Dodaj do ulubionych

Rozwodnicy łączmy się

29.07.05, 11:25
Czeka mnie rozwód. Cierpię. A jedna z wiekszych bolączek jest, że znajomi sa
wspólni, maja rodziny, źle sie czuje w ich towarzystwie. Nie chodzę więc
nigdzie, chyba, że sama do kina. Romansu nie szukam, ale chciałabym znaleźć
przyjaciół, też po rozwodzie.
Obserwuj wątek
    • e.mes Re: Rozwodnicy łączmy się 29.07.05, 11:36
      e07 napisała:

      > Czeka mnie rozwód. Cierpię.

      To jest bardzo przykre sad

      > A jedna z wiekszych bolączek jest, że znajomi sa wspólni, maja rodziny, źle
      > sie czuje w ich towarzystwie. Nie chodzę więc nigdzie, chyba, że sama do kina.

      Miałam podobnie sad

      > Romansu nie szukam, ale chciałabym znaleźć przyjaciół, też po rozwodzie.

      Poproszę o zawężenie obszaru swoich poszukiwań smile Mam na myśli topografię.
    • bezecnymen Re: Rozwodnicy łączmy się 29.07.05, 11:37
      wbrew pozorom o towarzystwo rozwodników nie jest trudno, trzeba sie tylko
      rozejrzeć, a skoro nigdzie nie wychodziśz to będzie kłopot ze znalezieniemsmile
      rozgość się na forum, pogadaj, wyżal, opowiedz co i jak, może ktoś z nas
      mieszka blisko Ciebie i jakoś pójdzie, najgorzej jest siedzieć w domu i
      rozpamiętywać przyczyny klęski.......
      pozdrawiamsmile
      • agata422 Re: Rozwodnicy łączmy się 29.07.05, 12:16
        Jestem rok po rozwodzie ,a walczyłam o rozwód 3 lata. Cały czas byłam sama ze
        swoimi myślami i problemami. Towarzyszył mi mój teraz 5 -letni syn. Wiem ,że
        budziłam sie rano z bólem w klatce i nie mogłam się pozbierać, ale to wszystko
        mija, musi być czas...czas i jesze raz czas.Miałam jakieś dziwne poczucie
        straty, mimo tego ,że wina jest po drugiej stronie. Solidaryzuje się z Wami.I
        pamiętajcie czas leczy rany.....
          • agata422 Re: Rozwodnicy łączmy się 29.07.05, 12:26
            Obraca się w środowisku prawniczym wszystkich zna i przepłaca,ja byłam bez
            szans.Całe małżenstwo( aż 3 lata) przechodziłam molestowanie psychiczne,zwykły
            kat psychiczny, facet o dwóch obliczach.Jestem ponoć b. atrakcyjną kobietą,
            dlatego tak się teraz odgrywa,do tej pory walcze w Sądzie o dziecko ,ale jest
            mi bardzo ciężko.
            • tricolour Trzy lata... 29.07.05, 12:54
              ... małżeństwa i trzy lata rozwodu. To on tak się nagle zmienił po ślubie?
              Wcześniej nie można było zobaczyć, że to kat?

              Nieprawdopodobne.
              • e.mes Re: Trzy lata... 29.07.05, 13:42
                tricolour napisał:

                > ... małżeństwa i trzy lata rozwodu. To on tak się nagle zmienił po ślubie?
                > Wcześniej nie można było zobaczyć, że to kat?
                >
                > Nieprawdopodobne.

                Prawda? Przewidywanie przyszłości jest takie proste...
                • tricolour Przewidywanie przyszłości... 31.07.05, 18:59
                  ... nie jest proste. Jest wręcz niemożliwe.

                  Ale nad przyszłością można pracować, by potem w niej się jak najepiej odnaleźć.
                  W angielskim jest takie słowo jak "foresight", a które oznacza zapobiegliwość,
                  zapobiegawczość itp, ale to nie to samo.

                  Dziwnym zbiegiem okoliczności słówko to nie posiada równoznacznego odpowiednika
                  polskiego...
    • hela74 Re: Rozwodnicy łączmy się 29.07.05, 11:48
      a ja myślę, że nie powinnaś się izolować od znajomych, którzy maja rodziny,
      sama w ten sposób pozrywasz kontakty, które na pewno były dla Ciebie ważne,
      przecież to, że jestes sama nie znaczy, że jesteś trędowata. Jeżeli na początku
      nie chcesz się spotykać z całą zanjomą rodziną to spotkaj się tylko z koleżanką
      bez jej męża i dzieci...
      • clio11 Re: Rozwodnicy łączmy się 29.07.05, 12:33
        "Połączmy dusze w jedno ognisko i w jedno ognisko dłonie!"

        Czy jakoś tak.

        No i pierwsze oznaki starości-nie pamięstam, skąd ten cytat.

        Witaj, nowe mięsko to dla kolegów atrakcja nie lada. Mimo, że nie szukasz
        romansu-strzeż się zawczasu, nieszczęsna! wink

        I nie upadaj na duchu, będzie ok. Mimo, że jeszcze spory kawałek drogi przed
        Tobą. Przed nami smile

        Bo razem raźniej, czyż nie?


      • buba77 Re: Rozwodnicy łączmy się 31.07.05, 13:18
        No własnie, pytanie głównie do kobiet: jak sprawic żeby facet nadal sie
        interesował dziećmi? Zwłaszcza gdy zalozy wlasna rodzine? Dotychczas
        interesowal sie glownie obkupując ich, zresztą calkiem nienajgorzej, co tez
        istotne, ale nie najwazniejsze. Choć finanse bardzo mnie martwią, to jednak
        chciałabym zeby mieli przede wszystkim kontakt z ojcem.
        Czuje sie tez calkiem bezradna, jesli chodzi o wlasne zycie, jak funkcjonować,
        mam tendencje do zamykania sie w sobie, izolowania. Powiedzcie jak
        wychodziliście z takiej sytuacji? Dziękuję z góry.
        • clio11 Re: Rozwodnicy łączmy się 31.07.05, 14:26
          Buba, mądry ojciec nie potrzebuje zachęty. Wie, kiedy zadzwonić, kiedy
          przyjechać, kiedy pomóc, jeśli zachodzi taka potrzeba. wie, bo po prostu go
          interesują własne dzieci i ich rozwój.
          Jeśli zainteresowanie dziećmi miałoby być stymulowane-wcześniej czy później-i
          tak przygasnie.
          To chyba przewidywalne, że skoro założy rodzinę, ona będzie na pierwszym planie
          jego zainteresowań, chociażby z racji codziennego kontatru i wielu, nawet
          prozaicznych, wspólnych interesów.
          Ja nie osiągnęłam jeszcze na tej płaszczyźnie porozumienia, niestety. Poglądy
          i zachowanie mojego Ex-a wciąż ewoluują w tej materii. Najodopowiedniejszą
          ostatnimi czasy dla niego opcją kontaktów z naszym potomstwem jest opcja: Wasza
          Mama Nie Wie Gdzie Jesteśmy I Co Robimy.


          • akacjax Ojcuje się gdy się chce-samemu 31.07.05, 17:13
            Burza była, musiałam się wyłączyćsmile
            Mój jeszcze-mąż ma dzieci za ścianą i do młodszego syna ewentualnie wypowiada
            jedno-dwa zdania w tygodniu. Starszy rozmowniejszy, to zagaduje czasem ojca,
            ale już też powoli ma dość pustych odpowiedzi.
            Ojcowanie kończy się wg. j.-m. na płaceniu alimentów.
            I nikt tego nie zmieni, dopóki on sam tego nie zechce. (Synowie 17, 19)
            • buba77 Re: Ojcuje się gdy się chce-samemu 31.07.05, 22:52
              Boże, to okropne, co mówisz. U mnie pewnie będzie podobnie. Właściwie już jest.
              Nie mogę się z tym pogodzić. Jestem przerazona, co to będzie, jak się
              wyprowadzi. Całe życie staje mi przed oczami co mogłam zrobić, aby do tego nie
              doszło! Z jednej strony wiem, że nasze rozstanie jest konieczne, z drugiej
              czuję sie odpowiedzialna, ze powinnam temu zapobiec.
                  • czekolada72 Re: Ojcuje się gdy się chce-samemu 02.08.05, 00:38
                    Wiesz co - ja mimo uplywu 3 lat od naszego definitywnego rozstania miewam
                    totalne doły pt "moja wieka wina, trzeba bylo zachowac sie inaczej to wtedy
                    byloby inaczej, bylibysmy razem", ale....
                    1. moze i byloby inaczej, ale czy faktycznie bysmy byli razem??
                    2. czy bylabym szczesliwa robiac cos wbrew sobie, bez przekonania??
                    3. i najwazniejsze - "bo do tanga trzeba dwojga" - chocbym na glowie staneła, a
                    on nie chciał byc ze mna - to by i tak nic nie dalo sad
                    • buba77 Re: Ojcuje się gdy się chce-samemu 02.08.05, 00:46
                      No i chyba faktycznie bez sensu się tak zamartwiać. Nie wiem jak u mnie będzie
                      za trzy lata (u mnie wyprowadzka faceta na razie trwa, jeszcze dzieci nie
                      wiedzą). Teraz to jest nieznośne poczucie porażki, czegoś skończonego, próbuję
                      jeszcze myślec, zeby to ratować (ale od dawna nie ratuję, to jakoś mózg płata
                      mi figle myślac w ten sposólb)
                      Wiesz co mi pomaga? Gdy mysle ze to jest MOJA decyzja. Ale może u Ciebie to nie
                      była Twoja?
                      • czekolada72 Re: Ojcuje się gdy się chce-samemu 02.08.05, 00:50
                        buba77 napisała:

                        > Teraz to jest nieznośne poczucie porażki, czegoś skończonego

                        O toto, wlasnie - porazka, mam to samo sad

                        > Wiesz co mi pomaga? Gdy mysle ze to jest MOJA decyzja. Ale może u Ciebie to
                        nie była Twoja?

                        Otoz to - to byla decyzja exa i jego panienki - ja zostalam postawiona przed
                        faktem dokonanym i nie powiem, zeby to bylo mile.
                        • buba77 Re: Ojcuje się gdy się chce-samemu 02.08.05, 00:57
                          Wierzę, że bardzo niemiłe. I niesprawiedliwe, bo oni łatwiej układają sobie
                          zycie. Tak mi się wydaje. Ale życie toczy się dalej...
                          Ale może taką decyzja zaoszczędził Ci jakiegoś bezsensownego życia we dwoje,
                          gdzie nic już się nie dzieje? Czasami próbuje myslec, ze coś mi sie przytrafia
                          po coś. Żeby coś zrobić ze sobą. Najgorsza ta świadomośc, ze tak sie chciało
                          być na zawsze razem, wnuki chowac itd... Ja mam i tak. Bo pomimo ze to moja
                          decyzja, to jednak była wymuszona jego zachowaniami, dla mnie nie do przyjęcia.
                              • kvinna1 Re: Ojcuje się gdy się chce-samemu 02.08.05, 11:16
                                Wejde Wam z dyskusje, ale mój mąż jest inny. Nie rozsiewał swoich cennych
                                plemników nigdzie oprócz mojego "ogródka" - dwoje cudnych dzieciaków. Przez 15
                                lat byłam tylko ja i inigdy nie dał mi odczuc ze wogóle istnieją inne kobiety!
                                A teraz... nagle zakochał się w innej...i po miesiącu znajomości z nią
                                powiedział ze odchodzi!!! Poprostu sie zakochał, szaleńczo, młodzieńczo i
                                zupełnie ślepo. Misternie realizuje swój plan, krok po kroku, pewenie do konca
                                wakacji się wyprowadzi, formalności w toku... Ot życie.
                                • kiwi69 Re: Ojcuje się gdy się chce-samemu 02.08.05, 11:33
                                  a jesteś tego taka pewna ,że wczesniej nie rozsiewał ,skoro teraz to i moze
                                  wcześniej.Ja bym nie potrafiła przygarnąć takiego na nowo bo zawsze miałabym
                                  swiadomość ,ze skoro zrobił raz zrobi znowu... Ot życie przysiagaliśmy sobie
                                  ale co z Tego wyszło... ZXal mi dzieci w tym wszystki m bo one zwasze beda
                                  miedzy nami.. takie ogniwka łączące...
                                    • kiwi69 Re: Piszcie, co robicie 02.08.05, 12:15
                                      u mnie jest tak, że jedno chodzi do taty drugie nie bo nie chce sie z tatą
                                      spotykać i nie mogę go zmusić, przykre jest to ze dziecko nie chce iść do
                                      swojego taty , a my dorośli właściwie ze soba nie rozmawiamy, nastepuje
                                      przekazanie "towaru" w postaci dziecka ... Bardzo to przykre...
                                      • anja_pl Re: Piszcie, co robicie 02.08.05, 12:24
                                        Moje dzieci też nie chciały byc z Tatą, po kilku weekendach spędzonych u Niego.
                                        Pytałam psychologa czy mam Je siłą, bo wiem, że Im nakażę to pójdą. Powiedziała
                                        mi, że nie mozna zmuszać, bo będzie jeszcze gorzej. Troche to trwało, bardzo
                                        duzo rozmów, przekonywania, ze Tata Je kocha. Młodszy syn chce już z Tatą
                                        spędzać weekendy, starsza córka nie. Do ich wspólnych wakacji przekonywałam
                                        dzieci od kwietnia. Pojechały.
                                        Dużo rozmów z dziećmi i szacunek dla współmałżonka, jeśli się da, to sprawi, że
                                        dzieciaki będą chciały sie z nim spotykać.
                                        Tak myślę.
                                          • akacjax Warunek podstawowy: 02.08.05, 12:30
                                            Ojciec chce kontaktów z dziećmi.
                                            Starszy syn(19) zgaduje do ojca, ten mu coś odpowie, i vice versa-nic ponad to.
                                            Młodszy(17) mówi, że mało przebywa w domu, bo nawet patrzeć na niego nie może...
                                            (ojciec do niego prawie nic nie mówi)
                                            Opinia starszego syna o młodszym:no, nie ma ojca-choć ma.
                                        • kiwi69 Re: Piszcie, co robicie 02.08.05, 12:41
                                          mój psycholog powiedział też nic na siłę.Tylko mnie najbardziej boli to ,że ja
                                          wkładam im do tych główek to i owo a on pstryk i cała robota na nic nie mówiąc
                                          o jakimś bezpodstawnym ,bezsensownym nastawaniu dzieci na mnie.Moje dzieci sa
                                          młodsze 5 i 10 lat.Córa przeszła swoje i dlatego taka niechęć w niej do taty i
                                          długo to bedzie trwało zanim powie tatuś o ile w ogóle tak powie a młodzszym
                                          synkiem tata wciąż manipujuje bo takim sie jeszcze da ...
                                • akacjax A Waszej miłości już nie było? 02.08.05, 12:02
                                  Kobiety, które przeżyły ukrywanie zdrady i podwójne życie nie miały mniejszego
                                  bólu niż te, które szybko usłyszały takie szczere przyznanie się do nowej
                                  miłości. A czy nie powinno być tak, że najpierw widzi się koniec własnego
                                  małżeństwa, rozstanie i dopiero potem szukanie nowego obiektu westchnień...?
                                  Inna kolejność i nawet natychmiastowe odejście to i tak zdrada-jakby na to nie
                                  patrzeć. Ot życie.

                                  Kvinno-nie dawał nic odczuć, że jest mu źle w związku? A może mu nie było źle-
                                  tylko ogłupiał chwilowo (czasem tak sie zdarza)-może mu przejdzie, może zmieni
                                  zdanie-a co wtedy Ty byś zrobiła?
                                  • buba77 Miłość powszednieje, 02.08.05, 12:20
                                    gdy się jej nie uprawia. Kobiety bardziej dbają o dom, dzieci, to je pochłania,
                                    a faceci skaczą wtedy w bok. Może gdyby im dostarczać w domu potrzebnyhch im
                                    nowych wrazeń? A dla nas te dzieci i dzieci. Jeszcze gdy on za bardzo nie dba,
                                    to my próbujemy z adwoje i on juz ma czas na inne. Nie jest tak? Nie widze
                                    sposobu na trwanie związku, chyba ze facet naprawde odpowiedzialny i bez
                                    wiekszego temperamentu. Ale tacy dla niektórych kobiet są nudni. Taki
                                    charakter. Ciagle nie wiem jak sobie z tym radzic.
                                    • akacjax Dbanie dotyczy obu stron 02.08.05, 12:33
                                      Często zrzyca się na kobietę odpowiedzialność za żar w związku. Oczywiście
                                      prasa też dodaje swoje, idiotyczne poradniki itd. Czy mężczyznom się tak często
                                      radzi, co maja zrobić, by miłość i żonę przy sobie zatrzymać?
                                  • kvinna1 szanse na naprawe tego związku są raczej niewielki 03.08.05, 11:57
                                    Akacjax,

                                    ja wiem, kurcze, jestem pewna, ze kompletnie mu odbiło na punkcie tej kobiety.
                                    Dla mnie oczywiste jest, ze najpierw powinien byc koniec jednego związku, a
                                    poźniej ktos nowy, ale na to co sie w Jego głowie dzieje nie mam wpływu. Odciął
                                    się kompletnie. POstawił emocjonalną zapore, nie mysli o nas, o naszej
                                    przeszłości - przyszłości, o moich uczuciach. Zreszta sam powiedział ze woli
                                    sie nie zastanawiac nad tym. Czy było mu źle, myśle, ze nie. Pewenie mogłoby
                                    być lepiej, zawsze może być lepiej. A jeszcze w maju wybierał działkę pod nasz
                                    dom...
                                    Teraz, gdy od miesiąca zyję ze świadomością tej Drugiej, powoli zaczynam
                                    dochodzic do wniosku, ze powinno przestać mi zależeć. Oczywiście to nie takie
                                    proste, ale chyba tak bedzie dla mnie lepiej. Pewenie zawsze bym sie bała, ze
                                    znów mu odbije i znów sie zakocha w innej. Nie wiem. Tymczasem wszystko sie
                                    toczy po jego mysli; dzisaj mieliśmy podpisac podział majątku, niestety z
                                    przyczyn formalnych musimy to odłożyć na poniedziałek. Jak będzie miła papiery,
                                    ma od razu załatwiać kredyt na mieszkanie (dla siebie, swojej nowej kobiety i
                                    jej dzieci...). Jak widzisz, chyba szanse na naprawe tego związku są raczej
                                    niewielkie... a nawet jak mu przejdzie, czy jeszcze będę umiała ja żyć z Nim i
                                    ze świadomością tego co się stało?
                                    Ech, dobrze, ze jest lato, jakoś łatwiej, gdy słońce świeci.
                                    • buba77 Re: szanse na naprawe tego związku są raczej niew 03.08.05, 12:58
                                      Moje dzieci, chłopcy mają 17 i 14 lat. O rozstaniu powiemy im dopiero, jak
                                      przyjadą obydwaj z wakacji, czyli dopiero gdzieś za półtora tygodnia.
                                      Postanowiliśmy im powiedzieć razem, żeby widzieli, ze rodziców mają cały czas
                                      tak samo jak dotychczas dla siebie. Potem pojadą z tatą na tydzien wakacji. Na
                                      razie nawet nieźle sie dogadujemy, to nasa wspólna decyzja, ale i tak boli
                                      okropnie. Jesteśmy zgodni, że dla dzieci ma się jak najmniej zmienic. Mam
                                      nadzieje, ze bedą jakieś rozmowy miedzy exem i chłopcami, choć moj (juz nie
                                      mój) facet do nich nieskory. I że chłopcy zaakceptują całą sytuację. Żeby tylko
                                      tak się stało. Powinni zrozumieć, zwłaszcza że wiedzą, jak do tej pory było.
                                      Ex się powoli wyprowadza, wynosi stopniowo swoje rzeczy tak żeby mlody nie
                                      widział. Nie bedzie żadnego wynoszenia mebli itd. choć nawet bym tego chciała
                                      (dom jest mój, tylko mebli dorobiliśmy się przez 20 lat). Ale niech to się
                                      dzieje stopniowo, potem jakies malowanko, żeby zakryć dziury po obrazach. Tak
                                      sobie myśle, żeby tak zrobić (trzeba się czymś zając) choć czuje zero energii i
                                      ciagle ten ciężar w żołądku. Niech to się wreszcie wydarzy do końca. A jak u
                                      Was? Żal mi jak dzieci takie małe (5 i 10 lat). ale jak czytałam wypowiedzi
                                      internetowe dzieciaków, to one zawsze mówiły, że niepotzebnie rodzice sa razem
                                      dla nich. One i tak czują, że jest źle i wolą jasną sytuacje niż takie
                                      zakłamanie. to jest trochę pocieszające. Wszystko w rękach rodziców na ile z
                                      szacunkiem do siebie będą sie odnosic.
                                      • akacjax dzieci zawsze szkoda 04.08.05, 06:00
                                        A one zawsze to przeżywają, niezależnie ile mają lat..
                                        Jeżeli w domu wiało chłodem-łatwiejim sie przyzwyczaić do myśli, jeżeli było ok-
                                        trudniej.
                                        Gdy w ubiegłym roku mówiłam synom o alimentach, to choc znali sytuację i tak
                                        było to dla nich dziwne i straszne...
                                        Najważniejsze powtarzać dzieciom-to rodzice się rozwodzą...
                                        I piękne by było gdyby wiedzieli, że na ojca, który się wyprowadza, też mogą
                                        liczyć.
                                        • buba77 Re: dzieci zawsze szkoda 04.08.05, 09:37
                                          zobaczymy, jak to u nas będzie. Mam dość blisko przykład, ze facet odszedł gdy
                                          najmłodsze z trojga dzieci już było na studiach. I też był dramat. Mam
                                          nadzieję, że ex będzie jakoś uczestniczył w naszym życiu tak jak to teraz
                                          obiecuje.
                                          Już byłam spokojniejsza i dzisiaj znowu dół. W dole - zero energii. Nie jestem
                                          zbyt towarzyska i boje się, że będę się izolować w swoim smutku.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka