Dodaj do ulubionych

czy czujecie się lepsi?

07.12.12, 12:49
Tri napisał w pewnym wątku tak:
... insynuacje na temat mojej żony nie są pomyłką tylko owocem Twego nieszczęśliwego życia i wszawego charakteru. Jeśli zaś jakoś szczególnie interesują Cię pieluchy, służalstwo i tłuczenie się po kuchni, to proszę:

Normalni ludzie używają pieluch jednorazowych. Tak jest higieniczniej i dla dziecka, i dla rodziców. Obojga. Pieluch jednorazowe zwalniają rodziców od grzebania się w gównie, zapierania, gromadzenia smrodów, codziennego prania, suszenia i prasowania. Są też one znacząco tańsze.

Jestem też garkotłukiem. Gdy w dzień roboczy mogę wyjechać później do zawsze tłukę się z poranną kawą do żony. Nie zapominam o tym nigdy w dni wolne i święta. Tłukę się także wieczorem z kolacją. Z największą przyjemnością.

Czy jestem służącym? Z radością służę przy trawnikach, domu, utrzymaniu samochodów. Służę przy robieniu zakupów, bo nudne i ciężkie. Sprzątaniu, bo mam swoje obowiązkowe rejony. Czy jestem służącym? Nie - jestem czymś więcej: jestem jej oddany. We wszystkim i z największą rozkoszą, bo napędza to miłość... ale to już rejony obce dla Ciebie. Nie dlatego obce, że dziewicze, ale dlatego, że zryte i wypalone wojną, która toczysz. My żyjemy miłością, Ty zemstą i nienawiścią.

nie do mnie pisał ale pokuszę się o takie zapytanie / analizę
mianowicie:

czy Wy, po raz kolejny poślubieni, czujecie się lepsi ?
Tri - nie mam do Ciebie absolutnie nic i cieszę się ogromnie, że masz udane życie w kolejnym małżeństwie i nie traktuj tego jako atak personalny.
Zwyczajnie ciekawi mnie czy np. Ty Tri odbierasz swoje drugie udane małzeństwo jako potwierdzenie swej wartości/wyższości nad rozwodnikami, którym się nie udało ponownie założyć rodziny? Czasami takie wrażenie odnoszę.
Obserwuj wątek
    • logicman Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:07
      Ja także czasem odnoszę takie wrażenie - co ciekawe bardziej ze strony facetów. Oczywiście nie w każdym przypadku ale daje się to odczuć. Może to jednak tylko wrażenie? A może jest to z ich strony jakaś forma udowodnienia samemu sobie, że teraz to jest to coś lepszego niż poprzednio, np. ze względu na rekompensowanie w jakimś sensie bólu związanego z utratą możliwości codziennego przebywania ze swoimi dziećmi (z poprzedniego małżeństwa)? Nie wiem, tylko tak dywaguję, innego sensu bym w takiej autoprojekcji nie widział.
      • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:15
        właśnie tak jak piszesz. Nowe udane małżeństwo utwierdzają w przekonaniu, że ze mną wszystko jest w porządku.
        Niebezpieczne to - bo wyobraź sobie, że z takim nastawieniem jednak rozwodzisz się po raz drugi wink
    • triss_merigold6 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:13
      Wprawdzie żyję w konkubinacie, ale poniekąd rozumiem Tri i jego dosadną afirmację życia rodzinnego.
      Rozstanie z eksem (rozwód formalny był duuuużo później) nie zniechęciło mnie do modelu życia w parze. Nie jestem i nie byłam nigdy singlem ideologicznym, uważam, że życie w samotności jest o wiele gorsze jakościowo niż życie w udanym (udanym!) związku.
      - mam drugie, wymarzone, dziecko
      - towarzystwo (nie wstydzę się, że potrzebuję faceta na stałe do towarzystwa w domu)
      - nie bije mi na głowę z powodu przymusowego celibatu
      - mam z kim dzielić codzienną logistykę domowo-dziecięcą
      - nie obsadziłam starszaka - długo jedynaka - w roli partnera i pocieszyciela mamusi
      - nie muszę na siłę wypełniać sobie samotności rozlicznymi hobby/zajęciami/życiem towarzyskim
      • nowel1 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:16
        Afirmacja życia rodzinnego to jedno ( w pełni rozumiem i popieram), a ustawianie się w pozycji tego lepszego z powodu drugiego małżeństwa - to zupełnie co innego.
        • triss_merigold6 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:18
          Obiektywnie rzecz biorąc brak udanego życia rodzinnego jest gorszy niż posiadanie udanego życia rodzinnego. Podobnie jak bieda jest gorsza od zamożności, a choroba od zdrowia.
          • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:22
            życie rodzinne to również dzieci, rodzice, rodzeństwo. Jedni się wiecznie kłócą, a inni żyją w zgodzie.
            • triss_merigold6 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:25
              Nie wiem czy można porównywać nieporównywalne.uncertain
              Kiedy człowiek ma 30+ lat, to układ z rodzicami ma IMO drugorzędne znaczenie w porównaniu z układem z partnerem czy partnerką. Dzieci bliskiej osoby nie zastąpią, nie po to są. Rodzeństwo? Kaman, też ma swój świat i nawet przy dobrych kontaktach nie żyje się z rodzeństwem na co dzień.
              • zegnaj_kotku Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:27
                Triss nie widzisz różnicy pomiędzy czuciem się lepiej a czuciem się lepszym?
                • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:29
                  czytasz w moich myślach Kotku - właśnie do tego zmierzam.
                  • lampka_witoszowska Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:50
                    to jest ta różnica

                    jak afirmujemy życie we dwoje, to jest to afirmowanie życia we dwoje - jak afirmujemy życie w pojedynkę, to jest to "bicie w dekielek z powodu przymusowego celibatu"

                    moim zdaniem nei ma tu podstaw do oceniania, ale niedowartościowani, smutni, słabi ludzie zwykle szukają sposobów, by poczuć się LEPSZYMI

                    choćby w sposobie lepienia pierogów, jak już nic innego nie znajdą (ad rem: lepię z zawijaną falbanką, to oczywiście najgorszy z możliwych sposobów, tyle, że farsz nie wylata)
                    • zegnaj_kotku Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 14:10
                      lampka_witoszowska napisała:

                      > choćby w sposobie lepienia pierogów, jak już nic innego nie znajdą (ad rem: lep
                      > ię z zawijaną falbanką, to oczywiście najgorszy z możliwych sposobów, tyle, że
                      > farsz nie wylata)

                      To mnie załamałaś - w życiu nie ulepiłam ani jednego pieroga...
                      ; )

                      • lampka_witoszowska Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 20:40
                        no, i widzisz smile
                        a ja ulepiłam i zrobiłam to kiedyś nawet dwa razy w roku, ha! na wszystkie kilka razy w życiu smile to teraz możemy do uśmiechniętej śmierci się sprzeczać, która z nas żyje lepiej, ma najlepszy charakter i jest najpiękniejsza na wsi
                        wink
          • nowel1 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:27
            triss_merigold6 napisała:

            > Obiektywnie rzecz biorąc brak udanego życia rodzinnego jest gorszy niż posiadan
            > ie udanego życia rodzinnego. Podobnie jak bieda jest gorsza od zamożności, a ch
            > oroba od zdrowia.

            Zgoda.
            I dalej: czy to znaczy, że osoba posiadająca partnera jest lepsza/bardziej wartościowa ot tej, która go nie ma?
            Bo wiesz, obiektywnie rzecz biorąc - lepiej być zdrowym niz chorym, lepiej mieć dzieci niż nie mieć, lepiej jeździć drogim samochodem niż rowerem.
            Ale stawianie się z tego powodu w pozycji wyższości jest po prostu dziecinne.
            • noname2002 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:54
              > Bo wiesz, obiektywnie rzecz biorąc - lepiej być zdrowym niz chorym, lepiej mieć
              > dzieci niż nie mieć, lepiej jeździć drogim samochodem niż rowerem.

              I to tez nie do konca. Ludzie sa bardzo rozni i to co jednego uszczesliwia, dla drugiego jest prawdziwym nieszczesciem. Ot, tu prosty przyklad:
              www.netkobiety.pl/t44119.html
              Tak samo ze zwiazkami, Tri jest szczesliwy tylko w malzenstwie, Triss w konkubinacie a mnie dobrze samej.
              • tricolour Doprecyzuję... 07.12.12, 22:20
                ... szczęśliwy to ja byłem też przed małżeństwem, jako singiel. Tyle, że było to marnowanie potencjału, co odczuwałem coraz wyraźniej - znaczna część moje osoby leżała odłogiem.

                Gdy poznałem kobietę, to po pewnym czasie okazało się, że związek nieformalny to lipa. Lipa polegająca na tym, że rzecz nie jest zrobiona jak najlepiej chcę i umiem. To znów było marnotrawstwo potencjału. Po ślubie, zakupie domu niby wszystko było piękne i szczęśliwe... do czasu pewnego powrotu do portu nad ciepłym morzem gdy siedząc w knajpie powiedziałem żonie, że nie mając dziecka marnujemy swój potencjał. Miała dokładnie to samo odczucie, że we dwójkę to najwyżej pojedziemy do większego hotelu i na tym skończy się przestrzeń życiowa ograniczona do tylko dwóch serc.
      • zegnaj_kotku Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:19
        triss_merigold6 napisała:

        > Rozstanie z eksem (rozwód formalny był duuuużo później) nie zniechęciło mnie do
        > modelu życia w parze. Nie jestem i nie byłam nigdy singlem ideologicznym, uważ
        > am, że życie w samotności jest o wiele gorsze jakościowo niż życie w udanym (ud
        > anym!) związku.

        Oczywiście, człowiek nie jest stworzony do samotności. Przecież nawet tu się "przychodzi" pobyć/porozmawiać z ludźmi. Ale co innego obiektywna prawda. a co innego uważanie się za lepszego - bo "mi się udało a Wam nie".
        • logicman Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:31
          zegnaj_kotku napisała:

          > bo "mi się udało a Wam nie".

          Ja odbieram to jednak w innym wymiarze, nie tak jak napisałaś lecz jako udowadnianie samemu sobie (co przekłada się na stosunek do otoczenia), że to co teraz jest w pełni (i z nawiązką) rekompensuje wszystkie negatywy, nie tylko te obiektywne - bo obiektywnie jak już stwierdzono lepsze jest udane życie rodzinne niż życie w samotności ale też chodzi o udowodnienie sobie, że wszystko jest OK, że jest lepiej niż było poprzednio i żadna cena nie jest zbyt wysoka za ten obecny dobrobyt emocjonalny.
          • triss_merigold6 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:34
            Yyyy gdyby poprzednio było lepiej, to by nie doszło do rozwodu. A jakąś cenę się płaci za każdy wybór dokonywany w dorosłym życiu.
            • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:36
              no ale Logic właśnie pisze, że "teraz jest lepiej niż było kiedyś"
              • triss_merigold6 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:38
                Zdaje się, że na tym forum, także osoby samotne po rozwodzie, piszą, że teraz jest im lepiej niż było kiedyś i tu: litania skarg na eksa/eksową.
                • logicman Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:49
                  Lepsza samotność niż patologiczny związek.
                  Lepsze udane życie rodzinne niż samotność.
          • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:35
            z jednej strony rekompensata, ale też pokazanie światu "jestem ok, a tamto to był niefart i wypadek przy pracy".
    • zegnaj_kotku Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:15
      Myślę, ze niektóre jednostki tak mają że zawsze czują się lepsze... najczęściej właśnie w internecie gdzie właściwie bezkarnie można odreagowywać własne frustracje.
      Niezależnie od statusu matrymonialnego.
      • argentusa Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:37
        Niektórzy tak mają.
        Ja już wcześniej gdzieś pisałam,ze daleko mi do ideologii Tri i Tris. Ja mam inaczej.
        Z tym, że ja równie udane życie miałam przed Obecnym związkiem (po przeżyciu rozwodu) i ja naprawdę nie potrzebuję faceta do towarzystwa. Co więcej, jak Obecny jest za długo w chaupie to mi zwyczajnie przeszkadza. Podobnie mam z dziećmi. (mimo, że kocham do obłędu)
        Zatem nie jestem chyba reprezentatywnym przykładem.
        Co do meritum: nie odebrałam wypowiedzi o udanym życiu w ponownym związku jako poczucia bycia lepszym. Raczej jako chęć przekonania innych (dlaczego jednak taka potrzeba przekonania jest - nie rozumiem) o tym,że mam teraz lepsze życie. Szczerze mówiąc, jak jestem o czymś przekonana do kości, to wisi mi czy ktoś to zauważa czy nie. Moje jest najwazniejsze (i tu faktycznie się czuję lepiej wink)
        • mayenna Re: czy czujecie się lepsi? 10.12.12, 09:56
          Jak fajnie, Arge4ntusa, że napisałaś to też za mniesmile

          Mnie najbardziej zgrzyta, jak ktoś stwierdza: jestem szczęśliwy. Brzmi to dla mnie tak jakby chciał przekonać samego siebie.
    • pati790 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:52
      A mnie zastanawia cos innego tez, po co osoba od 2005 roku. To juz prawie 8 lat!, 8 lat surprised która juz dawno sie rozwiodła i jest w zwiazku, "szczęśliwym" związku jak deklaruje i probuje to komus udowodnić i z nowym dzieckiem wciąż tu pisze? tongue_out. Zeby nie było- ja nie bronię, ale po co ja się pytam ?smilesmilesmile

      Pomimo calej sypmatii do tego forum mam nadzieje,ze kiedys przestanie mi byc potrzebne, a kontakt z osobami ktore tu poznałam bede miec i forum jako srodek przekazu nie bedzie mi do tego potrzebny.
      • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 13:55
        Pati - jestes niesprawiedliwa.
        Z doświadczenia tych starych bywalców korzystają nowi.
        Ludzie się tutaj zaprzyjaźniają.
        Lubią pisać.
        Sama siedzę tu już w związku z tym za długo, bo ponad 4 lata.
        • lampka_witoszowska Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 14:03
          smile
          ja nawet nie liczę
          pierwszy post napisałam będąc jeszcze w szczęśliwym związku, możliwe, że już po unieważnieniu pierwszego ślubu, a przed drugim ślubem

          po moich trzech pierwszych postach tricolour kazał mi się wynosić z tego forum, bo poczuł, że jestem trollem smile
          a potem poznałam Nangę, Manderlę, Sylwię, Was... smile
          • zegnaj_kotku Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 14:08
            Jedni przychodzą wyłącznie w związku z "tematem" i po jego wyczerpaniu odchodzą a inni "lubią forumować". Jak dla mnie "dułgowieczni forumowicze" ; ))) są plusem tego forum.
        • pati790 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 14:05
          To miejsce ciagle bedzie mi przypominac o tym,ze sie rozwiodlam, to nie jest kawiarenka. Tutaj przyjazn rozpoczyna sie od tego,ze ktos sie rozwodzi, ciagle sie jest "w tym temacie" ileż można się w tym babrać? Mi chodzi o to,ze jak juz ktos sie poskładał tak do konca to na to forum juz nie wchodzi. Przynajmniej nie odczuwa takiej potrzeby, a kontakty utrzymuje z ludzmi stad tak czy siak. Jaką ma misję np. Tri, ze tyle lat tu jest i naucza w taki sposób,ze ktos czuje sie gorszy to ja nie wiem tongue_out Sama to zauważyłaś...
          • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 14:09
            po rozwodzie są różne etapy życia, a rozwodnik jak alkoholik wink
          • malgolkab Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 14:12
            To ja mam inaczej smile Jestem szczęśliwą mężatką, ale nadal ex mąż jest i będzie ojcem mojego dziecka i co jakiś czas przewijają się różne związane z tym sytuacje, a na forum wątków na ten temat jest b.dużo i te mnie szczególnie interesują. Podejrzewam, że gdybym z 1 mężem nie miała dzieci to już bym tu nie zaglądała...
            A co do poczucia bycia lepszym - nie uważam się za lepszą w stosunku do rozwodników, którzy nie są w kolejnych związkach. Za gorszą też nie... Wśród znajomych mam osoby różnego stanu cywilnego, dzieciate lub nie - a, że raczej są to znajomi wieloletni to "status" się zmieniał u większości już kilka razy, a na znajomość to nie wpłynęło (z paroma wyjątkami).
    • mola1971 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 14:47
      Widzę, że zawiązała się dyskusja o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy (lub odwrotnie) big_grin
      Aż żałuję, że nie mogę wziąć udziału w tej pasjonującej (acz z samego założenia bezproduktywnej) dyskusji, bo zarobiona jestem uncertain
    • tricolour Absolutnie nie czuję się lepszy... 07.12.12, 15:20
      ... w żaden sposób nad rozwodnikami, którym sam przecież byłem. Trudno samemu czuć się lepszym od samego siebie.

      Uważam, że moje drugie małżeństwo to efekt świadomego osiągnięcia celu jakim jest definicja własnych standardów (w małżeństwie) i życia zgodnie z tymi standardami.
      • sbelatka Re: Absolutnie nie czuję się lepszy... 09.12.12, 22:15
        Na ile Cie znam...a nieco znamsmile
        to zaryzykowałabym twierdzenie, że jednak czujesz sie lepszy..

        Ale nie od rozwodników..to krzywdzące dla Ciebie...
        tylko od większości..

        Od wszystkich tych, którzy postępują inaczej niż Ty..
        I żeby to stwierdzić wystarczy poczytać to co piszesz...

        Ale oczywiście Twoje zaangażowanie w działania na rzecz Twojego nowego małżeństwa - mi się podobają.
        I motywy tych działańsmile

        Tylko w takim razie skąd tyle jadu pojawiającego się w Twoich wypowiedziach.. od czasu do czasu...

        Ludzie szczęśliwi - mają wiele.. zaprawdę powiadam Ci ... wyrozumiałości dla innych i miłości dla wszystkich.. nawet błądzących...
        Zrozumienia rzekłabym...
        • lampka_witoszowska Re: OT 09.12.12, 22:30
          Witaj, Sbelatko smile
          Jak dobrze Cię widzieć znowu!
        • tricolour A jak Ty rozumiesz tą miłość... 09.12.12, 23:07
          ... co to ją mają ludzie szczęśliwi? Czy ona się objawia i czy to objawianie jest jednakowe?

          Bo tak mi wychodzi z Twojego postu, że człowiek szczęśliwy to ma być jak flaki z olejem. Ma kadzić każdemu wedle jego potrzeb, potakiwać główką, by się nikt nie obruszył. Znaczy takie popychadło, ale owinięte w ładniejszy papierek.

          A w moich wypowiedziach bardziej widać temperament niż jad. Tyle, że niektórzy z jakichś powodów wolą inną formę ekspresji i im ten temperament kojarzy się tym bardziej z jadem im bardziej moja wypowiedź jest celna. No i to jest nawet zrozumiałe, bo kto lubi publicznie się odsłaniac?
          • nangaparbat3 Re: A jak Ty rozumiesz tą miłość... 09.12.12, 23:35
            A w moich wypowiedziach bardziej widać temperament niż jad.
            big_grin big_grin big_grin
    • sandrad2 A może spojrzeć z innej beczki 07.12.12, 15:53
      Np zadać sobie pytanie "dlaczego osobiście mnie uraża fakt, że ktoś się strasznie cieszy z tego, że mu się udał kolejny związek i w związku z tym siebie za przykład dobrego wyboru podaje?".
      Toż każdy może żyć jak chce i się cieszyć, że wybór jaki uczynił jego samego satysfakcjonuje.
      Większość ludzi ma tendencje do upierania się, że wybór jakiego oni dokonali jest najsłuszniejszy z słusznych bo im dał szczęście. A jeśli im dał, to starają się forsować to na otoczenie zakładając, że otoczenie robiąc to samo też się "uszczęśliwi" zamiast tkwić w błędzie.
      To dość naturalne, tak samo jak świeże rozwodniczki każdej nowej osobie która tu przyjdzie mówią "rozwiedź się, rzuć go, po rozwodzie będzie lepiej, patrz mnie jest lepiej" a dopiero potem w szczegóły pożycia wnikają wink
      Na tym, że ktoś forsuje swoje poglądy jako te lepsze dla ogółu opiera się cała polityka..
      • sandrad2 Re: A może spojrzeć z innej beczki 07.12.12, 16:07
        I jeszcze druga strona. Dlaczego ktoś ciągle dużo mówi o sobie podpierając to między wierszami sugestiami "patrzcie i podziwiajcie jak ja mam to poukładane!". (życie rodzinne, opiekę nad dziećmi, układy domowe) . Bo albo ma kompleksy i podkreślaniem tego co ma "wyjątkowe" sobie reperuje emocje, albo ma jakiś niedopowiedziany problem z tym związany ktory go podgryza, albo...jest świeżo szczęśliwy i się zwyczajnie chce wszystkim tym chwalić ;P
    • zmeczona100 Re: czy czujecie się lepsi? 07.12.12, 19:25
      Nazwałabym to raczej zaklinaniem rzeczywistości wink
    • fotm A ja się czuję lepsza... 07.12.12, 19:41
      ale z pewnością nie od innych, tylko od samej siebie - osoby, którą byłam dwa lata temu. To mnie uszczęśliwia, a wiadomo, że każdego uszczęśliwia coś innego - jednych związki, innych samodzielność. Ważne, żeby iść do przodu.
      • kasper254 Re: A ja się czuję lepsza... 08.12.12, 09:07
        Nie czuję się lepszy, w tym - lepszy od innych. Jestem lepszy, ale nie od innych. Po prostu jestem lepszy, aniżeli byłem przed moim własnym rozwodowym piekłem. Mam swiadomość czegoś, co jest nieuchronne, rodzącej się katastrofy, piękna dnia codziennego, powszedniego, uroku innych ludzi i całego świata. Pędząc przez życie w pociągu espresowym nie wiedziałem, że umieram z każdym dniem, że byłem jak ślepiec i głuchy, że tak nie można zobaczyc krajobrazu.
        Ani mnie ro nie uszczęśliwia, ani - unieszczęśiwia. Tak jest i tak jest dobrze. I żal mi tylko, że nie miałem tego stanu, tej mądrości, wiele lat wstecz. Kłamstwem jest paremia: non omnis moriar
    • bez_przekazu Re: czy czujecie się lepsi? 09.12.12, 15:59
      kobieta306 napisała:

      >> Normalni ludzie używają pieluch jednorazowych.

      jak popuszczaja to nie ma innego wyjscia.Aczkolwiek ja, kiedy zaczne popuszczac rozwaze tetrowe. Taniej wychodzi i wiecej ruchu w domu przy praniu..
      >
      .
      • lampka_witoszowska Re: czy czujecie się lepsi? 09.12.12, 16:55
        bierzesz się za komentowanie tego, czego nie przeczytałaś dokładnie - odpowiadałaś na tekst tricoloura, nie Kobiety smile

        za to przy rozważaniu tetry weź pod uwagę, że każde schylenie się do prania czy wykręcanie pranych rzeczy (bo pralka utomatyczna zdecydowanie ruchowi nie służy), czy w końcu wysiłek przy noszeniu również może się skończyć popuszczeniem

        pomijając, że jak zdarzy Ci się nietrzymanie moczu, co jest koszmarnym utrudnieniem życia dla starszych osób i powodem do ich paskudnego wstydu, będziesz jak cholera się obawiała zwykłego przeciekania tetry

        dziewczyno, weź się trochę ogarnij, bo własnym jadem się strujesz
    • nangaparbat3 Re: czy czujecie się lepsi? 09.12.12, 23:17
      Co za brednie.
      • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 09.12.12, 23:43
        ale o które brednie konkretnie chodzi?
        • nangaparbat3 Re: czy czujecie się lepsi? 10.12.12, 00:11
          O samo postawienie pytania - w ogole nie widzę powodu zastanawiać się, czy czuje sie lepsza czy gorsza od kogokolwiek, a juz zwlaszcza od jakiejś grupy - i ja jako grupa - to są brednie. Albo przypadki psychiatryczne (jeśli ktoś rzeczywiście czuje się lepszy albo gorszy od stereotypu kogos innego).
          • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 10.12.12, 00:52
            Mam podobnie jak Ty, nawet nie jestem w stanie sensownie odpowiedzieć na takie pytanie- ale sądzę, że wielu (większość?) ludzi buduje swoje poczucie wartości na wiecznym porównywaniu się z innymi, na skrupulatnym wyszukiwaniu w otoczeniu przykładów na to, że jednak nie mają tak przerypane jak ktoś tam, że się wybili, że mogą czuć się lepsi na tle...Jeżeli nie wiążę się to z pogardą, to chyba nie ma nic w tym złego i nie ma sensu się czepiać; banalne zjawisko. Chyba, po prostu, niektórzy nie potrafią zbudować poczucia swojej wartości bez bodźców z zewnątrz- jak ktoś to nosi niezachwiane w sobie, oparte na wewnętrznym przekonaniu; to trudno czasem zrozumieć.
          • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 10.12.12, 09:24
            pozwolę się nie zgodzić, że to pytanie to brednie.
            A jest wynikiem dłuższego czytania postów Tri.
            Dochodze do wniosku, że jest to specyficzny sposób pisania i składni, którą on stosuje.
            Jednak, po przeczytaniu kolejnych wpisów na temat katolicyzmu, aż ciśnie mi się następne zapytanie na usta. Tylko nie chce ryzykować wpisu, że moje pytanie to brednie wink
            poza tym , jak to mówią - nie ma głupich pytań, tylko głupie odpowiedzi wink
            • nowel1 Re: czy czujecie się lepsi? 10.12.12, 09:47
              kobieta306 napisała:


              > Jednak, po przeczytaniu kolejnych wpisów na temat katolicyzmu, aż ciśnie mi się
              > następne zapytanie na usta. Tylko nie chce ryzykować wpisu, że moje pytanie t
              > o brednie wink

              Nie przejmuj się potencjalną oceną pytania jako bredni, tylko pytaj smile
              Twoje pytania pobudzają do zywej dyskusji, i to jest fajne.
            • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 10.12.12, 09:55
              kobieta306 napisała:

              > pozwolę się nie zgodzić, że to pytanie to brednie.
              > A jest wynikiem dłuższego czytania postów Tri.
              > Dochodze do wniosku, że jest to specyficzny sposób pisania i składni, którą on
              > stosuje.

              Moim zdaniem przebija z tego przekaz, że kocha się i ceni tylko to, co spełnia jasno nakreślone oczekiwania. Cała reszta jest nieporadna, wszawa i szmaciarska. Tri jest niezwykle dumny ze swoich jasno nakreślonych oczekiwań i bardzo zirytowany, gdy ktoś nie traktuje ich jak aksjomatu. Często wyziera z tego pogarda

              > poza tym , jak to mówią - nie ma głupich pytań, tylko głupie odpowiedzi wink

              Chyba tak
            • tricolour Nie bój się, pytaj... 10.12.12, 16:09
              ... co najwyżej wyjdzie kupa śmiechu lub znowu kogoś szlag trafi.

              Moje "wpisy" na temat katolicyzmu były do konkretnej osoby, która ów katolicyzm deklaruje, ale czynem - jak wynikało z postu - deprecjonuje. Stąd moje pytania o ten katolicyzm, ale pozostały one bez odpowiedzi, bo - moim zdaniem - trzeba by stanąć wobec sprzeczności. I coś z niż zrobić, na przykład machnąć ręką.
              • zmeczona100 Re: Nie bój się, pytaj... 10.12.12, 19:43
                Stąd moje pytania
                > o ten katolicyzm, ale pozostały one bez odpowiedzi, bo - moim zdaniem - trzeba
                > by stanąć wobec sprzeczności. I coś z niż zrobić, na przykład machnąć ręką.

                I toż właśnie uczyniłam.

                To nie belka, a pień sekwoi Ci przeszkadza.
                Zdarza się, trudno.
                • tricolour To nie zrozumiałaś... 10.12.12, 19:47
                  ... żeby zająć stanowisko wobec pytania o katolicyzm w związku tzw partnerskim musiałabyś machnąć ręką na ten katolicyzm.

                  Ty wybrałaś milczenie i to też jest rzeczywiście rozwiązanie: głowa w piach.
                  • zegnaj_kotku Re: To nie zrozumiałaś... 10.12.12, 19:59
                    Tri idąc Twoim tokiem rozumowania to Ty "machnąłeś ręką" czy "schowałeś głowę" ? bo o ile kojarzę to masz drugą żonę a pierwsza jeszcze żyję.
                    • tricolour Ani to, ani to... 10.12.12, 20:09
                      ... skorzystałem z prawa i wygrałem proces o nieważność małżeństwa z pierwszą żoną.

                      Jak widzisz czasem lepiej nie pytać "czy". Lepiej "jak".
                      • zmeczona100 Re: Ani to, ani to... 10.12.12, 20:21
                        Pierwsze słyszę, aby w takim procesie ktoś był wygranym, a ktoś przegranym.
                        • tricolour Proces można wygrać albo przegrać... 10.12.12, 21:00
                          ... i to jest rzecz obiektywna. Ja proces wygrałem ponieważ udowodniłem, co twierdziłem.

                          To czy ktoś się czuje wygranym czy przegranym, to rzecz subiektywna. I ja też czuję się wygranym, bo osiągnąłem co chciałem.

                          Chyba przedstawiłem jasno.
                          • zmeczona100 Re: Proces można wygrać albo przegrać... 10.12.12, 21:05
                            To jest Twoje subiektywne zdanie. Opinia KK jest jasna- nie ma wygranych czy przegranych, nikt w procesie nie wygrywa czy nie przegrywa. Moja opinia jest zgodna z KK.
                            • tricolour To gdy już wygrasz swój proces... 10.12.12, 21:11
                              ... to wtedy napisz proszę, co czujesz. Myślę, że wynik tego procesu wywoła jakieś uczucia, które będzie można określić. Ja czuję się wygranym z takich powodów, jakie napisałem: osiągnąłem zamierzony cel.
                        • anbale Re: Ani to, ani to... 10.12.12, 21:02
                          Dla mnie to unieważnienie małżeństwa to absolutny fenomen. Jakiś natchniony "sąd" daje pokwitowanie, że oto można wykasować kawałek swojego życia, własne decyzje, uczucia, obietnice, coś co jednak człowieka na jakimś etapie życia zbudowało i rozwinęło. Bezpowrotnie zresetować człowieka z życiorysu, bo wszystko co zaszło było "nieważne", jest na to kwit i pieczęć. I można bezkarnie wskoczyć do kolejnego łóżka, bo wszystko co było, to był jakiś majak i maligna, jest usprawiedliwienie jak w szkole, Bóg przymknął na to oko.
                          Dobrze, że chociaż dzieci nie unieważniają...Nieważne dzieci z nieważnego małżeństwa.
                          Mój były mąż jest praktykującym katolikiem i gdy go pytałam, czy ma zamiar unieważniać nasze małżeństwo, to stwierdził, że tego akurat zabiegu kompletnie nie rozumie...
                          Rozwód cywilny wydaje mi się jakiś uczciwszy, przynajmniej nie zmusza człowieka do zaprzeczania, że zaszło coś, co zaszło.
                          • tricolour Owszem, to może być fenomen... 10.12.12, 21:08
                            ... jeśli ma się powierzchowną wiedzę lub wręcz uprzedzenia.

                            Stwierdzenie nieważności nie powoduje skasowania kawałka życia (mózgu nie wycinają), nie podważają własnych decyzji itp. Chodzi o zupełnie coś innego czego wyraźnie nie ogarniasz i stąd porównujesz taki proces tylko do rzeczy sobie znanych. Proponuję użyć googlarki i znaleźć jakiś materiał, by nie kierować się ignorancją.

                            Twój mąż - praktykujący katolik - jakie ma wykształcenie w wierze?
                            • anbale Re: Owszem, to może być fenomen... 10.12.12, 21:33
                              Szczerze mówiąc wolałabym należeć do kościoła, który mnie porządnie potępi i na mnie nahuczy, jeśli mu się sprzeniewierzę, niż do takiego, który unieważni jakiś fragment mojego życia, moje suwerenne decyzje, bo jakiś człowiek znalazł na mnie haka, udało mu się nagonić świadków, uzbierać odpowiednią sumkę, żeby udowodnić żem słaba, kłamliwa i ułomna na umyśle a związek ze mną to było jakieś majaczenie przez sen- dzięki czemu kolejną wybrankę w welonie może prowadzić przed ołtarz...
                              Tak to czuję, i mało mnie w sumie obchodzi, co tam ojcowie kościoła wymodzili na ten temat.
                              Zapewne brzmi to bardzo pięknie i wzniośle, ale generalnie sprowadza się jedynie do resetu, żeby zacząć coś od nowa, jak gdyby nigdy nic. Normalny rozwód wydaje mi się po prostu uczciwszy. Zdarzyło się to małżeństwo, kochaliśmy, chcieliśmy, planowaliśmy, miało to ciężar gatunkowy- ale nie wyszło, już nie chcemy i nie planujemy, nic się nie da zrobić- a nie "to było nieważne, udało mi się udowodnić i mam na to kwit"
                              I jeszcze dodam, że możesz mieć inne zdanie i nie zamierzam się wykłócać.
                              • tricolour Ale w procesie nie szuka się haków... 10.12.12, 21:47
                                ... tylko korzysta z Kodeksu Kanonicznego, świadkowie nie są naganiani tylko zapraszani gdy sami chcą zeznawać (dobrowolność to warunek konieczny, a w procesie cywilnym świadek musi się stawić pod groźbą sankcji karnej), a sam proces może nic nie kosztować jeśli ktoś ubogi.

                                A więc to, co napisałaś, jak czujesz taki proces, ma się nijak do rzeczywistości. Zadowala Cie takie skrzywione postrzeganie i błędne wnioski?
                                • anbale Re: Ale w procesie nie szuka się haków... 10.12.12, 22:09
                                  Zadowala, bo znam realia i wiem jak to wygląda w rzeczywistości, znam takich co już parę lat w tym się babrają, i obserwuję ich wygibasy i skutki poczynań z niesmakiem...
                                  Mój były mąż uważa, że żenił się świadomie i z czystymi intencjami, więc przesłanek do unieważnienia nie ma- a ja, niedowiarek, znalazłam ich co najmniej parę do tego nieszczęsnego unieważnienia i byłabym skłonna nawet mu w tym pomóc, współpracować, gdyby tylko tego chciał i potrzebował.
                                  On tego tak nie postrzega, w pewnym sensie kłóci się to z jego rozumieniem wiary, ja tego tym bardziej nie potrzebuję- a szanuje go za to, że w jakiś sposób jednak postępuje w zgodzie ze swoją wiarą, nie nagina jej do swoich potrzeb.

                                  Ale naprawdę jestem lata świetlne od tego aby się czepiać, że ktoś to postrzega inaczej.
                            • sbelatka Re: Owszem, to może być fenomen... 17.12.12, 00:44
                              No właśnie, mój ulubiony ze wszech miar moralnie-i-zapewne-politycznie-poprawny- Tri...

                              ja tam sobie poczytałam wywody ws. unieważniania małżeństw.. i włos mi sie na głowie zjeżył...
                              brama rozwodowa w kościele zamknięta.. ale furtek otwartych milion pięćset sto dziewięćset...

                              Ciekawe w czym Twoja zona była nie korekt? ?? Może za bardzo się mamy słuchała? A może Ty nie byleś wystarczająco dojrzały żeby w pełni ocenić czy sie do żeniaczki nadajesz... i uległeś ech...
                              Takie oto i inne powody są wystarczające (między innymi śmiesznymi, których już dzisiaj nie pamiętam dokładnie) żeby unieważnić... nawet całe lata wspólnego życia, uprawiania małżeńskiego seksu i tego wszystkiego co się składa na małżeńskie życie...

                              BARDZO jestem ciekawa w czym Twoja zona zaszwankowała?? i po jakim czasie sie zreflektowałeś, ze to NIE małżeństwo jest????

                              Oczywiście skoro miałeś swój CEL!!!!! ( a jak wiadomo znajomość celu i to koniecznie zapisanego znacząco zwiększa szanse na osiągnięcie sukcesu..) np. wymienić starą żonę na nowszą i na dodatek pozostając moralnym i sprawiedliwym - to naiwnością byłoby nie skorzystać z furtek przez kościół otwieranych...

                              To słówko "cel", którego użyłeś i to kilkakrotnie rzuca bardzo ciekawe światło na Ciebie i pobudki Twoich czynów... moralnie-poprawny-i-z-siebie-zadowolony-Tri...

                              Ważne żeby spać spokojnie...po tym jak już sobie człowiek zorganizuje rozgrzeszeniesmile...
                  • zmeczona100 Re: To nie zrozumiałaś... 10.12.12, 20:26
                    tricolour napisał:

                    > ... żeby zająć stanowisko wobec pytania o katolicyzm w związku tzw partnerskim
                    > musiałabyś machnąć ręką na ten katolicyzm.

                    Stanowisko zajęłam- wybieram moje zachowania przed Twoimi pustymi deklaracjami.
                    >
                    > Ty wybrałaś milczenie i to też jest rzeczywiście rozwiązanie: głowa w piach.

                    To Ty nie zrozumiałeś- masz przesłonięte pole widzenia przez sekwoję i dlatego nie zamierzam tego tematu z Tobą dalej ciągnąć. Dyskutować to można wtedy, gdy można coś wspólnie ustalić, dojść do ciekawych wniosków, poznać stanowisko drugiej osoby. Ale nie po to, aby mleć ozorem dla samego mielenia. Że nie napiszę dosadniej.
                    • tricolour Wniosek jest jak najbardziej ciekawy... 10.12.12, 20:57
                      ... ale dla Ciebie nie do zaakceptowania więc będziesz lawirowała. I to jest podstawowa sprawa, dla której unikasz tematu.
                      • zmeczona100 Re: Wniosek jest jak najbardziej ciekawy... 10.12.12, 21:03
                        Tak. Masz rację. Tak to właśnie jest.

                        No to teraz usiądź wygodnie i odetchnij- masz mnie już z głowy. Możesz odfajkować kolejne zwycięstwo smile
                        • tricolour Nie ma żadnego zwycięstwa... 10.12.12, 21:12
                          ... jest tylko dojście do wspólnego wniosku.
              • kobieta306 Re: Nie bój się, pytaj... 10.12.12, 21:50
                przeszła mi ochota na dyskusje na forum na jakiś czas.
                Po co ma mi znowu ktoś zapodać, że brednie wygaduję wink
                • nangaparbat3 Re: Nie bój się, pytaj... 10.12.12, 22:10
                  No juz tak nie wypominaj, zwłaszcza nie tyle mi chodzilo o Twoje pytanie, co o taką perspektywę, o to ze niektórzy (niektore) w to myślenie lepszy/gorszy weszli jak w masło.
                  • barmanka_prl Re: Nie bój się, pytaj... 11.12.12, 10:54
                    nangaparbat3 napisała:

                    > No juz tak nie wypominaj, zwłaszcza nie tyle mi chodzilo o Twoje pytanie, co o
                    > taką perspektywę, o to ze niektórzy (niektore) w to myślenie lepszy/gorszy wesz
                    > li jak w masło.

                    Ja sobie często obiecuję, że już nie będę porównywać się do nikogo, ale to nic nie daje. Bo człowiek ma w sobie coś takiego, co każe mu szukać punktów odniesienia. Nie ma nic złego w równaniu do “lepszych”, przecież widzę i wiem, że ten, ta i tamci są ode mnie w czymś lepsi. Po co mam zaprzeczać? Przyznaję, podziwiam, staram się brać przykład. Ale w żadnym razie nie zazdroszczę i nie wymachuję szabelką i nie pytam: “ej, ty, czy czujesz się lepszy ode mnie?” big_grin

                    Ale najważniejsza moja refleksja, którą chcę się z Wami podzielić: dla mnie “lepszość”, czy “gorszość” na polu osobistym nie istnieje. To, co napisałam wyżej odnoszę do spraw zawodowych, a nie osobistych. Jak można być lepszym, albo gorszym w uczuciach? Czy jestem dobry w relacjach z innymi, czy nadaję się na partnera, męża/żonę - to już sprawa intymna każdego człowieka, jego sumienia, jego wewnętrznych pytań i rozmów z najbliższymi.
                    • nangaparbat3 Re: Nie bój się, pytaj... 11.12.12, 21:02
                      No i wlaśnie. Mogę równać do lepszych w biegłości w angielskim (oj, przydałoby się) czy jeździe na rolkach. Czhoć i w tych sprawach najlepiej porownywać się z samym sobą - miesiąc temu przebiegałam kilometr, a teraz trzy, to ma sens - bo co mnie obchodzi, że x w ogole nie biega, a y codziennie 20? Ich sprawa, ich wybor, nic mi do tego.
                      A co do spraw osobistych tu omawianych - mogę powiedzieć: moja sytuacja wydaje mi sie lepsza, bo ....
                      Albo: mnie jest lepiej, kiedy.... albo gorzej, gdy ......

                      Ale to nie to samo, że czuje sie lepsza/gorsza, no kurczę blade - kiedys trzeba wyrosnąć z uczniowskiego mundurka.
    • xciekawax Re: czy czujecie się lepsi? 10.12.12, 20:39
      Nie czuje sie "lepsza", bo nie jestem. czuje jednak ze mi sie poszczescilo.

      Mysle ze trudno poznac bardzo fajnego czlowieka, a jeszcze trudniej poznak kogos dobrze dobranego, np gdy ma sie te same spojrzenie na swiat, te same zasady, itd...


    • ellareth Re: czy czujecie się lepsi? 11.12.12, 14:28
      Kurde, jaki łaskawca. Sprzątanie i pomoc w zakupach jako wyraz oddania.
      To są rzeczy, które się robi dla siebie, żeby nie być głodnym i nie żyć w syfie.
      Traktowanie ich jako uprzejmość zrobioną partnerce świadczy o tym, że facet uważa że tak naprawdę to jest JEJ rola i to ona powinna to robić, no ale skoro jest taki kochający i oddany to jej pomaga. I z tego powodu czuje się jak altruista.

      Twoja kobieta, Tri, powinna zacząć TOBIE POMAGAĆ w zakupach i w sprzątaniu. Jako wyraz wielkiej miłości.
      • tricolour Lepiej robić zakupy niż robić loda.. 11.12.12, 15:04
        ... wszak pytasz "Pytam, bo panowie mają, zdaje się, przesadne wyobrażenia w tej sprawie.
        Czy "robienie loda" sprawia Wam przyjemność? Z pominięciem kwestii "sprawianie
        przyjemności partnerowi jest przyjemne dla mnie".
        Czysto fizycznie. Podnieca Was to? Lubicie smak spermy i eksperymenty zapachowe".

        Jak widzisz ludzie mają różne problemy. Ja na ten przykład nie mam problemów z robieniem zakupów i uważam to za swój obowiązek. Ty masz wyraźnie inne sprawy na głowie...
        • nowel1 Re: Lepiej robić zakupy niż robić loda.. 11.12.12, 15:16
          Czyżby kolejny powód, aby poczuć się lepszym? wink
          • tricolour Zielonego pojęcia nie mam... 11.12.12, 15:21
            ... nigdy nie rozważałem kwestii robienia komuś loda i co z tego wypływa.
            • nowel1 Re: Zielonego pojęcia nie mam... 11.12.12, 15:24
              tricolour napisał:

              > ... nigdy nie rozważałem kwestii robienia komuś loda i co z tego wypływa.

              A cytat z wypowiedzi zamieszczonej na innym forum, niezwiązany z tutejszą dyskusją, wcale nie był zamieszczony z intencją zdeprecjonowania oponentki.
              Rozumiem.
              • tricolour Zdeprecjonowane zostało moje... 11.12.12, 15:39
                ... zaangażowanie rodzinne przez osobę, którą pierwszy raz widzę na oczy. Chciałem zobaczyć, kto mnie tak "dobrze" zna i wtrąca się nagle do rozmowy. Wyszło, że to lodziara, co ustawiło jej zarzuty w pozycji adekwatnej do jej problemów.

                To nie je ją zdeprecjonowałem - to ona sama tematem swoich rozważań.
                • ellareth Re: Zdeprecjonowane zostało moje... 11.12.12, 16:50
                  Jakie to wygodne, że nagle nie rozmawiamy już o Tobie, tylko o mojej wypowiedzi w wątku sprzed jakiegoś czasu. Na forum rozmawia się o różnych rzeczach, o poważnych i o pierdołach. Temat nikogo nie deprecjonuje.

                  Jakiejkolwiek mojej wypowiedzi nie wyciągniesz (nazwanie kogoś "lodziarą" na podstawie pytania o seks oralny jest paradne, a fakt że potrzebujesz mnie tak nazwać mówi sam za siebie), nie zmienia to faktu, że najprawdopodobniej jest tak jak napisałam.

                  Sprzątając nie "służysz" nikomu, sprzątając robisz oczywistą rzecz sam dla siebie. To znaczy, robiłbyś. Gdybyś nie uważał tego za swoje poświęcenie.
                  • anbale Re: Zdeprecjonowane zostało moje... 11.12.12, 17:31
                    Może u niektórych seks oralny nie jest standardem w związku, i stąd ta emocjonalna reakcja, sugerująca, że jesteś "brudna i zła" wink
                    • nowel1 Re: Zdeprecjonowane zostało moje... 11.12.12, 18:09
                      anbale napisała:

                      > Może u niektórych seks oralny nie jest standardem w związku, i stąd ta emocjona
                      > lna reakcja, sugerująca, że jesteś "brudna i zła" wink

                      anbale, czy ja już mówiłam, że lubię Cię czytać ? smile
                      • anbale Re: Zdeprecjonowane zostało moje... 11.12.12, 18:19
                        dzięki, staram się jak mogę smile
                    • tricolour Standardowe w seksie w związku jest to... 11.12.12, 21:24
                      ... co jest standardowe. Dla obu stron, bez względu na to co to jest. Może być nawet standardem seks oralny z połykiem zaraz po analu - proszę bardzo. Smacznego!

                      Ale osoby trzecie i piąte wcale nie są potrzebne, ale skoro zostały zaproszone - choćby netową rozmową - to trzeba się liczyć z tym, że coś powiedzą.
                      • nowel1 Re: Standardowe w seksie w związku jest to... 11.12.12, 21:35
                        I to jest według ciebie rozmowa na temat?
                        Jakkolwiek by ci się nie podobała opinia na temat twojej wypowiedzi, to wyciągnięcie postu adwersarza z innego forum, na inny temat, a następnie brnięcie w zohydzenie jego tematu, jest dyskusją spełniającą jakiekolwiek standardy?
                        Coraz bardziej przykro mi, gdy czytam twoje wypowiedzi. Żal.
                        • tricolour A nie przykro Ci, że jeszcze piszesz... 11.12.12, 21:45
                          ... pod tym, co tak przykro Ci czytać?

                          Dla mnie ohydne jest przede wszystkim zmanipulowanie mojej wypowiedzi, a jeszcze bardziej gdy - także i Ty - z przyjemnością zaczynacie jeździć po mnie na skutek tej manipulacji. Proszę bardzo!
                          • nowel1 Re: A nie przykro Ci, że jeszcze piszesz... 11.12.12, 21:53
                            Tak, jest mi przykro również pisać.
                            Ale mimo to dodam - nie "jeżdżę" po tobie wskutek "tej manipulacji"
                            Jeśli w ogóle to co tu zrobiłam, można nazwać jeżdżeniem - to wskutek twojej skrajnie niefajnej reakcji na post, o którym mowa.
                            • tricolour Wyobraż sobie, że mnie też jest przykro... 11.12.12, 22:36
                              ... gdy zwyczajnie dbam o rodzinę (a szczególnie o mamę półtorarocznego malucha) a przychodzi jakaś pierwsza lepsza z kretyńskim tekstem pod adresem mojej żony. I oczywiście mogłem uniżenie poprosić, by zrozumiała, że karmiąca mama potrzebuje wsparcia, czułości, miłości itp a nie pouczania. Owszem, mogłem.

                              Ale mogłem też zobaczyć kto przychodzi i potraktować adekwatnie do jej stworzonego przez siebie lepko-opalizującego wizerunku.
                              • zabelina Re: Wyobraż sobie, że mnie też jest przykro... 11.12.12, 22:46
                                tricolour napisał:

                                . I oczywiście mogłem uniżenie poprosić, by zrozumiała, że karmiąca mama potrz
                                > ebuje wsparcia, czułości, miłości itp a nie pouczania. Owszem, mogłem.
                                >
                                > Ale mogłem też zobaczyć kto przychodzi i potraktować adekwatnie do jej stworzon
                                > ego przez siebie lepko-opalizującego wizerunku.

                                Mnie osobiście człowiek szczęśliwy kojarzy się dużą empatią wykazywaną w stosunku do innych, umiejętnością zrozumienia i wyrozumiałością. W Twoim wypadku tego nie ma. I stajesz się w tej swojej szczęśliwości mało wiarygodny.
                              • zmeczona100 Re: Wyobraż sobie, że mnie też jest przykro... 11.12.12, 22:58
                                tricolour napisał:

                                > ... gdy zwyczajnie dbam o rodzinę (a szczególnie o mamę półtorarocznego malucha
                                > ) a przychodzi jakaś pierwsza lepsza z kretyńskim tekstem pod adresem mojej żon

                                Katoliku o empatii pantofelka.
                                Wyobraź sobie, jak przykro jest tym, którzy piszą tu o swojej sytuacji, a później Ty, ten pierwszy lepszy, wylewa na nie wiadro pomyj. I nie potrzebujesz do tego żadnego konkretu, dowodu- Ty po prostu z założenia wiesz lepiej i z założenia masz prawo do osądzania innych.

                                Mnie takie gierki nawet nie ruszają- mam w d.pie, co o mnie sądzisz, a nawet to, co sądzisz o sądzie, który wydał wyrok w mojej sprawie rozwodowej i z którym Ty się nie zgadzasz absolutnie- nie mając nawet podstawowej wiedzy o FAKTACH. Bo ja panuję nad emocjami, a stosunek do Ciebie mam dokładnie taki sam, jak do exa- OBOJĘTNOŚĆ smile

                                Śmieszy mnie to, że dojrzały facet nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami, a podaje się tu za przykład do nasladowania smile
                                • tricolour Ale nie o Tobie pisałem... 11.12.12, 23:04
                                  ... więc daj przykład jak zapanować nad emocjami skoro nie pisze ani o Tobie, ani do Ciebie.

                                  Bo jakoś tak wyszło, że mistrzyni "mania w dupie" bierze do siebie wszystko... hehehe.
                                  • zmeczona100 Re: Ale nie o Tobie pisałem... 11.12.12, 23:10
                                    Oho, znowu wiesz lepiej ode mnie o mnie samej smile

                                    A tak btw, przecież oczywiste, że pisałeś o krasnoludku.
                                    • tricolour I znów to samo... 11.12.12, 23:18
                                      ... pomyliłaś się, ale... przecież Ty się nie mylisz.

                                      To inni się mylą, gdy zauważą Twoja pomyłkę.
                                      tongue_outPP
                                      • zabelina Re: I znów to samo... 11.12.12, 23:20
                                        Manipulant z Ciebie Tri pierwszej wody.
                                        • tricolour Na czym polega manipulacja? 11.12.12, 23:37
                                          Na tym, że wytknąłem pomyłkę Zmęczonej, a ona się nie myli?

                                          No więc na czym?
                                          • zmeczona100 Re: Na czym polega manipulacja? 11.12.12, 23:42
                                            Dobra, Konkrety poproszę.
                                            • tricolour Konkrety, proszę... 11.12.12, 23:54
                                              ... o 22:58 podniecona napisałaś post, który do niczego nie pasuje. Gałąź dotyczy wypowiedzi tej pani od robienia loda, a nie Ciebie, a Ty się podniecasz.

                                              Poza tym ten "pantofelek" to oczywiście wyczekiwany przez Ciebie standard wypowiedzi. Weź mnie nie rozśmieszaj o północy, bo nie będę mógł straszyć...
                                              • zmeczona100 Re: Konkrety, proszę... 12.12.12, 00:17
                                                Ojej, no tak...
                                                Sprawdź lepiej, o czym pisałam w poście z 22.51 minut wcześniej. I czy ten post z 22.57 nie jest dalszym odniesieniem do niego.

                                                I wyjaśnij łaskawie, dlaczego to akurat ja nie powinnam się wypowiadać na tema Twoich poczynań w tym wątku, a inni mogą (tylko ja się wtrąciłam?).

                                                Ale EOT, szkoda prądu.
                                                Gdybym miała dziecko i nowego męża w domu, to szkoda by mi było także czasu.
                                                • tricolour Możesz się wypowiadać na temat moich poczynań... 12.12.12, 00:27
                                                  ... proszę bardzo. Tyle, że Ty ostatnio częściej zajmujesz się moją zona i dzieckiem (choćby w poprzednim poście) bo oni bronic się nie mogą. Lipa straszna.

                                                  Ja od dawna o Twoim synu nic nie pisałem, a i o mężu złego słowa tez nie. Zresztą złe słowo o mężu byś przyjęła z przyjemnością, a dobre - wręcz przeciwnie, bo sama tak o nim się wypowiadasz. To właśnie uniemożliwia komunikację - jak widać.
                                                  • zmeczona100 Re: Możesz się wypowiadać na temat moich poczynań 12.12.12, 00:52
                                                    Miały być konkrety.

                                                    Co do męża- nie mam go smile
                                                    A Ty o nim faktycznie nie wspominałeś od dawna- całe dwa dni.
                                                    I znowu napiszę- skup się na FAKTACH, a nie twoich domysłach i tym, że ty lepiej wiesz smile
                              • malgolkab Re: Wyobraż sobie, że mnie też jest przykro... 12.12.12, 11:32
                                tricolour napisał:

                                , że karmiąca mama potrz
                                > ebuje wsparcia, czułości, miłości itp a nie pouczania.
                                a niekarmiąca? (a raczej karmiąca butelką)

                                • kobieta306 Re: Wyobraż sobie, że mnie też jest przykro... 12.12.12, 11:47
                                  malgolkab napisała:
                                  > a niekarmiąca? (a raczej karmiąca butelką)

                                  takiej, to powinni prawa rodzicielskiej co najmniej ograniczyć big_grin
                                  • lampka_witoszowska Re: Wyobraż sobie, że mnie też jest przykro... 12.12.12, 13:26
                                    powinni prawa ograniczyć i równoczesnie medal przyznać za sprzyjanie więzi z ojcem smile - to na tym forum było swego czasu poddawane w wątpliwość, czy aby tak długo piersią się karmi

                                    nawet chyba śmieszki się zaczęły ze strony panów, że matki są gotowe karmić do 18 r.ż. dziecka, żeby tylko tatusiom ograniczyć spotkania z dzieckiem smile
                                • anbale Re: Wyobraż sobie, że mnie też jest przykro... 12.12.12, 13:42
                                  Myślę, że w przypadku gdyby żona Tri karmiła butelką byłoby to jedynym słusznym sposobem karmienia dziecka, powodem do glorii i chwały- a karmienie piersią zasługiwałoby jedynie na prychnięcie z pogardą i jakiś niemiły epitet pod adresem karmiącej wink
                                  • kobieta306 Re: Wyobraż sobie, że mnie też jest przykro... 12.12.12, 13:50
                                    big_grin big_grin big_grin
                                    • malgolkab Re: Wyobraż sobie, że mnie też jest przykro... 12.12.12, 22:21
                                      Rozwalają mnie pytania: Karmi pani? A co, głodzić ma? smile
                  • tricolour Jeżeli sprzątanie będą uważał za swoje poświęcenie 11.12.12, 21:32
                    ... to napiszę to tak jasno jak "lodziara". Żeby nie było wątpliwości, że się poświęcam.

                    Skoro piszę, że sprzątam, gotuję i robię zakupy (na wyraźną sugestię Zmęczonej, że moja żona to garkotłuk i pieluchara) to oznacza, że sprzątam, robię zakupy i gotuję, co uznaję za normę. I skoro uważasz, że gadanie o robieniu przez Ciebie niechcianego loda jest tak zwyczajne, to uznaj, że gotowanie i sprzątanie też jest zwyczajne. Bo jest zwyczajne.

                    Poza tym odnoszę wrażenie - może mylne - że facet, który tak wymusza na kobiecie loda, że musi ona na forum pytać czy wszystko z nią jest w porządku, raczej ze ścierką nie chodzi. Znaczy nie sprząta tak chętnie...
                    • zmeczona100 Re: Jeżeli sprzątanie będą uważał za swoje poświę 11.12.12, 22:51
                      tricolour napisał:


                      >
                      > Skoro piszę, że sprzątam, gotuję i robię zakupy (na wyraźną sugestię Zmęczonej,
                      > że moja żona to garkotłuk i pieluchara) to oznacza, że sprzątam, robię zakupy
                      > i gotuję, co uznaję za normę.

                      Ty się ode mnie odczep i wyjmij wreszcie tę sekwoję z oka swego.

                      Gdy Ty twierdzisz, że z babą, która siedzi w pieluchach i zajmuje się tylko domem, nie ma o czym gadać, to jest w porządku, bo to Twoje słowa wypowiadane do takich własnie garkotłuków. Ale gdy odwracam sytuację, to okazuje się, że Twoja żona jest jednak na specjalnych warunkach, bo o niej nie można w ten sposób napisać, bo ona ma prawo do wsparcia itp.

                      No rozumiem, że to Twoja żona, ale wiesz, dla mnie to taka sama kobieta, jak te, które wyzywałeś od służących, z którymi nie ma o czym rozmawiać.
                      • tricolour O ile sobie dobrze przypominam... 11.12.12, 22:58
                        ... to garkotłuk był w okolicach rozwodu i miał poważne problemy rodzinne spowodowane swoim siedzeniem w domu od wielu lat - w ocenie męża. Tam dzieci garkotłuka były już dorosłe, czy nawet jeszcze starsze.

                        Więc sytuacja jest nie do porównania, bo z jednej strony mamy wiecznego garkotłuka na krawędzi rozsypki domu, a drugiej mamę, która ma niemowlę. Zresztą ta mama ma też już nianię do pomocy, bo lada Sylwester wraca "do życia".
                        • zmeczona100 Re: O ile sobie dobrze przypominam... 11.12.12, 23:03
                          Wszystko jedno, o kim to było!!!
                          Chodzi o pogardę, jaka wyziera z Twoich postów!!!
                        • kobieta306 Re: O ile sobie dobrze przypominam... 12.12.12, 09:48
                          tricolour napisał:

                          > ... to garkotłuk był w okolicach rozwodu i miał poważne problemy rodzinne spowo
                          > dowane swoim siedzeniem w domu od wielu lat - w ocenie męża. Tam dzieci garkotł
                          > uka były już dorosłe, czy nawet jeszcze starsze.
                          >
                          > Więc sytuacja jest nie do porównania, bo z jednej strony mamy wiecznego
                          > garkotłuka na krawędzi rozsypki domu, a drugiej mamę, która ma niemowlę. Zreszt
                          > ą ta mama ma też już nianię do pomocy, bo lada Sylwester wraca "do życia".


                          To co tutaj napisałeś jest OKROPNE. Ten garnkotłuk to matka, która wychowała dzieci najlepiej jak umiała. Tri - może za 20 lat Twój, teraz malusi synek, bedzie niezłym zbijobrukiem?! Zestawienie - garnkotłuk i mama z niemowlęciem uncertain Chryste - dla kogoś to niemowle, to może być równie dobrze rozwydrzony bachor!! Do jakiego wieku zresztą jest się niemowlęciem?? Do roku?? Wykreowałes swoją żonę na Maryję w aureoli z dzieciątkiem jak w Betlejem. Reszta to ewentualnie może z darami przyjść uncertain
                    • ellareth Re: Jeżeli sprzątanie będą uważał za swoje poświę 12.12.12, 09:47
                      Porównujesz"uznaj, że gotowanie i sprzątanie też jest zwyczajne. Bo jest zwyczajne".
                      Uznaję. Od początku o tym piszę. Fajnie, że w końcu zrozumiałeś.

                      W żadnym poście nie zaatakowałam Twojej żony ani dziecka. Odniosłam się wyłącznie do tego, co TY napisałeś.

                      A dyskusja o lodzie była z tego co pamiętam wywołana przeze mnie lekturą wypowiedzi niektórych facetów, którzy najwyraźniej uważali, że dla kobiety jest to co najmniej tak samo przyjemne jak dla faceta, bo przecież babki z pornosów aż się rwą do robienia laski wink
                      Mój mąż niczego na mnie nie wymusza. Nie musi smile

                      Przyczyna chęci zdyskredytowania "przeciwnika" jest zazwyczaj prosta: "przeciwnik" trafił w czuły punkt, więc jeśli zdyskredytuję "przeciwnika" to tym samym zdyskredytuję wszystko co powiedział i znów będzie wspaniale.

                      A na deser Monty Python:

                      WIEŚNIAK 1
                      Znaleźliśmy czarownicę. Czy możemy ją spalić?

                      TŁUM
                      Spalić ją! Spalić!

                      BEDEVERE
                      Skąd wiecie, że to czarownica?

                      WIEŚNIAK 2
                      Wygląda na nią!

                      BEDEVERE
                      Przyprowadźcie ją bliżej.

                      CZAROWNICA
                      Nie jestem wcale czarownicą.

                      BEDEVERE
                      A twój strój?

                      CZAROWNICA
                      Oni tak mnie ubrali.

                      TŁUM
                      Nie! Wcale nie!

                      CZAROWNICA
                      A to nie jest mój nos tylko sztuczny.

                      BEDEVERE
                      No i co?

                      WIEŚNIAK 1
                      No dobra, przyprawiliśmy jej nos...

                      BEDEVERE
                      Nos?

                      WIEŚNIAK 1
                      ... i kapelusz lecz ona jest czarownicą!

                      TŁUM
                      Spalić ją! Czarownica! Czarownica! Spalić ją!
                      • zegnaj_kotku ellareth 12.12.12, 10:11
                        tak zupełnie nie w związku z dyskusją - znalazłam wczoraj tamten wątek - bardzo się przy nim uśmiałam - śmieszna Wam tam wyszła dyskusja smile

                        • ellareth Re: ellareth 12.12.12, 20:23
                          ellareth - żegnaj kotku.
                          Patrząc tylko na drzewko.
                          Urocze smile

                          dyskusja wiem, juz pierwsza odpowiedź mnie rozśmieszyła.
                      • nowel1 Re: Jeżeli sprzątanie będą uważał za swoje poświę 12.12.12, 10:34
                        ellareth napisała:

                        > Porównujesz"uznaj, że gotowanie i sprzątanie też jest zwyczajne. Bo jest zwycza
                        > jne".
                        > Uznaję. Od początku o tym piszę. Fajnie, że w końcu zrozumiałeś.
                        >
                        > W żadnym poście nie zaatakowałam Twojej żony ani dziecka. Odniosłam się wyłączn
                        > ie do tego, co TY napisałeś.
                        >
                        > A dyskusja o lodzie była z tego co pamiętam wywołana przeze mnie lekturą wypowi
                        > edzi niektórych facetów, którzy najwyraźniej uważali, że dla kobiety jest to co
                        > najmniej tak samo przyjemne jak dla faceta, bo przecież babki z pornosów aż si
                        > ę rwą do robienia laski wink
                        > Mój mąż niczego na mnie nie wymusza. Nie musi smile

                        Jeśli wolno, ellareth: nie tłumacz się. To nie ma sensu.
                        Cokolwiek byś nie napisała, zostaniesz "lodziarą".
                        Pogarda nie jest podatna na argumenty; ona po prostu jest.
                        • ellareth Re: Jeżeli sprzątanie będą uważał za swoje poświę 12.12.12, 20:24
                          Nie wiem czy to pogarda, to raczej desperacka obrona.
    • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 12.12.12, 09:42
      Tri - dlaczego jesteś taki zaciekły? Przecież, jako mocno zdeklarowany katolik, wiesz, że mowa jest o "nadstawianiu drugiego policzka" itp itd. Ty tymczasem idziesz na wojnę, jeśli ktoś nie pasuje do Twego schematu. Sory, że Ci to napisze ale taka sama była moja teściowa - pierwszy rząd w kościelnej ławie rano, a nóż by człowiekowi wbiła w plecy po południu.
      Wiesz co mnie jeszcze zaczyna razić - rozumiem, że Twoja żona, Twoje dzieko są dla Ciebie najważniejsze - i tak powinno być i to jest chwalebne zachowanie odpowiedzialnego człowieka, męża i ojca. Tylko Zmęczona słusznie zauważyła, że to jest jedna z wielu matek, jedna z wielu żon, kobiet i jedno z wielu dzieci i nie może być tak, że tylko to co moje jest naj, a reszta nie dorasta do pięt. Np. ta matka garnkotłuk - dla Ciebie druga kategoria, a dla kogoś najlepsza matka świata.
      • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 12.12.12, 11:23
        Ja to na własny użytek nazywam syndromem "jestem tak cholernie szczęśliwy, że zaraz wszystkich pozagryzam"
        Człowiek nim tknięty maniakalnie pilnuje, żeby nie powstało najmniejsze zarysowanie na nieskazitelnym obrazie jego życia i z furią rzuca się na każdego kto dostrzeże choćby pyłek.
        Parę razy to przerabiałam w realu, dyskusje z kimś takim to ślepe ulice jednokierunkowe, nie mają sensu, a jak się wścieknie to najgorsze brudy ci powywleka z każdego kąta, żeby tylko samemu pozostać sterylnie czystym... smile
      • tricolour No wiesz, sam jeden zaciekły nie jestem... 12.12.12, 14:29
        ... zebrało się tez parę samotnych i sfrustrowanych kobietek, którym zadowolenie sprawia seks grupowy ze mną. Są też kobiety w związkach, które dziwią się mnie - w związku - co robię na forum, a sobie się nie dziwią, że też robią. Zatem przyganiał kocioł garnkowi czyli huzia na józia. Mnie to za bardzo nie przeszkadza, bo przywykłem.

        Zostałem personalnie zapytany w pierwszym poście więc odpowiadam. Ale Polak to najczęściej skurwiel, który z zawiści lepiej się czuje gdy inny się gorzej poczuje więc rozumiem skąd grupowa jazda po tym, o czym piszę. Gdy pisze o matce karmiącej (bo karmi) to taki pyta o matki niekarmiące czyniąc wrażenie (a w istocie manipulację) że niekarmiące traktuję inaczej czyli na pewno gorzej. Inne skurwiele cieszą się z tego. Oczywiście szczęśliwe ze swojego życia. Taka narodowa cecha Polaka.

        A matka garkotłuk to pojecie wprowadzone chyba przez Triss i ona broniła tego pojęcia, nie ja. Ale jakie to ma znaczenie, prawda?

        Więc ja zostaje przy swoim zdaniu bez względu na śmichy, chichy i publiczne lody. Nigdy nie napisałem, że moje jest "naj" albo, że ktoś mi nie dorasta do pięt więc Twój zarzut uznaję za bezpodstawny. Nie twierdzę też, że jestem mocno zadeklarowanym katolikiem. Skąd Ty bierzesz takie pomysły?
        • kobieta306 Re: No wiesz, sam jeden zaciekły nie jestem... 12.12.12, 14:51
          wiary się nie czepiam, bo to indywidualna sprawa każdego, tylko tak mi się kołata, że akurat jesteś zdeklarowanym katolikiem - no nieważne zresztą.

          Ty masz specyficzny styl pisania i czasami to zwyczajnie podkurza wink

          Tri - kwestia w tym, że to co piszesz jest "moralnie dobre", bo widać, że kochasz żonę , dziecko. Ale to, jak to piszesz jest "mega wq...e" big_grin
          Bo powietrza starczy póki co, żeby każdy nim oddychał - i garnkotłuk i matka karmiąca.
        • anbale Re: No wiesz, sam jeden zaciekły nie jestem... 12.12.12, 15:09
          Jest takie powiedzenie, że jeśli jedna osoba ci powie, że jesteś koniem, to można to olać, ale jeśli mówi ci to 10 osób, to kup sobie siodło.
          Wiesz, ja ty robisz te swoje koszmarnie chamowate "huzia na józia", to wszystko jest ok i wszyscy są zobowiązani kłaść uszy po sobie. Ale nie daj Boże ponabijać się trochę z ciebie- Ooo, to już skurwielstwo i wszelkie syfy jakie w sobie masz wylewasz szerokim ściekiem...
          Mnie osobiście nie interesuje, czy ty masz tam lepiej czy gorzej w tym swoim życiu, ale z twoim postów przebija taka pycha i pogarda, jak chyba u nikogo na tym forum- więc nie dziw się, że ludzie odpowiadają ci pięknym za nadobne
        • ellareth Re: No wiesz, sam jeden zaciekły nie jestem... 12.12.12, 20:24
          Zawsze, ale to zawsze szukaj winy w innych.
          • tricolour Wina leży tam gdzie leży... 13.12.12, 09:51
            ... więc nie uważam, że posiadanie rodziny jest z obszaru winy. Natomiast uważam, że robienie z intymności rzeczy publicznej przenosi tą intymność w obszar wulgarności, co jasno nazwałem. Nie podoba Ci się? Trudno, trzeba było myśleć zanim się rozpoczęło rozmowę o lodach.

            Uważam także, że celowe zmienianie sensu wypowiedzi jest albo wyrazem kretyństwa, albo prymitywizmu (bo nie rozumie co czyta) albo złośliwości. To tez ma swoje konkretne nazwy.

            Więc nich każdy bierze swoje na barki.
            • ellareth Re: Wina leży tam gdzie leży... 13.12.12, 11:19
              Z "obszaru winy" nie jest posiadanie rodziny, tylko szukanie przyczyn konfliktu (jakiegokolwiek) wyłącznie w innych (jak kobiety krytykują na forum, to muszą być sfrustrowane, bo przecież z Tobą jest zawsze wszystko w porządku) zamiast spojrzeć na sprawę obiektywnie. Bo w obiektywizmie kryje się straszliwa groźba, że przyczyna mogłaby być też w Tobie. No jak to tak. Nigdy, nigdy!

              "Natomiast uważam, że robienie z intymności rzeczy publicznej przenosi tą intymność w obszar wulgarności, co jasno nazwałem"
              Tak, tak, a u was to Murzynów biją.
              Poza tym, hipokryto. Nigdy nie obejrzałeś pornosa na stronce internetowej?
              Strony są jak najbardziej publiczne, wszyscy mają do nich dostęp.
              To jak?
            • lampka_witoszowska Re: Wina leży tam gdzie leży... 13.12.12, 11:34
              sądzę, że nie powinieneś coraz bardziej udowadniać, że nei wiesz, o czym piszesz albo zwyczajnie rozmowa jest ci obca, za to przeinaczanie sensu (vel manipulacja) owszem

              (tak sobie a muzom, pierwsze z brzegu - czy ktoś ci poczytał za winę, że masz żonę?
              jakoś nie widać)

              ale fakt, im więcej brzydkich słów użyjesz i obrazisz więcej osób, tym więcej przestanie cię zauważać
              w twoim przypadku to może byc rozwiązanie
            • zmeczona100 Re: Wina leży tam gdzie leży... 13.12.12, 11:41
              Natomiast uważa
              > m, że robienie z intymności rzeczy publicznej przenosi tą intymność w obszar wu
              > lgarności, co jasno nazwałem.

              No normalnie jak w islamie- kobiety mają się zakrywać, bo inaczej prowokują mężczyzn do niegodnych myśli i zachowań. Nie pisać o sprawach, które kojarzą się Triemu jako nieczyste i od razu włączają mu się wulgaryzmy. No nijak zapanować nad sobą nie potrafi i to nie jest jego wina przecież.


              > Uważam także, że celowe zmienianie sensu wypowiedzi jest albo wyrazem kretyństw
              > a, albo prymitywizmu (bo nie rozumie co czyta) albo złośliwości.

              Też się z tym zgadzam. Ciekawi mnie jednak, dlaczego Ty tak postępujesz własnie. To jak- wyjaśnisz?
              • malgolkab Re: Wina leży tam gdzie leży... 13.12.12, 11:45
                zmeczona100 napisała:



                > > Uważam także, że celowe zmienianie sensu wypowiedzi jest albo wyrazem kre
                > tyństw
                > > a, albo prymitywizmu (bo nie rozumie co czyta) albo złośliwości.
                >
                > Też się z tym zgadzam. Ciekawi mnie jednak, dlaczego Ty tak postępujesz własnie
                > . To jak- wyjaśnisz?
                >
                Nie wyjaśni, poprosi o "konkrety", które zaraz zdyskredytuje i tak w kółko smile
              • tricolour Owszem, wyjaśnię.. 13.12.12, 13:16
                .... na konkretnym przykładzie. Podaj przykład zmienionego przeze mnie sensu wypowiedzi, to będzie temat do wyjaśniania.
                • ellareth Re: Owszem, wyjaśnię.. 13.12.12, 17:29
                  Robisz to cały czas.
                  Tylko w tej dyskusji, w kontekście rozmowy ze mną:
                  1. Ktoś, kto dyskutuje o seksie=lodziara.

                  2. "... gdy zwyczajnie dbam o rodzinę (a szczególnie o mamę półtorarocznego malucha) a przychodzi jakaś pierwsza lepsza z kretyńskim tekstem pod adresem mojej żony. I oczywiście mogłem uniżenie poprosić, by zrozumiała, że karmiąca mama potrzebuje wsparcia, czułości, miłości itp a nie pouczania. Owszem, mogłem".
                  Jeśli to było o mnie, a tak wynika przynajmniej z drzewka, to w ogóle nie ma żadnego przełożenia na to co napisałam. Zrobiłeś z komody karuzelę.

                  3. Jeśli pytam czy dla innych kobiet seks oralny jest przyjemny, to znaczy że facet wymusza na mnie loda.

                  4. Skoro wymusza na mnie loda, to na pewno też nie sprząta.

                  5. Każda krytyka jest spowodowana wyłącznie tym, że na forum jest pełno frustratek i skurwieli.

                  6. "zawsze szukaj winy w innych"=nie wiedzieć czemu - "posiadanie rodziny jest z obszaru winy".

                  "Tylko" tyle w jednej gałęzi jednego wątku.
                  Mogę zawsze poszperać w archiwum w poszukiwaniu większej ilości twoich przeinaczeń, ale musiałabym chyba wziąć w tym celu urlop bo to by było jednak dużo roboty.
        • malgolkab Re: No wiesz, sam jeden zaciekły nie jestem... 13.12.12, 11:23
          Hm, ja napisałam jak w przypadku niekarmiącej, czyli podlegam pod kategorię skurwiela - dobrze wiedzieć.
          Spytałam, bo napisałeś, że karmiąca matka niemowlaka zasługuje na miłość, wsparcie, szacunek (czy jakoś tak), podkreśliłeś fakt karmienia (można było napisać, że matka i żona załuguje na...), więc zapytałam. Jeśli fakt karmienia piersią nie ma znaczenia, mogłeś odpowiedzieć - niekarmiąca zasługuje na to samo, a Ty znowu dostałeś piany.
        • zmeczona100 Re: No wiesz, sam jeden zaciekły nie jestem... 13.12.12, 11:53
          tricolour napisał:

          Nie twierdzę też, że jestem mocno zad
          > eklarowanym katolikiem.

          O widzisz. To tłumaczy Twój pogardliwy stosunek do innych na tym forum czy specyficzny rynsztokowy język, którym się posługujesz.
          Za to za Chiny Ludowe nie tłumaczy, dlaczego próbowałeś pojeździć sobie na moim nie-katolickim związku. Ale OK, co można wojewodzie, to nie tobie, smrodzie smile

          Nie kreuj się więc tutaj na katolika, bo tym psujesz obraz katolika.

          Ty, katolik, krzywdzisz innych (w imię miłości bliźniego?); ja krzywdzę jedynie siebie.
          • tricolour Nie jeździłem na Twoim niekatolickim związku... 13.12.12, 13:44
            ... ja jeździłem na związku partnerskim u katolika. Gdybyś nie była katoliczką, to bym słowem nie pisnął na żaden Twój związek, bo nie miałbym podstaw - no może poza nomenklaturą, bo widzę wstyd nazywać konkubinat konkubinatem. Mnie dziwi dlaczego ludzie wstydzą nazywać się, co tak ochoczo budują, zamiast zbudować coś bez wstydu... mniejsza z tym.

            Więc pytałem: co to za katolicyzm w związku partnerskim? Pytałem, ale nie opowiedziałaś, co jest zrozumiałe wobec oczywistych wniosków. To nie ja pogardzam zadając pytanie (pamiętasz jak mówiłaś, że można zadawać każde pytania?). Ty Ty tworzysz taką sytuację, że czujesz pogardę gdy ktoś o tą sytuację szczegółowo zapyta.
            • bramstenga Re: Nie jeździłem na Twoim niekatolickim związku. 13.12.12, 14:18
              > Więc pytałem: co to za katolicyzm w związku partnerskim?

              Zwyczajny, ludzki, naznaczony grzechem, ot, taka "polska miłość" z piosenki Młynarskiego (i bynajmniej nie mówię tego z lekceważeniem). Nie rozumiem zresztą, dlaczego skupiasz się na "związku partnerskim", bo przecież wzięcie ślubu cywilnego w świetle nauczania Kościoła nic nie zmienia. Tak, ludzie są słabi i ułomni. Rozstają się mimo ważnego zawarcia sakramentu małżeństwa. Ale nie chcą do końca życia być sami. Dla wielu z nich jest to powód ogromnych dylematów moralnych, niekiedy autentycznego cierpienia, wadzenia się z Bogiem. O czym mógłby Ci opowiedzieć każdy duszpasterz takich związków. Który zresztą nigdy nie pozwoliłby sobie na pogardliwe prychnięcie "co to za katolicyzm?".
              • tricolour Czyli jakim mnie Boże stworzyłeś, takim mnie masz? 14.12.12, 21:16
                ... i weź się leniu śmierdzący do roboty jeśli ja mam coś w swoim życiu zmienić. Tak? Nie!

                Oczywiście są sytuacje, z których już nie ma wyjścia. Są związki niesakramentalne oparte jednocześnie na miłości i bólu wobec tej niesakramentalności z wyboru. Tyle, że nie w tym przypadku, o który pytam, bo nasza koleżanka spodziewa się korzystnego dekretu sądu. Będzie miała"czyste konto" wobec prawa cywilnego i kanonicznego, a jednak tworzy związek partnerski (można w ogóle celowo budować związek niepartnerski? Zależność?). Można domniemywać - i z dalszej rozmowy to niejako wynikało, ale bez bezpośredniego potwierdzenia - że wybraniec kawalerem nie jest. Jeśli rzeczywiście nie jest, to powiedz co to za partnerstwo, gdzie świadomie skazuje się kobietę na "ogromne dylematy moralne i autentyczne cierpienie" - jak to nazwałaś? Dla mnie jest to w pierwszym rzędzie egoizm.

                I co to za katolicyzm (w sensie systemu wartości), który nie broni przed cierpieniem przez resztę życia? Przecież poważne uczucie nie przychodzi nagle jak esbek z rana. Buduje się je miesiącami, często latami, odrzucając partnerów z żółtymi zębami, inaczej wykształconych czy z innego nawet błahego, ale realnie przeszkadzającego powodu. A takiego, przez którego będzie miało się latami dylematy moralne?

                O to pytałem zakładając również i to, że pan jest kawalerem, a rzecz zmierza to małżeństwa, czego życzę.
                • bramstenga Re: Czyli jakim mnie Boże stworzyłeś, takim mnie 19.12.12, 08:29
                  > I co to za katolicyzm (w sensie systemu wartości), który nie broni przed cierpi
                  > eniem przez resztę życia?

                  Katolicyzm nie ma chronić (i nie chroni) przed żadnym cierpieniem (vide choćby przykład Jezusa - i nie chodzi o cierpienia fizyczne).

                  Przecież poważne uczucie nie przychodzi nagle jak esb
                  > ek z rana. Buduje się je miesiącami, często latami, odrzucając partnerów z żółt
                  > ymi zębami, inaczej wykształconych czy z innego nawet błahego, ale realnie prze
                  > szkadzającego powodu. A takiego, przez którego będzie miało się latami dylematy
                  > moralne?

                  Przecież to nie ma znaczenia, kim będzie partner, skoro to JA formalnie mam sakramentalnego męża! W takim wypadku przed dylematami chroni wyłącznie dożywotni celibat.

                  • tricolour Szkoda, że pominęłaś pierwszy akapit... 19.12.12, 22:20
                    ... który ma znaczenie do tych cytowanych, a bez którego, cytowane zmieniają sens.

                    Moim zdaniem osoba mająca wszelkie nadzieje na korzystny dekret sądu duchownego, wiążąc się związkiem partnerskim i krzywdząc się (jak sama pisze), marnuje nie tylko co osiągnęła, ale przeczy wyznawanym przez siebie zasadom.
                    • zmeczona100 Re: Szkoda, że pominęłaś pierwszy akapit... 19.12.12, 23:14

                      > i krzywdząc się (jak sama pisze)

                      Kolejne konfabulacje?

                      Tri, jeśli bardzo chcesz, to Ci wyjaśnię wszystko, ale wtedy uznam, że jesteś idiotą (bo normalnym tak prostej sprawy wyjaśniać nie trzeba). Zastanów się więc, czy warto nadal robić z siebie idiotę. No chyba, że Ty nie udajesz.
    • zlakobieta.haha Re: czy czujecie się lepsi? 13.12.12, 18:08

      > czy Wy, po raz kolejny poślubieni, czujecie się lepsi ?
      > Tri - nie mam do Ciebie absolutnie nic i cieszę się ogromnie, że masz udane życ
      > ie w kolejnym małżeństwie i nie traktuj tego jako atak personalny.
      > Zwyczajnie ciekawi mnie czy np. Ty Tri odbierasz swoje drugie udane małzeństwo
      > jako potwierdzenie swej wartości/wyższości nad rozwodnikami, którym się nie uda
      > ło ponownie założyć rodziny? Czasami takie wrażenie odnoszę.

      heh zapytanie całkiem ciekawe ale nie nie czuję się lepsza - bo nie każdy potrzebuje związku po raz kolejny - nie każdy ma taką potrzebę

      Natomiast znam kogoś, kto czuje się z tego powodu lepszy - lecz ta osoba ma rozwód z orzeczeniem o własnej winie i myślę, że dlatego właśnie obnosi się ze swoim drugim małżeństwem opisując je w rozmowach podobnie jak Tri - za wszelką cenę chcąc udowodnić że wszyscy się mylą uważając go za winnego rozpadu małżeństwa...
    • der1974 Re: czy czujecie się lepsi? 18.12.12, 17:59
      Hurra! Przebrnąłem. Uffff.

      Znam Tri od wielu lat. Skoro tak dyskutuje tu zawzięcie, to pozwole sobie go ocenić: myślę, że Tri nie czuje się lepszy niż inni. Po prostu jest zadowolony ze swojego drugiego małżenstwa.

      Mnie to nawet nie dziwi. Ja sam też jestem usatysfakcjonowany drugim małżeństwem. Nawet bardzo. I wiem, że w takim stanie nikt nie myśli o porównywaniu się z kimkolwiek. Po prostu sobie żyje zadowolony i tyle.
      • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 18.12.12, 18:50
        der1974 napisał:
        myślę, że Tri nie czuje się lepszy niż inni. Po prostu jest zadowolony
        > ze swojego drugiego małżenstwa.

        >
        Ależ nikt mu przecież nie broni tego szczęścia i zadowolenia.
        To Tri każdą wzmiankę nt. żony i swojego małżeństwa traktuje jak ciężką obelgę. Każde niewygodne pytanie czy próbę polemiki jak zmasowany atak frontalny, plucie w twarz i wszawe zeszmacenie.
        No ale skoro tak się manifestuje jego zadowolenie z życia, to ok...
        • sbelatka Re: czy czujecie się lepsi? 18.12.12, 20:49
          I o to chodzi.. o to chodzi...

          Ludzie szczęśliwi i zadowoleni promieniują szczęściem i zadowoleniem...
          A o Tri - tego powiedzieć nie można..
          Raczej jad z kłów jadowych wypala mu dziurki w sweterku....

          Noooo, ale skoro jest zadowolonysmile to ja sie tam cieszę.. Bo im więcej radości na świecie - tym lepiejsmile..
        • tricolour Troszkę sprostuję... 18.12.12, 21:34
          .. te "wzmianki" na temat mojej żony były ostatnio szmaciarskie. Były pytania (bo tchórz nie stwierdzi tylko zapyta) czy jest garkotłukiem i takie tam. Więc jej bronię. Gdybyś była moją żoną, to też bym Cie bronił i chyba nie miałabyś mi tego za złe, prawda?

          Niewygodnych pytań (poza szmaciarskimi wynikającymi z wszawego charakteru - jak wyżej) nie przypominam sobie. Ja bardzo lubię niewygodne pytania i chętnie angażują się w dyskusję, ale - jak powtarzam - niewygodnych pytań ostatnio nie zanotowałem.
          • anbale Re: Troszkę sprostuję... 18.12.12, 21:51
            No kiedyś broniłeś żony jak lew i zbluzgałeś mnie osobiście za sam fakt napomknięcia, że jesteś w drugim małżeństwiesmile Szmaciarą byłam jak ta lala... Faktycznie, waleczny jesteś ponad wszelką miarę...
            A to co teraz piszesz, to świetny przykład na ten mechanizm, że ludzie zawsze mają lepsze zdanie na swój własny temat, niż ci którzy mają okoliczność z nimi obcować...
            • tricolour Mnie ten mechanizm bardzo odpowiada... 18.12.12, 22:01
              ... szczególnie gdy obcowanie jest tak powierzchowne jak w Necie.
              • anbale Re: Mnie ten mechanizm bardzo odpowiada... 18.12.12, 22:38
                Więc może zamiast deklarować ten dystans- zacznij go zwyczajnie praktykować...
      • zabelina Re: czy czujecie się lepsi? 18.12.12, 21:10
        der1974 napisał:

        > Hurra! Przebrnąłem. Uffff.
        >
        > Znam Tri od wielu lat. Skoro tak dyskutuje tu zawzięcie, to pozwole sobie go oc
        > enić: myślę, że Tri nie czuje się lepszy niż inni. Po prostu jest zadowolony
        > ze swojego drugiego małżenstwa.

        >
        > Mnie to nawet nie dziwi. Ja sam też jestem usatysfakcjonowany drugim małżeństwe
        > m. Nawet bardzo. I wiem, że w takim stanie nikt nie myśli o porównywaniu się z
        > kimkolwiek. Po prostu sobie żyje zadowolony i tyle.
        >

        Mnie też nie dziwi wcale, że ludzie są szczęśliwi w drugich małżeństwach. Dziwi mnie tylko, że po Tri tego szczęścia ostatnio nijak nie widaćuncertain
        • tricolour Mnie by najbardziej zależało... 18.12.12, 21:28
          ... żeby w internecie niczego po mnie nie było widać w porównaniu do tego, co można zobaczyć w realu. Tak sobie myślę, że im mniej po mnie tutaj widać tym lepiej.
        • der1974 Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 09:07
          Bez przesady. Tri nigdy nie był w wypowiedziach łagodny. Za to jest prawdziwy i jeśli odsączy się pewną dozę sarkazmu, wiele można przeczytać inspirującego. No przecież jadu mu nigdy nie brakowało.
          • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 10:08
            Mnie tam akurat do niczego nie inspiruje smile
            Jest jedynie ciekawy pod względem obserwacji, jakie to posępne moczary mogą się kryć za fasadą nieskazitelnej moralnej poprawności.
          • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 19:59
            Zgadzam się z Derem. Tri zawsze walił prosto z mostu, ale po odfiltrowaniu pewnych "smaczków", gadał z sensem. A co najważniejsze, od kiedy pamiętam, był konsekwentny i nigdy nikomu nie wazelinował. Za co zawsze go szanowałam, chociaż nie zawsze się z nim zgadzałam.

            Teraz, jak widzę, układ sił na forum się zmienił, i Tricolour pełni rolę "facet twój wróg". Co by nie napisał, wszczyna się hałaśliwy jazgot kilku profilków...
            • zabelina Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 20:32
              crazyrabbit napisała:

              > Za co zawsze go szanowałam, chociaż ni
              > e zawsze się z nim zgadzałam.

              To może pozwól innym również się z nim nie zgadzać.
              • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:07
                zabelina napisała:


                >
                > To może pozwól innym również się z nim nie zgadzać.
                >
                To samo miałam napisaćsmile
                Nie rozumiem dlaczego antytezą dla wzajemnej akceptacji i potakiwania ma być od razu wrogość i jazgot? Nie ma nic pomiędzy- dyskusja, polemika na przykład?
                • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:11
                  Rzadko zaglądam na forum, bo to już nie mój etap. Ale co zajrzę, to widzę jazgot, złośliwości, "prawdy objawione"... Nie ma polemiki i dyskusji.
                  A szkoda, bo kiedyś była na tym forum uncertain
                  • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:18
                    Kiedyś w ogóle lata były gorętsze, a zimy mroźniejsze...smile
                    Faktycznie rzadko zaglądasz, skoro nie widujesz dyskusji i polemik... Czasem komuś zdarzy się ogłosić "prawdę objawioną" ale któż nie ma chwili słabości?
                    • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:22
                      Tylko czemu co poniektóre te "chwile słabości" mają non stop? Może hormonów potrzeba, bo to ten czas?
                      • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:28
                        Jakiś przykład konkretny?
                        Bo w sumie nie wiem do kogo i do czego pijesz; chyba, że uważasz, że Tri potrzebuje na gwałt adwokatki (najlepiej z hormonami smile ) ale szczerze mówiąc nie wydaje mi się, świetnie sobie radzi...
                      • nowel1 Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:28
                        crazyrabbit napisała:

                        > Tylko czemu co poniektóre te "chwile słabości" mają non stop? Może hormonów pot
                        > rzeba, bo to ten czas?

                        To jest przeciwieństwo "szczucia i jazgotu", taka uwaga jak powyżej?

                        Zawsze bardzo mi wstyd za kobiety, które używają tego i pokrewnych argumentów w stosunku do innych kobiet...
                        • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:37
                          Za mnie nie musisz się wstydzić. To mnie jest wstyd za niektóre kobiety...
                • zabelina Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:12
                  anbale napisała:

                  > zabelina napisała:
                  >
                  >
                  > >
                  > > To może pozwól innym również się z nim nie zgadzać.
                  > >
                  > To samo miałam napisaćsmile
                  > Nie rozumiem dlaczego antytezą dla wzajemnej akceptacji i potakiwania ma być od
                  > razu wrogość i jazgot? Nie ma nic pomiędzy- dyskusja, polemika na przykład?

                  Anbale, jeśli ktoś innych uważa za "profilki" to raczej nie tworzy pola do dyskusji.
                  • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:21
                    Może po prostu "profilki" nie dojrzały do rzeczowej dyskusji? Szczucie i jazgot trudno nazwać dyskusją.
                    • zabelina Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:26
                      crazyrabbit napisała:

                      > Może po prostu "profilki" nie dojrzały do rzeczowej dyskusji? Szczucie i jazgot
                      > trudno nazwać dyskusją.

                      I Ty akurat, czujesz się uprawniona do oceniania, kto do dyskusji dojrzał lub nie?
                      • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:32
                        Ze względu na dystans do pewnych spraw... jestem w miarę obiektywna, czy się to komuś podoba i jest wygodne, czy nie.
                        • zabelina Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:35
                          crazyrabbit napisała:

                          > Ze względu na dystans do pewnych spraw... jestem w miarę obiektywna, czy się to
                          > komuś podoba i jest wygodne, czy nie.

                          Fiu, fiu...do siebie człowiekowi zawsze brakuje dystansuwink))
                          • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:38
                            Spoko, bejbe. Mnie tam nigdy nie brakowało dystansu do własnej osoby wink w przeciwieństwie do co poniektórych wink
                            • zmeczona100 Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 23:32
                              Jeszcze dystans do innych przydałby Ci się do kompletu.
                              • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 20.12.12, 00:25
                                Powiedziała ta z dystansem big_grin
                                • zmeczona100 Re: czy czujecie się lepsi? 20.12.12, 15:00
                                  Mowa była o Tobie, a nie o mnie, więc nie odwracaj kota ogonem.
    • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:29
      Odpowiadając na pytanie, zawarte w temacie wątku: nie, nie czuje się lepsza, będąc kilka lat w udanym związku. Naprawdę szczerze się cieszę, jak komukolwiek udaje się ułożyć sobie szczęśliwe życie (zodiakalny Strzelec jestem wink), ale przeraża mnie, kiedy ludzie brną jak w bagnie, pielęgnując nienawiść do ex, a zarazem do całego świata.
      Facet twój wróg??????
      • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:42
        No tak myślałam, kolejna "niewiarygodnie wprost przeszczęśliwa" która czuje się w obowiązku obiektywnie dokopać innym...smile Ostatnio jakiś wysyp na tym forum...
        Gratulujemy, gratulujemy, gratulujemy ogromnie, posypujemy głowy popiołem, wstydzimy się za siebie, tak, tak, facet nasz wróg...Zadowolona czy o czymś zapomniałam?
        • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:46
          Gdzie napisałam, że jestem "niewiarygodnie wprost szczęśliwa"?? Przeinaczanie wypowiedzi to nowy forumowy sport??
          • anbale Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 21:53
            Czyżbyś była nieszczęśliwa będąc kilka lat w udanym związku jako zodiakalny strzelec? smile

            A teraz rozumiem, że ostatnie słowo musi należeć do Ciebie, więc oddaję pole i idę zająć się czymś innym.
            • crazyrabbit Nie rozumiem jednej rzeczy... 19.12.12, 22:04
              ... zawsze na tym forum było tak, że jak komuś wyszło w życiu "po" to był "aplauz i zaakceptowanie", bo dawało to innym nadzieję, że "co dalej" istnieje. Taki pozytywny impuls był.
              A teraz napisać nic nie można, bo "passe"? Trzeba być zmęczonym życiem, szczuć na exów i siebie nawzajem?
              O tempora, o mores...
              • zmeczona100 Re: Nie rozumiem jednej rzeczy... 19.12.12, 23:54
                razyrabbit napisała:

                > ... zawsze na tym forum było tak, że jak komuś wyszło w życiu "po" to był "apla
                > uz i zaakceptowanie", bo dawało to innym nadzieję, że "co dalej" istnieje.

                Kiedyś można tu było napisać szczerze, co leżało na wątrobie. Teraz, zamiast wsparcia, zwłaszcza emocjonalnego, otrzymuje się połajanki i prawdy objawione, a wszystko inne to zwykły jazgot jest.

                Zawsze jednak można znaleźć sobie towarzystwo mniej męczące i np. nawiązać kontakty z osobami z USA- u nich zawsze wszystko i w każdej sytuacji jest OK (ciekawe, skąd tam tak ogromne zapotrzebowanie na psychoterapeutów...).

                Łatwiej wpaść tu raz na ruski rok i tonem pouczającym wskazać innym, jak są beznadziejni w tej swojej jakiejś tam sytuacji, niż udzielić sensownego wsparcia "celowanego" tym, którzy odstają od zamerykanizowanego obrazu forumowicza. Gdzie w tym szacunek dla osoby, która potrzebuje pomocy? Gdzie w tym trafność pomocy dla potrzebującego, a nie dla poprawy swojego samopoczucia? Jak w ogóle można tak sobie wpaść i pouczać innych? Dlaczego odmawia się prawa do przeżycia po swojemu tak wielkiej straty w życiu, jak rozpad rodziny??

                Jak mnie wkurzają postawy innych, którzy wiedzą doskonale, co powinnam zrobić, czuć, jak żyć, co jest najwłaściwsze, najlepsze dla mnie itp. Kuźwa, każdy z nas jest inny i każdy z nas przeżywa inaczej różne sytuacje- choćby były one identyczne. Nawet jakoś specjalnie nie dziwi to psychoterapeutów, za to forumowych wieszczów od prawdy objawionej- tak.
                • ingryd gleboki oddech 20.12.12, 08:43
                  zmeczona,
                  ja bez psychoterapii ale sadze ze potrzebujesz naprawde i to pilnie odpoczynku, wiec na poczatek gleboki oddech, policz do 10 i moze przestan zagladac na forum przez jakis czas bo az przykro cie
                  czytac...
                  • kobieta306 Re: gleboki oddech 20.12.12, 09:18
                    ingryd napisała:

                    > zmeczona,
                    > ja bez psychoterapii ale sadze ze potrzebujesz naprawde i to pilnie odpoczynku,
                    > wiec na poczatek gleboki oddech, policz do 10 i moze przestan zagladac na foru
                    > m przez jakis czas bo az przykro cie
                    > czytac...


                    no bez przesady. Dlaczego przykro czytać??? Przecież ona ma rację, którą po swojemu wykłada. Czytam posty Zmęczonej od zawszew i niemal zawsze są one zwyczajnie dosadne ale prawdziwe. A emocje ponoszą każdego. święty by nie wytrzymał gdyby musiał czytać określenia typu"wszawy charakter" i wiele innych. Zmęczona po prostu nie jest z kobiet, które się bije. I pięknie smile Tri dla odmiany nie jest facetem, który ustępuje. Też dobrze. Pisac każdy może.
                    • zmeczona100 Re: gleboki oddech 20.12.12, 15:51
                      A emocje ponoszą każdego. święty by nie wytrzymał gdy
                      > by musiał czytać określenia typu"wszawy charakter" i wiele innych.

                      E, spoko smile
                      Ja za wiele w życiu przeszłam, żeby mnie ruszały takie określenia z ust kogoś całkiem mi nieznanego wink To określenie z kategorii "Małpy w czerwonym" wink Bynajmniej nie świadczą przecież źle o małpie wink
                  • zmeczona100 Re: gleboki oddech 20.12.12, 15:21
                    Czyli Twoje samopoczucie zależy od innych? A może zamiast mnie pouczać, co powinnam zrobić, to Ty postępuj tak, abyś była niezależna od nikogo w swoim samopoczuciu? Wystarczy przecież wygasić mojego nicka i nie spotka Cię przykrość z mojej strony.

                    I weź mnie nie rozśmieszaj- kolejna wie, czego potrzebuję.

                    To, że pisałam w 1 os. nie oznacza, że pisałam o sobie. Ja mam swoje życie poukładane.

                    To, że nie bagatelizuję problemów innych nie znaczy, że mnie one dotyczą. Jest coś takiego jak empatia. Dla każdego jego problem jest najgorszy- choćby to była jedynka z geografii dla gimnazjalisty. Wmawianie innym, że się wie lepiej od nich, to zwykłe dokopywanie i wzbudzanie poczucia winy. Tak, jak dzieciaki popełniają samobójstwo z powodu złej oceny w szkole, tak samo mogą przeżywać dorośli rozpad swojego małżeństwa czy wykrycie zdrady partnera. Tyle, że z każdym kolejnym większym problemem te poprzednie stają się coraz mniejsze i wręcz smieszne (dla siebie samego)- ale do tego trzeba dojrzeć, trzeba czasu, a nie połajanek, jaki ktoś jest niedorobiony i do niczego.

                    I każdy oprócz tego ma swoje indywidualne sposoby radzenia sobie z tymi problemami- kiedy je się w końcu wyartykułuje z nadzieją, że można się wreszcie wygadać, wpada tu jedna z drugą i od razu występuje z pozycji nauczycielki, która wie lepiej, ma więcej doświadczenia i bezwzględnie jej należy posłuchać, bo z założenia jest mądrzejsza i ma rację.
                    Aż złośliwie pozwolę sobie wkleić pewnego linka.

                    I skopiować parę wypowiedzi stamtąd:

                    Re: Nie chce mi się już nawet chcieć sad
                    crazyrabbit 24.02.07, 21:25 zarchiwizowany
                    > > mogę Cię lekko kopnąć)
                    > Nie kopać Króliczka!
                    > Goń się!
                    Dzięki!! Kopać mnie już nie trzeba , jestem na etapie na którym potrzebuję
                    raczej przytulenia i pogłaskania (nawet wirtualnego)..
                    .

                    Re: Nie chce mi się już nawet chcieć sad
                    crazyrabbit 25.02.07, 13:45 zarchiwizowany
                    Kilka postów , ciepłe maile , telefon z zapytaniem co się ze mną dzieje...
                    Wyżłopana cała butelka wina podczas kilkugodzinnej skype'owej ciężkiej rozmowy
                    z Kimś Bardzo Fajnym...
                    Z lekkim bólem głowy wstał nowy dzień - jak zawsze po czerwonym winie , wypitym
                    w nadmiarze i wywaleniu emocji...
                    Nie wiem , czy ten nowy dzień jest lepszy , i czy następny będzie lepszy , i
                    następny...
                    Ale będzie po prostu NOWY...

                    Re: Nie chce mi się już nawet chcieć sad
                    crazyrabbit 26.02.07, 23:55 zarchiwizowany
                    Wiesz , że dopiero co ktoś "ochrzanił" mnie za to , że ciągle staram się
                    zachować twarz? Bo ja nie lubię okazywania słabości... To taka moja tarcza
                    ochronna , ale ona niestety czasem pęka.
                    Chyba rzeczywiście muszę się z tym pogodzić.
            • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 22:08
              Anbale - piernika możesz upiec, tak jak ja wczoraj smile w kształcie gwiazdy i mi taki ładny świąteczny wyszedł.

              co do samego wątku - bardzo poirytował mnie fakt, że Tri z taką napastliwością odnosi się do Zmęczonej, bo ona nie zasługuje z pewnością na określenia typu "wszawy charakter" i inne kwiatki. Zmęczona ma swoje zdanie, jasno je określa, podobnie jak Tri.

              Dla mnie Tri ma z tego powodu spory minus sad
              • tricolour Nie ma żadnej napastliwości... 19.12.12, 22:17
                ... jest chłodnym okiem opis tego, co widzę. Więc jeśli chcesz bronić naszej koleżanki, to choć zauważ w jakim kontekście (a jasno o tym piszę) użyłem dosadnego sformułowania.
              • crazyrabbit Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 23:00
                Dżizasss... ty naprawdę wierzysz w to, co napisałaś?
                • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 20.12.12, 09:22
                  wiesz co króliczku - wpadłaś , pokicałaś , zostawiłas kilka bobków jak na króliczka przystało i ok.
                  Jakie jest Twoje przesłanie, bo nie ukrywam, że straciłam myśl przewodnią Twojego wystąpienia? Czego bronisz? Jakich ideałów? Miłości, szacunku do siebie wzajemnie po rozwodzie? Wybaczenia? O co w sumie Tobie chodzi? Może Ty masz jakieś nawet dobre przesłanie, tylko jakoś tak głupawo piszesz uncertain
    • troll-mutant Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 22:06
      A czy Ty czujesz się gorsza ?
      A napisał do Zmęczonej.
      Obydwoje zawzięci, zapatrzeni w siebie i siebie warci, aż miło popatrzeć jak ta dwójka skacze sobie do gardeł wink
      • kobieta306 Re: czy czujecie się lepsi? 19.12.12, 22:12
        był czas, że czułam się gorsza, a teraz lotomito wink
        • kasper254 Re: czy czujecie się lepsi? 20.12.12, 08:28
          Czasem jest tak wygodniej wskazywać: "jestem szczęśliwszy" w drugim związku. W ten sposób m.in. oznacza się tą pierwszą/ego partnerkę/ra jako gorszych. No bo, jak to, my mamy być gorsi? To niemożliwe! To szaleństwo! Łatwiej się śpi, a tym bardziej, jak się wykaże, iż pierwszy związek był np. nieważny, jak urodzenie, tamta wiosna, gdy dużo padało itd. Jakiż wówczas szczyt zadowolenia, jak Himalaje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka