Dodaj do ulubionych

Wielka miłość?

30.08.05, 13:21
Jak to jest? Mój mąż zerwał ze swoją qrewną kilka miesięcy tenu po długich
bojach. Spotykali się przez niecały rok raz na miesiąc, raz na dwa miesiace.
Dużo gadali przez gg i komórkę. Gdy się dowiedziałam , postawiłam ultimatum :
albo my ( mamy 2,5 letniego synka ) albo qrewna. Chyba sam nie wiedział, co
ma robić, w każdym razie kilka razy straszył, że się wyprowadzi do niej (
baba jest ode mnie 10 lat starsza, ma nastoletnią córkę, gacha z ktorym
mieszka - z tym że to podobno nie jest jej mąz, mieszkają w jej mieszaniu w
Warszawie, my mieszkamy 100 dalej )W każdym razie nigdy nawet się nie
spakował. Miotał się długo, zanim z nią zerwał prawie 10 miesięcy. Miesięcy,
pełnych kłotni, łez, wyrzutów sumienia i klopotów ze zdrowiem dziecka. Mówił,
ze ją kocha, że ona kocha jego, że chcą być razem. mówił także, że mu na mnie
nie zalezy i że mnie nie kocha. Za to uważał, że kocha synka. Ona mu
proponowała wspólne mieszkanie, obiecała że mu znajdzie pracę ( do momentu
jej znalezienia miała go utrzymywać ). Nalegała, żeby zabrał mi dziecko, że
jesli tylko dla tego nie odchodzi, to ona gotowa jest zabrać Kubę do siebie (
Uwazała, że ponieważ nie pracuję to powinnam sama oddać im dziecko, a
zatrzymywanie Kuby przy sobie świadczy o moim egoizmie i pasożytnictwie )
Wysyłała do mnie setki ( dosłownie) smsów dziennie, wydzwaniała, usilowała
się ze mną zaprzyjaxnić.
W koncu poszłam do pracy. tego samego dnia ostatecznie z nią zerwał. Podobno
powiedziała mu, że do końca wierzyła, że coś z tego będzie.
A ja się zastanawiam, jak to jest? Skoro to taka wielka milość, skoro mnie
miał dość, to dlaczego został? Przecież mógł odejśc, miał gdzie odejść, w
wielką miłość do dziecka to ja za specjalnie nie wierzę, ale nawet gdyby to
mógł go próbować zabrać, mógł o niego walczyć. Skoro to taka wielka miłość to
czemu miał siłę zostać, czemu tereaz się stara, czemu chodzi ze mną do łózka
i mówi mi, ze mnie kocha? Czemu do niej nie odszedł? przecież tak o niego
walczyła.
Obserwuj wątek
    • tricolour Najlepiej... 30.08.05, 13:30
      ... zapytać o to wszytko męża.

      Skąd mam wiedzieć dlaczego tak sie stało?
    • phokara Re: Wielka mi?os´c´? 30.08.05, 13:31
      Wielka sciema a nie wielka milosc.

      ps.
      Twoj post traktuje czysto terapeutycznie - musialas sie chyba wygadac (wypisac).
      Jak ja bym tak wierzyla we wszystko, co mi Exio gadal - to juz bym miala ostatnie staduim
      schizofrenii.
      • tricolour Prawdę mówiąc... 30.08.05, 13:36
        ... to nie znam zbyt wielu facetów, którzy wiedzą, co chcą. Z kobietami jest pod
        tym względem o wiele lepiej.

        Cholera smile)
        • phokara Re: Prawde˛ mówia˛c... 30.08.05, 13:40
          Prawde mowiac to smutne.
          Choc.. w sumie to w ogole malo znam ludzi, ktorzy WIEDZA czego chca. hmmm - znam
          takich?
        • kocur.czarny Re: Prawdę mówiąc... 30.08.05, 13:43
          Zgadzam sie z przedmowca. Kobiety potrafia lepiej w glowach sobie ukladac i
          polaryzowac poglady. Widac to po wielu postach na tym forum, w ktorych cien
          watpliwosci nie istnieje. A faceci sie zamyslaja i rozwazaja za, przeciw, nie
          potrafia decydowac we wlasnych sprawach.
          Moze kobiety maja wlasnie za zadanie wymuszac te decyzje a faceci realizowac.
          Oby tylko nie trafic na lady Makbet.
          • phokara Re: Prawde˛ mówia˛c... 30.08.05, 13:47
            glupoty straszne powypisywales, schematyczne do bolu. Pierwszy raz.
            • phokara Re: Prawde˛ mówia˛c... 30.08.05, 13:50
              I nie mozesz sie ze mna zgadzac (z przedmowca, w sensie) bo ja pisalam o ludziach -
              generalnie. Chyba, ze ktorejs plci nie zaliczamy...
              • kocur.czarny Zgadzanie 30.08.05, 14:12
                dotyczylo postu Tricoloura. Kobiety maja lepiej poukladane w glowach i
                konsekwentniej daza do swoich celow, o ile je znajda. Tak uwazam. Ale to w
                sumie nie na temat tego watku. Schematyczne bylo? Trudno, zapewniam, ze nie
                pierwszy raz niestety.
      • niuska4 Re: Wielka mi?os´c´? 31.08.05, 14:00
        A mnie spotkał podobny problem, ja pracowałam a mąż miał dużo czasu i grzebał w
        necie. Poznał Panią z Warszawy obiecała mu pracę, ma własną firmę. Porozumienie
        dusz, oznajmił mi że jest zakochany. Pojechał do Warszawy niby cos sprawdzić -
        nawet wrócił ale już nie do domu - poszedł do mamy, do nas nie chce wracać,
        liczy na wyjazd do Warszawy w październiku. Mamy 2 dzieci - wspaniałych
        chłopaków ( 12 i7 lat). Dzieci nie rozumieją postępowania taty, są zagubione, ja
        zresztą też. Dalsza walka i próby odzyskania rodziny nie maja sensu - wszystko
        co robię spotyka się z wściekłością i niezrozumieniem... mam dość, chce mi się wyć
    • magdalenkaaa78 Re: Wielka miłość? 30.08.05, 13:44

      • tricolour A czy masz... 30.08.05, 13:47
        ... jakieś - równie wulgarne - określenie na samą siebie?

        Bo emocje już powinny u Ciebie opadać...
        • magdalenkaaa78 Re: A czy masz... 30.08.05, 14:02
          ja mam siebie wulgarnie określać? a za co? ja grzeczna dziewczynka jestem,
          tylko targana wątpliwościami
          • tricolour Podobnie... 30.08.05, 14:07
            ... tamta kobieta mogła być zupełnie grzeczną dziwczynką i do tego targaną
            wątpliwościami. A zarobiła taki epitet. Za co?
            • bezecnymen :D 30.08.05, 14:31
              masz bracie podejście do kobiettongue_outtongue_outtongue_out
    • dobrydzien Re: Wielka miłość? 30.08.05, 14:17
      Bardzo smutne co piszesz
      bardzo

      Na czym opiera się Wasz związek ?

      Dlaczego jesteście razem ? Może zacznij od tego pytania.

      • magdalenkaaa78 Re: Wielka miłość? 30.08.05, 14:23
        Mhm.. Odpowiedż, dlaczego jestesmy razem u mnie bedzie brzmiała pewnie inaczej
        niż u niego. Jestem z nim bo go kiedyś pokochałam i chyba nie przestałam do
        dzisiaj. Cynikiem nie staje się w jedną noc. Zresztą w miesiąc też nie.
        • dobrydzien Re: Wielka miłość? 30.08.05, 14:43
          Nie pielęgnuj wsobie nienawiści do tej drugiej to nie jej wina , też jest
          ofiarą.

          Jeśli kochasz to znaczy, że masz w sobie jeszcze wiele wiary i siły.

          Stać Cię na to by być z kimś kto Ciebie prawdziwie kocha, pamiętaj o tym.
          • magdalenkaaa78 Re: Wielka miłość? 30.08.05, 14:52
            To nie ma nic wspólnego z nienawiścią, gardzę babą i tyle.
            • tricolour A czy mogłabyś napisać... 30.08.05, 15:04
              ... za co gardzisz babą?

              Tak konkretnie, wymienić.
              • berek_76 Re: A czy mogłabyś napisać... 30.08.05, 15:08
                Tri - mogę Ci odpowiedzieć, za co ja gardzę. gardzę babą, która zadaje się z
                żonatym mężczyzną. Zwłaszcza, jeżeli wie, że jego drugie dziecko jest własnie w
                drodze. gardzę babą, która godzi się ma romans z takim facetem, która godzi
                się, żeby ten zostawił dwójkę dzieci i żonę dla niej.

                Gardzę osobą, która wyciąga rękę po cudze. Która dba tylko o własną wygodę i
                szczęście, mając w nosie cudze życie, cudze szczęście, cudze problemy.

                Co nie oznacza, że winię tę panią za rozpad mojego małżeństwa. jedno z drugim
                ma niewiele wspólnego.
                -----------------------
                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                You've got to kick a little
                • tricolour Njaciekawsze... 30.08.05, 15:11
                  ... że nic nie napisałaś o sprawcy całego problemu. Mężczyźnie, mężu i ojcu.

                  Mam dziwne wrażenie, że pogarda (i inne negatywne uczucia) należy się jemu bardziej.
                  A o mężu cicho...

                  Kvinna nawet broni drania...
                  • anja_pl Re: Njaciekawsze... 30.08.05, 18:43
                    tricolour napisał:

                    > ... że nic nie napisałaś o sprawcy całego problemu. Mężczyźnie, mężu i ojcu.
                    >
                    > Mam dziwne wrażenie, że pogarda (i inne negatywne uczucia) należy się jemu
                    bard
                    > ziej.
                    > A o mężu cicho...
                    >
                    > Kvinna nawet broni drania...

                    ja też bronię mojego męża, bo wiem jak się to zaczęło,
                    a tę osobę, która rozwaliła nam życie zawsze nazywać będę szmatą,

                    mąż nie jest bez winy, ale dla Niego znajdę siłę, by Mu wybaczyć, gdy o to
                    poprosi,
                    jak się Kogoś kocha, to zawsze znajdzie się dla Niego usprawiedliwienie,
                    dla tych, co rozwalają Twoje małżeństwo, Twoj dom - nie...




                    • tricolour Że też zawsze chodzą mi po głowie... 30.08.05, 19:31
                      ... przewrotne pomysły.

                      I wyobraziłem sobie, że Twój mąż nigdy o to nie poprosi...
                      Dlaczego czyjeś (Twoje) życie ma zależeć od próśb.
                      Jednak mało rozumiem.

                      Z drugiej strony... fajnie, że masz tyle ciepłych uczuć do męża. smile
                      • anja_pl Re: Że też zawsze chodzą mi po głowie... 30.08.05, 21:40
                        tricolour napisał:

                        > ... przewrotne pomysły.
                        >
                        > I wyobraziłem sobie, że Twój mąż nigdy o to nie poprosi...
                        > Dlaczego czyjeś (Twoje) życie ma zależeć od próśb.
                        > Jednak mało rozumiem.
                        >
                        > Z drugiej strony... fajnie, że masz tyle ciepłych uczuć do męża. smile

                        alez ja się z tym liczę,mm że nigdy o to nie poprosi...
                        i żyje swoim zyciem, jakoś tam juz poukładanym,
                        pewnie,ze we dwójke byłoby lepiej, ale cóż...
                        big_grinDD
                        • scriptus Re: Że też zawsze chodzą mi po głowie... 31.08.05, 10:55
                          anja_pl napisała:

                          > tricolour napisał:
                          >
                          > > ... przewrotne pomysły.
                          > >
                          > > I wyobraziłem sobie, że Twój mąż nigdy o to nie poprosi...
                          > > Dlaczego czyjeś (Twoje) życie ma zależeć od próśb.
                          > > Jednak mało rozumiem.
                          > >
                          > > Z drugiej strony... fajnie, że masz tyle ciepłych uczuć do męża. smile
                          >
                          > alez ja się z tym liczę,mm że nigdy o to nie poprosi...
                          > i żyje swoim zyciem, jakoś tam juz poukładanym,
                          > pewnie,ze we dwójke byłoby lepiej, ale cóż...
                          > big_grinDD


                          Aniu, Ty jesteś naprawdę pogodną osobą, chciałbym też tak umieć ...
              • magdalenkaaa78 Re: A czy mogłabyś napisać... 30.08.05, 15:14
                Za to, ze namawiała mojego męza żeby odszedł ode mnie zabierając nasze dziecko -
                mąż nie interesował się synkiem, jak już pisałam
                Za to, ze wyzywała mnie od kurew, dziwek itp chociaż ja nigdy się nie
                puszczałam i ona o tym świetnie wiedziała
                za to, że udawała przede mną, że już się nie kontaktują, że go nie kocha, że to
                już przeszłość a jednoczesnie po cichu namawiała go, żeby pewnego dnia po
                prostu od nas wyszedł i już nie wrócił
                Za to, ze powiedziała mi, że sąd zabierze mi dziecko bo nie mam pracy i że to
                egoizm, że chcę synka zatrzymać przy sobie
                za to, że powiedziała mi, że suka ze mnie a nie matka, bo przeze mnie dziecko
                ma autyzm
                Za to, że naopowiadała naszym wspólnym znajomym że w łózku jestem "uległą
                szmatą bez godności, ktora liże facetom nogi" ( nie liżę, nie bawi mnie to )
                Tyle, co na bierząco mi się przypomniało. Uważaśz, że po czymś takim powinnam
                ją szanować? Jaka matka ( a ona jest matką ) może być tak okrutna, podła,
                fałszywa? Nie nienawidzę jej. Nie jest tego warta. Nie mam do niej szacunku a
                co za tym idzie - gardzę nią.
                • tricolour Nie, nie musisz jej szanować. 30.08.05, 15:17
                  Rzeczywiście sa to powody, by tej pani nie lubić. Może słowo pograda jest
                  właśnie dobrym określeniem.

                  Mam pewnien pomysł. Żałoże nowy wątek "Rozrzut bomb"

                  smile)
                  • clio11 Droga Magdo 31.08.05, 10:48
                    Przeczytałam początek Twojego postu. Na resztę nie mam siły. Wybacz. Pamiętam
                    Twoją historię. Pisałas o sobie u nas jakiś czas temu.
                    Musisz być osobą, która niewiele doświadczyła w życiu dobrego, skoro uważasz,
                    że to, co masz, jest warte nawet wyparcia się swojego ja i swoich seksualnych
                    upodobań.
                    Mówisz, że nienawidzisz tej kobiety. Masz do tego prawo tak jak ja mam prawo do
                    kopnięcia psa, bo akurat muszę odreagować, a szef mnie wk...wił.
                    Uważam jednak,że to jest najprostsza, najmniej bolesna, ale nic nie dająca
                    metoda-obciążyć za swoje nieszczęście i niepowodzenia kogoś, kto jest "spoza"
                    Twojej rodziny. Z mężem wszak chcesz dalej być, nieprawdaż, więc lepiej całe
                    gówno wylać za okno, na tę kobietę. Szybko i jak wygodnie.
                    Przykro mi to pisać, ale odnoszę wrażenie, że głównym sprawcą Twojej tragedii
                    (ja odbieram to jednoznacznie jako dramat) jest Twój obecny partner i to on
                    powinien się starać, jeśli chce z Tobą dalej iść przez życie. Uzasadnienia
                    typu "dla dziecka", "żyjmy pod jednym dachem jak przyjaciele" to dla mnie
                    bzdura. W takie uzasadnienia wierzą czytelniczki harlekquinów. Jeśli gość
                    oddawał się przez długi czas praktykom sado-maso w imię wielkiej miłości,
                    chciał odebrać Ci dziecko (czy Ty wierzysz, że to była inicjatywa jego
                    przyjaciółki? a jeśli nawet-to dla czego na to pozwalał?), to nie wierzę teraz
                    w takie tłumaczenia. Myślę, że to było najwygodniejsze, bo wyznanie Ci
                    płomiennej miłości i "obiecanie poprawy" po prostu by go do czegoś
                    zobowiązywało. Może w międzyczasie jego Lov zmieni zdanie i do niego wróci (dla
                    mnie to jedyne wytłumaczenie tej sytuacji, no, chyba, że dziewczyna ma HIV albo
                    udusił w chwili uniesienia, heh).
                    A tak ma z bańki. Przynajmniej na jakiś czas.
                    Wybacz mi, ale tak to postrzegam. Może opisałaś to kiedyś zbyt tendencyjnie, a
                    ja się przejęłam. Ale wiesz co? Nie lubię Twojego męża. Za Twoje łzy, za to, że
                    opowiadał Ci o tej kobiecie, za to, że miał czelność powiedzieć Ci, że jesteś
                    kimś mało ważnym, za to, że sprawiał ci ból, także fizyczny, za to, że, jak to
                    kiedyś oględnie ujęłaś-jest zbyt impulsywny. I za wiele innych rzeczy, o
                    których pewnie nie wiem.
                    Nie będę Cię namawiać do rozwodu. Próbuj, bo widzę, że bardzo chcesz...Życzę Ci
                    powodzenia.


                    • magdalenkaaa78 Re: Droga Magdo 31.08.05, 11:29
                      Ale ja jej nie nienawidzę i nie pamiętam, żebym coś takiego napisała. I zgadzam
                      się, że najbardziej winny jest mój mąż. szczerze mówiąc, to to, co piszesz, ma
                      się niejak do tego, co ja myślę i czuję. To nie jest tak, że skladam winę na tę
                      babę. Nie. Uważam, że wina lezy po jego stronie. Po jej też, ale to nijako
                      sprawa wtórna. I nigdzie nie napisałam, ze wierzę, że został dla dziecka.
                      Właśnie w to nie wierzę i w jednym z postów w tym wątku wyjaśniam, co mi się
                      wydaje. I to też nie jest tak, że te parktyki sado-maso to z wielkiej miłości.
                      To było tak, że mój mąż poszukiwał kochanki do tego typu zabaw. A potem okazało
                      się,że w ogole to cud-kobieta w normalnym życiu ( tyle że nie przezył z nią
                      jednego dnia ) i dlatego się zakochał.
                      Tak, wierzę,że pomysł odebrania mi dziecka wyszedł od baby. Brała go na
                      dziecko, własnego już następnego miała na pewno nie będzie ( stara już jest ).
                      Dlaczego na to pozwalał? Bo jest leniwy i nie chciało mu się wtrącać. Poza tym
                      podobalo mu się,że to taka cudowna kobieta, gotowa dla niego na wszystko, nawet
                      na wychowywanie jego dziecka. Myslę, że baba potraktowała moje dziecko jako
                      kartę przetargową.
                      Czy baba zmieni zdanie to ja nie wiem, bo to on z nią zerwał. Wiem, że gdy jej
                      powiedział, że to koniec to płakała w słuchawkę i powiedziała, tu cytat : Do
                      końca wierzyłam, że coś z tego będzie" Nie odzywa się - tel lezy na widoku,
                      komp w pracy do mojej dyspozyjci ( pracujemy razem ) w domu internetu nie ma.
                      Nie odzywają się do siebie.
                      też go nie lubię. Kocham, ale nie lubię. Mam nadzieję ( a ta zawsze umiera
                      ostatnia ) że idąc do pracy pokazałam mu, że coś potrafię. Ze nie jestem na
                      jego pełnym utrzymaniu i że w niczym nie jestem gorsza. Fakt, od kiedy poszłam
                      do pracy zachowuje się dużo lepiej. Mam nadzieję, że zmądrzał. Nie wymagam
                      słowa : przepraszam, jeśli nie może mu ono przejśc przez gardło.
                      • clio11 Re: Droga Magdo 31.08.05, 11:46
                        Może moja wykładnia była zbyt rozszerzająca w takim razie. Ale prosiłaś chyba o
                        ocenę sytuacji "z boku". Dla mnie, po przeczytaniu Twoich informacji tak to
                        wygląda. Ma farta, że go kochasz wobec tego. Skoro jednak sama nie rozumiesz po
                        co został, widocznie coś Cię uwiera a nikt Ci tego nie wyjaśni, bo na jakiej
                        podstawie. Kto jak kto-ale właśnie Wy oboje powinniście mieć jasny ogląd
                        sytuacji. On ma. Czy Ty masz?

                • scriptus Re: A czy mogłabyś napisać... 31.08.05, 10:59
                  Straszne crying

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka