Dodaj do ulubionych

Ja chcę walczyć a on nie...

06.02.14, 17:57
Witam,
To mój drugi post na forum.
Nie chcę opisywać w tej chwili całej naszej historii. W skrócie - zaczęło się od przysłowiowych skarpetek, potem efektem kuli śnieżnej chodziło już o całokształt. Ja gderałam, prosiłam, mówiłam, czekałam-bez efektu, potem pozwoliłam sobie kilka razy na agresję słowno-fizyczna, a mąż milczał, milczał, milczał. Po ok. 1,5 roku (jesteśmy razem kilkanaście lat, małżeństwem 7) mąż "wyskoczył" z hasłem pt. rozwód. Nieodwracalnie! Dla niego obecnie sytuacja jest zero-jedynkowa. On chce się rozstać i już. Jest zraniony, upokorzony, kochał mnie, ale już przestał, nie chce mnie, chce być naprawdę kochany, a my żyliśmy obok siebie - każdy na swoim komputerze.
Dla mnie to był szok! W tym całej prozie życia, pracy, wychowaniu dziecka (uczeń) , nawet nie brakowało mi tej drugiej osoby. Był to był, nie było to nie było. OBOK.
Teraz dostałam obuchem w głowę, zdałam sobie sprawę co się dzieje, jak się zachowywałam (że to ja w 80%) ponoszę winę za ten stan i decyzję męża. Targają mną uczucia, jest mi wstyd, moja ambicja została zdeptana, miotam się od miłości do nienawiści, zadaję sobie pytania. Zamęczam męża (obecnie pracuje w innym mieście-widujemy się w weekandy)
Ale zaczęłam też działać i walczyć, chodzę do dobrego psychologa, biorę antydep., myślę, analizuję, chcę SPRÓBOWAĆ dać nam szansę.
Mąż cały czas jest na nie, nie chce pójść na terapię, nie przyjmuje do wiadomości mojej rozpaczy, szukania ratunku, walki o nasz związek. Twierdzi, że już "nas" nie ma, ja i on się nie zmienimy (a ja chce się zmienić, zrozumiałam błędy!)


Tylko .....z drugiej strony (to wyszło w trakcie terapii u psych..) paradoksalnie jest mi dobrze samej, jestem ( poza momentami kiedy myślę o rozwodzie) wyciszona, nie mam ataków gniewy, uczę się żyć samodzielnie, mam swój rytm, mam dziecko. Nie potrzebuję tego, czego oczekuje w związku mój mąż. Nie muszę być aż tak blisko, nigdy nie byłam, być może nigdy nie kochałam, może pojmowałam miłość zupełnie inaczej. I tak sobie tkwiliśmy. Oczywiście były też fajne momenty...

Mąż jest świetnym ojcem, wiem, że będzie czynnie uczestniczył w wychowaniu dziecka, finansowo też jakoś nas zabezpieczy. Jest dobrym człowiekiem.

Właściwie z tyłu głowy coś mi podpowiada, że rzeczywiście to już koniec, że nie powinniśmy być razem, że nie tak wygląda małżeństwo, że to tylko poczucie stabilizacji, przyzwyczajenia z mojej strony jakoś mnie stopuje.

Ale z drugiej strony jest Dziecko, bardzo z nami związane, wyczekane, zaopiekowanie, i teraz zafundować mu rozłąkę z jednym z rodziców, podziały, przeprowadzki, nowe mieszkanie itp. On jest dla nas priorytetem.
Dla niego uważam warto spróbować, warto znowu się zbliżyć, nie wiem czy się pokochamy, dużo się wydarzyło (raniłam go słowami strasznie) , może każde z nas się zmieni, zrobi mały krok..
Sama nie wiem. Przeraża mnie, że mój mąż jest tak bardzo uparty, nigdy taki nie był, a teraz nie chce słyszeć o terapii, on się nie chce zmieniać.

Jakie są Wasze doświadczenia? Czy możecie mi coś poradzić?

Z góry bardzo dziękuję za podzielenie się doświadczeniami.
Obserwuj wątek
    • altz Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 18:12
      lotta13 napisał:


      > Po ok. 1,5 roku (jesteśmy razem kilkanaście lat, małżeństwem 7) mąż "wyskoczył" z h
      > asłem pt. rozwód.
      "Wskoczył" po 1,5 roku? big_grin Wyjątkowo flegmatyczny leniwiec. smile

      > Mąż jest świetnym ojcem, wiem, że będzie czynnie uczestniczył w wychowaniu dzie
      > cka, finansowo też jakoś nas zabezpieczy. Jest dobrym człowiekiem.
      Nic nie wiesz, jak się ułoży. Sama siebie nie znasz.

      > Sama nie wiem. Przeraża mnie, że mój mąż jest tak bardzo uparty, nigdy taki nie
      > był, a teraz nie chce słyszeć o terapii, on się nie chce zmieniać.
      Sama jesteś co najmniej tak sami uparta albo bardziej, skoro stosowałaś przez 1,5 roku wobec męża przemoc, a teraz chcesz z nim walczyć, co sama napisałaś w tytule.
      Przemocą nic nie zmienisz, jak mówią koleżanki z forum, zacznij od siebie.

      Da mu żyć osobno, Tobie jest lepiej samej, jemu też tak może być, a jak przemyślicie, może się okazać, że jednak razem jest lepiej, jeśli każdy coś odpuści. A jak się nie uda, to zostaje nastepne wcielenie i spora część tego życia, możliwe, że z kimś innym?
      • lotta13 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 18:25
        chyba się nie zrozumieliśmy, ja nie chcę z nim walczyć, tylko o nas

        No i to nie jest tak, że ja stosowałam przemoc! tylko czasami wobec biernej agresji męża (MILCZENIE i zero reakcji, chęci do czegokolwiek!) ponosiło mnie. Nie wybijałam mu zębów, ani nie podbijałam oczu... Wstyd mi oczywiście, za moje zachowanie, to było działanie jak w afekcie. Ale na swoje usprawiedliwienie mogę tylko napisać, że to się nie działo bez powodu.
        Może gdyby mną potrząsnął, krzyknął, powiedział, że już nie wytrzymuje, że dzieje się z nami/ze mną coś dziwnego.... Ale on milczał, a ja to brałam za lekceważenie, olewanie, brak inicjatywy do wszystkiego.
        • altz Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 18:35
          lotta13 napisał:
          > chyba się nie zrozumieliśmy, ja nie chcę z nim walczyć, tylko o nas
          A nie umiesz się starać? Próbować zmienić? Musisz walczyć? :-o

          > No i to nie jest tak, że ja stosowałam przemoc! tylko czasami wobec biernej agr
          > esji męża
          Każdy przemocowiec podobnie się tłumaczy. Mnie to nie przekonuje, jak widać, byłego męża też nie. Puść go wolno i zapisz się na jakieś sporty walki.
          On się mnie chciał dopasować do twoich norm, trzeba było zmienić normy albo się rozstać. Dorośli ludzie tak łatwo się nie zmieniają.
        • yoma Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 11:15
          > czasami wobec biernej agr
          > esji męża (MILCZENIE i zero reakcji, chęci do czegokolwiek!)

          O kurcze, kobieto, ale ci psycholog mózg wyprał... Nie widzę dla was nadziei.
        • 7mandarynka Re: Ja chcę walczyć a on nie... 10.02.14, 21:03
          Wiesz co kiedy to czytam wiedzę siebie i moje małżeństwo . Jednak u nas poszło o krok dalej - zdrada sad. Powiem ci tak napewno nie jest tak że 80 % winy jest po twojej stronie myslę że jest 50 /50 ty byłaś nerwowa i agresywna ale on milczał obie te postawy są złe . Jedanka powiem ci tak Walcz - jeśli go kochasz i wiesz że on kochał ciebie . Ja już wiem że rodzina jest najważniejsza . Ale za późno to doceniłam - więc jeśli jeszcze jest szansa i ty jeszcze go kochasz - to walcz. Powodzenia
      • muminka2014 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 18:30
        Daj mu rozpocząć nowe życie. Dziwią mnie kobiety, które żyją obok i myślą, że tak będzie do końca!
    • zalosny.jestes Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 18:35
      Facet pewnie znalazł "odskocznię" i jest w fazie buzowania endorfin, tworzy w głowie sielankowe wizje relacji z nową, młodszą panią w świecie bez alimentów, wściekłej byłej żony itp wink
      Przejdzie mu, więc jak altz pisze poczekaj big_grin

      Gorzej jak pani idzie w bok. Wówczas szanse zerowe niestety wink
      • lotta13 Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 18:38
        no właśnie "odskoczni" póki co nie ma-wiem to
        Mój mąż jest szczery do bólu, więc bym o tym wiedziałasmile
        • lotta13 Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 18:45
          wiecie co zastanawia mnie jedno: dlaczego on po tych kilkunastu latach (a przeżyliśmy razem naprawdę wiele, nie będę tutaj opisywać, ale są to traumatyczne sprawy-one zresztą wg psych. rzutują na to jak ja się zachowywałam) chce tak wszystko zostawić i tłumaczy to wolnością?
          Dla mnie to jest skrajna niedojrzałość, jakiś kryzys wieku średniego.
          Rozumiem, że ma mnie dość, ale nawet alkoholikowi daje się szansę. Chodzi mi o tą szansę!
          Ja bym spróbowała dla dziecka.
          • triss_merigold6 Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 19:04
            Bo ma dość i według jego wizji już tę szansę dawał x razy i dłużej nie ma ochoty.
          • zalosny.jestes Masz wspólniczkę i przestań się łudzić ;) 06.02.14, 19:04
            Taka duża dziewczynka...Wiem, że trudno przyjąć do wiadomości, że żyło się z kimś kilka lub kilkanaście lat nie wiedząc zupełnie na co tego kogoś stać.
            Musisz sama zdecydować. Jedna z moich pracownic jest regularnie co kilka lat zdradzana przez męża ale zawsze walczy i on ostatecznie odpuszcza. Fakt, że mają kredyt hipoteczny na 700tys. na niesprzedawalny dom w szczerym polu...cóż...życie.
            • lotta13 Re: Masz wspólniczkę i przestań się łudzić ;) 06.02.14, 19:15
              zalosny.jestes napisał:

              > Taka duża dziewczynka...Wiem, że trudno przyjąć do wiadomości, że żyło się z ki
              > mś kilka lub kilkanaście lat nie wiedząc zupełnie na co tego kogoś stać.

              No właśnie nie jestem przyzwyczajona, bo NIGDY nie umiał podjąć decyzji, a tu nagle takie bach z rozwodem. Serio podziwiam go za to w jakim sensiewink Zaskoczył mnie ha!
              MI się wydaje, że jemu jak zwykle "nie chce się" tego ratować, bo trzeba by było się wysilić, pogłówkować jak to naprawić, zmienić się. A on nie chce, bierze swoje zabawki i sobie idzie, bo ja byłam niedobra....
              Tylko dziecka żal...


              • lotta13 Re: Masz wspólniczkę i przestań się łudzić ;) 06.02.14, 19:19
                i proszę nie wmawiaj mu kochanki, bo jej nie ma
                czy najważniejszym powodem rozstań na tym forum jest zdrada?
                czasami ludzie się rozjadą z zupełnie innych powodów.
              • triss_merigold6 Re: Masz wspólniczkę i przestań się łudzić ;) 06.02.14, 19:34
                A co tu naprawiać i w imię czego pan miałby się zmieniać?
              • altz Re: Masz wspólniczkę i przestań się łudzić ;) 06.02.14, 19:41
                lotta13 napisał:
                > MI się wydaje, że jemu jak zwykle "nie chce się" tego ratować

                Co on na tym zyska? Nic! I w końcu zdał sobie z tego sprawę. Ty się nie zmienisz.
                On ratuje siebie, a może i syna.
              • molly_wither Re: Masz wspólniczkę i przestań się łudzić ;) 06.02.14, 19:50
                No wlasnie, komu zal? Bo jemu na pewno nie,jesli tak sie zachowuje. Wiec nie jest,jak piszesz, dobrym ojcem. Gdyby takim byl to dla dobra dziecka staralby sie ratowac Wasz zwiazek.
                lotta13 napisał:

                >> Tylko dziecka żal...
                >
                >
                • altz Re: Masz wspólniczkę i przestań się łudzić ;) 06.02.14, 20:29
                  molly_wither napisał(a):
                  > No wlasnie, komu zal? Bo jemu na pewno nie,jesli tak sie zachowuje. Wiec nie je
                  > st,jak piszesz, dobrym ojcem. Gdyby takim byl to dla dobra dziecka staralby sie
                  > ratowac Wasz zwiazek.

                  Co miałby ratować? Układ z przemocowcem? Wychodzi ze związku, który nie rokuje i uwalnia się w końcu od przemocy domowej, a dziecko od oglądania tego. To jest dla dobra dziecka. Facet pewnie "doszedł do ściany".
          • eicron Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 19:14
            lotta13 napisał:

            > wiecie co zastanawia mnie jedno: dlaczego on po tych kilkunastu latach (a przeż
            > yliśmy razem naprawdę wiele, nie będę tutaj opisywać, ale są to traumatyczne sp
            > rawy-one zresztą wg psych. rzutują na to jak ja się zachowywałam) chce tak wszy
            > stko zostawić i tłumaczy to wolnością?
            > Dla mnie to jest skrajna niedojrzałość, jakiś kryzys wieku średniego.

            To że nie chce z Tobą być nazywasz niedojrzałością?

            > Rozumiem, że ma mnie dość, ale nawet alkoholikowi daje się szansę. Chodzi mi o
            > tą szansę!

            Gdyby przez te lata wracał co trzeci dzień nawalony jak Messerschmitt i tłukł Cię niemiłosiernie to też byś dała mu szansę?

            > Ja bym spróbowała dla dziecka.

            Cóż, jedyne co Ci pozostało to spróbować go przekonać. Skoro nie chce słyszeć o terapii to może ponegocjuj i przehandluj ją za coś?
            • lotta13 Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 19:22
              eicron napisał:

              > lotta13 napisał:
              >
              > > wiecie co zastanawia mnie jedno: dlaczego on po tych kilkunastu latach (a
              > przeż
              > > yliśmy razem naprawdę wiele, nie będę tutaj opisywać, ale są to traumatyc
              > zne sp
              > > rawy-one zresztą wg psych. rzutują na to jak ja się zachowywałam) chce ta
              > k wszy
              > > stko zostawić i tłumaczy to wolnością?
              > > Dla mnie to jest skrajna niedojrzałość, jakiś kryzys wieku średniego.
              >
              > To że nie chce z Tobą być nazywasz niedojrzałością?
              >

              Tak, bo łatwiej jest odejść, odciąć się, odgrodzić grubą kreską, niż podjąć próbę naprawianie, nawet kruchego naprawiania. Przecież jak nam próba ratowania nie wyjdzie, to zawsze może odejść, wtedy będziemy wiedzieć, że wszystko stracone.
              • lotta13 Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 19:24
                Do napisania na tym forum skusiła mnie cytat z góry strony
                "Należy rozwieść się nie wtedy jak znajdzie się pierwszy powód do rozwodu, ale
                rozwieść się gdy upadnie OSTATNI powód do bycia razem..."

                Ale wpis sobie, a forumowicze sobie, zwłaszcza zranienie panowiewink
                • sonia_30 Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 23:49
                  Tyle że obydwie strony muszą być pewne, że ostatni powód nie upadł, nie wystarczy że jednej się wydaje że jest na czym budować. Bycie razem dla dziecka? A dlaczego dziecko chcesz obarczyć takim ciężarem?
              • piotrfm123 Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 19:30
                lotta13 napisał:
                > Tak, bo łatwiej jest odejść, odciąć się, odgrodzić grubą kreską, niż podjąć pró
                > bę naprawianie, nawet kruchego naprawiania. Przecież jak nam próba >ratowania nie wyjdzie, to zawsze może odejść, wtedy będziemy wiedzieć, że >wszystko stracone

                Moze najpierw nich cie ktos pare razy strzeli w pysk tak na serio, a potem zaproponuje ugode. Jak ugoda nie wyjdzie to najwyzej bedziesz dostawac po pysku i byc wyzywana od glupich c...p przez najblizsze pol roku "probowania" wiec w gruncie rzeczy na pewno warto...

                Jak kazdy przemocowiec leb z oslem zamienilas.
              • eicron Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 19:32
                lotta13 napisał:

                > eicron napisał:
                >
                > > To że nie chce z Tobą być nazywasz niedojrzałością?
                >
                > Tak, bo łatwiej jest odejść, odciąć się, odgrodzić grubą kreską, niż podjąć pró
                > bę naprawianie, nawet kruchego naprawiania. Przecież jak nam próba ratowania ni
                > e wyjdzie, to zawsze może odejść, wtedy będziemy wiedzieć, że wszystko stracone
                > .

                Zawsze łatwiej jest odejść i nie ratować małżeństwa, ale ratowanie małżeństwa wymaga najpierw powstrzymania się od osądzania współmałżonka. Dopóki nie opanujesz tej umiejętności niewiele zdziałasz, choć oczywiście życzę się sukcesów na tym polu.
          • anbale Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 19:25
            Oceniając jego postępowanie jako "skrajnie niedojrzałe, kryzys wieku średniego" poniekąd znowu posługujesz się przemocą. Nie starasz się kierować miłością, cierpliwością, zrozumieniem- tylko chcesz uzyskać coś na siłę, przemocą słowną tym razem; kolejną szansę- jak piszesz.
            Mam wrażenie, że bardzo niewiele wiesz na temat jego uczuć, emocji; a może on już Ci dał ileś tam szans, a Ty nawet o tym nie wiesz? Być może on teraz jest kompletnie wypalony, znękany, zrozpaczony... Może stan jego emocji na dzień dzisiejszy jest bardzo kiepski?
            W takim stanie ludzie niekiedy zostawiają wszystko, porzucają całe dotychczasowe życie, czasem nawet znikają, nie utrzymują kontaktu.
            Może po prostu odpuść, pogódź się z faktami. Może kiedyś oboje dojdziecie do ładu ze sobą i stworzycie jeszcze jakąś sensowną relację. A może nie, i nic na to nie poradzisz, niestety.

          • altz Re: Duża szansa na uratowanie tej relacji... 06.02.14, 19:39
            lotta13 napisał:
            > Ja bym spróbowała dla dziecka.

            Ty już próbowałaś gnębić faceta przez lata, przyznajesz się na razie do 1,5 roku przemocy.
            Więcej nie próbuj, daj mu normalnie żyć i najlepiej puść syna z ojcem. Dadzą sobie radę bez Ciebie.
            • zalosny.jestes O kurcze, nie doczytałem o tych rękoczynach... 06.02.14, 21:22
              Ale i tak plusik dla pani, że się przyznała. U mnie to były pieszczoty smile
              • sonia_30 Re: O kurcze, nie doczytałem o tych rękoczynach.. 06.02.14, 23:53
                Przyznała się???
                "No i to nie jest tak, że ja stosowałam przemoc! tylko czasami wobec biernej agresji męża (MILCZENIE i zero reakcji, chęci do czegokolwiek!) ponosiło mnie"
                • fish_flesh_fowl Re: O kurcze, nie doczytałem o tych rękoczynach.. 06.02.14, 23:59
                  sonia_30 napisała:

                  > Przyznała się???
                  > "No i to nie jest tak, że ja stosowałam przemoc! tylko czasami wobec biernej
                  > agresji męża (MILCZENIE
                  i zero reakcji, chęci do czegokolwiek!) ponosiło m
                  > nie"

                  Pierwszy post: "potem pozwoliłam sobie kilka razy na agresję słowno-fizyczna"
                  • zalosny.jestes Punkt dla pani! Piszę serio! 07.02.14, 08:24
                    Przyznała się publicznie do przemocy na facecie. To jest naprawdę fajne. Dla większości pieprznięcie męża w ramach rozładowania emocji to naturalny element kociołka małżeńskiego wink
                    • mamameg Re: Punkt dla pani! Piszę serio! 07.02.14, 13:23
                      Dla większości pieprznięcie męża w ramach rozładowania emocji to naturalny element ko
                      > ciołka małżeńskiego wink

                      Dla większości kogo?
                      • sonia_30 Re: Punkt dla pani! Piszę serio! 07.02.14, 23:51
                        A kto może pieprznąć męża?
                      • yoma Re: Punkt dla pani! Piszę serio! 08.02.14, 10:35
                        Dla większości kobiet przetestowanych przez Żałosnego smile
    • molly_wither Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 19:44
      Ja mysle,ze rodzina a zwiazek dwojga ludzi to dwie rozne sprawy. Wyobraz sobie,ze pewnego dnia Wasze dziecko opuszcza dom na dobre i zostajecie sami. Ja bedzie wygladalo Wasze pozycie? Z doswiadczenia moge Ci podpowiedziec,ze Wasz zwiazek istnieje, bo jedynym spoiwem jest Wasze dziecko. Stworzyliscie rodzine,ale nie potrafiliscie stworzyc dobrego zwiazku. I nie jest to wina ani Twoja ani malzonka. Jesli juz to wspolna,ze nie potraficie byc razem.
      • muminka2014 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 20:13
        Wniosek o rozwód już złożony czy czekasz na jego ruch? Chyba widzisz, że nie chce z Tobą żyć. Jak jest taki szczery, aż do bólu to zapewne wiesz co jest przyczyną jego decyzji,bo powiedział tak jak szczery mąż smile
    • xciekawax Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 20:17
      1. Nie usprawiedliwiaj sie dzieckiem Twoj maz nie rozwodzi sie z dzieckiem tylko z Toba. Dziecko bedzie mialo ojca, dziecko nie bedzie rozdzielalo majatku tylko ty. Dziecko przezyje - jak wiele innych. Jedyne co mnie zastanawia to to czy (jezeli masz dziewczynke) to czy ona bedzie przemocowcem wobec swojego meza i zniszczy jemu i sobie zycie, czy (jezeli masz chlopca) czy bedzie a) w przyszlosci Cie nienawidzial za to co zrobilas jego ojcu lub b) bedzie takim mieczakiem jak tatus i znajdzie sobie kobiete przemocowca co bedzie go upadlala latami.

      2. Sama mowisz ze dobrze Ci samej, a Twoj maz jak juz jest w domu to tylko sprawia ze dostajesz bialej goraczki? Po co Tobie to? Ja Ciebie rozumiem - jego zachowanie jest forma agresji - co oczywiscie nie usprawiedliwia Twojego zachowania, ale zastanawia mnie po co chcesz takiego kogos w domu? Przeciez chyba nie oczekujesz ze on sie zmieni? Ma to wszystko zapomniec? Chyba zartujesz. Zgadzam sie z Altz ze powinnas dac facetowi swiety spokoj, i dac mu nacieszyc sie jeszcze tymi resztkami lat. To bedzie najpiekniejszy akt milosci jaki bedziesz mogla mu dac.

      3. zastanawia mnie czy naprawde chcesz TEGO czlowieka czy po prostu boisz sie tej calej otoczki rozwodowej i byciu "samej". Tego drugiego nie boj sie tak bardzo. A noz poznasz czlowieka w przyszlosci ktory nie bedzie w Tobie wywolywal tych brzydkich zachowan bo bedzie bardziej sie staral, bedzie chcial pomagac i rozmawiac z Toba.

      4. Zastanawiam sie rowniez dlaczego tak kategorycznie zaprzeczasz ze maz nie ma kochanki? Z tego co rozumiem widzicie sie na weekendy bo pracuje w innym miescie w ktorym ma mieszkanie. Czy po prostu boisz sie / nie mozesz uwierzyc ze jakas kobieta zainteresowala sie Twoim mezem? bo.... on taki beznadziejny, bez jaj, bez inicjatywy? Bo jezeli chodzi o Twojego meza to duzo kobieta nie musi zrobic aby mu zawirowac w glowie - wystarczy ze kobieta bedzie usmiechnieta, lagodna, i mila - a facet od razu sie zakocha bo przy takiej osobie bedzie czuc ulge. Jezeli on z tych "leniwych" to kochanka to spore wytlumaczenie na to dlaczego tak "nagle" i zdecydowanie chce odejsc. I oczywiscie ze nie przyzna sie do tego. Jeszcze bys dziecko nastawiala przeciw niemu, i caly rozwod by byl "z jego winy". A tak wygodnie wina jest po Twojej stronie, ty sie wstydzisz, ty czujesz sie winna - i pan ma latwy dostep do rozwodu bez winy.

      5. chodz do psychologa, widze ze duzo Ci to daje, doszlas do bardzo madrych wnioskow, ale tez widze ze dluga droga przed Toba. Za rok inaczej bedziesz na to wszystko patrzyla.

      Pozdrawiam i trzymaj sie.
      • eicron Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 20:28
        xciekawax napisała:

        > rdzo. A noz poznasz czlowieka w przyszlosci ktory nie bedzie w Tobie wywolywal
        > tych brzydkich zachowan bo bedzie bardziej sie staral, bedzie chcial pomagac i
        > rozmawiac z Toba.

        Czego wszystkim przemocowcom życzymy wink Obawiam się niestety że to nierealne.
        • muminka2014 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 20:31
          Zgadzam się z xciekawax z 100%. smile
        • altz Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 20:36
          > > xciekawax napisała:
          > > rdzo. A noz poznasz czlowieka w przyszlosci ktory nie bedzie w Tobie wywolywal
          > > tych brzydkich zachowan bo bedzie bardziej sie staral, bedzie chcial pomagac i
          > > rozmawiac z Toba.

          eicron napisał:
          > Czego wszystkim przemocowcom życzymy wink Obawiam się niestety że to nierealne.
          Niezłe! smile

          Moja była przemoc domowa nawet chyba znalazła jakąś ofiarę, ale jeszcze się zastanawia czy ofiara wystarczająco będzie cierpieć. big_grin
          W takim układzie, związki SDM mają duży potencjał. wink
        • lotta13 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 20:41
          a co rozumiecie przez przemoc? Bo może ja nie zrozumiałam? czy rzucenie w męża szczotką do włosów to już przemoc? Lub stłuczenie talerza? I używanie brzydkich slow? (dziecko na szczęście tego nie widziało) No psychopatka przemocowa, ze mnie, że hej.
          Może powinnam napisać o powodach moich furii? Zdziwilibyście się (np. nie płacenie czynszu przez męża przez pół roku, "bo mu się nie chciało i zapominał", jak sam stwierdził-a ja co miesiąc pytałam czy zapłacone).

          Zaraz mi tutaj obrońcy biednych mężów napiszą, że sama mogłam zapłacić, albo, że może nie miał pieniądzewink

          Mi chodzi głównie o dziecko, chciałam uzyskać poradę czy ze względu na dziecko jest sens to klecić. A o dziecku większość z Was nic nie wspomina. On jest naprawdę wspaniałym ojcem.
          • piotrfm123 asymetria 06.02.14, 21:08
            W naszej kulturze nie masz prawa rzucania w kogos przedmiotami, chyba ze jest to poduszka albo pilka podczas zabawy. Wyjatek jest samoobrona/ sytuacja w ktorej ktos w ciebie rzuca.

            Jesli za zapomnienie o czynszu jest rzut szczota byc moze w twarz to co za zdrade wspolmalzonki? Wykopywanie siekaczy w obuwiu zimowym?

            Zreszta niewazne, nawet gdybys reagowala jedynie poprzez samotne tluczenie naczyn podczas nieobecnosci malzonka (=wyladowywanie agresji tak ale bezposrednia przemoc to to raczej nie jest, chyba ze to jego ukochany komplet) to i tak gosc moze miec dosc przebywania w tym samym pomieszczeniu co osoba ze zdartymi hamulcami. I nie bardzo widze dlaczego brak zgody na przebywanie pod jednym dachem z osoba ktora objawia agresje mialby byc nazywany niedojrzaloscia.

            • zalosny.jestes E tam nie ma prawa! Ma prawo! 06.02.14, 21:26
              Wywołał w niej agresję to musiała się bronić wink Ja dostałem parę razy z plaskacza jak się nie dałem rady zasłonić, raz kuflem w głowę i parę razy wyrzucane rzeczy z szafy. Lajtowo tam było rzeczywiście. Na mojego kuzyna eks z nożem startowała i obłędem w oczach. Ten to się dopiero strachu najadł smile
          • eicron Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 22:03
            lotta13 napisał:

            > a co rozumiecie przez przemoc? Bo może ja nie zrozumiałam? czy rzucenie w męża

            Nie, nie zrozumiałaś. Ale są instytucje które mogą rozwiać Twoje wątpliwości.

            > szczotką do włosów to już przemoc? Lub stłuczenie talerza? I używanie brzydkich
            > slow? (dziecko na szczęście tego nie widziało) No psychopatka przemocowa, ze m
            > nie, że hej.

            Czy gdybyś Ty czymś oberwała uznałabyś to za przemoc?

            Używanie brzydkich słów to brzmi dość enigmatycznie.

            > Może powinnam napisać o powodach moich furii? Zdziwilibyście się (np. nie płace
            > nie czynszu przez męża przez pół roku, "bo mu się nie chciało i zapominał", jak
            > sam stwierdził-a ja co miesiąc pytałam czy zapłacone).

            Powody są nieistotne, istotne są działania jakie wykonujesz. Dopóki mieszczą się one w pewnych normach - nie ma problemu. Nikt Ci nie odmawia prawa do emocji. Nie wolno Ci jednak naruszać z tego powodu godności osobistej męża.

            > Zaraz mi tutaj obrońcy biednych mężów napiszą, że sama mogłam zapłacić, albo, ż
            > e może nie miał pieniądzewink

            Wątek dotyczył chyba czego innego? wink

            > Mi chodzi głównie o dziecko, chciałam uzyskać poradę czy ze względu na dziecko
            > jest sens to klecić. A o dziecku większość z Was nic nie wspomina. On jest napr
            > awdę wspaniałym ojcem.

            Ze względu na dziecko jest sens walczyć o Wasze małżeństwo. Sama napisałaś, że niepodjęcie walki to objaw niedojrzałości. Zatem sama sobie odpowiedziałaś. Chyba że stosujesz inną miarę do oceny siebie a inną do oceny męża.
          • sonia_30 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 00:03
            A jakby mąż w ciebie rzucał szczotką czy talerzem, bluzgając przy tym, to byłaby dla Ciebie przemoc, czy forma gry wstępnej? Skoro dziecko "na szczęście nie widziało", to chyba jesteś świadoma tego, że widowisko było marne. Jak mieliście umowę, że czynsz to jego broszka i stwierdzasz, że się z umowy nie wywiązał, siada się do stołu i gada (dlaczego tak? kiedy zapłaci, a jeśli nie, jakie widzi rozwiązanie?), a nie rzuca mięchem, szczotką czy czymkolwiek co w łapska wpadnie.
        • xciekawax Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 20:45
          Niekoniecznie. czasami niedobranie sie jest wielkim elementem stresu w zwiazku. Chociaz nie bylam przemocowcem to pamietam jak moj ex potrafil doprowadzic mnie do bialej goraczki. Z obecnym partnerem takich problemow nie mam a juz troche ze soba jestesmy.

          Dlatego wychodze z zalozenia ze autorka watku wyla i obrazala z poczucia bezsilnosci a nie dlatego ze tak lubi. Bo jezeli tak po prostu lubi to ratunku dla niej nie ma (chyba ze przepracuje to), ale jestem optymistka smile
          • lotta13 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 20:52
            dokładnie moje zachowanie wynikało z bezsilności wobec zachowania męża, jego biernej agresji, jak to nazwała moja psycholog. Ale z drugiej strony ja go raniłam słowami, tak raniłam, że zamilkł (choć nigdy zbyt wylewny nie był).
            Oczywiście na terapii wyszło tysiąc innych spraw, z przeszłości. Ogólnie nie dobrani byliśmy od początkusad ja chciałam czegoś innego od życia, on czegoś innego. Gdyby nie dziecko, każdy poszedł by w swoją stronę.

            • triss_merigold6 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 21:06
              No to idźcie każdy w swoją stronę, im szybciej tym lepiej.
            • fish_flesh_fowl Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 00:07
              lotta13 napisał:

              > dokładnie moje zachowanie wynikało z bezsilności wobec zachowania męża

              A ja zgwałciłem, wysoki sądzie, bo ona kusiła
          • eicron Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 22:07
            xciekawax napisała:

            > Niekoniecznie. czasami niedobranie sie jest wielkim elementem stresu w zwiazku
            > . Chociaz nie bylam przemocowcem to pamietam jak moj ex potrafil doprowadzic m
            > nie do bialej goraczki. Z obecnym partnerem takich problemow nie mam a juz tro
            > che ze soba jestesmy.

            To nie jest kwestia tego, czy jedno drugie doprowadza do białej gorączki, ale jak to drugie reaguje. Dla przemocy nie ma usprawiedliwienia.

            > Dlatego wychodze z zalozenia ze autorka watku wyla i obrazala z poczucia bezsil
            > nosci a nie dlatego ze tak lubi. Bo jezeli tak po prostu lubi to ratunku dla n
            > iej nie ma (chyba ze przepracuje to), ale jestem optymistka smile

            To nie jest kwestia lubienia tylko przekroczenia w swoich reakcjach pewnych granic. To że ktoś czuje bezsilność nie daje mu prawa do wyżywania się na innych.
            • xciekawax Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 17:35
              > To nie jest kwestia lubienia tylko przekroczenia w swoich reakcjach pewnych gra
              > nic. To że ktoś czuje bezsilność nie daje mu prawa do wyżywania się na innych.

              Ano nie daje. Wydaje mi sie ze ten zwiazek jej byl toksyczny i dlatego jezeli popracuje nad soba to byc moze w przyszlosci bedzie mogla stworzyc zwiazek bez toksycznosci.
          • altz Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 22:55
            xciekawax napisała:
            > Chociaz nie bylam przemocowcem

            Byłaś i jesteś. Myślałem, że w związku z terapią, coś się poprawiło, ale po wpisach na różnych forach widać, że nie. Po prostu, lepiej się maskowałaś.
            • xciekawax Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 17:37
              dzieki za Twoja opinie, ktora wiesz jak bardzo sobie cenie ;P
      • lotta13 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 21:11
        Dziękuję za jedną z niewielu tutaj konstruktywnych odpowiedzismile

        xciekawax napisała:

        > 1. Nie usprawiedliwiaj sie dzieckiem Twoj maz nie rozwodzi sie z dzieckiem tylk
        > o z Toba. Dziecko bedzie mialo ojca, dziecko nie bedzie rozdzielalo majatku tyl
        > ko ty. Dziecko przezyje - jak wiele innych. Jedyne co mnie zastanawia to to c
        > zy (jezeli masz dziewczynke) to czy ona bedzie przemocowcem wobec swojego meza
        > i zniszczy jemu i sobie zycie, czy (jezeli masz chlopca) czy bedzie a) w przysz
        > losci Cie nienawidzial za to co zrobilas jego ojcu lub b) bedzie takim m
        > ieczakiem jak tatus i znajdzie sobie kobiete przemocowca co bedzie go upadlala
        > latami.

        Mój mąż też twierdzi, że rozstaje się ze mną, nie z dzieckiem.
        Mięczakiem raczej nie będzie. Wychowuję go dla przyszłej synowejsmile
        Ojciec na pewno będzie dla niego autorytetem, zwłaszcza, że w tym wieku synowie odwracają się od matek, właśnie w stronę ojców. No zobaczymy jak będzie. Syn jest ze mną bardzo związany.
        >
        > 2. Sama mowisz ze dobrze Ci samej, a Twoj maz jak juz jest w domu to tylko spr
        > awia ze dostajesz bialej goraczki? Po co Tobie to? Ja Ciebie rozumiem - jego za
        > chowanie jest forma agresji - co oczywiscie nie usprawiedliwia Twojego zachowan
        > ia, ale zastanawia mnie po co chcesz takiego kogos w domu? Przeciez chyba nie o
        > czekujesz ze on sie zmieni? Ma to wszystko zapomniec? Chyba zartujesz. Zgadzam
        > sie z Altz ze powinnas dac facetowi swiety spokoj, i dac mu nacieszyc sie jesz
        > cze tymi resztkami lat. To bedzie najpiekniejszy akt milosci jaki bedziesz mog
        > la mu dac.

        Tak, też się nad tym zastanawiamy z psycholog. Ja teraz na swój sposób jestem szczęśliwa, w końcu się wysypiam, bo mąż nie buszuje po nocy po domu (lubił sobie w nocy pohałasować, bez szacunku dla drugiej osoby). Nie mam stresu, bo on jest w domu i znowu odgania się ode mnie jak od natrętnej muchy, bo ja coś mówię/chcę/proszę...
        Powinnam dać mu odejść....

        >
        > 3. zastanawia mnie czy naprawde chcesz TEGO czlowieka czy po prostu boisz sie
        > tej calej otoczki rozwodowej i byciu "samej". Tego drugiego nie boj sie tak ba
        > rdzo. A noz poznasz czlowieka w przyszlosci ktory nie bedzie w Tobie wywolywal
        > tych brzydkich zachowan bo bedzie bardziej sie staral, bedzie chcial pomagac i
        > rozmawiac z Toba.

        Tak boję się o dziecko, o siebie, na myśl o nowym związku mam mdłości.


        > 4. Zastanawiam sie rowniez dlaczego tak kategorycznie zaprzeczasz ze maz nie m
        > a kochanki? Z tego co rozumiem widzicie sie na weekendy bo pracuje w innym mies
        > cie w ktorym ma mieszkanie. Czy po prostu boisz sie / nie mozesz uwierzyc ze j
        > akas kobieta zainteresowala sie Twoim mezem? bo.... on taki beznadziejny, bez j
        > aj, bez inicjatywy? Bo jezeli chodzi o Twojego meza to duzo kobieta nie musi z
        > robic aby mu zawirowac w glowie - wystarczy ze kobieta bedzie usmiechnieta, lag
        > odna, i mila - a facet od razu sie zakocha bo przy takiej osobie bedzie czuc ul
        > ge. Jezeli on z tych "leniwych" to kochanka to spore wytlumaczenie na to dlacz
        > ego tak "nagle" i zdecydowanie chce odejsc. I oczywiscie ze nie przyzna sie do
        > tego. Jeszcze bys dziecko nastawiala przeciw niemu, i caly rozwod by byl "z je
        > go winy". A tak wygodnie wina jest po Twojej stronie, ty sie wstydzisz, ty czu
        > jesz sie winna - i pan ma latwy dostep do rozwodu bez winy.

        W innym mieście pracuje od 3 mies., od świtu do nocy, mieszka tam z kilkoma pracownikami w jednym domu, nie bardzo jest tam miejsce na kobietę.
        Gdy był tutaj, siedział cały czas w domu.
        Jeżeli już to jego kochanką jest jego pasja.

        > 5. chodz do psychologa, widze ze duzo Ci to daje, doszlas do bardzo madrych wn
        > ioskow, ale tez widze ze dluga droga przed Toba. Za rok inaczej bedziesz na to
        > wszystko patrzyla.


        Splajtuję, ale będę chodzićsmile
        >
        > Pozdrawiam i trzymaj sie.
        • anbale Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 21:23
          lotta13 napisał:

          > Dziękuję za jedną z niewielu tutaj konstruktywnych odpowiedzismile
          >
          Faktycznie, miło się z Tobą rozmawia... smile
          Konstruktywne jest tylko to, co chcesz usłyszec?


        • altz Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 21:50
          > lotta13 napisał:
          > Tak, też się nad tym zastanawiamy z psycholog.

          Masz związek z psycholog? Czy to może tymczasowy sojusz dla rozbicia przeciwnika? big_grin
          • yoma Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 11:21
            Dogadują się, rozumiesz. Dziewczyna słyszy, że to wszystko przez męża, biernego agresora, który śmiał milczeć! i czuje się o wiele lepiej smile

            BTW odkąd na pewnym forum przeczytałam, że wykonywanie przez faceta prac domowych to forma biernej agresji, niewiele już mnie dziwi smile
            • anbale Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 11:49
              Wiele rzeczy da się podciągnąć pod "bierną agresję" albo "przemoc psychiczną" więc ludzie naciągają ten termin do kosmicznych rozmiarów. A generalnie chyba chodzi o to, że irytują konkretne zachowania konkretnego człowieka wynikające z niedopasowania, niespełniania oczekiwań- a zawsze to lepiej znaleźć powód naszego gniewu na zewnątrz, niż w sobie...
              A swoją drogą jeśli drugi człowiek tak działa na nerwy, że odbiera się go jako "milczącego agresora". to nie wiem po co się go tak uczepiać...
            • lotta13 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 12:38
              Psycholog ABSOLUTNIE nie wini mojego męża
            • piotrfm123 @yoma: prace domowe 07.02.14, 12:40
              yoma napisała:
              > BTW odkąd na pewnym forum przeczytałam, że wykonywanie przez faceta prac domowy
              > ch to forma biernej agresji, niewiele już mnie dziwi smile

              No to zdziwie cie bardziej: sam fakt wykonywania niekonicznie. Sposob i czas wykonowania i owszem.

              Patrz kobieta lazaca ze szmata polerujaca pylki ktore ten gluptak zostawil, albo "heroiczny" malzonek zabierajacy sie za robote na 6h na 2h przed wyjazdem na wakacje. Ukryta motywacje inne (np. 1: ukryta ofiara losu, 2: "kazala to przeciez robie!").

              Gdyby agresja wyrazala sie jedyne rzucaniem szczotkami i wyzywaniem od XXX to zycie byloby dosc proste... smile

              • yoma Re: @yoma: prace domowe 07.02.14, 12:51
                Tu zgoda, ale akurat tam chodziło o sam fakt wykonywania, bez złośliwości i podtekstów smile Facet ze ścierą czy chochlą biernym przemocowcem jest i basta, tak to jakoś szło.
                • eicron Re: @yoma: prace domowe 07.02.14, 19:36
                  yoma napisała:

                  > Tu zgoda, ale akurat tam chodziło o sam fakt wykonywania, bez złośliwości i pod
                  > tekstów smile Facet ze ścierą czy chochlą biernym przemocowcem jest i basta, tak t
                  > o jakoś szło.

                  A nawet potencjalnych czynnym wink
    • ro35 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 20:53
      też pogoniłem gderającą babę suspicious
      aha,
      z tego długiego wywodu to chyba najważniejsze:
      "moja ambicja została zdeptana"
      ...
      naprawdę, nie da się długo żyć z niestabilnie emocjonalną osobą stosującą przemoc,
      odpuść sobie (albo mu)
    • rar.ely Re: Ja chcę walczyć a on nie... 06.02.14, 21:29
      daj spokoj Ty sie w ogole do zwiazku nie nadajesz

      wez ten rozwod pozyj sama dojrzej prztrzetrzeźwiej a moze kiedys jeszcze cos z tego bedzie a teraz daj chlopu spokoj i zejdź mu z oczu

      rozwód ma ta dobra strone ze odsiewa tez z rynku ludzi ktorzy sa albo zle "zsocjalizowani" albo maja jakies problemy osobowosci czy zaburzenia emocjonalne w jakim sesnsie wszyscy tutaj sa
      zdrowo "je...ci:"

      a zycie samemu to nie jest jakas znowu tragedia
      • zalosny.jestes Nie dla kobiety ;) 06.02.14, 21:36
        rar.ely napisał:

        > a zycie samemu to nie jest jakas znowu tragedia

        w tym kraju samotna kobieta = ostracyzm.
        ojciec prawo opieki = wyrodna matka.
        • argentusa Re: Nie dla kobiety ;) 07.02.14, 09:29
          o wypraszam to sobie! wink
          no dobra, samotna to nie byłam nigdy, rozwiedziona i samodzielna owszem. Ostracyzmu nie zauważyłam (ale moze mam wadę wzroku).
          A wyrodna matką też nie jestem, mimo,że najstarszy mieszka z tatą.
          Zatem żalosny nie masz racji, cnd.
          Najlepszego,
          Ar.
          • zalosny.jestes Ty jesteś wyjątkiem potwierdzającym 07.02.14, 09:36
            regułę. Dlaczego? Pisałem już nie raz wink
    • samiec_omega Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 08:59
      > Jakie są Wasze doświadczenia? Czy możecie mi coś poradzić?

      Widzę ogromną analogię między twoim a moim małżeństwem. Wydaje mi się, że jestem bardzo podobny do twojego męża. I tak samo mam serdecznie dosyć mojej żony.

      >Nie muszę być aż tak blisko, nigdy nie byłam, być może nigdy nie kochałam (!!!!!!!!!!!!)

      I to moim zdaniem jest przyczyną całego problemu. Tak samo jest u mnie. Głęboko za to

      nie znoszę mojej żony. Za to, że związała się ze mną nie kochając mnie. Byłem po prostu dla

      niej żywym bankomatem i tyle.


      >Dla niego obecnie sytuacja jest zero-jedynkowa. On chce się rozstać i już. Jest zraniony, >upokorzony, kochał mnie, ale już przestał, nie chce mnie......

      Te same słowa mogła by powiedzieć moja żona.

      Moje słowa o rozwodzie tak samo były dla niej kompletnym zaskoczeniem.

      > Mąż jest świetnym ojcem, wiem, że będzie czynnie uczestniczył w wychowaniu dzie
      > cka, finansowo też jakoś nas zabezpieczy. Jest dobrym człowiekiem.

      A co miał w zamian? Od nie kochającej żony ? ( Ja często milcząc o tym myślałem ).
      Intuicja mi mówi, że masz syndrom DDA. Ja w przeciwieństwie do twojego męża dałem się namówić na wizyty u psychologa ( dla tzw. świętego spokoju ), celem " ratowania " małżeństwa. W tej chwili jest to terapia pt. " Co jest ze mną nie tak, że związałem się z tak porąbaną kobietą ". Wyszło, że sam pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej. Jesteśmy dwojgiem ludzi ze zrytymi beretami.
      Jeśli ty go nigdy nie kochałaś, a on ciebie już nie kocha to co tu ratować ?

      I jeszcze jedno. Jeśli twój psycholog uważa, że milczenie jest " bierną agresją ", to zmień psychologa. Nieżle się uśmiałem czytając o tym.

      I na koniec. Od ilu lat nie uprawiacie seksu ? Nie ma gili gili = nie ma małżeństwa ( związku ) i tyle.
      • zalosny.jestes Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 09:08
        Po co ta skromność wink
        A serio, to bardzo mądry wpis.
        • smutnyaniol Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 10:19
          Naprawdę rozbawiaja mnie wpisy gdzie kobiety aby usprawiedliwić swoję zachowania, unikanie kontaktu nazywaja agresją. Owszem mogło by tak być ale tylko pod pewnymi warunkami, a najważniejszym jest próba zmuszenia drugiej osoby do czegoś czego ona nie chce. U Ciebie nie było takiej sytuacji, onn po prostu miał Cie dość i nie chciał się z Tobą kontaktować. To nie jest agresja, tylko unikanie.
          • lotta13 Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 12:35
            ale ja nie awanturowałam się bez powodu. Mój mąż nie pomagał w domu, nie przejawiał inicjatywy jeśli chodzi o takie zwyczajne życie, jakieś wyjścia, wyjazdy, planowanie. Wszystko organizowałam i planowałam ja. Moja psycholog mówi, że "zabrałam mu jaja", stałam się matką dla niego, karząca matką. I tak pewnie było. Tylko z drugiej strony on nie jest typem mięczaka, on się nie poddawał, nie był zdominowanym pantoflarzem! On nie robił, buntował się chyba w ten sposób-nie, bo nie. Bo nie lubi, zapomniał i mu się nie chciało-to są jego słowa. I on się nie zmieni, bo nie. A we mnie buzowałosad
            O wszystko musiałam się prosić, mówić sto razy. Czy to jest normalne? czy na tym polega partnerstwo? Dlaczego ja robiłam wszystko, a on nic?

            Dodam, że mąż ma swoją (bardzo męską pasję), w którą nie ingerowałam, bo wychodzę z założenia, że w związku każdy może mieć swoją przestrzeń i tak jest ok.
            • yoma Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 12:40
              > Mój mąż nie pomagał w domu, nie przeja
              > wiał inicjatywy jeśli chodzi o takie zwyczajne życie, jakieś wyjścia, wyjazdy,
              > planowanie. Wszystko organizowałam i planowałam ja.

              Przed ślubem też tak mieliście?
              • lotta13 Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 12:54
                Wszystko zaczęło się ok 1, 5 roku temu, gdy wróciłam do pracy po długim wychowawczym.

                Wcześniej też bywały niesnaski, ale tak jak to bywa w długotrwałym związku, zwłaszcza, że my się raczej różnimy, nie jesteśmy do siebie podobni.
                Po prostu nie dawałam rady (mam tez problemy ze zdrowiem) ogarniać wszystkiego, chciałam/wołałam o pomoc, o chęci, o wspólne działanie. Pamiętam, że cieszyłam się jak głupia jak raz na jakiś czas mąż w weekand pytała jakie mam plany? Boże to dla mnie było jak objawienie, spytał! szczęście! zrobimy coś razem, coś zaplanujemy.
                • yoma Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 08.02.14, 11:00
                  Pytam, czy przed ślubem też tylko ty ogarniałaś i planowałaś, czy też mąż nagle skapcaniał półtora roku temu.
            • smutnyaniol Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 12:41
              lotta13 napisał:

              > ale ja nie awanturowałam się bez powodu. Mój mąż nie pomagał w domu, nie przeja
              > wiał inicjatywy jeśli chodzi o takie zwyczajne życie, jakieś wyjścia, wyjazdy,
              > planowanie. Wszystko organizowałam i planowałam ja. Moja psycholog mówi, że "z
              > abrałam mu jaja", stałam się matką dla niego, karząca matką. I tak pewnie było.
              > Tylko z drugiej strony on nie jest typem mięczaka, on się nie poddawał, nie by
              > ł zdominowanym pantoflarzem! On nie robił, buntował się chyba w ten sposób-nie,
              > bo nie. Bo nie lubi, zapomniał i mu się nie chciało-to są jego słowa. I on się
              > nie zmieni, bo nie. A we mnie buzowałosad
              > O wszystko musiałam się prosić, mówić sto razy. Czy to jest normalne? czy na ty
              > m polega partnerstwo? Dlaczego ja robiłam wszystko, a on nic?
              >
              > Dodam, że mąż ma swoją (bardzo męską pasję), w którą nie ingerowałam, bo wychod
              > zę z założenia, że w związku każdy może mieć swoją przestrzeń i tak jest ok.

              To jak on taki zły przemocowiec, nierób i do tego brudas to wywal pasożyta, po Ci taki mąż? Tylko dla zabezpieczenia finansowego?
              • lotta13 Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 12:48
                nie doczytałeś może, ale mamy fajnego dzieciakasmile i obojgu nam bardzo zależy, żeby go nie zranić tym wszystkim.
                Finansowo nie jest źle (pracuję) i wiem też, że na męża mogę liczyć. Zawsze było pod tym względem między nami fair. Bardzo to cenię.

            • xciekawax Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 18:10
              Wiesz, mi to wyglada tak ze oboje musicie sie fundamentalnie nauczyc inaczej funkcjonowac.
              Ty - musisz dac mezowi wiecej swobody (nie matczyc mu) aby on mogl sie wykazac. Ja doskonale wiem jak to jest: zaczyna sie od malych rzeczy, ze przejmujesz obowiazek, potem nastepny, potem nastepny - czasami niepotrzebnie, ale jest cos w umysle co nam mowi : "ja to zrobie lepiej" i pozbawiasz meza odpowiedzialnosci. To bardzo szkodzi. Np: gdy juz maz zaproponuje jakies wyjscie, i nawet zeby to bylo wyjscie do McDonalda - to buzia w kubel, usmiech na twarz i idziemy do tego glupiego McDonalda. I mamy dobry czas. W rewanzu nastepnym razem ty wymyslasz gdzie idziecie - i idziecie tam gdzie TY lubisz. I tak na zmiane.
              Nie zaplacil rentu przez 3 miesiace? Spokojnie! dajesz kwitek, informujesz grzecznie zeby zaplacil. Nie placze sie nad rozlanym mlekiem. Zawsze mysl na przyszlosc. W sumie czy Twoj maz jest dobry w placeniu czynszow na czas? bo jezeli on nienawidzi tego z pasjia a Tobie to wisi - to byc moze zamiencie sie rolami - ty placisz rachunki a on niech robi cos innego - zeby bylo fair. Powiem ci szczerze ze nie znam wielu mezczyzn ktorzy sa dobzi w placeniu rachunkow na czas.

              Twoj maz - wy powinniscie razem chodzic na jakas terapie. Ale nikogo nie przymusisz. Jezeli on naprawde nie chce, to nie gon za nim. Jezeli zateskni to sam wroci obwachac teren. A jezeli wroci, i zobaczy ze juz nie masz agresji w sobie, moze zostanie na dluzej?
              Ale nie zostawiaj tego tak ze ty sie zmieniasz a pan nogi do gory i nic nie musi robic. Tak to nie bedzie dzialac. Pan musi przelamac sie aby zaczac aktywnie uczestniczyc w zyciu rodzinnym A TY MUSISZ MU DAC SIE WYKAZAC.

              Rowniez wiedz co jest dla ciebie wazne. czy walka i zla atmosfera w domu jest warta tego ze np zapomnial czegos tam zrobic? Czy da to sie zalatwic inna forma? Moze czasami krzyki nie sa warte tego. ? Sa wazne sprawy przy ktorych trzeba sie uprzec, ale jezeli cos nie jest dla Ciebie strasznie wazne - to oddaj to mezowi bez walki.

              Na Twoim miejscu bym dala na razie mezowi spokoj, niech sie uspokoi, ty pracuj nad soba. Bo tez nie chcesz sytuacji, gdy on wroci - a ty uznasz ze to jednak blad bo go wcale nie chcesz. To by bylo nastepne upokorzenie meza - i bardzo nieladnie z Twojej strony. Dlatego przemysl bardzo dobrze czy w ogole go chcesz. Byc moze taka sytuacjia w domu bedzie dla dziecka optymalna (dziecko bedzie mialo dwoch usmiechnietych rodzicow zyjacych oddzielnie zamiast zestresowanych i napietych rodzicow zyjacych razem).
              • altz Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 18:44
                xciekawax napisała:
                > Wiesz, mi to wyglada tak ze oboje musicie sie fundamentalnie nauczyc inaczej fu
                > nkcjonowac.
                > Ty - musisz dac mezowi wiecej swobody (nie matczyc mu) aby on mogl sie wykazac.

                Czy mówimy o następnym mężu? smile
                Żeby coś zmienić od podstaw, trzeba mieć naprawdę wielką motywację po obu stronach. Szkoda karmić Autorkę ulotną wizją trwania tego związku. Grosza bym nie postawił, no, może jeśli mają wspólny i duży kredyt... wink
                • xciekawax Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 08.02.14, 18:34
                  Jakbys przeczytal nastepny akapit to bys na darmo sie nie produkowal.

                  A takie nastawienie o jakim pisze jest dobre na obecnego meza, drugiego meza a nawet trzeciego. Na exmeza tez jest dobre.
            • luciva Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 17.02.14, 12:36
              Lotta13, jeszcze nie wiesz, że na tym forum:
              - jeśli ktoś zdradził to widocznie miał powody i dwie strony są winne
              ale
              - jak jednak ta druga strona w większości kobieta przyzna się, że nie była ok, to już pozamiatane, suchej nitki nie zostawią i nawet jakbyś napisała, że mąż bił Cię, to soryy, poooooszło.
              Nie warto pisać zgodnie z rzeczywistością.
              Tu sami ąę są, a ciekawe ilu z nich wrzeszczało w czasie małżeństwa jak i Ty.

              Poczytaj porady zciekawejx bo są serio konstruktywne i mądre.
              • anbale Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 17.02.14, 13:05
                Zgadzam się. To forum to bardzo nieodpowiednie miejsce dla ludzi, którzy za nic nie chcą uznać, że w nich także może być przyczyna życiowej porażki...
          • altz Re: Alfa jesteś a nie omega ;) 07.02.14, 13:43
            smutnyaniol napisał(a):
            > Naprawdę rozbawiaja mnie wpisy gdzie kobiety aby usprawiedliwić swoję zachowani
            > a, unikanie kontaktu nazywaja agresją.
            (...)
            > To nie jest agresja, tylko unikanie.

            Facet musi mieć silne nerwy, żeby nie oddać. Ja byłem dwa razy cięższy big_grin i zdawałem sobie dobrze z tego sprawę. Jak widzisz taką rozemocjonowaną babę z latającymi łapami, to nie może być konkretnej rozmowy, tylko sobie myślisz "nie dać się sprowokować, choćby nie wiem co", a na koniec i tak jest się agresorem, tyle że biernym big_grin
            • zalosny.jestes Moja tłukła pięściami a ja zasłaniałem się 07.02.14, 14:59
              nieruchomym przedramieniem. Jak waliła na oślep w moją rękę to jej się siniaki robiły i twierdziła, że jestem przemocowcem wink

              Na szczęście zachowała na tyle przyzwoitości, że nigdy mi tego oficjalnie nie zarzuciła, choć twierdziła, że jej rękę drzwiami przyciąłem wink Rzeczywiście zamykałem drzwi bo nie mogłem już słuchać tego jazgotu to i ona akurat tę rękę tam wsadziła wink

              Jak kiedyś ni z tego ni z owego dostałem cez słowa z otwartej w głowę to zrobiłem sobie zdjęcie, na którym widać dłoń. Jak się uspokoiła to zapytałem czy zdaje sobie sprawę co się stało? Wiesz co odparła?
              To żaden dowód wink
      • lotta13 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 12:19
        Samcusmile
        Też się uśmiałam, że ty się uśmiałeś z biernej agresji (poczytaj sobie o niej).
        Psycholog to polecana w Warszawie babka od tego typu spraw, nie jakiś konował. Zrobiłam najpierw wywiad, czy na pewno zna się na rzeczy, opinie itp.

        Sex był, ale rzeczywiście rzadko, unikałam zbliżeń, z prozaicznego powodu - a mianowicie barku higieny mojego męża. Męczyło mnie ciągłe proszenie umyj się, umyj się, umyj się.
        Ale wg Was pewnie powinnam zacisnąć zęby i spełnić małżeński obowiązek.

        Nie jestem DDA, ale w terapii wyszło, że popełniam błędy mojej matki. Moja rodzina z innych względów na pewno jest dysfunkcyjna, choć bardzo się z rodzicami kocham.

        Szkoda, że mój mąż nie chce iść do psychologa, w sumie to inwestowanie w siebie, nawet jeżeli nam nie wyjdzie.

        Ja jestem dziś po wizycie, czuję się jak nowo narodzona. I terapia nie skupia się na ratowaniu związku, tylko raczej na mnie, żebym to rozstanie zaakceptowała? Poznała swoja wartość? Doceniła siebie?

        Ps.Moja psychologa mówi (po opisie moich zachowań), że nie jestem "przemocowcem". Wybaczcie, ale wczoraj nieźle się zdołowałam po waszych wpisach, ale ufam bardziej jej niż wam. Ale to na pewno zła, zła psycholog jest, a ja zła kobieta jestem fujsmile

        Pozdrawiam




        • yoma Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 12:31
          >
          > Szkoda, że mój mąż nie chce iść do psychologa, w sumie to inwestowanie w siebie
          > , nawet jeżeli nam nie wyjdzie.

          A dlaczego nie zrobi kursu projektowania statków kosmicznych? Też inwestowanie w siebie, i bardziej opłacalne. Zejdźże, dziewczyno, z nieszczęsnego chłopa.
        • zalosny.jestes Samico. Znałem pewnego polecanego 07.02.14, 12:51
          warszawskiego seksuologa, który nawet brylował w telewizji a okazał się pedofilem wink
          Drogie panie, więcej samodzielności w myśleniu. Psycholog może ni tylko naprowadzić na problem...może też zmanipulować wink
          • lotta13 Re: Samico. Znałem pewnego polecanego 07.02.14, 12:55
            tak, tak oczywiście masz racjęsmile
            • zalosny.jestes Oczywiście, że mam. Samsona chyba wszyscy 07.02.14, 15:03
              pamiętają wink
        • xciekawax Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 18:16
          Nie, no super. Zycze powodzenia w dalszej pracy nad soba. To wspaniala podroz po naszym umysle smile

          Wiesz, tez z pania psycholog o wiele wiecej rozmawiasz i wiecej ona wie o Twojej sytuacji. Piszac na forum nie da sie tego wszystkiego przedstawic w jasnej formie. Dlatego wielu forumowiczow nie bedzie Tobie ufalo ze mowisz cala prawde, albo oceniaTwoja sytuacjie z innej perspektywy - swojej. Tak czy inaczej powodzenia i dawaj nam znac jak wszystko sie uklada.
        • eicron Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 19:33
          lotta13 napisał:

          > Samcusmile
          > Też się uśmiałam, że ty się uśmiałeś z biernej agresji (poczytaj sobie o niej).
          > Psycholog to polecana w Warszawie babka od tego typu spraw, nie jakiś konował.
          > Zrobiłam najpierw wywiad, czy na pewno zna się na rzeczy, opinie itp.

          Znalezienie w Warszawie polecanego psychologa, który powie Ci to, co chcesz usłyszeć, to żaden problem. Zwłaszcza jeśli za wizytę płacisz.

          Milczenie nie zawsze jest bierną agresją. Nie ma w tym nic śmiesznego.

          > Sex był, ale rzeczywiście rzadko, unikałam zbliżeń, z prozaicznego powodu - a m
          > ianowicie barku higieny mojego męża. Męczyło mnie ciągłe proszenie umyj się, um
          > yj się, umyj się.
          > Ale wg Was pewnie powinnam zacisnąć zęby i spełnić małżeński obowiązek.

          Nie ma seksu nie ma małżeństwa. To jak rozwiążecie tę kwestię to Wasza prywatna sprawa. Zaciskanie zębów to akurat mało skuteczny sposób.

          > Szkoda, że mój mąż nie chce iść do psychologa, w sumie to inwestowanie w siebie
          > , nawet jeżeli nam nie wyjdzie.

          Jakby widział w tym sens, to by pewnie poszedł.

          > Ja jestem dziś po wizycie, czuję się jak nowo narodzona. I terapia nie skupia s
          > ię na ratowaniu związku, tylko raczej na mnie, żebym to rozstanie zaakceptowała
          > ? Poznała swoja wartość? Doceniła siebie?

          No to się zdecyduj czy się rozstajesz czy ratujesz swoje małżeństwo. Bo jak chodzisz do psychologa na terapię, której jednym z celów jest zaakceptowanie rozstania to wypisywanie na forum, że niby chcesz ratować swoje małżeństwo jest bez sensu.

          > Ps.Moja psychologa mówi (po opisie moich zachowań), że nie jestem "przemocowcem
          > ". Wybaczcie, ale wczoraj nieźle się zdołowałam po waszych wpisach, ale ufam ba
          > rdziej jej niż wam. Ale to na pewno zła, zła psycholog jest, a ja zła kobieta
          > jestem fujsmile

          Nic dziwnego. Nie istnieje coś takiego jak przemoc psychiczna kobiety wobec mężczyzny (podobnie jak przemoc psychiczna kobiety wobec własnych dzieci) tongue_out

          Opis Twoich zachowań z którym się zapoznała pani psycholog był autorstwa Twojego czy Twojego męża? wink

          Z oceną psychologa to na Twoim miejscu bym się wstrzymał do czasu, aż uzyskasz jakieś długotrwałe efekty terapii.
        • samiec_omega Re: Ja chcę walczyć a on nie... 10.02.14, 09:21
          lotta13 napisał:

          > Sex był, ale rzeczywiście rzadko, unikałam zbliżeń, z prozaicznego powodu - a m
          > ianowicie barku higieny mojego męża. Męczyło mnie ciągłe proszenie umyj się, um
          > yj się, umyj się.


          Jeśli faktycznie jest złośliwym i uporczywym brudasem, to tylko rozwód. Ale:

          >Moja psycholog mówi, że "zabrałam mu jaja", stałam się matką dla niego, karząca matką. I >tak pewnie było.

          I tu masz przyczynę, dla której Ciebie jako kobietę zlewa, i seks z tobą mu kompletnie zwisa. Ja miałem dokładnie tak samo. Z twojego wpisu wynika: dobra higiena męża= fantastyczny seks. To tak nie działa. Lepiej się rozwiedż.
      • luciva Re: Ja chcę walczyć a on nie... 17.02.14, 10:07
        Sorry, ale milczenie jest bierną agresją, poczytaj sobie, zapytaj jakiegoś psychologa, zajrzyj do książek.
        A jak jeszcze masz wątpliwości, zrób ćwiczenie, mów do jakiegoś kolesia, rób, coś a on niech tylko milczy. Np. w pracy. Zero reakcji. Ciekawe po jakim czasie poczujesz się wzgardzony, wkurzony, itd.
        • yoma Re: Ja chcę walczyć a on nie... 17.02.14, 13:53
          I w ten sposób całe życie, no dobra, większość, byłam biernym agresorem smile Psycholog, który uważa, że ludzkość musi się składać z gadatliwych ekstrawertyków, moim skromnym zdaniem dupa jest, nie psycholog.
          • luciva Re: Ja chcę walczyć a on nie... 17.02.14, 15:21
            Yoma, ale chyba oczywiste jest, że nie mówimy tu o milczeniu jako takim, o byciu skrytym, braku wylewności i opowiadania wszystkiego wszystkim?
            Nie mówimy też o tych unikach, a których pisali panowie, że stosowali, gdy kobiety przystępowały do ataku.

            Znasz tzw foch? Ktoś stosuje focha (ja mam koleżankę w pracy, chodzi z demonstracyjnie obrażona miną, nie wiadomo na kogo i za co, zamiast wyjaśnić, wyrzygać co do kogo ma, chodzi nadeta, naburmuszona i psuje atmosferę) - to jest właśnie na przykład bierna agresja.
            Ktoś psuje atmosferę, zamiast normalnie się skomunikować, wiadomo, że jest cos na rzeczy, ale zamiast wyjaśnić co się stało, co komu kto czym zawinił, milczy demonstracyjnie, ze skrzywioną miną, itd.

            Albo np. nie spotkałaś się z tym, że od kogos chciałaś uzyskac jakąś odpowiedź, reakcję, działanie, a on nie reagował, nie odpowiedział, choćby sprzeciwem, buntem?
            Ja np. przy rozstaniu z mężem - chciałam rozmawiać, wyjaśniać, a on zamiast po ludzku powiedzieć co i jak, milczał. I nie, nie rzucałam się na niego, normalnym tonem zadawałam pytania, nie było wyzwisk, plaskaczy, itd.
            No ludzie, serio nie spotykacie tego w życiu?

            pl.wikipedia.org/wiki/Bierna_agresja
            • yoma Re: Ja chcę walczyć a on nie... 17.02.14, 15:39
              Chciałaś od kogoś uzyskać jakąś reakcję, odpowiedź, a on nie reagował, choćby sprzeciwem, buntem...

              Luciva, no wybacz. Jak już pozostajemy w tych pseudopsychologicznych klimatach, to ja tu bierną agresję, a może czynną czy w zielone kropki, widzę po stronie domagającego się reakcji. To on tupie nóżką i krzyczy JA, JA, JA żądam, żebyś ty.... To co to jest, jak nie agresja?

              A że ten, od którego żądają, wycofuje się w milczenie zamiast potrząsnąć krzykaczem, to tylko dobrze o nim świadczy.

              Sfochowane koleżanki ignoruje się.
            • piotrfm123 bierni agresorzy 17.02.14, 15:52
              No spotkalismy sie tez z ex ktora jak jej cos strzelilo do glowy to ot tak w srodku lasu na relaksujacej wycieczce usilowala zaczynac "rozmowe" ktora zaczynala juz wielokrotnie wczesniej, a ktora to "rozmowa" konczyla sie zawsze obkopywaniem nizej podpisanego. Dodam ze chodzilo o tak niezbedny do przedyskutowania temat jak imie dla ewentualnej dziewczynki w bodajze 2-3 miesiacu ciazy.

              Przyznaje, zastosowalem bezwzgledna przemoc: przestalem dawac sie wciagac w durne wymiany dlaczego cokolwiek bym nie zaproponowal to sie jasnie wielmoznej ex nie spodobalo z 1001 powodow.

              Tak ze nie, mozna trzymac zamknieta twarz kiedy partnerowi odpala, bo ja np powyzej pewnego poziomu obkopywania mojego tylka mam dosc. A jesli fruwaja tu jakies anioly co to w kazdych warunkach i z kazdym beda racjonalnie rozmawiac tylko po to aby kolejny raz dostac po lbie to niech delikatnie zatrzepocza swoimi skrzydlami.

              Nikt z nas przy autorce i jej ufam ze wkrotce ex-ie nie stal, w ich kapciach nie chodzil. Wszelkie proby rozstrzygania raz na zawsze jak bylo _na prawde_ na podstawie relacji jednej strony to nawet nie jest machanie rapierami w ciemno.
              A etyka psychologow bywa rozna, tak ze zamiast wypowiedziec "ex odchodzi bo z ciebie zla kobieta byla" i stracic klientke mozna sie bawic w paroletnie & intratne rozwazania kto i dlaczego genitaliow nie umyl, albo czy talerz rzucony w kierunku ex-a mogl go trafic czy tez nie.
        • altz Re: Ja chcę walczyć a on nie... 17.02.14, 19:21
          luciva napisała:
          > Sorry, ale milczenie jest bierną agresją, poczytaj sobie, zapytaj jakiegoś psyc
          > hologa, zajrzyj do książek.

          To Ci podam kilku agresorów. smile
          Dalajlama, Mahatma Gandhi, a z naszego podwórka Janina Ochojska i Marian Żelazek.
          Wszystkie te osoby nie są(nie były) specjalnie rozmowne. smile Agresorzy jak nic. wink

          Mnie też się zdarzało nie ruszać tematów zapalnych i co ciekawe, żona też uważała, że to jest bierna agresja, natomiast inna partnerka była zachwycona, że się troszczę tak o nią i staram się nie zaogniać sytuacji, tylko spokojnie wysłuchać i dać się wypowiedzieć, ale nie generować konfliktów. Jeśli kobieta lubi agresora z bierną agresję, to pewno jest to osoba zaburzona? big_grin
    • aiwlysji Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 13:27
      I zostalas zaatakowana, ale sie wystawilas- napisalas prawde (szczerze podziwiam). w zwiazku sa zawsze dwie osoby, nie mozna powiedziec, ze moj byly/byla to byli feeee, a ja jestem super- obydwie strony pracuja na "dziwne " sytuacje.
      na forach ludzie sie wybielaja, nikt nigdy nie byl agresywny, niesprawiedliwy etc, dlatego jak pojawia sie ktos, kto otwarcie sie przyznaje do agreswnego zachowania to staje sie latwa ofiara.
      jasne jest, ze reakcje agresywne sa zle, niemniej jednak sie zdarzaja, czesto, bardzo czesto i w roznej formie. dobrze, ze zauwazylas, ze twoje zachowanie wobec meza bylo bardzo niewlasciwie, czas to naprawic, byc moze jedyna droga jest rozstanie (skoro maz wlasnie tego pragnie), wtedy trzeba zagryzc zeby i rozstac sie jak cywilizowani ludzie (zminimalizowac straty), ale masz prawo do wiary, ze moze cos jednak sie przelamie w twoim mezu, ze zauwazy wasze wczesniejsze schematy. bo prawda jest taka, ze jesli on nic z tym nie bedzie robil to wniesie caly bagaz w nowy zwiazek ( dlatego masz racje, ze praca nad soba to ogromna inwestycja, potrzebna rowniez mezowi- wysmiewanie sie yomy zupelnie dla mnie niezrozumiale)
      masz racje rowniez piszac, ze dziecko, ktore obydwoje kochacie was laczy...smile

      zycze ci szczescia w kazdej konfiguracji i duzo pracy nad sama soba- jestem pewna, ze zaowocuje.
      • muminka2014 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 13:40
        > masz racje rowniez piszac, ze dziecko, ktore obydwoje kochacie was laczy...smile
        nie byloby rozwodów,gdyby dziecko tylko łączyło smile Jej mąż nie chce być i co, to,że jest dziecko ma tkwić w małżeństwie? bo jest wspaniały ojcem? Takim bedzie również po rozwodzie
        • aiwlysji Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 13:45
          muminka2014 napisał(a):

          > nie byloby rozwodów,gdyby dziecko tylko łączyło smile Jej mąż nie chce być i co,
          > to,że jest dziecko ma tkwić w małżeństwie? bo jest wspaniały ojcem? Takim bedzi
          > e również po rozwodzie

          to byl skrot myslowy, dziecko nigdy nie pojawia sie bez przyczyny i laczy juz na zawsze, wielu ludzi tego nie rozumie. oczywiscie, ze moze byc fantastycznym tata po rozwodzie i byc moze wlasnie tak bedzie. w malzenstwie nigdy nie nalezy "tkwic"- to nie wrozy nic dobrego. nastepnym razem przeczytaj caly wpis uwaznie bo inaczej polemizujesz sama ze sobasmile
          • muminka2014 Re: Ja chcę walczyć a on nie... 07.02.14, 14:41
            Myślałam, że z Tobą.
            • lotta13 To ja:) 17.02.14, 18:50
              Ho, ho, ale się watek rozrósł.
              Rzeczywiście wystawiłam się jak cholera, ale nawet psycholożka mówi, że jestem jak rzadko kto szczera i naturalna, w ogromie ludzi, którzy żyją z maskami na twarzy. Tutaj też ich pełnosmile

              BTW z moją psycholog nie roztrząsam kwestii mycia genitaliówsmile Chociaż może powinnam np. poruszyć kwestie wrzucania przez ex pobrudzonych gaci do wspólnego pojemnika na "brudy"....
              Wątpliwa przyjemność (był kiedyś o tym odcinek w "Sexie wielkim mieściewink"

              OK, ale do rzeczy. Postanowiliśmy zamieszkać oddzielnie, i zobaczymy jak nam będzie. Może zatęsknimy...Chociaż na ostatnim spotkaniu u psych. padło pytanie-czy Pani wyobraża sobie sex z mężem? Moja odpowiedź -nie. Czy ma pani przyjemność w robieniu mężowi kanapek, czy coś "dla męża", czy też traktuje to pani jako przymus, obowiązek, bądź oczekuje pani czegoś w zamian - nie mam przyjemności, nie lubię tego, drażni mnie to i owszem oczekiwałam tego samego w zamian, a nie było tego.

              I w zasadzie sama sobie odpowiedziałam na pytanie z mojego postu.

              No i to by było na tyle. KONIEC. Smutne to.
              • anbale Re: To ja:) 17.02.14, 19:03
                Bardzo dobre wyjście z tym zamieszkaniem osobno. Pozwoli Wam się określić bez zbędnych potyczek.
                A swoją drogą "bardzo szczerzy ludzie" na ogół się gotują, gdy ktoś ośmieli się względem nich zademonstrować swoją szczerośćsmile Taką zauważyłam prawidłowość.
                • yoma Re: To ja:) 18.02.14, 08:42
                  Anbale, używaj proszę prawidłowej terminologii. Nie swoją szczerość, tylko bierną agresję smile
              • yoma Re: To ja:) 17.02.14, 20:24
                Ty, a gdzie miał wrzucać te gacie? Tak z ciekawości. I naprawdę zawsze starannie rozkładasz gacie przed praniem?
                • enita2 Re: To ja:) 17.02.14, 23:24
                  No właśnie,gdzie te gacie?Pod poduszkę miał chować ?
              • yoma Re: To ja:) 17.02.14, 20:28
                PS To ho, ho kogoś mi przypomina. Bodaj Kubka w kropki tongue_out
              • samiec_omega Re: To ja:) 17.02.14, 23:52
                lotta13 napisał:

                > No i to by było na tyle. KONIEC. Smutne to.


                Nie, to nie jest smutne. Kończy się twoja martyrologia małżeńska. Z tą bierną agresją ex powinnaś złożyć zawiadomienie w prokuraturze.

                >Chociaż na ostatnim spotkaniu u psych. padło pytanie-cz
                > y Pani wyobraża sobie sex z mężem? Moja odpowiedź -nie.

                Co odpowiedziałby twój mąż na to samo pytanie ?

                Lepiej nie będzie. Rozstanie w zgodzie ( bez wojny totalnej )jest najlepszym wyjściem.
    • yoma Re: gacie 18.02.14, 08:40
      Ale poważnie, bo mnie to zaciekawiło, pal sześć siatkę. Czy którekolwiek z was, wrzucając bruda do pralki, rozkłada go i obwąchuje, czy nie jest czasem BRUDNY?

      Pytam, bo wiem, że jestem nienormalna - ciekawi mnie, czy pod tym względem też smile
      • lotta13 Re: gacie 18.02.14, 09:13
        mój M. porzucał swoje ciuchy np w łazience na stertę, więc jak je zbierałam i segregowałam to czasem rzucała się plama w kolorze wiadomym (pomijam już fakt brudzenia tym wieku majtek, no ale jak się ktoś nie mył codziennie...). Nie było to notorycznie, ale zdarzało się.
        Może jestem wymagająca, "perfekcyjna pani domu" hehehe, ale trochę to żenujące bywało.

        Mało tolerancyjna byłam-nie tolerowałam ob.. wc, brudnych gaci, nie odstawionej szklanki, kiszącego się prania w pralce (bo zapomniał biedaczek), mokrych ręczników rzuconych na łóżko i tysiąca innych rzeczy.

        Może gdybym naprawdę kochała, nie zwracałabym na to uwagi? Oto jest pytanie.

        • yoma Re: gacie 18.02.14, 10:07
          No to porzucał na stercie czy wrzucał do wspólnego kosza hehehe?

          No i nie wiem, jak ty byłaś w stanie ze śmierdzielem iść do łóżka, już nie mówiąc o ołtarzu, chyba że się dopiero przed takowym poznaliście.

          Poza tym wykazujesz bierną agresję. Zamiast powiedzieć chłopu, wstaw sobie drugi kosz na swoje gacie, ty obrabiasz mu nomen omen dupę na forum. A nieładnie. Hehehe.
          • lotta13 Re: gacie 18.02.14, 10:36
            dopytujecie, to tłumaczęsmile no i właśnie nie był brudasem i śmierdzielemsmile Był takim swojskim facetem. Taki hmmm męski.
            Minął mi już szok "rozwodowy", nawet zaczynam myśleć pozytywnie. Na pewno wiem już, czego nie chcę.

            Znikam stąd
            Pozdrawiam
            • muminka2014 Re: gacie 18.02.14, 10:48
              Szok "rozwodowy" to raczej minie po orzeczeniu sądu.
            • yoma Re: gacie 18.02.14, 14:09
              Koleżanka, widząc, że jej wykazują niespójność zeznań, postanowiła zniknąć.

              A może kolega? Loguje się po męsku... Ale nie przejmuj się, Kubek, fajny wątek rozkręciłeaś, tylko musisz jeszcze pracować nad szczegółami. Żeby się kupy trzymały.
              • lotta13 Re: gacie 18.02.14, 19:16
                Akukusmile
                Jaką niespójność, że raz wrzucał do kosza, a raz obok na podłogę?

                I tak naprawdę to ja jestem tym mężem, mam schizofrenięsmile

                A niby jak loguję się po męsku, bo wykazujesz niespójność koleżanko?
                Lotta to imię damskie.
                • lotta13 Yoma 18.02.14, 19:22
                  hahaha, detektywie, już wiem dlaczego myślisz, że jestem mężczyznąsmile

                  Żenada to forum



                  • yoma Re: Yoma 18.02.14, 19:50
                    Nie, że jesteś mężczyzną, tylko że nie możesz się zdecydować co do własnej płci smile Pewnie, że wiesz, przecież wyraźnie to napisałam.
                • yoma Re: gacie 18.02.14, 19:53
                  Raz do kosza, raz na podłogę. Wącior niby o tym, że wstrętny agresor milczy, a tak naprawdę, że wyartykułował odgłos paszczą, mówiąc: rozwód. Tu śmierdziel, że się nie zbliżaj na odległość kija, a tu kochany misio. I różne takie. Ale nie bądź agresywnya, w sumie cię komplementuję. A że szczegóły szwankują, to jeszcze nie hańba. Trochę pracy nad sobą jeszcze nikomu nie zaszkodziło smile
        • samiec_omega Re: gacie 19.02.14, 08:53
          lotta13 napisał:

          > Może gdybym naprawdę kochała, nie zwracałabym na to uwagi? Oto jest pytanie.


          Bardzo mnie to ciekawi: jak to jest możliwe związać się z facetem i mieć z nim dziecko, jeśli się do niego nic nie czuło ? Często widzę to zjawisko i kompletnie go nie rozumiem. W 99% znanych mi przypadków kończyło się to rozwodem.


          > Mało tolerancyjna byłam-nie tolerowałam ob.. wc, brudnych gaci, nie odstawi
          > onej szklanki, kiszącego się prania w pralce (bo zapomniał biedaczek), mokrych
          > ręczników rzuconych na łóżko i tysiąca innych rzeczy.


          Ja podejrzewam, że twój mąż w ten sposób wysyłał ci komunikat, że ma ciebie w doopie i robił na złość. Np. ja wiem, że z kolei moja żona nie znosi przeklinania. Dlatego prawie zawsze przy niej przeklinam. Jest ona jedyną osobą na świecie, przy której posługuję się " żargonem budowlanym ". Uwielbiam działać jej na nerwy. Mam z tego niesamowitą frajdę.

          >Żenada to forum


          Czy ja wiem ? Ja je bardzo lubię. Dzięki niemu mogłem się dowiedzieć, że milcząc jestem agresywny. Chyba jestem przemocowcem, bo lubię czytać gazety i wtedy zwykle milczę.

      • xciekawax Re: gacie 18.02.14, 18:37
        ja jestem troche w szoku. Nigdy nie mialam takich problemow, ale moze dlatego ze moje oczekiwania sa inne? Maz czy ex chyba by sie ze wstydu spalil gdyby cos takiego by zostawili w koszu do prania. Zreszta i w przeszlym i w obecnym zwiazku pranie jest robione przez akurat tego co ma czas albo razem. Mysle ze moze dlatego kazdy bardziej mysli na temat tego co wklada. No i o co chodzi z tymi burdnymi majtkami? Czy tesciowe nie nauczyly tych panow odpowiedniej higieny czy etykiety ? Czy wy uczycie swoich synow tego aby nie wyrosli tacy jak mezowie/exowie?

        Sugeruje aby panie nauczyly mezow jak obslugiwac pralke. To nie takie trudne.

        Moze tez dziwna jestem.
    • pisiarz Re: Ja chcę walczyć a on nie... 18.02.14, 14:15
      >> On chce się rozstać i już.
      >> W tym całej prozie życia, pracy, wychowaniu dziecka nawet nie brakowało mi tej drugiej osoby
      >> paradoksalnie jest mi dobrze samej, jestem ( poza momentami kiedy myślę o rozwodzie) wyciszona, nie mam ataków gniewy, uczę się żyć samodzielnie, mam swój rytm

      Te zdania zawierają odpowiedź na pytania. A gdy myślisz o dziecku,
      > Mąż jest świetnym ojcem, wiem, że będzie czynnie uczestniczył w wychowaniu dzie
      > cka, finansowo też jakoś nas zabezpieczy. Jest dobrym człowiekiem.
      to także już udzieliłaś sobie odpowiedzi. Jeśli potraficie się porozumieć co do opieki po - to nie ma się nad czym zastanawiać.
      • kalamkari Re: Ja chcę walczyć a on nie... 21.02.14, 21:45
        No, ja nie wiem... jak wrzucam moje rzeczy do prania, to dlatego, że są brudne. Nie tak daramatyczniesmile, jak opisałaś, ale jednak. Poza tym.... mi też zdarza się zakisić pranie, nie odstawić kubka, rozpieprzyć wszystko dookoła. To nie jest powodem rozwodu czy zmęczenia materiału. Wkurw jest powodem rozwodu i zmęczenia materiału. Pytanie, czemu naprawde jesteś wkurwiona.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka