Dodaj do ulubionych

poczucie winy

13.01.14, 13:34
Zamierzam rozwieść się z mężem. Byliśmy ze sobą 14 lat, w małżeństwie 8. Dzieci nie mamy. Mam poczucie winy bo nie chcę z nim być. A on mnie nadal kocha - tak twierdzi. Szczerze mówiąc to przyznam, że z jednej strony tak świadomie to chcę się rozwieść bo go nie kocham a z drugiej strony jak rozmawiam z nim to czuję, że go kocham. Takie to pokręcone strasznie. Ale po przeanalizowaniu historii naszego związku podjęłam decyzję o rozwodzie. Od 4 miesięcy nie mieszkamy razem i chciałam to jakoś formalnie zakończyć. Ale czuję się bardzo zła i winna tego, że nie chcę a on mnie kocha. Nasze małżeństwo od początku nie było udane. Problemy z komunikacją oraz to, że często w wypowiedzi męża ja słyszałam lekceważący ton, któremu on oczywiście zaprzeczał. Moim zdaniem nasze problemy są nierozwiązywalne ze względu na to, że mąż mi nie pasuje jako człowiek. Nie czułam się przy nim swobodnie. Mąż uważa, że wszystkie problemy można rozwiązać gdy się chce. No tak, ale jak problemy wynikają z niedopasowania ludzi do siebie to moim zdaniem tego nie da się rozwiązać inaczej niż przez rozstanie. Przez długi czas przyjmowałam pogląd męża i doprowadziło mnie to do głębokiej depresji. W tej chwili wychodzę z niej ale nadal nie pracuję. Mąż ma 2 mieszkania, ja nie mam żadnego. On pracuje, ja nie. I tak to wygląda. Ale czuje, że go krzywdzę. Jak sobie z tym poradzić?
Obserwuj wątek
    • yoma Re: poczucie winy 13.01.14, 17:36
      Jak masz poczucie winy, to więź emocjonalna nie wygasła; jak nie pracujesz, to więź gospodarcza nie wygasła, rozwód się nie należy.
      • kachaa17 Re: poczucie winy 13.01.14, 17:48
        To ciekawe co piszesz. Jeżeli nie jestem na jego utrzymaniu to chyba więź gospodarcza wygasła wg mnie. A więź emocjonalna to chyba nie polega na tym, ze ktoś czuje się winny.
        • mayenna Re: poczucie winy 13.01.14, 17:59
          Napisałaś, że jak z nim rozmawiasz to jednak kochasz. Mąz cię kocha. jak powie, ze widzi szanse na ratunek to rozwodu od razu może nie być. Kiedyś go na pewno dostaniesz, ale niekoniecznie na pierwszej rozprawie.
    • mayenna Re: poczucie winy 13.01.14, 17:44
      Jak ma na imię to niedopasowanie charakterów?smile
      Jestem podobnego zdania jak twój mąż, ale jak go nie kochasz to nie ma o czym mówić. Byliście na terapii?Robiliście vos, żeby tę komunikację zmienić?
      • kachaa17 Re: poczucie winy 13.01.14, 17:59

        > Jak ma na imię to niedopasowanie charakterów?smile
        Jeśli to była sugestia, że kogoś mam, to bardzo nietrafiona. Jestem w takim stanie, że na dzień dzisiejszy nie wydaje mi się, żebym w ogóle się chciała z kimś związać. Byłam tak nieszczęśliwa w małżeństwie, że nie palę się do kolejnego związku.
        Niedopasowanie polega na tym, że ja jestem wrażliwa a mój mąż dość ostry, czasem wręcz chamowaty i pewne wyrażenia są dla mnie niedopuszczalne i mnie ranią. I nie chodzi tylko o to jak on do mnie się zwraca ale jak się wypowiada o innych ludziach co powoduje, że postrzegam go w negatywny sposób. Np. Kiedyś nad nami mieszkał pijak, do którego przychodziła na picie i sex jakaś kobieta. Przez jakiś czas nie widać było już tej kobiety. Spotkaliśmy innego sąsiada i w rozmowie ten sąsiad oznajmił, że ta kobieta już nie żyje. A mój mąż na to: no i dobrze. Myślałam, że się ze wstydu pod ziemie zapadnę. A o tym pijaku to też mówił: niech szybciej zdycha. Wiem, że to mówił ze złości, bo facet uprzykrzał nam życie ale mimo wszystko jest to człowiek.

        "Byliście na terapii?Robiliście vos, żeby tę komunikację zmienić?"

        Ze 2 lata po ślubie byliśmy na takim jednym spotkaniu dla par, z którego wynikło, że ja mam problem ze złością: swoją i męża i tyle. To utwierdziło mego męża w przekonaniu, że to ja mam problemy i ja mam pracować nad ich rozwiązaniem. Kilka lat potem ja chciałam iść na prawdziwą terapię małżeńską ale mąż nie chciał, twierdził, ze on wszystko wie i nikt mu nic innego nie powie. Tuz przed moim odejściem mąż już chciał iść na terapię ale ja już nie miała siły, żeby o nas walczyć.
        • mayenna Re: poczucie winy 13.01.14, 18:01
          Mąż chce rozwodu? Rozmawiałaś z nim? Bo jego postawa w sądzie może być kluczowa.
          • kachaa17 Re: poczucie winy 13.01.14, 18:14
            mąż zgodzi się na rozwód, nie będzie robił trudności.
            • mayenna Re: poczucie winy 13.01.14, 18:30
              kachaa17 napisała:

              > mąż zgodzi się na rozwód, nie będzie robił trudności.
              No to masz rozwód.Podjęłaś decyzję, wyprowadziłaś się, nie kochasz, mąż tez nie chce już naprawiać.Z poczuciem winy musisz uporać się sama, albo proś męża o rozgrzeszeniesmile
              I wyciągnij wnioski z tej historii. On pewnie był taki przed ślubem wciągu tych 4 lat narzeczeństwa. To ty nie zauważyłaś albo zlekceważyłaś to.
        • koronka2012 Re: poczucie winy 14.01.14, 18:48
          Wiesz co - powinnaś iść na terapię - dla siebie.

          Twoja wrażliwość nie jest wadą, ale mam wrażenie, że w tle jest brak pewności siebie, skoro jakieś jego uwagi przypłaciłaś depresją. Byliście na JEDNYM spotkaniu - to nie terapia. Na terapii rozmawia się i pracuje nad związkiem - i w terapii nie chodzi o to, żeby ktoś wam na tacy podał rozwiązanie - ale żebyście oboje nauczyli się słuchać siebie wzajemnie. Słuchać - a nie tylko słyszeć.

          Jest takie proste ćwiczenie - które otwiera wielu parom oczy. Ty mówisz coś, co ci leży na wątrobie - druga strona powtarza to co powiedziałaś. I vice versa. Sęk w tym, że ten powtórzony tekst jest zazwyczaj zupełnie inny niż ten wypowiedziany! to my dośpiewujemy sobie dodatkowe znaczenia do czyjejś wypowiedzi.

          Mąż nie chciał - ale rozwodu tez raczej nie chce? jaki masz pomysł na siebie, nawiasem mówiąc? mąż ma 2 mieszkania, ty nie, mąż ma pracę - ty nie...
          • kachaa17 Re: poczucie winy 15.01.14, 16:08
            Mój pomysł na siebie jest taki: najpierw wracam do zdrowia - co teraz robię, dzięki temu, ze mam u rodziców zapewniony dach nad głową i ich wsparcie, chodzę na Zumbę, biore leki antydepresyjne i odnawiam kontakty z ludźmi - na razie w większości telefoniczne. Zmieniłam otoczenie: mieszkałam w dużym mieście, teraz mieszkam w miasteczku - to też mi pozwala wrócić do równowagi. Niedługo zacznę szukać pracy i w zależności od tego gdzie ją znajdę tam będę mieszkać. Jak będę miała pracę to wtedy będę myślała o mieszkaniu. Bo szczerze mówiąc to nawet nie wiem gdzie mam zamieszkać. Tam gdzie mieszkałam byłam całkowicie zdana na męża bo rodzina zarówno moja jak i jego została w innej części Polski co też mnie uwierało. Myślę, że teraz urządzę swoje życie po swojemu.
            Szczerze mówić to dziś odczuwam radość. Siedzę sobie w ciepłym domu (a nie bloku, co ma dla mnie znaczenie), napadało dużo śniegu (i dalej pada), poodśnieżałam teren przed domem (co bardzo lubię), obserwuję sikorki w ogrodzie, które przyleciały do słoniny i karmnika, na dworze piękne otoczenie - wszystko przysypane śniegiem.
    • argentusa Re: poczucie winy 13.01.14, 18:00
      ja bym jednak zalecała dorośnięcie.
      Poważnie.
      Jak przeczytałam posta założycielskiego, pomyślałam, że to nie może być prawda.
      Zastanawiam się jak wyobrażasz sobie samodzielne życie po rozwodzie.
      Chyba, że niedopasowanie charakterologiczne weźmie Cię na utrzymanie.
      Czego jak słowo daję, nie życzę. Bo to prosta droga do popadnięcia w podobny układ.
      Ar.
      • kachaa17 Re: poczucie winy 13.01.14, 18:13
        Na czym ma polegać dorośnięcie? I dlaczego uważasz, że to nie może być prawda?
        Zakładam, że za jakiś czas będę pracować. Przez większą część małżeństwa pracowałam.Teraz jestem na swoim utrzymaniu, bo jak pracowałam (i dobrze zarabiałam) to sobie odłożyłam trochę pieniędzy. Mieszkam w domu u rodziców i jeśli zechcę to mogę zająć sobie jedno piętro domu. Wszyscy się spokojnie pomieścimy.
        Czy jest tak niewiarygodne, że chcę odejść od męża bo już nie jestem w stanie wytrzymać tego jak miedzy nami jest? Przy mężu byłam non-stop spięta. Długo tak żyłam i już dłużej nie dam rady.
        • argentusa Re: poczucie winy 14.01.14, 11:47
          Dorosłość imo polega między innymi na tym, że przyjmuję na klatę konsekwencje swoich decyzji i wyborów.
          Zatem: wyszłaś za mąż za TEGO człowieka, a nie za Twoje wyobrażenie o nim. I decyzja o kontynuowaniu małżeństwa też była Twoja. Ja to rozumiem i nie oceniam, tyle, że wyłączne obarczanie męża za Twoją sytuację jest niesprawiedliwe. Do takiej gry: ja ofiara, on okropny, to jednak potrzeba dwojga.
          Zwłaszcza, że nie byłaś uzależniona ekonomicznie (piszesz o dobrych zarobkach w przeszłości i oszczędnościach), zatem o trwaniu w tym małżeństwie decydowały inne niż najprzyziemniejsze względy. Ergo - chciałaś tego, albo nie byłaś zdolna do podjęcia innej decyzji. Ja tu nie piszę o winie, a o wzięciu na siebie odpowiedzialności za TWÓJ wybór.
          Napisałam, że trudno było mi uwierzyć, bo z drugiej strony jak ktoś jest nieszczęśliwy, dzieci nie ma, byt ma zapewniony to się po prostu może bez większych komplikacji wylogować z małżeństwa. Ty tego nie zrobiłaś wcześniej. A teraz winy szukasz w mężu.
          Widocznie zupełnie do siebie nie pasowaliście.
          Ja rozumiem to, że chcesz odejść. Sama pewnie bym to też zrobiła w takiej sytuacji. Tylko dlaczego uważasz męża za jedynego winnego takiego układu.
          Dorosłość to też umiejętność dojrzenia własnej odpowiedzialności za to co MNIE spotkało.
          Mam nadzieję, że wyjaśniłam swoje stanowisko.
          Ar.
          • kachaa17 Re: poczucie winy 14.01.14, 13:05
            Właśnie teraz przyjmuje odpowiedzialność i dlatego czuje się winna. I nie obarczam wyłącznie męża za moja sytuację. Wiem, ze jak się z nim wiązałam to byłam mało dojrzałą i niepewną siebie osobą. Ale się zmieniłam. I układ który był między nami trener - uczeń już mi nie pasuje.
            Czy jak piszę, ze nie pasujemy do siebie to oznacza to, że uważam, że mąż jest winny? Otóż nie. Uważam, ze mąż niepotrzebnie trochę na siłę to ciągnął, a ja niepotrzebnie zgadzałam się na ciągniecie tego związku.
          • kruku_33 Re: poczucie winy 14.01.14, 13:07
            Hej,
            Chcialbym Ci podziekowac za ten post. Jak wiele osob tutaj - naprawde widac, czym charakteryzuje sie dojrzalosc i w wypowiedzi i doswiadczeniu zyciowym.
            Juz rzadko, ale od czasu do czasu zastanawiam sie, czy kiedykolwiek moja eksia przyjmie cos takiego na klate.

            Jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam.
    • mia17 Re: poczucie winy 13.01.14, 18:54
      przepraszam, ale dla mnie to jest niepojęte: od 14 lat jesteście razem, od 8 w związku małżeńskim. i napisałaś, że małżeństwo od początku nie było udane...
      po co zatem tyle lat w nim tkwiłaś...? 14 lat z kulejącą komunikacją, lekceważącym tonem męża.
      no nie rozumiem.
      • kachaa17 Re: poczucie winy 13.01.14, 19:17
        cóż, w związek z mężem weszłam bardzo niepewna siebie. Po 2,5roku bycia razem doszłam do wniosku, że go nie kocham (wtedy jeszcze nie był moim mężem) i powiedziałam mu to i chciałam się rozstać. Ale on zaczął mnie przekonywać, że ja go źle odbieram, że powinnam spojrzeć inaczej i też, że on się zmieni. On był pewny swego ja nie do końca. Więc tak próbowałam spojrzeć inaczej, później jeszcze okazało się, że mam syndrom DDA, zaczęłam chodzić na terapie gdzie psycholodzy podzielali zdanie męża i tak powoli ja dostałam pomieszania w głowie. Że to jak myślę to jest źle. Starałam się zmienić moje myślenie ale mi nie wyszło. Może jednak terapie coś dały bo ostatecznie stwierdziłam, że zacznę wierzyć sobie i chyba w efekcie wzrostu zaufania do siebie pojawiła się odwaga do odejścia. Reasumując: tkwiłam tyle lat w tym związku bo nie wierzyłam swoim uczuciom, bo mąż mi mówił, że ja go źle odbieram i że moje uczucia (słyszenie lekceważenia w głosie) są nieadekwatne do jego zamiarów. Wierzyłam bardziej jemu niż sobie. Póki byłam na fali tej wiary to było w miarę. Rozsypało się jak powiedziałam, że mam dość zmieniania siebie.
        • mia17 Re: poczucie winy 13.01.14, 19:29
          rozumiem.
          i zgodzę się, że można pewne zachowania odbierać źle, czy opacznie.
          ale miłość - albo się kogoś kocha, albo nie.
          można próbować zmienić siebie, swoje podejście do pewnych spraw - ale nie można zmusić się do miłości. takie moje zdanie.
          plusem jest to, że zobaczyłaś siebie w tym związku i podjęłaś decyzję. jak to mówią - lepiej późno niż później smile
          życzę Ci dużo siły i tylko dobrych decyzji w życiu.
    • tricolour Jak sobie z tym poradzić? 13.01.14, 20:12
      Normalnie. Przyjąć na klatę ból wynikający z lekceważenia męża, chęć rozwodu bez konkretnych przyczyn i pogodzić się z konsekwencjami.

      Nie marudzić w przyszłości, gdy życie kopnie w taki sam sposób, sprawiedliwie odpłacając za egoizm. Pogodzić się z brakiem potomstwa. Proste.
      • kachaa17 Re: Jak sobie z tym poradzić? 13.01.14, 20:34
        na czym wg ciebie polega lekceważenie męża przeze mnie?
        • teuta1 Re: Jak sobie z tym poradzić? 13.01.14, 22:30
          A nie mylisz czasem z miłością kilku innych stanów? Nie jest to przyzwyczajenie, współczucie, chęc pracy u podstaw i zmiany niewłaściwych zachowań męża itp? Ja Cię rozumiem.
        • tricolour Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 00:12
          ... "a z drugiej strony jak rozmawiam z nim to czuję, że go kocham". On Ciebie kocha, Ty go kochasz (czasami) i rozwalasz małżeństwo.

          Myślisz, że w nowym związku, po 14 latach, to będzie cud, miód i miłość po pachy? Ila masz jeszcze takich czternastek przed sobą, by zbudować coś konkretnego?
          • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 00:38
            Jak już pisałam wcześniej nie mam ochoty na kolejny związek. Ale myślę, że teraz jestem bardziej świadoma siebie niż byłam 14 lat temu i pewnie dobrze bym się zastanowiła zanim bym weszła w kolejny związek a na pewno nie ignorowałabym swoich odczuć związanych z facetem. Na początku związku z moim mężem pojawiały się pewne sygnały świadczące negatywnie o mężu ale je ignorowałam bądź tez ulegałam argumentom męża. Teraz ufałabym moim odczuciom. W związku oczekiwałam spokoju i poczucia bezpieczeństwa a nie bezustannego napięcia. Na dłuższą metę jest to nie do zniesienia. a jeśli na tym polega związek to ja wolę być sama.
            • mayenna Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 06:31
              Moim zdaniem to ty eis tak ustawiasz w związku, że czujesz napięcie. Zmiana męża może na to nie pomóc. Czujesz wstyd i zażenowanie w związku z jego zachowaniem. To tez nie jest normalne i dobre zachowanie. On jest osobna osoba, jego zachowanie nie rzutuje na ciebie.
              • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 09:32
                Już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Po moich wpisach na forum i wczorajszej rozmowie z koleżanką poczucie winy zamieniło się w złość na męża. Czuję się skrzywdzona rozdzielnością majątkową, którą podpisaliśmy na życzenie męża w trakcie małżeństwa i jego niechęcią do zmiany sytuacji prawnej z mieszkaniem.
                • yoma Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 09:37
                  A wiesz, coś tak myślałam, że te dwa mieszkania męża nie bez kozery padły na początku...

                  "Na życzenie męża". A ty co, ubezwłasnowolniona?
                  • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 13:06
                    przestraszona
                • gustavo.fring Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 10:18
                  Czyli co, nie kochasz go od dawna, o czym mu powiedziałaś, ale majątek powinien być wspólny do podziału?

                  A teraz będzie tak, że każdy dostanie to na co sam zarobił. O jaka niesprawiedliwość.
                • mayenna Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 11:12
                  Argentusa o tym właśnie napisała, stwierdzając, żebyś dorosła. podejmujesz decyzje i ponosisz ich konsekwencje.
                  Kacha, zrzucasz w tych postach odpowiedzialność na męża, za wszystko co działo się w twoim małżeństwie. A to tak nie działa. Dwoje dorosłych ludzi je tworzy i oboje podejmują decyzje, jak choćby o tym na co mogę lub nie mogę się zgodzić.
                  Nie dziw się tez, że podejrzewamy kogoś innego bo zwykle o tłamszeniu, nieukładaniu od początku pisują tu osoby, które ten stan odkrywają nagle, jak na horyzoncie pojawia się inny obiekt.
                  • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 12:59
                    Zrzucam odpowiedzialność na męża bo uważam, że wykorzystał moją ówczesną niepewność siebie oraz poczucie winy z powodu problemów w naszym związku. Dodatkowo jeszcze lęk przed porzuceniem. Bałam się mu odmówić podpisania tej rozdzielności. Żałuję tego, ze wtedy taka byłam. Tak mi było wstyd z tego powodu, że nawet nikomu o tym nie powiedziałam, nawet moi rodzice dopiero po kilku latach dowiedzieli się o tym. Ja na miejscu męża nie zrobiłabym mu czegoś takiego.
                    Sobie mam do zarzucenia to, że zgodziłam się na tą rozdzielność. Więc nie wszystko zrzucam na męża.
                    Pół roku temu była rozmowa, żeby kolejne mieszkanie, w którym zamieszkamy było moje i jego - oczywiście z moim wkładem finansowym - skromnym bo skromnym ale jednak. Chodziło mi też o to, żebyśmy nie mieszkali w mieszkaniu, które prawnie należy do teściowej.
                    Jak męża przycisnęłam to powiedział, ze nie będę mu mówiła co on ma robić. Wtedy zrozumiałam, ze tej sytuacji nie da się zmienić. Mąż i teściowa zawsze będą mieli wspólne pieniądze i majątki bo dla nich to bez różnicy do kogo z nich dwojga coś należy. Była też opcja, ze właścicielami kolejnego naszego mieszkania będzie mąż i teściowa. To w taki razie zapytałam się kim ja będę w tym układzie bo na pewno nie żoną.
                    • kruku_33 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 13:26
                      I to moge zrozumiec. Mialem podobna sytuacje, i wiem jak mozna czuc sie przeokropnie z tym, ze cos nie jest Wasze, tylko kogos i jego matki/ojca.
                      Ostatecznie to bardzo duzo popsulo, ona i ja stracilismy zaufanie do siebie, narastala zlosc i frustracja, w koncu intercyza, zeby wszystko "zalegalizowac:.
                      Ktos wyzej napisal - lepiej pozno niz pozniej - i mial w tym wiele racji.
                      Zycze powodzenia, wyrzuty sumienia i winy odpusc sobie - jesli nie chcecie tego ratowac, nie ma sensu sie meczyc.
                      • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 13:36
                        to jeszcze dodam, że mąż ma wspólny samochód z mamą. Niby on jest tylko dopisany, żeby zniżki do ubezpieczenia były ale jak coś trzeba było to mąż się tym zajmował. Przed zakupem tego samochodu prosiłam męża, żeby on nie był już właścicielem z mamą. Powiedział, że nie będzie a później powiedział, że ona i tak go wpisała. Ja przez wiele lat nie mogłam się doprosić kupna samochodu - wtedy nie miałam jeszcze tyle pieniędzy, żeby samej go kupić. W końcu jak zmieniłam pracę to sama kupiłam samochód. Jest to po prostu dziwne, że mąż nie chce mieć z żoną majątku wspólnego a z mamą jak najbardziej. Pieniądze męża mama gdzieś tam lokuje na jego polecenie. Czułam się jak ta trzecia. Zawarcie rozdzielności majątkowej bardzo mnie zabolało.
                        • mayenna Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 14:24
                          Kacha, przystałaś na rozdzielność. W sytuacji gdy on jest blisko związany z mama to był błąd, ale konsekwencje prawne były dla ciebie jasne, nie miałaś zaburzeń psychicznych więc o wykorzystywaniu trudno mówić.
                          Dokończyłaś terapię? Czytam to co piszesz i przykładam do siebie: gdybym to ja podejmowała takie decyzje i aż tak ulegała drugiej osobie, a następnie byłabym z tego niezadowolona i zła to pędem poszłabym do trenera, socjoterapeuty czy kogokolwiek innego, kto pomógłby mi wypracować system działań zgodnych z tym czego ja chcę, pomógł mi sie przemodelować. Kolejny twój związek może być identyczny, jak nie zmienisz swojej postawy wobec bliskich osób. Co się takiego stało, że aż tak ulegałaś mu a potem żałowałaś tego? Popracuj nad tym.
                          Odnośnie wspólnego majątku: weź prawnika, dobrego i powalcz trochę. Może coś uzyskasz. Przynajmniej będziesz miala mniejszy żal do siebie bo spróbujesz powalczyć.
                          • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 14:34
                            Ale rzecz w tym, że ja zmieniam postawę i efektem tej postawy jest niechęć bycia w związku, w którym jest mi źle. Dla mnie rozdzielność majątkowa w małżeństwie jest tym co bardzo dzieli. Nie umiem cobie tego w głowie przemodelować. Dla mnie ma duże znaczenie wspólnota majątkowa. I próbowałam to zmienić ale mąż nie chce.
                            Ulegałam wcześniej bo uwierzyłam, że to on ma rację. Na terapię budującą większą pewność siebie być może pójdę ale dopiero jak pozbędę się depresji, która na razie uniemożliwia mi uczestniczenie w terapii. Na razie ponad moje siły jest codzienny dojazd 40 km w te i z powrotem.
                            Z tym prawnikiem to inni tez mi tak radzą. Zobaczymy.
                          • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 14:40
                            "Co się takiego stało, ż
                            > e aż tak ulegałaś mu a potem żałowałaś tego?"

                            Poczucie winy. Uwierzyłam mężowi, ze to ja jestem winna naszych problemów małżeńskich bo jestem z domu alkoholowego. Dodatkowo, 2 dni przed ślubem wydarzyła się sytuacja, która bardzo mocno zachwiała moim poczuciem bezpieczeństwa. Od tej pory bałam się, że mój mąż mnie zostawi. Więc to lęk przed porzuceniem powodował, że byłam taka uległa.
                            Być może większości osób trudno to zrozumieć ale niestety jak się człowiek wychowa w domu gdzie był alkohol to potrafi później wiele znieść i nie widzieć, że pewne sytuacje już dawno przekroczyły wszelkie normy.
                            • mayenna Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 15:41
                              Kacha, to nie tak, że trudno zrozumieć bo ja rozumiem. Mną kieruje raczej troska o ciebie bo coś nie zagrało z instynktem samozachowawczym. Wpakowałaś się w niefajny związek i trwałaś w nim 14 lat. Szkoda by było, zebys ponownie tak zrobiła.
                              Normalnie to powinnaś zauważyć jego zwiazki z mama i uciekać od razusmile
                              Jak jesteś religijna to nawet unieważnić można sakrament małżeństwa z powodu zbytniej więzi z matka.
                              Mam pytanie; jest jakiś ojciec i mąż matki? Ale to tak z ciekawości tylkosmile
                              • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 16:47
                                Ani męża ani innego faceta nie ma. Teściowa wychowywała mego męża sama.
                                Ten związek z jego mamą to przejawia się głównie w finansach. Mój mąż zawsze ma dobre argumenty na obronę swojego stanowiska.
                                • zalosny.jestes No tak to już bywa z tymi chłopami... 15.01.14, 15:59
                                  kachaa17 napisała:

                                  > Mój mąż zawsze ma dobre argumenty na obronę swojego stanowiska.

                                  Trudno argumentować emocjami big_grin
                        • sok.z.truskawek Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 14:33
                          Kachaa17- .. rety jakbym o sobie czytała.... ja tez w trakcie rozwodu, tyle, ze ja wyszłam jak stałam, nic nie chce od niego, to uczucie spięcia znam doskonale, brak swobody w domu, cąły czas myśl, czy spełniam jego oczekiwania, czy jestem wystarcajaco interesujaca, czy dobrej muzyki słucham, czy ganienie siebie za drzemke po południu...ehhh, potem alkohol, kłótnie brak szacunku. Zupełnie nie rozumiem ataków na Ciebie, wiem co to terror psychiczny, że juz nie mozesz wytrzymac i żadne terapie nie pomogą jeśli widzisz, ze to już nie ma sensu. Trudne chwile przed nami, ale damy rade. Ja też jestem sama, nie myśle jeszcze o związku, ale lepeij samemu w spkoju życ i przyjaznymi ludzmi niż udawac, ze wszystko jest ok

                          Kruku33- ..znajome wpisy co? Ty tez podobną sytuacje miałes... ehhh życie
                          • zuzi.1 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 15:16
                            Kacha, jeżeli Twój mąż tworzył związek małżenski z matką a nie z Tobą, to tu żadnej Twojej winy w tym nie ma, facet uzalezniony emocjonalnie od matki, nie potrafiący tworzyc związku małżeńskiego z zoną, kacha to była jedynie FIKCJA małżeńska, a nie malżeństwo i atrapa jakiegokolwiek związku. Facet znalazł sobie Ciebie i Ty mu odpowiadałaś, bo wyczuł, że z uwagi na Twoje emocje, charakter, trudne doswiadczenia będzie mógł bardzo łatwo Tobą manipulowac i Ci wciskac kity i TO ROBIŁ.

                            Poszukaj dobrego prawnika i powalcz o należną Ci częsc majątku.

                            Poza tym przeczytaj ten blog:mojedwieglowy.blogspot.co.uk/
                            • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 17:44
                              nie do końca się zgodzę, ze był uzależniony emocjonalnie od matki. W kwestiach finansowych byli i są powiązani. Ja uważam, że jak ma się żonę to należy postawić granice rodzicom, również w aspekcie finansowym. Mogłabym powiedzieć, ze mój mąż jest w małżeństwie finansowym ze swoja mamą bardziej niż ze mną.
                              Widzisz z tą manipulacją jest o tyle trudna sprawa, że różnie to można oceniać. Mój mąż twierdził, że on wyraża tylko swoje zdanie.
                              • anbale Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 18:21
                                Mnie się wydaje, że nie kierujesz swoim życiem, nie masz w swoim życiu siły sprawczej- więc czujesz się sfrustrowana z tego powodu i obwiniasz wszystkich dookoła o to, żeby tylko nie skonfrontować się z własną bezsilnością. Chyba też reagujesz "ucieczkowo", chcesz się chować przed problemami
                                Ludzie włażą nam na łeb tyle, na ile im pozwolimy. Może nie potrafisz asertywnie stawiać granic, ale po pierwsze musisz zrozumieć, że to jest tylko Twój problem...Mąż postępuje wg jakichś własnych wytycznych i robi tylko tyle, na ile mu pozwalasz.
                                • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 18:39
                                  Chyba też rea
                                  > gujesz "ucieczkowo", chcesz się chować przed problemami.
                                  Tak było.
                                  Ale jak wg ciebie mogłabym teraz rozwiązać sytuację rozdzielności finansowej w małżeństwie i wspólnoty finansowej męża z teściową jeśli mąż nie chce nic zmienić? Jak w takiej sytuacji postępować jeśli rozmowy nic nie dają a dla mnie jest to bardzo ważna sprawa?
                                  Rzecz w tym, że kiedyś pozwalałam na dużo rzeczy niezgodnych ze mną i chciałam je pozmieniać. ale się nie da. Jak próbuje zawalczyć o swoje to mąż mówi: nie będziesz mi mówić co mam robić. Szczerze mówiąc, to po tych słowach, które padły kolejny raz w rozmowie poczułam się bezsilna i zrezygnowałam z małżeństwa.
                                  • koronka2012 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 18:59
                                    Ty przede wszystkim nie ufasz mężowi. Albo raczej - nie ufasz w to, że jemu na tobie zależy, że zalezy mu na was. Na takim "was' które jest zgodne z twoją definicją.

                                    Być może masz podstawy - być może to po części twoja projekcja. Osoba bardzo pewna siebie nie zauwazy "lekceważenia" bo jej zwyczajnie nie przyjdzie do głowy, że partner mógłby ją lekceważyć. Osoba niepewna, zagubiona - będzie się doszukiwać 2 dna. Upraszczam, ale taki jest często mechanizm, zresztą sama miałam taki epizod w życiu.

                                    Nie widzę chęci budowy wspólnego życia ze strony męża - ale tez sama piszesz tak, jakbyś od dawna dawała odczuć to, że ten związek to pomyłka. Nie wiem na ile ta intercyza jest pomysłem samym w sobie, a na ile - konsekwencją jakiejś nieciekawej atmosfery między wami, która jest już od dawna. Ta intercyza jest dla ciebie dowodem na to, że mąż cię nie kocha. Tylko że on tego nie rozumie. Bardzo trudno o tym rozmawiać.

                                    Czego właściwie chcesz? zadaj sobie pytanie - czy gdyby mąż się teraz zmienił, to chciałabyś z nim być? jeśli nie - to nie masz się nad czym zastanawiać.
                                    • blue_ania37 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 19:42
                                      rozumiem Ciebie, aż za dobrze, przywołują się wspomnienia które w normalnym świecie nie mają miejsca.
                                      Miałam rozdzielność, intercyzę , którą zrobiłam jakby? świadomie a tak naprawdę nie.
                                      rozumiem rozżalenie i wierzę,że podejmiesz dla siebie słuszne decyzje.
                                    • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 21:42
                                      Ty przede wszystkim nie ufasz mężowi. Albo raczej - nie ufasz w to, że jemu na
                                      > tobie zależy, że zalezy mu na was. Na takim "was' które jest zgodne z twoją def
                                      > inicją.

                                      trafiłaś w samo sedno.

                                      koronka2012 - podpisuję się pod każdym twoim zdaniem.

                                      Ta intercyza jest dla c
                                      > iebie dowodem na to, że mąż cię nie kocha. Tylko że on tego nie rozumie. Bardzo
                                      > trudno o tym rozmawiać.
                                      Tak, on tego nie rozumie, bo uważa, że faktycznie nic się nie zmieniło między nami. Czułam, że w rozmowie walę głową w mur.

                                      Czego właściwie chcesz? zadaj sobie pytanie - czy gdyby mąż się teraz zmienił,
                                      > to chciałabyś z nim być? jeśli nie - to nie masz się nad czym zastanawiać

                                      to też jest dobre pytanie, bo chyba jednak nie do końca jestem przekonana do rozwodu, choć parę dni temu byłam.
                                      Wielki dzięki za twoja wypowiedź.
                                  • mayenna Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 20:06
                                    Jak próbuje zawalczyć o swoje to mąż mówi: nie będziesz mi mówić co mam robić. Szczerze mówiąc, to po tych słowach, które padły kolejny raz w rozmowie poczułam się bezsilna i zrezygnowałam z małżeństwa.

                                    To jest dobre postawienie sprawy. Tylko ty nadal chcesz od męża określonych rzeczy negatywnych w jego odbiorze. A jakby tak pozytywnie? Powiedzieć: kocham cię i chcę z tobą być, ale boli mnie i jest to dla mnie krzywdzące, że nie mam nic własnego mimo wkładu finansowego i osobistego w nasz związek. Co proponujesz? I posłuchałabym co on na to.Może brakuje tu przestrzeni do dyskusji i do kompromisów?
                                    Ale chyba już doszłaś do granicy i nie masz ochoty na romowy....
                                    • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 21:47
                                      Tak, doszłam do takiego momentu, że nie mam ochoty na rozmowy. Czuje taką bezsilność.
                                      Rozmów było bez liku. W ostatniej rozmowie, po której spasowałam mąż wmawiał mi, że tak naprawdę to mi nie chodzi o to, żeby jego mama nie była współwłaścicielem mieszkania, tylko o coś innego i on chce wiedzieć o co. A co ja mam powiedzieć? Że dla mnie to normalne, że chce mieć wspólne mieszkanie z mężem a nie żeby jeszcze teściowa była to wmieszana. Na co on drąży, ale co ci przeszkadza? Przecież nikt tego nie podkreśla, że mieszkanie jest mamy, ona sienie wtrąca. Jak mam wytłumaczyć dlaczego chcę mieć z mężem wspólne mieszkanie? Mój mąż zawsze w moich potrzebach widzi drugie dno i mówi, że to czego ja chcę to nie jest tak naprawdę to, tylko mi chodzi i coś innego. Można zwariować od tego.
                                      • mayenna Re: Polega na tym, cytuję... 15.01.14, 19:40
                                        Miałabym prosty argument: bo chce mieć dziecko z nim, a w razie jego śmierci cześć mieszkania pozostaje mamusi. Ani twoja, ani dziecka.
                                    • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 21:49
                                      To jest dobre postawienie sprawy. Tylko ty nadal chcesz od męża określonych rze
                                      > czy negatywnych w jego odbiorze. A jakby tak pozytywnie? Powiedzieć: kocham cię
                                      > i chcę z tobą być, ale boli mnie i jest to dla mnie krzywdzące, że nie mam nic
                                      > własnego mimo wkładu finansowego i osobistego w nasz związek. Co proponujesz?

                                      wg mego męża ta sytuacja ni jest dla mnie krzywdząca. No bo jaka mi się krzywda dzieje? Przecież nikt mnie nie wygania. Ręce opadają.
                                      • altz Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 22:31
                                        kachaa17 napisała:
                                        > wg mego męża ta sytuacja ni jest dla mnie krzywdząca. No bo jaka mi się krzywda
                                        > dzieje? Przecież nikt mnie nie wygania. Ręce opadają.

                                        Też tak myślę, po śmierci męża dostałabyś spadek. Teraz nikt Cię nie wygania.
                                        Jeśli mąż włożył dużo z majątku odrębnego, to trudno, ale to nie jest Twoja własność.
                                        • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 15.01.14, 16:18
                                          Tylko w takiej sytuacji to w związku powstaje podział na moje, twoje. Dla mnie taka sytuacja jest chora. Jak np. można planować wakacje w takiej sytuacji? Mnie nie stać to nie jadę a męża stać to on sobie pojedzie? Skoro jest małżeństwo to jest wspólnota.
                                          Może to kwestia wychowania? U mnie w domu rodzinnym pieniądze były wspólne i inny model stanowi dla mnie zagrożenie i postrzegam go jako krzywdzący?
                                          Poza tym to już napisałam wcześniej, chciałam kupić kolejne mieszkanie razem z mężem i propozycja moja była taka, żeby w akcie notarialnym było zapisane ile jest mojego wkładu a ile jego, po to, żebym ja też czuła się formalną właścicielką mieszkania. To mąż powiedział, że uważa, ze to nie jest dobry pomysł. To gdzie tu przebiegłość finansowa z mojej strony? Po prostu chciałam mieć z nim wspólnie mieszkanie. Bo czuję się jak kochanka w układzie: mąż, teściowa i ja.
                                          • zalosny.jestes Wczasy to się planuje wcześniej. 15.01.14, 16:23
                                            Ja zarabiam 100 Ty 50. Wczasy kosztują 400. Ja wkładam 300 a Ty 100. Pasuje Ci?

                                            Wspólne mieszkanie? Ja musiałem perswadować, że dla samego faktu dobrego samopoczucia pewnej pani nie wyprowadzę się z domu w dobrej dzielnicy do kawalerki na przedmieściach.
                                            Dla mnie to irracjonalne. Chcesz kupić takie mieszkanie? No problem, ale niech to będzie inwestycja pod wynajem.
                                            • kachaa17 Re: Wczasy to się planuje wcześniej. 15.01.14, 16:46
                                              wypowiadasz się w tonie podobnym do mego męża. Bo coś jest dla ciebie irracjonalne to od razu to odrzucasz. Zależy ile dla ciebie jest warte dobre samopoczucie pani.Moim zdaniem na tej pani ci nie zależało. chodzi o to jak o tym piszesz i podchodzisz do tematu.
                                              Mój mąż tez mi mówił, że dla mojego widzimisie to on się nie zgodzi na jakąś rzecz. tylko to co dla niego jest wymysłem dla mnie może być ważną sprawą.

                                              "> Ja zarabiam 100 Ty 50. Wczasy kosztują 400. Ja wkładam 300 a Ty 100. Pasuje Ci?
                                              >"

                                              Nie pojechałabym na wczasy, których cena byłaby 8 raz wyższa niż moje zarobki. Ale jeśli chodzi tylko o same zachowanie proporcji to nie pasuje mi taki podział. Sprawiedliwie dla mnie by było: powiedzmy Ty 270 ja 130.
                                              • zalosny.jestes Re: Wczasy to się planuje wcześniej. 15.01.14, 17:07
                                                kachaa17 napisała:

                                                > Zależy ile dla ciebie jest warte dobre samopoczuci
                                                > e pani.Moim zdaniem na tej pani ci nie zależało. chodzi o to jak o tym piszesz
                                                > i podchodzisz do tematu.

                                                A czy samopoczucie pana ma jakiekolwiek znaczenie czy w tym układzie jest on tylko marionetką służącą do dostarczania dobrego samopoczucia pani?

                                                > Mój mąż tez mi mówił, że dla mojego widzimisie to on się nie zgodzi na jakąś rz
                                                > ecz. tylko to co dla niego jest wymysłem dla mnie może być ważną sprawą.

                                                To uargumentuj to. W związku podejmuje się decyzje wspólnie choć nie wiem jak uzasadnić wydanie 1000$ na szpilki na Manolo Blahnik... (ja na miejscu pani bym potrafił ale wątpię, żeby pani wpadła jak to zrobić) wink


                                                > Nie pojechałabym na wczasy, których cena byłaby 8 raz wyższa niż moje zarobki.

                                                Czemu nie? Może czasem warto wydać trochę więcej i rzadziej ale lepiej niż częściej ale kiepsko?

                                                > Ale jeśli chodzi tylko o same zachowanie proporcji to nie pasuje mi taki podzi
                                                > ał. Sprawiedliwie dla mnie by było: powiedzmy Ty 270 ja 130.

                                                Nie ma problemu.
                                          • tricolour A pieniądze na zakup też chciałaś dać? 15.01.14, 16:24
                                            I był to znaczący wkład, rzędu kilkudziesięciu procent?
                                            • kachaa17 Re: A pieniądze na zakup też chciałaś dać? 15.01.14, 18:08
                                              nie, Byłoby to około 10%. Ale wszystko byłoby zapisane. Więc w czym problem?
                                              • zalosny.jestes W tym, że w kartoflanych warunkach wchodząc 15.01.14, 18:14
                                                z wkładem 10% i później mając dziecko stajesz się de facto właścicielką tego mieszkania. Teoretycznie musiałabyś Ex spłacić ale w praktyce przez ciągłe podwyżki renty na dziecko to on musiałby jeszcze spłacać Ciebie. Znam z autopsji bo kuzyn był nieuważny, zrobił myk, który proponujesz i właśnie mieszka u rodziców regularnie dojeżdżając na sprawy o podwyżkę.
                                                • kachaa17 Re: W tym, że w kartoflanych warunkach wchodząc 15.01.14, 18:21
                                                  Tylko, że w takiej sytuacji i mając dziecko nikt by nie chciał się rozstawać.
                                                  • zalosny.jestes Odważna teza... 15.01.14, 18:26
                                                    Wynika wprost z braku doświadczenia...
                                      • zuzi.1 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 22:57
                                        kacha to zapytaj się swojego męza, dlaczego skoro Cię podobno kocha, nie chce zapewnic Ci poczucia bezpieczeństwa o które prosisz? Ty go prosisz o PODSTAWY, żadne tam fanaberie, skoro on jako mąż nie ma zamiaru ofiarowac Ci poczucia bezpieczeństwa i komfortu w postaci mieszkania formalnie u siebie, to jaki z niego mąż??? manipulant i maminsynio, etap układów z mamusią powinien się zakończyc co do zasady z początkiem małżeństwa z żoną. Rozumiem, że z mamą można prowadzic interesy i biznesy i miec jakieś odrębne majątki itp. ale podstawa to wspólne życie i wspólne mieszkanie małzeńskie plus lojalnosc wobec żony a nie TYLKO matki...
                                        • zuzi.1 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 22:58
                                          bo w przeciwnym razie jestes TYLKO meblem w jego domu, użytkowym meblem...
                                          • altz Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 23:06
                                            zuzi.1 napisała:
                                            > bo w przeciwnym razie jestes TYLKO meblem w jego domu, użytkowym meblem...

                                            Bez histerii. smile
                                            Przecież Kachna na pewno ma też jakiś własny majątek, niemożliwe, żeby przez lata nic nie robiła.
                                            • zuzi.1 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 23:15
                                              Ten "mąż" jest TOTALNIE do bani, a kacha powinna isc na terapię i zawalczyc o siebie. A potem zrobic porządek z tym "małzeństwem".
                                              • altz Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 23:21
                                                zuzi.1 napisała:
                                                > Ten "mąż" jest TOTALNIE do bani, a kacha powinna isc na terapię i zawalczyc o s
                                                > iebie. A potem zrobic porządek z tym "małzeństwem".

                                                Ludzie się różnie dogadują. Jednym pasuje rozdzielność majątkowa, a innym nie.
                                                Mieli dość czasu, całe 6 lat na porozumienie się w tej sprawie.
                                                Nie mają dzieci, mogą się rozejść, każde w swoją stronę.
                                                • zalosny.jestes Altz...tu chodzi tylko o kasę... 15.01.14, 08:46
                                                  Przestańmy się czarować. Odsyłanie pani do bloga dla przemocowców jest manipulacją. Sposób myślenia części współczesnych kobiet kwalifikuje je do leczenia psychiatrycznego...

                                                  Brak emocji? Nudzę się? Rozwód...
                                                  Po co ślub w takim razie? Bo presja społeczna...?
                                                  • altz Re: Altz...tu chodzi tylko o kasę... 15.01.14, 09:55
                                                    zalosny.jestes napisał:
                                                    > Przestańmy się czarować. Odsyłanie pani do bloga dla przemocowców jest manipulacją.

                                                    Pewno jest.
                                                    Wczoraj ktoś opowiadał o sąsiedzie, który pracował na nocki. Kolega mu doniósł, że w tym czasie żona nie jest sama, mąż zamontował cichcem kamerki i zobaczył faceta żyjącego jak u siebie, łażącego na golasa i raczącego się piwem z lodówki. smile
                                                    Żonie bardzo podobał się nowy domek i nie chciała z niego zrezygnować big_grin
                                                    Teraz już z "golasem" mają dziecko, chodzą szczęśliwi i są wręcz wzorem wink
                                                  • zuzi.1 Re: Altz...tu chodzi tylko o kasę... 15.01.14, 12:25
                                                    Na tym blogu dziewczyna dokształci się w zakresie manipulacji, które stosuje jej mąz. Nikt nie napisał przecież, że ten pan jest przemocowcem...
                                                  • zalosny.jestes I to jest przykład na to jak współcześnie 15.01.14, 15:30
                                                    wypaczone widzenia świata mają kobiety sad Jaki przemocowiec? Bo nie chce oddać zasobów? Mój szef to przemocowiec, bo nie chce mi dać podwyżki a najlepiej oddać połowy tego co sam zarabia! A to bydle...

                                                    Przemocowiec to byłby wtedy, gdyby panią na siłę trzymał przy sobie. Pani jest wolna i może sobie żyć jako żywo jej się podoba. Niech tylko nie sięga po cudze dodatkowo uzasadniając to "przemocą" big_grin
                                                • zuzi.1 Re: Polega na tym, cytuję... 15.01.14, 12:26
                                                  Rzeczywiscie najprosciej byłoby się rozstac, ale wyjscie z niesatysfakcjonującego związku nie jest wcale takie łatwe, szczególnie gdy jedna ze stron to DDA.
                                              • zalosny.jestes Przetłumaczę to na ludzki ;) 15.01.14, 15:46
                                                Kacha powinna poszukać frajera, który da się orżnąć. Ma jej w tym pomóc terapia i dwie głowy. Ja jednak sądzę, że Kacha mimo wszystko to przyzwoitszy egzemplarz niż Zuzia wink
                                                • zalosny.jestes Chodziło o ten cytat: 15.01.14, 15:51
                                                  "Ten "mąż" jest TOTALNIE do bani, a kacha powinna isc na terapię i zawalczyc o siebie. A potem zrobic porządek z tym "małzeństwem"."
                                      • mayenna Re: Polega na tym, cytuję... 15.01.14, 19:45
                                        Dzieje ci się krzywda: łożysz na jego majątek swoje pieniądze, swoją pracę i przyczynisz się do dobra rodziny, a nie ma to przełożenia we wspólnym majątku więc sprawiedliwe jest chocby to jedno mieszkanie tylko dla was obojga, nawet nie tylko na ciebie samą zapisane. Mamusia się u was do dobra rodziny nie przyczynia bo jej z wami nie tworzy. Niech mąz poczyta kodeks rodzinny bo ślub brał przecież.
                              • zuzi.1 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 23:20
                                kacha napisz mi na czym Twoim zdaniem polega Wasza wspólnota małżeńska?
                                To co twierdził Twój mąż nie musi byc prawdą. Od tego zacznij. I przeczytaj od deski do deski załączonego bloga. Byłaś na terapii dla DDA? Ty nie potrafisz mu stawiac granic i on to wykorzystuje w b. nieładny sposób.
                                • kachaa17 Re: Polega na tym, cytuję... 15.01.14, 12:35
                                  byłam na terapii dla DDA.
                                  Możliwe, że nie umiem stawiać granic.
                                  Czytałam tego bloga. To nie jest przypadek podobny do mojego.
                          • kruku_33 Re: Polega na tym, cytuję... 14.01.14, 16:49
                            Heyy.
                            Dosc podobna... tylko to ja bylem ten zly, ktory wystapil o intercyze, rozum zaczal pracowac kiedy zdalem sobie sprawe, ze moge zostac z niczym.
                            Pozniej chcialem sie wycofac, ale eksi zalezalo bardzo. Dla ratowania zwiazku podpisalem, majatkowo wyszlo ok dla niej i mnie, ale nie o majatek (przynajmniej dla mnie) chodzilo.
    • zalosny.jestes Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 14.01.14, 22:06
      się majątkiem. Pani ma ochotę skubnąć co nieco a że chłop jako jeden z nielicznych był zapobiegliwy i jako tako zabezpieczył się przed pazernością to teraz trzeba sobie znaleźć wytłumaczenie jak go kopnąć w doopę.

      Daj sobie spokój - decyzję podjęłaś, tej relacji już nie ma. Nie szukaj na siłę usprawieliwienia i wsparcia dla swoich decyzji.

      A tak swoją drogą...czemu czytam po raz nty o podobnym przypadku? Kolegi żona również przyprawiła mu rogi i wręcz z dziką satysfakcją oddawała się innemu czerpiąc z jego upokorzenia tylko dlatego, że nie chciał jej uwłaszczyć...

      Standardzik - sprzedajmy Twój dom bo ja się źle czuje i kupmy nasz wspólny! Wtedy będzie i seks i bólu głowy mniej big_grin Oczywiście to iluzja bo tak czy owak wszystko skończy się rozwodem, z tą różnicą, że pani chce zabrać odprawę.

      Panowie, nie dajcie się manipulować. Żadnych umów cywilno prawnych a dzieci tylko po gruntownym przetestowaniu zamiarów pani (vide kilka lat) chyba, że macie ochotę skończyć pod mostem.

      Pozdrawia płytki emocjonalnie gówniarz.
      • kasper254 Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 10:50
        1.No i wiadomo, o co chodzi autorce postu, a co - jak diament z popiołu - wydobyły cierpliwie sondujące sprawę panie z forum: o kasę. Jak kocha, to przecież nie może być rozdzielności. I co tutaj ma do gadania jakaś wstrętna teściowa K.? Nasza bohaterka najzwyczajniej w świecie chce pieniędzy. I koniec. Kropka. "Niezgodność" charakterów kamufluje ich wartość. Ostatecznie, jakby nie patrzył na życie, każdy kiedyś umrze. Lepiej być bogatszym niż biedniejszym nieboszczykiem na cmentarzu. I tutaj trzeba podziwiać autorkę postu: sięga tak daleko,jak poeci - gdzie oko nie sięga.
        2. W społeczności konsumenckiej zawsze chodzi o kasę. Tylko, cholera, jakby szybciej odkryły to kobiety. Masz nosa, Zalosny. Dałbym Ci medal - za odwagę...choćby - przeciwstawiania się głupocie i obłudzie.
        • argentusa Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 10:56
          brutalna będę:
          jednym chodzi o doopę na boku (bo na przykład to lubi), innym o kasę (bo na przykład to lubi).
          Jak dla mnie NIE MA różnicy.
          Ar.
          • zalosny.jestes Dla mnie jest. I to poważna...tak zwana dupa 15.01.14, 11:01
            jak byłaś łaskawa wyrazić to nie tylko branie przez mężczyzn i dawanie przez kobiety jak to macie zaszczepione od urodzenia niemal. To wzajemna wymiana korzyści. Oskubanie kogoś z kasy za to działa wyłącznie jednostronnie.

            Już widzisz sedno czy rozmydlamy? wink
            • argentusa Re: Dla mnie jest. I to poważna...tak zwana dupa 15.01.14, 19:58
              eee, nieprawda, że wszystkie mamy szczepione. i żadne tam korzyści dla obu stron. Słyszałam, że są kobiety, któr NIE lubią seksu. No tak mają. Wierze na słowo. I tu i tu w jedną stronę.
              Ar.
              ps. nie widzę powodu by nie wycenić przyjemności któejkolwiek ze stron.No ale to już nie o miłość biega.
              pps. uparcie próbujesz strywializować kobiety. jestem w stanie zrozumieć dlaczego jakoś nie spotkałeś naprawdę fajnej babki. One po prostu spierniczają jak najdalej od takich egzemplarzy.
              jak to mówią: każdy ma to, na co zasłużył. EOT.
        • zalosny.jestes Powiem więcej...one doskonale zdają sobie sprawę 15.01.14, 10:57
          z ciemnych odhłani własnego wnętrza, przynajmniej te bardziej światłe. Tylko co z tego? Jak to mawiała moja Ex...jestem kobietą, więc co się dziwisz? wink

          Ja też miałem i mam mnóstwo wad ale ja staram się z nimi walczyć a nie je legitymizować.
          To jest punkt różnicujący ludzi od kanalii - myli się każdy, nie każdy potrafi okiełznać siebie. Wzbudzam agresję - wiem. To naturalne, bo nic ludzi nie boli tak jak smutna prawda o ich wnętrzu a demaskując kobietę stajesz się jej wrogiem do śmierci.

          Chory świat generalnie, ale na szczęście są jeszcze ludzie silnej woli, którzy mają i wiarę i chęć by go zmieniać. Zmieniać na lepsze.
        • zuzi.1 Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 12:28
          Kasper, gdybys nie zrozumiał, to autorce chodzi o poczucie bezpieczeństwa i o tworzenie REALNEJ a nie FIKCYJNEJ wspólnoty małżeńskiej z mężem.
          • kasper254 Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 12:43
            1.Wykładasz mi kawę na ławę, Zuzi. Ale to też nie jest takie proste. Gdyby to "poczucie", "twórczość", "realność" i "fikcyjność" pomieszał w tyglu idealizmu czy, czy/i obiektywizmu, opcji liberalnej, konserwatywnej lub socjalnej - wyjdą zupełnie inne rzeczy. Najlepiej więc wprost odnieść dane standardy do tego, co oczywiste i zrozumiałe. Poczucie bezpieczeństwa i idea wspólnoty najlepiej się mają, gdy są pieniądze. Dlatego i odnawialne śluby nie pomogą np. naszym bogaczom, gdy nie ma prawdy i odpowiedzialności.
            2.Myślę, że autorka naszego postu na realność odpowiedzialności patrzy przez pryzmat fikcyjnej miłości. Część pań tutaj też, stąd Twój głos, Zuzi, wyprowadza mnie z pewnego błędu logicznego (nie - fikcyjnego): przez chwilę myślałem, że jednak agent Tomek ma konkurencję w wiwisekcji. Nie ma.
            3.I rozumienie. Najgorzej jest z tym: przez całe życie myślałem, że ważne są awanse, kariera, bieg. Teraz wiem, że ważniejsze od nich są czynności patrzenia na niebo, ucieranie tyłka dziecku itd. Ale przecież i ja się mylę. Wszystko w swoim czasie: wspólnota majątkowa w bryndzy moralnej.
          • zalosny.jestes Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wypadek 15.01.14, 13:33
            gdybyś pani już nie chciała z panem dalej. W takim wypadku pan powinien zapłacić i sobie pójść big_grin Skoro jednak zakładasz miłość po grób, ślub, zniewolenie, dzieci to przed czym się zabezpieczasz? Przed własnym strachem? Na to jest jeden lek...doskonalenie siebie a nie wieszanie się na kimś innym. Przez to między innymi relacje się rozpadają a śmiem twierdzić, że jest to powód większości upadków związków.

            To jest tak mniej więcej jak z wypadkami na drogach - 90% z nich przez nadmierną prędkość big_grin
            • kruku_33 Re: Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wy 15.01.14, 14:36
              Nie zawsze. Jakkolwiek w opisywanym przypadku MOZE byc tak jak piszesz.

              Budowalismy dom - kiedy wszystko pochlonelo moje oszczednosci, a z wyplaty mozna bylo odkladac niewiele na dzialke zony (prezent slubny od tesciow; zony - gdyz ja nie chcialem byc wspolwlascicielem - ergo zakladanie milosci po grob, a bardzo nie lubie wyciagac reki nie po swoje) na dzialke weszli jej rodzice. I robili co chcieli i jak chcieli, a coreczka wtorowala im we wszystkim. Mojego zdania nie bylo. Po jakims czasie, kiedy dowiedzialem sie jak wyglada kwestia prawna wlasnosci domu, powiedzialem albo intercyza albo przestaje dawac srodki.
              Oczywiscie uslyszalem, ze w malzenstwie tak sie nie postepuje, przy czym moja odpowiedz, ze widze, ze sie zle dzieje i nie chce zostac na koncu z niczym, pozostawala bez odpowiedzi.

              Zamiast cos z tym zrobic panienka tylko przyklaskiwala rodzicom. Reszte sobie dopowiedz...
              • zalosny.jestes Kruku, chodzi o mechanizmy a nie o partykularny 15.01.14, 15:07
                przypadek. W tym wypadku prawda numer 14, że co jest Twoje to jest moje a co moje to moje ewentualnie się zobaczy.

                Rozumiem, że działka była wyłączną własnością pani a zatem dom, który wspólnie budowaliście również big_grin - to taki figlarny żarcik był prawdopodobnie wink

                Inny popularny mechanizm wykorzystania kogoś to "sprzedajmy nieruchomość, która należy tylko do Ciebie a kupmy wspólną". Argumentacja jest różna począwszy od złego samopoczucia pani, że inna samica tam przebywała a skończywszy na argumencie, że ona nie czuje się jak u siebie. Facet myśli, że to prawda, bo przecież jak ukochana mówi to tam nie ma drugiego dna, po czym w czasie rozwodu okazuje się, że pani w todze "wspólne" mieszkanie oddaje w użytkowanie pani (oczywiście dziecko musi mieć warunki) wink a pan ma być spłacony. Jak wygląda ta spłata to przekonał się mój kuzyn - co pół roku podwyżka alimentów - i tak o to facet oddaje to co zarobił zostając pod mostem.

                Nadal twierdzę, że to chore prawo, bo ludzie z natury będą wykorzystywać furtki, aby się wzbogacić. Dodatkowo to "fszystko" dla dziecka, więc i moralnie można się oczyścić.
                • blue_ania37 Re: Kruku, chodzi o mechanizmy a nie o partykular 15.01.14, 15:13
                  to teraz jasmile
                  dostaliśmy w prezencie ślubnym od teściowej działkę.
                  Po 3 latach okazało się że działka jest odrębną własnością mojego męża.
                  Taki fajny prezent dostaliśmysmile
                  Po 10 latach ładowania w dom pieniędzy, bo ja jestem z tych co zawsze pracowały zostałam z niczym. 10 lat inwestowania poszło....bo pan postanowił zamienić na inny model.
                  Też mogłabym mieć żal do facetów ale po co?
                  A
                  • zalosny.jestes Zostałaś wykorzystana! Bezwzględnie... 15.01.14, 15:18
                    Skoro nie masz żalu to powody moim zdaniem mogą być dwa. Albo włożyłaś tam niewiele wyjmując przy tym całkiem sporo albo są inne okoliczności, które powodują, że nie masz żalu. Emocje powinnaś kierować nie do FACETÓW a do swojego Ex. Poza tym przypadki ekonomicznego wykorzystania kobiety przez faceta (pomijając patologie typu Kalibabka) są marginalne.
                    • blue_ania37 Re: Zostałaś wykorzystana! Bezwzględnie... 15.01.14, 15:23
                      Włożyłam tam dużo.A nie wyjełam nic.
                      Wyszłam ze swoimi ubraniami, meblami młodego i ukochanymi roślinami które ja kupiłam albo mi zostały podarowane. I miały dla mnie znaczenie sentymentalne.
                      Po małżeństwie została mi obrączka i łańcuszeksmile
                      Ale to już nieważne, żal przerobiłam i nie mam go.
                      Pokazuję Ci tylko że istnieje jakby też druga strona medalu, nie wszystkie kobiety wychodzą ze "wszystkim" z małżeństw, nie wszystkie ograbiają biednych misiówsmile
                      Są tez przypadki odwrotne.
                      • zalosny.jestes Oczywiście, że są. Nigdy nie twierdziłem, że nie 15.01.14, 15:25
                        ma takowych.
                        • blue_ania37 Re: Oczywiście, że są. Nigdy nie twierdziłem, że 15.01.14, 15:28
                          To zauważ to, a nie uogólniaj bo to najgorszesmile
                          A Ty ciągle piszesz że kobiety to i tamto.....
                          Niektóre kobiety a to różnica.
                          A
                          • zalosny.jestes Droga Aniu! Ja co trzeci, czwarty post podkreślam 15.01.14, 15:34
                            że nie wszystkie! Nikt tego nie zauważa...budzi to moje obawy, bo skoro ktoś, coś omija to być może bierze to do siebie. Jeśli bierze to do siebie to może sam coś ma na rzeczy...proste.

                            Tak jak 96 kobiet i 4 mężczyzn na 100 ludzi dostanie opiekę nad dzieckiem (i jest to fakt nie do obalenia) tak zakładam (i jest to wyłącznie moja teza), że 96 kobiet i 4 mężczyzn na 100 ludzi wykorzystuje ekonomicznie eks partnera. Przy takim parytecie uogólnienie jest nieuniknione bo pozwala uprościć dyskusję. Nikt kto jest uczciwy nie ma powodu czuć się złodziejem - ja widzę to w ten sposób.
                            • blue_ania37 Re: Droga Aniu! Ja co trzeci, czwarty post podkre 15.01.14, 15:38
                              Ale piszesz tyle o tych złych rzeczach które zauważasz w kobietach że wszelkie dobresmile słowo ucieka i jest nieczytelne.
                              Przynajmniej ja tak to odbieram.
                              Nie wiem jaki jest procent wykorzystywania eks partnerów przez kobiety i jaki przez mężczyzn.
                              Natomiast znam pojęcie przemocy finansowej i niestety poznałam ją na skórze.
                              A
                              • zalosny.jestes A możesz mi napisać jak Ty widzisz przemoc 15.01.14, 15:40
                                finansową?
                                • blue_ania37 Re: A możesz mi napisać jak Ty widzisz przemoc 15.01.14, 15:46
                                  Upokarzanie dając np 10 zł na zakupy kiedy wyjeżdżałam do marketu zrobić zakupy na tydzień.
                                  Zabieranie pieniędzy moich z konta.
                                  Robienie przelewów na 1 zł.
                                  Zabieranie kluczyków do samochodu.
                                  Niemożność posiadania czegokolwiek swojego, wszystko zapisane na druga osobę począwszy od samochodu a skończywszy na fakturze za lodówkę na którą dałam pieniądze.
                                  Wydzielanie pieniędzy na zakupy wg własnego widzimisię, aby człowiek chodził i tłumaczył dlaczego na liście zakupów napisał keczup skoro jest jeszcze pół butelki w lodówce.
                                  Problemem nie był brak pieniedzy ale chęć kontrolowania i upokarzania mnie.
                                  • zalosny.jestes To JEST przemoc i to nie tylko finansowa. 15.01.14, 15:50
                                    To jest patologia. W tym wątku piszemy jednak o nieco innym zagadnieniu. Poczytaj wpisy niejakiej zuzi - pani namawia inna panią na terapię i "zadbanie o siebie" bo samiec nie chce jej oddać SWOICH zasobów. Tu nie chodzi o wspólne konto, rozliczanie, kluczyki czy wydatki. Pani z racji samego podpisania umowy cywilno prawnej należy się połowa big_grin big_grin big_grin

                                    I o takich właśnie między innymi patologiach ja pisuję.
                                    • blue_ania37 Re: To JEST przemoc i to nie tylko finansowa. 15.01.14, 15:59
                                      Ale ja nigdy nie pisałam że zawsze wszystkim się należy połowa w związkach.
                                      I rozumiem facetów, że w momencie rozwodów muszą oddać połowę jeśli harowali a żona pracowała o wiele mniej i za mniej.
                                      Uwierz że rozumiem.
                                      Ale stoję na stanowisku że jeśli ktoś na coś się umówił to nalezy dotrzymać słowa.
                                      Jeśli się umówili, że ona będzie np pracowała wiele mniej bo on lubi domowe obiady i lubi kiedy jest zadbany dom to przy rozwodzie powinien o tym pamiętać.
                                      Jeśli pani nie pracowała, bo nie to zmienia postać rzeczy.
                                      Natomiast mam takie dziwne przeświadczenie, że z tym meżem Kachny to do końca wszystko dobrze nie jest.
                                      Bo tłumaczenie, że przecież nikt jej nie wygania jest takie trochę dziecinne.
                                      Uważam że w małżeństwie obydwie osoby powinny być samodzielne i mieć podobne możliwości albo akceptację drugiej osoby na jakieś posunięcia np finansowe.
                                      Jeśli się zgadzają osoby to większych problemów nie ma.
                                      Bo ja mogę mieć mieszkanie i mój partner też swoje i po prostu wkładać jakąś określoną kwotę na życie.
                                      Można zadać pytanie, jaki jest wkład finansowy w te mieszkania?
                                      Czy mąż to sam finansuje?
                                      Czy on finansuje to a żyją z jej pieniędzy?
                                      • zalosny.jestes Aniu, zaczyna się rozmywanie. Pan ma intercyzę 15.01.14, 16:04
                                        nieruchomość, dochody, oszczędności są jego. Pani nie może się z tym pogodzić bo poprzez wejście w jego zasoby chce uzyskać nad nim większą kontrolę. Po co jej to? Pewnie się nie dowiemy na prawdę nigdy. Ona sama to tylko wie...
                                        • zalosny.jestes Sposoby na kontrolę faceta w związku są dwa: 15.01.14, 16:08
                                          Dziecko
                                          Wspólne zasoby

                                          Przy czym nie byłoby w tym problemy, gdyby kobiety wykazywały z natury cechy przywódcze i umiały tę "władzę" z pożytkiem dla rodziny spożytkować. Niestety ta "władza" jest potrzebna najczęściej w innym celu. Najczęściej jest to tak zwana ukryta bigamia, czy swoboda w relacji, możliwość interakcji z innymi panami, zabezpieczenie w razie wpadki itp.

                                          Nie twierdzę, że tak akurat jest w tym wypadku (mechanizm jest na 99% taki) bo powód chęci zwiększenia kontroli może być inny.
                                        • blue_ania37 Re: Aniu, zaczyna się rozmywanie. Pan ma intercyz 15.01.14, 16:10
                                          I pytanie jest ile ona włożyła w ten jego majatek.
                                          Bo jeśli nic to oki ma prawo posiadać odrębny majątek.
                                          A jeśli włożyła?
                                          To chyba powinna mieć w tym jakiś udział.
                                          Jestem bardzo podejrzliwa do stwierdzeń że nikt cię nie wygania.
                                          Mi też tak mówiono, a skończyło się wymianą zamków i tyle.
                                          Natomiast już bez emocji mogę powiedzieć Kachnie, żeby sama zadbała o siebie nie prosząc błagając o dopisanie do własności ale stawiając siebie do pionu i np kupując sobie mieszkanie które może nawet wynajmować i w ten sposób pokrywając np raty kredytu i zyska swoje poczucie bezpieczeństwa.
                                          Albo umawiając się z mężem że wkładają równą ilość pieniedzy do budżetu domowego.
                                          Należy zadbać samemu o własny tyłek.
                                          Obojętnie czy jest się kobietą czy mężczyzną.
                                          A
                                          • zalosny.jestes Wkład nie musi być 50/50 z racji tego, że kobieta 15.01.14, 16:17
                                            przeważnie mniej zarabia. Ja czułbym się komfortowo, gdyby pani sama z siebie, bez przymusu wkładała powiedzmy 20% kosztów wspólnych. Co zrobi z resztą swoich dochodów to absolutnie jej sprawa. Może nawet kupować pałace big_grin

                                            Ja również mam prawo decydować na co wydam pieniądze. Może być to złoty naszyjnik na rocznicę ślubu a może być to nowy motocykl. Grunt, żeby nikt nikogo nie zmuszał do dysponowania JEGO zasobami a do takiego stanu rzeczy dążą kobiety w większości wypadków! W ekstremalnych patologiach mało, że pani nie wkłada nic to jeszcze pan płaci jej rentę! Osobiście znam taki przypadek, gdzie pan niepracującej, wykształconej pani przelewa na jej osobiste konto 2k PLN na miesiąc prócz innych wydatków z nią związanych czyli normalnych spraw życiowych, fryzjerów, kosmetyczek, ubezpieczenia, emerytury itp.

                                            I teraz rozumiem, że hordy pań stwierdzą, że to wspaniały mąż i mężczyzna!
                                            Nie drogie panie, to czysty frajer, który małżeństwo zmienił w układ sponsorski a swoją żonę w prostytutkę. On sam jeszcze tego nie widzi - zobaczy prawdziwe oblicze pani w czasie rozwodu.
                                            • kachaa17 Re: Wkład nie musi być 50/50 z racji tego, że kob 15.01.14, 16:34
                                              My na początku rozliczaliśmy się tak, ze mąż płacił czynsz za mieszkanie a na resztę dokładaliśmy się do wspólnego życia po równo, co dla mnie było niesprawiedliwe, z racji tego, ze ja mniej zarabiałam. Po jakimś czasie proporcje na moją sugestię zostały zmienione na 5:6 z korzyścią dla mnie.
                                              Przez większość małżeństwa pracowałam, dopiero ja zachorowałam na depresję to się zwolniłam (teraz wiem, ze nie powinnam).
                                              Tylko w takim układzie jak ty proponujesz to jest sytuacja wg mnie, że każdy sobie rzepkę skrobie. To jaka to wspólnota? Mój mąż ustalał swoje jakieś cele nie pytając mnie o zdanie.
                                              Gdyby było tak: dobra chcemy zmienić mieszkanie na większe, razem się na to decydujemy to i razem oszczędzamy - to rozumiem. Ale u nas było tak przed podpisaniem rozdzielności, ze on miał plan kupić mieszkanie a ja miałam się ze swoimi potrzebami dostosować. Nie jeździmy często do rodziców, bo przecież mieszkanie trzeba kupić.
                                              • orangeplus Re: Wkład nie musi być 50/50 z racji tego, że kob 15.01.14, 17:01
                                                kachaa17 napisała:

                                                > .... co dla mnie było niesprawiedliwe,

                                                Dla mnie niesprawiedliwe jest to co opisałaś na forum Kobieta. Że mieszkasz w domu swojej matki, w pokoju, który - chociaż wyprowadziłaś się stamtąd lata temu - nadal uważasz za "swój" i masz pretensje do matki, że tam wchodzi i korzysta z komputera, który należy do niej.

                                                Dlatego w całym kontekście jawisz mi się po prostu jako osoba roszczeniowa.
                                                • zalosny.jestes Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wora ;) 15.01.14, 17:10
                                                  Facet powinien się ewakuować i to czym prędzej.
                                                  • blue_ania37 Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 15.01.14, 17:31
                                                    A czemu myślisz Kachna, że małżeństwo to musi być wspólnota?
                                                    Każdy może posiadać swój majątek.
                                                    To jest sprawa dogadania się.
                                                    To takie schematyczne podejście do małżeństwa.
                                                    Są ludzie w małżeństwach którzy za zgodą ba nawet z chęcią uczestniczą w orgietkach seksualnych gdzie pani z dwoma panami a pan z trzema paniami.
                                                    Jeśli ten układ im odpowiada to czemu nie?
                                                    Dla jednego rzecz nie do zaakceptowania dla drugiego pożadana.
                                                    Każdemu to co chce i potrzebuje.
                                                    W związku trzeba dać wolność tylko pod takim pozorem można zbudować fajny związek.
                                                    Można się dogadać kto ile i za ile.
                                                    Małżeństwo to mała firma i trzeba ustalić kto co i za ile.
                                                    Niestety.
                                                    Jeśli świadomie rezygnuję z pracy to świadomie godzę się na to, że będzie utrzymywał mnie mąż.
                                                    Trzeba być dorosłym i za własne decyzje ponosi się odpowiedzialność.
                                                    Nie musiałaś się zgadzać na intercyzę, mogłaś powiedzieć kiedy było kupowane mieszkanie, że albo będzie w akcie notarialnym ja dałam tyle i jestemw takim procencie właścicielem albo jesli cię to tak zabolało powiedzieć, że w takim razie składasz pozew o rozwód.
                                                    Kojarzysz mi się z taką osobą, która może żle nie myśli, ale nie umie nie potrafi przebić się z własnym pomysłem i doprowadzić rzecz do końca.
                                                    Rozmowę z mężem trzeba było odbyć raz a potem tylko wyciągnąć wnioski.
                                                    Jeśli mąż dba tylko o własny interes należało zadbać o swój interes.
                                                    Pieniądze które chciałaś włożyć we wspólne mieszkanie nalezało włożyć we własne zamiast łazić za facetem mówiąc, że nie ma mieć osobnego.
                                                    Dorosłość i samodzielność w myśleniu to podstawa.
                                                    A
                                                  • kachaa17 Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 15.01.14, 18:03
                                                    "> A czemu myślisz Kachna, że małżeństwo to musi być wspólnota?
                                                    > Każdy może posiadać swój majątek.
                                                    > To jest sprawa dogadania się.
                                                    > To takie schematyczne podejście do małżeństwa.
                                                    > Są ludzie w małżeństwach którzy za zgodą ba nawet z chęcią uczestniczą w orgiet
                                                    > kach seksualnych gdzie pani z dwoma panami a pan z trzema paniami.
                                                    > Jeśli ten układ im odpowiada to czemu nie?
                                                    > Dla jednego rzecz nie do zaakceptowania dla drugiego pożadana.
                                                    > Każdemu to co chce i potrzebuje."

                                                    No właśnie, tak jak piszesz, każdemu pasuje co innego. Ja potrzebuję mieć wspólnotę majątkową. Mąż jeszcze przed ślubem wspomniał coś o intercyzie, ja się kategorycznie nie zgodziłam bo dla mnie niemożliwe jest funkcjonowanie w małżeństwie z rozdzielnością. W trakcie małżeństwa byłam już wbita w poczucie winy i bałam się porzucenia (miałam okropne stany lękowe) i dlatego zgodziłam się na rozdzielność. Rzecz w tym, że ja ten dokument podpisałam nie dlatego, że chciałam. Zrobiłam to ze strachu, wbrew swej woli. I dlatego uważam to za krzywdzące bo mąż wiedział w jakim byłam stanie.

                                                    "Jeśli mąż dba tylko o własny interes należało zadbać o swój interes." - tylko wtedy to dla mnie przestaje być związek. Każdy dba tylko o siebie? Ja mam inną wizję związku. Jeśli jestem w związku a dbam tylko o siebie to znaczy, ze drugi człowiek w ogóle mnie nie obchodzi.

                                                    "Małżeństwo to mała firma i trzeba ustalić kto co i za ile.
                                                    > Niestety." - nie odpowiada mi taki sposób postrzegania małżeństwa.

                                                    " Nie musiałaś się zgadzać na intercyzę, mogłaś powiedzieć kiedy było kupowane mi
                                                    > eszkanie, że albo będzie w akcie notarialnym ja dałam tyle i jestemw takim pro
                                                    > cencie właścicielem albo jesli cię to tak zabolało powiedzieć, że w takim razie
                                                    > składasz pozew o rozwód."

                                                    Trochę pomieszałaś. Pieniądze na mieszkanie to ja chciałam dać niedługo przed wyprowadzką od męża. W przypadku mieszkania, które kupił mój mąż po ustanowieniu rozdzielności majątkowej cały wkład był jego.

                                                    " Pieniądze które chciałaś włożyć we wspólne mieszkanie nalezało włożyć we własne"

                                                    Rzecz w tym, ze nie miałam tyle pieniędzy, żeby kupić własne mieszkanie.
                                                  • zalosny.jestes To tak jak moja Ex... 15.01.14, 18:08
                                                    kachaa17 napisała:
                                                    W trakcie małżeństwa byłam już wbita w poczucie winy i bał
                                                    > am się porzucenia (miałam okropne stany lękowe) i dlatego zgodziłam się na rozd
                                                    > zielność. Rzecz w tym, że ja ten dokument podpisałam nie dlatego, że chciałam.
                                                    > Zrobiłam to ze strachu, wbrew swej woli. I dlatego uważam to za krzywdzące bo m
                                                    > ąż wiedział w jakim byłam stanie.

                                                    Dostała spłatę z podziału majątku, pokwitowała po czym stwierdziła, że to za mało. Od trzech lat mam na karku komornika a kasa ląduje na rachunku sądowym. Próbuj coś ugrać - w kartoflanym burdelu masz duże szanse.

                                                    > "Jeśli mąż dba tylko o własny interes należało zadbać o swój interes." - tylko
                                                    > wtedy to dla mnie przestaje być związek. Każdy dba tylko o siebie? Ja mam inną
                                                    > wizję związku. Jeśli jestem w związku a dbam tylko o siebie to znaczy, ze drugi
                                                    > człowiek w ogóle mnie nie obchodzi.

                                                    A w jaki sposób Ty dbałaś o męża?

                                                    > Rzecz w tym, ze nie miałam tyle pieniędzy, żeby kupić własne mieszkanie.

                                                    To trzeba było wziąć kredyt.
                                                  • kachaa17 Re: To tak jak moja Ex... 15.01.14, 18:30
                                                    Wiesz, ja np. mogłabym wystąpić o alimenty dla siebie ale tego nie zrobię bo jest to dla mnie niewłaściwe.
                                                  • zalosny.jestes No to faktycznie robisz mu uprzejmość ;) 15.01.14, 18:40
                                                    Powinien chłop to docenić big_grin
                                                  • kachaa17 Re: To tak jak moja Ex... 15.01.14, 18:40
                                                    Nie każdy jest taki jak twoja była żona.
                                                    Śmiem twierdzić, że nadinterpretujesz zachowania innych podobnie jak Zuzi1 widząc wszędzie podobieństwo do własnej krzywdy.
                                                  • blue_ania37 Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 15.01.14, 18:56
                                                    Uważasz ze dobre małżeństwo to takie gdzie jest wspólnota ?
                                                    Dobre małżeństwo to takie gdzie ludzie sie cenią wzajemnie a nie zależy to wogole od tego czy ludzie maja wspólna lodówkę czy nie.
                                                    Ja cie rozumiem lepiej niż myślisz tez miałam rozdzielnosc tez jej nie podpisywałam świadomie i tez myślałam ze my to my i ze wszystko wspólnie.
                                                    Zycie zweryfikowalo mi te plany.
                                                    Dzis patrzę zupełnie inaczej na kwestie własności itp.
                                                    I szczerze nie wiem czy bym chciała miec współwłasność z kimś kto dał tylko 10% na coś.
                                                    I nie ma to nic wspólnego z wyrachowaniem tylko z patrzeniem na wlasny tyłek.
                                                    Twój mąż może jest ostatnim dupkiem ale dba o siebie.
                                                    I ty tez powinnas zamiast miec pretensje ze ty nie chciałeś i byłaś słaba itp.
                                                    To juz było to są konsekwencje i trzeba wyciągnąć z tego lekcje.
                                                    Jak mi sie stało w życiu to co sie stało ze zostały wymienione zamki pamietam jak popatrzylam na siebie w lusterku w aucie i powiedziałam Anka masz to na własne zadanie.
                                                    Pozwolilas na to i usprawiedliwienie sie ze ja nie chciałam i i ja próbowałam to i to nie maja nic do rzeczy.
                                                    Jest dzis i dzis odpowiadam za swoje zgody i pozwolenia ja i nikt wiecej.
                                                    Nie obwiniaj męża to nie on ma sie zmienić ale ty bo siebie i swoje myślenie możemy zmienić a nie kogos.
                                                  • kachaa17 Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 15.01.14, 19:06
                                                    Tylko pogląd, który ty prezentujesz jest bardzo egoistyczny.

                                                    Podam ci pewien przykład. Gdybyśmy z mężem byli biedni. Chcielibyśmy wyjechać na na wakacje. I powiedzmy. Ja mam tyle pieniędzy, że mogłabym pojechać sobie na wakacje za granicę a mąż w ogóle nie ma takich pieniędzy. To patrząc tylko na siebie mogłabym pomyśleć: no dobra jadę a ty sobie siedź. Ale biorąc pod uwagę drugą osobę mogłabym powiedzieć: to pojedźmy razem, gdzieś w Polsce. Nie chciałabym być w związku z osobą, która wybrałaby pierwszą opcję.
                                                  • blue_ania37 Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 15.01.14, 19:11
                                                    Ale chodzi o możliwość wyboru smile
                                                    Albo jadę sama na Karaiby albo dziele sie z toba jadąc na Maxury.
                                                    Wymuszając Maxury lub Karaiby jest sie nie w porządku.
                                                    Zamien Karaiby lub Mazury na mieszkanie.
                                                    A
                                                  • kachaa17 Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 15.01.14, 19:31
                                                    a co byś pomyślała o osobie, która wybrałaby Karaiby? Chciałabyś dalej z nią być?
                                                    Możliwość wyboru jest zawsze. Może ja nie do końca rozumiem o co ci chodzi.
                                                  • luciva Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 16.01.14, 10:53
                                                    Przykład z wakacjami nietrafiony bo wakacje co innego niż majątek trwały i na lata.
                                                  • kachaa17 Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 15.01.14, 18:23
                                                    nikt go nie trzyma, wręcz przeciwnie a jakoś nie chce. Myślisz, że tak go omotałam? Nie sądzę. Może on jednak widzi mnie inaczej niż ty.
                                                    A ty póki komuś przyklaśnies to może zapoznaj się z tym wątkiem.
                                                  • zalosny.jestes Nikomu nie klaskam. 15.01.14, 18:26
                                                    Niewykluczone, że facet jest od Ciebie uzależniony.
                                                  • kachaa17 Re: Nikomu nie klaskam. 15.01.14, 18:32
                                                    przeczytałeś wątek o komputerze? Jest tam napisane, ze miałam pretensje do mamy? Jeśli tak to pokaz mi gdzie.
                                                  • zalosny.jestes To ktoś inny podniósł ten wątek... 15.01.14, 18:41
                                                    Mi się nie chce grzebać po forach w poszukiwaniu czyjejś historii wink
                                                  • kachaa17 Re: To ktoś inny podniósł ten wątek... 15.01.14, 18:48
                                                    wiem, ale ty chętnie przyklasnąłeś i napisałeś coś o wychodzeniu szydła z wora.
                                                  • luciva Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 16.01.14, 10:49
                                                    Żałosny, tak abstrahując od tego wątku, bo akurat tutaj chyba mamy takie samo zdanie, mam do Ciebie pytanie, bo jedna rzecz mnie zaciekawiła.
                                                    Masz zonę, jest ok, wszystko się układa po Twojej myśli, również w sensie finansowym zona jest ok. I nagle ona ma wypadek, sparaliżowana do końca zycia, wszystko na Twej głowie zarabianie, wkład w dom, zajmowanie się nią, itd. Ona nie robi nic, ubezpieczenie z wypadku czy też odszkodowanie marne.
                                                    Co robisz? Pozbywasz się żony?
                                                  • zuzi.1 Re: Jeszcze trochę i szydło zupełnie wyjdzie z wo 17.01.14, 00:20
                                                    luciva żalosny dyplomatycznie uniknął odpowiedzi na to jakże TRUDNE dla niego pytanie, pewnie nie zauważył wink
                                                • kachaa17 Re: Wkład nie musi być 50/50 z racji tego, że kob 15.01.14, 18:18
                                                  Sorry, ale nie pisałam, ze mam pretensje do matki, ze wchodzi do pokoju i korzysta z komputera. Pisałam, że czuję się z tym źle, że mama wchodzi do mojego pokoju. Skoro rodzice dali mi ten pokój do mojej dyspozycji to mam prawo do prywatności. Nie uważałam go za swój sama z siebie tylko tak to ustaliłam z rodzicami. Nie miałam do mamy pretensji ani razu. Nic jej nie powiedziałam pozatym, że chcę przenieść komputer do innego pokoju.
                                                  Cytuje też to co napisałam w tamtym wątku o sobie.

                                                  " Chodzi o to, że nie jestem pewna czy z mojej strony to nie jest przesada, że wymagam, żeby siostrzeńcy pytali czy mogą skorzystać z komputera. A co do mamy to chyba już w ogóle przesada. Bo ona w swoim domu nie może skorzystać ze swego komputera. Uczę się stawiania granic i nie mam pewności co do tej sytuacji. Proszę o opinie. "

                                                  Poza tym watek ma tytuł: nie jestem pewna.
                                                  Ale nie ma co najlepiej przeczytać coś pobieżnie i wysnuć jakiś wniosek.
                                                  • zuzi.1 Re: Wkład nie musi być 50/50 z racji tego, że kob 17.01.14, 00:25
                                                    kacha jestes mało asertywna, potrafisz się tylko użalac nad sobą albo tłumaczyc, weź życie za rogi, idź jeszcze raz na terapię i przerób ją efektywnie i skutecznie a potem szukaj partnera, który będzie Cię kochał i będzie w stanie ofiarowac Ci choc to minimum, którego potrzebujesz do zycia, aby czuc się bezpiecznie. Tacy panowie jak Twój mąż i żałosny, nie powinni zawierac związków małżeńskich, bo ich egoistyczne/egocentryczne podejscie do zycia kłóci się z ideą małżeństwa jako wspólnoty samej w sobie. Tacy panowie wchodzą w związki małżeńskie TYLKO PO TO, aby miec dostęp do stałego, łatwego i bezpłatnego seksu, a małżonka jest dla nich mniej warta niż ich stare kapcie...
                                                  • altz Re: Wkład nie musi być 50/50 z racji tego, że kob 17.01.14, 01:27
                                                    zuzi.1 napisała:
                                                    > Tacy panowie wchodzą w związki małżeńskie TYLKO PO TO, aby miec dostęp do stałego,
                                                    > łatwego i bezpłatnego seksu

                                                    Bzdury piszesz, widać że tego nie przemyślałaś. Seks małżeński jest bardzo drogi i zupełne niepewny, bo np. ktoś dostanie focha na kilka miesięcy.
                                                    Seks z agencji jest pewny, tani, nikogo głowa nie boli, kobieta się naprawdę stara.
                                                    Widziałem te panie, panie, jak panie, niewiele się różnią od ślubnych, ale mają motywację!
                                                    A szykować się specjalnie, kupować coś specjalnego a czasami płacić olbrzymie pieniądze, żeby np. dojechać do domu z pracy zza granicy i na miejscu dowiedzieć się, że jednak o czymś "niezwykle ważnym" zapomnieliśmy smile, to zupełnie nieekonomiczne. Małżeństwo to często bardzo droga i zupełnie nieprofesjonalna prostytucja.
                                                  • kachaa17 Re: Wkład nie musi być 50/50 z racji tego, że kob 17.01.14, 11:16
                                                    zuzi.1 wydajesz bardzo kategoryczne sądy a tak naprawdę nie znasz ani mnie ani mojego męża.
                                                    A jeśli chodzi o dostęp do stałego, łatwego i bezpłatnego seksu to w przypadku mego męża bardzo się mylisz. Ja mojego męża nie obwiniam całkowicie za to jak wygląda nasze małżeństwo bo wiem, że ja też ponoszę winę za nasze problemy, stąd u mnie złość na niego ale i poczucie winy w stosunku do niego. Nie mogę kategorycznie stwierdzić: mój mąż to mnie tak skrzywdził a ja jestem taka niewinna. Wiem, ze ja go skrzywdziłam też. Fakt, użalałam się nad sobą ale też nie tylko. Bo już podjęłam pewne działania, które powodują mój powrót do zdrowia.
                                                    Co do terapii, to jak pisałam wcześniej jeszcze na razie nie jest to możliwe ze względu na depresję, która uniemożliwia mi codzienne 40 km dojazdy - zwyczajnie fizycznie jest to dla mnie zbyt wyczerpujące. Ale widzę już poprawę. Depresja powoli ustępuje, a spod niej wyłania się.... nerwica, która była właśnie przykryta depresją.
                                              • zalosny.jestes A wspólnota polega na utrzymywaniu jednego 15.01.14, 17:09
                                                przez drugiego? Wybacz bezpośredniość (już taki jestem) ale dla mnie to sponsoring, prostytucja a nie relacja dwojga świadomych ludzi. Relacja ma sens jeśli obie strony chcą dawać. Jak obie lub jedna strona chce tylko brać to nie ma to nic wspólnego z miłością. Niestety - ludzie kompletnie nie rozumieją znaczenia słowa kocham.
                            • luciva Re: Droga Aniu! Ja co trzeci, czwarty post podkre 16.01.14, 09:55
                              Hm, a to ciekawe wnioski - jeśli jest wynik 96/4 to znaczy, że tyle ludzi wykorzystuje się ekonomicznie? a dlaczego mianowicie?
                              Czy uważasz, że rodzic nie sprawujący opieki nad dzieckiem, nie powinien mieć wkładu finansowego? a w innym wątku plujesz się o własną kasę, żeby zaoszczędzić parę groszy.
                              Jak możesz mieć pretensje do kobiet że walczą o kasę, gdy tymczasem wszak robisz to samo?!

                              Nie przyszło Ci do głowy, że wynik 96/4 obrazuje ile osób faktycznie chce sprawować tą opiekę? Chce czyli działa DZIAŁA w tym kierunku, wykonuje konkretne czynności i nie jest to narzekanie psioczenie, pisanie bzdur gdzie się da i opowiadanie głupot wszystkim, których uda się zmusić do słuchania.
                              Slowami jeszcze nic nie osiągnięto.
                  • luciva Re: Kruku, chodzi o mechanizmy a nie o partykular 16.01.14, 09:57
                    Hm, ale teściowa miała prawo dać swemu dziecku działkę czyż nie?
                    a skoro ładowałaś pieniądze w dom, stojący na nie Twej działce, to kwestia nieznajomości prawa, podobnie jak u Kruka.
                    jak nie znasz prawa drogowego i zarobisz mandat to też mówisz, że ktoś jest temu winien?
                    • kruku_33 Re: Kruku, chodzi o mechanizmy a nie o partykular 16.01.14, 10:40
                      Zgadzam sie.

                      Niestety w owym czasie nie zakladalem, ze ktos kiedys tak przyczyni sie do rozbicia zwiazku i ze moga wyjsc takie komplikacje. Nie wertowalem prawa wczesniej, gdyz ufalem drugiej stronie. Zaufanie skonczylo sie w momencie, kiedy musialem "przepychac" swoje decyzje na forum, a definitywnie - kiedy juz nie bylo "naszych" decyzji (w sensie ja i ex) a "ich" decyzje "ex i jej rodzice".

                      Przynajmniej teraz czlowiek jest madrzejszy, czego i tu wszystkim zycze.
                    • blue_ania37 Re: Kruku, chodzi o mechanizmy a nie o partykular 16.01.14, 10:58
                      Ale ja nie mam do nikogo pretensji o moja nieznajomość prawa.
                      Jedynie co mnie usprawiedliwia to to ze ta działka była naszym prezentem ślubnym.
                      A sprawa własności wyszła kilka lat pozniej.
                      Ale ja naprawdę nie mam juz z tym problemu.
                      Czego wszystkim życzę.
                      A
                • kruku_33 Re: Kruku, chodzi o mechanizmy a nie o partykular 15.01.14, 15:59
                  Wiesz, w tym sie zgadzamy w 100%. Szczerze, to nawet eksi powiedzialem slowo w slowo "że co jest Twoje to jest moje a co moje to moje ewentualnie się zobaczy. ", oczywiscie brak natychmiastowej reakcji, a dopiero po czasie "ze to Ty mnie straszysz"...

                  Coz, szczerze - nawet nie chce ponownie sobie tego przypominac.
                  Aniu - wspolczuje, u nas nie doszlo do tak drastycznej sytuacji, ale mam wrazenie ze tylko dlatego, ze zazadalem intercyzy i oddania wlozonych srodkow w budowe (co nastapilo). Pozniej - moglbym zostac z niczym.

                  • kruku_33 Re: Kruku, chodzi o mechanizmy a nie o partykular 15.01.14, 16:01
                    hehe mialo brzmiec:

                    "że co jest moje to jest Twoje, a co Twoje to moje ewentualnie się zobaczy."

                    Argument, ze nigdy nie chcialem jej dzialki (a dopiero pozniej kiedy zauwazylem problem wlasnosci) nie dzialal. Zawsze traktowala to milczeniem, podobnie jak byla (cale szczescie) tesciowa.
                    • zalosny.jestes To i tak była mało wyrafinowana ale 15.01.14, 16:03
                      ile razy focha musiałeś łyknąć i zaliczyć tak zwaną obrazę majestatu to ja sobie mogę tylko wyobrazić.
                      • kruku_33 Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 15.01.14, 19:04
                        Wiesz, to nawet nie mozna skomentowac slowem "foch". Raczej eksia z rodzicami sprawili, ze stalem sie malym, sfrustrowanym czlowiekiem w tamtym czasie, na pewno juz nie mezem, ktory nie mial NIC do powiedzenia, a jego obawy byly odwracane kota ogonem i przekladane na jezyk nienawisci. Chyba wybieram nie pamietac...
                        Czy chodzilo o kase? Nie wiem, moze. Jej rodzice byli majetni. Raczej chyba chodzilo o "ojcowizne", ktora przez przypadek malzenstwa ich coreczki wpadłaby w obce tyrana, bo takim mianem ostatecznie obdarzyla mnie eks.
                        • luciva Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 16.01.14, 10:52
                          Kruku, ja wiem, że to łatwo się mówi, ale prawda jest taka, że nikt tego nie sprawił, tylko TY na to pozwoliłeś. Nikt nie ma takiej mocy sprawczej aby zmienić drugiego człowieka, charakter zachowanie, - raczej my sami pozwalamy na to (swoją słabością, niedowartościowaniem) co się z nami dzieje.
                          • kruku_33 Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 16.01.14, 12:09
                            I tu pojawia sie problem.
                            Na poczatku nie oponowalem, pozniej ex powiedziala, ze skoro mi sie nie podoba, to powinienem to jasno powiedziec. Takze zaczalem mowic, ze cos mi sie nie podoba i nie zgadzam sie na to - ale wtedy to juz bylo traktowane przez nich jako bunt i wystapienie przeciwko nim.
                            Cholera, naprawde nie zaklada sie, ze ktos ma dlugoterminowy plan rozwlaenia zwiazku i ufa sie drugiej stronie. Niestety - nie zawsze... dobra to przeszlosc, ale moze moje i Ani przemyslenia na ten temat komus sie przydadza.
                            Pozdrawiam.
                            • blue_ania37 Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 16.01.14, 12:30
                              Przeszlosc Kruku jest dobra bo ona uczy a to jest ważne smile
                              • zuzi.1 Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 17.01.14, 19:42
                                Aniu, czy Twój mąż ułozył sobie życie z kimś innym?
                                • blue_ania37 Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 17.01.14, 20:00
                                  Moj mąż zostawił mnie dla innej kobiety co było wybuchem tego małżeństwa. Nieudanego w którym straciłam instynkt samozachowawczy.
                                  Patrzyłam sie na niego który rósł od nowego uczucia i tym łatwiej było mu zrobić na koniec co zrobił.
                                  Dzis nie jest z nią nie wiem kto zerwał ani czemu.
                                  Nie interesuje mnie.
                                  Mieszka w mieszkaniu swojej mamy i musi być dla niej grzeczny,musiał nauczyć sie gotowac prac itp.
                                  Z tego co sie orientuje jest sam ale jest mi to obojętne.
                                  A czemu pytasz ?
                                  • zuzi.1 Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 17.01.14, 21:38
                                    tak pytam, nie z jakiegoś konkretnego powodu, pamiętam jak opisywałaś jak okropnie się zachowywał, b. rzadko zdarza mi się komuś źle życzyc, ale pamiętam, że po tym co przeczytałam na jego temat, życzyłam mu jak najgorzej, czyli facet wrócił do mamy...
                                    • blue_ania37 Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 18.01.14, 13:05
                                      Nie tyle do mamy co do jej mieszkania.
                                      Mama nadal mieszka tam gdzie mieszkała czyli 1 km od miejsca gdzie mieszkaliśmy.
                                      Nie stać go na mieszkanie w tym domu pojedynczo.
                                      Znaleźć kobietę to nie problem ale kobieta musi zaakceptować jego alimenty, jego inne zobowiązania i to że do końca życia będzie miał kartę niebieską.
                                      Ona jest zawieszona ale będzie zawsze.
                                      Nigdy nie życzyłam mu złego, wiedziałam, że jakby nie pojmowane zło i dobro wracają i się obronią.
                                      Nie sadziłam, że tak szybko.
                                      Dopadła go jeszcze choroba brzydka choroba.
                                      Powiedziałam mu, że jeśli będzie trzeba to mu pomogę jak będę mogła.
                                      Jeśli będzie trzeba.
                                      Ja mu wybaczyłam ze względu na to, że po rozwodzie zaczęłam żyć i dzięki temu wiem jak fajny jest świat, ludzie i jak dużo mogę.
                                      Paradoksalnie ja tej dziewczynie dziś dziękuje, bo nigdy bym nie była tu gdzie jestem gdyby nie ona.
                                      A
                                      • zuzi.1 Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 18.01.14, 15:23
                                        Ania, wielki szacun dla Ciebie. Naprawdę. Rzadko chyba zdarza się tak, żeby mężczyzna w swoich zachowaniach upadł tak nisko jak Twoj ex...
                                        • blue_ania37 Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 18.01.14, 16:51
                                          Dziś wiemsmile że mój były mąż upadł tak nisko na ile ja mu pozwoliłam.
                                          Tylko ja ponoszę konsekwencję nie stawiania granic i zawierzenia na zabójsmile
                                          Dzięki niemu jestem mądrzejsza.
                                          To ogromna nauka życiowa.
                                          Przeżyłam to i żyję i to uczy każdego dnia, że nigdy już nikt nie wejdzie tak bardzo na moje terytorium.
                                          Dziś mi go żal na jakiś człowieczy sposób.
                                          Ja wybaczyłam jego butność, egoizm i wyrachowanie.
                                          Życie go naznaczyło dało mu lekcję do odrobienia chorobę na którą się umiera...
                                          Powiedziałam, że jeżeli mogę pomóc to to zrobię.
                                          Mamy identyczną grupę krwi i jednego syna.
                                          Podobno genetyczne bliźniaki.
                                          Nie trzeba szacunku potrzeba czasu który u mnie zrobił cuda.
                                          Wychowuję jego kopie wizualną nie myślę o młodym w ten sposób ale widzę jego i jego myślenie, nawet wspólne nielubienie groszkusmile
                                          Wybaczyłam i dlatego mi łatwiej...
                                          I to metoda na lepsze życiesmile
                                          A
                                  • luciva Re: To i tak była mało wyrafinowana ale 20.01.14, 09:04
                                    "Moj mąż zostawił mnie dla innej kobiety co było wybuchem tego małżeństwa."

                                    Zupełnie nie rozumiem tego zdania i proszę o wyjaśnienie wink
              • zuzi.1 Re: Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wy 16.01.14, 11:07
                Kruku, Ty po prostu trafiłeś na nieodpępowioną córeczkę mamusi i tatusia, to taka DAMSKA WERSJA MAMINSYNKA. I szkoda, że na początku, zanim zacząłeś wkładac swoje pieniądze w budowę domu, nie skonsultowałeś się z prawnikiem, bo wówczas byś wiedział, że włascicielem domu budowanego na cudzym gruncie, jest prawowity właściciel gruntu. Więc od początku wkładanie pieniędzy w tą budowę powinno byc prawnie uregulowane tak, abyś Ty był również włascicielem tej działki. Jak rozumiem ONI Ci to proponowali a Ty nie chciałeś? Dobrze rozumiem?
                • kruku_33 Re: Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wy 16.01.14, 12:49
                  Coz, budujac dom cieszylem sie, ze bedziemy w nim mieszkac, nie zakladalem, ze wszystko sie rozleci. Moze gdybym juz wtedy byl swiadomy, postapilbym inaczej.
                  Tak - z wielkim oporem zostalo mi zaproponowane bycie wspolwlascicielem dzialki (p slubny), ale odmowilem.
                  • zuzi.1 Re: Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wy 16.01.14, 14:10
                    A myślałeś co by było, gdybyś tej współwłasnosci jednak nie odmówił, może byscie dalej byli małżeństwem? Poza tym, zwrócili Ci włożone w budowę pieniądze, więc to i tak ok, mogli przecież nie zwrócic, pewnie nie miałeś formalnych dowodów na ubieganie się o zwrot pieniędzy.
                    Pisząc to, nie mam na celu tej rodziny jakoś oczyszczac, bo w niej i tak nie wszystko było chyba w porządku. Tj. jeżeli żona bierze stronę rodziców a nie męża to chyba coś z nią jest jednak nie tak...ktoś ją tak wychował, że związana jest bardziej z rodzicami niż z mężem i kieruje się bardziej lojalnoscią wobec rodziców i ich majątku (aby ten majątek w pewnym sensie chronic).
                    Chcę Ci tylko napisac, że nie Ty pierwszy i nie ostatni trafiłeś w taki zaburzony rodzinny UKŁAD, są rodziny, które nawet nie proponują współwłasnosci, bo dla nich zięc czy synowa to nie jest rodzina, w takich sytuacjach ludzie latami mieszkają w nie swoich domach, a utrzymują je jak swoją własnosc. Chore to jest. No ale układ rodzinny się w ten sposób chroni przez utratą majątku w razie ew. rozwodu. Dlatego też nie powinno się przyjmowac żadnych prezentów rodzinnych w postaci działek, mieszkań itp. a jesli już to od początku należy sprawy tak formalnie uregulowac w małżeństwie, aby swoje pieniądze wkładac wyłącznie w swoją własnosc.
                    • kruku_33 Re: Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wy 16.01.14, 14:44
                      I tak i nie.
                      Mialem faktury i inne kwity, wiec to poszlo dosc gladko.
                      Poza tym przy "dogadywaniu sie" ile kto komu ma zwrocic nie bylo wojny - wtedy jeszcze walczylem o ex i wiedzialem, ze to tylko kasa, wiec odpuscilem w wiel przypadkach.
                      Gorzej niestety z rozliczeniem moich nakladow wlasnych - jezdzenie po roznych miastach po materialy, wlasna praca, jakies drobnostki ktore wynikaly w trakcie (a wszyscy wiemy, jak "drobnostki" moga podniesc koszt czegokolwiek)... wystarczyloby od niej zwykle dziekuje. Nigdy tego nie slyszalem, i to chyba najbardziej zabolalo.
                      • anderikka Re: Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wy 16.01.14, 15:17
                        Hehe, no właśnie, drobnostki (w stylu wykończenie czegoś w mieszkaniu) to generalnie potrafią kosztować więcej, niż zrobienie dużych powierzchni, na których się owe drobnostki znajdują smile

                        Nie martw się, Kruku, Ty miałeś taką akurat lekcję życia, inni inną. Dobrze, że mimo wszystko jakąś część odzyskałeś.
                        • kruku_33 Re: Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wy 16.01.14, 21:13
                          Dzieki Anderikko. Powoli spycham to w nieswiadomosc...
                  • luciva Re: Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wy 16.01.14, 14:30
                    No to dlaczego odmówiłeś, nie bardzo rozumiem?
                    skoro odmówiłeś, sprawa stała się jasna, może oni nawet nie mieli pojęcia, że nie wiesz, że bez własności działki, nie jesteś i właścicielem domu.
                    • kruku_33 Re: Ta tak zwana potrzeba bezpieczeństwa to na wy 16.01.14, 14:42
                      Zuzi - tak, zgadzam sie z Toba, teraz to wiem.

                      Luciva - odmowilem, bo jak pisalem wyzej, jestem takim typem, ktory do wszystkiego lubi i chce dochodzic sam. Czulem, ze nie jest to moje, i moze jednoczesenie w jakis sposob pokazac, ze nie zalezy mi na pieniadzach.

                      Ze spraw do kogo bedzie nalezec dom nie zdawalem sobie wtedy sprawy. Trudno, bylo, minelo, rozliczylismy sie, a tylko jakis zal pozostal tylko o to, ze moze gdyby nie ogolna sytacja z budowa (i potem zwiazana z tym lawina innych spraw), byloby inaczej.
        • kachaa17 Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 12:32
          Zgadza się, chodzi o kasę. O wspólną kasę.Uważam, ze jak ktoś kocha to chce się wszystkim dzielić. I wtedy nie ma rozróżnienia na moje, twoje. Mamy wspólne mieszkanie, wspólnie się dorabiamy, każdy tez ma niematerialny wkład w małżeństwo. Nie liczy się kto ile zarobił tak jak nie liczy się kto więcej dba o dom. Dla mnie tu chodzi o poczucie bezpieczeństwa. No bo gdyby jednak pojawiły się dzieci (bo staraliśmy się one) to co, jak by to było? Ja jak mniej zarabiam to się wypstrykuję z kasy a mąż sobie odkłada na kolejne mieszkanie? a to, że kobieta jednak więcej się zajmuje dziećmi to się nie liczy? Po prostu dla mnie małżeństwo=wspólna kasa.
          Jest mi też zwyczajnie wstyd, zenie jestem dla męża na tyle ważna, żeby chciał mieć ze mną wspólnotę.
          Ale gdyby faktycznie chodziło tylko o kasę, to mogłabym tej rozdzielności nie podpisywać, wiec nie wysnuwaj takich wniosków i nie wkładaj wszystkich do jednego worka.
          • anderikka Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 12:42
            kachaa17 napisała:
            > Zgadza się, chodzi o kasę. O wspólną kasę.Uważam, ze jak ktoś kocha to chce się
            > wszystkim dzielić.

            Intercyza a ta piękna życiowa zasada to moim zdaniem dwie zupełnie różne sprawy. Można mieć intercyzę i dzielić się z partnerem wszystkim tym, na co jego nie byłoby stać; można nie mieć intercyzy i być sknerusem.

            > Jest mi też zwyczajnie wstyd, zenie jestem dla męża na tyle ważna, żeby chciał
            > mieć ze mną wspólnotę.
            >

            Jak wyżej: mieszasz pojęcia moim zdaniem (dodam, że nie oceniam Twojego przypadku, zresztą jest za mało danych). A rozdzielność przy dużej różnicy zarobków może nawet wnosić coś zdrowego do związku (=eliminować podejrzenia o interesowność). No i oczywiście wszystko zależy, jak ludzie się potem traktują, to oczywiste.
          • luciva Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 12:57
            Hm, napisałam posta, ale nie ma go....dziwne.....
            No to jeszcze raz.
            Ja czegoś nie rozumiem.
            Co złego jest w podpisaniu intercyzy?
            Ja też miałam takową - bo dlaczego mąż miał dostać za free coś, do czego moi rodzice dorabiali się latami? Bo nawet nie ja......gdy tymczasem jego rodzicom nie chciało się? tak, nie chciało się.
            Równie dobrze, Twój mąż mógłby powiedzieć, ona mnie nie kocha, bo tak domaga się majątku?
            Co innego jeśli razem dorabaicie się, macie jakiś wkład oboje w tworzenie tego majątku - on ciązko pracuje, Ty zajmujesz się domem, dziećmi, całą organizacją - bo to tez jest wkład, wszak gdyby nie Ty, wszytsko by legło, on nie mógłby skupić się na pracy, tylko byłby rozerwany między dzieci, zakupy, sprzątanie, lekarzy, przychodnie, itede.
            Pewnie żaden prezes i biznesmen nie był z dzieciakiem u pediatry bo albo infekcja i chore uszy albo zebranie rady zarządu, he he he.
            No więc, to zależy - jeśli Twój mąż miał kasę od matki na te mieszkania, albo dorobił się ich przed Waszym małżeństwem, to nie masz racji. i uważam, że takie roszczenia są bezpodstawne, mimo, że pewnie bolesne. bo jak kocha to majątek nie powinien mieć znaczenia -tylko to działa w obie strony.
            • anderikka Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 13:05
              Luciva, fajnie to napisałaś, ja nie umiałam tego tak wyrazić. I też uważam, że to działa w dwie strony, a poza tym nigdy nie żądałabym od kogoś dzielenia się tym, do czego sama się nie przyłożyłam.
          • altz Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 15:12
            kachaa17 napisała:
            > Ja jak mniej zarabiam to się wypstrykuję z kasy a mąż sobie odkłada na kolejne mieszkanie?
            > a to, że kobieta jednak więcej się zajmuje dziećmi to się nie liczy? Po prostu dla mnie małżeńs
            > two=wspólna kasa.

            Tak myślałem, że padnie ten argument. Mąż co prawda więcej zarabia, ale ty masz większy wkład w wychowanie dzieci, których nie ma! big_grin
            Mąż Cię nie wygania, chcesz, to zostań, nie chcesz, to odejdź i zacznij zarabiać na własne konto, jeśli obecna sytuacja Ci nie pasuje. Albo poszukaj lepszej pracy, ustalcie zrzutkę na wspólne życie w ten sposób, żebyś mogła coś odłożyć. Kwestia dogadania się.
            • zalosny.jestes Ta filozofia jest powszechna wśród kobiet.... 15.01.14, 15:21
              byłem krótki czas po rozwodzie z pewną panią, która argumentując, że mniej zarabia nie chciała uczestniczyć w żadnych wydatkach związanych z domem, transportem itp. Swoje wynagrodzenie traktowała jako kieszonkowe a jak już od wielkiego dzwonu kupiła coś do domu to wypominała to kilka dni...jak się rozstawaliśmy to zjadłem co nieco sałatki, którą zrobiła i zostałem zakrzyczany, że objadam ja big_grin big_grin big_grin To trzeba mieć tupet!
          • argentusa Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 16.01.14, 10:31
            > Zgadza się, chodzi o kasę. O wspólną kasę.Uważam, ze jak ktoś kocha to chce się
            > wszystkim dzielić.
            a pisałąm, żeby dorosnąć. Takie rzeczy to tylko w bajkach o kopciuszku czy śpiącej królewnie, cy jakoś tak.

            I wtedy nie ma rozróżnienia na moje, twoje.
            Z intercyzą też nie musi być rozróżnienia.

            Dla
            > mnie tu chodzi o poczucie bezpieczeństwa. No bo gdyby jednak pojawiły się dzie
            > ci (bo staraliśmy się one) to co, jak by to było?
            Dzieci to zupełnie insza inszość. Dziedziczą i tak. Bez względu czy mamusi czy tatusia. Obowiązki zapewnienia utrzymania też na obojgu ciążą. No i piszmy o faktach -dzieci nie ma.


            Po prostu dla mnie małżeńs
            > two=wspólna kasa.
            A dla mnie niekoniecznie, co więcej nie stanowi to o powodzeniu/niepowodzeniu małżeństwa.

            > Jest mi też zwyczajnie wstyd, zenie jestem dla męża na tyle ważna, żeby chciał
            > mieć ze mną wspólnotę.
            a tu poczucie własnej wartości i wiara w bajki się kłaniają.

            > Ale gdyby faktycznie chodziło tylko o kasę.
            no to o co kaman? wobec:
            > Zgadza się, chodzi o kasę.

            pogubiłam się,
            Ar.
            ps. żeby nie było, wcale nie uważam, że dbanie o własny interes jest złe. Tylko jakby ciężar tego dbania bym przeniosła; innych na siebie. Poczucie sprawczości w życiu: bezcenne.
            Czego życzę szczerze. Uwierz, że jak staniesz na własnych nogach to życie zacznie zupełnie dobrze smakować i oczekiwania wobec innych zmaleją. Powodzenia!
      • kachaa17 Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 12:33
        u mnie przypadek nie jest podobny. Ja nigdy nie przyprawiłam rogów - nikomu. Chciałam wspólnoty po to, żeby żyć wspólnie z mężem.
        • krokodil123 Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 17:29
          Sorki-nie czytałam tematu od początku, mogę się mylić.

          Wydaje mi się że są takie możliwości, że podpisując intercyzę chronisz majątku z którego się "wchodzi" do małżeństwa a to co zarabiacie późnej i razem możecie traktować jako majątek wspólny.
          Sama pisałaś że macie wspólne mieszkanie-to jest postawa waszej wspólnoty i wspólnego życia.
          • kachaa17 Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 15.01.14, 18:33
            nie mamy wspólnego mieszkania
          • luciva Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 16.01.14, 10:47
            Oczywiście, ze są takie możliwości, bo sama tak miałam.
            Autorko wątku, co TY na to?
            • kachaa17 Re: Problem jest tu, że facet nie chce podzielić 16.01.14, 12:57
              Jak zawieraliśmy małżeństwo to żadne z nas nie miało majątku więc nie było czego chronić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka