Dodaj do ulubionych

po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć...

13.10.15, 09:33
witajcie,
Mam 42 lata, stabilną sytuację finansową i życiową. Świadomość możliwości oraz realiów funkcjonowania związku. Na co dzień pracujemy z żoną zawodowo, dwójka nastolatków w domu. Wspaniałe relacje z dziećmi, wspólne wypady i spędzanie czasu. Dzielimy się obowiązkami i nikt nie uchyla się od angażowania w codzienne domowe życie - zarówno sprawy błahe, jak i poważniejsze np. wywiadówki, badania lekarskie dzieci itp
Sielanka ktoś powie....ale nie jest tak różowo.
Moja żona zawsze była nerwową osobą, łatwo denerwującą się, a wręcz wpadającą w furię. Zawsze wszystko wiedziała lepiej i nie miała skrupułów żeby człowieka zrównać z ziemią, nawet za pierdoły.
Cierpiały nasze dzieci, cierpiałem ja - życie z częściowo "toksyczną" osobą jest bardzo ciężkie. W tej naszej relacji opartej głownie na strachu, lęku oraz emocjach trwaliśmy ponad 14 lat. Były okresy spokoju i stabilizacji emocjonalnej, piękne chwile gdzie człowiek dziękował Bogu za tę drugą połówkę.
Do tego wszystkiego, ja rozpocząłem terapię DDA jakieś dwa lata temu, odkryłem co było powodem moich dysfunkcji w relacjach z innymi ludźmi itd. Ta terapia, straszna i trudna w pewnym momencie, okazała się bardzo oczyszczająca oraz odbudowała we mnie poczucie własnej wartości, wyzbycie się lęku przed gniewem mojej żony. Zacząłem patrzeć na życie w inny sposób, świadomy moich prawdziwych możliwości ale również błędów które popełniałem w relacjach z ludźmi.
Ta cała moja "odnowiona" osobowość zderzyła się z brakiem zrozumienia mojej żony - były kłótnie, agresja słowna, wzajemne oskarżenia itd. Wszystko w obecności dzieci - niestety. Odzyskując poczucie własnej wartości nie pozwalałem na niesprawiedliwą ocenę i traktowanie.
W obliczu tego wszystkiego wyprowadziłem się z domu, miałem dosyć, byłem wrakiem emocjonalnym.
Po jakimś czasie żona zmieniła postawę i zadeklarowała chęć naprawy poprzez terapię małżeńską - biłem się z myślami, rozważałem za i przeciw, tęskniłem cholernie za dziećmi, i zgodziłem się. Wróciłem do domu - powrót był trudniejszy niż odejście...
Rozpoczęliśmy terapię małżeńską, w cyklach tygodniowych. Zaczęło się zmieniać na lepsze, żona zdecydowanie poprawiła sposób komunikacji, emocjonalne reagowanie względem mnie i dzieci. Mogłem również w końcu mieć "przestrzeń" dla siebie bez narzekania że marnuję czas na to czy tamto...
Mamy za sobą poważny kryzys, podparty terapią która uratowała nasz związek, ale wraz z terapią pojawiła się większa świadomość naszych własnych potrzeb i indywidualizacji w tej wspólnej sferze. Przez jakieś pół roku było bardzo dobrze, harmonia i wzajemne poszanowanie na co dzień. Dzieci z uśmiechami na buziach....
Od jakiegoś czasu czasem żona powraca do starego modelu zachowania i próby zdobycia dominacji, ponownie się kłócimy, oskarżamy, ranimy. Deklarujemy że to nie ma sensu. Czasem błahy powód jest przyczyną mocnego focha czy też kłótni.
Czuję że jestem z żoną bardziej z przyzwyczajenia i wygody, wzajemnej symbiozy. Jest przyjaźń, są rozmowy i czułości, ale nie ma u mnie MIŁOŚCI. Czuję sie wypalony i wyzbyty z tego uczucia do żony.
Funkcjonuję normalnie, ale to zaczyna być jakaś obsesja to co czuję... Pojawiają sie myśli że to nie ma sensu, że oszukujesz siebie, żonę, własną rodzinę....
Mam wszystko, ale nie mam NIC, tzn miłości którą mógłbym dać żonie, spokoju wewnętrznego na co dzień - prawda jest taka że udaję i gram, bo nie chcę robić piekła moim dzieciom, nie chcę konfliktu w domu, nie chcę dobić żony tekstem "nie kocham cię|...
Czuję każdego dnia że w bliskiej przyszłości będę musiał sie zdecydować - albo zostać dla dobra rodziny, albo egoistycznie odejść i rozpocząć wojnę z żoną, która mi nie odpuści - niezależnie od powodów.
Jestem w tej mojej grotesce mocno zakręcony i ogłupiały, czytam różne posty i nie za bardzo mogę odnaleźć się w tym wszystkim.
Rozstanie/rozwód to jest POWAŻNA sprawa, rzutująca na wszystkich, ale głównie na dzieci- czy warto?

Jestem rozbijany każdego dnia, coraz częściej ulegając i dostosowując się żonie tylko po to żeby ona nie nakręcała się na emocje, żeby spokojnie funkcjonować i dom był przystanią po ciężkim dniu, dla dzieci i dla mnie.
Czuję że powinienem to uciąć, uciec żeby normalnie żyć, ale wiem że życie samemu to również emocje, tęsknota, lęk, topienie smutków w alkoholu, itd.
Obserwuj wątek
    • zmeczona100 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 09:49
      Czy nadal jesteście na terapii małżeńskiej, czy nie?
      Jeśli nie, to czy rozmawiałeś może z żoną o ewentualnym powrocie do niej?
      • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 10:06
        Nie, nie jesteśmy na terapii, głównie ze względu na to że ja prowadzę moją terapie DDA , a żona swoją ukierunkowaną na emocje i agresję
        Jak to powiedzieli terapeuci nie możemy kontynuować wszystkich jednocześnie.
        W sytuacjach kryzysowych korzystamy z pomocy terapeuty który pozwala "zgasić" pożar, potem po jakimś czasie wraca to do starego schematu.

        • zmeczona100 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 10:17
          Uuuuuuuuuuuuuuuuuu.....
          To sprawa większego kalibru.

          Przypuszczam, że jeśli terapeuci nie dają rady, to Wasza sytuacja nie wróży za dobrze na przyszłość. A byłoby szkoda, bo niby tak niewiele Was dzieli.
          Dużo Ci jeszcze zostalo z DDA do przerobienia? Terapeuta określił jakieś przybliżone ramy czasowe? Bo skoro terapia małżeńska, jak zrozumiałam, Wam pomagała, to może warty rozważenia byłby powrót do niej właśnie.
          • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 10:31
            Z DDA jestem gdzieś na 60% i już tyle wystarczy że mam inną świadomość oraz poczucie własnej wartości. Nie utożsamiam fochów żony z opuszczeniem i dewaluacją mojej osoby - tak jak było kiedyś.
            Problem jest w tym że moja żona postrzega moją terapię jako wymierzoną w nas, ponieważ uważa że jestem buntowany przeciwko niej, i tutaj mocno się zaognia...
            To nie jest tak, że obwiniam tylko moją żonę, że za wszelką cenę szukam ucieczki,...wiem że to wspólna odpowiedzialność, a od żony słyszę że wyłącznie moja
            • zmeczona100 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 22:06
              Poczytałam, co popisałes w innych postach w tym wątku i wiesz co? mam wątpliwości, co do terapii Twojej żony. Jakoś po prostu nie bardzo wydaje mi się, że w ogóle korzysta z terapii. No bo gdzież po terapii nadal uwazać, że to Ty masz problem i że to Twoja wina, i że jej samopoczucie zależy od Ciebie (czy masz problem, czy nie).
              Ten terapeuta jej to albo nie istnieje, albo jakiś niespecjalnie on efektywny (przygotowany do zawodu).
              Jeśli sensowny terapeuta, a żona w ogóle nic "się nie poprawia", to wg mnie szkoda czasu na taki "związek", przecież żona nie zmieni nic w swoim postępowaniu, skoro to "nie ona ma problem".
              • nowel1 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 22:09
                Są terapeuci i terapeuci, niestety.
                Terapia mojego exa owocowała wybuchami jego agresji. To eskalowało.
                Po długiim czasie ex stwierdził, że terapeuta znakomicie dał sie mu zmanipulować.
        • amb25 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 06:50
          Terapia (najczesciej) nie przynosi rezultatow od razu. Terapeuta mojego dziecka, mowi, ze momentami mozliwe jest nawet pogorszenie. Skoro twoja zona chodzi na terapie radzenia sobie z agresja, to moze daj jej jeszcze troche czasu a ona teraz ma przejsciowe pogorszenie. Widac, ze jej zalezy, skoro chodzi na terapie i zgodzila sie na rodzinna.
    • yoma Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 10:02
      No cóż. Przeanalizuj motto forum, albowiem mądre jest.
    • jesienna.nuta Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 10:21
      Znajdź sobie kochankę. Mówię serio. Twoje życie zmieni się tak diametralnie, że inaczej spojrzysz na sens trwania w nieudanym związku. Dzieci są już nastoletnie, zaraz dorosną i odejdą, a Ty zostaniesz z niczym, a raczej z poczuciem, że przegrałeś życie. Jak na razie Twoje życie to dekadencja.
      • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 10:32
        nie potrzebuję kochanki żeby dowartościować się, to w ogóle nie wchodzi w grę
        jeżeli zdecyduję sie na odejście to tylko ze względu na siebie samego, i nigdy dla innej kobiety
        • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 19:13
          Ej, chyba jestes trollem. Kazdy normalny facet MUSI miec kochanke.
          • jesienna.nuta Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 10:38
            Ej, chyba jestes trollem. Kazdy normalny facet MUSI miec kochanke."



            Nie wiem, czy musi mieć kochankę, ale każdy znudzony facet w wieku kryzysowym ma albo kochankę albo czerwone Ferrari. Albo jedno i drugie.
            Jak mniemam - autora na Ferrari nie stać, to weźmie sobie kochankę. Na razie dorabia ideologię, czyli mówiąc kolokwialnie - dokleja d...e uszy. Na resztę przyjdzie czas.
            No chyba, ze jest aż tak odstręczający, że tylko jedna nerwowa frustratka dała się na niego dotąd nabrać.

            Standard.
        • potangaa Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 02.12.15, 01:39
          a ja kocham wszystkich
    • wawrzanka Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 12:23
      Ktoś ci poradził, żebyś znalazł sobie kochankę. To nie jest dobry pomysł. Ale na pewno jest coś, co zawsze chciałeś zrobić, a nie miałeś czasu, odwagi, pieniędzy... Teraz jest na to czas. Pieniądze, które wydajesz na terapię możesz przeznaczyć właśnie na to.
      Moim skromnym zdaniem obecna terapia nic nie zmieni. Skoro już jesteś świadomy skutków bycia DDA to wystarczy. Kolejne formy terapii powodują, że wciąż skupiasz się na swoich emocjach. Tymczasem nie ma żadnych nowych, pozytywnych bodźców, które mogłyby zmienić twoje emocje, więc po co to bicie piany? Nie rozwijasz się w ten sposób, nie robisz nic nowego w swoim życiu, więc to uczucie, że masz wszystkiego dosyć będzie się pogłębiać.

      Aby dać sobie z nim radę musisz zabrać się za realizowanie swoich marzeń i opowiedzieć o tym rodzinie, musisz poczuć wiatr w żaglach i dzielić się swoją radością. Bo chyba nie powiesz mi, że płacenie obcym ludziom za to, że opowiadasz im o swoich kłopotach małżeńskich to jest właśnie to, o czym marzyłeś za młodu... wink

      Napisałeś, że przestałeś utożsamiać fochy żony z własnym poczuciem winy. Bardzo dobrze, ale czy jesteś w stanie sam coś postanowić, oznajmić i zrealizować bez poczucia winy? No to do dzieła. Nie zapominaj, że twoje szczęście to szczęście twoich najbliższych. Jeśli swoją pozycję w związku budujesz na tym, by "nikomu nie wadzić" to właśnie wadzisz.
      • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 12:51
        Od roku czasu zmieniłem moje życie, zacząłem realizować się i uzyskałem przestrzeń jakiej nigdy nie miałem...właściwie to odzyskałem ją ponieważ całość była zajęta przez małżonkę. Można powiedzieć że to krok w dobrym kierunku ale moja samorealizacja jest solą w oku mojej żony, która daje mi to odczuć, szczególnie jeżeli chodzi o kontakty z nowymi znajomymi itd.
        Nie mam już poczucia winy inwestujac w siebie, rozpieszczając się itd. Nie jest też tak że zapomniałem o rodzinie, wręcz przeciwnie, aby budować nasz związek robimy wspólne wypady do kina, restauracji, dancing, weekendy we dwoje itd...
        Nie sądzę żeby umocnienie mojej pozycji poskutkowało poprawą sytuacji, jeżeli już teraz jest to przepychanka i próba udowadniania za wszelką cenę że to żona się nie myli.
        Terapię chcę dokończyć i czuję że dzięki temu będę lepiej funkcjonował...

        Niezależnie od emocji mojej żony nie rezygnuję z własnego czasu i uważam iż jest to podstawa żeby normalnie funkcjonować. Lubie przebywać z ludźmi i poznawać nowe osoby, a moja małżonka wręcz przeciwnie - wycofana, niechętna, obojętna , a dla osób majacych inne zdanie wręcz wroga.
        • wawrzanka Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 13:20
          nuevo.75 napisał(a):

          > Można powiedzieć że to krok w dobrym kierunku ale moja sa
          > morealizacja jest solą w oku mojej żony, która daje mi to odczuć, szczególnie j
          > eżeli chodzi o kontakty z nowymi znajomymi itd.

          [...]

          > Nie jest też tak że zapomniałem o rodzinie, wręcz przeciwnie, aby budować nasz związek
          > robimy wspólne wypady do kina, restauracji, dancing, weekendy we dwoje itd...

          No więc masz dwie płaszczyzny: jedną nową (samorealizacja, kontakty z nowymi znajomymi itd.) i drugą "starą" - rodzinę. Ta nowa nie powinna być odskocznią od "starej", nie powinna być od niej gorsza. Dom z definicji jest miejscem relaksu, wspólnych rozmów, źródłem ciepła i najgłębszej akceptacji. Może podświadomie dajesz odczuć żonie, że wraz z wypracowaniem czasu dla siebie odkryłeś, że twoje źródełko jest gdzieś indziej. To wzbudza jej niepokój, który manifestuje tak jak zawsze, czyli próbą zdominowania ciebie. A ty się wcale nie bronisz, czego dowodem jest twoje pojawienie się na tym forum...
          • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 13:58
            Po części masz rację - są dwie płaszczyzny, ale to co robię nie jest ukierunkowane przeciw mojej rodzinie/ żonie, co więcej nic nie ukrywam i ma ona dostęp do miejsc i ludzi z którymi przebywam, jestem otwarty i szczery. Nie jest to odskocznia ale własna przestrzeń która zajmuje około 10% mojego czasu, w skali dnia/tygodnia. Jest to bardzo klarowne i omawiane wspólnie oraz planowane z wyprzedzeniem.
            O jakiej obronie ty piszesz ? Tak jak każdy kto jest w dużej kropce i ma PROBLEM szukam odpowiedzi w różnych miejscach - również na forum. Rozmawiam z psychoterapeutą, przyjaciółmi, czytam - wiem jedno szukam sposobu naprawy, ponieważ ucieczka jest najprostszym wyjściem. W sytuacji w jakiej jestem trudno zdefiniować co jest obroną, a co atakiem, a mi nie zależy na zaognianiu ponieważ znając temperament mojej żony pójdzie to w latające talerze i wazony, itp.
            • wawrzanka Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 14:56
              > W sytuacji w jakiej jestem trudno zdefiniować co jest obroną, a co atakiem, a mi nie zależy na
              > zaognianiu ponieważ znając temperament mojej żony pójdzie to w latające talerze i wazony, itp.

              Ale nie rozumiem... jaka sytuacja może spowodować latające talerze?
              • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 15:25
                na moje to jest to próba pokazania za wszelką cenę że ma się rację - w bezradności jaka moją żonę ogarnia kiedy już nie ma argumentów na obalenie oczywistych rzeczy....
                wiem , to są emocje i nie piętnuję żony za to, trudne jest tylko życie w takiej chwili, głównie dla dzieci
                • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 19:15
                  Dzieci, dzieci i ciagle dzieci. ...
                • wawrzanka Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 20:30
                  nuevo.75 napisał(a):

                  > na moje to jest to próba pokazania za wszelką cenę że ma się rację - w bezradno
                  > ści jaka moją żonę ogarnia kiedy już nie ma argumentów na obalenie oczywistych
                  > rzeczy....

                  Na moje nie. Twoja żona nie jest chyba psychopatką? Nie ma 15 lat, chodzi razem z tobą na terapię, chce ratować małżeństwo. W świetle tych faktów trudno uwierzyć, że jedyny jej motyw to "próba pokazania za wszelką cenę, że ma rację". To, co ty uważasz za oczywiste - nie musi być oczywiste dla niej. Moim zdaniem ukrywasz prawdziwe emocje przed żoną; nie chce ci się już tego małżeństwa, ale boisz się ją urazić, więc robisz dobrą minę do złej gry. Jako DDA jesteś przyzwyczajony do poświęcania się, więc kuląc ogon i znosząc złość żony w dalszym ciągu jesteś sobą.

                  Tyle, że jest ci o wiele lepiej, bo za rękę trzyma cię terapeuta. Czujesz się zaopiekowany po raz pierwszy w życiu, ale to nie jest na serio. Rolę terapeuty powinieneś z czasem przejąć sam. Żona ma rację mówiąc "to ty masz problem, rozwiąż go, jesteś dorosły". Masz mądrą żonę. Ale przydałaby się wam separacja. A potem... możecie się umówić np. za rok na jakimś moście. Jeśli oboje się w połowie drogi spotkacie - padniecie sobie w ramiona.

                  > wiem , to są emocje i nie piętnuję żony za to, trudne jest tylko życie w takiej
                  > chwili, głównie dla dzieci

                  Ludzie nie takich rzeczy doświadczali w życiu, a dożyli w zdrowiu i szczęściu długiego wieku, więc o dzieci ty się nie martwsmile
            • nowel1 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 15:31
              Trudne to bardzo, niestety tak bywa - kiedy jedna z osób w związku zagłębia się we własną terapię i robi w niej postępy, redukując swoje dysfunkcyjne zachowania, ta druga źle to znosi i buntuje się, ponieważ zaburzeniu ulega UKŁAD oparty w pewnym sensie na ich "kompatybilnej dysfunkcji".
              Tak jest w małżeństwach , gdzie jedno przechodzi terapię AA, a drugie - niepijące - stoi w miejscu...
              Nikt Ci nie odpowie na pytanie - czy masz w tym trwać. Agresywne zachowania współmałżonka to nie jest drobiazg.
              I jeszcze dygresja: w poście startowym piszesz o Waszej cudownej relacji z dziećmi i 2 zdania później o cierpieniu tych dzieci w zwiazku z agresją żony.
              Jakiś mechanizm zaprzeczeń Ci się chyba czasem włącza..
              • tricolour Dziękuję za ten post.. 14.10.15, 20:44
                ... normalnie wiara w kobiety wraca.

                Otóz tak dokładnie jest: facet robi postepy, a jego zona stoi w miejscu. Drogi się rozchodzą coraz bardziej, bo jedno odstaje od drugiego.

                I albo pani weźmie się do galopu albo rozwód. Bo chyba nikt myslący nie wyobraża sobie życia w takim marazmie.
                • nareszcieja Re: Dziękuję za ten post.. 14.10.15, 21:22
                  ... Tri, Twoja wiara, a może nadzieja i radocha, ze wreszcie, nareszcie możesz dopiec kobiecie. Oto masz swój upragniony dowód- kobiety są be! Wspaniały lek na kompleksy i lęk.
                  Oczywiście, właściwie odczytałeś nuevo i jesteś pewien, ze on na 100% też właściwie interpretuje zachowania żony.
                  I to piękne w ostatnim zdaniu- nikt normalny- czyli już komuś miałeś okazję przykleić tę swoją ulubioną plakietkę. Tri jako sędzia wszystkowiedzący i najmadrzejszy jest tym, który orzeka o tym, kto jest myślący, a kto nie i oczywiście, w domyśle- jakie myślenie jest uznawane za właściwe.
                  Lubię Cię czytać, Tri, szczególnie z ciekawością obserwuję ten jad, (ukryty za kompleksami), wylewający się z Twoich wypowiedzi.
                  Ps. Pani, jakakolwiek by nie była, to nie koń, do galopu nie stanie. Chociaż Twoje przedmiotowe traktowanie pań jest mi znane. Lubisz ją czy nie, ale szacunek należy się wszystkim, nawet tym, które niespecjalnie spełniają twoje kryteria.
                  • tricolour To co napisała... 14.10.15, 23:25
                    ... treść i styl są zrozumiałe w kontekście Twoich życiowych osiągnięć
                    • nareszcieja Re: To co napisała... 14.10.15, 23:46
                      to do mnie?
                      Wiesz coś o moich życiowych osiągnięciach?
                      Wiesz, co jest dla mnie osiągnięciem?
                      To, co Ty uznajesz za osiągnięcie, dla mnie może być g....warte, jakoś niespecjalnie jest dla mnie ważne, co ktoś uważa za moje osiągnięcie.
                      Przerobiłam takiego wszystkowiedzącego oceniacza w tzw. związku.
                      Też myślał, że ma prawo oceniać, pouczać, klasyfikować.
                      Myślał.
                      Może nawet myśli tak dalej. Niech ocenia. To fascynujące, jak dalece niektórzy ludzie uwielbiają być mentorami.
                      Napisz coś, teraz Twoja kolej smile wszak Twoje musi być na wierzchu.Oceń, wyśmiej, skrytykuj, a jak ci zabraknie weny twórczej- to zbluzgaj.
                      • tricolour Do Ciebie, do Ciebie... 15.10.15, 12:07
                        ... i widzę, że celnie skoro masz taki natłok myśli, że aż nie da się ich zebrać w sensowny akapit tylko trzeba wykrzyczeć oddzielnie. Proponuję zatem nie wcinać się w cudzą rozmowę skoro nie potrafisz opanować emocji.

                        Mnie podobało się to, co napisała Novel, bo celnie ujęła fakt, że żona coraz bardziej odstaje od męża. Tobie się to nie spodobało pewnie z tego samego powodu, co powinno raczej skłaniać do zadumy nas sobą niż do ataku na obce osoby, które ani z Twoim rozwojem ani rozwodem nie mają nic wspólnego.

                        Miło mi, że uważasz mnie za mentora. Sam siebie tak nie widze.
        • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 19:15
          Sory, zona Cie pokochala takiego,jakim byles, a Ty jej teraz fundujesz zmiany?! Ty ja tez pokochales, za to, jak jest, czyz nieprawda? Widzialy galy co braly, czy slepe byly?
    • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 18:53
      Kazdy ma dosc, sztuka, umiec dalej zyc w zwiazku.
    • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 19:02
      A byla kiedykolwiek? Prawdziwe uczucie nie potrzebuje zadnych terapii,bo jest samo w sobie TERAPIA. Milosc nie unosi sie gniewem,pycha, przebacza. Z licznych artykulow wynika,ze to raczej zycie z DDA jest trudne. I co to znaczy "toksyczna"? Moze po prostu nie pasujaca do Twojej wizji. Kiedys nie trula, a teraz raptem stala sie toksyczna. Muchomor rodzi sie i umiera jako trujacy grzyb, maslak nie staje se nagle trujacy. Daj spokoj zonie czlowieku.

      nuevo.75 napisał(a): > Jest przyjaźń, są rozmowy i czułości, ale nie ma u mnie MIŁOŚCI.
      >
      >
    • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 19:06
      Czyli zwiazek ze wzgledu na dzieci? To smutne. Pociesze Cie: juz niedlugo dzieci wyfruna z gniazda i bedziesz mogl sobie znalezc inna. Biedna zona. Kocha Cie bardzo, inaczej juz dawno by odeszla nie zwazając na dzieci.


      nuevo.75 napisał(a):
      • nowel1 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 22:08
        Gdzie Ty to wszystko wyczytałaś?
        • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 13.10.15, 23:52
          tak się głośno zastanawiam....a czy to, co nam tu napisałeś, mówiłeś żonie? Ona to wie?
          Bo zrozumiałam, że nie wiesz, czy chcesz być w związku czy nie. Jedną sprawą jest trudny charakter żony.
          Drugą - Twoja transformacja.
          I teraz jest trochę tak, ze Nowy Ty nie umie/chce być z żoną, która w istocie pozostała niezmieniona.
          Myślę, ze to jest kluczowe.
          Wbrew pozorom, zachowania żony, przy załozeniu, ze będzie ich świadoma ( ich niszczycielskiej siły) można zmodyfikowac, zmienić,wypracować nowe standardy współżycia. Tylko, że to będzie wówczas ktoś inny.....
          i tu jest problem - na ile ( po ewentualnej obopólnej zmianie) dwójka obcych sobie ( obcych, w sensie, że nowych w zachowaniach) będzie chciało i potrafiło ze sobą być.
          Zona wróciła na stare tory, do wyuczonych schematów. Jej terapia się nie zakończyła, albo nie przyniosła rozwiązań. U Ciebie poskutkowała zmianą, dla Ciebie pożądaną, dla żony- nieznaą, trudną, nie wie, co ma z tym zrobić. Tak, jakby ktoś "podmienił" jej męża. Tamtego znała, tego nie. Nad tamtym panowała, nad tym nie.
          No,a jakby tak zaczęła akceptować Ciebie nowego, czyli u Niej też sięzmieniło, to ......chciałbyś z nią być, umielibyście? Jak myślisz?
          A czy gdyby żona, powiedzmy, popracowała nad sobą i "złagodniała", to czy nadal chciałbyś z nią być?
          • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 07:56
            Cieszę się że otworzyła się rzeczowa dyskusja. Pytania które mi stawiacie ja zadaję sobie każdego dnia, niejednokrotnie stawiałem je żonie, próbując wspólnie dojść do porozumienia. Pracowaliśmy na wspólnej terapii małżeńskiej poruszając kwestie tego co nas dzieli, naszej odrębności którą powinniśmy zaakceptować i nauczyć się żyć ze sobą na nowo. Jestem świadomy że odpowiedzialność jest po każdej ze stron, dlatego zaciskałem zęby nie zaogniając sytuacji czy godząc się na daną sytuację - zresztą uważałem że czasem trzeba odpuścić i schować ego do kieszeni. Moja żona uważa że to ja MAM PROBLEM i całą trudna sytuacja jest właśnie dzięki mnie.
            Moja transformacja nie odbywa się w mgnieniu oka, swoją terapię rozpocząłem półtora roku temu, za wiedzą mojej żony i przy jej akceptacji. Po każdej sesji dzieliłem się z nią moimi przemyśleniami i refleksjami, co już wtedy wzbudzało w niej dezaprobatę a czasami złość - szanowałem to i akceptowałem,
            Wiem, że przez lata wypracowaliśmy pewien model zależnej egzystencji, opartej właśnie na moim zdewaluowanym i niedowartościowanym ego i mocnej/agresywnej roli mojej żony, często przejmującej moją rolę w myśl powiedzenia "ja wiem lepiej", "ja potrafię lepiej". Nie rozpisuję się dlaczego oraz jak ten model funkcjonował. Pojawiały się / pojawiają się mechanizmy wyparcia - co widać w pierwszym moim poście.
            Żony terapia wciąż trwa i wg mnie nie idzie w kierunku "właściwego zarządzania emocjami", ponieważ pp każdej sesji jest napięcie i złość - próby terapeutyzacji mojej osoby i podważanie sensu / roli mojej terapii.
            Zresztą nie wiem, może i tak ma być, ja po prostu piszę jak jest i jak czuję, a czuję że tak nie powinno być.
            To bardzo skomplikowane i trudne, kosztuje nas dużo zdrowia i wysiłku żeby próbować normalnie funkcjonować.
            Traktuję nasz aktualny kryzys bardzo poważnie. analizuję i myślę co zrobić żeby było lepiej. Wiem iż nie może to polegać na tym, że ja dla spokoju będę uległy i pozbawię się możliwości zdrowej argumentacji, wyrażania emocji, stawiania wymagań i oczekiwania akceptacji.
            Do tej pory mocno walczyłem, dla dobra naszej relacji praktycznie zrezygnowałem ze znajomych, ograniczyłem mocno kontakt z rodziną . Mój czas dostosowywałem do planów żony i rodziny, tak żeby to rodzina była na pierwszym miejscu.

            Tak, meritum tego wszystkiego to jest to że nie wiem czy chcę być dalej z moją żoną, nie wiem. To wydaje się takie nierealne, nieprawdziwe że jesteśmy na takim rozdrożu. Dlatego czekam, myślę, staram się nie ulegać emocjom tylko poczekać co czas pokaże...

            Podczas jednej z ostatnich sesji nasz terapeuta powiedział "są dwie możliwości - albo będzie dobrze, albo nie będzie i wtedy trzeba będzie pracować nad rozstaniem".
            • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 09:20
              nuevo.75 napisał(a):


              Moja żona uważa że to ja MAM PROBLEM
              (...)
              >
              > Tak, meritum tego wszystkiego to jest to że nie wiem czy chcę być dalej z moją
              > żoną, nie wiem. To wydaje się takie nierealne, nieprawdziwe że jesteśmy na taki
              > m rozdrożu. Dlatego czekam, myślę, staram się nie ulegać emocjom tylko poczekać
              > co czas pokaże...
              >
              > Podczas jednej z ostatnich sesji nasz terapeuta powiedział "są dwie możliwości
              > - albo będzie dobrze, albo nie będzie i wtedy trzeba będzie pracować nad rozsta
              > niem".

              ok, rozumiem. Tzn to, ze macie/masz teraz "czas przeczekiwania". Czekasz, aż sytuacja się rozwiąże sama, tzn., ze żona coś zmieni w sobie i wówczas , być może, bedziesz wiedział, co dalej. Być moze żona też czeka, aż np. u Ciebie coś się zmieni, chociaż nie wiadomo, co dokładnie, tzn jakie sa jej oczekiwania.
              Poniekąd ma rację, twierdząc, ze to Ty masz problem. Bo chcesz inaczej, tak, jak jest teraz, Ciebie uwiera. Dla Niej ten stan jest ok, tzn lepszy od tego, który przyniósł by zmiany, których nie zna, więc się ich boi.
              A co, gdybyś....przyznał Jej rację? Tzn przyznał, że Ty masz problem, bo dalej tak zyc nie chcesz? Ze czegoś innego oczekujesz od związku i najzwyczajniej w świecie nie dostosujesz się do jej wizji(takiej) wspólnego życia? Jak myślisz, co ona wówczas zrobi? Bo poza oskarżeniami, ze Ty masz problem jest jakieś działanie? Zaproponuje tkwienie w marażmie czy też coś postanowi?
              Za zasadzie - ok, mam problem, nie jestem w stanie dalej tak żyć, nie akceptuję takiej formuły naszego związku, żle się tak czuję, nie odpowiada mi to ...... i...co w związku z tym?
              Bo samo "oskarżenie" kogoś o problem nie rozwiązuje niczego.To tylko próba zrzucenia winy, odpowiedzialności, oczyszczenie własnego pola.
              U drugiej osoby z kolei wyzwala odruch obronny, natychmiastowy. Bo takie słowa nie oznaczają, ze masz problem, tylko, że Ty ponosisz odpowiedzialność za to, ze jest Tobie zle. Sam sobie jesteś winien. Gdybyś akceptował jej zachowania, byłoby ok, czyli bez problemu.
              Chyba to żona ma na myśli, mówiąc te słowa.
              Ale czy rzeczywiście masz się przed czym bronić? Przed tym, że chcesz zmiany Waszego funkcjonowania w taki sposób, by był dla wszystkich satysfakcjonujący?
              Nie chcę,żeby to wyszło na szantaż, ale być może postawienie sprawy - "tak, ok, ja mam problem i nie chcę tak dalej" spowoduje u Niej konieczność zastanowienia się? Mam wrażenie, ze ona, poza terapią, ale dla siebie, raczej nie myśli o Was , o związku. Ty, wraz z terapią spojrzałeś szerzej - na siebie i na Was, to mam na myśli.
              Może powiedz jej "tak, mam problem i co w związku z tym?".
              • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 09:39
                Nie chcę, zeby to wybrzmiało jak memento, ale byłam w podobnej sytuacji. Kilka lat dłużej "miałam problem".
                Meża na terapię nie dało się namówić, a liczyłam na terapię hamowania agresji i kontrolę impulsów. Ja się zgłosiłam, ale terapeuta orzekł, że u mnie wszystko ok, a stan, w którym się znalazłam, wynika z "walenia głową w mur" i mam klasyczne zaburzenia depresyjne.
                Odeszłam.
                Mąż tyle zrozumiał, że ....jestem winna, bo nie potrafiłam sobie poradzić w moim problemem.
                Czy jest mi dobrze? Zależy. Z pewnoscią, a minęło już trochę czasu-mam spokój psychiczny. Żyjąc sama wiem doskonale, że nie ponoszę odpowiedzialności za czyjeś emocje i impulsy, brak opanowania. Przestałam się bać, jak moja mina, gest zostanie w danej chwili zinterpretowany. Moje życie zależy ode mnie.
                Mąż.......wiem, ze nic w jego odbiorze swiata się nie zmieniło, tzn swoją wybuchowość i niestabilność emocjonalną teraz tłumaczy....moim odejściem.
                Tak zle i tak niedobrze.
                I nie widzę też niczego złego w tym, ze ludzie chcą ze sobą być "dla dzieci". A czemu by nie? Jeżeli potrafią sobie tak ułożyć wzajemne relacje, ze mimo, iż ognia nie ma, ale jest spokojne, stabilne, przewidywalne życie, szacunek itp.to nic w tym złego. W życiu nie muszą być fajerwerki. Wystarczy tzw. dobre sąsiedztwo. Jakiś nakaz jest niepisane, ze ludzie muszą się zabójczo w sobie kochać, zeby tworzyć związek. Po latach, gdy krew ostygnie wystarczy, ze się lubią i potrafią ze sobą spędzać fajnie, bezkonfliktowo, konstruktywnie spędzać czas.
                • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 10:24
                  Rozstanie to jest ostatnia rzecz o jakiej myślę, napawa mnie lękiem - pomimo że mam dosyć i nie wiem czy chcę dalej próbować.
                  Znam dobrze historię rozwodową mojego przyjaciela i wiem przez co przechodził oraz jak długo to trwało , niezależnie od odpowiedzialności nikt tutaj nie wygrał, a najbardziej straciły dzieci.

                  Pytanie brzmi czy warto za wszelką cenę żyć w takim związku, ze względu na spokój dzieci...ja mam wątpliwości.

              • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 09:47
                Każda nadchodząca zmiana budzi w nas niepokój i podświadomie staramy się zachować istniejący stan, jakikolwiek by był. Ja to szanuję że moja żona ma obawy, sam je mam, ale wiem że żeby coś zmienić należy zacząć to robić,a nie tylko o tym mówić.

                Tak, mamy czas przeczekania, co będzie... Sytuacja sama się nie rozwiąże. Próbuję rozmawiać i uprosić wspólną sesję u terapeuty bo jest coraz gorzej, ale słyszę że to ja powinienem pójść ponieważ to ja mam problem...
                Przyznałem nie raz "ja wiem że mam problem, że wiele pracy przede mną", i co usłyszałem ? - "to Twój problem i sobie sam go rozwiązuj, jesteś dorosły".

                Tak sobie myślę że wycofana postawa mojej żony i bierność to jest próba wymuszenia na mnie uległości / ugrania dla siebie - w tej całej sytuacji (fakt, że tak to kiedyś działało/działa że ulegałem, wpadałem w poczucie winy).

                Nie mam zamiaru wybielać siebie i demonizować mojej żony, ale wiem że teraz krok należy do niej, że wspólne życie to nie jest wymuszanie i obciążanie odpowiedzialnością jednej strony, że trzeba zacisnąć zęby i próbować.

                • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 11:59
                  te myślę, ze to próba powrotu do tego, co znane, chociaż nie miłe. Zresztą, zależy, komu nie miłe.
                  Brak decyzji jest też decyzją.
                  Ty uważasz, że teraz czas na jej ruch, ona, że Twój. Okopaliście się , każde w swoim. Gracie w ping ponga.
                  Ktoś musi to skończyć.
                  Dlaczego akurat ona?
                  Dlaczego akurat Ty?
                  Odpowiedzi może nie być.
                  Boisz się rozwodu....a czego boisz się bardziej? Takiego życia czy rozwodu?
                  Dzieci? Kiedy zapłacą większe koszty? Trwając w tym czy organizując w nowej rzeczywistości życiowej?
                  Tak czy siak, kiedyś z domu wyjdą, za kilka lat. I....co z Wami wówczas?
                  Po co Tobie jest małżeństwo? A po co zonie? Ona wie? Pytałeś ją? Zapytaj!

                  I mam wrażenie, że w kwestii terapeutów trochę tu jest przerost formy nad treścią. Tzn nie ujmując niczego terapeutom, oni pomagają, bardzo.Są pomocni do pewnego etapu. Ale chyba zanadto liczysz na to, ze terapeuta rozwiąże Wasze sprawy. Owszem, może wytłumaczyć, co w Was tkwi, ze jest tak, jak jest, ale nie podejmie za Was decyzji, nie rozwiąże za Was niczego.
                  Obydwoje, chyba,mam takie wrażenie czekacie, aż Wam ktoś powie-ma być tak czy siak. Zdejmie odpowiedzialność. Niestety, nie da się.
                  • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 12:22
                    wątpliwości które podnosisz są ze mną każdego dnia i w tej sytuacji wyraźnie widać że jakąkolwiek decyzję podejmę to będzie przesrane, zakładając że nasza relacja nie ulegnie gruntownej poprawie gdzie każda ze stron postara się odpuścić w próbować naprawiać...

                    nie wiem czego bardziej się obawiam - rozwodu czy tkwienia w takim związku
                    nie wiem co bardziej obciąży dzieci - nasz rozwód czy codzienna "walka", napięta atmosfera i emocje

                    to co piszesz o terapeutach to w tym momencie tak właśnie jest,..za dużo ich obecności w naszym życiu

                    nie zamierzam żeby ktoś podejmował decyzję za mnie, nie oczekuję tego od przyjaciół, rodziny, znajomych - to jest moja działka...
                    • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 13:07
                      prawie ze wszystkim, co napisałeś, się zgadzam. Prawie, bo nie zgadzam się, że "za dużo teraputów". Nie miałam na myśli- za dużo, ile, ze nie oni podejmą decyzję.
                      Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, ze cokolwiek postanowisz, będzie przes....ane. Tego nie wiesz, jak będzie. Raczej nie będzie tak, jak uważasz. Po to się robi porządki, żeby było lepiej, a nie gorzej. Owszem, pierwszy czas może być trudny, bardzo trudny, ale zmierzający ku lepszemu.
                      Bedzie inaczej,, niz jest, ale niekoniecznie-gorzej.
                      Dosyć dużo jest w necie zwierzeń ludzi, którzy zdecydowali się np. na rozwód. Na tym forum też. Rozwód to droga przez mękę, to prawda, ale bardzo wiele osób po czasie pisze, ze lepiej im się zyje.
                      Mniej jest postów tych, którzy podjęli wysiłek i pozostali ze sobą, ale też się zdarzają. Ludziom udaje się i układać życie po rozwodzie, i układać tak, by rozwodu nie było.
                      Cenę za nieudany związek się płaci. Cena za wyjście z niego też bywa niemała. Ale w obu przypadkach -się da. Tyle, że nie da się bez wysiłku.
                      Podobno, im bardziej jest żle, tym tyle samo proporcjonalnie pracy trzeba włożyć, by było dobrze.
                      • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 13:14
                        ok, to znowu wrócę do siebie - minęło 15 miesięcy, od kiedy postanowiłam odejsć. Mąż nalezy do tych, którzy "robią trudności". Też się bałam. Moja sytuacja finansowa po 25 latach małżenstwa jest tragiczna. Ale....stopniowo, po kolei powolutku....coraz lepiej.
                        Dzieci - łatwo nie było, burzliwe dyskusje, wyrzuty, łzy, pretensje. Jest coraz lepiej, coraz większe zrozumienie, akceptacja.
                        To był piekielnie trudny rok, ale warto było, chociaż zakonczeniu spraw jeszcze daleko. Ale...śpię, odzyskałam uśmiech, spotykam się z ludżmi, JESTEM.
                        I gdybym dziś miała wybór- czy chcę tak dalej, czy np. wrócić-odpowiedziałabym- NIGDY W ZYCIU.
                        • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 14:24
                          to co opisujesz, drogę przez mękę znam z życia mojego przyjaciela który do dziś obrywa rykoszetem od byłej, która robi mu małe i większe trudności , ot tak sobie co by mu uprzykrzyć życie... ale pytany czy żałuje odpowiada - NIE, zdecydowałby się ponownie.

                          niezależnie od opinii innych że należy być na dobre i na złe (szczególnie na złe) uważam że pomimo kilkunastu lat spędzonych wspólnie może być tak że lepiej się rozstać niż żyć razem jak pies z kotem.... nie wiem tego jeszcze
                          notabene moja matka była/jest dalej z ojcem alkoholikiem pomimo różnych okropieństw które wyprawiał - czy dobrze zrobiła? kto to wie jak by się życie potoczyło gdyby odeszła ? z drugiej strony może dziś ja i moje rodzeństwo funkcjonowalibyśmy prawidłowo nieobciążeni syndromem DDA.

                          piszą że życie to sztuka wyboru, a ja mówię że życie to sztuka poświęcenia - ty decydujesz co / jak / dla kogo poświęcisz
                          między wyborem a poświęceniem jest ta różnica że w przypadku pierwszego robisz to co łatwiejsze / bardziej korzystne,a poświęcenie ... znak naszych czasów

                          • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 16:08
                            sztuka wyboru czy sztuka poświęcenia. No cóż, można powiedzieć, ze jednak wyboru, w koncu wybierasz, czy się poświecasz, czy nie. Wybór poświęcenia to też wybór.
                            Tak nawiasem mówiąc, to nie cierpię słowa poświęcenie. Kiedy słyszę, ze się poswięciłam dla mojego niepełnosprawnego dziecka, od razu się "spinam". Nie, nie poświęciłam się. Kiedy niepełnosprawność dziecka stała się faktem, zmieniły się priorytety. Niczego nie poświęciłam, chociaż, oczywiście, konsekwencje niepełnosprawności jednej osoby ponosi cała rodzina.

                            Natomiast, pomijając powyższe,Twoje stwierdzenie mnie zaciekawiło, czy wybór jest łatwiejszy niż poświęcenie.....daleka jestem od tego, by licytować, co jest ważniejsze, łatwiejsze, trudniejsze. Każdy inaczej odbiera, ale zaskoczyłeś mnie nieco tym twierdzeniem. Jakoś tak myślałam zawsze, ze jednak wybór jest trudniejszy -wybór zmiany sytuacji mam na myśli. Bo pochodzi on z wnętrza, z wewnętrznego imperatywu i wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za własne wybory. Poswięcenie jest dla mnie jednak jakby bardziej zewnętrzne, sytuacyjne i do wytłumaczenia, dla otoczenia, że ktoś tak ma, bo "się poświęcił". Bo żona, bo dziecko, bo coś tam.....Wytłumaczalne cierpiętnictwo. Zrzucenie nieciekawego życia na sytuację zewnętrzną, nie wybór własny.
                            Ale, jak się mówi-punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Może mam trochę zbyt ostre podejście do kwestii "poświęcenia", bo nigdy nie chciałam, żeby moje dziecko czuło się kiedykolwiek odpowiedzialne czy winne temu, ze żyję tak, jak żyję, bo się dla niego poświęciłam.

                      • wiosnaw Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 20:48
                        nareszcieja napisała:
                        > Mniej jest postów tych, którzy podjęli wysiłek i pozostali ze sobą, ale też się
                        > zdarzają. Ludziom udaje się i układać życie po rozwodzie, i układać tak, by r
                        > ozwodu nie było.

                        Pozostanie ze sobą to na pewno wysiłek, czasem po prostu nie ma motywacji i może lepiej jest przerwać coś, co nie rokuje w żaden sposób. My jesteśmy takim przykładem: rok po rozwodzie zaczęło "tworzyć się" między nami coś pozytywnego, w rezultacie teraz jesteśmy razem. Dlaczego - przynajmniej na razie - się udaje? W naszym przypadku odpowiedź jest taka: po rozwodzie zmieniła nam się optyka, do tego pracowaliśmy nad związkiem (na terapii); ale mam wrażenie, że bez tego pierwszego nic by się nie udało, i że to rozstanie było wstrząsem, który pozwolił nam się pozmieniać / bardziej dostosować itp.
                        To wszystko nie znaczy, że namawiam autora wątku do rozwodu - chcę tylko pokazać, że ile par, tyle rozwiązań.

                        • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 21:11
                          o proszę, Wiosna, pięknie napisałaś smile
                          Można i tak.
                          Bo tak się zastanawiałam, czy autor i jego żona nie mogliby spróbować pożyć osobno, żeby wiedzieć, czy chcą i potrafią być razem. Już raz była taka próba, ale chyba byli na innym etapie rozumienia sytuacji. teraz, zdaje się, jedno ewoluuje, dtugie tkwi w jednym miejscu, ale to też bez pewności, że tak jest. Tak wynika z opisu autora.
                          Nie, zebym wątpiła w szczerość opisu, ale wątpię w coś takiego, jak bezwzględny obiektywizm. Być moze żona widzi sprawy zupełnie inaczej......
                          Badania nad relacjami wykazują, że meżczyżni i kobiety mają zupełnie inną optykę widzenia związku. Innaczej umiejscawiają na skali zadowolenia ze związku. Mężczyżni znacząco statystycznie są bardziej zadowoleni, niż ich żony. I kiedy żony wnoszą pozwy, oni są zdumieni, że no owszem, były kłopoty, utarczki, kłótnie, ale w ogóle to nie tak żle.
                          Dziękuję, Wiosna, za Twój post. Wyjaśniłaś to, czego ja nie umiałam.
                        • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 21:55
                          I ktora opcja bardziej sie udaje? Wg mnie druga, choc wymaga wiecej wysilku i kompromisow. Jesli nie ma w zwiazku przemocy i patologii , a jest wylacznie roznica charakterow , a zwiazek zawarty z milosci to nalezalo sie rozstac zaraz na poczatku. Po kilkunastu latach to nawet wstyd rozstac sie tylko dlatego,ze mamy inny poglad na wiele spraw. No mamy, ale sie kochamy w jakis tam sposob i sie znamy,jak łyse konie.

                          > nareszcieja napisała:
                          > Ludziom udaje się i układać życie po rozwodzie, i układać tak,
                          > by rozwodu nie było.
                          >
                          >
                  • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 21:49
                    Przeciez wyzej napisalas,ze nie widzisz nic zlego we trwaniu w zwiazku ze wzgledu na dzieci.
                    Strasznie mieszasz.
                    nareszcieja napisała:

                    >
                    > Dzieci? Kiedy zapłacą większe koszty? Trwając w tym czy organizując w nowej rze
                    > czywistości życiowej?
                    > Tak czy siak, kiedyś z domu wyjdą, za kilka lat. I....co z Wami wówczas?
                    >
                    • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 22:56
                      Może nie napisałam zbyt precyzyjnie - nie widzę nic złego, jeżeli związek, nawet bez wylewnej miłości, ale z poszanowaniem trwa. Bez awantur, złośliwości, robienia sobie na złość.

                      Ludzie nie muszą się kochać, zeby ze sobą być.

                      Mogą też założyć, że kiedyś się rozejdą, ale pokojowo, poprawnie będą ze soba jeszcze przez jakiś czas. Dlaczego nie?
                      Tu, w tym poście, który zacytowałaś, miałam to na myśli, że "trwając w tym" tzn w kłótniach i awanturach, to jest dla dzieci rujnujące. Więc czy rozwód czy napięta sytuacja w domu to tak czy siak- dzieci tracą.
                      Znam parę, która zawiesiła sprawy rozwodowe, bo dziecko jest terminalnie chore. Raczej nie dożyje pełnoletności. Rodzice nie pokochali się na nowo wraz z diagnozą, ale zawiesili walki. Okazuje się, co ciekawe, ze jednak są ze sobą w stanie rozmawiać, ustalać, nie robić na złość, układać sobie życie tak, by to, co ich poróżniło było poza dzieckiem. Miłości nie ma, walki wręcz-też już nie. Może ktoś powie, ze to fałsz, udawanie itp. Ale to ich wybór i ich prawo, czy też poświęcenie. Jak kto chce. W pewnym sensie choroba dziecka nauczyła ich rozmowy, dialogu, bardzo trudnej sztuki kompromisu.
                      • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 15.10.15, 20:48
                        Do Autora: jestes DDA, czy Twoja zona tez? Z opisu nie wynika. Skadinad od dawna wiadomo,ze to DDA sie wysyla na terapie, bo sie zyc z nim nie da. Poczytuje wiele for na GW i wszystkich z DDA i DDD wysyla sie na terapie. Wiem,jestes na terapii, ale zastanow sie czy raczej to Ty nie jestes powodem, dla ktorego zona sie tak zachowuje, a nie inaczej.
                        • wawrzanka Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 15.10.15, 21:32
                          molly_wither napisał(a):

                          > wszystkich z DDA i DDD wysyla sie na terapie.

                          Jo, cała Polska na terapii.
                          • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 08:45
                            Jak pisałem to ja jestem DDA, żona nie. Oczywiście iż moje dysfunkcje wpływają na nasze relacje, zawsze tak było i nigdy się tego nie wypierałem. Wypracowaliśmy z żoną pewien model funkcjonowania oparty na naszych nieumiejętnościach i tak żyliśmy. Podjęcie przeze mnie terapii spowodowało uzyskanie dostępu do świadomości i emocji z perspektywy dorosłego człowieka, a nie małego "wewnętrznego" dziecka. Zmienił się układ i podział sił, co zaburza ten, do tej pory "bezpieczny", schemat.
                            Terapia której poddała się żona to jej indywidualna decyzja i nawet jeżeli ja nie widzę pozytywnych dla mnie skutków to może być tak, że poprzez wewnętrzne oczekiwania i nastawienie nigdy ich nie zobaczę, a z perspektywy żony najważniejsze jest jak ona się z tym czuje.

                            Próbujemy normalnie rozmawiać, definiować swoje neutralne nastawienie i uczciwe zamiary. Jest trudno bo okopaliśmy się naszymi pretensjami, żalami i urażonym ego. Obydwoje nie wiemy czy to ma sens, czy nie lepiej żyć osobno dla dobra własnego i spokoju dzieci....?
                            Czekamy w dalszym ciągu, dając sobie spokój, chociaż napięcie czuć w powietrzu.

                            Co do DDA, jest to problem ogólnonarodowy a jego skala jest przytłaczająca. To jakie mechanizmy i dysfunkcje zostały wdrukowane zależy również od tego jaką rolę pełniło dziecko w schemacie rodziny: maskotki, bohatera czy buntownika.
                            Ja byłem bohaterem, skłonnym do największych poświęceń dla dobra rodziny, a w życiu dorosłym do poświęcania siebie dla spokoju żony, dzieci, dobra innych, bezdomnych, itd Niemożliwe, a jednak prawdziwe i smutne w swojej genezie.
                            • wawrzanka Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 09:17
                              Nie ma człowieka, który zawsze jest tylko bohaterem. Albo zawsze tylko maskotką. Ile zdarzeń, sytuacji, spotkanych ludzi... tyle zmiennych. Nie daj się terapeucie zamknąć w kolejnej szufladce. I pamiętaj, że DDA to też szufladka. Mnie to śmieszy, bo choć przyznaję, że dorosłe dzieci alkoholików mają pewne wspólne cechy... to śmiem również przypuszczać, że dorosłe dzieci grubasów (chudzielców, cukrzyków, palaczy, nauczycieli, wojskowych itp. itd.) mają wspólne cechy. Że o 98,8% wspólnego DNA z szympansem nie wspomnę.

                              Cała sztuka polega na tym, by rozwijać te unikalne cechy, które są właściwe tylko dla ciebie, a nie wszystkich DDA.
                              • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 09:45
                                "Cała sztuka polega na tym, by rozwijać te unikalne cechy, które są właściwe tylko dla ciebie, a nie wszystkich DDA"

                                rozwijam i wciąż poszukuję mojego prawdziwego ja, będąc świadomy moich dysfunkcji i pracując nad nimi - właśnie w tym może być całe meritum problemu...
                                co do bohatera - jednak jak analizuję moje życie to odgrywał on przewodnią rolę, niestety
                                • yoma Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 15:57
                                  Kolega jak widzę przejął się terapią. W porządku. Tylko uważaj, żeby nie było jak z encyklopedią zdrowia - kto ją czyta, nie ma siły, żeby nie zauważył u siebie objawów kilku śmiertelnych chorób.
                                  • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 18:56
                                    Mniej analizy wiecej dializy - rada dla autora watku.

                                    yoma napisała:

                                    > Kolega jak widzę przejął się terapią. W porządku. Tylko uważaj, żeby nie było j
                                    > ak z encyklopedią zdrowia - kto ją czyta, nie ma siły, żeby nie zauważył u sieb
                                    > ie objawów kilku śmiertelnych chorób.
                              • yoma Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 10:17
                                Mądre.
                            • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 18:55
                              nuevo.75 napisał(a):

                              > Jak pisałem to ja jestem DDA, żona nie.
                              > Terapia której poddała się żona to jej indywidualna decyzja
                              No i moze okazalo sie,ze terapia nie dziala, bo zona nie ma sie z czego leczyc? Po co zona poddala sie terapii nie bedac DDA? Wyglada mi to na probe udowodnienia,ze to w niej lezy problem.
                              >

                              > Co do DDA, jest to problem ogólnonarodowy a jego skala jest przytłaczająca. To
                              > jakie mechanizmy i dysfunkcje zostały wdrukowane zależy również od tego jaką ro
                              > lę pełniło dziecko w schemacie rodziny: maskotki, bohatera czy buntownika.
                              > Ja byłem bohaterem, skłonnym do największych poświęceń dla dobra rodziny, a w ż
                              > yciu dorosłym do poświęcania siebie dla spokoju żony, dzieci, dobra innych, bez
                              > domnych, itd Niemożliwe, a jednak prawdziwe i smutne w swojej genezie.

                              No i super. To zostan teraz bohaterem i uratuj zwiazek.
                          • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 18:50
                            Taka moda.

                            wawrzanka napisała:

                            > molly_wither napisał(a):
                            >
                            > > wszystkich z DDA i DDD wysyla sie na terapie.
                            >
                            > Jo, cała Polska na terapii.
                      • mayenna Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 19.10.15, 17:24
                        nareszcieja napisała:

                        > Może nie napisałam zbyt precyzyjnie - nie widzę nic złego, jeżeli związek, nawe
                        > t bez wylewnej miłości, ale z poszanowaniem trwa. Bez awantur, złośliwości, rob
                        > ienia sobie na złość.
                        >
                        > Ludzie nie muszą się kochać, zeby ze sobą być.
                        >
                        Możliwe, że terminalnie chore dziecko nie powtórzy modelu rodziny rodziców - tej bez miłosci. Wysil jednak swoja imaginację i wyobraź sobie rodzinę 'bez miłości" i konsekwencje tego dla dzieci, dla których dobra ten stan rzeczy rzekomo ma być. Ja tu dobra nie widze. Raczej awyuczenie dysfunkcji i patologii, która przyjmą jako normę, jako rodzinne relacje.
                        Miłośc to akceptacja, czułość, energia miedzy kochającymi sie ludźmi, której nic nie zastapi. Degradujesz wychowanie dzieci do prawidłowej opieki nad nimi, do czegoś na kształt hodowli bydła, a głowne założenie rodziny to wspólnota uczuć. Tego sie nie da poczuć w domu bez miłości.

                        • nareszcieja Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 23.10.15, 21:48
                          napisałam: bez wylewnej miłości, za to z szacunkiem, bez awantur i złośliwości.

                          Miłość- ta wylewna, romantyczna właśnie-trwa dosyć krótko. Jeżeli póżniej tworzy się ring małżenski, to dla dzieci jest fatalnie. Jezeli pozostaje szacunek, akceptacja, zrozumienie, po wygasnięciu gorącego uczucia - to nie widze w tych uczuciach nic patologicznego, wręcz są one, w moim odczuciu-pożądane. Nie mam wrażenia, ze to degradacja.
                          Zdarza się nawet, że małżonkowie się rozwodzą, bo jest ktoś trzeci,ale utrzymują ze sobą dobre relacje, szanują się, nie walczą i akceptują.
                          A nie jest też dobrze, jeżeli między małżonkami jest miłość-ale również walki, wtręty, jeden drugiemu nóż w plecy, a póżniej czułe słówka i słodkie trzymanie się za rączkę. Huśtawka uczuć, najgorsza ze wszystkiego ambiwalencja- takie cos dopiero mocno degraduje młodego człowieka.....jest całkiem pogubiony.
            • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.10.15, 21:39
              nuevo.75 napisał(a):

              >> Podczas jednej z ostatnich sesji nasz terapeuta powiedział "są dwie możliwości
              > - albo będzie dobrze, albo nie będzie"

              He he, jak on do tego doszedl? Dlatego nie wierze w terapeutow. Na sile chce Ci wmowic,ze kochasz zone? No przeciez jej nie kochasz, a wiec wszystko powinno byc proste.Ale ty niepotrzebnie to komplikujesz.
              • nowel1 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 15.10.15, 09:53
                W tym zdaniu dostrzegłaś wmawianie mu miłości do żony?
                A konkretnie, w którym miejscu?
                • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 19:56
                  Mysle, ze jesli sie kogos sie kocha to wyjscie jest tylko jedno. Terapeuta powinien myslec podobnie. Chyba,ze mowi to, co chce uslyszec klient.
                  nowel1 napisała:

                  > W tym zdaniu dostrzegłaś wmawianie mu miłości do żony?
                  > A konkretnie, w którym miejscu?
    • tricolour Kolego, rzecz jest raczej oczywista... 14.10.15, 15:34
      ... ze Ty po terapii nie znajdziesz wspólnego świata z żoną, po terapii zony. Cena kompromisu będzie nie do przyjęcia.

      Trzeba realnie spojrzeć na rzecz, nie ciągnąć za sobą ogona w postaci agresywnej żony.
    • ada_1.2 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 15.10.15, 01:46
      Czego Ty właściwie chcesz? Chcesz z nią zostać, bo co? Bo tak jest Ci wygodnie, bo ona zarabia i utrzymuje rodzinę? Facet - jak się jej nie postawisz, to ona Cię nigdy nie uszanuje - taki typ! Pytanie jak Ty chcesz, żeby wyglądało TWOJE życie!!! Masz tylko jedno! Skoro chcesz się użalać nad sobą, bo w sumie tak lubisz, to z nią zostań, ale jeśli naprawdę Ci zależy żeby żyć własnym życiem to w głębi duszy wiesz co zrobić. A dzieci tylko Cię docenią, są już duże jak pisałeś, pewnie nie są głupie i ojciec, który "ma jaja" z pewnością zostanie doceniony i Twój autorytet w ich oczach wzrośnie. A te "jaja" - żeby było jasne - to Twoja decyzja i jej konsekwencje. Albo z nią zostań i nie użalaj się nad sobą, bo ona się nie zmieni, może być lepiej, gorzej ale się nie zmieni (to jej problem, nie Twój) - ale się nie skarż. Albo zacznij żyć własnym życiem! I tyle. Pozdrawiam smile
    • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 15.10.15, 08:01
      żona i ja, przeżywamy teraz pewien rodzaj dramatu, każdy z nas ma rację, każdy chce zmiany ale nie wie jakiej no i każdy z nas nie wie co ma zrobić, w którą stronę pójść
      niezależnie od opinii innych osób, pomimo że jest to preludium do ewentualnego rozstania, dla nas jest to druzgocące...
      mógłbym pisać że moja żona to taka, a taka s.u..ka, zła kobieta itd. ale wiem że odpowiedzialność jest po obydwu stronach i to co mi się wydaje OK, dla obiektywnego obserwatora może być nieOK,
      potrzebujemy czasu żeby samemu ocenić czy chcemy/warto ze sobą być - to sobie jasno powiedzieliśmy, a ponieważ znamy się od ponad 20 lat tym bardziej jest trudno i jest to pewien rodzaj porażki życiowej...

      napisałem tego posta żeby się po prostu wygadać i poznać punkt widzenia osób które przez to przechodziły, co tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, po przeczytaniu odpowiedzi, żeby dać sobie czas do przemyślenia, uspokoić emocje które nie są dobrym doradcą , emocje które uruchamiają mechanizmy ucieczkowe, że człowiek w takich chwilach ma ochotę po prostu odejść dla świętego spokoju...ale potem co?

      powiem wam że ujowo się dzisiaj czuję...
      • alsk9 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 15.10.15, 11:57
        > człowiek w takich chwilach ma ochotę po prostu odejść dla świętego spokoju...a
        > le potem co?

        skup się właśnie na tym, co potem.
        jak jesteś do tych późniejszych wszelkich okoliczności przygotowany, organizacyjnie, majątkowo, wewnętrznie. czy będziesz działał jak dojrzały-świadomy, czy tylko uciekał wzbudzając tym szał żony.
        bo wygląda, że wczepiliście się w siebie z żoną i TKWICIE.
        walka z sobą wypełnia wam życie i nie ma energii na całą resztę.
        Dla dzieci lepiej żyć w zgodnej rodzinie. Bo nasiąkają wzorcami agresji patrząc na was i ją powielą albo nigdy nie wyjdą za mąż bo się napatrzyły "miłości"..

        Pytanie, czy wy jesteście agresywni z natury? Czy z okoliczności.
        DDA często mają wpisany w siebie schemat, że trzeba mieć taki związek w którym jest się z kim napierd...ć. Więc wybiera się partnera o charakterze tożsamym, by go gnoić lub by być gnojonym. Często zamiennie. Małżeństwo to poświęcenie i cierpiętnictwo.

        Pytanie co po rozstaniu. JAK się zamierzacie po rozstaniu zachowywać.
        Czy zamierzacie nadal prowadzić tę wojnę? Taplać się w nienawiści i udowadniać sobie nawzajem, że to ta druga osoba jest bardziej "winna"?
        Kontrolowac co ten drugi robi i dlaczego nie inaczej?
        Bo wychowywanie dzieci po rozwodzie jeśli nadal zamierzacie się gnoić ,napierd... i niedogadywać, to obarczanie dzieciaków dodatkowymi waszymi problemami połączone z brakiem kontroli nad dziećmi w ich trudnym wieku, jeśli się zamierzacie np nie odzywać do siebie z powodu gówniars...go focha.

        Może pogadaj z żoną jaką ma wizję życia po rozstaniu.
        Może ona się męczy z tobą a nie z sobą.
        Może wzajemnie działacie na siebie jak płachta na byka, a gdybyście sobie zeszli z oczu, to przestalibyście się nienawidzić i umielibyście ze sobą rozmawiać.
        Drażni ją że jesteś jaki jesteś i wzajemnie.
        Może póki co oboje po cichu czekacie, żeby wrócił ostry kryzys, bo wtedy można rozstać się w kłótni trzaskając drzwiami,
        ..no bo nie wypada się rozstawać w zgodzie.
        A może nie warto się kłócić tylko lepiej porozmawiac, odsunąc od siebie, przestać naciskać na cudze zmiany, dać sobie przestrzeń na wylanie żali bez kontroli przez drugą stronę.

        Znajomi się żarli całe małżeństwo (jedno było DDA), przemoc emocjonalna, wypominanie, pretensje, kumulowane urazy, wieczna niezgoda, napastliwość... Osobno to byli calkiem fajni ludzie, ale razem..brrr, emocjonalna szarpanina. Klasycznie oboje wchodzili w swoje przemocowe role jak noż w masło, i tkwili. Jedno zmarło, wydawało się, że problem się skończył, druga osoba odetchnie. Jednak to które zostało nadal nie potrafi żyć bez napierd...nek, co rusz wchodzi w jakieś tematy gdzie swoją wewnętrzną agresję może na kimś wyładować, skrytykować, wylać toksyny, umniejszyć. Tylko teraz już nikt nie kupuje wymówki, że "to tamtego wina".
        Ludzie mają określone charaktery nad którymi mogą pracować (jak im się chce) ale nie zmienią ich na zupełnie inne. Trzeba mieć wiele szczęścia żeby się dobrać na zasadzie, że jedno drugie stymuluje pozytywnie, a nie negatywnie.
        Zdarza, że ktoś jeden działa na drugiego jak ta płachta na byka. Płachta choćby na uszach stawała nie ma siły by stać się akceptowaną przez byka krową, jak płachta będzie się majdać przed oczami byka to byk nad sobą nie zapanuje.
    • samiec_omega Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 12:48
      Jak to czytam, to widzę, że rodzaj męski schodzi na psy. Jeśli jesteś mężczyzną, to zachowuj się jak mężczyzna. Znajdż sobie jakąś normalną kobietę. Szkoda życia.
      • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 14:09
        to nie jest kwestia znalezienia sobie nowej kobiety ale odpowiedzi czego się naprawdę chce...czy jestem gotów na taki krok? co jest bardziej korzystne dla mnie, dla dzieci, dla żony.....
        dlatego jest to ujowo trudne kolego
        • tricolour Jeżeli chodzi o Twoją żonę... 16.10.15, 14:29
          .... to gdy znajdzie sobie faceta bardziej od Ciebie nadającego się do życia, kopnie Cię w dupę w jednej sekundzie nie mając żadnych dylematów moralnych. Zaś forumowe przyjaciólki będa ją wspierać w decyzji, bo kobieta ma prawo do szczęścia. Cokolwiek to znaczy.

          A gdy Cię już kopnie, to oczywiste stanie się, że dzieci mają być przy matce (bez względu na dobro dzieci), a Twój los stanie się jej obojętny. Byle kasa grała, bo kasa z Twojego portfela nie będzie nigdy obojętna.

          Więc jedyny Twój dylemat, jaki masz, to to, co dla Ciebie jest dobre. Nie masz żadnego innego układu odniesienia...
        • samiec_omega Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 14:31
          Pewnie, że jest to trudne. Ja sam chodziłem do psychologa. Miałem dokładnie takie same rozterki jak i ty. Psycholog w trakcie " terapii " powiedział mi jedną bardzo ważną rzecz: " Niektórzy potrzebują terapii aby móc się rozstać". Ja zmarnowałem kawał życia na takie rozterki jak i ty. Można latami tkwić w goownie, tylko po co. Co robisz na tym forum?
          • nowel1 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 14:37
            Ludzie nie uczą się na cudzych błędach, tylko na własnych.
            • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 18:49
              To akurat prawda jest.
              nowel1 napisała:

              > Ludzie nie uczą się na cudzych błędach, tylko na własnych.
          • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 14:56
            ile lat byłeś żonaty i czy miałeś dzieci?
            ile czasu dochodziłeś do siebie ?

            nie pytam żeby mieć punkt odniesienia ale z ciekawości
          • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 18:48
            samiec_omega napisał(a):

            > Pewnie, że jest to trudne. Ja sam chodziłem do psycho
            > loga. Miałem dokładnie takie same rozterki jak i ty. Psycholog w trakcie " tera
            > pii " powiedział mi jedną bardzo ważną rzecz: " Niektórzy potrzebują terapii ab
            > y móc się rozstać".

            Kurcze, nie wpadlabym na to. Faktycznie, to moze wymyslic tylko terapeuta, ale nie taki na NFZ, taki za ciezka kase.
            Ps. A Ty co robisz na tym forum?
            • samiec_omega Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 16.10.15, 22:05
              Faktycznie był to terapeuta za 80PLN a' 1h.

              >Kurcze, nie wpadlabym na to.....
              Naprawdę? A np. związki przemocowe. Ja pochodzę z tzw. rodziny dysfunkcyjnej i bardzo żałuję, że moi rodzice się nie rozwiedli, ale to już zupełnie inna historia.

              >Ps. A Ty co robisz na tym forum?

              Jak to co. To samo co i ty. Lubię je. Trafiłem tu z bratniego forum pt. " Brak seksu w małżeństwie", poza tym jestem ciekawy świata, no i było i jest dla mnie żródłem kapitalnej i bezcennej wiedzy.

    • zmeczona100 Molly wither, weźże stoperan! Szybko!!! 16.10.15, 23:18
      Kobieto, łyknij coś na biegunkę [słowną], bo wszędzie jej pełno w tym wątku.
    • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 19.10.15, 15:13
      Wiem że nie ma dobrej/jednej odpowiedzi na pytanie "czy warto zostać?"
      Każdego dnia czuję że skłaniając się ku temu - przegrywam, tracę część siebie. Moja psychika ucieka do tych dobrych chwil naszego małżeństwa jakby za wszelką cenę chciała ratować mnie przed sobą samym...
      Jest jakaś nierealność tej sytuacji, w oderwaniu od rzeczywistości.
      Mam problemy ze snem, rano budzę się zmęczony, a podczas pracy trudno mi się skoncentrować.
      Widzę, że żona też ma trudno, że dużo to ją kosztuje...

      Jesteśmy dorośli i powinniśmy ponosić konsekwencje naszych wyborów - więc albo ze sobą żyć i zaciskać zęby, albo zacisnąć zęby i żyć samemu.
      • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 19.10.15, 19:44
        Podobno są mezczyzni i są gumy do gaci.

        nuevo.75 napisał(a):

        > Wiem że nie ma dobrej/jednej odpowiedzi na pytanie "czy warto zostać?"
        > Każdego dnia czuję że skłaniając się ku temu - przegrywam, tracę część siebie.
        > Moja psychika ucieka do tych dobrych chwil naszego małżeństwa jakby za wszelką
        > cenę chciała ratować mnie przed sobą samym...
        > Jest jakaś nierealność tej sytuacji, w oderwaniu od rzeczywistości.
        > Mam problemy ze snem, rano budzę się zmęczony, a podczas pracy trudno mi się sk
        > oncentrować.
        > Widzę, że żona też ma trudno, że dużo to ją kosztuje...
        >
        > Jesteśmy dorośli i powinniśmy ponosić konsekwencje naszych wyborów - więc albo
        > ze sobą żyć i zaciskać zęby, albo zacisnąć zęby i żyć samemu.
        • ada_1.2 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 21.10.15, 00:33
          oj tak! - ten to niestety guma, sam nie wie co czego chce
    • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 20.10.15, 11:52
      "Należy rozwieść się nie wtedy jak znajdzie się pierwszy powód do rozwodu, ale
      rozwieść się gdy upadnie OSTATNI powód do bycia razem".

      Mądre słowa, tylko trudniej z nich korzystać. W moim przypadku (żony pewnie też) tych powodów jest wiele, ale czy upadł już ostatni ? Umówiliśmy się na szczerą / konstruktywną rozmowę, która może coś wniesie. < Może damy sobie czas? Może bardziej siebie zdewaluujemy? A może zgasimy zupełnie ostatnią iskierkę nadziei? Chyba każdy z nas już poważnie myśli o rozstaniu....
    • aktosia Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 20.10.15, 21:48
      Myślę, że już podjąłeś decyzję, a teraz szukasz uzasadnienia przed sobą.
      Decyzja o pójściu w nowe ( i inie koniecznie o rozwodzie tu przesądzam ) nie jest łatwa, więc wątpliwości muszą być.
      Zastanów się czy dalej chcesz tak żyć i jak na
      O dzieci ( zwłaszcza nastolatki nie martw się ), bo może się okazać, że one czekają na takie rozwiązanie. Gdy ja po kilku latach wątpliwości, rozmawiałam z dziećmi usłyszałam już dawno powinnaś to zrobić.
      Zastanów się dobrze twoje dzieci znają dobrze tylko jeden model rodziny, nie robiąc nic, przykładasz rękę do podobnych małżeństw swoich dzieci.


    • kassjo777 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 20.10.15, 22:46
      Mój mąż również stwierdził,że woli być sam. Powiedział też ,że to nie moja wina, bo jestem najlepszą osobą jaka zna, tylko ,ze to on ma problem...szkoda.
      • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 21.10.15, 13:56
        Moja żona w bardzo jasny sposób przedstawiła mi swoje oczekiwania, wręcz "kamienie milowe" które pozwolą jej / zachęcą ją do starania się w moim kierunku. Cieszy fakt że normalnie porozmawialiśmy i nie zabijamy się już wzrokiem. Nawet zrobiła się miła i zainteresowana moją osobą...(?) Przeszła z etapu rozmowy o oczekiwaniach na fakt ich realizacji ??? czego absolutnie nie deklarowałem - daliśmy sobie czas do przemyślenia.

        Czuję że nie jestem w stanie sprostać tym wymaganiom, że zawsze już będzie tak że jakiekolwiek odchylenie będzie mnie piętnowało, a żona będzie się napinała, przez co ja również i wracamy do punktu wyjścia.
        Tutaj nie chodzi o to czy te oczekiwania są wielkie czy nie, ale jak moje możliwości mają się do realnemu ich sprostania
        Wiem że mam problem i to po części on jest moim ograniczeniem, ale również może być tak, że też taki po prostu jestem z natury i to co moja żona bierze za "dysfunkcję" i "nieumiejętność" jest wrodzoną częścią mnie której nie da się zmienić.

        kassjo777, ja również gdzieś z tyłu czuję że wolę być sam, że tak będzie bezpieczniej, spokojniej, zdrowiej dla wszystkich - to jest ten dramat który uderza we mnie każdego ranka, ponieważ jest to pewna nieuchronność stojąca przed mną.

        kassjo777 - możesz mi powiedzieć jak długo trwało zanim twój mąż podjął taką decyzję ? ile trwał wasz kryzys ? czy już to zaakceptowałaś, tzn deklarację męża ?
        • heniek.8 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 21.10.15, 18:44
          > Moja żona w bardzo jasny sposób przedstawiła mi swoje oczekiwania, wręcz "kamienie milowe" które
          > pozwolą jej / zachęcą ją do starania się w moim kierunku.

          klasyka smile z jej punktu widzenia, ona jest bez zarzutu, a ty jesteś "popsuty".
          jeżeli wyrzekniesz się swoich usterek i będziesz codziennie się starał, to uzyskasz jej chwilową akceptację (chwilową, bo jak zaczniesz robić X i Y wg harmonogramu, to pojawi się na stole kwestia że nie robisz Z a powinieneś)

          silna wola jest ograniczonym zasobem, więc ile jesteś w stanie wytrzymać nie będą sobą, tylko aktorem odgrywającym rolę napisaną przez starą?

          na twoim miejscu mentalnie bym przegryzł sprawę rozwodu, wyprowadzenia się, podziału mieszkania itp - to są trudne rzeczy w które zagłębianie się jest niekomfortowe, ale co wolisz - dostać raz fangę po której pociemnieje w oczach i pójść dalej, czy dostawać kilka kopów nie wiadomo za co, do końca życia.

          jak się z tym oswoisz, a jeżeli dobrze kojarzę to masz duże dzieci z którymi kontakt możesz mieć na zawołanie różnymi środkami przekazu (więc odpada ten żal przy rozstaniu z kilkulatkiem), to przy najbliższej okazji (w sensie - stara robi dym z niczego) składaj pozew.

          ostatecznie można to potraktować tak - po rozwodzie zmienia się charakter umowy z lojalnościowej, związanej z karą za zerwanie - na umowę podlegającą wypowiedzeniu zwaną konkubinatem (oczywiście żadnego konkubinatu nie będzie, bo składając pozew wywołasz wojnę i pianę - co w sumie świadczy o braku miłości - bo gdyby cię kochała to by chciała być z tobą niezależnie czy z lojalką czy bez smile
        • kassjo777 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 21.10.15, 22:44
          Czy już zaakceptowałam ? Nie wiem, bardzo to trudne tym bardziej ,ze naprawdę się nie spodziewałam, bo niby było wszystko w porządku, ja nie odczuwałam żadnego kryzysu aż do ostatniego czasu, kiedy to właśnie poczułam, ze cos jest nie tak. To znaczy zwykle wtedy mi się śni,że coś jest nie tak. Kiedy zapytałam powiedział mi ,że wydaje mu się ze nic z tego nie bedzie, że nie chce się zmuszać. Sytuacja jest stosunkowo dobra , ponieważ jest w domu tylko na weekendy, więc można tak jeszcze chwilę pociągnąć i poczekać aż się samo trochę poustawia.Tez jesteśmy 17 lat po ślubie i mamy nastoletnie dzieci, więc to takie logiczne, że jeszcze chwila, dzieci pójdą w świat i nic nas nie musi łączyć. Czasami jest mi bardzo ciężkoi czuję złość, a czasami myślę ,że jakoś tam zawsze będzie po prostu inaczej. Chociaż wolałabym mieć kogoś zeby się przytulić czasami...
          • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 22.10.15, 09:08
            Jak to mówią "jeżeli nie można czegoś zmienić trzeba przez to przejść" i właśnie chyba tak trzeba, bo co innego zostaje ?
            Ja zdecydowałem się poczekać, nie mam parcia na ucieczkę z domu, nie ma dramatu i tragedii, a ostatnio poziom emocji u mojej żony z jawnej wrogości opadł do obojętności. Ja również jestem obojętny i dystansuję się do naszej sytuacji. Rozmawiamy (komunikujemy) sobie podstawowe sprawy i próbowaliśmy rozmawiać, ale to jest bardzo jednostronne i nie mogę tego zaakceptować. Słyszę listę wymagań które MUSZĘ spełniać żeby było dobrze i jakoś nie mam ochoty w momencie jeżeli wmawia mi się wyłącznie moją odpowiedzialność. Nie dostrzega wkładu, pracy i moich starań, które obracane są w moje porażki w momencie pojawienia się kolejnego konfliktu.
            Żona twierdzi że tak jej dobrze, że nie musi nic się starać, że nie musi nic już wymagać ode mnie. Marazm i pustka pomiędzy nami.
            Brakuje mi czułości i bycia razem, tego stanu kiedy człowiek wie że jest potrzebny, że w oczach drugiej osoby jest mądry i wartościowy. Brakuje bycia z kobietą...
            To smutne że trzeba dokonywać takich wyborów które powodują że twój umysł każdego ranka "atakuje" wracając do tego bezpiecznego stanu, próbując wpędzić w poczucie winy; takich wyborów że wiesz, iż nie możesz zawrócić, poddać się tylko w imię komfortu twojej psychiki i ciała.

            kassjo777, pomimo że stoimy po różnych stronach barykady, przykro mi że tak jest, że zostałaś postawiona pod murem. Trochę dziwne że twój małżonek zakomunikował to "ni z gruszki ni z pietruszki", wydaje mi się że prawdziwy powód jest inny... to nie pasuje do schematu.
            (W naszym przypadku prawdziwy kryzys zaczął się półtora roku temu i próbowaliśmy się ratować w terapii).
        • mimfa Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 22.10.15, 08:31
          A co z Twoimi oczekiwaniami i wymaganiami? Masz jakieś? Te kamienie milowe, które zachęcą kogoś do starania - hmmm brzmi niefajnie. W jakiej pozycji chcesz się ustawić? Czy szczera rozmowa polega na tym, że żona szczerze i bez nerwów ( ojej jak fajnie) powie jakie są jej oczekiwania wobec męża? I wystarczy tylko to, że jest miła i jakoś zainteresowana Twoją osobą a Ty już jesteś gotów? O Twoich wymaganiach i oczekiwaniach coś było? Jesteś bardzo na niej skoncentrowany, obserwujesz ją i wyczytujesz nastroje- czy z jej strony jest to samo? Wg mnie wygląda na to, że wasze bycie razem zależy tylko i wyłącznie od tego czy się dostosujesz do Pani. Równowagi brak.
          • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 22.10.15, 09:20
            Trafne spostrzeżenie. Do niedawna jeszcze tak było że dostosowywałem się do humoru i nastroju żony. To był jeden ze schematów w którym funkcjonował nasz układ relacyjny. Trudno było się przebić przez mur "ja wiem lepiej" który postawiła moja żona, a każda próba szła w emocje i konflikty.
            Zmieniłem to w momencie uzyskania dostępu do poczucia własnej wartości, asertywności, gniewu i złości - podczas mojej terapii.

            Czy ja mam oczekiwania? Oczywiście że tak. Jedno podstawowe:
            zaakceptuj mnie takim jakim jestem, z moim prawem do błędu oraz własnego zdania - co w obydwu przypadkach budzi w żonie emocje i dezaprobatę
            Taka postawa wiąże się z tym że małżonka twierdzi że nigdy się nie myli i nie popełnia błędów.
            • kassjo777 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 22.10.15, 16:03
              Nuevo , Twoje życie jest Twoim wyborem. Można sie zdecydowac żyć w nędzy lub w bogactwie. Nie daj sobie wmówić ,ze nie masz wpływu na swoje życie. Zawsze jest kwestia rezygnacji z czegoś, ale jest wybór.
              Jeżeli popatrzysz na swoje życie jak na wakacje, to pomyśl jak chcesz je spędzić aby ten czas nie był stracony.
              Jeżeli jak mówisz ,żona nie akceptuje Cię takiego jakim jesteś, to raczej Cię nie zaakceptuje. Jeżeli pragniesz bliskości- to przynajmniej już wiesz czego pragniesz i możesz zacząć szukacsmile

              Jeżeli chodzi o mojego męża , to nie jest typowy, więc i sytuacja nie musi być typowasmile
              • anitracz Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 01.12.15, 09:37
                Pop pierwsze nie warto stawiać sytuacji na ostrzu noża, tylko podejść do tego zdrowo rozsądkowo. Masz przyjaciół, bliskich w których masz wsparcie? Co do żony to może warto porozmawiać z psychologiem, żeby panować nad swoimi emocjami? Na pewno nie warto żebyś po tylu latach pochopnie podejmował decyzje, spokojnie, pamiętaj też o tym że masz dzieci...
              • anitracz Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 01.12.15, 09:39
                i na pewno nie warto, żebyś po tylu latach podejmował poważną decyzję pod wpływem emocji. Masz dzieci, które cię kochają i ci ufają, to ty jesteś fundamentem swojej rodziny. Może warto porozmawiać z żoną na temat psychologa, który by pomógł nauczyć się nazywać i wyrażać swoje uczucia tak by nie ranić innych.
                • zmeczona100 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 01.12.15, 10:17
                  A może warto byłoby zacząć od przeczytania postów Autora i zrozumienia istoty jego przekazu, hm?
                  • smuteksmutek77 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 03.12.15, 23:18
                    Witaj- chyba jestesmy w podobnych zwiazkach, z podobnym partnerem... Ja jestem DDA, moj maz jest przemocowcem- ma zawsze racje, nie myli sie, jest zimny, krytykuje, nie szanuje... Wy zrobiliscie krok do.przodu, bo jestescie na terapi, moj maz nie chce... Trwamy dla dzieci, sa duzo mniejsze od Waszych....
                    Bardzo brakuje mi bliskosci, milisci i akceptacji ...
                    Zycze dobrych decyzji..ja uwazam, ze powinniscie sie rozstac... Nowa kobieta, ktora poznasz nie bedzie jyz miala nic wspolnego z przeszloscia, dokonasz dobrego wyboru, bo jyz wiesz kogo sxukac, a od kogo uciekac, trzeba 1 raz w zyciu pomyslec o sobie i zrobic cos dla siebie, z milisci do siebie- jak Ty bedziesz szczesliwy to Twoje dzieci tez...powodzenia
                    • zmeczona100 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 04.12.15, 09:55
                      A dlaczego Ty się nie rozstałas i nadal tego nie zamierzasz robić?
                      • mayenna Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 04.12.15, 10:11
                        zmeczona100 napisała:

                        > A dlaczego Ty się nie rozstałas i nadal tego nie zamierzasz robić?
                        >
                        Bo dzieci, kredyt i on jest dobrym ojcem...
                        Jak dziewczyna odkryje, że w życiu naprawdę nie trzeba się dręczyć, a związek z innym człowiekiem nie musi być szarpaniną i przyczyną nieszczęścia to będzie już pewnie staruszką.
                    • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 27.01.16, 08:17
                      Witaj. Każda relacja jest inna, nawet jeżeli wydaje się taka sama. Jest zbyt wiele zmiennych które kształtują nasze życie w związku. Osoby DDA mają o tyle trudniej że nie postrzegają pewnych oczywistych prawd lub/i nie są w stanie stanowczo bronić swojej pozycji. Wiem po sobie.
                      Rozstanie to najgorsza i najbardziej ostateczna alternatywa - uderza w każdego z olbrzymią siłą i pozostawia ślad na lata. Dla DDA szczególnie trudna ponieważ potrzeba posiadania rodziny, bycia potrzebnym i akceptowanym jest bardzo duża - samotność jest postrzegana jako odrzucenie, jako porażka...
    • smuteksmutek77 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 04.12.15, 16:35
      Pisalam juz- jeszcze robuje walczyc, bo mam male dzieci- szkoda mi ich- chcialabym, abynie mieli rozbitej rodziny
      • mayenna Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 04.12.15, 16:42
        No to trwaj. Pomysl jednak jakie będą tego konsekwencje. Jakie są wasze relacje. Dzieci je przejma. Powielą w dorosłym życiu. Jak one zaczną cię traktować tak jak ich tata. Co zrobisz, jak konflikt między wami odbije się na nich w nastoletnim życiu i np. uciekną w alkohol/narkotyki. Może poczytaj jakąs literaturę na temat wychowania i jak srodowisko rodzinne odbija się na dzieciach.
        • smuteksmutek77 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 04.12.15, 16:50
          Wiem wszystko- sporo czytalam- mam wyzsze wyksztalcenie, glowe na miejscu i spora wiedze psychologiczna i wiem , ze musze cos zrobic, bo jyz nie moge... Ale zanim sie rozwiode chce sprobowac ostatniej deski ratynky- chcialabym pojsc z nim na terapie- tylko jak go zaciagnac?
          • mayenna Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 04.12.15, 16:52
            Umówić terapeutę do domu.
            • smuteksmutek77 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 04.12.15, 17:49
              A jaki to ma sens jesli odmawia pojscia? Dzis mu napisalam, ze albo terapua albo rozwod- trzymaj w kciuki, abym miala sile to zrobic
              • mayenna Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 04.12.15, 18:06
                Kobieto, to chcesz tej terapii czy nie?
                Sens jest taki, że jak terapeuta przyjdzie do domu i pozamawia z nim to może mąż zmieni zdanie. Odpada cała logistyka, czekanie, umawianie się.
    • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 27.01.16, 08:52
      Witajcie.
      Minęły trzy miesiące od mojego ostatniego wpisu. Wtedy podjąłem kolejną próbę ratowania mojego małżeństwa, tzn podjęliśmy razem taką decyzję ustalając "plan z kamieniami milowymi". Korzystaliśmy z pomocy terapeuty który bardzo zaangażował się, chcąc pomóc i odbudować naszą relację.
      Wydaje się to wszystko zawsze takie proste, trzeba tylko chęci dwóch osób i odłożenia na bok urażonej dumy. Potrzeba wzajemnej empatii i zrozumienia potrzeb partnera.
      Staraliśmy się i wydawało się że zaczyna być lepiej, że chyba jest szansa ...
      Niestety w tym okresie zaczęło ponownie dochodzić do wzajemnego szarpania, oskarżania, "stanu wojny" itp.
      W dalszym ciągu jesteśmy razem, mieszkamy razem, ale obok siebie. To smutne że czuć wręcz rozkład/rozpad naszego małżeństwa.
      Codziennie rano budzę się z tym "cieniem" w głowie, który nie pozwala normalnie funkcjonować i myśleć. Pomimo że podświadomie próbuję znaleźć powody dla których warto być razem to wiem że to jest niekończąca się opowieść i nigdy z naszym nastawieniem i oczekiwaniami nie będziemy w stanie być szczęśliwi.
      Co dalej ? Jest "smutek" dnia codziennego i chyba przekonanie że raczej nie uda się nam i trzeba myśleć o rozstaniu, zaczynając od separacji.
      Próbowaliśmy, próbowałem ja, próbowała żona - każdy się zaangażował, ale jest gorzej ...
      • azja001 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 27.01.16, 12:05
        To przykre i bolesne. Jestem właśnie w trakcie rozstania również po 17 latach małżeństwa i w tym samym wieku. Wychodzę z założenia, że aby związek mógł przetrwać trzeba i szczęścia czyli dopasowania i pracy obu stron. Do tego jest jeszcze dynamika związku, która zmienia się i ma duży wpływ na sukces całości. Czasem sie to wszystko po prostu nie udaje. Myślę, że nie ma sensu sie spalać i chociaż rozstanie po tylu latach jest b. trudne to warto o tym pomysleć i dać sobie nowe możliwości. Pozdrawiam i życzę sił.
        • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 28.01.16, 07:50
          Tak, to przykre i smutne. Niby potrzeba tak niewiele, a w gruncie rzeczy tak nie jest
          W poszukiwaniu odpowiedzi chyba najważniejsze jest żeby próbować do końca, żeby nie rezygnować.
          • caramba68 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 28.01.16, 17:59
            A kiedy będzie ten koniec próbowania? U mnie trwało to zbyt długo i w końcu zaczęłam sama do siebie czuć brak szacunku. Na dodatek wiedziałam, że polubownie to nie będzie, o nie. Jestem w separacji już dłuższy czas i co jakiś czas mówię sobie, że to było bardzo dobre posunięcie. Nie dlatego, żeby się do tego przekonać, ale dlatego, że tak faktycznie jest. Jeszcze nie do końca poprawiłam sobie samoocenę, ale jestem na dobrej drodze. A twoja opowieść to jakby trochę moja była. Powodzenia!
            • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 29.01.16, 19:09
              Koncem jest dzien smierci jednego z malzonkow.
              caramba68 napisała:

              > A kiedy będzie ten koniec próbowania? U mnie trwało to zbyt długo i w końcu zac
              > zęłam sama do siebie czuć brak szacunku. Na dodatek wiedziałam, że polubownie t
              > o nie będzie, o nie. Jestem w separacji już dłuższy czas i co jakiś czas mówię
              > sobie, że to było bardzo dobre posunięcie. Nie dlatego, żeby się do tego przeko
              > nać, ale dlatego, że tak faktycznie jest. Jeszcze nie do końca poprawiłam sobie
              > samoocenę, ale jestem na dobrej drodze. A twoja opowieść to jakby trochę moja
              > była. Powodzenia!
            • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 01.02.16, 10:49
              Koniec próbowania właśnie nastąpił i decyzja wewnętrzna o separacji została powzięta.
              Czuję się z tym źle, ale wiem że w innym razie nie będzie dobrze, że ta pętla nawrotów dalej będzie zataczana.
              • aktosia Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 06.02.16, 21:43
                "Wewnętrzna decyzja o separacji"
                Bardziej asekuracyjnie nie dało się?
      • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 29.01.16, 19:07
        Tiaaa, kto sie czubi ten sie lubi.Juz teraz skladam wam serdeczne zyczenia na 25 rocznice. Zwiazek toksyczny sie ciagnie,jak guma w gaciach.
    • molly_wither Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 29.01.16, 19:06
      No i co? Rozwiodles sie?
      • dkazimie Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 03.02.16, 21:38
        Naprawdę nie zazdroszczę. Polecam znaleść sobie kochankę. Ja tak bym zrobiła gdybym miała taką sytuację.
    • dkazimie Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 03.02.16, 21:32
      Radzę znaleść sobie kochankę. Ja bym tak zrobiła. Nie warto marnować sobie życia.
    • antykdark Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 01.03.16, 22:42
      Witam .Szkoda ze dopiero teraz przeczytałem Pana list. To co Pan napisał o swoim związku to identycznie mialem w swoim z tym ze Pan rozmawiał z żoną a moja mnie nie chciała słuchac , wychodziła z załozenia ze to co ona wie to tak musiało być i napewno inaczej nie było. Byłem mocno zakochany w swoiej zonie , i niedopuszczałem do wiadomosci jej złe zachowanie, mimo ze znajomi zwracali mi uwagę. Nigdy nie trzymalismy sie za ręce bo twierdziła ze tak chodzą gówniarze, nieobejmowałem ją bo mówiła ''a co tobie Gorzej?,"ponizała mnie i wyzywanie ale dało sie przeżyc. Prawdziwy cios dostałem jak mnie zdradziła, prawie 4 miesiące nie spałem ani jednej nocy, kiedyś myslałbym ze to niemożliwe, chodziłem jak zombi . Powiedziałem koniec , bierzemy rozwód, ona sie przyznala bo facet bogaty itd. Ale niepotrafiłem odejsc , chcialem miec rodzine kompletną i ja kochałem. Namówiłem ja na terapie małzeńska, powiedziała ze w związku była monotonia i generalnie moja wina ale nigdy mnie niezdradziła ( terapia to totalna bzdura, mówią to co chcesz usłyszeć). Nie bede opisywał caego życia z nia , potem przez kilka lat zdradzała mnie umawiajac sie w internecie na sex i piszac sms o tresci sexualnej do jakis facetów . Moja obsesja bycia w związku za wszelka cene doprowadziła mnie tego ze wylądowałem w areszcie(oskarżyła mnie o pobicie) czulem sie jak smiec , wstydziłem sie wyjsc na ulice i spojrzec na ludzi gdyż wydawało mi sie ze smieja sie ze mnie. Po jakims czasie wróciłem do niej.......... Nie bede wszystkiego pisał. Po 17 latach małżenstwa odszedłem. Od 7 miesiecy wynajmuje kawalerke jestem szczesliwym człowiekiem , mam spokojna głowe.Oczywiscie szkoda dzieci . Powiedziałem swojej zonie ze zycze abys sie zakochała niech dzieci zobaczą jak wygląda miłośc w domu. Radze Panu odejsc od żony gdyż Pan Ja nie zmieni,poprostu ma taki charakter i juz . Tak powiedział psychiatra mojemu przyjacielowi. Tylko jak Pan sie zdecyduje odejsc to Kategorycznie Nie Topić Smutków w Alkocholu !!! Jest mnóstwo ciekawych i pozytecznych zajec. Ja np ćwicze w domu , dbam o swoja sylwetke. JESTEM SZCZĘSLIWY i Zycze tego Panu! Pozdrawiam
      • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 25.05.16, 15:06
        Witam wszystkich, postanowiłem napisać jak się sprawy mają.
        Złożyłem pozew rozwodowy i termin rozprawy jest na początku lipca. Wniosłem bez orzekania o winie.
        Wyprowadziłem się z domu do pustego mieszkania, konieczność to wymusiła, ponieważ takie życie to była udręka i zbyt wiele emocji dla każdej ze stron.
        Nie wiem co było trudniejsze, decyzja o złożeniu pozwu czy wyprowadzka....
        Ale nie żałuję, pomimo trudnych chwil i samotności...wiem że zrobiłem jak trzeba i wiem że zrobiłem to dla siebie.
        Kiedyś i u mnie wzejdzie słońce.

        pozdrawiam,
        • komentarz_ode_mnie Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 27.05.16, 20:28
          Śledziłam od kilku miesięcy Twoją historię. Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że decyzję podejmuje się w momencie, kiedy jest się na nią gotowym. Nie można nic przyspieszyć. Ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że przerwałeś swój krąg niemocy. Powodzenia!
          • potwor_z_piccadilly Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 28.05.16, 09:28
            komentarz_ode_mnie napisał(a):

            > Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, ż
            > e decyzję podejmuje się w momencie, kiedy jest się na nią gotowym.

            Co znaczy gotowym? I czy jest pewność, że facet dojrzał?

            Nie można ni
            > c przyspieszyć. Ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że przerwałeś swój krąg niemo
            > cy. Powodzenia!

            To "powodzenia" będzie mu bardzo potrzebne bo na moje oko to tu nie ma się z czego cieszyć. Facet przegrał, a rozwodem jedynie przypieczętuje swoją klęskę i klęskę kobiety, której przysięgał.
            Wyjaśniam dowcipem.
            Dwie kobitki spotykają się gdzieś na mieście. Jedna patrząc na drugą mówi:
            - Rany, strasznie wyglądasz, co się dzieje?
            - Eeee, żyć się nie chce. Popatrz na mnie, sam tłuszcz, łój, jak morświn wyglądam. Patrzeć na siebie nie mogę.
            - No to działaj, zaradź coś. Terapię jakąś sobie zafunduj.
            - A wiesz, może to i dobry pomysł? Pomyślę o terapii.
            Pogadały jeszcze troszkę i się rozeszły.
            Po jakimś czasie spotykają się ponownie. Gruba jeszcze grubsza, ale seksownie ubrana w ciuszki blisko ciała, czytaj, zwał tłuszczu, umalowana i rozradowana jakby milion w totka trafiła.
            - No co tam u ciebie słychać, widzę po twojej minie i zewnętrzności, że wszystko gra.
            - No jasne. Wspaniale mi doradziłaś. Byłam na terapii i bardzo mi pomogli. Dziękuję.
            - Na tak, terapia terapią, ale widzę, że z wagi ci nic nie spadło, a wręcz przybyło.
            _ Taaaak, jak byłam gruba, tak jestem nadal, ale o ile kiedyś trapiłam się tym, to dziś jestem z tego dumna.

            Identycznie sprawa się ma z dylematami autora wątku.
            On nie powalczył ze swoimi wadami, on je zaakceptował i akceptacji oczekiwał od swojej połowicy.
            Czyli, umarł w butach. Facet dziś jest w umiarkowanej euforii, ale to dziś. Jutro będzie inne. Juto demony nieuporządkowanej przeszłości go dopadną.

            • mel_ancholia Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 08.06.16, 13:19
              A dlaczego to on miałby się tylko zmieniać, jeśli już to powinien być kompromis, że każdy coś od siebie daje i pracuje nad sobą by pokazać chęć poprawy relacji.Śledziłam wątek od początku, to niemal kalka mojej relacji. Rozumiem ten klimat i trzymam kciuki by okazało się, że to dobra decyzja była.
    • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 14.06.16, 21:45
      witam ponownie,
      rzeczywiście jak to ktoś wspomniał , przegrałem, przegraliśmy wszyscy, a najbardziej dzieci - w tej całej sytuacji nie ma wygranych i nie o to chodzi żeby coś wygrać. Każdego dnia myślę o emocjach i poczuciu opuszczenia których doświadczają moi synowi, i pomimo że widujemy się często, to nie wystarczy żeby zabliźnić tą ranę, a grupa rówieśnicza potrafi w bezwzględny sposób ją rozdrapać, niestety...
      i tak jak opisywałem na początku czuję wewnętrzne rozbicie i pustkę - ten stan początkowy który trzeba przejść samemu, porównywalny do żałoby, i pomimo że są znajomi i możliwość "pobycia z ludźmi", to w samotności zderzam się z ...samym sobą

      mówią że to dopiero początek i będzie gorzej , i tak jestem nastawiony...

      nie żałują mojej decyzji, pomimo tego wszystkiego, perspektywy wojny w sądzie, publicznego opluwania mnie przez moją żonę, czy też dyskredytowania przed dziećmi, które funkcjonują aktualnie jak chorągiewki...

      jest jak jest, nikt nie obiecywał że będzie różowo....
    • dobrylos Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 23.06.16, 13:47
      Jedż do pracy za granice i wróc jak dzieci dorosną, a jak ona bedzie chciała seksu powiedz ze boli cie głowa.....wymyśl cos.
    • nuevo.75 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 31.07.16, 21:40
      Witam Wszystkich po kolejnej krótkiej przerwie, podczas której w moim wciąż pogmatwanym życiu wiele się zmieniło....
      Zrozumiałem też że chyba czas żeby zakończyć ten mój wątek, który mam nadzieję coś wniósł i być może komuś, w podobnej do mojej sytuacji, będzie pomocny.

      Moja droga do obecnego stanu to jak poszczególne poniższe wątki tego forum:

      po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć...

      rozwód samotność strach sadsadsad

      rola ojca po rozwodzie - wątek tylko dla ojców

      I co z tym seksem? Jak sobie z tym poradzić?

      ...i to właśnie ten ostatni wątek (a właściwie jego autorka) doprowadził mnie do miejsca gdzie w moim życiu wschodzi słońce i chce się ponownie żyć...właściwie same okoliczności są na tyle nieprawdopodobne iż zasługują na spisanie i publikację

      to znamienne i wspaniałe że dwie samotne, poszukujące i zranione osoby, jak ptaki ze złamanymi skrzydłami, odnajdują siebie pomimo dużych przeciwności i "zgiełku" dzisiejszego świata, chcąc sobie dać szansę na lepsze jutro...

      życie nas zaskakuje każdego dnia, rano budzisz się "na kolanach", podczas gdy już wieczorem stoisz pewnie z podniesioną głową

      ...nie uda nam się mieć wszystkiego na raz, coś kończy się żeby coś mogło trwać...


      życzę wszystkim żeby odnaleźli swój wschód słońca smile
      • zabapo11 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 31.07.16, 22:34
        I już, jakie to proste wink czy mi się wydaje, czy znacie się niecały tydzień? Takie rozterki, tyle przemysleń, a tu proszę, hoo siup, wszystko się rozwiązało.
        Wybaczcie sarkazm, dobrze Wam życzę, ale może warto poczekać z chwaleniem się całemu światu?
        • lovingeveryday35 Re: po 17 latach małżeństwa mam raczej dosyć... 31.07.16, 23:19
          uważam, że nie warto z czymkolwiek czekać bo życie jest zbyt krótkie...szczęście to wspaniały stan dany nam niezwykle rzadko i raczej w życiu każdego z nas mocno reglamentowany...cieszyć się tym to też sztuka....niektórzy nie potrafią....pozdrawiam wszystkich i odchodzę stąd mam nadzieję już na zawsze

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka