Dodaj do ulubionych

początek drogi, pytania, dylematy

04.08.15, 12:49
Liczę na opieprz i teksty, że sama nie wiem czego chcę.
Jestem skołowana, załamana, u kresu wytrzymałości. Do tego w zaawansowanej ciąży.
I nie wiem od czego zacząć.

Mam syna w wieku przedszkolnym, mam też męża, od 5 lat.
Nie układało nam się, nie było dialogu, nie było porozumienia, spaliśmy osobno. Tak, również z mojej winy, nie wybielam się i nie zaprzeczam. Jestem DDA. Miałam zacząć terapię ale ciężarnych nie biorą.
Kilka msc temu odkryłam zdradę męża, i to nie tylko fizyczną ale przede wszystkim emocjonalną i powtarzalną. Kochanka jest od niego 18 lat młodsza i mieszka w innym mieście.
Mój mąż nie czuje się winny, niczego nie żałuje, twierdzi że to nie odwet ale konsekwencja tego co ja mu zgotowałam, tzn że zafascynowałam się innym facetem. Tak, to prawda, był ktoś kto mi się bardzo podobał, ale do niczego nie doszło i nie dojdzie (on teraz mieszka w innym mieście), zresztą on nawet nie wiedział że mi się podoba. Racja, nie powinnam jako mężatka dopuścić do tego żeby mi ktoś inny chodził po głowie i przed kilka lat zabijałam w sobie tę fascynację. Aż do momentu kiedy mój mąż pogrążył nas finansowo. Zwolnił się z pracy i postanowił założyć własny interes, co mu nie wyszło, głównie z jego winy. Stracił kilkadziesiąt tysięcy złotych, plus 30000 zł kredytu który dla niego wzięłam i który ciągle spłacam (on już wtedy nie miał zdolności kredytowej). Kiedy mi nagle oświadczył że z dnia na dzień zostaliśmy totalnie bez kasy, załamałam się. Małe dziecko w prywatnym żłobku (nie było miejsc w państwowych a musiałam wracać do pracy), kredyt mieszkaniowy na 30 lat, kredyt na samochód, a moja wypłata 1700 zł i to jedyny dochód. Ten drugi facet miał swoją rolę do odegrania, o czym nie wiedział, nie wie i się nie dowie tzn zamiast myśleć o problemach myślałam/marzyłam o nim. Nigdy do niczego nie doszło.
Mąż wiedział że mi się ten drugi podoba, potraktował to jako zdradę psychiczną i uznał że on też ma prawo do zdrady.
Kiedy się o tym dowiedziałam zrozumiałam, że mąż jednak jest dla mnie ważny (możecie się śmiać ale tak było) i chcę walczyć o rodzinę. On gadał o rozwodzie ale pozwu nie złożył. Z kochanką też nie zerwał, tyle tylko że przestał jeździć (pilnowałam). Znalazłam terapeutkę, zaczęłam chodzić na spotkania, po kilku tygodniach mąż zgodził się dołączyć. Niechcący zaliczyłam wpadkę i zaszłam w ciążę.
Mąż od początku nie chciał naprawiać małżeństwa twierdząc że jest za późno a on jest zbyt skrzywdzony moją "zdradą".
Proponował mi układ polegający na wspólnym mieszkaniu, wychowywaniu dzieci ale bez miłości i zapewne z możliwością spotkań z kochanką. Twierdził, że to świetne wyjście i sporo osób tak żyje i jest ok. Pomysł nie podobał mi się ani mi ani terapeutce, ale terapia trwała nadal, bez efektów, bez jakiegoś kierunku, bez większego sensu, ale trwała a on chodził i się nie wymigiwał od spotkań. W sumie to bardziej rozwiązywaliśmy bieżące problemy życia codziennego, tzn ja mu ustępowałam w kwestiach z dzieckiem albo przestałam mieć pretensje o całonocne wypady alkoholowe.
Kiedy zaszłam w ciążę zażądałam zakończenia znajomości z kochanką, co spotkało się z ogromnym zdziwieniem, bo przecież to tylko przyjaźń (co tam że z podtekstem erotycznym) więc w czym ja mam problem. Najpierw podjął decyzję że jego szczęście jest najważniejsze, potem się zastanowił i jednak wybrał rodzinę (co zadeklarował przy świadku w osobie terapeutki).
Wierzyłam że zakończył znajomość, wydawało mi się że go znam tyle lat, że to dobry i uczciwy człowiek tylko się w życiu pogubił, że trzeba dać szansę i wybaczyć. Jeżeli w ogóle znajomość zakończył (nie mam pewności) to na kilka tygodni, potem zaczęli się znowu kontaktować. Zaczęłam mieć podejrzenia kiedy przestał ze mną sypiać i non stop miał zajęty telefon. Wymyślał jakieś bzdury, okłamywał i terapeutkę i mnie. Najpierw się wypierał, potem była postawa "nie mówię ani tak ani nie, nie muszę się tłumaczyć". Ale ja mam swoje źródło informacji którego on jeszcze nie odkrył i wiem więcej niż on myśli że wiem.
Czeka tylko aż urodzę żeby się ze mną rozwieść (tak twierdzi). W tym czasie potajemnie utrzymuje kontakt z kochanką.
Wyjechałam z synem nad morze do mojej matki. Dzwonił do syna po kilka razy dziennie, ale mały ani razu nie chciał z nim rozmawiać, w końcu wyszło że ma żal do ojca że go tu nie ma z nami. Po kilku dniach płacze mi w słuchawkę, że on się w życiu pogubił, że chce ze mną spróbować, że skonczył z kochanką, że dzieci są najważniejsze. Przeczytał mi to co mu niby ona napisała, że oddaje go rodzinie, że dzieci najważniejsze, że zakończmy to tym razem naprawdę, że jest wspaniały i że ona sobie nigdy życia z nikim nie ułoży, że im się ten związek nie uda. Kilka godzin później wsiadł w auto i bez zapowiedzi przyjechał z drugiego końca Polski nad morze, do nas. Skruchy niet, żadnego przepraszam, żadnego żałuję, wręcz powiedział że się kajać przede mną nie będzie bo przecież ja go zdradziłam i nigdy nie przeprosiłam.
Ale chce próbować. Jak? nie wie.
Dwa dni później wymyka się wieczorami żeby nawijać godzinami przez tel. z kochanką z którą przecież zerwał. Za pierwszym razem się nie zorientowałam, za drugim wystawiłam za drzwi wszystkie jego rzeczy, moja matka wyrzuciła go ze swojego domu a noc spędził w samochodzie. Rzecz jasna do niczego się nie przyznaje. Wróciliśmy ze względu na stan zdrowotny syna.
Kilka dni temu późnym wieczorem uniemożliwiłam mu wyjście do kochanki (miałam podstawy przypuszczać że jest na miejscu). Kiedy powiedział że wychodzi, ja wyszłam pierwsza, a ze względu na śpiące dziecko nie mógł opuścić mieszkania (tak mi się wydawało).
Jednak mniej więcej 1-2 h później zobaczyłam że wyszedł z domu i zostawił dziecko (śpiące). Widząc mnie przed domem zrobił w tył zwrot oznajmiając tylko że szuka mnie policja, a kochanka czekająca po drugiej stronie ulicy uciekła. Za chwilę przyjechał radiowóz, siedząc w środku chwilę potem zobaczyłam szybko wyjeżdżający z pobliskiego podwórka samochód kochanki (wiem czym jeździ i jaką ma rejestrację). Ja z bólami brzucha trafiłam na izbę przyjęć porodówki, ale wyszłam na własne życzenie ze względu na syna którego nie chciałam zostawiać pod opieką nieodpowiedzialnego ojca, który zostawia go samego w domu i leci do kochanki. Zablokował zamek kluczem od środka, więc była druga interwencja policji w ciągu jednej nocy.

Aktualnie mieszkamy razem (on się nie chce z własnego mieszkania wyprowadzić, ja nie mam dokąd pójść a na wynajem mnie nie stać), kontakt z kochanką utrzymuje i twierdzi że czeka na poród żeby brać rozwód.
Ja bym z jednej strony chciała naprawiać, mimo wszystko są jakieś resztki uczucia (tak, głupia jestem), dziecko jest z nim cholernie mocno związane a i mi będzie ciężko z dwójką.
Z drugiej żal mam ogromny, bo szansę dałam i zrobił z nią co zrobił i nie wiem jak bym miała zaufać po raz kolejny.

Ale jeżeli ma dojść do rozwodu to chcę z tego wyjść jak najlepiej.
Mój mąż oczekuje:
1. Rozwodu bez orzekania o winie
2. Starszego dziecka przy nim
3. Na młodsze dziecko przy nim nie liczy, ale chce mieć z nim kontakt zawsze kiedy będzie chciał
4. Mojej wyprowadzki
5. "Nie musisz dla siebie i dziecka wynajmować mieszkania, przecież możesz wynająć pokój u kogoś". Zapewne z niemowlakiem, wózkiem, łożeczkiem, wanienką, zabawkami itp plus moje rzeczy zmieszczę się w jednym pokoju, taaaaa.

Rzecz jasna nie zamierzam spełnić jego oczekiwań, radzę się prawnika (niejednego ale każdy mówi co innego i głupieję) i przystać na jego warunki to najgorsze co mogę zrobić.
Zastrasza mnie, że to się może obrócić przeciwko mnie, że rozwód może się skończyć orzeczeniem o mojej winie i ja mu będę płacić alimenty.

Jeżeli nie da się naprawić chcę rozwodu z orzeczeniem o jego winie, chcę żeby dzieci były przy mnie (ponoć sądy nie chcą rozdzielać rodzeństwa), alimentów na siebie i dzieci, oraz najlepiej mieszkania, żeby syn został w miejscu do którego jest przywiązany od urodzenia, a poza tym czemu moje dzieci mają się tułać po wynajętych lokalach.
Obserwuj wątek
    • bramstenga Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 13:01
      Realnie i w krótkich żołnierskich słowach: dzieci zostaną przy Tobie, ale ani na orzeczenie o wyłącznej winie męża, ani na alimenty na siebie, ani na mieszkanie bym nie liczyła, bo niby z jakiej racji? (Chyba że go spłacisz z mieszkania, wtedy OK.)
    • karina0003 Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 13:03
      Przekroczyłam limit znaków.
      Mieszkanie jest niestety jego, własnosciowe na kredyt, kupione przed zawarciem małżeństwa, nawet mnie tu nie zameldował, syna tak.
      Zdaniem prawnika, jeżeli mam dobrego adwokata przy rozwodzie to mam szansę na to, żeby to on się wyprowadził.
      Boję się rozwodu, nie jestem psychicznie gotowa, obawiam się że sąd może rozdzielić rodzeństwo i oddać jemu pod opiekę starsze dziecko, ponieważ jest silniej z nim związany niż ze mną (nie byłam dobrą matką, ale od listopada staram się jak mogę, mam efekty ale mimo wszystko ojciec jest na piedestale i mały go uwielbia).
      Inna sprawa że kiedy ja musiałam harować na rodzinę on siedział w domu i po pobycie w żłobku mógł budować więź z dzieckiem (ja byłam zmęczona po pracy, wykonuję pracę fizyczną na cały etat).

      Mąż ma problem z alkoholem, spożywa też przy dziecku, sprawa zgłoszona dalej więc nie wiem jak to się wszystko rozegra. Po ostatnim jego całonocnym piciu został odwieziony na izbę W, a policja założyła Niebieską Kartę, bo to nie był pierwszy raz kiedy użył wobec mnie przemocy.
      Dwa dni póżniej poszedł na policję twierdząc że to ja jestem agresywna, więc NK są dwie. Tu też sprawa w toku, jesteśmy po jednym spotkaniu na grupach roboczych, jest przydzielony kurator ze względu na syna (kilka dni temu więc jeszcze nie doszło do spotkania).
      Ja pracuję na etacie w dużej firmie, mąż ma swoją jednoosobową i nieregularne dochody (części nie ujawnia, tylko jak klient chce fakturę bo paragonów nie wystawia).
      Mimo wszystko boję się że ze względu na silniejszy związek emocjonalny to przy nim będzie wychowywał się mój syn. Przy nim i jego kochance, która ma tendencję w kierunku parafilii seksualnych, biła i gryzła swojego syna (mam dowody i świadków).
      Wiem że nikt tu nie jest sądem, ale jak myślicie, jakie mam szanse?
      • bramstenga Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 13:13
        To zmienia sytuację - mieszkanie jest jego, nie bardzo widzę możliwość uzyskania wyroku nakazującego panu wyprowadzkę. Co to znaczy, że "nie byłaś dobrą matką"?
        • karina0003 Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 13:21
          Jego, ale prawnik twierdzi że jest szansa.
          Może ze dwa razy uderzyłam syna (dawno temu), on mu poświęcał więcej czasu, był z nim w szpitalu 4 razy a ja nigdy. Pewnie to częściowo kwestia DDA, ale mimo wszystko nie byłam dobrą matką.
        • bramstenga Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 15:20
          Nie wiem, na jakiej podstawie tak twierdzi. Pamiętaj, że w interesie (finansowym) prawników jest przedłużanie postępowania, co wielu z nich wykorzystuje i zwyczajnie mami klientów jakimiś mirażami. Twoja szansa na przejęcie mieszkania jest na tyle niepewna, że zastanowiłabym się, czy jest sens w ogóle przystępować do bitwy. Czy dysponujesz wystarczającymi zasobami - finansowymi, ale także emocjonalnymi? I co możesz stracić w przypadku (bardzo prawdopodobnej) porażki?
          • karina0003 Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 16:14
            Nie wiem na jakiej podstawie, nie znam paragrafów.
            To jest akurat osoba z innego miasta która nie będzie mojej sprawy prowadzić więc mamić mnie nie musi.

            I ciężko mi uwierzyć że po tym co robi mój mąż nie dostanę rozwodu z orzeczeniem o jego winie.
            Nie ja mam kochankę, nie ja romansuję pod nosem ciężarnej żony.
            • rozwodnowaty Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 17:15
              Czy zastanawiałaś się co by było gdyby marzenie o drugim mężczyźnie się spełniło?
              Potrafisz sobie wyobrazić swoje życie z tym drugim mężczyzną?
              Czy naprawdę chcesz spedzic życie z poczuciem zdrady i ciągłych domyślań gdzie jest ''mąż''?
              Czy chcesz spędzić wiele lat na procesowaniu się i wydaniu fortuny na adwokata?

              Przede wszystkim weź się w garść, weź gorącą kąpiel i zrelaksuj się.
              Uwierz w to, że nie potrzebujesz mężczyzny do tego by być szczęśliwą.
              Sama potrafisz na siebie i syna zarobić. Potrafisz być szczęśliwa w innym związku.
              A może właśnie to jest moment, stworzony dla Ciebie by poinformować mezczyzne z marzen , ze nie jest Ci obojętny. Nie masz nic do stracenia, a moze do zyskania.
              Ale to co jest w tym wszystkim najbardziej istotne - to nie szukaj mezczyzny po to by Cię utrzymał tylko szukaj takiego którego pokochasz za to jaki jest.
              Myślę, że to, że zaczęłaś poszukiwać szczęścia gdzie indziej, nie u męża jest najlepszym dowodem na to , że nie chcesz być dłużej w tym związku, a to, że poczułaś w pewnym momencie, że chcesz walczyc o rodzine było przede wszystkim objawem strachu, że sobie nie poradzisz i zazdrość, że mąż ma na żywo to co Ty miałaś w fantazji.

              Z Twojego opisu wynika, że mąż jedynie chciał wrócić kiedy ta druga kobieta próbowała go odtrącić, nie zrobił tego z własnej woli. Jak się pojawiła był gotowy zrobic dla niej wszystko. Uważam, że powinnaś odpuścić dla własnego zdrowia i dzidziusia, nie denerwuj się, nie nakręcaj opowieściami, że tyle lat małżeństwa i teraz wszystko stracone- nie daj się pochłonąć temu wirowi, bo to jest zgubne. Nikt za Twoją decyzje nie bedzie Cię sądził. Dla dziecka ważniejsi są rodzice uśmiechnięci, szczęsliwi nawet osobno niż razem w ciągłej kłótni, sporze, codzienne awantury go wykończą i zacznie uciekać z domu, znienawidzi Was oboje. Myślę, że warto temu zaradzić wcześniej.

              Pozdrawiam Cię serdecznie smile

              -----------------------------------------------------------------------------------
              Tekst linka
              • karina0003 Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 18:32
                Nie, nie chcę spędzić wielu lat na procesowaniu się oraz na wydawaniu kasy, ale jakie mam inne wyjście? pozwalać żeby mnie zdradzał? zresztą to głównie on dąży do rozwodu.

                Nie, nie wyobrażam sobie bycia z tym drugim, nigdy o nim nie myślałam w takich kategoriach. Prawdopodobnie nie zobaczę go już nigdy więc w ogóle nie ma o czym mówić.

                Wiem ile zarabiam, i sama dzieci nie utrzymam.
                • rozwodnowaty Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 19:40
                  Właśnie próbuje Ci uświadomić , że nie warto o niego walczyć , nie zgadzać się na zdrady. Trzeba pozwolić mu odejść.

                  Rozwód za porozumieniem stron z WYŁĄCZNĄ opieką nad dziećmi dla Ciebie zapewni Ci szybki proces i alimenty dla dzieci. Jezeli jestes osoba pracującą nie należą Ci sie alimenty na Ciebie.

                  Mieszkanie pozostanie w jego własności, ze wzgledu, że było jego własnością przed ślubem, więc nie masz do niego prawa i przez zawarcie małżeństwa prawa takiego nie nabierasz.

                  A spróbuj zobaczyć siebie jako kobietę silną i niezależną, która nie musi pilnować faceta na każdym kroku.

                  W Twojej sytuacji postarałabym się o jak najwyższe alimenty z racji narodzin dziecka.
                  A co do męża to niestety jego serce nie należy do Ciebie i lepiej się wziąć w garść i rozejrzeć dookoła, że życie jest piekne i potrafi nas pozytywnie zaskakiwać . A to co nas spotyka jest tylko czasem przejściowym i to co w danej chwili wydaje się nie do przejścia z perspektywy czasu bedzie się wydawało banałem. Ta sytuacja Cię wzmocni , doda pewnosci siebie i podniesie samoocene.
                  Jak spojrzysz w oczka swojego maluszka to wszelkie złości miną. Dla niego powinnaś zadbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne.
                  Zasługujesz na to co najlepsze. Nie udalo sie małżeństwo trudno, masz wspaniałe dziecko a drugie w drodze i to jest szczescie na ktorym nalezy sie skupic, a reszta sama sie powolutku pouklada.


                  Pozdrawiam Cię cieplutko smile


                  ---------------------------------------------------------
                  rozwodnowaty.blog.pl/
                  • wawrzanka Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 11:42
                    Rozwodnowaty - usuwaj link do bloga przed wysłaniem wypowiedzi. W przeciwnym razie każdy kolejny twój wpis będzie usunięty.
                • mlodyniedowziecia Re: początek drogi, pytania, dylematy 09.10.15, 14:40
                  Wyłączną winę męża widzę generalnie słabo. W sądzie jest tak. Musisz udowodnić, że masz rację, że nie jesteś winna nawet w 1 %. Nawet rozkład winy 1-99% między małżonkami powoduje orzeczenie winy obustronnej. Jeżeli wyjdzie na rozprawie to o czym i nam piszesz (bicie dziecka, awantury, nk, amory do innego faceta), szanse bliskie zeru. Wikłasz się w długi proces bez sensu.
                  Co do mieszkania. Mieszkanie jest męża. Sąd przy rozwodzie nie może pozbawić własności. Może tylko, zresztą zupełnie wyjątkowo, orzec, że Ty korzystasz z tego mieszkania. W przedstawionej sytuacji, prawdopodobieństwo takiego orzeczenia jest śladowe ( a wręcz żadne jeśli dziecko zostanie przy mężu). Ale właściciel (mąż) z kolei ma uprawnienie sprzedać lokal bandzie dresów. Oni skutecznie uprzykrzą Ci życie.
                  Ponieważ Ty także masz co nieco za uszami, proponowałbym skoncentrować się na kwestiach osiągalnych - tj. alimentach.

    • heniek.8 Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 19:50
      > Kilka dni temu późnym wieczorem uniemożliwiłam mu wyjście do kochanki (miałam podstawy
      > przypuszczać że jest na miejscu). Kiedy powiedział że wychodzi, ja wyszłam pierwsza, a ze
      > względu na śpiące dziecko nie mógł opuścić mieszkania (tak mi się wydawało).

      ten fragment mówi aż za dużo
      w każdym razie, w takiej sytuacji lepiej żebyś go wypuściła i zdobyła dowody zdrady a nie bawiła się w gówniane gierki, potencjalnie na koszt dziecka zresztą
      • karina0003 Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 20:00
        Nie moglabym zdobyć dowodów zdrady (zdjęcia, nagrania) siedząc w domu, a dziecko samego nie zostawię nawet jeśli śpi.
        • heniek.8 Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 05:24
          nie tyle uderza mnie to że zostawiasz dziecko i wychodzisz
          ani nie to że nie zebrałaś wtedy dowodów
          ale najbardziej to, że nie jesteście żadnymi partnerami - Ty go chcesz "przyblokować" swoim wychodzeniem nie wiadomo po co (on przynajmniej miał jakiś cel żeby wyjść smile

          nie jesteście partnerami tylko rywalami w jakichś dziwnych rozgrywkach.
          nawet gdyby Ci się udało połamać mu nogi żeby spędził w domu kilka miesięcy, to on nie spędzi ich z Tobą.
    • koronka2012 Re: początek drogi, pytania, dylematy 04.08.15, 20:29
      > Mój mąż oczekuje:
      > 1. Rozwodu bez orzekania o winie - no cóż, rozwód z orzekaniem o winie to 3 lata ustawicznego stresu w sądzie. Masz mocne podstawy, ale czy warto? zniesiesz psychicznie wylewanie na ciebie brudów, fałszywych świadków, no i koszty? tu już lepiej negocjować warunki rozstania i odpuścić orzekanie

      > 2. Starszego dziecka przy nim - nie ma raczej takiej opcji żeby rozdzielać rodzeństwo.

      > 3. Na młodsze dziecko przy nim nie liczy, ale chce mieć z nim kontakt zawsze ki
      > edy będzie chciał - tiaaa, to jest do ustalenia

      > 4. Mojej wyprowadzki - masz prawo mieszkać u niego do rozwodu, i jakiekolwiek inne jego działania są niezgodne z prawem

      > 5. "Nie musisz dla siebie i dziecka wynajmować mieszkania, przecież możesz wyna
      > jąć pokój u kogoś". Zapewne z niemowlakiem, wózkiem, łożeczkiem, wanienką, zaba
      > wkami itp plus moje rzeczy zmieszczę się w jednym pokoju, taaaaa.

      No dobrze - a CO konkretnie zamierzasz w przypadku rozwodu? musisz opracować jakiś plan


      > Zastrasza mnie, że to się może obrócić przeciwko mnie, że rozwód może się skońc
      > zyć orzeczeniem o mojej winie i ja mu będę płacić alimenty.

      To już fantasmagorie. Pozbieraj jednak dowody, świadków, nagraj rozmowę, bo z tego co piszesz, mąż się kochanki nie wypiera.

      > Jeżeli nie da się naprawić chcę rozwodu z orzeczeniem o jego winie, chcę żeby d
      > zieci były przy mnie (ponoć sądy nie chcą rozdzielać rodzeństwa), alimentów na
      > siebie i dzieci, oraz najlepiej mieszkania, żeby syn został w miejscu do któreg
      > o jest przywiązany od urodzenia, a poza tym czemu moje dzieci mają się tułać po
      > wynajętych lokalach.

      O mieszkaniu zapomnij, jedyne do czego masz prawo to spłata z tytułu nakładów z majątku wspólnego na majątek odrębny (jak rozumiem, kredyt na to mieszkanie spłacaliście po ślubie). Nie do samego mieszkania. Jeśli prawnik mówi ci, żeby powalczyć o jego eksmisję z własnego mieszkania, to wpuszcza cię w kanał. Może cudem udałoby się wywalczyć prawo do korzystania z mieszkania, ale jesteś pewna, że zniesiesz to na dłuższą metę?
    • ortolann Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 10:09
      Może czegoś nie doczytałam, Twoja opowieść jest dość długa, być może coś mi umknęło. Ale nurtuje mnie jedno pytanie: po co była pierwsza interwencja policji? Z jakiego powodu?
    • zmeczona100 Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 10:22
      > Kiedy się o tym dowiedziałam zrozumiałam, że mąż jednak jest dla mnie ważny (mo
      > żecie się śmiać ale tak było) i chcę walczyć o rodzinę.
      >
      Przeświadczenie, że mąż musi chcieć tego samego. No bo musi.

      > Mąż od początku nie chciał naprawiać małżeństwa twierdząc że jest za późno a on
      > jest zbyt skrzywdzony moją "zdradą".

      Przeświadczenie, że można na siłę zmienić uczucia i postępowanie drugiego człowieka. Bo to mąż, to przecież musi być tak, jak ja chcę.

      > Proponował mi układ polegający na wspólnym mieszkaniu, wychowywaniu dzieci ale
      > bez miłości i zapewne z możliwością spotkań z kochanką. Twierdził, że to świetn
      > e wyjście i sporo osób tak żyje i jest ok.

      Brak adekwatnej reakcji na tak absurdalną propozycję, tylko trwanie nadal w układzie, bo to przecież mąż i on musi przy mnie zostać.


      Pomysł nie podobał mi się ani mi ani
      > terapeutce, ale terapia trwała nadal, bez efektów, bez jakiegoś kierunku, bez
      > większego sensu, ale trwała a on chodził i się nie wymigiwał od spotkań.

      Okłamywanie siebie, że absurdalna sytuacja jest normalna i tylko zresztą przejściowa- no bo przecież jak mąż chodzi na terapię, to na pewno i ja, i terapeutka go zmienimy.


      W sumi
      > e to bardziej rozwiązywaliśmy bieżące problemy życia codziennego, tzn ja mu ust
      > ępowałam w kwestiach z dzieckiem albo przestałam mieć pretensje o całonocne wyp
      > ady alkoholowe.

      Pogrążanie się coraz bardziej w chorym układzie, akceptowanie nieakceptowalnych zachowań męża- byleby tylko go mieć.

      >
      > Wierzyłam że zakończył znajomość, wydawało mi się że go znam tyle lat, że to do
      > bry i uczciwy człowiek tylko się w życiu pogubił, że trzeba dać szansę i wybacz
      > yć.

      Ślepa wiara i naiwność, że wystarczy jedna osoba, aby układ dwóch osób zachować, a nawet zmienić na lepsze (chociaż już w tym miejscu się pogubiłam, czy chodziło o zmiany na lepsze, czy choćby tylko o zachowanie statusu quo). Jestem taka wspaniała i staję się coraz lepsza, że mąż musi zechcieć ze mną zostać.


      Jeżeli w ogóle znajomość zakończył (nie mam pewności) to na kilka tygodni,
      > potem zaczęli się znowu kontaktować. Zaczęłam mieć podejrzenia kiedy przestał z
      > e mną sypiać i non stop miał zajęty telefon.

      Podejrzliwość, kontrola drugiego człowieka, bo jak będę go kontrolować, to... będę wiedziała, co robi... nie będzie miał możliwości zrobić mnie w balona.

      Wymyślał jakieś bzdury, okłamywał
      > i terapeutkę i mnie. Najpierw się wypierał, potem była postawa "nie mówię ani t
      > ak ani nie, nie muszę się tłumaczyć".

      J.w. Łykanie każdej głupoty, każdego kłamstwa, byleby tylko nie doszło do konfrontacji z rzeczywistością- bo wtedy trzeba by było podjąć jakieś konkretne kroki, a to mogłoby zachwiać dotychczasowym układem.


      Ale ja mam swoje źródło informacji któreg
      > o on jeszcze nie odkrył i wiem więcej niż on myśli że wiem.

      Osaczanie, sprawdzanie i kontrola, brak zaufania.
      Świetne podstawy dla prawidłowego funkcjonowania związku dwojga ludzi.

      > Czeka tylko aż urodzę żeby się ze mną rozwieść (tak twierdzi). W tym czasie pot
      > ajemnie utrzymuje kontakt z kochanką.

      Nie zareaguję, bo stracę męża. A ja tak bardzo chcę go mieć!

      Po kilku dniach płacze mi w słuchawkę, że on się
      > w życiu pogubił, że chce ze mną spróbować, że skonczył z kochanką, że dzieci są
      > najważniejsze.

      Ach, jak cudownie! Teraz wszystko wróci do normy, będę nadal mieć męża. Przecież teraz na pewno dotrzyma słowa. To nic, że wcześniej oszukiwał, kłamał, łamał dane słowo- ale teraz będzie na pewno inaczej!


      Przeczytał mi to co mu niby ona napisała, że oddaje go rodzinie
      > , że dzieci najważniejsze, że zakończmy to tym razem naprawdę, że jest wspaniał
      > y i że ona sobie nigdy życia z nikim nie ułoży, że im się ten związek nie uda.
      > Kilka godzin później wsiadł w auto i bez zapowiedzi przyjechał z drugiego końc
      > a Polski nad morze, do nas.

      Och, jak wspaniale! Od razu mi się zwierza, jest taki szczery, cudowny! Wspaniały! Jest mój, bo druga go nie chce (to nic, że w ten sposób ta druga chciała na nim wywrzeć presję, aby wreszcie podjął decyzję- tego nie widzę, bo wolę widzieć, że wraca do mnie).

      Skruchy niet, żadnego przepraszam, żadnego żałuję,
      > wręcz powiedział że się kajać przede mną nie będzie bo przecież ja go zdradziła
      > m i nigdy nie przeprosiłam.

      I super. Jesteśmy razem bez względu na nierozwiązane problemy z przeszłością. Ale on chce być ze mną, ja też, więc na pewno tym razem nam się uda!

      > Ale chce próbować. Jak? nie wie.

      Po co ma się nad tym zastanawiać? Przecież ja wiem. Wystarczy, że będę go pilnować, a już się z tamtą nie spotka. A jak się spotka, to wtedy się zastanowię, co dalej. Tzn. jak go zmusić, aby był jednak ze mną. Teraz nie muszę o tym myśleć, bo przecież jest ze mną- mam męża!


      > Kilka dni temu późnym wieczorem uniemożliwiłam mu wyjście do kochanki (miałam p
      > odstawy przypuszczać że jest na miejscu). Kiedy powiedział że wychodzi, ja wysz
      > łam pierwsza, a ze względu na śpiące dziecko nie mógł opuścić mieszkania (tak m
      > i się wydawało).

      Bo oczywiste, że jak nie będzie miał okazji, to nie wyjdzie z mieszkania. Kontrola podstawą zaufania. A jeśli wpadnie na pomysł zapraszania jej do domu, to wtedy pomyślę, co zrobić. Np. zrobię pyszną kolację, aby tamta wiedziała, że mój misiu lubi dobrze zjeść, i żeby misio wiedział, co straci, jesli mnie zostawi.

      > Jednak mniej więcej 1-2 h później zobaczyłam że wyszedł z domu i zostawił dziec
      > ko (śpiące).

      Muszę pomyśleć nad skuteczniejszą metodą blokowania mu wyjścia z domu.
      • zmeczona100 Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 10:30
        Widząc mnie przed domem zrobił w tył zwrot oznajmiając tylko że sz
        > uka mnie policja, a kochanka czekająca po drugiej stronie ulicy uciekła. Za chw
        > ilę przyjechał radiowóz, siedząc w środku chwilę potem zobaczyłam szybko wyjeżd
        > żający z pobliskiego podwórka samochód kochanki (wiem czym jeździ i jaką ma rej
        > estrację). Ja z bólami brzucha trafiłam na izbę przyjęć porodówki, ale wyszłam
        > na własne życzenie ze względu na syna którego nie chciałam zostawiać pod opieką
        > nieodpowiedzialnego ojca, który zostawia go samego w domu i leci do kochanki.
        > Zablokował zamek kluczem od środka, więc była druga interwencja policji w ciągu
        > jednej nocy.

        Ach, jak dobrze, że mam męża, który zapewnia mi takie atrakcje. Cóż ja bym bez niego zrobiła? Cóż poczęłabym z czasem, który mi w ten sposób zapełnia?

        >
        > Aktualnie mieszkamy razem (on się nie chce z własnego mieszkania wyprowadzić, j
        > a nie mam dokąd pójść a na wynajem mnie nie stać), kontakt z kochanką utrzymuje
        > i twierdzi że czeka na poród żeby brać rozwód.

        Ale to nic. Po porodzie w ciąży nie będę, więc mnie przyjmą na terapię i wszystko pozostanie tak, jak jest. Poza tym- noworodka samego w domu przecież nie zostawi.


        > Ja bym z jednej strony chciała naprawiać, mimo wszystko są jakieś resztki uczuc
        > ia (tak, głupia jestem), dziecko jest z nim cholernie mocno związane a i mi będ
        > zie ciężko z dwójką.

        Bo ja jestem taka wspaniała, że wystarczy moja wielka chęć, ba- moje żądanie!, i chłop zostanie przy mnie. Możemy ponegocjować o warunkach, ale zostanie. Mogę np. zgodzić się na wyjścia z kochanką, późne powroty po alkoholu, telefony rozgrzane do czerwoności z rozmów z kochanką. Byleby tylko nie złożył pozwu o rozwód! Ja chcę mieć męża!

        > Z drugiej żal mam ogromny, bo szansę dałam i zrobił z nią co zrobił i nie wiem
        > jak bym miała zaufać po raz kolejny.

        No własnie. dałam mu szansę, a on nie wywiązał się z obowiązku skorzystania z niego. A to świnia. Ale to nic, przetrzymam i to. Byleby tylko nadal był moim mężem.


        > Jeżeli nie da się naprawić chcę rozwodu z orzeczeniem o jego winie, chcę żeby d
        > zieci były przy mnie (ponoć sądy nie chcą rozdzielać rodzeństwa), alimentów na
        > siebie i dzieci, oraz najlepiej mieszkania, żeby syn został w miejscu do któreg
        > o jest przywiązany od urodzenia, a poza tym czemu moje dzieci mają się tułać po
        > wynajętych lokalach.

        Słowem- ma zostać tak, jak jest. Bo tak.


        Podsumowując- strata czasu i pieniędzy z tą cała terapią. O ile w ogóle na niej byłas.
        Małżeństwo dawno nie istnieje.
        • karina0003 Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 12:32
          Tak, wymyśliłam sobie terapię. Mam za dużo czasu więc siedzę w domu i wymyślam bzdury.
          Po co takie osoby siedzą na forach dla ludzi w problemami? Żeby dokopać jeszcze bardziej?
          • zmeczona100 Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 13:03
            To łaź dalej na tę "terapię" smile
            Ja wolałabym swoje pieniądze wydawać jednak w bardziej przydatnym mi celu i np. na przyjemności. No ale kto co lubi.
            • karina0003 Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 13:34
              zmeczona100 napisała:

              > To łaź dalej na tę "terapię" smile
              > Ja wolałabym swoje pieniądze wydawać jednak w bardziej przydatnym mi celu i np.
              > na przyjemności. No ale kto co lubi.
              >

              Kto powiedział że chodziliśmy na płatną terapię?
          • heksa_2 Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 13:05
            Karina, po co chodzisz na terapię? W jakim celu? Czy chcesz się zmienić, czy chcesz zmienić męża?
            • rozwodnowaty Re: początek drogi, pytania, dylematy 05.08.15, 13:19
              Zgadzam się ze zmeczona100 , nie chodzi, o to by Ci dokopać , tylko , żebyś przejrzała na oczy. Bo z Twojego opisu wynika , ze niestety ale Twojego małżeństwa już od dawna nie ma , a próbujesz zatrzymać męża na siłe, choć on wcale tego nie chce. Nie chce Ci robić na złość czy Cię dołować...oceniam tylko Twoją wypowiedź , która sama napisałaś. Myślę, że ciężko Ci zobaczyć to co my jako osoby z boku od razu widzimy i każdą formę jakiegoś ''normalnego'' zachowania ze strony męża wyolbrzymiasz i traktujesz jako chęć powrotu do Ciebie...a tak nie jest. Pozwól mu odejść, jest to najlepsza rzecz jaką możesz zrobić przede wszystkim dla siebie samej .
              • kawaguchi7 Re: początek drogi, pytania, dylematy 25.10.15, 20:20
                Otrząśnij się dziewczyno. Nadużywa alkoholu , zdradza, godzinami prowadzi rozmowy z kochanką i Ty jeszcze chcesz powrotu. Pomyśl o sobie i o dzieciach, na nim świat się nie kończy !!!
    • bianka02 Re: początek drogi, pytania, dylematy 26.10.15, 12:11
      bardzo mi Twoja historia przypomina moja. Tak strasznie nie chciałam rozwodu tak bardzo walczylam na terapii i poza nią....a było coraz gorzej. Bardzo dobrze cie rozumiem ale odpusc sobie to jedyne co możesz zrobić dla siebie i swojego szczęścia i spokoju. Zastanow się czy jesteś w stanie żyć z tym człowiekiem po tym co Ci zrobił....Nie da się uratować tego małżeństwa. Nie szarp się o winę zakoncz to szybko.....potem będzie juz lepiej chodź problemów nie ubedzie to jednak ocalisz resztki swojej godności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka