Dodaj do ulubionych

Ukrece jej łeb! albo jemu

25.08.05, 11:03
Nie tego juz za wiele. Nie wytrzymam nerwowo.
Mój .. mąż w czerwcu zapraszał mnie i syna na koncert Jarrea w Gdańsku,
dzisiaj dowiedziałam sie ze wybiera sie z ta swoja dupą, a na dodatek chce
zabrac naszego syna, zyeby sie razem bawili. To mi sie w gloweie nie miesci.
COs sie stanie, bo tego ja juz nie zniose. Skur...boi sie córce poowedziec, a
syna juz urabia. Czy jestem zaslepiona złością, czy coś nie tak. Mam ochote
go zatłuc!
Obserwuj wątek
    • mindsailor Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 11:06
      nie, nie jestes zaślepiona. wurzuć dziada z mieszkania i to jak najszybciej, bo
      to się robi chore!
      ma tupet ten Twój mązsad(((
      • moniczka80 Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 01.09.05, 22:50
        nie zabijaj...bo zabijesz szmate a pojdziesz siedziec jak za czlowieka...
    • akacjax Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 11:23
      Niestety tak się sprawy toczą, a córce powiedz sama.
      Jego wywal już, tak jak radziłam.
      Niestety musisz uświadomić sobie, że jego relacje z dziećmi będa włączać tamta
      w to wszystko, ale może lepiej takie niż żadne? Nie możesz stawać między nim a
      dziećmi, bo Ty przegrasz i dzieci, a nie Twoje ambicje teraz najważniejsze, ale
      dobro dzieci.
      Dużo z nimi rozmawiaj i nie nadaj na niego do nich. Takie rady, wiem, że
      trudne, ale taka jest kolej rzeczy.
      Po prostu zacznij sprzątać, temu panu już podziękuj, wystąp o alimenty....
      • phokara Re: Ukrece jej ?eb! albo jemu 25.08.05, 11:27
        Jak masz go ochote zatluc, to sprobuj go chociaz natluc! Wywal z siebie negatywna energie, bo
        to baaardzo niezdrowe jest.

        Moi Exia nie tlukla.
        I zaluje.
      • kvinna1 Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 11:34
        Włączanie dzieci w jakies rozgrywki, to ostatnia rzecz jaką bym zrobila.
        Spytał syna czy ona moze z nimi jechac na koncert, a syn sie zgodził, ale
        dlatego bo bal sie ze jak sie nie zgodzi to ojciec wybierze ją. Mam ochote
        zabic go za to co przezyl przez to moj syn. Chyba pierwszy raz wpadlam w taka
        wsciekłośc. Jak on mogl to zrobic? Wogole mi sie w glowie nie miesci. Jak
        rozmawialam z synem przez telefon i syn mi to wszystko mowil, płakał i byl
        rozdygotany, miałam ochote patrząc na siedzącego naprzeciwko mnie meza zatłuc,
        męza oczywiscie, tą słuchawką. Zachowuje sie jak drań skończony.
        Nie pozwole mu włączać do jego nowego zycia naszych dzieci, dopoki one nie bedą
        gotowe. Boze, bałam sie tej chwili, teraz zaczelo sie bagno.
        • scriptus Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 11:40
          Podlosc, Kvi, trzymam kciuki, wydrap mu oczy pazurami sad
          Nie wiem, co powiedziec...
          • scriptus Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 11:42
            Oczywiscie, z tym wydrapaniem oczu, to nie jest powazna propozycja, jestem
            przeciwny agresji i przemocy, ale Twoja emocjonalna reakcja jest tu bardzo
            uzasadniona, byc moze to jedyny skuteczny srodek.
        • phokara Re: Ukrece jej ?eb! albo jemu 25.08.05, 11:40
          Noooo fakt - to juz bagno po kolana. Twoj maz zachowuje sie jak gowniarz, taka prawda. No na
          mozg mu padlo, co - wiadomo.
          Zenujaca sytuacja. Mysl o dzieciakach... i o sobie. Posluchaj intuicji, co zrobic, zeby to bagno
          nie unosilo sie wyzej... Nie wiem, co Ci poradzic..., nie wiem.
        • akacjax Spokojnie! 25.08.05, 11:42
          Dzieci nigdy nie będą gotowe!
          Zapytaj m. czy nie za szybko chce włączyć w nowe życie syna, czy nie widzi, że
          to za wiele dla młodego człowieka?
          A Ty wiesz, że musisz być teraz twarda, a emocje na noc, do poduszki.
          Mnie się tez wiele nie mieściło w głowie, a kilka dni temu syn usłyszał od ojca-
          jesteś nikim póki słuchasz matki. (Pomijam, że on dorosły już i radzi się ew.
          ale czy słucha?)itd.
          Twój j.-m. jawi mi sie jako zimny drań, czuły na zewnątrz, a w środku
          bezwzględny.
          A może powiedz, że musisz pojechać do domu (bo się źle poczułaś) i wyjdź z
          pracy? Porozmawiaj z synem. A swoją drogą powiedz m. dlaczego syn tak
          odpowiedział.
          Trzymaj się.
        • hela74 Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 12:02
          "Zachowuje sie jak drań skończony."

          Bo jest draniem skończonym!!!

          Ale sądzę, że powinnaś się opanować i podejśc do tego na zimno (wiem, dobrze mi
          mówić, bo nie jestem w tej sytuacji). Po prostu powiedz mu o tym, że robi
          synowi krzywdę, że syn to przeżywa, że Ciebie też to boli i upokarza (jeśli tak
          czujesz). Zrób to stanowczo i chłodno, ale tonem nie znoszącym sprzeciwu.
          Postaw się dziewczyno i przestań wierzyć w jego dobroć. Nie dobro Twojego męża
          jest tu najważniejsze, lecz dzieci.
          Będę trzymać kciuki
    • hela74 Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 12:04
      i jeszcze jedno: myślisz, że syn wrócui zadowolony z kocertu. Wiesz, ile stresu
      on tam przeżyje...
      • kvinna1 Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 12:20
        Właśnie skończyliśmy "rozmowę". On nawet nie moze mi patrzec w oczy. Albo nie
        chce. Powiedziłam, ze nie zycze sobie zeby syna stawial teraz przed takimi
        wyborami, jesli chce jechac na koncert niech jej nie zabiera, bo syn nie jest
        gotowy na to. Powiedzialam ze kiedys pewnie dzieci ją poznają i bedwspolnie
        czas spedzac, ale jeszcze nie teraz i nie moze mąż tego rozgrywac w taki sposób.
        W sobote mąż ma nie nocowac w domu, w niedziele ma wrócic po swoje rzeczy i
        powiedziec o wszystkim córce. To dopiero bedzie dramat, przeciez ona jest
        ukochaną córeczka tatusia, jego księżniczką. Jak ja mogłam do tego wszytskiego
        dopuścić. Gdzie ja miałam oczy jak on sie zaczął spotykać z tamtą kobietą. Ja
        juz nie wiem, mam dosyć. Pojade do syna, przytulic go.
        • hela74 Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 12:47
          "Jak ja mogłam do tego wszytskiego
          >
          > dopuścić. Gdzie ja miałam oczy jak on sie zaczął spotykać z tamtą kobietą."

          Oskarżanie siebie w tej chwili to błąd. NIE JESTEŚ WINNA JEGO ROMANSOWI!
          Nie znam Twojego męża, choć po tym, co napisałaś, jego zachowanie bardzo mi się
          nie podoba-ale może się tak zdażyć, że on mieszkając u niej, szybciej wróci do
          Ciebie. Niech ma na tyle cywilnej odwagi i powie córce o wszystkim. Jest mi
          naprawdę żal Ciebie i Waszych dzieci, ale on musi zobaczyć, ile zła wyrządza,
          poczuć to i może wtedy do niego coś dotrze.
          Ta kobieta to wredna pani, ale coś Ci poradzę. Ochłoń trochę, zastanów się nad
          wszystkim, daj sobie trochę czasu i odpowiedz sobie na pytanie, tak, by być
          pewną, czy Ty go jeszcze chcesz. Jeśli dojdziesz do wnoisku, że owszem, zawsze
          możesz zastosować trochę sprytu, by go odzyskać-bo to jak widać dzieciak, ale
          czy warto, sama musisz zdecydować....
          • akacjax Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 25.08.05, 13:05
            Nie oskarżaj się, nie jesteś winna!
            I nie słuchaj(!!) jak ktoś Ci tu napisze, że wina jest zawsze po dwóch
            stronach, to bzdura, nie zawsze i na pewno nie u Ciebie!

            Zastanów się nad tym, byś sama delikatnie przygotowała córkę, że coś jest nie
            tak. On jak jej powie za szybko(by wyrzucić z siebie) może ją mocno skrzywdzić.
            Możesz delikatnie ją przygotować, powiedz, że jest Ci smutno, że jej tata Cię
            już nie lubi. Na początek tyle. To małe dziecko o ile pamiętam.
            A czy rozmawiałaś z m. jak wyobraża sobie swoje kontakty z dziećmi? To one
            musza wiedzieć od niego i ważne by było to to samo co ustala z Tobą.
            Bądź dzielna, my Cię wspieramy i będziemy pocieszać i podpowiadać kolejne
            ruchy, nie jesteś sama, nasz oparcie w obcych, ale życzliwych.
    • tricolour Twój mąż... 25.08.05, 12:58
      ... zakłada nową rodzinę. Ty już go nie obchodzisz, bo jest nowa kobieta.
      Dzieci pozostają dziećmi, co jest chyba i normalne, i naturalne.

      Mam wrażenie, że najwyższy czas się pogodzić z sytuacją.
      • hela74 Re: Twój mąż... 25.08.05, 13:02
        Tri, nie zgadzam się z Tobą, na prawdę sądzisz, że ten facet po 2 miesiącach
        znajomości zakłąda nową rodzinę? Rodzinę Tri? Nie, on jest zauroczony...
        • hela74 Re: Twój mąż... 25.08.05, 13:03
          sorry, naprawdę pisze się razem
        • mindsailor Re: Twój mąż... 25.08.05, 13:05
          zauroczony? powiedziałabym, że zgłupial raczejsad((
          chocuaż może na to samo wychodziwink
        • tricolour Niech będzie, że nie rodzinę... 25.08.05, 13:06
          ... i jest tylko zauroczony. W każdym razie facet jest stracony i to pewnie na
          stałe - zresztą jak zdradził raz, to zdradzi i drugi.

          Natomiast co innego trzymać darmozjada w domu. Wywalić na zbity pysk!
          • hela74 Re: Niech będzie, że nie rodzinę... 25.08.05, 13:16
            Tri, ja osobiście też nie wyobrażam sobie życia z męzem po zdradzie, ale
            opowiem przypadek z zycia moich znajomych, a raczej znajomych moich rodziców:
            Byli to fajni, dobrzy ludzie, oboje pracowici i kochający, dbający o dzieci,
            których mieli kilkoro, ale znalazła się kobieta, której bardzo odpowiadał taki
            kąsek (dbający o rodzinę, zaradny itd.) Facet naprawde chodził jak nieżywy,
            wdał sie w ten romans, czyli też był winny. Po 2 czy 3 miesiącach na kolanach
            (dosłownie) wrócił do żony i dzieci, błagając, by mu przebaczyła. Spróbowali i
            się im udało. Mąż ów do dziś żyje z wyrzutami sumienia i twierdzi, że nie ma
            lepszej, cudowniejszej i ładniejszej kobiety niż jego żona i widać, że naprawdę
            żałuję tego, co zrobił. No ale ja znam tylko jeden taki przypadek sad
            • warszawa75 Re: Niech będzie, że nie rodzinę... 25.08.05, 13:25
              ja znam 2 taki przypadek, co prawda bez dzieci i obserwuje to z boku, nie jestem żadną ze stron. On bardzo żałuje, zrozumiał, ale to Ona odeszła i Ona nie widzi szans na powrót, dlaczego dokońca nie wiem ........ materacem nie byłam smile może nie spodba Wam się że tak napisze ale wydaje mi się ,że taki kaprys ma poprostu, na złość Jemu. Ale prawdą jest że zrozumiał dopiero jak Jej zabrakło, a jak była i znosila jego "humorki" to było jak było.
              • mindsailor Re: Niech będzie, że nie rodzinę... 25.08.05, 13:33
                a ja znam taki przypadek, kiedy kobieta zostawiła męża, odeszła z małym
                dzieckiem do innego (w całość zamieszana była jeszcze teściowa, która
                strasznie "kwasiła" w tym małżeństwie). ona odeszła, wzięli rozwód. ona wyszła
                drugi raz za mąż. po jakims czasie stwierdzili, że zyć bez siebie nie potrafią.
                on wyprowadził sie od matki, ona wprowadziła się do niego. wzięła rozwód z
                drugim mężem, potem slub z pierwszym. teraz mają następną dwójke dzieci i są
                baaaaaaardzo szczęśliwismile))))
                • hela74 Re: Niech będzie, że nie rodzinę... 25.08.05, 13:38
                  i tym samym ona skrzywdziła też drugiego męża, choć on-drugi mąż-brał udział w
                  krzywdzeniu jej pierwszego męża sad
                  A może poprostu dorośli...
                  • mindsailor Re: Niech będzie, że nie rodzinę... 25.08.05, 13:42
                    myślę, że dorośli. tylko dlaczego dorastanie tak boli???
                    zawsze ktos kogos krzywdzi w takim układzie. ktoś tu niedawno napoisał, żeby
                    nie bawić się mężami i kochankami. swięta prawda, tylko czy miała złozyć siebie
                    na ołtarzu za własną głupotę? zostać w drugim mężem, aby go nie krzywdzić, nie
                    bawic się nim, a kochac tamtego? ciężko wyrokowaćsad(
                    • hela74 Re: Niech będzie, że nie rodzinę... 25.08.05, 13:46
                      Mindi, ja nie wyrokuję, po prostu, życie pisze różne scenariusze i bardzo
                      często ktoś cierpi niestety sad
                      • mindsailor Re: Niech będzie, że nie rodzinę... 25.08.05, 13:48
                        wiem. napisałam w tym sensie, że ja tez nie chcę wyrokować. niemniej zawsze
                        ktoś jest stroną pokrzywdzoną. i "matematycznie" niestety nie da się wyliczyć,
                        kto będzie cierpiał mniejsad
                • warszawa75 Re: Niech będzie, że nie rodzinę... 25.08.05, 13:47
                  a ja się bardzo boje takiej sytuacji .............. sad wiem że praktycznie nie ma takiej możlowości, ale "nigdy nie mów nigdy", i co wtedy zostanie mi z tej miłosći ........ ból i cierpienie sad to samo chyba mysli większośc osób któtrzy zwiazali się z rozwodnikami, ale nie wiem, mowie szczerze ze ja myslle o tym, coraz mniej ale myśle i obawiam się odrobine, co bedzie jeśli ........
            • tricolour Błaganie o przebaczenie... 25.08.05, 19:34
              ... jest jak najbardziej sensownym działaniem po zdradzie.

              W zasadzie widzę tylko dwa wyjścia: jedno to właśnie błaganie o wybaczenie, a
              drugie, to odejście z domu. Definitywne odejście, wyprowadzenie się, łożenie na
              dzieci, które zastają przy matce.

              Każde inne rozwiązanie jest szkodliwe, co widać po postach dziewczyn, które są
              pogubione, bo mąż zdradził, ale ciągle się jeszcze pęta. Dziewczyny nie wiedzą
              co mają zrobić - czy ten facet jeszcze jest, czy już go nie ma? Całkowite
              poplątanie.
              • akacjax Re: Błaganie o przebaczenie... 25.08.05, 19:43
                A ile jest zdrad nieujawnionych, ona coś czuje, ale dowodu nie ma.
                I tu jest nieciekawie dopiero.
          • anja_pl wkurzasz mnie TRI!!!!!!!!!! 25.08.05, 14:08
            tricolour napisał:

            > ... i jest tylko zauroczony. W każdym razie facet jest stracony i to pewnie na
            > stałe - zresztą jak zdradził raz, to zdradzi i drugi.
            >
            > Natomiast co innego trzymać darmozjada w domu. Wywalić na zbity pysk!


            skąd Ty masz takie wiadomości? z własnego doświadczenia?
            zdradziłeś raz, a potem drugi, i znowu...

            chcesz teraz cos zbudować , i chcesz by tobie ktos ponownie zaufał, a innym
            zabraniasz ponownej szansy?
            nie znasz czegoś takiego jak wybaczenie ?

            jesteś jasnowidzem, że stracony na zawsze?
            na forum wypowiadasz się bardzo ostro, jakby świat był czarno-biały, ale
            niestety, taki nie jest,

            odbierasz nadzieję na jakąkolwiek poprawę,
            on zakłada nową rodzine, a ty weź się w garść, kopnij go i ciągnij sama wózek
            pod górę,
            dzieci dobrze jest jak on płaci alimenty, ale jak chcesz więcej to musisz mu
            udownić konieczność wydatków i przedewszystkim ładnie poprosić, on nie musi
            dać, chociaż go być może na to stać

            nie bądź tri zakłamany, bo na takiego ostatnio mu wychodzisz,

            • julka1800 Re: wkurzasz mnie TRI!!!!!!!!!! 25.08.05, 14:24
              bede teraz wredna...

              Anja napisała:
              on zakłada nową rodzine, a ty weź się w garść, kopnij go i ciągnij sama wózek
              pod górę,
              dzieci dobrze jest jak on płaci alimenty, ale jak chcesz więcej to musisz mu
              udownić konieczność wydatków i przedewszystkim ładnie poprosić, on nie musi
              dać, chociaż go być może na to stać"

              Myślę ze łatwo sie mowi pisze takie rzeczy osbowm bedacym PO, krore z "roznych
              wzgledów" oczywiscie od nich niezaleznych
              oskubali swoje byłe zony
              na dziecko/dzieci nie placa bo po co, ona - matka jakos sobie poradzi, sobie od
              ust odejmie
              a jeszcze zabrali im - zonom i dzieciom - ich wspolny dobytek, mieszkanie lub
              cos innego

              jestem przyrka? pewnie tak
              a wiecie jak przykro jest patrzec gdy dziecku/dzieciom nie mozna zapewnić
              standardow z czasow bycia pelną rodziną?
              • anja_pl Re: wkurzasz mnie TRI!!!!!!!!!! 25.08.05, 14:39
                julka1800 napisała:

                > bede teraz wredna...
                >
                > Myślę ze łatwo sie mowi pisze takie rzeczy osbowm bedacym PO, krore
                z "roznych
                > wzgledów" oczywiscie od nich niezaleznych
                > oskubali swoje byłe zony
                > na dziecko/dzieci nie placa bo po co, ona - matka jakos sobie poradzi, sobie
                od
                >
                > ust odejmie
                > a jeszcze zabrali im - zonom i dzieciom - ich wspolny dobytek, mieszkanie lub
                > cos innego
                >

                julka to był sarkazm do tri, nie do Ciebie,
                ja wiem jak to jest, ja pcham ten wózek pod górę, tatuś nie miał pieniędzy na
                alimenty, ale na wakacje ze swoja szmatą mu ni ebrakło
                • julka1800 Re: wkurzasz mnie TRI!!!!!!!!!! 25.08.05, 14:43
                  Anja

                  moj wpis tez byl do Tri...

                  male nieporozumienie smile


                  /jak mysle szybko pisze szybko/
                  • julka1800 Re: wkurzasz mnie TRI!!!!!!!!!! 25.08.05, 14:45
                    jeszcze dla pewnosci jasnosci dodam ze piszac

                    "Myślę ze łatwo sie mowi pisze takie rzeczy osobowm bedacym PO" tu mialam na
                    mysli Pana Tri, nikogo innego
            • tricolour Czy to ja Cię wkurzam? 25.08.05, 19:27
              Mam wrażenie, że kto inny Cię wkurza.

              Bo jeżeli piszesz o czyjejś kobiecie "szmata", dalej piszesz, że nie dostajesz
              alimentów, to ja NIE MAM Z TYM WSZYSTKIM NIC WSPÓLNEGO. Twój były facet ma za to
              wiele wspólnego z Twoim samopoczuciem.

              W kwestii ogólnej:
              Jak ktoś zdradzi raz, to nie ma żadnej pewności, że zrobi to drugi raz, ale jest
              bardziej prawdopodobne. Po prostu ZDARDZA, a ile razy to mniejszy problem.
              ZDRADZA i już. Zaprzeczysz?
              Sukinsyna, który zdradza kopnąłbym w dupę i wyrzucił za drzwi. Wywalony może
              wrócić na klęczkach i prosić o wybaczenie - to jego prawo.
              Osoba zdradzona, może mu wybaczyć lub nie - to jej prawo.

              Czy to zakłamanie?
              • anja_pl Re: Czy to ja Cię wkurzam? 26.08.05, 08:20
                tricolour napisał:

                > Mam wrażenie, że kto inny Cię wkurza.
                >

                tym razen to Ty mnie wkurzyłes tongue_out

                > Bo jeżeli piszesz o czyjejś kobiecie "szmata", dalej piszesz, że nie dostajesz
                > alimentów, to ja NIE MAM Z TYM WSZYSTKIM NIC WSPÓLNEGO. Twój były facet ma za
                > to wiele wspólnego z Twoim samopoczuciem.
                >

                kwestię szmaty juz omówiliśmy, nie ma co wałkować ponownie...

                > W kwestii ogólnej:
                > Jak ktoś zdradzi raz, to nie ma żadnej pewności, że zrobi to drugi raz, ale
                > jest
                > bardziej prawdopodobne. Po prostu ZDARDZA, a ile razy to mniejszy problem.
                > ZDRADZA i już. Zaprzeczysz?

                ale kazdy ma prawo popełniać błedy, rzecz w tym, by drugi raz tego samego błędu
                nie zrobić

                > Sukinsyna, który zdradza kopnąłbym w dupę i wyrzucił za drzwi. Wywalony może
                > wrócić na klęczkach i prosić o wybaczenie - to jego prawo.
                > Osoba zdradzona, może mu wybaczyć lub nie - to jej prawo.
                >

                nie jestem za rozwiązaniami siłowymi...

                > Czy to zakłamanie?

                nie, to Twoje zdanie
      • akacjax Re: Twój mąż... 25.08.05, 13:23
        Czy mógłbyś tak szybko pogodzić się z nagle zaistniałą sytuacją?
        To bardzo trudne tak z dnia na dzień, powiedzieć: nie to nie, no to nie, czyli
        pa.
        I zacząć nowe, swoje życie....
      • kvinna1 Re: Twój mąż... 25.08.05, 14:09
        Tri, owszem, on juz zdecydował, i czy mi sie podoba czy nie, dla własnego dobra
        pogodzilam sie z tym, ale nie moze w ten sposób postepowac wobec syna. Niech
        sobie układa to nowe zycie, tylko niech troche mysli o uczuciach syna. Wlasnie
        wrocilam z rozmowy z synem i powiedzilam dzieciakowi ze jest duzy, moze miec
        wlasne uczucia, moze miec odmienny stosunek do taty i jego nowej kobiety niz
        ja, a dla mnie zawsze bedzie moim synem i nic tego nie zmieni i bede go kochac.
        Dodałam, ze tata tez zawsze bedzie go kochal, wszystko jedno z kim bedzie wiec
        i syn ma do tego prawo. Bo mąż zawsze byl i jest dobrym ojcem. Syn mi
        powiedział, poza tym co juz pisałam, ze boi sie ze ojciec przestanie go kochac,
        jak bedzie "robil nie po jego mysli". Chodzi mi tylko o to zeby ten moj mąż nie
        kazał dokonywac dzieciakowi takich wyborów, bo jest za maly,boi sie przyznac do
        uczuc, ze kogos straci, urazi itp. Wydaje mi sie ze od dorosłego faceta, ojca
        moich dzieci musze tego wymagac. Zresztą w miedzyczasie mąż po moim ostrym
        proteście zrezygnował z uczestnictwa swojej pani w koncercie i powiedział ze
        pojedzie tylko z synem. I teraz najlepsze: dosłownie chwile temu zapytał, czyy
        ja nie mialbym ochoty pojechac z nimi?! Zakładam, ze syn go telefonicznie o to
        prosił, bo pytał mnie czy jakby tata mnie zaprosil, to czy bym pojechala. I co
        teraz? Jezeli milabym to zrobic, to tylko dla syna, ale nie sądze ze powinnam.
        Tri, Ty czasem masz takie gotowe i proste odpowiedzi. Moze teraz cos
        poradzisz...
        • mindsailor Re: Twój mąż... 25.08.05, 14:42
          wiem, że to do wszystkowiedzącego Tri byłowink), ale może zaproponuj, że Ty sama
          pojedziesz z dzieckiem?
          • tricolour Nie jestem wszytskowiedzący. 25.08.05, 19:19
            Nie chcę taki być, bo to za duża odpowiedzialność.

            Z przyjemnością wdam się w dyskusję, kiedy ktoś mnie opierniczy, że się mylę i
            poda stosowne argumenty, żem kretyn.
            Tylko z dyskusji, a nie z głaskania, biorą się poważne sprawy.

            Z głaskania biorą się dzieci... tez poważna sprawa. Hmm...
            • mindsailor Re: Nie jestem wszytskowiedzący. 25.08.05, 21:32
              tylko Twoja dyskusja często jest niepoparta racjonalnymi, rzeczowymi
              argumentamisad
              nie jestem zwolennikiem głaskania wszystkich i za wszystko, ale staram się
              pochopnie nie osądzać ludzi.
              czasem prowokujesz i to jest ok, bo prowokacja, jesli jest mądra może stworzyć
              podstawy do ciekawej dyskusji. gorzej jesli jest to prowokacja, która może
              kogoś urazić, albo obrazic
              • tricolour Hm... 25.08.05, 22:14
                ... Należy chyba odróżnic obrażanie od obrażania się.

                Jeżeli ktoś sie sam obrazi po tym, co napisałem, to ma problem. Oznacza to, że
                moje pisanie jest do rzeczy i dlatego tak dotyka czytelnika.

                Obraziłbym wtedy, gdybym pisał epitety: dureń, cham, zoboczeniec, puszczalska smile))

                No chyba, że czasem piszę aluzyjnie. Nie mam na to usprawiedliwienia, bo aluzje
                są formą agresji.
                Jeżeli kogoś w ten sposób uraziłem, to przepraszam.

        • scriptus Re: Twój mąż... 25.08.05, 14:46
          Ja bym pojechal, chocby tylko ze wzgledu na syna....
        • tricolour Prosta odpowiedź... 25.08.05, 19:17
          ... która prosta nie jest.

          Za żadne skarby nie jechałbym z byłą żona. Jak mnie nie chce, to nie. Żadnej
          łaski mi nie robi zapraszając na koncert, czy gdzie indziej.
          Dla "dobra" dzieci też nie mam zamiaru robić sobie z gęby cholewy i mówić jedno,
          a robić drugie.

          • akacjax Re: Prosta odpowiedź... 25.08.05, 19:40
            Zgadzam sie z Tobą Tri, ja już na owe wczasy bym nie pojechała....bo cóż to
            znaczy wobec cierpienia po nich...
            I nie ma nic gorszego niż twierdzenie, że robi się coś wbrew sobie dla tzw.
            dobra dzieci, a ma się na myśli ich ew. przyjemności.
            Wbrew sobie, a dla dobra dzieci to należy coś robić gdy mają problem, a nie
            fundować im kolejne złudzenia.

            Tylko mój m. twierdzi, że to ja nie chcę zgody(to jego słowa do obcych)-do mnie
            nie odezwał się ludzkim głosem od roku.
            To qwoli samookreślenia-na wszelki wypadeksmile
            • tricolour Twój mąż może gadać, co chce. 25.08.05, 19:57
              Ty wiesz jaka jest prawda, a nic tak nie denerwuje jak prawda.

              Dlatego każde krętactwo, to woda na młyn naszych byłych partnerów. Na szczęście
              to mija.
          • kvinna1 Tri, do Ciebie i podziekowanie dla innych 25.08.05, 21:28
            Tri, wiem, nie ma tu prostych odpowiedzi i pojechałam troche po Tobie.
            Przepraszam, ponioslo mnie. Odniosłam wrazenie, ze dla Ciebie to jest takie
            proste: zakłada nową rodzinę i juz! Niech mu na zdrowie bedzie tylko nie
            kosztem zdrowia psychicznego naszych dzieci.
            Tak naprawde nie wiem co zrobic z tym koncertem, nie ma on dla mnie zadnego
            znaczenia, nawet Jareea nie lubie... Wiem teraz, ze syn prosil ojca zebym z
            nimi pojechala a mąż odpowiedział mu, ze nie wie czy bede chciala i teraz to
            tylko ode mnie zalezy. Czy jak odmówie, syn nie pomysli, ze tatus sie tak stara
            a ja to olewam. Kurcze, naprawde nie wiem co zrobic. Teraz zeby sie
            zrehabilitowac mąz zabral syna do kina. Nie być tą złą matką, której sie nie
            chce jechac z synem i z ojcem oczywiscie - pytałam, ze moze wobec tego mąż
            zrezygnuje i ja pojade z synem, ale odpoweidział, ze przeciez to on jest fane,
            co zreszta jest prawdą. Bez wzgledu co bedzie jutro, w niedziele mąż ma sie
            wyniesc, a jak nie, to mu sama wystawie walizki za drzwi! Zreszta powioedziałam
            mu niecenzuranie ze ma wyp... z domu czym prędzej, bo z takim ... nie moge zyc
            pod jednym dachem i nie pozwole na takie szopki ktore teraz nam funduje (zeby
            panowie mnie nie zlinczowali wyjaśniam, że mieszkanie przypadło w podziale
            majątku mi i dzieciom, a mąż ma jeszcze malutkie mieszkanie babci)
            Ja naprawde nie chce walki na noze, o nic. Wiem ze mógl mnie przestac kochac, w
            koncu to ludzka rzecz, tylko niech nie miesza w to dzieci. Przynajmniej dopoki
            nie beda gotowe na zaistnienie w jego nowej rodzinie, jesli to wogole mozliwe.
            Tak czy inaczej dzieki wszystkim za duchowe wsparcie, nie wiem ja to dziala,
            ale działa.
            • tricolour Też nie chcę urządzać sobie... 25.08.05, 21:55
              ... jazdy po cudzych nieszczęściach. Opowiem Ci cosik o sobie.

              Niec tak kojąco nie działa w trudnych sytuacjach, jak szanowanie siebie. Nie
              jest istotne, czy mąż bedzie myslał to, czy tamto, czy sie obrazi i co bedzie
              lepsze.
              Zawsze jest takie wyjście, że mozna popatrzeć prosto we własne oczy i poczuć
              szacunek do własnej osoby.
              Dzieci to natychmiast wyczuwają. Ba! Wyczuwa też były partner i trudna sytuacja
              zaczyna nabierać właściwego wymiaru.

              Kiedy spokojnie usiądziemy i zastanowimy się, co możemu zrobić, to znajdziemy
              działanie (często najtrudniejsze), które taki szacunek budzi. I to jest PODSTAWA
              do dalszego normalnego życia.

              Życzę Ci tego smile)
            • tricolour A poza tym... 25.08.05, 22:02
              ... to dobrze wiem, że świat nie jest tylko biało-czarny. Że najciekawsz są te
              odcienie szarości i możliwośc wyboru.
              Jednak uparcie bede stał na straży granic nie tylko swoich, ale także na straży
              zasad, które nie podlegają interpretacjom.

              Złamanie tych zasad, recjonalizacje, minimalizacje i inne krętactwa zrujnowały
              moje małżeństwo. Nie... przejęzyczyłem się... zasaday nie poległy same - to ja
              je podeptałem.

              Nie stac mnie na kolejny taki błąd.
    • berek_76 Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 26.08.05, 09:39
      Kvinna, rozumiem cię doskonale. Też mnie coś trafia, kiedy słysze, że skoro nie
      zgadzam się na zabieranie dziecka do tej pani, to trudno - on nie będzie mógł
      widywać się z dzieckiem i to będzie MOJA wina.

      Ale w trzy dni później sam z siebie odbiera Anię ze żłobka i zabira obie
      dziewczyny na spacer. Obie na raz - PIERWSZY RAZ w ciągu 5-miesięcznego życia
      Dasi. Dojrzał? przejrzał na oczy? czy po prostu się wystraszył tego, jak będzie
      w razie czego w sądzie wyglądało, że nie mógł znaleźć chwili czasu dla własnych
      dzieci?

      Ja powoli oduczam się reagowania radością na każde ludzkie zachowanie i
      rozpaczą na nieludzkie (no, po ostatniej powaznej rozmowie szlag mnie trafił,
      ale ja cholera jestem z natury). Powoli zakładam, że NIE WIADOMO, czego się
      spodziewać. Wszystko się może zdarzyć. A ponieważ szanowny nie jest w stanie
      wyznaczyć jasnych granic, ja to musze zrobić.

      Więc może to jest wyjście? Powtarzać jak katarynka swoje? Może nie powtarzać, a
      pisać? u nas zadziałały maile, w których raz po raz pisałam, że powinien
      znaleźć czas dla swoich córek niezależny od czasu dla tej pani.



      A Twoją złośc na tę kobietę rozumiem doskonale, więc nie musimy sobie tego
      wyjaśniać smile . Natomiast tym, którzy mówią "trudno", powiem - bardzo trudno.
      trudno nie zapomniec o pewnych zasadach. Dla tzw. "dobra dziecka" zapomnieć o
      zasadach, a potem niech dziecko uważa, że OK, tatuś miał prawo po prostu odejść
      do innej pani. Mój mąż też uważa, że to by było "normalne" - on, Ania i ta pani
      na spacerze. Ale to jego norma, nie Ani. Warto o tym pamiętać. NIE JEST
      porządne, dobre, przyzwoite, że jedno z małżonków zostawia drugie dla kogoś
      innego. To, że tak bywa, nie znaczy, że jest dobre.

      Nic w życiu nie jest proste.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

      You've got to kick a little
    • bursztynowe Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 02.09.05, 11:21
      Czy tak naprawde problem nie lezy w Twojej niecheci to neksi?
      Bo to az bije z Twoich postow...
      A dzieci sa tylko pretekstem....
      Sama zarzucasz mu angazowanie dzieci w wasz konflikt, robiac dokladnie to samo
      ze swojej strony...

      Dlaczego eksio nie ma prawa ukladac sobie zycia po swojemu?
      Dlaczego eksio nie ma prawa wlaczac w to zycie swoich dzieci?

      Domyslam sie, ze jestes teraz zla, rozalona. Taki stan nie najlepszym momentem
      do podejmowania jakichkolwiek decyzji.

      Pomysl o tym wszystkim jak przejdzie Ci zlosc. I nie nakrecaj sie, bo z tego
      nic dobrego nie wyniknie.

      Eksio, jaki jest taki jest, mozesz go nie lubic, mozesz nie lubic jego
      partnerek - Twoje prawo. I Twoj problem. Wylacznie Twoj.

      Nie zmienisz go, mozesz co najwyzej uprzykrzyc mu zycie. Efekt bedzie taki, ze
      albo odsunie sie od dzieci, albo odpowie w ten sam sposob. Tak czy siak, dzieci
      beda ofiarami...

      Czy warto?

      Zanim cos zrobisz pomysl, co w ten sposob osagniesz, jakie beda konsekwencje, i
      czy to co chcesz zrobic/zdecydowac nie wyplywa tak naprawde z Twojego
      zranionego ego.
      • clio11 Re: Ukrece jej łeb! albo jemu 02.09.05, 11:39
        Kwinna, powiem Ci tylko tyle-miesiąc po naszym rozstaniu Exio podczas
        kilkudniowej wizyty dzieci u niego zaprosił swoją Next. Noc spędzili razem
        (dzieci nie są małe-zrelacjonowały mi).
        Czy mi się to podobało? Mógł załatwić sprawę stopniowo a nie fundować im
        terapię szokową. Czy szanował ich uczucia? - Nie.
        Wściekłam się. Ale dzieci w moje przemyślenia dotycząse Exia nie powinny być
        angażowanie.
        Teraz nawet nie chcę wnikać w to, czy poznał ją dzień, czy też dwa po naszym
        rozstaniu (do końca utrzymywał, że nikogo nie ma i oficjalnie grał rolę
        porzuconego i krzywdzonego męża; mógł, bo nie informowałam opinii publicznej o
        naszych sprawach). Powinnam i mam dbac o to, by relacje moich dzieci z tą pania
        układały się jak najlepiej, bo to najprawdopodobniej będzie Exiowa partnerka na
        resztę życia. Może jestem wyrachowana, ale chcę, by były tam mile widzianymi
        gośćmi. One i ich komfort psychiczny sa ważniejsze od moich uraz. A Next ma
        takie pojęcie o mnie, naszym byłym życiu itd, jakie jej Exio podał, cóż ja mam
        do kobity, najwyżej jestem jej winna wódkę, że dzięki niej na pewne sprawy
        otworzyły mi się oczywink
        Tyle ja.

        -clio11


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka