Dodaj do ulubionych

Nowe podejście u księży?

08.08.06, 09:43
Tak odrywając sie od swojego życia i poddajac refleksji po jednodniowej
pielgrzymce... przezyłam na niej coś niesamowitego, czego wczesniej nie
doświadczyłam: spowiedź przez 5 kilometrów!! wink
I wiecie co? Zdziwiło mnie to co powiedział brat (bo to był zakonnik) podczas
spowiedzi (a raczej rozmowy): nie należy ratować związku ZA WSZELKĄ CENĘ!
Dla mnie było to szokujace stwierdzenie, bo wydawało mi sie do tej pory, że
ślub kościelny to juz na śmierć i życie (zgodnie z przysięgą), nie ma
odwrotu!! Fakt, że teraz bardzo "popularne" stały się rozwodu kościelne, ale
jak udowodnic nieważność małżeństwa lub niedopasowanie po 13 latach??!! To
śmieszne... więc jest instytucja separacji, która - jak sie okazało - Kościół
popiera smile
No tak... daje mi to nadzieję... ale to chyba tylko dla osób, które wiarę i
jej kanony traktuja poważnie (jak ja, choc święta nie jestem smile)
Obserwuj wątek
    • majkel01 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 09:57
      filozofii na temat podejscia Kosciola do spraw malzenskich bylo kilka. Spotkalem
      sie tez z taka ze Kosciol dopuszcza nawet i rozwod ale nie akceptuje ponownego
      zwiazku z innym partnerem. Czyli mozna sie rozwiesc, byle tylko nie zwiazac sie
      z inna osoba.
      Wielu ludzi wierzacych decyduje sie na separacje zamiast na rozwod. Bo rozwod to
      rozwiazanie malzenstwa separacja natomiast to takie formalne zawieszenie malzenstwa.
    • brzoza75 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 10:56
      Ak wiesz ja myślę że czasem można trafić na księży o bardziej szerokich
      horyzontach niż nam się powszechnie wydaje...,wyraźnie należysz do tych
      szczęśliwców, którzy mieli okazjęsmile co do rozwodu kościelnego , który tutaj
      się często pojawia, na początku myślałam że pociągnę po całości swojego związku
      małżeńskiego, czyli sąd a potem rozwód kościelny, ale jak myslę o tym ze mam
      znów wszystko opowiadac ze szczegółami to mi się odechciewa i entuzjazm uciekł.
      • ak70 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 11:10
        Brzoza... co najlepsze to ten "ojczulek" był młodszy ode mnie o co najmniej 10
        lat i miał na imię jak mój m. smile)
        Wiem co myślisz, bo ja tez sobie powiedziałam, że jak rozwód to po całości...
        no ale ja jestem przed i jeszcze nie wiem "z czym to sie jje". Troche mnie
        zbiło z tropu co napisałaś, że juz ci sie odechciewa... hmmm... narazie jestem
        dobrej mysli, że nie bede musiała w ogóle przez to przechodzić, ale... sad
        • brzoza75 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 12:34
          Ak to, że mi sie odechciewa, to tylko dlatego że musiałabym opowiadac o swoim
          zyciu, MAŁZEŃSTWIE od początku a ja po prostu chcę o tym zapomnieć lub po
          prostu nie przeżywać tego wszystkiego...
      • vertigo5 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 11:12
        Brzoza ! Księża i kościół mają za zadanie strzec depozytu wiary i nauczać
        zgodnie z tym co głosił Chrystus i Kościół rzymski przez 2 000 lat a nie mają
        mieć "szerokich horyzontów" ! Bo co w przypadku księży mają oznaczać "szerokie
        horyzonty" jak nie odchodzenie od nauczania kościoła (albo przynajmniej jego
        naciąganie)?

        Jeśli o mnie np. chodzi - to niby powinienem być zainteresowany w uzyskaniu
        orzeczenia o nieważności małżeństwa. Mam 38 lat i zapewne mógłbym próbować
        jeszcze raz, stary nie jestem. Ale chyba wolałbym go jednak nie dostać - mam
        przekonanie graniczące z pewnością, że mój slub był ważny. Żona odeszła ode
        mnie do starego, kilkakrotnie już cywilnie żonatego faceta z gigantyczną kasą.
        Powiedziała, że nie zamierza żyć z facetem który zarabia w granicach średniej
        krajowej. A teraz składa wniosek o uznanie małżeństwa za nieważne bo
        została "nakłononiona" do małżeństwa ze mną... . Zoreintowała się, że tak było
        jak poznała tamtego gościa. Ciekawe... . Kościół który legalizuje swoim
        autorytetem takie praktyki jak seryjne nieuznawanie za zawarte małżeństw traci
        ten autorytet i tyle.
        Ciekaw jestem ile (procentowo) wniosków o stwierdzenie nieważności składanych
        jest w sytuacji rozkładu pozycia i układania sobie życia z innym partnerem a
        ile w sytuacji kiedy jedna ze stron rzeczywiście doszła do wniosku że
        małżeństwo nie zostało zawarte ważnie... . Podejrzewam jest stosunek procentowy
        jest tak z 98 % do 2 %... .

        Albo inaczej - ile osób po odrzuceniu przez sąd kościelny wniosku próbuje
        scalac małżeństwo ?

        Pozdrawiam
        • sinsi Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 11:43
          ano właśnie.. o ile szanuje te 2% o tyle te 98% to dla mnie jakaś kompletna
          obłuda. i tego "kościele" jakos pojac nie moge. tak jak i tego, ze mozna być
          księdzem, zalozyc rodzine i miec dzieci , i po kilku latach "wykluczenia" dostac
          zwolnienie ze slubow kapłanskich. a "zwykly" mąż czy zona (mieszczacy sie w tych
          98%) musza wymyslac jakies historie dokumentujace "nieważnosc" zawarcia
          malzenstwa.
        • brzoza75 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 12:32
          Bo co w przypadku księży mają oznaczać "szerokie
          > horyzonty" jak nie odchodzenie od nauczania kościoła (albo przynajmniej jego
          > naciąganie)?
          nie wiem Vertigo bardziej chyba dopasowanie do rzeczywistości i XXI wieku ,
          zdają sobie sprawę iż nie można stac w miejscu kiedy z takim pędem świat gna do
          przodu?
          • vertigo5 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 12:42
            Brzózko, kościół i księża mają nauczać wiary a nie "dopasowywac się" do XXI
            wieku, czy do rzeczywistości. Albo cos jest prawdą albo nie jest. Albo cos jest
            zgodne z tym co Chrystus nauczał albo nie. To ile osób sie do tego stosuje nie
            ma tu nic do rzeczy. Co to byłby za kościół który zastanawiałby się czego
            nauczać dopiero po analizie odpowiedzi na ankiety różnych CBOS-ów... .

            Ja osobiście jestem dość grzeszny, ale świadomość, że kanony tego co
            najważniejsze są stałe sprawia, że widzę jakis punkt odniesienia dla siebie,
            swoich błędów, słabości...
            • brzoza75 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 12:59
              ciekawe Vertigo, iż jesteś dość grzeszny ale masz możliwość i okazję do
              sprawdzania czy kanony i czy księża nauczają jak powinni , trąci mi tu trochę
              czymś nieokreślonym, ja sądzę i cieszę się szczerze, że istnieją tacy księża z
              którymi można porozmawiać i nie koniecznie o kanonach od deski do deski.
              • vertigo5 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 13:02
                Nie sprawdzam - tylko piszę, iż księża i kościół mają strzec wiary a nie
                dopasywowac się do czegokolwiek.
                Co do rozmów - zgoda ! Z księżmi o wszystkim można pogadać (o dupie Maryni
                też), ale księża nie powinni podważać tego co kościół głosi ex cathedra... .
                • brzoza75 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 13:05
                  za strzeżenie wiary uważam też nawracanie owieczek, a czym można nawrócić jak
                  nie zdroworozsądkowym podejściem?
                  • vertigo5 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 13:14
                    Brzózko ! A co to jest "zdroworozsądkowe" podejście w przypadku księży ???
                    Albo wiara ma reguły albo ich nie ma. Jeśli regułą jest "zdroworozsądkowe"
                    podejście to znaczy, że żadnych reguł nie ma. A tak w ogóle - co to jest
                    ten "zdrowy rozsądek" według Ciebie ??
                    • brzoza75 Re: Nowe podejście u księży? 08.08.06, 13:21
                      Brzózko ! A co to jest "zdroworozsądkowe" podejście w przypadku księży ???

                      według mnie i Vertigo pamiętaj o tym, podejście do problemów z każdej
                      perspektywy nie tylko przez pryzmat wiary ale i przez pryzmat człowieka
                      błądzącego w swojej wierze.

                      > Albo wiara ma reguły albo ich nie ma.

                      Owszem zgadzam się i uważasz że tylko i wyłącznie od deski do deski, białe
                      czarne i nie ma szarości?

                      Jeśli regułą jest "zdroworozsądkowe"
                      > podejście to znaczy, że żadnych reguł nie ma.

                      zdrowy rozsądek = zero reguł? nie sądzę , galimatjas

                      A tak w ogóle - co to jest
                      > ten "zdrowy rozsądek" według Ciebie ??

                      Vertgo ludzkie podejście do problemu z którym człowiek przychodzi do księdza
                      kiedy potrzebuje, ja zazdrosze Ak , bo nie trafiłam na takiego, ale może
                      dlatego że nie szukałam .



    • nangaparbat3 Uniewaznienie 08.08.06, 13:28
      Tak na marginesie - "uniewaznienie"malzeństwa wydaje mi się czymś wyjatkowo
      obrzydliwym i zaklamanym. Tak jakby mozna bylo unieważnić ileś tam lat z kimś,
      dzieci może tez unieważnić? Ciekawe, czy przy okazji majatek tez uniewazniają,
      na przykład przekazujac go na schornosko dla bezdomnych matek.
      Nie mozna uniewaznic niczego, czego doswiadczylismy, jesli bolalo, to z czasem
      zblaknie, i to dobrze, ale to nie znaczy, że tego nie było.
      Vertigo, pomysł Twojej zony wydaje mi sie juz wyjatkowo wstretny, ale
      podejrzewam, ze nie jest to nic wyjatkowego.
      Przypomniala mi sie wypowiedź pewnej znanej aktorki, ze pan Bog jest dobry i
      wysłuchał jej prośb, bo ona juz nie musi zyc w grzechu - po smierci pierwszego
      meża mogla wziąć wreszcie slub koscielny z jego nastepcą.
      Żeby ten pierwszy maż byl nie wiem jak okropny, i tak od takich gadek niedobrze
      mi sie robi.
      Jestem szczęśliwa, ze miałam tylko ślub cywilny, że nie muszę udawać, że był
      nieważny, ze mogę powiedzieć, że ani przez chwilę nie żalowałam, że wyszłam za
      Exa, a szczęśliwych lat, jakie razem przeżylismy, nikt mi nie odbierze. Że
      nawet gdybym jeszcze kiedys wyszla za mąż, Ex nie bedzie dla mnie obcym
      czlowiekiem i zawsze bedzie mógł na mnie liczyć, tak jak moi przyjaciele.

      Ak, jesli po 13 latach i majac z facetem dwoje dzieci chciałabyś UNIEWAŻNIĆ
      małżeństwo, to -
      poniosło mnie, już lepiej zamilknę
      • brzoza75 Re: Uniewaznienie 08.08.06, 13:43
        Nangaparbat3 , Ak się zastanawia nawet nad rozwodem zwykłym a co dopiero
        koscielnym, unieważnienie małżeństwa dla każdego ma głębszy wymiar nie możesz
        nikogo potępiać za to i patrzeć przez pryzmat swoich uczuć do eksa i jego do
        Ciebie, nie każdy rozszedł się w przyjaźni bo nie każdy miał to szczęście,
        kurcze bądźmy na tym forum tolerancyjni dla siebie i własnych wyborów, kogo jak
        kogo ale chyba siebie nie powinniśmy nawzajem potepiać, bo czymże jest rozwód?
        dlaleko idąc można pomyśleć że i taki i taki można potepiać tak???
        • kruszynka301 Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:01
          Całkowicie zgadzam się z nangaparbat.
          To nie jest potępienie, tylko pytanie, jak można mówić o nieważności związku,
          który trwał przez kilka lub kilkanaście lat.

          Pomysł "rozwodu" kościelnego też mi przyszedł do głowy podczas cywilnego
          rozwodu, ale właśnie - to nie rozwód, tylko stwierdzenie, że tego małżenstwa
          wogóle nie było. Niemniej jednak też nad tym myślałam, nawet byłam u księdza,
          który powiedział mi, znając sytuację, że bez problemu dostane unieważnienie.

          Ale - nie potrafiłabym później swojej córeczce spojrzeć prosto w oczy. Bo co
          innego jest powiedzenie "skarbie, kochaliśmy się z Twoim tatą bardzo, bardzo
          chcieliśmy mieć Ciebie, niestety nam nie wyszło życie razem, teraz mamy swoje
          rodziny i bardzo Cię oboje kochamy", a co innego "wiesz skarbie, tak naprawdę
          to tego związku wogóle nie było, a Ty jesteś wypadkiem". Może napisałam trochę
          za ostro, ale tak czuję.
          • brzoza75 Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:07
            Kruszynko rozumiem wasze podejście i rozważania, natomiast uważam że każdy z
            nas jest inny i ma prawo do własnych sądów smile czy ostro czy łagodnie po prostu
            wymieniamy sie poglądami
          • vertigo5 Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:17
            własnie tak kruszynko !
            nie wiem co moja ex powie córce za kilka lat - "wyszłam za tatę, bo twoja
            babcia bardzo mnie tego namawiała, a tak naprawdę to wcale nie chciałam byc
            żoną taty i zostałam nią wbrew swojej woli" ? Tak w każdym razie próbuje to
            udowadniać teraz przed sądem kościelnym. Brrrrr....
            Ech...
            • phokara Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:25
              Rety... to sa po prostu jakies kpiny.
              • vertigo5 Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:26
                co jest kpiną pho ?
                • phokara Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:34
                  > co jest kpina˛ pho ?

                  No kpina jest to, co wyprawia Twoja Ex. To jest juz tak naprawde kpina ze wszystkiego - i z
                  kosciola, i z mamusi i z Ciebie. Ale przede wszystkim jest to kpina z niej samej. Ilez ona miala
                  lat kiedy tak WBREW WLASNEJ WOLI brala slub? I niby po co?
                  • kruszynka301 Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:46
                    a tak naprawdę, to kobiecie chodzi tylko i wyłącznie po to, żeby przejść się po
                    kościele w białej sukni....... Tylko ciekawe, czy to przyzna.
                    • phokara Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:53
                      W bialej sukni to se tez mozna latac noca po zamku w Czorsztynie i straszyc. Jak sie ma taki
                      kaprys...
                  • vertigo5 Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:57
                    no cóż, takie czasy, ale moze jak się ma 26 lat jak moja ex w momencie ślubu to
                    może jeszcze się nie jest świadomym w pełni na co się decyduje...
                    • sinsi Re: Uniewaznienie 08.08.06, 15:02
                      hmm.. chodzi pewno o "wyczyszczenie sobie kartoteki". większośc potencjalnych
                      partnerow w podobnym wieku jest wolnych i woli dziewczyne z ktorą moze wziąć
                      tradycyjny ślub. (co by mama powiedziała na rozwódke!)_ wink
                      • phokara Re: Uniewaznienie 08.08.06, 15:33

                        No wlasnie... wszystko przez te mamy! Moja na ten przyklad nic nie powiedziala na rozwodnika
                        i prosze jakie sa konsekwencje!!!! Kartoteke sobie tylko zanieczyscilam.
                        • sinsi Re: Uniewaznienie 08.08.06, 15:38
                          wink)) to dlatego, ze tradycyjnie, do slubu to kobieta ma byc cnotliwa a facet
                          niekoniecznie.
                          • phokara Re: Uniewaznienie 08.08.06, 15:43
                            No i kolejne pretensje do mamy (i taty), ze mnie nie uczynili chlopcem. Doprawdy, ja to mam
                            tych rodzicow EGOISTOW.
                            • sinsi Re: Uniewaznienie 08.08.06, 15:56
                              już nie przesadzaj! zawsze mogli kazać Ci iśc do klasztoru, gdyby tylko
                              wczesniej rozpoznali u Cię syndrom Matki Teresy... i co wtedy? zero
                              rozrywki,tylko modły i modły.
                              • phokara Re: Uniewaznienie 09.08.06, 09:50
                                > juz˙ nie przesadzaj! zawsze mogli kazac´ Ci is´c do klasztoru, gdyby tylko
                                > wczesniej rozpoznali u Cie˛ syndrom Matki Teresy... i co wtedy? zero
                                > rozrywki,tylko mod?y i mod?y.

                                No cos Ty... klasztor by padl.
            • brzoza75 Re: Uniewaznienie 08.08.06, 14:26
              zdziwię się jak jej się uda...
        • nangaparbat3 do Ak i Brzozy 08.08.06, 17:00
          Oczywiscie, rozpedziłam sie, pomieszały mi sie ta aktorka, ex Vertigo i Ak,
          jeszcze raz przepraszam.

          Natomiast - juz teoretycznie - uniewaznianie malzeństwa, zwlaszcza takiego, w
          ktorym sa dzieci (one zdaje sie wtedy zostaja uznane za dzieci nieslubne, co
          dawniej mialo powazne konsekwencje) uważam za straszna obłudę.
          • akacjax Re: 08.08.06, 22:22
            A ja niedawno słyszałam kościelną wypowiedź, że problemem nie jest unieważnienie, raczej potwierdzenie ważności ślubu, gdyż wydaje się, że większość ślubujących kościelnie niezbyt to rozumie.

            • nangaparbat3 Re: 08.08.06, 22:33
              akacjax napisała:

              > A ja niedawno słyszałam kościelną wypowiedź, że problemem nie jest
              unieważnieni
              > e, raczej potwierdzenie ważności ślubu, gdyż wydaje się, że większość
              ślubujący
              > ch kościelnie niezbyt to rozumie.
              >
              A to chyba bardzo sluszna uwaga. I skutki sytuacji, kiedy w religii idzie sie
              na ilość zamiast na jakość.
              • ak70 Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:04

                • ak70 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:14
                  No tak... z wrażenia za wczesnie kliknelam smile

                  Posłuchajcie.... (swoja droga nie przypyszczałam, ze tamat doczeka sie tylu
                  postów wink)
                  Wobec tej burzliwej dyskusji o czymś, co w zasadzie jest prywatna sprawą
                  każdego z nas (wiara i podejście do niej) chciałam Was zapytać, czy mnie - nie
                  całkiem normalnej (ale z pozoru załóżmy, że tak) osobie, która ma głęboko
                  wpojone kanony, o których pisał vertigo - pozostaje jedynie separacja i życie w
                  samotności do końca życia??!! Ponieważ kiedyś wyszłam za ciepłego, otwartego i
                  kochajacego faceta, który z biegiem lat stał się egoistycznym, uzależnionym od
                  porno soplem lodu?? Tak, vertigo?? Nan - cieszysz się, że brałaś tylko cywilny -
                  ale mój sposób postrzegania wiary kłóci się z tym!! Bo dla mnie - sorry -
                  żyłaś w grzechu przez te wszystkie lata (wiem, że teraz sie posypią gromy, ale
                  to jest właśnie czarno-białe widzenie wiary i wierność Chrystusowym kanonom). I
                  dla mnie jest nieważne w tym momencie JAK nazywa się rozwód kościelny (choć
                  akurat taka nazwa nie funkcjonuje), może to być unieważnienie (to tylko kwestia
                  NAZWY, a nie stanu faktycznego) - dla mnie jest ważna kwestia ROZWIĄZANIA TEGO
                  MAŁŻEŃSTWA PRZED BOGIEM!!
                  I dziewczyny: naprawdę nie chodzi mi o przejście sie jeszcze raz w białej
                  sukni - raczej o dalsze życie w zgodzie z samą sobą.

                  No proszę... wy (PHO smile) sobie żartujecie, a ja znowu na poważnie... eeech! smile)
                  • kruszynka301 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:31
                    Ak, problemem nie jest unieważnienie małżeństwa, tylko - podejście.
                    Ja myślałam nad unieważnieniem, mogłabym go dostać - ale - moje sumienie na to
                    nie pozwala......
                    Przecież nie chodzi o papierek, tylko o spokój sumienia, a to u mnie
                    przynajmniej byłoby nie do przeskoczenia.
                    Na pewno nie jestem tak wierząca jak Ty, ale nie potrafiłabym udawać, że mojego
                    małżeństwa nie było.....
                    Zresztą, zastanó się nad konsekwencjami - skoro nie było małżeństwa, to przez
                    tyle lat żyłaś w grzechu????? No właśnie.
                    • ak70 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:45
                      Kruszynko... ja myślę, że "unieważnienie" jest tylko NAZWĄ!! W prawie cywilnym
                      rozwiązanie małżeństwa nazywa się "rozwodem" a w kościelnym "unieważnieniem" -
                      i tyle.
                      Nie da sie udawać, że małżeństwa nie było (zwłaszcza jesli są jego owoce w
                      postaci dziecka lub dzieci) - zgadzam sie z tym. Jednak ludzie chcą (jeśli
                      muszą) życ dalej po rozstaniu z partnerem, chcą żyć w zgodzie ze sobą
                      czyli "rozwieść się" także przed Bogiem. I tylko Kościół, który nie uznaje
                      rozwodów nazwał to sobie "unieważnieniem", ale to TYLKO nazwa.
                      Przynajmniej ja tak to czuję.
                      • kruszynka301 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:55
                        właśnie nie - nie ma rozwodów koscielnych, jest tylko stwierdzenie, że tego
                        małżeństwa wogóle nie było!
                        I jeśli dla Ciebie jest wszystko czarno-białe, to nie ma miejsca na coś
                        takiego, co napisałaś: "I tylko Kościół, który nie uznaje
                        > rozwodów nazwał to sobie "unieważnieniem", ale to TYLKO nazwa."

                        Kościół stał i stoi i na straży nierozwiązywalności małżeństw.

                        Wiesz co, poszukam Tobie starego wątku, w którym wypowiadał się Tri, on ma
                        zupełnie inne spojrzenie niż ja, i stara się o unieważnienie, tylko - on
                        WIERZY, że jego małżeństwo było nieważne.
                  • sinsi Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:52
                    hmm... dla mnie UNIEWAZNIENIE kilkunastoletniego małżenstwa z którego są dzieci
                    to nieporozumienie. i dziwie sie ze urzednicy koscielni cos takiego wymyslili.
                    bo to czysta hipokryzja. albo niech sie zgodza na ROZWOD pod warunkiem istotnych
                    przeslanek ku temu, albo niech sie trzymaja doktryny ze malzenstwo jest
                    nierozerwalne(ale wtedy utracili by cala mase ludzi, ktorym malzenstwa nie
                    przetrwaly).
                    AK tez mi wpajano te kanony i staralam sie w nich zmiescic i zrozumiec dlaczego
                    tak ma byc, i przypuszczam ze Twoje sumienie potrzebuje potwierdzenia przez
                    kosciol trwania lub nie tego malzenstwa,
                    ale przypuszczam tez, ze dla Boga ważniejszy jest człowiek i milosc do niego
                    niż urząd koscielny zmuszajacy do życia w obłudzie by nie życ w "grzechu"..
                  • vertigo5 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:55
                    Ak, problem jest mocno złozony i skomplikowany, to fakt...
                    Powiem szczerze i otwarcie o czymś o czym nie zamierzałem pisać bo i po co, ale
                    na potrzeby tej dyskusji jednak złamię tę zasadę.
                    Przez długie lata żyłem cnotliwie jak mało kto. Zostałem wychowany bardzo
                    religijnie, byłem ministrantem, w czasie studiów działałem w różnych
                    katolickich stowarzyszeniach, chodziłem na pielgrzymki itp. Chodziłem parę razy
                    z różnymi dziewczynami; wszelakie myśli o seksie starałem sie w sobie tłumić
                    wierząc w tylko seks malżeński, czekając na tę jedną, jedyną... . Hmmm, a
                    chocby na studiach byłem uważany za trochę za dziwaka bo były dziewczęta którym
                    się podobałem a nigdy nie robiłem niczego, żeby je uwodzić, nie korzystałem z
                    łatwych znajomości na imprezach, wyjazdach integracyjnych itp.
                    Po studiach dopiero poznałem dziewczynę w której się zakochałem. Była dobra,
                    uśmiechnięta, wyciszona, elokwentna, serdeczna. Ideał dla mnie. Było
                    narzeczeństwo, ślub, dziecko... Normalna droga... Potem wszystko się - nagle, z
                    dnia na dzień - skończyło. Moje (jakże liczne, jakże momentami dramatyczne)
                    próby ratowania związku nic nie dały.

                    I teraz posłuchaj Ak - znajoma kilka miesięcy temu powiedziała mi, że to jest
                    straszny paradoks ta moja sytuacja. Bo ona prowadziła bardzo swobodny styl
                    zycia. Miewała licznych kochanków (przelotnych, stałych), 2 razy żyła po kilka
                    lat we względnie stałym ale oczywiście niesformalizowanym związku. Teraz (ma 32
                    lata) poznała faceta, uspokoiła się, w październiku biorą slub (w kościele, tak
                    tak!). I mówi do mnie mniej więcej tak : "jakie to dziwne - ja żyłam jak żyłam,
                    kochanków nie zliczę... Wyszalałam się, teraz zaczynam normalne zycie. W głowie
                    nie były mi wcześniej żadne śluby, dopiero teraz zapragnęłam mieć męża, dzieci,
                    rodzinę. I wygląda na to, że wsystko będzie ok. A ty taki święty byłeś,
                    niektóre panienki same ci do łóżka się pchały a ty je wyrzucałeś. Zakochałeś
                    się, to wziąłeś ślub. A teraz żona cię zostawiła, a ty do końca zycia
                    powinieneś żyć w czystości, bez seksu. W twoim przypadku kazdy seks będzie
                    grzechem, a ja będę się bzykać z prawowoitym kościelnie mężem, nawet będzie nam
                    to zaliczane na plus przez kościół że dbamy i w ten sposób o nasze więzi
                    małżeńskie".

                    Ale czy dlatego, żeby mi było łatwiej to kościół ma zrezygnować z tego co
                    głosi ? Albo kościół posiada prawdę i ja w to wierzę, albo nie. Nic i nikt nie
                    zmusza mnie do bycia w kościele, zawsze mogę odejśc tłumacząc to choćby tym, że
                    nie potrafię żyć sam, bez seksu i może jeszcze paroma innymi argumentami.
                    Inna sprawa, że dzisiaj patrzę już inaczej niz kiedyś - zyję bardziej
                    grzesznie, wielu przykazań, zasad nie przestrzegam. Ale to jest moja decyzja,
                    moje zycie. Świadomie to robię. Do kościoła mam szacunek - głosi co głosi, nie
                    patrząc czy to jest popularne czy nie. A ja mogę się do tego stosować, mogę
                    nie. Jestem wolny.

                    Może zbyt obcesowo to napisałem Ak, ale chyba mamy bardzo podobny problem. Moja
                    ex jest kims zupełnie innym niz osoba z którą się ożeniłem...
                    • ak70 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 09:34
                      Vertigo - najpierw wielkie dzięki za złamanie zasady smile - i powiem Ci, że u
                      mnie tez tak było. Mój mąż był moim pierwszym (dopiero po ślubie!!) i - jak
                      dotąd - jedynym facetem. Dla mnie ślub kościelny jest do końca życia, na dobre
                      i złe (tak jak pisałam w pierwszym poście w tym wątku), choć jakoś
                      paradoksalnie tego złego jest jakby więcej. Właśnie DLATEGO walczę!! Choć
                      spotykam się często na swoich wątkach z wypowiedziami, że to bez sensu, że
                      licze na cud - TAK! ja właśnie liczę na CUD! Byc może przyjdzie mi jednak
                      porzucić nadzieję... być może nie dam sobie rady sama ze sobą, aby przestać byc
                      Matką Teresą, aby zapomnieć o tym, że mąż wyznawał miłość innej kobiecie, że ja
                      całował i dotykał... ale walczę!! Z nim, ze sobą... i trzyma mnie jedno: wiem,
                      że Bóg jest po mojej stronie!! Że Jemu sie to podoba, że mnie wspiera (tak,
                      czuje to!), że widzi mój wysiłek, że podaje mi rękę, kiedy moja wiara sie
                      chwieje.
                      Byc może zabrzmiało to jak manifest, ale ja tak to czuję. I dla mnie wyjściem
                      jest separacja. Nie czytałam jeszcze co znalazła dla mnie kruszynka o podejściu
                      Tri, bo chciałam Ci Verti odpowiedziec "na gorąco", ale wiem, że na pewno nie
                      znajdę argumentów, aby uznać swoje małżeństwo za nieważne! Kochaliśmy się,
                      wzięlismy ślub świadomie, świadomie poczęliśmy - z przebojami - dwójke
                      fantastycznych dzieci. I choćbym chciała rozwód kościelny dla mnie jest
                      nieosiągalny.
                      Verti... jeszcze raz dzięki za szczerość, to wiele dla mnie znaczy, zwłaszcza,
                      że jesteś mężczyzną. I chcę Ci powiedzieć, że ja też nie jestem "święta", że
                      tez mam problem z całkowitym dopasowaniem się do kanonów wiary... jestem na to
                      za słaba. Bóg dał nam Wolną Wolę i prawo wyboru miedzy dobrem i złem... kazdy z
                      nas żyje wg swojego schematu, wyboru... i myślę, ze tak jest dobrze. I każdy z
                      nas kiedyś (Twoja znajoma też) - tak sądzę - odpowie za WŁASNE życie.
                      Pozdrawiam
                • ak70 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:16
                  Acha, przypomniało mi się jeszcze: ten ksiądz powioedział mi: nie zostawaj z
                  nim za wszelka cenę, ale teraz postaraj sie na tyle, abys mogła sobie
                  powiedzieć: zrobiłam WSZYSTKO co było możliwe!!
                  No właśnie... i staram sie to robić smile)
                  • ladyhawke12 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:51
                    Dyskusja w sumie o tym kto co uważa za prawe, i o tym jaka kto ma wiare i w
                    jakich kanonach żyje, jest dyskusją jałową. Każdy z nas ma prawo wierzyc w co
                    chce i nie chodzi mi tu tylko o religie katolicką, każdy powinien tak postepować
                    aby inni przez niego nie płakali, do dziś nie moge zrozumieć czemu morderca ma
                    prawo przustapic do komuni jak się wyspowiada i odbędzie pokutę a człowiek który
                    został sam nie ze swojej winy jest na zawsze skreślony, to nazywacie kanonami
                    wiary, a co to ma wspólnego z wiara i postępowaniem.Można być całe życie dobrym
                    człowiekiem, pomagać innym ale ma się rozwód to jest się skazanym na potępienie,
                    nie wolno Ci juz ułożyć sobie życia bo to grzech, a nie jest grzechem chodzenie
                    do kościoła przyjmowanie komuni, i jednocześnie być wrednym, bić, pić i
                    zdradzać, nikomu nic dobrego w życiu nie zrobić, ale taki człowiek nie jest
                    wykluczony z kościoła, to nie jest obłuda, taka ososbe się rozgrzesza i mówi
                    postaraj się synu czy córko, to jest ok. A te wiekszość babć zionacych
                    nienawiścia do innych ludzi, ale codziennie na mszy to ok. O czym my rozmawiamy,
                    o pozorach, czy o głebokim uczuciu do istoty wyższej, wiara nie ma nic wspólnego
                    z instytucja jaka jest kościól, nie niesie on ze soba ani przykładu ani nie
                    głosi wiary jest instytucj,a która zbiera na remont tego a tego, wyśmiewa z
                    ambony ludzi którzy mysla innaczej, spotkałam w swoim życiu jednego ksiedza w
                    bardzo cięzkim okresie mojego życia, i to są jego słowa, powiedział że on stara
                    się ten wizerunek koscioła zmienić, bo dla niego ważna jest wiara w moim sercu i
                    to że jestem taka jak jestem, że kiedyś jak mnie nie będzie tu to spotkam się
                    tam u naszego Ojca z tym kogo kochałam i kto był mi bliski, pomógł przetrwac
                    kryzys tak właśnie mysląc nie potępiają tego że jestem po rozwodzie, i nie chce
                    do końc swoich dni być sama, bo jak twierdzi człowieka nie po to stworzono aby
                    był sam.
                    • ladyhawke12 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:56
                      A i to on powiedział ze należałoby unieważnić małżeństwo, bo to moje było fikcja
                      od początku, wiedział że mam dzieci, bo u córki właśnie wtedy byłam na obozie,
                      dzieci nie są wtedy "bachorami", jak juz tu ktos pisał bardzo niewiele osób wie
                      co naprawde oznaczają słowa przysięgi małżeńskiej, i wiek nie ma tu nic wspólnego.
                      • ak70 Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 09:47
                        Lady... bardzo duzo prawdy i goryczy jest w tym co napisałaś... i zgadzam sie z
                        Tobą! Ale prawda jest taka, że każdy z nas odpowie kiedys za SWOJE życie, a nie
                        sąsiada. I masz dbać o SWOJE życie, a nie oglądac sie na innych. Wiem, że to
                        niesprawiedliwe i tez sie z tym nie zgadzam, że osoby po rozwodzie nie mogą
                        przyjmować Komunii (bo często właśnie one jej najbardziej potrzebują - taki
                        paradoks). Ale kościół popiera instytucje separacji - i to jest postęp. Kościół
                        przeprowadza coraz częściej unieważnienia małżeństwa (przecież jeszcze 20 lat
                        temu nawet nie było o tym mowy!!!) jeśli zachodzą ku temu przesłanki.
                        Poza tym nie zapominajcie o jedynym istotnym szczególe: Kościół to MY. Nie sami
                        księża, siostry zakonne czy biskupi... to MY, ludzie wierzący.
                        I księża tacy jak ten którego spotkałam ja czy ten z obozu u Lady są dla mnie
                        nadzieją na pozbycie się zakłamania i obłudy wśród osób pełniących służbę Bożą.
                        Popatrzcie i posłuchajcie jaki teraz mamy upadek autorytetów! Nauczyciel jest
                        nikim, ksiądz w konfesjonale jest nikim.I sądzę, że w końcu wydarzy się coś, co
                        sprawi, że zatrzymamy sie w tym wyścigu szczurów i zastanowimy nad tym dokąd
                        ten świat zmierza.
                        • ladyhawke12 do ak70 09.08.06, 10:16
                          Patrzę na swoje życie, nadal nie moge się pogodzic że mnie sie wykluczyło z
                          kościoła a zbrodniaża złodzieja nie, i nie chodzi o ich zycie tylko o moje, to
                          mnie zabrano cos co było dla mnie ważne, to mnie proboszcz wyprosił z kościoła
                          bo dla niego jestem poganinem, nie liczył sie z niczym, czasami nie ma sensu
                          stawac okoniem i walczyc o coś czego nie ma czyli małżeństwa, mam nie pozwolic
                          na rozwód i zyc w zakłamaniu bo i tak ex zył juz z inna i do mnie nigdy by nie
                          wrócił. Księza w konfesjonałach są nikim bo nie daja przykładu, jak można komus
                          mówić jak żyć jak samemu się robi źle, jak szanowac takiego człowieka jak mówi
                          co innego, robi co innego, ja zbiera datki po kolędzie od ludzi którzy nie maja
                          na chleb, a później słoszy się że kupił sobie nową kamerę, a staruszka nie ma na
                          chleb, autorytet jest wtedy kiedy sie na niego zapracuje swoja postawą a nie za
                          nic. Nauczyciele, a ile jest ich z powołania, którzy maja kulturę ososbista i
                          nie toleruja tego co się w okól nich dzieje, a nie odbebnią ileś tam godzin i do
                          domku, i na sprawdzenie klasówki czy sprawdzianyu czeka się miesiącami, a
                          póxniej sie dowiadujesz że przepadły bo gdzieś je zostawiła i zapomniała.
                          Niestey to dla większości jak i księzy i nauczycieli teraz moge dodać lekarzy to
                          tylko zawód, w przypadku księzy i lekarzy dodatku intratny, rozmowa dwóch
                          młodych ludzi:
                          - idę na księdza,
                          - po co?,
                          - a gdzie masz mieszkanie za darmo, widziałes ich pokoje jaki mają sprzęt
                          - no tak, masz rację, ale celibat
                          - co ty głupi jesteś , nasz ksiądz ma kochankę
                          To nazywacie autorytetami, a ludzie głodują dzieci żebraja.
                          Wiara jest tym co mam w sercu i jak postępuje, masz racje kiedyś beda nas
                          rozliczac tam na górze, mam nadzieje ze zasluze na to by byc tam z Nim swoim
                          zyciem a nie , a nie staniem bezmyslnym w kosciele na mszy i wysluchiwaniem
                          kazan typu ze blok taki a taki nie dal nic na odnowienie marmurowego
                          oltarza.Fakt przyjmowanie komuni dawalo sile, nie moge teraz tego miec, musze
                          czerpac sile z czegos innego, staram sie być dobra dla ludzi, wszystkich nawet
                          tych którzy mnie krzywdza bo nie widzą co robią.
                          • vertigo5 Do Ladyhawke 09.08.06, 10:55
                            Lady, nie obraź się ale piszesz głupoty niczym pismo "Fakty i mity".
                            Przede wszystkim - każde uogólnienie jest niesprawiedliwe i nieprawdziwe.
                            Zwroty typu "księża w konfesjonale są nikim", stwierdzenia, że wszyscy mają
                            kochanki i żyja jak królowie są wyrazem Twojej frustracji a nie żadnej prawdy.
                            Tak jak wśród innych grup tak i wśród kapłanów są i księża świetni są i
                            beznadziejni. Określanie wszystkich jako beznadziejnych jest tak samo sensowne
                            jak ja bym napisał z przekonaniem, że "wszystkie kobiety to kurwy".

                            A Ciebie nikt z koscioła nie wykluczał (na czym to zresztą miałoby
                            polegać ???). Żyjąc w związku niesakramentalnym sama pozbawiasz się tylko prawa
                            do komunii. Zawsze możesz zdecydowac się na białe małżeństwo - kosciól popiera
                            takie działania. Wtedy mogłabys korzystac normalnie z sakramentów. Ale skoro
                            piszesz, że wszyscy księża są beznadziejni to postaw kropke nad "i" i napisz
                            wprost, że kościól jest głupi, nie interesuj się nim i zyj tak jak Tobie się
                            podoba.
                            Pozdrawiam, wybacz ostry styl smile
                            • ladyhawke12 Re: Do Ladyhawke 09.08.06, 11:19
                              vertigo5 napisał:

                              > Lady, nie obraź się ale piszesz głupoty niczym pismo "Fakty i mity".
                              > Przede wszystkim - każde uogólnienie jest niesprawiedliwe i nieprawdziwe.
                              > Zwroty typu "księża w konfesjonale są nikim",

                              Tak napisala ak70, a ja napisalam jak to widza ludzie z boku
                              stwierdzenia, że wszyscy mają
                              > kochanki i żyja jak królowie są wyrazem

                              Nie tylko mojej niestey,bylam u nas na plebani, potrzebowalam zalatwic
                              papierek, i zobaczylam marmury na podlodze, wylozone drewnem wszystko, plazme
                              stojaca i kino domowe, przedemna byla staruszka miala chyba z 80 lat, wyszla i
                              sie rozplakala, mowi do mnie ja nie mam cos jes a oni marmury maja, tak
                              uogolnienia sa okropne w kazdym przypadku, ale w swoim wcale nie krotkim zyciu
                              widzialam jedna, slownie jedna skromna plebanie.

                              Twojej frustracji a nie żadnej prawdy.
                              > Tak jak wśród innych grup tak i wśród kapłanów są i księża świetni są i
                              > beznadziejni.

                              Toz to napisalam wczesniej ze sa i swietni, niestey ich nie widac , widac tych
                              zlych, propaguja sie np w telewizji, i nie uogolniajac ci co sie propaguja nie
                              wszyscy sa zli.

                              Określanie wszystkich jako beznadziejnych jest tak samo sensowne
                              > jak ja bym napisał z przekonaniem, że "wszystkie kobiety to kurwy".


                              Pisze co ludzie mysla co mowia, bez wzgledu czuy sie komus to podoba czy nie.
                              >
                              > A Ciebie nikt z koscioła nie wykluczał (na czym to zresztą miałoby
                              > polegać ???). Żyjąc w związku niesakramentalnym sama pozbawiasz się tylko prawa
                              >

                              Np na tym ze przy wszystkich z mszy wyprosil mnie proboszcz z kosciola, i nie
                              bylo tu mowy o tym ze zyje z kims w zwiazku ( nie wiem gdzie to przeczytales),
                              bo sam status rowiedzionej byl dla niego hanba.


                              > do komunii.
                              przystapic mozesz jak masz szanse sie wyspowiadac, ja probowalam w roznych
                              kosciolach dostawalam odpowiedz odmowna.


                              Zawsze możesz zdecydowac się na białe małżeństwo - kosciól popiera
                              > takie działania.

                              Jeden tak inny nie, nasza parafia tego nie popiera, nie jestem jedyna ososba w
                              sytuacji kiedy rozwod byl nie z mojej winy, kiedy bylam sama i odmowiono mi
                              samego wejscia do kosciola a co dopiero jakies popieranie bialych malzenstw,
                              jedna pania z naszego osiedla na ambonie napietnowal proboszcz bo wyszla
                              powtornie za maz, po rozwodzie i nic nie dalo ze przyszla do nie powiedziec ze
                              nie wspolzyja ze ta sie umowili, on ta cala rozmowe pozniej na kazaniu powtorzyl
                              kobieta plakal tydzien, wziela srodki usypiajace ledow ja odratowali.


                              Wtedy mogłabys korzystac normalnie z sakramentów.

                              Jeszcze raz pisze nie jest to takie proste.

                              Ale skoro
                              > piszesz, że wszyscy księża są beznadziejni to postaw kropke nad "i" i napisz
                              > wprost, że kościól jest głupi, nie interesuj się nim i zyj tak jak Tobie się
                              > podoba.

                              Nie wszyscy jakbys czytal dokladnie to bys wiedzial ze spotkalam na swojej
                              drodze takiego ktory moje rozterki i zwatpienia, potrafil przemyslec
                              porozmawiac, potrafil wskazac droge, bez gadania o jais bialych malzenstwach,
                              nie mowil ze zle jest ulozyc sobie z kims zycie i ze wreszcie powinnam to zrobic
                              bo czlowiek jest stworzony do tego by byc z kims, powiedzial ze jeszcze powinnam
                              miec dzieci bo jestem wspaniala matka (obalone biale malzenstwo, bo wystepuje
                              wspolzycie, jakos trzeba te dzieci poczac), wystapic o uniewaznienie malzenstwa
                              on jeden mnie wyspowiadal a wlasciwie to gadalismy prawie dwie godziny, to on
                              sprawil ze moglam zrobic najtrudniejsza rzecz w moim zyciu, dal sily zebym sie
                              nie zalamala. Wiem ze ludzie spotykaja na swojej drodze takich ludzie, aniolow,
                              niestety wiekszoc jest tych nie aniolow.

                              > Pozdrawiam, wybacz ostry styl smile

                              Ostry styl nie obarzilam sie, bo niby o co, ze nie bardzo rozumiesz co chcialam
                              napisac, bo niby jak masz rozumiec przecoiez mnie nie znasz, nie wiesz jakim
                              jestem czlowiekiem i jakie zycie prowadze.
                              • ak70 Re: Do Ladyhawke 09.08.06, 12:10
                                Lady... Vertigo... spokojnie!! Kurcze, jakbym wiedziała, że taką burzę wywołam
                                to bym se palce urąbała sad
                                Generalizowanie nie jest dobre, to fakt. I - jak dobrze napisał scriptus w
                                wątku, który wyszukała kruszynka - księża to też LUDZIE (to samo nauczyciele,
                                policjanci, lekasze, etc.). I jak ludzie mają swoje słabości... myślę, że jeśli
                                ktoś ma Powołanie (właśnie takie, przez duże P) do czegoś to wykonuje to z
                                zaangażowaniem... a jeśli pracuje w jakimś "zawodzie" (ksiądz to tez zawód!) bo
                                musi lub chce cos z tego mieć - no to sorry! ale nigdy nie będzie wkładał w ta
                                prace serca. I na tym to - moim zdaniem - polega.
                                • ladyhawke12 ak70 09.08.06, 12:39
                                  Nie martw sie taka burza też jest potrzebna, a wymiana poglądów nawet ostrzejsza
                                  tylko daje szanse nauczyc się czegoś nowego i poznac zdanie innych,to nic złego,
                                  nie obrzucamy sie błotem tylko przedstawiamy swoje racje, nie zawsze sa one
                                  akceptowane, ale na tym polega życie na stałym doskonaleniu siebie i jak się uda
                                  swojego otoczenia. Szkoda Twoich łapek przydadza sie jeszcze nie tylko do
                                  pisania postów ale też do przytulania, i paru innych przydatnych spraw z
                                  robieniem obiadu nie wyłaczając.
                                  Obysmy wszyscy zdrowi byli.
                                  • vertigo5 do ladyhawke 09.08.06, 12:45
                                    Noooo, i tu pełna zgoda między nami smile))))

                                    Pozdrawiam ladysmile)
                    • sinsi Re: Ekchem, ekhem... 09.08.06, 08:57
                      o, wlasnie to.
                      jestem za Bogiem, w Kosciele jest wiele wspanialych ksiezy ktorzy robia wiele
                      dobrego, ale jest tez ten Kościol przesiakniety hipokryzja i obludą, szczegolnie
                      chyba nasz katolicki..
                      • berek_76 Re: Ekchem, ekhem... 21.08.06, 14:13
                        w Kosciele jest wiele wspanialych ksiezy ktorzy robia wiele
                        > dobrego, ale jest tez ten Kościol przesiakniety hipokryzja i obludą, szczegolni
                        > e
                        > chyba nasz katolicki...

                        Ech, sinsi... A co wiesz o codzienności muzułmańskiej albo nawet, nie szukając
                        daleko, protestanckiej? Co wiesz o hipokryzji ludzi wyznających tamta wiarę i
                        grzechach ich duszpasterzy?

                        Znałam w swoim zyciu jednego kandydata na pastora. Widziałam go w międzyczasie
                        narąbanego jak sto pięćdziesiąt i zachowującego się skandalicznie, co nie
                        przeszkadzało mu następnego dnia wygłaszać kazania. I mnie się to wydało
                        niesmaczne, ale nie uznałam na tej podstawie wszystkich protestantów za
                        dwulicowych hipokrytów.

                        Mam na mysli, że każdy najlepiej zna realia swojej rzeczywistości, tak pozytywy,
                        jak i negatywy. A że to negatywy nas bolą, to im poświęcamy zwykle więcej uwagi.
                        To tak jak z przekonaniem, że "za granicą żyje się lepiej". A tam przeciez też
                        ludzie mają problemy, sa wśród nich szczęśliwi i nieszczęsliwi...

                        To może problem nie tyle w instytucjach, co w podejściu?

                        Ja tak naprawde dopiero teraz dojrzewam do prawdziwej, świadomej wiary. Widzę
                        głupoty popełniane przez kościół, widze nieuczciwych księzy i zakłamanych
                        katolików. I co? Ano nic. trzymam się od nich z daleka i robię swoje, do
                        kościoła chodząc tam, gdzie są wspaniali księża, i czerpiąc z wiary siłę, a Bogu
                        dziękując po stokroć za wszystko dobre, co mnie spotyka.

                        -----------------------
                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                  • kruszynka301 znalazłam stary wątek 09.08.06, 09:00
                    Ak, poczytaj sobie, Tri ma inne podejście:
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=41779288&v=2&s=0
                    • ak70 Re: znalazłam stary wątek 09.08.06, 12:13
                      Kruszynko - dzięki!! To naprawdę fajny i ważny dla mnie wątek.
                      • amws Re: znalazłam stary wątek 11.08.06, 10:15
                        ak70 jak Twoje/Wasze sprawy?
                        walcysz czy pomału sobie odpuszczasz?
                        pozdrawiam
                        ja dałam szanse, ale coraz gorzej to widze sad
                        czasami załuję, tej szansy, bo pewnie byłabym juz po rozwodzei, wtedy jak
                        przesłanki były większe, ale zarazem bez tej sznasy bym nie wiedziała tego, co
                        wiem...
                        oj trudne to bardzo...
                        wiesz, ja pracuje w takim miejscu, gdzei dużo "czarnych" jest, i znaja moja
                        sytuacje i nigdy nie spotkałam sie z jakas negatywna opinią.
                        pozdrawiam

                        A
                        • ak70 Re: znalazłam stary wątek 11.08.06, 13:00
                          amws - jak chcesz wiedziec co u mnie czytaj moje watki smile Jestem szczera az do
                          bolu i mysle, ze wiekszosc osob tutaj, ktorym chce sie ze mna pisac i mnie
                          czytac wie o mnie wiecej niz moj maz. Ale dzieki ich odpowiedziom czuje sie, ze
                          mam przyjaciol, ktorym na mnie zalezy i ktorzy - nawet kopniakiem - przywroca
                          mnie do pionu DLA MOJEGO DOBRA.
                          Co do dawania szansy... hmmm... dałaś szanse jemu? czy Wam? jeśli tego żałujesz
                          to może czas dac szanse SOBIE? Czy chodzicie na jakas terapie?
                          Ale wiesz co, żeby nie rozmywać tego wątku to napisz do mnie na gazetowego i
                          bądź cierpliwa w oczekiwaniu na odzew, bo dzisiaj o 15.30 kończe prace i mam
                          urlop do 27 sierpnia smile))
                          Trzymaj sie!!
                          • to.ja.kas Re: znalazłam stary wątek 15.08.06, 15:29
                            Ak lubie Cie, ale to forum jak kazde inne to miejsce gdzie spotykaja sie
                            znajome nicki. Czasem zdarzaja sie tu zalazki przyjazni ktore przenosza sie do
                            realnego zycia. Ale forum to nie miejsce zbiorki przyjaciol, ktorym zalezy na
                            prostowaniu czyjegos zycia.

                            Tri wrocilam po wakacjach i zaczynam dojrzewac do tego co Ty. Chyba czas na
                            mnie....Co te lato robi z ludzi.big_grin Ale moze mi minie jak bede nudzic sie w
                            pracy smile
                            • myszka190 Re: Unieważnienie 17.08.06, 21:24
                              Cześc , ja coraz częściej mysle o uniewarznienu mojego ślubu kościelnego i
                              czytajc tak wszystkie wypowiedzi z zadna nie moge sie zgodzic bo mam swoje
                              zdanie na ten temat. A więc , skoro po 3 latach slubu sie dowiedzialam , że mąż
                              ślubował mi po pijaku przed ołtarzem i że nogi mu sie trzęsły nie z chotroby a
                              z pijaństwa ,a zlany potem nie był ze stresu tylko dlatego że bylpo wpływem
                              tyogdniowego picia to co ja nie mam sie czuc oszukana skoro nie widzialam , że
                              mój mąą był po wpływem srodków odurzających przed ołtarze, ja sie czuje
                              odszukana przez niego i przez jego rodzicow , bo rano przed slubem zgarneli go
                              do domu zrobi.li muprysnic i zaprowadzili przed ołtarz apo co po to robili mógł
                              wtedy sie zapic i chlać do bólu to wogule by nie prsyszedł na własny slub i nie
                              byłoby 11letniego koszmaru. Ja przysiegałam prawdziwie ale do tego trzeba dwóch
                              a skoro jeden nawalił to to juz nie bylo prawdziwe i nalezy to uniewarznić
                              takie jest moje zdanie , zbieram siły żeby sie za to wziąść pozdrawiam


                              Człowiek za pomocą rozumu dociera do prawdy, poniewaz oswiecony przez woarę
                              odkrywa głęboki sens wszystkich rzeczy.
                              • tricolour Nie ma problemu z nieważnością... 17.08.06, 21:34
                                ... tylko musisz to UDOWODNIĆ. Kanon mówi, że "obowiązek udowodnienia spoczywa
                                na tym, który coś twierdzi".
                                Proste.

                                smile
                                • myszka190 Re: Nie ma problemu z nieważnością... 20.08.06, 17:44
                                  a jak to udowodnić nie wiem ale jak cos sie nie wie to poprostu poszukam
                                  poprosze i będe wlaczyć uczciwie o prawde jak sie nie uda to i tak ja wiem
                                  swoje , a sumienie mam jak miękka poduszka to dla mnie najwazniejsze, pa
                                  pozdrawiam

                                  Jeśli chcesz żyć dla siebie , trzeba abyś żył dla innych!
    • berek_76 Re: Nowe podejście u księży? 21.08.06, 14:04
      Ja tylko z doskoku, bo nie mam kompa sad

      W kwestii "unieważnienia" slubu kościelnego - kto to wymyślił? Cos takiego nie
      istnieje!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Sąd metropolitalny może zbadać natomiast, czy małzeństwo zostało zawarte w
      sposób ważny, a to zupełnie co innego! bada się wtedy stan z czasu, kiedy
      związek był zawierany, okoliczności późniejsze traktując jakio ew. wskazówki.

      Błagam, nie piszcie, o unieważnianiu kilkunastu lat małżeństwa. Ze strony osoby,
      która była w związku w dobrej wierze, małżeństwo było, i owszem. Ale jeśli sąd
      metropolitalny orzeknie, że małżeństwo było nieważne, tym samym oznajmia, że ta
      druga strona dopuściła się czegoś w rodzaju oszustwa, niejako pod fałszywym
      pozorem nakłaniając małżonka do przyżeczenia całego swojego życia. I to właśnie
      sąd uznaje za złe i niesprawiedliwe, i dlatego nieważność małżenstwa może orzec!

      Konkrety? kiedy na przykład w momencie ślubu jedna ze stron nie wiedziała o
      istotnych faktach w życiorysie drugiej - chorobie psychicznej, alkoholizmie itd.
      To dośc oczywiste. Mniej oczywiste - że jedna ze stron brała ślub nie
      rozumiejąc, czym on jest tak naprawdę. Myślę, że w dzisiejszych czasach
      większośc ludzi naprawdę traktuje słowa przysięgi małżenskiej jako nic nie
      znaczącą formułkę - a potem ci nieliczni, którzy podchodzą do niej poważnie,
      mają problem.

      Sęk w tym, oczywiście, że pewne kwestie trudno jest jasno sprecyzować. moga się
      z tego brać niejasności, uznaniowe decyzje sądu, a poza tym księża, jak i reszta
      ludzkości, bywają stronniczy, ograniczeni albo po prostu nieuczciwi.

      Ale, bądźmy szczerzy - tak źle i tak niedobrze. Kiedy podchodzono do slubu
      kościelnego jako do czegos absolutnie nieodwołalnego, krzywdzono tym samym
      osoby, które naprawdę zasługiwały na normalne życie. Kiedy zaczęto widzieć druga
      stronę medalu, skutkuje to przesadnym rozluźnieniem zasad.

      Ja ogólnie zgadzam się z Veritgo - Kościół nie jest po to, żeby sprawiać
      przyjemność wiernym. Kościół zbudowany jest na pewnych zasadach i dowcip polega
      na tym, żeby siebie w tych zasadach odnaleźć, uznać je za swoje. I wtedy nie ma
      problemu z "głupimi" zasadami. Dla mnie sprawa jest jasna - jeśli jakas
      instytucja jest idiotycznie skonstruowana, staram się jej unikac. Nikt nikogo
      nie zmusza do wyznawania akurat wiary katolickiej.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • myszka190 Re: Nowe podejście u księży? 21.08.06, 19:32
        no cóż w takiej sytuacji musze i chce sie brać do roboty, pozdrawiam wszystkich
        ucziwych!
        • kanonista Re: Nowe podejście u księży? 11.09.06, 16:26
          www.kanonista.com/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka