Dodaj do ulubionych

Poczytałam trochę wątki

22.11.05, 17:55
i czuję się z "tego świata", pewnie dlatego, że jestem po rozwodzie, mam dziecko.
Nie mam co prawda takich problemów, jak niektórzy, mój były mąż uczciwie
zawsze płacił i dalej płaci alimenty, zabiera od czasu do czasu dziecko mimo,
że kilka miesięcy temu urodził mu się synek w drugim małżeństwie.
U nas (mojego dziecka i mnie) też jakoś wszystko się prostuje, kieruje w dobrą
stronę, a przynajmniej tak to wygląda...
Z dystansu kilku lat od wyprowadzki od męża (moja decyzja) stwierdzam, że
czasem bywa jednak tak, że rozwód wychodzi na dobre wszystkim zainteresowanym,
włączając w to dziecko.

A w ogóle, to witam wszystkich bywalców.
Nowa smile
Obserwuj wątek
    • akacjax Witaj! 22.11.05, 20:02
      Rozwód może wyjść na dobre. A co jest złe, że zaglądasz na forum: R i co dalej...jest jakieś dalej dla Ciebie?
      Jakieś porady, zwłaszcza dla świeżo uwolnionych?
      • samosia75 Re: Witaj! 22.11.05, 20:23
        Witaj, rozgość się...
      • maheda Nie zaglądam dlatego, że jest źle... 22.11.05, 20:58
        po prostu przypadkiem trafiłam na fora prywatne - byłam ciekawa, o czym się
        mówi, na jakie tematy dyskutuje.
        A ponieważ rozwód jest sprawą wiele bardziej dotykającą mnie niż ślub, bo
        przecież bolesną, to pamiętać go będę do końca życia. Słowo "rozwód" budzi we
        mnie współczucie. Dlatego tutaj zajrzałam i poczytałam sobie wątki.
        Niewiele rad mogę dać, bo każda osoba ma inną sytuację, inna jest ona sama, inny
        jest mąż, inny jest status rodzinny, społeczny, materialny etc.
        Właśnie może z punktu widzenia osoby już kilka lat "po" może mogłabym komuś pomóc?

        Pytasz, czy jest jakieś "dalej". W moim przypadku "dalej" oznaczało wyprowadzkę
        z dzieckiem z powrotem do mojej Mamy, do domu rodzinnego, w którym panuje
        atmosfera ortodoks-katolicka - wyobrażasz Sobie więc potępienie mojej decyzji.
        Moja Mama na szczęście bardziej mnie kocha, niż jest ortodoksem, dzięki temu
        miałam gdzie "przygrzać nos".
        Zaczęło się szukanie pracy (bo przez trzy lata nie pracowałam - nasze dziecko
        chorowało w okresie jesienno-zimowo-wiosennym, ktoś musiał z Nią siedzieć, a
        mogliśmy sobie finansowo pozwolić na to moje niepracowanie). Wiadomo, że kobieta
        po trzyletniej przerwie w pracy nie jest witana z otwartymi rękoma - udało mi
        się jednak podjąć pracę na umowę o dzieło, a po roku tak przepracowanym -
        znalazłam pracę na etat w dużym mieście, przeprowadziłam się tam z Małą.
        Miałam na szczęście Przyjaciela (takiego właśnie przez duże P - nie mylić z
        facetem do łóżka), który mi BARDZO w tamtym okresie pomógł - odbierał Małą z
        przedszkola codziennie, bo nie mogłam wcześniej wyjść z pracy.
        Na początku byłam przybita. Czułam się stara, głupia, bezradna, a do tego miałam
        poczucie winy - bo to ja zdecydowałam o odejściu. Miałam wyrzuty sumienia, że
        zostawiłam człowieka, który chciał ze mną żyć do końca, który mówił mi, że mnie
        kocha i że kocha nasze dziecko - i to odeszłam nie dlatego, że pił, że bił,
        zdradzał - nic z tych rzeczy. Odeszłam, bo mówił jedno, ale widziałam na co
        dzień zupełnie co innego. Był z nami, ale Mu przeszkadzałyśmy. Mieliśmy inne
        priorytety w życiu. Raz słyszałam, że jestem wszystkim, a drugim razem, że
        wszystko co złe Go spotkało w życiu, to moja wina i przeze mnie. Nie dało się
        tak długo żyć.
        Zresztą - jest teraz szczęśliwy, założył drugi raz rodzinę, ma synka.
        A ja też się zbieram do kupy, też próbujemy zbudować kolejny świat - ale o tym w
        następnym odcinku, bo moje szczęście wróciło do domu i lecę z netu smile
        Pozdrawiam ciepło.
        • bursztynowe Re: Nie zaglądam dlatego, że jest źle... 23.11.05, 09:06
          Witaj
          Gratulacje, że wychodzisz na prostą!
          Dobrze że jesteś. Licze, że wesprzesz mnie w krucjacie o udane związki.
          Atmosfera u nas panuje różna, począwszy od rozpaczy na klimatach imprezowo-
          etanolowych (ruda woda na myszach, sfermentowane winogrona itp) kończąc
          (niestety, jedynie wirtualnie). sad(((

          W każdym razie brakuje tu żywych przykładów na to że rozwód może być krokiem
          naprzód (pomimo wszystkich negatywnych aspektów tego zjawiska). Tutaj kolega
          Scriptus jest zdecydowanym liderem, choć odnosze wrazenie, ze jego stanowisko
          powoli eroduje. A raczej koroduje, bo z "ero" jest gorzej... wink

          Pozdrawiam i szcześcia życzę.
    • ak70 Re: Poczytałam trochę wątki 23.11.05, 09:48
      Czesc...
      Z wielką nadzieją przeczytałam co napisałaś i trochę Ci zazdroszczę, że masz to
      już za sobą. Miło też dla odmiany poczytać o pozytywach rozwodu i o tym, że da
      się mimo wszytko po takich przejściach żyć dalej.
      Twoja historia jest mi bliska... mój mąż też nie pił i nie bił, ale miał (i
      chyba ma) inne uzależnienia sad(
      Pozdrawiam i witam raz jeszcze.
      Aga
      • julka1800 Re: Poczytałam trochę wątki 23.11.05, 10:03
        witam i ja rowniez...
        smile
    • brzoza75 Re: Poczytałam trochę wątki 23.11.05, 10:20
      ja też witam serdecznie, dobrze się czyta taki post, macie rację daje
      nadzieję...
    • czekolada72 Re: Poczytałam trochę wątki 24.11.05, 13:00
      Czesc! Pisz, pisz , co dalej? kiedy kolejny odcinek? wink

      Dla mnie poki co rozwod jest życiowa porazka, choc swiat, ku mojemu ooogromnemu
      zdziwieniu, kreci sie dalej!
      • maheda Re: Poczytałam trochę wątki 24.11.05, 13:04
        smile Kolejne odcinki są w wątku "Trochę przewrotnie" smile
        A następny będzie pewnie jutro, o ile coś mi nie wypadnie smile

        Oczywiście, że rozwód jest porażką. Chyba zawsze i dla każdego.
        Ale trzeba wyciągnąć z tego wnioski, okrzepnąć i iść dalej. Czasem przynosi
        zaskakująco dobre efekty - oczywiście dopiero po jakimś czasie.
        Może i u Ciebie takie już niedługo przyniesie? smile Kto wie?! smile
        • buba77 Re: Poczytałam trochę wątki 27.11.05, 20:15
          Rzadko tu zaglądam, ale tez ciągle szukam wsparcia i słów otuchy. Po trzech
          miesiącach od rozstania nie jest niestety wesoło - melancholiczką jestem, no
          cóż, i po pierwszej małej euforii poczucia uwolnienia się - rozpacz na przemian
          z apatią i próbami życia dalej, do czego to życie zresztą zmusza i każe isć do
          przodu, choć wbrew temu, co w środku. Pwtarzam sobie, że to dobra decyzja, ale
          serce? mówi co innego. Czuję, ze zbyt długo robiłam różne rzeczy wbrew sobie.
          Będę czytać następny odcinek.
          Pozdrawiam wszystkich. Aż mi głupio tak marudzić. Niech to się wreszcie skończy.
          • nangaparbat3 Re: Poczytałam trochę wątki 27.11.05, 23:18
            Weź poprawkę na listopad. Od Wigilii będzie lepiej, dzień zacznie sie wydłużać,
            to poprawia nastrój.
          • maheda Re: Poczytałam trochę wątki 29.11.05, 14:22
            smile Skończy się, zobaczysz.
            U mnie ten okres przybicia trwał około roku, może nawet dłużej...
            Oczywiście były i "momenty" desperackiej radości, chciałam się cieszyć z życia
            nawet wbrew sobie. Oczywiście efekty to dawało bardzo różne...
            Wiesz, smile najlepiej przypomnij Sobie, co Ci dawało radość, zanim poznałaś
            swojego Eks i postaraj się do tego wrócić.
            Pamiętam, jak pierwszy raz po rozwodzie poszłam w góry i prawie dostałam ataku
            serca, bo przez te wszystkie lata kondycja mi zmalała, a waga wręcz przeciwnie.
            Jak mi się serce uspokoiło, myślałam, że siądę i zacznę płakać.
            Ale poszłam sobie dalej, spokojniutko, powolutku, skorzystałam z kolejki
            krzesełkowej (a nie miałam wcale takiego zamiaru), zeszłam jedynie na własnych
            nogach, oglądając świat z grzbietów górskich. Ale pojechałam w góry za jakiś
            czas ponownie, i znowu... i teraz znów mogę po nich sobie spokojnie chodzić,
            oczywiście już nie tak "wyczynowo", jak kiedyś smile ale sprawia mi to znowu wiele
            radości.
            Jeszcze chcę się przeprosić ze swoją gitarą i śpiewem, ale też nie mogę się
            słuchać... palce zastane, struny głosowe też nie takie, jak być powinny -
            wszystko "zaśniedziałe". Ale próbuję i wiem, że znowu mnie to będzie cieszyć. smile
          • julka1800 Re: Poczytałam trochę wątki 29.11.05, 14:38
            dużo by pisac kochani ile przejsc trzeba by osiągnąć jakiś constans, i to na
            przyzwoitym poziomie, jak sie skupię i sprobuje przypomniec ile razy miewałam
            dołki, targały mną zle emocje, ile razy chciałm wbić ostrze w plecy mego EX
            ech....

            ale teraz jest ten wlasnie constans, jeszcze czasami tylko mnie rzuca gdy
            dzieci mowią: tesknie za tatą...

            ktos tu napisał: jesli druga osoba robi cos to rownoczesnie daje przyzwolenie
            by w stosunku do niego zrobic to samo
            ja to zapamietalam

            i tak jak Brzoza75 mogłabym pisac ze kiedys byłam dokładnie w tym samym miejscu
            co ona, wysyłałam SMSy do Ex z prosbą o kontakt z dziecmi - juz tego nie robie,
            jesli on sam nie umie zadbac o kontakty z dziecmi to ..trudno

            tak jak Anja_pl moglabym napisac ze mialam glebokie chwile samotnosci, gdy
            wracając z podrózy do domu, nie mialam z kim pogadac... a dzieci - to inny
            rodzaj rozmowy

            to wszystko przechodzi a zycie toczy sie dalej i tylko od nas zalezy jak sie
            ono potoczy
            • brzoza75 Re: Poczytałam trochę wątki 29.11.05, 15:13
              tak właśnie jest, życie mimo wszystko toczy się dalej kiedyś nadejdzie constans
              prędzej czy później, w róznym stopniu szybciej czy wolniej, ale nadejdzie, dni
              będą dłuższe, oby święta minęły a potem nowy rok i z górki, potem wiosna i
              pełnia kolorów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka