14.09.06, 01:42
Jeszcze zanim pojde spac to chcialabym wywaqlic z siebie bo juz rady nie daje
sad((( czy wy kobiety tez macie takie sytuacje,ze tatus nie interesuje sie
zbytnio dzieckiem albo wcale??? ja juz nie daje rady patrzac na cierpienie
dziecka jak bardzo potrzebuje ojca sad i nic ....nic jako matka nie moge zrobic sad
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: Dziecko 14.09.06, 01:47
      Odpowiem bardzo poważnie na mail...I smarkaj i się wygrzej
      • 374.4w Re: Dziecko 14.09.06, 09:17
        ja nie mogę patrzeć jak syn zabiega o zainteresowanie miłość ojca, niedawno
        stwierdził, że chciałby mieć normalnego ojca, który go przytuli, normalnie
        porozmawia.
        Kontakt mają, weekendy spędza z ojcem, starając się za wszelką cenę sprostać
        jego oczekiwaniomn, przypodobać.
        Mówię, że to trudna miłość.
        Dziś dziecko moje kończy 14 latwink).Tort zrobiony i będziemy go jeść we dwoje.
        • maheda Re: Dziecko 14.09.06, 09:26
          Wszystkiego najlepszego dla syna smile
          Wiele zdrowia życzę i powodzenia.
      • scriptus Re: Dziecko 14.09.06, 09:24
        Szczerze? nie bardzo zrozumiałem, co tu chciałeś wyrazić
      • pomidorowa5 Re: Dziecko 14.09.06, 16:50
        Czekam na maila
    • maheda Re: Dziecko 14.09.06, 09:25
      A ja właśnie zaczynam polkę ze swoim eksem, który uważa, że może obniżyć o
      połowę alimenty dziecku z pierwszego małżeństwa, żeby zapewnić lepszą przyszłość
      dziecku z drugiego małżeństwa (ubezpieczenie posagowe).
      Niestety, tatusiowie bardzo często widać nie interesują się dziećmi z pierwszego
      małżeństwa - z nimi też biorą rozwód.
      Nie oszukujmy swoich dzieci, że tatusiowie je kochają, gdy to nieprawda...
      Trzeba pokazać, że mają naszą miłość i że nigdy ich nie zawiedziemy. Niech mają
      dzieci gdzie nosa przygrzać, gdy życie zaboli.
      A im prędzej dziecko przejdzie do porządku dziennego nad brakiem miłości
      ojcowskiej, tym lepiej.
      Ja swoją córkę uczyłam, jak się "odgryzać" dokuczającym jej dzieciom, gdy
      przychodziła zapłakana do domu - pomogło.
      Dzieci muszą się nauczyć radzić z życiem takim, jakie ono jest, także w
      sytuacjach stresowych; nie ma co ich chronić i tworzyć im bańkę nierealnego
      świata, bo tym boleśniejsze będzie ich zetknięcie z rzeczywistością, gdy w końcu
      się z nią zderzą.
      A Ty się nie przejmuj, że dziecku brakuje ojca, tylko znajdź dziecku taką ilość
      zajęć, żeby nie miało czasu nad tym się zastanawiać.
      Trzymaj się, nam wszystkim też jest ciężko nieraz i trzeba się czasem wypłakać.
      Ściskam mocno.
    • brzoza75 Re: Dziecko 14.09.06, 09:32
      ja tak mam i czasem mam ochotę się rozpłakać i może by mi ulżyło ale nie
      umiem , nie po tym co przeszłam...
      nic nie możemy zrobić...
    • misbaskerwill Re: a co myślicie.. 14.09.06, 10:29
      o Pani, która wolała wywieźć na stałe dziecko do swoich rodziców kilkaset
      kilometrów od miejsca zamieszkania, byle dalej wygodnie sobie móc pracować w
      swoim mieście i ex (z tego samego miasta) miał utrudniony kontakt z dzieckiem...
      Co można poradzić takiemu ex-owi (który, o dziwo, ponoć chce widzieć dziecko) -
      czy ma się przenieść bliżej teściów?
      Czy ma płacić alimenty teściom czy matce?
      Czy matka też powinna płacić alimenty teściom (skoro tak samo jak ojciec, tylko
      dojeżdża do dziecka)?
      Proszę o jakieś rady w imieniu zdesperowanego misia, czyli własnym...

      P.S. Pani oczywiście próbuje ukryć fakt, że na stałe zostawiła dziecko z
      dziadkami, ale chyba jej to nie wyjdzie...
      • maheda ZOSTAWIŁA DZIECKO ??? 14.09.06, 10:32
        Nie nazwę tego nijak...
        A mogła znaleźć pracę w mieście teściów?
        • misbaskerwill Re: ZOSTAWIŁA DZIECKO ??? 14.09.06, 10:40
          no po pierwsze ona robi karierę naukową i jest cholernie ambitna,
          po drugie - teściowe są na wsi, a miasto obok daje dość kiepskie perspektywy...
          Co prawda jest baaardzo duże miasto niedaleko (jedzie się niecałą godzinę
          osobowym), no ale by tam znaleźć pracę trzeba się trochę postarać.
          • kruszynka301 Re: ZOSTAWIŁA DZIECKO ??? 14.09.06, 11:32
            Misiu - podstawowe pytanie: czy Ty masz czas i siły, aby zając się na stałe
            dzieckiem? Bo jeśli tak - to walcz, jeśli nie - to dziecku najlepiej będzie z
            dziadkami na wsi, którzy mają dla niego czas. A przecież weekendy może spędzać
            z Tobą.

            Łatwo jest kogoś oceniać, ale ja sama sporo pracuję, i gdyby nie rodzice i
            opiekunka, też nie wiem, co bym zrobiła z maleńkim dzieckiem. Tyle tylko, że
            wszyscy (łącznie z eksem) mieskamy na tej samej ulicy.
            • misbaskerwill Re: ZOSTAWIŁA DZIECKO ??? 14.09.06, 11:40
              > Misiu - podstawowe pytanie: czy Ty masz czas i siły, aby zając się na stałe
              > dzieckiem? Bo jeśli tak - to walcz, jeśli nie - to dziecku najlepiej będzie z
              > dziadkami na wsi, którzy mają dla niego czas. A przecież weekendy może spędzać
              > z Tobą.
              Dziękuje za rozsądny głossmile Na pewno dziecku z dziadkami nie jest źle.
              Ale czy to nie dziwne, że oboje rodzice pracują w tym samym mieście, a są tylko
              "rodzicami weekendowymi", bo dziecko jest gdzie indziej.
              No wybacz - matki pracują w Biedronkach, nie dostają wysokich alimentów,
              zarabiają znacznie mniej, ale... dzieci się nie pozbywająsmile
              Ja też pracuję, ale tak samo mam rodziców, którzy mogą pomóc - w tym samym
              mieście, co ja i ex, ba, nawet z dobrym połączeniemsmile

              > Łatwo jest kogoś oceniać, ale ja sama sporo pracuję, i gdyby nie rodzice i
              > opiekunka, też nie wiem, co bym zrobiła z maleńkim dzieckiem. Tyle tylko, że
              > wszyscy (łącznie z eksem) mieskamy na tej samej ulicy.
              Oczywiście, że w grę wchodziłyby przedszkole i opiekunka, ale...
              jak matka się zaprze, że "nie odda bo to jej", to nic nie poradzisz.
              Stąd może faktycznie zacząć dziękować dziadkom. Szkoda tylko, że zabronili mi do
              nich dzwonić (tzn. ws. dziecka "mogę" tylko do żony na komórkę, bo oni sobie
              "nie życzą"). Ale nie będę dłużej udawać, że matka jest z dzieckiem i oleję ten
              zakaz. To w końcu oni powinni się wstydzić, że kłamią i utrudniają kontakt z
              dzieckiem.
              • scriptus Re: ZOSTAWIŁA DZIECKO ??? 14.09.06, 11:46
                Misiu, jeżeli ona zostawiła dziecko, zabieraj je do siebie, bez skrupułów
                posłuż się sądami, czy czym trzeba. To jest TWOJE dziecko. Tylko Wy dwoje macie
                prawo o nim decydować, a nie teściowie. Nie rób krzywdy dziecku i sobie, walcz
                o nie. "Odbieranie" dziecka matce może budzić jakieś wątpliwości o charakterze
                etycznym, "odbieranie" dziecka teściom, żadnych.
      • ladyhawke12 Re: a co myślicie.. 14.09.06, 10:36
        Misiaczku, naprawde trudno coś radzic, jestes wspaniałym facetem i masz prawo
        widywac dziecko zwłaszcza teraz kiedy ono jest malutkie i potrzebuje rodziców.
        Nie rozumie tego co u Ciebie się dzieje, moze uda sie Tobie uzyskac opieke na
        dzieckiem.
      • crazysoma Re: a co myślicie.. 14.09.06, 10:40
        Mam 3 minuty (Mloda zajela sie szczeka i probuje wydlubac zeby "Sticzowi" a
        potem lecimy na spacer). Misiek jesli wiesz, ze dziecko jest tam a ona tu, jedz
        do tesciow i porozmawiaj. Nie masz ograniczonych praw i masz do dziecka takie
        samo prawo jak matka - dziecko powinno byc z matka i ojcem a jak sie bardzo nie
        da to dopiero z dziadkami. Masz prawo zabrac dziecko do siebie nie tlumaczac
        sie zbytnio z tego kroku dziadkom. Czyz nie jest tak? A w ogole to po co Ty sie
        przed szereg pchasz, potem maz zal ze to smo i owo. Placisz alimenty - a sprawy
        nie bylo, pozwalasz sie odsunac od dziecka a nikt Ci praw nie ograniczyl.
        Dziecko Ci zona wywiozla - no fajnie. Misiek, cholera jasna...
        • 374.4w Re: a co myślicie.. 14.09.06, 11:24
          To może Ty powinieneś miec opiekę nad dzieckim. Matka zostawiła u dziadków
          znaczy sobie nie radzi. Ciebie pewnie też nie prosiła żebyś zajął się małym,
          gdy ona zajęta.
          Mis zacznij coś robić!!!
          (wiem, ze to niełatwe, ale trzeba)
          • misbaskerwill Re: a co myślicie.. 14.09.06, 11:33
            > To może Ty powinieneś miec opiekę nad dzieckim. Matka zostawiła u dziadków
            > znaczy sobie nie radzi. Ciebie pewnie też nie prosiła żebyś zajął się małym,
            > gdy ona zajęta.
            Nie tylko "nie poinformowała". Ona udaje, że jest tam z dzieckiem - jak dzwonię,
            wyłącza telefon, teściowie nie odbierają...

            > Mis zacznij coś robić!!!
            > (wiem, ze to niełatwe, ale trzeba)
            No właśnie - 1 rozprawa za 6 dni a dylemat coraz większy - czy odpuścić na
            chwilę by się rozwieść (ma to swoje zalety - sąd wyznaczy przynajmniej terminy
            widzeń z dzieckiem), czy jednak podkreślić fakt, że faktycznie to nie matka
            wychowuje dziecko w tej chwili i prawdopodobnie - nie zamierza.
            Tyle, że Pani jest zawzięta, a miś ma słabe serce - ale, jak to mówią - co nas
            nie zabije, to nas wzmocni. Zobaczymy, jak to się sprawdzi w tym przypadku.
            • ladyhawke12 Re: a co myślicie.. 14.09.06, 11:38
              Mis trzymam kciuki, masz prawo do widywania sie z dzieckiem do opieki nad nim ,
              jesli teraz odpuscisz to dziecko i ty stracicie bardzo duzo, teraz ksztaltuja
              sie kontakty z dzieckiem, w tym wieku jest to ogromnie wazny aspekt prawidlowego
              rozwoju dziecka.
            • pudeleczko_75 Re: a co myślicie.. 14.09.06, 11:39
              czy jednak podkreślić fakt, że faktycznie to nie matka
              > wychowuje dziecko w tej chwili i prawdopodobnie - nie zamierza.

              Misiu obawiam sie, że zarówno Twoja eks jak i teściowie - jezli powoła albo uz
              powołała ich na świadków, wyprą się tego całkowieice opowiadając, ze dziecko
              jest na wakacjach, odpoczywa, albo co gorsza przeprowadzą je na chwilę, żeby
              mieć dowody ze Ty zmyślasz.
              nie myśl tez o przeprowadzce bliżej teściów, bo zawsze możesz pojechać a po
              drugie i tak i tak mogą Cię do dziecka nie dopuścić..... najważniejsze, zebyś
              miał ustalone widzenia.
              • ladyhawke12 Re: a co myślicie.. 14.09.06, 11:43
                a na swiadkow mozna podac pracodawcow pani, przeciez podpisuje liste obecnosci
                i musi byc codziennie w pracy, nie ma mozliwosci aby te ponad trzysta kilometrow
                przebywala codziennie.
            • 374.4w Re: a co myślicie.. 14.09.06, 11:44
              nie rozumiem o co Ci chodzi z odpuszczaniem na rozprawiecrying
              powiedzenia, że "co nas nie zabije.." nie cierpię, gdyż wcale nie czuję się
              wzmocniona faktem rozwodu, żyję dalej i tyle.
              Tak naprawdę strasznie trudno komuś radzić, każdy i tak sam podejmuje decyzje.
              Postaraj się nie pasować w walce o syna, jest bardzo mały, sam jeszcze sie nie
              upomni o Tatę.
              Zamień się na chwilę w walecznego Nieźwiedzia
              • misbaskerwill Re: a co myślicie.. 14.09.06, 11:55
                Też nie cierpię tego powiedzenia, bo na razie czuję się beznadziejnie, mimo, że
                kilka ostatnich zdarzeń mnie "nie zabiło".
                A w walecznego niedźwiedzia mogę się zamienić - ale wtedy to nie "na chwilę",
                lecz na (co najmniej) parę lat - jak to w takich sprawach bywa...
                • scriptus Re: a co myślicie.. 14.09.06, 12:57
                  Walcz Misiu. Gdyby mi ktoś chciał odebrać dzieci, też bym walczył. Zobacz
                  Misiu, chyba niemal wszyscy tutaj sercem jesteśmy z Tobą. Odbieranie normalnym,
                  kochającym ojcom dzieci jest niegodziwe (pomijam sytuację ojców patologicznych,
                  bo to oczywiste, że podobnie, jak w sytuacji patologicznych matek, sprawy
                  powinny być rozpatrywane przez odpowiednie, znające się na rzeczy sądy). Mam
                  takie poczucie, że kobiety często "walczą dziećmi", z niepowetowaną dla nich
                  szkodą.
              • z_mazur Re: a co myślicie.. 14.09.06, 15:00
                Bo z tym wzmacnianiem to jednak jest pewien proces a nie sytuacja
                natychmiastowa. A jak to z powiedzeniami, każde ma w sobie trochę racji ale nie
                jest to prawda objawiona. Boi jak inaczej wytłumaczyć sprzeczność powiedzeń "Co
                za dużo to niezdrowo" i "Od przybytku głowa nie boli" smile

                Ja się czuję po rozstaniu jednak trochę wzmocniony chociaż na początku to był
                dramat.

                Co do misia.
                Próbowałeś kontaktować się z jakąś organizacją zrzeszającą ojców w podobnej
                sytuacji? Może oni będą wiedzieli co doradzić. Kiedyś trochę przebywałem na
                forum "W stronę ojca" tam są starzy wyjadacze, zaprawieni w bojach z takimi ex
                jak Twoja. Poza tym jak to faceci to w większości brutalni realiści obeznani
                nie tylko w literze prawa, ale i w praktyce. Poza tym zachowania takich matek
                są też dosyć schematyczne i przewidywalne. Znając różne możliwości rozwoju
                sytuacji będziesz w stanie się bardziej przygotować.
                • pomidorowa5 Re: do Misia 14.09.06, 16:41
                  Nie rozumiem ojców ,którzy dziećmi się nie interesują, nie rozumiem matek co
                  kontakty utrudniają a już takich co zostawiają??? Misiu zajrzyj na forum
                  www.ojcowie.pl polecam
                  • misbaskerwill Re: do pomidorowa, z_mazur 14.09.06, 18:49
                    Dziękuję Wam za rady i link.
                    Interesowałem się podobnymi stowarzyszeniami (na razie bardziej pasywnie).
                    Ogólnie sporo z tych ojców jest złego zdania o sądach rodzinnych, ale fakt, że
                    coraz więcej ojców zyskuje w końcu opiękę nad dzieckiem. Jest to okupione latami
                    męczarni i zabiegów, ale jest to możliwe. Wbrew temu, co mówią ojcowi (zwłaszcza
                    małego dziecka) wszyscy adwokaci. Choć fakt, że "w międzyczasie" niektórzy
                    ojcowie muszą się zwrócić w sprawie rodzinnej do... Strasbourga.
                    Myślę, że jednak dam Exi szansę. Najpierw spróbuję z nią spokojnie ustalić,
                    gdzie w końcu ma dziecko przebywać, a dopiero jak się nie uda - do SR. Podobno w
                    mojej dzielnicy Panie w SR są bardzo mile i rozsądnesmile.
    • soniaaa Re: Dziecko 14.09.06, 15:01
      Wiele walecznosci we wszystkich. Walczyc o dziecko i o jego dobro - bardzo
      sluszna idea, ale chyba wszyscy zdajecie sobie sprawe z tego, ze kazda taka
      walka odbywa sie kosztem dziecka.
      Zastanowmy sie, czy nie robimy czegos tylko ze wzgledu na zaspokojenie wlasnych
      chorych/zdrowych ambicji, czy nie lepiej odpuscic troche ze wzgledu na dobro
      dziecka? Trzeba robic tak, zeby zle emocje nie byly gorą.
      • scriptus Re: Dziecko 14.09.06, 16:55
        Nie zgadzam się, walko ojca o kontakt ze swoim dzieckiem, to nie jest
        zaspokajanie chorych ambicji, oczywiście, jeżeli jest rzeczywiście motywowana
        pragnieniem kontaktu ze swoim dzieckiem i wychowywania go, a nie
        próbą "ukarania" byłej małżonki. Nie wolno odpuszczać. Odpuszczając krzywdzimy
        dziecko, każde dziecko potrzebuje ojca, nie ma powodu, jeżeli biologiczny
        ojciec żyje i nie jest jakimś dewiantem, żeby nie mógł mieć bliskiego
        kontaktu ze swoimi dziećmi. Inna sprawa, że nie wszystkim facetom na tym
        zależy, ale jeżeli zależy, to matki robią krzywdę swoim dzieciom utrudniając
        kontakty.
      • pomidorowa5 Re: Dziecko 14.09.06, 16:59
        Czyli mam dziecku mówić jak pyta czy tata kocha ,że nie kocha?Jak siedzi w oknie
        i woła tatusiu przyjdz mówić,żeby nie czekało bo nie ma po co?Jak mówi,że tęskni
        odpowiadać nie tęsknij ? Taką prawdę dziecku przedstawiać?sad((
        • 374.4w Re: Dziecko 14.09.06, 18:43
          pomidorowa nie kumam Twojej wypowiedzi, ale to pewnie starcze usychanie szarych
          komórek. Nikt ci nie mówi, że masz takie rzeczy opowiadać dziecku.

          Na pewno jest szczytem draństwa utrudnianie ojcu widzeń z dzieckiem, zwłaszcza
          "dla zasady", nie bo nie i tyle, ja ci pokażę.
          I tu nie ma nad czym dyskutować, wiekszość z nas namawia Misia, żeby walczył o
          kontakty z synem. Nalezy się to im obu jak psu zupa
    • nangaparbat3 Re: Dziecko 14.09.06, 21:45
      Jestem bardzo zajeta i nie mam czasu czytać wątku, więc przepraszam, jeśli
      powtorzę coś, co było.
      Exowi zdarzał/zdarza się czasem nie odzywać, nie interesować. Wtedy dzwonie i
      mówię, że dziecko bardzo za nim tęskni, to wystarcza.
      ale bardzo sie pilnuję, żeby nie dzwonić z wyrzutami, żeby nie bylo wyrzutu w
      moim głosie nawet. A to dlatego, ze moja mama wyrzuca mi czasem, ze za mało
      czasu poświęcam córce - i wtedy dostaję szału po prostu, dałabym się za to
      dziecko posiekać, ale zamiast zastanowić się, czy mama nie ma racji, zwyczajnie
      wpadam w furię. Ex jest do mnie dosyc podobny, więc nie chcę wywoływac w nim
      podobnej reakcji.
      • libra22 Re: Dziecko 14.09.06, 21:54
        Ech - ja mogę tylko wirtualnie przytulić na coś takiego Pomidorowa.
        3m się jakoś
        • pomidorowa5 Re: Dziecko 14.09.06, 22:24
          dzięki liberko .... ja to jakoś sobie radze,ale cierpienie dziecka ? okropne sad
      • pomidorowa5 Re: Dziecko 14.09.06, 22:22
        Exowi zdarzał/zdarza się czasem nie odzywać, nie interesować. Wtedy dzwonie i
        mówię, że dziecko bardzo za nim tęskni, to wystarcza.

        U mnie niestety nie wystarcza bo:

        -jak dzwoniłam i mówiąc ze stoickim spokojem,że dziecko tęskni słyszałam odp. ja
        nie mam czasu pracuje po nockach , jak znajde czas to przyjde
        <dodam,że guzik prawda bo pracuje na zmiany ,często do 14.00 stej i gdyby tylko
        chciał...>

        -od kilku miesięcy zmienił numer telefonu i nie raczy mnie powiadomić o nowym
        ,więc już dzwonić nawet nie moge, gdy córka chciała od taty tel. mówiąc ,że mama
        nie ma a chciałaby czasami zadzwonić do niego odp. ,że zmyślauncertain

        Mój problem polega jeszcze na tym,że jak np. mówie do dziecka,że czegoś nie
        wolno to zaraz jest płacz i wołanie tatusiu.... strasznie sie z tym czuje i tak
        naprawde to nie wiem jak reagować ehhhh
        • libra22 Re: Dziecko 14.09.06, 22:34

          >"Mój problem polega jeszcze na tym,że jak np. mówie do dziecka,że czegoś nie
          > wolno to zaraz jest płacz i wołanie tatusiu.... strasznie sie z tym czuje i
          tak
          > naprawde to nie wiem jak reagować ehhhh "

          hmmm - a nie wydaje Ci się, że mała trochę Tobą manipuluje, czując, że chcesz
          jej oszczędzic czegoś, że cierpisz, że chyba masz poczucie winy za niego

          nie powiem Ci co możesz powiedzieć, ale psycholog jakiś mógłby
          ale możesz ogólnie "że wiesz, że cierpi, że jej brakuje ojca, że przykro Ci,
          ale jest jak jest, nie jest to Twoją ani jej winą, a pewnych rzeczy nie wolno
          robić i już"
          i że robisz to (zakazujesz czegoś), bo ją kochasz
          • a.niech.to Re: Dziecko 14.09.06, 22:48
            libra22 napisała:

            > możesz ogólnie "że wiesz, że cierpi, że jej brakuje ojca, że przykro Ci,
            > ale jest jak jest, nie jest to Twoją ani jej winą, a pewnych rzeczy nie wolno
            > robić i już"
            Mój młody twierdzi, że rozumie, ale...chciałby dawnego ukladu. Wie, że nie ma
            powrotu, akceptuje sytuację. Życie biegnie dalej, coraz bardziej absorbują go
            osobiste problemy.
        • misbaskerwill Re: Dziecko 14.09.06, 22:35
          To straszne (zwłaszcza wołanie "tatusiuuuu").
          Współczuję Ci. Ale nie daj się, staraj się robić wrażenie, że Cię to nie rusza
          (jak pisze Scriptus, to ta trudniejsza strona wychowania).
          Zobaczysz, że to jej przejdzie i kiedyś doceni to wszystko, co (sama!) dla niej
          zrobiłaś.
          A tatuś kiedyś będzie sobie pluł w brodę.
          Jako, że czas leci bardzo szybko, to "kiedyś" nastąpi szybciej niż Ci się wydaje.
          • pomidorowa5 Re: Dziecko 14.09.06, 22:44
            staraj się robić wrażenie, że Cię to nie rusza

            nie przytulac nawet ?sad nie pocieszać? wyjść do drugiego pokoju ?
            sama nie wiem sad
            • misbaskerwill Re: Dziecko 14.09.06, 22:54
              pomidorowa5 napisała:
              > staraj się robić wrażenie, że Cię to nie rusza
              > nie przytulac nawet ?sad nie pocieszać? wyjść do drugiego pokoju ?
              > sama nie wiem sad

              Kogo przytulać??? Tatusia?
              Dobra, żartowałem.
              Jako "twardy" facet, jak dziecku coś zakazuje, to nie przytulam je w tej samej
              chwili.
              Ale jesteśmy przecież ludźmismile, i wiadomo, że dziecko w tej sytuacji potrzebuje
              więcej ciepła, oparcia - musi mieć poczucie bezpieczeństwa, jak to ładnie mówią
              psychologowie.
              Ale jak to poczucie zbudować - czy bardziej twardymi nakazami/zakazami, czy
              bardziej przytulaniem - tego Ci nie powiem, bo nie przeszedłem tego.
              Jeśli Bóg i żona pozwolą mi uczestniczyć w wychowaniu dziecka - może za 15-20
              lat Ci odpowiemsmile
              Na razie nie mam do tego prawa, ale chciałem się podzielić tym, co słyszałem od
              bardziej doświadczonych ludzi, których dzieci wyrosły na wspaniałych ludzi (mimo
              podobnych przejść).
              • libra22 Re: Dziecko 14.09.06, 23:02
                Pomidorkusmile
                Kiedy tęskni - przytulaj i nazwij to co czuje, powiedz, że ją rozumiesz, że ma
                prawo tak czuć.
                Ale kiedy próbuje manipulować Tobą, żeby nie słuchać Cię - nie daj się.
                Mówię tak, bo przerobiłam to ze swoim synem (manipulację poprzez "bo nikt mnie
                nie kocha", albo "nie kochasz mnie", co niestety skutkowało odwróceniem uwagi
                od danej sytuacji i rozmowy na jej temat) - teraz już się nie daję, ale trochę
                to potrwało.
                Wiem, że to nie jest łatwe
                • pomidorowa5 Re: Dziecko 15.09.06, 01:06
                  Libra , u mnie wlasnie tak jest. Jak czegos nie wolno to slysze ,ze mnie nie
                  lubi, nie kocha albo leci do okna i wola tatusiuuuu.... staram sie zachowac
                  dystans i zazwyczaj wtedy nie reaguje ani impulsywnie ani negatywnie jezeli
                  chodzi o ojca < mam na mysli mowienie zle o ojcu dziecka > Natomiast mam
                  wrazenie,ze dziecko wyrabia sobie pewien obraz w takich sytuacjach a mianowicie
                  taki,ze mama jest niedobra bo mi na cos nie pozwala a tatus by pewnie
                  pozwolil,ale go nie ma. Burza emocji w tym dziecku sie gotuje i Bog wie co tak
                  naprawde czuje sad ale ja widzac to z boku odczuwam dyskomfort .Nie wiem jak
                  wygladaja dokladnie te spotkania z ojcem bo sa naprawde bardzo rzadkie <czasami
                  raz w miesiacu, czasami raz na dwa > i w takich sytuacjach kiedy ja na cos nie
                  pozwalam ojciec dziecka byc moze wlasnie zezwala i stad te wolania .... ehhh
                  pewnie sie myle ,ale tak to odczuwam.
                • a.niech.to Re: Dziecko 15.09.06, 08:14
                  libra22 napisała:

                  > przerobiłam to ze swoim synem (manipulację poprzez "bo nikt mnie
                  > nie kocha", albo "nie kochasz mnie"
                  Nie bagatelizowałabym takich uwag. Doświadczyłam na własnej skórze, że to
                  sygnał głębszego problemu, a nie manipulacja.
            • akacjax Przykre 15.09.06, 00:23
              A w jakim wieku dziecko?

              Moi są dorośli, ale też boli ich obojętność ojca. Teraz wytłumaczyli już sobie, że to po prostu drań. Ale i tak jest im ciężko.
              Ja jednak wiem, że to nieinteresowanie się dziećmi to nie kwestia ostatnich miesięcy, ale lat...tylko wtedy tego nie było tak bardzo widać.
              Do tego on zbiera informacje o nich, a potem wykorzystuje to, by zrobić wrażenie, że jest na bieżąco. Szkoda, że znajomi jeszcze się na to nabierają.

              Miałam próbę oskarżenia mnie przez jednego z synów(tego faworyzowanego przez ojca, boleśniej przeżywającego odrzucenie), że niby to moja wina, że tak się stało..ale długie rozmowy wyjaśniły watpliwości, a i pomysły ojca...potwierdziły konieczność takiego, a nie innego zachowania. Ale wiele spraw dziecko musi "przerobić" samo.

              A my musimy być twarde, nie ważne, że tatuś bywa wyjątkowo dobry, nigdy nie zwraca uwagi, zawsze ma prezent, pozwala nie trzymać się ustalonego harmonogramu, nie pogania do nauki, nie odciąga od tv itp.
              Ale miło jest, gdy dziecko dochodzi do odpowiedniego wieku i mówi-mamo, dzięki, że nie dałaś mi zupełnego luzu...


              • agash4 Re: Przykre 15.09.06, 04:48
                Wazne rzeczy tu piszecie, sporo z nich przerobilam na wlasnej skorze. A tak
                powracajac do Misia. Ty Mis zastanawiales sie DLACZEGO to wszytsko TAK wyglada
                u Ciebie? Bo ja Ciebie czytam i sie zastanawiam. Moze byc tak, ze zona jest
                Toba bardzo rozczarowana (sorki) i uwaza ze zawaliles, zawiodles jako facet.
                Teraz, poniewaz chce Cie zmienic, przestawic to stara sie stosowac terapie
                wstrzasowo-szokowa, niestety narzedziem jest dziecko. Jak jest ambitna, to
                pewnie wymaga od siebie duzo, a od swojego meza-jeszcze wiecej. A moze ta jej
                zdrada to tylko proba zranienia Cie? Udowodnienia jak duzo miales dla niej
                znaczyc i co ona chciala a tu nic sie nie dzialo? Tylko normalne zycie,
                spokojne rozwijanie sie, dorabianie sie itd? Wiec jesli naprawde bylaby
                zakochana i szczesliwa - nie mialbys z nia zadnych problemow. Z tego ze jednak
                wyraznie kieruje miecz w Twoja strone wnosze iz nie odpuscila sobie Ciebie /np.
                w aspekcie uprzykrzenia Ci zycia/- cokolwiek to dla niej znaczy. I jeszcze
                jedno - wydaje jej sie ze moze Toba manipulowac. Zapewniam Cie, ze tego dnia
                gdy sie dowie, ze masz nowa kobiete, dozna lekkiego szoku. A na rozprawie 3-maj
                sie.
                • agash4 Re: Przykre 15.09.06, 04:56
                  Tak sobie jeszcze mysle, ze zona musi miec do Ciebie jakies ALE ... zastanow
                  sie o co najbardziej jej moze chodzic, moze bystra kolezanka Ci pomoze to
                  rozszyfrowac albo co? Wtedy widzialbys w co sie tutaj gra no i ustawilbys sie
                  strategicznie lepiej do tematu. Moze byles za miekki? Zbyt lagodny, ustepliwy?
                  To teraz pokaz swoja stanowczosc i zdecydowanie, uzykaj terminy wizyt i badz
                  konsekwentny i wypelniaj swoje obowiazki skrupulatnie. Jesli ona jest
                  rozemocjonowana a jej zemsta jest odgrywaniem sie za "jej bledne wyobrazenie o
                  tym co mogles jej dac w zwiazku" to, po pewnym czasie zbijesz ja z tropu swoim
                  chlodem i konsekwencja dzialania. I moze byc lepiej miedzy wami w tym
                  zamieszaniu.
                  • misbaskerwill Re: Przykre 17.09.06, 13:27
                    Cóż Agash, Twoje twarde słowa mają w sobie wiele prawdy.
                    Owszem, żona próbowała mnie "tresować", a ja byłem miękki. No i fakt - nie
                    nosiłem jej cały czas na rękach - za ciężka była (jak szczerze, to szczerzesmile).
                    To zapewne prawda, że chciała mnie zranić romansem, jeszcze bardziej poniżyć i
                    zmiękczyć - w ramach tresury. Z drugiej strony, romans starannie ukrywała,
                    świetnie kłamała w oczy, więc to by mogło równie dobrze potrwać parę lat... Z
                    trzeciejsmile strony - niby chciała odejść do tamtego (a tamten od razu z niej
                    zrezygnował, jak prawda wyszła na jaw - całkiem rozsądnie z jego strony).
                    Pozostawiona na lodzie, zaczęła zasłaniać się dobrem dziecka, co częściowo jej
                    się udało - w końcu nie wywaliłem jej z domusmile.

                    Jestem konsekwentny - ona długo wierzyła, że blefuję, że nie odważę się
                    rozwieść, że to chwilowa złość i dalej jej na wszystko będę pozwalać - zresztą,
                    do tej pory ani ona, ani jej pobożna rodzina nie rozumie wagi wszystkich
                    ujawnionych kłamstw i obłudy. Nie rozumieją, że nie każdy lubi żyć tylko dla
                    pozorów.

                    Wybacz Agash - nie znasz wszystkich szczegółów. Jakbyś znała, nie próbowałabyś
                    wnikać w psychikę mojej żonysmile Ja naprawdę, bardzo długo próbowałem do niej
                    dotrzeć, dużo z nią rozmawiałem - i jestem przekonany, że nie psychoanalityk,
                    lecz tylko psychiatra tu może pomóc.
                    Człowiek, który sam nie wie czego chce, co godzinę zmienia zdanie, bez przerwy
                    kłamie i kombinuje, czerpie przyjemność z ranienia i poniżania innych i uważa
                    się jednocześnie za przykładnego katolika - nie warto zastanawiać się nad takim
                    człowiekiem...
                    Lepiej od takich uciekać. A ja wkopałem się do końca życia (dobrowolnie...).
                    Widać, musiałem czymś bardzo zawinić, żeby mieć taką karmęsmile
                    • tricolour Pępek świata jesteś. 17.09.06, 13:40
                      Założe sie o 100 złotych, że Twoja żona wcale nie chciała cie ranić romansem -
                      ona romansując miała Cię dokładnie w dupie. To tylko Tobie wydaje się, żeś taki
                      ważny dla swojej małżonki, że wdlała sie w romans, by Cie poniżyć.

                      Jeśli jesteś konsekwentny, to nie zastawiaj się na tym, że żona jest be, a Ty
                      wspaniały tylko nakreśl i osiągnij cele podczas rozwodu. Żeby nie było z Tobą,
                      jak z Mahedą przed kilku dniami, która dwie godziny po rozprawie chciała
                      zmieniać zeznania, z którym się wtedy zgadzała, a teraz już nie.
                      • misbaskerwill Re: :))) 17.09.06, 13:58
                        tricolour napisał:
                        > Założe sie o 100 złotych, że Twoja żona wcale nie chciała cie ranić romansem -
                        > ona romansując miała Cię dokładnie w dupie. To tylko Tobie wydaje się, żeś
                        >taki ważny dla swojej małżonki, że wdlała sie w romans, by Cie poniżyć.

                        Ta teoria też brzmi rozsądniesmile
                        W obronie "pępka" powiem tylko tyle, że ustosunkowałem się do postu Agash, która
                        zasugerowała możliwość "chęci zranienia".
                        No i fakt, że mojemu dziadkowi żona wyznała, że "chciała mną wstrząsnąć". No co
                        dziadek - Pan inżynier, czyli konkretny facet - wyśmiał ją, że po co w takim
                        razie to tak dobrze ukrywałasmile
                        A czemu żona pewnego dnia pojechała do mojego sędziwego dziadka o słabym sercu
                        (jedynej osoby, którą podobno szanowała w mojej rodzinie) "pochwalić się" - to
                        kolejna zagadka psychiatrycznasmile

                        >
                        > Jeśli jesteś konsekwentny, to nie zastawiaj się na tym, że żona jest be, a Ty
                        > wspaniały tylko nakreśl i osiągnij cele podczas rozwodu. Żeby nie było z Tobą,
                        > jak z Mahedą przed kilku dniami, która dwie godziny po rozprawie chciała
                        > zmieniać zeznania, z którym się wtedy zgadzała, a teraz już nie.

                        Cele są skromne (rozwód b.o.w. i dokładne ustalenie terminów kontaktów z synem,
                        no i liczę na wyduszenie z małżonki, w jakim mieście docelowo ma mieszkać dziecko).
                        Nie oczekuję zbyt wiele po końcu światasmile

                        A cele, oczywiście, nakreślę - dzięki za radę.

                        P.S. Wiem, że wyżej zbyt szczerze pojechałem po małżonce, ale wolałem to wydusić
                        z siebie teraz... a nie w sądzie, gdzie ma być względna "kultura", a nie litania
                        żałobnasmile
                        • tricolour Hm... nie śledziłem Twoich wypowiedzi... 17.09.06, 14:05
                          ... ale jakos mam takie wrażenie, że to "bez orzekania winy" to prezent dla żony
                          jest. Mam rację?
                          • misbaskerwill Re: Prezenty... 17.09.06, 15:16
                            > ... ale jakos mam takie wrażenie, że to "bez orzekania winy" to prezent dla >żony
                            > jest. Mam rację?

                            I tak i nie.
                            Jak widać, mam wszystko - dokumenty i świadków, by udowodnić romans, złą wolę
                            małży, etc.
                            Ale moja żona jest zawziętą kobitą - i od razu ostrzegła, że jak będę próbować
                            udowadniać jej winę, to "kłopociki będą". Wiem, że donosiła na mnie na
                            dzielnicowego (ale już po złożeniu pozwu), teściowa oksarżała mnie, że nie
                            dopilnowałem dziecka na zjeżdżalni (widziała to z odległości 300 kmsmile).
                            A to, co wiem, to zapewne tylko wierzchołek góry lodowej.
                            Ze złymi ludźmi nie ma co walczyć. Szkoda zdrowia...
                            Więc to prezent też dla mnie - zamiast walczyć 3 lata (w imię czego -
                            "sprafiedlifości", co ja tak naiwny jestem?) wolę zacząć układać sobie dalsze życie.

                            Być może - to prezent też dla syna. Gdybym udowodnił w sądzie, że żona "to zła
                            kobieta była" - na pewno nie darowałaby mi tego i zemściła się w jedyny możliwy
                            sposób - uniemożliwiając mi kontakt z dzieckiem.
                            • tricolour Rób jak chcesz... 17.09.06, 15:27
                              ... w końcu to Twoje życie.

                              "Ze złymi ludźmi nie ma co walczyć" - to jest zwyczajne tchórzostwo i na razie
                              to ci źli ludzie wygrywają. Oni donoszą kłamstwa do dzielnicowego, fałszywie
                              oskarżają cie o niedopilnowanie dziecka. Ty się boisz.

                              Jeżeli chcesz iść na ugodę z takim kalibrem ludzi, to ciekawe jak wychowasz
                              dzieci? Tchórzostwo, wazeliniarstwo i serwilizm w imię własnej wygody?

                              Fajny prezent dla syna.
                              • a.niech.to Re: Rób jak chcesz... 17.09.06, 15:55
                                tricolour napisał:

                                > Jeżeli chcesz iść na ugodę z takim kalibrem ludzi, to ciekawe jak wychowasz
                                > dzieci? Tchórzostwo, wazeliniarstwo i serwilizm w imię własnej wygody?
                                > Fajny prezent dla syna.
                                Opieczętować matkę, że zołza, byłoby według Ciebie lepszym upominkiem? Pomijam
                                inne kwestie, bo wydają mi się na tyle oczywiste, że nawet nie warto o nich
                                pisać. Z mojego punktu widzenia Mis ma całkowitą rację.
                                • tricolour Z Twojego punktu widzenia... 17.09.06, 15:59
                                  ... nie jest ważne czy Miś ma rację czy się myli. Istotne jest tylko zdanie
                                  Misia o swojej własnej sytuacji, a te jest mętne.
                                • tricolour I niczym nie pieczętować... 17.09.06, 16:06
                                  ... ale dochodzić swoich praw. Bo jakoś tak podejrzewam, że to MIś bedzie
                                  oskarżony i to on bedzie musiał udowodnić, że nie jest winny.

                                  Jesli żona jest rzeczywiście tak przebiegła, że składa fałszywe zeznania
                                  dzielnicowemu, to bedzie chciała zasłonić swoją winę - właśnie winą Misia. To
                                  bardzo skuteczne posunięcie, bo polepsza pozycję żony.
                              • misbaskerwill Re: Rób jak chcesz... 17.09.06, 16:20
                                Co do własnego tchórzostwa nie będę polemizował. To jeszcze wyjdzie w praniusmile

                                > Jeżeli chcesz iść na ugodę z takim kalibrem ludzi, to ciekawe jak wychowasz
                                > dzieci?

                                O jakim wychowywaniu mówisz... Na razie żona dopuszcza mnie do dziecka raz na
                                dwa tygodnie, nie informuje o zmianach jego miejsca pobytu i uważa, że mam jej
                                być wdzięczny, jak mi pozwoli pobawić się z synem bez asysty...

                                A nawet, jak uda mi się uzyskać w sądzie opiekę nad dzieckiem w co drugi
                                weekend - to ma być wychowanie?
                                To, że raz na dwa tygodnie dziecko zobaczy inne wzorce zachowań - pewnie jest
                                cenne, ale mówienie o wychowywaniu przez weekendowego tatusia jest nieco na
                                wyrost, moim zdaniem. O ile nie przebiega w pełnym uzgodnieniu z ex, co zdarza
                                się rzadko (tak wynika z wypowiedzi na tym forum).

                                > Tchórzostwo, wazeliniarstwo i serwilizm w imię własnej wygody?

                                A myślisz, że agresja, pienactwo i nieustępliwość będą receptą na utrzymanie
                                kontaktów z dzieckiem będącym przy matce?
                                A może ubieganie się przeze mnie o opiekę cudownie "uzdrowi" ten układ?
                                Tylko co, jeśli dziecko "po drodze" trafi do domu dziecka na czas "podjęcia
                                decyzji" przez sąd?
                                Wiem, że coś robić trzeba, ale chyba nie każdym kosztem?
                                • tricolour A jaki jest powód, by dziecko trafiło... 17.09.06, 16:30
                                  ... do domu dziecka? Nie przesadzasz?

                                  Zreszta za kilka dni masz rozprawę i wiele kart sie wyświetli. Skoro zona ma
                                  materiał w postaci fałszywych zeznań i oskarżeń, to obawiałbym się, że to Ty
                                  bedziesz wrabiany w winę rozwodu. No bo jakis powód zbierania fałszywego
                                  materiału dowodowego jest...
                                  • misbaskerwill Re: A jaki jest powód, by dziecko trafiło... 17.09.06, 16:38
                                    tricolour napisał:
                                    > ... do domu dziecka? Nie przesadzasz?

                                    Wiem - to jest ekstremum, ale słyszałem o takich wypadkach - nie pamiętam, być
                                    może słyszałem to nawet od adwokata... Ale normalny sędzia raczej do czegoś
                                    takiego nie dopuści...mam nadzieję.

                                    > Zreszta za kilka dni masz rozprawę i wiele kart sie wyświetli. Skoro zona ma
                                    > materiał w postaci fałszywych zeznań i oskarżeń, to obawiałbym się, że to Ty
                                    > bedziesz wrabiany w winę rozwodu. No bo jakis powód zbierania fałszywego
                                    > materiału dowodowego jest...

                                    Tak - wszystko się wyświetli, a i tak denerwuję się coraz bardziej.
                                    Wydaje mi się, że ten materiał to ma "na wszelki wypadek" - w końcu sąd może
                                    zauważyć dziwną korelację, że materiał dotyczy głównie okresu już po złożeniu
                                    pozwu...
                                    A mój "materiał" jest wcześniejszysmile Chyba, że znowu czegoś nie wiem. Ale już za
                                    trzy dni się dowiem. I przynajmniej w tej sprawie może przestanę smęcić na forumsmile
                              • crazysoma Przepraszam, ze sie wtracam 17.09.06, 17:04
                                > "Ze złymi ludźmi nie ma co walczyć" - to jest zwyczajne tchórzostwo i na razie
                                > to ci źli ludzie wygrywają. Oni donoszą kłamstwa do dzielnicowego, fałszywie
                                > oskarżają cie o niedopilnowanie dziecka. Ty się boisz.
                                >
                                Dlaczego uwazasz, ze odpuszczanie walki ze zlymi ludzmi to zwyczajne
                                tchorzostwo? Nie dopuszczasz do siebie mysli, ze do niektorych ludzi NIE
                                docieraja pewne rzeczy. Ze oni nigdy nie stwierdza, ze cokolwiek jest ich wina
                                bo oni zawsze znajda sobie tysiace usprawiedliwien na swoja niewinnosc? Sa tacy
                                osobnicy, byc moze Ty nigdy na kogos takiego nie trafiles, dlatego nie wiesz
                                jak trudna jest walka z nimi i jak trudne jest udowodnienie im, ze sa w bledzie
                                i ze robia najzwyklejsze w spolecznym i ludzkim pojeciu swinstwa. Taki kiler w
                                bialych rekawiczkach z bardzo dobrym samopoczuciem i mniemaniem o sobie.
                                Naprawde na ogol przekonany, ze jest lepszy od innych. Ci zli ludzie wygrywaja
                                nie dlatego, ze dobrzy z nimi nie walcza ale dlatego, ze oni maja w nosie
                                opinie dobrych ludzi. Dla nich samych wyrocznia sa oni sami, to oni ustalaja co
                                jest dobre a co zle. A jak ktos sie czyms nie przejmuje to jak sadzisz, jaka
                                jest metoda, zeby cokolwiek do takiej osoby dotarlo? Oko za oko? Zab za zab?
                                Wojna panstwa Rose? To nie strach przemawia przez Misia, i nie Jego wlasna
                                wygoda. Czy jesli ktos, tak jak Mis stara sie byc ponad g.... jakie Mu serwuje
                                Jego malzonka to znaczy, ze daje zly przyklad wlasnemu dziecku?
                                • tricolour Właśnie masz rację stwierdzeniem... 17.09.06, 17:11
                                  ... że dlatego "źli" ludzie wygrywają gdy "dobrzy" nie przeciwstawiają się.
                                  Jeżeli na niegodziwe zachowania nie odpowiesz napiętnowaniem (jakkolwiek je
                                  rozumiesz) to dajesz prawo do takich niegodziwych zachowań.

                                  "Czy jesli ktos, tak jak Mis stara sie byc ponad g.... jakie Mu serwuje Jego
                                  malzonka to znaczy, ze daje zly przyklad wlasnemu dziecku?" - oczywiście. Dzieci
                                  uczą się poprzez naśladowanie dorosłych.
                                  • crazysoma Re: Właśnie masz rację stwierdzeniem... 17.09.06, 17:20
                                    No tak, tak wlasnie sie ucza. Ale w tym przypadku chodzi o walke pomiedzy Matka
                                    tego dziecka i Ojcem. I co bedzie jak w imie prawdy i sprawiedliwosci dziecko
                                    sobie zakoduje, ze tak wlasnie maja wygladac relacje miedzy Rodzicami? Czy nie
                                    lepiej odpuscic, jednak odpuscic i w inny sposob uczyc to dziecko dobra? Bo nie
                                    watpie, ze Mis w tym temacie ma wiele do przekazania. Wiesz tak mi sie
                                    skojarzyl film "Ostatni samuraj" i koncowa scena walki - czlowiek z idealami na
                                    koniu i mieczem w dloni naprzeciwko czlowieka sterujacego wielka maszyna
                                    wyrzucajaca smiercionone kulki. Tak powinien walczyc wedlug Ciebie Mis - miecz
                                    przeciwko maszynie? Do konca?
                                    • tricolour Nie wiem czy tak powinien walczyć Miś... 17.09.06, 17:30
                                      ... nawet nie wiem, czy w ogóle powinien walczyć.

                                      Nie chcę tylko by "byle czym" usprawiedliwiać swoje postępowanie lub
                                      zaniechanie. Jeżeli uważamy, że warto zrezygnować z walki z żoną w imie jakiegos
                                      nadrzędnego celu, to warto poznać ten cel. Chodzi mi o to, by być swiadomym
                                      swego działania.

                                      Jeżeli Miś nie chce walczyć dla świętego spokoju, to jego sprawa - to się nazywa
                                      dla własnej wygody. Jeżeli dla dobra dziecka, bo sądzi, walka zaszkodzi dziecku
                                      - to dobrze jeśli rzeczywiście jest takie zagrożenie.
                                    • a.niech.to Re: Właśnie masz rację stwierdzeniem... 17.09.06, 22:14
                                      crazysoma napisała:

                                      > No tak, tak wlasnie sie ucza. Ale w tym przypadku chodzi o walke pomiedzy
                                      Matka
                                      >
                                      > tego dziecka i Ojcem.
                                      Widziałam taką parę, co to w imię prawdy i obrony własnych racji o mało co nie
                                      roznieśliby dziecka na strzępy.

                                  • kruszynka301 Re: Właśnie masz rację stwierdzeniem... 17.09.06, 17:31
                                    tricolour napisał:

                                    > ... że dlatego "źli" ludzie wygrywają gdy "dobrzy" nie przeciwstawiają się."

                                    Nie Tri, obojętnie, czego by Miś nie zrobił, nie będzie wygrany. Bo w tej sytuacji nie ma wygranych i przegranych.

                                    Też byłam zdradzaną kobietą, i czy uważasz, że orzeczenie o winie uznałabym za zwycięstwo??? Chyba jednak myślimy innymi kategoriami.
                                    Miś ma dowody, ma argumenty, no i jest inteligentny - proponuję poczekać tydzień, i sytuacja stanie się jaśniejsza.

                                    Nie wiem Misiu, jak wyobrażasz sobie wychowanie synka - faktycznie, weekendowy tatuś nie ma wiele do powiedzenia, ale z drugiej strony codzienne przebywanie u synka też nie wchodzi w grę - jeśli chcesz zaczynać wszystko od nowa.

                                    • tricolour Tak - myślimy innymi kategoriami... 17.09.06, 17:34
                                      ... i gdybym został zdradzony, to dla mnie sprawą ważną byłoby nazwanie tego
                                      zdradą i "posiadanie" winnego.
                                      To nie chodzi o zwyciestwo, bo tu rzeczywiście nie ma wygranych, chodzi o to, by
                                      rzeczy były właściwie nazwane, a przez to miały swoje miejsce.
                                      • tricolour To dlatego też spieramy się... 17.09.06, 17:40
                                        ... w sprawie "męża, partnera", bo dla mnie właściwe nawanie rzeczy jest
                                        istotne. To dlatego mam sprawę o nieważnośc małżeństwa kościelnego, bo określony
                                        porządek rzeczy jest dla mnie ważny...
                                        • crazysoma Re: To dlatego też spieramy się... 17.09.06, 18:12
                                          Teoretycznie to wszystko jest w porzadku smile Okreslony porzadek sprawia, ze
                                          zyje sie latwiej. Ale malo jest ludzi, ktorzy codziennie zyja wedlug
                                          okreslonych zasad (jesli w ogole wedlug jakichs zyja. Na ogol sie odpuszcza, bo
                                          przeciez nic zlego sie nie dzieje, nikomu nie szkodza i nikomu nie
                                          przeszkadzaja. Dlatego pani X nie rozumie dlaczego nie przepuszcze jej, jadacej
                                          po "moim" szerokim chodniku na rowerze mimo, ze rowerzystow lubie. Ba, stane
                                          wrecz w poprzek wtedy gdy bedzie jechala. Poniewaz dokladnie po drugiej stronie
                                          ulicy, na calej jej dlugosci jest sciezka rowerowa tak szeroka, ze moze jezdzic
                                          nawet zygzakiem. Gdyby tej sciezki nie bylo to ja bym jej ustapila. Bo moze ma
                                          klaustrofobie i boi sie jezdzic po ulicy. Wracajac do Misia, mysle, ze Tobie
                                          Tricolourze latwiej byloby walczyc z Jego zona, bo jestes z boku (emocji masz w
                                          tym temacie tyle na ile on Cie zainteresuje) ale z drugiej strony byc moze Mis
                                          uswiadomi sobie przez te dyskusje, ile MOZE odpuscic a ile NIE POWINIEN. Mysle,
                                          ze Mis jest po prostu lepszym czlowiekiem niz Jego zona a tacy ludzie niestety
                                          maja tez mniejsza sile przebicia patrz sa mniej bezczelni. I dlatego trudniej
                                          im walczyc ze zlem.
                                          • tricolour Masz rację...( za często zgadzam się z Tobą)... 17.09.06, 18:20
                                            ... i dlatego tak potrzebny jest adwokat w trudniejszych sprawach. By własnie
                                            nie angażował sie emocjonalnie, ale był jak Ty ścieżce rowerowej.

                                            ... a kto ma miękkie serce, to musi mieć twardą dupę.
                                            • crazysoma Re: Masz rację...( za często zgadzam się z Tobą). 17.09.06, 20:12
                                              No to masz problem winkJa tez sie z Toba zgodze - Misiowi potrzebny jest dobry
                                              adwokat (dobry znaczy chyba skuteczny), ale Mis nie chce miec dobrego adwokata.
                                              Co wiecej moje odczucie jest takie, ze Mis pozwala "jezdzic" po sobie - zgadza
                                              sie, zeby zona decydowala o tym, gdzie jest dziecko, placi alimenty, nie chce
                                              nawet podjac walki.
                                              Misiu, czasem, zeby nas szanowali i uslyszeli co mowimy trzeba tupnac noga, bez
                                              wzgledu na to jak cierpimy z samego tylko faktu, ze ta noga tupiemy,
                                              szczegolnie jesli chodzi o osobe nam kiedys bliska. Tylko, ze caly widz polega
                                              na umiejetnosci tupniecia doskonalego... Masz wszystkie argumenty, zeby pokonac
                                              swoja malzonke (lacznie z tym, ze przerastasz ja umyslowo) i tylko teraz masz
                                              szanse ustalic swoja pozycje - czy jest stojaca z wysoko wyprostowana glowa,
                                              czy bardziej plaska od plaszczki.

                                              ... a kto ma miekkie serce musi sie nauczyc rozpoznawac z kim ma sie zadawac smile
                                      • kruszynka301 Re: Tak - myślimy innymi kategoriami... 17.09.06, 17:45
                                        no i znowu dochodzimy do kwestii papierka.....
                                        Jeśli o to chodzi, to mam satysfakcję, ponieważ sędzina za "całokształt" sprawy (eks sam przyznał się w sądzie z dumą do nowego związku), dała eksowi 3 tys zł kosztów sądowychwink.

                                        Ja wiem, kto zawinił, i naprawdę nie potrzebuję mieć tego na piśmie.

                                        Wiem też, co czuję obecnie do A. i też nie odczuwam potrzeby składania pod tym podpisu.

                                        Ty kierujesz się rozumem, ja jestem bardziej uczuciowa - i chyba najważniejsze, aby nasi partnerzy to rozumieli, a w moim przypadku tak właśnie jest.
                                        Dlatego też ważniejszą decyzją dla nas była wspólna decyzja o dziecku, niż decyzja o ślubie, bo teraz, kiedy jestem w ciąży, tym bardziej nie wyjdę za mążwink)).
                                      • a.niech.to Re: Tak - myślimy innymi kategoriami... 17.09.06, 22:16
                                        Chodzi Ci o wyrok sądowy, opinię społeczną czy zdanie najbliższych?
                                        • tricolour Chodzi mi o wyrok sądowy... 17.09.06, 22:27
                                          ... oraz opinię społeczną plus zdanie najbliższych i moje. To wcale nie musi się
                                          wykluczać.

                                          smile
                                          • a.niech.to Re: Chodzi mi o wyrok sądowy... 17.09.06, 22:41
                                            Naturalnie, że się nie wyklucza.
                                • agash4 Re: Przepraszam, ze sie wtracam 19.09.06, 01:05
                                  crazy_ ma racje z "tym ze do pewnych ludzi pewne sprawy nie docieraja". Jesli
                                  zas chodzi o walke hmm, ja wiem ze orzeczenie rozwodu z orzeczeiem o winie
                                  miewa w przyszlosci duze znaczenie. Ale oczywiscie zalezy jak dalej sie sprawy
                                  beda miedzy wami ukladaly, bo moze to byc bezuzyteczny wysilek.
                                  Mis dzieki za wyczerpujaca odpowiedz.
                                  Moj sugestia jest taka, ze powinienes naprawde pokazac swoja sile i
                                  zdecydowanie przed zona. Mysle ze unikaj sytaucji, w ktorych ja draznisz, czyli
                                  badz zdecydowany po prostu i niekoniecznie ulegly nawet w przelotnej rozmowie.
                                  Pamietaj o asertywnosci i o tym ze nie musisz tlumaczyc swoich decyzji.
                                  A docelowo, to powinno pomoc troche, jak zona ulozy sobie zycie na nowo. Mysle,
                                  ze Cie nie szanuje i musi jeszcze duzo przezyc, doswiadczyc i zobaczyc, zeby
                                  zaczac Cie szanowac na swoj sposob. Ale do tego czasu rob swoje i tak jak
                                  umiesz, czyli badz ojcem dl aswojego dziecka! Powodzenia! A tak w ogole to mam
                                  wrazenie, ze Cie znam.
                          • a.niech.to Re: Hm... nie śledziłem Twoich wypowiedzi... 17.09.06, 15:50
                            Myślisz, że Mis tak doszczętnie się tutaj obnażył? Fakt, że sprawia wrażenie
                            przyzwoitego faceta.
                            • tricolour Nie wiem więc go pytam. 17.09.06, 15:52
                              No i sprawia wrażenie przyzwoitego.. dlatego piszę mu uczciwie jak widzę to, co
                              pisze o sobie.
                      • maheda Re: Pępek świata jesteś. 17.09.06, 15:13
                        To nie jest do końca tak, jak mówisz.
                        Eks mnie oszukał (zresztą wcale nie powinno mnie to dziwić), i tym oszustwem
                        wpłynął na moją decyzję.
                        Do tego dodaj sobie przemoc psychiczną, której jestem modelowym przykładem, a
                        dowiesz się, dlaczego zgodziłam się na coś, na co nie chciałam się wcale
                        zgodzić, idąc na rozprawę - i o czym Eksowi na wstępie powiedziałam, jeszcze pod
                        drzwiami, przed rozprawą.
                        Niestety, rozprawa zaczęła się z półtoragodzinnym opóźnieniem i ten czas mój Eks
                        wykorzystał (ze świetnym dla siebie skutkiem) na "przekonanie" mnie do swojej
                        wersji.
                        Oczywiście, jak tylko wyszłam z Sądu (a nawet nieco przed wyjściem), jak tylko
                        Eks zniknął mi z oczu, doszło do mnie, na co się zgodziłam. Następnego dnia po
                        wglądzie w akta sprawy - zorientowałam się również, że oszukał mnie w
                        najbezczelniejszy sposób.
                        Ot - i cała historia.
                        Teraz sen mi z oczu spędza strach, cóż ten Eks będzie wyczyniał, jak się dowie o
                        apelacji. Życia to na pewno miała nie będę... sad
                        Dlatego m.in. idę jutro do psychologa.
                        Zapewne o co najmniej 4 lata za późno, ale lepiej późno, niż wcale.
                        • tricolour Jedyne z czym mogę sie zgodzić... 17.09.06, 15:20
                          ... to ze zdaniem o psychologu - że późno się za to zabierasz.

                          Bo nie widzę sensu gadania z eksem przez półtorej godziny skoro WIESZ jaki on
                          jest. No chyba, że eksa (pisanego z dużej litery) darzysz aż takim szacunkiem,
                          że MUSISZ z nim gadać w sądzie.
                          • maheda Tri, daruj Sobie wszelkie złośliwości, ... 17.09.06, 15:31
                            ... chyba, że NAPRAWDĘ musisz kopać leżącego, w imię obrony własnego zdania.

                            Nikt mnie nie pytał, czy CHCĘ rozmawiać z Eksem. To On perorował, wściekły,
                            grożąc kłopotami, grożąc Bóg-wie-czym. To on mi wyliczał, jakie ma kłopoty, w co
                            się ostatnio władował, i to on do tego wszystkiego przypominał co kilka minut,
                            jak mało obecnie zarabia. Ja tam nie miałam nic do powiedzenia.

                            Do psychologa nie widziałam potrzeby chodzić - bo nie przypuszczałam, że
                            kiedykolwiek jeszcze będę zmuszona do konfrontacji z Eksem. Z innymi ludźmi
                            radzę sobie bez problemu, albo mogę ich po prostu omijać szerokim łukiem, jeśli
                            mi nie odpowiadają - Eksa nie mogę.

                            A co do pisania wielką literą - tak już zostałam wychowana, że człowiek jest dla
                            mnie człowiekiem. Nie bydlakiem, nie robalem, nie gnojem. Tak zostałam wychowana
                            (i tak do tej pory uważam), że każdy ma w sobie uczucia ludzkie, że każdy
                            potrafi wczuć się wpotrzeby innej osoby, tylko nie każdemu się chce. Widać, że
                            się pomyliłam. Uważam, że każdemu należy się podstawowy szacunek nawet, jeśli
                            tego na pierwszy i nawet ostatni rzut oka nie widać. Wyrazem tego szacunku jest
                            pisanie o drugim człowieku właśnie wielką literą.

                            Ale swoje zdanie zaczynam pomału zmieniać, mając do czynienia z facetami, którzy
                            w "głębokim poważaniu" mają potrzeby, bolączki i zmartwienia innych (z wyjątkiem
                            pewnych wybrańców, z którymi często pieszczą się do granic możliwości) - jak mój
                            Eks, czy chyba Ty.
                            • tricolour Nie kopię leżącego dla przyjemności. 17.09.06, 15:41
                              Zreszta ani nie kopię, ani Ty nie jesteś leżąca.

                              To jest publiczne forum i jeśli decydujesz się na sprawozdanie z własnych
                              kłopotów, to powinnaś liczyć się, że ktoś to przeczyta i skomentuje tak, jak
                              zrozumiał.

                              Więc jeszcze raz przeczytaj, co NAPISAŁAŚ... że "mąż perorował"... "Ja tam nie
                              miałam nic do powiedzenia".

                              W takiej sytuacji bardziej jesteś wściekła na siebie, że nic nie zrobiłaś, a na
                              mnie przenosisz swoją złość, bo to zobaczyłem i wytknąłem.
                              • maheda ... tylko z potrzeby serca? 17.09.06, 15:52
                                Wściekła na siebie, oczywiście, jestem. Wściekła na Eksa - oczywiście -jestem.
                                Wściekła na Ciebie - oczywiście - nie jestem. Po prostu zdenerwowało mnie Twoje
                                wszechwiedzące/interpretujące podejście do sprawy.
                                Nie będę z Tobą na ten temat dłużej dyskutować.
                                Skoro i tak wszystko wiesz lepiej, dalsza dyskusja mija się z celem.
                                Idę stąd, spędzić mimo wszysto możliwie najmilsze popołudnie.
                                • tricolour Nie wiem więcej ponad to... 17.09.06, 16:01
                                  .. co sama napisałś. Rozumiem, że zdenerwowałaś się na moje krytyczne zdanie.

                                  Miłego popołudnia
                                  smile
                            • agash4 Re: Tri, daruj Sobie wszelkie złośliwości, ... 19.09.06, 01:17
                              maheda, dziewczyno! nikt Cie tutaj nie kopie! Mysle, ze wiekszosc Cie rozumie i
                              sadze ze rozwniez wielu z nas tego typu "bledy" popelnilo. Swoja droga
                              zapewniam Cie zeby nie emocje, uczucia i szacunek do meza - tez zadawalabys
                              sobie pytanie: "po co rozmawiac w sadzie?, bo rozprawa sie opoznia?, zeby
                              rozerwac sie troche?". Takze ja Ci bardzo wspolczuje i ja sama zalowalam
                              pewnych rozmow ustepstw, bajerow na ktore mnie zlapal moj eks. Ale
                              najwazniejsze ze poszlas po rozum do glowy i to bardzo szybko (brawo!). Kochana
                              trzymaj sie i trac zimnej krwi i pamietaj jest to decydujacy moment - ta cala
                              sprawa sadowa - nie przegap tego. Powodzenia i pozdrawiam!
                      • a.niech.to Re: Pępek świata jesteś. 17.09.06, 15:47
                        tricolour napisał:

                        > Założe sie o 100 złotych, że Twoja żona wcale nie chciała cie ranić romansem -
                        > ona romansując miała Cię dokładnie w dupie. To tylko Tobie wydaje się, żeś
                        taki
                        > ważny dla swojej małżonki, że wdlała sie w romans, by Cie poniżyć.
                        Mis to wrażliwy intelektualista, a Ty mu z gruubej rury.

                        • misbaskerwill Re: dowcip? 17.09.06, 16:29
                          > Mis to wrażliwy intelektualista, a Ty mu z gruubej rury.
                          >

                          może i wrażliwy, ale żeby do tego jeszcze intelektualista... to chyba jakieś
                          oszczerstwo, bo jak wiadomo, intelektualiści są skazani na rozwódsmile

                          A przecież za to właśnie cenimy Trismile My tu pisu-pisu, żalu-żalu, że świat
                          niedobry jest i do wesela się zagoić miał, a on nam krótko i bezpośrednio - to
                          naprawdę prostuje do pionu.

                          Bo to forum nie jest do wyżalania się - może to naiwne, ale nawet jeśli nie
                          oczekuje "zbawiennej" rady, to takie spojrzenie daje sporo do myśleniasmile
                          Dzięki Tri za podzielenie się myślami, choć wiem, żem tchórz smile
                          • tricolour I to jest jedyny mój cel... 17.09.06, 16:35
                            ... napisać tak, jak zdołam przeczytać. Wiem, że mam "wredne" wypowiedzi i mogą
                            one złościć. Trudno - wszak bywanie na forum jest dobrowolne.

                            smile
                    • a.niech.to Re: Przykre 17.09.06, 15:45
                      misbaskerwill napisał:

                      > Widać, musiałem czymś bardzo zawinić, żeby mieć taką karmęsmile
                      Moja sis i ja popełniłyśmy ten sam grzech: zaniechanie, a nie odbyło się to bez
                      nijakiej męki... I po jaką cholerę nam to było??? Ech...
                      Kim też mogłyśmy być w poprzednim wcieleniu? Ciekawie...
        • nangaparbat3 Re: Dziecko 15.09.06, 22:38
          pomidorowa5 napisała:

          > -jak dzwoniłam i mówiąc ze stoickim spokojem,że dziecko tęskni słyszałam odp.
          ja nie mam czasu pracuje po nockach , jak znajde czas to przyjde
          > <dodam,że guzik prawda bo pracuje na zmiany ,często do 14.00 stej i gdyby t
          > ylko
          > chciał...>
          >
          > -od kilku miesięcy zmienił numer telefonu i nie raczy mnie powiadomić o nowym
          > ,więc już dzwonić nawet nie moge, gdy córka chciała od taty tel. mówiąc ,że
          mam nie ma a chciałaby czasami zadzwonić do niego odp. ,że zmyślauncertain
          >
          Nie bedę pisać, co o takim tatusiu myslę, bo nie chcialabym klamać, a prawda
          wyszłaby zbyt wulgarnie.

          > Mój problem polega jeszcze na tym,że jak np. mówie do dziecka,że czegoś nie
          > wolno to zaraz jest płacz i wołanie tatusiu.... strasznie sie z tym czuje i
          tak
          > naprawde to nie wiem jak reagować ehhhh
          Przypomniało mi to sytuacje, kiedy nasza corka olacząc wolala "Ja chcę do
          Mikusia" - Mikus był naszym psem, ktory umarł. Po prostu wykańczała mnie tym
          Mikusiem, wreszcie sie postanowilam postawić i nie dawac się małej, przeszlo,
          zapomniała o Mikusiu.
          Wydaje mi się, ze ta Twoja corcie podobnie stosuje szantaż, widzi, ze jak
          wyciągnie tego "tatusia" to ma Cie w garsci.
          Ja bym wtedy powiedziała "Wiem , że tęsknisz za tatusiem, ale nic na to nie
          poradzę. I zmieniłabym temat.
          Trzymaj się cieplutko, dzieci bywaja szczęśliwe i bez tatusiów.
          • pomidorowa5 Re: Dziecko 18.09.06, 10:11
            Teraz doszedl dodatkowy stres- przedszkole. Ok bylo do minionego czwartku,w
            piatek ogromny placz i krzyk,ze do przedszkola nie chce.Dzisiaj to samo sad i
            wiem,ze nie ja jedna mam z tym problem patrzac na inne zaplakane i rozzalone
            dzieci, ale serce mi sie kraja i juz.
            Mam ogromny dylemat bo chce podjac bardzo wazna dla mnie decyzje a mianowicie
            przeprowadzke do innego miasta.Jednak na czas szukania tam pracy dziecko
            musialoby zostac tutaj z dziadkami na gora miesiac.Narazie czarno to widze
            niestetysadW piatek jestem umowiona na wizyte z psychologiem dzieciecym.Zobaczymy.
            • berek_76 Re: Dziecko 18.09.06, 11:32
              Pomidorówko kochana, powiem szczerze, że na Twoim miejscu, gdyby mnbie nie
              postawiono absolutnie pod ścianą, nie zdecydowałabym się na pozostawienie
              dziecka na miesiąc z dziadkami w tak trudnej sytuacji.

              Jeden rodzic już zostawił. Drugi też zostawia. czy Ty widzisz, co to za katastrofa?

              Więc jeśli to nie jest kwestia tego, że umrzesz z głodu, jeśli się nie
              przeprowadzisz, to błagam, przemyśl jeszcze tę decyzję.

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
              • brzoza75 Tri /Maheda 18.09.06, 15:24
                "... to ze zdaniem o psychologu - że późno się za to zabierasz.

                Bo nie widzę sensu gadania z eksem przez półtorej godziny skoro WIESZ jaki on
                jest. No chyba, że eksa (pisanego z dużej litery) darzysz aż takim szacunkiem,
                że MUSISZ z nim gadać w sądzie."


                Po raz kolejny, nie pierwszy zresztą Tri , nie zgodzę się z Tobą i zachodzę w
                głowę jak bardzo musi być Twoja połówka wyrozumiała ale ja wiem, że w realu to
                pewnie z Ciebie całkiem miły facetsmile
                na psychologa wcale nie jest za poźno, i wiele wysiłku kosztuje w ogóle zgłosić
                się do psychologa, Ty zdecydowanie umiesz podbudowaćwink
                druga sprawa, wiadomo ze sprawy sie przeciagaja i nie zawsze sie wchodzi
                o porze na ktora jest wyznaczona rozprawa, dlatego tez wato jest przyjsc z kims
                bliskim kto nie dopusci exa psycho. do Ciebie , ja tak zrobiłam miałam adwokata
                i przyjaciółkę, wiadomo że nie każdy może sobie pozwolic na adwokata i nie
                każda przyjaciółka może sie zerwac z pracy, mi sie udało, nawet Tri jesli
                chodzisz do psychologa a byłeś pod obstrzałem grozb i gnebienia psychicznego
                nie jestes w stanie od razu odparowac atak, tego sie czlowiek uczy, dziwi mnie
                ze Ty TRI , trochę wiedząc w tym temacie, wypowiadasz się az tak znacząco,
                poczytaj o tym trochę, wejdz na jakies forum o przemocy, zobacz jak to wielkie
                emocje jak wielki strach, ten kto nie przeżył nie zrozumie tego i nie jest w
                stanie pojąć, dlatego też nie wypowiadaj się skoro nie masz o tym uczuciu
                bladego pojęcia, ja mam i wiem co czuła Maheda i ROZUMIEM JĄ DOSKONALE, jestem
                przekonana że gdyby nie było adwokata i przyjaciółki mojej dałabym się
                nastraszyć i wycofałabym wszystko, tak TRI mimo że wcześniej bylam u psychologa,
                pomyśl troche chłopie zanim chlapniesz coś głupiego a zwłaszcza w tak
                delikatnym temacie, kurna Tri.Wkurzyłam się masz rację.
                • tricolour A wkurzaj się - prosze bardzo. 18.09.06, 16:32
                  I nawet Ci napiszę, że masz sporo racji.

                  Ale to wcale nie oznacza, że WSZYSCY mają głaskać po główce biedaka, który sobie
                  najzwyczajniej nie radzi. I nazwij rzecz po imieniu, że człowiek w wieku lat -
                  powiedzmy - 30 powinien mieć umiejętnośc radzenia sobie z kimś, z kim nie chce
                  rozmawiać. Dlatego napisałem, że do psychologa powinno iść sie wcześniej, a to
                  nie oznacza, że teraz już nie można wcale iść.

                  To tak jak ze szkołą. Dorosły nieznający tabliczki mnożenia naraża się na
                  śmiesznośc i kpiny. Nie jest winą otoczenia, które zauważy nieuka, że nieuk nie
                  umie liczyć.

                  PS. Mam nadzieję, że wstawki o nieuku odbierzesz jako wyrazistą ilustrację.
                  • maheda Syty głodnego nie zrozumie. 19.09.06, 07:34
                    A swoją szosą - z tego, co zrozumiałam, to Ty poszedłeś do psychologa możliwe,
                    że później wiekowo ode mnie. Nie przypinaj zatem łatek ludziom tam, gdzie sam
                    miałeś dziury.
                    A co do ilustracji - jeśli ktoś w wieku, powiedzmy, 30 lat nie umie tabliczki
                    mnożenia z tego prostego powodu, że nigdy o niej nie słyszał, nigdy jej nie
                    potrzebował, i nagle się zorientuje, że coś takiego jest potrzebne i stwierdzi,
                    że CHCE się jej nauczyć - to NIE jest powód do tego, żeby z takiej osoby
                    szydzić, że tak późno, i dziwić się ironicznie, że tak późno.
                    Uważam, że lepsze efekty dają pozytywne bodźce, bo cóż przyjdzie z tego, że
                    zaczniesz szydzić i wyśmiewać, skoro zastanej sytuacji braku konkretnej
                    umiejętności w danej chwili nie zmienisz? Swoim prześmiewczym podejściem możesz
                    co najwyżej sprawić, że osoba, do której kierujesz swoje słowa, poczuje się
                    jeszcze gorsza od innych (bo zauważ, że osoba, która ZAUWAŻY, że nie umie
                    czegoś, co ludzie wokół umieją, czuje się przeważnie gorsza), a po co Ci to?
                    Pogarszasz stan psychiczny tej osoby ze względów wymienionych wyżej, więc tej
                    osobie nie pomagasz, dlatego nie rozumiem, po co w ogóle takie rzeczy opowiadać?
                    Dla podbicia własnego poczucia wartości kosztem innych?
                    Człowiek, którego faktycznie interesuje stan ducha drugiego człowieka,
                    empatyczny, da raczej "pozytywnego kopa" typu "Idź, psycholog pomógł mi, gdy nie
                    umiałem sobie poradzić z rzeczywistością, pomoże i Tobie." czy też "No i bardzo
                    dobrze, przyda Ci się znajomość tabliczki mnożenia, będzie Ci łatwiej w życiu,
                    rozejrzyj się dookoła, ludziom ze znajomością tabliczki mnożenia żyje się łatwiej.".
                    • tricolour Jedni daja pozytywne bodźce, a inni... 19.09.06, 18:24
                      ... negatywne. Osobiście nie widze niczego zdrożnego, gdzy ktoś mnie potraktuje
                      "negatywnie" na podstawie jakichś moich niedociągnięć.
                      Na przykładzie naszej dyskusji widac wyraźnie jak bardzo nie umiemy przyjmować
                      krytyki. Przecież krytyka, taka oparta na faktach, jest dobra, bo zwraca uwagę
                      na taki punkt widzenia, który najczęściej jest niedostrzeglany dla
                      zainteresowanej osoby.

                      Osobiście nie potrzebuje podnoszenia własnego poczucia wartości kosztem innych.
                      Mam swój styl pisania i wiem, że wielu osobom sie on nie podoba. Niektórym do
                      tego stopnia, że wtrącają się do rozmowy, pouczają, a nawet straszą, że mnie
                      luba zostawi. Kretynizm. A jeśli nie kretynizm, to zawiść - jeszcze gorzej.

                      No to może z innej beczki: mnie psycholog pomógł i czasem doń dzwonię, gdy mam
                      pytania szczególnie dotyczące dziecka. Zachęcam Cie do skorzystania z takiej
                      pomocy...

                      smile
                  • brzoza75 Chętnie nazwę po imieniu Ciebie Tri 19.09.06, 08:44
                    Ale to wcale nie oznacza, że WSZYSCY mają głaskać po główce biedaka, który sobi
                    > e
                    > najzwyczajniej nie radzi. I nazwij rzecz po imieniu, że człowiek w wieku lat -
                    > powiedzmy - 30 powinien mieć umiejętnośc radzenia sobie z kimś, z kim nie chce
                    > rozmawiać.

                    Tri jesteś osoba o bardzo głębokim przekonaniu własengo wielkiego JA, otórz na
                    szczęście instnieje jedna mała Brzoza, która generalnie ma w wielkim powazaniu
                    to co piszesz, a to że ją wkurza co piszesz oznacza tylko jedno, że sa w niej
                    jeszcze uczucia wyższe,nie jest biedakiem taka osoba, teraz wycofuję wszystko
                    co o Tobie napisałam kiedyś, chyba wiedziona dobrym PR-em Scriptusa, "bo Tri ma
                    o przemocy pojęcie", otórz Tri nie masz bladego pojęcia i przestań się
                    wypowadać w tym temacie, bo jeśli jest na forum osoba, która nas czyta a
                    przechodziła lub przechodzi to nadal, poczuje się jeszcze gorzej a zapewne
                    szuka tutaj jakiegoś wsparcia. Rozwój emocjonalny panów jak widac w wieku 30-40
                    ma jeszcze sporo do zyczenia, własnie teraz zademonstruję Tobie Tri moja
                    umiejętność radzenia sobie z osoba z która nie chce się rozmawiać, koncząc ta
                    wymiane zdan. Zmykaj sprzed komputera, bo Cie Twoja polówka oskarzy o zbyt
                    dlugie przesiadywanie przed nim.
                    • tricolour Jesli nie chcesz ze mną gadać... 19.09.06, 18:13
                      ... to nie gadaj. Rozumiesz? Nie gadaj do mnie, że nie chcesz gadać tylko
                      zwyczajnie nie gadaj...

                      tongue_out
                      • brzoza75 Re: Jesli nie chcesz ze mną gadać...to nie będę 20.09.06, 10:00
                        o krytyce jeszcze słówko ewidentnym jesteś przykładem osoby nie znoszącej
                        sprzeciwu i krytyki również, co do połówki, chyba nie zazdroszczę jej wink
                        powtórzę jednak że w domku na pewno siedzisz cichutko, tylko internet daje Ci
                        możliwość anonimowego wywalania jęzora;-P
                        • tricolour W domku robię co chcę... 20.09.06, 19:03
                          ... bo póki co mieszkamy oddzielnie. Jak jesteśmy razem, to jestem oczywiście
                          temperowany, ale to temperuje mnie PARTNER, który wie jak to zrobić. Do tej pory
                          nie zgłaszała zastrzeżeń do mojego zachowania więc jestem spokojny o dalszy los
                          związku... ale dziękuję Ci za troskę.

                          tongue_out

                          PS. Nie obrażaj się na mnie, proszę, a ja postaram się trzymać bardziej jęzor za
                          zębami. Widac za bardzo mu folguję...

                          smile
              • pomidorowa5 Re: Dziecko 18.09.06, 22:09
                berek_76 napisała:

                > Pomidorówko kochana,???smile


                powiem szczerze, że na Twoim miejscu, gdyby mnbie nie
                > postawiono absolutnie pod ścianą, nie zdecydowałabym się na pozostawienie
                > dziecka na miesiąc z dziadkami w tak trudnej sytuacji.
                >
                > Jeden rodzic już zostawił. Drugi też zostawia. czy Ty widzisz, co to za katastr
                > ofa?-

                Po pierwsze ja nie mam zamiaru zostawic dziecka, porzucic tak jak tatus i prosze
                nie porownuj mojego wyjazdu do tego co zrobil ojciec dziecka .
                >
                > Więc jeśli to nie jest kwestia tego, że umrzesz z głodu, jeśli się nie
                > przeprowadzisz, to błagam, przemyśl jeszcze tę decyzję.

                Zaczne od tego,ze jaka kolwiek decyzje podejmuje bardzo wazna oczywiscie zawsze
                ja rozwazam, nie podejmuje ich pochopnie.To nie jest kwestia tego czy umre z
                glodu jak nie wyjade. Mieszkam z rodzicami ,wiec z glody nie umre ,ale chodzi tu
                o przyszlosc.Ciezko jest znalezc prace w moim miescie i nie chce tak zyc jak
                zyje dotad. Nie robie tego dla siebie , ale tez i dla dziecka bo moi rodzice nie
                sa po 50 tce ,ale troche wyzej i jak wiadomo zyc wiecznie nie beda a ja jestem
                mloda i o przyszlosci swojej i dziecka myslec musze.Nie jest to dla mnie prosta
                i blacha sprawa bo to jednak ponad 500km od domu ,ale kto wie czy tam kiedys nie
                bedzie moj dom ? Tak jak napisalam, rozwazam ....
                >
                > -----------------------
                > Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                • pomidorowa5 Re: Prosze ... 18.09.06, 22:29
                  nie kłóćcie się w tym wątku ok?
                  • a.niech.to Re: Prosze ... 18.09.06, 23:55
                    Racja, ale jak dotąd nikt nie wymyślił, jak to zrobić.
                    Nie umiem znaleźć sposobu, żeby nakłonić ojca do pełniejszych kontaktów, nie
                    stawiając dzieci w sytuacji żebraków.
                • nangaparbat3 Re: Dziecko 19.09.06, 18:52
                  Niesłusznie gniewasz się na Berek, ona ma rację, choć oczywiście rozumiem, ze
                  chcesz wyjechać.
                  Skad wiem, ze Berek ma rację? ano stąd, że czytalam kiedyś o Żydach, ktorym
                  rodzice uratowali w czasie wojny życie oddając ich chrześcijanskim rodzinom.
                  Rodzice zginęli, dzieci przezyły, ale po kilkudziesieciu latach okazalo się, ze
                  wciąż czują do swoich rodziców wielki żal, że zostali PORZUCENI.
                  Dziecko rozstanie interpretuje jako porzucenie, choc moze to nie mieć nic
                  wspolnego z rzeczywistoscią.
                  Moze moglabyś zaczekać troszke z tym wyjazdem, aż dziecko przyzwyczai sie do
                  przedszkola? Bedzie jej pewnie łatwiej.
                  A jak się zachowuje, kiedy ją odbierasz? Wiele dzieci okropnie protestuje rano,
                  a potem jest w swietnym humorze.Pamiętam też, ze dzieci często urzadzają scene
                  specjalnie dla matki - kiedy ta, zdeptana poczuciem winy, wreszcie wyjdzie,
                  natychmiast uspokajaja sie i bawia wesoło. Moze nie jest tak źle z tym
                  przedszkolem.
                  • pomidorowa5 Re: Dziecko 20.09.06, 10:18
                    Nanga nie wyjade na pewno dopoki dziecko sie nie przyzwyczai. Dodam jeszcze ,ze
                    jest dokladnie tak jak napisalas.Jak ja odbieram jest bardzo zadowolona z
                    przedszkola a wychowawczyni mowi,ze jak tylko wychodze po przyprowadzeniu jej
                    przestaje plakac i jest grzeczna. Dzis znowu jest juz lepiej.Placz byl tylko po
                    przebudzeniu sie,ale taki bez lez. W drodze do przedszkola nie plakala w ogole i
                    cieszyla sie ,ze idzie .Jest wiec postepsmile))) Oby tak dalej smile)))
                    • nangaparbat3 Re: Dziecko 20.09.06, 11:06
                      Jeszcze Cie pocieszę: moj brat zaczynał płakać już wieczorem, ze do przedszkola
                      nie pojdzie. Rano urządzal histerie, jak mama go odbierała, był w swietnym
                      nastroju.
                      Wyrósł na uroczego faceta, łatwo nawiazujacego kontakty, pewnego siebie w
                      najlepszym znaczeniu tego słowa.
                      • pomidorowa5 Re: Dziecko 20.09.06, 11:12
                        Taka jest moja corciasmile Pelna humoru,wesola i co najwazniejsze bardzo
                        kontaktowa.Uwielbia dzieci , lubi byc w towarzystwie. Zoodiakalny blizniaczek smile
                        Dlatego nie wyobrazam sobie kolejny rok trzymac ja w domu bo to dopiero bylby
                        koszmar.Jedno dziecko zaadoptuje sie szybciej w nowym otoczeniu drugie musi
                        poswiecic na to wiecej czasu i przezyc ten bol rozstania.Jestem dobrej mysli.
                        Pozdrawiam.

                        A co do wyjazdu jeszcze sie zastanawiam<czyt. waham uncertain >
                        • pomidorowa5 Re: Bylam u psychologa 22.09.06, 10:49
                          U psychologa dzieciecego w obecnosci pani pedagog.Rozmawialam na temat
                          zachowania dziecka i tak jak myslalam jej histerie spowodowane sa sytuacja a
                          mianowicie odejsciem tatusia i brakiem zainteresowania sie z jego strony
                          dzieckiem. Dostalam kilka rad ,na ktore niestety absolutnie nie mam
                          najmniejszego wplywu bo gdybym miala doczynienia z kochajacym ojcem
                          ,odpowiedzialnym czlowiekiem wygladaloby to zupelnie inaczej dlatego pozostaje
                          nadal w martwym punkcie.
                          Pytalam rowniez co do wyjazdu i o dziwo spotkalam sie z przychylna
                          opinia.Uslyszalam,ze jest to nawet dobry pomysl.Moje obawy sie w pewien sposob
                          rozwialy choc nie do konca ,ale wiadomo,ze nic nie jest proste na
                          poczatku.Najwazniejsze,ze jestem pelna nadziei i patrze optymistycznie w przyszlosc.
                          • nangaparbat3 Re: Bylam u psychologa 22.09.06, 10:51
                            pomidorowa5 napisała:

                            > U psychologa dzieciecego w obecnosci pani pedagog.Rozmawialam na temat
                            > zachowania dziecka i tak jak myslalam jej histerie spowodowane sa sytuacja a
                            > mianowicie odejsciem tatusia i brakiem zainteresowania sie z jego strony
                            > dzieckiem. Dostalam kilka rad ,na ktore niestety absolutnie nie mam
                            > najmniejszego wplywu bo gdybym miala doczynienia z kochajacym ojcem
                            > ,odpowiedzialnym czlowiekiem wygladaloby to zupelnie inaczej dlatego pozostaje
                            > nadal w martwym punkcie.


                            Czy mamy rozmumieć, ze psycholog powiedzial Ci, co tatus powinien?
                            Takie rady to o kant...
                            • pomidorowa5 Re: Bylam u psychologa 22.09.06, 11:00
                              Nanga dokladnie tak sad i jest to w moim przypadku walenie glowa w mur
                              ...niestetysad W dodatku dostalam propozycje by go przyprowadzic na taka rozmowe
                              heh . Powiedzialam ze szczegolami jakie sa relacje miedzy nami.Koncowa wypowiedz
                              byla taka iz jesli nie bedzie chcial nikt go do niczego nie zmusi.Cale
                              szczescie,ze po obserwacji dziecka w przedszkolu przez pania psycholog i pedagog
                              nic nie wzbudzilo niepokoju. Milo sie slucha rzeczy milych o swoim dzieckusmile
                              • nangaparbat3 Re: Bylam u psychologa 22.09.06, 11:03
                                Pewnie, że milo.
                                w ogole zawsze uważam, ze najwazniejsze, żeby dziecko dobrze sie miało wśrod
                                rowiesnikow.
                          • berek_76 Re: Bylam u psychologa 23.09.06, 16:05
                            > Pytalam rowniez co do wyjazdu i o dziwo spotkalam sie z przychylna
                            > opinia.Uslyszalam,ze jest to nawet dobry pomysl.Moje obawy sie w pewien sposob
                            > rozwialy choc nie do konca ,ale wiadomo,ze nic nie jest proste na
                            > poczatku.

                            Pomidorowa, ja zaczynam wątpi w tego Twojego psychologa, nie tylko po tym
                            tekście o tym, że tatuś powinien... Psycholog, o ten to POWINIEN udzieli rady,
                            co robi, a nie co by było, gdyby. Ale moja wątpliwoś dotyczy wyjazdu.

                            Ja nie uważam, żeby sam wyjazd był złym pomysłem, wręcz przeciwnie. Uważam
                            tylko, że w takiej sytuacji, jaką opisujesz - kiedy dziecko cierpi z powodu
                            odejścia ojca, kiedy ma poważne problemy emocjonalne - pozostawienie go również
                            bez drugiego rodzica może mie tylko katastrofalne skutki. I oczywiście, to jest
                            moja opinia, ale jednak znajomością psychologii podparta, ABSOLUTNIE nie
                            zdecydowałabym się na taki krok w takiej chwili.

                            Podobnie, jak z racji racji nie decyduję się na wyjazd z babami za granice,
                            ponieważ wartością nadrzędną jest dla mnie w tym wypadku ich kontakt z ojcem.

                            -----------------------
                            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                            • pomidorowa5 Re: Bylam u psychologa 23.09.06, 22:03
                              berek_76 napisała:

                              > > Pytalam rowniez co do wyjazdu i o dziwo spotkalam sie z przychylna
                              > > opinia.Uslyszalam,ze jest to nawet dobry pomysl.Moje obawy sie w pewien s
                              > posob
                              > > rozwialy choc nie do konca ,ale wiadomo,ze nic nie jest proste na
                              > > poczatku.
                              >
                              > Pomidorowa, ja zaczynam wątpic w tego Twojego psychologa, nie tylko po tym
                              > tekście o tym, że tatuś powinien... Psycholog, o ten co POWINIEN udzielic rady,
                              > co robic, a nie co by było, gdyby. Ale moja wątpliwoś dotyczy wyjazdu.-


                              rada byla jedna : porozmawiac z ojcem by widywal sie z dzieckiem czesciej,
                              najlepiej kilka razy w tygodniu , by poszedl na spacer ,na rower, na lody , do
                              kina, na plac zabaw , mozliwosci jest mnostwo ,ale zeby to byl kontakt
                              OJCIEC-DZIECKO a nie raz na miesiac , gora dwa ,czasami z przerwami do miesiecy
                              czy dwoch i zawsze w obecnosci konkubiny i jej dziecka , gdzie dziecko zdaje mi
                              pozniej relacje ,ze bawila sie z D.<corka konkubiny> a nie spedzala tego czasu z
                              ojcem . Dziecko najwyrazniej potrzebuje miec tate dla siebie i daje o tym znac
                              poprzez swoje zachowanie . A jej tatus jest z rodzaju tych co porozmawiac nie
                              chca bo to jego sprawa jak ten czas z dzieckiem spedza . Zreszta nie ma mowy o
                              jakiejkolwiek tutaj rozmowie z nim . Mowilam o tym paniom z poradni,ale tak jak
                              myslalam powiedzialy mi,ze nikt go zmusic do niczego nie moze .

                              >
                              > Ja nie uważam, żeby sam wyjazd był złym pomysłem, wręcz przeciwnie. Uważam
                              > tylko, że w takiej sytuacji, jaką opisujesz - kiedy dziecko cierpi z powodu
                              > odejścia ojca, kiedy ma poważne problemy emocjonalne - pozostawienie go również
                              > bez drugiego rodzica może mie tylko katastrofalne skutki. -



                              Tak jak juz pisalam wczesniej nie porzucam dziecka a jedynie prosze rodzicow by
                              sie nim zajeli na jakis czas. Sa to dziadkowie ,z ktorymi moja corka jest
                              zwiazana emocjonalnie a nie podrzucenie do dziadkow na czas nieobecnosci mamusi
                              bo wtedy bylby problem. Problemy emocjonalne nie znikna jezeli zostane tutaj.
                              Dziecko nadal bedzie tesknic za tata a zostanie tutaj bedzie oznaczalo,ze
                              bedziemy krecic sie w blednym kole. Chce wyjechac bo tam mam lepsze perspektywy
                              na zycie niz tu, i zapewnic dziecku stabilizacje. Nie mam zamiaru czekac tyg. na
                              tatusia ,ktory raz przyjdzie a raz nie przyjdzie bo to na 100% dobre dla dziecka
                              nie bedzie. Takie jest moje zdanie na ten temat. Nie wiesz tez jaka mam sytuacje
                              konkretnie w domu,ale mysle,ze nie ma sie co w to zaglebiac . Podsumowujac nie
                              moze byc gorzej,moze byc juz tylko lepiej .


                              I oczywiście, to jest
                              > moja opinia, ale jednak znajomością psychologii podparta, ABSOLUTNIE nie
                              > zdecydowałabym się na taki krok w takiej chwili.- a na jaki krok ? mam patrzec
                              jak dziecko cierpi ? z zalozonymi rekami? Ja ojcu dziecka nie odbieram, sam
                              zrezygnowal z tych kontaktow , sam krzywdzi dziecko ,a ja mam patrzec z
                              zalozonymi rekami na to wszystko?
                              >
                              > Podobnie, jak z racji racji nie decyduję się na wyjazd z babami za granice,
                              > ponieważ wartością nadrzędną jest dla mnie w tym wypadku ich kontakt z ojcem.-

                              mam nadzieje,ze ten kontakt z ojcem Twoich dzieci jest taki jaki byc powinien. U
                              mnie niestety nie sad
                              >
                              > -----------------------
                              > Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                              • nangaparbat3 Re: Bylam u psychologa 23.09.06, 22:37
                                Uswiadomiłam sobie teraz, ze jeśli wyjedziesz, a potem przeprowadzisz się z
                                corką daleko od dziadków, to dziecko straci jeszcze i ich - kolejne rozstanie.
                                A dzieci naprawdę rozstanie przezywają jako porzucenie, zwłaszcza gdy ktoś je
                                wczesniej rzeczywiście porzucił.
                                Z drugiej strony rozumiem, ze masz przed sobą jakąś szansę, o ktorej myślisz,
                                że raczej sie już nie powtorzy.
                                Przyznam się, że w tej sytuacji czuje się zupelnie bezradna, nie widzę dobrego
                                wyjścia.
                                • pomidorowa5 Re: Bylam u psychologa 23.09.06, 23:23
                                  Nanga najlepsza sytuacja jest taka kiedy dwoje ludzi bierze slub,kupuja
                                  mieszkanie<mieszkaja bez dziadkow>,splodza dzieci i sobie zyja w milosci i w
                                  szczesciu. Jak wiadomo na tym forum nie kazdemu jest to pisane. Moja sytuacja
                                  jest taka,ze moj maz mieszkal u mnie ,jeszcze wtedy bez mojej matki,ktora
                                  wprowadzila sie calkiem niedawno<ponad rok temu>, nastapil rozpad mojej rodziny
                                  . A ja nadal zyje z rodzicami pod jednym dahcem juz 25 lat . Nie mielismy
                                  mozliwosci by sie wyprowadzic , cos wynajac albo kupic mieszkanie. I teraz tak :
                                  mieszkam sobie nadal tutaj, matka chce miec ogromy wplyw na moje zycie, na
                                  wychowanie mojego dziecka a jest to starsza osoba i jej metody wychowawcze sa
                                  zupelnie inne niz 30 lat temu. Jest konflikt, rodzice mi sie wtracaja, dziecko
                                  rozpieszczaja bo tatus zostawil<ich tok rozumowania> Wiem,ze chca w jakis sposob
                                  wynagrodzic ,ale nie mozna tego robic za wszelka cene i ze szkoda dla dziecka.
                                  I druga strona tego medalu: moi rodzice sa juz w podeszlym wieku, i chocia zycze
                                  im 200 lat zycia nie wiadomo ile pozyja a dla dziecka zmiany zyciowe sa
                                  nieuniknione i jak kazda sytuacja jest inna moja jest taka jak napisalam .
                                  Tesknota to uczucie,ktore czesto nam towarzyszy w zyciu ,ale to nie koniec swiata.
                                  Dziecko bedzie tesknic za mna zreszta tak jak ja za nim bardzo co tez i dla
                                  mnie nie bedzie latwe. Bedzie tesknic za dziadkami, ale .... wyjezdzajac wlasnie
                                  miedzy innymi chce corce zapewnic stabilizacje.Dziadkowie tez zyc wiecznie
                                  przeciez nie beda .
                                  • pomidorowa5 Re: Bylam u psychologa 23.09.06, 23:32
                                    Dodam jeszcze ze zmiany w zyciu kazdego czlowieka ,czy doroslego czy malego to
                                    normalna rzecz. Mam swoje lata i tez chce wyrwac sie spod skrzydel rodzicow.
                                    Jezeli chodzi o tesknote i problemy z tym zwiazane dlatego miedzy innymi
                                    zglosilam sie do psychologa dzieciecego. Przedstawilam paniom sytuacje i one tez
                                    sobie daja sprawe z tego ,ze dziecko bedzie tesknic ,ale najwazniejsze to podjac
                                    decyzje z jak najmniejsza szkoda dla dziecka a uwierz mi,ze jak nie wyjade , jak
                                    zostane to nie bedzie to dobre. To nie jest dla mnie tez latwa decyzja , nie
                                    wiem czy sie uda ,ale warto sprobowac . Nie chce podejmowac decyzji pochopnie
                                    dlatego m.in. zwrocilam sie do poradni.
                              • berek_76 Re: Bylam u psychologa 24.09.06, 17:07
                                > Tak jak juz pisalam wczesniej nie porzucam dziecka a jedynie prosze rodzicow by
                                > sie nim zajeli na jakis czas. Sa to dziadkowie ,z ktorymi moja corka jest
                                > zwiazana emocjonalnie a nie podrzucenie do dziadkow na czas nieobecnosci mamusi
                                > bo wtedy bylby problem.

                                Pomidorowa, to z Twojego punktu widzenia. Z punkti widzenia dziecka to jest tak,
                                że najpierw zniknął tata, a teraz zniknęła mama. Dziecko dłuuuuuugo nie rozumie
                                konieczności zarabiania i nawet jeśli mu to wyjaśnisz, a ono pokiwa głową ze
                                zrozmieniem, to nie zmieni faktu, że nie będzie w stanie tego zrozumiec.
                                Zakładam, że Twoje dziecko jest z Tobą związane emocjonalnie bardziej niż z
                                dziadkami, prawda? A mimo to cierpi po odejściu ojca. To dlaczego sądzisz, że
                                Twoje "odejście" nie będzie dla niego traumą? Już nie będzie nawet tej opoki,
                                jaką jest mama...

                                mam pa
                                > trzec
                                > jak dziecko cierpi ? z zalozonymi rekami? Ja ojcu dziecka nie odbieram, sam
                                > zrezygnowal z tych kontaktow , sam krzywdzi dziecko ,a ja mam patrzec z
                                > zalozonymi rekami na to wszystko?

                                Ale ja mam wrażenie, że tu jakoś niewiele ma do rzeczy, co czuje dziecko. Bo za
                                ojcem będzie tęskni czy tu, czy tam. Wyjazd do innego miasta nie zlikwiduje
                                problemu tęsknoty za ojcem, a na wstępie dołoży koszmar tęsknoty za matką.

                                Ja nigdzie nie pisałam, że nie powinnaś wyjeżdża. Pisałam, że IMHO nie powinnaś
                                ani na trochę zostawia dziecka z dziadkami. jeśli, jak piszesz, jest w nim taki
                                wielki ból po odejściu ojca, Twój wyjazd może by dla niego koszmarem. Dlatego
                                gdybym ja była w takiej sytuacji, to:
                                - albo poszukałabym możliwości wyjazdu od razu z dzieckiem
                                - albo poczekałabym, aż unormuje się stan uczuc dziecka.

                                Nie wiem, jakie problemy ma Twoje dziecko po rozstaniu z tatą. Ankia siusiała w
                                majtki, dostawała histerii na granicy bezdechu, budziła się w nocy z koszmarnym
                                krzykiem, zamykała się w sobie i nie odzywała się kompletnie... jeśli nie masz
                                tych problemów - dziękuj Bogu. I nastaw się, że możesz na nie zapracowac,
                                wyjeżdżając bez dziecka. Ono ma ograniczoną wytrzymałośc na rozstania.


                                Pomidorowa - to jest Twoje życie. Pisałaś o nim, więc poczułam się upoważniona
                                do wyjawienia swoich obaw. Zamiast burzy się na krytykę, spróbuj postawi się w
                                sytuacji swojego dziecka. Nie z całym ...dziestoletnim doświadczeniem, tylko
                                takim, jakie ono ma. Z jego poziomem rozumienia. Wczuj się w jego sytuację.

                                I wtedy decyduj.
                                -----------------------
                                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                                • a.niech.to Re: Bylam u psychologa 24.09.06, 18:42

                                  >Ja nigdzie nie pisałam, że nie powinnaś wyjeżdża. Pisałam, że IMHO nie powinnaś
                                  >ani na trochę zostawia dziecka z dziadkami. jeśli, jak piszesz, jest w nim taki
                                  >wielki ból po odejściu ojca, Twój wyjazd może by dla niego koszmarem. Dlatego
                                  >gdybym ja była w takiej sytuacji, to:
                                  >- albo poszukałabym możliwości wyjazdu od razu z dzieckiem
                                  >- albo poczekałabym, aż unormuje się stan uczuc dziecka.
                                  Bodajże Maheda uporczywie powtarza, że nie zwiąże się z nikim, dopóki córka się
                                  nie usamodzielni. Prezentujesz podobną postawę. Macie rację.

                                  • nangaparbat3 Re: Bylam u psychologa 24.09.06, 19:44
                                    Ja tez to powtarzam. Ale nie kazdemu musi pasować.
                                  • berek_76 Re: Bylam u psychologa 24.09.06, 21:25
                                    > Bodajże Maheda uporczywie powtarza, że nie zwiąże się z nikim, dopóki córka się
                                    >
                                    > nie usamodzielni. Prezentujesz podobną postawę. Macie rację.

                                    Ja ma inne powody do nie wiązania się z nikim wink Mianowicie mam męża uncertain

                                    Ale nie, aż tak radykalna nie jestem. natomiast i owszem, mam poczucie
                                    odpowiedzialności za dzieci, które to poczucie urosło mi jeszcze po tym, jak
                                    moje drugie pół pokazało, że dla swojego widzimisię potrafi dziecku świat na łeb
                                    zawalic bez minimum refleksji.

                                    Kurczę, w końcu to ja te dzieciaki na świat powołałam i odpowiadam za to, żeby
                                    na przyzwoitych i szczęśliwych ludzi wyrosły. A ja już jestem na tyle dorosła,
                                    żeby wiedziec, że SWOJE szczęście nosze w sobie i ono naprawdę nie zależy od
                                    tego, gdzie mieszkam, pracuję, co robię.

                                    -----------------------
                                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                                    • nangaparbat3 Berek 24.09.06, 21:41
                                      Pomidorowa mieszka z rodzicami. Ja bym była ostrozna w ocenach.
                              • czekolada72 Re: Bylam u psychologa 25.09.06, 09:34
                                pomidorowa5 napisała:


                                > rada byla jedna : porozmawiac z ojcem by widywal sie z dzieckiem czesciej,
                                > najlepiej kilka razy w tygodniu , by poszedl na spacer ,na rower, na lody , do
                                > kina, na plac zabaw , mozliwosci jest mnostwo ,ale zeby to byl kontakt
                                > OJCIEC-DZIECKO a nie raz na miesiac , gora dwa ,czasami z przerwami do
                                miesiecy
                                > czy dwoch i zawsze w obecnosci konkubiny i jej dziecka , gdzie dziecko zdaje
                                mi
                                > pozniej relacje ,ze bawila sie z D.<corka konkubiny> a nie spedzala teg
                                > o czasu z
                                > ojcem . Dziecko najwyrazniej potrzebuje miec tate dla siebie i daje o tym znac
                                > poprzez swoje zachowanie . A jej tatus jest z rodzaju tych co porozmawiac nie
                                > chca bo to jego sprawa jak ten czas z dzieckiem spedza .

                                Ha, to mamy chyba tego samego exa - na palcach jednej reki mozna zliczyc
                                chwile, ktore spedził z Mała SAM w ciagu ostatnich 3lat, zawsze z panienka, z
                                dzieckiem itd. Czasu ktory by poswiecił wyłacznie Małej - nie ma!
                                • pomidorowa5 Re: Bylam u psychologa 25.09.06, 14:14
                                  Kontrowersyjna dyskusja ,i dobrze wlasnie takiej mi trzeba. Spojrzenia na
                                  sytuacje z boku. Z tego co napisalas Berek sugerujesz mi,ze pani psycholog jest
                                  w wielkim bledzie.Jak najbardziej biore pod uwage uczucia dziecka i licze sie z
                                  nimi. Nie wiem tez czy moja tesknota za corka nie bedzie jeszcze wieksza niz jej
                                  za mna. Sek w tym,ze dziecko jest zwiazane z dziadkami tak samo jak i ze
                                  mna,dlatego miedzy innymi dlatego nie bedzie tak cierpialo gdyby nagle musialo
                                  zostac z dziadkami,ktorych widuje raz na tydzien. Poczucia szczescia nie da sie
                                  ani zwazyc ani zmierzyc. Kazdego uszczesliwia co innego i to szczescie dzieli
                                  sie na male i mniejsze szczescia dlatego w mojej sytuacji nie moge powiedziec
                                  ,ze czuje sie spelniona w pelni szczesliwa kobieta i usiluje cos z tym
                                  zrobic.Doskonale wiadomo,ze jezeli dziecko bedzie mialo szczesliwa i
                                  usmiechnieta mame samo tez bedzie szczesliwe i do tego wlasnie daze.
                                  • a.niech.to Re: Bylam u psychologa 25.09.06, 14:18
                                    pomidorowa5 napisała:

                                    > w mojej sytuacji nie moge powiedziec
                                    > ,ze czuje sie spelniona w pelni szczesliwa kobieta i usiluje cos z tym
                                    > zrobic.
                                    Nie za dużo wymagasz?
                                    > Doskonale wiadomo,ze jezeli dziecko bedzie mialo szczesliwa i
                                    > usmiechnieta mame samo tez bedzie szczesliwe i do tego wlasnie daze.
                                    Nie wiem, czy mama na zdjęciu- nawet uśmiechnięta -stanie się źródłem szczęścia
                                    dla malucha. Powątpiewam.
                                    • pomidorowa5 Re: Bylam u psychologa 25.09.06, 14:29
                                      a.niech.to napisała:

                                      > pomidorowa5 napisała:
                                      >
                                      > > w mojej sytuacji nie moge powiedziec
                                      > > ,ze czuje sie spelniona w pelni szczesliwa kobieta i usiluje cos z tym
                                      > > zrobic.

                                      > Nie za dużo wymagasz?

                                      Czy Ty sie zastanawiasz co piszesz?Czy chciec byc szczesliwym to za duzo?A Ty
                                      bys chciala byc nieszczesliwa i miec poczucie,ze nic z tym nie robisz?

                                      > > Doskonale wiadomo,ze jezeli dziecko bedzie mialo szczesliwa i
                                      > > usmiechnieta mame samo tez bedzie szczesliwe i do tego wlasnie daze.

                                      > Nie wiem, czy mama na zdjęciu- nawet uśmiechnięta -stanie się źródłem szczęścia
                                      >
                                      > dla malucha. Powątpiewam.- ja mowie o mamie ,ktora dziecko na codzien widzi
                                      szczesliwa i zadowolona z zycia.
                                    • pomidorowa5 Re: Bylam u psychologa 25.09.06, 14:41
                                      Sugerujesz ze jak nie wyjade to dziecko bedzie szczesliwe bo:

                                      - bedzie wychowywalo sie z mama i dziadkami,ktorzy maja ogromny wplyw na jej
                                      wychowanie stosujac zupelnie odmienne metody wychowawcze
                                      -zostajac tutaj ze mna bedzie rozbite emocjonalnie czekajac na tatusia ,ktory
                                      kompletnie olal dziecko?
                                      -bedzie zylo na stopie nizszej niz przecietnej?
                                      -bedzie patrzylo na matke znerwicowana i dosc czesto zaplakana?
                                      - bedzie swiadkiem awantur ?
                                      -mieszkajac z dziadkami tak mocno sie z nimi zwiaze , ze traumatyczne przezycie
                                      takie jak ich odejscie z tego swiata co jest nieuniknione <daj im Boze 200lat>
                                      zupelnie nie wplynie na jego psychike?

                                      Wiesz? Moja matka nie spelnila sie zyciowo.Od poczatku jak pamietam po dzien
                                      dzisiejszy mam obraz mojej nieszczesliwej matki,ktora zyla i zyje problemami i
                                      stad tez moje dziecinstwo szczesliwe nie bylo. Nie chce tego samego zafundowac
                                      dziecku... nie chce by mi kiedy powiedzialo mamo dlaczego nic nie zrobilas ?
                                      • misbaskerwill Re: Bylam u psychologa 25.09.06, 14:54
                                        Jedź z dzieckiem (o ile M wyrazi zgodę, bo teoretycznie bez tego nie możesz).
                                        Powiem tylko, jako człowiek, który w dzieciństwie dużo jeździł z rodzicami:
                                        - dziecko o wiele łatwiej adaptuje się do nowych warunków niż dorosły,
                                        - opanowuje w sposób szybki i _perfekcyjny_ język danego kraju,
                                        - bardzo rozwija swoją wrażliwość i tolerancję obcując z innymi nacjami,
                                        itp.

                                        Według mnie jest znacznie więcej pozytywów takiego wyjazdu dla dziecka, nawet
                                        jeśli ma jechać tylko z matką.
                                        Oczywiście - wyjazd bez zgody ojca to przestępstwo. Natomiast wyjazd bez dziecka
                                        też grozi tym, że ojciec zechce zakwestionować opiekę teściów nad dzieckiem.
                                        Ale nie pamiętam, jakie M w Twoim przypadku ma prawa do dziecka...

                                        Być może Tobie wydaje się to nierealne - ale moim zdaniem, lepiej dla dziecka
                                        byłoby wyjechać z mamą.
                                  • berek_76 Re: Bylam u psychologa 25.09.06, 15:20
                                    Pomidorowa, przestań, proszę, złościć się na mnie. Jeszcze raz podkreślam, że
                                    nie krytykuję pomysłu wyjazdu w ogóle, natomiast po swoich doświadczeniach z
                                    dzieckiem tracącym z dnia na dzień jedno z rodziców (prawdopodobnie dłuższych i
                                    bardziej dramatycznych niz Twoje do tej pory) staram Ci się zwrócić uwagę na
                                    coś, czego moim zdaniem możesz nie dostrzegasz.

                                    > Sek w tym,ze dziecko jest zwiazane z dziadkami tak samo jak i ze
                                    > mna

                                    IMHO robisz poważny błąd zakładając, że dziecku będzie wszystko jedno, czy
                                    będzie z mamą, czy z dziadkami. Ja staram się pokazać, że akurat teraz, kiedy
                                    dziecko "straciło" jedno z rodziców, "utrata" drugiego może być dla niego
                                    wyjątkową traumą. Zwłaszcza, że Twoja motywacja do wyjazdu jest dla
                                    kilkuletniego dziecka czystą abstrakcją, więc nie będzie w stanie osłodzić mu
                                    rozstania. dziecko po rozstaniu rodziców czuje się porzucone i jeśli silnie to
                                    przeżywa (a piszesz, że tak), to dołożenie do tego choćby czasowej utraty
                                    drugiego z rodziców jest dokopywaniem leżącemu. Ile to dziecko ma jeszcze znieść?
                                    Trudno mi uwierzyć, że twoje dziecko jest rzeczywiście tak samo związane z
                                    Twoimi rodzicami, jak z Tobą, a jeśli rzeczywiście tak jest, to TO jest dopiero
                                    problem. Nie miesiąc rozstania z Tobą, tylko przebudowanie relacji w Waszej
                                    rodzinie. I na to wyjazd może pomóc... Dobrze, jeśli w to wierzysz. Ale musisz
                                    też zdawać sobie sprawę, że równie dobrze możesz wylądować w obcym mieście bez
                                    pomocy, a za to z dzieckiem, które zalamuje się pod ciężarem nieszczęść które na
                                    nie spadły. Oj, bywa trudno z takim dzieckiem...

                                    A co do szczęścia... Tak, masz rację. Każdy ma prawo do szczęścia, a dziecko
                                    szczęśliwej matki ma większą szansę być szczęśliwe. Tylko czy zawsze? Czy -
                                    wybacz drastyczny przykład - jeśli matkę uszczęśliwia zażywanie narkotyków albo
                                    zmienianie partnerów życiowych, to automatycznie gwarantuje to szczęście jej
                                    dziecku?

                                    Moim zdaniem to prawo działa raczej w drugą stronę - jeśli zapewniam szczęście
                                    swojemu dziecku, tym samym czuję się szczęsliwa. Nie mogę być szczęśliwa
                                    wiedząc, że to, co robię, krzywdzi moje dzieci.

                                    Doskonale wiadomo,ze jezeli dziecko bedzie mialo szczesliwa i
                                    > usmiechnieta mame samo tez bedzie szczesliwe

                                    To jest akurat guzik prawda. Szczęście matki NIE JEST GWARANCJĄ szczęścia
                                    dziecka. Owszem, matce nieszczęśliwej będzie trudno zapewnić szczęście dziecku.
                                    Ale nie wystarczy dbać o swoje szczęście, żeby dziecko bło szczęśliwe. O dziecku
                                    też trzeba pamiętać.

                                    Zrobisz jak zechcesz. Ale z gwałtowności Twoich wypowiedzi widzę, że problem
                                    chyba nie tyle w dziecku, co w Twoim przekonaniu, że wyjazd wszystko zmieni.
                                    Może masz rację. Może też się okazać, że swój problem zabrałaś ze sobą i jedyną
                                    zmianą po wyprowadzce będzie to, że tam już nie będzie gotowych pomóc rodziców.
                                    tak też się może zdarzyć.

                                    -----------------------
                                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                                    • pomidorowa5 Re: Bylam u psychologa 25.09.06, 19:58
                                      berek_76 napisała:

                                      Berek zanim skomentuje Twoja wypowiedz napisze odrazu,ze nie zloszcze sie na
                                      Ciebie. To jest Twoj punkt widzenia tej sprawy i masz prawo widziec go po
                                      swojemu ,moze dlatego,ze nie znasz szczegolow.Skupiasz sie i wylacznie na tym,ze
                                      dziecko bedzie cierpiec jak wyjade... a teraz komentarz...

                                      > Pomidorowa, przestań, proszę, złościć się na mnie. Jeszcze raz podkreślam, że
                                      > nie krytykuję pomysłu wyjazdu w ogóle, natomiast po swoich doświadczeniach z
                                      > dzieckiem tracącym z dnia na dzień jedno z rodziców (prawdopodobnie dłuższych
                                      > i
                                      > bardziej dramatycznych niz Twoje do tej pory) staram Ci się zwrócić uwagę na
                                      > coś, czego moim zdaniem możesz nie dostrzegasz.-


                                      moje dziecko nie stracilo ojca wczoraj ani tydzien temu ani rok temu tylko
                                      minelo juz prawie 3 lata a to kawal czasu.Kazde ...podkreslam kazde dziecko
                                      bedzie tesknic za ojcem w takich sytuacjach a tym bardziej kiedy ten ojciec nie
                                      chce poswiecic czasu dla dziecka.
                                      >
                                      > > Sek w tym,ze dziecko jest zwiazane z dziadkami tak samo jak i ze
                                      > > mna.
                                      >
                                      > IMHO robisz poważny błąd zakładając, że dziecku będzie wszystko jedno, czy
                                      > będzie z mamą, czy z dziadkami.

                                      Berek skad takie wnioski? Nie zakladam tego,ze jest to wszystko jedno.Wiadomo,ze
                                      z mama bedzie jej najlepiej ,jednak w takiej sytuacji jesli zostanie z dziadkami
                                      nie oznacza ,ze stanie mu sie wielka krzywda.

                                      Ja staram się pokazać, że akurat teraz, kiedy
                                      > dziecko "straciło" jedno z rodziców, "utrata" drugiego może być dla niego
                                      > wyjątkową traumą.-

                                      tak jak pisalam wczesniej , nie teraz a prawie 3 lata temu a to kawal czasu.

                                      Zwłaszcza, że Twoja motywacja do wyjazdu jest dla
                                      > kilkuletniego dziecka czystą abstrakcją, więc nie będzie w stanie osłodzić mu
                                      > rozstania. dziecko po rozstaniu rodziców czuje się porzucone i jeśli silnie to
                                      > przeżywa (a piszesz, że tak), to dołożenie do tego choćby czasowej utraty
                                      > drugiego z rodziców jest dokopywaniem leżącemu. Ile to dziecko ma jeszcze znieś
                                      > ć?-


                                      to nie jest tak, moze zle to przedstawilam. Teskni bo teskni,ale nie objawia sie
                                      to moczeniem w nocy, apatia, brakiem zainteresowania swiatem,monotonnym
                                      smutkiem. Gdyby tak bylo pomyslalabym o terapii.Moja corka byla obserwowana
                                      przez pania psycholog i wychowawczynie. Nic nie wzbudzilo podejrzen w jej
                                      zachowaniu. Rozwija sie prawidlowo.



                                      Nie miesiąc rozstania z Tobą, tylko przebudowanie relacji w Waszej
                                      > rodzinie.-

                                      ehhh latwo powiedziec sad nic nie dodam wiecej w tym temaciesad


                                      I na to wyjazd może pomóc... Dobrze, jeśli w to wierzysz. Ale musisz
                                      > też zdawać sobie sprawę, że równie dobrze możesz wylądować w obcym mieście bez
                                      > pomocy, a za to z dzieckiem, które zalamuje się pod ciężarem nieszczęść które n
                                      > a
                                      > nie spadły. Oj, bywa trudno z takim dzieckiem...-

                                      nie wyjezdzalabym gdybym nie miala tam jakiegokolwiek punktu zaczepienia.Nie
                                      jade w ciemno...
                                      >
                                      > A co do szczęścia... Tak, masz rację. Każdy ma prawo do szczęścia, a dziecko
                                      > szczęśliwej matki ma większą szansę być szczęśliwe. Tylko czy zawsze? Czy -
                                      > wybacz drastyczny przykład - jeśli matkę uszczęśliwia zażywanie narkotyków albo
                                      > zmienianie partnerów życiowych, to automatycznie gwarantuje to szczęście jej
                                      > dziecku?-

                                      oj Berek Berek ja nie mowie tutaj o pozornym i patologicznym "szczesciu". Nie
                                      wiem po co przytoczylas ten przyklad.
                                      >
                                      > Moim zdaniem to prawo działa raczej w drugą stronę - jeśli zapewniam szczęście
                                      > swojemu dziecku, tym samym czuję się szczęsliwa.- i wlasnie to chce zrobic.
                                      Wyjazd nie tylko bedzie dobry dla mnie ,ale przede wszystkim dla dziecka, czego
                                      Ty narazie nie potrafisz dostrzec bo tak jak na poczatku napisalam skupiasz sie
                                      i wylacznie na tym,ze bedzie przez jakis czas beze mnie i bedzie to ogromnie
                                      traumatyczne przezycie dla niej .

                                      Nie mogę być szczęśliwa
                                      > wiedząc, że to, co robię, krzywdzi moje dzieci. - bez przesady
                                      >
                                      > Doskonale wiadomo,ze jezeli dziecko bedzie mialo szczesliwa i
                                      > > usmiechnieta mame samo tez bedzie szczesliwe
                                      >
                                      > To jest akurat guzik prawda. Szczęście matki NIE JEST GWARANCJĄ szczęścia
                                      > dziecka. Owszem, matce nieszczęśliwej będzie trudno zapewnić szczęście dziecku.
                                      > Ale nie wystarczy dbać o swoje szczęście, żeby dziecko bło szczęśliwe. O dzieck
                                      > u
                                      > też trzeba pamiętać.
                                      >
                                      > Zrobisz jak zechcesz. Ale z gwałtowności Twoich wypowiedzi widzę, że problem
                                      > chyba nie tyle w dziecku, co w Twoim przekonaniu, że wyjazd wszystko zmieni.-


                                      jestes bardzo pochopna w swoich wypowiedziach. Albo poprostu tak odbierasz to co
                                      ja pisze. Brak empatii,ale nie kazdy posiada taka ceche ...


                                      > Może masz rację. Może też się okazać, że swój problem zabrałaś ze sobą i jedyną
                                      > zmianą po wyprowadzce będzie to, że tam już nie będzie gotowych pomóc rodziców.
                                      > tak też się może zdarzyć.-

                                      a skad wiesz czy oni sa gotowi mi pomagac tutaj ? Nie masz zielonego pojecia czy
                                      mi pomagaja i jesli juz w jaki sposob?Nie czytasz dokladnie tego co pisze a
                                      troche napisalam o swojej sytuacji w rodzinie.

                                      Dziekuje jednak Ci za wypowiedz .


                                      >
                                      > -----------------------
                                      > Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                                      • berek_76 Re: Bylam u psychologa 25.09.06, 20:58
                                        Pomidorowa, myślę, że problem wziął się stąd, że z Twoich wypowiedzi wynikało -
                                        dla mnie - że rozstanie miało miejsce niedawno. Nie wiem, czy to moja ostatnia
                                        nieprzytomnoś, czy sposób opisywania przez Ciebie sytuacji. Wsio rawno.

                                        Jeśli jest tak jak piszesz, że to nie jest swieża sprawa, to oczywiście rzecz
                                        wygląda zupełnie inaczej. I pewnie, że w takiej sytuacji, kiedy pewne sprawy
                                        jakos tam się unormowały - nawet jeśli jest to niewygodna norma - należy po
                                        prostu układa sobie życie.

                                        W takim razie moje uwagi możesz uznac za nieodnoszące się do Twojej sytuacji i
                                        tyle. A następnym razem wypowiem się dopiero po obronie, bo musi, ze to ten
                                        doktorat mnie tak przytępia.

                                        -----------------------
                                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka