Dodaj do ulubionych

Lubie mojego eks...

08.01.07, 20:32
Naprawde.
Tak mnie naszlo,kiedy odpowiadalam pieknej_julii na post. Lubie go. Nie
przeraza mnie telefon od niego,nie boje sie ja zadzwonic. Nie boje sie o nim
rozmawiac ze wspolnymi znajomymi. Troche czasu mi to zajelo. No,bo w koncu
rozstanie z powodu milosci do kogos innego bylo. Walczylam o ten zwiazek, on
zreszta tez. Na milosc jednak nic sie nie poradzi...I nie mam pretensji, ze
sie zakochal, bo to oznacza, ze ja MUSIALAM wczesniej nawalic. No,bo nikt nie
robi przeciez tego tak dla sportu. Nie odchodzi sie od zony latwo, od rodziny
i calego dotychczasowego zycia. Kiedys uslyszalam takie zdanie, ze Ci
porzucani sa egoistami w zwiazkach. I zgadzam sie z tym. Znacznie trudniej
jest odejsc niz zostac. Dzisiaj sama to wiem...Dzisiaj sama to przezywam..
Nie wiem, jak bylo z Waszymi eks,ale widzialam jak maz sie meczyl z ta
sytuacja, a ja sie meczylam z nimi, na poczatku z soba, bo zachowywalam sie
okropnie. I krzyczalam i plakalam i wyrzucalam itp. Chyba klasyka.
Ale ktoregos dnia zrozumialam,ze nie wygram z miloscia. Jesli jest prawdziwa.
Taka ich sie okazala. Sa malzenstwem, maja dziecko. Spotykam sie czasami z
moim bylym mezem na kawie. Rzadko bardzo, przy okazji swiat,urodzin itp. nie
z powodu dziecka, bo nie zdazylismy go miec. Gdzies po roku zaczelismy bardzo
szczerze rozmawiac o jego odejsciu. Dlaczego, co go ujelo w obecnej zonie, z
czym ja sie meczylam. Powiedzial mi kiedys, ze kiedy poczul, ze ja oslablam w
swoim zalu i poukladalam sie z soba, on zaczal byc znowu szczesliwy. I juz
zdarzaja sie dni kiedy odpuszcza mu poczucie winy. I mysle sobie ze ok, ze
tak powinno byc. Bo z miloscia sie nie wygra, nienawisc tez jej nie pokona.
Nie mozna zapomniec tego co bylo, ale mozna nauczyc sie z tym zyc.
Pozdr
G.
Obserwuj wątek
    • alexolo zupełnie sie z toba nie zgadzam 08.01.07, 20:42
      no to faktycznie musiałaś narozrabiać w swoim zwiazku.....


      a

      egoistą jest ten kto dla spełnienia swojego szczęścia porzuca dom
      kochajaca żone i przeurocze wyczekiwane dziecko!!!!!!!!
      o boże jaki biedni ci męzowie pozwalaja sobie na romans na
      zdrade!!!!!!!!!!!!!!i sa tacy nieszcześliwi bo muszą wybrać ...
      żal mi ciebie ...nie jego!!!



      • fiducia_32 Re: zupełnie sie z toba nie zgadzam 08.01.07, 20:56
        Nie musisz sie ze mna zgadzac. Nie pisze na tym forum, po to zeby mi
        przytakiwano. Mam swoje zdanie. Tak po prostu. Ciesze sie, ze nie jestem
        nerwowa, zaslepiona nienawiscia byla zona. Jak wychowywalabym w takim stanie
        swoja wymarzona, wyczekana corke???
        • alexolo !! 08.01.07, 21:31
          jeszcze nie jestem byłą !!!więc do zakończenia sprawy niech moje emocje
          nie opadna bo jeszcze gotowa bym była przyznać sie do tego że byłam
          niepotrzebnie zazdrosna o to że mąż okłamywał nas..zdradzał . okradał..
          osmieszał ....i rano kochał sie z dziwa w domu a wieczorem w tym
          samym łóżku ze mną ...
          nienawisci we mnie nie ma bo ja nie z tych ...jedynie swoich racji
          bronie ....
          i nie pozwole sobie juz nigdy mysleć że, to moja wina była ..że ja
          nawaliłam..do tego stopnia że mmaz musuał z domu zwiać ....

          a kontakty.. z mezem kawka i wspominki ..będą mozliwe może za kilka
          lat...nigdy nie mówie nigdy.
          • fiducia_32 Re: !! 08.01.07, 21:47
            Odpisuje ci w tym temacie ostatni raz, bo odnosze wrazenie, ze probujesz mnie
            obrazic. A na to nie bardzo mam ochote. Domyslam sie ze zrobiono Ci ogromna
            krzywde i jestes rozzalona. I slusznie,ze sie bronisz. Zreszta nie tylko sie,
            bo i dziecko. Jesli Twoj maz zachowal sie jak DRAN, musi poniesc konsekwencje.
            Nie biore na siebie winy za moj rozwod. Sad nie orzekl winy. My tez nie.
            Pozdrawiam cieplo
            • blue_a fiducia... 08.01.07, 23:22
              u Ciebie jest już należny dystans (czas, okoliczności),
              nie oceniaj innych zbyt surowo...zdobądź się na wyrozumiałość.
              • tricolour Neleżny dystans polega na tym... 08.01.07, 23:32
                ... by nie oceniać innych zbyt surowo gdy mają inne zdanie smile)

                Branie winy na siebie za odejście męża (do innej) nie oznacza dystansu do
                sprawy. Moim zdaniem to odcięcie się od problemu poprzez nierzeczywiste
                spojrzenie na role partnerów w związku. Łatwiej było przypisać sobie nienależną
                winę niż zająć właściwe miejsca w rozpadającym się małżeństwie.

                Ciekawe jak takie cos rokuje na przyszłość innych relacji...
                • blue_a Jakie jest owo właściwe 08.01.07, 23:35
                  miejsce? Kogo stać wtedy na stoicki spokój?
                  • tricolour Wtedy może nie stać... 08.01.07, 23:38
                    ... ale teraz, po latach może warto nazwać rzeczy takimi jakie są...
                    • blue_a A jakie są 08.01.07, 23:41
                      i czy nie należy pozwolić ludziom przeżywać życia po swojemu?
                      Jeden będzie przyjaźnił się z ex-żoną, inny zapomni o niej
                      na wieki wieków amen.
                      Co do jednego widzę chyba tak samo jak Ty. Wina rozpadu nie
                      jest po jej stronie. Rzadko jest po jednej stronie (chyba...)
                      • tricolour O to mi tylko chodzi. 08.01.07, 23:44
                        By winnym zdrady był zdradzający, a nie ofiara, która twierdzi teraz, że musiała
                        być winna, bo nikt nie zdradza dla sportu...

                        • alexolo rzdko bo rzdko sie z toba zgadzam... 09.01.07, 00:55
                          ale w tym przypadku w 1000% dobrze to ubrałes w słowa
                          • gastaira sprawy oczywiste 09.01.07, 09:32
                            1. nie każda zdrada prowadzi do rozwodu.

                            2. nie kazdy rozwod poprzedzony jest zdrada.

                            wnioski:

                            -za zdrade odpowiedzialny jest ten co zdradza
                            -do rozwodu doprowadzaja problemy w zwiazku miedzy malzonkami (nie zawsze
                            skutkujace zdrada)
                            -udzial winy malzonkow w rozpadzie zwiazku jest rozny bo to sprawa indywidualna
                            w kazdym zwiazku
    • blue_a Pytanie poboczne: 08.01.07, 20:52
      Jakie macie zapatrywania na tzw. palenie mostów?
      (powiedzmy, że nie ma dziecka)
      • fiducia_32 Re: Pytanie poboczne: 08.01.07, 21:01
        Chyba to wszystko zalezy od sytuacji i potrzeby ludzi. Nie mozna definiowac
        jednoznacznie w przypadku uczuc. Jesli potrzebuje sie spalic mosty, zeby lepiej
        sie zylo i zeby miec jakis swoj spokoj, nalezy tak zrobic. No i czasami wymaga
        tego zaufanie w nastepnym zwiazku. Natomiast nie da sie wykreslic z naszego
        zycia trudnych sytuacji. Mnie sie zawsze wydaje,ze im szybciej czlowiek sie z
        tym pogodzi tym lepiej. Dla wszystkich
      • fiducia_32 Re: Pytanie poboczne: 08.01.07, 21:03
        blue_a napisała:

        > Jakie macie zapatrywania na tzw. palenie mostów?
        > (powiedzmy, że nie ma dziecka)
        >
        Ps. A co znaczy powiedzmy? Dziecko albo jest albo go nie ma smile
        • blue_a Dosłownie :) 08.01.07, 21:07
          Dziecko jest - most musi być smile powinien...
          Nie ma - może nie być nawet najmniejszej kładki, co kto lubi
          • fiducia_32 Re: Dokladnie:) 08.01.07, 21:13
            Moze (podkreslam moze) nie byc nawet najmniejszej kladki. Jak kto woli.
            Moja kladka tez juz jest coraz bardziej watla smile Zycie sie toczy, mamy dzieci,
            swoje sprawy, swoje klopoty...The show must go on big_grin
            • julka1800 Re: Dokladnie:) 08.01.07, 22:11
              fiducia_32 napisała:

              > Moze (podkreslam moze) nie byc nawet najmniejszej kladki. Jak kto woli.
              > Moja kladka tez juz jest coraz bardziej watla smile Zycie sie toczy, mamy
              dzieci,
              >
              > swoje sprawy, swoje klopoty...The show must go on big_grin


              napisalas mamy dzieci, a we wstepnym poście ze
              "Rzadko bardzo, przy okazji swiat,urodzin itp. nie
              z powodu dziecka, bo nie zdazylismy go miec"

              to w koncu macie czy nie, nie zebym byla dociekliwa ...
          • weekenda mosteczek powiadasz...? 08.01.07, 21:50
            tiaaaa... wybudowałam niedawno takową kładeczkę... chwieje się bidna, kruszy,
            skrzypi, rusza, a od czasu do czasu chcę ją kopnąc albo i podciąć... czasami aż
            słyszę swój chichot jędzo-wiedźmy jak piłą dydoli biedne wątłe nóżki tej
            kładeczki... i nie musicie mi nic odpowiadać... kumam. az tak źle ze mną nie
            jest. kumam wsio - na swoje nieszczęście.
            • fiducia_32 Re: mosteczek powiadasz...? 08.01.07, 22:06
              Piluj babo, piluj zwawo jak przez mosteczek do Ciebie ogien piekielny
              dociera!! smile
              Czyta sie tu o stworach ziejacych takowym ogniem.
              • weekenda Re: mosteczek powiadasz...? 08.01.07, 22:11
                smile)) a żebyś wiedziała! i nawe nie zdają sobie sprawy, że jadowite są! ech
                losie losie! a mam to na własne życzenie! rozumu zabrakło! pieska twoja
                niebieska! bo durnota chodząca myślała! bo zapomniała jak było! indyk myślał o
                niedzieli... pewnie, że się zapomina to co najgorsze... przypatynowuje się
                zaciera.. i człek głupieje. i zaxczyna mieć nadzieje, tęsknić... do bani.

                to co? podcinac powiadasz? juz myślałam o tym myślałam... ale bardziej
                subtelnie: WYSADZIĆ W POWIETRZE!!! wink
                • fiducia_32 Re: mosteczek powiadasz...? 08.01.07, 22:20
                  I ja durna baba los powtorny, a nawet gorszy sobie zgotowalam, bo tez myslalam
                  w naiwnosci swej o milowaniu pieknym i czystym...ach
                  Ps. Proponuje subtelnosc. Podetnij deseczke, a jak stwor wlizie to spadnie w
                  otchlan. I nie bedzie mosteczka ni dziadeczka big_grin
                  • weekenda Re: mosteczek powiadasz...? 08.01.07, 22:25
                    ot i tu mi Siostrą jesteś smile

                    Tylko ja to troszkę delikatniej widzę: podpiłuję z jednej strony, podminuje z
                    drugiej i jak stąpnie to buch! trach! i zjedzie na swoją stronę! i tam już
                    zostanie. Po co potem odpowiadać jak za Człowieka... a tak niech se patrzy z
                    daleka i wzdycha, że ofiara mu sie z rąk wymknęła...

                    Wiem, żem Wiedźma big_grin
                    • fiducia_32 Re: mosteczek powiadasz...? 08.01.07, 22:29
                      Ot! Widac, zes czarowna szkole z wyroznieniem ukonczyla. Nie proznowalas na
                      zajeciach big_grinDD
                      Pozdrawiam cieplo
                      G
                      • bursztynowe Re: mosteczek powiadasz...? 08.01.07, 23:39
                        Jakie toto krwiożercze dramatycznie. Full horror. Gdzie sie takie chowa?
                        • weekenda Gdzie się chowa? 08.01.07, 23:52
                          na memłonie, fajnie rosną
      • panda_zielona Re: Pytanie poboczne: 08.01.07, 23:17
        nie musiałam palić żadnego mostu ani nawet kładeczki.Sam spłonął,a ściślej
        mówiąc zawału przy tej drugiej dostał.sad
        • blue_a Bożeż...poważnie? 08.01.07, 23:20
          Most?
          On? no, współczuję...
          ale komu?
          • panda_zielona Re: Bożeż...poważnie? 09.01.07, 18:34
            most? nie,mosty raczej na zawał nie zapadają,a współczułam tej
            drugiej,powaga,bez złośliwości
    • tricolour Uczcie się, drogie Panie! 08.01.07, 22:28
      Gdy Wasi mążowie porzucą Was dla innej, to bierzcie winę na siebie, bo przecież
      MUSIAŁYŚCIE wcześniej nawalić.

      Gdy mąż bedzie próbował ratować małżeństwo, ale na próbach poprzestania, to jest
      wasza wina. Gdy mąż zlecważy Was, poniży i w końcu odejdzie (bo tak trudniej -
      bohater, kurcza go mać), to Wasza wina.

      Wydaje mi się, że powinno się Was sądownie karać za odejście męża do innej...
      • weekenda Re: Uczcie się, drogie Panie! 08.01.07, 22:35
        oooo? to tak do jednego wora! heya! wymieszać i wychodzi papka. eeee tam
        uogólnienia
        • tricolour Więc wyłamujesz się? 08.01.07, 22:39
          Całe szczęście...
          • weekenda Więc wyłamujesz się? PEWNIE! 08.01.07, 22:48
            Nie zrobiłam nic NIC złego przez lata! przez lata kurde balans jak ta idiotka,
            tłumaczyłam, płakałam, błagałam, wyjaśniałam, listy pisałam i kochałam. Bo
            myślałam, że moja miłość go uzdrowi... ciężka kretynka. I NIC ZERO NUL. Jak
            szponki i języczek jadowity rozwinęłam to się kłopot zrobił bo dziewczynka
            okazała się beee niedobra fuj!

            ech!
      • libra22 :-) 08.01.07, 22:39
        A ja tam rozumiem, co autorka miała na myśli i sama czuję to czasemsmile
        Weekendo - rób co chcesz, byleby kładki nie byłosmile
        • weekenda Re: :-) 08.01.07, 22:44
          Kochanie... siedzę sobie cichuteńko i z wiedźmowatym chichotem podpiłowuję tę
          bidulę, którą sama jak ta POTŁUCZONA CHORA DEBILKA zbudowałam...

          A co?! ktos tu święty jest? żadne takie! co? każdy siedział cichutko, grzeczny,
          kurturarny i spolegliwy był tak? juz to widzę! ja tez mam czerwone pazurki i
          potrafię ich użyć! jak jak podpiłuję to wszystkie Włoszki i Hiszpanki z
          Meksykankami sie chowają przy mnie HA!
          • crazysoma Re: :-) 08.01.07, 23:27
            Rany Boskie. O czym Wy gadacie? Kladki, wiedzmy, kadzie, wybuchy, miny.
            Most na rzece... kwa kwa.
            • blue_a a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:29
              unieszkodliwić bez dowodu zbrodni?
              przyfasolić mu SOPLEM smile
              • crazysoma Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:33
                "Haha". Muzyka puszczona na full w najmniej spodziewanym momencie tez. Kiedys
                sobie o tym myslalam tongue_out
                • blue_a Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:36
                  Pękną "tylko" bębenki czy będzie denat? smile)
                  • crazysoma Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:37
                    Moim zdaniem denat zawalowiec.
                    • weekenda Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:47
                      nie mogę... big_grinDDD

                      kiedyś moja ukochana progenitura w wieku malutkim podkręciła potencjometr na
                      ful... nic o tym nie wiedziałam i pstryknęłam radio... mam wieżę i od
                      pstryknęcia do zaskoczenia mijają jakieś 1,5 sek... wystarczy aby się odwrócic
                      i odejść jeden krok... robi wrażenie... nie ma do czego porównać... głosniki
                      mam dwa, Alton 110W... cos jakby nagle odpalił w pokoju dżambo dżet... chyba,
                      bo nigdy nie odpalił ale cos tak mi to wyglądało...

                      na szczęście huk był tak duży, że nie było takiej możliwości aby sąsiedzi
                      zorientowali się skąd pochodził smile
                      • blue_a Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:50
                        fajne, szalone forum smile
                        • crazysoma Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:53
                          Ale napiszmy wyraznie, ze to tylko teoretyzowanie ten spektakl "Sople i
                          dzwiek". Zeby ktos nie napisal - fajne, szalone wiezniarki tongue_out
                          • weekenda Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:56
                            ojoj! zaraz tam więźniarki! phi! a jak J.Ch. Andersen tyle zbrodni opisał to
                            co? zapuszkowali go? nie! a inny Szerlok Holms? a Agatka Ch.? no! to my tez
                            możemy. a co?!
                          • blue_a Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:56
                            z bardzo rozbujaną wyobraźnią smile
                            pewnie, że fantazje. które nie będą wcielone smile
                            • crazysoma Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:57
                              Never... tongue_out
                              • blue_a w sygnaturce to ja mam: 08.01.07, 23:58

                                • crazysoma Re: w sygnaturce to ja mam: 09.01.07, 00:03
                                  i za bialym kroliczkiem tongue_out
              • weekenda Re: a wiesz, jak można kogoś 08.01.07, 23:33
                ja pierdziu! soplem SOPLEM! no nie... nic dziwnego, że jakowaś inkwizycja
                kiedyś aktywna była big_grinDD ryknęłam śmiechem, Młody chyba śpi big_grinDD
          • phokara Fiducia... 08.01.07, 23:32
            ... napisalas bardzo piekny post. Nie zgadzam sie ze wszystkim, na pewno nie z
            tym, ze sie zawsze odchodzi z winy drugiej strony. Bywa roznie, a regul nie ma.
            Ale to nie zmienia faktu, ze dawno nie urzekla mnie na tym forum zadna
            opowiesc, tak bardzo, jak Twoja. Malo kto potrafi przelknac wlasny zal i gorycz
            i pochylic sie nad cudem milosci, jesli przydarza sie innym, zwlaszcza tym,
            ktorzy to nas mieli kochac do konca zycia. To naprawde trudna sprawa, duzo
            prosciej psy wieszac na wiarolomnych exach i na niesprawiedliwym losie, nie
            udzielajac rozgrzeszenia.
            Naprawde mi zaimponowalas.
            Masz babo klase. I tego sie zawsze warto trzymac. W przeciwienstwie do meza.
            Pozdrawiam serdecznie.
            • tricolour Uważasz, że klasa polega na tym... 08.01.07, 23:37
              ... żeby "potrafić przelknac wlasny zal i gorycz i pochylic sie nad cudem
              milosci" własnego męża do innej kobiety? A za przyprawianie rogów winę wziąć na
              siebie?

              No... moje pojęcie klasy ograniczyłoby sie tylko do "potrafienia przelykania
              wlasnego zalu i goryczy i pochylenia sie nad cudem milosci".

              Widzę, że skormniejszy jezdem...
              • phokara Re: Uważasz, że klasa polega na tym... 08.01.07, 23:43
                Przeciez napisalam, ze sie nie zgadzam z ta wina.

                ps.
                Bycie skromniejszym ode mnie, to doprawdy marna sztuka. Czuly Barbarzynco.

              • blue_a Teoretyzuję, 08.01.07, 23:44
                ale odwrót na pięcie i żadnego "pochyłu"...
                Kurczę, każdy człowiek ma prawo do szczęścia.
                W takim przypadku patrzenie na szczęście (?)
                człowieka, którego się jeszcze kocha może porządnie boleć.
                Cóż, chyba żem egoistka.
                • nangaparbat3 Re: Teoretyzuję, 08.01.07, 23:50
                  A zauwazylaś, co Fiducia napisala o exie? ze zacząl byc naprawde szczęśliwy w
                  tym nowym zwiazku dopiero wtedy, gdy przekonal się, ze ona juz nie cierpi (nie
                  pamietam, jak to zostalo sformulowane, ale jakos tak zrozumialam).
                  Mysle, ze na takiego czlowieka patrzy sie inaczej, niz na kogos, kto ma w
                  dupie - że dobro, podobnie zresztą jak zlo, nakreca sie jak spirala -
                  Myslę, ze to moze byc tak - boli, ale wazniejsze, ze jest szcześliwy. Mogę to
                  sobie wyobrazić.
                  • bursztynowe Re: Teoretyzuję, 08.01.07, 23:52
                    Poczucie winy (czytaj sumienie, jak ktoś wyposażony) potrafi zepsuć wiele
                    radości z odejścia.

                    No ale ludzie, sami powiedzcie, czy można się rozejść pogodnie, lekko i bez
                    bólu. To wbrew prawom fizyki.
                    • blue_a A wiesz? 08.01.07, 23:57
                      Mnie się wydaje, że jeśli ktoś przestać kochać,
                      no to faktycznie za drzwiami czuje już tylko ulgę...
                      Powaga.
                  • blue_a Re: Teoretyzuję, 08.01.07, 23:55
                    Nie wiem, czy nie będziemy się spierać o słowa. Ona napisała
                    "gdy on już nie ma poczucia winy i może być [od tego momentu]
                    szczęśliwy" czy jakoś tak...
                    Różnica, prawda?

                    Ktoś tu fajnie napisał, markus chyba, że przestałem kochać nie oznacza
                    atrofii pozytywnych uczuć. Cholera, mam to postawione ostrzej -
                    przestaję kochać - obojętność... Odcinam się od człowieka. Gorsza byłaby nienawiść, ale aż tak źle nie jest.
                    • tricolour Włąśnie, właśnie... 08.01.07, 23:58
                      ... o tą subtelność mi chodzi. Na tych subtelnościach zasadza się różnica
                      widzenia świata... i dlatego pytam niżej Nangę.
                  • tricolour Mam pytanko, Nango... 08.01.07, 23:57
                    ... jak spostrzegasz takiego człowieka, który jest szczęśliwszy w nowym związku
                    dopiero wtedy, gdy ex przestanie cierpieć?

                    To lepiej czy gorzej od zimnego drania, który nie zauważa dawnej żony?
                • phokara Re: Teoretyzuję, 08.01.07, 23:57
                  > Kurczę, każdy człowiek ma prawo do szczęścia.

                  To jest teoretyczna bzdura. Cos takiego jak prawo do szczescia nie wystepuje w
                  przyrodzie. Nie wiedzac czemu nauczylismy sie zakladac, ze tak jest i powolywac
                  sie na owo enigmatyczne prawo i wrecz zadac jego realizacji - najczesciej od
                  swiata a nie od siebie, zeby bylo ciekawiej.
                  Szczescie to jest sztuka zycia. Rodzaj umiejetnosci. Szczesliwi bywaja ci, co
                  ja praktykuja. Nawet bezprawnie.
                  • blue_a Sprytne. Podoba mi się. 09.01.07, 00:04
                    Pozwolisz końcówkę pożyczyć do sygnaturki? Biorę bezprawnie smile

                    Spróbuję się wpasować. Skoro odejście widzę jako krzywdę, przynajmniej
                    na początku tego procesu to no odwracam się na pięcie i nie życzę tym
                    państwu wszystkiego dobrego, mam ich w nosie. Zaczynam widzieć wyłącznie
                    siebie. Egoistycznie, aby przetrwać. Rozstanie jest stresem.
            • nangaparbat3 Pho 08.01.07, 23:44
              święte słowa.
              • phokara Re: Pho 08.01.07, 23:50
                nangaparbat3 napisała:

                > święte słowa.

                czasem nawet grzesznikom sie zdarza wyrzec!
                • nangaparbat3 Re: Pho 08.01.07, 23:50
                  phokara napisała:

                  > nangaparbat3 napisała:
                  >
                  > > święte słowa.
                  >
                  > czasem nawet grzesznikom sie zdarza wyrzec!

                  Ta nie przesadzaj, kobieto.
                  • phokara Re: Pho 08.01.07, 23:53
                    Dobrze, nie bede. Przesadzac sie zaczyna dopiero na wiosne.

                    ps.
                    Od tygodnia pisze do Ciebie i nie moge jakos skonczyc. Ale pamietaj -
                    cierpliwosc jest cnota.
                    Usciski.
                    • bursztynowe Re: Pho 08.01.07, 23:55
                      A niby Pokhara i Nangaparbat sa niedaleko... jakie to względne.
                      Albo i bezwzględne.

                      smile))
                      • phokara Re: Pho 08.01.07, 23:59
                        wszystko jest wzgledne.
                      • crazysoma Re: Pho 09.01.07, 00:00
                        Pokhara tak, ale PHokara to nie sa blisko, bo jednej w ogole nie ma tongue_out (Wiec
                        moze byc wszedzie skoro jej nie ma?) Sprawdzilam w atlasie swego czasu. "Haha".
                        • phokara Re: Pho 09.01.07, 00:03
                          Historia, jak szukalas mojego nicka pol nocy w googlach i atlasach, rozbroila
                          mnie kompletnie. Tak, to musi byc milosc.
                          • crazysoma Re: Pho 09.01.07, 00:06
                            I to zanim Cie poznalam... A wiesz, jak sie smialam sama do siebie, jak tego
                            cholernego, niestniejacego miasta Phokara szukalam tongue_out
                            • tricolour Phokara, to nie miasto... 09.01.07, 00:09
                              ... to nawet nie miejsce. To stan.

                              Stan ducha, bo zaraz ktoś dopisze, że trzeba amerykańską flage przerabiać...
                              • crazysoma Re: Phokara, to nie miasto... 09.01.07, 00:11
                                No, Phokara to nie miasto. Phokara to... Phokara. Ale Pokhara to miasto.
                              • phokara Re: Phokara, to nie miasto... 09.01.07, 00:12
                                Stan ducha Phokara.
                                No po prostu Arizona dream.

                                Zatkalo mnie.
                                Tri - Ty normalnie masz w sobie romantyzm (nie mylic z reumatyzm)
                                • crazysoma Re: Phokara, to nie miasto... 09.01.07, 00:22
                                  Normalnie, taki Brudny Harry.
                                  p.s Hehe. Zatkana Pho.
                                  • nangaparbat3 Re: Phokara, to nie miasto... 09.01.07, 00:29
                                    crazysoma napisała:

                                    > Normalnie, taki Brudny Harry.
                                    > p.s Hehe. Zatkana Pho.


                                    Ona to juz dawno odkryła w jego bławatkowych oczach.
                                    • crazysoma Re: Phokara, to nie miasto... 09.01.07, 00:32
                                      Ona tak. Teraz kolej na innych. Moze na Ciebie? smile
                                      To dopiero by bylo. Cos.
                                      • nangaparbat3 Re: Phokara, to nie miasto... 09.01.07, 01:13
                                        Oj by było.
                    • nangaparbat3 Re: Pho 08.01.07, 23:58
                      phokara napisała:

                      > Dobrze, nie bede. Przesadzac sie zaczyna dopiero na wiosne.
                      >
                      > ps.
                      > Od tygodnia pisze do Ciebie i nie moge jakos skonczyc. Ale pamietaj -
                      > cierpliwosc jest cnota.
                      > Usciski.
                      Jak by tu powiedzieć - cnoty mam rozliczne, ale niekoniecznie cierpliwość chyba
                      jednak niestety smile)))
                      • phokara Re: Pho 09.01.07, 00:01
                        > Jak by tu powiedzieć - cnoty mam rozliczne, ale niekoniecznie cierpliwość
                        chyba
                        >
                        > jednak niestety smile)))

                        Wlasnie dlatego pomagam Ci ja rozwijac. Szlachetny humanitaryzm.
            • gastaira Re: Fiducia... 09.01.07, 09:50

              > ... napisalas bardzo piekny post. Nie zgadzam sie ze wszystkim, na pewno nie z
              > tym, ze sie zawsze odchodzi z winy drugiej strony. Bywa roznie, a regul nie ma
              > Ale to nie zmienia faktu, ze dawno nie urzekla mnie na tym forum zadna
              > opowiesc, tak bardzo, jak Twoja. Malo kto potrafi przelknac wlasny zal i gorycz
              > i pochylic sie nad cudem milosci, jesli przydarza sie innym, zwlaszcza tym,
              > ktorzy to nas mieli kochac do konca zycia. To naprawde trudna sprawa, duzo
              > prosciej psy wieszac na wiarolomnych exach i na niesprawiedliwym losie, nie
              > udzielajac rozgrzeszenia.
              > Naprawde mi zaimponowalas.
              > Masz babo klase. I tego sie zawsze warto trzymac. W przeciwienstwie do meza.
              > Pozdrawiam serdecznie.


              potwierdzam ja tez.
              moja przyjaciolka sie rozwiodla juz z 10 lat temu bo maz zdradzil i mial dziecko
              z inna kobieta.
              nie bylo to przyjemne wtedy, ale mimo tego co facet zrobil, jest porzadnym
              czlowiekiem, dbajacym o ich wspolne dziecko i opiekujacym sie tym drugim niestey
              niepelnosprawnym.
              jesli przyjaciolce trzeba pilnej pomocy w czyms, zawsze moze do niego zadzwonic
              (ona nie naduzywa tego nigdy) a on nie odmowi pomocy ex zonie. nigdy tez nie
              odmawial ani nie zwlekal z placeniem alimentow.
              trudno nie lubic takiego exa
              nawet jesli kiedys zdradzil, ma z inna dziecko, rozstali sie i to bardzo bolalo.
              po latach kolezanka stwierdzila, ze wlasciwie z facetow ktorych potem spotykala
              to tylko na ex meza zawsze moze liczyc.
            • sonrisa3 Re: Fiducia... 14.01.07, 09:03
              No patrz Phokara, po raz kolejny muszę powiedzieć, że mogę się tylko podpisać
              pod Twoim postemsmile
              Tri, a może to, co pisze Fiducia jest jej sposobem na walkę z tą goryczą po
              porzuceniu. Nie pisze, że to najlepszy sposób, tylko opisuje swoją reakcję na
              tę sprawę. Jeśli jej to odpowiada - jaki problem? Jest też możliwość, że
              rzeczywiście uważa, że w małżeństwie nawaliła (co oczywiście nie usprawiedliwia
              zdrady, bo zdrady winien jest tylko ten, co zdradza)i dlatego chce zrozumieć,
              co nie znaczy "usprawiedliwić" swojego byłego męża.
              Powiem Ci, że ja również widzę co robiłam źle w małżeństwie. Widzę, co robił
              źle mój były mąż, ale nigdy nie przyjmowałam postawy, że ja jestem kryształowa
              a on to drań skończony. Może dlatego mamy bardzo poprawne kontakty po
              rozwodzie, co tylko pomaga naszemu dziecku.
              Mnie zaimponowało jej wyciszenie i próba popatrzenia na byłego jak na
              człowieka, takiego, który się zaplątał, popełnił błąd, bo związał się z kimś
              innym zanim "rozwiązał" się z nią a potem pokochał tę nową osobę i nie
              wiedział, co z tym fantem zrobić, bo tu serce, a tam - małżeństwo, wspólne
              lata, przywiązanie, jakieś uczucia, itd.
              • tricolour Swoją opinię oparłem na tym fragmencie... 14.01.07, 11:28
                ..." I nie mam pretensji, ze sie zakochal, bo to oznacza, ze ja MUSIALAM
                wczesniej nawalic".

                To o co można mieć pretensję w związku, w którym partner zdradza? Że sie samemu
                żyje i oddycha? Że sie wymaga lojalności i odpowiedzialności?
    • sbelatka Re: Lubie mojego eks... 09.01.07, 08:39
      Hmmm

      tak jabym Ci zazdraszczala...

      ja ciagle przed, mąz odchodzi do innej kobiety ( tyle, ze ciagle sie nie
      wyprowasdzila z domu - a ja gop lubie totez go nie wyrzucam, i nie wyzrucamgo
      bo nie chce psuc na pzryszlosc naszych kontaktow z powodu dzieci)

      ale juz nie wyrabiam z tymi moimi emocjami trudnymi, popadaniem w doly, owszem
      wylażę z nich, ale zaraz wpadam
      i takie to wszystko zwiazane z tym co ON robi, ze az mnie to pzrygnebia - jak
      patrze na to zimnym okiem.

      i tak mysle, ze JAK JUZ sie wyprowadzi, rozwiedzie - to bede miala dno, od
      ktorego sie odbije.
      teraz ciągle czuje sie ZAWIESZONA w jakiejs prozni.
      niby czasem sie od czegos na chwilke odbije o wyplyne zlapać powietrza...

      ale znpowu opadam w dol.

      Tez tak mysle - z miloscia nie da sie walcyc
      z brakiem milosci takze

      TEZ go boli to odhcodzenie z domu.
      pewnie gdyby nie to juz by go z nami nie bylo...

      zreszta nie wiem...

      marze o chwili gdy bezie dla mnie "obojetnym emocjonalnie czlowiekiem"

      ale boje sie, ze to dopiero bedzie w tedy gdy moje serce w rytmie cha cha z
      kims innym zatanczy..
      a czy to sie zdazry?
      kiedy sie zdarzy?

      ach, czemu nie mam krysztalowej kuli?



    • gastaira Re: Lubie mojego eks... 09.01.07, 10:02
      ja tez lubie exa,
      rozsanie bylo burzliwe bo oboje temperamentni, ale wscieklosc na niego mi
      powoli mija.
      fajny z niego byl facet, choc glupiiii.... jak facet
      ale jeszcze za wczesnie bym chciala z nim miec kontakt.
      dzieci nas nie lacza wiec nie ma potrzeby budowania kladek.
      moze kiedys sobie pogadamy i posmiejemy sie z glupot ktore w zyciu narobilismy.
    • alone33 Re: Lubie mojego eks... 09.01.07, 10:19
      Bardzo poruszyła mnie twoja wypowiedz. Ja tez dlugo walczylam o zwiazek,
      jeszcze zanim mnie zdradzil i odszedl. mielismy rozne podejscia do wielu spraw,
      mowil ze sie meczy w zyciu rodzinnym. Kocha corke ale uwaza ze nigdy nie
      powinnien byc z kims na stale bo wie ze mnie bardzo rani. W czasie naszych
      rozmow kiedy ja plakalam bo on oddalal sie, obiecywalismy sobie przyjazn po
      rozstaniu. Wiedzialam ze nic sie nie da na sile. Ale kiedy wkroczyla w nasz
      zwiazek trzecia osoba bylo mi to trudniej zrozumiec. Myslalam ze zakonczy
      najpierw jeden zwiazek i bedzie budowal drugi. Chcial zyc w ukladzie i w domu i
      u niej. Nie wytrzymalam tego, kazalam mu decydowac. Wyprowadzil sie ale nie
      zabral wszystkich swoich rzeczy. Nie moge na to wszystko patrzec spokojnie,
      targaja mna rozne emocje, raz chce sie dogadac a innym razem probuje wymoc na
      nim powrot. Wiem ze to jest chore bo nie potrafilabym byc z nim juz szczesliwa.
      Przeciez do milosci nikogo sie nie zmusi. Ona podobno jest tylko wygodna bo ma
      mieszkanie i mogl sie do niej wyniesc a nie czuje wielkiej milosci.
      Dzieki ci za tego posta, czuje ze musze bardziej go zrozumiec i nie mozna zyc w
      nieszczesliwym zwiazku nawet dla dobra dziecka. On deklaruje ze bedzie moim
      przyjacielem, ze nigdy nas nie zostawi bez pomocy i ze zawsze moge na niego
      liczyc. Dziecko zabiera ze szkoly jak moze, w wekendy tez.
    • fiducia_32 Slow pare jeszcze 09.01.07, 21:47
      Dziekuje wszystkim za komentarze. Czytam i czytam i zastanawiam sie gdzie
      wyraznie i jednoznacznie obarczylam sie calkowita wina za rozpad swego zwiazku
      malzenskiego??? Coz, mam niedparte wrazenie, ze Wielu,wiele z Was
      nadinterpretowalo tekst smile Niektorzy, nawet posuneli sie o daleko idaca w
      przyszlosc analize mych relacji w nastepnych zwiazkach i nie wroza mi
      dobrze...wink Jednak pozwolcie, ze bede probowala sie zakochac i kochac.
      Kochani, wiem tez z zycia, z Waszych postow ze rozstania bywaja przerozne:
      bezsasadne, niezwykle bolesne, upokarzajace, niemozliwe w swym egoizmie. I zeby
      obronic siebie i czesto dzieci trzeba drapac. MOCNO.
      Uczucie zalu i nienawisci nie jest mi obce, no bo jednak pojawilo sie
      towarzystwo w naszym zwiazku. Zajeta praca, doktoratem,soba nie zauwazylam
      tego. Rozstanie odbylo sie na tyle "szybko", ze nie przezylam wielu trudnych
      chwil, o ktorych piszecie i moze dlatego nie czuje sie taka przeczolagana przez
      ten nasz rozwod. I moze dlatego tak sie wlasnie zakonczyla moja historia.
      Kazdy z nas ma jednak swoja historie i przezywa ja po swojemu. I dobrze. Mamy o
      czym pisac, mozemy sie poznac, mozemy sie podzielic doswiadczeniami...
      pozdrawiam wszystkich cieplo (doslownie!) znad morza
      G.
      • tricolour Wziąłem Twoja winę stąd: 09.01.07, 21:57
        "I nie mam pretensji, ze sie zakochal, bo to oznacza, ze ja MUSIALAM wczesniej
        nawalic".

        Podkreśliłaś swoją winę duzymi literami, a słowo "musiałam" ma swój ciężar. Może
        nie miałaś takiego zamiaru, ale ubogość środków wyrazu w Necie dała taki efekt.
        Zresztą później napisałas o wiele smutniejszy post, który przeczył Twojemy
        braniu winy na siebie... ale to juz inna historia.

        smile
        • fiducia_32 jej... 09.01.07, 22:04
          To ja pisze smutne historie....?? No nie fajnie jest..sad
          • tricolour Dlaczego niefajnie? 09.01.07, 22:09
            Smutek to takie samo uczucie jak radość tyle, że znak ma przeciwny. Uważasz, że
            byłoby lepiej gdybys pisała tylko wesołe historie? To byłoby nieprawdziwe...
    • piekna_julia Re: Lubie mojego eks... 09.01.07, 22:24
      probuje znalesc tego posta ktory byl natchnieniem dla Ciebie smile ja niestety
      (moze stety) tez lubie swojego eks smile
      pozdrawiam
      • fiducia_32 Re: Lubie mojego eks... 09.01.07, 22:34
        Post: i juz sad
        Pisalam Ci jak sie czulam zaraz po wyjsciu z sali smile i tak mnie naszlo
        • piekna_julia Re: Lubie mojego eks... 10.01.07, 22:45
          witaj fiducia,
          przeczytalam twoja odopiedz do mojego i juz sad byla przejmujaca i smutna, dzis
          juz nie placze, staram sie ochnonac ale przeciez to dopiero 2 dni, ty piszesz
          ze siedzi to w tobie o 3 lat, moj maz tez mial na sobie slubny garnitur sad i
          odszedl nie odwracajac sie w moja strone sad
          pozdrawiam
          • pomidorowa5 Re: Lubie mojego eks... 12.01.07, 16:59
            Przeczytalam sobie post fiduci i musze przyznac ,ze nawet sie troche wzruszylam....

            Obawiam sie troche,ze zony zdradzone i porzucone,ktore sa tutaj z nami zaczna
            zarzucac sobie,ze to one cos nawalily. Nie wolno tak myslec pod zadnym pozorem.
            Rodzina to duza odpowiedzialnosc i skok w bok ,zdrada i nowa milosc nie
            usprawiedliwia takiego zachowania obarczajac za to zone . Nie ma zwiazkow
            idealnych,zawsze znajdzie sie sytuacja ,w ktorej kazdy z nas nawala czyli
            popelnia bledy, rani w jakis sposob nieswiadomie ,ale .... trzeba umiec o tym
            rozmawiac i to bardzo szczerze.

            Jesli chodzi o mnie swiadomie moge powiedziec idealna nie bylam, on tez oboje
            popelnialismy bledy w zwiazku. Ale nie czuje sie odpowiedzialna za to co
            zrobil.Pytajac siebie czy go lubie odpowiem smialo,ze nie . Tak naprawde krzywda
            nie bylo to,ze odszedl,ze zdradzil,ale w jaki sposob to zrobil i pozniej ta jego
            podlosc wobec mnie . Na chwile obecna nie wyobrazam sobie napic sie kawy z tym
            czlowiekiem .Moze faktycznie za kilka ,kilkanascie lat.... zarzekac sie nie
            bede.W tej chwili jest on dla mnie juz tylko ojcem naszego dziecka ,ktore bardzo
            krzywdzi nie wykazujac zainteresowania.

            Pozdrawiam
    • emde74 Re: Lubie mojego eks... 12.01.07, 16:51
      dojrzałe, że szczęka opada. Gdyby to przeczytał mój prawie eks...ech.... chylę
      czoła. M.
      • marek_gazeta Re: Lubie mojego eks... 13.01.07, 20:33
        Ja swoją (eks-) kobietę kocham, ale jej nie cierpię. Nie, nie za to, że mnie rzuciła, ale za to, że zabrakło jej w paru momentach klasy.

        Co za popieprzona sytuacja, kochać i nie cierpieć, są na to jakieś zastrzyki?!
        • pomidorowa5 Re: Lubie mojego eks... 14.01.07, 11:21
          marek_gazeta napisał:

          > Ja swoją (eks-) kobietę kocham, ale jej nie cierpię. Nie, nie za to, że mnie rz
          > uciła, ale za to, że zabrakło jej w paru momentach klasy.

          Ty nie ja kochasz tylko wyobrazenie o niej.
          >
          > Co za popieprzona sytuacja, kochać i nie cierpieć, są na to jakieś zastrzyki?!

          jednym z takich zastrzykow jest wlasnie uswiadomienie sobie tego.

          Pozdrawiam smile
          • monamam Re: Lubie mojego eks... 14.01.07, 22:46
            ha, moj mąż zawsze mówił mi,że byłabym prawie idelana jak bym inna była, dziś go
            lubię, bo fizcznie wciąż mnie rajcuje ( śmiać się czy płakać?), ale żyć z nim
            się nie da

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka