Dodaj do ulubionych

Ostry stan osamotnienia....

13.06.06, 06:47
Jak wszyscy, to i ja zakładam wątek...
Jest na temat "Rozwód ... i co dalej" i dotyczy chyba wszystkich na tym forum,
w stanach okołorozwodowych, w warunkach rozpadu Waszych związków i braku więzi
z osobą równoletnią płci przeciwnej.... Chyba wszyscy tutaj mamy za sobą takie
doświadczenie, jak "ostry stan osamotnienia", ale czy ktoś wie, jak to
pokonać? Jak to leczyć, doraźnie, jak sobie radzicie z takimi dołami, co
robicie, żeby dotrwać do rana?? Jak leczyć taki dół, kryzys, lęk, osamotnienie??
Wiem, długofalowo pewnie jakaś terapia, zmiana w życiu, ale na dziś, jutro, za
tydzień.... Na zaraz, kiedy nawet w internecie wszyscy śpią ??
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: Ostry stan osamotnienia.... 13.06.06, 07:38
      Scri....widzisz, co Ci powiedziec??? U Ciebie nie jest potrzebne krótkofalowe
      działanie typu "wpadnij na kawe". Bo jesli to miałoby Ci pomóc to zapraszam
      serdecznie choćby dziś. Ty przemebluj swoje zycie. Zrób z nim coś. Jak widzisz
      Twoje poglądy i zasady NIC DOBREGO nie dają ani Tobie, ani nikomu. Jak kiedys
      bedziesz chciał pogadac przy kawie to zapraszam. I nie ma w tym podtekstów,
      jesli ktos chciałby sie doszukiwac. Ja w tym temacie od dłuzszego czasu
      zupełnie bezpieczna jestem. Na osamotnienie nie cierpię smile. Ale pamietam jak
      to jest.
    • 1madzia Re: Biedny Scriptusek, aleeee Cię dopadło.... 13.06.06, 07:42
      Sama jestem ciekawa rozwiązań i z chęcią skorzystam z porad mądrych ludzi.
      Z tego co pamiętam, to już padały tutaj bardziej i mniej ekscentryczne, trafne
      podpowiedzi. Środki doraźne (czyli skuteczne tylko chwilowo) - pomysł Brzozy z
      dokończeniem tego, co napoczęte; pomysł "naszych" (sic!) Panów - pedałowanie;
      pomysł wspólny - twórcza aktywność na tym forum, gdzie człowiek może się
      wyżalić, wirtualnie przytulić, czego nigdy by nie uczynił, gdyby zobaczył
      przytulającego w realu.
      Rozwiązanie skuteczne - zmiana swojej sytuacji osobistej. Baaaaardzo trudne i
      bolesne...

      smile
      • scriptus Re: Biedny Scriptusek, aleeee Cię dopadło.... 13.06.06, 08:48
        Kas (Kasiu?) - nie jestem skłonny do dostrzegania "podtekstów" w spotkaniu na
        kawę. Samo spotkanie z miłą osobą to przyjemność, choć jeszcze przed nieco ponad
        rokiem miałem wielkie opory przed spotkaniem się z kimkolwiek z "netu", to już
        poznałem kilka osób z tego forum osobiście, przekonałem się, że "rozwódki", to
        miłe, atrakcyjne i na domiar wszystkiego - inteligentne osoby i że nie są w
        żadnym stopniu niebezpieczne big_grinDDDDD.
        Na jednym ze spotkań, w kilka osób, spojrzałem na kilka siedzących przy stole
        Pań z naszego forum i pomyślałem - mój Boże, ależ ci ich faceci, to musieli być
        idioci, żeby takie dziewczyny skrzywdzić i zostawić... Taka tylko refleksja,
        wiem, że tam mogło być różnie, ale przy stole były naprawdę miłe i urocze Panie
        i przyjemnie spędzony czas w ich towarzystwie.
        Tak więc doszedłem już do tego, że z przyjemnością się spotkam i pogadam, jednak
        wiem, że to tylko chwilka odprężenia, nie leczy moich frustracji i problemów.
        Podobnie jak np alkohol, usmierza na chwilę i znieczula, ale jest niebezpieczny,
        bowiem może spowodować uzależnienie i upośledzić funkcjonowanie człowieka w
        rodzinie i społeczeństwie. Dlatego tego "leku" staram się używać bardzo
        ostrożnie, bowiem nie leczy przyczyn, a tylko doraźnie uśmierza bóle, tłumi
        skutki. Napisałaś Madziu "pedałowanie", owszem, wspólne wyprawy na rowerze z
        synem, to rzeczywiście chwile, kiedy jestem zadowolony i szczęśliwy. Tyle, że w
        nocy się nie da, dziecko musi spać sad
        A to skuteczne rozwiązanie... do tego chyba trzeba w jakiś sposób dojrzeć....
        • misbaskerwill Re: w nocy... 13.06.06, 15:01
          ...mozna stukac w klawiature, keyboard, inny instrument (nie akustyczny
          oczywisciesmile)
          To moja metodasmile))) Mi Bardzo pomaga, czasami podenerwuje tym jeszcze-nie-ex, co
          jeszcze bardziej cieszysmile))
          Dla niegrajacych: jak nie mozesz spac, to napisz powiescsmile))) Najlepiej
          osobista, jak od serca to zwykle latwo wychodzismile)))
      • a.niech.to Re: Biedny Scriptusek, aleeee Cię dopadło.... 15.06.06, 21:42
        1madzia napisała:

        > Rozwiązanie skuteczne - zmiana swojej sytuacji osobistej. Baaaaardzo trudne i
        > bolesne...
        Tak może się wydawać, jeśli wyolbrzymia się trudności. Faktycznie wyjście ze
        związku nie jest aż takie niebotycznie noeosiągalne. Największy problem-wydaje
        się-polega na tym, aby nadmiernie nie ucierpiały dzieci. Gdyby nie on niejeden
        wyskoczyłby z małżeństwa w skarpetkach, nie oglądając się do tyłu w
        poszukiwaniu kapci.
    • der1974 Re: Ostry stan osamotnienia.... 13.06.06, 08:46
      No mi przychodzą do głowy dwa rozwiązania, które należy stosować wspólnie.
      Pierwsze to pokochać siebie. Drugie to robić jak najwięcej rzeczy z jak
      największą liczbą ludzi. Wtedy się jakoś powinno poukładać. Ale ja jestem do 30
      czerwca tylko teoretykiem w tej dziedzinie.
      • scriptus Re: Ostry stan osamotnienia.... 13.06.06, 08:50
        W teorii też jestem mocny, gorzej z wdrażaniem....
    • akacjax Re: Ostry stan osamotnienia.... 13.06.06, 08:49
      Nie da się zakończyć etapu osamotnienia dopóki jedyny obiekt, który mógłby to zmienić jest niedostępny.
      Można zmienić ten obiekt w podświadomości najpierw, potem w myślach, potem w uczuciach. Ale czasem to nie mozliwe. Jedynie można dojść do etapu, że nawet większe oddalenie tej wybranej osoby nie pogłębia rozpaczy.
      O ile nie daje sie sobie przyzwolenia na nic więcej-uczucie osoamotnienia zostaje.
      Piszę z autopsji.
      Jestem sama, nie daję sobie przyzwolenia na szukanie kogoś, kto zająłby miejsce mojego m.
      Nic nie zmieni mojego poczucia osamotnienia wewnętrznego(choćbym spotykała się z wieloma znajomymi, a wypełniony czas tylko pozwala niemyśleć o tym), tym bardziej, że nie widzę, nie wyobrażam sobie, ani nie chciałabym powrotu m.
      Na razie po prostu nie ma podstaw, by uwierzyć temu człowiekowi ponownie, choć to z nim kiedyś wyobrażałam sobie całe życie. Ludzie po prostu tak się zmieniają, że poprawa jest prawie niemożliwa.

      I co zostaje?
      Po prostu pogodzić sie z tym. Uznać, że singlowatość ma swoje dobre strony, choć w naszym społeczeństwie to raczej młode pokolenie toruje nam w tym drogę.
      Uznać, że chociaż to nie tak miało wyglądać, to jednak można to oswoić.
      Moje oswajanie tego stanu trwa. Może nigdy się nie zakończy, ale jeżeli uzna się to za normalność, a dobry związek za luksus-nie każdy ma szansę na życie w luksusie, ale to nie odbiera prawa do życiasmile
      • scriptus Re: Ostry stan osamotnienia.... 13.06.06, 08:57
        To co napisałaś jest chyba mi najbliższe, choć stworzony jestem do parzystego
        życia i nie potrafię się pogodzić z myślą, że mogę być samotnym singlem już
        zawsze, jeszcze nie jestem taki stary i obawiam sie, że może mi sie od tego
        szybko coś pomieszać w głowie...
        • akacjax hihi 13.06.06, 09:00
          Nie zakładam, że mi to pomiesza w głowie, ale ...no istnieje takie niebezpieczeństwo-witam w klubie zagrozonych pomieszaniemsmile
          Na pocieszenie dodam, że nie zakładam, że kiedyś mi się to moje podejście nie zmienismilewszak czas czyni cuda, no i może się zdarzyć-piorun z jasnego niebasmile))
          • scriptus Re: hihi 13.06.06, 11:46
            Tak, śmiej się, śmiej, faceci tak na Was nie działają, jak Wy na facetów. Nie w
            sposób nie spojrzeć na te atrakcyjne dekolty, odsłonięte, kusząco kołyszące się
            biodra, zgrabne nogi, nie poczuć zapachu od przechodzącej obok kobiety, nie
            zauważyć tych prowokujących spojrzeń big_grinDDD, I to wcale nie dlatego, że jest
            gorąco, to pułapka - wabik na facetów. Normalnemu człowiekowi zawiruje trochę w
            głowie, zamiesza, ale przyjdzie do domu, powie żonie , że jest głodny i jakoś to
            przeżyje i wróci do normy, ale taki, który ma w domu krzywe kluchy, kumuluje ten
            testosteron i poziom frustracji aż do ześwirowania. Ja jeszcze mam szczęście, że
            nie jeżdżę autobusami, ale pójść do sklepu, to katastrofa, tyle się tam takich
            mniamniuśnych dziewcząt kręci, że można zapomnieć po co się przyszło tongue_out
            • 1madzia Re: Pierwsze piętro w sklepie z "żonami" 13.06.06, 12:23
              - z poprzedniego wątku - się uaktywniło. Kobietom macica rzuca się na mózg a
              Wam Panowie co tam zaległo między uszami???

              Prawda wyszła na jaw...
              • scriptus Re: Pierwsze piętro w sklepie z "żonami" 13.06.06, 14:06
                1madzia napisała:

                > - z poprzedniego wątku - się uaktywniło. Kobietom macica rzuca się na mózg

                Nie wiedziałem, że macica jest taka drapieżna.... w bezpośrednim kontakcie
                odnosi się zupełnie inne wrażenie big_grinDDDD

                > Wam Panowie co tam zaległo między uszami???
                > Prawda wyszła na jaw...

                To się raczej nie mieści między uszami, ten mały łeb, który z całych sił próbuje
                dojść do władzy raczej nie ma uszu ;DDDDDD
            • akacjax Re: hihi 13.06.06, 12:38
              Toż tak nas matka natura urządziła....
              To jest silniejsze od zasad życia ludzi. Potrzeby trzeba albo zaspokoić, albo zredukować to przykre napięcie, albo stosować środki zastępcze(psychologicznie-nieciekawe), albo zostaje depresja, frustracjasad
              No na razie wybieram redukowanie napięcia-póki co jakoś się udaje bez wielkiego wysiłku.
      • a.niech.to Re: Ostry stan osamotnienia.... 15.06.06, 21:52
        akacjax napisała:

        > Jestem sama, nie daję sobie przyzwolenia na szukanie kogoś, kto zająłby
        miejsce
        > mojego m.
        Mój m natomiast stoi na miejscu, z którego powinien zniknąć. Łacha złotego
        piachu powinna być całkiem pusta. On psuje widok, zwyczajnie zawadza.
    • ba_mala mnie tez dopadlo.... 13.06.06, 11:24
      Dzisiaj mam dola...chodze od rana i placze, jestem taka silna, a taka slaba
      zarazemsad
      Zastanawiam sie jaki sens ma to wszystko,po co czlowiek sie meczy???
      Chyba jeszcze nie mam depresji, ale nie ma tygodnia bez lez...
      Kazdy potrzebuje milosci, ciepla , zrozumienia, oparcia.
      Mam syna,i to jemu daje cala swoja milosc, ale nie moge obarczac go moimi
      problemami, lzami;placze po cichutku,kiedy nikt nie widzi.
      Niech sie skonczy juz ten dzien, moze jutro bedzie lepiej?

      pozdrawiam wszystkich

      B
      • akacjax Re: mnie tez dopadlo.... 13.06.06, 12:32
        No doly napadają mnie zazwyczaj, gdy kilka rzeczy nie ukłąda się, ja jestem zmęczona i brakuje mi cierpliwości na przeczekanie. A w sumie tylko czas i ew. wyjaśnienie co mnie dręczy tak naprawdę pomaga.
        Jedyny ratunek inny-odwrócic swoją uwagę-ja np. sprzątam-wtedy mniej gryzę.
        • azb11 Re: mnie tez dopadlo.... 13.06.06, 14:54
          Mnie własciwie od soboty po południu dopadaja doły. Łzy, smutek, samotnośc,
          pustka. Mówię sobie ze dam radę , ze nie był wart, ale co z tego jak to siedzi
          głęboko we mnie. Chyba jeszcze nie skończył sie czas zaloby...Czas jak
          najbardziej, ludzie tez ale przed samym soba się nie ucieknie i nie moge sobie
          wmówić ze jest mi dobrze jak jest mi cholernie źle.
          • jarkoni Re: mnie tez dopadlo.... 13.06.06, 16:00
            Mnie dół mija powoli, w nocy i rano miałem max, teraz niby mija, ale niestety
            nigdy nie wiadomo kiedy znów dopadnie..I nie ma rady na to...
      • a.niech.to Re: mnie tez dopadlo.... 15.06.06, 22:35
        Znajdź jakieś forum w necie i krzyknij do ludzi. Net to wielka sieć, w którą
        się łapią samotni. Ktoś Cię na pewno usłyszy. Być może to będę ja, a może ktoś
        całkiem inny. Znajdziesz tu wrogów, przyjaciół. Bóg jeden wie, dokąd Cię to
        zawiedzie. Nie płacz samotnie, zakotwicz się w necie. Net to jest ludzki krąg
        rozpięty na światłowodach.
        Ale: ŻYJESZ W REALU...
    • maheda Pełnia Księżyca zbiera żniwo, jak widać ;-) b/t 13.06.06, 17:19
      • libra22 Re: Pełnia Księżyca zbiera żniwo, jak widać ;-) b 13.06.06, 19:54
        Choć miewam doły i załamania, to jak tak pomyślę o całości - bardziej samotna i
        nieszczęśliwa byłam, gdy małżeństwo trwało niż teraz, gdy już go formalnie nie
        ma.
        Pozdrawiam i życzę lepszych dnismile
        • der1974 Re: Pełnia Księżyca zbiera żniwo, jak widać ;-) b 15.06.06, 09:30
          Już po pełni. Może więc i nastrój lepszy Scriptusie?
          • anula36 Re: Pełnia Księżyca zbiera żniwo, jak widać ;-) b 15.06.06, 13:07
            ktos tu madrze powiedzial - nie zmini sie nastroj dopoki nie zmieni sie zycie.
            Mozna sie czepiac namiastek, mozna spotykac z ludzmi, mozna rozmawiac,mozna
            odzegnywac od bycia singlem- co z tego kiedy trezeba wrocic tam gdzie jest sie
            singlem w malzenstwie.
            zamiast towarzyskich spotkan przydalaby sie solidna terapia. Inaczej do konca
            zycia pozostanie jekolenie na roznych forach.
            • der1974 Re: Pełnia Księżyca zbiera żniwo, jak widać ;-) b 15.06.06, 17:35
              To prawda. Jak się tkwi w niedobrej sytuacji, która powoduje smutek i złe samopoczucie to niewiele można zmienić. Ale z kolei gdzieś tu przeczytałem takie bolesne zdanie - nadzieja umiera ostatnia. I to tłumaczy naszą chęć tkwienia w złych relacjach.
              • 13monique_n nadzieja umiera ostatnia... 15.06.06, 21:45
                ... ale dobrze, ze potem zostaje rozsadek, ktory powstrzyma przed powrotem do
                chorej relacji. I pamiec, ktora przypomni wszystkie zawiedzione nadzieje w
                humanitarnym skrocie smile))). A pogoda teraz jest cudna, co oby pomoglo smutnym.
                Pozdrawiam
    • olewator Re: Ostry stan osamotnienia.... 15.06.06, 13:02
      Przeczekać, przełamać się. Silnym być.
    • weronikab43 Re: Ostry stan osamotnienia.... 15.06.06, 21:01
      i mnie dopadł taki stan , jest kiepsko , chyba nie ma na to recepty samo musi
      odpuscic
      • der1974 Re: Ostry stan osamotnienia.... 15.06.06, 23:05
        I odpuści!
    • weronikab43 Re: Ostry stan osamotnienia.... 15.06.06, 23:44
      tylko kiedy? az przestane oddychac , przestane płakac albo przestane zyc wtedy
      bedzie spokoj
      • scriptus Re: Ostry stan osamotnienia.... 16.06.06, 00:12
        Nie dramatyzuj.
        Smutek, osamotnienie, to stany niemiłe, ale nie stanowią zagrożenia dla życia.
        Przecież każdy z nas ma jakieś cele do osiągnięcia, czy to wychowanie dzieci,
        czy realizacja jakiegoś projektu, nawet tonący ma na celu osiągnięcie brzegu.
        Stan osamotnienia i smutku nie zwalnia nas z niczego. Nie zwalnia nas z
        obowiązku walki o osiągnięcie celów.
        • anka611 osamotnienie jest znacznie gorsze w malzenstwie 16.06.06, 08:05
          Ja po stokroc wole byc dzwigajacym wszystko samotnie singlem tj. liczyc na
          siebie, robic co chce, spokojnie (bez strachu, ze przyjdzie pijany) zasypiac niz
          byc sfrustrowana zona czy nie-singlem w zwiazku, który wyje z samotnosci i
          odrzucenia!
          • scriptus Re: osamotnienie jest znacznie gorsze w malzenstw 16.06.06, 10:44
            To, o czym piszesz, to patologia, facet który pije, niekiedy bije, nikt chyba
            nie pragnie żyć w związku z przemocą.
            U nas nikt nie wraca do domu późno, pijany, nie ma awantur, jest tylko chłód i
            ostentatcyjne okazywanie obojętności. Teoretycznie jesteśmy dla siebie uprzejmi,
            używamy wszystkich słówek typu dzień dobry, dziękuję, jednak, kiedy zapytam, jak
            minął dzionek, to albo mnie zignoruje milcząc, czasem zapyta wprost, co mnie to
            obchodzi. Trwa to wystarczająco długo, kilka lat, żebym stracił nadzieję na
            trwały "powrót do normalności", owszem, rzadko bywały, coraz krótsze kilkudniowe
            przebłyski... Traktuję to jak chorobę, w której ona potrzebuje mojej opieki,
            jestem mężczyzną, więc utrzymanie rodziny i domu nie stanowi dla mnie wielkiego
            problemu. Zdaję sobie jednak sprawę, że to nie żadna choroba, a potrzeby mam
            takie, jak wszyscy ludzie, więc szczękam zębami z chłodu i wyję, jak to
            napisałaś z samotności i odrzucenia. Czasem sobie radzę dobrze, czasem wpadam w
            doły i nie śpię nocami, póki nie padnę.
            A teraz optymistycznie, mam cudowne dzieci, które są moją radością. Nie
            sprawiają kłopotów, w szkole jest OK, przywiązane do mnie bardzo i to jest to,
            co mnie ogrzewa i daje siły. Przyjemnie jest, kiedy razem jemy sobie śniadanko,
            obiadek, czy kolację, rozmawiamy sobie o problemach ze szkoły, z podwórka,
            przyjemnie jest, kiedy dziecko powie rano, kiedy je budzę do szkoły, dzień dobry
            tatusiu, kocham cię. Tego nie mógłbym przespać. Cieszę się, że kiedy ona śpi, my
            razem robimy sobie śniadanko, razem je zjadamy, rozmawiamy, żartujemy i mówimy o
            bardzo poważnych sprawach, sprawdzamy, czy wzięte do szkoły co trzeba.... To
            nawet po nieprzespanej nocy ładuje akumulatory na cały dzień. Tyle tylko, że to
            funkcja żony, a nie dziecka. To wspólnota z żoną powinna motywować mężczyznę. To
            jest nienormalne, wiem, ale która z Was, samotnych kobiet nie czerpie sił i
            motywacji do działania z faktu posiadania dzieci? Której z Was to ciepełko
            emitowane przez dziecięce serduszka jest niemiłe? Która z Was zostawiłaby to i
            wyprowadziła się z domu, gdyby partner tego zażądał?
            Mam jednak świadomość, że to jeszcze tylko kilka lat. Potem dzieci "wyfruwają z
            gniazdka", przestają potrzebować rodziców, i jeżeli sobie dobrze radzą w życiu,
            to też powód do dumy rodziców. Jednak wtedy już nic nie będzie na codzień
            łagodzić mojej samotności, ale po co się martwić na zapas, oby nie było
            poważniejszych zmartwień...
            Może dziadek będzie mógł wyprowadzać wnuczki na spacerek ;DDDDDD
            • 1madzia Re: ładnie napisane 16.06.06, 13:35
              i nie chodzi mi o kwestie lingwistyczne...
              smile
              • anula36 Re: ładnie napisane 16.06.06, 21:28
                pod warunkiem ze spragniony dzieciecego ciepla tatus nie uwiaze mentalnie do
                siebie tych dzieci ktore beda sie czuly w obowiazku tkwic przy nim bo tatus nie
                ma innego emocjonalnego oparcia. A potem beda uznawaly zimna uprzejmosc w
                zwiazku za stan do nasladowania.
                • scriptus Re: ładnie napisane 16.06.06, 23:06
                  Nie strasz, Anula. Zdaję sobie sprawę z takiego niebezpieczeństwa i staram się
                  wychować normalnych ludzi. W najgorszym razie, z bólem, w odpowiednim czasie,
                  wygonię na studia do innego miasta, a niesamodzielnego kalectwa chować nie będę.
                  Niestety, lepszego wzorca związku mu nie jestem w stanie stworzyć. Cóż, może
                  dziadkowie, coś z telewizji, wierzę, że gdzieś taki wzorzec można wypatrzeć. Ja
                  mogę tylko opowiadać o wzorcach związku, a wiadomo, że jeden obraz lepszy od
                  tysiąca słów..
    • misbaskerwill Re: Ostry stan osamotnienia.... 17.06.06, 01:55
      ...i mnie dopadł. Bo dokładnie 3 miesiące temu dowiedziałem się gorzkiej prawdy...
      I przez 3 miesiące bardzo bolało, mimo mojej pewności siebie i słuszności
      podjętych kroków...
      Obiecałem sobie, że od dziś już nie będę do tego wracać, że zacznę budować
      "nową" przyszłość. Czy jednak za wcześnie? Czy może się mi już udać?
      • der1974 Re: Ostry stan osamotnienia.... 17.06.06, 08:18
        Przyszłość budować trzeba cały czas i każdego dnia. Chyba nie da się powiedzieć minęło 3 miesiące i po krzyku od teraz jest OK. Ale przynajmniej masz już te 3 miesiące za sobą. Ja nie wiem nawet od kiedy mam liczyć smile.
      • kasiar74 Re: Ostry stan osamotnienia.... 17.06.06, 09:25
        ostry stan trzeba przeczekać w końcu przechodziwink
        • misbaskerwill Re: dzięki der & kasia 17.06.06, 13:41
          > ostry stan trzeba przeczekać w końcu przechodziwink

          Szkoda, że to tyle trwasad. Mi już żal tych 3 straconych miesięcy (to była
          "czarna dziura"), nawet bardziej niż tych straconych latsmile))
          W końcu powinienem tyle "nadrobić", a czasu coraz mniej... A tu pewnie następne
          3 miesiące będą niewiele lepsze...Ale pewnie jednak trochę lepsze, co pociesza.

          W każdym razie dzięki - już biorę się w garść, dobrze, że znów mam tyle pracysmile))
        • scriptus Re: Ostry stan osamotnienia.... 17.06.06, 15:26
          kasiar74 napisała:

          > ostry stan trzeba przeczekać w końcu przechodziwink

          TAK, OSTRE STANY NIELECZONE PRZECHODZĄ ZWYKLE W PRZEWLEKŁE sad
          lub kończą się zgonem, spytajcie medyków
          • misbaskerwill Re: Ostry stan osamotnienia.... 17.06.06, 16:42
            > TAK, OSTRE STANY NIELECZONE PRZECHODZĄ ZWYKLE W PRZEWLEKŁE sad
            > lub kończą się zgonem, spytajcie medyków
            A co proponujesz? Klin klinem?smile))

            Na razie leczę się na własną rękę, ale rezultaty jednak marniutkie... Na
            szczęście idzie lato, jakiś wyjazd prędzej postawi mnie na nogismile))
            • scriptus Re: Ostry stan osamotnienia.... 17.06.06, 17:11
              Nie mam dobrych propozycji. Klin klinem tylko odracza np. alkoholowego kaca i
              trochę łagodzi, moralniak pozostaje bez zmian.
              Dodatkowo, po leczeniu klina klinem, a tego jeszcze jednym klinem, niektórzy
              muszą trafić na odtrucie, czyli interwencja fachowców nieunikniona.
              • der1974 Re: Ostry stan osamotnienia.... 17.06.06, 21:30
                Chłopaki do licha brać się w garść! To że się jest samemu nie musi oznaczać samotności. Nie upokarzać się! Tylko do przodu. Zobaczcie ile tu fajnych dziewczyn jest. Na pewno takie spotkamy i my! A wtedy będziecie się śmiać z ex.
                • misbaskerwill Re: Ostry stan osamotnienia.... 18.06.06, 00:09
                  > Chłopaki do licha brać się w garść! To że się jest samemu nie musi oznaczać sam
                  > otności. Nie upokarzać się! Tylko do przodu. Zobaczcie ile tu fajnych dziewczyn
                  > jest. Na pewno takie spotkamy i my! A wtedy będziecie się śmiać z ex.

                  Głupio się przyznać - żeby dalej iść do przodu, trzeba czasem przystanąć i
                  poużalać się nad sobą. Niby młody jestem i wystarczająco się poużalałem - wiem,
                  wstyd. Ale jednak użalanie się też pomagasmile)))
                  Zwłaszcza, że jutro ma wrócić żona z synem od jej rodziców, a ja coś czuję -
                  bardzo się boję, że nie zobaczę małego...sad(( Mam nadzieję, że to tylko schizy.
                • 13monique_n Der1974.... 18.06.06, 01:41
                  ... no, proszę. KOlejny raz czuję się "zmuszona" pochylić z szacunkiem głowę.
                  Tacy ludzie to przykład dla mnie i źródło zupełnie realnej siły. Dzięki.
                  • der1974 Re: Der1974.... 18.06.06, 07:18
                    Proszę mnie nie przeceniać. Ja też mam swoje lęki i bardzo to wszystko przeżywam. Też potrzebuję wsparcia. Też chciałbym sobie popłakać i się poprzytulać do kogoś. Jest mi przykro, że żona odchodzi i się ustawia w roli kochanki paskudnego typa. Jest to dla mnie upokarzające. Ale szukam jakiejś drogi żeby siebie chronić. Tą drogą może być tylko przyszłość i moje dalsze życie. I nie tylko dla mnie ale dla każdego. Nie ma innej alternatywy.
                    • scriptus sentyment dla exi... 18.06.06, 10:46
                      To oczywiste, że czeka nas tylko przyszłość. Jednak nie jest dobrą receptą na
                      przyszłość całkowite "wymazanie" przeszłości typu "wyrzucenie wszystkich zdjęć
                      byłej", a często także i dzieci, itd. i tworzenie wszystkiego od nowa. W końcu
                      ta "była", to także część naszego, chyba wartościowego życia. Mężczyzna, który
                      "wykreśla swoje dzieci z życiorysu", to już dla mnie po prostu śmieć.
                      Może to temat na inny wątek, ale, czy druga żona rozwodnika (w przypadku wdowca,
                      to chyba inna sprawa) ma prawo być niezadowolona, albo zazdrosna, jeśli ten
                      myśli i mówi o swojej byłej żonie z sentymentem i szacunkiem?
                      • tricolour Jest subtelna różnica... 18.06.06, 11:38
                        ... między wyrzuceniem zdjęć ex, a wyrzuceniem dzieci z życiorysu. Trudno o tym
                        pisać jednym tchem smile)

                        Poza tym myślenie o byłej żonie z sentymentem świadczy, że relacje nie ustały, a
                        także o nie dorośnięciu do problemu i konsekwencji rozwodu. Szacunek, to
                        zupełnie inna sprawa.
                      • 374.4w Re: sentyment dla exi 18.06.06, 11:46
                        Jednak nie jest dobrą receptą na
                        > przyszłość całkowite "wymazanie" przeszłości typu "wyrzucenie wszystkich zdjęć
                        > byłej",

                        Scri skąd ta pewność? wybacz, ale jesteś cały czas teoretykiem. Jak ktoś ci dał
                        maksymalnie w....wtedy chcesz wyrzucić
                        wszystko-łącznie ze zdjęciami,to konieczność,jedyny sposób by odciąć sie od tego
                        co było, żeby móc być sobą, żyć swoim życiem.
                        Bo mimo, że to co na zdjęciach robione było w b. dobrym okresie, wtedy gdy
                        wydawało się, że zawsze tak bedzie, to co działo się później zniszczyło nawet to
                        dobre z przeszłości.

                        Czsami żal mi tych zdjęć, bo taka ładna wtedy byłam wink))

                        w trakcie rozwodu przestałam nawet nosić bizuterię, gdyz była w 99% od męża,
                        część jej wyrzuciłam do kratki ściekowej-dosłownie, na ulicy!, resztę dałam
                        koleżance,
                        powróciłam do nazwiska panieńskiego




                        • scriptus Re: sentyment dla exi 18.06.06, 13:14
                          Chyba Ci musiał dać aż tak w kość, że go znienawidziłaś.
                          Racją chyba jest, że od papierowego rozwodu, do faktycznego, emocjonalnego, może
                          byc daleka droga. Mam w dość bliskiej rodzinie wdowca, po raz drugi żonatego,
                          który otwarcie mówi, że nadal kocha swoją zmarłą żonę, co nie przeszkadza mu
                          kochać drugą, obecną. Osobiście nie widzę w tym nic złego. Nie znam niestety
                          takiego rozwodnika, więc nie wiem, czy to może funkcjonować i w takim układzie,
                          ale sądząc po tym, co napisaliście, jest to mało prawdopodobne.
                      • tricolour Czy druga żona rozwodnika ma prawo... 18.06.06, 12:06
                        ...być niezadowolona, albo zazdrosna, jeśli ten myśli i mówi o swojej byłej
                        żonie z sentymentem?

                        Ja bym to pytanie postawił inaczej. Po jaką cholerę facetowi nowa żona skoro nie
                        rozwiódł sie na dobre ze starą?
                        To facet nie ma prawa okzywać względów innej kobiecie poza żoną! Bo to nazwywa
                        sie zdradą.
                        • 1madzia Re: Święte słowa... 18.06.06, 12:26
                          • scriptus Re: Święte słowa... 18.06.06, 13:04
                            Macie rację, z dziećmi zdecydowanie przesadziłem, choć jak wskazuje praktyka,
                            mężczyznom się zdarza "wykreślić" z życiorysu dzieci razem z byłą żoną. Może dla
                            mnie to niewyobrażalne, ale jednak, takie są fakty.
                            Jednak, z dużym sentymentem wspominam na przykład wakacje spędzone z "byłą"
                            dziewczyną, byłą, bo przecież żonaty jestem z inną kobietą, a Ona zamężna z
                            innym mężczyzną. Nawet już nie pamiętam, co było przyczyną rozstania, choć
                            pamiętam mój smutek, kiedy zaczęła chodzić z innym. Kiedy Ją kilka lat temu
                            spotkałem, ucieszyłem się i z przyjemnością porozmawiałem jakiś czas przy kawie,
                            ale nawet mi przez myśl nie przeszło nic więcej, miałem przecież kochającą żonę
                            i dzieci... ona zresztą też, i stwierdziła, że też podchodzi z dużym sentymentem
                            do wspomnień związanych ze mną. Myślę, że nie ma w tym ujmy dla mojej żony, w
                            niczym nie ucierpiało moje uczucie dla niej, ani nie zrobiłem nic takiego, co
                            mogłoby przynieść szkodę mojej rodzinie.
                            Tak więc, chociaż moje doświadczenia w stosunkach z "byłą partnerką" są
                            niewielkie, nie da się chyba powiedzieć, że jestem zupełnym teoretykiem i nic
                            nie wiem.
                            Wiem, że jest różnica, między dziewczyną a żoną, jednak emocje mają podobny, a
                            przynajmniej porównywalny charakter.
                            Ciepłe miejsce w sercu, to jeszcze nie to samo, co okazywanie względów, zresztą
                            pewne "względy", my, mężczyźni okazujemy każdej kobiecie.
                            • 374.4w dalej drążę.. 18.06.06, 13:28
                              > Tak więc, chociaż moje doświadczenia w stosunkach z "byłą partnerką" są
                              > niewielkie, nie da się chyba powiedzieć, że jestem zupełnym teoretykiem i nic
                              > nie wiem.


                              czy naprawdę wg Ciebie nie ma ż a d n e j róznicy między "byłą
                              partnerką"-dzieczyną, sympatią , a byłą żoną??? Dziwne.

                              Poza tym jaka jest waga wakacji z "byłą" dziewczyną, a jaka ....lat życia(!!!) z
                              byłą żoną???

                              więc nadal z uporem maniaka będę twierdzić, że jesteś teoretykiem
                              • misbaskerwill Re: dalej drążę.. 18.06.06, 13:50
                                popieram... zwłaszcza, że byłe dziewczyny - to miłe wspomnienia,
                                a byłe żony - wątpie... Przecież z nimi przyrzekałeś coś zbudować, a
                                zawaliliście na całej linii, skoro był rozwód. Logiczne - nie?smile
                                I te "stracone", "zmarnowane" lata... bo tak zwykle się o nich mówi...
                                A czy ktokolwiek na dłuższą metę powie, że "zmarnował" nawet 4 lata z byłą
                                dziewczyną - nie... Bo przecież nie poświęcił jej całego życia, a miał wtedy
                                jeszcze jakiś kącik dla siebie... Deklaracje, nawet jeśli były b. poważne, to
                                jednak coś innego niż przysięga i wspólne cele w życiu.
                                • scriptus Re: dalej drążę.. 18.06.06, 16:45
                                  Dyskusja wchodzi w dziwne, acz ciekawe rejony smile
                                  Po pierwsze, moja żona nie jest była, rozwodu nie było i nie wiem, czy będzie,
                                  jeśli będzie, to chyba nie z mojej inicjatywy, po drugie, ze znaczną częścią
                                  naszego życia wiążą się naprawdę miłe i dobre wspomnienia. Czy należy to
                                  wykreślić, bo zaszły trudne chwile ??
                                  Odtrącenie, to bardzo przykre i bolesne przeżycie, ale czy mam się zachować, jak
                                  obrażony przedszkolak? Nie chcesz mnie, to ja Ciebie nie chcę jeszcze bardziej ??
                                  Wiem, że źle sobie radzę z istniejącą sytuacją, nie wiem, co mam robić, jak
                                  postąpić. Cóż, widicznie każdy musi zebrać na własną skórę swoją porcję batów,
                                  zanim się nauczy rozumu.
                              • scriptus Re: dalej drążę.. 18.06.06, 16:19
                                Właśnie napisałem, że mam za małe doświadczenie w tych kwestiach, żeby wyciągac
                                bardziej ogólne wnioski, ale uważam, że jakkolwiek waga tych związków jest różna
                                o wiele rzędów wielkości, to należą do podobnego gatunku, przynajmniej dla mnie.
                                Niech będzie, że tamten związek upadł w bardzo wczesnej fazie, niemniej trwał
                                blisko rok i ja traktowałem go z pełnym zaangażowaniem.
                • misbaskerwill Re: Aaaaaaaaa.............. 18.06.06, 13:17
                  >Zwłaszcza, że jutro ma wrócić żona z synem od jej rodziców, a ja coś czuję -
                  >bardzo się boję, że nie zobaczę małego...sad(( Mam nadzieję, że to tylko schizy.

                  To nie były schizy... nie wróciła i dalej zero informacji...
                  Pewnie dopiero po rozwodzie zobaczę syna.
                  A taka była skruszona...mówiła, że nie chcę mnie ranić. A jednak ludzie tak
                  szybko się nie zmieniają.
                  Boli. Boli. Boli!
                  • scriptus Re: Aaaaaaaaa.............. 18.06.06, 13:24
                    Misiu, szczerze współczuję. Zobaczyć małego, to, moim zdaniem, jedno z Twoich
                    najświętszych praw, cokolwiek by się nie działo między Tobą, a żoną.
                  • 1madzia Re: Aaaaaaaaa.............. 18.06.06, 13:37
                    Wróci. Jeszcze się dzień nie skończył...
                    • misbaskerwill Re: Aaaaaaaaa.............. 18.06.06, 13:47
                      dziś już na pewno nie wróci, bo nie ma jak. Jutro - może, a może nie? Może już
                      zostanie z kochającymi rodzicami. Szkoda tylko, że najwyraźniej nie chcę bym
                      dowiedział się, co postanowiła...
                      Jedyne, co mnie pociesza, że z kolejnym takim numerem coraz szybciej dochodzę do
                      siebie i coraz mniej mnie to dziwi. Przynajmniej już nie zapomnę, kim ona
                      naprawdę jest...
                      • tricolour Jak mówisz "a" to powiedz "b". 18.06.06, 14:01
                        Jeżeli piszesz, że wiesz "kim ona naprawdę jest", to kim jest?
                        Może zwyczajnie matką, która spędza czas z rodzicami i swoim dzieckiem? W
                        związku z tym, że już nie jesteście razem, to ona nie ma obowiązku informować
                        Cię co i gdzie robi.
                        Ty za to możesz zadzwonić i dać jasny sygnał, że umawialiście się inaczej i to
                        nie jest w porządku zmieniać plany bez powiadomienia.
                        • misbaskerwill Re: Jak mówisz "a" to powiedz "b". 18.06.06, 14:13
                          Dzięki. Jasne i proste. Po prostu jeszcze się nie przyzwyczaiłemsmile))
                          • tricolour Mnie zrozumienie.... 18.06.06, 14:24
                            ... że była żona jest kobieta obcą zajęło ze dwa lata (lekko licząc). Obcą, to
                            znaczy, że nie mamy do siebie żadnych praw i obowiązków, poza tymi, które
                            napisane w sentencji wyroku sądowego.
                            Świadomość tego jest trudna do przyjęcia, ale kiedy to sie stanie, to ciężar
                            spada i jest lżej. Nagle przestajesz sie zamartwiać, myśleć, myślowo kłócić,
                            wspominać, łapać na "wspólnych" planach, wypominać itp.

                            smile
                            • misbaskerwill Re: Mnie zrozumienie.... 18.06.06, 14:37
                              Moja rozpacz wynikała bardziej z tego, że jeszcze nie ma "sentencji" ani nawet
                              terminu 1 rozprawy... bałem się, że na "czas nieokreślony" nie mam nawet prawnej
                              szansy zobaczenia dziecka... Ale w końcu ta obca kobieta odebrała i chyba będzie
                              dobrzesmile
                              • 1madzia Re: Nie w temacie 18.06.06, 14:44
                                Zajrzałam do skrzynki i znalazłam coś od Kasi na poprawę humoru. Dla Was też
                                było, ale może już tam zaglądaliście i jesteście po degustacji. Pewnie Panów
                                inny wsad by interesował.
                                • scriptus Nic nie dostałem :( 18.06.06, 16:15

                                  • 1madzia Re: Niemożliwe! :( 18.06.06, 17:52
                                    Jeszcze raz sprawdziłam. Jesteś pierwszy wśród adresatów. Mam na myśli
                                    oczywiście tę okropną skrzynkę "gazety".
                                    Może dojdzie później smile
                                    • scriptus Re: Niemożliwe! :( 18.06.06, 18:24
                                      Nie ma na pewno, nie wiem dlaczego sad
    • scriptus Re: Ostry stan osamotnienia.... 18.06.06, 18:23
      Nie ma na pewno sad
      Nie wiem, dlaczego
      • 1madzia Re: Ostry stan osamotnienia.... 18.06.06, 18:27
        Będzie na pewno. Wysłałam Ci z mojego konta. Załącznik jest od Kasi.
        • scriptus Re: Ostry stan osamotnienia.... 18.06.06, 19:32
          Fajne, ale ja juz to dawno dostałem smile
          Myślałem, że jest coś nowego, ale bardzo dziękuję za przesłanie, Madziu smile
          • 1madzia Re: Kłamczuuuszek... 18.06.06, 19:55
            Tyle się natrudziłam, mówiłam że od Kasi, a Ty Scri zapomniałeś dzisiaj łyknąć
            lecytynę?
            smile
            • scriptus Re: Kłamczuuuszek... 18.06.06, 20:43
              Kasia czasem coś posyła, myślałem, że coś nowego smile <bukiet> no już, nie gniewaj
              się. Codziennie zaglądam w pocztę, więc widzę wszystko, co przychodzi zaraz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka