Syn (6 lat) chciał zestaw lego za 800 zł. Odmówiłam, bo nie sądzę by mu to było do szczęścia potrzebne

Poprosił tatę, tata kupił+dołożył drugi za 500 zł. Teraz syn codziennie pyta kiedy pójdzie do taty, bo chce się bawić tym zestawem. I od razu tata jest super. Fajnie, że chce chodzic do taty (był okres, kiedy był do niego negatywnie nastawiony), ale nie podoba mi sie powód. I nie chodzi o to, że ex ma więcej pieniędzy, a ja mu zazdroszczę, bo bez problemu mogłabym kupić to samo, tylko po pierwsze po co, po drugie wolę takie pieniądze przeznaczyć np. na jakiś wyjazd. Wczoraj zapłaciłam 800 zł u stomatologa za leczenie dziecka, 2 razy w roku jeździmy na wczasy (+ kilka wyjazdów weekendowych), ale przeciez dziecko tego tak nie widzi. Najbardziej się martwię, że syn po prostu stanie się materialistą (jak jego ojciec), będzie oceniał ludzi na tej podstawie i będzie szastał pieniędzmi. Ex w ogóle nie myśli np. o oszczędzaniu jakimkolwiek, nie zabiera dziecka na wyjazdy, nie organizuje czasu, po prostu co jakis czas kupuje drogą zabawkę. Rozmowy nie przynoszą żadnego efektu (z resztą nie spodziewałam się niczego innego). Staram się wpajać dziecku jakies wartości, a potem idzie do taty, który ma te wartości gdzieś.