Dodaj do ulubionych

Rozwód_a_dzieci

13.08.06, 00:58
Jestem tu nowy. Przeglądałem od pewnego czasu wątki tego forum i paru
pokrewnych , nie znalazłem niestety przypadków wystarczająco podobnych do
mojego, aby pozostać biernym czytelnikiem i nie zawracać innym głowy. W
zasadzie związek rozpadł mi się jakieś 3 lata temu, po 13 latach kompromisów (
a może moich ustępstw?) i ostrym, dwuletnim, konflikcie. Jesteśmy pod wspólnym
dachem bo nie wyobrażałem sobie życia bez dzieci. Zwłaszcza, ze jedno było ( i
jeszcze jest) małe - ma 6 lat, a starsze przeżywa okres trudów dojrzewania.
Nasze życie jest w tej chwili co najmniej specyficzne i myslę, że w tej formie
dłużej funkcjonowac się nie da. W każdym razie ja już nie daję rady chociaz do
mięczaków nie należę. Mamy 40+. Ale ciągle waham się przed podjeciem
radykalnego kroku zakończenia wspólnego bytowania, bo nie chcę dzieciakom
zgotować dramatu, który byłby konsekwencja mojej niedojrzałości sprzed lat,
która znalazła tak odległe skutki. Powiedzcie, jeśli wiecie lub przeżyliście
sami, jak dzieci odnajdują się w takich sytuacjach. Jeśli myślę o odejściu to
tylko takim, że zostawiam żonę i dzieci w warunkach nie gorszych niż dotąd, a
sam zaczynam od nowa. Starsze już samo nam kiedyś proponowało żebyśmy się
rozeszeli, ale teraz żona poskromiła juz emocje, a nawet stara się sprostać
stereotypom dobrej żony( wcale tego nie chcę i próbuję oponować z mizernym
skutkiem) i funkcjonujemy spokojnie,więc dzieciom jest teraz łatwiej, ale
myślę, że dystans jaki jest między nami dzieci widzą. Często mnie nie ma w
domu - co dzieciom zaciera obraz problemów między nami, ale i tak to chyba nie
jest dobre. Taki to dylemat z poczucia odpowiedzialności.

Pojęcia nie mam jak moga wyglądać reakcje i relacje dzieciaków na moją
wyprowadzkę. Napiszcie. Z góry dziękuję.
Obserwuj wątek
    • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 01:07
      Nie napisałem, że nie chcę zrywać kontaktów z dziećmi, ani budowac nowego domu w
      opozycji do własnej przeszłości. Chcę maksimum kontaktów jakie tylko technicznie
      da się zapewnić. Nie mam pojęcia jakie moga być reakcje żony. Chętnie Was
      wysłucham.
      • anula36 Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 01:11
        o tym jakie moga byc relakcje ozny to musisz porazmaweiac z nia. Usiasc i
        porozmawiac jak sobie wyobraza wasze osobne zycie.
        Poustalac najwazniejsze szczegoly. zdzsiecmy tez musisz porozmawiac (
        najlepiej z zona) zeby ich nie zaskoczyc naglym zniknieciem bez slowa
        wyjasnienia.
        • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 01:19
          Miło, że ktoś jeszcze o tej porze tu siedzi.
          Porozmawiac - oczywiście tak, tylko próbuję się właśnie do tej rozmowy
          przygotowąc. w naszym związku niestety było zawsze tak, że musiałem przenieść
          stres swój i jej. Jak się burzyłem proponowano mi rozwód jako alternatywę, co
          było emocjonalnym szantażem. Nie chcę odebrać dzieciom poczucia bezpieczeństwa
          i nie wiem jak to pogodzić.
          • anula36 Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 01:21
            nie msylaes o paru rozmowach z psychologiem , terapeuta?
            • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 01:36
              Myślałem, i chybaa się przełamię, choć po 1. nie bardzo wierzę w neutralne
              zaangażowanie sie takiego delikwenta - decyzja i tak będzie moja i nie chciałbym
              aby była sterowana przez specjalistę , a po 2. chciałbym najpierw zorientowac
              się jak to bywa u innych. Trudno pytać o takie sprawy w realu.
              • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:11
                markus_wak napisał:

                > Trudno pytać o takie sprawy w realu.
                Jeśli chcesz, przejdź na priv. Dzieci w moim sumieniu wprowadziły największy
                zamęt. Trochę przeżyłam, coś zpamiętam na wypadek trzeciego rozwodu.
            • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:08
              Gdyby nie wysoka fala emocji pewnie bym to zrobiła. Dziś już nie widzę pilnej
              potrzeby. Wychodzimy na prostą, ja i wszystkie moje dzieci. Kiedy na nie
              patrzę, nachodzi mnie myśl, że dla ich dobra dawno powinnam się rozwieźć, choć
              one temu konsekwentnie przeczą. Niech tak zostanie. Mam przeświadczenie, że
              dobrze wykorzystalam czas spędzony z exem.
          • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:04
            markus_wak napisał:

            > Nie chcę odebrać dzieciom poczucia bezpieczeństwa
            > i nie wiem jak to pogodzić.
            Odejdź. Chcesz bronić czegoś, co i tak już nie istnieje. Dzieci z rozbitych
            małżeństw często zdrowieją, będąc pod bezpośrednią opieką jednego z rodziców.
        • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:01
          anula36 napisała:

          > o tym jakie moga byc relakcje ozny to musisz porazmaweiac z nia. Usiasc i
          > porozmawiac jak sobie wyobraza wasze osobne zycie.
          > Poustalac najwazniejsze szczegoly.
          Zakładasz, że z każdym człowiekiem można się porozumieć. Zapewniam Cię, że są
          tacy, którzy nie szanują żadnych ustaleń, a zdanie zmieniają zależnie od
          kierunku wiatru.
          > zdzsiecmy tez musisz porozmawiac (
          > najlepiej z zona) zeby ich nie zaskoczyc naglym zniknieciem bez slowa
          > wyjasnienia.
          Bez żony, bo to może grozić wybuchem dzikiej awantury.
      • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 09:57
        markus_wak napisał:

        > Chcę maksimum kontaktów jakie tylko techniczni
        > e
        > da się zapewnić. Nie mam pojęcia jakie moga być reakcje żony. Chętnie Was
        > wysłucham.
        Licz się z tym, że obrzuci Cię g..m. Przepchnie na Ciebie odpowiedzialność za
        rozpad rodziny, sama pozostając skrzywdzonym aniołem. Zastanawialam się kiedyś,
        co robić w takiej sytuacji, dzisiaj wiem, że najlepiej nic - dzieci myślą
        krytycznie i patrzą. Kochają Was oboje. Wybiorą, co dla nich lepsze. Tobie
        pozostanie uszanować ich decyzje.
        Może sięgnąć po próby przekupstwa i szantażowanie, aby udowodnić światu, że
        jest dobra a Ty bee. Dziecko łatwo też wykorzystać jako lek na samotność i
        powiernika tajemnic ponad jego siły, słowem instrumentalnie. Nic na to nie
        poradzisz, gdyby tak się zdarzyło. Możesz tylko czekać i mieć nadzieję, że
        mały/a się wybroni przed wyniszczaniem psychicznym. Bywają kobiety, które
        ukochanym dzieciom fundują taki horror, bo IM tak pasuje.
      • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 12:50
        Każdy, kto czyta moje posty, widzi, że wylewam żółć. Jeszcze jedno, co mi się
        zdarzyło: exs za rozpad małżeństwa winą obarczył dziecko. Dorosły by nie
        wytrzymał... Wykorzystał nieświadomość i lojalność małego wobec matki. Tego się
        nie zapomina. Tego jednego nie umiem odpuścić... Może teraz będzie mi lżej.
        Przyjaźń? W przypadku mojego byłego związku to kpina i pusty śmiech.
        • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 14:07
          a.niech.to - przeczytałem posty Twoje i innych, i jestem mile rozczarowany, że
          w tak krótkim czasie otrzymałem tyle sensownych opinii o mojej sytuacji oraz , a
          nawet szczególnie pomogły mi te dwa opisy " z życia wzięte".
          Postanowiłem nie wyciagać, nawet na tym forum, okoliczności naszego kryzysu, nie
          mniej zapewniam Cię, że doskonale rozumiem Twoje emocje wynikające z mieszania
          dzieci do konfliktu dorosłych. Moim zdaniem jest to wynik niedojrzałości
          emocjonalnej Twojego ex i zwyczajnego braku odwagi cywilnej. A tego
          współmałżonek nie skompensuje. Nie ma takiej możliwości. Niestety, nie ma też
          jak obronić przed tym dziecka. Współczuję Ci braku kontaktu z ex. Sam mam takie
          marzenie, żeby po rozstaniu móc nadal z nimi nawet wspólnie pojechać gdzieś i
          dac im poczucie, że jeśli rodzice się nie całują, nie prowadza za rękę i nie
          śpią w jednym łóżku to nadal mogą czuć się wspólnie rodzicami swoich dzieci. A
          spędzenie wspólnie świąt - to byłoby coś. Nawet z nextami ( "next" - cóż za
          słowo) !!! Cholera, szykuje się zamach na normy obyczajowe w naszym tradycyjnym
          społeczeństwie.
          • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 13:13
            markus_wak napisał:

            > doskonale rozumiem Twoje emocje wynikające z mieszania
            > dzieci do konfliktu dorosłych. Moim zdaniem jest to wynik niedojrzałości
            > emocjonalnej Twojego ex i zwyczajnego braku odwagi cywilnej. A tego
            > współmałżonek nie skompensuje. Nie ma takiej możliwości. Niestety, nie ma też
            > jak obronić przed tym dziecka.
            Tego bym nie powiedziała. Uczę małego odmawiania uczestnictwa w rozmowach,
            które go ranią pod groźbą zawieszenia kontaktów z exem. Ex musiałby pęknąć
            wobec takiej alternatywy i zaprzestać czynienia z chłopca swojej podpory w
            trudnej sytuacji. Dorosły facet żeruje na uczuciach niedorostka i czyni z niego
            sposób na wypełnienie swojej samotności. Nie wiem, na ile uda mi się syna
            uzbroić. Jeśli będzie konsekwentny, ojciec odpuści, inaczej pozbędzie się syna,
            a przynajmniej tak bądzie mu się wydawało. Zaczną dogadywać się na innej,
            bezpiecznej plaszczyźnie, a o to mi wlaśnie chodzi, żeby się odnaleźli. Wtedy
            będzie dobrze. Chcę, żeby mały miał normalnego ojca, mimo że ten nie będzie
            moim mężem. Szkoda, że ex nie chce mi pomóc.
            Współczuję Ci braku kontaktu z ex.
            Doprawdy nie ma czego. Im mniej go widzę, tym czuję się lepiej.
            Sam mam takie
            > marzenie, żeby po rozstaniu móc nadal z nimi nawet wspólnie pojechać gdzieś i
            > dac im poczucie, że jeśli rodzice się nie całują, nie prowadza za rękę i nie
            > śpią w jednym łóżku to nadal mogą czuć się wspólnie rodzicami swoich dzieci.
            Jak na razie nie zniosłabym wyjazdu z exem. Właśnie taka perspektywa sprawiła,
            że ostatecznie ugruntowala się we mnie decyzja o rozstaniu.
            > A
            > spędzenie wspólnie świąt - to byłoby coś. Nawet z nextami ( "next" - cóż za
            > słowo) !!! Cholera, szykuje się zamach na normy obyczajowe w naszym
            tradycyjnym
            > społeczeństwie.
            Taka wizja mnie przeraża, a nawet przekonuje. Nie wiem, co na to powiedziałyby
            dzieci, a ich głos liczyłby się tutaj jako najważniejszy argument.
          • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 14:27
            Dodam na zasadzie gorzkiego żartu, że moim dzieciom na myśl o wspólnym
            wyjeździe z exem jeży się włos na głowie. Zresztą w tego tegoroczne wakacje
            udało mi się je wybronić przed niechcianą przyjemnością wakacji z tatusiem.
    • nangaparbat3 Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 01:35
      Dobry wieczor, spronuje odpowiedzieć.
      Kiedy po ośmiu latach malzenstwa mąż oswiadczył, ze chce odejść, nie martwilam
      sie o siebie, tylko o corkę (wtedy 6,5). Błagałam go, zeby został, żebysmy
      sprobowali byc razem, zwłaszcza ze corka miała iść do pierwszej klasy. Bardzo
      była przywiazana do ojca, zresztą - bardzo wszyscy troje sie kochalismy, i
      nagle to wszystko sie zawaliło.
      Zaczęlismy probować sklejać - prawie zadnych kłótni (niestety), ja usilowałam
      byc idealną żoną, on był zimny i nieprzystepny, zapanowalo między nami trudne
      do zniesienia napięcie. Po połtora roku od tamtej pierwszej rozmowy sama
      spytałam, czy wciąż chce sie wyprowadzić - powiedział, ze tak. Były wakacje,
      corka wyjechala z dziadkami, poprosilam, żeby wyprowadzil się zanim dziecko
      wroci, żeby nie musialo przygladać się wynoszeniu rzeczy.
      Potem razem pojechalismy po corkę (on wlasnie kupił - teraz już sobie - nowe
      auto). Bylismy w swietnym humorze, moja mama myyslala, że własnie sie
      pogodzilismy - wlaściwie należaloby to tak nazwać. Żąda łam, żebyśmy razem
      powiedzieli corce o tej decyzji, ale oczywiscie on sie nie odezwal, tyle ze byl
      obok, jeszcze w aucie, mowię (juz pod domem) "Tatuś teraz bedzie mieszkal z
      dziadkami", a ona na to z usmiechem: Spodziewalam sie tego.
      Potem mi powiedziała, ze najgorzej bylo, kiedy sie "kłóciliśmy" , że chciała
      nawet uciec z domu, a teraz jest lepiej. Po roku zapytałam nauczycielki, czy
      dziecko sie zmienilo, powiedziala ze nie, "no moze jest teraz odważniejsza".
      Ale:
      żadne z nas nie negowalo nigdy milości, szczęśliwych chwil przynajmniej na
      początku
      oboje wciąż powtarzalismy corce, ze to MY się rozstajemy, (a nie tata nas
      porzuca)
      staralismy sie nawzajem chronić, bronilismy tego drugiego przed atakami rodziny
      wciąż zapewnialismy ją o naszej milości do niej, a ja tez o tym, że tato ja
      kocha, ze zawsze może na niego liczyć
      rozstalismy się siedem lat temu, przez pierwsze 5 lat ojciec odwiedzal corke
      regularnie dwa razy w tygodniu i zabieral ja do siebie, ostatnio tylko w
      niedziele, bo nastolatka ma coraz mniej czasu dla rodziców. Kiedy była mlodsza,
      a tato nie mogł widziec sie z nia w umowiony dzień, zawsze był jakiś dodatkowy
      dzień "zamiast" - to było bardzo ważne
      mnie nie wolno bylo nawet najlagodniej skrytykować eksa (nawet, ze sie
      spoźnia) - szybko zorientowalam się, że wszelka taka krytyka rani ją okropnie -
      teraz ma 15 i sama patrzy krytycznie na nas oboje, ale szczęśliwie jest
      wyrozumiała
      ani przez chwile nie robilam tajemnicy z rozstania, ani z z rozwodu (po 4
      latach) - powiedziała mi kiedyś, że dzieci w szkole dziwia się, że rozmawia o
      tych sprawach otwarcie i swobodnie - ale ja robiłam wszystko, zeby sie nie
      wstydzila, zeby umiała tę sytuację zaakceptować
      po 4 latach eks zwiazał sie z inną kobietą, jestesmy niemal zaprzyjaźnione, oni
      mają coreczkę - więc moja jedynaczka ma siostrę, tak to traktuję i ciesze się z
      tego, więc i corka ma taki stosunek, ale tez i next ma w tym swoj wielki
      udział - zależy jej, zeby dziewczynki napreawde byly siostrami
      jesli chcesz rozstajac sie chronic dzieci, to musisz też, a może przede
      wszystkim, chronić zonę - jej uczucia, jej poczucie godności. Im lepiej ona to
      zniesie, im mniejsze bedzie miała poczucie krzywdy, tym latwiej zniosą dzieci,
      i dla Ciebie tez lepiej. Pamietaj, zeby nie przekreślać, nie unieważniać tego
      wszystkiego, co między Tobą a żoną bylo dobre - przekreslanie tego potwornie
      rani, a na pamieci dobrych wspolnych chwil mozna budować przyjaźń po rozwodzie.
      Ja sama ani przez chwile nie żalowalam, ze wyszlam kiedys za exa, ale nie
      żaluję też, że się rozstalismy. Gorąco Wam obojgu zyczę, zebyscie tak samo
      mogli powiedziec kiedyś o sobie, jesli się rozstaniecie.
      • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 01:47
        Bardzo dziękuję za ten post. Chciałbym żeby tak to wyszło. Jeszcze trochę boję
        się tej decyzji o rozmowie i wszystkiego co dalej, ale choć próbowałem, to nie
        wyobrażam sobie powrotu do wspólnego pozycia i pełnego małżeństwa. Bardzo Ci
        dziękuję, obawiałem się, że tak sie nie da.
        • phokara Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:06
          Opisze sytuacje 'z punktu widzenia dzieci', troche przewrotnie, bo rzecz sie
          tyczy mojego bardzo dobrego kumpla z liceum, ale takie spojrzenie z dystansu
          swietnie czasem robi (emocje nie dominuja nad caloscia).
          Jego rodzice rozwiedli sie, jak mial 14 lat, a siostra 12. Powodem rozwodu byla
          tzw 'chlodnia emocjonalna', z ktora najwiekszy problem mial ojciec. Nota bene
          dosc szybko znalazl sobie nowa partnerke ale to osobny temat. Wyprowadzil sie z
          domu.... do nowego mieszkania - 4 pietra wyzej. Zawsze sie smielismy z
          kolegami, ze jak sie idzie do D. to nigdy nie wiadomo, na ktorym pietrze
          wysiadac - czy jest u mamy czy u taty. A roznie bywalo, bo choc generalnie
          dzieciaki zostaly z mama, to byl okres paru lat, tzw. trud dojrzewania, gdy
          jego rodzice wspolnie zdecydowali, ze chlopak potrzebuje 'silnej reki' i
          wyladowal u ojca. Pamietam, ze ta sytuacja byla dosc dziwna dla osob
          postronnych, ale calkowicie naturalna dla tej (rozbitej) rodziny. Z perspektywy
          czasu i doswiadczen wydaje mi sie zreszta, ze byla to jedna z lepszych rodzin,
          jakie z jakimi w ogole mialam do czynienia, haha. Jak to kiedys sam D.
          powiedzial, rozwod starych wszystkim dobrze zrobil, bo sie wszyscy wyluzowali,
          a ojciec przestal byc wiecznie wkurzonym i znudzonym dziadem (to cytat). W
          ogole od momentu rozwodu jego relacje z ojcem staly sie pelniejsze, jakkolwiek
          dziwnie to brzmi. Chcac zrekompensowac synowi konsekwencje takiej decyzji,
          zaczal z nim wiecej i bardzo szczerze rozmawiac i to nie 'o dupie maryni' i o
          'szkole' tylko w ogole o wszystkim - zyciu, wyborach, podejmowaniu decyzji.
          I cos, co sie powtorzy w mechanizmie - juz pisala o tym Nangaparbat. Relacje
          pomiedzy tymi rodzicami byly naprawde ok. Zostala przyjazn, pomagali sobie w
          roznych sytuacjach, nigdy nie wciagneli dzieciakow w rozgrywki pomiedzy soba.
          Jak to kiedys cudnie ujal sam D. - jego starzy dopiero zaczeli sie lubic, jak
          sie rozwiedli, bo wczesniej byla kaszana i wszyscy sie meczyli. To tez daje do
          myslenia, bo obala tzw. mit 'trwania w malzenstwie dla dobra dzieci', ktorym
          tak naprawde wcale dobrze nie jest i widza wiecej, niz sie wszystkim wydaje. D.
          do dzisiaj powtarza, bedac juz doroslym facetem, ze najgorsze by bylo, jakby
          sie ktos dla niego poswiecil, bo on ma w dupie takie poswiecenie, kiedy musi
          zyc w otoczeniu wiecznie nieszczesliwych ludzi i udawac, ze wszystko jest ok. I
          ze tak naprawde odkryl, jakich ma fajnych starych, dopiero jak sie rozstali, bo
          wczesniej wydawalo mu sie, ze pochodzi z jakiejs strasznie smutnej rodziny i
          zapewne jest tym obciazony genetycznie. Pamietam, ze najwiekszy problem D.
          polegal wtedy na tym, ze rodzice przestali razem wyjezdzac i nie mogl korzystac
          z tzw. 'wolnej chaty', bo jak jedno z rodzicow gdzies jechalo, to dzieciaki
          zostawaly z tym drugim i to wydawalo mi sie koszmarnie niesprawiedliwe.
          Dzisiaj i matka i ojciec maja nowe zwiazki, ex i next'rodzina' jest
          gigantycznych rozmiarow, przy czym czesto wszyscy razem spedzaja swieta, a
          nawet jezdza na wakacje. Brzmi, jak fikcja literacka, ale to jest realna
          historia.
          Jeszcze cos, co moze bedzie pomocne. Rodzice rozwodzac sie, bardzo duzo czasu
          poswiecili dzieciakom, duzo z nimi rozmawiali i ZAWSZE trzymali jeden, wspolny
          front, nie obwiniajac siebie nawazajem za to co sie stalo. I zawsze mowili o
          sobie dobrze, nie szukajac winy po drugiej stronie tylko tlumaczac, ze czasem
          zycie uklada sie tak a nie inaczej i lepiej cos z tym zrobic, niz nie robic nic
          i udawac, ze jest ok.
          Jak tego dokonali, to nie wiem, ale podziwiam ich bardzo.
          I na zakonczenie, napisze cos waznego. I D. i jego siostra wyrosli na
          swietnych, emocjonalnie zdrowych ludzi. Duzo zdrowszych niz nasi koledzy z tzw.
          pelnych rodzin. Tylko czego 'pelnych' to nie do konca wiadomo.

          • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:21
            Znowu rozeszli się normalni. To przerasta moje wyobrażenie o rozowdnikach.
            • misbaskerwill Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 13:00
              a.niech.to napisała:
              > Znowu rozeszli się normalni. To przerasta moje wyobrażenie o rozowdnikach.

              Moje też. Jednocześnie strasznie mi wstyd, że mi się tak nie uda...
              Ale cóż - żeby rozwieść się "normalnie", obie strony powinny być normalne.
              Taka moja teoria, choć - wiem - usprawiedliwienie marne...
              • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 13:16
                misbaskerwill napisał:

                > Ale cóż - żeby rozwieść się "normalnie", obie strony powinny być normalne.
                > Taka moja teoria, choć - wiem - usprawiedliwienie marne...
                Zgadzam się. Gdyby nie wyczyny exa, oszczędziłabym kupę nerwów. Ja to ja - moje
                piwo do wypicia, ale przede wszystkim uderzyło w dzieci i resztę rodziny.
          • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 14:26
            Dziękuję za post. Opisy Twój i nangaparbat3 (ciekawe czy chodzi po górach ?)
            tchnęły we mnie sporo wiary w to, że moje oczekiwania wobec życia po małżeństwie
            nie są przejawiem chorobliwej naiwności. O ile ja odpowiadam za siebie i nie
            podejmuje działań, których konsekwencji nie chcę lub nie potrafię ponosić, to
            niestety nie zawsze oczekiwanie podobnej postawy od drugiego człowieka jest
            uwieńczone sukcesem. Ponieważ po raz kolejny musze przygotowac sie na każda
            ewentualność Wasze opinie bardzo mi pomogły.
            • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 13:20
              markus_wak napisał:

              > O ile ja odpowiadam za siebie i nie
              > podejmuje działań, których konsekwencji nie chcę lub nie potrafię ponosić, to
              > niestety nie zawsze oczekiwanie podobnej postawy od drugiego człowieka jest
              > uwieńczone sukcesem. Ponieważ po raz kolejny musze przygotowac sie na każda
              > ewentualność Wasze opinie bardzo mi pomogły.
              Nie popadaj przy tym w przesadę. Nie sięgnie po te środki, które mogłyby
              spowodować poparzenie łap. Brzydzi mnie takie podejście do drugiego człowieka,
              ale staram się zabezpieczyć na nieprzewidywalne manewry exa. Niewiele tego mam,
              ale wystarczająco, żeby rozwód poszedł gładko.
        • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:13
          markus_wak napisał:

          > nie
          > wyobrażam sobie powrotu do wspólnego pozycia i pełnego małżeństwa. Bardzo Ci
          > dziękuję, obawiałem się, że tak sie nie da.
          Może być nawet lepiej, a w pewnej perspektywie wszyscy mogą być zadowoleni.
      • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:20
        Jak to się dzieje, że rozwodzą się przyzwoici ludzie? Tak, wierzę, że między
        takimi może się uksztaltowć wartościowy związek po rozwodzie.
    • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 09:45
      Często się zastanawiałam, dlaczego na tym forum jest tak wiele o exach, nexach,
      a przede wszystkim o osobistych cierpieniach rozdartej duszy dojrzałego
      człowieka. Dobrze, że piszesz o dzieciach - to pierwsza miłość i pierwsza
      odpowiedzialność, przynajmniej do pewnego momentu, z którym metryka ma niewiele
      wspólnego. A tymczasem jest tak jakby smarkaczy w ogóle nie było. Uważam, że w
      rozwodowej szarpaninie to największy dylemat i najgłębsza bezradność. Nie
      sądzę, aby dały się tutaj zastosować jakieś sprawdzone schematy, każdy układ
      rodzinny jest przecież tak niepowtarzalny. Uważam, że rodzinę z rozwodem w
      perspektywie powinien prowadzić psycholog, nie pomijając żadnego z jej
      członków.
      • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:33
        a.niech.to napisała:

        > Uważam, że rodzinę z rozwodem w
        > perspektywie powinien prowadzić psycholog, nie pomijając żadnego z jej
        > członków.
        Tak się szczęśliwie zdarzyło, że nie byłam w rozwodowym piekiełku tak zupełnie
        sama. Mam kogoś w najbliższej rodzinie, kto w pewnym momencie chwycił mnie za
        kołnierz i trzepnął przez łeb (dość mocno). Zrobiło mi dobrze. Otrzeźwialam.

        • jarkoni Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 10:49
          Bardzo mądre posty...Tez mi dały do myślenia...Markus my akurat jesteśmy widzę
          podobni do siebie..Z tym, że ja już po rozwodzie, ale byłbym szczęsliwy gdybym
          mógł normalnie rozmawiać z byłą żoną, nawet wspólnie wyjść z dziećmi na
          spacer..Póki co odbieram dzieci pod domem i odstawiam pod dom, bez
          wchodzenia...A Markus mamy dzieci w podobnym wieku...Uważam, że przy orzeczeniu
          rozwodu powinno się w sądzie podpisywać deklarację "normalności" wśród
          rozwiedzionych, szczególnie jeśli chodzi o dzieci...
          • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 14:46
            No to nie jest Ci lekko. Sam nie wiem jak to będzie. Dlatego zdecydowałem sie
            napisać na forum (sypatyczkom himalajów i fok już dziękowałem). Dzięki temu wiem
            juz że może być normalnie i po ludzku, bo precedensy były. Teraz tylko pozostaje
            opracować taktyke osiągnięcia tego celu i nie siadać na d... załamanymi rękoma,
            bo to naprawde nie po męsku. Ale to dotyczy mnie. Jak mi sie nie uda, żona
            wybierze opcję konfliktu, to bede w sytuacji podobnej do Twojej. Dlatego biore
            pod uwage rozmowe z nią u terapeuty nie po to by naprawiac małżeństwo, ale by
            stworzyć warunki do normalnych, przyjacielskich relacji w stanie eksmałżeńskim.
            Myślę, że sporo zależy od przyczyn rozpadu małżeństwa czyli kto, co i w jakim
            stopniu zawalił.
            • nangaparbat3 o zawalaniu 13.08.06, 15:14
              Chodze po gorach, ale nie aż takich. Za to w dziecinstwie czytalam w
              kołko "Czlowiek zdobywa Himalaje".

              Ja chcialam się sprzeciwić części tego, co piszesz:
              >>>Myślę, że sporo zależy od przyczyn rozpadu małżeństwa czyli kto, co i w jakim
              stopniu zawalił.

              Myslę, że w kazdym malżeństwie oboje wiele rzeczy zawalają, a mimo częśc tych
              malżeństw nieźle się ma i nie rozpada. Jestem przekonana, że - tak samo zresztą
              jak przy rozwiązywaniu każdego innego problemu - trzeba zapomnieć o winie, a
              tylko szukać dobrych rozwiązań. Przyjąć, że jest jak jest, nie da się z sobą po
              ludzku żyć dalej, przyjąć, że oboje staraliscie się na miarę Waszych sił i
              możliwości, i WAM OBOJGU się nie udało.
              Bo jak zaczniecie o tym, kto co zawalił, to koniec - zacznie się spirala
              wzajemnych oskarżeń, ktora nie bedzie miala końca i porani Was jak diabli.
              A rozmawiałeś z żoną o rozwodzie? Ja by,m w razie czego proponowala metode
              zdartej płyty: nie udalo nam się i uważam, że wszyscy będziemy szczęśliwsi,
              jesli się rozstaniemy. Nie mam juz siły dalej probować.

              A jesli żona będzie występować z zarzutami, to po prostu odpowiedz: wiem, ze
              popelniałem błędy, chociaż starałem się jak mogłem. Przykro mi, że mi sie nie
              udało.
              I ani słowa o jej winach.
              Bo jak odpowiesz, że owszem, Ty coś tam, ale ona za to ... to już z tego łatwo
              nie wyjdziecie.
              • markus_wak Re: o zawalaniu 14.08.06, 00:01
                Podziwiam nangaparbat , bo wybranie nicka zawsze stwarzało mi problem. Góry są
                bardzo bardzo ok. W tak wysokich też nie byłem. A w dzieciństwie w kółko
                czytałem wszystko spod pióra Janusza Meissnera.

                Masz rację co do ryzyka spirali wzajemnych oskarżeń. Chodziło mi bardziej o ten
                podkład, które każde z nas w sobie ma, ze względu na świadomosć swojego udziału
                w niepowodzeniu, a nie o to aby obrzucać się wzajemnie. Ta samoswiadomosc wpływa
                na gotowość do dialogu lub jej brak.

                Próbowałem już delikatnie zarysować propozycję rozwiązania ale żona uważa że to
                wszystko co się stało to jej wina, że pracuje nad sobą etc. Ja nie jestem
                potworem i nie chce jej psychicznie niszczyć zbyt stanowczymi, czy ignorującymi
                jej starania działaniami, dlatego powaznie myślę o psychologu, który by nam
                pomógł jakoś się z tego wszystkiego wyplątać i nie zniszczyć tej dobrej części
                naszych relacji, która jest i ma szanse trwać nie tylko dla dzieci ale i dla
                nas. Bo świetnie nadajemy sie na kumpli, ale małżeństwo to nam nie wyszło.
                Zresztą nie wiem sam ile z tego co do mnie mówi i jak teraz się zachowuje
                obliczone jest na efekt, a ile to faktyczna reakcja. (pojawiła sie właśnie
                fantastyczna pozycja dr Alana Francisa pt."Wszystko co mężczyźni wiedzą o
                kobietach" - jako kobiecie - polecam obejrzeć bo czytac nie masz po co wink.
                Jeszcze raz dzięki za bardzo wyważone uwagi.
                • nangaparbat3 Re: o zawalaniu 14.08.06, 00:56
                  Wiesz, tego sie nie spodziewalam - że żona bierze wine na siebie i chce sie
                  zmienić. Jakos okropnie mi sie smutno zrobilo, bardzo mi żal Twojej żony. Ale
                  tez przypomnialo mi się, ze sama przeszłam przez taki etap - usilowalam
                  upodobnic sie do tego, co uwazałam za ideał zony wg męża - oczywiscie nic z
                  tego nie wyszlo, wymieklam po paru miesiacach, jestem bałaganiara i zawsze bedę
                  wolala czytac ksiązki niż pucować mieszkanie i piec ciasto z sodką, więc
                  musiałam spasować i przyznać mężowi, że to bez sensu.
                  A czy Twoja zona od dawna tak się stara?
                  • markus_wak Re: o zawalaniu 17.08.06, 02:05
                    Przepraszam. Nie doczytałem. troszkę mnie zaskoczyła frekwencja. I chyba nie
                    poznałem mechanizmu wyłapywania nowych komentarzy sad.

                    Trochę to już trwa. Zgadza się, to jest bez sensu. Bezsens takiego działania
                    polega na tym, że każde z nas ma jakąś swoją osobowość. Ja nie chce aby ona
                    zmieniała swoją bo to się nie może dla nikogo dobrze skończyć. Wyrzekanie się
                    swojej natury nie ma przyszłości. I zreszta nie o to chodzi. Bycie razem zawsze
                    jest związane z jakąś formą kompromisu i wzajemnej akceptacji partnerów wraz z
                    ułomnosciami, bo któż ich nie ma. Raz sprzątam ja, raz Ty zależy komu dzisiaj
                    bałagan bardziej przeszkadza, a ciasto tuczy - lepiej iść na babeczkę do
                    Bliklego. Ale trzeba pamiętać o zasadzie wzajemności. Czasem równowaga ulegnie
                    przejściowemu zachwianiu, ale można ją przywrócić ZGODNĄ dobrą wolą. My też
                    mielismy pare kryzysów w przeszłości z których sie podnosiliśmy. Ale tym razem
                    zniszczeniu uległo zaufanie. Nie chodzi o zdradę bo jej nie było. W zupełnie
                    inny sposób osiągnęliśmy stan w którym przestałem miec w imię czego starać się
                    ze swojej strony i rezygnować z moich planów i potrzeb. Zostały dzieci. I
                    bezwzględna potrzeba uwolnienia sie od emocjonalnej zalezności. Kiedy mi się to
                    udało ona zaczęła sie starać być tym kim nigdy nie była i wcale nie musiała być.
                    Jest mi przykro bo wolę ją taką jaką zawsze była - ambitną, z charakterem, a nie
                    chcę być juz tylko jej mężem, natomiast dalej chcę byc kochanym tatą. Ot i tyle.
                • a.niech.to Re: o zawalaniu 14.08.06, 13:27
                  markus_wak napisał:

                  > Próbowałem już delikatnie zarysować propozycję rozwiązania ale żona uważa że
                  to
                  > wszystko co się stało to jej wina, że pracuje nad sobą etc. Ja nie jestem
                  > potworem i nie chce jej psychicznie niszczyć zbyt stanowczymi, czy
                  ignorującymi
                  > jej starania działaniami, dlatego powaznie myślę o psychologu, który by nam
                  > pomógł jakoś się z tego wszystkiego wyplątać i nie zniszczyć tej dobrej części
                  > naszych relacji, która jest i ma szanse trwać nie tylko dla dzieci ale i dla
                  > nas.
                  Mój mąż wytarcza armaty i nabija je kulami absurdalnych zarzutów.Cokolwiek bym
                  nie powiedziała, obraca przeciwko mnie. Nie widzę szans na kolegowanie. Chłodne
                  spotkania znajomych byłyby szczytem możliwości.
          • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 14:59
            Jeszcze jedno - dobro dzieci, jak się już je ma, to absolutny priorytet, może
            warto żebyś spróbował, nawet kosztem własnej dumy, nawiązać kontakt z byłą.
            przykład nangaparbat i phokary świadczą otym , że warto sie spiąć. Ja właśnie
            zamierzam to zrobić.
            • jarkoni Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 18:26
              Markus uprzedzam..Nizależnie od tego czy kobiety mnie zagryzą czy
              nie...Uprzedzam Cię, że nawet jesteś uczciwy i bardzo chcesz zgodnie i
              spokojnie to kobieta może Cię zagryźć, oszukać, okłamać..Nawet się nie
              zorientujesz kiedy..Przepraszam "normalne" kobiety, ale takich ze świecą
              szukać..Uważaj bardzo Markus
              • misbaskerwill Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 18:59
                Ze swojego doświadczenia potwierdzam, co napisał Jarkoni.
                Nie zawsze wystarczy dobra wola jednej ze stron... a raczej nigdy, kiedy brak
                takowej u drugiej strony.
                Bardzo mądrze podchodzisz do tematu, wierzę, że poradzisz sobie w taki sposób w
                jaki planujesz. Ale musisz być przygotowany na wszystko...

                Si vis pacem - para bellum.

                Niestety - trochę późno przypomniałem sobie tę sentencję, ale Ty - czuj się
                uprzedzonysmile
                • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 00:05
                  sentencja na czasie. Jestem rzadkim gościem na forach, ale odnosze wrażenie, że
                  nieczęsto sa na nich obecne osoby korzystające z klasyki smile. czuję się uprzedzony.
              • buba77 Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 19:43
                Mnie też się udało "dobrze" rozstać. Przede wszystkim dobrze dla dzieci.
                Podpisuję się pod tym, co napisały Phokara i Nangaparbat. Mogę tylko dodać, ze
                sprawdziło się u nas rozwiązanie, aby jak najmniej zmienić sytuację dzieci i
                zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. Szczęśliwie było to mozliwe, bo
                mieszkaliśmy i mieszkamy w moim (odziedziczonym) domu. Pogorszyła sie sytuacja
                materialna, ale one to rozumieją. Było nam moze łatwiej niz to jest u Ciebie,
                bo moje dzieci miały już 14 i 17 lat i - jak to zwykle dzieci - wszystko
                wcześniej widziały (jak my ich często nie doceniamy!) i dziwiły sie od dawna,
                co my jeszcze razem robimy - to ich słowa. To nie znaczy, ze rozstania nie
                przeżyły, ale z czasem wszystko się poukładało. Nie mieliśmy także żadnych
                problemów z dzieleniem rzeczy itd. Wszystko się odbyło bardzo kulturalnie. Ex
                się wyprowadził jak my wyjechaliśmy na kilka dni.
                Powiedzieliśmy im o tej decyzji razem, że jest ona wspólna, spokojnie
                wytłumaczyliśmy jak teraz będzie wyglądalo nasze życie (dzieciaki muszą miec
                przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa). Niczego też nie ukrywaliśmy, np. że
                Ex ma nową kobietę. Ex kontaktuje się z chłopcami przynajmniej raz na tydzień,
                pozwalam mu nawet wpadać do nas niezapowiedzianie (tzn. on się nie pytał, ale
                ja nie protestuję). Zabiera ich na wakacje, często są u niego (jego Nexia jest
                na szczęście dobrze nastawiona). Nie jest także bez znaczenia, ze finansuje (w
                miarę systematycznie) ich potrzeby - uważam, ze to jego obowiązek, bo to ja im
                poświęcam wiecej czasu (to mój priorytet, zawsze uważałam, ze z dzieciakami
                trzeba po prostu być).
                Jeżeli jesteś pewien reakcji swojej żony, to faktycznie może być ona gwałtowna.
                Daj sobie czas, na początku nie naciskaj, daj jej przetrawić całą sytuację,
                jeżeli będzie zaskoczona. Jeśli jest rozsądna sama uzna to za dobre wyjście,
                choć moze nie od razu. Jestem także za tym, aby nie rozstrząsać czyja wina, kto
                co zrobił. Nie daj sie wciągnać w zadne rozpamiętywania, możesz np. powiedzieć,
                ze porozmawiacie o tym kiedyś poźniej, jak emocje opadną, a teraz trzeba myśleć
                o tym co jest i znaleźć najlepsze rozwiązanie na dziś. To jest wystarczająco
                trudne. Ewentualnie wysłuchaj spokojnie, co ona Ci powie, nawet w nerwach -
                może być poczatkowo w szoku (to tylko moje przypuszczenia, bo jeśli o tym nie
                rozmawiacie, to nawet jeśli sie tego spodziewa, to jednak jest szok). Dużo,
                naprawdę dużo zależy od Ciebie, bo to ona zostanie z codziennymi problemami
                dzieci, ty będziesz trochę jednak "z doskoku". Twoje wsparcie będzie jej bardzo
                potrzebne, dobrze, jeśli ją o nim zapewnisz.
                Powodzenia. Z Twoich dojrzałych postów wynika, że dasz radę.
                Pozdrawiam serdecznie,
                B
                • buba77 Re: Rozwód_a_dzieci 13.08.06, 20:01
                  Ponieważ zależy Ci na dzieciach, to jeszcze dodam, ze im warto zaufac, a one to
                  z pewnością docenią. Docenią Wasza szczerość i uczciwość w tej trudnej dla
                  wszystkich sytuacji (i to dla nich będzie niezapomniane doświadczenie i wzór,
                  jak się trzeba w takiej sytuacji zachować). Dzieciaki są elastyczne, mają dużą
                  umiejętność adaptacji - jeżeli rodzice przyjmą, ze sytuacja jest "normalna", to
                  dzieci też ją zaakceptują.
                  Nie wiem jak było u Was do tej pory, ale wazne jest, aby one też wypowiedziały
                  swoje zdanie, czego np. oczekują (później zwłaszcza trzeba być czujnym na ich
                  rakcje). Ale to jest Wasze życie (Twoje i żony) i Wasza decyzja i dzieci muszą
                  ją zaakceptować. Poświęcanie się dla nich tak naprawdę tylko je obciąża.
                  Lepiej, zeby się dowiedziały, ze ich rodzice walczą o swoje szczęście i
                  potrafią rozwiązywać problemy.
                  • akacjax a tak dokładniej? 13.08.06, 23:13
                    pisałeś:
                    >W
                    >zasadzie związek rozpadł mi się jakieś 3 lata temu, po 13 latach kompromisów (
                    >a może moich ustępstw?) i ostrym, dwuletnim, konflikcie. Jesteśmy pod wspólnym
                    >dachem bo nie wyobrażałem sobie życia bez dzieci.

                    czy to znaczy, że osobno gotujecie, osobno robicie zakupy, osobno spędzacie czas wolny, czy tylko osobno śpicie?

                    Tak bardzo dbasz o dobro dzieci(czy żona też?), bo ostry konflikt to dla mnie coś przeciwnego, jeżeli chodzi o wpływ na dzieci.

                    Odnoszę wrażenie, że napisałeś jakoś z jednego punktu widzenia ( mało obiektywnie)-skoro nie ma możliwości dogadania się z żoną w sprawie dzieci i rozwodu bez angażowania pomocy z zewnątrz.





                    • markus_wak Re: a tak dokładniej? 14.08.06, 00:25
                      1. nie twierdzę, że nie ma. Obawiam się że jest potrzebna - a to sa dwie różne
                      sprawy. NIe jest moim celem rostrząsanie problemów moich z sobą czy żoną. I tak
                      w paru miejscach trochę niekonsekwentnie się rozpisałem. Natomiast bardzo
                      zależało mi na tym aby usłyszeć czy i jak osiągnięto stan dobrych realcji
                      postmałżeńskich, w kontekście kontynuacji wspólnego wychowywania dzieci. I
                      usłyszałem, za co jestem wdzięczny.

                      Oczywiście że piszę z jednego punktu widzenia - mojego. Nikt inaczej nie
                      potrafi. Cudzy punkt widzenia to tylko domniemanie. Pozdrawiam.
                      • akacjax Re: a tak dokładniej?(i p. s. do scri 14.08.06, 08:10
                        Mediacja może pomóc, nawet może uzdrowić relacje i związek, zawsze w tym kontekście warto próbować.
                        Do tego fachowcy twierdzą, że dopóki małżeństwo dogaduje się gospodarczo, można uleczyć emocjonalne relacje.

                        Rozwód udzielany jest gdy nastąpił trwał i zupełny rozkład małżeństwa we wszystkich strefach: uczuciowej, fizycznej, gospoczarczej i o ile nie ucierpi dobro małoletnich dzieci.

                        Sam sobie odpowiedz, czy spełniasz warunki prawa?

                        Nie wiem dlaczego mam wrażenie, że usiłujesz nas przepytać na okoliczność teoretycznej sytuacji. Chcesz sprawdzić możliwe rozwiązania, gdy każdy przypadek jest inny i do tego tanga też trzeba dwojga.
                        Nie dziwiłoby mnie, gdyby pomysł z rozwodem był bardziej Twój, niż żony, a ona jakoś byłaby podobna do żony scriptusa. W ogóle taka relacja jakaś podobna.
                        Z ta różnicą, że scri nie uważa, że rozwód coś mu rozwiązuje, przeciwnie, gdyby zona była cieplejsza dla niego, on chętnie ogrzałby się w tym oniu.(przynajmniej tak było, gdy śledziałam jego posty)
                        P.S. Scri:
                        Mam nadzieję, że wybaczasz, że posłużyłam się Twoim przykładem(w sposób rozumiany przeze mniesmile
                        • scriptus Re: a tak dokładniej?(i p. s. do scri 14.08.06, 13:49
                          akacjax napisała:

                          > Mediacja może pomóc, nawet może uzdrowić relacje i związek, zawsze w tym
                          > kontekście warto próbować.
                          > Do tego fachowcy twierdzą, że dopóki małżeństwo dogaduje się gospodarczo,
                          > można uleczyć emocjonalne relacje.

                          Potrzebni mi ci fachowcy. Z gospodarką sobie radzę, z emocjami już wcale sad.
                          Gdybym wiedział, kto mi jeszcze może pomóc leczyć te relacje... sad Powoli już
                          niemal całkiem straciłem wiarę, że coś tu jeszcze można zrobić.

                          >
                          > Rozwód udzielany jest gdy nastąpił trwał i zupełny rozkład małżeństwa we
                          > wszystkich strefach: uczuciowej, fizycznej, gospoczarczej i o ile nie ucierpi
                          > dobro małoletnich dzieci.

                          A kiedy to dobro nie cierpi przy rozwodzie??

                          ..................

                          > P.S. Scri:
                          > Mam nadzieję, że wybaczasz, że posłużyłam się Twoim przykładem(w sposób
                          rozumiany przeze mniesmile

                          Nie ma sprawy, po to jest forum smile
                          • a.niech.to Re: a tak dokładniej?(i p. s. do scri 14.08.06, 14:19
                            scriptus napisał:

                            > A kiedy to dobro nie cierpi przy rozwodzie??
                            W przypadku mojego małżeństwa rozwód jest źródlem dobra. Potrzeba nam tylko
                            czasu, ale idziemy w słuszną stronę. Pod moim stwierdzeniem podpisałyby się bez
                            bicia wszystkie moje dzieci.
                            • scriptus Re: a tak dokładniej?(i p. s. do scri 14.08.06, 15:29
                              Pewnie masz rację, są takie rodziny, że jednego z rodziców należałoby wręcz
                              izolować dla dobra dzieci, ale patrząc przez pryzmat moich doświadczeń i
                              obserwacji znajomych rodzin widzę raczej, że rozwód rodziców to dramat dla
                              dzieci. Zdaję sobie sprawę, że tak nie jest w każdym przypadku, choć często o
                              tym zapominam.
                          • buba77 Re: Scri, 14.08.06, 15:14
                            moje dzieci nie cierpią z powodu naszego rozstania. pisałam to dokładniej tutaj
                            w jednym z postów. One naprawdę chcą żebyśmy MY byli szczęśliwi. Wtedy i one
                            będą, pomimo różnych niedogodności. A czym jest życie? Pełne problemow i
                            niedogodności. Nie uchronimy ich przed tym. Każdy walczy o siebie przede
                            wszystkim. Owszem, to co możemy im dac, to siłę i wzory jak pokonywać
                            pojawiające się przeszkody. Dzieci z nas czerpią wzorce do swojego przyszłego
                            życia. To niesprawiedliwe, ale one często mają poczucie winy, ze między
                            rodzicami się źle dzieje. Bo nic nie mogą zrobić. Ucza się bezradności - taki
                            mój wniosek. A w życiu bezradność nie bardzo się przydaje.
                            • scriptus Re: Scri, 14.08.06, 15:27
                              buba77 napisała:

                              > One naprawdę chcą żebyśmy MY byli szczęśliwi.

                              Dlatego nigdy nie pozwalam sobie okazać dziecku, że nie jestem szczęśliwy w
                              związku z mamą, a w stosownych momentach podkreślam, że coś robię, lub robimy,
                              żeby się mama ucieszyła, lub żeby była szczęśliwa, czyli razem np. kupujemy
                              kwiaty, czy jakiś prezent, jak dostanie dobrą ocenę, zrobi coś ładnego, zawsze
                              mu mówię, żeby się pochwalił mamie, to się ucieszy, itd.
                              Myślę, że nie ma w tym z mojej strony fałszu, bo naprawdę chcę, żeby się ucieszyła.
                              • buba77 Re: Scri, 14.08.06, 15:34
                                nie doceniasz dzieci. To małe radary, wszystko wyczują. Im młodsze tym
                                bardziej, bo starsze, to już czasami nauczyły się tzw. ogłady.
                                No i tak z mojego doświadczenia, to nie jest dobrze jak dzieci dostają
                                niejednoznaczne albo wręcz sprzeczne sygnały. A takie muszą być w Twojej
                                sytuacji, tak sobie myśle.
                                • scriptus Re: Scri, 14.08.06, 15:55
                                  Syn jest mężczyzną i to ja muszę być dla niego wzorcem, jak się zachowywać i jak
                                  rozwiązywać życiowe problemy. Chcę, żeby wiedział, że mogę być dla niego i dla
                                  całej rodziny oparciem i że nie zawiodę jego zaufania, że nie ma tak trudnej
                                  sytuacji, w której mężczyzna może się poddać. Pojęczeć i popłakać sobie można w
                                  samotności.
                                  To są oczywiście tylko teoretyczne założenia, nie jestem supermanem, na pewno
                                  nieraz zdarzają mi się jakieś obsuwy, ale generalnie, taka jest moja "polityka".
                                  • a.niech.to Re: Scri, 14.08.06, 16:32
                                    Chwalić Boga, moi synowie nie są podobni do ojca, już raczej do mnie.
                                    Wychowałam porządnych ludzi, co czasem mi wypominają. Ciągle uważam, że warto.
                                    To trudne, co proponujesz, ale masz rację. Sama idę tą drogą, tzn próbuję.
                                    Nerwiska mi się dają we znaki, ale generalnie nie jęczę.
                                  • buba77 Re: Scri, 14.08.06, 16:35
                                    mam nadzieję, że on też tak to odbiera. Gadacie o tym? Przecież pisałes o dość
                                    otwartych konfliktach między Tobą i żoną. Jak to dzieci odbierają? Jak to sobie
                                    tłumaczą? Często nawet nie podejrzewamy jak trzeźwo potrafią ocenic sytuację.
                                    Mój syn mi powiedział, że my nie sypialiśmy w jednym łóżku i tak nie powinno
                                    być??? wink, ze nie rozmawialiśmy ze sobą, ze czuło się napięcie między nami i
                                    oni nie wiedzieli co z tym zrobić. Ja wiem od dziecka, jak to było dla niego
                                    dotkliwe.
                                    • a.niech.to Re: Scri, 14.08.06, 17:17
                                      Moje dzieci wspominaly o wrażeniu pustego domu.
                              • nangaparbat3 Re: Scri, 14.08.06, 17:27
                                Scri, dzieci nie oszukasz co do emocji. Najwyzej im zrobisz wode z mozgu.
                            • a.niech.to Re: Scri, 14.08.06, 16:26
                              buba77 napisała:

                              > to co możemy im dac, to siłę i wzory jak pokonywać
                              > pojawiające się przeszkody. Dzieci z nas czerpią wzorce do swojego przyszłego
                              > życia. To niesprawiedliwe, ale one często mają poczucie winy, ze między
                              > rodzicami się źle dzieje. Bo nic nie mogą zrobić. Ucza się bezradności - taki
                              > mój wniosek. A w życiu bezradność nie bardzo się przydaje.
                              Usiłuję wykazać małemu, że ma prawo wyboru i proponuję asertywną obronę
                              własnego _ja_, w tym zdrowia. Podpowiadam, jak może to realizować, szanując
                              miłość, która wiąże go z ojcem. Boję się, że moje działania zdadzą się diabłu
                              na kapelusz. Wychowałam za dobre dziecko. Jeśli mały się wybroni to zyska wzór
                              jak można budować równoprawny związek z bardzo trudnym człowiekiem i
                              rozeznanie, od kogo należy odejść i szacunek do siebie - dużo.
                • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 00:13
                  Dzieki. Kolejny post po którym strach przed utrata kontroli nad sytuacją powoli
                  znika. Bardzo mnie cieszy że właśnie kobiety pokazują mi swój sposób widzenia
                  sytuacji. Bo jak bardzo bym sie nie starał, to mam świadomosc że nasza męska
                  zdolnosc przewidzenia reakcji kobiety jest dość mizerna. ( jest taka książeczka
                  , o której wspomniałem nangaparbat, którą właśnie zobaczyłem w księgarni
                  "Wszystko co mężczyźni wiedza o kobietach")
              • nangaparbat3 Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 00:57
                Och, Jarkoni, pierdoły wypisujesz, oczywiscie ze kobieta może, ale mężczyzna
                tez może, po prostu CZŁOWIEK może.
                • nangaparbat3 to powyzej do Jarkoniego 14.08.06, 01:01
                  w związku z:

                  >>>Markus uprzedzam..Nizależnie od tego czy kobiety mnie zagryzą czy
                  nie...Uprzedzam Cię, że nawet jesteś uczciwy i bardzo chcesz zgodnie i
                  spokojnie to kobieta może Cię zagryźć, oszukać, okłamać..Nawet się nie
                  zorientujesz kiedy..Przepraszam "normalne" kobiety, ale takich ze świecą
                  szukać..Uważaj bardzo Markus
              • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 13:31
                Jej, to samo robią faceci.
            • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 13:30
              Próbowałam bez poczucia upokorzenia czy niestosowności. Ex zabrał mi tylko czas
              i zmęczył psychicznie, poza tym nic się nie zmieniło. Owszem, potakiwał, a
              potem robił dokładnie, co przedtem.
    • maheda Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 09:15
      Odeszłam od męża definitywnie, kiedy nasze dziecko miało 5 lat.
      Chciałam odejść dwa lata wcześniej (nawet się wyprowadziłam), ale "dla dobra
      dziecka etc." zdecydowaliśmy się na danie sobie drugiej szansy.
      Druga szansa po dwóch latach skończyła się stwierdzeniem mojego dziecka na
      wyjeździe weekendowym za miasto (pojechałyśmy same, we dwie) "Mamo, wiesz,
      dobrze, że tatuś z nami nie pojechał"... sad
      Miesiąc później wyprowadziłam się z dzieckiem do swojej Mamy, rok później byłam
      już po rozwodzie.
      Dziecko zauważyło brak tatusia po kilku miesiącach, a zaczęło tęsknić za ojcem
      jeszcze trochę później, co odebrałam jako swój olbrzymi sukces, bo wcześnij
      ojciec budził prawie wyłącznie lęk.
      Obecnie (4 lata po wyprowadzce) wyjazd do ojca witany jest ze względną radością,
      pod warunkiem, że wyjazd jest na góra 3 dni (jeśli na dłużej, to codziennie
      wieczór jest telefon "mamo, tęsknię już... ile jeszcze tu będę?").
      Dodam, że z mojej strony dziecko nigdy nie usłyszało złego słowa o swoim
      rodzicielu, ze strony mojej rodziny też (bardzo kategorycznie tego wymagałam).
      Nawet przesadziłam, bo w pewnym momencie, jak dziecko dojeżdżając ze mną do
      "punktu przejęcia" przez tatę zaczynało płakać ("nie chcę jechać do taty"),
      mówiłam, że u taty będzie super, wspaniale i nie przesadzajmy.
      Teraz przestałam - kiedy dziecko mi mówi, że nie chce jechać, mówię "zaciśnij
      zęby, to tylko X dni, pomyśl o tym, gdzie będziesz za tydzień, to od razu zrobi
      Ci się lepiej". Widzę, że dziecko przestaje być rozpaprane psychicznie (mama
      mówi, że powinno być u taty super, ostatecznie to mój tata, więc jeśli nie jest
      super, to widać coś ze mną jest nie tak) i mocno staje na nogach.
      Niestety, wiem też, że ze strony Eksa i jego rodziny mówiono przy dziecku źle o
      mnie i o mojej rodzinie. Może dlatego Mała właśnie nie chce tam jeździć? Nie
      wiem. Wiem tylko, że nie dzieje się Jej tam krzywda. Dlatego jeszcze jeździ.
      Ale jak długo jeszcze - nie mam pojęcia.
      Już raz była taka sytuacja, że nie chciała jechać do Taty dłużej niż na 3 dni,
      pół roku temu, tylko czekać, aż pojawią się następne takie problemy.
      Ech, nie zawsze jest różowo... po prostu.
      • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 13:02
        Rozpad małżeństwa - pomijam co sąd o tym sądzi- i rozwód jako taki uważam za
        ekstremalnie trudne i stresujące doświadczenie. Żeby udało się zakończyć tak jak
        wcześniej opisano trzeba dużo pracy i dobrych chęci obu stron. Wiem, że nie
        wszystkim sie tak udaje.

        Co do mnie - czas na roznowę zbliża się wielkikmi krokami. Dzięki postom od Was
        mam jaśniejszy pogląd na to co jest osiągalne, a co raczej nie.

        Jak dotąd mam bardzo dobre relacje z dziećmi. Lubią spędzać ze mną czas,
        chociaż nie ma go za wiele. I zwykle urządzają mi dzikie awantury , że mam go
        dla nich tak mało co przyjmuję spokojnie, bo mają rację. Myślę że rozstanie może
        tu nawet troche poprawić sytuację.
      • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 13:43
        maheda napisała:

        > z mojej strony dziecko nigdy nie usłyszało złego słowa o swoim
        > rodzicielu, ze strony mojej rodziny też (bardzo kategorycznie tego wymagałam).
        > Nawet przesadziłam, bo w pewnym momencie, jak dziecko dojeżdżając ze mną do
        > "punktu przejęcia" przez tatę zaczynało płakać ("nie chcę jechać do taty"),
        > mówiłam, że u taty będzie super, wspaniale i nie przesadzajmy.
        Postępowałam tak samo, co dziecku nie wyszło na dobre. Dziś z perspektywu kilku
        lat mowi mi, że czuł się oklamywany i odrzucony przeze mnie, bo przecież ojciec
        był zly, a ja twierdzilam , że jest inaczej i stawałam po stronie ojca
        przeciwko niemu. W rzeczywistości trzymalam się środka i chcąć łagodzić
        konflikty każdemu wskazywałam jego winy. Już bym tego nie powtórzyła, mówiłabym
        brutalną prawdę.

        • maheda Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 14:34
          > Postępowałam tak samo, co dziecku nie wyszło na dobre.

          Ja już z tego wyrosłam - od kilku miesięcy mówię brutalnie, jak jest.
          Przykro mi, czas ochronny tatusia (bez sensu!) się skończył, a dziecka mi było żal.
          Bez sensu - chronić ojca kosztem malucha.
          • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 17:15
            maheda napisała:

            > Przykro mi, czas ochronny tatusia (bez sensu!) się skończył, a dziecka mi
            było
            > żal.
            > Bez sensu - chronić ojca kosztem malucha.
            Tak można postępować od pewnego wieku. Małemu łebkowi trudno komunikować: twój
            tatuś to łobuz. Chce być z niego dumny jak inne dzieci. Nawet teraz
            dorastającym dzieciom staram się pozostawić ocenę zachowania ojca. Jedno z nich
            zapytało mnie: czy wiesz, jakie to trudne żyć w rozdarciu _kocham i
            nienawidzę_? Tak się akurat składa, że rozumiem ten konflikt uczuć doskonale.
            Drugi zapytał: czy ojciec jest złym człowiekiem? W tej sytuacji odpowiedzialam:
            tak. W tym całym bałaganie nie chodzi o chronienie ojca, lecz uczuć dziecka.
            Cóż pozostaje? Prawda i intuicja, może jeszcze czas.
            • maheda Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 23:21
              > Tak można postępować od pewnego wieku. Małemu łebkowi trudno komunikować: twój
              > tatuś to łobuz.

              Owszem, ale widząc, że dziecko ma opory przed kontaktem z ojcem, można zawsze
              zapytać, o co chodzi. Ja swojej Małej niczego sama nie podawałam na tacy, po
              prostu w pewnym momencie przestałam negować jej wrażenia, odczucia i chęci.
              Pół roku temu mi powiedziała, że do taty chętnie pojedzie, ale na dwa-trzy dni,
              nie więcej (tata chciał ją wziąć na tydzień). I tak zrobiliśmy - pojechała na 3
              dni, a potem zabrałam ją do mojej Mamy (ferie zimowe).
              Jeśli zobaczę kiedykolwiek znowu ociąganie na jej buzi, to bez ogródek spytam,
              czy w ogóle chce jechać, i jeśli tak, to na jak długo. Nie ma to wiele wspólnego
              z opowiadaniem dziecku, jaki z tatusia łobuz i drań - tego zresztą nie zamierzam
              robić. Na pewno kiedyś padnie znowu dojrzalsze pytanie, czemu się rozstaliśmy
              (już się pojawiało, ale odpowiedzi udzielałam wymijająco-ogólnych "przestaliśmy
              się kochać", co zresztą też było złe, bo dzieciak zaczął się bać, że ją też
              przestanę/niemy kochać - na szczęście się już to wyprostowało).
              Kiedy ten sam temat pojawi się następnym razem, być może powiem Jej część
              prawdy, sama nie wiem...
              To wszystko jest bardzo, bardzo trudne sad

              > W tym całym bałaganie nie chodzi o chronienie ojca, lecz uczuć dziecka.
              > Cóż pozostaje? Prawda i intuicja, może jeszcze czas.

              Święte słowa... prawda, intuicja i czas.
              • a.niech.to Re: Rozwód_a_dzieci 15.08.06, 08:08
                maheda napisała:

                > widząc, że dziecko ma opory przed kontaktem z ojcem, można zawsze
                > zapytać, o co chodzi. Ja swojej Małej niczego sama nie podawałam na tacy, po
                > prostu w pewnym momencie przestałam negować jej wrażenia, odczucia i chęci.
                Przeszłam ten etap. Rozumiem, o co chodzi. Wskazałam możliwy sposób
                rozwiązania. Gdybym szła Twoją drogą, musiałabym zostawić małego na głębokiej
                wodzie z instrukcją, jak się ratować. Raz mi się to sprawdziło. W ostatniej
                chwili podałam małemu rękę. Parę dni temu powiedziałam: więcej nie umiem ci
                pomóc, teraz musisz sam sensownie ustawić stosunki z ojcem, w czym on ci nie
                pomoże. Zapewne masz rację. W mnogości słów rozmywa się ich sens. Tak wlaśnie
                probuję ustawić więzi rodzinne. Skora mi cierpnie ze strachu, lecz też nic
                lepszego nie wydumałam.
                > Na pewno kiedyś padnie znowu dojrzalsze pytanie, czemu się rozstaliśmy
                > (już się pojawiało, ale odpowiedzi udzielałam wymijająco-
                ogólnych "przestaliśmy
                > się kochać"[...]
                > Kiedy ten sam temat pojawi się następnym razem, być może powiem Jej część
                > prawdy, sama nie wiem...
                Mój mały zna prawdę, bo sam jej doświadczył w praktyce, kiedy mieszkaliśmy z
                ojcem.

                • maheda Re: Rozwód_a_dzieci 15.08.06, 09:04
                  > Skora mi cierpnie ze strachu, lecz też nic lepszego nie wydumałam.

                  No to oby nasze dzieci sobie poradziły.

                  > Mój mały zna prawdę, bo sam jej doświadczył w praktyce, kiedy mieszkaliśmy z
                  > ojcem.

                  Moja też znała - ale ma tendencje do zapominania. Co prawda wystarczy jeden
                  dzień z ojcem, żeby sobie przypomniała...

                  Dzieci (jak sama wyżej powiedziałaś) chcą mieć świetnego tatę. Jeśli jest
                  daleko, łatwiej go wybielić, przynajmniej do czasu konfrontacji z rzeczywistością.
    • agash4 Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 16:57
      witaj przeczytalam dotychczasowe wpisy z Twojego watku. Bardzo cenne przyklady.
      Mam kilka refleksji:
      1. w kwestii uczuc Twojej zony i rozmowy z nia: zauwaz ze pomimo
      niemal "nieistnienia waszego zwiazku", zona walczy o was. Nalezy zalozyc, ze
      rozmowa o rozstaniu bedzie dla niej szokiem i bedzie sie imac wszelkich metod,
      zeby do tego nie doszlo (podczas rozmowy). Jak juz emocje opadna, powinies jej
      zadeklarowac swoje wsparcie i pomoc i co najwazniejsze nigdy jej nie zawiesc.
      Pomagaj jej jak mozesz, powiedz ze nie chcesz oszukac ani zwiezc i ze teraz
      jestes tutaj i bedziesz dopoki razem nie zdecydujecie porozmawiac o tym z
      dziecmi. Po prostu przekonaj ja do swojej wizji i pomoz jej to zaakceptowac.
      Jesli nie bedzie tego przyjmowac, to uzyj ostrego argumentu, ze masz czyste
      zamiary i Tobie tez jest bardzo trudno i tez nie wiesz co bedzie, ale nie
      chcesz zostawiac ich z dnia na dzien i bez pomocy. ZADEKLARUJ TO BARDZO
      ZDECYDOWANIE. Ona na pewno tego potrzebowac bedzie przez najblizszych
      kilkanascie lat.
      2. Dzieci. Dla kilkulatkow to jest szok, jesli nie bylo awantur, strasznej
      atmosfery, moze byc trudno. Ale wszystko w waszych rekach. Wazne zeby rodzice
      nie ziali niechecia do siebie tylko sie wspierali, wowczas dziecku moga oboje
      pomagac oraz sama atmosfera podziala dobrze. Wszystko to bedzie mozliwe - gdy
      punkt pierwszy jest trafnie zdiagnozowany przeze mnie, a przez Ciebie zostanie
      wzorowo wypelniony.
      Opieram te sugestie na wlasnych oczekiwaniach wobec eksa, niestety nie moglam
      liczyc na niego.
      • markus_wak Re: Rozwód_a_dzieci 15.08.06, 00:15
        Witam, -jestem zaskoczony takim rozwojem dyskusji w ciągu parudziesięciu godzin.
        Nie jestem bywalcem na forach - zwykłem sam sobie radzić (dopóki sytuacja mnie
        nie przerosła) i tym bardziej moje zdziwienie ilościa bardzo rozsądnych
        wypowiedzi nie ma granic.

        Dzięki Waszym opowiesciom wiem znacznie więcej o tym co jest osiągalne. I
        przestałem sie kręcić w kółko.
        • buba77 Re: No wiesz, TO Forum chyba po prostu uzależnia:) 15.08.06, 09:49
          Ale trudno. Dla mnie też było i ciagle jest fascynujące ile tu mądrości i
          mnogości spojrzeń na życie można znaleźćsmile
    • agash4 Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 17:06
      jeszcze do dziewczyn, ktore "wybielaja" tatusiow, albo uwazaja ze dziecko musi,
      bo ma prawo widywac sie z ojcem. Otoz mam przyjaciolke, ktora w wieku
      dwudziestuparu lat przezyla taka wielka depresje z powodu swojego ojca, ze np
      pozbawila sie wlosow, targnela sie na zycie. Od rozwodu rodzicow, miala 6 lat,
      mieszkala z mama. Po kilku latach mama wyszla za wspanialego czlowieka,
      stworzyli rodzine. Z ojcem toksycznym widywala sie. Ciagle psychicznie za nim
      gonila, stale bardzo zle wypowiadano sie w domu ojca (dziadkowie + ojciec) o
      jej matce i jej rodzinie. Dziecko mialo silne "rozdojenie jazni", bo co innego
      widziala na co dzien. w sumie od kilku lat po "wyjsciu" z ciezkiej depresji,
      nie widuje sie w ogole z ojcem - on tez nigdy o to nie zabiegal juz.
      • maheda Re: Rozwód_a_dzieci 14.08.06, 23:22
        Dziękuję akurat za ten post.
        Utwierdza mnie w przekonaniu, że podjęłam słuszną decyzję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka