Doradźcie mi co mam robić

Jak juz pisałam, szykuję się do napisania pozwu. Znalazłam wzory itp., ale od
jakieś czasu zastanawiam się nad jednym problemem. Otóż oficjalnie
mój_jeszcze_mąż zarabia marne grosze (ok. 600 PLN netto). Od swojego szefa
dostaje "na rękę" dużo więcej, poza tym od lat dorabia sobie "na czarno" i są
to kwoty od kilkuset do kilku tys. złotych. Nie ma na to żadnych papierów,
nic nie jest przelewane na konto, świadkowie - mogę o nich zapomnieć bo to
jego kolesie

Sam zaoferował się i jak na razie płaci 300 PLN alimentów na młodą.
Jednak ja niedawno zmieniłam pracę, moje zarobki (wszystko oficjalnie!) są
kilkukrotnie wieksze niż jego! Przez przypadek dowiedział się, ile dostaję i
szlag go trafia! Ja wynajmuję mieszkanie, utrzymuję siebie i młodą, ale on
uważą, że wogóle nie powinien mi nic płacić. Kiedy młoda czegoś potrzebuje
(szkła kontaktowe, nowe okulary, buty itp.) słyszy od niego: niech matka ci
kupi, ją stać!
Boję się, że w sądzie zacznie odwalać jakieś cyrki, ma "doradców" którzy są
tak samo mądrzy inaczej, jak on. Boję się, że zacznie walczyć o alimenty na
siebie, że sąd przyzna mi nic na dziecko...
Jak udowodnić, że zarabia więcej? Kiedyś co prawda wpłacałam jego pensję na
konto, ale to żaden dowód...
Może powinnam wziąść prawnika? Trochę szkoda mi kasy, ale może warto?
Dodam, że nie mam jeszcze umowy na czas nieokreślony, tylko do na próbny do
końca lutego.
Nic więcej od niego nie chcę, tylko te kilka stów na młodą. Wyprowadziłam się
z domu zabierając tylko ciuchy, mój telewizor i rozwalonego laptopa..
Chyba przez ta barową pogodę mam dzisiaj doła...

(