karina0003
04.08.15, 12:49
Liczę na opieprz i teksty, że sama nie wiem czego chcę.
Jestem skołowana, załamana, u kresu wytrzymałości. Do tego w zaawansowanej ciąży.
I nie wiem od czego zacząć.
Mam syna w wieku przedszkolnym, mam też męża, od 5 lat.
Nie układało nam się, nie było dialogu, nie było porozumienia, spaliśmy osobno. Tak, również z mojej winy, nie wybielam się i nie zaprzeczam. Jestem DDA. Miałam zacząć terapię ale ciężarnych nie biorą.
Kilka msc temu odkryłam zdradę męża, i to nie tylko fizyczną ale przede wszystkim emocjonalną i powtarzalną. Kochanka jest od niego 18 lat młodsza i mieszka w innym mieście.
Mój mąż nie czuje się winny, niczego nie żałuje, twierdzi że to nie odwet ale konsekwencja tego co ja mu zgotowałam, tzn że zafascynowałam się innym facetem. Tak, to prawda, był ktoś kto mi się bardzo podobał, ale do niczego nie doszło i nie dojdzie (on teraz mieszka w innym mieście), zresztą on nawet nie wiedział że mi się podoba. Racja, nie powinnam jako mężatka dopuścić do tego żeby mi ktoś inny chodził po głowie i przed kilka lat zabijałam w sobie tę fascynację. Aż do momentu kiedy mój mąż pogrążył nas finansowo. Zwolnił się z pracy i postanowił założyć własny interes, co mu nie wyszło, głównie z jego winy. Stracił kilkadziesiąt tysięcy złotych, plus 30000 zł kredytu który dla niego wzięłam i który ciągle spłacam (on już wtedy nie miał zdolności kredytowej). Kiedy mi nagle oświadczył że z dnia na dzień zostaliśmy totalnie bez kasy, załamałam się. Małe dziecko w prywatnym żłobku (nie było miejsc w państwowych a musiałam wracać do pracy), kredyt mieszkaniowy na 30 lat, kredyt na samochód, a moja wypłata 1700 zł i to jedyny dochód. Ten drugi facet miał swoją rolę do odegrania, o czym nie wiedział, nie wie i się nie dowie tzn zamiast myśleć o problemach myślałam/marzyłam o nim. Nigdy do niczego nie doszło.
Mąż wiedział że mi się ten drugi podoba, potraktował to jako zdradę psychiczną i uznał że on też ma prawo do zdrady.
Kiedy się o tym dowiedziałam zrozumiałam, że mąż jednak jest dla mnie ważny (możecie się śmiać ale tak było) i chcę walczyć o rodzinę. On gadał o rozwodzie ale pozwu nie złożył. Z kochanką też nie zerwał, tyle tylko że przestał jeździć (pilnowałam). Znalazłam terapeutkę, zaczęłam chodzić na spotkania, po kilku tygodniach mąż zgodził się dołączyć. Niechcący zaliczyłam wpadkę i zaszłam w ciążę.
Mąż od początku nie chciał naprawiać małżeństwa twierdząc że jest za późno a on jest zbyt skrzywdzony moją "zdradą".
Proponował mi układ polegający na wspólnym mieszkaniu, wychowywaniu dzieci ale bez miłości i zapewne z możliwością spotkań z kochanką. Twierdził, że to świetne wyjście i sporo osób tak żyje i jest ok. Pomysł nie podobał mi się ani mi ani terapeutce, ale terapia trwała nadal, bez efektów, bez jakiegoś kierunku, bez większego sensu, ale trwała a on chodził i się nie wymigiwał od spotkań. W sumie to bardziej rozwiązywaliśmy bieżące problemy życia codziennego, tzn ja mu ustępowałam w kwestiach z dzieckiem albo przestałam mieć pretensje o całonocne wypady alkoholowe.
Kiedy zaszłam w ciążę zażądałam zakończenia znajomości z kochanką, co spotkało się z ogromnym zdziwieniem, bo przecież to tylko przyjaźń (co tam że z podtekstem erotycznym) więc w czym ja mam problem. Najpierw podjął decyzję że jego szczęście jest najważniejsze, potem się zastanowił i jednak wybrał rodzinę (co zadeklarował przy świadku w osobie terapeutki).
Wierzyłam że zakończył znajomość, wydawało mi się że go znam tyle lat, że to dobry i uczciwy człowiek tylko się w życiu pogubił, że trzeba dać szansę i wybaczyć. Jeżeli w ogóle znajomość zakończył (nie mam pewności) to na kilka tygodni, potem zaczęli się znowu kontaktować. Zaczęłam mieć podejrzenia kiedy przestał ze mną sypiać i non stop miał zajęty telefon. Wymyślał jakieś bzdury, okłamywał i terapeutkę i mnie. Najpierw się wypierał, potem była postawa "nie mówię ani tak ani nie, nie muszę się tłumaczyć". Ale ja mam swoje źródło informacji którego on jeszcze nie odkrył i wiem więcej niż on myśli że wiem.
Czeka tylko aż urodzę żeby się ze mną rozwieść (tak twierdzi). W tym czasie potajemnie utrzymuje kontakt z kochanką.
Wyjechałam z synem nad morze do mojej matki. Dzwonił do syna po kilka razy dziennie, ale mały ani razu nie chciał z nim rozmawiać, w końcu wyszło że ma żal do ojca że go tu nie ma z nami. Po kilku dniach płacze mi w słuchawkę, że on się w życiu pogubił, że chce ze mną spróbować, że skonczył z kochanką, że dzieci są najważniejsze. Przeczytał mi to co mu niby ona napisała, że oddaje go rodzinie, że dzieci najważniejsze, że zakończmy to tym razem naprawdę, że jest wspaniały i że ona sobie nigdy życia z nikim nie ułoży, że im się ten związek nie uda. Kilka godzin później wsiadł w auto i bez zapowiedzi przyjechał z drugiego końca Polski nad morze, do nas. Skruchy niet, żadnego przepraszam, żadnego żałuję, wręcz powiedział że się kajać przede mną nie będzie bo przecież ja go zdradziłam i nigdy nie przeprosiłam.
Ale chce próbować. Jak? nie wie.
Dwa dni później wymyka się wieczorami żeby nawijać godzinami przez tel. z kochanką z którą przecież zerwał. Za pierwszym razem się nie zorientowałam, za drugim wystawiłam za drzwi wszystkie jego rzeczy, moja matka wyrzuciła go ze swojego domu a noc spędził w samochodzie. Rzecz jasna do niczego się nie przyznaje. Wróciliśmy ze względu na stan zdrowotny syna.
Kilka dni temu późnym wieczorem uniemożliwiłam mu wyjście do kochanki (miałam podstawy przypuszczać że jest na miejscu). Kiedy powiedział że wychodzi, ja wyszłam pierwsza, a ze względu na śpiące dziecko nie mógł opuścić mieszkania (tak mi się wydawało).
Jednak mniej więcej 1-2 h później zobaczyłam że wyszedł z domu i zostawił dziecko (śpiące). Widząc mnie przed domem zrobił w tył zwrot oznajmiając tylko że szuka mnie policja, a kochanka czekająca po drugiej stronie ulicy uciekła. Za chwilę przyjechał radiowóz, siedząc w środku chwilę potem zobaczyłam szybko wyjeżdżający z pobliskiego podwórka samochód kochanki (wiem czym jeździ i jaką ma rejestrację). Ja z bólami brzucha trafiłam na izbę przyjęć porodówki, ale wyszłam na własne życzenie ze względu na syna którego nie chciałam zostawiać pod opieką nieodpowiedzialnego ojca, który zostawia go samego w domu i leci do kochanki. Zablokował zamek kluczem od środka, więc była druga interwencja policji w ciągu jednej nocy.
Aktualnie mieszkamy razem (on się nie chce z własnego mieszkania wyprowadzić, ja nie mam dokąd pójść a na wynajem mnie nie stać), kontakt z kochanką utrzymuje i twierdzi że czeka na poród żeby brać rozwód.
Ja bym z jednej strony chciała naprawiać, mimo wszystko są jakieś resztki uczucia (tak, głupia jestem), dziecko jest z nim cholernie mocno związane a i mi będzie ciężko z dwójką.
Z drugiej żal mam ogromny, bo szansę dałam i zrobił z nią co zrobił i nie wiem jak bym miała zaufać po raz kolejny.
Ale jeżeli ma dojść do rozwodu to chcę z tego wyjść jak najlepiej.
Mój mąż oczekuje:
1. Rozwodu bez orzekania o winie
2. Starszego dziecka przy nim
3. Na młodsze dziecko przy nim nie liczy, ale chce mieć z nim kontakt zawsze kiedy będzie chciał
4. Mojej wyprowadzki
5. "Nie musisz dla siebie i dziecka wynajmować mieszkania, przecież możesz wynająć pokój u kogoś". Zapewne z niemowlakiem, wózkiem, łożeczkiem, wanienką, zabawkami itp plus moje rzeczy zmieszczę się w jednym pokoju, taaaaa.
Rzecz jasna nie zamierzam spełnić jego oczekiwań, radzę się prawnika (niejednego ale każdy mówi co innego i głupieję) i przystać na jego warunki to najgorsze co mogę zrobić.
Zastrasza mnie, że to się może obrócić przeciwko mnie, że rozwód może się skończyć orzeczeniem o mojej winie i ja mu będę płacić alimenty.
Jeżeli nie da się naprawić chcę rozwodu z orzeczeniem o jego winie, chcę żeby dzieci były przy mnie (ponoć sądy nie chcą rozdzielać rodzeństwa), alimentów na siebie i dzieci, oraz najlepiej mieszkania, żeby syn został w miejscu do którego jest przywiązany od urodzenia, a poza tym czemu moje dzieci mają się tułać po wynajętych lokalach.