Tak odrywając sie od swojego życia i poddajac refleksji po jednodniowej
pielgrzymce... przezyłam na niej coś niesamowitego, czego wczesniej nie
doświadczyłam: spowiedź przez 5 kilometrów!!

I wiecie co? Zdziwiło mnie to co powiedział brat (bo to był zakonnik) podczas
spowiedzi (a raczej rozmowy): nie należy ratować związku ZA WSZELKĄ CENĘ!
Dla mnie było to szokujace stwierdzenie, bo wydawało mi sie do tej pory, że
ślub kościelny to juz na śmierć i życie (zgodnie z przysięgą), nie ma
odwrotu!! Fakt, że teraz bardzo "popularne" stały się rozwodu kościelne, ale
jak udowodnic nieważność małżeństwa lub niedopasowanie po 13 latach??!! To
śmieszne... więc jest instytucja separacji, która - jak sie okazało - Kościół
popiera

No tak... daje mi to nadzieję... ale to chyba tylko dla osób, które wiarę i
jej kanony traktuja poważnie (jak ja, choc święta nie jestem

)