i proszę o przygarnięcie mnie do grona forumowiczów...

Póki co jestem rozsypana na tysiac kawałków - moja wielka miłość skończyła się
dwa lata temu, gdy obita w trzecim miesiącu ciąży zwiałam od męza niecałe trzy
lata po ślubie. Straciłam dziecko. Wtedy wydawało mi się, że straciłam
wszystko... ale minęły ponad dwa lata żyję i nawet się uśmiecham czasami

Rok
temu dałam się namówić na próbę ratowania i odbudowywania, która zakończyła
się totalną klapą. Jestem kilkanaście tysięcy zł i morze łez do tyłu.
Miesiac temu podjęłam najtrudniejszą decyzję w moim życiu - decyzję o rozwodzie.
Boli jak diabli. Pan mąż wypiął się i zniknął, muszę jak dla ostatniego
bandyty ustanawiać mu kuratora, bo nawet adresu nie raczy podać... a za oknem
huczy morze i wieje wiatr
a.