markus_wak
13.08.06, 00:58
Jestem tu nowy. Przeglądałem od pewnego czasu wątki tego forum i paru
pokrewnych , nie znalazłem niestety przypadków wystarczająco podobnych do
mojego, aby pozostać biernym czytelnikiem i nie zawracać innym głowy. W
zasadzie związek rozpadł mi się jakieś 3 lata temu, po 13 latach kompromisów (
a może moich ustępstw?) i ostrym, dwuletnim, konflikcie. Jesteśmy pod wspólnym
dachem bo nie wyobrażałem sobie życia bez dzieci. Zwłaszcza, ze jedno było ( i
jeszcze jest) małe - ma 6 lat, a starsze przeżywa okres trudów dojrzewania.
Nasze życie jest w tej chwili co najmniej specyficzne i myslę, że w tej formie
dłużej funkcjonowac się nie da. W każdym razie ja już nie daję rady chociaz do
mięczaków nie należę. Mamy 40+. Ale ciągle waham się przed podjeciem
radykalnego kroku zakończenia wspólnego bytowania, bo nie chcę dzieciakom
zgotować dramatu, który byłby konsekwencja mojej niedojrzałości sprzed lat,
która znalazła tak odległe skutki. Powiedzcie, jeśli wiecie lub przeżyliście
sami, jak dzieci odnajdują się w takich sytuacjach. Jeśli myślę o odejściu to
tylko takim, że zostawiam żonę i dzieci w warunkach nie gorszych niż dotąd, a
sam zaczynam od nowa. Starsze już samo nam kiedyś proponowało żebyśmy się
rozeszeli, ale teraz żona poskromiła juz emocje, a nawet stara się sprostać
stereotypom dobrej żony( wcale tego nie chcę i próbuję oponować z mizernym
skutkiem) i funkcjonujemy spokojnie,więc dzieciom jest teraz łatwiej, ale
myślę, że dystans jaki jest między nami dzieci widzą. Często mnie nie ma w
domu - co dzieciom zaciera obraz problemów między nami, ale i tak to chyba nie
jest dobre. Taki to dylemat z poczucia odpowiedzialności.
Pojęcia nie mam jak moga wyglądać reakcje i relacje dzieciaków na moją
wyprowadzkę. Napiszcie. Z góry dziękuję.