bursztynowe
22.07.05, 12:18
Jakoś tak mnie wczoraj naszło i obejrzałem sobie film Closer - Bliżej.
Refleksje poprojekcyjne są mocno dołujące - Mike Nichols nie daje nadzieji na
to, że związek może być udany i szczęśliwy. Zarówno obraz kobiet jak i
meżczyzn pokazanyw owym filmie (a wydaje mi się, że nie jest wzięty z sufitu)
jednoznacznie mówi tym, że wszelkie wysiłki ponoszone dla związku i tak są
skazane na niepowodzenie, z tytułu chociażby immamentnych cech natury
ludzikiej (np. meskiej - dominacja testosteronu/żeńskiej - nieodłączne
poczuycie winy)
Co sądzicie? (promyk nadziei mile widziany)