paraben
10.04.13, 12:02
Nie wiem jak sobie z nia radzic. Generalnie uwazam ze to dobrze ze corka uwielbia swojego tate. Jest jednak kilka ale. Po pierwsze tata nie chce jej zabierac do siebie co weekend tylko co dwa. Dla malej to jest nie do przyjecia, chcialaby go widywac rowniez w tygodniu-co nie wchodzi w gre, nie wiem jak mam jej wytlumaczyc ze od niedawna tata postanowil ze co drugi weekend zabierze ja do siebie na noc a co drugi oferuje kilka godzin. Te kilka godzin sprawiaja wiecej klopotu niz pozytku bo mala wraca rozzalona, ze tylko chwile sie z tata widziala itp. Po drugie-nie bede wieszala psow na tacie w zw z tym jak lubi spedzac czas z corka-ale powiem ze prawdziwe wsparcie i wartosciowy czas daje jej moj partner. Zawsze ma dla niej czas i opiekuje sie nia chetnie, gotuje dla niej, bawi sie z nia, zabiera na rower itp. Po prostu kocha ja jak wlasne dziecko. Czego corka oczywiscie nie odwzajemnia- i nie mam o to najmniejszych pretensji-ale domyslam sie ze moze byc to chwilami trudne dla mojego partnera. Czy ktos ma podobna sytuacje?Tata malej od niedawna przeprowadzil sie znow blisko nas- by byc blizej corki. Od tamtego czasu mala chodzi bardziej smutna, osowiala, wcale jego powrot w niczym nie pomogl. Co ciekawe, kiedy ojca w poblizu nie bylo- byla zupelnie innym dizeckiem, wesolym, usmiechnietym itp-tak zdarzalo sie ze smutno jej bylo bo nie mogla ojca widziec- ale nie byla tak smutna jak jest teraz. Jej tata ma tendencje do obwiniania calego swiata o swoje niepowodzenia i nie jest na tyle dorosly zeby wiedziec ze nie rozmawia sie z nia o problemach finansowych, mieszkaniowych itp-wiec boje sie ze ona podswiadomie po prostu martwi sie ciagle o niego.