Dodaj do ulubionych

zaczynam...

18.08.05, 15:41
dziecko w sposob naturalny kocha i ojca, i matke. Kiedy oni zaczynaja sie
nienawidzic, dziecko zostajac przy jednym z nich musi "zaczac nienawidzic" to
drugie...
oczywiscie wszyscy rodzice zapewniaja, ze absolutnie, ze nie, ze zalezy im na
jak najlepszym kontakcie dziecka z eks, ale prawda czesto wyglada zupelnie
inaczej. No i jeszcze ta atmosfera: przeciez ja nigdy nic zlego na nia/niego
przy dziecku nie mowie!
A w srodku tego wszystkiego dzieci... ktore po prostu chca kochac i mame, i
tate...
Obserwuj wątek
    • izabela1976 Re: zaczynam... 19.08.05, 11:30
      Moi rodzice rozwiedli się jak miałam niecałe 5 lat. Niecałe 5 lat, gdy z mamą i starszym bratem wyprowadzilismy się z naszego mieszkania (do nowego). Nie pamietam jak się wtedy czułam, co przeżywałam itd. Wiem tylko że pojechałam na wakacje do dziadków a potem od razu na nowe miejsce. Od tamtej pory nie widziałam ojca. Zrezygnował z kontaktów z nami, ze mną - a byłam podobno jego ulubienicą. Już 25 lat nie widziałam ojca i nie potrzebuję żadnego z nim kontaktu.
      Ale jako dziecko często się zastanawiałam dlaczego mnie nie chciał, dlaczego nie odwiedzał, dlaczego tak łatwo zrezygnował. Jak miała 12-13 lat to chciałam do niego napisać, czy chociaż wysłać kartkę, zrobić ten pierwszy ruch. Ale strach przed ponownym odrzuceniem był zbyt duży. Często zazdrościłam koleżankom ich ojców. Tego, że chodzą z nimi do kina, parku, odrabiają razem lekcje.
      Teraz w stosunku do niego nie mam już żadnych uczuć, ani tych dobrych ani tych złych. Po prostu pustka.
      Czasem tylko zastanawiam się na ile rozwód rodziców wpłynął na moje życie. Na ile byłoby inne gdyby oni byli zgranym małżeństwem. O ile lepsze były by moje kontakty z płcią przeciwną, ale tego się nie dowiem...
      • nick-xyz Re: zaczynam... 19.08.05, 12:27
        a czy mama mowila ci czasem o nim? czy wiesz, dlaczego sie rozstali?
        zastanawia mnie taka kwestia, czy jezeli miedzy rodzicami sie nie uklada,
        powinni byc ze soba dla dzieci? wiem, jest bardzo duzo zdan na ten temat i same
        dzieci rozwiedzionych mowia czasem, ze lepiej, ze sie rozstali niz ogladac to
        pieklo, ale znam tez dzieci, dla ktorych wspolne mieszkanie z obojgiem rodzicow
        jest wazniejsze i okreslane jako szczescie, mimo obecnosci np. kochanki w
        postaci tajemnicy poliszynela.
        a poza tym dziekuje za wpis!smile
        • izabela1976 Re: zaczynam... 20.08.05, 22:05
          Nie, mama nigdy mi nie mówiła o ojcu a ja nie pytałam. Wiem za to, że rodzice planowali rozwód jeszcze zanim ja się urodziłam. Wraz ze mną odunęło się to trochę w czasie. Wiem też że rozwód był z ojca winy i że nie zawsze postępował fair w stosunku do mamy i do nas, swoich dzieci.

          Myslę, że nie warto być ze sobą tylko i wyłącznie dla dobra dzieci. W pewnym momencie dzieci odchodzą z domu, zakładają swoje rodziny i zostaje wtedy dwoje ludzi, których już nic nie łączy, nawet dzieci bo ich już z nimi nie ma.

          Żałowałam tylko, że mama nigdy z nikim się juz na dłużej nie związała. Mimo, że miała taką mozliwość. Nie wiem czy rezygnowała z naszego powodu... Ale pamiętam jaka była szczęśliwa gdy miała kogoś.
    • darek_arek Re: zaczynam... 19.08.05, 21:20
      Moi rodzice też rozstali się jak byłem mały.Moja mama zawsze pamiętała jednak o
      dziadkach- rodziców ojca.Bardzo często jeździliśmy do nich w przeciwieństwie do
      mojego ojca.On jeździł tam tylko po kasę, nie obchodziło go nic oprócz
      gorzały.Okradł nas, okradł rodzinę, a to co mam zawdzięczam dziadkom i swojej mamie.
      • kaha1 Re: zaczynam... 20.08.05, 12:32
        ale ty przynajmniej wiedziałeś gdzie on jest, jaki jest i że matka zrobiła to z
        konkretnych powodów - nie odcinając się od reszty jego rodziny. To bardzo ważne.

        a jeśli chodzi o rodziców i kontakt z nimi - to dzieci powinny pierwsze
        wyciągnąć rękę. Ponieważ są młodsze i ponieważ jako dzieci powinny wyjść do
        rodziców i poprosić jeśli czegoś chcą. Dlatego jeśli chodzi o kontakt z
        nieobecnym rodzicem, od dorosłego dziecka zależy jaki on będzie.
        • izabela1976 Re: zaczynam... 20.08.05, 22:13
          Dlaczego to dzieci powinny pierwsze wyciagnąc rękę? Czy to ja mając niecałe pięć lat zrezygnowałam z kontaktów z ojcem? Jemu wtedy nie zależało na kontynowaniu naszej znajomości, na byciu razem z nami. Ani razu nie podjął próby spotkania się z nami. I to ja mam pójśc do niego? I może jescze do zupełnie obcego faceta powiedzieć "tato"? 25 lat przeżyłam bez niego, nie było go ze mną gdy go potrzebowałam. I teraz też go nie potrzebuję. Co nie znaczy, że nie dałabym mu szansy gdyby teraz się do mnie odezwał.
          • kaha1 Re: zaczynam... 21.08.05, 20:39
            to on może dać ci szansę smile
            jest starszy, jest twoim rodzicem. To z nim twoja matka się związała i ty
            urodziłaś się z ich miłości. To twoi rodzice. należy im się szacunek. I dlatego
            to ty powinnaś zrobić pierwszy krok - właśnie z tych względów.

            Poza tym nie znasz jego wersji wydarzeń. Nie wiesz czy o wszystkim opowiedziała
            ci twoja matka. Znasz tylko obraz jego jaki nosi w sobie opuszczona,
            pozostawiona sobie kobieta. Czyż może być on dobry?

            czy nie warto zobaczyć jaka jest prawda? I jakie według niego były powody
            rozstania, powody tego że nie kontaktował się z wami (czy aby napewno? może nie
            wiesz wszystkiego, miałaś wszak dopiero 5 lat)? Może te wszystkie te lata on
            myśli o tobie?
            • nick-xyz Re: zaczynam... 22.08.05, 10:22
              Kaha ma duzo racji. Izabelo, rzeczywiscie, nie znasz jego wersji wydarzen.
              Piszesz, ze to on nie chcial kontaktu z Wami - mysle, ze przede wszystkim nie
              chcial kontaktow z Twoja mama, nie z Toba. Fakt, minelo 25 lat doroslas, mogl
              sprobowac, no ale przeciez nie wiedzial, co myslisz, co mowila Ci mama.

              A ze nie warto by c ze soba tylko dla dzieci? No fakt, one odchodza i zostaja
              ludzi, ktorych nic nie laczy. Ale z drugiej strony dzieci powinny miec wzorzec
              mamy i taty w domu - oczywiscie tu znowu jest pytanie, czy ten wzorzec bedzie
              prawidlowy....
            • izabela1976 Re: zaczynam... 22.08.05, 10:42
              Pamiętam pewien czerwcowy dzień. Ja już po zdanej maturze i po pismnej, po
              ustnej, ze świadectwem dojrzałości w ręku. I mój pierwszy list od ojca.... o
              treści "Szanowna pani proszę o dostarczenie zaświadczenia o kontynuacji nauki".
              List bardzo bezosobowy. Pamiętam jak musiałm pójść do mojego byłego liceum i
              poprosić o zaświadczenie...
              Pamiętam jak potrzebny był mi paszport. Wszyscy moi znajomi z klasy załatwili
              go w miesiąc, my razem z mamą straciłyśmy na to ponad pół roku (ojciec tam
              gdzie jest zameldowany nie mieszka, a załatwianie paszportu sądownie trwa i
              kosztuje).
              Pamiętam sumę alimentów jaką przesyłał na mnie (więc wiedział gdzie mieszkam).
              Starczało na bilet miesięczny i na jedno pójście do kina. Bardzo dużo kwota jak
              na nastolatkę chodzącą do liceum.
              Z dokumentów rozwodowym wiem, że miał przysądzone 2 weekendy w miesącu i
              miesiąc wakacji. Zgadnijcie ile razy się widział ze mną. Zero.
              Zgadnijcie ile razy pojawiał się na sprawach o podwyższenie alimentów? Zero.
              I to ja mam pierwsza wyciągnąc rękę?
              Przez te wszystkie lata stracił prawo by być moim ojcem. Dla mnie w tej chwili
              jest tylko dawcą nasienia.
              Nigdy nie skontaktował się ze mną (w tej chwili chodzi mi o okres kiedy jestem
              już dorosła) by wytłumaczyć mi dlaczego sie rozeszli, dlaczego nie widywał się
              z nami.
              Gdyby teraz się odezwał to pewnie bym się z nim spotkała, nawet po to tylko by
              dać mu szansę wytłumaczenia się.
              I jeszcze raz powtórzę: To nie ja zostawiłam ojca. To ojciec zostawił mnie.
              • nick-xyz Re: zaczynam... 22.08.05, 10:56
                Izo, strasznie mi przykro czytajac Twoja historie... mysle o Tobie cieplosmile
                Wiesz, znam troche podobny przypadek, ojciec odszedl, gdy syn mial 14 lat, i o
                dziwo - kontaktowal sie i nadal kontaktuje z jego siostra. A z synem - zero
                kontaktu od prawie 30 lat... I ten jego syn, ktory swego czasu strasznie
                cierpial porzucony przez ojca, wlasnie dwa lata temu zostawil swoja zone i
                dzieci. Utrzymuje kontakt z dziecmi, ale tak bardziej 'pro forma'.
                Czy to wszystko musi byc takie popaprane...
                • kaha1 Re: zaczynam... 22.08.05, 12:43
                  izo jest w tobie dużo złości i żalu.
                  Jeśli tak to pozostawisz to wszyscy faceci będą ci się jawić jako niegodni
                  zaufana, jako ci, którzy mogą kobietę porzucić, zawieść. Chcesz tak żyć?

                  1. Rodzice nie muszą się tłumaczyć przed dziećmi. Podejmują decyzję, bo są
                  dorośli i biorą za te decyzje odpowiedzialność. Ty możesz go zapytać dlaczego
                  nie jest z wami, ale nie jest jego obowiązkiem ci się z czegokolwiek tłumaczyć.

                  2. Sytuacje w sądzie oznaczały spotkanie z twoją matką. Musiało się między nimi
                  coś takiego stać, że za wszelką cenę starał się ich uniknąć.

                  3. Czy ty kiedykolwiek zwracałaś się do ojca ciepło i życzliwie, aby on miał
                  podstawy być miłym dla ciebie? Dziecko musi sobie zasłużyć na pochwałę. Za
                  niemiłe zachowanie rodzice nie nagradzają - taka jest prawidłowość. W każdej
                  rodzinie.
                  • nick-xyz Re: zaczynam... 22.08.05, 13:24
                    patrzac z punktu widzenia "czcij ojca swego i matke swoja" (ktory nota bene ja
                    podzielam), masz racje. I masz racje piszac

                    Za
                    > niemiłe zachowanie rodzice nie nagradzają - taka jest prawidłowość.

                    Piszesz w kazdej rodzinie. Ale czy Iza ma rodzine?
                    jakbym miala komus radzic (Izo, z gory przepraszam, bo o rade nie prosilas, ja
                    teraz tak bardziej teoretycznie), to oczywiscie radzilabym sprobowac dac ojcu
                    szanse i odezwac sie pierwsza.
                    Tylko naprawde trzeba pamietac, ze dziecko bardzo silnie identyfikuje sie z
                    porzucona matka i de facto tez jest porzucone. bez jego winy. Gotowosc do
                    wyciagniecia reki w takiej sytuacji - jezeli w ogole nastapi - wymaga czasu.
                    • kaha1 Re: zaczynam... 22.08.05, 13:35
                      to prawda.

                      jednak jeśli cokolwiek ma się zmienić, jeśli Iza chce wierzyć w rodzinę i ją
                      założyć, to trzeba podjąć ten trud. Dla siebie, dla swojej przyszłości.
                      Przestać wreszcie patrzeć na ojca oczyma matki.
                  • izabela1976 Re: zaczynam... 22.08.05, 13:45
                    . "Rodzice nie muszą się tłumaczyć przed dziećmi. Podejmują decyzję, bo są
                    dorośli i biorą za te decyzje odpowiedzialność" - Czy porzucenie dziecka
                    świadczy o dorosłości i dojrzałości?

                    "Sytuacje w sądzie oznaczały spotkanie z twoją matką. Musiało się między nimi
                    coś takiego stać, że za wszelką cenę starał się ich uniknąć." - Moja mama nie
                    żyje od ponad dwóch lat Więc "przeszkody" już nie ma, jego zresztą też.

                    "Czy ty kiedykolwiek zwracałaś się do ojca ciepło i życzliwie, aby on miał
                    podstawy być miłym dla ciebie? Dziecko musi sobie zasłużyć na pochwałę" -
                    Kochałam go a on mnie zostawił. Dziecko musi zasłużyć na pochwałę, a ojciec na
                    miłość dziecka
                    • kaha1 Re: zaczynam... 22.08.05, 13:50
                      czasami porzucenie dziecka jest bardziej dojrzałą decyzją niż pozostanie. Ale
                      nie wiem jak było w twojej rodzinie.

                      czy były rozprawy w których miałaś uczestniczyć tylko ty i on?

                      tak na prawdę dziecko kocha każdego rodzica, ten wcale nie musi sobie na to
                      zasłużyć. I to z tej niespełnionej miłości, która nie sięga swego celu rodzi
                      się nienawiść, rozgoryczenie i rozpacz bycia porzuconym. Właśnie z miłości..
                      • izabela1976 Re: zaczynam... 22.08.05, 14:15

                        "czy były rozprawy w których miałaś uczestniczyć tylko ty i on?" - Tak. Jak
                        skończyłam 18 lat to ja byłam stroną w sądzie. On i tak się na sprawach
                        sądowych nie pojawił

                        "tak na prawdę dziecko kocha każdego rodzica" a czy i rodzic nie powinien
                        kochać swego dziecka?

                        > się nienawiść, rozgoryczenie i rozpacz bycia porzuconym. Właśnie z miłości..
                        • kaha1 Re: zaczynam... 22.08.05, 17:17
                          powinien

                          czasem jednak coś staje na przeszkodzie. A dziecko nie wie co.
                  • misinka81 Re: zaczynam... 12.09.05, 18:13
                    dlaczego dziecko musi zasłużyć sobie na pochwałę???
                    dziecko się chwali by motywować je do dalszych działań, żeby miało dobry obraz
                    siebie, w celach wychowawczych
                    dziecko akceptuje się bezwarunkowo i kocha bezwarunkowo............
                    • kaha1 Re: zaczynam... 12.09.05, 18:58
                      a wiesz właśnie okazuje się, że najsensowniejszy model wychowania to jednak
                      model oparty na założeniach behavioralnych. Więc to co piszesz jest słuszne,
                      natomiast powinno wystąpić pewne hmm warunkowanie.. kochać owszem za wszystko,
                      ale chwalić kiedy sobie zasłuży
    • beza_123 więc co? 24.08.05, 12:25
      nick-xyz napisała:

      > dziecko w sposob naturalny kocha i ojca, i matke. Kiedy oni zaczynaja sie
      > nienawidzic, dziecko zostajac przy jednym z nich musi "zaczac nienawidzic" to
      > drugie...
      Mam nadzieję, że się mylisz. Dziecko jest oczywiście ze mną, ale nie chcę, żeby
      nienawidziło ojca. To byłoby złe dla niej.

      > oczywiscie wszyscy rodzice zapewniaja, ze absolutnie, ze nie, ze zalezy im na
      > jak najlepszym kontakcie dziecka z eks, ale prawda czesto wyglada zupelnie
      > inaczej. No i jeszcze ta atmosfera: przeciez ja nigdy nic zlego na nia/niego
      przy dziecku nie mowie!
      Stereotyp. Jak ojciec za długo się nie pokazuje, to ja dzwonię i przywracam do
      pionu. Inaczej, nawet nie musialabym mówić. Moja córka ma 7 lat i wie, kiedy
      tatuś zapomina, że się z nią umówił...

      > A w srodku tego wszystkiego dzieci... ktore po prostu chca kochac i mame, i
      > tate...
      No i tu jest dramat. Kiedy mama i tata są osobno. Co zrobić, żeby dziecko nie
      odczuło tej zmiany, jako końca świata. (choć to de facto jest koniec świata).
      Nie chcę, żeby ona była nieszczęśliwa.
      • nick-xyz Re: więc co? 24.08.05, 14:07
        Czesc.

        Napisalam, ze kiedy rodzice zaczynaja sie nienawidziec, dziecko czesto zaczyna
        nienawidziec to drugie. Nienawisc. Jesli jest miedzy rodzicami, jezeli
        rodzicom na wspomnienie tego drugiego same zeby rosna, to z moich obserwacji
        wynika, ze dzieci niestety to przejmuja. Ale moze w Waszym przypadku nie
        doszlo do glebokiej wzajemnej nienawisci i Twoja corka tez to wyczuje.

        'Niemowienie' niczego zlego na eks jest po prostu nierealne, bo skoro doszlo do
        rozstania, musialy byc powody, a te powody to na pewno nie byla wzajemna
        dobroc, wyrozumialosc i lagodnosc. Wiec musialo zaistniec cos zlego. A
        zrobienie z tego tematu tabu tez ma krotkie nogi. Jezeli wiec nieuniknione
        jest, ze o ojcu/matce dziecko uslyszy zle rzeczy, pozadanym rozwiazaniem wydaje
        sie byc dazenie do obiektywnego mowienia o drugim rodzicu, tzn. on/ona przeciez
        tez mialy jakies dobre cechy. Przyznam, ze teoretyzuje, bo nie bylam w takiej
        sytuacji i moze sie to okazac niewykonalne.

        Co zrobić, żeby dziecko nie
        > odczuło tej zmiany, jako końca świata. (choć to de facto jest koniec świata).

        Ano, sama widzisz... to jest koniec swiata. Jak zrobic, zeby poparzone dziecko
        nie czulo sie poparzone?
        Pewnie mozna probowac odwracac uwage, sprawiac przyjemnosci, ale blizna
        zostanie...
        • beza_123 Re: więc co? 24.08.05, 16:01
          HA. Gdyby nie było nienawiści, nie byłoby rozstania. Ja nie zburzylabym rodziny
          bez powodu. Ale nie chcę, żeby moja nienawiść zarzutowała na uczucia córki.
          Myślisz, że mi się nie uda?crying
          • nick-xyz Re: więc co? 24.08.05, 16:47
            Dzieki Bogu nie jestem wyrocznia, nie wiem.
            Jednak mysle sobie, jak patrze wokolo, ze nienawisc nienawisci nierowna w
            sensie gwaltownosci tego uczucia, bo jak je przezywamy zalezy w glownej mierze
            od naszego temperamentu. Furiatowi na pewno bedzie trudniej "nienawidziec
            kulturalnie", ze sie tak eufemistycznie wyrazesmile
            Duze role odgrywa tu tez oczywiscie wybaczenie (nie mylic z zapomnieniem). Mam
            nadzieje, ze uda Ci sie ochronic corke w mozliwie najwiekszym stopniu. smile
    • joannalegosz Re: zaczynam... 02.07.06, 13:44
      Witam.
      Mam na imię Asia.Mam dwie córeczki (10 i 2,5) - Julkę i Malinę.
      Od kilku lat jestem w związku z mężczyzną, którego bardzo kocham i który jest
      ojcem Maliny.
      W tej chwili niestety okazuje się, że ten właśnie męczyzna chce nas zostawić,
      ponieważ nie może dojść do porozumienia z moją starszą córką.
      Nasze losy są dość skomplikowane, szczerze mówiąc od początku nie było łatwo,
      ale brnęliśmy wspólnie dalej, wspierając się i kochając pomimo..
      Jestem rozwiedziona z tatą Julki, który nie utrzymuje z nią od jakiegoś czasu
      kontaktu.W czym jest problem - zapytacie...?
      Otóż po wielu wizytach u psychologa, po setkach rozmów i awantur - Adam po
      prostu odpuścił..od samego początku jego stosunki z Julką były kiepskie -
      próbował za wszelką cenę wychować małą czterolatkę, która przeze mnie była
      rozpieszczona jak sądza za mocno (mmiałam poczucie winy, że pozbawiłam ją
      ojca).. NIe udało się nawet z pomocą psychologa naprawić relacji pomiędzy Julką
      i Adamem.
      Jasno, wyraźnie i wprost mówią, że nie mogą patrzeć na siebie - Julka
      skrzywdzona i spacyfikowana zamyka się z sobie coraz bardziej, Adam z kolej już
      nie walczy o jej względy, nie stara się, okazuje jej już wrogość, zlośc
      wyładowuje zupelnie bez powodu...
      I w tym wszystkim ja i mała Malina, która już zaskakująco duzo rozumie...
      Ja nie mogę już im pomóc - wiem jednak, że najgorsze co mogło się zdarzyć
      własnie się zdarzyło... brak dobrej woli dorosłego i dziecka przekreślił naszą
      rodzinę..
      Jestem zbyt załamana, żeby jeszcze walczyć i próbować przekonywac ich do swoich
      racji - że warto, że nie wolno się tak poddawać, że jesteśmy sobie bliscy, ze
      mi zależy, że coś ważnego stracimy wszyscy...
      Rozwód z mężczyzną, który pił i bił to nic w porównaniu z czymś takim, wierzcie
      mi... tkwi we mnie taka bezradność i poczucie klęski, że nie jestem w stanie o
      niczym innym myśleć..
      I co z Maliną ???
      nie wiem, co mam dalej robić, jak dalej żyć, kiedy moja miłość odejdzie..
      Od psychologa usłyszałam, że zrobiłam najgorsze, co mogłam zrobić - pozwoliłam
      sobie na luksus posiadania wspólnego dziecka.. a paradoksalnie Adam jest dla
      maliny po prostu cudownym tatą... dlaczego nie potrafił pokochać Julki????
      Dlaczego ona nie potrafiła go zaakceptować????


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka