Dodaj do ulubionych

"Miłość według tabloidu"

12.02.07, 08:16
Poniżej wklejam Wam znakomity tekst Tomasza Terlikowskiego z
sobotniej "Rzeczpospolitej". Zawsze lubiłem nazywanie rzeczy po imieniu...

***

"Nie interesuje mnie życie małżeńskie córki prezydenta Kaczyńskiego, o którym
szeroko informował piątkowy "Super Express".
Jedynej córce prezydenta mogę współczuć życiowej tragedii. Tak jak współczuję
jej ojcu czy matce. Ale to nie byłoby warte pisania. Bo w sumie dość już
plotkowania o innych: aktorach, piosenkarzach czy dzieciach polityków. Ich
życie jest ich własną sprawą, a wtykanie w nie nosa nie najlepszym zwyczajem
tabloidów. Jeśli więc zasiadłem za klawiaturą, to z innego powodu. Oto w
tekście w "Super Expressie" znalazłem wszystkie możliwe językowe stereotypy
na temat miłości, które niszczą przestrzeń życia małżeńskiego. Porzucenie
męża dla innego mężczyzny, czyli ujmując rzecz po prostu ordynarna zdrada i
złamanie przysięgi małżeńskiej, jest "znalezieniem nowej miłości". Rozwód nie
jest już tragedią rodziny, ale kulturalnym i całkowicie oczywistym
rozstaniem. Nikną gdzieś uczucia i sytuacja dziecka, które musi nauczyć się
żyć z nowym "tatusiem", a starego widuje tylko podczas weekendowych spotkań.
Tego wszystkiego nie ma. Jest cudowna love story, w której nikt nikogo nie
krzywdzi, nic się nie stało, a pani i pan "kochają się i jest im ze sobą
dobrze" (jak barwnie ujął to Marek Dubieniecki, ojciec nowego kochanka córki
prezydenta).

Pewnie się czepiam, ale męczy mnie, co to wszystko ma wspólnego z miłością?
Miłość nie oznacza przecież nieustannego emocjonalnego haju. Budowana jest
zazwyczaj wtedy, gdy zaczyna być trudno, nudno i kłótliwie. Tyle że
dostrzeżenie tego uniemożliwia nam otaczająca nas kultura, w której wierność,
trud budowania miłości czy wychodzenia z kryzysu stają się już tylko
zacofaniem. Kobiecość w takim świecie zostanie sprowadzona do poziomu Dody
Elektrody, męskość do postawy Michała Wiśniewskiego, a miłość do treści
tekstów "Ich troje".
Obserwuj wątek
    • ladyhawke12 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 08:27
      Świetny tekst, i jaki prawdziwy, zwłaszcza w kwesti budowania miłości, i tego do czego dzisiejsza tzw. kultura doprowadziła, porównania do dody i wisniewskiego jest poprostu, miodzikiem z benzynką.
      • libra22 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 08:55
        To jest to co myślę na temat. Co nie zmienia faktu, że on tak nie myslał. I
        jest jak jest.
    • betuana Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 09:19
      Popieram. Dla mnie miłość to nie ckliwe love story serwowane przez seriale i
      kolorowe gazetki, ale wierność i odpowiedzialność za to co się osowiło ("Mały
      książę" się kłania). Niestety mało komu chce się obecnie wspólnie pokonywać
      trudności, dużo łatwiej jest powiedzieć: pani/panu już dziękujemy.
      • ladyhawke12 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 09:30
        Niestety ludzie dziś nie mają czasu, nie tylko na budowanie miłości, nie maja czasu na tworzenie swojej osobowości, nie czytaja książek, nie potrafia rozmawiać, nie potrafia w związku z tym tez rozwiazywać problemów. tworzenie własnego ja jest przeciez bardzo trudne, prosciej, dostosowac sie do głupich programów, i postaci z serjali, żyć ich problemami, a gdy w własnym życiu pojawi sie problem, to iść na łatwiznę tak jak pisała betu, pani/panu już dziekujemy. Usłyszałam ostanio, moim zdaniem najdurniejszy tekst na świecie, znajomy powiedział czemu sie rozwiódł, bo wszystkie gwiadzy się rozwodzą, trzeba być trendi, mnie poprostu zatkało.
    • tricolour Problem w tym... 12.02.07, 09:31
      ... że na tym forum rozwodników raczej są eksperci od niszczenia związków lub
      ofiary. Może właśnie taka perspektywa uprawnia do mówienia o budowaniu miłości
      poprzez trudy i kłótnie, ale mam wrażenie, że jest to perwersja.

      Nieudacznicy mówią o budowaniu związków...

      tongue_out
      • ladyhawke12 tri 12.02.07, 09:39
        Wydaje mi się że nie o to chodzi, zeby budować przez kłotnie, tylko o to żeby nie odchodzic bo pojawił sie problem, np z choroba drugiej osoby. Oczywiście lepiej zostawić niech sobie sama radzi, niż "perwersyjnie" zaopiekować się, bo wszak co znaczy biore sobie ciebie za zone, meza na dobre i na złe. Na dobre to trzymanie sie za raczki, itp podobne pierdolki, na zle to codzienność, placenie rachunkow, gotowanie , pranie sprzatanie, zwykla szarowa, ktora jest ponad sily dla co poniektorych osobnikow plci obojga. Moim zdaniem ta codziennosc wcale nie musi byc szara, ty;lko trzeba chciec, byc czyms wiecej niz, maszynka do sprzatania, lub lezenia na kanapie, trzeba czyms sie interesowac, cos soba reprezentowac.
        • tricolour Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 09:47
          ... więc poprawiam: nasze historie są sprzeczne z tym, co teraz mówimy o miłości.

          Co z tego, że wiemy jak to ma wyglądać skoro nasza rzeczywistość jest inna?
          • ladyhawke12 Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 09:50
            Fakt, ja bym tylko napisała że nasza rzeczywistość była inna. napisałeś bowiem w któryms z postów, że Twój nowy związek liczy sobie juz trzy lata, to znaczy że potrafisz chyba budować miłość, i skoro wiesz jak ma to wyglądać to nie popełnisz juz tylu błędów.
            • tricolour To też byłoby naciągane... 12.02.07, 09:57
              ... choćby z tego powodu, że mieszkamy osobno i problemy "klaustrofobii
              wczesnomałżeńskiej" są przed nami. Inna sprawa, że o tym wiemy, a kiedyś nie
              wiedziałem.
              Dodatkowo chcemy przeprowadzić się na nowe, wspólne śmieci, by nie znosić
              zapachu intruza we własnym mieszkaniu.

              Ale i tak to wszystko jest eksperymentem...
              • ladyhawke12 Re: To też byłoby naciągane... 12.02.07, 10:02
                Tri uważam że jestes innym człowiekiem, niz jak mówiłeś 'tak" pierwszy raz, Twoja wiedza na temat półapek podstawianych przez zycie jest o wiele większa, choćby to co piszesz o "klaustrofobii wczesnomałżeńskiej". Ta wiedza daje przewage i szansę na podłożenie poduszki pod tyłek jak będziesz upadał, łatwiej sie wtedy podnieść bo mniej będziesz potłuczony.
                • tricolour Też mam taką nadzieję... 12.02.07, 10:04
                  ... miłego dnia ---> zmykam do pracy.
                  • ladyhawke12 Re: Też mam taką nadzieję... 12.02.07, 10:05
                    Miłego i aromatycznej kawy.
          • phokara Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 10:40
            > ... więc poprawiam: nasze historie są sprzeczne z tym, co teraz mówimy o >>>>
            >miłości

            To fakt (taka gazeta). Faktem tez jest, ze to sie tyczy wiekszosci ludzi,
            niekoniecznie po rozwodach. Coz mowienie o milosci, podobnie, jak pisanie o
            niej w tabloidach jest sprawa bardzo prosta. Milosc zawsze pieknie prezentuje
            sie na papierze, wystarczy popatrzec na historie literatury albo zlote mysli
            zamkniete w okraglych zdaniach. Mnie zawsze rozczula przywolywanie cytatow z
            "Malego Ksiecia" (jak to ktos wyzej uczynil) bo z miejsca mi sie przypomina
            kontrast pomiedzy fantazja autora a jego zyciem. To pewnie troche nasz syndrom,
            z ta roznica, ze talenta pisarskie mniejsze i raczej nie ma co liczyc na
            tantiemy i zachwyt tlumow. To jest wlasnie zycie - w teorii kazdy swietnie wie,
            jak ma wygladac, a praktyka weryfikuje ta wiedze po swojemu.
            I kompletnie mnie nie interesuje, co napisal pan z "faktu", a co pan z "rzepy",
            bo napisac mozna wszystko i ze wszystkim sie mozna zgodzic lub nie. Teraz na
            forum rozgorzeje dyskusja akademicka - dluga i namietna (uwielbiam osobiscie)
            bo bardzo gladko sie rozprawia godzinami o ogolnych systemach wartosci lub o
            zyciu innych ludzi czy kryzysie swiata wspolczesnego. Osobiscie moge sie juz
            cala oblepic madrosciami z czterech stron swiata, rozpalic kadzidla i napawac
            swietnym teoretycznym przygotowaniem do zycia w zwiazku i magicznymi receptami
            na pielegnowanie milosci az po grob, paranoja polega tylko na tym, ze taka
            madra to juz bylam zyjac z Exem. No i co? No i pstro.


            • betuana Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 10:52
              To ja wyskoczyłam z "Małym Księciem", bo dla mnie właśnie to stwierdzenie lisa
              jest swego rodzaju kwintesencją relacji, jakie powinny mieć miejsce w związku.
              A że piękne teorie sobie, a życie sobie to już zupełnie inna bajka...
              • phokara Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 12:57
                betuana napisała:

                > To ja wyskoczyłam z "Małym Księciem", bo dla mnie właśnie to stwierdzenie
                lisa
                > jest swego rodzaju kwintesencją relacji, jakie powinny mieć miejsce w >>>>>>>
                >związku.

                Nie. To jest kwintesencja idealnego rodzaju relacji pomiedzy ludzmi, tak w
                ogole. Dobry zwiazek jest suma naszych doswiadczen i naszego zachowania w
                stosunku do innych. Do wszystkich innych. Przyjaciol, wrogow, pana w tramwaju i
                do samych siebie. To wszystko jest skladowa milosci, ktora nie polega na tym,
                ze sie jej uczymy w rownej mierze od swiata, jak od partnera.
                Ten cytat o oswajaniu lisa jest genialny nie dlatego, ze jest piekny, ale jest
                piekny dlatego, ze jest bardzo prawdziwy. I tego nam brakuje dzisiaj -
                wchodzenia malymi krokami do srodka kogos. Madrego oswajania, ktore wymaga
                czasu i cierpliwosci, i ktore najczesciej przegrywa z kolejna blyskotka na
                horyzoncie, czyms nowym. Starajac sie poznac wszystko dookola, nie poznaje sie
                tak naprawde niczego. Rozczarowanie. Nazywane jest rozczarowaniem swiatem,
                partnerem, czasami, w ktorych przyszlo nam zyc - ale tak naprawde jest to
                rozczarowanie samym soba. Oczywiscie, Maly Ksiaze mial duzo prosciej - planeta
                byla prawie bezludna. Stad spotkanie z kazdym stworzeniem uroslo do wielkiej
                celebry, tak, jak byc powinno. Trudno przewidzic coz by bylo, gdyby zamiast
                spotkac na swojej drodze jedna kaprysna roze wszedl do rozanego ogrodu. No
                wlasnie.
                • betuana Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 14:36
                  OK. Odniosłam się do relacji "związkowej" bo taka tu była poruszana, zawężając
                  nieco sens tego stwierdzenia, ale prawdą jest, że odnosi się ono jak
                  najbardziej do płaszczyzny ogólnoludzkiej. Jak dla mnie istnieją różne poziomy
                  i stopnie oswajania. Do jednych zbliżamy się bardziej do innych mniej, ale
                  zawsze dajemy coś z siebie (no może nie wszyscy, ale nie chce mi sie dyskutować
                  o stworzeniach człekopodobnych) w jakiś sposób oswając innych. Dlatego właśnie
                  dla mnie tak cholernie ważne jest to stwierdzenie "jesteś odpowiedzialny za to
                  co oswoiłeś".
                • nanga.nanga PHO!!!!!!!!!! 12.02.07, 19:37

            • crazysoma Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 10:54
              Nie "pstro" tylko pstrag.
              • phokara Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 12:33
                crazysoma napisała:

                > Nie "pstro" tylko pstrag.

                No wlasnie. I to obnaza cala moja 'madrosc'.
                hahahahahaha.
            • ladyhawke12 Ja nie byłam mądra 12.02.07, 11:01
              Ja mówiąc "tak" wcale nie uwarzałam się za madrą i nadal twierdze, że mądra nie jestem. Z uporem maniaka wierzę, że można znależć drugą osobę, która doceni to kim jestem, a nie jak wyglądam, doceni moja pasję życia, energie chęć tworzenia, nie stania w jednym miejscu. Nie będą istotne pojawiajace się zmarszczki, tylko interesująca rozmowa, blas świec tak ładnie maskuje przecież te własnie zmarszczki, że kiedyś patrząc na mnie gdy będziemy mieć ze 100lat, powie jesteś najpiekniejsza na świecie, będąc o tym przekonany. Nie, zdecydowanie nie jestem mądra, bo uważam, że w tym pędzie do młodości, bycia na topie ludzie gubią siebie, i głosno o tym mówie a to nie jest popularne. Nie jestem mądra bo nie nakładam tony kosmetyków na twarz,żeby nie było widać przypadkowo że jestem już dojżałą osobą, prawie wogóle sie nie maluję szkoda mi na to czasu, wogóle staram się łapać każdą chwilkę.
              • phokara Z ta madroscia to byla ironia. 12.02.07, 12:41
                Chodzilo mi tylko o to, ze poziom idealizmu podpompowany pieknymi cytatami
                przekroczyl u mnie poziom wod w Zawichoscie w okresie wiosennym.
                Co nie znaczy, ze przestalam wierzyc i byc idealistka. Tez wierze, ze mozna
                znalezc taka osobe, o ktorej napisalas, choc juz wiem, ze to nie jest tak
                oczywiste, jak mi sie kiedys wydawalo.
                I w dupie mam jakis ped do mlodosci i ogolne teorie, bo czlowiek jest taka
                istota, ktora sobie zawsze znajdzie jakies teorie i dowody, ktore jej pasuja. A
                to nie ma nic do rzeczy. Nie trzeba czytac tabloidow, nie trzeba sie wpasowywac
                w jakis schemat lub z nim walczyc, bo to glupota i strata czasu a najczesciej
                zwykly strach, ktory kaze sie zidentyfikowac z jakas grupa, zeby usprawiedliwic
                kiepskie zycie w liczbie pojedynczej. Po prostu.
                Mozna pieknie kochac z tona kosmetykow na twarzy i bez tez. Zadnych regul tu
                nie ma.
                • ladyhawke12 Re: Z ta madroscia to byla ironia. 12.02.07, 13:00
                  Fakt. To co napisałaś jest w 100% prawdą. Ja chciałam tylko może nieudolnie napisać że nie byłam i niejestem idalistką, tylko zwykłym nieposkromionym żywiołem, i czasami trudno komu kolwiek dotrzymac kroku, włącznie ze mną samą. Szukałam może wytłumaczenia, czemu zostałam zamieniona na młodszy model, choc jako stary jestem zupełnie sprawnym egzemplarzem. I przestałam szukać, są wydarzenia w zyciu i nie piszę tu o rozwodzie, które przewartościowują sposoby myślenia, patrzenia, mnie nadały jeszcze większego pędu, by nie tracić cudownych wspaniałych dni, wszystkich i tych słonecznych, i tych trudnych.
                • vertigo5 A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 13:19
                  ...że można zacząć od nowa i na nic już nie czekam w materii "okołomałżeńskiej"
                  Dla mnie małżeństwo było czyms absolutnie fundamentalnym, ta wiara umarła i nic
                  i nikt jej wskrzesi. Sądziłem, że żona stała się z chwilą przysięgi kimś jak
                  ojciec, matka, brat, siostra - po prostu, że zawsze żona będzie. Sądziłem,
                  byłem przekonany, że różnie mogą się losy układać ale zawsze będziemy
                  małżeństwem. Tymczasem, wystarczyło, że pojawił się ten trzeci i pooooooszło
                  wszystko w gruzy ! Po takim doświadczeniu trudno wierzyć w stałość,
                  niezmienność, dane słowo. Im mocniej się wierzyło w te - jak czas pokazał -
                  mrzonki tym trudniej dopuścić myśli, że można spróbowac jeszcze raz. Ja nie
                  zamierzam drugi raz pakować się w coś takiego z prostego powodu - nie
                  wierzyłbym bezgranicznie drugiej osobie, a bez takiej wiary coś takiego jak
                  małżeństwo nie sa sensu. W ten sposób kółko się zamyka.
                  • ladyhawke12 A ja wierzę... 12.02.07, 13:26
                    Wierzę w dane słowo, przynajmniej jak ja daje słowo to go dotrzymuję, chocby sie mury waliły. Nie odpowiadam za całe zło swiata, i nie moge odpowiadac co zrobia inni. Nauczyłam sie jednego że każdy innaczej rozumie to samo wypowiedziane słowo, zdanie itp.. Co do stałości, rodziców rodzeństwa itd, to bywa róznie. Nikt nikomu nie kaze wiazac sie na stałe, ale druga osoba jest potrzebna, po to by sie przytulic, by porozmawiac, by zrobic jeszcze pare innych ciekawych rzeczy. Samotnosc nie jest zawsze dobrym doradca, i swiadomym wyborem.
                    • vertigo5 Re: A ja wierzę... 12.02.07, 13:29
                      Lady ! Niewiara w mozliwość stworzenia udanego związku po rozwodzie nie oznacza
                      bynajmniej wybrania samotności !!! Boże broń ! Gdyby tak było to nie bawiłbym
                      się np. tak cudnie z Wami w poprzedni weekend smile))
                      • ladyhawke12 Re: A ja wierzę... 12.02.07, 13:33
                        Oznacza bo ja nie pisze o samotnosci takiej ze, nie spotykasz sie z ludzmi, i z kobietami. Ja mowie o samotnosci w duszy, przekreslenie, ze moze nam sie udac jeszcze kogos pokochac, i uwierzyc skazuje nas na samotnosc duszy a to duzo bolesniejsze niz samotnosc bo nie spotykam sie z nikim. Kurcze zagmatwanie pisze, ale to wszystko przez procedury adytowe, nie znosze papierkologi stosowanej.
                  • phokara Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 13:30
                    Rozumiem Cie.
                    Ale jesli bedzie wiecej takich osob, w ktorych umiera ta wiara, to bedzie tez
                    coraz wiecej takich artykulow, jak ten, ktory przytoczyles. Swiat stanie sie
                    jednym wielkim kolorowym tabloidem. Nie sam z siebie. Tylko przez nas. Przez
                    Ciebie tez. Bo duzo latwiej jest stracic wiare i sie zatrzasnac niz sprobowac
                    jeszcze raz. To jest dopiero heroizm.
                    Oczywiscie nie ma obowiazku zbawiania swiata wiec nie bede sie madrzyc. Tylko
                    prosze tu juz nie umieszczac takich postow bo to zakrawa na jakas straszna
                    hipokryzje.
                    • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 13:37
                      Dlaczego hipokryzja ??? Akurat wydaje mi się, że decyzja o niewchodzeniu nigdy
                      w ponowny związek małżeński jest potwierdzeniem tego w co się wierzyło - że
                      slub bierze sie raz i na całe życie.
                      A zbawiac swiat w jakimś mikro wymiarze zamierzam. Moja ex-żona, jej matka i
                      nawet jej babcia - wszystkie szybko się rozwodziły, po kilku latach małżeństwa.
                      Moim "zbawianiem świata" będzie walka, staranie aby zycie mojej córki potoczyło
                      się inaczej. To jej życie, jej decyzje będą, ale ja na tyle na ile potrafię
                      będę ją wychowywał i przekazywał swój osobisty swiat ginących już być może
                      wartości...
                      • ladyhawke12 Vertigo 12.02.07, 13:42
                        Nikt przenigdy nie zmuszał, i nie bedzie zmuszał do niczego, bo po pierwsze sie nie, a po drugie po co. To że masz wartosci to ogromny plus, ale one przeciez nie przekreslaja miłości, ciepła które możesz komus okazać itd..
                        • vertigo5 Re: Vertigo 12.02.07, 13:46
                          mogę ale nie chcę, to ze strachu oczywiścioe wink)))
                          • ladyhawke12 Re: Vertigo 12.02.07, 13:52
                            Ktoś mi kiedys powiedział, że trzeba walczyć o swoje szczęscie, bo jak sie je dostanie na tacy podane to się go nie ceni, tak jest ze wszystkim w zyciu. Ze strachu to mozna przestac jeździc na rowerze bo upadki bolą, ale czy sie przestaje jeżdzic, nie , kolejny raz wsiadasz i jedziesz. Czy mam swiadomie zrezygnowac z uczucia, ciepla, dlatego ze kiedys spadlam. A co zrobisz jak ktos Ciebie pokocha, nawet przy Twojej takiej postawie.
                            • vertigo5 Re: Vertigo 12.02.07, 13:59
                              Nikt mnie pokocha bo jestem cyniczny, zgorzkniały, ponury i czasem takie
                              zachowania demonstruję w miejscach publicznych nawet wink
                              • ladyhawke12 Re: Vertigo 12.02.07, 14:04
                                Oj Vertigi, Vertigo, co ja bedę Ci mówic, sam sie przekonasz, poza tym nie kryguj sie tak wink, wszak Ci powiedziałam na spotkaniu, ze na takiego faceta jak Ty czekałam całe zycie wink, a takich fanek jak ja jest wiecej, miłość moja pozostanie platoniczna niestey wink.
                                • vertigo5 Re: Vertigo 12.02.07, 14:05
                                  ładnie to kpić sobie ze smutnego faceta ?? a myślałem, że choć trochę mnie
                                  lubisz !!!!
                                  • ladyhawke12 Re: Vertigo 12.02.07, 14:07
                                    Vertigo pasjami uwielbiam, ale nic to, wszak Ty głuchy na me zaloty wink.
                                    • vertigo5 Re: Vertigo 12.02.07, 14:08
                                      a ja Cię uwielbiam mimo, że sobie ze mnie zartujesz wink))
                                      • ladyhawke12 Re: Vertigo 12.02.07, 14:11
                                        Vertigo ja nie żartuję, pisze prawdę, może dlatego że mam totalny dzisiaj objaw paniki i potrzebuje pobyc w realnym swiecie, w śród realnych problemów.
                                        • vertigo5 Re: Vertigo 12.02.07, 14:14
                                          za stary ze mnie lis abym wierzył w takie rzeczy smile)))
                                          • betuana Re: Vertigo 12.02.07, 14:17
                                            Uwierz, uwierz... Podpisuję się pod stwierdzeniami LadyH. I to obiema łapkami
                                            granatem oderwanymi od klawiatury
                                            • vertigo5 Re: Vertigo 12.02.07, 14:20
                                              Błędy można popełniać, ale dwa razy takie same ???? Nigdy !!!!
                                              wink
                                              • betuana Re: Vertigo 12.02.07, 14:24
                                                Ale dlaczego takie same? W końcu to inna kobieta będziesmile
                                                • vertigo5 Re: Vertigo 12.02.07, 14:25
                                                  Masz rację, zawsze może być gorzej wink))))
                                                  • betuana Re: Vertigo 12.02.07, 14:38
                                                    Nie siej defetyzmu, bo obniżę granicę tolerancji termicznejsmile
                                                  • vertigo5 Re: Vertigo 12.02.07, 14:45
                                                    Nie sieję defetyzmu lecz prowadzę działania wychowawcze wink Uświadamiam Was w
                                                    kwestiach fundamentalnych wink)))
                                                  • betuana Re: Vertigo 12.02.07, 14:54
                                                    Mój bardzo dobry znajomy (juz kilka lat po rozwodzie) zadzwonił w weekend i
                                                    powiedział, że wygląda na to, że chyba znalazł tego kogoś, więc myślę, że
                                                    wszystko jest możliwe, choć sama w to nie wierzę, a chciałabym wierzyć...
                                          • ladyhawke12 Re: Vertigo 12.02.07, 14:17
                                            Ha Ty za stary, ha i do tego lis, ha możesz wierzyc lub nie Twoja strata.
                              • marek_gazeta Re: Vertigo 12.02.07, 15:52
                                Ale ciągnie Cię do kobiet, to przecież widać, w dodatku się ewidentnie krygujesz.

                                Facet nie może żyć bez kobiety, bo zeświruje. Nawet jak Twoja własna eks- po latach jednak postanowi do Ciebie wrócić, to po pięciu minutach ucieknie. Brałeś to pod uwagę?
                                • anja_pl Re: Vertigo5 12.02.07, 19:54
                                  no nareszcie jakiś głos rozsądku,

                                  Vertigo5 kokietuje panie na forum swoja smutna i pełną cierpienia postawą,
                                  chce resztę życia spędzic samotnie, najlepiej za zamknięta furtą klasztoru
                                  kamedułów (?) ( tam, gdzie Michał Wołodyjowski po śmierci Anusi Borzobochatej),
                                  wiecie ten beret moherowy...,
                                  Kobiety chcą być jego pocieszycielkami, chcą się poświęcić, bo szkoda TAKIEGO
                                  faceta, tak skrzywdzonego przez tę, co to "zła kobieta była",
                                  wiecie ten fan klub wspomniany przez ladyhawk ...,
                                  że nie wspomnę o gorących, miłosnych wyznanich ladyhawk i zazdrosnych postach
                                  phimamdosc ...,

                                  i tym prostym zabiegiem Vertigo5 ten szczwany lis osiągnął to co pragnął:
                                  fan klub kobiet wpatrzonych w niego,
                                  wielbicielki gotowe go pocieszać, wszelkimi dostępnymi sposobami,
                                  partnerki do tańców, na smutnych i depresyjnych spotkaniach w Krakowie,

                                  a jego męskie ego, które odezwało się ciuchutko, że jak nie było na forum przez
                                  dłuższy czas, nikt o niego nie pytał, jest wielce nasycone,

                                  Panowie, może tak przykład z kolego Vertigo5?

                                  wink))))


                                  • phimamdosc czlowiek się nie odzywa w wątku, a i tak... 12.02.07, 20:17
                                    ..mu wypomną wink))

                                    Anja, proszę Cię smile
                                    przecież jak będą forumowi mężczyźni brali przykład z Verta, to najpierw
                                    znikną, a tego chyba nie chcemy?
                                    przeca oni tutaj niczem te dwa uszka w barszczu. za mało, za mało.

                                    pohołubmy ich przez chwilę zawczasu, niech się cieszą i zasiedzają ten lokal w
                                    dalszym ciągu wink
                                    • anja_pl Re: czlowiek się nie odzywa w wątku, a i tak... 12.02.07, 20:30
                                      znikną, ale potem wrócą i to w jakim stylu !!!!

                                      może warto poczekać?

                                      wink)))
                                      • phimamdosc Re: czlowiek się nie odzywa w wątku, a i tak... 12.02.07, 20:41
                                        Anja, zła kobieto Ty!!
                                        banuj Waśćka, wstydu oszczędź, sami nie pójdą...

                                        a w ogóle.. tych naszych biednych żuczków męskich chcesz tak.. od korytka? tych
                                        kilku raptem błąkających się po urodzajnej łączce? odgrodzić murem od nas? no
                                        przecież zapłakałybysmy się...
                                        nieładnie, nieładnie...

                                        smile)))
                                        • anja_pl działa !!! 12.02.07, 20:43
                                          kjeszcze nie zamilkli, nie przestali pisac na JEDEN dzień,
                                          a juz płacz sie rozlega !!!

                                          działa !!!

                                          wink

                                          tylko kurcze nie na mnie....
                                          • phimamdosc Re: działa !!! 12.02.07, 20:45
                                            kto?! kto się ośmielił załkać przed czasem?! przed stopera włączeniem?!

                                            smile))
                                  • marek_gazeta Re: Vertigo5 12.02.07, 20:47
                                    Eee tam, kobieta może pocieszyć, ale facet po tym pocieszeniu powinien znów stać się facetem. Z jajami znaczy. Mazgaj szybko zacznie wkurzać, więc trzeba uważać, aby za bardzo nie wejść w rolę Wertera.
                                    • anja_pl Re: Vertigo5 12.02.07, 20:53
                                      marku_gazeto, wszystko w swoim czasie wink))
                                      poobserwujemy Vertigo5:
                                      na razie:
                                      smutek, cierpienie,
                                      spotkania "dyskusyjne"
                                      spotkaniaq bardziej tańcujae,
                                      sponsoring
                                      order "czerwonej podwiązki"
                                      zapewnienie, że jak będzie Sodoma i Gomora oraz inne takie (s)ekscesy to do
                                      Katowic pojedzie,...

                                      nieźle się rozwija ....

                                      wink))
                                    • 13monique_n Re: Vertigo5 13.02.07, 09:50
                                      marek_gazeta napisał:

                                      > Eee tam, kobieta może pocieszyć, ale facet po tym pocieszeniu powinien znów
                                      sta
                                      > ć się facetem. Z jajami znaczy. Mazgaj szybko zacznie wkurzać, więc trzeba
                                      uważ
                                      > ać, aby za bardzo nie wejść w rolę Wertera.
                                      Oj, Marek, celna uwaga - fakt, kobieta chętnie bedzie pocieszać i
                                      niestrudzenie, ale jednak miesznaka faceta do pocieszania i faceta "Faceta"
                                      jest najbardziej pociągająca.
                                      I niekoniecznie tu chodzi o wkurzanie - tylko czasem kobieta dla odmiany dałaby
                                      się popocieszać "silnemu" męskiemu ramieniu smile
                                  • vertigo5 Re: Vertigo5 13.02.07, 08:51
                                    anja_pl napisała:

                                    > no nareszcie jakiś głos rozsądku,
                                    >
                                    > Vertigo5 kokietuje panie na forum swoja smutna i pełną cierpienia postawą,
                                    > chce resztę życia spędzic samotnie, najlepiej za zamknięta furtą klasztoru
                                    > kamedułów (?) ( tam, gdzie Michał Wołodyjowski po śmierci Anusi
                                    Borzobochatej),


                                    To byłoby piękne... Obejrzałem parę dni temu w kinie film "Wielka cisza" - 3
                                    godzinny dokument o życiu zakonników w jednym z klasztorów kartuzów, ponoć to
                                    najbardziej surowa reguła w kościele katolickim... Piekny świat. Nie chciało mi
                                    się wychodzić z kina... Poważnie
                                • vertigo5 Re: Vertigo 13.02.07, 08:47
                                  "Jesteśmy tym, kogo udajemy i dlatego musimy bardzo uważać, kogo udajemy" wink))

                                  Vonnegut
                                  • betuana Re: Vertigo 13.02.07, 09:04
                                    Cholerka, strasznie to prawdziwe...
                      • phokara Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 13:59
                        > Moim "zbawianiem świata" będzie walka, staranie aby zycie mojej córki
                        > się inaczej. To jej życie, jej decyzje będą, ale ja na tyle na ile potrafię
                        > będę ją wychowywał i przekazywał swój osobisty swiat ginących już być może
                        > wartości...

                        Wiesz, wlasnie o tym tu caly czas pisze, pewnie niezrozumiale. Swiat wartosci
                        papierowych (w sensie - na papierze) czy wewnetrznych (zatrzasnietych na glucho
                        we wnetrzu Vertigo) niewiele znaczy. Nic ponad idealistyczne cytaty. Nie ma
                        zadnej sily w zderzeniu z realnym swiatem. Ksiazki sie kurza, wewnetrzne
                        wartosci gina - bez dostepu swiatla i tlenu, a zycie sie toczy dalej. Kolorowo,
                        jak na pierwszych stronach gazet. Chcesz przekazac corce cos, co bedzie Twoim
                        osobistym swiatem, ktorego z zalozenia nie skonfrontujesz ze swiatem jako
                        takim, bo 'straciles wiare'. Rownie dobrze mozesz jej dac do czytania "uczte"
                        Platona czy "malego Ksiecia", a najlepiej "Rozwazania" sw. Tomasza z Akwinu.
                        One bardzo dobrze przekazuja swiat ginacych juz byc moze wartosci, jak
                        napisales, a moim zdaniem to nie o to chodzi, zeby cos przekazywac, tylko dac
                        temu swiadectwo w calkiem realnym swiecie - tu i teraz. To jest dopiero sztuka.
                        • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:01
                          phokara napisała:
                          > moim zdaniem to nie o to chodzi, zeby cos przekazywac, tylko dac
                          > temu swiadectwo w calkiem realnym swiecie - tu i teraz. To jest dopiero
                          sztuka.

                          W jaki sposób mam jej przekazać, że małżeństwo powino się zawierać na całe
                          życie ??? wchodząc do tej rzeki jeszcze raz ????
                          • ladyhawke12 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:05
                            Nie Vertigo, ale zeby nauczyc kogoś kochać, samemu ttzeba byc kochanym i kochac, innaczej nie będzie miała przykładu.
                            • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:07
                              no nie nie, nie da się zaplanować uczucia, miłości, przywiązania nawet w tak
                              szczytnym celu jak pokazanie córce świata w jakim pragnąłbym ją widzieć
                              • ladyhawke12 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:09
                                Pewnie że sie nie da, ale mozna nie zatrzaskiwać drzwi, przed tym na zawsze.
                                • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:13
                                  Lady - z miłości, uczuć i fascynacji zostają często krew, pot i łzy, pamiętaj o
                                  tym wink)))
                                  • ladyhawke12 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:16
                                    Pamietam Vertigo, pamietam, dlatego fascynuje mnie stale nieodmiennie zycie, ludzie mniej, uczucia mam ciepłe do paru osób, a na miłość musze zapracowac.
                                    • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:17
                                      pamiętaj o Syzyfie przy tej pracy Lady smile
                                      • ladyhawke12 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:19
                                        Pamietam, cholera pamietam, mam juz odciski na palcach od targania tego kamieniska do góry. i stale dostaje po głowce, ale jak bym tego nie robiła to jaki sens miało by moje zycie.
                                        • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:23
                                          Kamien na bok, przysiądziesz obok niego, paru forumowiczów (takich co nie
                                          próbują pchać takich kamieni) się zjawi (ja na pewno !), przyniesiemy piwo i
                                          różne pyszne wiktuały i odbędziemy parę przyjemnych (choćby tyko akademickich)
                                          dyskusji na tematy różne wink)))
                                          • ladyhawke12 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:24
                                            O dyskusje, chetnie, kamień sru..., no gdzie to piweczko..
                                            • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:26
                                              El Fuego, Kryjówka, Ulica Krokodyli smile))) - to początek tylko smile))
                                              • ladyhawke12 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:30
                                                Na dziś mam dość, jestem potwornie zmęczona, grypa mnie dopadła, Vertigo nie wierzy w moje wyznania ide się pochlastac, a później zaliczę knajpy pokolei jak je V wymienił, w ostaniej może znajdzie sie wreszcie jakis cichy wielbiciel. Kurcze w radiu stale o tych walentynkach mam dość.
                                                • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:32
                                                  Walentynki ???? brrrrrrrrrrrr, najdurniejsze święto w całym kosmosie. Nigdy go
                                                  nie lubiłem, nawet jak wydawało się, że jestem kochany
                                                  • ladyhawke12 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:35
                                                    Moze i najdurniejsze, ale wtedy mozna czasem sie zalapac na jakies przytulanie, ide szukac cichego wielbiciela, cholera znowu mi sie zaczynaja kolatac po glowce dzis niezbyt madrej, haselka z shreka, koniec ide polozyc sie do domku.
                                                  • betuana Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:40
                                                    Przytulamsmile
                                                  • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:47
                                                    to ja wirtualnie Cię przytulam smile)))
                                        • betuana Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:26
                                          Lady, jakby co to też mogę pomóc, a "mamutek" zaopiekuje się tymi wiktuałami co
                                          przyniesie Vertigo
                          • phokara Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:12
                            Nie mozna wejsc dwa razy do tej samej rzeki.

                            A Ty sobie rob, co chcesz. Nigdzie nie wchodz, tylko sobie zyj nawiazujac
                            relacje z druga osoba, jakie chcesz i w dowolny sposob, caly czas pamietajac o
                            tym, ze malzenstwo, ktorego juz nie ma zawarles na cale zycie. To jest jakas
                            metoda. Tak mysle. A czy sluszna to nie dojdziemy w tej dyskusji. Pozdrawiam
                            Cie cieplo.
                            • vertigo5 Re: A ja tam nie wierzę... 12.02.07, 14:15
                              Buźka wink)))
            • 13monique_n Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 11:07
              Pho, no sama widzisz - pod Ciebie podszywac sie zadna miara nie da. Kobieto!
              Ten, kto probowal to polglowek.

              Dzieki za kubelki zimnej wody wylewane na roznamietnione dyskusje smile
            • vertigo5 Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 11:24
              >> Mnie zawsze rozczula przywolywanie cytatow z
              "Malego Ksiecia" (jak to ktos wyzej uczynil) bo z miejsca mi sie przypomina
              kontrast pomiedzy fantazja autora a jego zyciem.

              Nie wiem, jakie życie miał Exupery, ale przypomniało mi się zdanie z jakiegos
              filmu (nie pamiętam jakiego), zacytuję oczywiście z pamięci: "szaleństwem jest
              żądać od filozofa aby zył według głoszonych przez siebie maksym" wink))
              • 13monique_n Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 11:38
                Vertigo, z filmu/komedii (bardzo zresztą prostej) o stereotypach rujnujących
                życie małżeńskie/związek... hehehe, tekst Załuskiego w roli owego "filozofa"
              • mamba234 Film ;-) 12.02.07, 11:48
                vertigo5 napisał:

                ale przypomniało mi się zdanie z jakiegos filmu (nie pamiętam jakiego),
                zacytuję oczywiście z pamięci: "szaleństwem jest
                żądać od filozofa aby zył według głoszonych przez siebie maksym" wink))

                Oglądaliśmy ostatnio u mnie ten film, z Twoją ulubioną Ewą Kasprzyk wink
                • vertigo5 Re: Film ;-) 12.02.07, 13:04
                  No tak Kasprzyk to super kobieta, wciąż... smile)
              • phokara Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 12:29
                > Nie wiem, jakie życie miał Exupery, ale przypomniało mi się zdanie z jakiegos
                > filmu (nie pamiętam jakiego), zacytuję oczywiście z pamięci: "szaleństwem
                jest
                > żądać od filozofa aby zył według głoszonych przez siebie maksym" wink))

                A wiec tym wiekszym szalenstwem jest zadanie tego od czytelnikow.

                • vertigo5 Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 13:03
                  Ale film z którego pochodzi cytat był jeno komedią, a tu chodzi (w naszych
                  przypadkach) o najprawdziwszy real niestety...
                  • ladyhawke12 Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 13:07
                    no tak. Lepiej mieć tasiemca, niż żadnego życia wewnętrznego
                    • betuana Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 13:11
                      I kulturę bakteryjną w jogurcie niż żadną...
                      • ladyhawke12 betu 12.02.07, 13:18
                        Fakt. ja dzis dostaje pomalutku juz głupawki, jutro audyt, i bede musiała wykrzesac z siebie jakieś mądrości, nie przyjdzie to łatwo.
                        • betuana Re: betu 12.02.07, 13:26
                          A ja załatwiam trzy sprawy na raz i mózg mi paruje, choć nie wiem czy sobie nie
                          pochlebiam w kwestii tego mózgu...
                  • phokara Re: Może źle się wyraziłem... 12.02.07, 13:14
                    To nie ma nic do rzeczy. Najprawdziwszy real w sensie zycie tez czesto bywa
                    jeno komedia. Albo tragedia. A cytaty pozostaja cytatami.

                    Na marginesie - bo fajny temat z tym cytowaniem medrcow w kontekscie do ich
                    zycia, dla mnie bardzo inspirujacy. Zrobilam szybki remanent w myslach i
                    doszlam do wniosku, ze najblizszy spojnosci w pismie i prozie zycia byl Kant.
                    Tak sie sklada, ze go uwielbiam i jego system jest najblizszy mojej naturze czy
                    tez etyce. Ale paranoja polega na tym, ze za cholere nie zamienilabym sie z nim
                    na zycie bo bym padla z nudow. hahaha.
        • nanga.nanga lady 12.02.07, 19:33
          alkoholizm jest chorobą.
          • nanga.nanga PS - lady 12.02.07, 20:50
            To powyżej wyświetlilo sie w zupełnie nieoczekiwanym miejscu, wiec spieszę z
            wyjasnieniem - napisałaś, że chodzi Ci na przykład o to, by nie porzucać
            małżonka z powodu choroby.
            A tu nic nie jest proste, niestety.
      • betuana Re: Problem w tym... 12.02.07, 09:54
        W porządku, wypowiem się z perspektywy ofiary. Miłość to nie tylko hormony i
        chemia mózgu, to chęć dzielenia z drugą osobą tego co niesie ze sobą życie, to
        chęć bycia razem w chwilach pieknych ale i w chwilach trudnych. Chciałam, żeby
        mój związek tak wyglądał, niestety, mój ex nie dorósł do odpowiedzialności, nie
        tylko za drugą osobę, ale nawet za siebie i nic nie mogłam na to poradzić.
    • bursztynowe Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 11:31
      > Pewnie się czepiam, ale męczy mnie, co to wszystko ma wspólnego z miłością?
      > Miłość nie oznacza przecież nieustannego emocjonalnego haju. Budowana jest
      > zazwyczaj wtedy, gdy zaczyna być trudno, nudno i kłótliwie. Tyle że
      > dostrzeżenie tego uniemożliwia nam otaczająca nas kultura, w której wierność,
      > trud budowania miłości czy wychodzenia z kryzysu stają się już tylko
      > zacofaniem. Kobiecość w takim świecie zostanie sprowadzona do poziomu Dody
      > Elektrody, męskość do postawy Michała Wiśniewskiego, a miłość do treści
      > tekstów "Ich troje".
      "Przecież to to samo"

      A czy nikt nie zauważył, że to dwie strony tego samego medalu. Punkt widzenia
      zelzy od pounktu siedzenia. Dziś niektórzy sa zbolali i zdruzgotani, wieć
      związek i miłośc kojarzy im się z cieprieniem.
      To jak postrzegamy otoczenie, zjawiska, samych siebie, zależy od naszwego
      nastawienia.
      • betuana Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 11:38
        Vetosmile Ani miłość, ani związek nie kojarzą mi się z cierpieniem, choć mój do
        udanych nie należał. Nikogo też nie namawiam, żeby w imię dosłownie pojmowanej
        przysięgi małżeńskiej cierpiał w nieszczęśliwym związku "na wieki wieków Amen".
        Powiem jeszcze raz, mnie wkurza sytuacja, gdy jedna ze stron zamiast próbować
        cos zmienić zadziałać, wycofuje się przy pierwszym poważniejszym problemie, lub
        notorycznie uchyla się od jakiegokolwiek angażowania się w rozwiązywanie
        problemów i zwiewa jak tylko na horyzoncie pojawi sie sposobnośc uwicia nowego
        gniazdka.
        • bursztynowe Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 12:53
          Co w tym wkurzającego?
          Ludzie są różni, jedni kradną inni kłamią, jeszcze inni nie dojrzewaja do
          związku. Pełne spektrum. Z pozytywnej strony również.

          Czy jak pada deszcz, a Ty mokniesz bez parasola, to też sie wqurzasz?
          • betuana Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 20:13
            Nie chodzę z parasolem i uwielbiam wracać mokra ze spaceru z psemsmile
    • bursztynowe Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 11:36
      > Pewnie się czepiam, ale męczy mnie, co to wszystko ma wspólnego z miłością?
      > Miłość nie oznacza przecież nieustannego emocjonalnego haju. Budowana jest
      > zazwyczaj wtedy, gdy zaczyna być trudno, nudno i kłótliwie. Tyle że
      > dostrzeżenie tego uniemożliwia nam otaczająca nas kultura, w której wierność,
      > trud budowania miłości czy wychodzenia z kryzysu stają się już tylko
      > zacofaniem. Kobiecość w takim świecie zostanie sprowadzona do poziomu Dody
      > Elektrody, męskość do postawy Michała Wiśniewskiego, a miłość do treści
      > tekstów "Ich troje".

      "Przecież to to samo",
      kabaret Tey,
      Z tyłu sklepu

      A czy nikt nie zauważył, że to dwie strony tego samego medalu. To samo zjawisko
      można opisywac za pomoca poezji, języka biochemii, tudzież wulgaryzmów. Punkt
      widzenia zalezy od punktu siedzenia. Dziś niektórzy sa zbolali i zdruzgotani,
      więc związek i miłośc kojarzy im się z cierpieniem. Przyjmuja więc zbolałą
      postawę, albo ida krok dalej i staja się cynikami, rzekomo znającymi tzw.
      zycie.

      To jak postrzegamy otoczenie, zjawiska, samych siebie, zależy od naszego
      WEWNĘTRZNEGO nastawienia. Tyczy się to również miłości.
      • bursztynowe Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 11:37
        Wersja robocza mi się nieopatrznie wysłała. Sorry.
        • betuana Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 11:39
          To masz odpowiedź pod wersją robocząsmile
          • libra22 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 11:58
            Powoli dojrzewam do zamknięcia tego rozdziału.
    • julka1800 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 12:58
      ... cala naga prawda opisana w prosty jasny sposob

      czesto zastanawialam sie jak to wlasciciwe jest i nie znalazlam odpowiedzi:
      dlaczego rozpad malzenstwa i rozwod sa w dzisiejszych czasach na porządku
      dziennym? Niczym pojscie do sklepu i kupienie chleba. Co sie dzieje w
      spoleczenstwie, ze przysiega, zobowiazania wobec drugiego czlowieka dane przed
      nim oraz /mam nadzieje/ przed samym soba nic nie znacza? A milość?

      Rozpoczynając swoją bytność na netowych forach czesto czytywalam posty:"
      Znalazlam milosc swojego zycia", po przeczytaniu okazywalo sie, ze ta milosc
      pojawila sie na gruncie czyjegos zwiazku malzenskiego ...

      Albo moj kolega, rozwodnik, juz w drugim zwiazku malzenskim, i ciagle
      poszukujący Swojej Wielkiej Milosci. Kiedys powiedzial mi, ze z jego malzenstwa
      wieje nudą ... gdy sie zapytalam co robil przez te 3 lata od kiedy sa razem, w
      ogole nie wiedzial o czym mowie. Uznal, ze latwiej poczukac nowej partnerki niz
      meczyc sie w martwym zwiazku.

      Ech...

      • vertigo5 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 13:22
        Julka, życzę Ci osiągnięcia etapu, kiedy tych spraw już się nie analizuje bo
        się w duszy "przedawniają". Sobie zresztą też tego życzę smile)
      • phokara Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 13:23
        >Co sie dzieje w spoleczenstwie, ze przysiega, zobowiazania wobec drugiego >>>>
        >czlowieka dane przed nim oraz /mam nadzieje/ przed samym soba nic nie znacza?
        >A milość?

        Spoleczenstwa skladaja sie z jednostek. To one pracuje mrowczo na kondycje
        ogolna. Ja, Ty, ten kolega rozwodnik w drugim zwiazku, co szuka dalej milosci
        zycia. Ale wciaz slychac pytania - co sie dzieje z tym swiatem, z tym
        spoleczenstwem, z tymi czasami, a malo kto sie pyta, co sie dzieje w nas
        samych, w tej jasnej i ciemnej czesci naszej natury.
        A milosc?
        A milosc na szczescie jest bytem idealnym. W przeciwienstwie do czlowieka.

        ps.
        Jula, poklep tego kolege wspolczujaco po ramieniu. Tak ode mnie.
        • julka1800 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 14:07
          Pho, poklepie tego Pana od Ciebiesmile

          Vertigo, to nie jest tak ze mysle o takich kwestiach non stop smile)) z tym ze
          takie pytania u mnie sie nie "przedawniają", podobnie jak i inne pytania, na
          ktore nie poznalam odpowiedzi jak dotad
          smile
          • vertigo5 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 14:12
            To znaczy, że jesteś coraz mądrzejsza, bo wraz ze zdobytym doświadczeniem
            będącym wszak jednym z typów mądrości człowiek coraz mniej pewny jest tego w co
            wierzył, zaczyna mieć pytania odnosnie kwestii kiedyś jakże prostych, jasnych,
            oczywistych smile
          • phokara Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 14:15
            > Pho, poklepie tego Pana od Ciebiesmile

            byle mocno. Bo ja mam taki klep solidny.
            haha.
            • libra22 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 14:49
              wink))))
              • julka1800 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 15:06
                Pho, klepne go tak po warszawsku moze byc?

                Verigo napisał:
                "To znaczy, że jesteś coraz mądrzejsza, bo wraz ze zdobytym doświadczeniem
                będącym wszak jednym z typów mądrości człowiek coraz mniej pewny jest tego w co
                wierzył, zaczyna mieć pytania odnosnie kwestii kiedyś jakże prostych, jasnych,
                oczywistych smile"

                Głupcem byłby ten, który by sie nie zawahał, głupcem równiez ten, ktory w
                obliczu negatywnego doswiadczenia pozwoliłby by umarla jego wiara smile
                • 13monique_n Re: "Miłość według tabloidu" 13.02.07, 09:59
                  julka1800 napisała:

                  > Głupcem byłby ten, który by sie nie zawahał, głupcem równiez ten, ktory w
                  > obliczu negatywnego doswiadczenia pozwoliłby by umarla jego wiara smile
                  Dzięki Julka - juz to sobie dopisuje do "przemyśleń"
                  smile
    • marek_gazeta Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 15:53
      Córka Kaczyńskiego jest ładna - tak przynajmniej sugeruje zdjęcie - to fakt.

      A cała reszta to pierdoły.
      • crazysoma Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 17:49
        Ale nie tak ladna jak Eva Green smile
      • vertigo5 Re: "Miłość według tabloidu" 13.02.07, 08:54
        Co jest pierdołami ? To, że zdradzała i zostawiła męża ???
        • marek_gazeta Re: "Miłość według tabloidu" 13.02.07, 08:57
          Nie, chodzi o sposób opisu całej sytuacji.
      • ak70 Re: "Miłość według tabloidu" 13.02.07, 09:41
        "Głupcem byłby ten, który by sie nie zawahał, głupcem równiez ten, ktory w
        obliczu negatywnego doswiadczenia pozwoliłby by umarla jego wiara smile "
        Wiara w trwałość związku ma ogromne szanse, aby umrzeć po tak traumatycznym
        przeżyciu jak rozwód... Vertigo pisał natomiast, że "To znaczy, że jesteś coraz
        mądrzejsza, bo wraz ze zdobytym doświadczeniem
        będącym wszak jednym z typów mądrości człowiek coraz mniej pewny jest tego w co
        wierzył, zaczyna mieć pytania odnosnie kwestii kiedyś jakże prostych, jasnych,
        oczywistych smile".. dla mnie to oznacza zwątpienie w sens wiary, ale głębokiej
        wiary w przekazane nam przez rodziców i dziedzictwo kulturowe wartości (Bóg
        Honor i Ojczyzna). To niedobrze... Verti - znam Cię i nie znam (choć była
        między nami umowa co do lateksu wink) ale ta wypowiedź mnie zmartwiła... osoba,
        którą wybrałeś okazała sie nie warta Ciebie, nie potrafiła docenić tego, co
        wniosłeś do związku (choćby czystość przedmałżeńską, wierność, troskę, miłość),
        ale pozwalasz jej - już teraz po rozstaniu - dalej niszczyć siebie. Uważam, że
        nasze wartości, nasze dobro własne nie powinno zostać poddane w wątpliwość
        tylko dlatego, że mąż/żona nas opuścili. Twój przypadek jest - jak dla mnie -
        ewidentny, Twoja żona kultywuje "tradycję rodzinną", więc nie szukaj winy w
        sobie i skup się - tak o tym tez Ci mówiłam smile - na uchronieniu swojej córci
        przed błędami matki, babci i prababci. Teraz jeszcze tego nie zrozumie, będzie
        myślała, że robisz jej wodę z mózgu (bo jak można przekonywać do czegoś, czego
        samemu sie nie zrobiło?), ale kiedyś zrozumie. NA PEWNO.
        Ja po rozwodzie zostałabym sama... sama juz do końca (no chyba, że zostałabym
        wdową w młodym wieku), bo moja wiara, moje pojmowanie wiary (jedyna stała rzecz
        w moim życiu) nie pozwoliłoby mi na kolejny związek, rozwód uregulowałby dla
        mnie jedynie kwestie papierkowe. Dlatego tak walczę... do upadłego...
        Verti... nie daj się. I choć nie dołączę do Twojego fan-clubu, to wiesz, że
        zawsze możesz zadzwonić. Pozdrawiam smile))
    • fiducia_32 Re: "Miłość według tabloidu" 12.02.07, 20:03
      A ja tak sobie mysle, ze jak zrodzi sie milosc, ale milosc nie zauroczenie,
      zakochanie czy inne uczucie, to zyje sie razem dzien po dniu i czlowiek sie nie
      zastanawia. Czuje sie bezpiecznie, ufa i daje bezpieczenswo. Nie ma tego
      uszarpania, tego zastanawiania sie nad zwiazkiem, partnere, Radoscia jest zycie
      we dwoje. Tak po prostu. Tylko, ze o to tak trudno..Tak bardzo trudno..
      • ladyhawke12 samotność 13.02.07, 10:01
        Skazywanie siebie na samotność, jest najwiekszym zwycięstwem ex, a dla osoby która to wybrała największą porażką. Tak uważam człowiek samotny dziwaczeje. Kwestia wiary ktos tu powiedział, wiara nas nie powinna karac, ze nie nasze winy. Czy dlatego że ex mnie zostawił, ja mam do końca życia sie umartwiać, w imie czego. Każdy bez wyjatku (znałam taki wyjatek który wybrał samotność, żył jak pustelnik prawie, do czasu,dopuki nie poznał tej drugiej swojej połówki)potrzebuje drugiej osoby, potrzebuje akceptacji, zrozumienia, ciepła, potrzebuje rozmowy, i podania kubka ciepłej cherbaty w chororbie. Nie trzeba odrazu stawac na ślubnym kobiercu, nie ma takiego przymusu. Twierdze że brak uczuć powoduje ze stajemy się jałowi, nie przekażemy naszym dzieciakom uczuć, sami ich nie doświadczając, one czy tego chcemy czy nie uczą się nas obserwując, na nic nasze gadanie i mądre dywagacje, jak innaczej postepujemy. Kiedys była dyskusja na temat księży, wtedy miałam bardzo negatywny stosunek do prawd które głosili, nie postepując wedłóg nich, ostanio spotkałam kolege jest księdzem, zapytał i jak leci, nie widzieliśmy sie hoho i jeszcze dawniej. Ja na to no cóz jestem juz 5 lat po rozwodzie, on na to to smutne, a ja że wcale nie bo teraz wiem że można być człowiekiem a nie przedmiotem, a on na to że smutne, bo nie doświadczyłam miłości, bo powinnam teraz madrzejsza, otowrzyc się na miłość, ja na to że kościól i rozwody to sprzeczność, a on na to że nie prawda, że skonczyły sie te czasy, bo każdy zasługuje na szacunek i miłość, i że wierzy że kiedyś z kimś będę szczęśliwa, to wcale nie zamyka mi drogi do nieba. i co wy na to.
        • ak70 Re: samotność 13.02.07, 10:17
          Lady... ja nie skazuję siebie na samotność. Mam dwóch fantastycznych chłopaków
          (vide: link w sygnaturce), rodziców, znajomych, forum smile) Może będę też kiedyś
          miała kogoś, kto - nie będąc moim mężem - poda mi kubek herbaty w chorobie, z
          kim będę mogła dzielić swoje smutki i radości. Ale nie mąż... przyjaciel, z
          którym będę żyła na stopie przyjacielskiej, który nie będzie się na mnie
          obrażał, bo nie mam ochoty na seks (bo w ogóle między nami seksu nie będzie!).
          Czysty układ, w którym każda strona będzie od początku wiedziała na co może
          liczyć, a czego po prostu nie będzie. Jeśli się zdecyduje - dobrze, jeśli nie -
          trudno. Przez całe swoje 36-letnie życie nie potrafiłam cieszyć się
          przebywaniem w towarzystwie najbliższej mi osoby - swoim. Najwyższa pora
          nadrobić te zaległości i dostrzec walory tej osoby smile)
          Ale - póki co - jest mąż i tego sie trzymam. I - jak juz wcześniej napisałam -
          to jest MOJE zdanie. Nie potępiam kogoś, kto postępuje inaczej, już nie
          oceniam. Ak70 to ak70, a ladyhawk to ladyhawk. I tak zostanie smile)
          Pozdrowionka
          PS. Lady, a swoja drogą to mogłabyś znowu napisać jakieś opowiadanko... od
          poprzedniego nie mogłam sie oderwać. Samotność jednak Ci służy smile)
          • ladyhawke12 ak70 13.02.07, 10:26
            Pisze opowiadanko, przesle to co juz napisalam, co do samotnosci, wlasnie dlatego ze nie jestm samotna to pisze, wreszcie nie wstydze sie byc tym kim jestem. Ja nie pisze o malzenstwie bo takie nie wchodzi w rochube, ja pisze o cieple, zrozumieniu, przytulaniu gdy swiat wali sie na glowe, chodzi o bliskosc, a nie tylko seks, choc przeciez to tez nic zlego, jesli oboje czerpia z tego radosc, a nie tylko jedna strona daje lub jest zmuszana do dawania. Rodzice, dzieci, przyjaciele, znajomi, to nie jest to samo co ktos kto ratuje cie wtrudnych sytacja, i nie zniecheca sie jak widzi cie w stanie nie koniecznie cudownej istotki, tylko np. w szpitalu, nieuczesana, smutna, szara.
            • ladyhawke12 Re: ak70 13.02.07, 11:06
              poszlo, odbierz poczte
              • ak70 Re: ak70 13.02.07, 11:46
                Dzięki, właśnie przeszło... idę się zagłębić smile)
        • anja_pl nic 13.02.07, 11:49
          można mieszkać z kimś i być samotnym,
          można mieszkać samemu i nigdy nie odczuwać samotności,
          to zależy li tylko od ciebie,

          moja wiara nie pozwala mi na zamieszkanie z kimś, "niby mężem", dopóki żyje mój
          mąż,
          i jest to świadoma decyzja,
          nie uzależniam swojej dalszej egzystencji od ..., no własnie od kogo?
          kochanka, konkubenta, no bo przecież męża ciągle mam,
          rozwód cywilny pozwolił mi zmienić nazwisko, uprościć sprawy urzędowe, nic
          więcej,
          nie zwolnił mnie z mego ślubu jaki składałam drugiemu człowiekowi biorąc Boga
          na świadka,
          on nie dotrzymał, to już jego problem,
          ale dla mnie nie jest to powód do łamania mojej,
          chyba, że wiara dla mnie nic nie znaczy, jest tylko przyzwyczajeniem,
          ale jak jest niezgodna z moim ego, to tym gorzej dla wiary?

          sorry, ale mnie to nie interesuje
          • ak70 Re: nic 13.02.07, 12:19
            anja... cholerka, lepiej bym tego nie ujęła!!
            Cieszę się, że nie ja jedna jestem taka "niedzisiejsza" smile) choc jeszcze nie po
            rozwodzie..
            Dzięki za ten post.
            Pozdrawiam
          • akacjax Re:w zasadzie 13.02.07, 14:41
            to w naszej religii jest jak w małżeństwie-nie do końca wiadomo co i jak, a do tego komunikacja bardzo słaba.

            My wyuczeni na odwiecznych zasadach Kosciołą zderzamy sie teraz z przyzwoleniem na związki niesakramentalne. i wychodzi, że czasami jesteśmy bardziej papiescy niż papież.

            Nie zamierzam ponownie ślubować(pisałam już o tym , to moje nadal akutalna postawa-bo nie wiem jakie są dla mnie drogib przygotowane...), na tą tez okoliczność(a może by sobie założyć hamulecwink) nie mam rozwodu a separację.
            Nie szukam partnera, raczej odnajduje siebie w singlowatości swej, co nie znaczy, że zarzekam sie, że mnie miłość kiedyś nie dopadnie.

            Nie powinno się mieszać małżeństwa w wersji pierwotnej(kościelnego, na zawsze), z małżeństwami bez tej wiecznej przysięgi-w cywilnych chyba nie ma że to na zawsze ze związkami opartymi na wielkiej miłości. Bo to rózne sprawy.

            Gdyby się trafiło 3 w 1-to super, a gdy jest jak jest..trzeba brać te taczki i pchać dalej.

            Ale pamiętaj Vert-nie wiesz jakie będzie Twoje zdanie na ten temat za rok, za dwa, za pięć lat-sytuacja zyska dystans.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka