Dodaj do ulubionych

Tyle kosztuje dziecko...

02.06.15, 09:40
... normalne, zdrowe, niepolujące na dziczyznę, bez specjalnych zdolności do jazdy figurowej na olimpijskim poziomie czyli kontynuujące siermiężne tradycje polskiego domu, w którym aspiracje matki ograniczają się generalnie do niczego:

wyborcza.pl/1,75478,18029450,Ile_kosztuje_wychowanie_dziecka_w_Polsce___WYLICZENIA.html
Do zapamiętania gdyby ktoś potrzebował walczyć z kosztami trenera szermierki w przedszkolu.
Obserwuj wątek
    • pokopanka Re: Tyle kosztuje dziecko... 02.06.15, 10:21
      chciałam nieśmiało zauważyć, że napisane jest koszt WYCHOWANIA, a nie utrzymania dziecka - to tak, żeby nie interpretować, że tyle kosztuje dziecko
      a to określenia zdecydowanie inne
      • tricolour Bo utrzymanie jest pojęciem węższym... 02.06.15, 15:18
        ... i gdyby w artykule było o utrzymaniu, to by matki łkały, że do utrzymania dochodzi koszt wychowania, czyli teatrów (do których Polak nie chodzi), kin (do których Polak nie chodzi), książek (których Polak nie czyta), oper (do których Polak nie chodzi), oraz innych rozrywek duchowych, bez których ich dzieci żyć nie mogą, a które matki organicznie unikają.
        • heksa_2 Re: Bo utrzymanie jest pojęciem węższym... 02.06.15, 19:17
          Polak może nie chodzi i nie czyta, w teatrach i bibliotece widzę przeważnie panie wink
        • yoma Re: Bo utrzymanie jest pojęciem węższym... 02.06.15, 20:58
          Mów za siebie, co?
    • wasp20 Re: Tyle kosztuje dziecko... 02.06.15, 12:29
      Czyli 800 -900 zł miesięcznie na dziecko średnio licząc... No paczcie państwo big_grin
    • celina1984 Re: Tyle kosztuje dziecko... 02.06.15, 12:40
      No to nawet ja musze zaprotestować. Wychodzi, ze koszt wychowania dziecka to około 930 zł miesiecznie. To bzdura. Samo jedzenie to około 500 zł. A gdzie wydatki na szkole, ubrania, prezenty. Meble, zainteresowania, opieke stomatologiczna itp.... Media....
      • smutnyaniol Re: Tyle kosztuje dziecko... 02.06.15, 12:59
        Średnio...
        Jak rodzice zarabiaja np po 1400 złtych i maja dwójkę dzieci to nie wydadzą 1400 na nie same.
        A jak zarabiaja po 10 tyś to wydadzą i 3 tyś. Więc średnio wychodzi 900 złotych miesięcznie.
      • tricolour Media - sredia... 02.06.15, 15:14
        ... ani moja córka, ani mój mały syn nie korzystają w moim domu z innych mediów niż my - rodzice. Być może któreś zażąda bieżącej ropy naftowej z kranu, ale na razie zadowalają się wodą, gazem, prądem, telefonami drutowymi i bez, netem drutowym i bez, dwoma tysiącami kanałów TV i tyleż radiowych. Media są moje w całości, a bez dzieci płacę tyle, co z nimi.

        "Samo jedzenie to około 500 zł" - moje dzieci jedzą to samo, co my (tylko kot żre co innego, za pięć dych miesięcznie). Mowy nie ma żebym do dziecka dopłacał pięć stów z racji jednego kotleta więcej.

        A jeśli dalej upierasz się przy swoim, to nie jęcz, że mąż tyle płaci alimentów wszak rozumiesz: media - sredia, żarcie pięć stów, meble i dwanaście kilometrów papieru toaletowego na jeden Arschloch...
        • yoma Re: Media - sredia... 02.06.15, 21:02

          >prądem
          >bez dzieci płacę tyle, co z nimi.

          Iiiiihahaha smile

          >dwanaście kilometró
          > w papieru toaletowego 

          Już nie zaglądaj tak byłej w de, bo nie twoja.
          • tricolour Mam prośbę... 03.06.15, 12:05
            ... mogłabyś wyrżeć z czego bierze się różnica w zużyciu prądu i ile ona wynosi?
            • jatojagodnik Re: Mam prośbę... 03.06.15, 12:24
              W domu mam termę - ciepła woda grzeje się pradem. Czyli dwoje dzieci na kapiele zuzywa 2/3 naszego zuzycia prądu na ogrzanie wody. mamy szambo - więc co za tym idzie 2/3 jego objetości wypałniaja dzieci. Telewizor - mi jest do niczego niepotrzebny - dzieci oglądają systematycznie. Internet - odkąd syn odkrył mozliwość grania na PS przez sieć a córka mozliwość oglądania kucyków pony na tablecie - musiałam już dwa razy podnosic przepustowość, bo limity spokojnie mi wystarczające wyczerpywały się w okolicy połowy miesiąca. Jedzenie dla dzieci - oprócz drugiego i trzeciego kotleta - to też drugie śniadania, jogurty, owoce, lody, zupa w szkole, całe zgrzewki małej wody niegazowanej na judo, na boisko, do szkoły (codziennie 3-4 butelki).
              • tricolour Nie mogę oprzeć sie wrażeniu... 03.06.15, 12:37
                ... że skoro Tobie telewizor nie jest do niczego potrzebny (po co go kupiłaś?) to systematyczne oglądanie telewizji przez dzieci, granie i spędzanie czasu z tabletem służy Twojej wygodzie. Dzieci włączą sprzęty i się odczepią. Wartość wychowawcza grania i oglądanie tabletu nie jest zerowa: jest ujemna, dysfunkcyjna... ale mało kogo to obchodzi.

                Terma ile kosztuje?
                • jatojagodnik Re: Nie mogę oprzeć sie wrażeniu... 03.06.15, 13:09
                  Najprostsza drogą do społecznego wykluczenia dzieci z grupy rówieśniczej jest odcięcie ich od gier i tabletu. Nawet jeżeli nam dorosłym to sie nie podoba i nie widzimy w tym sensu dzieciaki w szkole zyją tymi tematami. A to że grają i oglądaja w żaden sposób nie obniża jakości czasu jaki spędzamy razem - wspólnie gotując, jeżdżac na rowerze lub biegając po lesie. Nie wiem dlaczego zakładasz, że telewizor w domu jest rodzajem elektronicznej niańki.
                  Moje rachunki miesięcznie za prąd wynosza około 400-500, szambo 150.
                  • wasp20 Re: Nie mogę oprzeć sie wrażeniu... 03.06.15, 13:33
                    atojagodnik napisała:

                    > Najprostsza drogą do społecznego wykluczenia dzieci z grupy rówieśniczej jest o
                    > dcięcie ich od gier i tabletu. Nawet jeżeli nam dorosłym to sie nie podoba i ni
                    > e widzimy w tym sensu dzieciaki w szkole zyją tymi tematami.

                    No błagam Cię! Co Ty opowiadasz!!!
                    Jeszcze wyjdzie na to, że dla dzieci te komputery i tablety to błogosławieństwo, bo dzięki temu mają "tematy do rozmowy".
                    Wiesz, dzięki takiej właśnie postawie rodziców jak Twoja pleni się ten badziew w postaci kucyków, pokemonów czy innych pierdoletów.
                    I jeśli Twoje dzieci "żyją tymi tematami" wybacz, ale nie widzę w tym nic pozytywnego.
                    • jatojagodnik Re: Nie mogę oprzeć sie wrażeniu... 03.06.15, 13:42
                      Trzeba odróżniać kulturę od szajsu, ale dla współczesnych dzieciaków gry i YT i dyskusje o tym sa takim samym tematem jak dla mojego pokolenia 30 lat temu było omawianie w szkole kolejnego odcinka Niewolnicy Isaury. Naprawdę nie ma się czym podniecać. O czym ty rozmawiałaś w szkole na przerwie: O Limahlu czy o operze Pendereckiego?
                      • wasp20 Re: Nie mogę oprzeć sie wrażeniu... 03.06.15, 14:06
                        Ja mam jakieś skrzywione w takim razie spojrzenie na wychowanie dzieci.
                        Bo uważam, że owszem, dziecko może sobie raz na jakiś czas popstrykać na tablecie czy komputerze. Ale raz na jakiś czas oznacza, że nie muszę specjalnie dla niego zwiększać transferu na przykład.
                        I nie omawiałam Niewolnicy Isaury, choć byłam świadoma jej obecności w TV. Obejrzałam jeden odcinek czy dwa, stwierdziłam, że to szmira i zajęłam się ciekawszymi sprawami. Na przerwie w szkole rozmawiałam o Mindnight Oil, Cocteau Twins i The Doors. A później o Stachurze i Annie Achmatowej. Takie dziwne towarzystwo miałam wink
                        • jatojagodnik Re: Nie mogę oprzeć sie wrażeniu... 03.06.15, 14:15
                          W podstawówce jako mając 10-12 lat dyskutowałaś o The Doors??? Bo ja nie mówię o liceum...
                          • wasp20 Re: Nie mogę oprzeć sie wrażeniu... 03.06.15, 14:37
                            We wczesnej podstawówce o Limhalu ani Niewolnicy Isaurze nie dyskutowaliśmy smile graliśmy w piłkę, jeździliśmy na rowerze, mieliśmy kółko teatralne i taniec jazzowy, itd. więc o tym dyskutowaliśmy - zawody, występy, uczenie się ról, układy choreograficzne.
                            Pod koniec podstawówki (okres aktualnego gimnazjum kl. 1-2) było już Midnight Oil, Metalica i takie tam smile Pierwsza LO (aktualnie 3 Gim,) było the Doors i Stachura i inne takie.
                        • luciva Re: Nie mogę oprzeć sie wrażeniu... 03.06.15, 14:22
                          A masz dzieci w przedziale wiekowym 6-14 lat?
                          • wasp20 Re: Nie mogę oprzeć sie wrażeniu... 03.06.15, 14:32
                            tak, mam w domu troje dzieci między 3 a 14
            • yoma Re: Mam prośbę... 03.06.15, 15:09
              Rżę, bo nigdy nie miałeś dzieciaka wiszącego na koncentratorze tlenu, czego ci zresztą mimo wszystko nie życzę smile

              Ale pomijając przypadki ekstremalne:
              - pralka chodząca praktycznie non stop, osobliwie przy dziecku małym
              - żelazko ibidem
              - komp
              - przesiadywanie po nocach
              - ukradkowe czytanie po nocach... a nie, sorry, to dla ciebie niepojęte, cofam punkt
              - kto nie ma ciepłej wody miejskiej, grzanie wody
              itd., etc. Ty nigdy z dziećmi nie mieszkałeś, czy co?
              • fotm Re: Mam prośbę... 07.06.15, 12:11
                Może i mieszkał, ale widocznie wydaje tylko na świeczkę i dwa patyki do zabawy...Zresztą Tri jest prawdziwym mężczyzną, który nie wie skąd się biorą czyste i wyprasowane rzeczy w szafie i obiad na stole smile.
                • tricolour Zawsze możesz napisać... 07.06.15, 13:47
                  ... że ojciec Twojego dziecka ma je tak głęboko w dupie, że grosza na swoje dziecko nie daje. I przez takie jego zachowanie dziecko jest zubożone materialnie, a jego matka na umyśle.

                  Bo zamiast czepiać się ojca, by finansował dziecko, to czepia się innych facetów (to zawsze łatwiej, zwłaszcza z oddali), że dała byle komu, przez to cierpi i cierpieć będzie przez resztę życia. Choć ci inni faceci nie mają nic wspólnego ani z matką, ani jej dzieckiem, ani nawet z samą patologiczną sytuacją olewania własnych dzieci.
                • yoma Re: Mam prośbę... 07.06.15, 14:58
                  >widocznie wydaje tylko na świeczkę i dwa patyki do zabawy.

                  To nie tak

                  Dzieci u Tricoloura, Rozkład Dnia:
                  6-9 - starszy obraca dynamko w piwnicy
                  9-11 - młodszy obraca dynamko w piwnicy
                  11-14 - starszy obraca dynamko w piwnicy
                  14-16 - młodszy obraca dynamko w piwnicy
                  16-19 - starszy obraca...

                  a jacy wybiegani wracają!
        • celina1984 Re: Media - sredia... 03.06.15, 14:17
          Za cholerę nie rozumiem czemu mnie napadasz? Tak uwazam, ze dziecko kosztuje wiecej niz 900 zł miesiecznie. Co nie znaczy ze uwazam, ze kosztuje tyle, ile placi moj maz. Bo zakładając ze rodzice płaca po połowie dziecki mojego meza kosztują 3500 zł jedno.
        • luciva Re: Media - sredia... 03.06.15, 14:21
          Hm, z tego co ciągle piszesz wynika, że dziecko, to nie człowiek, a jakiś mało ważny dodatek. No bo w zasadzie nic nie kosztuje albo niewiele. To nawet kot generuje większe wydatki zywieniowe niż dziecko - bo je co innego, prawda? Skoro tak, czemu ludzie zważaja na ilość dzieci? czemu cały czas przyczyny finansowe stoją za decyzjami o dziecku lub nie?
          Idąc dalej tym tropem (z założeniem, że dziecko to jednak człowiek) równie dobrze moznaby domeldowac Ci kilku dorosłych i tez byś powiedział, że koszty się nie zwiększyły, bo jeden kotlet w tą czy w tą? A oglądają w tv to samo.......
          Nie wiem, czy przedstawiasz postawę 'adwokat diabła" czy lubisz wsadzać kij w mrowisko, ale jesli naprawde uważasz tak, jak piszesz - współczuję Twoim zonom i dzieciom. Najgorsze to ciasne poglądy i brak horyzontów.
          Widać Twoje dzieci nie brudzą, nie jedzą, nie uczęszczają na zajęcia dodatkowe, nie piją litrów Play'a, nie jedzą lizaków, nie chodzą do kolegów na urodziny, itd itp.
    • yoma Re: Tyle kosztuje dziecko... 02.06.15, 15:35
      To z dzisiejszej GW?
    • koronka2012 Re: Tyle kosztuje dziecko... 02.06.15, 20:48
      Ten artykuł jest dość pobieżny, i nie podaje co wzięto pod uwagę w wyliczeniach, a czego nie, a to podstawowa informacja.
    • jesienna.nuta Re: Tyle kosztuje dziecko... 03.06.15, 11:35
      Tri, to jakieś tanie dziecko.
      Na córkę męża wydaliśmy ponad pół miliona plus ponad 200 tys. na mieszkanie, które zresztą córcia sprzedała i zdecydowała się kupić dom posiłkując się kredytem.
      I wiesz, wcale nie realizowaliśmy wszystkich pomysłów jej matki, ani zachcianek córki mojego męża, bo nasze bankructwo byłoby wówczas absolutnie nieuniknione.
      Ku dzikiej radości byłej - jak sądzę.
      • tricolour Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 12:04
        ... zresztą wspólne wydanie pół miliona (na dziecko nie od urodzenia) wydaje się rozrzutnością rodziców, a nie potrzebami dziecka. Bo ile czasu byłaś z mężem i razem z nim wydawałaś te pieniądze?

        Jeżeli dziesięć lat, to wychodzi, że dziecko "potrzebowało" pięć tysięcy miesięcznie. Czyli durnota rodzicielska nie zna granic.

        Jeżeli dwadzieścia, to wychodzi dwa i pół tysiąca, a to i tak bardziej wskazuje - w mojej ocenie - na patologię rodziców niż zaspokajanie potrzeb dziecka.

        A patologia jest dziedziczna i objawia się tym, że młody człowiek sprzedał niezadłużone mieszkanie i nabył dom na wieloletni kredyt. A ten dom jest mu tak potrzebny jak kurtyzanie okres.
        • jesienna.nuta Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 13:00
          Nie obrażaj mnie Tri nazywając patologią.
          To paskudne, protekcjonalne i niekulturalne.

          Na dziecko wydaje się tyle, ile się uważa i na ile ludzi stać. Nas było stać na pół miliona bez jakiegoś specjalnego uszczerbku w budżecie.
          Jedni na przykład kupują auta za 15 tys., ja mam za 300 tys. Stać mnie, to mam.
          Za te pół miliona wykształciliśmy córkę męża tak, że dziś bez problemu zarobi godziwe pieniądze na całym świecie. Kobieta zna świat, mówi biegle kilkoma językami, ma doskonały zawód i jest dobra w tym co robi.
          Nam się opłaciło, bo dziś grosza do niej nie dokładamy.
          Rozumiesz?
          Z mężem jestem od 28 lat i będziemy razem do końca życia.
          • wasp20 Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 14:57
            Jesienna. nuto, moi rodzice nie wywalili na mnie nawet połowy tego, co Twój mąż na swoje dziecko.
            Mimo to znam świat, mówię biegle czterema językami, mam pracę, w której jestem bardzo dobra i z której potrafię na dobrym poziomie utrzymać rodzinę (choć może z Twojej perspektywy jesteśmy nędzarzami tongue_out )
            Moi rodzice od lat nie dokładają do mnie grosza, wręcz przeciwnie. Kilka lat z rzędu zabierałam matkę na wypasione wakacje za granicą. I to zaraz po studiach.
            Dostałam od rodziców mieszkanie (w zasadzie od dziadków, ale powiedzmy, że od rodziców pośrednio).
            Z wynajmu utrzymywałam się na studiach, dokładając stypendium za wyniki w nauce oraz pieniądze z pracy dorywczej - moi rodzice dokładali grosze, raczej z chciejstwa niż z potrzeby, co oznacza, że w wieku 18 lat byłam praktycznie niezależna finansowo. Nie sprzedałam potem mieszkania, kupiłam dom na kredyt, który spłacam w 70% z wynajmu.
            Nie przepieprzam kasy. Pomnażam ją.
            Z mojej perspektywy ładowanie bez umiaru kasy w dzieci jest głupotą. Dodatkowo - zależność finansowa jest rodzajem niewolnictwa. A ja kocham wolność wink
            • jesienna.nuta Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 04.06.15, 10:06
              Wasp. Moi rodzice nie wpakowali we mnie żadnej kasy.
              Nie było ich stać, a zresztą - nie chcieli, bo nie byłam ich ulubionym dzieckiem.
              Ojciec zmarł młodo, mam po nim parę problemów zdrowotnych, ale sobie radzę.

              To, co mam, zawdzięczam WYŁĄCZNIE sobie i WŁASNEJ, wieloletniej, katorżniczej pracy.

              W córkę męża zgodziłam się inwestować, bo miałam jasny cel: dam kasę, ale później ona ma mi doopy nie zawracać. Z różnych względów, o których nie mam potrzeby mówić.
              I tego się trzymam.
          • tricolour I to jest w mojej ocenie patologią... 03.06.15, 19:47
            ... (ocena nie człowieka, a jego zachowania) "Jedni na przykład kupują auta za 15 tys., ja mam za 300 tys.".

            Bo z tego jednego zdania wynika, że czujesz się lepsza gdyż Cię stać na droższe auto. Mnie by do głowy nie przyszło zastanawiać się ileż to czyjeś auto kosztuje i ile razy jest tańsze od mojego i co z tego wynika. Bo nic nie wynika nawet wtedy gdy jest sto razy droższe więc po co porównywać? I tak sobie myślę, że Stevowi Jobsowi, miliarderowi, było zupełnie obojętne gdy zdychał na takiego samego raka trzustki, co śmierdzący menel ze śmietnika, a przecież za swoje miliardy mógł sobie kupić codziennie auto za trzysta tysięcy złotych tylko po to, by obdzierać ze skóry fotel dla wytarcia nosa coraz to innym kolorem i wzorem.

            A dalej sobie myślę, że nie napisałaś słowa czy ta córka męża ciepła jest, odpowiedzialna, kocha zwierzęta i ludzi, szanowana itp. Napisałaś, że władowałaś kasę, masz stopę zwrotu z półmilionowej inwestycji, bo córka dupy nie zawraca potrafiąc się wysłowić na całym świecie.

            A nawet i to jest jakieś dziwne, bo kredyt na jej dom zeżre odsetkami dwustutysięczny prezent od rodziców ku uciesze bankowca, ale z lekceważeniem przez córkę Twojej pracy, troski i wysiłku jaki włożyłaś, by zarobić niemałą sumę. Córka dostała prezent w postaci Twojego wysiłku i dała go precz bankowi, a Ty się cieszysz...
            • jesienna.nuta Re: I to jest w mojej ocenie patologią... 04.06.15, 10:01
              Tri, jest DOKŁADNIE tak, jak myślisz.
              Córka męża nie jest ciepła, empatyczna i sympatyczna.
              Jest burakowata, nadęta i roszczeniowa.

              I masz rację - wpakowaliśmy kasę z myślą, żeby w przyszłości nam doopy nie zawracała.
              Tak ją zresztą uprzedzaliśmy: dostaniesz tyle, ile uważamy, że powinnaś, a tera radź sobie sama.

              I mam w odwłoku, czy i ile zeżrą odsetki bankowe.

              Wyluzuj. Nie ja jedna ma auto za 300 tys.
              • tricolour To jest taka sytuacja... 04.06.15, 11:40
                ... kiedy wcale mi się nie podoba, nie cieszy, że mam rację i wolałbym jej nie mieć. Przykro mi, że mam rację.

                I przepraszam jeśli przez moje pisanie i Tobie jest przykro...
                • jesienna.nuta Re: To jest taka sytuacja... 04.06.15, 13:50
                  Nie Tri, wszystko w porządku.

                  Paradoksalnie - jednym zdaniem nazwałeś trafnie sytuację, której sama nie chciałam przez wiele lat zdefiniować. Czy przegrałam? Nie. Mnie ta sytuacja bardzo odpowiada. I już nie chcę innej relacji z dorosłą córką męża, jej dzieckiem i całą jej rodziną.
        • celina1984 Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 14:23
          Rzeczywiscie tanie dziecko smile moj maz na swoje dzieci wyda przez 25 lat ponad milion. I nie dlatego ze chce śle dlatego, ze sad uwaza, ze tyle wydac powinien.
          • wasp20 Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 14:47
            Bo u nas nadal panuje dziwny brak rozgraniczenia między tym, czego dziecko potrzebuje, a tym, co rodzic ma ochotę i możliwość dać.
            Takie podejście prowadzi do nadużyć i patologii.
            Wyliczenia oficjalne (GUS oraz cytowane) dotyczą potrzeb dziecka. Czyli tego, co jest mu niezbędne do życia w sensie biologicznym, społecznym, emocjonalnym, itd.
            I na tym powinien się opierać obowiązek alimentacyjny.
            Czyli - obliczono, że dziecko kosztuje 900 zł, czyli za taką kwotę można zabezpieczyć potrzeby dziecka. Podzielić to na rodziców proporcjonalnie do wkładu wychowawczego. I zrobić z tego absolutny obowiązek każdego z rodziców, z którego nie wywiązanie się byłoby obwarowane sankcjami. Jeśli rodzic nie może płacić (jest na rencie, bez pracy), przejmuje opiekę w większym wymiarze. Jak się miga- prace społeczne żeby zarobił na utrzymanie dziecka.
            Cała reszta wydatków powinna być uzależniona od woli rodzica. Nie chce dać, trudno, jego prawo. Jeśli ja, jako rodzic nie mam ochoty płacić za lekcje jazdy konnej, bo uważam, że to dla dziecka niebezpieczne, jakim prawem drugi rodzic, a tym bardziej sąd, ma mnie do tego zmuszać? Przecież to sprzeczne z Konstytucją jest!
            Jeśli drugi rodzic ma fantazję żeby dziecko miało jazdę konną, niech za to sam zapłaci. A jak sąd uważa, że dziecko powinno mieć jazdę konną, niech za nią zapłaci sąd. Dlaczego ja?
            Niestety, cały system jest zdegenerowany. A dziecko, tak naprawdę, w nim w ogóle nie istnieje, jest tylko pretekstem do tego, by jedni dorośli mogli się wyżyć na sobie na wzajem (rodzice), a inni mogli na tym zarobić (prawnicy, RODiK).
            • jatojagodnik Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 15:02
              A co w sytuacji gdy dzieci od 3 roku życia jeździły konno, jeżdżą świetnie i jest to ich pasją. Tata woził dzieci na zajęcia i był dumny, jak dzieci pięknie anglezują. A po poznaniu nowej partnerki i wyprowadzce z domu raptem zaczął uważać, że jazda konna jest fanaberią za którą on nie ma zamiaru płacić? Dzieci mają teraz 11 i 13 lat. Mogę się założyć, że gdyby nie zdrada i rozwód - tata nadal by uważał, że jazda konna jest pożądaną formą aktywności.
              • wasp20 Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 21:33
                Zmuszanie ojca (lub matki) do pokrycia kosztów czegoś , na co się nie zgadza (wszystko jedno z jak
                • wasp20 Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 21:38
                  (wszystko jedno z jakiego powodu) jest nadużyciem jeśli nie jest to potrzeba dziecka .
                  Czy jazda konna jest potrzebą ? Może być , jeśli to np. forma rehabilitacji - hipoterapia.
                  Jeśli dziecko ma wybitny talent i może być to jego sposób na życie , też . Ale jeśli to na zasadzie "bo dzieci Heńków jeżdżą to nasze też "...
                  • azja001 Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 22:26
                    900 zł to minimum, owszem można dziecko wychować czy utrzymać za taka kwotę, ale bez wyjazdów wakacyjnych, języków obcych czy innych zajęc dodatkowych, korepetycji w razie potrzeby, lepszych ciuchów czy gadżetów. Niby można bez tego żyć, ale umówmy sie, we współczesnym świecie to wcale nie takie łatwe. Ale możliwe jak najbardziej. Kiedyś podliczyłam mojego nastolatka z tymi opcjami extra i wyszło mi ok. 1400. A to pewnie i tak wersja skromniejsza.
                    No i im dziecko starsze tym te wydatki bardziej rosną . Syn kończy gimnazjum i w maju na dodatkowe kwestie typu marynarka, buty, ciuchy bo wyrósł nagle z letnich i wycieczka szkolna to była kwota ok 1000 zł. Nie jest tak co miesiąc ale zdarza się.
                  • jatojagodnik Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 08.06.15, 14:55
                    Ale zrozum - dzieci jeździły konno przez 10 lat. Od bardzo wczesnego dzieciństwa, właśnie w ramach hipoterapii. Teraz jeżdżą bo to kochają, dla przyjemności. Tata nigdy nie kwestionował zasadności opłacania lekcji jazdy. Do momentu, gdy koszt tych jazd nie pojawił się jako część składowa alimentów. Dopiero wtedy - po 10 latach te jazdy konne zaczęły uwierać.
            • koronka2012 Re: Wasza kasa - Wasza sprawa... 03.06.15, 23:09
              Nie wierzę, że za 900 zł można zabezpieczyć wszystkie potrzeby dziecka, łącznie z wakacjami, czy wydatkami ekstra - ale z gatunku potrzebnych (np. leczenie ortodontyczne). Nie ma takiej opcji.

              W mojej okolicy koszt opieki przedszkolnej to 1200 zł. Znaczny procent dzieci nie ma szans na państwowe placówki (też jakieś 400 zł), tyle kosztują prywatne, na którą masa osób jest po prostu skazana (dziecko znajomej było uwaga: na 450 miejscu do żłobka). W mniejszych miastach jest pewnie taniej, ale i tak ten wydatek jest odczuwalny, bo pensje też relatywnie niższe.

              Problem w tym, że rodzic płacący alimenty zazwyczaj nie ma ochoty dawać czegokolwiek, nawet jeśli ma możliwości. Dlatego sądy kierują się interesem dziecka, a nie rodzica. I słusznie.
    • zmeczona100 Re: Tyle kosztuje dziecko... 05.06.15, 11:15
      tricolour napisał:

      > czyli kontynuujące siermiężne tradycje po
      > lskiego domu, w którym aspiracje matki ograniczają się generalnie do niczego

      A ile kosztuje dziecko wychowywane w małżeństwie?
      Ile zaś przez nierozwiedzionych z dzieckiem ojców?

      I ile przez kobiety, których aspracje są ponad nic?
      • tricolour Powinno być tyle samo... 05.06.15, 17:16
        ... bo przecież potrzeby dziecka nie wynikają z tego jak się prowadzą rodzice.

        Ale oczywiście sposób prowadzenia się rodziców wpływa na rozumienie pojęcia "potrzeby dziecka" w ten sposób, że im rodzić gorzej się prowadzi tym bardziej musi reperować i kompensować swoją reputację imaginowanymi potrzebami dziecka.
    • singut Re: Tyle kosztuje dziecko... 07.06.15, 10:41
      No tak, to realny +/- koszt WYCHOWANIA dziecka W PEŁNEJ RODZINIE,
      czyli przy posiadaniu dwóch sprawnych wymieniających się opiekunów z których każdy się w opiekę angażuje a mieszkają wspólnie więc część kosztów jest przez to mniejsza.
      Po rozwodzie i bez jakiejś babci na miejscu która gratis będzie przychodzić, do utrzymania dziecka (małego) trzeba by dodać pensję opiekuna. Czyli w Wawie plus ze 2-3 tys zł/mc tongue_out



      • triss_merigold6 Re: Tyle kosztuje dziecko... 07.06.15, 11:20
        To chyba do niemowlęcia lub dziecka, które nie chodzi do przedszkola.

        Qrde, mieszkam w Warszawie, jestem po rozwodzie, zostawiłam męża kiedy syn miał niecałe 2 lata, uważam że dziecko kosztuje, ale bez przesady z tymi projekcjami.

        Są żłobki, są przedszkola, koszt opieki w razie choroby dziecka jest mniejszy niż całomiesięcznej non stop, potem dziecko ma szkołę i możliwość koszystania ze świetlicy.

        Nie miałam żadnej babci do pomocy.
      • tricolour Osobliwe miejsce ta Warszawa... 07.06.15, 11:46
        ... w której babcię traktuję się jak wycieraczkę, co ma pracować za darmo. Najpierw zaiwaniała przy córce, a teraz ma zaiwaniać przy wnuczce i to za free. To po pierwsze.

        Po drugie: skoro matka dziecka żąda opieki, to niech się opiekuje, a nie szuka frajera w postaci darmowej babci tudzież portfela do finansowania jej deklaracji bez pokrycia. Innymi słowy: skoro mamusia nie może sama się opiekować dzieckiem lub nie ma kasy na opiekuna, to się na mamusię nie nadaje.
        • singut Re: Osobliwe miejsce ta Warszawa... 07.06.15, 16:56
          Osobliwie interpretujesz rzeczywistość. Skąd wniosek, że to nie tatuś z dzieckiem został tongue_outPP
          Chcesz dowalić kobietom co do zasady? To zacznij od tych co masz we własnym domu, nie wyżywaj się na przypadkowych.
          • tricolour Racjonalnie. Nie osobliwie. 07.06.15, 17:38
            Babci pracującej na cały etat opiekunki należy się wynagrodzenie. I premia gdy mama musi zrobić zakupy czy dojechać z pracy. Pomysł ze babcia ma "pomagać" za darmo jest chamski i ukazuje kim dla Ciebie jest tzw babcia.
            • luciva Re: Racjonalnie. Nie osobliwie. 08.06.15, 13:28
              Wiesz, nie do konca masz rację. Kiedyś miałam wątpliwości i myśli podobne do Ciebie. Rozmawiałam z wieloma osobami, większość twierdziła, że to tak nie jest. Że dziecko to członek całej rodziny, a rodzina, to także dziadkowie wujkowie, wszyscy uczestniczą w kształtowaniu małego człowieka, rodzina, kontakt z każdym jej członkiem jest mu po prostu potrzebny. To taki znak naszych czasów, niefajnych, egoistycznych - Twoje dziecko, radź sobie sama. Zauważ jak wyglądało życie te 20-30 lat temu - były rodziny wielopokoleniowe, dzieckiem w sposób maturalny opiekowała się cała rodzina. Teraz za wszystko trzeba płacić, nawet za pomoc rodziny. Przykro mi, że żyję w świecie, na który wpływ mają ludzie, tacy jak Ty Tricolour. Chyba dlatego tak jest marnie.
              • tricolour Za pomoc rodziny się nie płaci... 08.06.15, 17:30
                ... bo pomoc rodziny to jest pomoc przy dziecku raz na pół roku przez kilka godzin.

                Pomocą nie jest codzienne wstawanie przed siódmą, bo mama zaraz przywiezie dziecko... na dziesięć godzin. Od poniedziałku do piątku, przez cały rok. A że mama potrzebuje - jak piszesz - na siłownię i do gina, to czasem będzie i dwanaście godzin. To nie jest pomoc przy dziecku tylko półtora etatu, wyręczenie matki z wszelkich jej obowiązków i dlatego piszę, że matka na matkę się nie nadaje.

                I za taką tytaniczną pracę się płaci. Za półtora etatu, pełną dyspozycyjność, końskie zdrowie i żadnych możliwości rozwoju osobistego babci. No chyba, że babcia to już taka pularda, co żadnego rozwoju i życia osobistego nie potrzebuje...
                • wasp20 Re: Za pomoc rodziny się nie płaci... 08.06.15, 19:09
                  Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisał Tri.
                  Matka moich pasierbów wnioskowała o opiekę wyłączną i bardzo ograniczone kontakty ojca (sobota i niedziela, po 8 godzin, co 2 tyg, początkowo w ogóle u niej w domu). Po czym okazało się że :
                  dzieci do szkoły odwozi dziadek, po szkole idą do dziadków na obiad, u dziadków dorabiają lekcje, często jedzą kolację, potem dziadek zawozi do matki, gdzie spędzają noc, po czym rano dziadek przyjeżdża i od nowa. W weekendy często u dziadków. Całe ferie i wakacje u dziadków. Babcia chodzi z dziećmi do pediatry.
                  To ja się pytam - jaka jest rola matki? Pobieranie alimentów?
                  Po pewnym czasie ojciec zaczął spędzać z dziećmi więcej czasu, postawa matki bez zmian. I ona się nazywa "głównym opiekunem dzieci ". Kpina.
        • luciva Re: Osobliwe miejsce ta Warszawa... 08.06.15, 13:23
          Świetne, świetne.
          Ty chyba Tri nie byłeś nigdy sam z małym dzieckiem, co?
          A co gdy:
          dziecko jest chore i trzeba iść do apteki?
          gdy matka ma wizytę u dentysty, ginekologa, itd?
          matka jest ostro przeziębiona, musi iśc do lekarza?
          gdy matka chce iśc na siłownię?
          gdy trzeba iśc coś załatwić, czego nie mozna zrobić z dzieckiem (np sprawa w sądzie o alimenty, hehehe)?
          gdy trzeba zostać w pracy po godzinach?
          jest zebranie w przedszkolu/szkole?

          Skoro jakość bycia matką mierzy się w tym czy kogoś stać na opiekunkę lub nie i są ludzie, którzy tak uważają, to już wiem, czemu w Polsce jest tak źle. Ja zarabiam około 2000, na opiekunkę mnie nie stać - i co nie nadaję się na matkę? a jaka jest granica w PLN nadawania się na matkę? I jeśli tata mojego dziecka nie żądał opieki dla siebie nad nim, to co w związku z tym? Ja się nie nadaję, on nie chce, co dalej?
          Tri jesteś poi prostu bezdusznym oschłym egoistą. Bez emocji. Życie chyba Ci jeszcze prztyczka w nos nie dało.
          A skoro matka ma zarobić na opiekunkę, to pewnie musi mieć wysokie kwalifikacje. A skoro musi je mieć, to jak ma je wyrobić (kursy, szkolenia, itd), jesli ma opiekować się dzieckiem, hę?
          Jestem zadziwiona kategorycznością Twych osądów, wnioskuję, że nawet nie liznąłeś goryczy życia i myślę, czy Ci nie głupio tak wyrokować, bo życie bywa tak różnorodne, że człowiek sam nie wymysliłby lepszych scenariuszy.

    • nowel1 Re: Tyle kosztuje dziecko... 10.06.15, 12:40
      Nie wiem, co oni wliczyli w owe "koszty wychowania", bo nie zapłacę GW za dostęp, ale w żaden sposób nie są to rzetelne koszty UTRZYMANIA.
      Jedzenie dla nastolatka to 400- 500 zł miesięcznie. Bilet miesięczny do szkoły - 80 zł. Ubranie - niech będzie 50 zł, woda i prąd - 50, kosmetyki i środki czystości - 30, koszty podręczników itp szkolnych - 50, dentysta - 20, bilety na dojazdy do ojca - 60, to razem ok.800. Leki ( myślę o doraźnie potrzebnych w razie banalnych infekcji), koszty związane ze szkołą ( nie, nie szermierka - Rada Rodziców, ubezpieczenia, wyjścia szkolne do kina/teatru) chyba już wyczerpią rzeczone 900.
      Rozumiem, że dziecko nie potrzebuje niczego więcej .
      • tricolour A czego jeszcze potrzebuje? 10.06.15, 12:56
        Czego potrzebuje ubrane, najedzone, zdrowe, czyste, uczące się dziecko, mające gdzie mieszkać i mające zapewnione rozrywki w postaci kina, teatru?
        • nowel1 Re: A czego jeszcze potrzebuje? 10.06.15, 13:19
          Pytasz serio? Nie potrzebuje niczego więcej twoim zdaniem?
          Mój potrzebuje wakacji - dochodzi 200 zł w rozliczeniu rocznym. Potrzebuje kina i teatru nie tylko w ramach szkoły - należymy do tych nieistniejących twoim zdaniem konsumentów kultury. Raz na 3 miesiące jakiegoś koncertu, dodatkowego angielskiego raz w tygodniu - zdaje rozszerzony angielski na maturze. Czasem chodzi z bratem na basen, kosztuje to jakieś 50 zł w miesiącu.
          Ja wiem, że bez tego może PRZEŻYĆ, ale jeśli przytaczasz podobne wyliczenia w kontekście dzielenia się kosztami utrzymania dziecka przez rodziców po rozwodzie, to jest to bardzo niemądre.
          Uważam, że alimenty powinny być orzekane podobnie jak w Niemczech, czyli wg obowiązujących "widełek" kosztów utrzymania dziecka, wtedy uniknęlibyśmy absurdów w stylu rozpiętość orzekanych alimentów między 200 a 3000 czy więcej, ale naprawdę wstyd dowodzić, że 900 zł na dziecko to dość.
          • tricolour Tak, pytam serio... 10.06.15, 13:41
            ... bu uważam, że dzieciak potrzebuje wakacji (200 w rozliczeniu rocznym), gier komputerowych (50), rowerów (30), wrotek (20), koncertów (30), basenu (20), języka obcego (100) oraz stówy rezerwy.

            I to daje właśnie jakieś 1500 złotych miesięcznie.

            Nowel, serio: wydajesz na koncerty dzieciaka 360zł rocznie? Na gry sześć stów? Zmieniasz rower co dwa lata? A to właśnie zostało ujęte...
            • nowel1 Re: Tak, pytam serio... 10.06.15, 13:58
              Gdzie napisałam, że wydaję na koncerty 360 zł?
              1500 zł miesięcznie - zgadzam się. To jest rozsądna kwota i oczywiście, że można wydać więcej, ale powinno być to dobrowolne, a nie narzucone przez sąd.
              • nowel1 Re: Tak, pytam serio... 10.06.15, 14:00
                Btw: zdarza mi się wydać na koncerty i więcej smile Ale to moja decyzja i nie oczekuję od exa partycypacji.
                • tricolour A teraz sobie wyobraźmy sytuację... 10.06.15, 14:07
                  ... że byłych małżonków stać na rzetelne wyliczenie kosztów (nawet z tymi koncertami), które wynoszą 1500zł. Kto by się kłócił o alimenty podzielone: ojciec 900, matka 600? Chyba tylko idiota. I na ekstrasy można by liczyć...

                  Ale gdy facet sam z siebie daje 1000 (jak u autora) a matka wylicza potrzeby na 2500, to do żadnej rozmowy nie dojdzie gdy oboje są dla siebie złodziejami.
                  • mlodaprojektantka Re: A teraz sobie wyobraźmy sytuację... 13.07.15, 18:25
                    Dokładnie. Na ogół tak jest że człowiek chce się czegoś dorobić kosztem dziecka.
                    • facetka_w_rajtuzah Re: A teraz sobie wyobraźmy sytuację... 26.07.15, 21:44
                      To zależy - często ojcowie. najczęściej ,myślą, że matki chcą się dorobić ich kosztem. czasami matki faktycznie chcą.
                      większość matek jednak inwestuje w swoje dzieci - z tym, że to inwestowanie różnie wygląda.
                      Przykładem - mój starszy syn - od niedawna dorosły, ale uczący się.
                      ojciec płaci tylko alimenty, od 3 lat syn się z własnej woli z nim nie kontaktuje - więc odpadają ekstrasy, z których było tylko wyjście do kina przy każdym spotkaniu, czyli raz na 2 miesiące.Dużo inwestowałam w edukację syna - inensywna nauka 2 języków, dodatkowe zajęcia z matematyki i fizyki - syn jest ponadrzeciętnie zdolny, więc to nie korepetycje, tylko dodatkowe zajęcia. za wiele zajeć płaciłam, i to niemałe pieniądze, częśc była jednak darmowa, a których też korzystał w największym możliwym zakresie.
                      Syn zdał maturę ( z 2 języków, matematyki i fizyki) na poziomie 95 - 100%, dostał się na wymarzone studia
                      Podczas nauki jego utrzymanie i kształcenie przkraczało dwukrotność alimentów płaconych przez ojca.
                      Teraz syn ma 4 miesięczną przerwę - wyjechał do pracy i pracuje ciężko, ale zarabia dobre pieniądze. Syn ma pracę z zakwaterowaniem i wyżywieniem (u rodziny w miejscowości wypoczynkowej - w czercu mnie "kosztował" 200 zł, - dojazd 100 zł (pierwszą klasą smile) i 100 zł na "życie smile", na więcej nie miał czasu i siły.
                      w lipcu - nie dałam nic, ani z alimentów, ani ze swoich.
                      teraz alimenty + to, czego nie wydałam - odłożyłam na jego studia. przyda się.
                      Teoretycznie, syn mógł odpoczywać w wakacje, tata płaci, mama płaci, pradziadkowie i dziadkowie dają spore kieszonkowe (min. 300 zł miesięcznie)
                      Jednak syn (bo nie były mąż smile) docenia mój dużo większy wkład w jego wychowanie - emocjonalny i finansowy, że postanowił nie przeciążać mnie ponad moje możliwości (wie, że wszystkiego sobie odmówię dla dobrze pojętego idobra moich dzieci - tzn, że na najmodniejszy ciuch nie dam, ale na normalne, uzasadnione potrzeby nie żałuję, nawet (na szczęście rzadko) kosztem siebie.
                      NP. w tym roku - w związku z planowanymi studiami syna i wydatkami z tym związnymi nie wyjechałam na urlop, tylko zorganoziwoałam młodzej córce 3 tygodnie poza domem beze mnie - w celu redukcji koszów. ja urlop spędzę w domu, ale tatuś wyjechał na zagraniczne wakacje. nie skarżę się, po prostu stwierdzam.
                      Dodam też, że jak syn wyjechał do pracy, to czuć to w wydatkach na media i na spożywkę, dojazdy itp.. Nadwyżki - spore, przelewam na konto oszczędnościowe, z kórego skorzystam, jak syn będzie studiował w innym mieście.
                      PS. O podwyżkę alimentów na syna wniosłam pierwszy raz po 9 latach od rozwodu, teraz syn to zrobi, po 3 latach, w związku ze znaczącą zmianą warunków (studia w innym mieście).
                      PS 2 Jego ojciec z dochodami wyższymi niż moje, twierdzi, że syn się dobrze uczy, więc dodatkowe wydatki na naukę są moim wymysłęm. A ja jedyne , co mogę dać dzieciom, to gruntowne przygotowanie do tego, sobie bardzo dobrze radziły w dorosłym życiu, ta praca syna (wyczrpująca, ale bardzo dobrze płatna) jest tego przykładem
                      PS 3 czy w związku z tym, że syn teraz dorabia, i w związku z tym co napisałam wyżej, były mąż ma moralne prawdo domagać się obniżki alimetów??? - pytanie retoryczne smilesmilesmile
                      • jesienna.nuta Re: A teraz sobie wyobraźmy sytuację... 28.07.15, 10:31
                        Facetko, tak, ojciec ma prawo domagać się obniżenia alimentów na uczące się DOROSŁE dziecko.
                        Ojciec ma nawet prawo wymagać, aby dorosły syn dorabiał do kosztów własnego utrzymania. To, że Ty lubisz się poświęcać na rzecz dorosłego syna wcale nie oznacza, że ojciec też musi podzielać Twoje upodobania tym bardziej, że syn nie raczy zaszczycić ojca kontaktami.

                        Dorosły syn łaski nie robi pracując dla siebie, a Ty z tego robisz jakąś dziwaczną relikwię.
                        • zmeczona100 Re: A teraz sobie wyobraźmy sytuację... 28.07.15, 17:18
                          Oj, TAK!
                          Przecież nauka jest obowiązkowa tylko do 18rż. Reszta- jak dzieciaka stać, to niech się uczy.
                          Ale tatusia niech nie obciąża swoimi zachciankami. Absolutnie.

                          W ogóle to ojcowie powinni powalczyć, aby przywrócić stan, że obowiązkowa jest tylko podstawówka; potem do roboty!
                          • jesienna.nuta Re: A teraz sobie wyobraźmy sytuację... 29.07.15, 10:55
                            Zmęczona, opanuj się. Dorosły mężczyzna powinien pracować. Dla własnego dobra. I dla dobra całego społeczeństwa. Łaski nie robi.
                            • tricolour Zmęczona można zrozumieć... 29.07.15, 11:24
                              ... jeśli tylko przyjmie się jej punkt widzenia: alimenty są rekompensata za zdradę męża. Wtedy jak najwyższe i jak największe alimenty stanowią swoisty wymiar sprawiedliwości. Na dodatek wymiar ten jest wspomagany posiadaniem większej ilości zlotowerk dla siebie, co w prymitywnej ocenie jest korzystne. A dobro dziecka jest na drugim miejscu, bo na pierwszym są pieniądze.

                              Zresztą zrobmy prosty test i zadam pytanie: Zmęczona, twój tzw partner ma dzieci? Płaci na nie alimenty?
                              • zmeczona100 Re: Zmęczona można zrozumieć... 29.07.15, 14:23
                                tricolour napisał:

                                > ... jeśli tylko przyjmie się jej punkt widzenia: alimenty są rekompensata za zd
                                > radę męża.

                                Idź się lecz, człowieku; tylko na nogi raczej.

                                > Zresztą zrobmy prosty test i zadam pytanie: Zmęczona, twój tzw partner ma dziec
                                > i? Płaci na nie alimenty?

                                Oczywiście, że ma i oczywiście, że płaci- co za pytanie?
                                I nie wylicza każdej złotówki ani nie zasłania się jakimś wymyślonym prawem do wymagania pracy od swych dorosłych dzieci smile
                                • tricolour Ty jesteś tak zaklamana... 29.07.15, 19:03
                                  ... że gdybym napisał jak Twój mąż macal ci cycki, to byś zaprzeczyła że je masz i twierdzilabys, że syna wykarmilas mlekiem z foliowych worków. Od lat pisze wyraźnie, że nienawidzisz męża i alimenty sa pochodną nienawiści... co sama przyznajesz. Przypadkowo.

                                  Zmęczona, jaki procent alimentów twojego syna stanowią te płacone przez konkurenta?
                                  • zmeczona100 Re: Ty jesteś tak zaklamana... 29.07.15, 20:31
                                    O ja pier... Jaki poyeb.
                                    • tricolour Jak na opiekuna grupy studenckiej... 29.07.15, 23:22
                                      ... poslugujesz się wyjątkowo rynsztokowym słownictwem. Nie stawia ono ani ciebie, ani twojej uczelni, ani wychowanków wyżej od zapijaczonego prostactwa. To po pierwsze.

                                      Po drugie - nie trzymasz afektu. Wyprowadza cię z równowagi kłopotliwe pytanie, na które przecież nie musisz odpowiadać. Nie ma obowiązku odpowiadania. Ale jest nieodparta potrzeba posiadania ostatniego słowa, prawda?

                                      I wyszła kicha. Wyszło, że na syna bierzesz więcej niż tzw partner płaci na swoje czyli dzieci traktujecie różnie. Takie to partnerstwo jak słownictwo tak zwanych partnerów.
                                      • zmeczona100 Re: Jak na opiekuna grupy studenckiej... 30.07.15, 08:18
                                        O ja pier... Jaki poyeb.
                                      • nowel1 Re: Jak na opiekuna grupy studenckiej... 30.07.15, 09:55
                                        "I wyszła kicha. Wyszło, że na syna bierzesz więcej niż tzw partner płaci na swoje czyli dzieci traktujecie różnie."

                                        Ale... w którym miejscu to wyszło?
                                        • tricolour Bardzo jaskrawo wyszło... 30.07.15, 11:24
                                          ... przecież mogła napisać, że syn pobiera tyle ile pasierb dostaje. Tyle, że tzw partner czulby się oklamany więc nie napisala. Mogła też napisać, że syn dostawie więcej, ale wtedy wyszloby, że teza o rownym poziomie życia dzieci i rodziców jest wybiorcza. Mogła też napisać, że dąży do zrównania alimentów na dzieci, ale wyszloby wpierw hipokryzja, a później osobistą strata finansowa.

                                          Więc się zdenerwowala, że cokolwiek napisze, to wyjdzie prawda na jaw. Zmęczona woli zrobić z siebie szmate niż skonfrontować się z prawdą o sobie.
                                          • nowel1 Re: Bardzo jaskrawo wyszło... 30.07.15, 11:37
                                            To są twoje projekcje i hipotezy i mówią coś jedynie o tobie, nie o zmęczonej.
                                            • tricolour To jest oczywisty wniosek... 30.07.15, 13:44
                                              ... ponieważ nic nie stało na przeszkodzie, by napisać, że syn dostaje tyle ile tamte dzieci, bo także w ten sposób wyraża się ich partnerstwo. Ale to musiałaby być prawda, bo gdyby nie, to tzw partner przeczyta i zobaczy, ze kłamie.

                                              Więc stanęła zmęczona przed dylematem: kłamstwo lub milczenie, które da wyraz innemu kłamstwu i stąd agresją. Nie pierwszy raz zresztą.
                            • wawrzanka Re: A teraz sobie wyobraźmy sytuację... 29.07.15, 11:55
                              jesienna.nuta napisała:

                              > Zmęczona, opanuj się. Dorosły mężczyzna powinien pracować. Dla własnego dobra.

                              Tu nie chodzi o pracę tego młodego człowieka. Tylko o to, że matka do tej pory inwestowała dużo więcej, niż ojciec w edukację syna. Skoro dotychczasowe alimenty nie pokrywały 50% potrzeb syna, to teraz - gdy syn studiuje i dorabia - powinny wystarczyć. Gdy będą niższe - matka dalej będzie płaciła więcej, niż powinna.

                              A ojciec i tak jest winien matce pieniądze za wcześniejsze lata. Jeśli ich nie zwróci i nie wyrówna rachunków - zgodnie z logiką Tricoloura - będzie alimenciarzem i złodziejem żerującym na pieniądzach byłej żony smile
                              • tricolour Logika moja jest taka.... 29.07.15, 12:08
                                ... że osoba żądająca opieki opiekuje się a nie szuka frajera, który wyreczy. Oczywiste zatem jest, że jeśli kobieta ma usta w twarzy i potrafi wyliczyć, że alimenty nie wystarczają, to żąda podwyżki do realnego poziomu. O tym zawsze pisze: żeby alimenty były rzetelnie liczone i zasadzone i nie były powodem do wieloletnich uzalan nad sobą.

                                Poza tym zwracam Ci uwagę, że zanizasz poziom moderacji wpisami wiejskiej jakości.
                                • wawrzanka Re: Logika moja jest taka.... 29.07.15, 12:20
                                  tricolour napisał:

                                  > Poza tym zwracam Ci uwagę, że zanizasz poziom moderacji wpisami wiejskiej jakoś
                                  > ci.

                                  Za to wycinam tylko te najbardziej chamskie z twoich "miejskich" komentarzy, więc bilans wychodzi na zero.
                            • zmeczona100 Re: A teraz sobie wyobraźmy sytuację... 29.07.15, 14:21
                              jesienna.nuta napisała:

                              > Zmęczona, opanuj się. Dorosły mężczyzna powinien pracować. Dla własnego dobra.
                              > I dla dobra całego społeczeństwa. Łaski nie robi.

                              Przecież o tym pisałam, to o co chodzi?
                        • nowel1 Re: A teraz sobie wyobraźmy sytuację... 28.07.15, 18:19
                          Ja o tym myślę bardzo prosto: skoro moi rodzice utrzymywali mnie podczas moich studiów, a rodzice exa robili to samo, to w ramach prostego przekazywania dobra robię to samo dla starszego syna i będę robić dla młodszego, Wydaje mi się, że ex traktuje to podobnie, i to uważam za przyzwoitość.
                          A to, że starszy dorabia - mogę tylko przyklasnąć, ale nie zamierzam z tego powodu obcinać mu kasy.
                          • tricolour Ją uważam zaś trochę inaczej... 29.07.15, 11:36
                            ... że powielanie wzorców sprzed dwudziestu lat to zastój, a nie rozwój. Że student, który tylko dorabia jest miernym pracownikiem na miarę co najwyżej korporacji, które nie kryją kogo i do czego potrzebują.
                            • nowel1 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 29.07.15, 13:10
                              No i trzymaj się swojej opinii. Student pracujący na pełen etat i studiujący na studiach dziennych to Twoim zdaniem właściwa postawa? Dla mnie nie; bo szanuję moje dziecko jako człowieka i nie życzę mu pędzenia w kieracie przez resztę życia.
                              Dla mnie rozwój polega na czymś innym, i w tym pojęciu rozwoju potrzeba odrobiny wytchnienia nie tylko na sen.
                              Sama sobie daję do tego prawo, więc nie będę odmawiać tego swoim synom.
                              • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 29.07.15, 14:29
                                Otóż to, dokładnie to.

                                Mnie forum, a w zasadzie to Tri oświecił już parę lat temu i teraz, na początku każdego spotkania z moim rokiem studentów (tzn. jestem opiekunem) przypominam, żeby w razie potrzeby wzywali mnie na świadka do sądu, jeśli jakiś rodzic pozwie o obniżenie alimentów albo o stwierdzenie wygaśnięcia obowiązku tłumacząc się rzekomą możliwością podjęcia równolegle ze studiami pracy. I jeszcze nie zdarzył mi się taki rok (kalendarzowy), żebym nie brała udziału w takim cyrku uncertain Za każdym razem żal mi tych studentów, bo studia ciężkie, a tu jeszcze trzeba walczyć o godność w sądzie.
                                Gdybym miała takiego walczącego i bezmyślnego partnera, to byłby nim tylko do pierwszego pomysłu z sądem i pracą w roku akademickim w tle.
                                • jesienna.nuta Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 01.08.15, 13:32
                                  Zmęczona, twierdzisz, że jesteś nauczycielem akademickim - to mnie przeraziło, ale także wytłumaczyło poziom wielu uczelni.

                                  Twoja czynna krucjata przeciwko WSZYSTKIM ojcom chcących obniżyć lub wystąpić o uznanie zaprzestania obowiązku alimentacyjnego oraz wspieranie studentów w takich akcjach jest zwykłym szkodnictwem społecznym i jeśli tego nie widzisz, tym gorzej dla Ciebie.
                                  I dla społeczeństwa - niestety.

                                  A tak na marginesie - dziwne, że Ciebie nie wycinają. Jesteś... chamska.
                                  • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 02.08.15, 08:50
                                    A Ty jesteś stara, pomarszczona, masz wredny charakter i nikt Cię nie lubi.


                                    smile
                                    • jesienna.nuta Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 02.08.15, 11:26
                                      Wręcz przeciwnie. Jestem bardzo piękna, elegancka, sławna, zamożna i mam cudownego męża.

                                      Nie pocieszaj się, bidulo.
                                      • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 02.08.15, 19:57
                                        Mówisz sama do siebie; ciekawa sprawa.
                                  • celina1984 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 10:48
                                    Nie wycinają bo tu jest tzw "klika" hołduje sie hamstwo pewnych osob: zmeczonej, blue, yomy. Wiec lepiej nie karmić tych osob bo to typ ludzi, ktorzy pobiegliby nawet na drugi koniec miasta żeby komus ubliżyć lub sie pokłócić...
                                    • blue_ania37 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 11:53
                                      Chamstwo pisze się przez ch celussmile
                                      • celina1984 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 13:20
                                        No widzisz trafił mi sie prawdziwy ort jak Tobie juz nie raz smile ileż musiałam sprawić Ci radości smile dawanie cieszy smile
                                        • blue_ania37 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 13:52
                                          Ty masz wiecznie celus problemy z pisaniem.
                                          Przez litość nie będę wytykała Ci ilości literówek które robisz i o których nie raz Ci pisałam.
                                          Chwalisz się ipadem ale to chyba chińska podróbka bo można w nim ustawić język.
                                          Cieszę się że doszłaś do wniosku że dawanie jest fajne.
                                          To znak na pozytywną przyszłość a propo alimentów płaconych przez Twojego mężawink
                                          • celina1984 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 14:37
                                            Chwale sie IPadem? Hahahah normalnie podstawówka smile dawanie owszem jest fajne. Ale okradana byc nie lubie przez chciwe babsko. Ale juz niedługo. Mamy takiego asa w rekawie ze ho ho smile
                                            P.S. Chciałam sie pochwalić ze mam teraz dwa IPady. Starego i nowego. Moge Ci starego odsprzedać smile
                                            • blue_ania37 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 14:44
                                              No podstawówkawink bo pisanie z jakiego telefonu lub tabletu się pisze to faktycznie dziecinadawink
                                              Nie musisz mi nic odsprzedawać.
                                              Zbieraj na alimentywink
                                              A
                                              • celina1984 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 14:49
                                                Widzisz sęk w tym (wiem ze nie rozumiesz bo to rzecz ci obca) ze nie musze zbierać. Bo mam i dla złodzieja smile i dla siebie smile i na rachunki smile i na kosmetyki smile i na wakacje smile a do tego sporo oszczędzam (bo moge) ????
                                                • blue_ania37 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 15:13
                                                  Ze się pisze że
                                                  Musze się pisze muszę
                                                  Moge się pisze mogę.

                                                  Skoro masz tak dużo to co Ci przeszkadzają te alimenty?
                                                  I zdecyduj się na jakąś wersję.
                                                  Raz marudzisz że nie masz i że własnemu dziecku musisz odmawiać.
                                                  Teraz znów jesteś bogaczką.
                                                  Proponuję po raz kolejny zmianę tabletek.
                                                  A
                                                  www.youtube.com/watch?v=KtBbyglq37E&feature=share
                                                  • tricolour Między "dużo" i "to" ma być przecinek... 03.08.15, 16:02
                                                    ... nie rób z siebie pośmiewiska tym nauczaniem zasad, których sama nie wyniosłaś ze szkoły ani z czytania książek.
                                                  • celina1984 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 16:51
                                                    Ależ cię dręczy ze płace a mimo to MAM. co ciekawe, ze w moich wersjach rzeczywistości zapamiętałaś akurat ta "smutna i biedną" a tej faktycznej jakoś nie potrafisz sobie przyswoić. Bogaczką? A gdzie ja pisze, ze nią jestem? Rozumiem ze bardziej pasuje ci wersja osoby ledwo co skrobiącej BO płaci a nie takiej która mimo, ze płaci, to dalej MA. Olewam używanie polskich znaków nie dbam na tym forum o estetykę pisowni i poprawność wypowiedzi. Dostosowuje się tym samym to dziecinnych gadek o iPadach, polskich znakach, dziecku które ma na klocki i owoce, jego matce piszącej pseudo wierszem idiotyczne pseudo rymowanki. Jesteś po prostu pusta i infantylna.
                                                  • blue_ania37 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 19:27
                                                    A co Cię zżera Celus?
                                                    Doczepiłaś się znów?
                                                    Wisi mi twoje bogactwo twoja bieda czy co tam masz.
                                                    Pooddychaj powietrzem świeżym może przywróci Ci zdolność myślenia.
                                                  • celina1984 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 20:13
                                                    Ja? Zabawna jesteś. To ty w kółko się mnie czepiasz i ględzisz o NIE MOICH alimentach.
                                                  • blue_ania37 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 20:23
                                                    Ja zaczęłam pisać w tym wątku o mnie o yomie o zmęczonej?
                                                    Sorry.
                                                    Twoja wybiórcza pamięć niezliczone ilości wersji wydarzeń.
                                                    Marudzenie na przemian z jakimś popisywaniem się pokazują zupełnie brzydki obraz Ciebie.
                                                    Alimenty pomimo że nie twoje to wielokrotnie pisałaś jak wpływają na Ciebie i twoje małżeństwo.
                                                    Zdecyduj się na coś i bądź konsekwentna.
                                                  • celina1984 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 21:08
                                                    Podsumowałam wasze zachowanie. Śmieszne, wulgarne, chamskie, infantylne i krótkowzroczne. Żenujące.
                                                  • blue_ania37 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 21:29
                                                    A prosił Ciebie ktoś o to?
                                                    Czy tak po prostu podsumowujesz ludzi bo masz takie hobby?
                                                    I skoro oceniasz nie dziw się że ktoś ocenia Ciebie.
                                      • mis_zakneblowany Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 16:33
                                        blue_ania37 napisała:

                                        > Chamstwo pisze się przez ch celussmile

                                        A "po..b" przez "j", a nie przez "y", jak pisze Pani Profesor smile
                                  • mis_zakneblowany Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 03.08.15, 16:23
                                    jesienna.nuta napisała:

                                    > Twoja czynna krucjata przeciwko WSZYSTKIM ojcom chcących obniżyć lub wystąpić o
                                    > uznanie zaprzestania obowiązku alimentacyjnego oraz wspieranie studentów w tak
                                    > ich akcjach jest zwykłym szkodnictwem społecznym i jeśli tego nie widzisz, tym
                                    > gorzej dla Ciebie.
                                    > I dla społeczeństwa - niestety.

                                    Teoretycznie masz Nuto rację, ale z drugiej strony to także tylko kwestia punktu widzenia. Im więcej absolwentów zaopiekowanych i wypuszczanych spod skrzydeł zmęczonych, tym lepsza na rynku sytuacja profesjonalistów, dla których absolwenci ci stanowią "konkurencję". I nie przemawia przeze mnie złośliwość, tylko czysty pragmatyzm. Obserwuję w mojej branży, że kolejne roczniki młodzieży są zawodowo coraz słabsze. Pół biedy jeszcze kiedy ktoś im mówi co mają robić, rzecz w tym, że przy problemach o troszkę wyższym poziomie złożoności i abstrakcji ani nikt im nie powie co mają robić, ani nie wyguglają sobie gotowych odpowiedzi. M.in. dlatego ja i moi koledzy z branży w wieku 30+, 40+, możemy spać spokojnie, dyktując coraz wyższe stawki wink
                                    • tricolour Hehehe, przypomnialo mi się... 03.08.15, 17:15
                                      ... jak mój kolega z pracy (czysto technicznej, elektronicznej) po studiach politechnicznych zapytał mnie jak zmierzyłem napięcie.

                                      Więc ja także śpię spokojnie.
                                      • mis_zakneblowany Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 03.08.15, 20:58
                                        >... jak mój kolega z pracy (czysto technicznej, elektronicznej) po studiach politechnicznych
                                        >zapytał mnie jak zmierzyłem napięcie.

                                        Pewnie, biedak, myślał po tych studiach, że mierzyłeś organoleptycznie smile Jak mój kolega z podstawówki, który na zajęciach z ZPT wywalił bezpieczniki na całym piętrze, bo musiał sprawdzić co się wydarzy jak wetknie cyrkiel do gniazdka smile
                                        • mis_zakneblowany Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 04.08.15, 06:18
                                          Z dzisiejszego artykułu na portalu - tak dla podsumowania poziomu wyższej edukacji:

                                          "Regulamin uczelni przewidywał, że pierwsze podejście do egzaminu było bezpłatne, za poprawkę trzeba było zapłacić 120 zł, a za egzamin komisyjny - 250 zł. Ale byli studenci, którzy płacili 250 zł i bez zdawania egzaminu dostawali wpis, że zaliczyli go za pierwszym podejściem.
                                          - Po prosto szło się do kasy uczelni i wpłacało pieniądze. Oficjalnie była to opłata za egzamin komisyjny. Student wracał z potwierdzeniem wpłaty i dostawał wpis bez egzaminu. Nie musiał legitymować się żadną wiedzą - mówi prokurator Hanna Grzeszczyk, która prowadziła śledztwo."

                                          Wykladowcy_oskarzeni_za_wpisy_bez_egzaminow

                                          O procederze wszyscy wiedzieli, a w wielu przypadkach zapewne egzaminy fundowali swoim studiującym dzieciom sami zapobiegliwi rodzice smile
                                          • nowel1 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 04.08.15, 09:13
                                            Widzę, że macie, niektórzy panowie i panie, coraz większy problem z rodzicami, którzy uważają, że utrzymywanie dziennie studiujących dzieci to norma smile
                                            No to tłumaczcie sobie tak dalej. Że ktoś zapłacił za egzamin, że ktoś nie wie, jak mierzyć napięcie, a ktoś inny będzie na pewno nieszczęśliwy aż do emerytury.
                                            Klasyczna racjonalizacja.
                                            Gdzieś tam państwu brzęczy, że może nie do końca macie rację, ale iść w zaparte trzeba. No to na zdrowie smile
                                            • tricolour My się akurat z Misiem śmiejemy... 04.08.15, 10:19
                                              ... z klasycznych życiowych anegdot. Bo są one od śmiania, a nie od nadymania się sztuczną powagą. Jeżeli dureń-inżynier po politechnice nie wie czym i jak się mierzy napięcie, to się śmiejemy z durnia, a czy to jest racjonalizacja czy inna -acja, to i tak blednie ona wobec śmiechu wywołanego tępotą pseudoinżyniera. Ot co.

                                              Poza tym uważam, że dzieci studiujące należy utrzymywać. Jednakże między utrzymywaniem, a wazeliniarstwem jest zasadnicza różnica ponieważ utrzymywanie jest finansowaniem nauki czyli warunkowane jest osiąganiem odpowiednich wyników w nauce, a wazeliniarstwo (czy też inne podcieranie dupy starego konia tudzież klaczy) jest demoralizujące gdyż nie wiąże pieniędzy rodziców z odpowiednim poziomem wykształcenia czyli doborem odpowiednich uczelni oraz osiąganiem odpowiednich - satysfakcjonujących płatnika - efektów. Odnoszę wręcz przeciwne wrażenie, że matka jest gotowa na wszystko byle tylko jej pociecha skończyła byle co i byle jak.
                                              • nowel1 Re: My się akurat z Misiem śmiejemy... 04.08.15, 10:30
                                                Po pierwsze - która matka? Wszystkie matki, niektóre matki, większość matek, jakaś konkretna matka?
                                                Po drugie - jeśli chodzi o konkretną matkę, czyli mnie, to nie uzależniam pieniędzy na utrzymanie syna od wyboru kierunku MNIE satysfakcjonującego. To jego życie, jego wybór, jego satysfakcja lub jej brak. Wybierając wiedział, co robi i dostał nasze stanowisko w tej sprawie, ale wyboru dokonał po swojemu.
                                                Został mu jeszcze rok studiów magisterskich na UAM i na tym mój regularny wkład finansowy się zakończy, o czym on od początku wie.
                                                • zmeczona100 Re: My się akurat z Misiem śmiejemy... 04.08.15, 10:40
                                                  nowel1 napisała:

                                                  > Po pierwsze - która matka? Wszystkie matki, niektóre matki, większość matek, ja
                                                  > kaś konkretna matka?

                                                  Oh, Nowel, to oczywiste, że matki tych dzieci, na które muszą płacić alimenty np. takie misie, jesienne (bo przez to ma mniej) czy tria wink
                                                  Dzieci tych matek są też, co oczywiste, wyborcami dróg życiowych swych pociech, niezależnie od ich wieku, a także chcą poprzez wybór tej drogi żerować na byłym i jak najdłużej żyć z jego alimentów big_grin
                                                  Co ciekawe, żadna z tych osób wymienionych przeze mnie nie była rodziną dla swego dorastającego dziecka, bo albo z nim nie utrzymywała kontaktów i nie mieszkała, albo jeszcze dzieci w tym wieku nie ma smile
                                                  Ale się zna! Bo Polak zna się na wszystkim- zawsze i każdy w dodatku wink
                                                  • tricolour Czyli piszesz także o matce swojego tzw partnera.. 04.08.15, 10:47
                                                    ... którego dźwięcznie nazywasz z angielska Poyebem, którego dziecko przy okazji okradasz.

                                                    Zastanów się czasem czy nie lepiej milczeć.
                                                  • zmeczona100 Re: Czyli piszesz także o matce swojego tzw partn 04.08.15, 23:17
                                                    Widać postępy.
                                                    Niestety, to progresja.
                                                  • tricolour U mnie widać postępy, jest progresja... 05.08.15, 07:58
                                                    ... a nasza wymęczona perełka, w świetnej uczelni (wobec wszędzie panującego zidiocenia, gdzie IQ małpy wystarczy, by ukończyć studia) miałaby ambicje pracować w Biedronce lub serwisie sprzątającym byle płacono tyle, ile teraz.

                                                    No, u ciebie żadnych postępów, żadnej progresji tylko normalne, jak zwykle, szmaciarstwo.
                                                  • zmeczona100 Re: U mnie widać postępy, jest progresja... 05.08.15, 09:14
                                                    Tyle, że u ciebie to progresja owego zidiocenia.
                                                    A co do mojej ambicji- jak ktoś żyje, żeby pracować, to rzeczywiście może i jest konieczna.
                                                  • tricolour Mnie progresja idiotyzmu bardziej odpowiada... 05.08.15, 14:55
                                                    ... niż być (jak ty) małżeńską prostytutką, która poprzez okradanie byłego męża, ewoluuje w kierunku okradania potomstwa obecnego tzw partnera.

                                                    Można powiedzieć, że całe swoje życie finansujesz cudzymi fiutami.
                                                  • zmeczona100 Re: Mnie progresja idiotyzmu bardziej odpowiada.. 05.08.15, 15:05
                                                    Progresja jak nic. Ciągle to samo, nic nowego.
                                                    Nuuuuda, panie.
                                                  • tricolour Gdy już całe miasto zobaczy i rozpozna... 05.08.15, 15:12
                                                    ... lafiryndę, to nie ma sensu zaprzeczać.

                                                    Coś się ostać musi...
                                                  • jesienna.nuta zmęczona 08.08.15, 11:23
                                                    zacznij brać leki, bo ci rzeczywistość szkodzi.
                                                    Jesienna już OD DAWNA NIE PŁACI, bo córka męża Jesiennej ma 35 lat.
                                                    Czy dawniej Jesienna miała mniej, bo płaciła? Tak. Miała DUŻO mniej.
                                                    Ale teraz Jesienna ma tyle, ile chce - czyli BARDZO DUŻO.

                                                    Możesz już się skręcić z zawiści.

                                                    P.S.
                                                    A te ohydne pryszcze to twój syn ma po tobie, czy po ojcu?
                                                • tricolour Jeżeli chodzi o "po pierwsze"... 04.08.15, 10:42
                                                  .... to oczywiste, że nie wszystkie matki, oczywiste, że niektóre matki, oczywiste, że nie wiadomo czy większość, czy też może mniejszość matek oraz oczywiste, że znajdzie się jakaś konkretna matka. Odpowiedź jest zatem oczywista.

                                                  Po drugie. O ile dobór kierunku jest sprawą potomka (ale nie wyłączną ze względu na zależność finansową przez czas kształcenia) to już osiąganie odpowiednich wyników jest sprawą rodzica ponieważ rodzic płaci za naukę. Zatem jakie jest Twoja stanowisko w tej sprawie, bo jakoś zupełnie pomijasz tą kwestię?
                                                  • nowel1 Re: Jeżeli chodzi o "po pierwsze"... 04.08.15, 11:42
                                                    Co to są "odpowiednie wyniki" Nie kontroluję ocen z kolejnych zaliczeń i egzaminów, to jest sprawa syna.
                                                    Licencjat obroniony na 5, ale gdyby był na 3 - także utrzymywałabym go podczas magisterskich, gdyby go na nie przyjęli.
                                                    Nie płacę za jego studia, bo studiuje dziennie na UAM; być może miałabym inne podejście, gdyby uczelnia była prywatna i płatna, nie wiem. Zasadniczo - ma się zmieścić w ustalonym czasie, to zostało omowione; poza tym jest dorosły i pracuje w tej chwili na swoje dalsze życie, zatem kontrola należy do niego, nie do mnie.
                                                  • tricolour No, ale tak się trudno rozmawia... 04.08.15, 12:24
                                                    ... gdy Ty piszesz, że nie płacisz na studia, a ja mówię o płaceniu za naukę, nie za studia. Bo dla mnie jest różnica między płaceniem czesnego (czyli za studia), a utrzymywaniem studenta podczas dziennych, bezpłatnych studiów (na co wtedy wydajemy pieniądze i dlaczego?), gdy nie ma on możliwości jednocześnie pracować i się uczyć, bo doba byłaby za krótka.

                                                    Dla mnie (zresztą po nowelizacji kodeksu, bodajże w 2009, zostało to jasno napisane) utrzymywanie studenta, to jest inwestycja w jego przyszłość czyli płacenie za jego naukę. I student ma osiągać odpowiednie postępy w nauce (tak jest napisane - POSTĘPY), inaczej obowiązek alimentacyjny może wygasnąć przed zakończeniem nauki. Normą zatem jest kontrolowanie tychże postępów, tak samo jak kontrolujesz (zapewne to robisz) czy serek ze sklepu jest odpowiedniej jakości i nie jesz spleśniałego.

                                                    "Nie kontroluję ocen z kolejnych zaliczeń i egzaminów, to jest sprawa syna" - oceny to sprawa syna, a finansowanie możliwości uczenia się - to już jest Twoja sprawa.

                                                    No chyba, że otwierasz serek i hop do dzioba bez sprawdzania, krzywienia się i reklamacji, gdy łaskoczą robaki.
                                                  • nowel1 Re: No, ale tak się trudno rozmawia... 04.08.15, 12:55
                                                    My rozmawiamy w innych językach, Tricolour.
                                                    Używasz cytatów z kodeksu, układasz wszystko w szufladkach, kontrolujesz.
                                                    Ja nie.
                                                    Nie wiem, co jest "lepsze", po prostu mamy inaczej.
                                                  • zmeczona100 Re: No, ale tak się trudno rozmawia... 04.08.15, 23:15
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... gdy Ty piszesz, że nie płacisz na studia, a ja mówię o płaceniu za naukę, n
                                                    > ie za studia. Bo dla mnie jest różnica między płaceniem czesnego (czyli za stud
                                                    > ia), a utrzymywaniem studenta podczas dziennych, bezpłatnych studiów (na co wte
                                                    > dy wydajemy pieniądze i dlaczego?), gdy nie ma on możliwości jednocześnie praco
                                                    > wać i się uczyć, bo doba byłaby za krótka.

                                                    Robienie durnia z innych ma tę wadę, że samemu się nim zostaje.

                                                    I student ma osiągać odpowiednie postępy w nauce (tak jest nap
                                                    > isane - POSTĘPY), inaczej obowiązek alimentacyjny może wygasnąć przed zakończen
                                                    > iem nauki. Normą zatem jest kontrolowanie tychże postępów, tak samo jak kontrol
                                                    > ujesz (zapewne to robisz) czy serek ze sklepu jest odpowiedniej jakości i nie j
                                                    > esz spleśniałego.

                                                    TAK!!!! Te postępy w sądach urastają do jednego- do stypendium naukowego. Bo przecież są stypendia naukowe, to jak się przyłoży, to i dostanie. Jak nie ma stypendium, to leń i alimenty mu zabrać albo zmniejszyć. Takie pomysły mają tatusiowe od alimentów smile Tatusiowie- studenci z lat 80-90, gdzie przynajmniej połowa roku, bez większego wysiłku załapywała się na kryteria. Albo tatusiowie bez studiów, za to "przeszkoleni" przez "fora ojcowskie". Otóż z niecierpliwością w trakcie przesłuchiwania mnie czekam na pytania o to stypendium własnie smile Bo wtedy wyjaśniam szanownemu tatusiowi, że owszem, stypendia to są, ale dla wybitnych, bo kiedy parę lat temu zmieniły się drastycznie kryteria, to teraz na ponad 150 osób studiującym na jednym roku stypendia pobiera dosłownie tylko kilka osób. No chyba, żeby obowiązkiem dziecka rozwiedzionych rodziców jest bycie wybitnym, to ja już na takie spaczone postrzeganie życia nic nie poradzę.
                                                  • kotradykcja Re: No, ale tak się trudno rozmawia... 05.08.15, 08:26
                                                    Bo wtedy wyjaśniam szanownemu tatusiowi, że owszem, stypendia to są, ale dla wybitnych, bo kiedy parę lat temu zmieniły się drastycznie kryteria, to teraz na ponad 150 osób studiującym na jednym roku stypendia pobiera dosłownie tylko kilka osób.

                                                    Ale co Ty bzdurzysz? Kryteria są jakie były, określona średnia i finito. I błagam, nie wciskaj mi, że nagle skoczył drastycznie poziom wymagań i nauczania, bo kontakty z uczelniami wyższymi posiadam, więc wiem dokładnie jaki jest poziom dzisiejszych studentów!
                                                    Zaczyna się na poziomie edukacji początkowej (łagodnie, bezstresowo, bez ocen, przepuszczamy wszystkich), potem już leci. Dzieci w 4 klasie nie potrafią czytać (nie mówię o czytaniu ze zrozumieniem, ale o czytaniu płynnym w ogóle!), mają problemy z pisaniem. Kończąc szkołę podstawową większość ma problemy z ortografią, z gramatyką, arytmetyką. Dramat! W szkole średniej niewiele się zmienia, za to ugruntowuje się postawa roszczeniowa.
                                                    Poziom obecnej matury to jakieś nieporozumienie. 30% i matura zdana?
                                                    Haaaaloooooo, ktoś tu myśli? Przecież to oznacza, że taki człowiek nie opanował 70% materiału... WTF?
                                                    Studenci na kierunkach humanistycznych nie odróżniają orzeczenia od podmiotu, sformułowania typu przydawka, dopełnienie to dla nich abstrakcja. Studenci polonistyki oddają prace końcowe z błędami , studenci kierunków politechnicznych, którzy są o krok od dyplomu inżyniera, mają problemy z narysowaniem prostej konstrukcji, myśląc, że program komputerowy sam za nic to zrobi. I pół biedy, programy wiele potrafią, ale trzeba jeszcze potrafić je obsłużyć tongue_out Najgorsze, że oni wcale nie mają poczucia obciachu! Nie wstydzą się swojej ignorancji. Dla mnie to niepojęte.
                                                    Jestem trzecim pokoleniem nauczycieli w mojej rodzinie (a raczej byłam, bo porzuciłam to "chlubne" zajęcie w obliczu nędznych zarobków i wszechogarniającego zafiksowania na papierologii), razem z mamą i babcią czytałam prace maturalne, wypracowania domowe, poprawiałam zadania domowe, itd. Pracowałam w gimnazjum, liceum, na dwóch uczelniach wyższych.
                                                    I stwierdzam, że jest to równia pochyła.
                                                    Przypadki zdolnych, pracowitych, chcących coś osiągnąć osób są. Ale giną w tłumie rozwydrzonych, niedouczonych, roszczeniowych pseudo-studentów, którzy żądają oceny dostatecznej za to, że łaskawie będą figurować na liście. Wszak niż demograficzny jest, a "my mamy pracę dzięki nim".
                                                    No to sobie zmieniłam pracę i teraz przeprowadzam rozmowy kwalifikacyjne z takimi osobnikami big_grin Ooooj, jak szybko minki rzedną, kiedy okazuje się, że mam w nosie świstek a interesuje mnie co on/a konkretnie potrafi. I zdziwienie, że przecież "ja skończyłem/łam studia".
                                                    No, ale jak to powiedział jeden z naszych prezydentów - człowiek po skończeniu szkoły powinien potrafić czytać, pisać, obsługiwać komputer i prowadzić samochód.
                                                    Idziemy dokładnie w tym kierunku.
                                                    Jeśli moje dziecko będzie miało fantazję studiować zamiast się uczyć, co jest oczywiście jego prawem, będzie dorosły, kranik z kasą zostanie zakręcony natychmiast. Jeśli będzie się uczył, osiągał coś, oddam na ten cel ostatniego grosza. Ale jeśli ma po prostu dobrze się bawić, sorry, nie za moje pieniądze.
                                                    I nie dziwię się wcale rodzicom, którzy odmawiają łożenia na pseudo-studentów.
                                                  • zmeczona100 Re: No, ale tak się trudno rozmawia... 05.08.15, 09:32
                                                    > Ale co Ty bzdurzysz? Kryteria są jakie były, określona średnia i finito. I błag
                                                    > am, nie wciskaj mi, że nagle skoczył drastycznie poziom wymagań i nauczania, bo
                                                    > kontakty z uczelniami wyższymi posiadam, więc wiem dokładnie jaki jest poziom
                                                    > dzisiejszych studentów!

                                                    Ach, więc przyznaję się do błędu!
                                                    Otóż 'za moich czasów' i jeszcze jakieś kilka lat temu, aby otrzymać stypendium wystarczyło mieć 4.06 średniej liczonej ze wszystkiego, jak leci. Teraz jest tak, że trzeba mieć przynajmniej 4.86 i to liczone tylko z egzaminów i zaliczeń końcowych z oceną z przedmiotów: czyli nie ma już, że przedmiot ma 3 semestry i każdy semestr kończący się oceną zaliczającą semestr, a dodatkowo jeszcze czwarta ocen- z egzaminu końcowego, która nawet dst miała niewielki wpływ na średnią z tegoż przedmiotu, bo łatwiej zaliczyć każdy semestr osobno, niż cały jednocześnie. Po prostu nie wlicza się ocen wystawianych przed sesją (za wyjątkiem egzaminów i zaliczeń w terminie zero).
                                                    To znaczy, że z kilkunastu ocen łatwiej uzyskać kiedyś było 4.06, niż dzisiaj z 3-4 na koniec semestru.
                                                    Za to wysokość takiego stypendium jest znacząco wyższa, niż wtedy, kiedy "należało się" prawie każdemu.
                                                    Aha, i nie mówię o studiach typu socjologia, kulturoznawstwo czy jakaś inna pedagogika, żeby była jasność.
                                                    Co do reszty- no i gdzie w tym wina rodziców, że nie kazali pracować studentowi? Sama opisujesz to, co w efekcie doprowadziło do magrinalizacji wykształcenia wyższego. Z fatalnego materiału nic dobrego nie powstanie.

                                                    > Jeśli moje dziecko będzie miało fantazję studiować zamiast się uczyć, co jest o
                                                    > czywiście jego prawem, będzie dorosły, kranik z kasą zostanie zakręcony natychm
                                                    > iast. Jeśli będzie się uczył, osiągał coś, oddam na ten cel ostatniego grosza.
                                                    > Ale jeśli ma po prostu dobrze się bawić, sorry, nie za moje pieniądze.
                                                    > I nie dziwię się wcale rodzicom, którzy odmawiają łożenia na pseudo-studentów.

                                                    Nie zauważyłam, aby dyskusja dotyczyła finansowania zabawy zamiast studiowania.
                                                    Sorry, ale nie wiem, dlaczego uważasz, że dzieciak ma się uczyć, a nie studiować. Bez studiowania nie ma studenta.
                                                    A gdybyś jednak odmówiła finansowania studiów swemu dzieciakowi, to jednak powództwo nie będzie oddalone, jeśli zalicza semestry, choćby i nawet powtórka mu się przytrafiła. takie jest orzecznictwo.
                                                  • jesienna.nuta Re: No, ale tak się trudno rozmawia... 08.08.15, 11:29
                                                    Tri, masz słuszność.
                                                    Kiedyś, jak szydło wyszło z wora i okazało się, że córka męża jest trzeci rok na drugim roku, a jej wyniki w nauce są - delikatnie mówiąc - mniej niż mierne, sąd OBNIŻYŁ alimenty na nią z 3500 zł/mc. na 120 zł/mc (słownie: sto dwadzieścia złotych) i jeszcze nakazał panience IŚĆ DO PRACY przynajmniej w weekendy, aby SAMA DORABIAŁA DO SWOJEGO UTRZYMANIA.
                                                  • wawrzanka Re: No, ale tak się trudno rozmawia... 08.08.15, 11:46
                                                    Jak widać nie takie te sądy okrutne dla mężczyzn.
                                                  • tricolour W alimentach nie chodzi o mężczyzn, a o dzieci... 08.08.15, 15:47
                                                    ... i obniżenie alimentów z 3500 na 120 jest dla dobra młodego człowieka, by nie był na drugim roku studiów przez całe życie. To jest sądowy kop w dupę, by się dupa w końcu ruszyła.

                                                    Dziwi mnie, że tego nie chcesz dostrzec. Szczególnie w powiązniu z pełnioną tu funkcją moderatora.
                                                  • wawrzanka Re: W alimentach nie chodzi o mężczyzn, a o dziec 08.08.15, 19:20
                                                    Czy naprawdę myślisz, że powinnam tu opisywać wszystko, co dostrzegam? smile
                                                  • zmeczona100 Re: No, ale tak się trudno rozmawia... 15.08.15, 23:20
                                                    jesienna.nuta napisała:


                                                    > Kiedyś, jak szydło wyszło z wora i okazało się, że córka męża jest trzeci rok n
                                                    > a drugim roku, a jej wyniki w nauce są - delikatnie mówiąc - mniej niż mierne

                                                    O matko! A po kim ona taka tępa? Po ojcu czy to wpływ macochy?

                                                    ,
                                                    > sąd OBNIŻYŁ alimenty na nią z 3500 zł/mc. na 120 zł/mc (słownie: sto dwadzieści
                                                    > a złotych) i jeszcze nakazał panience IŚĆ DO PRACY przynajmniej w weekendy, aby
                                                    > SAMA DORABIAŁA DO SWOJEGO UTRZYMANIA.

                                                    Jesienna, co ma na celu wypisywanie przez Ciebie takich bredni?
                                                    Alimenty można zmniejszyć (i zwiększyć) przy zmianie stosunków-potrzeby wzrosły/ wzrosły zarobki/pojawiły się nowe okoliczności. Tu nic takiego nie zaszło. Do wygaśnięcia obowiązku alimentacyjnego potrzeba z kolei usamodzielnienia się dziecka (lub zerowe możliwości zarobkowe i majątkowe ojca) lub udawanie nauki. W opisywanym przypadku nic takiego zajść nie mogło, bo albo zniesiono by w ogóle alimenty, albo pozostawiono je na tym samym poziomie. Że o posłaniu dzieciaka (bez zawodu smile ) do pracy równocześnie ze studiami, nie wspomnę.
                                                    Jak już coś wymyślasz, to niech to przynajmniej ma ręce i nogi smile
                                            • mis_zakneblowany Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 05.08.15, 07:23
                                              nowel1 napisała:
                                              > Gdzieś tam państwu brzęczy, że może nie do końca macie rację, ale iść w zaparte
                                              > trzeba. No to na zdrowie smile

                                              Rację niestety ma ten, kto ma władzę - a ona zazwyczaj stoi po waszej stronie. Słyszałem ostatnio o sprawie, w której sąd zasądził od ojca lekarza kilkadziesiąt tysięcy złotych tytułem zwrotu kosztów za kurs pilotażu samolotów, który zamarzył się synowi (za który zapłaciła matka). Nie mogę podać więcej szczegółów, ale ciekaw jestem czy w drugiej instancji podtrzymają wyrok.
                                              • nowel1 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 05.08.15, 07:46
                                                A ja słyszałam, że gdzieś tam matka dostaje 600 zł alimentów na trójkę dorastających dzieci; co ciekawe, nieściągalnych. I nawet znam tę matkę osobiście. Tatuś zdrowy, informatyk.

                                                I co z tego wynika?

                                                Nic, misiu, kompletnie nic, bo to są skrajne przypadki i opieranie się na nich w argumentacji jest bezsensowne.
                                                • mis_zakneblowany Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 07.08.15, 22:29
                                                  nowel1 napisała:

                                                  > Nic, misiu, kompletnie nic, bo to są skrajne przypadki i opieranie się na nich
                                                  > w argumentacji jest bezsensowne.



                                                  A to zależy co chcemy wykazać - w przytoczonym przez Ciebie przypadku dzieci nie są pełnoletnie, a poza tym gdyby matka zażądała w ich imieniu wyższych alimentów, to najpewniej sąd by się przychylił do jej żądania. Właściwy problem polega więc na tym, że odnośnie omawianego przez Ciebie tatusia system jest nieskuteczny (a nie że stoi po jego stronie).
                                                  • nowel1 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 07.08.15, 22:33
                                                    Matka zażądała.
                                                  • mis_zakneblowany Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 07.08.15, 22:44
                                                    I co ? Sąd uznał, że 200 zł na dziecko wystarczy, skoro ojciec i tak nie płaci ?
                                                  • nowel1 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 07.08.15, 22:51
                                                    Niestety tak.
                                                  • mis_zakneblowany Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 07.08.15, 23:00
                                                    No cóż, matka zapewne w miarę majętna, a ojciec "goły" i "bezrobotny". I takie przypadki się zdarzają.
                                                  • nowel1 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 07.08.15, 23:08
                                                    Aha. Informatyk. W Warszawie. Goły i bezrobotny. Matka majętna. Zasuwa jak mały samochodzik i dokształca się.
                                                    Jasne, sytuacja oczywista i klarowna.
                                                  • mis_zakneblowany Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 07.08.15, 23:47
                                                    "Goły" i "bezrobotny" było w cudzysłowiu, nie przeczę przecież, że firmę mógł zarejestrować w Londynie, a konto w banku LLoyd's. A może i nie, może informatykiem (cokolwiek to oznacza) jest z tytułu na pożółkłym dyplomie, w Warszawie mieszka na Dworcu Wschodnim.
                                                    Ty jesteś pewna, że wszystko wiesz w tej sprawie - dlaczego ma konflikt z byłą żoną i dlaczego nie chce płacić na dzieci ? Wszystko jest klarowne, zerojedynkowe, matka szlachetna, szyderstwo uprawnione ? (tylko retorycznie zapytuję).
                                                  • nowel1 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 08.08.15, 09:06
                                                    Misiu, jestem pewna - to raz.
                                                    A dwa - nie przytoczyłam tej historii, żeby pokazać, jakie matki są wspaniałe, a ojcowie podli, bo tak nie uważam.
                                                    Tylko dla przeciwwagi wobec Twojej opowieści.
                                                  • mis_zakneblowany Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 08.08.15, 15:21
                                                    Średnio mnie ta przeciwwaga przekonuje.
                                                    Może matce w tej sprawie nie chodziło tak naprawdę o orzeczenie wyższych alimentów, tylko o to żeby w ogóle "poruszyć" ojca, dowiedzieć się o nim czegoś, zainteresować go dziećmi. Dla mocno skonfliktowanych ludzi, którzy podpalili pomiędzy sobą wszystkie mosty sala sądowa czasami pozostaje tym ostatnim...
                                                    Z moich doświadczeń wynika w każdym razie, że sądy raczej nie żałują dzieciom kasy od ojców, jeśli tylko przedstawić im (znaczy sądom) odpowiednie przesłanki. Ale nie przeczę też, że akurat w tym przypadku mogło być inaczej smile
                                              • zmeczona100 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 05.08.15, 09:39
                                                Słyszałem ostatnio o sprawie, w której sąd zasądził od ojca lekarza kilkadziesi
                                                > ąt tysięcy złotych tytułem zwrotu kosztów za kurs pilotażu samolotów, który zam
                                                > arzył się synowi (za który zapłaciła matka).

                                                Skoro ten kurs zapewnił mu zawód (lub jest jednym z kilku kroków w tym kierunku), a więc pozwoli mu się usamodzielnić, to z czym masz problem? Że to tyle kosztuje? A no dobre wykształcenie kosztuje. Za to przynosi wymierne zyski finansowe w przyszłości. Ale tego to już tacy tatusiowie nie mogą zdzierżyć smile
                                                • mis_zakneblowany Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 05.08.15, 13:23
                                                  Uważam, że sąd nie powinien decydować za rodzica o przeznaczeniu takiej kwoty na dorosłe dziecko. Inna sprawa, że akurat w tym konkretnym przypadku ojciec zadeklarował sfinansowanie kursu, a później się z tej deklaracji wycofał i na tym fakcie oparła swoje żądanie matka.
                                                  • zmeczona100 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 05.08.15, 14:14
                                                    mis_zakneblowany napisał:

                                                    > Uważam, że sąd nie powinien decydować za rodzica o przeznaczeniu takiej kwoty n
                                                    > a dorosłe dziecko.

                                                    No ba. W ogóle nie powinien decydować za rodzica, ile tam np. ma płacić alimentów. Toż to rozporządzanie cudzym majątkiem!


                                                    Inna sprawa, że akurat w tym konkretnym przypadku ojciec zad
                                                    > eklarował sfinansowanie kursu, a później się z tej deklaracji wycofał i na tym
                                                    > fakcie oparła swoje żądanie matka.

                                                    A ten okropny syn i jego okropna matka nie chciały pójść w jego ślady. Straszne!
                                                  • kotradykcja Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 05.08.15, 14:38
                                                    Abstrahując już od tej sprawy z kursem pilotażu, czy Tobie sąd mówi ile masz na swoje dziecko wydawać?
                                                    Tak z ciekawości pytam, czy masz jakikolwiek przymus zewnętrzny żeby wydać na syna co miesiąc określoną kwotę, np 1000 zł. I jakie spotykają Cię jeśli np. w lutym wydasz na syna 800 zł? Czy jeśli w marcu styczniu wydałaś 1200 to się wg sądu zrównuje?
                                                    Bo np. w przypadku płacenia alimentów narzuconych przez sąd takie operacje nie są możliwe. A jak jest u Ciebie?
                                                    Bo ja np. w jednym miesiącu wydaję na dziecko 2000 zł, a w innym 400 zł i nikt mi za to łba nie urywa. Co więcej, nie spotka mnie żadna reperkusja nawet jeśli będę wydawać po 300 zł miesięcznie na dziecko przez pół roku. Natomiast ktoś, kto ma odgórnie narzucone alimenty w takiej sytuacji miałby już komornika na karku i lawinowo narastające zadłużenie.
                                                  • zmeczona100 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 05.08.15, 15:19
                                                    kotradykcja napisał(a):

                                                    > Abstrahując już od tej sprawy z kursem pilotażu, czy Tobie sąd mówi ile masz na
                                                    > swoje dziecko wydawać?

                                                    Tak- całą resztę ponad to, co płaci jego ojciec smile

                                                    > Tak z ciekawości pytam, czy masz jakikolwiek przymus zewnętrzny żeby wydać na s
                                                    > yna co miesiąc określoną kwotę, np 1000 zł. I jakie spotykają Cię jeśli np. w l
                                                    > utym wydasz na syna 800 zł? Czy jeśli w marcu styczniu wydałaś 1200 to się wg s
                                                    > ądu zrównuje?

                                                    Nie wiem, o czym piszesz, nie rozumiem.

                                                    > Bo np. w przypadku płacenia alimentów narzuconych przez sąd takie operacje nie
                                                    > są możliwe. A jak jest u Ciebie?

                                                    Tzn. jakie operacje?

                                                    > Bo ja np. w jednym miesiącu wydaję na dziecko 2000 zł, a w innym 400 zł i nikt
                                                    > mi za to łba nie urywa.

                                                    No zaraz. Ponoć utrzymanie dziecka to 500 zł miesięcznie.

                                                    Co więcej, nie spotka mnie żadna reperkusja nawet jeśli
                                                    > będę wydawać po 300 zł miesięcznie na dziecko przez pół roku.

                                                    Reperkusja to nie, ale mógłbyś zbić kapitał na założeniu biura doradczego.

                                                    Natomiast ktoś,
                                                    > kto ma odgórnie narzucone alimenty w takiej sytuacji miałby już komornika na ka
                                                    > rku i lawinowo narastające zadłużenie.

                                                    Chodzi Ci o to, że matka Twojego dziecka wydaje pieniądze na waciki, zamiast na dziecko, tak?
                                                  • kotradykcja Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 05.08.15, 15:33
                                                    zmeczona100 05.08.15, 15:19
                                                    kotradykcja napisał(a):

                                                    > Abstrahując już od tej sprawy z kursem pilotażu, czy Tobie sąd mówi ile masz na
                                                    > swoje dziecko wydawać?

                                                    Tak- całą resztę ponad to, co płaci jego ojciec smile


                                                    Czyli rozumiem, że masz zapis w orzeczeniu - pani Zmeczona ma obowiązek wypłacać na konto X co miesiąc kwotę Y do dnia 10 każdego miesiąca, w przypadku zwłoki ma obowiązek wypłacić odsetki ustawowe za każdy dzień zwłoki
                                                    Tak?

                                                    > Tak z ciekawości pytam, czy masz jakikolwiek przymus zewnętrzny żeby wydać na s
                                                    > yna co miesiąc określoną kwotę, np 1000 zł. I jakie spotykają Cię jeśli np. w l
                                                    > utym wydasz na syna 800 zł? Czy jeśli w marcu styczniu wydałaś 1200 to się wg s
                                                    > ądu zrównuje?

                                                    Nie wiem, o czym piszesz, nie rozumiem.


                                                    Ależ to bardzo proste.
                                                    Jeśli w lutym dziecko potrzebuje żeby wydać na nie 1200 zł (a masz narzucone przez sąd 1000 miesięcznie), to wydajesz te 1200, natomiast w kolejnym miesiącu, w marcu (przepraszam, styczeń się wtrącił, ale chyba z kontekstu wynika o co chodzi) możesz wydać 800 zł (bo np. nie masz, masz gorszy miesiąc, nadwyżkę wydałaś wcześniej, itd.), wtedy sumarycznie wychodzi za dwa miesiące 2000, czyli 1000 na miesiąc.
                                                    Masz taką możliwość? No bo skoro masz przez sąd odgórnie narzucone 1000 miesięcznie...

                                                    > Bo np. w przypadku płacenia alimentów narzuconych przez sąd takie operacje nie
                                                    > są możliwe. A jak jest u Ciebie?

                                                    Tzn. jakie operacje?


                                                    Takie jak wyżej opisane. W przypadku płacenia alimentów jeśli rodzic zobowiązany wyda w lutym 1200 to 200 traktowane jest jako prezent i absolutnie nie ma możliwości żeby w kolejnym miesiącu płacić mniej.

                                                    > Bo ja np. w jednym miesiącu wydaję na dziecko 2000 zł, a w innym 400 zł i nikt
                                                    > mi za to łba nie urywa.

                                                    No zaraz. Ponoć utrzymanie dziecka to 500 zł miesięcznie.


                                                    Rozumiem, że rżniesz głupa, ale oczywiście wiesz o tym, że czasami zamiast bułeczki z szyneczką można dać dziecku chlebek z ogórkiem z działki, zamiast kupić nowe spodnie można mu dać po starszym rodzeństwie, kuzynostwie, a nawet dostane od znajomych, zamiast soczku w kartoniku można dać filtrowaną wodę z kranu, itd.

                                                    Co więcej, nie spotka mnie żadna reperkusja nawet jeśli
                                                    > będę wydawać po 300 zł miesięcznie na dziecko przez pół roku.

                                                    Reperkusja to nie, ale mógłbyś zbić kapitał na założeniu biura doradczego.


                                                    Mogłabym? Nie sądzę. Ostatecznie są ludzie, którzy żyją za mniej niż 500 zł miesięcznie na osobę w rodzinie. Też zastanawiam się jak to robią.

                                                    Natomiast ktoś,
                                                    > kto ma odgórnie narzucone alimenty w takiej sytuacji miałby już komornika na ka
                                                    > rku i lawinowo narastające zadłużenie.

                                                    Chodzi Ci o to, że matka Twojego dziecka wydaje pieniądze na waciki, zamiast na dziecko, tak?


                                                    Matką mojego dziecka jestem ja. Dla wyjaśnienia - mój mąż alimentów nie płaci, więc ten argument jakobym była pazerną nexią też odpada.
                                                    Zwyczajnie dla rozrywki rozkmniniam zasady funkcjonowania i tyle.
                                                    Ale rozumiem, ze pytania zadaję niewygodne?
                                                  • zmeczona100 Re: Hehehe, przypomnialo mi się... 05.08.15, 15:53
                                                    kotradykcja napisał(a):

                                                    > Zwyczajnie dla rozrywki rozkmniniam zasady funkcjonowania i tyle.

                                                    A, to co innego smile
                                                    Jak już rozkminisz, to wtedy wróć i zadaj mi konkretne pytanie, takie ad "zasad funkcjonowania", a nie tego, co Ci się wydaje teraz, przed rozkminianiem.

                                                    > Ale rozumiem, ze pytania zadaję niewygodne?

                                                    Musiałabyś zadac pytanie niewygodne, a nie takie, które obnaża Twoje braki. Ja po prostu nie mam najmniejszej ochoty na prowadzenie edukacji w zakresie podstaw prawa rodzinnego i opiekuńczego smile
                                                  • obrazo-burca A odpowiesz Tri? 05.08.15, 14:43
                                                    Czas biegnie, ludzie się zmieniają, człowiek zaglądnie na forum, bo się pojawiło na głównej, a zmęczona dalej nie wypoczęła. Czy upał, czy mróz big_grin
                                                    Nie będę się nad Tobą pastwił, bo i po co ......

                                                    Ale odpowiesz na pytanie jakie Ci zadał Tri, odnośnie alimentów Twojego exa i Twojego partnera? Choć zasadniczo swoim atakiem na Tri i użyciem słów .... odpowiedzi udzieliłaś.

                                                  • tricolour Przecież odpowiedziała. 05.08.15, 15:04
                                                    Przeczytała moje pytanie, zastanowiła się nad odpowiedzią i doszła do wniosku, że nie może dać merytorycznej odpowiedzi, bo potwierdzi moje twierdzenie o jej szmaciarskim charakterze. Mogła zamilczeć, ale była pewna, że ponowię pytanie, przez co milczenie nic nie da. Dostrzegła, że kłapiąc dziobem na prawo i lewo wypadła jej rzecz wstydliwa. Ona nie radzi sobie ze wstydem, bo jest zakłamana więc zamieniła wstyd na złość (taki schemat zamiany uczuć u ludzi prymitywnych), a złość na agresję.

                                                    I mamy odpowiedź.
                                                  • zmeczona100 Re: Przecież odpowiedziała. 05.08.15, 15:24

                                                    Że zacytuję nowel1: To są twoje projekcje i hipotezy i mówią coś jedynie o tobie, nie o zmęczonej.
                                                  • tricolour No to skoro mówią o mnie... 05.08.15, 15:27
                                                    ... to "ja pierdole" oraz "jaki poyeb" było - na takiej samej zasadzie - o tobie.

                                                    Co Było Do Okazania.

                                                    Dalej wole być specem od hipotez niż pierdoloną i poyebaną.
                                                  • zmeczona100 Re: A odpowiesz Tri? 05.08.15, 15:13
                                                    > Ale odpowiesz na pytanie jakie Ci zadał Tri, odnośnie alimentów Twojego exa i T
                                                    > wojego partnera?

                                                    Nie. Niby po co miałabym to zrobić?
                                                  • obrazo-burca Re: A odpowiesz Tri? 05.08.15, 15:45
                                                    No fakt. Bez sensu. Jakby na tym forum nie było niewypoczętej zmęczonej, to bym dzisiejsze zajrzenie tu uznał za nieudane. A tak przynajmniej beka, jak prawie zawsze. I nie tylko beka. Ale pastwił się nie będę, bo po co.

                                    • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 04.08.15, 10:26
                                      mis_zakneblowany napisał: > Teoretycznie masz Nuto rację, ale z drugiej strony to także tylko kwestia punkt
                                      > u widzenia. Im więcej absolwentów zaopiekowanych i wypuszczanych spod skrzydeł
                                      > zmęczonych, tym lepsza na rynku sytuacja profesjonalistów, dla których absolwen
                                      > ci ci stanowią "konkurencję". I nie przemawia przeze mnie złośliwość, tylko czy
                                      > sty pragmatyzm. Obserwuję w mojej branży, że kolejne roczniki młodzieży są zawo
                                      > dowo coraz słabsze. Pół biedy jeszcze kiedy ktoś im mówi co mają robić, rzecz w
                                      > tym, że przy problemach o troszkę wyższym poziomie złożoności i abstrakcji ani
                                      > nikt im nie powie co mają robić, ani nie wyguglają sobie gotowych odpowiedzi.
                                      > M.in. dlatego ja i moi koledzy z branży w wieku 30+, 40+, możemy spać spokojnie
                                      > , dyktując coraz wyższe stawki wink

                                      Misiu mój drogi,

                                      pracuję w takiej branży, gdzie nigdy nie było, nie ma i nie będzie bezrobocia i aby zatrzymać ucieczkę absolwentów poza Polskę nasz rząd kochany wink zapewnił tej grupie (bo prawie każdy z nich pracuje m.in. w budżetówce) naprawdę godne zarobki, ba, nawet bardzo dobre- tak, że dzisiaj niewielu myśli o wyjeździe poza Polskę do pracy (bo na staże to jak najbardziej tak- bo to potem daje niezłą pozycję startową w karierze tutaj, na miejscu). I nie martw się o ich jakość i z tego powodu, że od czasu do czasu w TV można się dowiedzieć o tym, czego dokonują, a jest to nie tylko na najwyższym poziomie światowym, ale bywają też pionierami.
                                      Trudno oczekiwać miernoty moich studentów choćby i z tego powodu, że na 1 miejsce od zawsze były tłumy; ostatnie lata to było 23-15 osób na 1 miejsce i rekrutacja zostaje zawsze zakończona przy pierwszym podejściu, a na roku jest zawsze przynajmniej kilkunastu finalistów olimpiad centralnych (w tym roku było ich 16).

                                      Aha, i taki stary piernik jak Ty wink to nie jesteś dla nich żadną konkurencją- jest odwrotnie wink Oni już na studiach korzystają z wymiany z innymi ośrodkami, a najbardziej zdolni w trakcie wakacji mogą odbywać praktyki zagraniczne (na zaproszenie) na takim poziomie, o którym starzy wyjadacze mogę sobie pomarzyć, hehe (pomijam barierę językową smile ).
                                      • mis_zakneblowany Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 04.08.15, 17:38
                                        zmeczona100 napisała:
                                        > pracuję w takiej branży, gdzie nigdy nie było, nie ma i nie będzie bezrobocia

                                        No z pewnością - w końcu pracujesz na jednej z szuflandzkich wyższych uczelni big_grin
                                        W mojej brażny (inżynieria oprogramowania) też nie ma bezrobocia i absolwenci (jacy by nie byli) nie narzekają, co jednak nie zmienia faktu, że rozpiętość zarobków jest znaczna.

                                        > aby zatrzymać ucieczkę absolwentów poza Polskę nasz rząd kochany wink
                                        >zapewnił tej grupie (bo prawie każdy z nich pracuje m.in. w budżetówce) naprawdę godne \
                                        >zarobki

                                        No widzisz, a ja sobie swoje zarobki zapewniam sam, bez pomocy polskiego rządu i tego się będę trzymał smile

                                        > I nie martw się o ich jakość i z tego powodu, że od czasu do czasu w TV można się
                                        >dowiedzieć o tym, czego dokonują, a jest to nie tylko na najwyższym poziomie światowym,
                                        >ale bywają też pionierami. Trudno oczekiwać miernoty moich studentów choćby i z tego
                                        >powodu, że na 1 miejsce od zawsze były tłumy; ostatnie lata to było 23-15 osób na 1
                                        >miejsce i rekrutacja zostaje zawsze zakończona przy pierwszym podejściu, a na roku jest
                                        >zawsze przynajmniej kilkunastu finalistów olimpiad centralnych (w tym roku było ich 16).

                                        To za moich czasów była moda na psychologię. Po 20-30 osób na miejsce i z pewnością więcej niż kilku finalistów olimpiad na roku, na takim UW czy UJ. No i co z tego ? Jesteś pewna, że ci ludzie tak dobrze na tej psychologii wyszli ? Prezentujesz typowe polskie sny o potędze i nadymanie się czego to my nie dokonaliśmy.
                                        Poza tym ja nigdzie nie pisałem, że wszyscy są słabi - oczywiście, że jest wielu piekielnie zdolnych, młodych ludzi, którzy ciężko pracują i wiedzą czego chcą - pisałem tylko jaka jest moim zdaniem ogólna tendencja i co z tego wynika.

                                        > Aha, i taki stary piernik jak Ty wink to nie jesteś dla nich żadną konkurencją- j
                                        > est odwrotnie wink Oni już na studiach korzystają z wymiany z innymi ośrodkami, a
                                        > najbardziej zdolni w trakcie wakacji mogą odbywać praktyki zagraniczne (na zap
                                        > roszenie) na takim poziomie, o którym starzy wyjadacze mogę sobie pomarzyć, heh
                                        > e (pomijam barierę językową smile ).

                                        Dobra, dobra, wystarczająco dużo czasu spędziłem ucząc się i pracując na Zachodzie, żeby
                                        Twoje majaczenia i wstawki o "zagramanicy" nie robiły na mnie kompletnie żadnego wrażenia smile
                                        Pracuję w tym kraju z własnego wyboru, a nie z konieczności. Poza tym moja fizyczna lokalizacja chyba nie ma większego znaczenia, bo mogę równie dobrze zatrudnić się przy projekcie, w którym będę pracować zdalnie dla firmy z Amsterdamu.
                                        • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 04.08.15, 22:41
                                          Misiu, a ja do tej pory uważałam, że programiści nie mają problemów z logicznym myśleniem, analizą i syntezą danych i ich wykorzystaniem.
                                    • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 04.08.15, 12:09
                                      > Obserwuję w mojej branży, że kolejne roczniki młodzieży są zawo
                                      > dowo coraz słabsze. Pół biedy jeszcze kiedy ktoś im mówi co mają robić, rzecz w
                                      > tym, że przy problemach o troszkę wyższym poziomie złożoności i abstrakcji ani
                                      > nikt im nie powie co mają robić, ani nie wyguglają sobie gotowych odpowiedzi.
                                      > M.in. dlatego ja i moi koledzy z branży w wieku 30+, 40+, możemy spać spokojnie
                                      > , dyktując coraz wyższe stawki wink

                                      Mam bardzo podobne obserwacje. Jakoś nigdy nie łączyłam ich ze zjawiskiem niańczenia dorosłych ludzi przez rodziców... Ale coś w tym jest.
                                      Na moim roku nie pracowały (studia dzienne) tylko 3 osoby z 26.
                                      Ja pracowałam, dostawałam stypendium naukowe i dzięki temu od rodziców brać nie musiałam. Był to dla mnie punkt honoru - jestem dorosła, chcę być wolna i stanowić sama o sobie, a to wyklucza bycie sponsorowaną przez rodziców.
                                      I tak sobie myślę, że dobrze na tym wyszłam smile
                                      • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 04.08.15, 22:58
                                        > Mam bardzo podobne obserwacje. Jakoś nigdy nie łączyłam ich ze zjawiskiem niańc
                                        > zenia dorosłych ludzi przez rodziców...

                                        Bo żadnego związku nie ma.

                                        Ale coś w tym jest.
                                        > Na moim roku nie pracowały (studia dzienne) tylko 3 osoby z 26

                                        W czasach, kiedy dzisiejsi 40 plus studiowali i pracowali, to owszem, łączyli pracę ze studiami, bo dla pracujących studia były zaoczne. To znaczy, że studenci dzienni oddawali się tylko swoim studiom. Tzn. tak było zazwyczaj, bo nie wykluczam wyjątków- ja w każdym razie wśród znajomych z różnych kierunków nie miałam nikogo pracującego. Idąc tokiem Twego przyjętego błędnego rozumowania to ci dzisiejsi 40 plus powinni być jako pracownicy do niczego, a przecież z dyskusji wynika, że jest odwrotnie.

                                        Jak już chcesz poszukać ewentualnych związków przyczynowo- skutkowych, to popatrz w roczniki statystyczne z lat z przełomu lat 80 i 90 oraz np. z 2010r. (ci absolwenci już są na rynku pracy) i zwróć uwagę, jaki% młodzieży z każdego rocznika miał maturę, jaki dostawał się na studia i jaki miał wyższe wykształcenie i ilu było rocznie absolwentów wyższych uczelni w stosunku do populacji w danym wieku. Wtedy studia były przywilejem, a dzisiaj są prawem. Kiedyś były dobre szkoły zawodowe, a teraz wystarczy mieć IQ małpy, aby dostać się na studia dzienne i je ukończyć. Zapaść demograficzna i rozbuchanie do granic nieprzyzwoitości snu o dobrej pracy dla każdego po studiach zrobiły swoje. I jeszcze po drodze matura Giertychowska i cały rozpier.dzielony system edukacji. Plus zapaść systemu rodzinnego. To jest prawdziwa przyczyna, a nie to, czy ktoś w czasie studiów pracuje, czy nie.


                                        ---
                                        "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
                                        • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 08:44
                                          Jak już chcesz poszukać ewentualnych związków przyczynowo- skutkowych, to popatrz w roczniki statystyczne z lat z przełomu lat 80 i 90 oraz np. z 2010r. (ci absolwenci już są na rynku pracy) i zwróć uwagę, jaki% młodzieży z każdego rocznika miał maturę, jaki dostawał się na studia i jaki miał wyższe wykształcenie i ilu było rocznie absolwentów wyższych uczelni w stosunku do populacji w danym wieku. Wtedy studia były przywilejem, a dzisiaj są prawem. Kiedyś były dobre szkoły zawodowe, a teraz wystarczy mieć IQ małpy, aby dostać się na studia dzienne i je ukończyć. Zapaść demograficzna i rozbuchanie do granic nieprzyzwoitości snu o dobrej pracy dla każdego po studiach zrobiły swoje. I jeszcze po drodze matura Giertychowska i cały rozpier.dzielony system edukacji. Plus zapaść systemu rodzinnego. To jest prawdziwa przyczyna, a nie to, czy ktoś w czasie studiów pracuje, czy nie.

                                          No i właśnie potwierdziłaś to, co przed chwilą napisałam.
                                          Poziom ogólny edukacji spadł na łeb na szyję. Być teraz studentem to żadne halo, wysiłek mierny. Zatem tym bardziej wymaganie postępów w nauce i jakiejś odpowiedzialnej postawy ze strony rodziców jest jak najbardziej zasadne.
                                          • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 09:44
                                            Być teraz studentem to żadne halo
                                            > , wysiłek mierny

                                            Naprawdę? To ciekawe.
                                            Moim studentom tak generalnie współczuję. Nie wiem, czy miałabym siły, aby dzisiaj skończyć te same studia. I nie mówię o kulturoznawstwie, politologii, pedagogice czy innej socjologii.
                                            • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 13:11
                                              Zmeczona, nie wiem CO studiują Twoi studenci. Jasne, są kierunki typu medycyna, jakieś wysoko wyspecjalizowane techniczne kierunki na politechnice, wykluczyłam je na wstępie, bo jasne, że tam nie ma przelewek.
                                              Ale przepraszam Cię, jaki procent studentów jest na tych kierunkach?
                                              Uważasz, że studenciak politologii czy kulturoznawstwa zbierający z trudem trójczyny, lecący na warunkach też zasługuje na nieustanne dopieszczanie finansowe?
                                              Bo o tym cały czas mowa. Że dziecię w wieku lat 20+ nie garnie się do roboty uważając, że jako student jest świętą krową, do której z szacuneczkiem trzeba, wszak on/a STUDIUJE. A tymczasem dziecina bawi się przez 8 miesięcy w roku, do nauki przysiada na tydzień -dwa przed sesją i ma wywalone na wszystko.
                                              Uważasz, że tak właśnie powinno być? Że rodzice mają w zdrowego konia czy pannicę ładować kasę tylko dlatego, że latorośl na liście studentów widnieje? A latorośl ma w nosie wszystko, kasę przepuszcza, do łba nic nie przyswaja poza tym, że można pasożytować na rodzicach.
                                              No kurczę, ja tego nie widzę, naprawdę.
                                              Pracowałam na studiach magisterskich. Pracowałam robiąc studia doktoranckie. Po drodze skończyłam kilka podyplomówek i kursów zawodowych. I do głowy mi nie przyszło ciągnąć pieniądze od rodziców. Dawałam korepetycje, pracowałam w restauracji, itp.
                                              Nie szanuję dorosłych żyjących na cudzy koszt, chyba, że wyboru nie mają, bo są np. niepełnosprawni. Ale zdrowy dorosły człowiek, mający możliwości zarabiania czy choćby dorabiania, żerujący na innych to dla mnie nieporozumienie.
                                              Jeśli moje dziecko takie będzie, to będzie oznaczało, ze jako matka dałam ciała na całej linii.
                                              • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 14:09
                                                kotradykcja napisał(a):

                                                > Zmeczona, nie wiem CO studiują Twoi studenci. Jasne, są kierunki typu medycyna,
                                                > jakieś wysoko wyspecjalizowane techniczne kierunki na politechnice, wykluczyła
                                                > m je na wstępie, bo jasne, że tam nie ma przelewek.

                                                Nie widzę, w którym miejscu je wykreśliłaś- ale nieważne.
                                                Otóż nie napisałam z prostego powodu- Ty uogólniasz, a to do niczego nie prowadzi. To raz. Dwa- polskie prawo nie rozróżnia praw i obowiązków studentów, wynikających ze studiowania na określonych uczelniach i kierunkach. So, nie ma znaczenia co ja lub Ty uważamy, bo to nie było kwestią dyskusji w tym wątku (przynajmniej tak mi się wydaje).


                                                > Ale przepraszam Cię, jaki procent studentów jest na tych kierunkach?
                                                > Uważasz, że studenciak politologii czy kulturoznawstwa zbierający z trudem trój
                                                > czyny, lecący na warunkach też zasługuje na nieustanne dopieszczanie finansowe?

                                                To rodzice kształtują "gusta" swoich dzieci, więc skoro dzieć wybiera taką pedagogikę czy kulturoznawstwo, to jest także i ich wpływ. W Polskim prawie każdy student bez zawodu nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać- co jest podstawą do złożenia pozwu o alimenty. Nad czym tu deliberować?

                                                > Bo o tym cały czas mowa. Że dziecię w wieku lat 20+ nie garnie się do roboty uw
                                                > ażając, że jako student jest świętą krową, do której z szacuneczkiem trzeba, ws
                                                > zak on/a STUDIUJE. A tymczasem dziecina bawi się przez 8 miesięcy w roku, do na
                                                > uki przysiada na tydzień -dwa przed sesją i ma wywalone na wszystko.
                                                > Uważasz, że tak właśnie powinno być? Że rodzice mają w zdrowego konia czy panni
                                                > cę ładować kasę tylko dlatego, że latorośl na liście studentów widnieje? A lato
                                                > rośl ma w nosie wszystko, kasę przepuszcza, do łba nic nie przyswaja poza tym,
                                                > że można pasożytować na rodzicach.

                                                No cóż... Jakie wychowanie, takie jego efekty, prawda?


                                                > Pracowałam na studiach magisterskich. Pracowałam robiąc studia doktoranckie. Po
                                                > drodze skończyłam kilka podyplomówek i kursów zawodowych. I do głowy mi nie pr
                                                > zyszło ciągnąć pieniądze od rodziców. Dawałam korepetycje, pracowałam w restaur
                                                > acji, itp.

                                                No cóż. To był Twój wybór. Ja tam wiem, ba, jestem pewna, że nią istnieją takie studia, które zapewniają dobrą przyszłość, zarobki, utrzymanie na godnym poziomie, i jednocześnie dają możliwość podjęcia pracy w trakcie ich trwania. To znaczy można, owszem. I potem od razu, na stałe, do psychiatry. Człowiek to nie maszyna, a nawet maszyna wymaga przerw w swojej aktywności. Człowiek nie wymaga części zamiennych, więc jakoś tak zapomina się, że jest mniej delikatny, niż maszyna. A jak już się przypomni, to jest za późno.
                                                Ale można się pochwalić, że studiuję, pracuję i żyję! I uważać, że to jest własnie norma, a każde inne zachowanie uznawać za patologię.
                                                Wszystko więc zależy od własnej opinii. A tak, jak dvpa- każdy ma swoją wink

                                                A może by tak zlikwidować wszystkie kierunki, po których bezrobocie wśród absolwentów jest wyższe, niż średnie w Polsce? smile
                                                • zmeczona100 w polskim prawie- miało być. n/t 05.08.15, 14:10

                                                • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 15:42
                                                  Racja racja, wiesz w czym problem widzę? Ano w tym, że taki niby student wspierany jest w swoich roszczeniach przez mamusię, a wszelkie próby ze strony ojca mające na celu ukrócenie pasożytnictwa traktowane są jak "zamach na dobro dziecka". A raczej oficjalnie taka jest wersja. Bo alimenty same w sobie czasem z samym dzieckiem wiele wspólnego nie mają.
                                                  • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 15:59
                                                    A, to pisz od razu, że to problem ojca rozwiedzionego z dzieckiem i nie występuje on (ten problem) w rodzinach pełnych smile

                                                    Bo alimenty same w sobie czasem z sam
                                                    > ym dzieckiem wiele wspólnego nie mają.

                                                    To oczywista oczywistość, że idą na waciki mamusi
                                                    Przy 500 zł statystycznych alimentów i ich 16-17% ściągalności smile
                                                  • obrazo-burca Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 17:01
                                                    Statystycznie to Ty i Twój pies macie po 3 nogi.
                                                  • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 17:07
                                                    Dokładnie jak te alimenty, które nie mają z dzieckiem za wiele wspólnego.
                                                  • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 18:51
                                                    Oczywiście, że w rodzinach pełnych problem nie występuje. Po prostu jedno z rodziców mówi ze się nie zgadza i jest po sprawie.
                                                  • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 19:46
                                                    Które z rodziców?
                                                  • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 21:13
                                                    A co za różnica? Może być ojciec, może być matka. Wystarczy, ze jedno nie wyraża zgody. I żaden sąd się nie wtrynia. Rodzina załatwia to we własnym gronie. A w przypadku rodziców po rozwodzie jedno z nich (najczęściej to otrzymujące alimenty) leci z twarzą do sądu, że maleństwo jest krzywdzone.
                                                  • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 05.08.15, 21:19
                                                    No różnica zasadnicza. Bo jak zrozumiałam, to pisałaś o sprzeciwie ojca, a nie matki po rozwodzie. A w rodzinach może być różnie.

                                                    I żaden sąd się nie wtrynia. Rodzina załatwia to we własnym gro
                                                    > nie. A w przypadku rodziców po rozwodzie jedno z nich (najczęściej to otrzymują
                                                    > ce alimenty) leci z twarzą do sądu, że maleństwo jest krzywdzone.

                                                    Masz niekompletne informacje. Kiedy dzieciak skończy 18 lat (a młodsi w Polsce jesli studiują, to wybitni, więc mają stypendium po kokardki), to nawet matka nie może polecić do sądu i to nie ona otrzymuje alimenty smile
                                                    I nie ma znaczenia, czy przed, czy po rozwodzie, bo pełnoletni zawsze może iść do sądu, jeśli nie ma zawodu, a rodzice nie chcą finansować nauki dziecka, chociaż mają zdolności zarobkowe czy majątkowe. Nawet, jeśli jest to Wyższa Szkoła Gotowania na Gazie.
                                                  • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 06.08.15, 07:36
                                                    Zmeczona, różnicy nie ma żadnej w tym, które z rodziców się nie zgadza. A przynajmniej być nie powinno. Co z tego, że jest to ojciec po rozwodzie? I OK, rozumiem, że jeśli to patafian uważający, że po rozwodzie obowiązków nie ma, luz, niech płaci i nie dyskutuje. Tylko problem w tym, że system rzadko uwzględnia patafianizm konkretnego pseudo-ojca i zaskakująco często traktuje patafianizm jako cechę inmamentną każdego rozwiedzionego faceta.
                                                    Informacje zaś posiadam pełne. Tyle tylko, że występowanie o alimenty od rodziców w pełnych rodzinach jest bardzo rzadkie. Takie kroki podejmuje zazwyczaj dziecko skażone systemem alimentacyjnym, które ma wdrukowane, że jemu się NALEŻY. Kwestia wychowania oczywiście. Niestety, rozwody oraz cała otoczka sądowo-alimentacyjna krzywdzą i degenerują.
                                                  • nowel1 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 06.08.15, 07:52
                                                    Nie zgadzam się.
                                                    Nie degenerują rozwody, degenerują ludzie, którzy się rozwodzą.
                                                    Ci roszczeniowi, którzy przesadzają w oczekiwaniach finansowych, i ci skąpi i małostkowi, którzy dbają tylko o to, żeby płacić jak najmniej.
                                                    System sprzyja tym wypaczeniom przez brak jasnych wytycznych i za dużą zależność wyroków alimentacyjnych od "widzimisię" sędziów.
                                                    Natomiast nikt rozwodzącym się nie nakazuje walczyć ze sobą o każdy grosz. Po prostu w sytuacji konfliktowej ujawniają się ich cechy.
                                                  • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 06.08.15, 08:06
                                                    nowel1 napisała:

                                                    > Nie zgadzam się.
                                                    > Nie degenerują rozwody, degenerują ludzie, którzy się rozwodzą.

                                                    Nowel, sama sytuacja rozwodowa jest sytuacją potencjalnie degenerującą.
                                                    Rozbijana jest rodzina. Dziecko traci poczucie bezpieczeństwa, zaczyna mieć, mniejsze lub większe, ale jednak, problemy emocjonalne. Od poczucia winy i utraty poczucia własnej wartości, po rozgoryczenie i zwątpienie w trwałość więzi rodzinnych.
                                                    Ludzie przeżywają jeden z najgorszych możliwych stresów.
                                                    Kulturalny rozwód to złudzenie.
                                                    Ja się rozwodziłam kulturalnie, bez wywlekania brudów, walki o pieniądze i dziecko.
                                                    Jeśli jest rozwód, nie ma miłości. A jak nie ma miłości, to jest dramat i porażka, zawsze. A jak są dzieci to już w ogóle sad

                                                    > System sprzyja tym wypaczeniom przez brak jasnych wytycznych i za dużą zależnoś
                                                    > ć wyroków alimentacyjnych od "widzimisię" sędziów.
                                                    > Natomiast nikt rozwodzącym się nie nakazuje walczyć ze sobą o każdy grosz. Po p
                                                    > rostu w sytuacji konfliktowej ujawniają się ich cechy.

                                                    A z tym zgadzam się całkowicie.
                                                  • nowel1 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 06.08.15, 09:15
                                                    Rozwód nie jest zjawiskiem przychodzącym znikąd, rozwód jest konsekwencją, a nie przyczyną rozpadu.
                                                    Jeśli jest rozwód, nie ma miłości? Nie zawsze, ale załóżmy nawet, że to reguła. Ludzie żyją ze sobą wiele lat, rozwijają się, bywa że ścieżki im się rozchodzą i ogień wygasa. Idealnie byłoby, gdyby potrafili zestarzeć się obok siebie w szacunku i uczuciu, ale jak wiadomo ideały mają to do siebie, że nie za często się ich dosięga.
                                                    Dlatego ja traktuję koniec małżeństwa jak etap, fakt, wydarzenie, które niczego nie niszczy samo w sobie - ważne jest to, co my zrobimy z dalszym życiem.

                                                    Problemy emocjonalne dzieci... temat - rzeka, ale czy uważasz, że to jest zero-jedynkowe? Dzieci w pełnych rodzinach nie mają problemów emocjonalnych w przeciwieństwie do dzieci rozwodników?
                                                    Komentarz mojego syna, dobre 3 lata po rozwodzie: "Szkoda, że nie rozwiedliście się wcześniej".
                                                  • tricolour Komentarz mojego czteroletniego syna... 06.08.15, 09:35
                                                    ... codziennie: tatusiu przytul mnie, tatuś jest najważniejszy ze świata, weź mnie na rączki, czemu nie pływamy dziś po Odrze, kocham Cię, tęskniłem w przedszkolu.

                                                    Moja dwudziestopięcioletnia córka potrzebuje regularnie zapewnień, że jest dla mnie tak samo ważna jak jej brat.

                                                    "Dlatego ja traktuję koniec małżeństwa jak etap, fakt, wydarzenie, które niczego nie niszczy samo w sobie - ważne jest to, co my zrobimy z dalszym życiem" - jeżeli patrzysz na małżeństwo, rodziecielstwo i rozwód w kategoriach egocentrycznych, to możesz dojść do dowolnego wniosku. Na przykład, że rozwód oszczędza wodę. I prąd.

                                                    Ale jeśli spojrzysz szerzej, to dojdziesz do wniosku, że nie ma takiej możliwości, by samej zapewnić emocjonalny rozwój dziecka.
                                                  • nowel1 Re: Komentarz mojego czteroletniego syna... 06.08.15, 10:20
                                                    Nie napisałam, że sama zapewniam rozwój emocjonalny dzieci.
                                                    Po rozwodzie mój były mąż znacznie bardziej zaangażował się w kontakty z synami niż podczas trwania małżeństwa - mimo odległości. Mają od lat fajny, dobry, chociaż nie sielankowy układ z ojcem, wcześniej był duży dystans i "nieobecność psychiczna" eksa.
                                                    Co to znaczy, że patrzę w kategoriach egocentrycznych? Jeśli to, że moje poczucie zadowolenia z życia, moje dbanie o siebie jest dla mnie ważne - to tak, prawda. Bo wtedy i innym wokół mnie jest lepiej. To wiem na pewno.
                                                    Poza tym, cóż, ludzie są różni na szczęście i nie oczekuję, że wszyscy będą myśleli i czuli jak ja.
                                                  • kotradykcja Re: Komentarz mojego czteroletniego syna... 06.08.15, 10:26
                                                    "Po rozwodzie mój były mąż znacznie bardziej zaangażował się w kontakty z synami niż podczas trwania małżeństwa - mimo odległości. Mają od lat fajny, dobry, chociaż nie sielankowy układ z ojcem, wcześniej był duży dystans i "nieobecność psychiczna" eksa."

                                                    Kompletnie nie rozumiem czegoś takiego. Tj. wiem, że często tak bywa! Ale dlaczego??? Jest tu ktoś mądry żeby wyjaśnił?
                                                  • zmeczona100 Re: Komentarz mojego czteroletniego syna... 07.08.15, 00:07
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... codziennie: tatusiu przytul mnie, tatuś jest najważniejszy ze świata, weź m
                                                    > nie na rączki, czemu nie pływamy dziś po Odrze, kocham Cię, tęskniłem w przedsz
                                                    > kolu.
                                                    >
                                                    > Moja dwudziestopięcioletnia córka potrzebuje regularnie zapewnień, że jest dla
                                                    > mnie tak samo ważna jak jej brat.

                                                    A przez 18 lat nie potrzebowała, jak twój syn, tych zapewnień? Ona dziwna była, czy twój syn dziwny jest w tych swoich oczekiwaniach?
                                                  • tricolour Dzieci mam normalne, ty jesteś nienormalna... 07.08.15, 08:59
                                                    ... skoro brakuje ci mózgu by wykoncypować, że osoba nie mając rodzeństwa nie potrzebuje zapewnień, że jest tak samo ważna.

                                                    Może urodzisz drugie dziecko? Chcesz o tym pogadać?
                                                    Pośmiejemy się...
                                                  • zmeczona100 Re: Dzieci mam normalne, ty jesteś nienormalna... 07.08.15, 15:02
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... skoro brakuje ci mózgu by wykoncypować, że osoba nie mając rodzeństwa nie p
                                                    > otrzebuje zapewnień, że jest tak samo ważna.
                                                    >


                                                    To ty nie masz mózgu, skoro przez 18 lat twoja córka nie była dla ciebie ważna (bo jej tego nie mówiłeś). Skoro nie była, to kiedy się stała, że teraz jest ważna tak samo, jak jej brat? Jak to się zadziało, że osoba obca stała się tak samo ważna, jak rodzina?

                                                    > Może urodzisz drugie dziecko? Chcesz o tym pogadać?
                                                    > Pośmiejemy się...

                                                    Ty jesteś źródłem niewyczerpanym powodów do pośmiania się.
                                                    Takiego z politowaniem.
                                                  • tricolour Kiepsko u ciebie z arytmetyką... 07.08.15, 17:12
                                                    ... już tak bardzo chcesz coś zrobić, napisać, że zadowolisz się byle czym. To się nazywa partnerstwem w twoim wydaniu. To byle co.

                                                    Gdybyś była bardziej cierpliwa, to byś zapytała co to dla mnie znaczy, że dziecko jest dla mnie ważne. Na przykład w kontekście syna, a potem byś to przyrównała do mojej córki chcąc udowodnić swoja tezę (coś na kształt mojego pytania o dzieci twojego tzw partnera w kontekście "równości" alimentów). Ale ty nie jesteś cierpliwa tylko tandetna więc supozycję, że moja córka nie była dla mnie ważna lub obca traktuję adekwatnie do jej autorki. Wielokrotnie pisałem jak.

                                                    A po trzecie: co jest godnego politowania w pytaniu o chęć posiadania dzieci? Taka stara już jesteś, chora jakaś, pokręcona czy sprawna inaczej? Życie.
                                                  • zmeczona100 Re: Kiepsko u ciebie z arytmetyką... 07.08.15, 18:43
                                                    tricolour napisał:

                                                    > Gdybyś była bardziej cierpliwa, to byś zapytała co to dla mnie znaczy, że dziec
                                                    > ko jest dla mnie ważne

                                                    Kompletnie mnie to nie interesuje, bo pamiętam dokładnie, że w dvpie miałeś swoją córkę przez całe dzieciństwo i dorastanie i nawet jej nie powiedziałeś o tym, że będzie miała rodzeństwo, za co wkurzyła się (i słusznie). Nie ma znaczenia, co ty rozumiesz- znaczenie ma to, że każde dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje zapewnienia, że jest ważne dla obojga rodziców- one tego nie miała.

                                                    To, że twoja córka była i jest ci obca, to pisałeś tak samo i to nie jeden raz; zresztą, nawet w tym wątku potwierdzasz, że po rozwodzie dzieci są obce i każdego innego faceta, który myśli i czuje inaczej, wyzywasz. Ciekawe, co na te twoje rojenia powiedzieliby ojcowie, którzy podejmują kroki, aby wychowywać własne dzieci po rozwodzie. No chyba, że to jest wg ciebie gra, aby dowalić byłej.

                                                    Nie przychodzi ci czasem do głowy, że to jednak z tobą może być coś nie tak?


                                                    Na przykład w kontekście syna, a potem byś to przyrówna
                                                    > ła do mojej córki chcąc udowodnić swoja tezę (coś na kształt mojego pytania o d
                                                    > zieci twojego tzw partnera w kontekście "równości" alimentów).

                                                    Znajdź se kogoś innego do udowadniania.

                                                    > A po trzecie: co jest godnego politowania w pytaniu o chęć posiadania dzieci? T
                                                    > aka stara już jesteś, chora jakaś, pokręcona czy sprawna inaczej? Życie.

                                                    Dzieci nie są obowiązkowe do posiadania.
                                                  • tricolour Kłamiesz, zmęczona... 07.08.15, 19:30
                                                    ... powiedziałem córce, że mam sympatię, narzeczoną i uprzedziłem, że będzie ślub i z tego mogą być dzieci. Potem zaprosiłem córkę na ślub, potem powiedziałem, że będzie miała rodzeństwo, potem, że to będzie brat, a jeszcze później zaprosiłem na chrzciny.

                                                    Kłamiesz, bo sama byś chciała, by twój syn miał tyle kontaktu z swoim ojcem, co moja córka. Nie możesz przeżyć, że twój syn ma najgorzej jak tylko mieć może, a ty jesteś współodpowiedzialna i współwinna temu stanowi rzeczy.

                                                    Moja córka nie jest obca, ale nie jest też rodziną. Nie możesz znieść tego oczywistego twierdzenia, bo twój syn ma o niebo gorzej, nawet nie wiesz jak to nazwać i nawet nie zbliżasz się do określenia swojej gównianej roli w tym, że twój syn jest półsierotą. Półsierota z półpartnerem przy twoim całym udziale.

                                                    A na koniec powiem ci, że jak długo nie będzie cie stać na nazwanie swojej szmaciarskiej roli w życiu własnego syna tak długo do życia potrzebny ci będę ja. A ja tak długo będę ci o tej szmaciarskiej roli przypominał. Tego możesz być pewna.
                                                  • zmeczona100 Re: Kłamiesz, zmęczona... 15.08.15, 23:10
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... powiedziałem córce, że mam sympatię, narzeczoną i uprzedziłem, że będzie śl
                                                    > ub i z tego mogą być dzieci. Potem zaprosiłem córkę na ślub, potem powiedziałem
                                                    > , że będzie miała rodzeństwo

                                                    Ależ to wszystko prawda. Jest tylko subtelna różnica między powiadomieniem o ciązy po pierwszych kilku tygodniach jej trwania a sytuacją, kiedy nie trzeba o niej informować- bo ją po prostu widać.


                                                    >
                                                    > Kłamiesz, bo sama byś chciała, by twój syn miał tyle kontaktu z swoim ojcem, co
                                                    > moja córka.

                                                    Oczekiwalabym od ojca kontaktów ojcowskich, a nie- jak twoje, co sam przyznałeś- na płaszczyźnie między dorosłymi. Bo mój syn miał ojca bedąc dzieckiem,a twoja córka- nie. Mój syn jest tylko parę lat mlodszy od twojej córki i tak jak ona, ma swoje życie, przyjaciół, zainteresowania, gdzie przestrzeń dla rodzica skurczyła się wymiernie. Ty nie wiesz, co to znaczy być rodzicem dorastającego dziecka, a robisz tu z siebie ojca roku.

                                                    Nie możesz przeżyć, że twój syn ma najgorzej jak tylko mieć może,
                                                    > a ty jesteś współodpowiedzialna i współwinna temu stanowi rzeczy.
                                                    >
                                                    No zaraz. Jak to jest, że ty jako bezkontaktowy zupełnie ojciec przez kilkanaście lat, uważasz, że dziecko to nie rodzina, więc kontakt nie jest potrzebny, a jednocześnie mnie obwiniasz o to, że ojciec mojego dziecka postępuje dokładnie,jak ty? Trzymasz się mojego exa jak pijany płota pomijając prosty fakt, że jesteście jak dwie krople wody smile
                                                    Moj syn po rozwodzie ma wreszcie spokój, wzór mężczyzny-ojca do naśladowania, jest otoczony troską i zwyklą życzliwością ze strony faceta, który nie jest jego rodziną, a daje mu więcej, niż bioojciec. No jeśli to moja wina, to TAK!


                                                    > Moja córka nie jest obca, ale nie jest też rodziną. Nie możesz znieść tego oczy
                                                    > wistego twierdzenia, bo twój syn ma o niebo gorzej, nawet nie wiesz jak to nazw
                                                    > ać i nawet nie zbliżasz się do określenia swojej gównianej roli w tym, że twój
                                                    > syn jest półsierotą. Półsierota z półpartnerem przy twoim całym udziale.
                                                    >

                                                    Hahaha big_grin
                                                    Będziesz się teraz licytował, kto ma gorzej? To wróć do momentów porównywalnych.

                                                    > A na koniec powiem ci, że jak długo nie będzie cie stać na nazwanie swojej szma
                                                    > ciarskiej roli w życiu własnego syna tak długo do życia potrzebny ci będę ja. A
                                                    > ja tak długo będę ci o tej szmaciarskiej roli przypominał.

                                                    Muszę cię rozczarować. Wpływ na mnie, na moje zachowania, uczucia, postawy, mają tylko ludzie dla mnie znaczący- co mnie niczym nie wyróżnia spośród innych. A kim ty dla mnie jesteś? Nikim.
                                                  • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 06.08.15, 10:19
                                                    Nowel, to nie jest rozpatrywanie co jest lepsze - niszczący wszystkich związek czy rozwód, bo to jasne, że jak ludzie sobie tętnice podgryzają, lepiej żeby się rozwiedli, bo to mordowanie się na wzajem na raty.
                                                    Ale nie na tym to polega. Tylko na tym żeby brać odpowiedzialność raz za swoje decyzje, dwa, za dzieci, które się powołało na świat (czy do rodziny jak u mnie).
                                                    Nie ma opcji żeby dziecko nie odczuło negatywnie rozwodu. Ono może odczuć inną jakość życia jeśli rodzice nie zabijają się codziennie. I tak, to ulga nie musieć na to patrzeć. Ale nie zmienia to faktu, że nie ma już prawidłowego środowiska rozwoju dla dziecka, nie ma pełnej, bezpiecznej rodziny, zaburzone są relacje z rodzicami (najczęściej obojgiem niestety), zaburzona jest wizja świata, związków międzyludzkich, itd.
                                                    Moi pasierbowie mają optymalne warunki. Rodzice pokojowo do siebie nastawieni, nie ma żadnych awantur czy przepychanek, kontakt z rodzicami pół na pół, aktualnie regulowany przez same dzieci, ale od początku nie było problemów żeby dzieci zostały dłużej u taty lub mamy. Ze mną super kontakt, moje dziecko to ich brat. Nie ma żadnych westchnień typu "wolelibyśmy żeby rodzice byli razem" i nigdy nie było niczego w tym stylu. No sielanka.
                                                    Ale mimo wszystko, dzieci mają porypane życie między dwoma domami, dwoma rodzinami. Wiedzą już, że małżeństwo nie jest na całe życie, że ludzie przestają się kochać, że rodzice mogą być dla siebie wrogami. Na temat małżeństwa, związków wypowiadają się bardzo negatywnie. Był moment, że próbowali rodziców nastawiać przeciwko sobie żeby coś ugrać, na szczęście mają mądrych rodziców, co wcale nie jest regułą.
                                                    Generalnie uważam, ze mój mąż i jego ex popełnili wielki błąd. Najpierw wiążąc się ze sobą, a potem rozstając się przed usamodzielnieniem się dzieci.
                                                  • nowel1 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 06.08.15, 10:27
                                                    >Wiedzą już, że małżeństwo nie jest na całe życie, że ludzie przestają się
                                                    > kochać, że rodzice mogą być dla siebie wrogami.

                                                    Myślę, że to dobrze smile
                                                    Bo tak właśnie BYWA i fajnie jest, kiedy dziecko ma realne widzenie rzeczywistości.
                                                    Ja żyłam z wizją zaczerpnietą z bajek, w których wszystko kończyło się ślubem, "a potem żyli długo i szczęśliwie" Cóż za rozczarowanie, gdy okazało się to być nieprawdą smile
                                                    Wiedza, że małżeństwo nie jest dane raz na zawsze, może pociągnąć za sobą świadomość, że o związek i o drugiego człowieka należy dbać. To do rodziców należy tłumaczenie dzieciom świata, nawet nieidealnego.
                                                    Poza tym, cóż, w tym co piszesz, widać przekonanie, że małżeństwo jest wartością samą w sobie. Dla mnie - nie. Małżeństwo może wieńczyć związek ludzi, i pięknie, jeśli ten związek jest dobry, zbudowany na szacunku i przyjaźni. Świadomie nie piszę "miłości" - bo według mnie to nie jest warunek sine qua non smile
                                                  • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 06.08.15, 10:43
                                                    nowel1 napisała:
                                                    > Poza tym, cóż, w tym co piszesz, widać przekonanie, że małżeństwo jest wartości
                                                    > ą samą w sobie. Dla mnie - nie. Małżeństwo może wieńczyć związek ludzi, i pięk
                                                    > nie, jeśli ten związek jest dobry, zbudowany na szacunku i przyjaźni. Świadomie
                                                    > nie piszę "miłości" - bo według mnie to nie jest warunek sine qua non smile

                                                    Dla mnie "miłość" w sensie romantycznym, też nie jest warunkiem koniecznym, bardziej "miłość" w ujęciu hmmm filozoficznym, w sensie życzliwego spojrzenia na drugiego człowieka.
                                                    Natomiast fakt, małżeństwo jest dla mnie wartością samą w sobie. Jest czymś więcej niż "związek". Jest wzajemnym zobowiązaniem, czymś ponad zwykłe "bycie ze sobą". Z mojej perspektywy małżeństwo jest konieczne by myśleć o związku jak o całości, jak o rodzinie.
                                                    Zapewne jest to wynik przekonań religijnych, ale cóż, nikt nie jest doskonały wink
                                                  • tricolour Małżeństwo nie jest wynikiem przekonań religijnych 06.08.15, 11:06
                                                    ... bo są różne religie i są małżeństwa, a także są małżeństwa tam gdzie mowy nie ma o religii.

                                                    Małżeństwo jest warunkiem koniecznym rozwoju osobistego i osobistej realizacji. A to, czy jest to a udziałem religii, czy bez niej (choć bez niej nie ma nigdy), to inne rzecz.
                                                  • nowel1 Re: Małżeństwo nie jest wynikiem przekonań religi 06.08.15, 11:20
                                                    > Małżeństwo jest warunkiem koniecznym rozwoju osobistego i osobistej realizacji.

                                                    Jestem przeciwnego zdania. Rozwój osobisty, jak sama nazwa wskazuje, jest rozwojem osobistym i można go osiągać idąc bardzo różnymi drogami.
                                                    Właściwie - on sam jest drogą, i nie istnieje jedna słuszna dla wszystkich.
                                                    Oczywiście dla Ciebie małżeństwo może być akurat tym elementem niezbędnym, proszę tylko o niegeneralizowanie.
                                                  • tricolour Nowel, czyli rozwój osobisty w kryminale... 07.08.15, 08:50
                                                    ... przebiega w sposób niezakłócony, wszak jest osoba więc się niech rozwija?

                                                    Rozwój osobisty odbywa się w środowisku. W środowisku samotniczym nie ma mowy o miłości rozumianej jako czerpanie i dawanie. O miłości rozumianej nie jako motyle pod pępkiem ale jako to, co dla kogoś robimy.

                                                    Bez miłości marnuję swój potencjał i to każdy z tych, które mam.
                                                  • nowel1 Re: Nowel, czyli rozwój osobisty w kryminale... 07.08.15, 09:22
                                                    Miłość nie jest tak uboga, żeby mogła dotyczyć jedynie partnera - seksualnego, czy małżeńskiego, czy jak zwał tak zwał.
                                                    Miłość jest wszędzie, mimo że brzmi to jak banał.
                                                    Myślisz, że osoby prowadzące życie w pojedynkę są miłości pozbawione i nie obdarzają nią? Ok, masz prawo, to Twoje doświadczenia, twoje serce i głowa. Ja mam inaczej.
                                                    I tak, także w więzieniu można się rozwijać. Historia zna takie przypadki smile
                                                  • tricolour Bez nóg też można się rozwijać... 07.08.15, 09:32
                                                    ... ale nie można chodzić, biegać, skakać, na rowerze jeździć. Można też się rozwijać w więzieniu, ale nie można robić czego się chce tylko to, co jest dozwolone odgórnie i w wyznaczonym wymiarze.

                                                    "Myślisz, że osoby prowadzące życie w pojedynkę są miłości pozbawione i nie obdarzają nią? - tak właśnie myślę, ponieważ nie mając małżonka nie ma kogo kochać tak, jak się kocha małżonka.

                                                    Inaczej: osoba pozbawiona boiska do koszykówki nie może grać w koszykówkę, ale oczywiście może zastąpić taką grę inną. Nie zmienia to jednak faktu, że koszykówki nie ma jak rozegrać...
                                                  • nowel1 Re: Bez nóg też można się rozwijać... 07.08.15, 09:46
                                                    Argumentacja kompletnie do mnie nie przemawia. Uprawianie jednego czy drugiego sportu nie ma żadnego odniesienia do uczuć.
                                                    Ale ok, widzę że Twoja opinia jest według Ciebie jedyną uprawnioną, i że masz się z nią świetnie, skoro Twoje warunki do rozwoju są znacznie lepsze niż moje.
                                                    Ja się też mam świetnie, bez udowadniania, że Ty masz gorzej, i z tym pozostańmy.
                                                  • tricolour Sport był ilustracją, nie argumentacją... 07.08.15, 10:52
                                                    ... ponieważ sportów jest wiele, a kalectwo uniemożliwia ich uprawianie, to sport dobrze się nadaje do ilustracji, że realne ograniczenia mają wpływ na rozwój osobisty.

                                                    A dla mnie życie bez małżonka jest ograniczeniem MNIE, bo przecież pamiętam co daje mi małżeństwo, jakie możliwości, perspektywy, horyzonty. Owszem, bez żony też bym się realizował, to oczywiste. Ale także jest oczywiste, że nigdy nie dostałbym tych możliwości, co z nią.

                                                    I zupełnie niepotrzebnie się denerwujesz i wkładasz mi w usta rzeczy, których nie wypowiedziałem, by się później na nie obrażać. Odbieram to jako manipulację.
                                                  • nowel1 Re: Sport był ilustracją, nie argumentacją... 07.08.15, 11:05
                                                    Manipulacja? Ok, skoro tak to widzisz.
                                                    Mam prośbę tylko: zwróć uwagę na to, jak wiele osób odbiera Twoje wypowiedzi jako gloryfikujące twój sposób życia i stawiające je ponad tymi, które są inne. Bo nie jestem to tylko ja.
                                                    I nie obrażam się.
                                                  • tricolour Ja nie mam intencji gloryfikować swojego... 07.08.15, 11:30
                                                    ... i stawiać go wyżej.

                                                    Może styl wypowiedzi daje takie niekorzystne wrażenie? Nie wiem. Ale może być też tak, że przez skórę czujemy, że żona/mąż to dla nas właściwe rozwiązanie czy wręcz jedyne gdyby tylko właściwą miarę przyłożyć do tego, co dla nas jest ważne.
                                                  • zmeczona100 Re: Ja nie mam intencji gloryfikować swojego... 07.08.15, 15:07
                                                    tricolour napisał:

                                                    Ale może być t
                                                    > eż tak, że przez skórę czujemy, że żona/mąż to dla nas właściwe rozwiązanie czy
                                                    > wręcz jedyne gdyby tylko właściwą miarę przyłożyć do tego, co dla nas jest waż
                                                    > ne.

                                                    Kto ustala co jest tą właściwą miarą?
                                                  • tricolour Sama przykładasz miarę do swoich spraw... 07.08.15, 16:12
                                                    ... i piszesz, że dla ciebie jako związek ma sens jedynie małżeństwo. Nie da sie ukryć, że tak pisałaś.

                                                    Jednakże to tylko deklaracja. Z gęby cholewa. To dlatego, że nie umiesz przyłożyć właściwej miary tylko tandetną miarkę z zatartym noniuszem.
                                                  • zmeczona100 Re: Sama przykładasz miarę do swoich spraw... 07.08.15, 18:19
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... i piszesz, że dla ciebie jako związek ma sens jedynie małżeństwo. Nie da si
                                                    > e ukryć, że tak pisałaś.

                                                    Nie przypisuj mi jako moich słów swoich własnych projekcji.

                                                    Czyli nie wiadomo, kto tę miarę ustala. W razie, gdyby miał ktoś wątpliwości, że ty, oczywiście.
                                                  • tricolour Znowu kręcisz... 07.08.15, 18:26
                                                    ... ponieważ całe twoje życie to jedno krętactwo.

                                                    Sama ustalasz swoją własną miarę. Tylko u ciebie miara deklaratywna różni się od miary rzeczywistej. I dlatego gdy ci to wykładam i ilustruję, to uciekasz w krętactwo.

                                                    Tchórz.
                                                  • zmeczona100 Re: Znowu kręcisz... 07.08.15, 18:45
                                                    Tylko u ciebie miara deklaratywna różni się o
                                                    > d miary rzeczywistej.

                                                    Kto to ocenia i wydaje werdykt?
                                                  • tricolour Ty to oceniasz i ty wydajesz werdykt... 07.08.15, 19:33
                                                    ... tą nieokiełznaną potrzebą zrównania partnerstwa z małżeństwem.

                                                    Pragniesz nagiąć zasady, by twoje życie było ciut mniej obciążone we własnych i cudzych oczach.
                                                  • wawrzanka Re: Bez nóg też można się rozwijać... 07.08.15, 10:44
                                                    tricolour napisał:

                                                    > Inaczej: osoba pozbawiona boiska do koszykówki nie może grać w koszykówkę, ale
                                                    > oczywiście może zastąpić taką grę inną. Nie zmienia to jednak faktu, że koszykó
                                                    > wki nie ma jak rozegrać...

                                                    Idąc tropem metafor sportowych trzeba jasno powiedzieć, że nie uprawiasz koszykówki i nie masz jak jej rozegrać. Uprawia ją sułtan, który ma harem. Ty co najwyżej grasz w ping-ponga.
                                                  • tricolour Trafne spostrzeżenie... 07.08.15, 10:53
                                                    ... gram w ping-ponga wobec gapiów, którzy w nic nie grają.
                                                  • wawrzanka Re: Trafne spostrzeżenie... 07.08.15, 11:12
                                                    Sądzisz, że wszyscy się na was gapią? Może zamiast tego wolą np. nurkować, bo nie lubią ping-ponga.
                                                  • tricolour Nagle nie lubią ping-ponga? 07.08.15, 11:24
                                                    Kiedyś lubili przecież. Bez ping-ponga życia sobie nie wyobrażali. Przysięgali, że będą grać w ping-ponga do końca życia, uczciwie, wiernie, ba, nawet małe wychowywali do ping-ponga.

                                                    A tu nagle niechęć? Dlaczego? Co się stało, że pasja poszła w odstawkę?

                                                    Warto znać odpowiedzi na takie pytania. I przyznać się, że życie bez ping-ponga, to jednak uboższe jest o ping-ponga.
                                                  • nowel1 Re: Nagle nie lubią ping-ponga? 07.08.15, 11:26
                                                    > Warto znać odpowiedzi na takie pytania. I przyznać się, że życie bez ping-ponga
                                                    > , to jednak uboższe jest o ping-ponga.

                                                    A może bogatsze o coś innego ? smile
                                                  • tricolour A o co bogatsze? 07.08.15, 11:31
                                                  • nowel1 Re: A o co bogatsze? 07.08.15, 12:34
                                                    Nie wiem, tri, o Korczaku może poczytaj?
                                                  • zmeczona100 Re: Małżeństwo nie jest wynikiem przekonań religi 07.08.15, 00:06
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... bo są różne religie i są małżeństwa, a także są małżeństwa tam gdzie mowy n
                                                    > ie ma o religii.


                                                    Czym się wtedy różnią od partnerstwa?
                                                  • tricolour Partnerstwo ma wymiar wzajemności... 07.08.15, 08:43
                                                    ... i nic ponad to.

                                                    Kolega policjant w radiowozie, to partner. Kolega kierowca - także. Strona umowy - też jest partnerem i ole umowa traktuje strony równo.

                                                    Być może dla ciebie osoba trzymająca tą samą kierownicę ma rangę identyczną z tym twoim tzw partnerem, który cie pieści. Być może rzeczywiście między kierownicą, a tobą nie ma żadnej różnicy.

                                                    Zastanów się nad tym zanim zaczniesz zadawać prostackie pytania.
                                                  • zmeczona100 Re: Partnerstwo ma wymiar wzajemności... 07.08.15, 14:50

                                                    Powtórzę pytanie:
                                                    Czym się różnią małżeństwa "bez religii w ogóle" od związków partnerskich?
                                                    Wymień dla przejrzystości w punktach.


                                                    > ... bo są różne religie i są małżeństwa, a także są małżeństwa tam gdzie mowy n
                                                    > ie ma o religii.
                                                  • tricolour Trybu rozkazującego możesz użyć do psa... 07.08.15, 16:15
                                                    ... albo tzw partnera jeśli pozwala na psie traktowanie.

                                                    Mnie możesz poprosić, to wtedy dla przejrzystości napiszę. Lub nie napiszę. Wedle uznania...
                                                  • zmeczona100 Re: Trybu rozkazującego możesz użyć do psa... 07.08.15, 18:17
                                                    Ach, za trudne pytanie.
                                                  • tricolour Pytanie jest proste, odpowiedź jest łatwa... 07.08.15, 18:24
                                                    ... nie dorabiaj zmęczonej teorii do tego co ci napisałem wołami, jak durnej krowie.
                                                  • nowel1 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 06.08.15, 11:21
                                                    kotradykcja, nie o doskonałości gadamy, Ty masz tak i to jest piękne, ja mam inaczej i to jest równie dobre.
                                                    Fajnie się z Tobą gada - piszesz nie deprecjonując stanowiska odmiennego niż Twoje.
                                                  • kotradykcja Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 06.08.15, 12:52
                                                    nowel1 napisała:

                                                    > kotradykcja, nie o doskonałości gadamy, Ty masz tak i to jest piękne, ja mam in
                                                    > aczej i to jest równie dobre.

                                                    Prawda wink

                                                    > Fajnie się z Tobą gada - piszesz nie deprecjonując stanowiska odmiennego niż Tw
                                                    > oje.

                                                    Dziękuję pięknie, choć nie wszyscy się z Tobą zgodzą wink
                                                  • mis_zakneblowany Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 07.08.15, 22:37
                                                    kotradykcja napisał(a):

                                                    > Dziękuję pięknie, choć nie wszyscy się z Tobą zgodzą wink

                                                    Ja się zgodzę - podnosisz poziom dyskusji (niezależnie od tego czy przyjmujesz optykę z prawej czy z lewej strony) wink
                              • jesienna.nuta Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 01.08.15, 13:36
                                "szanuję moje dziecko jako człowieka i nie życzę mu pędzenia w kieracie przez resztę życia."


                                Widzisz, a ja pędzę w kieracie CAŁE ŻYCIE, ale dla mnie praca jest pasją, czerpię OGROMNĄ satysfakcję z tego, co robię oraz z tego, że jestem uczciwym i odpowiedzialnym pracodawcą.
                                Ty swojego syna nauczyłaś, że praca jest jakąś karą i teraz Twój syn przez całe życie będzie nieszczęśliwy, bo pracować BĘDZIE MUSIAŁ i to co najmniej do 67 roku życia.
                                Co za nieszczęście dla niego...
                                • nowel1 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 01.08.15, 16:05
                                  Serio? Nieźle się rozpędziłaś w swoich projekcjach.
                                  Mój syn studiuje dziennie i dostaje pieniądze na swoje utrzymanie.
                                  Oprócz tego dorabia, bo chce.
                                  A teraz: gdzie to nieszczęście, które z mojego powodu go na pewno według ciebie spotka? big_grin
                                • wawrzanka Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 02.08.15, 13:05
                                  jesienna.nuta napisała:

                                  > Ty swojego syna nauczyłaś, że praca jest jakąś karą i teraz Twój syn przez całe
                                  > życie będzie nieszczęśliwy, bo pracować BĘDZIE MUSIAŁ i to co najmniej do 67 r
                                  > oku życia.
                                  > Co za nieszczęście dla niego...

                                  Jesienna nuta, czy ty rozróżniasz czym jest dorabianie podczas studiów (dziennych), a czym jest pełnowymiarowa praca PO skończonych studiach? Bo z twoich wpisów wynika, że dla ciebie to jedno i to samo.
                                • tricolour Jesienna, nie przekonasz, nie ma szans... 03.08.15, 12:48
                                  ... ponieważ większość ludzi wykonuje prace, których nie lubi. A dlatego ich nie lubi, bo nie wynieśli z domu żadnych wartościowych zainteresowań mogących owocować pracą zawodową wywodzącą się z hobby, pasji.

                                  Dzisiejsi 40-50 latkowie, to dzieci komuny, wychowania prymitywnego, któremu poddali się ich rodzice, bez zainteresowań, bez aspiracji i przeszczepili to na dzisiejszych rodziców. Ci więc traktują prace jako zło konieczne, bo wymuszone.

                                  Takich nie przekonasz. Dla takich jesteś stara, zgrzybiała i biedna (bo sami są zgrzybiali i syfiaści z natury rzeczy), a jeśli jest przeciwnie to cię nienawidzą nienawiścią czystą, polską i katolicką.
                                  • nowel1 Re: Jesienna, nie przekonasz, nie ma szans... 03.08.15, 13:24
                                    Twoje wypowiedź do jesiennej dotyczy jej wypowiedzi skierowanej do mnie.
                                    Zatem twoje - jak zwykle - agresywne i napastliwe podsumowanie ( cyt.: bo sami są zgrzybiali i syfiaści z natury rzeczy ) dotyczy mnie.
                                    Proszę, żebyś polemizując ze mną używał argumentów dotyczących istoty sporu, a nie personalnych wycieczek, bo to prymitywne i utrudnia dyskusję. Nie mam w zwyczaju odpowiadać pięknym za nadobne, więc i tak mnie nie sprowokujesz.
                                    • tricolour Prawdę mówiąc... 03.08.15, 14:46
                                      ... gdy mówię do Jesiennej, to mnie nie interesuje z kim ona rozmawiała na poprzedniej stronie. Tym bardziej, że musiałbym użyć linijki, by zobaczyć jak układa się drzewko i pod kim jest post Jesiennej.

                                      Innymi słowy: moja wypowiedź była skierowana wyłącznie do Jesiennej, a jeśli podejrzewasz, że jesteś dla mnie aż tak ważna, że chwytam się różnych sposobów, by coś do Ciebie przemycić, to zaprzeczam.
                                      • nowel1 Re: Prawdę mówiąc... 03.08.15, 15:02
                                        Czyli, innymi słowy, rzucasz obraźliwymi tekstami jak popadnie, nieważne w kogo trafi, i bez refleksji, czy z taką jesienną zgadzasz się, czy nie.
                                        Nie przyszłoby mi do głowy, że tak też można.
                                        • tricolour Jakimi obraźliwymi tekstami? 03.08.15, 15:15
                                          Zmęczona napisała do Jesiennej w kontekście pracy studenckiej te słowa "A Ty jesteś stara, pomarszczona, masz wredny charakter i nikt Cię nie lubi".

                                          To co jest obraźliwego w mojej wypowiedzi?
                                          • nowel1 Re: Jakimi obraźliwymi tekstami? 03.08.15, 15:48
                                            No proszę, jednak widzisz, co kto do kogo pisze...
                                            Między ciebie a zmęczoną pakować się nie zamierzam, rozmawiajcie nadal na poziomie, który uznacie za stosowny.
                                            • tricolour Widzę, bo jest jedno pod drugim... 03.08.15, 16:00
                                              ... to łatwo zauważyć. Natomiast przez dwie strony nic nie widać, trzeba by wydrukować i linijką porównać wcięcia tekstu.

                                              Chyba rozumiesz różnicę choć sprawiasz wrażenie jakbyś nie rozumiała.
                                          • zmeczona100 Re: Jakimi obraźliwymi tekstami? 04.08.15, 23:04
                                            tricolour napisał:

                                            > Zmęczona napisała do Jesiennej w kontekście pracy studenckiej te słowa "A Ty je
                                            > steś stara, pomarszczona, masz wredny charakter i nikt Cię nie lubi".

                                            W kontekście pracy studenckiej? smile Ty w ogóle ogarniasz jeszcze cokolwiek czy już tylko żyjesz zwidami? smile

                                            Zmęczona zastosowała normalny zabieg wobec Jesiennej- skoro inni rozumieją tylko ze swojego poziomu rozumowania, to odpowiedziałam Jesiennej właśnie na jej poziomie smile
                                            I dodatkowo można się było przekonać na tym własnie przykładzie, do czego doprowadzają wypowiedzi ocenne, a nie dotyczące faktów.
                                            • jesienna.nuta Podziwiam Cię Tri, 08.08.15, 11:48
                                              ...że tak cierpliwie usiłujesz coś wyjaśnić zmęczonej i zmusić ją do logicznego i uczciwego myślenia. nawet stosując metody dla zmęczonej zrozumiałe i bliskie jej poziomowi.
                                              Według mojej oceny nie masz ŻADNYCH szans, bo zmęczona jest chamska i w tej dziedzinie pokona Ciebie doświadczeniem i talentem.
                                              Tri, zmęczona to... magiel. Było coś takiego kiedyś, uczęszczały tam służące i proletariat.
                                              Magiel to liga zmęczonej, to jej naturalne środowisko, choć nieudolnie usiłuje pozować na kogoś z lepszych sfer. A życie zmęczonej to KANAŁ.
                                              • tricolour Mam przeciwne zdanie... 10.08.15, 13:17
                                                ... i nie uważam, że zmęczona to cham z magla.

                                                Uważam, że to wrażliwa i odpowiedzialna kobieta, która poświęciła znaczną częśc życia na ratowanie małżenstwa z nieodpowiednim facetem. Ona dbała o związek, cementowała, troszczyła się, a facet olewał. Oczywiście im ona bardziej dbała tym on mógł bardziej olewać, ale to już inna rzecz.

                                                I gdyby Zmęczona rzuciła tego męża w cholerę, to by była dziś o wiele dalej w rozwoju osobistym i byłby szczęśliwa. Ale ona nie rzuciła tylko troszczyła się do ostatniej chwili i sama została porzucona pomimo jej całego wysiłku. To tak jakby gospodarka wojenna (optymalizowana nie na produkcję rzeczy użytecznych, fajnych, potrzebnych tylko na przetrwanie) nagle została pozbawiona sensu działania... co wtedy?

                                                Wtedy albo przestawic ją na produkcje pokojową albo znaleźć nową wojnę. U Zmęczonej było do wojny znacznie bliżej, bo pokój z byłym mężem oznaczał poważne zubożenie. Więc Zmęczona wybrała wojnę podsycając ją fałszywie rozumianym poczuciem sprawiedliwości poprzez zemstę za zdradę.

                                                Zmęczona - w mojej ocenie - to modelowy kontrolowany upadek, w wyniku którego ma się niby małżeństwo, syn ma niby ojczyma oraz nie ma ojca, a całość to niby rodzina. Miała szansę zbudować porządnie z ruin życie od nowa, ale energię na budowę pożarła w znacznej części walka i nienawiść.
                                                • jesienna.nuta Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 10:52
                                                  Nie znam zmęczonej, ani jej historii.
                                                  Jednak z tego, co piszesz - cóż, NIC nie tłumaczy agresji i podłości zmęczonej. Cierpnie na mnie skóra, jak zmęczona wraz ze swoimi fankami hejtuje i niszczy Celinę. STRASZNE.

                                                  A tak szczerze mówiąc - mało mnie obchodzi DLACZEGO zmęczona jest podła i dlaczego napada na wszystkich mających inne zdanie niż ona.
                                                  W realnym życiu omijam takie persony szerokim łukiem. Brrr...
                                                  • nowel1 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 11:22
                                                    > Cierpnie na mnie skóra, jak zmęczona wraz ze swoimi fankami hejtuje i niszczy
                                                    > Celinę.

                                                    Hm... nie przesadzasz... odrobinkę? smile
                                • zmeczona100 Re: Ją uważam zaś trochę inaczej... 04.08.15, 10:44
                                  > Widzisz, a ja pędzę w kieracie CAŁE ŻYCIE, ale dla mnie praca jest pasją, czerp
                                  > ię OGROMNĄ satysfakcję z tego, co robię oraz z tego, że jestem uczciwym i odpow
                                  > iedzialnym pracodawcą.

                                  Straszne wprost.

                                  Satysfakcję to ja czerpię z życia z rodziną, kontaktów ze znajomymi i przyjaciółmi i rozwijania własnych zainteresowań. A praca jest mi potrzebna o tyle, że dzięki niej mam pieniądze na w/w sfery życia smile Gdyby mi ktoś zapłacił tyle, ile dostaję teraz, np. za przekładanie papierków na biurku, za pracę przy Biedronkowej kasie czy w serwisie sprzątającym, to nie wahałabym się ani trochę- miałabym więcej czasu na korzystanie ze źródeł satysfakcji smile
                      • tricolour Facetko, pytanie. 29.07.15, 11:29
                        Piszesz, że ojciec płaci tylko alimenty. Proszę konkretnie: co jeszcze ojciec ma płacić skoro sama piszesz, że reszta to extrasy?

                        Co?
                        • facetka_w_rajtuzah Re: Facetko, pytanie. 06.08.15, 23:00
                          to ja ci powiem cosmile
                          syn rok po rozwodzie (miał 5 lat) - dawno to było, mało zarabiałam - miał zapalenie wyrostka. Diagnoza była niejednoznaczna - trzymali małego tydzień na obserwacji - ciągle przygotowanego do operacji. czyli jeść nie mógł. zakaz lekarzy. trwało to tydzień..
                          zajmowałam czas, kupowałam pierdoły, byle było coś nowego, co zajmie uwagę, poszło sporo pieniędzy... Poprosiłam ex - męża o większe alimenty w tym miesiącu. dołozył 3/5... Ale w następnym miesiącu zapłacił 2/5.
                          i nic z tym nie zrobiłam, spytałam tylko o resztę - usłyszałam, że zaliczkowo dostałam smile
                          To jest właśnie kwintesencja.
                          poczytałam odpowiedzi na mój post - reakcja mnie zdumiała - to, że jestem w stanie wychowywać dzieci i łożyć ponad 50 % na ich utrzymanie - między woerszami - jestem nieporadna smile Fakt, że zrezygnowałam z wakacji na rzecz studiów ponadprzeciętnie inteligentnego syna zostało potraktowane jako bezsensowne poświęcenie, a alimenty od ojca traktuję jako formę ukazania zdrady sprzed lat kilkunastu smilesmilesmile
                          Kochaani, ja traktuję alimenty zdroworozsądkowo - były mąż nie chciał uczestniczyć w wychowaniu (nie utrzymaniu) - zapewniałam to ja. pozew o wyższe alimenty wniosłam po kilkunastu latach, przez ten czas były niezmienne. a pozew wniosłam, bo tata nie chciał dobrowolnie zwiększyć alimentów, a wydatki kilkókrotnie się zwiększyły.
                          Tak - inwestuję w dzieci, ale nie traktuję tego jako poświęcenia. mają osiągnięcia, a ja mogę im tylko dać dobre przygotowanie do dorosłego życia.
                          w tym roku z tego powodu zrezygnowałam z wakacji
                          Życiesmile
                          Syn zarabia niezłe pieniądze na wakacje - to wyda w czasie roku akademickiego, tata, z którym syn zerwał kontakt - będzie musiał płacić mniej smile
                          • zmeczona100 Re: Facetko, pytanie. 07.08.15, 00:05
                            Zaraz Ci Tri napisze, że jak chciałas opieki, to teraz nie marudź i sama se radź, a nie zawracaj dvpy ojcu, bo skoro się rozwiódł, to nie po to, aby mu ktoś ze starej rodziny zawracał gitarę.
                            • noname2002 Re: Facetko, pytanie. 07.08.15, 07:42
                              Jakiej starej rodziny, dziecko po rozwodzie to już nie rodzina tongue_out
                              • tricolour Oczywiście, że nie rodzina... 07.08.15, 09:09
                                ... spytaj swojego exa czy dziecko to dla niego rodzina. Pewnie przytaknie, bo facet z reguły to tępak i tchórz.

                                Potem pomyśl, co ex rzeczywiście robi dla dziecka i zastanów się czy właśnie tyle się dla rodziny robi, czy może więcej.

                                Ja wiem, że mój pogląd wyłącznie u tych osób budzi żywy sprzeciw, którym ten pogląd uwiera, bo jest prawdziwy jak cholera w ich konkretnym przypadku.
                          • tricolour Czyli chodzi o JEDEN incydent... 07.08.15, 08:55
                            ... sprzed kilkunastu lat, a Ty cały czas masz o to żal?

                            Przyznam, że nie spodziewałem się aż takiej odpowiedzi. Myślałem, że te ekstrasy, to mając być choć ze trzy razy na rok, ale nie raz na - w zasadzie - życie dziecka.

                            I w sumie nie wiem, o co Ci chodzi. Może o to, że musiałaś wnosić o podwyżkę, bo ktoś sam się nie zaoferował... ale to też nie jest aż taka tragedia, by nosić w sercu urazy dziesiątakami lat.
                          • tricolour I jeszcze jedno... 07.08.15, 09:21
                            ... "Poprosiłam ex - męża o większe alimenty w tym miesiącu. dołozył 3/5... Ale w następnym miesiącu zapłacił 2/5 i nic z tym nie zrobiłam, spytałam tylko o resztę - usłyszałam, że zaliczkowo dostałam. To jest właśnie kwintesencja".

                            Ty nic nie zrobiłaś - to jest kwintesencja. Miałaś obowiązek wyegzekwować należne alimenty, ale nic nie zrobiłaś.

                            Do kogo masz pretensje?
          • ajmj Re: A czego jeszcze potrzebuje? 17.08.15, 23:38
            Witaj Tri, Znam Cię i nieraz czytam co tam "nabazgrasz"wink Znaczy teraz wpadłam na Twój wątek całkiem przypadkiem po kilkumiesięcznej przerwie na gw.
            A w gwoli dzieci czyli ich kosztu wychowania/utrzymania. Dzieci TYLE KOSZTUJĄ NA ILE STAĆ RODZICÓW - I TAKA JEST JEDYNA PRAWDA.
            • ajmj Re: A czego jeszcze potrzebuje? 17.08.15, 23:41
              Można się kłócić i przytaczać jakieś dane statystyczne.. Ale to bez sensu. Gwoli ścisłości. Mam syna z pierwszego związku, wspólną córę i pasierbicę, na która najpierw płaciliśmy alimenty a teraz od pięciu lat mieszka z nami. Ma to ja rozeznaniesmile Jak to "cudnie" wygląda w praktycewink z każdej strony.
              • ajmj Re: A czego jeszcze potrzebuje? 17.08.15, 23:54
                Jak syn mieszkał u nas, ojciec płacił z 10 lat temu , 300 zł miesięcznie. Pracował jako fizyczny w Hucie Miedzi - ma to na pewno znaczenia - czyli możliwości zarobkowe ojca. Córka męża dostawała o wiele wyższe alimenty. Mąż zarabiał dwa razy tyle a płacił trzy razy tyle co mój były partner. Córka męża od 5 lat jest z nami - a mama nie zapłaciła złotówki. Nie jesteśmy w stanie wziąć od niej ani grosza ponieważ zarabia mało. Nikt jej nie każe iść do "lepszej" pracy. W ogóle nie ma o tym mowy. Cieszymy się, że jesteśmy w stanie utrzymać trójkę dzieci. Po prostu.
                "Bo jedyne, co tak naprawdę mamy, to nasze istnienie i nie wolno przekreślać go, w imię wątpliwej wartości zwyczajów."
                • kotradykcja Re: A czego jeszcze potrzebuje? 25.08.15, 12:58
                  Cieszymy się, że jesteśmy w stanie utrzymać trójkę dzieci. Po prostu.
                  "Bo jedyne, co tak naprawdę mamy, to nasze istnienie i nie wolno przekreślać go, w imię wątpliwej wartości zwyczajów."


                  Ajmj, lubię Cię smile
            • celina1984 Re: A czego jeszcze potrzebuje? 18.08.15, 07:24
              W pełnej rodzinie dzieci kosztują tyle, na ile stać rodziców. W rozbitej kosztują tyle jakie jest widzimisię matki. O ile oczywiście ojciec pracuje legalnie bo jak nie, to ojciec płaci tyle ile mu sie podoba. Jedna i druga opcja jest chora.
            • kotradykcja Re: A czego jeszcze potrzebuje? 25.08.15, 12:56
              ajmj napisała:
              > Dzieci TYLE KOSZTUJĄ NA ILE STAĆ RODZICÓW - I TAKA JEST JEDYNA PRAWDA.

              Dokładnie tak jest smile
    • tricolour A ja pamiętam, że był śnieg... 03.08.15, 12:59
      ... bo jeżdżę na nartach. Po to jest właśnie śnieg dla mnie więc pamiętam. Skoro ty nie pamiętasz, to ten tzw partner nawet na narty cie nie zabiera, leń jeden.

      Moje szczęście małżeńskie bierze się z prawdy i chęci. Ty nie masz ani szczęścia (masz nienawiść) ani małżeństwa, bo jesteś sprzedajna i zakłamana.
      • zmeczona100 Re: A ja pamiętam, że był śnieg... 03.08.15, 13:57
        No a skąd pewność, że śnieg ma być i dla mnie? Skąd Ty możesz wiedzieć, co jest dla mnie? Ty za mało lat jeszcze żyjesz na tym świecie, żeby wiedzieć, że ludzie są różni?

        Skąd możesz wiedzieć cokolwiek o moich uczuciach, odczuciach itp.? Nie uważasz, że to jest hm.. bardzo prymitywne z twojej strony stawianie się w pozycji wszechwiedzącego? smile
      • zmeczona100 Re: A ja pamiętam, że był śnieg... 03.08.15, 13:57
        No a skąd pewność, że śnieg ma być i dla mnie? Skąd Ty możesz wiedzieć, co jest dla mnie? Ty za mało lat jeszcze żyjesz na tym świecie, żeby wiedzieć, że ludzie są różni?

        Skąd możesz wiedzieć cokolwiek o moich uczuciach, odczuciach itp.? Nie uważasz, że to jest hm.. bardzo prymitywne z twojej strony stawianie się w pozycji wszechwiedzącego? smile
    • zmeczona100 Re: A ja pamiętam, że był śnieg... 04.08.15, 10:47
      Co inteligentniejszy forumowicz wie, że nie jest możliwe wysłanie dwóch odpowiedzi takich samych w tym samym czasie przez tegoż forumowicza i z tego samego formularza smile
    • nowel1 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 14:40
      A kto twierdzi, że nie draństwo?
      Mylisz 2 rzeczy.
      Oczywiście, że koszt żłobka lub opiekunki powinien być traktowany jako koszt utrzymania dziecka, o tym mowa.
      "Niepoprawne" ? Po prostu nie w porządku i niezgodne z prawem.
      "Dowalenie " finansowe w zamian za porzucenie matki z dzieckiem - no to chyba więcej musiałoby się należeć, nie uważasz?
      Nagannie moralne postępki wg Ciebie powinny być karane grzywną?
      • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 15:01
        Źle się wyraziłam i tyle Novel.
        Nie dowalam ani bylemu ani nikomu tego nie życzę.
        Czy za postępowanie niezgodne z moralnością należy się kara finansowa?
        Nie wiem.
        Mam wątpliwości i wielką pokorę wobec kobiet które to spotkalo.
        Ja miałam chociaż dziecko w przedszkolu.
        Ale nie zamierzam żałować Celiny ktora zwiazala się z facetem w takiej sytuacji.
        Krzywda jaką ma to dziecko nie jest obliczalna.
        A wyglaszane poglądy jak dużo kosztuje są dla mnie nieporozumieniem.
    • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 14:59
      blue_ania37 napisała:

      > Uważam zostawianie rocznego dziecka za draństwo.
      > A jesli matka ma pracować i być na własnym utrzymaniu to zostaje jej opiekunka.
      > Zlobki w Polsce funkcjonują jak wiemy trochę inaczej.
      > Opieka nad roczniakiem w Poznaniu to najbidniej 1200.
      > Za posiadanie dzieci się płaci.
      > Nie powinnam pisać że za to należy się dowalenie bo to takie niepoprawne.
      > Ale ja mogę myśleć że zostawianie rocznego dzieciaka to draństwo i tyle.

      Aniu, przede wszystkim nie masz pojęcia dlaczego ci państwo się rozstali. Celina pisze, że razem podjęli decyzję, więc nie ma mowy o porzuceniu matki z dzieckiem. A podstaw, by twierdzić inaczej nie masz żadnych.
      W dalszej kolejności - matka ma zawsze dwie opcje - żądać by dziecko/dzieci zostały z nią lub by ich miejsce było przy ojcu. Obie wersje zostaną przez sąd uwzględnione.
      Jeśli matka wnioskuje o wyłączną opiekę, to ja Cię przepraszam, ale chyba wie co robi i z czym się wiąże? Jeśli z góry wie, że nie ma możliwości zająć się dzieckiem, niech wnioskuje o opiekę wspólną lub wyłączną ojca. To chyba proste. I proszę, nie wyjeżdżaj z tekstami o pozbawianiu dziecka matki czy matki dziecka, bo w stronę ojców jest to robione i jakoś sądy i społeczeństwo problemu z tym nie ma żadnego. A ja nie widzę matki jako rodzica lepszego, bardziej kochającego i uczciwszego a priori.
      I w końcu kwestia alimentów - jeśli zakładamy, że alimenty są karą za świństwa wyrządzone ex małżonkowi, to powinno się zmienić sposób ich przyznawania, dokładnie zbadać kto komu jakie świństwa porobił i wyznaczyć alimenty wzajemne. Poza tym, jeśli alimenty są karą za coś, to jest nie tyle niepoprawne, co traci się z oczu dobro osoby, w imieniu której cały ten cyrk niby się odbywa, czyli dziecka.
      Myślenie w taki sposób "ty taki-owaki, już ja ci alimenty dowalę" pokazuje, że kobieta występująca o alimenty w imieniu dziecka wcale o dziecku nie myśli, a jedynie o swojej zranionej dumie. A zatem, skoro o dziecko się nie troszczy, nie powinna mieć prawa występować w jego imieniu, bo już na wstępie popełnia nadużycie.
      • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 15:39
        Nie uważam że zawsze matki są lepszą opcją w wychowaniu.
        Wierzę że są faceci którzy umieją chcą się zajmować dziećmi.
        Jestem za opieką wspólną i urlopami dla ojców w początkowym okresie życia dziecka.
        Nie jestem za dowalaniem tatusiom za to że np postanowili odejść.
        Jestem jedynie za odpowiedzialnością.
        Z dwóch stron.
        Dziecko kosztuje wymaga opieki.
        Nie robi się dziecka kiedy zamierza się odejść.
        Wyliczenia Tri mają się do życia jak noc do dnia.
        Nie uważam że dziecku należy sie wszystko i zawsze.
        Uważam jedynie ze ma prawo do jedzenia do dobrego spędzania czasu i nie musi być to Portugalia wink ma prawo do ciuchów do swojego miejsca lozka itp.
        Nie musi mieć wszystkich zabawek i przyjemności.
        Dziecko dla mnie to odpowiedzialność.
        Nie liczę kiedy choruje kiedy wyroslo z butów spodni czy czegoś.
        Nie traktuję dziecka jako karty przetargowej w układach z jego tatą.
        Ale pamiętam jak moje dziecko miało rok.
        Z jakimi musiałam mierzyć się problemami.
        Ząbkowanie nocne pobudki itp.
        Jezeli zostawia się roczne dziecko które nawet za bardzo nie umie gadać to ponosi się finansową odpowiedzialność za to.
        Czego niektórzy nie rozumieją
        • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 17:16
          > Ale pamiętam jak moje dziecko miało rok.
          > Z jakimi musiałam mierzyć się problemami.
          > Ząbkowanie nocne pobudki itp.
          > Jezeli zostawia się roczne dziecko które nawet za bardzo nie umie gadać to pono
          > si się finansową odpowiedzialność za to.
          > Czego niektórzy nie rozumieją


          Aniu, ja też pamiętam jak zostałam sama z rocznym dzieckiem. Bez alimentów. Każdy ma swoją drogę wink
          • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 17:35
            To mogę tylko współczuć i podziwiam osoby umiejące radzić sobie w tej sytuacji.
            Ja jak przypominam sobie siebie wtedy to bylam chodzącym zombie i co tam jeszcze.
            Niewyspana na Maksa i wymęczona.
            Moje dziecko zaczęło chodzić jak miało 8 miesięcy ale nie gadalo.
            Bylo samodzielne wyjadalo jedzenie psu i srednio kumalo słowo nie wolno.
            Ja zasypialam na stojąco.
            Nie czuję się na silach aby to powtórzyć.
            Gdybym wówczas musiała mierzyć się z rozwodem i alimentami to nie wiem czy bym to przetrzymała.
            Dlatego podziwiam wszystkie kobiety które to wytrzymują i nie lubię neks które głośno krzyczą o niesprawiedliwości dla misiów.
            Nie mając lub nie chcąc zrozumieć co to jest roczniak w domu.
    • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 20:38
      > Chce samochód z kimś i chatę którą my będziemy urządzać.
      > W miłości nie ma intercyz

      sad Wiem o czym piszesz. Ale rozwód pozbawił mnie złudzeń co do " żyli długo i szczęśliwie ". Kocham mojego męża, mam nadzieję, że będziemy razem do końca życia. Ale... Już kiedyś tak myślałam.
      Wiem, że w razie czego odeszłabym tak jak wtedy, zostawiając za sobą wszystko.
      A tak przynajmniej wszystko jest jasne. Za ciężko pracowałam na to, co mam, plus za dużo mam lat żeby sobie pozwolić na replay i zaczynanie wszystkiego od nowa.
      Żal mi tamtego mojego idealizmu, fajny był i mam nadzieję, że Tobie on nie minie smile
      • wawrzanka Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:13
        kotradykcja napisał(a):

        > Żal mi tamtego mojego idealizmu, fajny był i mam nadzieję, że Tobie on nie minie smile

        Ja widzę, że masz ten idealizm nadal. Chyba jesteś wrażliwą istotą i pewnie nawet intercyza tego nie zmieniła wink
        • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:31
          Intercyza byla glupia i niepotrzebna.
          Najgłupiej bylo to jak się okazało że to fikcja.
          Bo dzialka i dom zostały postawione w trakcie wspólnoty a majątek odrebny nie zostal potwierdzony podatkiem.
          Mam działkę dom i nie mam kredytu.
          Ale mam dobre serce dla byłego.
          Nie chcę od niego nic nigdy.
          Postepowania Celiny wynaturzeń finansowych obrazania byłych bo dostają alimenty traktowanie kobiet bez neksow jako wynaturzone lub chore psychicznie ewentualnie z obłędna otyłością lub brakami w umiejętności gadania z facetami uważam za nie fair.
          Lubię facetów nawet z alimentami nie lubię kobiet występujących przeciwko innym kobietom
          • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:34
            O chwileczkę ja obrażam kobiety ktore dostają alimenty? Przecież sama je dostaje. O czym Ty piszesz? Ja pisze tylko o jednym: alimenty w kwocie 3,5 tys przy zarobkach 5-5,5 tys są ogromnym obciążeniem. Jeśli działka jest wspólna to dom należy do was. U nas dom kupiony był gotowy wiec to inna Aniu sytuacja.
    • wawrzanka Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 20:59
      Ciekawy temat z tą intercyzą. Aniu - różnie się ludzie kochają smile
      Według mnie intercyza może i nie zabija miłości, ale na pewno ograbia z romantyzmu.
      Intercyza to taka inicjatywa z którą ktoś wychodzi pierwszy. I druga osoba musi się "ustosunkować" smile Mało romantyczne, szczególnie w przypadku ludzi po przejściach, bo w końcu cokolwiek nabyło się przed ślubem to i tak nie wchodzi do wspólnego majątku. Po co się w ogóle żenić, albo wychodzić za mąż, jeśli ma się spisywać intercyzę? Wiem, że znalazłoby się parę praktycznych powodów, ale ja pytam o te niepraktyczne.
      • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:10
        Alez naturalnie ze ludzie po przejściach a zwłaszcza neksie powinny jak najbardziej mieć wspólnotę majątkowa z obciążonym alimentami mężem. Ja uważam nawet, ze za karę neksie powinny cała swoją wypłatę oddawać eksiom wraz z alimentami smile tak to byłoby głęboko sprawiedliwe.
        • wawrzanka Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:17
          celina1984 napisała:

          > Alez naturalnie ze ludzie po przejściach a zwłaszcza neksie powinny jak najbard
          > ziej mieć wspólnotę majątkowa z obciążonym alimentami mężem.

          Celina, a co ty taka zaczepna jesteś? Nikt nie twierdzi, że powinny. Umiesz rozmawiać konstruktywnie z kimś, kto ma przeciwne zdanie do twojego? Pamiętam jak kilka miesięcy temu umiałaś. Kibicowałam ci nawet w twoich staraniach o obniżenie alimentów, bo 3500 zł. przy 5000 to bardzo dużo. Złożyliście ten pozew?
          • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:28
            Wawrzanko i jeszcze jedno. Ja nigdy Ani pierwsza nie atakowałam. Zwróć uwagę na historie choćby w tym wątku. Nie potrafię zrozumieć jej ataków na mnie bo fakt, ze alimenty mojego M są duże nie ma z nią żadnego związku a ona zachowuje sie i pisze tak, jakby jej to dotyczyło osobiście. Ktoś określił jej postawę hejtem. Myśle, ze trafnie
            • wawrzanka Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:31
              celina1984 napisała:

              > Wawrzanko i jeszcze jedno. Ja nigdy Ani pierwsza nie atakowałam. Zwróć uwagę na
              > historie choćby w tym wątku. Nie potrafię zrozumieć jej ataków na mnie bo fakt
              > , ze alimenty mojego M są duże nie ma z nią żadnego związku a ona zachowuje sie
              > i pisze tak, jakby jej to dotyczyło osobiście. Ktoś określił jej postawę hejte
              > m. Myśle, ze trafnie

              Ledwo zerknęłam na waszą rozmowę i przykrością stwierdzam, że całe drzewko nadaje się do usunięcia. Wy się tu regularnie ciągniecie za kudły zamiast rozmawiać. Nie mam nawet pojęcia o co się kłócicie.
              • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:36
                Masz racje. Kłócimy sie o to, ze ja pisze ze alimenty 3,5 tys są za duże a Ania pisze ze obrażam eksie, zazdroszczę jej alimentów i ze każdego byłego męża trzeba udupic finansowo za karę.
                • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:44
                  Ty nie kumasz.
                  Ja nigdy nie pisałam ze alimenty Twojego męża nie są zabójcze.
                  Pisałam tylko ze zostawił roczne dziecko a ty wyliczasz bramki.
                  Widzisz różnicę"
          • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:29
            No i znów kasujesz.... Po co pytasz? Bez sensu
            • wawrzanka Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:35
              celina1984 napisała:

              > No i znów kasujesz.... Po co pytasz? Bez sensu

              Celina. Zapytałam, czy złożyliście pozew i jak wam idzie. Nawet nie zauważyłaś tego, choć to szczere zainteresowanie, bez cienia wątpliwości. Pisałaś o moderacji i twoim konflikcie z Anią, który tu mało kogo interesuje. Dlatego kasuję.
              • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:37
                Wawrzanko w pędzie kasowania nie zauważyłaś ze w ostatniej linijce odpisałam na Twoje zapytanie....
                • wawrzanka Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:43
                  Ależ zauważyłam. Mam nadzieję, że do września spotkacie się z Anią osobiście na pojedynek na prawdziwym ringu, żebym nie musiała tyle kasowaćsmile
                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:52
                    ??
                    • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:52
                      Miała być buźka wink a wyszły znaki zapytania
      • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:37
        Nie lubię intercyzy Wawrzanka.
        Bo ją miałam.
        Nie straciłam na niej jak się okazało po latach ale nadal uważam że jak kochać to na zabój
        Jak wychodzić za mąż to z miłości.
        Pieniądze są ulotne.
        Liczy się spokój moich rodziców o mnie mokre łapki mojego syna.
        Pieniadze przychodzą i odchodzą zostaje rodzina.
        • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 07:52
          blue_ania37 napisała:

          > Nie lubię intercyzy Wawrzanka.
          > Bo ją miałam.
          > Nie straciłam na niej jak się okazało po latach ale nadal uważam że jak kochać
          > to na zabój
          > Jak wychodzić za mąż to z miłości.
          > Pieniądze są ulotne.
          > Liczy się spokój moich rodziców o mnie mokre łapki mojego syna.
          > Pieniadze przychodzą i odchodzą zostaje rodzina.

          Zazdroszczę Ci tego podejścia, naprawdę.
          Ja też nie lubię intercyz. Uważam, że małżeństwo to wspólnota, nie powinno się niczego w niej dzielić na moje czy twoje, że wszystko powinno być wspólne.
          Ale takie małżeństwo to przywilej ludzi młodych, bez bagażu w postaci rozwodów i dzieci.
          Skoro mamy "swoje" dzieci (a raczej mąż ma swoje, bo moje przysposobił zaraz po ślubie), "swoje" dorobki zawodowe, nawet, ze względów praktyczno-zawodowych zdecydowaliśmy się na swoje nazwiska (mąż ze względu na swoje dzieci, ja ze względów zawodowych, dziecko ma łączone), to nie jest to już takie małżeństwo, które jest jednością całkowicie.
          I chyba podchodzimy już zupełnie inaczej do tematu, bo kwestia intercyzy wynikła w kontekście mojej firmy, odpowiedzialności finansowej oraz zabezpieczenia dzieci w przyszłości.
          Dodatkowo mamy wzajemne zrzeczenie się dziedziczenia żeby do końca zamknąć sprawy finansowe, więc po mnie dziedziczy tylko moje dziecko, po mężu tylko jego dzieci.
          Czasem mnie to uwiera. Ale jest jak jest. Z wieloma rzeczami musiałam się pogodzić. Ot, jedna więcej.
          Czasami zastanawiam się czy takie podejście do spraw materialnych oznacza, że nie ma takiej "prawdziwej" miłości, wiesz, takiej epickiej, szekspirowskiej wink
          Może tak właśnie jest. Może musi wystarczyć szacunek, przyjaźń, wzajemna pomoc i opieka.
          Jak myślę o mężu, myślę, że go kocham. Ale jakoś tak spokojnie, bez wewnętrznej telepki. I kiedy myślę o świecie bez niego, też ten świat już widzę. Smutniejszy, uboższy, ale nadal do życia. To coś, co przy pierwszym mężu było abstrakcją.
          No cóż...
          Życzę Ci, Aniu, takiej wielkiej miłości i wszystkiego, co się z nią wiąże smile
          • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 08:12
            Ania nie ma wcale takiego podejścia. Ania w każdym poście udowadnia, ze pieniądze maja dla niej OGROMNE znaczenie. Pisząc, ze mężom po rozwodzie trzeba dowalać alimenty, kpiąc ze dziele sie moimi pieniędzmi z mężem dokładając mu na "gacie i dentystę" Ania to hipokrytka jakich mało
        • nowel1 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 08:05
          Intercyza ani nie przeszkadza w miłości, ani jej nie ułatwia.
          Pieniądze są ulotne, ale potrzebne - tak w małżeństwie z intercyzą, jak i bez niej.
          Posiadanie intercyzy nie zmienia rzeczy ważnych, jak spokój rodziców i zabawy z dzieckiem ( zupełnie nie rozumiem tej metafory).
          • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 08:16
            Posiadanie intercyzy w moim wypadku poprawia spokój zabawy z moim dzieckiem. Bo wiem, ze nie dojdzie do sytuacji kiedy moje życiowe wybory (maź z alimentami) zburzą spokój i bezpieczeństwo materialne mojego syna.
          • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 08:42
            To ja się nie nadaje na takie związki.
            Wolę samotność niż wiązać się z kimś komu będę wyliczać kasę.
            Slabo to widzę organizacyjnie.
            Gdzieś muszą mieszkać.
            Jakiś samochód.
            O kanapach i garnkach pisać nie warto.
            Nie chciałabym mieszkać u kogoś i nie chciałabym aby ktoś mieszkal u mnie.
            To nie rodzi dobrych relacji.
            Nie wróży na przyszłość.
            Dzieci można zabezpieczyć testamentem.
            Mi wystarczyła jedna intercyza w życiu i nie chcę jej już nigdy.
            • nowel1 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 08:55
              Ale zdajesz sobie sprawę, że to, co się przytrafiło TWOJEMU małżeństwu z intercyzą, nie jest ogólnie obowiązującym schematem?
              • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:21
                Zdaję sobie sprawę Nowel że nie musi tak się kończyć.
                Ja przerobiłam to.
                Wiem jak wówczas się czułam i jakie miał podejscie mój mąż.
                Spróbowałam przeżyłam i nie chcę tego.
                Chcę wspólny samochód wspólną kanapę i wspólne problemy finansowe.
                W moim przypadku i tak intercyza nie zadziałała.
                Bo byl kawałek wspólnoty.
                I też myślę o kruczkach prawnych które w sytuacjach rozwodu mogą u ludzi wychodzić.
                Nie nadaję się na taką miłość po prostu.
                Jakaś to moja cecha może zła.
                Opuszczając dom który wtedy prawnie byl mojego męża nie patrzałam się na niego w kategoriach majątku i ile tu coś kosztowało.
                Byl to po prostu mój dom gdzie miałam swoje ścieżki swoje doniczki.
                Nie w sensie materialnym a w sensie bezpieczeństwa i pewności.
                Nie umiałabym kochać z podziałem na moje twoje.
                Moje to są ciuchy perfum a nie rzeczy które wpływają na nasze życie.
                • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:29
                  > Nie umiałabym kochać z podziałem na moje twoje.
                  > Moje to są ciuchy perfum a nie rzeczy które wpływają na nasze życie.

                  A dzieci? Czy ewentualne dzieci Twojego wybranka też będą "twoje"? Co prawda to nie są rzeczy, ale element wpływający w sposób zasadniczy na życie.
                  Nie będziesz miała nic przeciwko temu, że to, co masz teraz na 2 osoby będziesz musiała podzielić na 4-5? Bo np. zwiążesz się z majętnym człowiekiem, który w wyniku okoliczności straci majątek i będziesz musiała utrzymać nie tylko jego (na dobre i złe), ale też jego dziecko/dzieci?
                  Wyobrażasz to sobie? Również to, że pracując za dwoje zostawiasz wypracowane dobra nie swojemu dziecku, ale również dzieciom swojego męża i, pośrednio, jego byłej małżonce?
                  Jeśli tak, to szacunek wielki.
                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:32
                    No coś Ty jak to sobie ma Ania wyobrażać? Przecież napisała wyraźnie ze ona chce mężczyznę zaradnego któremu nie będzie musiała dokładać na gacie.
                    • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:34
                      celina1984 napisała:

                      > No coś Ty jak to sobie ma Ania wyobrażać? Przecież napisała wyraźnie ze ona chc
                      > e mężczyznę zaradnego któremu nie będzie musiała dokładać na gacie.

                      No ja też na gacie mężowi nie dokładam, ani na nic innego. Ale wyobrazić sobie to przed ślubem musiałam. Bo wypadki chodzą po ludziach, choroba nie wybiera, a w interesach czasami wystarczy jeden fałszywy ruch i jest pozamiatane.
                      • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:43
                        Kontradykcjo kiedy poznałam mojego męża zarabiał ponad 9 tys netto i miał 2,3 tys alimentów. I także mu do niczego nie dokładałam. Po ślubie podniesiono mu alimenty do kwoty 3,5 tys krótko po tym firma wpadła w kryzys i do dziś nie wypłaca premii co powoduje ze zarabia on 5-5,5 tys na miesiąc. Czy mam z tego powodu zostawić go i drwić z niego ze żyjemy cześciowo z moich? Trzeba tez wsiąść pod uwagę ze kryzys może minąć a wtedy co? A co jeśli to ja nagle stracę zarobki?
                        • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:52
                          celina1984 napisała:

                          > Kontradykcjo kiedy poznałam mojego męża zarabiał ponad 9 tys netto i miał 2,3 t
                          > ys alimentów. I także mu do niczego nie dokładałam. Po ślubie podniesiono mu al
                          > imenty do kwoty 3,5 tys krótko po tym firma wpadła w kryzys i do dziś nie wypła
                          > ca premii co powoduje ze zarabia on 5-5,5 tys na miesiąc.

                          No właśnie, takie sytuacje zdarzają się i brałam taki scenariusz pod uwagę.
                          Stąd intercyza u mnie, choć dzisiaj (!) mąż zarabia porównywalnie do mnie zaś alimentów nie płaci wcale, po prostu utrzymuje dzieci przez pół miesiąca.

                          > Czy mam z tego powodu
                          > zostawić go i drwić z niego ze żyjemy cześciowo z moich?

                          No oczywiście, że nie!
                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:35
                    Oto ani wspaniałomyślna postawa: "Dla ciebie mogę być hipokrytką.
                    Chociaż nigdy nie będę musiała dzięki temu doroslemu facetowi kupować gaci.
                    Ale ja lubię samodzielnych facetów.i myślących.
                    Tacy po prostu mają na gacie i dentystę" kilka postów niżej smile
                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:42
                    Kotradycjawink
                    Tak.
                    Jeżeli zwiąże się z kimś to zakładam że łączymy się ze swoimi zobowiązaniami wynikającymi z życia.
                    Tylko świadomie.
                    Jeśli biorę faceta z przychówkiem to zdaję sobie sprawę że dzieci kosztują.
                    Życie plata figle i fakt że ktoś byl bogaty nie oznacza że będzie zawsze.
                    Jak też nikt nie mówi że biedny zawsze będzie biedny.
                    Jako rozwódką i kobieta wiedząca że dziecko kosztuje i wymaga czasu nie plulabym na matkę dzieci mojego faceta.
                    Nie jestem kombinatorką która proponowalaby intercyzy szare strefy.
                    Życie jest tak krótkie i tak ładne w sumie że nie należy go niszczyć glupotami które nie przynoszą żadnej dumy.
                    Zresztą z reguły jest tak że dobro wraca a zlo rzadko bywa nagradzane.
                    Widać to na ulicach w polityce itp...
                    Czym jest mieszkanie czy samochód wobec życia?
                    To tylko rzecz.
                    • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:43
                      Ha ha ha ha smile
                    • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:45
                      Świadomie dobre smile oprócz tego ze znów przeczysz sama sobie to weź jeszcze pod uwagę, ze życie płata figle i można np. Stracić prace, mniej zarabiać a Twój potencjalny przyszły może nagle musieć płacić swojej ex dwa razy tyle niż to na co ŚWIADOMIE sie zdecydowałaś
                    • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:47
                      Piszesz "czym jest samochód lub mieszkanie wobec życia" a kilka postów wcześniej piszesz ze to niezdrowe mieszkać u kogoś i ze dobrze jak on ma swoje a Ty swoje. Jeszcze kilka postów wcześniej piszesz ze z domu Exa wyjechałaś SWOIM samochodem. Jeszcze w innym poście piszesz ze Twoje są jedynie ciuchy i perfumy. Żenujący poziom kręcenia.
                    • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:48
                      Aniu, masz naprawdę bardzo fajne podejście. I pozostaje mi tylko życzyć Ci żeby rzeczywistość brutalnie nie zweryfikowała tego, o czym teraz pięknie piszesz.
                      I to zupełnie poważnie, bez sarkazmu i żadnych takich.
                      Jesteś widocznie lepszym człowiekiem, bardziej poukładanym niż ... hm... w zasadzie wszyscy, których znam.
                      Nie byłoby mnie już stać ani na takie zaufanie (do partnera, życia, ludzi ogólnie, samej siebie) ani na taką szczodrość wobec innych.
                      Może za ileś tam lat znowu uwierzę wink
                      Pozdrawiam Cię ciepło (choć może w taki upał to nadmiar szczęścia będzie big_grin )
                      • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:55
                        Myśle ze to Ty masz mądre i piękne podejście do ludzi smile skoro wierzysz w to co pisze Ania przecząca sobie w każdym poście. Podziwiam.
                      • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 10:28
                        Nie jestem ani lepsza ani gorsza.
                        Takie a nie inne doświadczenia życiowe wpłynęły na moje zdanie.
                        Ja po prostu już przerobilam temat intercyzy.
                        Widzę że im mniej przykladam wagi do pieniędzy to jest lepiej.
                        Żyłam z materialistą który nigdy nie osiągnął szczęścia bo wiecznie mu coś brakowało.do tego.
                        Pomimo że obiektywnie miał dużo i jeszcze więcej.
                        Chęć kupowania coraz to nowych rzeczy popycha ludzi do wielkich głupot.
                        Jeszcze większy samochod jeszcze bardziej wypasione wakacje i buty tylko firmowe.
                        Ani nie daje to szczęścia ani zadowolenia.
                        Przykład choćby Celiny ktora pomimo tego jak pisze o otoczeniu miłością od prawie dwóch lat wylewa żale związane z alimentami męża.
                        Miliony postów obrażania ludzi podpisanie intercyzy.
                        Ja chromole taką miłość i energię którą trzeba wkładać w to aby to funkcjonowało.
                        Poziom frustracji i zali na pewno wpływa na małżeństwo związek itp.
                        Tylko po co i na co?
                        Od takiego rozumienia wspólnoty należy wiać bo zle emocje wpływają na nas.
                        A kasa jest tylko dodatkiem.
                        Ważnym ale dodatkiem.
                        Z mala kasą da się żyć w złości i wyliczaniu jej żyje się o wiele trudniej
                        • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 10:38
                          Brawo Aniu brawo!!!!! Ania odegrała komedie na scenie "rozwód i co dalej" smile hipokrytka i materialistka smile
                          • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 10:45
                            Celinko ja już z Tobą nie gadam.
                            Nie wiem czy zauważyłaś?
                            Ale jeżeli masz potrzebę komentowania tego co piszę nie do Ciebie.
                            To się nie krępuj.
                            Używaj sobie.
                            Poprawia Ci to humor nastrój?
                            Dzięki temu zapominasz na chwilę o alimentach?
                            Jeśli tak to polecam sięwink
                            • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 10:53
                              O nie gadasz? To po co do mnie sie teraz zwracasz? Nie zauwazylasz Aniu ze ja z tobą także nie gadam a jedynie komentuje twoja głęboką hipokryzję?
                              • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 10:57
                                Nudzisz mnie.
                                Po ludzku nudzisz.
                                Odmieniaj chociaż tą hipokrytkę.
                                W języku polskim coś takiego istnieje.
                                Jak i nie ma słów twoja głęboką hipokryzję.
                                Nie dość że dorosłemu facetowi gacie kupuje wylicza bramki po 17,60 to jeszcze pisać nie umie.
                                Nie mój poziom.
                                Nara
                                • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:01
                                  Masz racje hipokrytko czas zakończyć te dyskusje. Uczciwy człowiek z hipokryta i materialista nigdy sie nie dogada smile
                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:06
                                    Głównie uczciwy człowiek z hipokryta i materialistawink
                                    Po jakiemu to?
                                    Bo nie po polsku.
                                    Sie to jakiś skrót?
                                    Jak tak jesteś mądra w tym małżeństwie to aż się boję o poziom intelektualny misia.
                                    Chyba że zakup gaci to niwelujewink
                                    • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:11
                                      Nie bardzo widzę związek pomiędzy kupowaniem gaci a poziomem intelektualnym małżonków ale generalnie twoje posty są bez sensu, ładu i składu wiec nie szkodzi smile
                                      • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:17
                                        Jeszcze masz problemy ze zrozumieniem przeczytanego tekstu?
                                        Zmęczona miała rację Ty jesteś zwykłym trollem.
                                        • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:21
                                          Tekstu? Masz na myśli swój bełkot?
                                          • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:32
                                            Popłakałam się ze śmiechuwink
                                            Długo tak możesz?
                                            I zastanów się o co ci chodzi?
                                            Nie jestem bylą żoną twojego męża.
                                            Pieniądzy ty mi nie płacisz a zachowujesz się jakbyś była moim pierwszym mężem.
                                            Nie podobają ci się moje poglądy sposób pisania itp.
                                            To po cholerę to czytasz komentujesz.
                                            Oceniasz?
                                            Udawadniasz jakieś tezy wymyślone przez siebie.
                                            Aż tak jesteś nieszczęśliwa że poprawia ci to nastrój?
                                            Nie znasz mnie a wiesz że jestem materialistką.
                                            Wypij sobie jakąś melisę lub coś innego.
                                            Może zaczynasz przekwitać?
                                            • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:38
                                              Ktoś nazwał Cię hejterem. Ty twierdzisz ze jestem trolem. Od dwóch dni prowadzisz dyskusje z trolem? Z dwojga złego wole być hejtererem niż trolem...
                                              • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:40
                                                Oczywiście miało być na odwrót czyli wole być trolem niż hejtererem smile ale masz pożywkę teraz wink
                                              • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:54
                                                Nie ktoś a Nuta napisala o hejtowaniu przez zmęczoną i jej koleżanki.
                                                To że ty uważasz że jestem koleżanką zmęczonej masz prawo myśleć tak.
                                                Wolę być koleżanką zmęczonej niż komentować wpisy osób które nie mają żadnego przełożenia na moje życie.
                                                To forum kiedyś mi pomogło uzyskałam dużo cennych rad porad.
                                                To pozwoliło mi przetrwać trudne czasy i dalo wiedzę.
                                                Ty piszesz opisujesz zmieniasz poglądy sytuację.
                                                Ani razu nikomu nie pomogłaś swoimi wpisami jedynie jak mantrę powtarzasz 5000 i 3500.
                                                Oprócz tego nie przyjmujesz do wiadomości że ogromna część ludzi stąd uważa alimenty płacone przez twojego męża za bardzo wysokie.
                                                Ty wolisz obrażać budować jakiś obraz siebie i ludzi stąd na swoją modłę.
                                                Po co piszesz skoro nie chcesz ani pomocy ani jej nie oferujesz?
                                                Wymyślanie przez Ciebie kolejnych scenariuszy życiowych jest przytłaczająca.
                                                W sposób w jaki piszesz o pierwszej żonie swojego męża powoduje że nie jesteś partnerem do rozmowy.
                                                Na tekst o frytkach odpowiadasz o Portugalii i 5,gwiazdkowych hotelach.
                                                I świat będzie istniał a ty nadal będziesz.punktować moje wypowiedzi i dokładać do ogromnych alimentów.
                                                Może ci kiedyś minie.
                                                I zaczniesz rozumowo rozwiązywać problem niż tylko o nim pisać w każdym możliwym wątku.
                                                Dostałaś tu masę informacji i zainteresowania.
                                                O mojej intercyzie umiesz pisać godzinami.
                                                O tym jak musi się czuć twój mąż nawet pewnie nie masz pojęcia.
                                                Ale baw się dalej.
                                                • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 12:05
                                                  Wiec jednak to schizofrenia Aniu. Wciskasz mi jakieś głupoty do głowy. Ja mowię o twojej intercyzie? A co mnie ona obchodzi? To ty stałe o niej mówisz a także wyśmiałaś moja intercyzę. Nie ktoś tylko nuta napisała ze jesteś hejtererem. A nuta to nie KTOŚ? Czy muszę mowić po nicku, może wyobraź sobie ze nie chciałam tego robić celowo? Widzisz jedynie moje posty o alimentach nie widzisz tych gdzie są rady. Trudno. Takie tez są i osoby ZAINTERESOWANE radami je przeczytały. NIGDY nie napisałam nic złego na temat ex mojego męża na tym forum. Być może napisałam, ze jest pazerna bo tak uważam. Co nie znaczy ze mam o niej dobre zdanie - nie mam a to głownie dlatego ze coraz cześciej wymyśla zajęcia dla dzieci kiedy mój maź chce je zabrać to słyszy ze są : zajęte i coraz cześciej ogranicza mu dostęp do nich. Tak Aniu na Twoje teksty o frytkach i jeziorze bo cię stać alimentów , na Twoje teksty, ze ex męża trzeba po rozwodzie zniszczyć finansowo (a dokładnie: dowalić jak najwiecej) reaguje agresją bo to podłe. Na Twoje teksty, ze mój maź zostawił roczne dziecko reaguje podobnie bo to bzdura wyssana z palca. Na Twoje teksty ze mój maź jest nieudacznikiem i ze kupuje mu gacie brak mi słów. Bo to człowiek który znalazł sie w przejściowych mam nadzieje tarapatach finansowych. Człowiek pracujący uczciwie i płacący nieuczciwe alimenty. Człowiek, który wierze ze wyjdzie na prostą. Czlowiek który bardzo dużo pracuje żeby zapłacić za swoje dzieci. A Ty kpisz z niego bo masz uraz do facetów.
                                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 12:25
                                                    Teraz już nazwy chorobowe pojawiają się?
                                                    Jak eksowa nie daje dzieci to są środki prawne aby widywać dzieci.
                                                    To że Ciebie szlag trafia na wiadomość o frytkach to nie moja wina.
                                                    Pisałaś o tym wielokrotnie ze Twój mąż postanowił się rozwieść kiedy jego dziecko miało rok.
                                                    Przez zniszczenie finansowe jak to próbujesz mi wmówić rozumiem pokrywanie kosztów nad np roczniakiem w postaci np opiekunki.
                                                    Ale pewnie znów nie zrozumiesz i przeinaczysz.
                                                    Dowalanie kobiecie przez kobietę i wspominanie kochanek jest poniżej pasa.
                                                    Zresztą w moim przypadku to historia do której tylko ty przykladasz wagę.
                                                    Pisałaś o byłej pazerna i złodziejka ale rozumiem że zapomniałaś.
                                                    Skąd wiesz że mam jakiś uraz do facetów?
                                                    Jakaś twoja kolejna projekcja na temat mój.
                                                    Nie będę już z Tobą pisać bo to nie ma sensu.
                                                    Ale ty się nie krępuj i pisz co ci tam do głowy przyjdzie na mój temat.
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 12:31
                                                    Rozumiem Aniu ze tylko Twoje dowalanie komuś jest subtelne i na miejscu? A wiesz co... tak żona mojego ex to złodziejka i osoba pazerna. Dlaczego? Dlatego ze poleciała do sadu po podwyżkę jak tylko wzięliśmy ślub wnosząc, ze mój M ma teraz lepsza sytuacje finansowa. Jest rownież złodziejka bo zostawia uczciwego faceta z kwota 1,5 tys na miesiąc i powtórzę po raz setny ze mój M nikogo nie zostawił a decyzje podjęli razem. Dziecko ktore sie urodziło miało ratować związek ale nie uratowało. A zreszta.... Myśl sobie co tam ci sie podoba.
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 12:33
                                                    Miało być oczywiście ex żona mojego M. Już za dużo tych ex i next...
                                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 13:16
                                                    To już sobie wyjaśniliśmy kim jest eksowa.
                                                    I to też świadczy o Tobie.
                                                    Nie wierzę w dostawanie alimentów na ladne oczy.
                                                    Musiała mieć jakieś potwierdzenia faktury paragony.
                                                    Mając dziecko nie wiem czy każdego stać na przeznaczanie na siebie kwoty 1500 zl.
                                                    Ale to moje zdanie.
                                                    Nie jesteś w stanie zaakceptować faktu że twój mąż byl facetem z przychówkiem.
                                                    Nie da się być ojcem matką nie ponosząc kosztów.
                                                    Jest to logiczne że w sytuacji kiedy się ożeniliście to sytuacja finansowa się zmieniła.
                                                    Skąd wniosek że zlodziejka?

                                                    www.youtube.com/watch?v=zFwaRmpzvjo
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 13:29
                                                    Proszę Cię nie ściemniaj ze znasz wiele osób ktory na dzieci wydają 3,5 tys a na utrzymanie gospodarstw domowego i siebie tylko 1,5 tys. Zwyczajnie kłamiesz. Złodziej to ktos taki kto bierze więcej niż mu sie należy. Rozumiem ze ty kiedy twój eks weźmie ślub rownież polecisz do sadu po podwyżkę gdyż więcej kasy będzie Ci sie wtedy od niego należało? To w taki. Razie jak najbardziej jesteś pazerną babą dokładnie jak ona.
                                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 13:44
                                                    Złodziej to ktoś kto kradnie.
                                                    A nie bierze za dużo wg celinki.
                                                    Wiem ile kosztuje dziecko.
                                                    Są miesiące że wydaje na dziecko 2000 zl a są takie że 1000 zl.
                                                    Mam ci wyliczyć że wydać na dziecko dwa tysiaki to pestka?
                                                    Choćby wakacje i polski stan oświatowy dający dwa miesiące wakacji.
                                                    W Poznaniu półkolonie to koszt na tydzień od 350 do 500.
                                                    Potrzebuję półkolonii przez 5 tyg.
                                                    Ojciec dziecka ma tylko 26 dni urlopu i nie może zająć się dzieckiem.
                                                    Jedzenie ubrania i przyjemności typu lody jeziora kremy na upal hektolitry picia to inny temat.
                                                    Wyjazd inny temat.
                                                    Bieżące utrzymanie opłaty inny temat.
                                                    I mówię tu o zdrowym dziecku bez alergii itp...
                                                    Jeszcze rzeczy do szkoły.
                                                    Nowe spodnie buty itp....
                                                    O czym ty mówisz ze spokojem można wydać na dzieci 3500.
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 13:48
                                                    I rozumiem, ze matka nie jest zobowiazana dołożyć zupełnie nic. Zero, tak? To ze u Ciebie ojciec nie zabiera nie znaczy ze u nas tak jest. Polowe wakacji, dwa tygodnie w każdym miesiącu dzieci spędzają u nas.
                                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 14:06
                                                    Dwa weekendy nie dwa tyg.
                                                    Wtedy byśmy mówili o opiece naprzemiennej.
                                                    Matka dokłada.
                                                    Nie sypia po nocach musi gotować prać.
                                                    Nie może nie wrócić z pracy i pójść z kumpelami na wino.
                                                    Wycierać łzy tyłek.
                                                    Chodzić na zwolnienia.
                                                    I kiedy idzie do lekarza i musi wydać 200 stówy.
                                                    Kupować rowerki rolki zabawki.
                                                    Zorganizować urodziny.
                                                    Zapłacić w szkole przedszkolu.
                                                    Pocieszać wymagać.
                                                    Dbać o zęby.
                                                    Uczyć czytać itp....
                                                    Być na wezwanie w szkole przedszkolu.
                                                    Pocieszać wyjaśniać tłumaczyć.
                                                    Malo?
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 14:14
                                                    Pisze o wakacjach. W wakacje po dwa tym w każdym miesiącu.
                                                  • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 13:43
                                                    Przepraszam, że się wtrącę, ale o ile przyznaję, że 1500 zł na człowieka to wcale nieźle, bo wiele osób tyle zarabia i z tego jeszcze musi dziecko utrzymać, o ile wiążąc się z człowiekiem z dziećmi należy pewne sprawy wziąć pod uwagę, nie zgodzę się z dwoma stwierdzeniami:
                                                    > Nie wierzę w dostawanie alimentów na ladne oczy.
                                                    > Musiała mieć jakieś potwierdzenia faktury paragony.

                                                    Owszem, w wielu sądach matki dostają alimenty wyłącznie na zasadzie uznaniowej, wierzy się im na słowo, w faktury się nawet nie zagląda. Owszem, są sądy funkcjonujące inaczej, ale są też sędziowie (bo to wyłącznie od nich zależy, przepisy pozwalają na niezwykłą wprost uznaniowość materiału dowodowego), dla których matka z góry oznacza dobra, uczciwa, prawdomówna, skrzywdzona, pomóc zaś ojciec z góry oznacza porzucił, oszust, krzywdzi, dokopać. Znam takie sytuacje, znam takich sędziów, z jedną panią nawet do szkoły chodziłam, znam jej poglądy i to jak prowadzi sprawy. Wiem, że są na nią skargi, ale prezes sądu jakiś parasol ochronny nad nią trzyma i kobieta jest nie do ruszenia. Więc nie mów, Aniu, że niemożliwa jest sytuacja, o której Celina pisze.
                                                    > Jest to logiczne że w sytuacji kiedy się ożeniliście to sytuacja finansowa się
                                                    > zmieniła.

                                                    Zmiana sytuacji ojca w wyniku małżeństwa nie powinna mieć absolutnie żadnego znaczenia przy orzekaniu alimentów. I tak, jak nowe dziecko nie jest, moim zdaniem, powodem obniżenia alimentów (facet wiedział czy go stać na kolejne dziecko), tak dochody żony absolutnie nie powinny być poruszane w kontekście alimentów na dzieci z poprzedniego związku.
                                                    Dochody żony to jej prywatna sprawa, obowiązek alimentacyjny mają rodzice, nie żony czy mężowie.
                                                    Wiem oczywiście, że praktyka jest inna, ale podpieranie się takimi argumentami uważam za niewłaściwe i nieuczciwe.
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 13:45
                                                    Pani miała ze dwa paragony i żadnej faktury. Resztę wydatków miała spisane na kartce. Sad nie weryfikował tego.
                                                  • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 13:55
                                                    celina1984 napisała:

                                                    > Pani miała ze dwa paragony i żadnej faktury. Resztę wydatków miała spisane na k
                                                    > artce. Sad nie weryfikował tego.

                                                    A w to akurat wierzę bez zastrzeżeń, bo nie takie historie się dzieją.
                                                    Ogólnie przepisy, które mamy, a które zostały sformułowane aby zapewnić niezawisłość sądów, są teraz przykrywką dla wszelkiego rodzaju nadużyć ze strony sędziów i to, niestety, wiem z własnego doświadczenia. Bardziej w kontekście prawa gospodarczego, ale wiem, że także w sądach rodzinnych-rejonowych jest pod tym względem kiepsko.
                                                    Sądy okręgowe już takiego pola do popisu nie mają, ponieważ wszystkie rozprawy są nagrywane i strony mają prawo dostępu do tych nagrań, więc w okręgowych sędziowie bardziej zważają na przestrzeganie zasad. Rejonówki bronią się rękami i nogami przed wprowadzeniem zapisów audio-video z rozpraw. Co też daje do myślenia.
                                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 13:58
                                                    To twój mąż popełnił błąd.
                                                    Ja ppkazywalam opłaty za przedszkole logopedę koszty utrzymania mieszkania czynsz gaz energia.
                                                    Miałam pokazać pita zaświadczenie z pracy i przedstawialam dokumenty za półkolonie.
                                                    Musiałam przedstawić opłaty za szkolke karate w przedszkolu.
                                                    Od tamtej pory dokladnie wiem ile wydaję na dziecko i ile kosztuje.
                                                    Że od tamtej pory dziecko rośnie sąd nie negowal.
                                                    Ze rozwala buty i spodnie.
                                                    Nowe lóżko i biurko nie uwzględniłam zaplacilam sama.
                                                    Że dziecko potrzebuje opiekunki nikt nie negowal.
                                                    Że jada jeden rodzaj kielbasy też nie.
                                                    Faktury za tran nie miałam.
                                                    Od tamtej pory koszty utrzymania wzrosly szczególnie zw względu na szkole i przerwy w niej.
                                                    Pomimo nie mam ochoty iść po nowe alimenty.
                                                    Zarówno ja jak i byly chyba już nie wejdziemy w sformalizowane związki.
                                                    Jezeli chodzi o religię poczucie wolności którą oboje odzyskaliśmy zawsze się zgadzaliśmy.
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 13:54
                                                    Uważam ze 3,5 tys jest/powinno być zasądzane ludziom zamożnym. Czy 1,5 tys na dorosła osobę to tak wiele? 1/2 kredytu jego cześć to 800 zł gdyby nie był to kredyt to musiałby płacić za wynajem mieszkania i to sporo więcej, gdzieś musi mieszkać. Jedzenie skromnie licząc 600 zł rachunki prąd itp około 150 zł. Spłaca z ex jakiś stary wspólny kredyt 300 zł. Już mamy 1850'zl. Skąd ma brać na ciuchy, bieliznę, środki czystoscii na pobyty i przywożenie dzieci do nas? Nie mowię już nawet o wydatkach typu deńtysta i innych niespodziewanych
                                                  • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 14:07
                                                    Celina, nie wdając się w szczegóły, człowiek ma określoną ilość pieniędzy i MUSI sobie z nimi radzić. Miałam pensję nauczyciela mianowanego (ok. 2,6 tys brutto) na siebie i dziecko plus 300 zł z korepetycji. I jakoś musiałam z tego zapłacić kredyt 200 zł, rachunki (850 zł-wynajmowana kawalerka 20m2), żłobek (400) i przeżyć. To sobie policz ile mi zostawało. Więc naprawdę, wrażenia na mnie nie robi za bardzo "ciężka dola" faceta, który, jak sama piszesz, z własnej woli oddał wszystko ex żonie. Ja też "oddałam", a raczej nie szarpałam się żeby odzyskać czy dostać.
                                                    Ale konsekwencja jakaś.
                                                    Nie jęczałam, że ciężka dola. Wzięłam się do roboty i stanęłam na nogi.
                                                    Chłopak miał gest, a Ty o tym wiedziałaś. To trudno.
                                                    Macie możliwość pójść do sądu po obniżkę, macie podstawy. To idźcie. Jak pisałam, w rejonowych jest różnie, ale okręgowe to inna sytuacja.
                                                    Można się pieklić, na forum wyzywać, za kudły szarpać, tylko pytanie - po co?
                                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 14:16
                                                    A powiedz Celina kto się pyta matce ktora zostaje z dzieckiem czy jej starcza?
                                                    Czy ma na kredyt?
                                                    Opłaty i dentystę?
                                                    Czy ma z kim zostawic dziecko jak musi wyjść?
                                                    Czy odpowiada jej rola samotnego macierzyństwa?
                                                    W Polsce faktycznie jest tak ze dziecko z reguły zostaje z matką.
                                                    Faktycznie często facet jest sprowadzony do roli bankomatu.
                                                    I o to jest afera że faceci placa a kobiety pewnie wydają to na przyslowiowe waciki.
                                                    A co z tymi kobietami?
                                                    Ich dyspozycyjnością? W pracy podczas jakiś obowiązkowych spotkan.
                                                    Kto się mnie pyta czy się wyspalam i czy mam sily żeby pójść do pracy kiedy dziecko np pól nocy wymiotuje.
                                                    Nikt nie pyta się czy ja mam na jedzenie ciuchy i przyjemności.
                                                    Bo dostaję alimenty na dziecko nie na siebie.
                                                    A jak jest kwota powyżej 1000 to na pewno kombinatorka uwieszona na byłym.
                                                    Ja nie mogę wyjść teraz z domu.
                                                    Bo mam dziecko byly może.
                                                    Jedyna jego dolegliwość to alimenty.
                                                  • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 14:43
                                                    Aniu, ale niestety, jeśli kobieta składa do sądu wniosek, w którym domaga się by powierzono jej opiekę (wyłączną), to chyba zdaje sobie sprawę z tego, co robi.
                                                    Nic nie stoi na przeszkodzie żeby kobiety wnioskowały o opiekę dzieloną lub wyłączną ojca. Wtedy matka jest wolna jak ptak i tylko alimenty płaci.
                                                    Tylko, niestety, kobieta najpierw żąda wyłącznej opieki, a potem płacze, że jej ciężko, bo jest sama ze wszystkim. No ja przepraszam, ale człowiek, któremu ogranicza się prawa rodzicielskie (bo opieka wyłączna jednego z rodziców automatycznie ogranicza prawa drugiego) nie ma obowiązku czuć się w odpowiedzialny za dziecko w połowie chociaż, nawet praw takich nie posiada!
                                                    Konsekwencja. Nie można zjeść ciastka (być wyłącznym opiekunem) i mieć ciastka (korzystać ze współodpowiedzialności drugiego rodzica). Tak się nie da.
                                                  • zmeczona100 Re: Mam przeciwne zdanie... 15.08.15, 21:58
                                                    Kotradycjo, mylisz opiekę z miejscem zamieszkania dziecka oraz obowiązki wynikające z rodzicielstwa z prawami rodzica.

                                                    Tak poza tym, to -jak to zresztą Tri trafnie (w przeważającej części przypadków) określił- mężczyzna nie po to się rozwodzi, aby zajmować się kimś obcym i jeśli nie odcina się kontaktów,to jest nienormalny.
                                                  • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 25.08.15, 12:53
                                                    zmeczona100 napisała:

                                                    > Kotradycjo, mylisz opiekę z miejscem zamieszkania dziecka oraz obowiązki wynika
                                                    > jące z rodzicielstwa z prawami rodzica.

                                                    Niczego nie mylę. Do niedawna funkcjonował w KRIO zapis, że władza rodzicielska może być powierzona obojgu rodzicom tylko jeśli oboje wyrażą na to zgodę.
                                                    Kobiety w zdecydowanej większości wnosiły o powierzenie im wyłącznej władzy, co automatycznie ograniczało władzę rodzicielską ojca, przy okazji ustalając kontakty ojca z dzieckiem (!) na cztery dni w miesiącu.
                                                    Musiały? Nie. Ale to robiły (i nadal robią, jednak teraz przepisy zmieniono).
                                                    Dla mnie kompletny brak logiki - najpierw ograniczać władzę ojcu, a następnie miauczeć, że nie zajmuje się dzieckiem 50/50, że się nie ma czasu dla siebie, bla, bla, bla.
                                                    Jeśli facet ma ograniczoną władzę, wyznaczone odgórnie kontakty, oczekiwanie od niego, że będzie flaki wypruwał i zapitalał do dziecka kiedy sobie mamusia zażyczy jest bezczelnością, zwłaszcza, że przy okazji dokłada się alimenty argumentując, że pan ma czas więcej pracować, bo nie zajmuje się dzieckiem na codzień.
                                                    Kobiety uważają się za osoby rozumne. Niech więc się zachowują jak osoby rozumne, które potrafią logicznie myśleć.
                                                    A facet czy kobieta nie po to się rozwodzi żeby z ex mężem czy ex żoną mieć stały kontakt.
                                                    Nie znam sposobu na rozwód z dzieckiem.
                                                    Owszem, znam rodziców (płci obojga) olewających swoje dzieci.
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 16:11
                                                    ale co to znaczy kto sie pyta? nikt się nie pyta. a dlaczego ktoś miałby się pytać? dlatego że jest matką z dzieckiem? mnie się też nikt o to nie pyta ani Ciebie. Ani mojego M ani Twojego. Kogo to obchodzi czy komuś starcza? Jesli postrzegasz swojego syna jako dolegliwość porównywalną do alimentów to chyba coś nie tak z Tobą jako z rodzicem. Zapewniam Cię, ze KAŻDY normalny rodzic woli mieć dzieci przy sobie, niż jedynie płacić na nie. Ja uważam się za rodzica uprzywilejowanego bo dziecko jest ze mną.
                                                  • zmeczona100 Re: Mam przeciwne zdanie... 15.08.15, 22:01
                                                    celina1984 napisała:

                                                    > Zapewniam Cię, ze KAŻDY normalny rodzic woli mieć d
                                                    > zieci przy sobie, niż jedynie płacić na nie.

                                                    Tri, co ty na to??
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 16.08.15, 08:00
                                                    Nic z tego nie wynika, czy nie przekonałaś sie jeszcze ze w życiu nie zawsze mamy to, co WOLIMY? I ze nie każdy ojciec jest zły?
                                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 14:45
                                                    Kotradykcja!
                                                    Nie wiem jak jest w sądach wiem jak bylo w moim przypadku.
                                                    Dwukrotnie wysluchanie w sądzie apelacyjnym gdzie nikt się nie patrzył na moje oczy.
                                                    Krótkie pytania do mnie do byłego.
                                                    Krótkie uzasadnienie.
                                                    Nie znam kobiet które mają jak w rajuwink dzieki alimentacji.
                                                    Znam odważne kobiety które musialy przewartościować cale życie z powodu rozwodu.
                                                    Nie znam takich sędziów.
                                                    Znam facetów którzy mnie rozwodzili i byli sędziami w apelacyjnym.
                                                    Nie zgadzam się na wrzucanie kobiet do worka z napisem eks to bankomat i nie popieram traktowania facetów jak bankomaty.
                                                    Ale z uporem lepszej sprawy będę się upierać o prawa matek rozwodek i samotnych w macierzyństwie.
                                                    Bo kontakty typu week na dwa tyg to farsa rodzicielstwa.
                                                    Gdyby w Polsce bylo inaczej i sady przyznawaly by dzieci ojcom a od matek wymagaly alimentów po roku panowie by dorzucali kasę mamusiom aby wziely dzieci.
                                                    Przeszkadzają w podrywaniu panien piciu piwa i singlowym życiem.
                                                    Ilość facetów podrywajqcych i szukających dyskretnych znajomości wink jest porażająca
                                                  • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 15:06
                                                    Aniu, przepraszam, ale jednym tchem mówisz:

                                                    > Nie zgadzam się na wrzucanie kobiet do worka z napisem eks to bankomat i nie po
                                                    > pieram traktowania facetów jak bankomaty
                                                    .
                                                    oraz
                                                    > Gdyby w Polsce bylo inaczej i sady przyznawaly by dzieci ojcom a od matek wymag
                                                    > aly alimentów po roku panowie by dorzucali kasę mamusiom aby wziely dzieci.


                                                    A to się wyklucza. Bo z jednej strony twierdzisz, że nie uogólniasz i nie wrzucasz do jednego wora, po czym kilka zdań dalej uogólniasz i wrzucasz do jednego wora.
                                                    No albo albo.
                                                    Każdy ma swoją historię, jak pisałam - o niby-tatusiach wiem co nieco. Mam koleżanki po rozwodach, no i mój ex jest klasą sam dla siebie wink
                                                    Ale, jak też pisałam, mam znajomą sędzię w rejonowym i znam poglądy tej kobiety oraz sposób wykonywania pracy - ona wchodzi na salę z gotowym wyrokiem i nic, co usłyszy i przeczyta nie ma znaczenia. Potrafiła powierzyć dzieci matce, która miała NK założoną za przypalanie ich papierosami, uwierzysz? Ja też nie wierzyłam, ale była afera, dzieci potem do DD zabrano, potem powierzono ojcu.
                                                    Od koleżanek, które się rozwodziły też parę rzeczy wiem o przebiegu spraw.
                                                    Mam też 2 bliskich przyjaciół - mężczyzn i sytuację w rodzinie, gdzie kobiety literalnie używają dzieci do zemsty, w sądach takie cyrki wyprawiają, że jak mnie wezwano na świadka, to przez kilka minut stałam z buzią otwartą ze zdziwienia, jak usłyszałam opowieści dziwnej treści, aż mnie sędzia do rzeczywistości musiała przywołać.
                                                    Wszystko to razem daje mocno nieciekawy obraz.
                                                    Dodatkowo, znam niby-matki, które nie tyle zostawiły dzieci ojcom (dwie z nich odeszły do kochanków, w tym moja dobra znajoma, pracownik naukowy uczelni wyższej, jedna po prostu wyjechała za granicę, cholera wie co robi, a jednej odebrano prawa za znęcanie się nad córką), co po prostu olały swoje dzieci, nie płacą ani grosza od lat i nie kontaktują się z dziećmi wcale.
                                                    Znam też sytuację faceta, który finalnie dostał opiekę nad 1,5 roczną córką, ale gdyby nie to, że matka dziecka ma stwierdzoną chorobę psychiczną, nie miałby szans, bo jak złożył wniosek o powierzenie mu władzy rodzicielskiej, sędzia wrzeszczała na niego, że matce chce dziecko ukraść. Dopiero jak kilka osób, łącznie z rodzicami dziewczyny, potwierdziło, że laska jest niebezpieczna dla dziecka, sąd powierzył opiekę ojcu. Ale dziecko przez pół roku było w RZ, a ojciec od 2 lat ma nadzór kuratora. Bo kto to widział, pani kochana, żeby samotny facet i małe dziecko. Chłopak w efekcie tego wszystkiego założył stowarzyszenie w Krakowie chyba.
                                                    W naszym kraju, niestety, równości nie ma.
                                                    Kobiety nadal zarabiają mniej niż mężczyźni, a mężczyźni uważani są za rodziców 2 kategorii. A czasami nawet 3, bo jak widać, sąd woli powierzyć dziecko obcym niż ojcu.
                                                  • tricolour Dykcjo, nie przekonasz... 13.08.15, 15:24
                                                    ... choć na tym forum standardem jest żądanie wyłącznej opieki i późniejsze żale, że faceta do dziecka nie ma. Zniknął.

                                                    Tak jest w większości przypadków i nikogo nie przekonasz, że białe jest białe.
                                                  • zmeczona100 Re: Dykcjo, nie przekonasz... 15.08.15, 22:07
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... choć na tym forum standardem jest żądanie wyłącznej opieki i późniejsze ża
                                                    > le, że faceta do dziecka nie ma. Zniknął.
                                                    >
                                                    > Tak jest w większości przypadków i nikogo nie przekonasz, że białe jest białe.

                                                    No zaraz. To ty rozwiodłeś się nie tylko z żoną pierwszą (tj. ostatecznie nieżoną), ale i córką dlatego, że matka zażądała wyłącznej opieki, tj.pozbawienia ciebie praw? Bo twierdzisz przecież, że każdy chłop rozwodzi się po to, aby mieć święty spokój i jeśli glośno mówi, że dzieckojest dla niego kimś wyjątkowo ważnym, kocha je i chce się z nim spotykać, to po prostu klamie.

                                                    To jak jest? Jesteś normalnym ojcem przez matkę swojej córki?
                                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 15:25
                                                    Sytuacja polskich rodzin zabieranie dzieci rodzicom i utrzymywanie ich przez rodziny zastępcze są tematem.do wielu rozmów.
                                                    Nie mówię ze wszystkie mamy są super i każdy facet to świniawink
                                                    Bo byloby to nieuzasadnione i nieprawdziwe.
                                                  • tricolour Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 15:38
                                                    ... skoro matka w sądzie żąda opieki nad dzieckiem, to dla faceta jest to zwolnienie z wszelkich obowiązków, poza alimentacyjnymi.

                                                    No na tym właśnie polega, że gdy sie czegoś żąda i dostaje, to trzeba ponosić konsekwencje swojego działania i nie żalić się po roku (gdy animusz rozwodu zastąpi szarość samotnego macierzyństwa), że trudno jej żyć.

                                                    Chciała trudno, to ma trudno.
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 15:57
                                                    Pani dykcja nie przesadza.
                                                    Używanie polskich znaków i nie popełnianie błędów jest standardem.
                                                    Za dużo robiłam korekt żeby nie wierzyć w to.
                                                    Jak piszę z telefonu nie używam z reguły przecinków ale byków ani moge nie używam.
                                                    Zobacz sobie cv ludzi nadużywanie spacji.
                                                    Siedzimy w komputerach a zwykłego Worda nie znamy.
                                                    O innych programach nie wspominając.

                                                    A wracając do alimentów.
                                                    Skoro jak sam piszesz facet ma tylko obowiązek alimentacyjny to niech chociaż to w pokorze wykonuje.
                                                    Matce dziecku będzie łatwiej prościej czytelniej.
                                                    Nie da się walczyć o alimenty i płacić je minimalne nie zajmować się dzieckiem i mieć wymagania.
                                                    Nie chcesz dziecka płać.
                                                    Płacisz chwała ale przestań ciągle o tym gadać bo tylko płacisz.
                                                    I nie pisz mi ewentualnie o domach dziecka.
                                                    Ani nie tak prosto tam się znaleźć ani nie bywa tam różowo.
                                                    I jeszcze jedno slowo o odpowiedzialności za dzieci które powołaliśmy do życia.
                                                    Niektórzy płacą niektórzy nie śpią.
                                                    Uważam że obydwie strony ponoszą koszty.
                                                    A to że nie da się wycenić np niemożności spania nie mój problem.
                                                    Moi sędziowie faceci jasno mi wytłumaczyli czym jest rodzicielstwo i co oznacza.
                                                    Faceci a kumaliwink
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:03
                                                    bardzo nie znasz życia Aniu. Oceniasz jedynie przez pryzmat SWOICH doswiadczeń. Mój ex walczy już od ponad roku opiekę naprzemienna nad naszym synem. W sadzie traktują go tak, że mnie osobiście skóra cierpnie. Nie ma żadnych szans na tą opiekę, mimo że jest dobrym i chcącym ojcem. mimo, że trwa rozprawa sąd już od stycznia zabezpieczył pobyt syna u mnie z co drugim weekendem u taty. Czy to znaczy że ojciec jest zły? nie, to znaczy że dziecko musi gdzieś mieszkać gdzieś mieć swój dom. Ma go u mnie bo tak woli. nie kontynuujemy opieki naprzemiennej bo syn zaczął żle czuć się u taty kiedy tam pojawiło się drugie dziecko. To nie jest tak, że ojcowie nie chcą. sady przychylają się do wniosków matek które potem płaczą że muszą SAME wszystko robić. Zresztą... sama mam jedno dziecko i nie przesadzajmy że to aż taki TRUD.
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:12
                                                    To mu ją daj.
                                                    Skoro skóra Ci cierpnie.
                                                    Rodzice nawet po rozwodzie mogą się dogadywać.
                                                    A jeżeli bawisz się w gierkę pod nazwą dam ale nie dam to sorry.
                                                    Dla ciebie jedno dziecko to nie trud dla mnie trud.
                                                    Eksowa ma dwójkę do czego znów zmierzasz?
                                                    Od kiedy jest się matką?
                                                    Od trojki czy po 5 biegunkach?
                                                    10 zwolnień 3 szpitale to już czy jeszcze nie? Trud?
                                                    Ile strupów? Siniaków pozwala na bycie matką?
                                                    Jedna uwaga czy dopiero 8?
                                                    Pierwsze wagary czy dopiero od 3 liczymy trud?
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:17
                                                    kobieto ja nie mówię, że nie jesteś matką bo masz jedno dziecko. Syn jest ze mną bo tak CHCE. Bo nieraz dzwonił od ojca z płaczem czując się zepchnięty na margines a ja musiałam po niego w te pędy jechać. Jest ze mną bo czuje się bezpieczny ma swoje miejsce. To nie jest tak że ja DAM albo NIE DAM. Dziecko nie jest moją własnością a ja mogę jedynie działać dal jego dobra. Czepiasz się naprawdę nie wiadomo o co. Postrzegasz wszystko na zasadzie matka się męczy matka da dziecko albo nie da dziecka matka podwyższy alimenty albo je obniży. dziecko to człowiek a nie Twoja karta przetargowa ani też garb a tak o dziecku piszesz. Jedno dziecko to pikuś a ja odnoszę się teraz do siebie wiec nie mieszaj w to znów naszej eksi.
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:26
                                                    Naprawdę ja występuje jako karta przetargowa?
                                                    To nie ja procesuje się o opiekę naprzemienną i nie ja piszę że dziecko ma fajnego i dobrego taty.
                                                    Jesteś zaplątana jako rozwódka alimenciara i kobieta.
                                                    Wolę swoje samotne macierzyństwo.
                                                    Jest uczciwsze i prawdziwsze.
                                                    I nie mówię że byly jest świetnym tatą bo w takim przypadku nie miałabym problemu dawać dziecko tyle ile by chcial potrzebowal itp...
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:31
                                                    A jak długo sie procesowalas zanim poukładałas swoje tematy? Ile miałaś apelacji? Co ma wspólnego moje macierzyństwo ze sprawa o ustalenie opieki nad dzieckiem? Nie byłam mężatką żyłam 10 lat w konkubinacie. Kiedy rozstają sie ludzie w konkubinacie musi sądownie zostać ustalona opieka nad dzieckiem. To nie jest tak, ze jest rozwód podczas którego ustala sie u kogo będzie dziecko. O co znów mnie atakujesz? O to, ze mam sprawę o ustalenie opieki nad synem? Masz manie prześladowczą?
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:39
                                                    Rozwodziłam się krótko.
                                                    Nie bylo problemów z winą kontaktami.
                                                    Mieliśmy zdanie odmienne co do alimentów.
                                                    To powodowało apelację wysluchiwanie na okoliczność alimentów.
                                                    Ty masz jakiegoś fioła że ciągle podejrzewasz jakieś spiski"
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:43
                                                    No to super Ty rozwodzilas sie krótko a ja miałam na pierwszej rozprawie ustalone alimenty bo spisaliśmy ugodę. I co z tego? Czy Ty jesteś lepsza bo miałaś 10 apelacji do alimentów czy ja jestem lepsza bo miałam tylko jedna rozprawę? Albo czy ja jestem gorsza bo od 1,5 roku wlecze mi sie rozprawa o opiekę albo Ty bo rozwiodłaś sie szybko? Co z tego wynika, ze ktos ma inaczej niż Ty? Czy trzeba mieć i myślec dokładnie tak samo żebyś zrozumiała o czym sie pisze?
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:52
                                                    Bron bosze.
                                                    Nikomu nie życzę moich bojów ani nie zadraszczam innych.
                                                    Każdy sąd kazda sprawa to stres i obciążenie.
                                                    Po prostu nie mam problemów takich jak ty ale ze względu na ilość alimentów jestem przez Ciebie wrzucana do określonego worka.
                                                    Nie rozwiązujesz swoich problemów tym że będziesz analizować moje czy kogoś wypowiedzi.
                                                    Im więcej jadu na Anię tym lepiejwink
                                                    Zajmij się rzeczywiście swoimi problemami niż szukając w necie przeciwników.
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:57
                                                    Znowu bredzisz. Nie obchodzi mnie ile dostajesz alimentow, nie wrzucam Cię do żadnego worka. Możesz dostawać nawet 10 tys. Możesz 300 zł. Nie interesuje mnie to bo to nie idzie z mojego portfela. To Ty stałe ględzisz ze masz takie a srakie alimenty. Jestes dla mnie obca kobietą nie interesuje mnie ile masz ile chciałabyś mieć. Dla mnie możesz być nawet kulczykową. Ja pisze na tym forum z MOIM problemem. To, ze żadnych sensownych rad tu już nie dostanę wiem od dawna bo cieżko jest radzić w takich sytuacjach to raz a dwa ze są na forum osoby nieżyczliwe jak Ty i kilka innych Tobie podobnych. To, ze ktos ma alimentow więcej bądź mniej może mi posłużyć jedynie do tego aby mieć pojęcie w jakich kwotach alimenty są zasądzane. I to wszystko.mdziewczyno jak dla mnie możesz nawet iść jutro po podwyżkę i dostać piętnaście razy tyle. Mnie to gila bo to nie moje pieniądze.
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 17:08
                                                    To forum nie służy tylko rozwiazywaniu twoich problemów.
                                                    Uzyskałaś tu dużo porad jak sobie poradzić.
                                                    Zamiast rozwiązywać ty pisujesz i o ile nie tyka to Ciebie to masz to gdzieś.
                                                    Może dlatego tak postrzegasz nieżyczliwe ci w twojej ocenie towarzystwo.
                                                    Ja jestem przeciwna alimentom w kwocie 300 pomimo że to nie płacę.
                                                    Ale oprócz własnego czubka nosa trzeba widzieć trochę dalej.
                                                    Wtedy z reguły dobro wracawink
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 17:18
                                                    Ja tez jestem przeciwna kwocie 300 zł lecz jeśli ktos ma takie i nie narzeka to nie mieszam sie. Weź tez pod uwagę, ze przy małych zarobkach ojca i takie alimenty są zasądzane. Czy to, ze otrzymałam rady (niestety bezużyteczne bo to trudny temat) powoduje ze nie wolno mi już pisać na forum? Problem jest nadal. Czy w takim razie Ty możesz tutaj pisać i w nieskończoność wisieć na mnie? Czy uważasz ze rozwiąże problem alimentow kiedy nie będę pisać na forum? Niestety to nie takie proste smile na rozwiazanie problemu alimentow dajemy sobie dwa może trzy lata a zaczynamy we wrześniu. Na pewno nie będę pisać tu o postępach w sprawie smile Mam wolny dzień, dziecko u taty na wakacjach, mąż w pracy mam mnóstwo czasu. Za pół godziny jadę do fitness clubu wiec będziesz miała mnie z głowy smile nieżyczliwe mi tu towarzystwo to może ze 3 osoby wiec tragedii nie ma.
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 17:28
                                                    Masz jakiś faktyczny problem ze sobą.
                                                    Jak nie Portugalia to informacja o fitnes clubie.
                                                    Mam się pociąć czy upić żebyś już była pewna że strasznie mnie to rusza?wink
                                                    Ja cię nie ruszam ty jak zwidy pojawiasz się kiedy piszę.
                                                    Nawet jak nie piszę do ciebie to i tak komentujesz.
                                                    W sprawie alimentów Malo ugrasz jak będziesz postępować schematycznie co ciągle czynisz.
                                                    Dzieci rosną.
                                                    Raczej bym myślała o podwyżce alimentów.
                                                    Chyba że ceny wyprawek zostały uwzględnione w alimentachwink?
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 17:32
                                                    Jasne na pewno będzie podwyżka prz takiej kwocie smile a może zasadza mu więcej niż zarabia jak uważasz? I wtedy będzie zonk bo M nagle straci prace i zachłanna pani ex nie dostanie nic. A właściwie dostanie 50 zł na miesiąc jako akt dobrej woli. Informacja o fitness dłubie także Cię drażni? Hm... Czyżby kłopoty z waga?
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 17:48
                                                    Fitnes dlupie to nazwa?
                                                    Nie spoć się.
                                                    Instruktorowi może się to nie spodobaćwink
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 17:52
                                                    jak Ania pisze ze jedzie nad jezioro bo ja stać z alimentów to jest to jakże urocze i na miejscu a jak Celina pisze ze idzie do fitness to jest to jakże wg Aniu nie na miejscu smile pokrętna logika Ani smile ależ spoce się bo o to właśnie chodzi wink
                                                  • tricolour Nobojakanapiszeztelefonu... 13.08.15, 17:57
                                                    ... towtedyrobibledy. Bledyanitoniebledytylkotakietam.

                                                    Aniajestkrzysztalowa.
                                                  • blue_ania37 Re: Nobojakanapiszeztelefonu... 13.08.15, 19:12
                                                    Boisz się odpowiadać na inne posty?
                                                    Czy chcesz rozmawiać o języku polskim?
                                                    Bo ja chętnie.
                                                    Ale nie o tym to forum.
                                                    Ania nie krysztalowa.
                                                    Ale milo że mnie za taką maszwink
                                                  • tricolour Nie, nie boję się odpowiadać na inne posty... 13.08.15, 19:33
                                                    ... ale i nie mam zwyczaju taplać się w tandecie. Jakie mam zdanie o Tobie, to już nie raz wyraziłem.

                                                    Jeżeli sobie życzysz, to powtórzę.
                                                  • blue_ania37 Re: Nie, nie boję się odpowiadać na inne posty... 13.08.15, 19:49
                                                    Dobrze że o Celince masz lepszewink
                                                    Tak na 100% jestem pewna że gdybym ja pisala to co wypisuje celinka to też wg Ciebie bym była żałosna.
                                                    Twoje poglądy dotyczące mojej religii i faktów które zdarzyły się kilka lat temu mnie średnio
                                                    obchodzą.
                                                    O języku polskim mogę zawsze.
                                                    Mój ośmiolatek wie że chcę pisze się przez ę.
                                                    Chcesz podyskutować z korektorką z 15 letnim stażem?
                                                    Dawaj z chęcią wyślę jakie ludzie robią błędy.
                                                    Uporczywe i ustawiczne nie używanie polskich znaków traktuję jako wsteczny alfababetyzm
                                                    Nie literówka a ustawiczne łamanie polskich znaków.
                                                    Telefony są już mądrzejsze i mają to zaprogramowane.
                                                    Wskazuje to też na poziom umysłu szanowania przeciwnika dyskusji i szanowania polskiego języka.
                                                    Pomimo tego że jestem w mniejszości to nadal mój kraj i język.
                                                    Kumasz ?
                                                    Czy zatracony wojenką nie wiadomo o co udajesz?
                                                  • celina1984 Re: Nie, nie boję się odpowiadać na inne posty... 13.08.15, 20:50
                                                    obłąkanie czy co?
                                                  • blue_ania37 Re: Nie, nie boję się odpowiadać na inne posty... 13.08.15, 21:07
                                                    Kolejne jednostki chorobowe ?
                                                    Chyba się nie wypociłaś.
                                                    Nadal brak endorfin.
                                                    I jakiegoś sensu w zyciu pomiędzy walką o alimenty i własnym dzieckiem któremu zgotowałaś walkę o opiekę.
                                                    Przyjemności we własnych sosach.
                                                    Ja jadę ba basen wink
                                                  • tricolour Wiesz co, Anka... 13.08.15, 21:25
                                                    ... jesteś na forum najbardziej jałową osoba. Twoje pisanie nikomu i niczemu nie służy i ma wymiar jedynie kłótni. Od kiedy pożegnałaś się i wróciłaś stałaś się nikomu do niczego niepotrzebna. Czepiłaś się Celiny z taką intensywnością, że zaczyna się to ocierać o jakąś chorobę psychiczną.

                                                    " Czy zatracony wojenką nie wiadomo o co udajesz?" - wojną toczy się z przeciwnikiem, Ty nim nigdy nie będziesz z braku potencjału, zasobów, spornej przestrzeni i czegokolwiek, co byłoby dla mnie choć trochę warte.
                                                  • blue_ania37 Re: Wiesz co, Anka... 13.08.15, 22:03
                                                    Popłakałam się i obgryzłam paznokcie.
                                                    Nie wiem jak przeżyje bez uszczypliwości i Twojej wulgarności.
                                                    Twojemu pisania dla pisania i ewentualnie punktowanie przeciwników.
                                                    Ale rozumiem chce moge sie nie ma przeszkody przewyższenia mistrza.
                                                    Nie wchodzę w polemiki z tobą od długiego czasu.
                                                    Szkoda moich słów.
                                                    Umówiłeś się z Celinką na te choroby?
                                                    Macie papiery że możecie wydawać orzeczenia?
                                                    Czy piszecie bo najlepszą obroną jest atak.
                                                    Berbolisz bez sensu i bez składu.
                                                    Jedynie co umiesz to wymyślać nowe tytuły.
                                                    Przed każdą próbą sil uciekasz.
                                                    Napisać posta bez spacji każdy potrafi.
                                                    Stosować polskie litery nie każdy a ty jedynie umiesz uciekać.
                                                    I odpowiadać nie pytany na nie pytanie.
                                                    Tacy jak Ty niszczą forum swoją ignorancją wymyślaniem zastępczych pytań i ubliżaniem ludzi.
                                                    Jakbym miała mieć twoją przestrzeń to bym się zabiła.
                                                    Wychowano mnie w wolności religijnej społecznej.
                                                    Dwie córki nie chodzą do kościoła i dla nikogo nie jest to przekleństwem.
                                                    Ale to trzeba było kiedys w coś wierzyć typu Jarocin typu nowy świat a nie tylko być.
                                                    W twoim schematycznym świecie gdzie bzykanie musi być uświęcone nie ma miejsca dla hipisów.
                                                    Pewnie to gender lub inna choroba.
                                                    Ale ja wybieram swoje a twojego nie tykam.
                                                    Dzieki pracy u katolików wiem co to jestwink
                                                    Nie tykać.
                                                    Mam na szczęście tyle moralności ze nie uważam.swojego małżeństwa za nie ważne.
                                                    I nie robię orzekania o nieważności małżeństwa z kimś z kim mam dziecko.
                                                    Ale dla ciebie to pewnie język nienawiści jak mówi św duda.
                                                    Możesz mi jedynie zazdrościć.
                                                    Fajnej przeszłości byłego który jest dla mnie człowiekiem.
                                                    Fajnego syna i fajnego życia bez przymusów bo ja już nic nie muszę.
                                                    Możecie się teraz z celinka napierdzielać w dalszym nadawaniu na mnie.
                                                    Niestety mam randkę weekendową i nie będę mogła zaglądać
                                                  • celina1984 Re: Wiesz co, Anka... 14.08.15, 08:05
                                                    Matko, bredzisz jak potłuczona. Może sie upiłaś?
                                                  • jesienna.nuta Anka, 14.08.15, 09:02
                                                    Jesteś przerażająco ordynarna.
                                                    Nie zarzucaj Tri braku kultury, bo to jest bezpodstawne - akurat Ty nie masz żadnego prawa oceniać kultury innych hejterko.

                                                    I odczep się ode mnie, bo jesteś żałosna z tym swoim "religijnym" jazgotem. Jesteś chyba najbardziej agresywną buddystką świata.
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, 14.08.15, 09:55
                                                    Pis z wami wygrawink
                                                    Przyjemnego piątku weekendu życia co tam chcecie.wink
                                                  • blue_ania37 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 19:19
                                                    To chyba masz co pocić.
                                                    W ten upał lepszy basen.
                                                    Ale pewnie się nie znam.
                                                    Nie przypominam sobie tekstu o tym że stać mnie na jezioro za alimenty.
                                                    Na szczęście jeziora są darmowe.
                                                    Nie licząc jedzenia lub parkingu.
                                                    Znów masz fioła?
                                                    Endorfin wybitnie za Malo.
                                                    Nie wiem czy fitnes dlubie ci pomoże.
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:45
                                                    "Mieliśmy zdanie odmienne co do alimentow" - my mamy odmienne co do opieki. Wtedy rozprawa sie ciągnie. Wiec nie widzę sensu wytykania mi ciągnącej sie rozprawy.
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:34
                                                    Potwierdzam: mój syn ma naprawdę świetnego ojca. Kochającego i troskliwego. Syn jednak nie może pogodzić sie z tym ze tata "zdradził go" fundując sobie nowe dziecko. To, ze mój syn czuje sie zepchnięty na margines będąc u taty nie znaczy, ze obiektywnie ocenia sytuacje bo to tylko dziecko. Na chwile obecna on czuje sie lepiej mając swój dom ze mną. Chyba potrzebuje "przynależeć" do jakiegoś miejsca. I to mu zapewniam.
                                                  • ciociacesia twoj syn ma swietnego ojca 26.08.15, 14:20
                                                    i pomimo jego swietnosci nie mozna mu powierzyc dziecka bo zle sie u niego czuje i placze w telefon zeby go zabrac. to co maja powiedziec rzesze matek które nawet tak "swietnego" ojca dzieciom nie maja? nadal dziwi ze te matki wnioskuja o wyłaczna opieke? i powinny sie zamknac i zyc z konsekwencjami tego o co wnioskowały, bo przeciez mogły wnioskowac o opieke ojca? gdzie tu sens gdzie logika?
                                                  • celina1984 Re: Anka, nie przesadzajmy... 13.08.15, 16:06
                                                    i o co chodzi z tym spaniem? Do której klasy chodzi Twój syn że nadal nie spisz w nocy? nie rozumiem. Mój syn zdał teraz do 6 klasy. Jest praktycznie samoobsługowy. Ma mnóstwo kolegów na ulicy. Ma swój świat. Sam śpi, sam sie kapię, sam potrafi zrobić sobie kanapkę. Zaczyna być tak ze ja cieszę się, kiedy ON ma czas żeby MI poświęcić chwilę
                                                  • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 15:40
                                                    Ale to nie jest temat o tym, że dzieci zabiera się od rodziców biologicznych i oddaje rodzinom zastępczym, bo to zupełnie, zupełnie inna kwestia.
                                                    Mowa była o tym, że sędzia woli powierzyć dziecko RZ niż jego OJCU, bo jej się w głowie nie mieści, że mężczyzna jest w stanie dzieckiem się zająć. I dopiero facet musiał udowadniać sądowi, MOPSowi i innemu owi, że nie jest wielbłądem tylko normalnym rodzicem.
                                                    No takich akcji to matki nie doświadczają, naprawdę. Jeszcze nie słyszałam o przypadku odebrania dziecka matce do RZ w momencie rozwodu czy rozstania z ojcem dziecka tylko dlatego, że stwierdziła, że ojciec nie nadaje się do opieki i ona chce się dzieckiem zajmować. A to właśnie taka sytuacja była!
                                                  • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 16:19
                                                    A ja znam facetów którzy mają opiekę naprzemienną którzy są ojcami pomimo rozwodu.
                                                    Ale też dużo tatusiów miksuje się.
                                                    I ciekawostka bylam w szpitalu ponad miesiąc dziecko z moją rodziną.
                                                    Ograniczone prawa rodzicielskie i wezwali do szkoly tatę aby mu powiedzieć że dziecko jest z dziadkami.
                                                    Tata wiedział nie zglaszal zastrzeżeń.
                                                    Powiadomili go że jest tatą.
                                                    Albo ja trafiam na innych ludzi albo nie widzę czegoś czego nie ma w mojej przestrzeni.
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 16:23
                                                    współczuje dziecku bo u nas byłoby tak że dziecko/dzieci zarówno z jednej jak i z drugiej strony byłyby z drugim rodzicem w tym czasie.
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 15:57
                                                    cały czas twierdzę, ze Ania pisze w swoich postach wzajemnie wykluczające się tezy dlatego jest dla mnie niewiarygodna i chwiejna emocjonalnie.
                                                  • zmeczona100 Re: Mam przeciwne zdanie... 15.08.15, 22:18
                                                    celina1984 napisała:

                                                    > A wies
                                                    > z co... tak żona mojego ex to złodziejka i osoba pazerna. Dlaczego? Dlatego ze
                                                    > poleciała do sadu po podwyżkę jak tylko wzięliśmy ślub wnosząc, ze mój M ma ter
                                                    > az lepsza sytuacje finansowa.

                                                    A nie dlatego, że zwiększyły się potrzeby dzieci (prywatna szkoła smile )? Nie dlatego, że zwiększyły się jego możliwości majątkowe (zakupiony Pałac Wilanowski), potwierdzone zdolnością kredytową na zakup takiej nieruchomości? smile

                                                    Jest rownież złodziejka bo zostawia uczciwego fac
                                                    > eta z kwota 1,5 tys na miesiąc

                                                    Ale za taką kwotę, jak pisala Kotradycja, utrzymują się nieraz całe rodziny smile A Twój ma do tego jeszcze Ciebie smile Poza tym, inaczej okradałaby siebie i/ lub własne dzieci. I nie zapominaj, że te jego alimenty nie stanowią nawet 50% kosztów utrzymania dziecka, które Ty sama ponosisz na swoje smile smile

                                                    Och, trollico, wymyśliłabyś jedną wersję i jej się trzymała, to w Twoich opowiadaniach nie byłoby sprzeczności.


                                                    i powtórzę po raz setny ze mój M nikogo nie zost
                                                    > awił a decyzje podjęli razem.

                                                    No to raczej oczywiste- on miał już Ciebie, a ona miała go dosyć po zdradzie.

                                                    Dziecko ktore sie urodziło miało ratować związek
                                                    > ale nie uratowało.


                                                    Ty, serio Twój aktualny mąż błysnął aż tak intelektem, żeby sobie dzieciaka na ratunek zmajstrować? big_grin
                                                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 16.08.15, 07:49
                                                    Odniosę sie tylko do jednego wyssanego z palca doniesienia: mojego męża poznałam pół roku po jego rozwodzie wiec nie bredź i nie obraźaj mnie. Do reszty bzdur odnosić mi sie nie chce. Uważam, ze ktos powinien zablokować Ci dostęp do tego forum za ilośc jadui wymyślonych bzur jaki wylewasz na innych ludzi.
                                            • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 11:42
                                              A ja nie jestem twoja neksią wiec przestań pisać jakbym to tobie chciała uciąć kasę. Opanuj sie smile
                        • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 10:39
                          Wystarczy ze ktoś Ani powie dobre słowo to Ania wdzięczy sie i pręży jak dachowiec który na chwile doznał łaski głaskania.
                • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:30
                  Aha wiec chcesz wspólny dom wspólna kanapę i wspólne problemy finansowe jednocześnie kpiąc ze mnie, ze wg twojego toku myślenia dokładam mojemu mężowi na gacie. A wiec Aniu dokładam bo wychodzę z założenie: ze to wspólne jak to napisałaS kłopoty finansowe. WSPÓLNE. W każdym wątku piszesz inna wersje swojego świata i wartości smile
            • kotradykcja Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:25
              blue_ania37 napisała:

              > To ja się nie nadaje na takie związki.
              > Wolę samotność niż wiązać się z kimś komu będę wyliczać kasę.
              > Slabo to widzę organizacyjnie.
              > Gdzieś muszą mieszkać.
              > Jakiś samochód.
              > O kanapach i garnkach pisać nie warto.
              > Nie chciałabym mieszkać u kogoś i nie chciałabym aby ktoś mieszkal u mnie.

              A jak proponujesz rozwiązać to w sytuacji kiedy oboje będziecie mieli swoje mieszkanie i swoje dzieci na utrzymaniu? Sprzedać oba i kupić jedno? Sprzedać oba i kupić dom?
              No bo jeśli jedno wynająć, a w drugim mieszkać, nadal ktoś mieszka u kogoś.
              A samochody już nabyte? Sprzedać i kupić wspólne, żeby się nazwało? Przecież to puste gesty.
              A co potem? Po ewentualnym rozwodzie (no, niestety, gwarancji, jak widać, na życie razem do śmierci, nie ma) tudzież śmierci jednego z Was? Przecież wtedy krwawa jatka będzie, bo każdy będzie coś dla siebie chciał. Łącznie z exami, nextami, dziećmi i ich mężami/żonami.
              A tak, przynajmniej wszystko jest jasne od początku.
              Mój ex zniknął z pola widzenia, ale ex mojego męża jest i ma się dobrze. Na razie (odpukać) relacje są super. Ale co będzie za 10-15 lat nie mam pojęcia. Pomimo, że lubię i szanuję kobietę, nie mam ochoty dawać jej prezentów w postaci mojego domu, bo to ma być dla mojego dziecka.
              Tak samo nie mam ochoty na insynuacje, że wyciągam ręce po coś, co należy się dzieciom mojego męża.
              Przyszłość to wielka niewiadoma i jeśli czegoś mój rozwód mnie nauczył to tego, że dzisiejsza wielka miłość po czasie może okazać się nic nie wartym frazesem.

              > To nie rodzi dobrych relacji.
              > Nie wróży na przyszłość.

              Może i, ale brak intercyzy też nie jest gwarancją szczęścia małżeńskiego wink

              > Dzieci można zabezpieczyć testamentem.

              Nie do końca, są jeszcze zachowki, testament można obalać, itd.

              > Mi wystarczyła jedna intercyza w życiu i nie chcę jej już nigdy.

              No widzisz, a ja nie miałam i zostałam z dzieckiem goła i wesoła, bo nie miałam siły na szarpanie się i dowodzenie (dowodów nie miałam za bardzo, bo przecież wszystko wspólne i kto by myślał w czasach wielkiej miłości o braniu faktur na swoje nazwisko!), że wersalka była kupiona za pieniądze od moich rodziców, a pralkę kupiłam jak mój ex akurat nie miał pracy i ja zasuwałam w 2 szkołach plus dawałam korepetycje żeby nas oboje utrzymać.
              Nie miałam siły na ściganie exa i wysłuchiwanie (prywatnie i publicznie) jaką tragiczną pomyłką był mój syn, jak to on dla "ojca" nic nie znaczy, bo to nie jego geny i "nie wiadomo co z niego w ogóle wyrośnie". No nie, nie byłam w stanie zrobić tego ani sobie, ani tym bardziej mojemu dziecku.
              Ale teraz już nie dałabym rady wszystkiego od zera zaczynać. A moje dziecko musi być zabezpieczone. Więc skoro ślub z kimś, kto czystej karty nie ma, jakieś swoje zaszłości i zobowiązania, w tym finansowe, to tylko z intercyzą.
              Aniu, nie mów hop. Nigdy. Bo dzisiejsze deklaracje mogą okazać się niewiele warte w obliczu faktów.
              • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:54
                Wiesz co?
                Mam prawie 42 lata.
                Nie uważam ze rodzice muszą kupić dać mieszkanie dziecku.
                Moi rodzice żyją mają się dobrze i niech będzie tak jak najdłużej.
                Mam siostrę.
                Nie patrzę na ich chatę jak na coś co będzie moje.
                Nie mam żalu że nie mam od nich mieszkania.
                Moja siora też nie.
                Kazda utrzymuje się sama.
                Obydwie skończyliśmy studia.
                Nie ma w moim myśleniu że muszę kupić synowi mieszkanie.
                Bardziej mi zależy żeby miał np dobry zawód.
                Jestem za równością bez podziału na płeć.
                Nie ma mojego twojego.
                Znam dwie pary świetnych małżeństw.
                Chyba nigdy nie słyszałam żeby kłócili się o kasę.
                Tacy ludzie z reguły są szczęśliwi.
                Jak zaczyna się podział moje twoje to bardzo szybko ktoś musi być na slabszej pozycji.
    • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:13
      Rozumiem że z tej miłości te miliony w miliony uśmieszków?
      Czy tak bardzo szukasz potwierdzenia.
      Dzieckiem też musisz się chwalić?
      A jak nie masz argumentów to walisz chorobą psychiczną?
      Nie chce mi się szukać twoich różnych wersji życiowych itp...
      To pewnie jakas jednostka chorobowa.
      Ja tylko pobieram alimenty na dziecko a budzę u ciebie takie myśli.
      Kto tu jest normalny?
      Guzik wiesz o majątkach odrębnychwink ale broń swojego i tak musisz mu dawać na gacie dentystę i Portugalię.
      Żenada
      • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 12.08.15, 21:15
        Ty u mnie żadnych myśli nie budzisz oprócz jednej: ileż może być pokładów nienawiści, zadufania i ciasnogłowia w jednej porzuconej kobiecie?
      • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 07:43
        To w końcu jak to jest z tym twoim podejściem do kasy? W jednym poście piszesz, ze pieniądze są nieważne ze ważna jest rodzina a w drugim kpisz, ze dokładam mojemu M do gaci i do Portugalii. A tak - dokładam, dokładam bo chce to robić, bo jest wart tego. Właśnie w imię miłości. Czego nie rozumiesz? Nie jestem z nim za karę ale z potrzeby serca. Jesteś złośliwa i bredzisz przecząc sobie samej w swoich wynurzeniach. I nie, ja nic nie muszę - ja chcę.
        • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 08:33
          Ja nie kpię stwierdzam fakty Celus.
          To Ty wielokrotnie pisałaś że dokladasz to Ty wpadłaś na pomysl intercyzy i majątków odrębnych.
          O jakiej Ty mówisz miłości?
          O pisaniu na forach czy dzieciom trzeba kupic prezenty i wliczając ilość bramek do dwa razy w miesiącu spotkań taty z dzieckiem.
          Poziom jaki osiągnęłaś dla mnie jest cudaczny.
          W tle mamy Ipada 5 gwiazdkowe hotele.
          Nie mam nic przeciwko miłości chociaż dla mnie w Twoim przypadku jej nie ma ewentualnie kasa.
          Ale nie musisz zgadzać się z moją opinią ty tylko moja opinia.
          Przestań mnie obrażać pisząc że bredzę.
          Po prostu inaczej myślę niż Ty.
          Do Twoich wyzwisk w stylu babsztyl glupia już się przyzwyczaiłam.
          To też kształtuje moją opinią o Tobie.
          Plugawy język i nie zwracanie uwagi na styl pisania czy choćby polskie znaki pokazują dokladnie i dobitnie gdzie masz rozmówców.
          Ilość postów w których wysylasz mnie na badania psychologiczne cokolwiek to jestwink nadaje się na książkę.
          W dowalaniu kadzidełkami których nie używam też doszłaś do perfekcji.
          Nie uważam i nie uważałam że twój misiu ma male alimenty.
          Natomiast ty w swoich postach niejednokrotnie pisałaś o tym że on się zgodził.
          Jest to konsekwencja łączenia się z facetem z przeszłością.
          Nie mam w planach intercyzy wymyślania byłym żoną od złodziejek i chęci aby facet przeszedł do szarej strefy.
          Do Portugali bym nie jezdzila w takiej sytuacji a jeśli już to bym przynajmniej nie pisala tego jako newsa na forum rozwodowym na którym się skarżę.
          Dałam Ci już pożywkę do pisania o badaniach i jakim jestem babsztylem?
          p.s.
          Rybka jest dobra tylko nad morzem a nie na mazurach w restauracji.
          Wolę na papierowym talerzyku polecam smażalnię w Kolobrzeguwink,na molo.
          Świeżo dobrze i taniowink
          • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 08:53
            Wszystko co,piszesz to stek bzdur smile to tak jakbym ja wmawiała Ci, ze masz trójkę dzieci a,nie jedno. Ty byś pisała: ależ mam jedno! A ja: jak sie ma Twoja trojka dzieci Aniu? Zupełnie nie przyjmujesz faktów i argumentów bo coś tam sobie nabialaś do głowy. Jesteś hipokrytką. Nie oceniaj mojego towarzystwa bo go nie znasz obrażasz znów ludzi, o których nie masz pojęcia. O co chodzi z kadzidełkami kompletnie nie wiem - znów jakiś bełkot. A styl w którym piszesz jest dla mnie kompletnie niestrawny, nie wiem co to ma być wiersz? Ty wolisz rybę na papierowym talerzyku a ja lubię i na papierowym i na zwykłym i co z tego? Tak samo nad morzem jak i nad jeziorem można zjeść dobra i zła rybę. Czegoś znów sie tak uczepiła? Naprawdę brakuje Ci inteligencji żeby dostrzec ze na Twoje dziwaczne przechwalanie sie ze jedziesz z dzieckiem nad jezioro na frytki bo stać Cię z alimentów odbiłem Ci piłeczkę z Portugalia? Aniu styl i sposób rozumowania masz straszny i przerażający. I to, ze są ru na forum dobre, nieliczne ciocie ktore głaskana Cię po główce i usprawiedliwiają Twoje dziwaczne pojęcie o życiu nie znaczy ze brakuje tu osób widzących Twoje zakłamanie. Możesz mi wierzyć ze są. Nie byłabym w stanie zliczyć ile razy sama sobie zaprzeczyłas. Jesteś smutna, samotna kobietą ale to nie usprawiedliwia Twojego obrzucania kamieniami innych. Twoje gadanie "nie chce mieszkać u kogoś i nie chce aby ktoś mieszkał u mnie" ok masz prawo. Tylko nie pisz w poście dalej ze pieniądze są nieważne ze Wazna jest miłość i rodzina i ze to w tej miłości trzeba sie dzielić, ze wszystko w miłości jest wspólne. Bo ośmieszasz sie i ludzie to widza.
            • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:09
              Jeszcze raz Celus przeczytaj i pomyśl.
              Ryba była w p.s Ty zrobiłaś z niej głównego newsa.
              Jezeli na wiadomość że ktos jedzie nad jezioro i będą frytki ty musisz pisać o Portugalii to gratuluję.
              Badania psychologiczne jak nic.
              O dobrych ciociach nie słyszałam.
              Jeżeli nie pisałaś o czym ja ci wypunktowałam to znaczy że stosujesz mechanizm zaprzeczania i wyparcia.
              Nalogowi klamcy mają go świetnie rozwinięty.
              Nikt oprócz ciebie nie ma mnie za smutną.
              Wręcz przeciwnie.
              Samotna też nie jestem.
              Nie wiem co tam znów wymyślisz
              Można ze mną pogadać wypić piwo.
              Tylko jest faktem że z niektórymi pić bym nie chciała.
              Bo mogę na szczęście sama dobierać sobie towarzystwo.
              Pięknie piszesz o nie ocenianiu radzę zastosować to również do swojej osoby.
              Dla ciebie mogę być hipokrytką.
              Chociaż nigdy nie będę musiała dzięki temu doroslemu facetowi kupować gaci.
              Ale ja lubię samodzielnych facetów.i myślących.
              Tacy po prostu mają na gacie i dentystęwink
              • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:18
                Tak jak mówiłam wcześniej: bredzisz i świat to widzi smile
                • blue_ania37 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:27
                  Celus napisz jeszcze z 50 postów o stanie mojego umysłu jezeli Ci to ulży.
                  Przeczytaj jeśli potrafisz definicję bredzenia.
                  Jeszcze coś o innych zdaniach i kulturze wypowiedzi.
                  Nie będę z Tobą pisać.
                  Żal czasu.
                  Z uśmiechem poczekam na nowe posty w których jeszcze raz napiszesz kwotę 3500 i 5000.
                  Teraz będzie czas na Majorkę czy Lazurowe Wybrzeże?
                  • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:33
                    Aniu na każde moje 50 jest twoje 50 smile znów próbujesz wybielać sie i ubarwiać swoją rzeczywistość smile
          • celina1984 Re: Mam przeciwne zdanie... 13.08.15, 09:02
            I jeszcze jedno: tak Aniu ojciec ma prawo płacąc 3,5 tys miesięcznie wyliczać koszty pobytu dzieci u siebie. Podobnie jak matka wylicza je, spisując wydatki do rozprawy alimentacyjnych. Ma jak najbardziej takie prawo. Bo koszt bramek to 4 x 17,60 zł, paliwo to około 200 zł, jedzenie i media podczas pobytu u nas to stosując wyliczenia matki dzieci około 70 zł na jedno dziecko na 3 dni a dzieci jest dwoje. Nie liczę już lodów, napojów i innych pierdol przy okazji. A prezenty rocznie to około 500 zł. Wiec za taki weekend ojciec płaci dodatkowo 398 zł licząc same podstawowe rzeczy a biorąc pod uwagę ze weekendy są minimum dwa a często jeszcze dodatkowe dni wolne może skromnie policzyć, ze ojciec dokłada jeszcze 800 zł. Dlaczego nie miałby tego liczyć? Czy ojcu wg ciebie kasa spada z nieba?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka