09.07.06, 23:20
Przed studiami wzielam slub ze starszym mezczyzna (11)lat. Za rok kończę
studia ale dopiero niedawno sie usamodzielniłam (mam dobrą pracę). Zbieg
okoliczności sprawił, że zdecydowałam się w tym samym czasie na rozwód. Z
boku wygląda to tak jakbym wyszła za mąż dla pieniedzy, a po osiągnieciu
sukcesu chciała rzucic mężą. Powody rozwodu (o ktory chce wystapic) sa inne.
Pomijam problemy ze strony rodziny meza, ktora uwaza mnie za osoba obłudą i
chciwa.
Boje sie sprawy rozwodowej bo wiem ze moj maz bedzie staral sie wykorzystac
powyzsze argumenty zeby mi zaszkodzic. Mam pośbe do osob ktore maja to za
soba aby napisały mi jak przebiega rozwod (konkretnie sprawa w sadzie).
Mam 23 lata i moja sytuacja nie wygląda za ciekawie. Z mężem nie mamy dzieci.
Nadal mieszkamy razem. Prawie nie rozmawiamy.
Nie wiem jak doprowadzic to pozytywnego rozstrzygniecia tej sprawy.
Obserwuj wątek
    • screen Re: Problem 09.07.06, 23:22
      A czy on Cię nadal kocha??
      • pepitosia Re: Problem 09.07.06, 23:24
        Tak. Ja tak sądzę. Ale jakie to ma znaczenie? Boje sie sprawy rozodowej i tego
        że mnie tam zmieszaja z błotem. Niech ktos napisze co moge zrobic sad prosze
        • misbaskerwill Re: Faktycznie, masz problem 10.07.06, 01:20
          pepitosia napisała:
          > Tak. Ja tak sądzę. Ale jakie to ma znaczenie? Boje sie sprawy rozodowej i tego
          > że mnie tam zmieszaja z błotem. Niech ktos napisze co moge zrobic sad prosze

          Skoro Cię kocha - może nie zgodzić się na rozwód. Co do mieszania z błotem -
          masz to jak w bankusmile. Nie wiem, czemu Ci przyszedł taki fajny pomysł do głowy -
          zakochałaś się, znudził Ci się staruszek, coś innego?
          Na szczęście nie macie dzieci. To bardzo ułatwia rozwód. Ale wszystko w tej
          sytuacji zależy od Twojego męża - jak się zgodzi - polecam rozwód bez orzekania
          o winie. MUSICIE jednak udowodnić rozkład pożycia - niezależność finansową
          (najlepiej - wyprowadź się od niego!) no i brak sexu i miłoścismile))
          Świadków nie potrzeba. O ile oczywiście ON na to pójdziesmile
          • misbaskerwill Re: masz DUŻY problem 10.07.06, 01:27
            Winny rozkładu nie może wnieść jednostronnie pozwu o rozwód - zostanie
            automatycznie odrzucone przez sąd.
            [Rozumiem, że nie jesteś jedyną winnąsmile, ale są pewne uproszczenia - jak ktoś
            np. zdradził, to zwykle jest tym winnym. Takie życiesmile]
            Wniosek musi więc wnieść Twój mąż. Z facetami to nie problem - jak powiesz mu
            prawdę, pewnie się wkurzy i Cię wykurzy. A może nie... kto to wiesmile
        • tricolour Czy mąż kocha? 10.07.06, 06:15
          "Tak. Jak tak sądzę. Ale jakie to ma znaczenie"
          "Rodzice męża uważają mnie za osobę obłudną i chciwą".

          Nieźle, nieźle... Pisz jeszcze Pepitosiu, bo dawno już nie mieliśmy tutaj
          takiego przypadku...
    • tricolour Nieźle... 10.07.06, 06:10
      "Zbieg okoliczności sprawił, że zdecydowałam się w tym samym czasie na rozwód" -
      taaak... to jest wystarczający powód do rozwodu.

      tongue_outP
      • pepitosia Re: Nieźle... 10.07.06, 09:09
        O powodach rozwodu trudno jest mi pisac. Kumuluje sie wiele spraw. Czuje sie
        źle przy nim i nie chce tak do konca życia sie meczyc. Mysle ze im wczesniej
        tym lepiej. Tylko nie wiem jak wyglada taka sprawa. Jaki ma przebieg. Maz nie
        wie jeszcze o mojej decyzji i raczej nie bedzie zadowolony gdy mu powiem.
        Wstydze sie tez przed moimi znajomymi i rodzina bo oni go bardzo lubia. To
        naprawde kłopotliwa sytuacja. Poradzcie coś.
        • to.ja.kas Re: Nieźle... 10.07.06, 09:23
          pepitosia dorosnij.
          Rozwodzis zis ebo xle sie przy nim czujesz,. Ok, masz prawo do tego by rozwiesc
          sie dla kaprysu. On ma prawo na ten rozwod sie nie zgodzic i uwazac, ze został
          wykorzystany. Pewnie tak sie czuje bo jesli argumentujesz to tak jak piszesz na
          forum to ja sama nie pomyslałabym nic innego.
          Wiec albo cynicznie olej to co mysla inni, albo sie przejmujesz, podaj mu
          jakies argumenty i spróbuj rozmawiac.
          Przyjemne i mile to sa sluby, bo rozwody jak i pogrzeby do najmilszych nie
          naleza, aczkolwiek zdarzaja sie kulturalne i znam kilka par ktore tak sie
          rozstały. Ale to niestety ciagle nie jest reguła.
          Jest niedobry?
          Skąpy?
          Pije?
          Zdradza?
          Zaniedbuje?
          Brzydko pachnie?
          Kobieto najpierw On powinien wiedziec czym zasłuzył na niełaske a potem
          powinnas powiedziec to sadowi.
          Jako ze dzieci nie macie, to powinno nie byc problemu o ile maz jak lew o
          malzeństwo walczył nie bedzie.
          • pepitosia Re: Nieźle... 10.07.06, 09:33
            Mąż raczej bedzie walczył o to małżeństwoa ... chyba że na początku uniesie sie
            duma i obrazi. Powody mam wg mnie powazne a rozpisywanie sie tu o nich chyba
            nie mam sensu. Mój mąż nie pije, dobrze zarabia, nie bije mnie, jest miły dla
            ludzi... ale ja przy nim czuje sie jak dodatek specjalny a nie zona. Do tego
            dorzuca sie fakt, ze jego rodzice mnie gnebia. Swięta spedzamy oddzielnie bo
            mnie nie lubia, wiec jade do swoich rodzicow. Z każdym dniem przybywa
            niezręcznych sytuyacji. W tym problem że nie wiem jak moge to argumentować w
            sadzie. Nie mam ani kochanka ani alternatywnego lokum. A ni nikogo kto mogłby
            mi coć poradzić.
          • bet66 Re: Nieźle... 10.07.06, 09:38
            kas. wie co mówi, sama sie rozwidła a teraz rozwodzi swojego kochanka i tez
            bierze od facetów pieniądze, więc ci dobrze doradzi.
            • majeczka2310 Re: Nieźle... 10.07.06, 10:24
              Dziewczyno, zastanów się czego chcesz od życia!!!!
              Masz dobrego, kochającego męża, który w dodatku nie pije dobrze zarabia i
              najprawdopodobnie róże by Ci pod nogi rzucał!!!!!Czego jeszcze więcej chcesz?
              Jesli chodzi Ci o seks, a właściwie jego brak, to pomyśl o sobie za 10 lat, jak
              będziesz wyglądała i jak się czuła, czego potrzebowała?
              A rozwód to ostateczność!!!
              A może tak obrosłaś w piórka przy tym swoim mężu że fochy Ci w głowie siedzą.
              czasami mnie nachodzą takie mysli, że jednak niektóre kobiety aż proszą się o
              męża, który pije i bije.
              Jak Ci tak źle to jedź na urlop sama, przemyśl wszystko, a jak sobie popatrzysz
              na małżeństwa które są razem to może cos Ci do główki zaświta....
              jestem brutalna, wiem, ale czasammi potzrebne jest wiadro z zimną wodą!
              • nuta11 Re: Nieźle... 10.07.06, 10:27
                nie zawsze wystarcza, ze nie pije i nie bije....
              • pepitosia Re: tak jak myślałam 10.07.06, 10:33
                Jestem traktowana jak rzecz czy dodatek do meza, starszego o 11 lat. Moze
                niektorym kobietom wystarczy mąż który z zewnatrz wyglada na ideał (nie pije,
                nie bije). Mi nie. Klamka zapadła. Decyzje podjełam. Wpadlam na to forum po
                rade n/t sprawy rozwodowej i tego w jakim swietle moge zostac postawiona w
                mojej sytuacji. Nie mam doswiadczenia w takich sprawach. Jedno wiem - im
                wczesniej to skoncze tym lepiej. Boje się tylko że wyjde na wyzyskiwaczke, ale
                ja nie chce od niego zadnego majatku. Jak bedzie wygladala sprawa jak on sie
                nie zgodzi na rozwod??? Tak naprawd nie wiem jak to wyglada. Piszcie.
                • phokara Re: tak jak mys´la?am 10.07.06, 10:59
                  > Jestem traktowana jak rzecz czy dodatek do meza, starszego o 11 lat.

                  No to masz problem. Z charakterem. A raczej jego brakiem.
                  Moze to jednak kwestia mlodosci i sobie go jeszcze wyrobisz. Proponuje zaczac od tego, ze
                  pogadasz z mezem i go poinformujesz o swojej decyzji, odpowiednio ja umotywujesz i
                  wysluchasz drugiej strony. Mysle, ze od tego zaczyna 'czlowiek' w odroznieniu od 'rzeczy' i
                  'dodatku'.

                  >Moze niektorym kobietom wystarczy ma˛z˙ który z zewnatrz wyglada na idea? (nie pije,
                  > nie bije). Mi nie.

                  Wbrew pozorom niewielu kobietom to wystarcza. Zazwyczaj chca czegos wiecej. I nawet wiedza
                  CZEGO.
                  Czego i Tobie zycze na przyszlosc, calkiem szczerze.
    • nuta11 Re: Problem 10.07.06, 10:26
      Tak sie zdarza, ze mija. czasem sie popelnia glupstwo i lepiej sie wycofac teraz, niz czekac kolejne 20 lat...
      Przede wszystkim powiedz mu, dlaczego odchodzisz. Argument braku milosci jest juz argumentem niepodwazalnym - tego sie zmienic nie da, niestety. To powinno zadzialac. sprobuj wytlumaczyc Mu, ze teraz szanse dla NIEGO na rozpoczecie nowego zycia sa jeszcze duzo wieksze, niz bylyby za np. 10 lat. To tez powinno Go przekonac,. Rodzina sie nie przejmuj. Zawsze juz bedzie tak, ze zostawilas go i jestes wredna. nie zmienisz tego.
      Jesli tylko bedziesz przeprowadzac sprawe spokojnie, prawdopodobnie nie bedzie zandego blota w sadzi. przede wszystkim z Nim rozmawiaj.ja tak zrobilam i doszlismy do porozumienia. Mimo, ze bylo "na noze"...
      pozdrawiam
      • majeczka2310 Jasne, najlepiej od razu lecieć do sądu 10.07.06, 10:34
        i powiedzieć z podniesionym czołem, że ja mam taki kaprys i się rozwodzę i już!
        tup! A że rozwala życie drugiemu człowiekowi z którym jakby niebyło żyja kilka
        lat i robi to bez mrugnięcia okiem, bez próby czegokolwiek, to co tam!
        Najważniejsza jestem JA! A świat wokól mnie ma to zaakceptować bez komentarza!
        To powiedz wreszcie czemóż to ten Twój mąż tak zawinił że chcesz od razu tak
        kategorycznych rozwiązań?
        • nuta11 Re: Jasne, najlepiej od razu lecieć do sądu 10.07.06, 10:38
          powiedz mi, majeczko, czy naprawde uwazasz, ze nalezy postepowac wbrew sobie? jesi go nie kocha, to dlaczego ma mu fundowac kolejne lata frustracji? nie moge tego pojac...
          • majeczka2310 Re: Jasne, najlepiej od razu lecieć do sądu 10.07.06, 10:48
            nagle z dnia na dzień stwierdziła, że go nie kocha? a kochała jak wychodziła za
            niego za mąż? Bo jeśli już wtedy nie kochała to jest wielce nieuczciwa wobec
            niego, siebie i całego swojego otoczenia, a "nieuczciwa" to bardzo delikatne
            stwierdzenie. To po co go wybrała, dla kasy, łóżka, pozycji społecznej, bo o
            wpadce nie ma mowy, bo dzieci nie mają. A może sobie wykalkulowała, że odbije
            się na jego tyłku od dna a jak stanie na nogi to go w ten tyłek kopnie i
            znajdzie innego?
            Nie, nie mogę jakoś stanąć po stronie tej dziewczyny, mimo wszystko
            • nuta11 Re: Jasne, najlepiej od razu lecieć do sądu 10.07.06, 10:54
              a moze po prostu kochala, byla bardzo mloda, wydawalo jej sie, ze to na cale zycie, a potem stwierdzila, ze byla glupia. To nie to ze bronie glupotu, ale niech rzuci kamieniem, kto sie nie myli. czlowiek wcale nie jet taki bialo czarny, na litosc boska. popelnila blad, dorosla i nie chce placic za blad zalym zyciem. ani jego, ani swoim. zdecydowanie jestem za tym, zeby nie marnowac zycia. swojego i cudzego. nawet jesli jemu sie wydaje, ze jesli nie dopusci do rozwodu i bedzie dzieki temus zczesliwy, to mrzonki. bedzie mu zle z kims, kto go nie chce. na co ona ma czekac?
              • majeczka2310 Re: Jasne, najlepiej od razu lecieć do sądu 10.07.06, 11:02
                No nie wiem, zawsze jest jakaś przyczyna i skutek, a wina leży po obydwu
                stronach. W każdym razie ja bym tak szybko nie odpuściła, i wcale się nie
                dziwię ze jej mąż się nie poddaje. Walczy w końcu o swoje życia, małżeństwo,
                przyszłość. To jest takie nic! Druga strona się nie liczy?
                • nuta11 Re: Jasne, najlepiej od razu lecieć do sądu 10.07.06, 11:12
                  majeczko...
                  w sprawie braku uczuc to juz nie ma o co walczyc..nie wywalczy sie milosci. a o przyszlosc jak najbardziej trzeba walczyc. tylko nie rpobujac za wszelka cene zatrzymac kogos, kto nie chce zostac.
                  ona nie moze myslec o tym, ze teraz ma odpracowac cos co on jej dawal. szczescia nie da sie zbudowac na splacaniu dlugow.
                  ja wytrzymalam w takiej sytuacji 12 lat i przez 6 probowalam to skladac. nie da rady. a bardzo sie staralismy. i nie wyszlam za maz z wyrachowania. raczej z glupoty. obydwoje z bylym mezem zaliczmay te 6 lat do zbioru lat straconych. nikt nam ich nie odda, ten czas uplynal i nie byl fajny. druga strona tez sie liczy.ale ta "pierwsza" tez..
              • maheda Re: Jasne, najlepiej od razu lecieć do sądu 10.07.06, 11:14
                I dlatego, że jest traktowana jak "dodatek", a nie jak "człowiek", chce - w
                miejsce przeprowadzenia rozmów z mężem, opowiadając o tym, jak się czuje, czego
                chce, czego Jej brakuje, co boli... - pójść za jego plecami do sądu wystąpić o
                rozwód, tak? Na co ma czekać!?
                • nuta11 nie- od razu do sadu, maheda 10.07.06, 11:23
                  ja tez sugeruje duzo rozmow.ale - widzialas kiedykolwiek, zeby czlowiek sie zmienil? ja nie.
                  • maheda Re: nie- od razu do sadu, maheda 10.07.06, 11:25
                    A ja widziałam. Sama się zmieniłam.
                    • nuta11 Re: nie- od razu do sadu, maheda 10.07.06, 11:34
                      pewnie. pod pewnymi wzgledami wszyscy sie zmieniamy. nieprecyzyjnie sie wyrazilam - ja nie widzialam, zeby ktokolwiek zmienil meza albo zone z osoby ktra nam zupelnie przestala odpowiadac, w kogos kto da nam szczescie.
                      jesli tobie sie to udalo, to naprawde podziwiam,bez zadnej zlosliwosci. mnie nie. i teraz staram sie nikogo nie zmieniac..
            • pepitosia Re: Jasne, najlepiej od razu lecieć do sądu 10.07.06, 11:06
              majeczka .. ja wiem dobrze jak ta sytuacja wyglada z zewnatrz. Jesli chcesz
              wiedziec ja doszlo do slubu i mojej niecheci to prosze, moze zrozumiesz.
              Jak brałam slub to nie mialam skonczonych 20 lat!!!. Krzychu mi naobiecywał
              wielu rzeczy ale nie da sie ukryc ze byl swietnym facetm i mi imponowal. Moi
              rodzice tak go polubili (ma firme ogrodnicza i niezle mamie ogrodek wyposażyl)
              ze jak bąknął co s o slubie to moija mam sie wze szczescia rozpływała. Ja sama
              tego chcialam. Wzielismy cywilny slub. Ja studiowałam na zaocznych a on oplacal
              mi te studia. Jego rodzice nigdy mnie nie lubili bo chyba chcieli dla niego
              kobitki ktora tylko rodzi sprzata i gotuje. Jak szlam do nich na obiad to
              słyszalam zawsze jakies komentarze. Krzychu nie wiedzial w tym nic złego . On
              wogole mnie nie slucha. Robi co chce a jak potrzebuje mnie to ja MAM JUZ GO
              SLUCHAC itp bo inaczej jest nie w sosie. My sie prawie nie klocimy ale chyba
              wolalabym to niz milczenie. Ostatnio znalazlam prace ktora mi sie podoba.
              Krzych sie obrazil, bo nie chcial zebym pracowala. Nie wiem czy bal sie tego ze
              sie uniezaleznie czy ze nie uda mu sie zrobic ze mnie kury domowej. Poza tym od
              slubu sie zmienil. kiedys chodzilismy na koncerty do znajomych a teraz nic.
              Jedyni goscie w domu to interesanci albo jego kumple. Co do seksu - nie wazne
              ze ja moge nie miec na to ochoty- jak on chce to trzeba bo inaczej sie nie
              odzywa i skarży mamie - serio. Gdyby nie uczelnia to chyabym całkiem odwykla od
              ludzi i przyjemnosci. Poza tym on ma jeszcze jedna powazna wade - nie pozwala
              mi miec innego zdania i nie chce rozmawiac. Moge sobie probowac -zawsze na
              nic. On chyba uwaza z jak nie ma kłótni to nie ma problemu. Moje wzgledy stara
              sie zyskac kupujac mi jakies pierdoly a nie uczuciami. Mysle ze jak powiem mu
              ze chce sie rozwiesc to bie baaardzo zdziwi. On an serio nie chce przyjac do
              wiadomosci ze jest mi zle. Ignoruje mnie i traktuje z wymuszona grzecznoscia.
              Kiedys stwierdzil ze jak juz jestem jego zona to powinnam sie zawsze z
              nimzgadzac bo zgoda musi byc w malzenstwie. Paranoja. W majowy weekend
              pojechalismu nad morze. Urlop wygladal tak ze caly dzien ogladalismy tv w
              pokoju bo mu sie nigdzie nie chcialo isc, kiedys byl inny. Ale skoro on nie
              wiedzi problemu to cóż. Nie bede sie tu rozpisywac o kazdym pojedynczym
              wydarzeniu ktore przypieczetowalo moja decyzje. Powiem tylko - ja tak nie chce
              do konca zycia. moj maz ma 34 lata jest w miare atrakcyjny na na pewno sobie
              kogos znajdzie - mysle ze mu zycia nie rozwale. Moze nawet nie odczuje bolesnie
              mojej nieobecnoaci.
              • majeczka2310 Re: Jasne, najlepiej od razu lecieć do sądu 10.07.06, 11:16
                No to muszę Ci przyznać, że masz rację. Wydaje mi się, że on chciałby mieć
                lalkę w złotej klatce. Uciekaj czym prędzej. Ja niestety też cierpię z powodu
                komitetu doradczo-umoralniającego, w czym widzę poważny powód rozpadu mojego
                małżeństwa.
                Jeśli Cię stać, to możesz się od niego wyprowadzić, i czekać kilka miesięcy, na
                rozpad pożycia małżeńskiego, tzn. finansowy i emocjonalny, i wtedy powinno byc
                troszkę mniej pod górkę.
                A tak swoją drogą, to co związek to inne problemy, bo u nas były i z piciem i z
                kasą i z miłością...
              • phokara Re: Jasne, najlepiej od razu leciec´ do sa˛du 10.07.06, 11:22
                Zawsze uwazalam, ze branie slubu przez faceta przed 30-tka powinno byc prawnie zakazane.
                Mysle, ze dla kobiet tez sie powinno wprowadzic jakas granice wieku, co znacznie obnizyloby
                liczbe rozwodow. Powaga.

                Dziewczyno, opisalas klasyczna wersje bajki, w ktorej nie bylo 'i zyli dlugo i szczesliwie', bo
                autor nie napisal jak. "Krzychu Ci naobiecywal wielu rzeczy, a ze byl swietnym facetem i Ci
                imponowal to sie za tego ksiecia wydalas". No a potem ksiaze zmienil sie w ropucha (a kiedys
                byl inny!), ksiezniczka w jedze (a kiedys byla inna!) i bylo po bajce.
                Wniosek: nie wystarczy umiec czytac zeby zaczac pisac bajki.
                Tyle.
                • pepitosia Re: Jasne, najlepiej od razu leciec´ do sa˛du 10.07.06, 11:28
                  tia bajka bajką ... szczegółnie jak komuś życie się sypie. Przykro ze nie
                  naleze do tycj co biora slub bo juz niedlugo 30 wybije i rozwodza sie bo maz
                  pije? Ale nie da sie ukryc ze to byl błąd ... I nadal prosze o wasze rady jak
                  przeprwadzic te sprawe w miare spokojnie... rozumiem ze wszyscy sa tu troszke
                  strasi ode mnie
    • nuta11 ja cie popieram 10.07.06, 11:15
      malzenstwo to nie jest przymus do konca zycia. i ty tez jestes wazna. nawet jesli widzisz to tylko jednostronnie i nie zauwazasz swoich bledow,(chociaz nie sadze), to nie muszisz tkwic "za kare' w czyms, co czyni cie nieszczesliwa.
      pozdrawiam
      • pepitosia Re: ja cie popieram 10.07.06, 11:20
        wiesz ja widze moje bledy... rozumiem ze od zony oczekuje sie tego by dala
        facetowi dziecko... my nie mamy dzieci bo ja studiuje. nie jestem idealem jesli
        chodzi o gotowanie i zarzadzanie domem. Ach i moim powaznym bledem jest to ze
        nie dalam sie przekupic pierdoalami. To jest tak ze wiem kiedy on chce sie
        kochac bo np bierze mnie tego dnia na zakupy. Ale to nie ma sensu. Ja bym
        chetnie to z nim robila gdyby bylu czuly a nie tylko śmig smig i so sprawie.
        Zle mi z tym. Wiem ze on nie lubi jak sie na niego wydzieram .. ale czasem nie
        wytrzymuje. Tylko to wyglada tak ze ja sobie krzykne a on wychodzi i udaje ze
        sprawy nie ma.
        • phokara Re: ja cie popieram 10.07.06, 11:27
          Wiesz, wydaje mi sie, ze Twoj maz nie traktuje Cie serio.
          I wcale mnie to nie dziwi.
        • nuta11 Re: ja cie popieram 10.07.06, 11:29
          kochana, mowiac o bledach mialam na mysli zupelnie co innego....
          od zadnej zony fajny facet nie "bedzie oczekiwal, ze da mu dziecko"...
          dziecko jest efektem milosci i decyzji obydwojga i jest dzieckiem obydwojga, a nie czym danym jemu od niej.
          ja wyszlam za maz bardzo mlodo i tez nie dalam swojemu mezowi dziecka smile i to nie byl z pewnoscia zaden blad. mowic o bledach mysle o tym, co chyba zauwaza sie potem, - ze fakt, ze zmieniamy sie z czasem jest nasza wspolna zasluga. Po latach widze, jak bardzo krzywdzilam moje meza. tak samo, jak on mnie. mnie zmienil w kogos kim nie bylam i wzajemnie. te nowe osoby zachowywaly sie inaczej wobec siebie, wobec zmian ktore w nich zaszly. pewnie w ktoryms momencie zauwazysz dlaczego on sie zmienil i ty sie zmienilas. pod swoim wzajemnym wplywem, niestety.
          • pepitosia Re: ja cie popieram 10.07.06, 11:39
            faktycznie... ale u nas brak dzieci to jest problem bo na kazdym kroku mi to
            ktos sugeruje. A zmienilam sie owszem . Kidys mialm mnóstwo znajomych i jakies
            zycie towrzyskie, bylam bardziej otwarta i czula a teraz powoli robie sie
            wyprutym flakiem ... datego koniec. Ktos napisal,ze maz nie traktuje mnie
            powaznie. Owszem. On caly czas mysli ze ma mnie w garsci. Moge wam
            zagwarantowac ze jak bralismy slub to traktowal mnie serio, poswiecal sie dla
            mnie. teraz chyba mysli ze nie musi. Dodam jeszcze ze staralam sie zeby bylo ok
            bo mi na nim zalezało i zawsze docenialam jego zaradnosc.
            • phokara Re: ja cie popieram 10.07.06, 11:46
              >Moge wam zagwarantowac ze jak bralismy slub to traktowal mnie serio, poswiecal sie dla
              > mnie.
              > bo mi na nim zaleza?o i zawsze docenialam jego zaradnosc.

              Dziewczyno zastanow sie co Ty w ogole wypisujesz... bo to jest kompromitacja.
              Nie boj sie powiedziec mezowi, ze chcesz rozwodu. Jest szansa, ze go to ucieszy. Serio.

              • nuta11 Re: ja cie popieram 10.07.06, 12:02
                No troche Phokara o ma racji....Jaktak sie wiecej poczyta co piszesz, to wyglada na to, ze troche doswiadczenia ci brakuje i troszke naiwnie traktujesz malzenstwo. To rzeczywiscie -ani wieczna adoracja, ani wieczny romans. I trzeba wyrosnac z takich woybrazen, bo potem bardzo gorzko w zyciu. napisalam ci, ze zmieniamy sie obydwoje. A ty piszesz, jak ty sie zmienilas, mowiac tylko o swoim zyciu towarzyskim. troszke malo. jak mowia ludzie " spojrzyj we wode na wlasna urode". zastanow sie, dlaczego On ciebie tak traktuje i zastanow sie, jak podejsc do siebie, zeby w nastepnym zwiazku znowy facet nie zamienil sie z kogos takiego, jak twoj maz teraz..
            • majeczka2310 Re: ja cie popieram 10.07.06, 11:49
              A jak Ty poświęcasz się dla niego, jak się starasz o jego względy?
              Może on też czeka na jakiś spontaniczny gest? a skoro niegdy tego nie zaznał to
              i sam nie daje? Napisałaś że zabiera cię na zakupy przed seksem, czy to źle,
              czemu tego nie doceniasz? Facet ma gest, chce Ci zaimponować kasą i co jeszcze
              źle robi? A może w zamian czeka na coś z Twojej strony, np. jesli ty masz
              ochotę to na jakąś kolację, kąpiel przy świecach, nie wiem, sama wiesz na jakim
              poziomie żyjecie i co on lubi. A poza tym małżeństwo to nie jest wieczna
              adoracja.
    • bet66 Re: Problem 10.07.06, 11:59
      autorka , jak widać jeszcze nie dorosła do powaznego związku, tylko 23 lata, to
      jeszcze wiek randek, imprezowania, spotykania się z róznymi facetami, szukania.
      To jest tak, jak wychodzi się za mąż , za pierwszego, który nam się oświadczył.
      jezeli nie ma się ochoty i siły, woli naprawiać, modyfikowac ten związek , to
      rzeczywiście najlepszy jest rozwód.
      • bet66 Re: Problem 10.07.06, 12:04
        P.S.
        ale mozna trafić na gorszego i potem załować.
        Spokojny, zrownowazony facet to skarb dla dojrzałej kobiety, siusiumajtki wolą
        imprezowiczów.
        • majeczka2310 Re: Problem 10.07.06, 12:09
          a ja poproszę o nr telefonu do męża....
          • yacussek Ech kobity 10.07.06, 12:41
            Ja rozumiem dziewczynę. Sam ma taki problem, że w moim zwiazku wszystko zgasło.
            Pepi jeśli chcesz się uwolnić to to zrób. Nie ma co dłużej się męczyć. A co do
            nazywania kogoś siusiumajtkiem - bez przesady. Nie oszukujmy się, ale czasem 40-
            latki są mniej dojrzałe emocjonalnie niż te młode. Teraz wcześniej zaczyna się
            dorastać. Powiem tyle, z tego co widze to twój partner chce sobie żyć bez
            emocji i problemów. Ale to nie jest prawdziwe życie. To czy się potrzebuje
            stabilizacji nie zalezy tylko od wieku ale i od chrakteru. Jak facet stał się
            nagle nudziarzem to jego strata. Pisałaś, że ma własny biznes. Czy to nie jest
            tak, że on bardziej interesuje się kariera niż tobą. Co do upierdliwej rodzinki
            to ja wiem jak to potrafi życie zatruć. Po co się męczyć... jestes młoda -
            chwytaj życie. Jakby co to wyslij mi maila, może będę w stanie pomóc.
            Pozdrawiam Pepi
            • bet66 Re: Ech kobity 10.07.06, 13:02
              jak młoda bierze zycie pełnymi garściami , to rzeczywiście jest bardziej
              doświadczona w pewnych dziedzinach zycia, ale napewno nie bardziej dojrzała
              emocjonalnie, niz 40 tka. Pewnych spraw sie nie przeskoczy.
      • misbaskerwill Re: wiek 10.07.06, 14:35
        > autorka , jak widać jeszcze nie dorosła do powaznego związku, tylko 23 lata, to
        > jeszcze wiek randek, imprezowania, spotykania się z róznymi facetami, szukania.
        Wiek to nie wszystko...

        Moja prawie-ex ma 28 lat, dziecko - i identyczną psychikę jak autorka.

        Zgadzam się z Phokarą- należałoby zabronić ślubów ludziom niedojrzałym i
        nieodpowiedzialnym.
        ALE - nie wprowadzając limity wiekowe (bo 18-tki czasem są bardziej
        odpowiedzialne od 30-tek i lepiej wiedzą o co chodzi w małżeństwie), lecz robiąc
        "testy psychologiczne"smile))

        Wiem - nie jest to proste, w końcu ja sam nie potrafiłem takiego testu wykonać.
        A tak naprawdę - nie potrafiłem wyciągnąć z niego wniosków na czassad(((
    • misbaskerwill Re: Do pepitosii... 10.07.06, 14:41
      Ja napisałem Ci dość konkretnie jak to wygląda.
      Powtarzam - bo nie zrozumiałaś. I dopiszę szczegółysmile

      NAJLEPIEJ - albo weź adwokata, albo idź po tzw. "poradę prawną". Są miejsca,
      gdzie tych porad udzielają bezpłatnie. Jeśli mąż się nie zgodzi - bez dobrego
      prawnika raczej sobie nie poradzisz. Masz jeszcze szansę na separację - to może
      być dobry punkt wyjścia. Albo on potem dojrzeje do rozwodu - albo Ty do
      małżeństwasmile))

      NAJWAŻNIEJSZE - musisz z nim pogadać i dokładnie wiedzieć, czy się zgadza czy
      nie. To ON rozdaje karty...przynajmniej większość.

      Na szczęście nie macie dzieci. To bardzo ułatwia rozwód. Ale wszystko w tej
      sytuacji zależy od Twojego męża - jak się zgodzi - polecam rozwód bez orzekania
      o winie. MUSICIE jednak udowodnić rozkład pożycia - niezależność finansową
      (najlepiej - wyprowadź się od niego!) no i brak sexu i miłoścismile))
      Świadków nie potrzeba - przy braku orzekania o winie.

      Wnioski rozwodowe - są dostępne w Internecie, radzę jednak konsultację u dobrego
      prawnika. PO rozmowie z mężem, nie przed lub zamiastsmile)
      • akacjax Re: Do pepitosii... 10.07.06, 18:16
        -przeczytałam pobieżnie wątek
        -też radzę adwokata
        -zastanawiam się, czy nie występuje tu przemoc psychiczna i seksualna?
        -a może popraos obłudnych jego rodziców by Was rozwiedli?
        -a tak w ogóle rozwód uzyskuje sie gdy jest zupełny i trwały rozkład małżeńskich
        więzi gospodarczych, seksualnych, emocjonalnych
        • tricolour Tu nie występuje przemoc... 10.07.06, 20:23
          ... psychiczna ani seksualna. Tu występujhe niedojrzałość (gówniarstwo)
          Pepitosi. Na dodatek traktuje męża i małżeństwo instrumentalnie.
          Jak chce rozwodu, to niech zażąda ze swojej winy, bo taka jest prawda. Ale nie
          zrobi tego, bo potrzebowałaby odwagi, charakteru...
          • pepitosia Oczywiscie że nie... 10.07.06, 21:00
            Dziękuję tricolour za "miłe" słowa. Masz po części rację. Muszę jakoś naprawić
            te moje "gówniarskie" błędy. Tak naprawde dziękuje tym, którzy mi coś
            poradzili. Mam jeszcze pytanie: ile kosztuje taka porada adwokacka albo gdzie
            można dostać ją za darmo? Rozumiem, że dopuki mieszkam z mężem i jestem z nim
            związana jakoś emocjonalnie czy materialnie z rozwodem będzie problem. Postaram
            sie dziś z nim porozmawiać. Co mogę jeszcze zrobić jeśli on odmówi? Czy możliwe
            jest, że taka sprawa bedzie się ciągnęła przez lata?
            • tricolour Ja naprawdę mam ubaw. 10.07.06, 21:12
              Ponoć masz dobra pracę, a poradę chcesz za darmo. Może i Ty (wzorem adwokata,
              którego szukasz) bedziesz pracowała za darmo, co?
              No i bedzie pewien problem, bo mieszkasz z mężem i jesteś z nim JAKOŚ
              emocjonalnie związana. Pewiem problem smile))

              Wiesz co? Najlepiej bedzie jak Twój mąż da sobie spokój z Tobą. Chętnie bym mu
              poradził jak udowodnić Twoją winę, a to ma poważne konsekwencje finansowe do
              końca Twojego życia. Zresztą jak gość ma kasę, to krzywdy sobie nie zrobi.

              Ty naprawdę myślisz, że rozwód, to zakupy w markecie, a sąd to pustogłowie?

              • pepitosia Re: Hi hi 10.07.06, 21:21
                AD.Ktos pisał wyzej o darmowej poradzie. Chyba masz jakies kompleksy czy coś. smile
                Teraz nic nie chcę pisać, ale jak z nim pogadam to zobaczę na czym stoję. Może
                i nalżę do bardzo nielicznej grupy osób, które młodo wychodzą za mąż, ale to
                nie znaczy, że wszyscy inni moga sobie kpić z tej sytuacji. Zdaję sobie sprawe,
                że większość z was jest sporo ode mnie starsza. Pisałam, że mam pracę, ale tez
                studiuję. Poza tym jeśli będę musiała się sama utrzymywać to na adwokata może
                mi zabraknąć kasy. Nie zarabiam 10 tys. misięcznie tylko skromne 2,5 ale dla
                mnie to dużo.
                • tricolour Darmową poradę dostaniesz, ale raz... 10.07.06, 21:28
                  ... a Ty potrzebujesz asysty prawnej na cały proces, bo inaczej mąż Cię kupi
                  razem z tym darmowym adwokatem...

                  smile))
            • tricolour Wiesz, co bym zrobił.... 10.07.06, 21:26
              ... gdybym posłyszał od swej małżonki takie teksty, jakie tu piszesz?

              Odmówiłbym Ci rozwodu jednym zdaniem, a potem w ciągu miesiąca zgromadził
              materiał przeciw Tobie, który:

              1. Spowodowałby, że byłabyś moją żona nadal (wersja optymistyczna), ale byłbys
              bardziej posłuszna od pilota TV.
              2. Spowodowałby rozwód (wersja bardzo optymistyczna), ale do końca życia
              płaciłabys za moje zamorskie wakacje.

              Tylko z jedego powodu bym tak zrobił: za nieodpowiedzialność, nielojalność,
              barak odwagi i uczciwości.

              3. Może w przypływie humoru i chęci bycia dobrym dla siebie dałbym Ci rozwód i
              pare groszy na początek (wersja najbardziej optymistyczna dla męża i najbardziej
              krzywdąca żonę).

              smile)
              • pepitosia Tia 10.07.06, 21:39
                Rozweselasz mnie. Teraz może faktycznie jestem zielona i nie znam się na
                kwestiach prawnych ... ale jak już je poznam to będziemy mogli smiało zacząć
                polemikę. wink Rozumiem, że masz jakieś skłonności sadystyczne albo jesteś
                mściwy. Nie szkodzi... Możesz sobie żyć. nie psz mi prosze o moim braku odwagi
                czy nieuczciwości. Jak widzisz mam zamiar wziąć sprawy w swoje ręce. A teraz
                ide na rozmowe... jak się nudzisz to trzymaj za mnie kciuki ... Adieu
                • tricolour Oczywiście, że jestem sadystyczny i mściwy... 10.07.06, 21:43
                  ... cała przyjemność w kopaniu leżącego smile)

                  "Idę na rozmowę"... też dobre. Trzymaj się, dziecko!
                  • kruszynka301 Re: Oczywiście, że jestem sadystyczny i mściwy... 10.07.06, 22:01
                    Tri, a jak tam na wakacjach?wink.
                    Miała być polska klasyka filmowa, a Ty takie niemiłe dysputywink.

                    Jestem zdania, że dziewczyna się miota, nie wie, czego chce, ale jej największym błędem było wogóle wchodzenie w związek. Tym bardziej, że nawet nie można chyba mówić o jakimkolwiek związku ani z jednej, ani z drugiej strony. Dzieciaki, i tyle. Nie to co my, poważni i doświadczeniwink.

                    • tricolour Jeszcze nie czas na wakacje... 10.07.06, 22:06
                      ... rzeczywiście napisałem tak, że wynikało, że JUŻ wyjeżdżam... a to dopiero na
                      koniec miesiąca...

                      Miota się - widzę, ale tak jakoś naiwnie... szkoda dzieciaka i tej dziwnej
                      "beztroski", że wezmę rozwód i po kłopocie. Najwyraźniej nie wie w co się
                      pcha... ale dowie się.

                      smile
                  • daleko_do_siebie Re: Oczywiście, że jestem sadystyczny i mściwy... 10.07.06, 22:02
                    Tri, odpuść.
                    Jak znam życie oboje się rozminęli.
                    Ona widziała przed sobą pasmo uciech i zabaw,jego na białym koniu, z różami, u
                    stóp.
                    On "wziął młodszą" - bo żonę trzeba sobie wychować to raz, "stać go było na
                    młodszą" to dwa (no ilu z Was to nie imponuje???...)
                    I mają czego nie chcieli.
                    • tricolour Masz rację.... 10.07.06, 22:07
                      ... i stąd kolejny wątek...
    • der1974 Re: Problem 10.07.06, 22:05
      No jakbym widział swoją żonę. Komentować nie będę, bo byłbym nieobiektywny.
      Osobiście uważam, że facet ma szczęście, że od niego odchodzisz. A rozwód wobec
      braku dzieci powinnaś dostać. Ja np się ani nie obraziłem, ani nie uniosłem
      honorem. Uważam, że skoro żona chce odejść bo spełniła swoje oczekiwania co do
      małżeństwa (wykształcenie, praca) to droga wolna. Z pożytkiem dla obu stron.
      • nuta11 Re: Problem 10.07.06, 22:13
        Rany boskie! dziewczyna jest mloda, troche glupio traktuje sytuacje,ale posadzanie ja o to, ze "wykorzystala i sobie idzie" to naprawde.... czy nie zdarzalo sie tutaj nikomu popelnic bledu w mlodosci!?
        naiwnosc a cynizm , to roznica.
        • pepitosia Re: Problem 10.07.06, 22:58
          Juz pisałam na wstępie, że nie miałąm na celu wykorzystania męża. Wiecie co ...
          właśnie próbowałąm z nim pogadać. Roztrzęsiona jestem. Mówienie do kaminia
          byłoby bardziej owocne. Jeszcze mu wprost nie powiedziałam. Kawę sobie robi to
          pewnie wie, że szykuje się długa rozmowa. Troszke się boję. Czuję, że to bedzie
          bezsenna noc.

          A co do mojego "gówniarstwa". Mogam tu napisać, że mam z 50 lat i nikt by się
          nie czepiał. Ale tego nie zrobiłam. Myślę, że liczy się szczerość. Inaczej nikt
          nie mógłby mi doradzić. Poza tym utwierdziliście mnie w pprzekonani
          9większość), że ludzie patrzą albo przez pryzmat własnej osoby, swoich
          uprzedzeń, albo ułatwiją sobie droge stereotypowym myśleniem.
          • tricolour Droga Pepitosiu! 10.07.06, 23:07
            Nie spotakełm jeszcze człowieka, który nie patrzyłby na życie przez pryzmat
            innej osoby. Może Jan Paweł II albo Maksymilian Kolbe tak robili, ale umarli.
            To normalne, że ludzie patrzą poprzez swoje uprzedzenia i posługują sie
            stereotypami, by ułatwić sobie życie.

            Mówiąc serio: rozwód, to napoważniejsza Twoja decyzja - znacznie poważniejsza w
            konsekwencjach od ślubu. Pomijając fakt, że zostajesz sama, to zdaj sobie
            sprawę, że niszczysz (może) życie drugiej osobie. Może ściagasz na siebie
            zemstę, a może sielankę, co raczej mało prawdopodobne.
            Decydujesz się na niewiadomą, samotność, brak poczucia bezpieczeństwa i inne
            brednie, które kobiety lubią.
            • der1974 Re: Droga Pepitosiu! 10.07.06, 23:11
              To jej wybór Tri a nie Twój.
              • tricolour Wiem, wiem... 10.07.06, 23:18
                ... ale jak ktos sie pakuje w taką kabałę, to nie moge patrzeć obojętnie... ale
                masz rację.
                • 374.4w Re: Wiem, wiem... 10.07.06, 23:30
                  Mówiąc serio: rozwód, to napoważniejsza Twoja decyzja - znacznie poważniejsza w
                  konsekwencjach od ślubu. Pomijając fakt, że zostajesz sama, to zdaj sobie
                  sprawę, że niszczysz (może) życie drugiej osobie. Może ściagasz na siebie
                  zemstę, a może sielankę, co raczej mało prawdopodobne.
                  Decydujesz się na niewiadomą, samotność, brak poczucia bezpieczeństwa i inne
                  brednie, które kobiety lubią.


                  Tri, czasami przeginasz.
                  Skad Ty to wszystko wiesz, że rozwód to jej najpowazniejsza decyzja?
                  a ściaganioe zemsty mnie sie kojarzy z zabobonami, czarownicami
                  Dziewczyna ma problem, chce pogdać, a Ty tak z buta.
                  • phokara Re: Wiem, wiem... 11.07.06, 10:44
                    ... e tam, na szczescie lato wiec i buty lzejszego kalibru.

                    • brzoza75 Re: Wiem, wiem... 11.07.06, 10:50
                      zauważyłas Pho?smile spokorniał trochęsmile
                    • majeczka2310 no i jaki wynik rozmów? 11.07.06, 10:54
                      jestem ciekawa jak zareagował szanowny mąż na fanaberie żonki?
                      możnaby stworzyć ranking tego co zrobił:
                      - poszły mu nerwy i przywalił raz a porządnie tak na otrzeźwienie,
                      - poszły mu nerwy i przywalił ale drzwiami z drugiej strony i na otrzeźwienie
                      poszedł na piwo
                      - poszły mu nerwy przywalił raz przywalił drugi drzwiami i poszedł na piwo
                      • yacussek Re: no i jaki wynik rozmów? 11.07.06, 12:27
                        Nie chce mi sie cztac calego watku... moze mi ktos w skrocie napisac dlaczego
                        taka zla ta pepi jest?? Za co facet ma jej przywalic? Zdradza go czy co?
                        • phokara Re: no i jaki wynik rozmów? 11.07.06, 12:45
                          Niby i bym mogla napisac... ale mi sie nie chce pisac.
                          • majeczka2310 Re: no i jaki wynik rozmów? 11.07.06, 12:50
                            właśnie bo dziewczę nie wie czego chce
                            • yacussek Re: no i jaki wynik rozmów? 11.07.06, 12:53
                              chyba sie rozwisc chce ... ale czym zasluzyla na nielaske sznownego malzonka?
                              • nuta11 Re: no i jaki wynik rozmów? 11.07.06, 12:58
                                powiem ci, ze ten malzonek tez mi wyglada niezle....ale faktycznie, chyba warci siebie. ja jej tak troche bronie, bo wszyscy taaaaaaaacy dojrzali i napadaja na dziewczynem jakby samym im sie nigdy nie zdarzylo zrobic glupiego bledu..
                                ale fakt pozostaje faktem - na strasznie niesojrzalo wyglada.
                                • tricolour Jakoś mi nie pasuje słowo "błąd"... 11.07.06, 13:16
                                  ... do małżeństwa. Takie ono nijakie i malusie...
                                  • nuta11 Re: Jakoś mi nie pasuje słowo "błąd"... 11.07.06, 13:21
                                    no niestety....malzenstwo tez nijakie i malusie moze byc.
                              • majeczka2310 Re: no i jaki wynik rozmów? 11.07.06, 13:06
                                nie to szanowny małżonek zasłużył sobie na niełaskę- bo traktuje ją
                                przedmiotowo! i róż nie przynosi i bombonierek, za to jak chce iść do łóżka to
                                bierze za mega zakupy - no same wady!!!!!
                                tylko czemu tego nr telefonu nie chce podać do niego! no strasznie chytra jest!
                        • malgog Re: no i jaki wynik rozmów? 11.07.06, 12:54
                          niedojrzałośc emocjonalna autorki wątku to fakt bezsprzeczny
                          jak ktoś zauważył liczyła na królewicza z różą w zębach (przecież ma firmę
                          ogrodniczą) na białym koniu
                          a dostała tylko zwykłego faceta, pragnącego normalnej rodziny

                          a może tu zadziałał klasyczny schemat z mojej przeszłości - przyszły zięć tak
                          podobał się moim rodzicom (autorka pisała o uwielbieniu rodziców do zięcia)
                          (mój - prał, gotował, piekł, łowił ryby z przyszłym teściem..no był ideałem),
                          że będąc na fali buntu wobec rodziców zerwałam związek, tylko po to aby sprawić
                          przykrość starym...

                          autorka skończyła studia, ma nową pracę, nowych znajomych...czas na nowego
                          partnera...stary, znany "ideał" się po prostu znudził
                  • tricolour Do 374.4w - najpoważniejsza decyzja... 11.07.06, 13:24
                    ... ten rozwód, bo nie znalazłem forum o przypalonych czajnikach, a nawet
                    domostwach spopielonych od pioruna, co niechybnie nieszczęściem jest.
                    Także choroby dzieci (i dorosłych) budzą rozpacz i zwątpienie w istnienie Boga,
                    ale choroby się nabywa drogą prawdopodobieństwa (albo siedząc na kamieniu) więc
                    trudno.

                    Otóż dlatego uznaję rozwód za najpoważniejszą decyzję, bo wielokroć taką opinię
                    słyszałem, a i sam pamiętam, że mącząca była jak nic dotąd.

                    smile
                    • 374.4w Tri 11.07.06, 13:52
                      ja bym powiedziała najtrudniejsza;
                      a dla mnie też osobiście najmądrzejsza
                      • tricolour Widać z tego... 11.07.06, 18:16
                        ... że to, co Ty uważasz za trudne i mądre - ja uważam za poważne.

                        smile)
                        • 374.4w pisząc "osobiście" 11.07.06, 19:41
                          miałam na myśli moją konkretną sytuację
    • misbaskerwill Re: Droga Pepi... 11.07.06, 13:06
      Wiesz co Pepi...
      My też jesteśmy młodzi - tyle, że doświadczeni...
      Naprawdę - spotkałem się z kilkoma osobami z tego forum, i nawet jeśli nie
      wszystkie były przed 30 - to wszystkie tak wyglądałysmile)) mówię serio -
      nienawidzę prawić komplementów (i dlatego żona ode mnie odeszła, hahahaha).

      Rozwód - to bardzo bolesna, długa, ciągnąca się sprawa.
      Wariant optymistyczny - pół roku - jedna rozprawa, ale tyle się czeka zanim
      wyznaczą termin. Pod warunkiem pełnej zgody męża i przy "dobrze" nastawionym do
      rozwodu sądzie.
      Inaczej - czarne lata...
      A nawet te pół roku - zapewniam, sielanką nie będą.

      I jeśli naprawdę dorosłaś przynajmniej do tej decyzji i nie chcesz oszukiwać
      męża - należy Ci się szacunek. Bo znam osoby które wolą oszukiwać, żyć w dwóch
      światach i wyciągać z tego jak najwięcej korzyści dla siebie, nie bacząc na
      prawdę, uczucia najbliższych i przykazania, których bacznie trzymają się, ale
      jedynie gdy ktoś patrzysmile. Niestety, znam te osoby zbyt blisko...
    • kasiar74 Re: Problem 11.07.06, 13:32
      dziwczyna nie ma nikogo, nie ma z mężem dzieci, jest jej źle i chce byc
      szczęśliwa , co w tym złego??? No ma sobie kogoś znaleźć i odejść do gacha i to
      będzie w porządku?? Pewnie za wczesnie wyszła za mąż a teraz zmeiniły się ejj
      oczekiwania w stosunku do zycia i chce mieć partnera a nie goscia ktory jest
      obrazony bo dzieczyna pracuje.
      Pepistioso ty najlepiej znasz cała sytację, nie prawdą jest że jak on nie
      będzie chciał sie rozwieść to będzie sie to ciagnąć latami. Wsluchaj się w
      siebie , porozmawiaj z mezem, moze on bedzie chcial cos zmienic i ratowac
      zwiazek. Powodzenia
      • pepitosia Re: Problem 11.07.06, 15:06
        A co jeśli się nie zgodził, tzn. jesli "nie rozumie co ja do niego mówię"?
        Jeżeli w takim wypadku złożę pozew to jak to może byc rozpatrywane przez sąd?

        Odezwę się jeszcze jak do domku wrócę.
        • sinsi Re: Problem 11.07.06, 15:08
          A co Ty do niego mówisz, że on "nie rozumie"?
        • misbaskerwill Re: Problem 11.07.06, 15:16
          pepitosia napisała:

          > A co jeśli się nie zgodził, tzn. jesli "nie rozumie co ja do niego mówię"?
          > Jeżeli w takim wypadku złożę pozew to jak to może byc rozpatrywane przez sąd?

          Prosta sprawa - zaproponuj mu mediatora i/lub terapię rodzinną. Ale koniecznie
          najpierw bądź SZCZERA DO BÓLU - nam mówisz, że chcesz ROZWODU - powiedz tak
          Jemu, nie kręć!!! Powiedz mu DLACZEGO i że uważasz, że NAPRAWDĘ jest źle z
          Waszym związkiem!
          Dopiero takie szczere wyznanie go obudzi i sprawi, że będzie musiał coś zrobić.

          Natomiast mediator lub psycholog unaoczni Wam wady obojga w związku i pozwoli
          popatrzeć z innej perspektywy na Wasz związek. Być może to uleczy Wasze
          małżeństwo, być może - skłoni do polubownego i kulturalnego rozstania.
          W każdym razie - życzę Wam obojgu udanej i spokojnej przyszłości, niezależnie,
          czy razem czy oddzielnie - tylko Wy będziecie wiedzieć, co będzie dla Was lepsze
          (przynajmniej życzę Wam tegosmile).
          • yacussek Re: Problem 11.07.06, 18:22
            misbaskerwill ... Myślę, że na mediatora jest już za późno. Rozmawiałam
            wczoraj, ale pan mój zachowywał sie jak cegła. Tzn. zamiast rozmawiac tylko sie
            rumienił. Do niego nic nie dociera, chociaż podobno widzi, że mi ostatnio COŚ
            jest. A oto cytat dnia który powtórzył wczoraj chyba z milion razy: "Dobrze
            dobrze tylko się nie kłóćmy" Jak znajdę mieszkanie i się wyprowadzę to może go
            oświeci.
            Do wszystkich którzy myślą, że on jest świety: Jakbyście się czuli siedząc
            sami od rana do wieczora w domu? Ja jestem sama bo on "pracuje". Pewnie przed
            dziesiata nie wróci. Gdyby nie praca to bym cały dzień nie wiedziała żywej
            duszy. Zła jestem.
            • maheda A mówiła mi Babcia, że ... 11.07.06, 20:52
              ... kłamać też trzeba umieć tongue_out
              • ladyhawke12 Re: A mówiła mi Babcia, że ... 12.07.06, 10:09
                To prawda, najprawdziwsza,Twoja babcia to madra kobita.
            • nicky7 Re: Problem 12.07.06, 10:49
              a może to jakieś rozdwojenie jaźni? bo na kłamstwo to chyba zbyt oczywiste...?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka