Dodaj do ulubionych

Rozwód i adoptowane dziecko

30.09.12, 11:39
Mam 37 lat, męża i adoptowane dziecko, bo nie mogłam zajść w ciążę. Mój mąż mnie zdradził, a ja nie potrafię wybaczyć mu tej zdrady choć próbowałam. Mamy dom na który zaciągnęliśmy spory kredyt. Wiem, że nasze małżeństwo to fikcja, a mąż mnie nie kocha. Nie chcę już dłużej żyć w tym chorym związku i chcę się rozwieść. Boję się jednak tego co będzie potem. Czy ktoś z was ma takie doświadczenia i może mi powiedzieć jak wygląda rozwód kiedy dziecko jest adoptowane? I co z kredytem na dom?
Obserwuj wątek
    • jagienka_2 Re: Rozwód i adoptowane dziecko 30.09.12, 11:47
      Rozwód pary z adoptowanym dzieckiem wygląda dokładnie tak samo jak w przypadku małżeństwa, które ma potomstwo biologiczne. Znam dwa takie przypadki - ojcowie płacą alimenty i spotykają się z dziećmi.
      • tygrys19834 Re: Rozwód i adoptowane dziecko 30.09.12, 11:50
        A czy ośrodek adopcyjny może się w to wtrącać? Jestem pewna, że chcę rozwodu i nie chciałabym żeby sąd wysyłał mnie do instytucji które pomagają "rozwiązywać problemy małżeńskie"
        • jagienka_2 Re: Rozwód i adoptowane dziecko 30.09.12, 11:56
          Jeżeli jesteście w trakcie procedury adopcyjnej, to OA może się wtrącać, a nawet powinien. W tych przypadkach, które znam, dzieci były już w rodzinie kilka lat i żadnych interwencji ze strony ośrodka nie było.
          • tygrys19834 Re: Rozwód i adoptowane dziecko 30.09.12, 12:05
            Dziękuję Jagienko-2. Nasza córka ma już 5 lat i mamy ją od niemowlęcia. Kamień spadł mi z serca, bo tego się najbardziej obawiałam.
          • argentusa Re: Rozwód i adoptowane dziecko 30.09.12, 12:33
            W moim przypadku, oao wiedział, nie wtrącał się. Były deklaracje wsparcia gdybyśmy potrzebowali.
            A relacje młodego z ojcem są bez zarzutu z mojego punktu widzenia.
            Ar.
            ps. nie jest prawdą, że rozwód w rodzinie adopcyjnej jest identyczną sytuacją jak w adopcyjnej. (i piszę to jako mama mieszana -mam dzieci biol i ado). Dziecko adopcyjne ma za sobą "jedną zerwaną więź" więcej. Niezmiernie ważne jest, by ta z rodzicem niemieszkającym razem pozostała jak najsilniejsza. Stąd też, w mojej opinii, bardzo ważne by "nie zagubić" w okresie okołorozwodowym dziecka w tym wszystkim.
            ( I ku wyjaśnieniu: nasz synek trafił do nas w wieku kilku tygodni).
    • zalosny.jestes A na czym polegała ta "zdrada"? 30.09.12, 12:46
      B/T
      • tygrys19834 Re: A na czym polegała ta "zdrada"? 30.09.12, 13:30
        Wydało się wszystko kiedy przeczytałam smsy mojego męża do innej kobiety i odwrotnie. Pisał "jestem z nią tylko ze względu na córkę, z z Tobą bo Cię kocham i zależy mi na Tobie". Już dokładnie nie pamiętam. Podczas kolejnej kłótni przyznał się, że mnie nie kocha, że wolałby byc z nią. To okropne
        • zalosny.jestes Ja Cię rozumiem, ale on dla bzykania powiedziałby 30.09.12, 14:03
          tej pani wszystko. Chciał wrócić? Żałował za grzechy jak narkotyki minęły?
          • tygrys19834 Re: Ja Cię rozumiem, ale on dla bzykania powiedzi 30.09.12, 14:08
            Przyznał, że ją kocha i że żałuje, że mnie skrzywdził ale tak wyszło. Powiedział też, że nie chciałby rozwodu, bo nie chce stracić tego co ma. łajdak żałosny i materialista
            • zalosny.jestes Był szczery, dlaczego miał tracić coś na co 30.09.12, 14:14
              pracował całe życie. Przecież na końcu i tak jesteś Ty i dziecko, więc w rezultacie oboje dostaniecie po tyłku. Pragmatyczne podejście, szkoda tylko, bo może rzeczywiście chłopu narkotyki uderzyły do głowy...myślę, że po dwóch, trzech latach by mu przeszło.
              • tygrys19834 Re: Był szczery, dlaczego miał tracić coś na co 30.09.12, 14:17
                Gdyby nie to, że tak bardzo kocha Małą i boi się, że jakiś obcy mężczyzna będzie ją wychowywał odszedłby do niej. Taka jest prawda. Nam już od dawna się nie układa i ciągle się kłócimy. Rozwód będzie najlepszym rozwiązaniem. Tu nie ma już czego ratować, bo oboje nie możemy na siebie patrzeć.
                • zalosny.jestes Wcale mu się nie dziwię, że nie chce, żeby obcy 01.10.12, 08:46
                  facet wychowywał jego córkę. Mogłabyś odwrócić na chwilę role i postawić się w jego sytuacji? Odchodzisz zostawiając mu dziecko, płacisz alimenty na to dziecko i obserwujesz jak on i jego nowa pani uśmiechnięci z Waszym dzieckiem za rękę idą na niedzielny spacer. Możesz to sobie w ogóle wyobrazić?
                  • fotm Re: Wcale mu się nie dziwię, że nie chce, żeby ob 01.10.12, 10:03
                    “Cieszy mię ten rym: „Polak mądr po szkodzie”; Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.”
                    • zalosny.jestes Mądr po szkodzie? To może miał tkwić w czymś 01.10.12, 10:26
                      co umarło już dawno? Co by się zmieniło w jego sytuacji, gdyby najpierw powiedział żonie, że jej nie kocha a później znalazł sobie panią? Dokładnie nic. Tak czy tak zostałby bankomatem a w oczach pani kanalią. Czy błąd oznacza, że ktoś musi płacić najwyższą cenę aż do śmierci? A może KS-y dla zdradzających wprowadzić?
                      • yoma Re: Mądr po szkodzie? To może miał tkwić w czymś 01.10.12, 11:07
                        A już chciałam powiedzieć, że chyba dzisiaj Wigilia, bo się Żałosny odzywa rozumnie, ale zdążył wsiąść na ukochaną chabetę i przepadło.
                        • zalosny.jestes Rozumnie, to znaczy mówi to co Wy chcecie 01.10.12, 11:09
                          usłyszeć? Tak funkcjonuje 90% związków w tym kraju. A później jest ryk...oszukał mnie!!!
                • tricolour No to odejdź od męża, zostaw dziecko pod jego... 01.10.12, 09:48
                  ... opieką, a sama żyj pełnią życia. Dobre rozwiązanie?

                  A może masz inne plany?
                  • fotm Re: No to odejdź od męża, zostaw dziecko pod jego 01.10.12, 09:58
                    Jak coś powiesz, to już powiesz... Facet ją zdradził, skrzywdził, a ona ma mu wybaczyć, a jak chce rozwodu, to zostawić mu dziecko. Trochę obiektywizmu, a nie zawsze w swoją stronę. Od razu widać kto ma jakie doświadczenia...
                    • tricolour No właśnie - trochę obiektywizmu... 01.10.12, 10:05
                      ... bo na razie kobieta planująca rozwód (bo facet słowem o rozwodzie nie mówi, a wręcz przeciwnie) zakłada, że dziecko musi być prze niej, kasa na dziecko musi się znaleźć, a jedyna niewiadomą jest kredyt.

                      Tymczasem sprawa rozwodowa powinna byc przede wszystkim pomyślunkiem, CO ZROBIĆ. Jaka formę opieki wybrać, jak zorganizować czas dziecka, jak podzielić majątek by ponieść jak najmniejsze straty.

                      PS. Bardzo też proszę, byś powściągnęła agresję wyniesioną z domu i unikała zawoalowanych ataków personalnych ("Od razu widać kto ma jakie doświadczenia"). Bo to Ty masz bardzo kiepskie doświadczenia.
                      • fotm Re: No właśnie - trochę obiektywizmu... 01.10.12, 10:11
                        Autorka nie zakłada odebrania dziecka ojcu tylko martwi się o opinię Ośrodka Adopcyjnego, a to raczej nie to samo prawda?
                        Nie ukrywam, że mam kiepskie doświadczenia, ale ja przynajmniej nie wybielam wszystkich kobiet i nie urągam wszystkim facetom wokół. Zdaję sobie sprawę, że to ja dokonałam kiepskiego wyboru i że to również moja wina, a nie całej reszty świata.
                        • zalosny.jestes Ale w praktyce dziecko przy matce oznacza 01.10.12, 10:29
                          widzenia z dzieckiem dla faceta raz na dwa tygodnie między 11:00 a 17:34 w soboty i 12:11 a 19:45 w niedzielę. Minuta spóźnienia i policja. Dodatkowo dziecko będzie wiecznie chore w weekendy. Odebranie praw rodzicielskich? Kolejna forma represji stosowana w wielu nieuzasadnionych przypadkach jako dodatkowa forma nacisku na faceta. Chory kraj, chore sądy, chore prawo wink
                          • fotm Re: Ale w praktyce dziecko przy matce oznacza 01.10.12, 10:46
                            Wiesz, co człowiek to inne doświadczenia. U mnie akurat sytuacja wygląda tak, że chętnie dawałabym dziecko ojcu nawet co drugi dzień. Jest jego ojcem i nikt tego nigdy nie zmieni. To, że my przestaliśmy być małżeństwem nie oznacza, że mam prawo odebrać ojca dziecku. Nigdy nie utrudniałam mu kontaktów. Tyle, że to on nie chce, nie ma czasu, nie interesuje się i nie spotyka z Młodym. Na początku pisałam, dzwoniłam i prosiłam, teraz dałam sobie spokój. Nawet sąd nie jest w stanie zmusić kogoś, żeby kochał własne potomstwo.
                            Widzę po Twoich wpisach, że trafiłeś na wybitnie wredną babę smile.
                          • noname2002 Re: Ale w praktyce dziecko przy matce oznacza 01.10.12, 11:47
                            Tak a u mnie minuta spóźnienia to awantura-spóźnienia mojego po odbiór dziecka tongue_out
                            Spotkania co tydzień, 3-4godziny, 3 dni w wakacje i więcej czasu ojciec z dzieckiem spędzać nie chce. Kilka razy miałam jakiś swoje plany i pytałam czy nie weźmie syna na weekend(wtedy 8latka, samodzielnego), słyszałam "nie, bo nie".
                  • kobieta306 Re: No to odejdź od męża, zostaw dziecko pod jego 01.10.12, 10:03
                    nie rozumiem! Ona ma odchodzić aby żyć pełnią życia???
                    Coś Ci się pozajączkowało??
                    • tricolour Tak... 01.10.12, 10:07
                      ... skoro się męczy, to niech odejdzie, Zajączku.
                      • kobieta306 Re: Tak... 01.10.12, 10:09
                        no ale możesz chyba jej te porady dawac bardziej symetrycznie, a nie tylko "niech odejdzie".
                        Czy to ona sie prosiła o taki scenariusz?? A może, skoro on narobił takiego gnoju, to niech weźmie na klatę jak chłop z jajami i niech sam odejdzie.
                        • zalosny.jestes Chłop z "jajami" bierze walizkę, zostawia pani 01.10.12, 10:30
                          wszystko, płaci wysokie alimenty i nie wtrąca się w wychowanie dziecka. Brawo dla wszystkich chłopów z jajami. Możesz mi podać definicję kobiety z jajnikami? Argumentacja jak spod remizy, ale niech będzie...
                          • kobieta306 Re: Chłop z "jajami" bierze walizkę, zostawia pan 01.10.12, 10:36
                            Chłop z jajami, czy baba z jajnikami = na jedno wychodzi - każdy powinien umiec ponieść konswkwencje swoich zachowań. Płeć nie ma nic do rzeczy. Facet zdecydował się przeciw swojej rodzinie. Zatem niech działa tak, aby jak najmniej ludzie ucierpieli (żona i dziecko) i niech idzie w sina dal.Łańcucha u nogi nie ma ale przyzwoitośc nakazuje aby się o rodzine zatroszczyć stosownie, czyli zonie płacić, dziecko wychowywać, a kochankę bzykać dalej ale już oficjalnie.
                            • tricolour A Ty masz faceta? 01.10.12, 10:45
                              Czy żyjesz samotnie?
                              • kobieta306 Re: A Ty masz faceta? 01.10.12, 10:58
                                a dlaczego pytasz?
                                czy wiem jak wyglada samotne życie?
                                • tricolour Nie pytam o samotne życie... 01.10.12, 11:03
                                  ... tylko życie we dwójkę, gdy między hedonizmem, a ascezą jest pole nadużyć i kompromisów.
                                  • kobieta306 Re: Nie pytam o samotne życie... 01.10.12, 11:08
                                    ależ ja się z tym zgadzam. Tylko każdy ma inną granicę wytrzymałości i inny próg bólu.
                                    Życie w związku, małżeństwie to sa kompromisy, należy wybaczać, rozumieć, rozmawiać. Jeden wybaczy wiele, a inny już mniej. Nie namawiam autorki do rozwodu. Daję jej tylko pełne przyzwolenie na to, że to teraz tylko i wyłącznie ona zadecyduje co dalej. Decyzja, że pan zostaje jest bardzo chwalebna, szkoda tylko, że najprawdopodobniej podszyta strachem o własną egzystencję. Ale w człowieka wierzyć oczywiście należy. Obym się myliła i oby decyza pana o pozostaniu przy rodzinie była szczera - tego autorce życzę.
                        • tricolour O jakim gnoju piszesz? 01.10.12, 10:38
                          Jest raptem jeden SMS, a nie żaden gnój, bo facet wyraźnie pisze, że co prawda kocha, ale dalej już ma w dupie to kochanie, bo zostaje z żoną, dzieckiem i majątkiem.

                          Naprawdę uważasz, że można przez 50 lat żyć z małżonkiem bez wahnięcia emocji w kierunku kogoś innego? Dla mnie byłoby to objawem jakiejś choroby, dysfunkcji, jak jedzenie tylko śledzi na śniadanie, obiad i kolację. Uważam właśnie za objaw miłości do rodziny, gdy facet zakochawszy się w innej, zostawia precz zakochanie na rzecz miłości. Tymczasem ta "miłująca" żona stawia wyżej dumę nad miłość i stabilność rodziny.

                          Przecież zdrada nie jest nawet powodem do rozwodu. Nawet chłodne prawo widzi w zdradzie bardziej ułomność ludzka niż celową szkodę.
                          • kobieta306 Re: O jakim gnoju piszesz? 01.10.12, 10:42
                            autorka pisze tak : "Podczas kolejnej kłótni przyznał się, że mnie nie kocha, że wolałby byc z nią."
                            No - prosty jasny komunikat. Zatem niech idzie. A że ma zachwiania, że może jednak by został - no boi się zwyczajnie, że mu się pogorszy i kochanki nie jest pewien. Czyli kieruje się tylko i wyłącznie miłością własną, najczystszą formą egoizmu, nieposzanowaniem drugiego człowieka (zarówno żony jak i kochanki).
                            • zalosny.jestes Miał zachwianie, wybiera dom i rodzinę! Nie unosi 01.10.12, 10:45
                              się kretyńskim ego tylko wybiera dobro najbliższych. Niestety ego pani nie pozwala jej logicznie myśleć i tu jest pies pogrzebany.
                              • kobieta306 Re: Miał zachwianie, wybiera dom i rodzinę! Nie u 01.10.12, 10:53
                                hoa hola dobry człowieku,
                                on miał możliwośc wyboru - wybiera żonę (wcale nie dla dobra najblizszych ale WYŁĄCZNIE dla dobra własnego, bo go strach obleciał, jak co do czego przyszło)
                                Ale teraz jeszcze należy poczekać co wybierze żona - bo teraz to żona ma ruch i od żony wszystko zależy. I ja nie namawiam jej do rozwodu, bo uważam, że rozwód jest złem. Ale ona ma wszelkie prawa teraz aby go w dupę na pożegnanie kopnąć. A co zrobi, to jej sprawa.
                                Osobiście poczekałabym na dalszy rozwój wydarzeń. Pan bankowo za jakiś czas do kochanki wróci. Tym samym da ostateczny powód aby od niego jednak odejść. Oczywiście pozostaje kwestia chorób wenerycznych - szczoteczki i faceta się nie pożycza.
                              • fotm Re: Miał zachwianie, wybiera dom i rodzinę! Nie u 01.10.12, 10:54
                                Błagam. Przyznaj się chociaż, że gdyby post napisał facet, to waliłbyś tekstami: "wywal babę przez balkon, sama sobie wybrała". Pisze kobieta, więc Wam się solidarność plemników włącza. Umiałbyś wybaczyć zdradę? Z tego co autorka pisze jasno wynika, że facet boi się stracić to co ma i niekoniecznie chodzi o nią, ale o chatę i wygodne życie. A panienkę na boku będzie miał, czy ona mu wybaczy, czy nie.
                                • zalosny.jestes Uwierz mi, że "zdrada" typu udostępnienie pochwy 01.10.12, 11:05
                                  obcemu penisowi vel penis w obcej pochwie jest jedną z najmniejszych niegodziwości jaką człowiek może zrobić człowiekowi. Znam dużo bardziej poważne rodzaje zdrad, które przez panie są bagatelizowane.
                                  • kobieta306 Re: Uwierz mi, że "zdrada" typu udostępnienie poc 01.10.12, 11:11
                                    ale z tego co pisze autorka wynika, że nie chodzi tylko o penis w obcej pochwie ale przede wszystkim o uczucia.
                                    • zalosny.jestes Śmiem twierdzić, że jednak penis w obcej pochwie 01.10.12, 11:13
                                      uczucia typu zauroczenie przy spółkowaniu z nową panią są normalne. Ne pewno nie można ich nazwać miłością.
                                      • kobieta306 Re: Śmiem twierdzić, że jednak penis w obcej poch 01.10.12, 11:17
                                        no dobrze. Nawet rozumiem. To spytam tak - czy gdyby Twoja partnerka postawiła Ciebie w takiej sytuacji, tzn. udostępniłaby swoja pochwę, to czy równie tolerancyjnie podszedłbyś do szeroko pojetego ratowania rodziny? No załóżmy, że miala jakiś hormonalny skok. Proszę nie pisz, że kobiety się zakochują, bo czasami idą w tango ot tak, bez emocji, dla odmiany. No i Ty czytasz przypadkowo sms, z którego wynika, że on ma większego i lepszą technikę. Potem ona niby wraca, niby nie ale ostatecznie jednak chciałaby z Toba zostać, bo rodzina najważniejsza. Co robisz?
                                        • kobieta306 Re: Śmiem twierdzić, że jednak penis w obcej poch 01.10.12, 11:18
                                          to było pytanie do Żałosnego, przepraszam dziwnie się podpięło.
                                        • zalosny.jestes Jak są dzieci - bezwzględnie zostaję. Stawiam 01.10.12, 11:20
                                          sprawę jasno. Koniec zabawy - czas się obudzić. I tak by to działało w obie strony, gdyby nie chore prawo w kartoflanej umożliwiające za włożenie penisa do obcej pochwy skazanie faceta na kompletny niebyt. Pani zwyczajnie nie ma żadnego powodu, żeby ratować związek bo inna pni w todze plus reszta "skrzywdzonych" wmówi jej, że jak chłop kanalia zdechnie nawet to dobrze mu tak, bo ma za swoje.
                                          • kobieta306 Re: Jak są dzieci - bezwzględnie zostaję. Stawiam 01.10.12, 11:22
                                            wiesz, że nawet Cie rozumiem.
                                          • fotm Re: Jak są dzieci - bezwzględnie zostaję. Stawiam 01.10.12, 11:24
                                            A czy zostałeś kiedyś zdradzony, czy teoretyzujesz? A może Ty zdradziłeś? Pytam bez złośliwości, po prostu wiem po sobie, bo również byłam idealistką, dopóki nie przeżyłam kilku traum na własnej skórze.
                                            • zalosny.jestes W Twoim pojęciu "zdrady" i zdradziłem i zostałem 01.10.12, 11:25
                                              zdradzony. Znam ból, znam szarpaninę, gonitwę myśli itp. I nadal twierdzę, że są gorsze zdardy, których istnienia kobiety w ogóle nie zauważają.
                                              • kobieta306 Re: W Twoim pojęciu "zdrady" i zdradziłem i zosta 01.10.12, 11:28
                                                napisz więcej o tym jeśli możesz.
                                                • zalosny.jestes Nie odniosę się do mojej prywatnej historii 01.10.12, 11:32
                                                  natomiast uważam, że dużo większą zdradą jest na przykład okradanie własnej rodziny (męża i dzieci) i wspierani matki, rodzeństwa i innych "biednych" ludzi. Człowiek pobiera się z jedną osobą a później okazuję się, że również z teściową. Sorry, ale każdy ma określoną wydolność a jak się ciężko pracuje i dobrze zarabia to się chce czerpać z tego korzyści a nie utrzymywać hordy nierobów żyjące z alimentów i zasiłków z pomocy społecznej przez całe życie.
                                                  • kobieta306 Re: Nie odniosę się do mojej prywatnej historii 01.10.12, 11:37
                                                    o tak, z tym sie zgodzę. Wszelkie finansowe, prawne oszustwa. Tutaj mam z Anią Blue z naszego forum podobne doświadczenia - to jest działanie na szkode rodziny, czyli zdrada tej rodziny.
                                                  • fotm Re: Nie odniosę się do mojej prywatnej historii 01.10.12, 11:53
                                                    Nie zgodzę się, że to większa zdrada, ale sama również doświadczyłam dokładnie tego o czym piszesz i potwierdzam, że człowieka krew zalewa w takiej sytuacji.
                                              • fotm Re: W Twoim pojęciu "zdrady" i zdradziłem i zosta 01.10.12, 11:31
                                                A co oznacza w "moim pojęciu". Obawiam się, że "moje pojęcie", to pojęcie większości osób - również mężczyzn. Zdrada = seks z inną osobą. I jakich to zdrad nie zauważamy?
                                                • zalosny.jestes Zdrada? Trzymanie strony kogoś innego, jeżeli się 01.10.12, 11:35
                                                  widzi bezsens rozumowania a jedyne co karze tak robić to np. solidarność jajników, mamusia, itp.
                                            • kobieta306 Re: Jak są dzieci - bezwzględnie zostaję. Stawiam 01.10.12, 11:27
                                              pozwolę sobie na ocenę sytuacji Żałosnego - to on zdradził , a żona mu tego nie wybaczyła, mimo, że był to jakiś niewinny z jego strony i w jego pojęciu numer. Myle się Żałosny?
                                              Kobiety mają trudności z wybaczaniem. Urażona duma. Poczucie wejścia na terytorium.
                                              Rozumiem i ją i Ciebie wbrew pozorom też.
                                              • zalosny.jestes Przyczyną mojego rozwodu nie była zdrada... 01.10.12, 11:28
                                                Przyczyną mojego rozwodu był podział zasobów, które ja dostarczałem w 99% niezgodny z tym co życzyłaby sobie pani.
                            • tricolour Gdy kłócisz się tutaj na forum... 01.10.12, 10:48
                              ... z inną naszą koleżanką, to przedstawiasz taki obraz siebie, że lepiej byłoby wiać od Ciebie jak najdalej. Takie są właściwości kłótni.

                              Myślę, że już powinnaś wiedzieć, że kłótnie nie jest formą komunikacji tylko wojny.
                              • zalosny.jestes Ale to tylko ja się kłócę z Waszą koleżanką? 01.10.12, 10:52
                                Nie rozumiem...jak pani w małżeństwie to na każdym kroku podkreśla, że my z mężem to to a my z mężem to tamto... wink Jak chłop sam to ON się kłóci...
                              • kobieta306 Re: Gdy kłócisz się tutaj na forum... 01.10.12, 10:56
                                zapewne wiesz, że tamta kłótnia miała formę kłótni/wojny z moderacją naszego forum, bo na tyle inteligentny jesteś wink
                                ale sam kiedyś byłes moderatorem więc wiesz jak to jest.
                                • tricolour Wiem i dlatego... 01.10.12, 11:04
                                  ... doceniam słowa "kocham inną, ale zostaję z Wami".
                                  • kobieta306 Re: Wiem i dlatego... 01.10.12, 11:10
                                    Tri - to teraz napisz mi tak szczerze - żona Twoja przychodzi i mówi - "Tri słuchaj, kocham naszego sąsiada, ale zostaję z Tobą." No i?
                                    • zalosny.jestes Jeżeli zerwiesz z nim kontakt, wrócisz do domu 01.10.12, 11:15
                                      mentalnie to ja doceniłbym to, że jesteś odpowiedzialnym człowiekiem. Haj narkotykowy może zdarzyć się każdemu. Ważne, żeby zrozumieć jak to działa i wystrzegać się w przyszłości.
                                  • zegnaj_kotku Re: Wiem i dlatego... 01.10.12, 12:42
                                    tricolour napisał:

                                    > ... doceniam słowa "kocham inną, ale zostaję z Wami".
                                    a ja nie doceniam, bo jestem człowiekiem, który ma uczucia i który chce być kochanym, a nie ochłapem, który się wybiera w imię podobno "wyższych wartości" i później się to "wypomina" codziennym zachowaniem....
                                  • garibaldia Re: Wiem i dlatego... 04.10.12, 11:59
                                    tricolour napisał:

                                    > ... doceniam słowa "kocham inną, ale zostaję z Wami".


                                    Tu już pojechałeś niewąsko big_grin
                                    Mąż tymi słowami okazuje, że żonę ma gdzieś, ale mu w domu wygodnie i nie opłaca mu się (prozaicznie-głównie finansowo i organizacyjnie w kwestii dzieci) zmieniać stanu obecnego.
                                    W końcu z kochanką można się spotykać poza domem i mieć bogate życie emocjonalne, a po co sobie życie utrudniać rozwodem, podziałem majątku, itd.

                                    Założę się o milion, że jeśli by Ci własna żona powiedziała "NIE KOCHAM CIĘ, chciałabym być z Józkiem, ale chcę być też z dzieckiem więc tylko dlatego zostaję", to pierwszy byś pozew o rozwód złożył.

                                    W długich związkach zdarzają się zauroczenia, wątpliwości. Powiedzenie mężowi/żonie wprost "nie kocham cię" to praktycznie koniec związku.
            • nihoa Re: Ja Cię rozumiem, ale on dla bzykania powiedzi 01.10.12, 13:27
              zdrada to nie powód do rozwodu
    • tricolour Jeśli chodzi o kredyt na dom... 01.10.12, 09:51
      ... to pomimo rozwodu dalej jest kredytem wspólnym, który trzeba solidarnie spłacać.

      No chyba, że jedno ma zdolność kredytową na cały dom - wtedy można prawie swobodnie dzielić.
      • fotm Re: Jeśli chodzi o kredyt na dom... 01.10.12, 10:25
        Można też dom sprzedać i spłacić kredyt...
        • tricolour A to nie takie proste... 01.10.12, 10:31
          ... z racji obciążonej hipoteki. Nie można wziąć i sprzedać.

          Trzeba znaleźć kupca, który chce czekać na załatwienie formalności, za co pewnie sobie policzy odpowiednią zniżkę. Potem trzeba z bankiem uzgodnić jednorazową spłatę kredytu i zgodzić się na koszt takiej spłaty. Potem trzeba do notariusza i na jednej wizycie się nie skończy, bo trzeba wykreślić bank z hipoteki, bo zacząć sprzedawanie. I zapłacić.

          Oczywiście to można zrobić, ale w stanie pokoju między małżonkami, a nie emocjonalnej huśtawki i niepewności swojego losu.
        • zalosny.jestes Można, ale jak znam życie cenę uzyskana na rynku 01.10.12, 10:31
          nie pokryje nawet kredytu. Jest kupa kamikadze co pobudowali się w kredytach na 40 lat za milion złotych na wsi, bo tak było akurat modnie. Sprzedać? Nierealne dziś...
          • kobieta306 Re: Można, ale jak znam życie cenę uzyskana na ry 01.10.12, 10:38
            spójrz ile z tego dobra dla społeczeństwa - mniej rozwodów w statystykach wychodzi wink
            • zalosny.jestes Rozwody mi wiszą, ważniejsze że chociaż część 01.10.12, 10:49
              dzieciaków będzie się wychowywać w pełnych rodzinach.
    • garibaldia Re: Rozwód i adoptowane dziecko 04.10.12, 11:45
      Pogadaj z mężem. Wspólnie ustalcie jak najlepiej się rozejść i podzielić majątkiem i długami oraz zorganizować wspólnie opiekę nad dzieckiem. Może sprzedać dom i kupić dwa mniejsze mieszkania na tyle niedaleko, żeby było wygodnie dzieckiem się zajmować dla obu rodziców.
      Jeśli jesteś pewna na 100% że nie dasz rady być z mężem, a mąż nie przejawia chęci do naprawy waszego związku a jedynie "jest w domu" bo tak wygodnie, albo jeśli utrzymuje nadal kontakty z kochanką, to usiądźcie na poważną rozmowę. Znam trochę małżeństw które tak żyją... dom, majątek, wygoda, dzieci -a oni obok siebie, oficjalnie razem na wakacjach a naprawdę każde ma swoje sprawy, on lub ona z kochankiem na boku, w domu męża/żonę jedynie "ma na stanie" bo to wygodne a uczucia gdzieś indziej.. Chory układ, finansowo opłacalny, wygodny, ale czy dobrze żeby dzieci uczyły się że tak ma wyglądać małżeństwo i rodzina? Sprawa indywidualna.

      Pomyśl o utrzymaniu samodzielnym, pomyśl o podziale opieki nad dzieckiem, o mieszkaniu. Przegadajcie to spokojnie z mężem. Nie jak wrogowie, ale jak wspólnicy którzy wspólne sprawy muszą doprowadzić odpowiedzialnie do końca i przy "zamykaniu firmy" sensownie stanem obecnym zarządzić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka