic. Nie odezwał sie dopóki sama nie zadzwoniłam i nie powiedziałam ze dzieci za nim tęsknią. To jak mam jeszcze wstrząsąc nim??? Mam wrażenie ze jak kaze mu sie wynieść to go właśnie uszczęśliwię.
          • smarhta Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 26.04.12, 06:15
            > tak ale w wiekszości moich próśb o pieniądze -jest odpowiedz: nie mam, czekam n
            > a przelew, to co mam zrobic???? czekac az wyłącza mi prąd, cieplo?

            Rozdzielnosc majatkowa, alimenty.
            Moze byc w zwiazku z rozwodem, separacja, albo bez rozwodu i separacji.

            Dom w górach jest w ramach wspólnoty,
            > pomysly sprzedazy sa ale cięzko o realizacje.

            Rozdzielnosc majatkowa, podzial majatku.
            Moze byc w zwiazku z rozwodem, separacja, albo bez rozwodu i separacji.

            > Mam wrażenie ze jak ka
            > ze mu sie wynieść to go właśnie uszczęśliwię.

            Mozliwe.
            I co w zwiazku z tym?
            Unikniecie uszczesliwienia go, pozwolenia, zeby myslal, ze wygral, jest glownym celem dla Ciebie?
            Co jest Twoim problemem, co chcesz w ogole tak naprawde zmienic?

            Czemu na wlasne problemy nie mozna tak jasno spojrzec? tongue_out
    • fraaa plucie u niektorych 26.04.12, 11:18
      ssakow jest okazaniem wielkiego zainteresowania jakm samiec darzy samice

    • wendd Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 28.04.12, 11:13
      Ani nie ma czego współczuć ani się nad czym rozczulać.
      Dwoje ludzi siebie wartychsmile których wiąże ze sobą wygoda i strach przed życiem w pojedynkę.
      Pan, który żony unika i pani, która przyjmie każde upodlenie byleby tego męża przy sobie zatrzymać.
      Twoje działania Eluthiena z dbaniem o dobro dzieci nie mają nic wspólnego - wszystko co robisz, robisz tylko i wyłącznie dla siebie powodowana obrzydliwym strachem przed życiem.
      I pocieszę Cię jeszcze - jak Wam się to małżeństwo sypnie (a sypnie się na 100%), to takich dupków jak Twój mąż jest na pęczki - więc na pewno kogoś sobie do utrzymywania znajdziesz.
      Takich pań desperatek tak Ty też są całe zastępy więc mąż też nie pozostanie samotnysmile

      Tylko jak zwykle dzieci szkoda - wyrosną pewnie na takie same egzemplarze jak rodzice.
    • wendd Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 28.04.12, 11:45
      O jeszcze jeden super wpissmile

      ""Jeżeli dla mnie ważniejszy będzie szacunek do własnej osoby od wygód bytowych albo odpowiedzialności za trwałość rodziny, to wybiorę szacunek. "

      No widzisz- dla mnie takie postawienie sprawy to po prostu egoizm.... "
      -----------------------

      Rodzina, której członkowie kochają się, są dla siebie wsparciem i są wobec siebie lojalni jest olbrzymią wartością.
      To co Ty opisałaś to zaledwie jakiś wygodny ekonomicznie i logistycznie układ, który poza tym nie przedstawia żadnej wartości.
      Boże chroń nas przed takimi "rodzinami", bo są tylko źródłem cierpienia i patologii.

      Skrajnym egoizmem jest to, co Ty robisz w tej chwili.
    • baabcia Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 29.04.12, 09:44
      może ktoś zechce się zatrzymać na chwilę
      nie odnoszę się do tego konkretnego przypadku
      tylko bardzo ogólnie i wyrywkowo zapytam czy bierzecie pod uwagę takie informacje

      im chłop mocniej bije tym trudniej wyzwolić się z takiego patologicznego związku
      to nie jest proste
      ważne jest z czym kobieta przyszła do małżeństwa, jak długo i mocno została wkręcona i jakie ma wsparcie na zewnątrz

      najważniejsza jest myśl - muszę coś z tym zrobić, muszę się uwolnić - muszę uwierzyć w siebie i nauczyć się inaczej żyć - to najtrudniejsze;

      jeśli ktoś sądzi, że bardzo destrukcyjnego związku łatwiej się wyrwać niż z ekskluzywnego związku gdzie pomiędzy płatkami róż złe spojrzenia coś popsuły jest w błędzie

      złe emocje wiążą trwale - niestety
      i potrzeba wsparcia i próba zrozumienia są bezcenne

      podziwiam ludzi, którzy wyrywają się z piekła - zwłaszcza dzieci - znam takie - szkoda, że jest ich niewiele

      często wymaga to od nich przewartościowania tego co mają wszyte pod skórą - przez dom i kościół

    • mama_myszkina Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 06.05.12, 05:17
      Włożyłaś wiele wysiłku w to, aby nie widzieć tego, co jest oczywiste. Co wiecej facet wcale nie ukrywał, jaki jest i nie mydlił Ci oczu. Podejrzewam, że jesli chodzi o niego to obie ciąże były niechciane.

      Nie rozumiem tego owczego pędu polskich kobiet do zmieniana faceta. Nie lepiej poszukać takiego, który odpowiada?

      Ogarnij się i uwierz w to, co mówi ten twój rozpłodowiec - jesteście z dwóch innych światów.

      Miałam takiego ojca. Nie zmieniła go ani moja matka ani niezliczona ilość kochanek, żon itp. On też nigdy nie ukrywał, jaki był, a mimo to kobiety ustawiały się wkolejce żeby zajść znim w ciążę. Oczywiście, tak jak Ty, każda z nich myślała, że dziecko go zmieni (to cytat z Twojego postu. Nie zmieniło. Żadne a trochę ich narobił.
      • baabcia Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 06.05.12, 09:42
        ciekawe co one poczuły o czym Ty nie wiesz
        czego potrzebowały
        dlaczego tak wybierały
        póki nie wiemy to nie wiemy przed czym się bronimy tak mocno
        życie jest ciekawsze niż uda nam się pojąć
        • mama_myszkina Re: pora na mnie potrzebuję Was.... 06.05.12, 14:56
          baabcia napisała:

          > ciekawe co one poczuły o czym Ty nie wiesz
          > czego potrzebowały
          > dlaczego tak wybierały
          > póki nie wiemy to nie wiemy przed czym się bronimy tak mocno
          > życie jest ciekawsze niż uda nam się pojąć

          Psychologia już dawno znalazła odpowiedzi na pytania, któe stawiasz. Wystarczy poczytać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka