Dodaj do ulubionych

Nie jest mi wesoło...

20.05.06, 18:56
Nie jest mi wesoło, kiedy Was czytam. A zaglądam tu od czasu do czasu, bo
chcę wiedzieć, co zafundowałam moim dzieciom, odchodząc od męża. I nie pomaga
tłumaczenie sobie, że już nie było wyjścia, zresztą rozwodu nie żałuję ani
przez chwilę. Ale nie planowałam tego moim dzieciom. Chciałam, żeby miały
NORMALNĄ rodzinę i szczęśliwe dzieciństwo - tak, jak ja miałam! To, że mi się
nie udało, to moja największa - jak dotąd - życiowa porażka. I moja w tym
wina o tyle, ze idiotycznie wybrałam im ojca. A na własne usprawiedliwienie
mam tylko tyle, że jak za niego za mąż wychodziłam, to moich dzieci jeszcze
nie znałam, blade miałam pojęcie o ich potrzebach, ba! nawet nie wiedziałam,
że będziemy mieć dzieci... Choć szczerze mówiąc mogłam się tego spodziewać,
no nie?
Teraz szukam "najmniejszego zła", to znaczy jakiejś normalności w status quo.
Utrzymuję z byłym mężem kontakt - dla dzieci, przez dzieci - choć czasem
zaciskam zęby. To minie. Staram się przewidywać te momenty, które mogłyby
stać się przyczyną urazów na dalsze życie i jakoś tam im zapobiegać (na
tzw. "czuja").
I marzy mi się, że się uda, że moje dzieci będą miały dwa fajne, przytulne
domy, gdzie będą "u siebie", że będą szczęśliwe i nie będą się czuły "inne"
i "pokrzywdzone".
Powiedzcie, że to możliwe.
Obserwuj wątek
    • sloggi Re: Nie jest mi wesoło... 20.05.06, 21:56
      Nie umiem Ci odpowiedzieć.
      Mam dwa domy, mój i Mamy, ale dom ojca to obcy świat, którego tak naprawdę nie
      chce i nie potrzebuję.
    • kklamerka Magdmaz... 21.05.06, 06:30
      wydaje mi się że...
      ...
      czasem jest kilka pytań.:
      ...
      1. czy gdyby córka miała takie małżeństwo jak Twoje to wolałabyś żeby została z Nim czy odeszła?
      2. jakie argumenty przemawiały za pozostaniem, a jakie za odejściem od Męża?
      3. czy wolisz być szczęśliwa_dla_dzieci czy szczęśliwa...?
      ...
      to jest bardzo trudne
      ...
      ale dzieci uczą się od Ciebie i Męża
      ...
      i chyba czasem warto zdobyć się na odwagę.


      ...nie wiem...
      • magdmaz Re: Magdmaz... 21.05.06, 08:39
        Klamerko:
        Jestem zagubiona - straciłam wiarę w miłość, małżeństwo, człowieka. Wierzę, ze
        to minie. (W dodatku nie jestem sama, mamy "domowego", ale to nie jest
        właściwie ojczym moich dzieci, bo: nigdy więcej w życiu nie wyjdę za mąż!!!
        Mają dobre kontakty z ojcem i to im wystarcza - ludzie, kto ostatecznie
        potrzebuje ojczyma??! Jestem samodzielna finansowo i nie prowadzimy wspólnego
        gospodarstwa, ten "domowy" bardziej wynajmuje u nas pokój niż jest naszą
        rodziną. Ale ja go kocham - tylko teraz ta miłość jest już jakaś taka
        wyrachowana, wciąż patrzę, czy dzieci lub ja na tym nie tracimy sad Ale
        chciałabym tego człowieka mieć gdzieś obok siebie, gdy dzieci pójdą swoją droga
        w świat.)
        Moje małżeńswo nie rozpadło się jakoś szczególnie dla dzieci brutalnie - ono
        było o tyle nienormalne (z punktu widzenia dzieci), ze ojciec mieszkał i
        pracował w nnym mieście i one widywały go od czasu do czasu, na przykład co dwa
        miesiące na jeden tydzień. Zresztą wtedy też nie zawsze spędzał z nimi czas,
        wyjeżdżał, żeby odpocząć, często ze mną, a dzieci oddawał swoim rodzicom. Wtedy
        były dla niego po prostu za małe. Po rozwodzie jakoś się ocknął, zabiera je na
        wszystkie święta, ferie, wakacje (jak może, to całe, albo przynajmniej 5 -6
        tygodni). Czasem na tydzień w ciągu roku szkolnego, jak wypada Weekend Majowy,
        Swięto Zmarłych itp. Mimo wszystko ta więż nie jest taka, jak ja bym chciała,
        żeby była, znacznie ważniejszą rolę w ich zyciu pełnią dziadkowie z obu stron,
        niż ojciec. Może czas to zmieni.
        Co do mojej córki - za nic nie chciałabym dla niej takiego małżeństwa!!!!! W
        ogóle chciałabym, zeby nigdy za mąż nie wyszła, zeby robiła karierę (ma zadatki
        na atorkę, śpiewaczkę), żeby zmieniała kochanków jak rękawiczki i była z tym
        szczęśliwa... No nie, chciałabym dla niej po prostu szczęśliwego domu...
        Chciałabym, żeby umiała dbać o własne szczęście, żeby nie miała potrzeby
        poświęcania się dla miłości, zeby umiała wymagać czegoś dla siebie, a nie tylko
        dawać.
        Co do odejścia od męża - argumentów za odejściem było zbyt wiele, aby wiliczać -
        podstawą jednak po prostu agresja fizyczna. Za pozostaniem - jeden jedyny -
        "no przecież dałam słowo honoru przed ołtarzem..." To był i jest silny
        argument, ale skoro jedyny...
        Szczęśliwa? Ja jestem szczęśliwa - znajduję szczęście nie tylko w moim związku
        z "domowym", w moich dzieciach i ich osiągnięciach, w satysfakcji z pracy. W
        sumie potrafię znaleźć drogę do "bycia szczęśliwą" w wielu sytuacjach, jedynie
        z byłym mężem już nie. Z nim nie byłam szczęśliwa, z nim BYWAŁAM szczęśliwa, do
        czasu. A moje dzieci? Nie uzależniam ich szczęścia od mieszkania z mamą i tata
        pod jednym dachem, po prostu mnie to nie przekonuje, biorąc pod uwagę to, jakie
        było nasze małżeństwo.

        Słuchajcie, ja się tu tłumaczę! Pocieszam się, ale tak naprawdę jest we mnie
        strach, ze one kiedyś nie będą "normalne". Tylko że ja nie bardzo wiem, co to
        ma oznaczać...
        • kolczatka Re: Magdmaz... 21.05.06, 17:49
          Odpowiem Ci krótko i treściwie. Wybrałaś mniejsze zło dla siebie i swoich
          dzieci.Myślę, że gdybyś tkwiła w tym związku nadal, Twoje dzieci też byłyby
          pokrzywdzone, przyswoiłyby fałszywe wzorce itp. itd. Nie miej więc wyrzutów
          sumienia.
          • magdmaz Re: Magdmaz... 22.05.06, 11:09
            I tak przyswoją jakieś dziwne wzorce. Nie tak chciałam im życie pokazać. W
            każdym razie będę się starać, żeby tych "skrzywień" było jak najmniej.
            • towita Re: Magdmaz... 22.05.06, 12:22
              Po co mojemu synowi ojczym?
              Po to, żeby odprowadzał go do szkoły, czytał napisy w filmach z napisami,
              chodził na wywiadówki, kupował ubrania, wstawał w nocy jak dziecko nie może
              spać, uczył sklejać modele samolotu, żeby sprawiał, że jestem szczęśliwa, że
              wszysczy razem jesteśmy szczęśliwi...
              • magdmaz Re: Magdmaz... 22.05.06, 17:31
                No to moje dzieci nie mają ojczyma.
                Nie czyta bajek. Nie przyprowadza, nie odprowadza. Nie da kolacji, nie zbuduje
                zamku, nie posprząta po dzieciach. Czasem zamieni słowo lub dwa. Zamyka się w
                pokoju i unika dzieci.
                Za to pracuje również po to, żebym ja stanęła na nogi i zapewniła dzieciom to i
                owo.
                Ale tego to one nie rozumieją.
                • towita Re: Magdmaz... 23.05.06, 13:35
                  Może kiedyś zrozumieją. Wiesz Magdmaz czas zweryfikuje nasze wybory i decyzje.
                  Zamartwianie się na zapas nic nie da. Chociaż czasami rzeczywiście jest bardzo
                  ciężko.
        • kklamerka Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz. 07.06.06, 21:59
          Magdmaz,

          1. ...ważne żeby dzieci miały kontakt z Obojga Domami - staraj się w to nie ingerować. Twoje podejście dające im możliwość wyboru zostanie przez nie najbardziej docenione. I, jeśli domy są zdrowe - a z tego co piszesz, oba są - dla Nich będzie najzdrowsze.

          2. to jest całkiem normalne, że zwracasz uwagę, czy poprzez obecność "domowego" nie tracisz kontaktu z dziećmi i czy one mają dobrze. to normalne i ważne. jeśli Ktoś kocha, to Kocha Ciebie i Twoje dzieci.

          3. ważne też, że Dzieci mają Dziadków - skoro jako Małe spędzały z nimi wiele czasu, to ta więź na pewno jest głęboka i nie zastanawiaj się, czy to lepiej, że mają więcej kontaktu z dziadkami, czy z ojcem. ważne, że ze Wszystkimi mają kontakt, a o jego ważności zdecyduje czas.

          4. nie planuj życia Córce. to jej życie i ona Sama zadecyduje co będzie dla niej ważne. Ty możesz ją jedynie kochać. nawet jeśli w Twoich oczach popełni jakieś błedy. o tym też nie zdecydujesz Ty, ale Ona i Czas.




          MAGDMAZ,

          A PRZEDE WSZYSTKIM staraj się nie kontrolować wszystkiego.
          Naprawdę życie będzie takim, jakie ma być.
          skoro uwolniłaś się od związku który nie dawał Ci szczęścia
          i teraz nadrabiasz stracony czas - ciesz się nim.
          czerp z niego i szanuj go.

          Jesteś dobrą Matką, a idealnych nie ma.

          ważne, żeby Dzieci miały do kogo się przytulić, z Kim pośmiać i przy Kim wypłakać. wtedy będzie dobrze.



          Magdmaz, trzymaj się. Wierzę, że dasz sobie ze wszystkim radę.
          Mocno Cię ściskam.

          Klamerka
          • magdmaz Re: Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz. 08.06.06, 08:01
            DZIĘKI
            W sumie te napady niepewności miewam od czasu do czasu. A ogólnie jest nam
            naprawdę dobrze.
            Domy Dziadków są znacznie ważniejsze dla moich Dzieci obecnie niż domy
            Rodzicow. Bo dom taty jest daleko i wiecznie pusty (tata pracuje i mieszka
            gdzie indziej), a w domu mamy jest Domowy. Niestety, bardzo przez dzieci
            nielubiany. A dlaczego? Bo on nie lubi dzieci, zwłaszcza moich. I chyba stąd
            mój główny kac.
            Pozdrawiam,
            Magda
            • towita Re: Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz. 08.06.06, 08:57
              Śliczne te Twoje pociechy. Na ciche i pokorne to raczej nie wyglądjąsmile
            • kklamerka Tak, Dziecka masz fajne :))) 08.06.06, 09:33
              a co do Domowego - to ważne, by Dziecka wiedziały, że mają prawo nie podzielać uczuć Mamy i mają prawo ich po prostu nie lubić. Nie wymagaj tego od ani od nich, ani od siebie - mają prawo go nie lubić. i tyle. świat się od tego nie zawali. zresztą przyczyn nielubienia może być wiele, i tu wcale nie musi chodzić o osobę Domowego.

              ważne też, by One wiedziały, że mimo wszystko Kochasz Je i są dla Ciebie niezwykle ważne. ale przecież to One dobrze wiedzą.


              Pozdrawiam, Klam.
              • kklamerka tzn. "jego nie lubić", nie "ich nie lubić" 08.06.06, 09:34



                • magdmaz Re: tzn. "jego nie lubić", nie "ich nie lubić" 08.06.06, 11:56
                  KLAMERKO!!!
                  Podbudowałaś mnie.
                  Bo ja im powtarzam, ze nielubić mogą. Mają prawo. Że tatę mają jednego jedynego
                  i już. A "nielubią" go za surowość - z tym ze ja pilnuję, żeby był sobie surowy
                  jak mu przeszkadzają (bo nie włażą na głowę - unikają się nawzajem, ale o to
                  trudno w 34 metrowym mieszkaniu), ale żeby One nie czuły się krzywdzone!!! Bo
                  jego najdurniejsza metoda wychowawcza to wyśmiewanie, czego ja znowu
                  zaakceptować nie mogę.
                  Poza tym to pedant, a moje dzieci NIE POTRAFIĄ sprzątać. Bałaganić - owszem.
                  I już powoli dojrzewałąm do myśli, że trzeba się, cholera, rozstać. A moze nie
                  trzeba? No kurde, on mi pasuje... Moim dzieciom nie - i wcale się im nie dziwię.

                  CZY KTOŚ NA TYM FORUM MA DOŚWIADCZENIA Z BARDZO WREDNYM OJCZYMEM?
                  • prabucianka najwazniejsza jest rozmowa:) 23.08.06, 15:49
                    I w koncu znalazlam forum dla mniesmile wiec pisze, ale najpierw sie przywitamsmile
                    Otoz ja mysle, a nawet WIEM Z DOSWIADCZENIA jako to dziecko ze stygmatem
                    rozbitego domu ( w malym miescie, wierzcie mi- ten społeczny ostracyzm-
                    masakra!), ze rozwod nie musi sie na dziecku odbic jako jakis dramat. U mnie
                    bylo tak- mama odeszla, chociaz ojciec nie byl zadnym "przestepca"- ot
                    zwyczajny czlowiek, po porstu dramatycznie do siebie nie pasowali.
                    I to, co pamietam z czasow jak jeszcze mieszkalam w domu, to to, ze
                    najwazniejsze byly ROZMOWY, ze to ni ebyl temat tabu. Wszytsko bylo otwarte.
                    Jeszcze przed rozwodem, wiele lat po nim, az do dzisiajwink
                    Obecnego meza mojej mamy lubie, zone ojca mniej- oto po porstu inne charaktery.
                    Ale na pewno do domu obojga rodzicow jezdze nie jak w gosci, tylko jak do
                    siebiesmile Nawet teraz, kiedy mam juz wlasny dom i staly, sczesliwy zwiazek od
                    kilku lat.
                    I to, za co jestem wdzieczna rodzicom, mamie zwlaszcza, to wlasnie za to, ze ze
                    mna rozmawialasmile Nie udaje, ze to nie bylo trudne doswiadczenie- bylo, ale dla
                    moich rodzicow ochrona mnie i mojego brata byla najwazniejszasmile

                    A wiec glowa do gory i rozmawiaj z dziecmi o ich obawach, watpliwosciach i
                    radosciach ( pamietam ze jak urodzila sie moj aprzyrodnia siostra, to pojawily
                    mi sie takie uczucia, ze bylo mi glupio przed mama, ze sie ciesze, ale je
                    wypowiedzialamwink

                    Pozdrawiam i trzymam kciukismile
                    • magdmaz Re: najwazniejsza jest rozmowa:) 23.08.06, 19:01
                      DZIęKI!!!
                      Strasznie to pozytywne i budujące, co napisałaś. Też chcę tak zrobić, zeby można
                      było rozmawiać o wszystkim - i sądzę, ze tak jest (trzeba by spytać dzieci o ich
                      opinię). Trudniej jest np. sprawić to, o czym piszesz, że jak np. cos
                      wspaniałego, radosnego wiąże się z Tatą, to żeby chciały MI o tym mówić, nie
                      obawiały się, że ich radość sprawi mi przykrość. Dlatego staram się od czasu do
                      czasu pochlebnie wyrażać o exie ("masz fajowego Tatę").
                      Czasem trudno pewne rzeczy wyjaśnić (vide: mój post "mówienie o przyczynach
                      rozpadu..."). Tak mi strasznie głupio, gdy patrzą na mnie niepewne ślepka i mała
                      osóbka pyta: "A czy Ty lubisz mojego Tatę?".
                      A ja często w rozmowach z exem tracę zimną krew i wygarniam mu, aż furczy.

                      I jeszcze jedno - najważniejsze. WYRZUCIłAM Z DOMU NIEMężA. Jest mi teraz
                      cholernie ciężko i samotnie, ale pocieszam się, że dla dzieci to lepiej.
                      Naprawdę. Ojczymem był fatalnym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka